Czy trwa egzekucja polskiego rolnictwa ?

Polski „ludek głupi” bezmyślnie kupował i kupuje obietnice bez pokrycia „dobrej zmiany” wspieranej przez hierarchię Kościoła Katolickiego i większość kleru.

Podczas odprawianej mszy dla  Polonii z całego świata w Kaplicy na Jasnej Górze w 2016 r. ksiądz infułat Ireneusz Skubiś – emerytowany redaktor naczelny „Niedzieli” powiedział m.in. „ jeszcze tak dobrego rządu nie mieliśmy  ( chodziło o rząd PiS Beaty Szydło), wszyscy członkowie rządu przystępują do komunii” oraz że „ albo Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale”.

Rząd „dobrej zmiany” co innego mówi i obiecuje gładkimi słówkami, a co innego robi, przystępując jednocześnie często do komunii, co traktuje jako marketing osłonowy. Jeśli będziemy interpretować na odwrót to, co mówią politycy PiS, zwłaszcza czołowi, to przewidzimy ich faktyczne działania znacznie trafniej, niż przyjmując dosłownie to co mówią.

Ma tu powszechne zastosowanie stara zasada żydo-masońska, która mówi tak „usta przeczą temu, co czynią ręce”. Ale Polacy tego nie widzą, zachowując się jak barany, co niestety trafnie określił Adam Michnik podczas swojej wizyty w Australii wiele lat temu.

Redakcja KIP

Czy trwa egzekucja polskiego rolnictwa ?
w Warszawie trwają protesty rolników

Jak Państwo wiecie, od dłuższego czasu szczególnie uważnie przyglądam się działaniom rządu Dobrej Zmiany – spowodowane to jest narastającym wrażeniem zasadniczych rozbieżności między szeroko i chętnie składanymi deklaracjami – a rzeczywistymi efektami deklarowanych działań.

Nie inaczej jest z rolnictwem – cóż z tego, że nasi(?) politycy co i rusz jeżdżą na wieś, składają solenne zapewnienia o tym, że zrobią wszystko, itd. Że zadbają, że wywalczą, że mają na uwadze, że jest to ich najwyższy priorytet. Wedle starego przysłowia: jak władza mówi, to mówi.

W tej chwili jest dramatycznie nabrzmiały problem skupu owoców miękkich – propozycje cenowe ze strony przetwórni są n tak niskim poziomie, że nie ma sensu zbiór owoców – cena skupu nie pokryje choćby jego kosztu. A gdzie koszty pozostałe, nawożenie pielęgnacja, przechowanie transport, opłaty… Cała produkcja nie ma sensu ekonomicznego przy tak niskich zyskach. 

I teraz nasuwa się pytanie: co robił rząd do tej pory z tą sprawą? Przecież prowadzenie rozmów teraz (http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-07-07/resort-rolnictwa-chce-aby-umowy-kontraktacyjne-w-skupie-owocow-byly-zawierane-z-wyprzedzeniem/?ref=series) gdy owoce gniją na krzakach, jest kompromitująco za późne. Niczego już nie uratuje. Te owoce zaraz będą się nadawały na karmę dla dzikich ptaków.

Odbywające się dziś protesty rolnicze, to czubek góry lodowej – efekt narastającej frustracji i poczucia zagrożenia środowisk rolniczych. Zagrożona jest nie tylko dochodowość działalności rolniczej – ale sama egzystencja gospodarstw, często, zwykle rodzinnych, będących jedynym źródłem utrzymania ich właścicieli. 

Podobna sytuacja dotyczy jabłek, owoców twardych – tu również ceny są bardzo niskie, podaż dalece przewyższa popyt. Tu również będą ogromne straty.

Tymczasem trzeba sobie to uświadomić – tzn powinni to sobie uświadomić politycy: hodowla, czy też produkcja owoców, to inwestycja długofalowa, co najmniej kilkuletnia. Trzeba zainwestować i poczekać kilka lat, by przyniosła zyski. W tym czasie też trzeba żyć. To nie jest sytuacja analogiczna do pracy polityka: dziś przy tym biureczku, ale jutro mogę być przy innym, a z tego poprzedniego dostanę odprawę.

Brak zapewnienia opłacalności spowoduje że gospodarstwa rodzinne upadną. Plantacje zostaną zlikwidowane, lub sprzedane. Cała niezmiernie ważna gałąź gospodarki jaką jest rolnictwo zostanie zagrożona, a z czasem unicestwiona.

Oczywiście to samo dotyczy produkcji mięsnej ze szczególnym wskazaniem na wieprzowinę. Tu też z jednej strony mamy nieustanne deklaracje gęsto podlane sosem patriotyzmu – a z drugiej strony bezlitosne fakty. Pod pretekstem ASF wybijane są zdrowe stada, jest problem z uzyskaniem odszkodowań. Do tego problem ze zbytem.

Równolegle, gdzieś w tle jest problem polityczny, Państwo pamiętacie, że nie ma możliwości eksportu żywności do Rosji. To jest ogromny rynek zbytu, który wchłaniał każdą ilość naszych produktów. Ale nie wchłania, bo w ramach obowiązujących sankcji jest dla nas zamknięty.

A co robią politycy, by ten rynek otworzyć. To samo co z małym ruchem granicznym z obwodem kaliningradzkim – nic. To nie ich problem, to problem jakich tam nieważnych ludzi.

Politykom wystarczy gwizdnięcie Tel Avivu, czy Waszyngtonu – i zrobią wszystko, pytając czy mogą zrobić więcej. Sprzedadzą swój naród, by dogodzić swoim mocodawcom.

A tu, na miejscu uważają, że wystarczy jeździć, opowiadać wzruszające frazesy „o tych, co żywią i bronią”, obiecywać – nic nie robić.

Nie zadbać o takie dopłaty, by towar w sklepie był w dostępnej cenie, a rolnik mógł spokojnie skupić się na produkcji, nie bojąc się nieustannie czy będzie miał za co żyć i produkować za rok. 

Zaś mając na uwadze wszystko to czego świadkami byliśmy w ostatnich miesiącach, tę nieustanną upokarzającą służalczość naszych(?) władz wobec Izraela i pana Trumpa teścia Jareda Kuschnera – możemy jak sądzę zacząć snuć podejrzenia spiskowe.

Przecież co i rusz mamy takie sytuacje że mimo solennych zapewnień takie czy inne grupy zawodowe, czy społeczne są zagrożone w swej egzystencji, żyją czy to w nieustannym zagrożeniu, czy na granicy egzystencji. Tam też poza deklaracjami rząd nic nie robi. 

