DRUGIE DNO PIERESTROJKI

Publikujemy interesujący tekst blogera Kuli Lisa 68, zestawiający wiele ciekawych informacji, w tym w komentarzach, z historii XX wieku m.in. o pierestrojce, tworzeniu i celach Unii Europejskiej oraz realizacji celów globalistycznych w Europie. W uzupełnieniu przedstawiamy na linkach na końcu nieco inne, bardziej złożone spojrzenie na historię XX wieku.

Redakcja KIP

Drugie dno pierestrojki

Dokopywaniem się do prawdziwych przyczyn i celów sowieckiej pierestrojki zajmuje się niewielu analityków, a wszyscy są porażeni wirusem politycznej poprawności.

Skutek jest taki, że jeżeli nawet  trafnie niektórzy z nich rozpoznawali oszukańczą taktykę i retorykę pierestrojki, to jednak zatrzymują się w połowie drogi.Uważają, albo udają że tak uważają, iż „długi marsz” sowieckiego komunizmu do  „wspólnego domu europejskiego” (slogany zarówno Breżniewa, Szewardnadze i głównie Gorbaczowa) był jedynie Fatalną fikcją 1, kamuflażem, genialną mimikrą, oszustwem, a najdokładniej to koniem trojańskim, w którym nie reformowalny bolszewizm chciał wcisnąć się do owego „wspólnego domu europejskiego”. Albo jeszcze inaczej czyli przenieść Sowłagier na Zachód. Połowiczność tych „analiz” tkwi w pomijaniu roli prawdziwych sprawców i organizatorów tej pierestrojki czyli żydów  sowieckich i zachodnioeuropejskich, zwłaszcza amerykańskich. W tę samą mieliznę dał się wciągnąć analityk owej pierestrojki Dariusz Rohnka w książce (zob. przypis) wydanej w Poznaniu w 2000 roku niemal konspiracyjnie, własnym sumptem, w szacie graficznej typowej dla literatury drugiego obiegu z lat 80. I taki właśnie drugoobiegowy był los tej książki  –  konia z rzędem temu, kto ją zdybie nawet w bibliotekach wojewódzkich! Powód zesłania tej książki do łagru  niepoprawności politycznej jest prosty – Rohnka wykazuje, że gorbaczowizm wprawdzie doskonale przebrał się w szatki i piórka żalu i ekspiacji za zbrodnie bolszewizmu  traktowane jako czas błędów i wypaczeń, wyraził szczery żal i chęć pokuty, ale w konfesjonał rozgrzeszając już z daleka pukał sowieciarzom szeroko pojęty „zachód”, na czele ze Stanami Zjednoczonymi. Bo tenże zachód, słusznym zdaniem Rohnki, to zakamuflowany endemiczny socjalizm, komunizm, trockizm z jego nieśmiertelną ideą walki permanentnej o światowe, nie  tylko europejskie zwycięstwo  komunizmu, przybranego teraz  w owe szatki demokracji, socjaldemokracji, pokojowego współistnienia, odprężenia, walki o pokój.

1. Dariusz Rohnka: Fatalna fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu – stary wzór. Poznań 2000.
Uznanie  „demokratycznego”  Zachodu za komunizm w nowej wersji, za nowy totalitaryzm, to grzech główny Dariusza Rohnki wobec politycznej poprawności, ale i jego poraziła poprawność polityczna: nigdzie  nie  znajdziemy w jego studium nawet nieśmiałej sugestii, że po obydwu stronach tej gigantycznej, światowej pseudobarykady stali ludzie tej samej nacji czyli żydzi. To przecież oni w Związku Sowieckim montowali „pierestrojki”  w czasach, kiedy się nikomu jeszcze o tym nie wyśniło, a w tym zbożnym dziele wspierali ich  pobratymcy usytuowani we wszystkich decyzyjnych strukturach władzy na zachodzie: w rządach, organizacjach „pozarządowych” potężniejących korporacjach przemysłowych i światowych żydowskich finansach. Rohnka streszczając program gorbaczowizmu, cytując jego stałe mantry propagandowe, jak m.in. „walkę z rasizmem, ksenofobią”, nigdy nie wymieni słowa „antysemityzm”. A to przecież klucz do tych, którzy pchali Związek Sowiecki do wspólnego łagru europejskiego. Jednym z niesamowitych trików sowieckich harcowników pierestrojki jeszcze przed Gorbaczowem, było organizowanie przez KGB i bezpieki państw obozu socjalistycznego tzw „opozycji”, kreowanie  „dysydentów„, całych nielegalnych organizacji politycznych, etc. Cel tych prowokacji był podwójny: uprzedzić powstawanie prawdziwych narodowych organizacji opozycyjnych i odpowiednio ukierunkować ich programy; stworzyć  przez  to pozory, że  system sowiecki  jest już słabowity, bo nie potrafi poradzić sobie w swój wypróbowany sposób  z takimi „dysydentami” i związkami dysydentów. Poletkiem doświadczalnym, a wkrótce wzorcowym, był „dysydentyzm” w Polsce.  Drogą takiej właśnie prowokacji zrodził się m.in. żydowski KOR. Setki postkoszernych  „opozycjonistów” wywodziły się z twardego jądra stalinizmu, beriowszczyzny w Związku Sowieckim i bermanowszczyzny w Polsce: synale prominentów komunistycznych. Oni nie ginęli w podejrzanych okolicznościach, jak setki naiwnych gojów. Oni pisali prace magisterskie w „więzieniach” (jak Michnik), oni spotykali się potajemnie z Bezpieką jak Kuroń. I oni wreszcie, co jest ostatecznym dowodem na tę mimikrę „opozycji demokratycznej” stawali się potem władcami zdemokratyzowanych demoludów, czego znów znakomitym, niedoścignionym  przykładem stała się Polska „posierpniowa”. I znów dziwnym trafem, głównymi rozgrywającymi stali się odtąd funkcjonariusze niedawnego aparatu terroru, którzy mając szafy spuchniętego od dowodów agenturalności  świecznikowych „opozycjonistów„, bezwzględnie nimi sterowali, a sami przeskakiwali na lukratywne stanowiska i pozycje właścicielskie w najcenniejszych perełkach majątku narodowego, zamienianego właśnie w masę upadłościową przez „opozycję” z KOR i okolic. Te ponure prawidłowości  postaramy się udokumentować w szeregu odrębnych rozdziałów tej pracy. Publicysta Stanisław Michalkiewicz w artykule  Pocałunek Almanzora,1 relacjonuje swoją rozmowę ze znanym publicystą politycznym Gwidonem Sormanem na temat „opozycji” w krajach demoludów, heroicznie bijących się o wolność i demokrację w tychże demoludach. Sorman opowiadał, że ilekroć prezydent Mitterand (jeden z czołowych maso- nów  europejskich, kryptokomunista  pod  przykrywką socjalisty),  odwiedzał kraje socjalistyczne, to zawsze życzył sobie spożyć śniadanie z jakimś miejscowym dysydentem. W Bułgarii powstał kłopot: Kiedy miał odwiedzić Bułgarię, ambasada francuska w Sofii gorączkowo poszukiwała jakiegoś dysydenta, ale bezskutecznie. W desperacji ambasador zwrócił się do tamtejszego MSW, które odpowiedziało, że żadnych dysydentów w Bułgarii nie ma. Aliści po paru godzinach zadzwonił telefon z MSW, że dysydent jest. Dostarczono go więc na śniadanie. Potem, już po „aksamitnej rewolucji” w Bułgarii, ten „dysydent śniadaniowy”, właśnie  jako  sławny dysydent, został wysokim dygnitarzem państwowym. Wypisz i wymaluj jak w Polsce. Z tą jednak różnicą, że u nas mieliśmy wprost zatrzęsienie takich „dysydentów”. Nic to dziwnego, wszak pierestrojka pokojowa w  demoludach miała się zacząć w Polsce. W 1956 roku na pierestrojki, na „transformacje ustrojowe” i zwijanie Sowłagru było jeszcze dalece za wcześnie, a  jednak zafundowano nam preludium, coś w rodzaju „rozpoznania bojem”, czyli krwawe wydarzenia czerwcowo październikowe. Sprowokowała je Służba Bezpieczeństwa, a niepodważalnym dowodem na to były liczne „piegi” od kul na budynku SB, atakowanym i spalonym przez tłum. Skąd „tłum” miał broń? Gdyby prezydent Mitterand zażyczył  sobie podczas wizyty w ZSRR spożyć śniadanie z udziałem jakiegoś wybitnego sowieckiego „dysydenta”, zapewne zasiadłby z nim Andrzej Sacharow. To wręcz pokazowy, reprezentacyjny „dysydent”. Sumienie demokracji. Męczennik za demokratyzację Sowłagru, a  jednocześnie wielki zwolennik tzw. ustrojowej konwergencji, o której za chwilę. Jego rola jako świecznikowego „dysydenta” została wpisana przez KGB w długofalowe cele sowieckiej strategii, w tenże „długi marsz”1.

1. „Najwyższy Czas” nr 7, 17 II 2001. Almanzor: ar.: al.-Manzur – „Zwycięski”, przy domek wielu muzułmańskich władców i wodzów, zwłaszcza drugiego kalifa Abbasydów – Abu abdallah al. Mansur (754-75) i hadżiba (naczelnika dworu) kalifatu Kordoby, wroga chrześcijan.
Imię Almanzora utrwalił A. Mickiewicz w balladzie „Alpuhara” z poematu Konrad Wallenrod (1828). Zob.: W. Kopaliński Słownik mitów i tradycji kultury, 1987, s. 33. W całej „dysydenckiej” publicystyce Sacharowa, współtwórcy bomby wodorowej, nie znajdziemy niczego, co by mogło wtedy szkodzić Sowietom. Jako popularyzator tzw. „teorii konwergencji”, która przyniosła mu sławę może większą niż bomba wodorowa, mógł zaszokować każdego wnikliwego czytelnika zasadami owej konwergencji. Zaskoczenie wynikało z dychotomii pomiędzy jego oficjalnym statusem „dysydenta pod nadzorem”, a tym co pisał: Narastająca  w  krajach  socjalistycznych  walka ideowa między siłami stalinizmu i maoizmu  z  jednaj strony i realistycznie zorientowanej siłami komunistycznej lewicy  leninowskiej i „lewych zachodniowców”, doprowadzi do zasadniczego rozgraniczenia ideowego w skali międzynarodowej, państwowej i wewnątrzpartyjnej…Zatrzymajmy się przy tej sekwencji wywodów Sacharowa. Okazuje się, że Sacharow nie widział „w krajach socjalistycznych”, po naszemu demoludach, „narastającej walki” o wyzwolenie spod okupacji sowieckiej, tylko walkę ideową pomiędzy stalinistami a leninowską „konstruktywną lewicą” i „lewymi zachodniowcami”. Polecam pamięci  Czytelnika frazę Sacharowa, gdy polskojęzyczna „lewica leninowska”, a  ściślej trockistowska pod wodzą J. Kuronia, Michnika i pozostałych z  KOR, będzie starała się ucywilizować polski komunizm, nadawać mu „ludzką twarz”; przebudowywać a nie niszczyć. Starsi pamiętają to słynne Kuronia: Nie palcie Komitetów! Zakładajcie własne! Kuroń  wiedział, że płynie na licencjonowanej przez Bezpiekę fali przemian, teorii konwergencji znanej wtedy tylko takim jak on, Michnik i Geremek, którzy na tajnych konwentyklach w ścisłym gronie Schaffów, Kołakowskich, Żółkiewskich, a potem podczas szkoleń na zachodzie, dokąd wyjeżdżali bez najmniejszych  przeszkód, poznawali  tajniki zbliżającej się walki nie o zniszczenie komunizmu i Sowłagru światowego proletariatu, tylko o jego pokojową przebudowę, pierestrojkę. Kuroń i jego paka w łonie pierwszej Solidarności lali oliwę na wzburzone fale polskiej nadziei na wolność, a wspierał ich w tej robocie posłuszny „zdalnie sterowany” ciemniak Lech Wałęsa. Pacyfikowali strajki, wolne  związki zawodowe, usuwali po kolei radykalnych patriotycznych gojów ze struktur gdańskiej Solidarności; siali pomówienia i oszczerstwa na nich; niszczyli związkową drukarnię – krwiobieg każdej rewolty sięgający dalej i głębiej niż zakładowy radiowęzeł. Wykażemy to w następnych rozdziałach. Nawet dziś, 25 lat później, dotyka się tylko powierzchni tej roli „kuroniady”.

