M. Sołtysiak chce śledztwa ws. pogromu kieleckiego, a prezydenta i premier oskarża o „żydowską hucpę”

  • Małgorzata Sołtysiak jest wiceprezeską Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego, zastępczynią Marty Kaczyńskiej.
  • Sołtysiak krytykuje postawę prezydenta i premier na obchodach 70. rocznicy pogromu kieleckiego.
  • „Szydło i Duda przyjęli wersję o antysemickich Kielcach, bo lobby żydowskie okazało się silniejsze”.
  • „Z Kielc premier i prezydent robią żydowską hucpę” – pisze Małgorzata Sołtysiak.
  • Do końca roku chce złożyć wniosek do IPN o wznowienie śledztwa ws. pogromu kieleckiego.
  • Prof. Paweł Śpiewak dla WP: nie wykluczam, że mamy do czynienia z postawą negacjonistyczną.

Sołtysiak MałgorzataMałgorzata Sołtysiak (PAP)

- Takiego rozczarowania chyba dotychczas nie doświadczyłam. Potrzebuję czasu na ochłonięcie – tak tuż po obchodach 70. rocznicy pogromu kieleckiego zareagowała wiceprezeska Ruchu Społecznego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na postawę Andrzeja Dudy i Beaty Szydło.

WJC i Muzeum Holokaustu zaniepokojone wypowiedzią minister Zalewskiej

Współtwórczyni Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego

Małgorzata Sołtysiak była współpracowniczką Beaty Kempy i działała na rzecz Solidarnej Polski, ale z partią się rozstała. Była też przewodniczącą Klubu Inteligencji Katolickiej w Kielcach. Obecnie jest wiceprezeską – zastępczynią Marty Kaczyńskiej – zarządu Ruchu Społecznego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prawicową działaczką społeczną. Osobiście zna się z Andrzejem Dudą.

- Razem z Andrzejem Dudą, wówczas jeszcze posłem, zakładałam w Kielcach ruch im. tragicznie zmarłego prezydenta. Traktowaliśmy to jako kultywowanie pamięci i polityki Lecha Kaczyńskiego. Teraz – gdy zmieniła się sytuacja polityczna w Polsce – forma tego zaangażowania jest już dowolna, ale w kierunku dążenia do prawdy historycznej – zapewnia w rozmowie z WP.

Co powiedzieli prezydent i premier?

Działaczkę społeczną zabolała postawa prezydenta i premier w czasie obchodów 70. rocznicy pogromu kieleckiego. Dlaczego? Obok – jej zdaniem – krzywdzącej depeszy PAP nt. obchodów niewłaściwe miały być też słowa Andrzeja Dudy i Beaty Szydło.

- W wolnej, suwerennej i niepodległej Polsce nie ma miejsca na jakiekolwiek uprzedzenia: na rasizm, ksenofobię, nie ma miejsca na antysemityzm. Takie zachowania, choćby w najdrobniejszym przejawie muszą być w Polsce w sposób zdecydowany piętnowane – powtarzał dwa razy Andrzej Duda.

Prezydent opisywał, że „władze państwa: wojsko, milicja, Urząd Bezpieczeństwa Publicznego zachowały się tamtego dnia [pogromu – red.] w zdumiewający, a często bestialski sposób”. – To wojsko i milicja pierwsze otwarły tutaj ogień i wiele ofiar, które zginęły, zginęło od kul. To wojsko i milicja zamiast pomóc i chronić polskich obywateli, naszych współobywateli, nie tylko nie zapewniły ochrony, ale jeszcze zaatakowały. A potem pozostawiły sprawę i UB przez wiele godzin nie reagowało. Dopiero wieczorem przyszło z obroną – dodawał. Zaznaczał jednocześnie, że „nie tylko wojsko i milicja tu były i atakowały. Atakowali też ludzie”.

Sołtysiak: prezydent oskarżył nas o antysemityzm

Według Sołtysiak Andrzej Duda w ten sposób „jawnie oskarżył Kielce o antysemityzm stosując odpowiedzialność zbiorową”.

List w związku z obchodami napisała z kolei premier Beata Szydło. – Nie ma w Polsce przyzwolenia na piętnowanie ze względu na wyznanie ani na rasizm. Przypominanie o zbrodni popełnionej w Kielcach jest naszym moralnym obowiązkiem i ważnym ogniwem dzieła pojednania – napisała. Zwróciła też uwagę, że oprócz chwalebnych kart historii, trzeba pamiętać i „o wydarzeniach zasługujących na potępienie”. Wiceprezes Ruchu uznała ten list za antypolski, antyhistoryczny i wiernopoddańczy.

