„Kronika polska” arcybiskupa Prokosza (Prohora, Prohoriusa) – znienawidzony przez żydomasonerię unikatowy klucz do poznania prawdziwych Korzeni naRODu Polskiego

Kronika polskaZ Kroniką Prokosza jest dokładnie ten sam „problem” co z „Protokołami Mędrców Syjonu” – natychmiast po ujawnieniu jej i opublikowaniu rozległ się dotkliwy skowyt masonerii, że ta publikacja to jest falsyfikat. To nic że (w obydwu przypadkach) są setki faktów historycznych potwierdzających niezależnie od siebie ich autentyczność, to nic że te fakty historyczne w pełni się zgadzają z treścią, to nic że całość jest potwierdzona po wielokroć w zupełnie niezależnych i odległych od siebie nawzajem innych źródłach i kronikach. Masoni wiedzą lepiej, co jest prawdziwe, a co nie.

Na początek parę słów o samej Kronice Prokosza, aby dokładnie przedstawić ten naprawdę sensacyjny temat. Z Kroniką Prokosza jest dokładnie ten sam „problem” co z „Protokołami Mędrców Syjonu” – natychmiast po ujawnieniu jej i opublikowaniu rozległ się dotkliwy skowyt masonerii, że ta publikacja to jest falsyfikat. To nic że (w obydwu przypadkach) są setki faktów historycznych potwierdzających niezależnie od siebie ich autentyczność, to nic że te fakty historyczne w pełni się zgadzają z treścią, to nic że całość jest potwierdzona po wielokroć w zupełnie niezależnych i odległych od siebie nawzajem innych źródłach i kronikach. Masoni wiedzą lepiej, co jest prawdziwe, a co nie – w końcu to przecież prawda najbardziej boli w oczy.

I jak na ironię, to nikt inny, tylko żydzi przyczynili się do ujawnienia Kroniki Prokosza, jako że historia jest przewrotna jak cholera. Czyż to bowiem nie szczęśliwy kaprys opatrzności sprawił, że jej egzemplarz udało się odnaleźć na żydowskim kramie – gdzie wyrywane z niej kartki służyły żydowi do pakowania towaru?

Kronika polska - zakupiona u żyda

Jako pierwszy zarzucił fałsz Kronice Prokosza wysoki stopniem mason Joachim Lelewel. Jak tylko się z nią pobieżnie zapoznał, rozpoczął niesamowicie histeryczny jazgot, jakoby to fałszerz dokumentów, niejaki Przybysław Dyjamentowski napisał Kronikę Prokosza dopiero w XVIII wieku. Do dziś tępe i upośledzone umysłowo barany pracujące dla Niemców na posadach polskojęzycznych historyków jego „ekspertyzą” jak kaleki się podpierają.

Tymczasem gdyby Lelewel dokładniej się z samą Kroniką Prokosza zapoznał, to by dostrzegł nie tylko, że zawiera komentarze, ale również to, że jeden z nich pochodzi z XVI wieku – o czym tenże komentator pisze! Komentarz drugiego komentatora pochodzi z XVIII wieku, a kronika Prokosza wydana w 1825 roku. Ta, którą „czytał” bez zrozumienia Lelewel, zawiera oczywiście obydwa komentarze. Myślę więc, że najlepiej będzie działań tego sługusa zaborców nie komentować, bo i tak najlepiej zrobiła to historia – i jak podaje wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Joachim_Lelewel

Joachim Lelewel, był to rzeczywiście tak naprawdę Prusak Loelhoeffel von Lowensprung, o spolszczonym jedynie nazwisku, pełniący wówczas funkcję polskojęzycznego „patrioty” albo, heh…, „historyka”. Ten histeryk (nie mylić z historykiem) tak samo jak dzisiejsi polskojęzyczni masoni o rodowodzie niemieckim lub żydowskim, nawet nie czytając i nie konfrontując wiedzy zawartej w Kronice Prokosza względem innych źródeł, od razu wydał wyrok – aj waj, no to jest proszę ja was, fałszerstwo, inaczej być nie może…

Kronka Polska - Lelewel - fałszerz historiiJoachim Lelewel – szkic Davida d’Angers, 1844 (wikipedia.org)