1. O tej roli Sacharowa pisze Anatolij Golicyn w książce New Lies for Old.
Nazywa się ją  „trockistowską„, czyli  optującą  za permanentną   rewolucją Bronszteina-Trockiego. Można by to od biedy uznać za prawdę, gdyby ze słowa rewolucja usunąć przedrostek „re”, aby zostało ewolucja! Pierestrojka, a w jej trakcie – konwergencja. Sacharow: Proces ten doprowadzi zarówno w Związku Sowieckim, jak i w innych krajach socjalistycznych, do systemu wielopartyjnego i ostrej walki ideologicznej, do polemik, a w następstwie do ideowego zwycięstwa realistów, do utrwalenia orientacji na pokojowe współistnienie…1 Sacharow nawołuje więc do powstania systemu wielopartyjnego, a to przecież stanowi  podstawę  każdej  pseudodemokracji  zachodniej, bo wielopartyjność to  warunek mącenia w partiach i między partiami na korzyść niewidzialnych sterników, co także wykażemy dalej na przykładzie losów tzw. partii prawicowych po 1990 roku w Polsce.
O  jakich  to  „realistach”  mówi Sacharow, których  zwycięstwo  w przyszłości jest jego zdaniem nieuchronne? Są nimi wszyscy „realiści”, przekonani, że tak dalej być nie może, a ZSRR  musi się zdemokratyzować na wzór zachodni. W następnym akapicie Sacharow nie pozostawia już żadnych złudzeń: Stany Zjednoczone muszą się stać państwem komunistycznym, a to samo przecież głosił towarzysz Lenin, prawiąc o nieuchronności nastania zrazu „Stanów Zjednoczonych Europy”, a  następnie „Stanów  Zjednoczonych Świata”. Tę mantrę będzie powtarzał do znudzenia Gorbaczow już w roli byłego genseka, masona – globalisty. Sacharow: Natarczywe postulaty życiowe społecznego postępu i pokojowego współistnienia, nacisk wewnętrznych sił postępowych (klasy robotniczej  i inteligencji) i przykład krajów socjalistycznych doprowadzi w Stanach Zjednoczonych i innych krajach kapitalistycznych do zwycięstwa lewicowego, reformistycznego skrzydła burżuazji, która w swej działalności przejmie program zbieżności  z socjalizmem, to znaczy pójdzie na reformy społeczne, pokojowe współistnienie i współpracę z  socjalizmem w skali ogólnoświatowej oraz na wprowadzenie zmian strukturalnych do zasady własności prywatnej. Częścią tego programu będzie poważne zwiększenie roli inteligencji i walka z siłami rasizmu i militaryzmu…Jakiego rasizmu? Jaki ma związek „walka z siłami rasizmu” z walką o zmiany strukturalne, z walką z militaryzmem? Komu, jakiej to „rasie” zagraża rasizm tak radykalnie, że Sacharow w swym memoriale musi go napiętnować z takim zdecydowaniem? Czy aby nie chodzi tu tylko i wyłącznie o rasizm „antysemicki”, bo przecież i on sam jest stuprocentowym rosyjskojęzycznym żydem. Sacharow nie mógł sobie otwarcie pozwolić na użycie słowa „antysemityzm”.

1. Andrej Sacharow: Rozmyślania… Zob.: D. Rohnka, passim.
To by rażąco osłabiło uniwersalizm jego wołania o walkę z  „rasizmem”, uczyniło ją partykularną prywatą na rzecz nowej rasy panów.
Wreszcie pada słowo „konwergencja”: Konwergencja socjalistyczna doprowadzi do wygładzenia różnic strukturalno-społecznych, do  rozpowszechnienia się wolności intelektualnej, rozwoju nauki i sił wytwórczych, powstanie rząd światowy, osłabną narodowe przeciwieństwa…Tu Sacharow wykłada karty na stół i kawę na ławę: celem jest „powstanie rządu światowego” i „osłabienie narodowych przeciwieństw” czytaj: zniszczenie państw narodowych, rzekomo odwieczne go zarzewia wojen. Na początek uściślijmy treść słowa „konwergencja”. Pochodzi ono od średniowiecznołacińskiego słowa convergo,  skłaniam się ku czemuś: zbieżność, tworzenie zbieżności. W odniesieniu do konwergencji komunizmu i kapitalizmu oznacza to wzajemne zbliżenie postaw, idei, systemów ekonomicznych, struktur własnościowych. Nie tylko zbliżenie: wzajemne przenikanie, wymiana polityczno-gospodarczo-ideowych pryncypiów komunizmu i kapitalizmu. Dzięki temu powstanie nowa jakość; pośrednia, inna od obydwu w praktyce ustrojowej i gospodarczej „trzecia droga”. Ani komunistyczna ani kapitalistyczna, taki sobie klon z probówki, twór in vitro. Okazuje  się, że idei konwergencji komunizmu i kapitalizmu nie wymyślił ani Sacharow, ani Gorbaczow, ani tym bardziej enkawudziści Andropow i Szewardnadze. Istniała ona od dawna, szczególnie modna w okresie „rewolucji 68″, a kiedy pokolenie tej rewolucji symbolizowanej przez  Clintona, francuskiego żyda i pedofila Cohn-Bendita, u nas przez polskojęzycznych Kuroniów i Michników doszło do władzy, konwergencja stała się ciałem, przerażającą rzeczywistością zwłaszcza współczesnej Europy, a szczególnie w skutkach dramatyczną w Polsce. Faktycznym ojcem idei konwergencji był pozornie zapomniany Antonio Gramsci (1891-1937), włoski komunista, filozof, politolog, wraz z Palmiro Togliattim 1 współtwórca i pierwszy przywódca Włoskiej Partii Komunistycznej. W 1929 roku aresztowany przez rząd Mussoliniego i skazany na 20 lat więzienia, resztę życia spędził w celi. Tam pisał, ale  presja odosobnienia, warunki więzienne nie pozwalały mu stworzyć zwartego systemu nowego marksizmu, ale wystarczająco jasno skodyfikował nieuchronną jego zdaniem konieczność konwergencji komunizmu i kapitalizmu i w wyniku tego – przeobrażenie kapitalizmu w zmodyfikowany komunizm.

1. Palmiro Togliatti (1893-1964): od 1927 r. sekr. gen. WPK, od 1925 członek Kom. Wykonawcze go Kominternu, w latach 1926-44 na emigracji we Francji i ZSRR, dzięki czemu uniknął losu Gramsciego.
Zwolennik parlamentarnych metod przechodzenia do socjalizmu, co u jego przyjaciela Gramsciego zaowocowało teorią konwergencji. Gramsci i Togliatti mieli korzenie żydowskie. Ujmując  najkrócej, Gramsci jest  prekursorem współczesnego globalizmu na bazie pogodzonych, skonwertowanych, sklonowanych „genetycznie” (programowo) dwóch pozornych przeciwieństw – komunizmu i kapitalizmu. Idee Gramsciego zwyciężają zza jego grobu. Dzisiejszy  świat  to nic innego jak „uszlachetniony”, skonwertowany komunizm i kapitalizm – docelowa realizacja marzeń Gramsciego: światowy rząd, globalizacja w każdej dziedzinie, unifikacja i terror politycznej poprawności przestrzeganej  niejako dobrowolnie, bez prymitywnych łagrów, więzień, egzekucji i fizycznych form terroru. To przecież obecna Unia Europejska. To obecna Polska, ale to wszystko stanowi zaledwie namiastkę tego, co czeka nasze wnuki. W 1920  roku Gramsci współorganizował tzw. turyńskie rady fabryczne, które w przyszłości miały stać się organami władzy proletariatu. Nastąpiły  represje, a po dojściu do władzy Mussoliniego, Gramsci salwował się rejteradą do Moskwy. Tam, Gramsci zrażony żydobolszewskim terrorem, postawił na głowie cały teoretyczny marksizm-leninizm. Uznał, że to nie byt jak w marksizmie kształtuje świadomość, tylko odwrotnie to świadomość determinuje byt. Stąd jego taktyczny wniosek, że rewolucja nie może się ograniczyć do obalenia rządów i tępego terroru. Musi odnieść zwycięstwo przede wszystkim w sferze świadomości, wartości; złamać kulturową, intelektualną dominację klasy rządzącej. Powinien więc być prowadzony długofalowy „Długi marsz”, wojna pozycyjna. Wojna o umysły i postawy 1. Do  takich  wniosków  skłoniła Gramsciego obserwacja roli chrześcijaństwa, w nim zwłaszcza Kościoła katolickiego we Włoszech. W tym katolickim  państwie społeczeństwo miało od dziewiętnastu wieków wszczepione  katolickie antyciała odrzucające wszystko, co nie mieściło się w Dekalogu, w odwiecznych kanonach wartości. Komunistów, którzy by zdołali obalić siłą władzę państwa katolickiego, czekała izolacja, masowy, w tym nawet zbrojny opór, a złamany, mógłby przejść w bierne formy oporu, w „emigrację wewnętrzną”, dokładnie taką, jak to miało miejsce w katolickiej Polsce w latach 1944 – 1990, co Gramsci mógł obserwować już tylko z czeluści piekieł, gdzie jego dusza wylądowała niechybnie jako śmiertelny wróg chrześcijaństwa.