Zastanawiam się więc, czy i tu o to samo nie chodzi. O doprowadzenie tych ludzi do sytuacji kryzysowej, bez wyjścia. By MUSIELI sprzedać swe gospodarstwa i wynieść się nie wiadomo gdzie. A kupią inni, ci co mają pieniądze, wielkie pieniądze – i tylko czekają.

Doskonałym przykładem takiego działania, o którym nie wiadomo co myśleć: czy jest przykładem bezbrzeżnej głupoty, czy celowego sabotażu, jest jedna z ostatnich decyzji nowego ministra rolnictwa. Otóż zalecił on spryskiwanie plantacji rzepaku bardzo niebezpiecznym dla pszczół pestycydem – neonikotynoidem.

Zaś Związek Pszczelarski i jego władze zostały o tym poinformowane … w dniu podpisania decyzji. Skutek może być taki, że wyginie znaczna część populacji pszczół. Wyginie, lub może wyginąć – zależy to w dużym stopniu od sposobu podania tego pestycydu.

Raczej wyginie – bo, będąc swego czasu pszczelarzem, poznałem bliżej wrażliwość ekologiczną polskich rolników na tę część przyrody, która NIE JEST ICH – jest zerowa. Jeżeli im się napisze, że mają stosować 2 gramy/100litrów i opryskiwać wieczorem po czasie oblotu owadów – to na pewno 80% z nich wleje 5gram – i będzie opryskiwać w środku dnia, najlepiej wietrznego, bo wtedy preparat najlepiej się roznosi. Efektem połączeniu idiotycznego rozporządzenia z niedouczonymi rolnikami będzie katastrofa ekologiczna – bo bez pszczół będzie – stan Kononowicza, jeśli Państwo wiecie co mam na myśli.

Rolnicy są jacy są, sam wiem, że żadne szkolenia nie są w stanie zmienić ich nawyków. Ale przecież jest minister – wykształcony, bywający w świecie. Powinien wiedzieć, że w cywilizowanych krajach ten pestycyd jest – po prostu – zabroniony. Jest szlaban i koniec. Więc dlaczego wprowadza go do zastosowania w swoim kraju? Niech ktoś to wytłumaczy…. bo ja nie potrafię.

Ale jeżeli pamiętacie Państwo, kim był minister rolnictwa – zanim został ministrem rolnictwa – to być może wiele nam to wyjaśni. Pisałem o tym, ale przypomnę – pan poseł Ardanowski był – a może nadal jest – przewodniczącym parlamentarnej grupy ds stosunków polsko-izraelskich. 
Wiec może to wszystko, to po prostu działanie na zlecenie? No, bo sami Państwo rozumiecie, czego się nie zrobi dla – braci. A kim są bracia pana premiera – no to sam nam przecież mówił – kto słuchał uważnie, ten wie.

Dziękuję za uwagę

Andrzej Tokarski

WYBRANE KOMENTARZE

@Andrzej Tokarski

Putin przedłużył embargo spożywcze. Władimir Putin przedłużył embargo spożywcze wobec krajów, które przyjęły antyrosyjskie sankcje, odpowiedni dekret został opublikowany na oficjalnym portalu internetowym z informacjami prawnymi. Ograniczenia będą obowiązywać do końca 2019 roku. Jak zaznaczali eksperci, ten krok nie wpłynie na ceny i inflację. W sierpniu 2014 roku Putin podpisał dekret zakazujący importu do Rosji niektórych produktów rolnych, surowców i artykułów spożywczych z krajów, które nałożyły antyrosyjskie sankcje: Stanów Zjednoczonych, państw UE, Kanady, Australii i Norwegii. Zakaz obejmuje mięso, kiełbasy, ryby, owoce morza, warzywa, owoce i produkty mleczne. Wraz z przedłużeniem zachodnich sankcji, Rosja również przedłużyła swoją odpowiedź, ostatnio do końca 2018 roku.

Ps…I w ten sposób Rosja rozwija rodzimy przemysł spożywczy. To było do przewidzenia, poza opublikowanym terminem embarga. Rolnicy z UE dzięki własnym politykierom mogą już zapomnieć, że kiedykolwiek odzyskają Rosyjski rynek. A kiedy już politycy pójdą po rozum do głowy, rynek rosyjski nie będzie już taki chłonny jak kiedyś. Co gorsze dla nich i dla nas staje się pod tym względem samowystarczalny.

kula Lis 67 13.07.2018 16:24:05

New PGR

Plan, rozpisany zresztą na długie lata, jest prawdopodobnie taki, żeby zniszczyć wszystkie składowe polskiego rolnictwa, razem z ludzkim pogłowiem. Ma pozostać ugór i puste wsie, najlepiej zadłużone. Czyli brud, smród i ubóstwo.
A potem ktoś (najprawdopodobniej pustynne juhasy) przyjdzie i to wszystko za bezcen wykupi. Kilku ” szczęśliwców ” nowy pan oczywiście pozostawi w NEW PGR, bo kto by na niego pracował.

tańczący z widłami 13.07.2018 16:28:57

@kula Lis 67 16:24:05

rzecz w tym, że inne państwa organizują sobie współpracę omijając sankcje – ich rządy na to przymykają oko – i Rosja przymyka oko

ale Polakom postawiono tak skuteczny szlaban – że skutki są widoczne. A wsparcia rolników ze strony rządu nie widać

Andrzej Tokarski 13.07.2018 16:43:33

@tańczący z widłami 16:28:57

też coraz bardziej mam takie wrażenie. Deklaracje – o ile nie idą za nimi realne skuteczne działania – są gówno warte

Andrzej Tokarski 13.07.2018 16:44:26

@Andrzej Tokarski 16:43:33

Prywatni nasi biznesmeni, etc..także handlują, Rosja i nasz rząd także na to przymyka oko.

kula Lis 67 13.07.2018 17:01:58

@kula Lis 67 17:01:58

dla stabilności branży istotna jest skala- jeżeli jest niewielka, nie ma znaczenia gospodarczego

Andrzej Tokarski 13.07.2018 17:05:22

Ta ostatnia niedziela

Obawiam się, że doszło już do tego, że przeciętny polski rolnik jest dziś osobnikiem bezwolnym i zastraszonym, został wykastrowany unijnymi dotacjami i nie zastawi już kombajnami dróg w całej Polsce na znak (jakiegoś) protestu. Będzie brał pożyczki, będzie się zadłużał najczęściej na hipotekę i jęczał pod sklepem GS jak to ciężko. W niedzielę podziękuje na kolanach „św. Panience” w kościelnej szczujni , przeżegna się po trzykroć zamykając sobie czakry i poklepie pacierze, a potem zje na obiad ostatniego niedzielnego koguta w rosole.
I tak skończy się polskie rolnictwo.

tańczący z widłami 13.07.2018 19:09:04

@tańczący z widłami, prawde piszesz! – ONI ziemi nie kupują! ONI ją zawłaszczają pożyczając na jej zakup wirtualne pieniądze! –

EU „rozdaje” też „zapomogi” na „rozwój” gospodarczy! (kogo??).