Biedny, nieszczęśliwy idiota ośmieszył się po wsze czasy (i to niejednokrotnie!), bo nic tak dobrze jak czas nie weryfikuje histerii i pozoranctwa chwilowych „autorytetów”. Dziś po prawie wieku od zaborów każdy już doskonale wie, że

skazane na porażkę powstania Polaków przeciwko zaborcom były organizowane przez takich jak on masonów tylko po to, aby zlikwidować fizycznie najbardziej patriotyczny kwiat młodzieży polskiej wywodzący się z rycerstwa oraz przejąć po zabitych lub zesłanych szlachcicach majątki ziemskie.
Wszystkie powstania, które zakończyły się starannie zaplanowaną porażką i ubojem biologicznie najwartościowszej części społeczeństwa miały rodowód żydo-niemiecko-masoński. Wszystkie, albowiem masoneria to tylko podżegacze nieuznający narodów lub narodowości. Z takimi wartościami więc jak patriotyzm lub narodowość oni zawsze walczą w interesie międzynarodowego koczownika – jedynej nacji nieposiadającej stałego kraju lub narodu.
Od prehistorii podawali się za: Anunaków, żydów, Niemców, Aszkenazów a obecnie za Chazarów, i kto wie, może kiedyś powrócą do swoich rzeczywistych korzeni – plemienia neandertalskich Mongołów – cudem ocalałych podczas tej hecy z potopem.

Zaciekłe ataki na Kronikę Prokosza stają się w pełni zrozumiałe, kiedy zapozna się z jej treścią –

z prawem do władzy, które jest w niej zagwarantowane przez króla Lecha I Wielkiego wyłącznie dla szlachty wywodzącej się z najznamienitszych rodów o tradycjach rycerskich. Nie dla przybłędów, nie dla zdrajców, nie dla oszustów lub podszywających się na potomków Lecha lub Lechitów. Władza nad narodem przynależy się wyłącznie osobom szlachetnie urodzonym, z rodów królewskich o ugruntowanych i potwierdzonych czynem wartościach politycznych i bojowych.

Kronika Polska - Prokosza

Ponadto władza ta musi być zaakceptowana demokratycznie – przy pomocy prawomocnego wiecu słowiańskiego, czyli bezpośredniej woli ogółu – a nie jakichś sfałszowanych pseudowyborów lub tajnych zakulisowych negocjacji dokonanych poza plecami narodu. Za uczynki tajne obowiązuje w Lechii kara śmierci – i chyba ten fakt wzbudził u masonerii, aż taką lawinę przypominającej skowyt kopniętego kundla histerii.

Władza w Lechii pochodziła od zawsze od dołu społeczeństwa wybierającego na wiecu swojego króla, a nie od narzuconej lub odziedziczonej władzy decydującej nizinom społecznym odgórnie, jaki będzie system i prawo. Efekt był taki, że w Lechii nigdy nie było niesprawiedliwych panów, bo jak byli, to raz dwa dostawali w czapę. Nie było, gdyż to Lechia (dziś Polska) w całości jest krajem panów – od których pochodzi zresztą nazwa „państwo”. Jedynie w Lechii ilość prawdziwej szlachty (mającej idealnie takie same jak reszta prawa) wynosiła około 20 procent – i na tym polegała nasza moc – ogromna ilość wiernych rycerzy gotowych zawsze do obrony kraju.

Na tak zwanym Zachodzie tymczasem żałosna parodia naszej szlachty, czyli ilość tchórzliwej i trzymającej się z dala od walk pseudoszlachty (tak zwanych „lepiej” urodzonych) nigdy nie przekroczyła 1-2 procent! Zachodnia „szlachta” nie ma niczego wspólnego z istotą prawdziwego szlachectwa – to tylko żałosne, zdegenerowane genetycznie pasożyty pełne wad wrodzonych – nigdy nienażarte larwy toczące jak rak zachodnie narody. Nasza lechicka szlachta natomiast to była siła życiowa narodu, dająca mu oparcie i gotowa zawsze do jego obrony – jej najlepsza naj-szlachetniejsza część, jak sama nazwa wskazuje.

Kronika Polska - Tadeusz Wolański

Na szczęście Kronikę Prokosza uznali za autentyczną prawdziwi historycy i naprawdę wybitne postacie z polskiej nauki i kultury, tacy jak historyk Julian Ursyn Niemcewicz czy archeolog Tadeusz Wolański, uznany numizmatyk i kolekcjoner starosłowiańskich monet. Jego zbiór i olbrzymią kolekcję mason Lelewel oczywiście również uznał za fałszerstwo, gdyż według niego Wolański to amator, a Słowianie przed Mieszkiem nie znali pieniędzy, chodzili po drzewach i płacili zajęczymi łapkami, nie znając oczywiście cudów hebrajsko-niemieckiej polityki monetarnej.