1. A. Gramsci: Pisma wybrane, W-wa 1961.
Charakterystyczne, że to właśnie u progu lat 60. zostały w Polsce wydane jego Pisma. To wtedy w Związku Sowieckim potajemnie kiełkowały praktyczne działania na rzecz „konwergencji”. Zapewne najbardziej uważni czytelnicy jego „ teorii” nie zdawali sobie wtedy sprawy z tego, że przyjdzie im oraz ich dzieciom żyć w warunkach praktycznego zwycięstwa „konwergencji”. Pisał: Cóż może przeciwstawić klasa  nowatorska  temu  gigantycznemu kompleksowi szańców i fortyfikacji klasy panującej? Musi mu przeciwstawić ducha rozłamu, czyli stopniowego  zdobywania własnej świadomości historycznej, ducha rozłamu.. wszystko  to wymaga stopniowej pracy  ideologicznej, a pierwszym jej warunkiem jest dokładna znajomość terenu badań (światopoglądu chrześcijańskiego – H.P.) i w ogóle wszelkie dawne (dawno powstałe, ale wciąż istniejące – H.P.) koncepcje świata (…), niezmordowanie powtarzać własne argumenty (…), powtarzanie jest bowiem środkiem dydaktycznym, działającym najskuteczniej na umysłowość ludu (…). Nasza doktryna nie jest doktryną zbuntowanych niewolników, jest to doktryna władców, którzy w codziennym trudzie przygotowują broń, by zapanować nad światem. Zapanować  nad  światem toć to przecież duch trockizmu-leninizmu, wiecznie żywy, tylko modernizowany na bolesnych przykładach bezowocności terroru żydobolszewickiego. No i ten duch rozłamu! Oszczędzimy Czytelnikowi cytowania licznych fragmentów osławionych Protokołów Mędrców Syjonu, powstałych  przed narodzinami Gramsciego mamy tam apologetykę owego ducha rozłamu we wszystkich dziedzinach życia gojów, a już szczególnie w sferze ducha i w jego bastionie katolicyzmie. Tak oto otrzymujemy pouczającą lekcję totalnej destrukcji w cywilizacji chrześcijańskiej, wtedy jeszcze tylko zachodniej. Klatki tego filmu odwijają się nam wstecznie, cofamy się w czasie, ale idea jest ta sama i tożsama. Zacznijmy od współczesności: dzisiejszy globalizm, bezkrwawy eurołagier, wojna z chrześcijaństwem na wszystkich frontach w już post-chrześcijańskiej Europie zachodniej; w latach 60. rodzi się idea „zwijania” Sowłagru  jako nieudacznika w opanowywaniu świata przez jedynie słuszną doktrynę – to  już  Stalin ją zdradził, porzucając ideę wojny permanentnej o władzę nad światem. Otorbił ZSRR żelazną kurtyną i stamtąd siał destrukcję, która nie mogła odnieść  sukcesu, bowiem na przeszkodzie stały  chrześcijańskie kanony milionów Europejczyków i nie tylko; następna klatka filmu – Lenin i Trocki. Postawili na prymitywny krwawy terror, zresztą do tego poniekąd zmuszeni, bowiem masa bezwładności  carskiego prawosławnego narodu była zbyt wielka, a czas zbyt naglił, aby bawić się w jakiś „długi marsz do mózgów”: preferowali strzały w tył głowy; szerzej  widział  zadania  komunizmu Trocki, stawiał  na rewolucję nie skokową tylko permanentną, o skali terroru przewyższającej wszystko co dotąd widziała i przeżyła ludzkość. Ale  mózgi  gojów jeszcze nie roztrzaskane strzałami w tył głowy a było ich ponad sto milionów, w samej Rosji funkcjonowały według starych wartości, według starego rosyjskiego ducha. Oleg Płatonow w książce Pod władzą Bestii 1 pisał: Rosja rozpadła się na większość narodu, głównie włościan, nosicieli tysiącletniej tradycji rosyjskiej cywilizacji. Druga część to ogłupione hasłami pacyfistycznymi i socjalnymi 5-10 proc. ludności, składające się z przeciwników rosyjskiego duchowego i religijnego dziedzictwa i agresywnych mniejszości, głównie żydów. Rozpad dokonał się według schematu, który w XIX wieku przepowiedział Fiodor Dostojewski w Biesach. Symbolizował to Wierchowienski czyli przestępców, sadystów  i morderców uosobionych w postaci Fiedki Katorżnego. Dalej Płatonow przypomina jednym a informuje innych, że zwycięska żydowska szumowina skoncentrowała się na rozbijaniu tradycyjnych struktur państwa uosobionych w Cerkwi prawosławnej, co na tamtym  etapie dokładnie wpisywało się w późniejsze postulaty Gramsciego: struktury państwa należy rozbić nie tracąc czasu, ale potem czeka ich „długi marsz” do umysłów. Leninowcy-trockiści wybrali krótszą drogę – nagany i strzały w tył głowy. To błąd i droga donikąd według Gramsciego. Płatonow: Władzę w Rosji przechwyciła grupa masońskich spiskowców, przyjąwszy nazwę „Wremiennogo prawitielstwa”  Rządu Tymczasowego 2. Na zjeździe (marzec 1917 – przyp. H.P.) postulowano oficjalne ujawnienie masońskiej władzy nad Rosją i wejście we współpracę z lożami innych państw. Sprzeciwili się temu ujawnieniu starzy rosyjscy masoni, żądając  pełnego  utajnienia obecności masonów we władzach. Wszyscy członkowie Rządu Tymczasowego, poza Kartasewem i Wierchowskim, byli wolnomularzami… A był to zaledwie wstęp, przedsionek piekła, pucz masoński, który wkrótce ustąpił leninowskim rzeźnikom na masową ludobójczą skalę. Tego Gramsci nie mógł akceptować. Nie z humanitaryzmu, tylko bezsensu takiej taktyki. Zadanie miał zresztą ułatwione. Pisał z dystansu kilkunastu lat praktyki żydobolszewickiej i w dalekiej Italii, tym gigantycznym muzeum humanizmu, sztuki, starożytności. I religii katolickiej.

1. Pod włastiu zwieria. Z cyklu Spisek przeciwko Rosji. Moskwa. Ałgoritm 2005. 2. Rządu żydomasona Aleksandra Kiereńskiego (1881-1970).
Od wczesnych lat 60. dzieła Gramsciego, jego koncepcje konwergencji nagle ożyły. Stały się bardzo popularne, bo jego idea konwergencji komunizmu i kapitalizmu  zaczęła  „długi  marsz” ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód. Gramsci „odkrył” bowiem prawidłowość  socjologiczną banalnie oczywistą ogromną, rozstrzygającą rolę instytucji i instancji pozarządowych, takich jak religijne, społeczne, kulturowe. Twierdził, że warunkiem trwałego zwycięstwa  komunizmu jest  zapanowanie w tych właśnie obszarach, w płaszczyźnie ducha, postaw, przekonań, poglądów. W tym celu jest niezbędny wspomniany „długi marsz” przez instytucje. Jakimi szlakami? Którędy? Odpowiadał właśnie poprzez instytucje kreujące postawy i poglądy przez media, których tak jeszcze nikt nie nazywał; przez uniwersytety, centra władzy i kultury. A wszystko po to, aby zniszczyć, poddać erozji tradycyjne fundamenty stabilności  narodowej i kulturowej, głównie właśnie religię katolicką i w ogóle chrześcijańską, a w nich tradycyjną moralność, rodzinę, harmonię międzypokoleniową. Rozejrzyjmy się dokładniej po obecnej rzeczywistości. Czyż gramscizm nie święci pełni swego zwycięstwa? Rzeczywistość  przełomu wieków czyni z Gramsciego najskuteczniejszego komunistę XX wieku: religia, zwłaszcza katolicka dogorywa w kruchtach opustoszałych kościołów i dusz, choć w Polsce jeszcze trzyma się całkiem mocno, a co czyni ją właśnie w Polsce przedmiotem fanatycznych ataków. Na instytucję rodziny idą ataki ze wszystkich stron; m.in. poprzez feminizm mający odebrać kobiecie rolę matki, żony, westalki domowych ognisk. Skłócanie, antagonizowanie dzieci z rodzicami, rodziców z dziećmi, prok lamowanie „praw dziecka„, odbieranie rodzicom wpływu na wychowanie, kult szkolnego „luzu”, obowiązkowe nauczanie o „seksie” i jak ostatnio w Europie zachodniej o homoseksualizmie jako czymś „naturalnym”. Niszczycielski pochód gramscizmu trwa już ponad trzydzieści lat. Stanowi ideologię elit. To one, poprzez swoją potęgę wcielają go w życie, atakują tam, gdzie ojciec jest jeszcze ojcem, matka matką, dziecko dzieckiem rodziców i cała trójka stanowi integralną komórkę społeczną o formacji narodowej, chrześcijańskiej. Wielopłaszczyznowa erozja chrześcijaństwa, zwłaszcza katolicyzmu, trwająca nieprzerwanie od czasów Soboru Watykańskiego II osiągnęła takie rozmiary i skutki, że z pewnością przekroczyła ona najśmielsze marzenia Gramsciego i antykościelnych tajnych dykasterii. Tragicznym w skutkach faktem jest odejście ostatnich papieży od ich fundamentalnej obrony Kościoła, przed niszczycielskimi nowinkami. Obserwuje się w ciągu ostatnich czterdziestu lat prowadzone na wielką skalę wprowadzanie niszczycielskich innowacji właśnie przez papieży. Czasową granicą demarkacyjną był przedsoborowy stan Kościoła. Trwał  on w stanie rozkwitu. Nie wymagał żadnych zmian. Obecny papież Benedykt XVI, były wieloletni prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, w 1988 roku przyznał: Sobór Watykański nie jest traktowany jako część całej żywej tradycji Kościoła, lecz jako koniec Tradycji, jako nowy początek startujący z punktu zerowego. Widział to już papież Paweł VI, co jednak nie skutkowało najmniejszymi próbami ratowania Kościoła przed destrukcją. Stwierdzał on już w 1968 roku, że Kościół znajduje się w stanie autodestrukcji, a więc sam Kościół  niszczy  swoje fundamenty, a jego niszczyciele znajdują się wewnątrz, a nie zewnątrz Kościoła. Autodestrukcja prowadzana przez wielu hierarchów Kościoła miała charakter wyjątkowo podstępny. Formalnie nie odrzucono żadnego przed-soborowego dogmatu, żadnego artykułu doktryny wiary. I oto nagle, w ciągu zaledwie kilku lat po Soborze II dokonały się radykalne, wręcz rewolucyjne zmiany w Kościele, wszystkie  usprawiedliwiane „duchem soborowym”, „otwarciem” na współczesny świat. Nikt w Kościele nie daje do dziś przekonującej diagnozy przyczyn katastroficznego porzucenia stanu kapłaństwa i szat zakonnych przez dziesiątki tysięcy księży, zakonników i zakonnic. W samym Kościele rozpanoszyli się jawni heretycy – teologowie i nikt ich nie usiłował ani dyscyplinować, ani ekskomunikować, poza jednym H. Küngiem, któremu zakazano wykładów w uczelniach katolickich. W awangardzie nowinkarstwa soborowego znajdował się ówczesny kardynał Karol Wojtyła, który wśród ojców soborowych cieszył się zadziwiającą sympatią i poparciem, Jego postawy i propozycje były wybitnie anty tradycyjne. W amerykańskim „Commonweal”, tuż przed beatyfikacją papieży Jana XXIII i Piusa IX w 2000 roku, tak  oto  zbilansowano liberalizm Jana Pawła II i podsumowano jego niszczycielski pontyfikat: Wielki absurd  nadchodzącego wydarzenia (beatyfikacji wspomnianych papieży – H.P.) może być wychwycony, gdy rozpoznamy to, że zarówno Jan XXIII jak  i Pius IX byliby potępieni za swe idee i za swoje słowa, jeśli by je wyznali w czasie, gdy Pius X był u władzy’. To, co zewnętrzni wrogowie Kościoła nie zdołali osiągnąć od wieków, w ciągu kilku dziesięcioleci uczynili jego wrogowie wewnętrzni. Oto w skrócie opis gruzów, w jakie zamieniono Kościół i wiarę w ciągu zaledwie 40 lat, realizując m.in. „długi marsz” do nihilizmu.
1. „Commenweal„, 12 sierpnia 2000. Cytuje autor eseju na ten temat Lech Maziakowski w Bibule, piśmie wychodzącym w Waszyngtonie, z kwietnia 2004, numer 18. Nowa liturgia, w tym głównie Msza Święta nie ma żadnego umocowania w Tradycji. Liturgia w nowym „rycie”,  w  językach narodowych, z kapłanem tyłem do Tabernakulum, z Sakramentem przyjmowanym na stojąco, potem „na rękę”: Prawdziwa destrukcja tradycyjnej Mszy św. w tradycyjnym rzymskim rycie, stanowi całkowitą destrukcję wiary…1 Zniszczenie szacunku dla Najświętszego Sakramentu, Jego transcendentne go przesłania poprzez Komunię na rękę, świeckich szafarzy i szafarki. Brutalna likwidacja łaciny we Mszy Św. uniwersalnego  języka wspólnoty Kościoła. Minęło zaledwie kilka lat od czasu Soboru, gdy papież Paweł VI zakazał Mszy łacińskiej, trydenckiej. „Ekumenizm” jako niszczycielskie narzędzie protestantyzacji Kościoła katolickiego, a poprzez tę protestantyzację jego judaizację. Przykładem są wspólne modły z odszczepieńcami, sekciarzami i innymi „religiami”, uprawiane w Asyżu przez Jana Pawła II. To przekreślenie  nienaruszalności zasady Extra ecclesia nulla est salus, przejawiające się zwłaszcza w „dialogu” katolicko-żydowskim. Pius XI w encyklice Mortalium animos pisał, że tzw. spotkania międzyreligijne katolików z wyznawcami innych religii są „zawsze zabronione”: Jedność może powstać tylko z jednego autorytetu nauczycielskiego, jednego prawa wiary, jednej wiary Chrześcijan. Na Soborze Florenckim (1438) dekretowano: Poganie, żydzi, heretycy i schizmatycy są poza Kościołem katolickim i jako tacy nie mogą wziąć  udziału w życiu wiecznym, chyba że przed śmiercią dołączą do jedynego prawdziwego Kościoła Jezusa Chrystusa: Kościoła Katolickiego. Jak więc zapytajmy otwarcie jak zostałby potraktowany przez Ojców florenckiego soboru, Jan Paweł II, animator takich „spotkań międzyreligijnych”? Nowa ewangelizacja to wylęgarnia przeróżnych nurtów i ruchów „neokatechumenalnych”, „charyzmatycznych”. Zuchwała akceptacja teologii tzw. „uniwersalnego zbawienia”.