– Po nakręceniu „koniunktury”, ŻĄDOWI EXPERCI ogłaszają recesję i nikt z Polaków nie jest w stanie spłacić UNyjnej „pomocy materialnej” – Interes został ubity i Polak Słowianin, przy tej wspaniałej okazji również!

Równocześnie podatki i ceny zostają podniesione, więc biedni ludzie zmuszeni są sprzedawać swój dorobek, majątek za grosze lub opuścić i pozostawić resztki swoich prywatnych posiadłości UNIjnym „FILANTROPOM”.

Natępnie, ŻĄD-owe służby policyjne „UJAWNIAJĄ” wielką BANKOWĄ „AFERĘ FINANSOWĄ” i teraz tracą chciwi inwentorzy, ciułacze BANKOWI i biedota pracująca.

Resztę właścicieli przepędzi się pożarami, powodziami, epidemiami, kontrolowaną przez WSI chuliganką, wojną domową (rewolucją), pogromami… lub wojną.

Tylko nędzaże, tak samo jak przed kryzysem, pozostaną na ulicy i stołować się będą w śmietnikach. A ich jedynym nowym zmartwieniem będzie wzrastająca konkurencja na miejscówki pod mostami, w kanałach i lęk o zasoby gospodarczo żywnościowe na ŻĄD-owych wysypiskach śmieci.

Rozchwytywanie ziemi (zawłaszczanie – grabież)!!!!!!

Informacja na tabliczce:

– – – – – – – – – – . WYDZIERŻAWIONE
– – – – – – – – – – – – – -. NA TWOJE
– – – – – – – – – – – – – .. WAKACJE

Krystyna Trzcińska 13.07.2018 19:42:03

@Andrzej Tokarski 17:05:22

Za rolnictwem murem wszyscy „politycy” powinni stać , a tu taka hucpa . Ave.

Repsol 13.07.2018 20:04:31

Trochę statystyk

http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Agriculture_statistics_-_family_farming_in_the_EU

„Farms with no family labour force cultivated an average area that was almost 16 times as large as the average area cultivated by farms with only family workers”

Na dzień dobry można by surowo karać oznaczanie owoców i warzyw, czy mięsa jako polskiego, gdy pochodzi z importu, bo bywa, że się tak je oznacza (po wcześniejszym przepakowaniu, podobnie jak Chiński miód oznaczany jako pochodzący „z krajów UE”). Na dłuższą metę z masówką się nie wygra i rolnicy muszą wybrać – albo eko (rolnicy z zamiłowania, gdzie większość potrzeb żywnościowych sami zaspokajają + lokalny/internetowy handel we własnym zakresie), albo masówka. Eksport do Rosji – tak jak to każdy inny robi, przez inne państwo (Białoruś). Rozwijające się Chiny mają spore niedobory np. zbóż, aktywnie od lat kupują ziemię we wschodniej Europie. Świniaki też jedzą.

http://www.fooddialogues.com/article/average-age-american-farmer/
https://www.nextbigfuture.com/2016/02/average-age-of-japanese-farmers-is-66.html
https://www.huffingtonpost.com/terezia-farkas/why-farmer-suicide-rates-_1_b_5610279.html

„In the U.S. the rate of farmer suicides is just under two times that of the general population. In the U.K. one farmer a week commits suicide. In China, farmers are killing themselves daily to protest the government taking over their prime agricultural lands for urbanization. In France, a farmer dies by suicide every two days. Australia reports one farmer suicides every four days. India yearly reports more than 17,627 farmer suicides.”

Z żywnością będą problemy wszędzie, jak nic się nie zmieni (a bez powodu się nie zmieni). Dobra żywność (nie wypłukująca z organizmu resztek witamin i minerałów, jak to już bywa, a przeciwnie – bogata w wartości odżywcze) musi kosztować. Politykom jest to nie na rękę, wyszło by wtedy ile ludzie zarabiają (po uiszczeniu 80% daniny)…

k4tx 13.07.2018 20:59:35

@Repsol 20:04:31

szkoda Leppera – przydałby się chłopisko nie raz – teraz też go brakuje

Czołem

Andrzej Tokarski 13.07.2018 21:15:58

@tańczący z widłami 19:09:04

muszą potrafić się postawić na ostro – jak francuscy rolnicy. Jeżeli tego się nie nauczą – zostaną wykończeni, a ich ziemia zagrabiona za długi z kredytów nie do spłacenia

Z tego, że ktoś ma złowrogi plan wobec polskiej wsi – wcale nie oznacza że nie można zbudować kontr-planu – tylko trzeba odwagi. Zdrowaśki nic nie dadzą – Matka Boska – z tego co wiem – jest żydówką, więc nie ma co liczyć na opiekę

Andrzej Tokarski 13.07.2018 21:20:57

@k4tx 20:59:35

na dzień dobry rząd musi chcieć pomóc polskim rolnikom i chcieć dbać o całą gałąź – a ja mam narastające wrażenie, że rząd składa deklaracje by zyskać czas, a w tym czasie tworzyć fakty dokonane

Andrzej Tokarski 13.07.2018 21:23:03

@k4tx 20:59:35

„Jak pomóc rolnikom?”
„Rozmawiać na temat ich depresji”

Nie wprowadzić rządowe regulacje i zarządzenia, aby ich produkcja się opłacała, co to, to nie. Przecież cały łańcuch pośredników musi się wzbogacić na ich pracy. Po prostu z nimi rozmawiać.

Gdzie my żyjemy?

Lotna 13.07.2018 21:37:06

@Lotna 21:37:06

Czekam tylko na nowe podatki gruntowe , wodne i od powietrza . Ukłony. Ps. Żyjemy jak widać w dzikim kraju.