Ech, ten Prusak. A oto zbiory monet, których według Lelewela „nie było”:

https://audiovis.nac.gov.pl/zespol/1:4759/

Tych monet „nie było”, no bo króla Kraka „nigdy nie było”, nie było też kopca króla Kraka, z którego wykopano owe monety, których nie było. Były jak wiemy zajęcze łapki, a może królicze…

Kronika Polska - kopiec Kraka

Prowadzone przez doc. Józefa Żurowskiego w latach 1934-1937 prace archeologiczne w Kopcu króla Krakusa I. Przekopano zaledwie 4% podstawy kopca, a docent Żurowski „nagle zmarł” w trakcie tak przełomowych dla dalszych dziejów Polski prac. Fot. wikipedia

Ale nieważne, poza tym Kronikę Prokosza potwierdziły odkrycia archeologiczne oraz wyniki najnowszych badań genetycznych. Jako wisienkę na torcie można uznać fakt, że Prokosz zawarł w swojej Kronice tak ogromną liczbę starożytnych wierzeń, obyczajów oraz zdarzeń, szczegółów życia politycznego, metod prowadzenia wojen, wyborów władcy i wojewodów, że

absolutnie nikt żyjący 800 lat później nawet teoretycznie nie byłby w stanie sobie tego zmyślić.

Pokrycie zaś faktów historycznych zawartych w Kronice Prokosza z faktami opisywanymi w zagranicznych źródłach – do których nie mógł się dobrać, aby je spalić, Kościół katolicki lub późniejsza żydomasoneria – (Starożytny Rzym, Starożytna Grecja, kroniki frankońskie, itp.) – to już jest nie jedna, ale cała garść kolejnych wisienek.

Kronika Prokosza, jak podaje źródło, to najdziwniejsza z kronik polskiego państwa. Napisana w X wieku, ale znaleziona w czasach późniejszych przypadkowo przez kogoś bardziej światłego niż niepiśmienny żyd handlujący w kramie. Przetrwała we fragmentach większej części, zawiera sensacyjne dzieje dawnej Polski. Uznana za nieprawdziwą, przez długie lata pozostawała poza mediami głównego ścieku.

Kronika Polska - kronika słowiańsko sarmacka

Dziś zestawiona z innymi źródłami z tamtego okresu, wydaje się dokumentem zastanawiająco zgodnym z rzeczywistym zapisem dziejów dawnej Lechii.

Jest zaginionym pomnikiem starożytności. Jest zgodna w detalach panowania poszczególnych władców z dziełami innych historyków i kronikarzy żyjących w innych miejscach świata, i innych czasach.

Prokosz był biskupem żyjącym w czasach Mieczysława Pierwszego (Mieszka I), miał więc odrobinę szczęścia, gdyż

od czasu rzymskiej chrystianizacji zaistniało w Lechii całe grono zaciekłych przeciwników przeszłości – niszczycieli dawnego świadectwa – należał do nich nawet Bolesław Chrobry, który „starożytne rękopisma popalić kazał”. Nie można sobie nawet wyobrazić większego barbarzyństwa. Jak podaje wydawca:

„Odkrycie kroniki Prokosza winniśmy znanemu ze świata i gorliwości generałowi Morawskiemu. Dziwnym trafem ten ważny rękopism wynaleziony został w kramie żydowskim w Lublinie, gdzie go nieświadomy właściciel chciał na funciki obrócić i wiele nawet kartek zaginęło tym sposobem dla potomności”.

Kronika Polska - Prokosz 2

Prokosz, Kronika polska, Sandomierz 2015, wyd. Armoryka

SŁOWIANIE

Najdawniejsze wzmianki o Słowianach pochodzą z pradziejów – z czasów, kiedy rękami Herodota dopiero wymyślono to dziwne coś o nazwie historia. Te prastare dokumenty, w tym Herodota nazywającego Słowian Scytami a Lechię Scytią, dowodzą, że Słowianie żyli na naszych ziemiach od co najmniej osiemnastego wieku przed naszą erą. Odnalezione na dzień dzisiejszy kroniki i zapiski po prostu dalej nie sięgają.