1. Klaus Gamber, zob. Bibuła, s. 8.

Powszechny proces modyfikowania Pisma Świętego, eliminujący „niepoprawne” wersety, negatywne wobec żydów 1. „Demokratyzacja  Kościoła” i odmawianie papieżowi Władzy Piotrowej, za czym zaciekle gardłowali tacy heretycy, jak Hans Küng, o. Karl Rahner, o. Y. Congar i wielu innych. Zamienianie  teologii  w  socjologię, czyli antropocentryczne rozumienie człowieka i przypisywanie mu boskości. Redefinicja  pojęcia  misji  katolickich: z walki o dusze pozostające poza Kościołem, w pojęcie humanitarnej pomocy, czyli odrzucenie Apostolstwa Kościoła katolickiego. Likwidacja muzyki polifonicznej wraz z chorałem gregoriańskim jako fundamentem muzyki liturgicznej w Kościele. Promuje się modernistyczną kakofonię zamiast  muzyki  polifonicznej, która „uzmysławiała  majestat miejsca i świętość obrzędów” jak powiedział papież Pius IX w 1928 roku. Chorał  i  polifonię zastąpiono muzyką „nowoczesną” z rockiem, popem, big-beatem i gitarami, nie wyłączając radosnych pląsów przed ołtarzem podczas Mszy św. Nowa estetyka kościołów to niszczenie odwiecznych elementów architektury wnętrz świątyń, które  tworzyły atmosferę skupienia, kontemplacji, majestatu Wiary. Dzisiejsze kościoły przypominają hale, baraki, sale sportowe i widowiskowe. W środku brak ławek (składane krzesła), klęczników, konfesjonałów, rzeźb i obrazów wyrugowanych pod pretekstem walki z kultem „idolatrii”. Ołtarz ustąpił stołowi biesiadnemu, bo Msza św. to już nie mistyka Przemienienia Pańskiego, tylko biesiada „na pamiątkę” Ostatniej Wieczerzy. Rozwalono, zwłaszcza w USA dostojne ołtarze, zniszczono  wystrój wnętrz kościelnych, poniszczono wiekowe witraże a wszystko  za milczącą zgodą Stolicy Apostolskiej w czasach pontyfikatu Jana Pawła II. Homoseksualizm i pederastia, molestowanie dzieci, to plaga stanowiąca ostatni gwóźdź do trumny Kościoła katolickiego. Rzymskokatolicka diecezja Davenport w USA, 11 października 2006 roku ogłosiła swoje bankructwo. To już czwarta diecezja w Stanach Zjednoczonych, która nie jest w stanie spłacić należności z tytułu zasądzonych odszkodowań dla ofiar molestowania seksualnego przez księży. Ordynariusz tej diecezji biskup William Franklin poprosił wiernych o modlitwę w intencji diecezji mówiąc: Mimo dobrej pracy wykonywanej przez wiernych diecezji w zwiastowaniu Ewangelii o Jezusie Chrystusie, zarówno w przeszłości, jak i teraźniejszości znajdujemy się obecnie na  rozdrożu z powodu czynów oraz ich zaniechania przez ludzi, którzy spowodowali wielką tragedię w życiu wielu członków naszego Kościoła. Następnie sam podał się do dymisji. Polskojęzyczny ks. prof. M. Czajkowski (anty-ksiądz – polonica.net) domagał się zmiany tytułów niektórych rozdziałów i podrozdziałów Pisma Świętego. Wspomniana diecezja ma jeszcze przed sobą 25 następnych spraw sądowych z tytułu molestowania dzieci. „Bohaterem” jednej z nich był ordynariusz Sioux City bp Lawrence Soens.  Miał molestować 15 chłopców. Oto liczby obrazujące „długi marsz” katolików amerykańskich  do „nowego Kościoła”:

1. 72 proc. katolików twierdzi, że można być dobrym katolikiem nie przestrzegając nauczania Kościoła w sprawach tzw. regulacji poczęć.
2. 65 procent nie zgadza się z nauczaniem Kościoła w sprawach rozwodów i powtórnych małżeństw.
3. 53 proc. amerykańskich „katolików” nie zgadza się z Kościołem w  sprawach „aborcji”.
4. co czwarty nie wierzy w Zmartwychwstanie.
Przerażające są postawy „katolickich” nauczycieli w USA:
5. aż  90 proc.  amerykańskich  nauczycieli  szkół  podstawowych  mieniących się katolikami nie  zgadza się z nauczaniem Kościoła  w sprawie stosowania antykoncepcji.
6. 79  procent  z  nich  nie  wierzy  w  działanie Ducha Św. przy spisywaniu Ewangelii.
7. 57 proc. nauczycieli uważa, że kapłaństwo nie musi być przypisane tylko mężczyznom.
8. 26 proc. nie wierzy w życie pozagrobowe.
9. 13 proc. nie wierzy w Zmartwychwstanie.
10. 9 proc. nie wierzy w boskość Chrystusa.
11. 2 procent nie wierzy w Boga!