Małgorzata Sołtysiak na swoim profilu na Facebooku bardzo ostro zareagowała na te wypowiedzi prezydenta i premier. – Z Kielc premier i prezydent robią żydowską hucpę oskarżając niewinne miasto za sowiecką zbrodnie. Wygląda to jak zbiorowe samobójstwo PiS. Polakom można zabrać/ukraść wiele, ale z godnością jest najtrudniej. Proszę nie liczyć, że do wyborów zapomnimy – stwierdziła. Wdając się w dyskusję z internautami na pytanie „kto inny przejmie władzę, gdy przyjdzie na to pora”?, odpowiedziała: – Pewnie Żydzi.

Na obchodach rocznicy odczytano także wiersz pt. „Wiersz o zabiciu doktora Kahane” autorstwa Juliana Korhausera (ojca Pierwszej Damy Agaty Dudy). Według Sołtysiak jest on „obraźliwy i obrzydliwy”.

„Lobby żydowskie”?

- Ja myślę, że zarówno premier Szydło, jak i prezydent Duda przyjęli wersję o antysemickich Kielcach, bo lobby żydowskie okazało się silniejsze. Podobnie w Jedwabnem, pomimo przerwanej ekshumacji i niedokończonym śledztwie, obowiązuje sowiecka wersja historii o polskim antysemityzmie, co by to nie miało znaczyć. Wznowienie śledztwa w obydwu przypadkach jest nieodzowne. Tylko wtedy upadnie żydowski motyw do szantażowania Polski. Będzie kiedyś odważny rząd, który się z tym zmierzy? W każdym razie my będziemy naciskać – napisała na FB.

W rozmowie z WP takie słowa uzasadnia emocjami, ale i wyjaśnia. – Tak to odczuwałam. Nie jestem politykiem i nie znam uwarunkowania stanowiska pani premier i pana prezydenta. Z jakiegoś tytułu ekshumacja w Jedwabnem została przerwana. Jest tutaj na pewno jakieś drugie dno, o którym nie mamy pojęcia na tyle wiarygodnego, aby o nim oficjalnie mówić. O coś w tym wszystkim chodzi. Nazwałam to „lobby żydowskim”, ale gdzieś jest przyczyna, że taka opinia o Polakach jest rozpowszechniana i nie ma na to stanowczej reakcji rządu czy placówek dyplomatycznych – podnosi. Owa opinia według niej kreowana jest poprzez kręcenie filmów jak „Ida”, „Pokłosie” czy serial „Nasze matki, nasi ojcowie”.

Wniosek do IPN o nowe śledztwo ws. pogromu

Po wypowiedziach Dudy i Szydło nt. pogromu kieleckiego Sołtysiak chce złożyć wniosek do Instytutu Pamięci Narodowej o rozpoczęcie nowego śledztwa ws. pogromu kieleckiego. Do końca roku – deklaruje inicjatorka – taki dokument ma wpłynąć na biurko prezesa Jarosława Szarka. Wiceszefowa Ruchu widzi w dr. Szarku szansę na zrewidowanie historii związanej z pogromem kieleckim. Jej wiara wynika m.in. ze stwierdzenia nowego prezesa IPN, że „wykonawcami zbrodni (w Jedwabnem – red.) byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru – pod przymusem – grupkę Polaków”.

- Do końca sierpnia będzie przygotowany wniosek, a potem akcja zbierania podpisów nie tylko wśród mieszkańców Kielc, zaangażujemy także Polonię. Damy sobie 2-3 miesiące. Na pewno do końca roku do IPN złożymy ten wniosek – mówi w rozmowie z WP. Jak dodaje, obecnie trzech historyków przygotowuje analizę historyczną pogromu kieleckiego, która ma zostać dołączona do wniosku. – Liczę bardzo na pana prezesa dr. Jarosława Szarka. Myślę, że będzie stanowczy w odkłamywaniu naszej historii. Bo układnością można stracić honor, a niczego się nie zyska – podkreśla Małgorzata Sołtysiak.