Dużo dalej sięga genetyka i badania DNA, które nie tylko fakty spisane potwierdzają, ale jeszcze przenoszą dowody naszego istnienia – przede wszystkim w dorzeczu Odry i Wisły – dużo bardziej w przeszłość, bo aż do okresu 10 700 lat temu, ale to już wiemy.

Kronika Polska - mapa haplogrupy R1aRozkład prasłowiańskiej haplogrupy R1a w Europie i Azji (rys. wikipedia)

Genetyka, starożytne mapy oraz oczywiście lingwistyka doskonale wypełniają lukę na temat, skąd się wzięli w Europie Słowianie. Według najstarszych wzmianek dorzecze Odry, Wisły i Donu nazywano Sarmacją. Lud Sarmatów zamieszkujący tę ziemię wywodzi się od starożytnego Iranu – Airy-an – kraju Ariów – ludzi szlachetnych. Iran od czasów podboju przez Ramę był zamieszkały przez Ariów – tak jak Europa przez Słowian. Najstarszą cywilizacją zamieszkałą na tym terenie był Elam, której rozkwit przypada na okres czwartego tysiąclecia przed naszą erą. Stolicą była Suza założona około 6 tysięcy temu. I właśnie z Elamu Sarmaci – wysocy Aryjczycy – wyemigrowali na północ do Europy jeszcze przed czasami Starożytnego Rzymu.

Elam upadł w wyniku podbojów na rzecz Akadu około 2250 lat przed nasza erą. Być może to było przyczyną emigracji Sarmatów do ziemi spokrewnionych z nimi genetycznie Słowian. Być może niemal identyczny język jakim się obydwa narody posługiwały. Tak czy siak w następnych wiekach kilka razy niszczono Elam, atakując Sarmatów: ze strony Babilonu, Asyrii, ponownie Babilonu i wreszcie Persji. Potem Naród Elamicki zniknął z kart historii. Elamici ulegli rozproszeniu, migracji lub wchłonięciu przez inne narody. Ocalał jedynie ród Sarmatów, który wyruszył na północ do Europy…, ale to już za chwilę…

Podboje starożytnej Persji są dobrze udokumentowane. Tak to już jest bowiem, że każdy chełpi się swoimi zwycięstwami, a Arabowie to już szczególnie mają do wazeliny ciągoty. Dlaczego więc nie aktualizuje się podręczników do historii, skoro znane są doskonale wyżej wymienione fakty?

Dlaczego nie umieszcza się sprostowań co do niezbitych faktów, że nasza historia nie rozpoczęła się wcale razem z Mieszkiem Pierwszym?

No cóż przyczyna jest prozaiczna – te same siły, które nasz kraj zapragnęły po prostu zniewolić – po prostu brutalnie wymazały naszą historię po to, abyśmy jej nie znali. Efekty są straszne – 99 na 100 współczesnych Polaków nawet nie ma pojęcia o tym, że od czasu istnienia naszej sfałszowanej historii jesteśmy niewolnikami. Niemal wszyscy tę oczywistą niewolę pozwolili sobie wmówić jako niepodległość, dobro cywilizacyjne lub osiągnięcie, a jest dokładnie na odwrót. Okupanci, zaborcy oraz zdrajcy narodowej sprawy starannie i drobiazgowo zataili przed naszym Narodem fakt, że przed Mieszkiem Pierwszym byliśmy największym mocarstwem światowym, którego normy obyczajowe, prawo i egzystencja były oparte wyłącznie na nieskrępowanej wolności, prawdziwej demokracji, powszechnej prawdzie, dobru i stuprocentowej sprawiedliwości. Starannie skradziono nam Europę, starannie skradziono historię, a obecnie starannie kradną nam naszą narodową dumę i resztki majątku.
Zapoznajmy się więc z tym, co mieliśmy jako Słowianie, zanim nas zaczęto okradać, a tym, co mamy obecnie jako niewolnicy złodziei, ponieważ tylko kiedy się zapoznamy i porównamy Lechię przed- i pochrześcijańską, odrodzić się może na powrót nasza skradziona duma i utracone dziedzictwo naszego Narodu.