Przy wzrastającej liczbie nominalnych „katolików” w USA, w latach 1965-2002 liczba księży zmniejszyła się o 22 proc. Z 30.992 księży katolickich w USA w 2000 roku, tylko 27 tysięcy pracowało w parafiach i aż 16 tysięcy z nich pochodziło z obcych krajów. Praktycznie więc te 16 tysięcy kapłanów było w USA na misjach! W 1965 roku w USA był tylko jeden procent parafii bez księdza, a w 2002 roku liczba parafii bez księży wzrosła o 500 proc. Pomiędzy latami 1965 a 2002 spadek liczby kandydatów do kapłaństwa wyniósł 90 proc! Wystarczy? Chyba tak. Długi marsz przez instytucje w ramach konwergencji kapitalizmu w komunizm i komunizmu w kapitalizm, zakończył się w połowie drogi w Europie Zachodniej. Tam jest jeszcze gorzej. Gramsci zwyciężył. Ku  pokrzepieniu  serc  przywołajmy  słowa  Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego: Kościół posoborowy (…), Kościół, którego Credo staje się elastyczne, a mentalność relatywistyczna (…). Kościół na papierze, a bez Tablic Dziesięciorga Przykazań! Kościół, który zamyka oczy na widok grzechu, a za wadę uważa bycie tradycyjnym, zacofanym, nienowoczesnym 1. Na pogrzebie Prymasa Tysiąclecia nie krzyczano: Santo subito! Nie było  takich transparentów. Ten Prymas już wtedy był nienowoczesny. Staroświecki, tradycjonalistyczny. Nie pasował dogramscizmu w Kościele, do tajfunu „aggiornamento” otwarcia. Stał obok długiego marszu przez instytucje Kościoła. Patrzył na to z przerażeniem. Kiedy czyta się oceny skutków „długiego marszu przez instytucje” w Ameryce, wypowiadane przez zatrwożonych duchownych i normalnych czyli niezależnych  analityków,  odruchowo nasuwa się podobieństwo z ofensywą „długiego marszu” przez Polskę, choć skala inwazji na Kościół w Polsce, to zaledwie zapowiedź spustoszeń, jakie nas czekają nieuchronnie, bo pod rygorem wdrażania nihilizmu Unii Europejskiej, tej nowoczesnej formy eurołagru komunistycznego. Oto  jezuicki  teolog,  członek Fundacji im. kardynała Mindszentiego o. John A. Hardon: Pod koniec dwudziestego wieku obserwujemy najpoważniejszy kryzys chrześcijaństwa w historii. W mojej ocenie, w centrum tego kryzysu znajduje się głęboka penetracja marksizmu w życie naszego kraju. Myślę, że mogę  powiedzieć  jeszcze więcej. Nasza Ojczyzna jest państwem marksistowskim. Czy mogę to powiedzieć jeszcze mocniej? Stany Zjednoczone Ameryki są najpotężniejszym marksistowskim państwem na świecie 2. Ktoś  by  pomyślał, że ten  Gramsciego „długi marsz przez instytucje” omijał instytucje kościelne. Wręcz przeciwnie bo właśnie upodobał sobie marsz przez instytucje kościelne. Ponurym przykładem jest doktrynalna kondycja np. Zakonu Jezuitów, co szeroko przedstawiłem w książce Nowotwory Watykanu. Od tego czasu marsz ku samozagładzie tego zgromadzenia zakonnego trwa z coraz większą, coraz bardziej diaboliczną siłą i rozpasaniem. Oto prestiżowy jezuicki Georgetown University w Waszyngtonie: kardynał Francis Arizne, prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłasza tam 17 maja 2003 roku odczyt, w którym potępia homoseksualizm. Kadra profesorska uniwersytetu na znak protestu jak jeden mąż opuściła salę wykładową, następnie 70 profesorów w liście otwartym zaatakowało kardynała i nauczanie Kościoła w aspekcie zboczeń homoseksualnych, które przecież expressis verbis są potępione w Ewangelii i to kilkakrotnie.

1. W homilii wygłoszonej w katedrze warszawskiej 9 kwietnia 1974 r. 2. John A. Hardon: Marxisms influence in the USA Today. Mindszenty Report, sierpień 1998. Cytuje D. Rohnka. Tacy są dzisiejsi jezuici, przynajmniej amerykańscy, niegdyś intelektualna elita całego Kościoła katolickiego!1 W osobnym rozdziale o niszczycielskiej roli prezydenta  Izaaka Stolzmana vel Aleksandra Kwaśniewskiego w „Trzeciej RP” informujemy, że  po zakończeniu jego tragicznej dla Polski prezydentury, został zaproszony na cykl wykładów przez tenże Georgetown University, gdzie przedtem uczone gawędy wygłaszali czołowi globaliści, wrogowie Kościoła i państw narodowych, propagatorzy homoseksualizmu i podobna fauna. Ojciec Hardon stwierdził, że najbardziej zaciekłe ataki idą w USA w stronę instytucji  rodziny  poprzez propagowanie i wdrażanie tzw. emancypacji kobiet, rozumianej jako ich  „prawo” do wycofywania  się z życia rodzinnego i opieki nad  dziećmi oraz na rzecz niszczenia niegdyś niezbywalnych praw rodziców do wychowania swych dzieci. Pamiętamy, jak za niedawnych rządów SLD przez cztery lata szalały znane aż do obrzydzenia „cioty rewolucji” obyczajowej w rodzaju Szyszkowskiej, Senyszyn, Jarugi-Nowackiej (szły w pochodzie homoseksualistów w Warszawie) i Małgorzaty Blidy. To zaledwie początek. Hannibal (dopiero) antę portas. Paul Weyrich, prezes Fundacji Kongresu Wolności (ale tej prawdziwej), pisał w liście do sympatyków organizacji: Ideologia politycznej poprawności, która otwarcie wzywa do zniszczenia naszej tradycyjnej  kultury, tak  dalece zawładnęła naszym życiem politycznym, naszymi instytucjami („marsz przez instytucje” się kłania H.P.), że jej zgubny wpływ dotarł nawet do instytucji Kościoła. Całkowicie opanowała środowisko akademickie (…). Zwolennicy politycznej poprawności, którą bardziej trafnie można określić jako „kulturo- wy marksizm”. Gorbaczow już jako były gensek Sowłagru mógł stwierdzić, że społeczeństwo amerykańskie dojrzało do zmian. I wiedział co mówi. Gramsciego „długi marsz przez instytucje” do tego czasu zrobił swoje: homoseksualizm, aborcja, eutanazja, „śmierć  religii”, antropologiczna konwergencja człowieka w Boga, to historyczny sukces ideowych spadkobierców Marksa, Lenina i Gramsciego. Gorbaczow: Potrzebujemy nowego społeczeństwa, nowej cywilizacji i konwergencji wszystkich elementów najlepszych w obu systemach.
1. Zob.: Bibuła, Waszyngton, kwiecień 2004 roku, numer 18, s. 21.
Gorbaczow mówił to podczas telewizyjnego programu „Larry King Live” w listopadzie 1994 roku, a Gramsci gdyby mógł, biłby mu brawo w piekle. Brytyjska premier M. Thatcher, po „babsku” konserwatywna, czuła co się święci, gdy mówiła o zagrożeniach ze strony paneuropejskiego molocha, federacji państw połączonych wspólną konstytucją, wspólnym prezydentem,wspólnym parlamentem i rządem. To koniec suwerennych państw 1: Realizują się Trockiego „Sowieckie Stany Zjednoczone Europy”. To samo powtórzył Michaił Gorbaczow, poszerzając rojenia Trockiego na obszary od Atlantyku aż po wybrzeża Pacyfiku. Dalekosiężny plan „pierestrojki” zdradził Zachodowi Anatolij Golicyn, kiedy w grudniu 1961 roku, jako major KGB zgłosił się do ambasady amerykańskiej w Helsinkach i poprosił o azyl polityczny. Golicyn zgłosił się do Franka Friberga, szefa misji CIA w Helsinkach jako major KGB Anatolij Michajłowicz Klimów. Stało się to 15 grudnia 1961 roku. Wkrótce obaj zostali przewiezieni specjalnym samolotem CIA do tajnej siedziby CIA w okolicach Frankfurtu. Klimów, to fałszywe nazwisko Anatolija Golicyna. W Helsinkach pełnił funkcję oficera kontrwywiadu w misji KGB pod przykrywką funkcji drugiego sekretarza ambasady. Jego  ucieczka była rzekomo spowodowana konfliktem, w jaki popadł ze swym przełożonym, pułkownikiem Żenikowem na tle krytycznego raportu sporządzonego przez Golicyna dla Centrali w Moskwie na temat pracy rezydentury w Finlandii 2. Centrala KGB rzekomo odpowiedziała, że ma się nie mieszać do tych spraw i siedzieć cicho. To oznaczało  koniec kariery, rychłe odwołanie do Moskwy. Golicyn był absolwentem Wyższej Szkoły Dyplomacji przy Uniwersytecie Marksizmu-Leninizmu oraz Wyższej Szkoły Wywiadu KGB (kontrwywiad) Pełnił m.in. funkcję szefa departamentu kontrwywiadu przeciwko USA w Centrali; był rezydentem w Wiedniu, a po powrocie w latach 1958-1960 głównym analitykiem do spraw NATO. Wydał kilka książek do użytku wewnętrznego na temat zasad pracy wywiadu i kontrwywiadu. Inteligentny, wyniosły, znający języki ewoluował w kierunku raczej naukowca niż agenta wywiadu. Przesłuchujący go wysocy rangą oficerowie CIA i FBI byli w dużym kłopocie, aby odcedzić jego prawdziwe informacje od fantazyjnych zmyśleń, które byli skłonni  przyjmować jako próby dezinformacji, a nie naturalnych skłonności Golicyna do konfabulacji.

1. M. Thatcher: Wykład z 29 września 1988. 2. Sebastian Rybarczyk: Demony CIA. Część II.  Zob.:  http://http://www.abonet.com.pl/ypl/arty-kul.php?art/id= 1376-token.
Także w: Józef Darski: O dezinformacji komunistycznej, W-wa 1989 oraz: Anatolij Golicyn: New Lies for Old, Londyn 1984 r. Odpowiedzialnym za rozmowy z Golicynem był spec od tajnych operacji w Dziale Planowania Richard Helms, a wspierali go w tym Raymond Rocca szef analityków kontrwywiadu CIA Newtona („Scotty”), Miller i sam szef szefów Angleton. Golicyn domagał się bezpośredniej rozmowy z prezydentem Kennedym, ale się tego nie doczekał. Kilka lat później spotkał się z jego bratem Bobim. Główne rewelacje Golicyna sprowadzały się do czterech wątków:

1. KGB przygotowała dalekosiężną strategię pokonania demokracji zachodniej bez walki militarnej wywiady państw NATO są spenetrowane  przez zdrajców pracujących dla KGB — KGB wyśle fałszywych  dezerterów z zadaniem skompromitowania wiedzy Golicyna oraz jego samego KGB planuje zamach na jednego z przywódców Zachodu. Czołową rolę w bezkrwawej inwazji na demokracje zachodnie KGB przypisał dezinformacji. Golicyn wyszczególnił główne kierunki tej dezinformacji:
2. powołanie frontów politycznych z zadaniem współdziałania między komunistami a socjalistami  i socjaldemokratami Zachodniej Europy, a tak- że komunistami  i nacjonalistami w krajach Trzeciego Świata i aktualizację działań na rzecz wyparcia USA z Europy.
3. wyparcie krajów Zachodu  z Afryki i Azji, w przyszłości także z Ameryki Łacińskiej.
4. istniejącą równowagę  sił  militarnych  przechylić na  korzyść  Związku Sowieckiego.
5. wywołanie sztucznych konfliktów w bloku sowieckim między ZSRR a Jugosławią, ZSRR a Rumunią, ZSRR a Chinami.
6. stworzenie teorii rzekomej walki na Kremlu pomiędzy „gołębiami” i „jastrzębiami”.
7. tworzenie stałego wrażenia, że komunizm się reformuje i demokratyzuje. Nie był gołosłowny. Dostarczył dziesiątki dokumentów i analiz z powołanego w 1959 roku Departamentu „D” KGB, przemianowanego potem na Służbę „A” w I Zarządzie Głównym (wywiad). Metody osiągania tych celów:

1. infiltracja służb wywiadowczych przeciwnika
2. pozyskiwanie i szkolenie agentów wpływu w mediach, uniwersytetach i innych ośrodkach opiniotwórczych („marsz przez instytucje”)
3. wspieranie ruchów pacyfistycznych, czyli osławiona „walka o pokój”
4. kreowanie kontrolowanej „opozycji”
5.  inicjatywy rozbrojeniowe pod pretekstem „walki o pokój”

Rewelacje  Golicyna  potwierdzone  w  całości przez wydarzenia w następnych dwóch dziesięcioleciach, przyjmowano  wtedy nieufnie, może  z powodu trudności w odcedzaniu jego fantazji od faktów. Rezerwę  zachowała zwłaszcza FBI, kiedy to w czerwcu 1962 roku spotkali się z nim: szef kontrwywiadu FBI do spraw sowieckich Don Moor, jego zastępca William Branigan, William Sullivan szef działu  wywiadowczego i jedyny w tym gronie, znający język rosyjski  pracownik tego działu Aleks Potanin. CIA reprezentował Angleton. Golicyn mówił ponad godzinę, lecz agenci FBI pozostali sceptyczni. W  raporcie z  tej rozmowy znalazły się wyłącznie negatywne opinie o samym Golicynie i jego „teoriach”. Moor uznał go za faceta nieprzystępnego, odmawiającego pełnej współpracy z FBI. Za agenta, który  wie  bardzo wiele, ale to „wiele” zachowującego dla siebie, na później 1. Golicyn nalegał na spotkanie z Hooverem, szefem FBI, ale się nie doczekał. A przecież Golicyn rozpoznał i podał im nazwiska wszystkich agentów KGB z ambasady w Waszyngtonie i stałego przedstawicielstwa ZSRR w ONZ. Wspomniał też o kilku innych, ale wiedzę o nich zachował dla siebie na kilka dalszych miesięcy. Poinformował, że do Anglii przybył Rosjanin, który osiadł blisko lotniska i planuje w przyszłości akcje sabotażowe. Anglicy poszli tym tropem i wytypowali podejrzanego. Okazał się nim niejaki Sokołow-Grant ożeniony z Brytyjką Rosjanin, przybyły tam pięć lat przedtem, ale ustalono, że Sokołów nie był poszukiwanym szpiegiem, albo dopiero znajdował się na liście KGB  do werbunku i na skutek tego został zapamiętany przez Golicyna. Strategię dezinformacji opracował były szef KGB Aleksander Szelepin. Polegała na stwarzaniu pozorów, że ZSRR jest słaby i rozbity wewnętrznie, w demoludach wrze podskórnie, piętrzą się trudności  ekonomiczne, zatem ZSRR z konieczności porzucił imperialne ambicje, a światu zagraża tylko partyjny post stalinowski beton…Golicyn zapowiedział rządy Breżniewa, interwencję w Afganistanie,  akcje przeciwko „dysydentom” zostaną potępione, podobnie jak rządy Noyotnego 2. Partia podejmie reformy ekonomiczne na wzór jugosłowiańskich lub całkiem zachodnich. Otwarte zostaną kluby polityczne dla bezpartyjnych. Czołowi „dysydenci” powołają jedną lub więcej partii alternatywnych po zorujących wielopartyjność. Cenzura zostanie ograniczona. Pojawią się kontrowersyjne książki, filmy, sztuki teatralne. Do ZSRR powróci  z Zachodu wielu autorów. Obywatele uzyskają większe możliwości podróżowania do Europy zachodniej.

1. Słusznie uznał, że  jeśli „wystrzela” całą amunicję, zostanie odsunięty na boczny tor. 2. Antonin Novotny, pierwszy sekretarz KC KP Czechosłowacji i prezydent, od czasów przedwojennych agent Kominternu, w 1948 roku (luty), przyczynił się do zdławienia próby  obalenia ustroju komunistycznego, powtórzonej 20 lal później  z podobnym skutkiem. Golicyn „przewidział” także pojawienie się Gorbaczowa. Nie jego konkretnie, lecz genseka, który obierze szeroki  kurs na liberalizację i zbliżenie z Zachodem. Określił go mianem sowieckiego Dubczeka 1. Wybuchnie fałszywa walka wewnętrzna o władzę, Andropowa zastąpi młody gensek, który będzie intensywnie kontynuował liberalizację. Wiemy teraz, że tym gensekiem okazał się Gorbaczow, pupil Andropowa kreowany do tej roli od dawna. Wyłania się zatem kluczowe pytanie: czy Golicyn wiedział, że wszystkie te przemiany nie będą w gruncie rzeczy mistyfikacją, zasłoną dymną, tą właśnie „dezinformacją„, tylko autentycznym ruchem, marszem ZSRR na Zachód, który właśnie rozpoczynał swój marsz „na wschód”, ku  marksizmowi w nowym wydaniu, „z ludzką twarzą”, w ramach tejże konwergencji, która za kilka lat stanie się sztandarowym modelem młodzieżowych ruchów kontestacyjnych w 1968 roku? Jeżeli Golicyn wiedział, że nie będą to żadne mistyfikacje tylko autentyczna pierestrojka, co potwierdziła praktyka następnych 20-30 lat, to zapewne poinformował o tym swych rozmówców z CIA i FBI, ale ta super tajna informacja nigdy dotąd nie przeniknęła do mediów, do wiadomości milionów ludzi śledzących ze zdumieniem późniejszą pierestrojkę i „głasnost”, zakrawające na istny cud! Czy więc postawmy to pytanie jako zuchwałą hipotezę, Golicyn wcale nie „zbiegł” na zachód, tylko został tam wysłany celem przekazania tej super tajnej tajemnicy już wtedy dogadującego się ze sobą Wschodu i Zachodu, czyli globalistów z obydwu stron tej pozorowanej barykady? Słabym punktem takiej hipotezy jest ujawnienie przez Golicyna zbyt wielu tajemnic ówczesnego Sowłagru. Ale, z drugiej strony patrząc, to ujawnienie znakomicie go uwierzytelniało w oczach starych szulerów z CIA i FBI. Coś za coś. Stara zasada wywiadów. W akcjach dezinformacji miały wziąć udział zarówno służby specjalne, jak też  środowiska opiniotwórcze oraz celowo organizowana i   kontrolowana „opozycja”, ruch „dysydencki”.
1. Aleksander Dubczek (Dubćek 1921-1992). Od 1929 do 1938 przebywał  z rodzicami w Moskwie, agent sowiecki, od 1939 r. członek KPCz, 1968-1969  I Sekretarz KP Czechosłowacji, inicjator „praskiej wiosny” sprowokowanej przez Zachód, podobnie jak „wydarzeń marcowych” w Polsce. Po interwencji sowiecko-polskiej wywieziony do Moskwy, lecz nie zamordowany. Analitykom tych tajnych planów  zdawało się, że to pułapka (jak D. Rohnkemu), tymczasem był to świadomie podjęty „długi marsz” skompromitowanego bolszewizmu  ku  bramom  kapitalizmu, długi marsz z gałązką pokoju, ale na warunkach wzajemnej konwergencji. Proklamowano „odprężenie”, czyli  zawieszenie ognia jako warunek wspólnego marszu ku sobie po wyjściu z okopów. Zachód (USA) rewanżował się pomocą materialną i finansową płynęły szerokim strumieniem pożyczki i zboże. Gierek także brał pożyczki i jego  dworzanie z pewnością nie domyślali się, skąd ta nagła szczodrość niedawnego wroga. Henry Kissinger w wywiadzie udzielonym  Radkowi Sikorskiemu wprawdzie twierdził, że była to świadoma polityka „kija i marchewki„, ale tak naprawdę, był to „haracz” za oszukańczą maskę „ludzkiej twarzy” sowieckiego komunizmu. W 1980  roku  doradca  ekonomiczny Gorbaczowa Abel Angabegian  przedstawił mu dane, z których wynikało, że wzrost gospodarczy Sowietów jest zerowy. Osiem lat później CIA ustaliła, że informacje te były celowo fałszywe, dezinformujące ale kogo dezinformujące? Kiedy  my w Polsce w 1981 roku liczyliśmy na śmiertelne zmagania Sowiecji z „demokratycznym” Zachodem, Breżniew podczas wizyty w Niemczech powie dział jakże obiecująco: Cokolwiek by nas dzieliło, mieszkamy we wspólnym europejskim domu 1. W  tym  samym czasie zadawaliśmy sobie dramatyczne pytanie: Wejdą czy nie wejdą?! Po co jednak mieliby wchodzić na gąsienicach czołgów do tego „wspólnego europejskiego domu?” Za czasów Gorbaczowa ten „wspólny europejski dom” stał się monotonnym sloganem, skwapliwie  podchwyconym  przez  zachodnioeuropejską  elitę elit, która już wiedziała co jest „grane” na szczytach. Formuły o „wspólnym europejskim domu” po raz pierwszy użył Gorbaczow podczas przemówienia w brytyjskiej Izbie Gmin był 1984 rok. A my musieliśmy jeszcze czekać ponad cztery lata, aby wtajemniczeni w bezpieczniacką „konwergencję” polityczni oszuści zasiedli do Okrągłego Stołu i udawali, że spierają się ze swymi „starszymi braćmi” o kształt przyszłej Polski. Był on tymczasem zaklepany na zachodzie już co najmniej przed dziesięciu laty i to w szczegółach. Oficjalnie natomiast Gorbaczow nadal krytykował USA; (…) głęboka, mądra i humanistyczna europejska kultura cofa się przed prymitywnymi rozgrywkami pełnymi przemocy i pornografii 2.