Prof. Śpiewak: te wydarzenia są opisane bardzo dokładnie

W rozmowie z Wirtualną Polską prof. Paweł Śpiewak podkreśla natomiast, że książek i ujawnionych dokumentów na temat pogromu kieleckiego, ale i krakowskiego czy rzeszowskiego, jest wiele. – Te wydarzenia są opisane bardzo dokładnie. Nie wierzę więc, że można tu dojść do czegokolwiek nowego. Szczególnie, że nie bardzo jesteśmy w stanie odtworzyć, co miał wówczas w głowie szef UB w Kielcach i czy był aktywny w czasie pogromu. Natomiast o roli zwykłych funkcjonariuszy milicji i żołnierzy wiemy sporo. I możemy stwierdzić, że odegrali oni bardzo złą rolę i w dużej mierze sprawstwo morderstw było po ich stronie – mówi WP szef Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Jak dodaje prof. Śpiewak, istnieją tylko przypuszczenia, że mord był w interesie UB. – Ale nie ma na tę hipotezę żadnych dowodów. Tę sprawę wielokrotnie badano. Nie wykluczam, że mamy do czynienia z postawą negacjonistyczną [pani Małgorzaty Sołtysiak – red.]. Za wszelką cenę próbuje się ukryć niewygodne fakty z naszej historii – podobnie jak to uczyniła minister Anna Zalewska. Smutne – konkluduje.

Ustalenia IPN: 37 ofiar wśród Żydów

Zgodnie z ustaleniami IPN, w czasie pogromu kieleckiego zginęło 37 osób narodowości żydowskiej (35 zostało rannych) i troje Polaków. Tego dnia w Kielcach i okolicach miały miejsce również inne zajścia, w których pokrzywdzonymi stali się obywatele narodowości żydowskiej. Na tle rabunkowym zamordowano mieszkankę Kielc pochodzenia żydowskiego Reginę Fisz i jej kilkutygodniowe dziecko.

Kielecki pogrom w 1946 r. sprowokowała plotka o uwięzieniu przez Żydów chrześcijańskiego chłopca i rzekomym dokonaniu na nim rytualnego mordu. Dziewięć z dwunastu osób (w większości przypadkowych), oskarżonych o masakrowanie Żydów skazano w pospiesznym, pokazowym procesie na śmierć i stracono.

Wobec nieznalezienia podstaw do oskarżenia kogokolwiek za udział w pogromie Żydów w Kielcach miejscowa delegatura Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie w 2004 r. umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Polub WP Wiadomości

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,M-Soltysiak-chce-sledztwa-ws-pogromu-kieleckiego-a-prezydenta-i-premier-oskarza-o-zydowska-hucpe,wid,18439413,wiadomosc.html?ticaid=117778&_ticrsn=3

PS 1. W uzupełnieniu polecamy sąsiadujące teksty oraz trzy teksty naszej stronie internetowej na linkach:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/07/haniebne-antypolskie-wystapienie-dudy/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/07/dwa-pogromykielce-jedwabne-jedno-klamstwo-wielokrotnie-powtarzane/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/07/tajna-polityka-jakuba-bermana-jest-wspolczesnie-jawnie-realizowana/

PS 2. W uzupełnieniu artykuł o mordowaniu świadków „pogromu” kieleckiego:

Przeczytajcie koniecznie! Jak likwidowano świadków „pogromu” kieleckiego …

Komunistyczni sprawcy prowokacji kieleckiej z 4 lipca 1946 r. starali się zrobić wszystko co możliwe, aby zatrzeć ślady popełnionej zbrodni. Przede wszystkim starali się systematycznie likwidować wszystkich tych ważnych świadków zajść, którzy mogli wygadać się i ujawnić komunistycznych mocodawców rzekomego pogromu.

I właśnie to likwidowanie kolejnych niewygodnych świadków wydaje się być szczególnie mocnym potwierdzeniem tezy o tym, że rzekomy pogrom kielecki był starannie zaplanowaną bezpieczniacką zbrodnią. Pierwszą ofiarą ówczesnych nieznanych sprawców był nader znaczący świadek wydarzeń – zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach ppor. Albert (Fajwisz Alter) Grynbaum. Warto przypomnieć, że właśnie on już dwa dni po „pogromie” – 6 lipca 1946 r. w sprawozdaniu z przebiegu zajść bardzo krytycznie oceniał głównego ich sprawcę ze strony polskiej bezpieki, agenta NKWD majora Władysława Sobczyńskiego i brak zdecydowanej postawy wojska1. W czasie zajść Grynbaum na próżno błagał mjr. Sobczyńskiego o użycie kampanii ze szkoły UB w Zgórsku, co Sobczyński wciąż odwlekał. Przypuszczalnie organizatorzy zbrodni mogli się obawiać, że ppor. Grynbaum może okazać się zbyt dociekliwy w tropieniu sprawców mordu na jego żydowskich rodakach, gdyż nie zdawał sobie sprawy, że zbrodnia była zaplanowana z góry przy udziale takich czołowych żydowskich komunistów jak Jakub Berman.