Repsol 13.07.2018 21:45:12

@Lotna 21:37:06

Kosiur wkleił pod postem Nikandera link do interesującego wykładu Józefa Kamyckiego – o pętaniu polskiej przedsiębiorczości.

Polecam, bardzo cenny materiał

Andrzej Tokarski 13.07.2018 21:45:47

All

polecam wszystkim przesłuchanie wykładu Józefa Kamyckiego

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/07/13/rozbior-gospodarczy-polski-pod-wladza-rezimu-iiizydo-rp-polin/

Andrzej Tokarski 13.07.2018 21:48:28

@Andrzej Tokarski 21:20:57

Dokładnie tak. Wieś potrzebuje współczesnych kosynierów, a my mamy jak na razie tylko koła gospodyń wiejskich piekące racuszki, plecące wianuszki i śpiewające oj dyna dyna pogziła się Maryna.

tańczący z widłami 13.07.2018 21:48:41

Opublikowano za: http://att.neon24.pl/post/144579,czy-trwa-egzekucja-polskiego-rolnictwa

Od redakcji KIP:

Polecamy dla Dociekliwych i Samodzielnie Myślących przeczytanie  i przeanalizowanie, co najmniej zamieszczone na poniższych linkach teksty o zjawiskach gospodarczych, a w konsekwencji społecznych, przede wszystkim w rolnictwie i na wsi, jakie przyniosła Polsce kolonialna transformacja ustrojowa.  Obraz, który się pojawi z połączenia wielu „puzli” w całość, będzie szokujący, zwłaszcza dla tych, którzy wierzą w kłamstwa  mendiów ( jako instrumentu w „zorkiestrowanej” propagandzie globalistów NWO), polityków, edukacji na wszystkich szczeblach, pielęgnując własne lenistwo umysłowe i zwyczajne tchórzostwo. Zalecamy czytanie i analizowanie w podanej kolejności.

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania co najmniej kilkunastu tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować… i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP

 

Comments

  1. nanna says:

    Nic to, bierzmy się za rolnictwo. Polskie rolnictwo.

    „Czy trwa egzekucja polskiego rolnictwa ?”

    – to zależy, kto jest w tym plutonie egzekucyjnym. Ziemiom przywłaszczonym przez kościół katolicki nic się przecież nie stanie. A ówże „głupi ludek” pracuje na niej albo za grosze albo za „Bóg zapłać” i nawet nie ma się komu poskarżyć.
    – To nie są już czasy, gdy partia rządząca miała realną władzę i jeden telefon wykonany przez odpowiedniego człowieka załatwiał sprawę sporną od ręki.

    „Podczas odprawianej mszy dla Polonii z całego świata w Kaplicy na Jasnej Górze w 2016 r. ksiądz infułat Ireneusz Skubiś – emerytowany redaktor naczelny „Niedzieli” powiedział m.in. „ jeszcze tak dobrego rządu nie mieliśmy ( chodziło o rząd PiS Beaty Szydło), wszyscy członkowie rządu przystępują do komunii” oraz że „ albo Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale”.”

    – ten infułat mógł sobie mówić, co chciał. Pytanie jest jednak, dlaczego ludzie tam przyszli by go słuchać?
    – Gdyby ludzie tam nie poszli, to nie byłoby takich przemówień.
    – Niektórzy usiłują walczyć z kościołem katolickim, a wystarczyło by przecież do niego nie chodzić by ten upadł w sekundę. Za co więc można tu winić ten kościół?

    „Rząd „dobrej zmiany” co innego mówi i obiecuje gładkimi słówkami, a co innego robi, przystępując jednocześnie często do komunii, co traktuje jako marketing osłonowy.”

    – rząd w Polsce, jak każdy inny na świecie, nie robi tego co chce, ale wyłącznie to, co musi.
    – Polacy napadają na rząd i jednocześnie wymagają, by ten rząd mógł cokolwiek dla nich zrobić. Tak to nie działa. Każdy rząd jest silny wsparciem swoich obywateli i nigdy nie będzie inaczej. To dlatego cwaniakom udał się trik z „demokracją”.

    „Jeśli będziemy interpretować na odwrót to, co mówią politycy PiS, zwłaszcza czołowi, to przewidzimy ich faktyczne działania znacznie trafniej, niż przyjmując dosłownie to co mówią.”

    – no przecież! Tylko idiota bierze słowa rządu dosłownie. Ale nawet, gdy będziemy już wiedzieć to faktyczne, to co to nam da? Otóż, to nie da nam nic. Bo i jakim cudem?

    „Ma tu powszechne zastosowanie stara zasada masońska, która mówi tak „usta przeczą temu, co czynią ręce”. Ale Polacy tego nie widzą, zachowując się jak barany”

    – to nie tylko zasada masonów, ale wszystkich oszustów.
    – A michnik nie nadaje się na autorytet nawet w kwestii baranów. Być może określił on tak Polaków, ponieważ wiedział, że będą oni boleśnie strzyżeni. Miał obowiązek to Polakom powiedzieć, a nie szydzić i robić na tym kasę zdradzając i nasz kraj i nas.

    „w Warszawie trwają protesty rolników”

    – no i po co?
    – Jeżeli się strajkuje, to przynajmniej należy przedtem się dowiedzieć, jakie są szanse na uzyskanie założonych celów wspieranych strajkami.
    – Nasze rolnictwo mogłoby uratować tylko otwarcie rosyjskiego rynku na polskie towary. Ale to się nie stanie ani dziś, ani być może w odległej przyszłości. I dzieje się tak na życzenie Polaków wolących klękać w kościołach a nie nosić kwiaty pod Pomniki Braterstwa Broni.
    – Jak wiemy, polscy rolnicy są beneficjentami Reformy Rolnej ogłoszonej w ramach PKWN. Wypierając z narodowej pamięci ten fakt polscy rolnicy zgodzili się na to, by stan sprzed tej reformy był przywracany. I to się dzieje!
    – Nie uznając Polski Ludowej, sojuszu z ZSRR i porządku geopolitycznego po II. wojnie daje się ciemnym siłom zielone światło do działania.
    – Jeżeli Polakom nie daje nic do myślenia wynoszenie na cokoły morderców chłopów biorących ziemię z Reformy Rolnej, to o czym tu jeszcze mówić? Ci przeklęci mordowali chłopów by ich zastraszyć tak, żeby nie brali ziemi, żeby się nie powiódł plan zapewnienia Polsce żywnościowej samowystarczalności, do czego dążyła właśnie ta Reforma.
    – Do 1980 roku nie były dla nas, Polaków, istotne wahania w zbiorach zbóż na świecie, ponieważ praktycznie wszystko mieliśmy własne.
    – W każdym gospodarstwie była co najmniej jedna krowa, kilka świń, stado kur, kaczek i gęsi. Każda gospodyni wiejska miała własny, przydomowy ogród warzywny, a więc jej rodzina – nawet ta żyjąca w mieście – miała zapewnioną wyżerkę także na czas politycznych zawirowań. Była bioróżnorodność.
    – Przecież Partia o tym wiedziała i to wspierała i tylko kompletny dureń może uważać, że wieś tak sama z siebie się swobodnie rozwijała.