Znany wszystkim doskonale Mieszko Pierwszy był wybrany na słowiańskim wiecu na króla lechickiego w roku 957. Był władcą samodzielnym i sprawował niepodzielną władzę, ponieważ wiec był prawomocnym systemem uznawanym przez wszystkich Słowian od zarania dziejów – to była słynna Słowiańska Siła, której żałosną parodię doskonale znacie pod nazwą „demokracja”. Parodia ta jest tak nędzna i haniebna, że do władzy w sposób „tajemniczy” dostają się żydy, transwestyci lub murzyni – których nikt nigdzie nie wybierał, o których nikt nigdy nie słyszał nawet i na których oczywiście nikt nigdy nie oddał nawet jednego głosu.

Po przyjęciu chrztu w roku 966 sytuacja samego Mieszka diametralnie także się zmieniła – został zdegradowany do zaledwie roli księcia zależnego od papieża i tak właśnie był od tamtej pory postrzegany.

Innymi słowy, przyjęcie tego obrządku rzymskiego w cudowny i nadprzyrodzony sposób przemieniło go z roli właściciela suwerennego kraju do roli dozorcy pewnej nadwiślańskiej prowincji.

To nie był zatem awans moi drodzy, a już na pewno nie cywilizacyjny. Okres jego rządów to był dla Słowian moment przełomowy – chwila, od której w praktyce zaczęły się wszystkie nieszczęścia Słowian-Sarmatów-Lechów-Polaków.

A dawna Lechia była potężna i wspaniała.

autor: Baca

Całość czytaj na: http://innemedium.pl/wiadomosc/prawdziwa-historia-cz-iii-co-jest-slowianin

Opublikowano za: https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/11/14/kronika-polska-arcybiskupa-prokosza-klucz-do-poznania-prawdziwych-korzeni-narodu-polskiego/

Polski badacz z Vancouver Paweł Szydłowski o „Kronice polskiej” arcybiskupa Prokosza:

https://youtu.be/v2LLdFsSfJI

Bracia Polachy, nie dajmy się zastraszyć szalejącej z wściekłosci masonerii, negującej autentyczność „Kroniki polskiej” abp. Prokosza. Ta kronika jest autentyczna, co już potwierdzają i potwierdzać będą niezależne badania w ciągu najbliższych lat. Nie mając przez wieki podstawowej wiedzy na temat Prawdziwych Korzeni Narodu Polskiego, jaką posiadamy teraz – byliśmy po prostu bezbronni. Wrogowie wolnej Polski ujadają i muszą ujadać, bo kończy im się po prostu bezkarna władza nad umysłami i duszą Lachów-Polachów, zawsze wolnych Lachitów.

TAW

Comments

  1. nanna says:

    „Kronika polska” arcybiskupa Prokosza (Prohora, Prohoriusa) – znienawidzony przez żydomasonerię unikatowy klucz do poznania prawdziwych Korzeni naRODu Polskiego”

    – no świetnie, ale czy nie jest to prawdziwy trop skierowany w fałszywą stronę? Coś jak Jezus Chrystus – wykorzystany przez katolicki kościół do własnych celów. Ludzie chodzą do kościoła, modlą się do Jezusa ale przecież są narzędziami dla katolickiej polityki.

    Z zamieszczonego zdjęcia wynika, że Kronikę Prokosza wydano w 1825 roku.
    Sytuacja geopolityczna wyglądała wówczas następujaco:
    Według wikipedii – „Mikołaj I Pawłowicz (ros. Николай I Павлович; ur. 6 lipca 1796 w Carskim Siole, zm. 2 marca 1855 w Petersburgu) – cesarz Rosji i wielki książę Finlandii od 1 grudnia 1825 (koronowany na cesarza 3 września 1826), w latach 1825–1831 król Polski (zdetronizowany przez Sejm)”
    Możemy z tego wyciągnąć wniosek, że „zaborca” choć represjonował Polaków to jednak pozwalał Sejmowi na tyle swobody, że Sejm go „zdetronizował”. No, taki to był zaborca. (Coś jak „okupant” Józef Stalin, który przekazał Polakom ziemie zdobyte na Niemcach przez Armię Czerwoną i Polacy mieli nie tylko własny sejm, ale też własną dyplomację i niemal milionową własną armię polską. A część Armii Czerwonej pilnowała polskiej granicy na Odrze i Nysie, by Niemcy nie ważyli się wejść na ziemie Polaków, co Polacy mają Związkowi Radzieckiemu za złe!)