Tajemnicza śmierć Alberta Grynbauma

Grynbaum zginął w nader podejrzanych okolicznościach już 10 sierpnia 1946 r. Dr R. Śmietanko-Kruszelnicki pisał na ten temat: Zaskakujące (…) są okoliczności jego śmierci. Jest rzeczą niezrozumiałą, że tak ważnego świadka wydarzeń pogromowych (przebywającego prawie od samego początku obok lub w środku obleganego przez tłum budynku, usiłującego bronić znajdujących się tam Żydów, interweniującego w WUBP (Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego – przyp. J.R.N.) i będącego świadkiem zachowania się wielu wyższych oficerów sił represji w czasie pogromu, wysyła się służbowo taksówką, bez ochrony, przez tereny powiatu radomskiego, należące wówczas do najbardziej zagrożonych działaniami oddziałów partyzanckich w województwie kieleckim2. Samochód z Grynbaumem i towarzyszącym mu H. Ochinem z KW PZPR został zatrzymany przez partyzantów, a następnego dnia obaj zostali zastrzeleni. Dr Śmietanko-Kruszelnicki wskazuje przy tym, że oddział ppor. „Dołęgi”, który zastrzelił Grynbauma i Ochina podlegał nierozpoznanej bliżej Komendzie Okręgu Narodowego Związku Zbrojnego (…) Wątpliwości co do zakwalifikowania tej struktury podziemnej do autentycznego nurtu niepodległościowego sprawiają, że można postawić pytanie, czy śmierć ppor. Grynbauma była przypadkowym i niefortunnym zbiegiem okoliczności, czy też został on „wystawiony” partyzantom. Jego śmierć bardzo ograniczyła możliwości rekonstrukcji przebiegu antyżydowskich zajść w Kielcach (podkr. – J.R.N.)3.

Warto w tym momencie przypomnieć, co pisał na temat tej śmierci prawdziwie uczciwy autor żydowski, b. oficer Informacji Wojskowej LWP Michał Chęciński. To on w wydanej w 1982 r. książce Poland: Communism, nationalism, anti-semitism, oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, jako pierwszy wskazał na jej głównego sprawcę – oficera sowieckiego wywiadu Michaiła Aleksandrowicza Diomina. Pisząc o tak tajemniczym, a tak wygodnym dla sprawców zbrodni kieleckiej zabójstwie Grynbauma, Chęciński stwierdził m.in.: Nie ulega wątpliwości, że Grynbaum wiedział wiele, jeśli nie za wiele, o kulisach pogromu. Miał liczną agenturę wśród mieszkańców Kielc i zapewne próbował po pogromie ustalić wiele zagadkowych szczegółów, co należało zresztą do jego obowiązków służbowych.

Inne tajemnicze zgony świadków „pogromu”

Chęciński pisał w cytowanej książce również o dalszych nader tajemniczych zgonach ważnych świadków kieleckiej zbrodni: W dziwnych okolicznościach zginęli też inni wtajemniczeni świadkowie pogromu. Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach ginie, otruty w szpitalu, kierowniczy pracownik WUBP Kielce, Majewski, przedwojenny komunista, znany z uczciwości i bezkompromisowości. Pielęgniarz, który otruł Majewskiego, umiera tego samego dnia, gdy nadchodzi ekspertyza potwierdzająca, że Majewski został otruty. Ten splot dziwnych okoliczności nie został do dziś wyjaśniony.