    Jeżeli natomiast „Dobra Zmiana” robi tylko to, co robi oznacza właśnie, że nic innego zrobić się nie daje. I z powodów sytuacji politycznej Polski i z powodu ingerencji unii w każdą gałąź rolnictwa. Tu konieczna byłaby współpraca miasta ze wsią, ale miasto żywi się w biedronce i wieś to dla miasta chamy ze słomą w butach.
    Osobiście nie mam słomy w butach (słoma zapewniała w butach suchość, a więc zapobiegała grzybicy stóp; była dostępna, praktycznie darmowa) ale chodzę chętnie w gumofilcach, bo szybko można je ubrać na nogi i dobre na każdą pogodę.

    Według mnie wieś jest nie tyle ofiarą złych intencji rządzących, co jest ofiarą bezrozumnych mieszczuchów.
    Jest oczywiste, że wieś albo będzie produkować żywność dla miast, albo wieś upadnie a miasto zdechnie z głodu bądź stanie się niewolnikiem za kromkę chleba. Niemcy to przerabiali w czasie Republiki Weimarskiej.

    „Nie inaczej jest z rolnictwem – cóż z tego, że nasi(?) politycy co i rusz jeżdżą na wieś, składają solenne zapewnienia o tym, że zrobią wszystko, itd. Ze zadbają, że wywalczą, że mają na uwadze, że jest to ich najwyższy priorytet. Wedle starego przysłowia: jak władza mówi, to mówi.”

    – otóż, PiS dla wsi zrobił bardzo wiele choćby tym 500+. Ale to nie może trwać wiecznie i już z pewnością wrogie siły się namierzają, jak tu zamącić. Pewnie naszczuje się mieszczuchów na chamów ze wsi i będzie konieczne albo dać każdemu 500+ albo zawiesić wypłacanie tego.
    – Polacy to przerobili w PRLu wykrzykując, że „wszyscy mamy jednakowe żołądki”. Szczególnie głośno krzyczeli ci, co mieli emerytów w rodzinie a ci byli stałym elementem sztucznie wywoływanych kolejek przed sklepami branż wszelkich. Nie chodziło przecież wcale o to, żeby coś kupić, ale o to, żeby stać w kolejce i dawać tym wyraz sprzeciwu wobec ludowej władzy.
    – Podwyżka ceny cukru o 50 gr na kilogramie spowodowała ponoć „wydarzenia poznańskie” z dewastacją i rabowaniem sklepów a także napaścią na przedszkole! Obciążenie dla przeciętnej rodziny z powodu tej podwyżki zamykało by się w granicach 5 złotych rocznie, ale kto by chciał w to wierzyć? Wszak radio wolna europa mówiło co innego niż rząd.

    „W tej chwili jest dramatycznie nabrzmiały problem skupu owoców miękkich – propozycje cenowe ze strony przetwórni są n tak niskim poziomie, że nie ma sensu zbiór owoców – cena skupu nie pokryje choćby jego kosztu.”

    – no i co ma tu rząd zrobić? Jeść maliny jako podstawę dziennej diety?
    – Ci producenci owoców miękkich to przecież inicjatywa prywatna, to są ci ludzie, którzy szkalują socjalizm za ingerencję w sprawy gospodarcze! Poza tym ci producenci owoców wszelakich biorą dopłaty! Czy sprzedadzą czy nie, kasę mają i to jest szatańskie działanie unii europejskiej.
    – Osobiście znam ludzi, którzy przed laty nawet nie weszli na swoją plantację malin by je zerwać, bo wystarczyło im, że pieniądze już dostali. A gdy chciałam u nich kupić parę kilo malin to cenę mi podali powyżej 10zł za kilogram i jeszcze proponowali, żebyśmy sobie sami zerwali. No więc narwaliśmy sobie malin, ale dzikich w zagajniku.

    „A gdzie koszty pozostałe, nawożenie pielęgnacja, przechowanie transport, opłaty… Cała produkcja nie ma sensu ekonomicznego przy tak niskich zyskach.”

    – przy tak niskich zyskach? Czyli jakieś zyski są, prawda? Ale ludzie chcą więcej. Tylko kto miałby im to dawać i dlaczego?
    – Dopłaty to są pieniądze brane od ludzi z miast w ramach podatków na wszystkie artykuły i usługi. Ta cała unia nie daje nam nic od siebie a przeciwnie: zrobiła takie „trudne formularze” że „wnioski” mogą być dowolnie rozpatrywane pod kątem użyteczności dla unijnej polityki.

    „I teraz nasuwa się pytanie: co robił rząd do tej pory z tą sprawą? Przecież prowadzenie rozmów teraz ) gdy owoce gniją na krzakach, jest kompromitująco za późne. Niczego już nie uratuje.”

    – rząd nie powinien wcale zajmować się prywatnymi producentami czegokolwiek, ponieważ kapitalizm jest oparty na konkurencji i słabszy musi odejść.
    – Zachowanie systemu kapitalistycznego i jednoczesne wspieranie prywatnej inicjatywy to sprzeczność sama w sobie.
    – By móc coś produkować to musi być i nabywca do tego. Inaczej żadna produkcja nie ma sensu.
    – Jeżeli owoce gniją na krzakach to znaczy, że plantacja nie była zrobiona pod kątem zapewnienia ludności dostaw owoców a była zrobiona pod kątem uzyskiwania z niej zysków. A przecież pieniędzy nie da się jeść, o czym wiedzieli Indianie od zawsze.