1. Zob.: http://.antyk.org.pl/ojczyzna/unia/zatrute-źródła-6.htm 2.
Tamże.
Co  wkrótce  nie  przeszkodziło  mu  w  przeniesieniu się na stałe do kraju tego prymitywizmu i pornografii. Nadchodziła integracja Rosji z Europą. Reagan z Gorbaczowem dobili targu: my was pokochamy, a wy zgodzicie się na zjednoczenie Niemiec. A nam się wciąż wydawało, że Rubikonem jest zgoda na Wolne Związki Zawodowe w Polsce, współwładza „Solidarności” z komunistami, „konstruktywnej opozycji” z „konstruktywną lewicą”. Od Europy zjednoczonej po Pacyfik, od wspólnego domu europejskiego Gorbaczow szybko ewoluował na piewcę zjednoczonego globalizmu, rządu światowe go. Już w 1992 roku oznajmił: Świat staje się świadom faktu, że nieodzowne jest tworzenie form globalnej  administracji, w których uczestniczyliby wszyscy członkowie międzynarodowej społeczności. Tym samym potrzebne są formy globalnego systemu bezpieczeństwa. I natychmiast w te same globalistyczne tony uderzył  Edward Szewardnadze, były szef KGB, zwany w Gruzji „rzeźnikiem z Tbilisi”. Uznał, że nieunikniona staje się racjonalna organizacja ludzkiej egzystencji (egzystencjonalista!) na poziomie globalnym: Po raz pierwszy zaczynamy uświadamiać sobie konieczność regulowania wielu aspektów ludzkiej egzystencji na poziomie globalnym. I o dziwo, w te same tony uderzył sławny „dysydent” sowiecki Sacharow co już znamy.
Ofiara systemu i jego żandarmi nagle podają sobie ręce we wspólnym marszu do Europy i globalnego zjednoczenia. Konwergencja, spotkanie  w połowie drogi po wyjściu z okopów stało się faktem. I nikogo już nie dziwiło, a powinno, że już w 1975 roku w helsińskiej pierwszej Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) Związek Sowiecki został zaproszony do tej organizacji na prawach wspólnego głosu pod warunkiem respektowania „praw człowieka” w krzepkim jeszcze Sowłagrze. O prawach człowieka w ZSRR szybko zapomniano, natomiast Sowiety skutecznie w tym czasie przezbroiły  się, uzyskując  przewagę militarną nad Zachodem. Dokument helsiński sankcjonował rolę ZSRR jako głównego hegemona w Europie. Jałta i Poczdam w nowej odsłonie. Idea europejskiej struktury „obronnej” (przed kim?) zrodziła się jeszcze wcześniej i wyszła z głowy Breżniewa. Nakłonił on swego wezyra, rumuńskiego Nicolae Ceaucescu, aby w maju 1968 roku  podczas wizyty generała de Gaulle’a w Bukareszcie, zaproponował francuskiemu prezydentowi to właśnie utworzenie paneuropejskiej struktury obronnej. Kiedy Reagan rok później składał wizytę w Rumunii rzekomo znajdującej się w gniewnej niełasce Kremla, Ceaucescu złożył Reaganowi tę samą propozycję. Sformułowania o „Europie od Atlantyku do Uralu” po raz  pierwszy użył de Gaulle w okresie Zimnej Wojny, ale uczynił to tylko na złość Stanom Zjednoczonym, pragnął bowiem wyzwolić się spod przemożnej kurateli USA w Europie. Podchwycił to Gorbaczow wiele lat później, lecz w jakże innej intencji i konstelacji politycznej. Dziś wspólny europejski dom jest aktualny jak nigdy, ale już w innej konfiguracji strategicznej. Wspólny dom od  Atlantyku do Uralu buduje Unia Europejska czyli jej lokomotywa Niemcy  i także w coraz wyraźniejszej opozycji do USA, czego namacalnym  dowodem jest rosyjsko-niemiecka rura gazowa pod dnem Bałtyku, „zaklepana” bez  zgody Unii Europejskiej i na przekór Stanom Zjednoczonym oraz jej skundlonemu wasalowi rządowi „Czwartej RP”. Ten nowy pakt Ribbentrop – Mołotow poszedł tak ostentacyjnie na całość, że Niemcy mają stać się jedynym redystrybutorem rosyjskiego gazu do innych państw Unii! A mówią, że historia się nie powtarza. I rzekomo nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Zbrojni w tę wiedzę o tajnych porozumieniach wielkich tego świata, możemy wreszcie przejść do polskiej tragifarsy pod nazwą „Solidarność”. Do groteskowego mitu  o obaleniu  komunizmu za pomocą „spontanicznego” zrywu stoczniowców. I mitu o Wałęsie jednoosobowym pogromcy komunizmu. Przechodzimy do „Trzeciej RP”, w której komuniści nic nie stracili, a zyskali miliardy, podobnie jak żydokomuniści sowieccy, którzy w piorunującym tempie  przechwycili  ponad 50 procent zasobów finansowych upadłego molocha, jego nieprzebrane bogactwa naturalne z ropą i gazem na czele. Pierestrojka żydowskich enkawudzistów i kagiebistów sowieckich w światłych demokratów-globalistów-milionerów, została skopiowana w PRL-bis. Jakie to proste. I jakie smutne. Tamci nurkują ze swoich ekskluzywnych jachtów na Morzu Śródziemnym w rejonach rajów podatkowych, a miliony rosyjskich i polskich gojów nurkują w śmietnikach. Z piekła dochodzi chichot Lenina, Marksa, a nade wszystko Gramsciego. Golicyn zapowiedział, że główną rolę w kontrolowanych  pierestrojkach będzie grała bezpieka. Wiedział co mówił. Właśnie rozpoczynał się wewnętrzny „długi marsz” KGB do władzy nad Sowłagrem, nad  partią  i wojskiem. „Proroctwo” Golicyna w pełni potwierdziło się na gruncie polskiej pierestrojki. Drogę do Okrągłego Stołu od samego początku torowała Bezpieka, organizując, kontrolując ruch solidarnościowy od wewnątrz i majstrując Okrągły Stół. Można z sarkazmem stwierdzić, że drogę do „wolności” tak naprawdę utorowała nam Bezpieka. Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie było. Najlepszym tego potwierdzeniem są gorzkie żale Edwarda Gierka i premiera Piotra Jaroszewicza w następnym rozdziale. W sobotnio-niedzielnym dodatku „Dziennika” „Europa” z 3 marca 2007 roku, charakteryzowali Rosję Putina dwaj adwersarze: politolog Gleb Pawłowski profesor Uniwersytetu Moskiewskiego zwolennik Putina oraz Władimir Bukowski, znany „dysydent„, autor wielu książek demaskujących Sowiecję, zdecydowany przeciwnik „putinizmu”. Wśród przeciwstawnych ocen w jednym się zgadzali, a uściślił to W. Bukowski: Unia Europejska została wymyślona po to, by socjaliści z zachodu i komuniści mogli się zjednoczyć. Po to przygotowywano tę konwergencję…Bukowski jest w takim samym stopniu przeciwnikiem Unii Europejskiej, jak i współczesnej Rosji symbolizowanej przez Putina. Obaj natomiast pośrednio potwierdzili „proroctwa” Golicyna z pierwszej połowy lat 60. o zbliżającej się konwergencji dwóch rzekomo wrogich sobie systemów gospodarczych, politycznych i ideologicznych – kapitalizmu i komunizmu sowieckiego. Natomiast ani jeden z tych znawców Rosji sowieckiej i posowieckiej nie odważył się postawie kropki nad „i” by stwierdzić, że tak naprawdę nie było żadnej „konwergencji„, żadnego wyjścia z okopów i spotkania w połowie drogi. Była to jednostronna dalekosiężnie zaplanowana inwazja syjonistycznego globalizmu na Rosję, jej ponowne opanowanie i rozgrabienie. Konwergencja miała swój dokładny odpowiednik w posoborowej konwergencji religii, zwanej „ekumenizmem”. W  praktyce była to inwazja na dogmaty wiary chrześcijańskiej, jej totalne niszczenie przez relatywizację. Chrześcijaństwo wyszło z okopów z gałązką „dialogu”, a tamci zasypali je dywanowym ogniem modernistycznego nowinkarstwa. A działo się to dokładnie jednocześnie z „konwergencją” bolszewickiego Sowłagru. C.D.N. Jesteśmy w trakcie konwersji tekstu książki i opracowywania wersji internetowej – redakcja polonica.net z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy  za  szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania  informacji, celem  edukacji  i  uświadamiania,  oraz bezpardonowej walki  z owymi przemilczeniami i fałszami.

http://tagen.tv/vod/2015/02/swiat-jest-inny-cz-6-ustawka-1939/
Dr Jerzy Jaśkowski niestrudzony badacz rzeczywistości przybliża fakty historyczne dotyczące kampanii wrześniowej 1935. Opowiada także o roli Marszałka Piłsudskiego w międzywojennej Polsce.
Dr Jerzy Jaśkowski nam polakom przedstawia prawdę o zakłamanej wersji naszych dziejów. A własnie cz.2 oraz najnowsza cz.6 idealnie wypełniają Rzetelną treścią Historyczną białe a wł szaro-czarne „kleksy i zamazania” celowo wprowadzane na karty historii Państwowości Polskiej.

http://tagen.tv/vod/tag/jerzy-jaskowski/

Ja znam Prawdziwa historię Drugiej RP – była ona tak samo bezprawnym Państwem rządzącym przez „łajdaków i świnie” jak obecna III RP a wszystkie tzw Wielkie Budowy II RP oraz tzw „modernizacja armii” miała na celu rozgrabienie zasobów Państwa czyli rozgrabienie za pomocą kradzieży zuchwałej majątku należącego do Wszystkich obywateli czyli budżetu oraz kwot uzyskanych z podatków – podatków robotników analfabetów i nędzarzy ponieważ elity II RP tez nie płaciły de facto podatków jak „elity” III RP. Polska to Eldorado dla Złodziei, Zdrajców, Zaprzańców o i Bandytów płci obojga jest permanentnie łupiony i okradany przez Obcych  jak i „Swoich”  od circa 1060 lat. …
Za:  polonica.net Za; http://w-sercu-polska.org/
Opublikowano 27th February 2015, autor: Prawda…..

KOMENTARZE

autor

… a wszystko to za sprawą Kazimierza, nie wiem dlaczego nazywanym „Wielkim” któremu pewne rozbójnicze plemię parę wieków wcześniej podsunęło kochankę a ten, usatysfikowany jej kunsztem seksualnym przyjął ją wraz z całym plemieniem, przy czym obdarzył to plemię prawami niedostępnymi dla zwykłych mieszkańców. I kto powiedział że królobójstwo nie nie ma pozytywnych stron ..?

Drab61 18.08.2019 00:47:32

@Drab61 00:47:32

To wszystko, o czym chciałeś dowiedzieć się o brukselskiej Unii Europejskiej ale nikt nie odważył się Ciebie poinformować.
NAZISTOWSKIE KORZENIE UNII EUROPEJSKIEJ
Nigel Farage: UE, czyli nowy komunizm. Ta Unia Europejska to nowy komunizm: to jest władza bez ograniczeń. Tworzy falę ludzkiego nieszczęścia, i czym prędzej zostanie zmieciona, tym lepiej. Faktycznie, system rządzenia UE odwraca wszystkie demokratyczne osiągnięcia cywilizacji europejskiej na przestrzeni minionego tysiąca lat i przesuwa cały kontynent z powrotem do czasów średniowiecza, kiedy to autokratyczni monarchowie rządzili Europą poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.
https://youtu.be/KDzlIGecBJA

http://karasekus.blogspot.com/

Źródło: Paul Anthony Taylor, Aleksandra Niedzwiecki, Matthias Rath, August Kowalczyk – „Nazistowskie korzenie brukselskiej UE”. To, co zawsze chciałeś wiedzieć o „brukselskiej UE” – lecz nikt nie śmiał ci powiedzieć!
Rozdział I: „Podsumowanie dowodów”
Rozdział II: „Wybitny nazistowski prawnik i główny architekt Brukselskiej Unii Europejskiej”

© 2010 by Dr. Rath Health Foundation
Fundacja Zdrowia Dr Ratha otrzymała od byłych więźniów KL Auschwitz pałeczkę „Sztafety życia, sztafety pamięci“
Ci, którzy nie pamiętają o przeszłości, skazani są na powtórzenie jej.
– Georg Santayana.