Wiele mówi o postępowaniu władz komunistycznych fakt, że uniknął jakiejkolwiek kary, pomimo przejściowego aresztowania, szef WUBP major Władysław Sobczyński – główny wspólnik ze strony kieleckiej bezpieki sowieckiego majora Diomina, organizatora prowokacji kieleckiej. Co więcej, Sobczyński został później nawet ambasadorem PRL-u w Sofii. Na tle całej późniejszej kariery mjr. Sobczyńskiego tym bardziej dają do myślenia represje, które uderzyły w ówczesnego komendanta MO ppłk Wiktora Kuźnickiego. Podobnie jak jego zastępca mjr Kazimierz Gwiazdowicz i mjr Sobczyński, ppłk Kuźnicki był oskarżony o zaniedbanie obowiązków w dniu zajść, ale przesiedział w więzieniu znacznie dłużej niż oni. Jak pisał M. Chęciński, Sobczyńskiego i Gwiazdowicza uniewinniono i widać było w czasie rozprawy w grudniu 1946 r. zniekształcanie faktów w celu wybielenia Sobczyńskiego i Gwiazdowicza. Zdaniem Chęcińskiego o nieporównanie dużo surowszym potraktowaniu ppłk. Kuźnickiego zadecydowało jego niezastosowanie się do dyktowanych odgórnie reguł gry. Otóż – jak pisał Chęciński: Kuźnicki (…) domagał się, aby jego proces odbył się jawnie i żeby powołano świadków, którzy mogliby dowieść jego niewinności. Zwracał się w tej sprawie do wszystkich możliwych instancji i przełożonych. Ponieważ nikt na jego prośby nie reagował, zaczął w więzieniu głodówkę. Wypuszczono go z więzienia w stanie agonalnym. W domu kontynuował głodówkę. Po kilku tygodniach zmarł.

Red. Krzysztof Kąkolewski pisał w swej podstawowej książce demaskatorskiej o rzekomym pogromie kieleckim Umarły cmentarz: Wiktor Kuźnicki zaczął mówić nieostrożnie, że to, co się zdarzyło w Kielcach, było absolutną prowokacją4. Mówił o tym współwięźniom. Kąkolewski nie wykluczał, że w odpowiedzi na tego typu „wyznania” UB poddało Kuźnickiego torturom, tak że z więzienia „powrócił w stanie ruiny fizycznej i psychicznej”. Zmarł w wieku zaledwie 44 lat.

Dość nieoczekiwany tragiczny los spotkał jednak również i b. zastępcę ppłk. Kuźnickiego, majora K. Gwiazdowicza. Po latach utonął – według jednej wersji – w Wietnamie, według innej – w Laosie. Kąkolewski pisał: Powierzono mu (…) ważną misję, ale czy przypadkiem nie po, by jako nosiciela tajemnicy zgładzić potajemnie na obszarze bardzo dalekim od Polski5.

Jak zastraszano rzekomo porwanego chłopca

Przez wiele lat blokowano we wszystkich stacjach telewizyjnych emisję nakręconego w 1996 r. filmu dokumentalnego brata Czesława Miłosza – Andrzeja Miłosza „Henio”. Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich. Chłopiec ten – Henryk Błaszczyk przez 50 lat bał się wyznać prawdę z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki. To, co powiedział, było niesamowite. Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i wraz z innymi zaprzyjaźnionymi ubekami wspierał prowokację kielecką, a zastraszony Henio był ich narzędziem. Znamienne, że tak ważny, odsłaniający prawdę film pokazano dopiero 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. – na mającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia”. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę”, Andrzej Miłosz był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów.

Henio Błaszczyk ciężko zapłacił za to, że był tak niebezpiecznym dla bezpieki świadkiem jej poczynań. W latach 90. doszło do tajemniczego wypadku samochodowego, w którym o mało co nie zginął. Wyszedł z niego ze wstrząsem mózgu, złamaną ręką i uszkodzeniem kręgosłupa. Sprawczyni wypadku, jakoby pracownik ambasady polskiej w RFN, zniknęła. Na listy poszukujące jej nie otrzymano odpowiedzi6.

„Kielecki Rejtan” – prokurator Jan Wrzeszcz

Szczególnie obrzydliwą formą rozprawy z człowiekiem, który w niewygodny dla władz sposób drążył sprawę zbrodni kieleckiej, było zaszczucie i doprowadzenie do przedwczesnej śmierci prokuratora wojewódzkiego Jana Wrzeszcza. Na wieść o oblężeniu żydowskiego domu na Plantach natychmiast udał się on na miejsce, chcąc, zgodnie z obowiązującym wówczas jeszcze prawem przedwojennej RP, przejąć władzę nad aparatem policyjnym i wojskiem zgromadzonym wokół budynku i przywrócić porządek. Na próżno domagał się od wojska rozproszenia tłumu albo przynajmniej wywiezienia wszystkich oblężonych Żydów samochodami pod eskortą. Oficerowie wprost stwierdzili, że nie wydadzą takiego rozkazu. W dokumencie o wydarzeniach, sporządzonym po tragedii lipcowej 1946 r. i przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach, napisano m.in. o wypadkach po przybyciu prokuratora J. Wrzeszcza: Całą akcją kierowało UB (…) prokuratorowi powiedziano, że jest niepotrzebny, gdyż akcją kieruje UB. Po tym fakcie prokurator złożył oficjalny raport do Województwa i Ministerstwa, zaznaczając, że odpowiedzialność za wypadki kieleckie spada wyłącznie na Urząd Bezpieczeństwa7.