    U nas jest plantator truskawek. Dopłaty bierze oczywiście jak każdy. Za kilo truskawek chciał 8 złotych, bo mógł zatrudnić parę osób do zbierania po 5 złotych za łubiankę, bo taniej ich zatrudnić się nie dało; po prostu nie przyszli. W łubiance mieściło się 3kg truskawek. Więc zysk na kilogramie był poniżej 3 złotych, bo i pielęgnacja plantacji kosztowała swoje.
    Czyli na tonie owoców miałby ten plantator zysk ok. 1000zł. Czas poświęcony na te uprawy to może tydzień, dwa w roku. I faktycznie, gdyby nie „dopłaty” to plantację by porzucili i byłby pewnie ugór. Albo zasiali by grykę czy co innego, do czego dopłaty w danym roku byłyby największe.
    Widzimy więc, że frajerzy mieszczuchy za wszystko płacą, bo chcą żyć wygodnie i nie być chamami ze wsi ze słomą w butach.

    „Te owoce zaraz będą się nadawały na karmę dla dzikich ptaków.”

    – bardzo wątpię, bo ptaki by wyzdychały po zjedzeniu trucizn. Co innego człowiek. Nażre się byle czego, weźmie tabletkę od bólu, a w ostrzejszych przypadkach dostanie miejsce w szpitalu, gdzie kroplówkami oczyszczą mu krew i tak do następnych owoców rodzimego i zagranicznego chowu.
    – Niemcy pokazali, że takie np. awokado jest praktycznie niejadalne, ponieważ tzw. popyt spowodował powstanie ogromnych plantacji, te jako monokultury muszą być traktowane ostrą chemią i tej nie da się całkowicie z owoców usunąć. Więc albo spleśniałe awokado albo takie piękne, ale trujące. To samo dotyczy wszystkich innych warzyw i owoców dostępnych w dużych sklepach. One muszą się kiedyś tam sprzedać a więc muszą móc leżeć na półkach bez śladu gnicia.
    – Niemcy doradzali swoim ludziom, by jedli tylko owoce i warzywa regionalne, od znanego producenta.
    – A Polak cieszy się, że zje karambola czy żółty arbuz bez pestek!

    „Odbywające się dziś protesty rolnicze, to czubek góry lodowej – efekt narastającej frustracji i poczucia zagrożenia środowisk rolniczych. Zagrożona jest nie tylko dochodowość działalności rolniczej – ale sama egzystencja gospodarstw, często, zwykle rodzinnych, będących jedynym źródłem utrzymania ich właścicieli.”

    – no i czemu tu winien jest rząd?
    – No i co zmienią te protesty?

    U nas ludzie dokupowali ziemię, by była ona w polskich rękach. I co? Ich dzieci, wychowane na smarkfonach nie chcą mieszkać na wsi, ziemia jest im obojętna i po zejściu rodziców zechcą ją sprzedać by mieć z tego pieniądze. Fura, wycieczki na karaiby i lekkie życie to jest coś, do czego dąży polska, wiejska młodzież.

    Ja pamiętam bardzo starą Kobietę, już nieżyjącą, która pieląc truskawki w przydomowym ogródku starannie wyrywała odrosty i je dołowała, by się nie zmarnowały i by móc je dać komuś, kto zechce sobie truskawki posadzić. Dawała to za darmo. Ona mi mówiła, że jak się zegnie, to i cały ogród może wypielić, byle się nie prostować, bo wtedy plecy są sztywne i bolą.
    Tacy ludzie kiedyś żyli na wsiach. Ludzie kochający ziemię, rozumiejący ziemię, nie przeliczający wszystkiego na pieniądze.

    Jeżeli dzisiejszy rolnik uważa, że ma prawo żyć tak samo jak ludzie w miastach, to ktoś komuś najwyraźniej narobił do głowy.
    Wieś to wieś a miasto to miasto.
    Inne wady i inne zalety ma wieś.
    Inne wady i inne zalety ma miasto.

    Próby zrównywania jednego z drugim to właśnie polityka prowadzona przez unię i mająca na celu pozbawienie Polaków ziemi.
    Naród bez ziemi to nie naród. To najemnicy pracujący u obcych i na obcych.

    „Podobna sytuacja dotyczy jabłek, owoców twardych – tu również ceny są bardzo niskie, podaż dalece przewyższa popyt. Tu również będą ogromne straty.”

    – jakie straty? Od początku było wiadomo, że jest za dużo sadów i będzie za dużo jabłek.
    – Czy za to także należy winić rząd?
    – A co z wolnością obywatelską i odpowiedzialnością za własne działanie?

    Jeżeli rząd miałby się troszczyć o to, gdzie sadownik miałby sprzedawać jabłka, no to również rząd musiałby zawierać umowy z odbiorcami, a nie sadownik.
    Więc sad powinien być państwowy albo jeżeli jest prywatny, to niech się właściciel sam martwi.
    To jest „albo/albo” a nie pół na pół. Odpowiedzialność za straty miałby ponosić rząd, a zyski kasować właściciel prywatny?

    Jeżeli polskie rolnictwo pracowało by po to, żeby zapewnić wyżywienie Polakom, to problemu by nie było.
    Ale polskie rolnictwo pracuje głównie dla zysków, a tych rząd prywatnym właścicielom nie może przecież zapewnić. Bo skąd ma rząd brać na to pieniądze?
    Czy mieszczuchy są skłonne oddawać dodatkowo część zarobków rolnikom?
    Rząd przecież „swoich własnych” pieniędzy nie ma!

    „Brak zapewnienia opłacalności spowoduje że gospodarstwa rodzinne upadną.”

    – opłacalność to rynek zbytu. Skąd ma rząd brać te rynki zbytu dla prywatnych producentów?

    „Plantacje zostaną zlikwidowane, lub sprzedane.”

    – to chyba niesmaczny żart! Całkiem niedawno były zakładane na kolosalnych obszarach plantacje „orzecha włoskiego” albo „sady”.
    – Było z góry wiadomo, że nic z tych orzechów nie będzie, ale przez kilka lat – w czasie których właściciel/dzierżawca tych gruntów brał dopłaty nawet 5.000zł/ha – stały półsuche kikuty, wokół których dwa razy do roku koszona była trawa.
    – Znajoma opowiadała mi, że u nich jeden rolnik zamienił ziemię orną na sad, 30 hektarów i za to brał dopłaty też coś ok. 5000zł za hektar. Ustawili tam ambony, na nich umieścili się myśliwi i wymordowali całą populację saren i jeleni, które ponoć czyniły w tym „sadzie” szkody. Po pięciu latach „sad” ten rolnik ten zaorał, teraz bierze kasę za ugorowanie.