    „Warszawa d. 13 Stycznia 1825
    J.K. Szaniawski R.S.D.J.W.P
    KRONIKA POLSKA
    Przez
    PROKOSZA
    W WIEKU X NAPISANA
    Z dodatkami z kroniki Kagnimira, pisarza wieku XI i z przypisami krytycznemi kommentatora wieku XVIII.”

    – czyli mamy do czynienia z opracowaniem kroniki napisanej w X wieku.
    No więc co to było w Polsce w wieku X?
    Za wikipedią:
    „Mieszko I (ur. 922–945, zm. 25 maja 992) – książę Polski z dynastii Piastów sprawujący władzę od ok. 960 r. Syn Siemomysła, wnuk Lestka. Ojciec Bolesława I Chrobrego, Świętosławy-Sygrydy, Mieszka, Lamberta i Świętopełka. Brat Czcibora. Po kądzieli dziadek Kanuta Wielkiego.
    Mieszko I to historyczny pierwszy władca Polan, uważany zarazem za faktycznego twórcę państwowości polskiej. Kontynuował politykę swojego ojca i dziadka, którzy jako władcy pogańskiego księstwa znajdującego się na terenach obecnej Wielkopolski, poprzez sojusze lub siłę militarną podporządkowali sobie Kujawy oraz prawdopodobnie Pomorze Wschodnie i Mazowsze. Przez większość okresu swojego panowania toczył walki o Pomorze Zachodnie, zajmując je po rzekę Odrę. W ostatnich latach życia przystąpił także do wojny z Czechami, zdobywając Śląsk i prawdopodobnie Małopolskę.”
    – tak sobie ten Mieszko chodził po całej Europie i walczył! A to z Mazowszanami, a to z Wielkopolanami, a to z Pomorzanami. I przy tym ma być on uznany za króla Polski i jej założyciela. Jeżeli zarówno Wielkopolanie jak i Małopolanie oraz Pomorzanie i Kujawianie byli dla Mieszka I. wrogami, to nie mogli być oni w żadnym razie protoplastami współczesnych Polaków, czyż nie?
    – No więc co tak naprawdę mógł robić ten Mieszko I.?
    – Z tego, co nas informuje encyklopedia Gutenberga, Słowiańskie Plemiona zajmowały ziemie aż po Łabę. W jakim celu więc ów Mieszko I. z nimi walczył? I jeżeli z nimi walczył i ich podporządkowywał, to znaczy, że te plemiona nie chciały się dobrowolnie z tym Mieszkiem I. bratać. Dlaczego? Czy więc ten Mieszko I. nie był czymś w rodzaju „osła trojańskiego” realizującego interesy zupełnie sprzeczne ze słowiańską racją stanu? I potem, w nagrodę, ten Mieszko I. został koronowany? Tak! koronowany! A przez kogo został on koronowany? A no, przez kogoś, kto się w tamtym czasie koronowaniem trudnił. I nie był tym kimś z pewnością żaden Słowianin. Czyli Mieszko I. przetrzebiał stan osobowy Słowiańskich Plemion, mordował co mężniejszych Słowian a potem „łaskawie” ustanowił podwaliny pod państwo polskie. Po trupach po koronę królewską z rąk cesarza niemieckiego? Czy może pofatygował się sam papież?
    „Poprzez ślub w 965 z Dobrawą Przemyślidką i przyjęcie chrztu w 966 Mieszko włączył swoje państwo w zachodni krąg kultury chrześcijańskiej. Oprócz podbojów duże znaczenie dla przyszłości księstwa Polan miały także jego reformy wewnętrzne, mające na celu rozbudowę i usprawnienie państwa.”
    – no! To sobie ten Mieszko I. poreformował i to tak skutecznie, że wymordowawszy dzielnych Słowian bezwzględnie, mógł ich podać na tacy przedstawicielom „kultury chrześcijańskiej”. I to zachodniej! Coś jak lat temu 25 „transformacja” czyli też pewien rodzaj reform, na skutek których zlikwidowana została polska armia i polski przemysł. I to był warunek „przyjęcia” nas ponownego do „kręgu kultury zachodniej”, spod której to kurateli udało nam się uciec na 45 lat w roku 1944, by w sojuszu z Braćmi Słowianami odbudować nasz kraj i naszą populację. Byliśmy dość jednorodnym Narodem, ale teraz Polki nadrabiają te „braki cywilizacyjne” wiążąc się z obcokrajowcami z zachodu.
    „Zachowane źródła pozwalają twierdzić, że Mieszko I był sprawnym politykiem, utalentowanym wodzem i charyzmatycznym władcą. Prowadził zręczne działania dyplomatyczne, zawierając sojusz wpierw z Czechami, a następnie ze Szwecją i Cesarstwem. „