Dzień później prokurator J. Wrzeszcz uczestniczył w Łodzi w Zjeździe Delegatów Związku Zawodowego Pracowników Sądowych i Prokuratorskich RP jako prezes Okręgu Kieleckiego tego związku. Pisał o tym później m.in.: Zgłoszona została rezolucja potępiająca mord kielecki, dokonany „przez czynniki reakcyjne” oraz zawierająca stwierdzenie, że mord ten okrywa hańbą cały naród polski (…) W dyskusji zabrałem głos, mówiąc, że nie należy w rezolucji przesądzać, kto dokonał mordu, gdyż jeszcze dochodzenie nie ustaliło tego, a my jako sędziowie i prokuratorzy jesteśmy przyzwyczajeni do wydawania wyroku po dokładnym zbadaniu dowodów (…) Następnie powiedziałem, że hańba, jaka spada na nas, jest niezawiniona przez ten naród. Stoję bowiem na stanowisku odpowiedzialności indywidualnej, zgodnie z nowoczesną teorią prawa karnego i obowiązującym u nas kodeksem karnym. Zbiorowa odpowiedzialność była bronią hitleryzmu i nasz naród oraz naród żydowski najbardziej odczuli skutki tej odpowiedzialności na sobie. Za zbrodnię chuliganów oraz niedołęstwo pewnych czynników nie może spadać odpowiedzialność na cały naród. Przemówienie moje spotkało się z gorącym przyjęciem całej sali8.

Już kilka dni później prokuratora Wrzeszcza gwałtownie zaatakowano w organie KW PZPTR „Głos Robotniczy” w artykule pt. Łajdactwo, nazywając go prokuratorem – obrońcą czarnej sotni (a więc grup antysemicko-szowinistycznych w stylu tych inspirowanych niegdyś przez carską Ochranę). Jeden z najgorszych politruków pochodzenia żydowskiego, stalinizator wymiaru sprawiedliwości, były agent NKWD, a w 1946 r. wiceminister sprawiedliwości, Leon Chajn zaatakował prokuratora Wrzeszcza, insynuując, jakoby bronił on morderców z Kielc. Wrzeszcza natychmiast zawieszono w pełnieniu funkcji prokuratorskich. Zapowiedziano wytoczenie mu postępowania dyscyplinarnego, ale nic takiego się nie stało. Prokurator Wrzeszcz zdecydował się na odejście z aparatu sprawiedliwości i przejście do adwokatury. Został radcą prawnym kurii kieleckiej i osobiście biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Bezpieka nie zapomniała jednak o nim. Wraz z rozpoczętą później akcją przeciwko ks. bp. Kaczmarkowi aresztowano również i byłego niepokornego prokuratora. Przesiedział dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszedł niezwykle brutalne śledztwo. Według relacji jego syna, zmarł przedwcześnie, świadomie zarażony gruźlicą (zamknięto go w więzieniu wraz z umierającym Niemcem, który miał ostatnią fazę otwartej gruźlicy). Według relacji syna prokuratora Wrzeszcza w momencie przyjmowania jego ojca po przywiezieniu go z Kielc na Mokotów oficer bezpieki powiedział mu od razu „na przywitanie”: Ty już stąd nie wyjdziesz9. Tak traktowano w stalinizowanej Polsce prawdziwych polskich patriotów!

Prokurator Jan Wrzeszcz był prawdziwym bohaterem ówczesnych ponurych stalinowskich czasów. Za swój wytrwały opór w obronie prawdy i dobrego imienia Polski i Polaków prokurator ten powinien być nazwany „kieleckim Rejtanem”. Apeluję do władz miasta Kielce o jak najszybsze uhonorowanie bohaterskiego prokuratora przez nadanie jego nazwiska nowej ulicy. Bardzo na to zasłużył! Myślę też, że pięknym gestem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy byłoby jak najszybsze pośmiertne uhonorowanie prokuratora Jana Wrzeszcza jednym z najwyższych polskich odznaczeń.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta!

Wypowiedz się