    Wszystko, co dzieje się dziś na polskiej wsi jest chore, a winna temu jest ludzka chciwość.
    Rolnicy nie powinni byli iść na żadne „dopłaty” ale żądać już od początku, by mieli zapewnione rynki zbytu.
    To by im dawało gwarancję, że ich praca ma sens a Polakom zapewniało by rodzimą, zdrową żywność.
    Rolnicy nie byliby zdemoralizowani dopłatami, ich dzieci nie marzyły by o wygodnym życiu w miastach, w których ponoć nic się nie robi tylko przesiaduje w biurach, co jest poniekąd prawdą.
    Zgoda rolników na dopłaty była jednocześnie zgodą na to, by polski rynek spożywczy został przejęty przez obcych dostawców.
    Polski rolnik żyjący od dopłaty do dopłaty czułby się bez dopłat odpowiedzialny za wyżywienie miast, a miasta byłyby wdzięczne polskiemu rolnikowi za dobre jedzenie.
    Pieniądze krążyły by od miast do wsi i na powrót, a nie do unii i potem nie wiadomo gdzie z czego część skapywała by dla rolnika by się demoralizował i nauczył szanować pieniądze a nie ziemię.

    „Oczywiście to samo dotyczy produkcji mięsnej ze szczególnym wskazaniem na wieprzowinę. Tu też z jednej strony mamy nieustanne deklaracje gęsto podlane sosem patriotyzmu – a z drugiej strony bezlitosne fakty. Pod pretekstem ASF wybijane są zdrowe stada, jest problem z uzyskaniem odszkodowań”

    – A skąd jest mięso, które jedzą Polacy? czy nie z amerykańskich ferm świń usytuowanych na polskiej ziemi?
    – Kto czerpie zyski z tego śmierdzącego i trującego środowisko procederu?
    – Co to znaczy, że „jest problem z uzyskiwaniem odszkodowań”? A skąd miały by się brać na to pieniądze? I co potem z tymi pieniędzmi by się działo?

    „Do tego problem ze zbytem.”

    – a jak miało by tego problemu nie być, jeżeli wciąż jest praktykowana nadprodukcja bo chciwcy chcą zarobić jak najwięcej kasy?
    – I pieniądze z tych „odszkodowań” poszłyby na rekonstrukcję tej nikomu nie potrzebnej produkcji świń?

    „Równolegle, gdzieś w tle jest problem polityczny, Państwo pamiętacie, że nie ma możliwości eksportu żywności do Rosji. To jest ogromny rynek zbytu, który wchłaniał każdą ilość naszych produktów. Ale nie wchłania, bo w ramach obowiązujących sankcji jest dla nas zamknięty.”

    – to też raczej jakiś żart. Dlaczego Rosja miałaby cokolwiek od Polaków kupować? Czy Polacy nie powinni w pierwszym rzędzie dbać o zaopatrzenie kraju w żywność i nie oglądać się na jakieś zyski z jakiegoś eksportu?
    – Jeżeli Polacy mają swoją ziemię, powinni ją tak Polacy wykorzystać, by nasz kraj mógł dobrze funkcjonować. Zyski powinny być co prawda ważne, ale jako sprawa drugorzędna. Miałyby one wynikać z naszej gospodarności, z naszego mądrego wykorzystania posiadanej ziemi, ale nie powinna być do tego motorem ludzka chciwość.

    „A co robią politycy, by ten rynek otworzyć.”

    – a co może zrobić polski rząd by rosyjski rynek „otworzyć” ?
    – ten rząd i każdy inny nie może zrobić nic. NIC NIE MOŻE ZROBIĆ.
    – Otwarcie rosyjskiego rynku na kogokolwiek leży w gestii wyłącznie Rosji i nikogo innego.
    – Splot powiązań politycznych sprawił, że na własne życzenie Polacy znaleźli się od dupy strony. Tego nie da się odwrócić i nie należy zajmować się mrzonkami.

    „To samo co z małym ruchem granicznym z obwodem kaliningradzkim – nic. To nie ich problem, to problem jakich tam nieważnych ludzi.”

    – rząd tu nic nie może. Cedując naszą suwerenność – TAK WŁAŚNIE – na unię i kraje zachodnie nie mamy już nic do powiedzenia.
    – Naprawa tej sytuacji będzie przebiegać latami i nic już nie dostaniemy za darmo, jak to było w 1945 roku.

    – „Nie zadbać o takie dopłaty, by towar w sklepie był w dostępnej cenie, a rolnik mógł spokojnie skupić się na produkcji, nie bojąc się nieustannie czy będzie miał za co żyć i produkować za rok.”

    – pierwsze słyszę, że PiS obiecywał ludziom dokonywanie cudów na bieżąco.
    – Rolnik chciał mieć „swoje” no to musi się sam martwić o to swoje.
    – Dopłaty to nie jest sprawa polskiego rządu, ale unijnych biurwokratów. Rząd nasz nic tu nie może. Owszem, może ten czy tamten spektakularnie się z kimś pokłócić i nabić dla siebie punktów na przyszłe wybory. Ale na sytuację w kraju to się nie przełoży, bo nie może.

    „Przecież co i rusz mamy takie sytuacje że mimo solennych zapewnień takie czy inne grupy zawodowe, czy społeczne są zagrożone w swej egzystencji, żyją czy to w nieustannym zagrożeniu, czy na granicy egzystencji. Tam też poza deklaracjami rząd nic nie robi.”

    – czego rząd nie robi to tego nie robi. Ale co robi, to robi.
    – Dla nas w obecnej sytuacji najważniejsze jest zapewnienie spokoju społecznego. Więc może dlatego te podróże i obietnice.
    – W zagrożeniu egzystencji i to poważnej i codziennej żyje co najmniej ¾ świata. Dlaczego mielibyśmy być tu wyjątkiem, jeżeli dobrowolnie wyrzekliśmy się dorobku czterdziestu pięciu powojennych lat?

    „Zastanawiam się więc, czy i tu o to samo nie chodzi. O doprowadzenie tych ludzi do sytuacji kryzysowej, bez wyjścia. By MUSIELI sprzedać swe gospodarstwa i wynieść się nie wiadomo gdzie. A kupią inni, ci co mają pieniądze, wielkie pieniądze – i tylko czekają.”

    – no to na co czekają ci Polacy, co mają pieniądze? Niechże kupują polską ziemię i na niej pracują!
    – Co to jest za patriotyzm robiony cudzymi rękami?
    – A nie łaska samemu przywdziać walonki, wypchać je słomą i zadbać o polską ziemię?
    – Czy dla jaśnie pana mieszczucha ma pracować jakiś rolnik? A dlaczego? Niechże jaśnie pan mieszczuch sam zabierze się do roboty i wniesie swoją pracą swój wkład w ratowanie polskiego rolnictwa i polskiej ziemi.