    – a to ci zręczny polityk, ten Mieszko I.! Bardzo to ciekawe, ponieważ normalnie warunki dyktuje ten większy i silniejszy. Czyżby „cesarstwo” było mniejsze i słabsze niż przyłączone siłą do „Polan” inne Plemiona Słowiańskie? Na oko wygląda jednak to tak, że Mieszko I. dostał zlecenie i wsparcie logistyczne z zachodu, i gdy się właściwie wykazał, no to został koronowany na króla ziem przez niego podbitych. Też mi powód do chwały..! No a potem, przez „chrzest” podporządkował te podbite ziemie „cywilizacji zachodniej” i „rzymskie cesarstwo narodu niemieckiego” przesunęło swoje granice na wschodnie rubieże ziem zamieszkałych dotychczas przez ludy słowiańskie.
    – Analogicznie mamy i dziś: po „transformacji” w Polsce, wpływy „rzymskiego cesarstwa narodu niemieckiego” przesunęły się na linię rzeki Bug, ale to nie koniec ekspansji, ponieważ właśnie Ukraina jest zmiękczana przy pomocy „demokracji”, inflacji i pewnie wkrótce i głodu tak, by przyjąć „zachodnią kulturę”.
    „W polityce zagranicznej kierował się przede wszystkim racją stanu, wchodząc w układy nawet ze swoimi wcześniejszymi wrogami. Synom pozostawił państwo o znacznie wyższej pozycji w Europie i przynajmniej podwojonym terytorium.”
    – o! Mieszko zostawił synom państwo o „przynajmniej podwojonym terytorium”! czyli wymordowani zostali Słowianie oporni, nie chcący się „zachodniej kulturze” podporządkować, a reszta zmuszona do uległości uznała zwierzchność najpierw Mieszka I. i potem jego synów, a w międzyczasie uznała zwierzchność „rzymskiego cesarstwa narodu niemieckiego”. I kolejni „władcy Polski” wozili cesarzowi niemieckiemu prezenty, a gdy jemu ich wozić nie chcieli, to byliśmy za błogosławieństwem papieża do tego stopnia „cywilizowani”, że krew lała się strumieniami – nasza, słowiańska krew.
    – Inna rzecz, jak to ten Mieszko I. „podwoił terytorium”. Czyżby powiększało mu się ono niczym ciasto drożdżowe? Nie, prawda? On napadał sąsiednie ziemie i mordował sąsiadów plądrując ich wsie i osady. A niedobitki przyłączał razem z ich ziemiami i takie to było to „powiększanie terytorium”. Mieszko I. mordował Słowian i ich łupił by zaskarbić sobie łaski cesarza niemieckiego (koronowanego = wyznaczanego przez papieża) i papieża. Wychodzi więc na to, że podwaliną współczesnego państwa polskiego są masowe rzezie dokonywane na Słowianach z inicjatywy i w interesie krajów zachodnich.
    Czyli w tym X wieku krew się lała strumieniami, a Prokosz spisywał historię polskich królów i Polski. No i sam Prokosz to był biskup. A nawet arcybiskup! No to jaki miał on w tym interes, by spisywać dzieje Słowian, jeżeli jego pracodawcą był akurat papież, prowadzący politykę ciągłej ekspansji na Wschód? I jak na tę pisarską działalność podwładnego Prokosza reagował sam papież?
    Inna rzecz, to na czym opierał swoje pisanie arcybiskup Prokosz? Czyżby miał dostęp do tajnych archiwów papieskich i pisał na ich podstawie? I papież temu się nie sprzeciwiał? I tego niepokornego arcybiskupa nie ekskomunikował? I ten arcybiskup dalej mógł żyć dostatnio w biskupim pałacu i ciągnąć zyski z „dóbr kościelnych” obrabianych przez zniewolonych w tym celu Słowian?
    Jestem przekonana, że nasza, słowiańska przeszłość była wspaniała i że jest ona dla nas powodem do chluby. I dlatego wszelkie jej ślady zostały zatarte albo ukryte. Ale nie mam zaufania do papieskich urzędników, spisujących słowiańską historię. W końcu to właśnie ekspansja „wiary katolickiej” spowodowała naszą słowiańską amnezję. Ale nasza pamięć rodowa jest zakodowana zarówno w nas, jak i na poziomie świadomości kolektywnej. I dlatego powinniśmy być czujni, by nie dać się wprowadzić cwaniakom w maliny by potem zniechęceni rezygnować z odkrywania naszych słowiańskich korzeni.
    Kronika Prokosza została
    „PIERWSZY RAZ WYDRUKOWANA
    Z REĘKOPISMA NOWO WYNALEZIONEGO
    (Pieczęć: Biblioteka Ordynacyi Krasińskich)
    W Warszawie NAKŁADEM I DRUKIEM N. GLUCKSBERGA”