    „Doskonałym przykładem takiego działania, o którym nie wiadomo co myśleć: czy jest przykładem bezbrzeżnej głupoty, czy celowego sabotażu, jest jedna z ostatnich decyzji nowego ministra rolnictwa. Otóż zalecił on spryskiwanie plantacji rzepaku bardzo niebezpiecznym dla pszczół pestycydem – neonikotynoidem.”

    – to się tylko tak nazywa: polski minister rolnictwa. Nad polskim prawem jest prawo unijne i taki polski minister rolnictwa sam nic nie może. Kazali mu tak zrobić no to tak zrobił.
    – U Niemców mają ten sam problem, choć nie w takich wielkich wymiarach, bo u nich ekologia jest nieco silniejsza niż u nas.
    – I tu widzimy, że jeżeli polski rolnik ma mieć z uprawy rzepaku jakieś zyski, no to musi truć. Szczególnie, że unia sprawdzi, czy truł i jeżeli nie, każe mu zwracać dopłaty otrzymane kilka lat wstecz, a takich pieniędzy u nas rolnik nie ma.

    Zwyczaj zabijania posłańców przynoszących złe wieści się w historii nie sprawdził.
    Więc rząd w Polsce należy zostawić w spokoju, a nie bawić się w politykierowanie.
    Kogo, oprócz PiSu, stać dziś na to w Polsce, by przejąć odpowiedzialność za nasz kraj?

    „Zaś Związek Pszczelarski i jego władze zostały o tym poinformowane … w dniu podpisania decyzji.”

    – tak im kazali i oni tak zrobili.
    – Gdyby się sprzeciwili tej decyzji, to znowu byłyby groźby „wstrzymywania dopłat” czy inne ataki na „polskie ustawy” o czymkolwiek.

    Rój, jaki u nas się zasiedlił ubiegłego lata niestety, nie przeżył zimy z jakiegoś powodu. Ale w tym roku przyleciał nowy rój i zajął miejsce poprzedniego. Jest jakby liczniejszy, czyli silniejszy. A więc ktoś, gdzieś, ma pszczoły, zdrowe, liczne pszczoły i one mogły się wyroić.
    Może to jakiś dziki rój, ale dla nas nie ma to znaczenia, bo my nie chcemy ingerować zabierając miód. Wystarczy nam, żeby ten rój był i się rozmnożył może na przyszłą wiosnę i poleciał do kogoś, kto też lubi pszczoły.
    Nic nie pryskamy, nic nie trujemy, ale chemitrajlsy robią swoje i część wegetacji uschła nie od suszy.

    „Jeżeli im się napisze, że mają stosować 2 gramy/100litrów i opryskiwać wieczorem po czasie oblotu owadów – to na pewno 80% z nich wleje 5gram – i będzie opryskiwać w środku dnia, najlepiej wietrznego, bo wtedy preparat najlepiej się roznosi. Efektem połączeniu idiotycznego rozporządzenia z niedouczonymi rolnikami będzie katastrofa ekologiczna – bo bez pszczół będzie – stan Kononowicza, jeśli Państwo wiecie co mam na myśli.”

    – faktem jest, że wielu rolników działa nieodpowiedzialnie. Ale na pewno nie zmieniają dawek, bo ich właściwej toksyczności to już dopilnowywuje unia osobiście.

    „Ale przecież jest minister – wykształcony, bywający w świecie. Powinien wiedzieć, że w cywilizowanych krajach ten pestycyd jest – po prostu – zabroniony. Jest szlaban i koniec. „

    – a gdzie jest ten szlaban?
    – Bo z tego, co ja wiem, to ussa truje potężnie, cała unia truje również.
    – Czy temu winien „wykształcony, bywający w świecie minister”?

    W ussa pszczoły to niczym niewolnicy darmowi. Hodują oni wydajne matki, rozmnażają sztucznie roje, wożą je tysiącami uli na plantacje do zapylania – biorąc za to kasę, a zapylać pszczołami jest po prostu taniej i wydajniej ! – potem odbierają pszczołom miód, też z tego mają kasę i zagładzają setki tysięcy rojów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    To jest gospodarka kapitalistyczna!!!!!!!!!!
    A potem, zamawiają nowe matki, produkujące nowe roje, roje te zawożą w kartonowych ulach na plantacje, pszczoły zapylają rośliny, zbierają nektar, robią z tego miód, a potem roje są zagładzane, bo jest nieekonomiczne utrzymywać pszczoły przy życiu!!!!!!!!!!!

    „Ale jeżeli pamiętacie Państwo, kim był minister rolnictwa – zanim został ministrem rolnictwa – to być może wiele nam to wyjaśni. Pisałem o tym, ale przypomnę – pan poseł Ardanowski był – a może nadal jest – przewodniczącym parlamentarnej grupy ds stosunków polsko-izraelskich. „

    – to nie jest żaden argument dyskwalifikujący ministra rolnictwa. Nie wiemy także, czy wszystko koniecznie musiało by być na niekorzyść Polski.
    – Jak wiemy z badań nad pasożytami, one zdają sobie sprawę w tego, że śmierć żywiciela jest i dla nich śmiercią, bo znalezienie nowego żywiciela nie jest pewne i wymaga dużych strat energii własnej.
    – Należy to rozumieć i nie wyciągać błędnych wniosków z pochopnych tez.

    Jeżeli polskie państwo tak się degeneruje i nie protestuje przeciw temu kościół katolicki, największy właściciel ziem w Polsce – oraz beneficjent również największy unijnych dotacji- to należało by wziąć pod uwagę, dlaczego tak się dzieje a nie robić z polskiego rolnika idioty, który liczyć nie potrafi, bo to nieprawda.

    Mamy do czynienia z dużymi zmianami społecznymi ale to od nas zależy, jak będzie wyglądała Polska za ileś tam lat.

    Tym, co tak płaczą nad utratą polskiej ziemi przypomnę, że mogą zrobić kursy rolnicze, sprzedać mieszkanie w mieście i kupić za to ziemię na wsi.

    Tam wprowadzić te swoje wszystkie fantastyczne pomysły ratowania polskiego rolnictwa i zobaczyć, czy to faktycznie tak jest jak im się wydawało. A gdy eksperyment się nie uda, to przecież będzie można sprzedać tą ziemię Niemcom i ponownie przenieść się do miasta.

Wypowiedz się