    – zastanówmy się więc, kim był ów Gluecksberg? Wychodzi na to, że żyd zarówno sfinansował nakład jak i go drukował. Nie chodzi o to, że żyd, ale w jakim celu?

    „Księgarnia i Typografia Królewskiego Uniwersytetu i Liceum Wol?ty?skiego
    1825”
    – no więc były wtedy i księgarnie i to Królewskiego Uniwersytetu! A czas pamiętajmy! – ciężkich „prześladowań” przez zaborcę i czas masowej „rusyfikacji” oraz zsyłek na Syberię. Jak to ma się do prawdy? – chyba jakoś odwrotnie proporcjonalnie.

    Czy Kronika Prokosza to falsyfikat? Mnie by pasowało, żeby nie, bo przecież dobrze jest wiedzieć, że i przed Mieszkiem I. nie byliśmy bezpańskimi sierotami mieszkającymi w kurnych chatach i jedzącymi z drewnianych mis drewnianymi kopyściami. I że onegdaj nie byliśmy spragnieni „zachodniej cywilizacji” jak w roku 1980, w którym to roku odrzuciliśmy cały dorobek Narodu na rzecz przeterminowanych, zachodnich jogurcików i za punkt honoru mieliśmy pracę w obcych firmach zainstalowanych na naszej, polskiej ziemi.
    Może dlatego ta sztuka z „zachodnią cywilizacją” tak łatwo się u nas przyjęła w roku 1980, ponieważ nie wiedzieliśmy, co się tak naprawdę wydarzyło przed rokiem 966?

    Od czasu „chrztu” minęło już tyle wieków, że raczej niemożliwe i bezcelowe byłoby bezpośrednie nawiązywanie do niegdysiejszych wydarzeń.

    I my jesteśmy inni – i świat dziś też jest inny.

    Może więc należało by wrócić do jakichś uniwersalnych zasad, ustalonych dla ludzi przez Boga i zacząć oceniać Bliźnich pod kątem: czy są ludźmi honoru, czy są dobrymi ludźmi, czy są uczciwi, pracowici, uczynni itd. a dopiero potem interesować się tym, kto i do jakiej „rasy” należy i jakie ma „korzenie”?

    Czy mielibyśmy szansę na istnienie państwa polskiego, gdyby nasz naród składał się w większości z oszustów i ludzi zakłamanych – nie mówiąc już o cięższych przestępcach? Co dało by nam wówczas wspólne, słowiańskie pochodzenie?

    Podprogowe sugestie, jakoby to Polacy byli wszędzie i zawsze ofiarami złych cudzoziemców nie ma racji bytu w rzeczywistości. Nie posunie takie podejście nas ani o krok do przodu.

    Więc raczej z jednej strony duma narodowa, przywiązanie do słowiańskiej tożsamości, ale z drugiej otwarcie na świat i innych ludzi.

    PS
    zachód masowo wojnami i rewolucjami/rewoltami/puczami itd. produkuje „uchodźców” bo to jest dla jego polityki skuteczny oręż.

    Polacy bronią się przed „uchodźcami” i tu nie może być żadnych wątpliwości co do słuszności takiego działania.

    Ktoś, kto jako uchodźca opuszcza swoją ojczyznę, na zawsze już uchodźcą na obczyźnie zostanie, niezależnie od osiągniętego dobrobytu materialnego. Często dopiero wnuki uchodźcy są w stanie się z krajem goszczącym zintegrować. Najlepiej jest więc, jeżeli społeczność międzynarodowa doprowadzi do zaniechania prowadzenia wojen tak, by nie było uchodźców, by każdy mógł mieszkać u siebie, na ziemi, która go zrodziła i mówić u siebie językiem swoich ojców i dziadów.

Wypowiedz się