Książka ta opowiada historię, którą wielu czytelników może, z powodów oczywistych, początkowo odrzucić. Postępując tak, mogą powiedzieć, że jeżeli te brzemienne w skutkach informacje historyczne udokumentowane tutaj byłyby prawdziwe, to z pewnością słyszeliby o nich wcześniej. Mając świadomość tego, my, jako autorzy, uznajemy to za nasz obowiązek zachęcić naszych czytelników nie tylko do przeczytania tej książki, lecz także do przyjrzenia się i przestudiowania dokumentów źródłowych podanych na dole jej stron. Przez prawie trzy czwarte stulecia, mówiono światu, że II wojna światowa została wywołana przez psychopatę, Adolfa Hitlera, i jego świtę rasistowskich chuliganów, nazistów. Jednakże, fakty są takie, że II wojna światowa była wojną podboju prowadzoną w imieniu kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego w celu objęcia kontrolą wartych wiele biliardów dolarów globalnych rynków w wyłaniających się obszarach produktów chemicznych, które można było opatentować. Oficjalne dokumenty Kongresu USA i norymberskich trybunałów zbrodni wojennych jednoznacznie pokazują, że II wojna światowa była nie tylko przygotowana, lecz także logistycznie i technicznie wsparta przez największy i najbardziej znany w owym czasie kartel naftowo-farmaceutyczny, a mianowicie, niemiecki kartel IG Farben, w którego skład wchodziły Bayer, BASF, Hoechst i inne firmy chemiczne. Podsumowanie aktu oskarżenia z Norymbergi dowodzi, ze bez IG Farben II wojna światowa nie miałaby miejsca. Z tej książki można się także dowiedzieć, że I wojna światowa, druga największa tragedia XX wieku, była właściwie pierwszą próbą podbicia świata przez te korporacyjne interesy. Co więcej, po tym, jak obie te militarne próby podporządkowania Europy upadły, kartel naftowo-farmaceutyczny zainwestował w trzecią próbę: ekonomiczne i polityczne podbicie Europy za pomocą „brukselskiej UE”. Nic więc dziwnego, że kluczowych architektów brukselskiej UE rekrutowano spośród tych technokratów, którzy już kreślili plany Europy po II wojnie światowej pod kontrolą koalicji nazistów i kartelu. Książka ta przedstawia tych udziałowców kartelu – ubranych nie w wojskowe mundury ale w szare garnitury – z których najbardziej znanym był Walter Hallstein, pierwszy prezydent tzw. Komisji UE. Odpowiedź na pytanie, dlaczego prawdopodobnie nie słyszeliście o tych wstrząsających faktach przedtem, jest prosta. Po 1945 roku kartel zainwestował setki miliardów dolarów w tylko jeden cel: napisanie historii od nowa i zatuszowanie jego kryminalnej przeszłości. To zatuszowanie, w odniesieniu do korporacyjnych źródeł dwóch wojen światowych, było oczywiście wstępnym warunkiem trzeciej próby kartelu – tym razem poprzez brukselską UE – podboju i kontroli Europy. Najwidoczniej, interesy kartelu miały nadzieję na scementowanie ich kontroli nad Europą poprzez brukselską UE bez wyciągania kiedykolwiek na światło dzienne tych ciemnych korzeni. Niestety, ten plan się nie powiódł. Publikacja niniejszej książki i dziesiątki tysięcy autentycznych dokumentów, na które się ona powołuje, oznaczają, że eksperyment brukselskiej UE skończył się. Wątpliwe jest, by jakakolwiek demokratyczna osoba, organizacja lub partia poparły teraz tą trzecią próbę podboju Europy. Książka ta jest także wyjątkową okazją dla tych wszystkich polityków i partii politycznych zwabionych, by wspierać brukselską UE bez znajomości jej historii lub rozumienia jej prawdziwego celu. Dotyczy to 27 przywódców państw, którzy podpisali „Traktat lizboński”, większość z których nie rozumiała, że ich podpisy tworzyły „Akt pełnomocnictwa” dla kartelu i jego udziałowców, umożliwiający przejęcie kontroli nad Europą. Politycy ci i partie polityczne mają teraz szansę dokonania całkowitego nawrotu i publicznego odwołania swego poparcia dla modelu Europy, który był budowany przez dziesięciolecia kłamstw i oszustw. Dla obywateli Zjednoczonego Królestwa, pokazanie historycznych korzeni brukselskiej UE jest szczególnym powodem do zdenerwowania. Dwukrotnie poprzednio – w I i II wojnie światowej – odgrywając krytyczną rolę w ratowaniu Europy przed przejęciem przez kartel i jego politycznych udziałowców, stają teraz przed możliwością tego, iż wielkie ludzkie poświęcenie ich rodaków poszło na marne. Poddanie się Traktatowi lizbońskiemu i brukselskiej UE będzie oznaczało, że życie sześćdziesięciu milionów Brytyjczyków żyjących obecnie i niezliczonej ilości tych jeszcze nienarodzonych znajdzie się w jarzmie absolutnie tych samych interesów, które próbowały podbić i podporządkować sobie Zjednoczone Królestwo dwa razy przedtem. Dlatego zachęcamy was, czytelników tej książki, do przekazywania tych ważnych informacji rodzinie, znajomym, kolegom w pracy i w waszej społeczności. Ponadto, zachęcamy was do przedstawiania informacji zawartych w tej książce waszym politycznym przedstawicielom – na szczeblu lokalnym, regionalnym, krajowym i europejskim. Robiąc to, musicie wywierać nacisk na tych polityków, żeby dokonali wyboru: albo pozostać ślepym na prawdę i, tym samym, nierozważnie popierać przejęcie Europy przez dyktaturę korporacyjnych interesów, albo działać na rzecz ochrony demokracji i zdrowia, i życiowych interesów milionów ludzi. Wybór, jakiego dokonają ci politycy w odniesieniu do ich stanowiska co do brukselskiej UE będzie najważniejszą decyzją w ich politycznej karierze. Po tym jak ostatnia próba kartelu kontrolowania Europy upadła w 1945 roku, jedną z najczęściej używanych przez jego politycznych udziałowców wymówek była ta, że oni „nie wiedzieli”. Po publikacji tej książki, jednak, żaden polityk dzisiaj nie może składać takiego oświadczenia w obronie swojego kontynuowanego poparcia dla „brukselskiej UE”. Z historycznej perspektywy, tym, co jest najpilniej potrzebne teraz jest ruch ludzi. Jest to szczególnie ważne, ponieważ politycy w wielu krajach Europy stali się podatni na korporacyjne interesy kartelu naftowo-farmaceutycznego i tym samym nie są już niezależnymi obrońcami interesów ludzi. Dlatego też ruch społeczeństwa będzie jedynym gwarantem wolności, demokracji i niezależności dla ludzi zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Europie. Dr Rath o powstaniu UE…Dr Rath kartel farmaceutyczny cały wykład – polskie napisy
https://youtu.be/s5qZhovPFyQ

Całość pod linkiem polecam!

http://abelikain.blogspot.com/2013/07/to-wszystko-o-czym-chciaes-dowiedziec.html

kula Lis 68 18.08.2019 10:36:32

@Drab61 00:47:32

Przez prawie trzy czwarte stulecia, mówiono światu, że II wojna światowa została wywołana przez psychopatę, Adolfa Hitlera, i jego świtę rasistowskich chuliganów, nazistów. Jednakże, fakty są takie, że II wojna światowa była wojną podboju prowadzoną w imieniu kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego w celu objęcia kontrolą wartych wiele biliardów dolarów globalnych rynków w wyłaniających się obszarach produktów chemicznych, które można było opatentować. Oficjalne dokumenty Kongresu USA i norymberskich trybunałów zbrodni wojennych jednoznacznie pokazują, że II wojna światowa była nie tylko przygotowana, lecz także logistycznie i technicznie wsparta przez największy i najbardziej znany w owym czasie kartel naftowo-farmaceutyczny, a mianowicie, niemiecki kartel IG Farben, w którego skład wchodziły Bayer, BASF, Hoechst i inne firmy chemiczne. Podsumowanie aktu oskarżenia z Norymbergi dowodzi, ze bez IG Farben II wojna światowa nie miałaby miejsca. Z tej książki można się także dowiedzieć, że I wojna światowa, druga największa tragedia XX wieku, była właściwie pierwszą próbą podbicia świata przez te korporacyjne interesy. Co więcej, po tym, jak obie te militarne próby podporządkowania Europy upadły, kartel naftowo-farmaceutyczny zainwestował w trzecią próbę: ekonomiczne i polityczne podbicie Europy za pomocą „brukselskiej UE”. Aby zrozumieć co naprawdę wydarzyło się w historii Polski na przestrzeni ostatnich 70 lat musimy cofnąć się do czasów przed II wojną światową. Po “wielkiej depresji” lat 20-30 do władzy w Niemczech dochodzi Adolf Hitler. Ustanawia nowy porządek, odbudowuje gospodarkę, buduje na ówczesne czasy największą machinę wojenną na świecie i w konsekwencji rozpoczyna II wojnę światową. Dalszą część historii można przeczytać w większości książek historycznych traktujących o tych czasach. To co jest kompletnie pominięte w książkach historycznych to odpowiedź na pytanie: jak to było możliwe, i skąd Hitler miał fundusze na swoje działania? W tym artykule na podstawie książki Antonyego C. Suttona postaramy się odpowiedzieć na to pytanie. Wszystko pod linkiem Polecam!

http://abelikain.blogspot.com/2013/07/wall-street-i-dojscie-do-wadzy-hitlera.html

kula Lis 68 18.08.2019 10:38:30

@Drab61 00:47:32

Trochę mało znanej historii: W maju 1938 r. Hitler złożył w faszystowskich Włoszech wizytę Mussoliniemu, podczas której dyskutowano o kluczowych przygotowaniach do wojny i wprowadzeniu dyktatorskiego prawodawstwa w Europie. Kilka tygodni później niejaki Walter Hallstein (prawnik) pojechał do Rzymu, aby reprezentować nazistowskie Niemcy i wspólnie z Włochami ustanowić podstawę prawną dla europejskiej dyktatury. „Dziwnym historycznym przypadkiem”, tenże Walter Hallstein, który został osobistym doradcą Konrada Adenauera i najważniejszym koordynatorem jego polityki zewnętrznej, w 1957 roku był jednym z 12-tu sygnatariuszy tzw. Traktatów Rzymskich, fundamentu brukselskiej Unii Europejskiej. Rok później miał zaszczyt zostać pierwszym prezydentem pierwotnej inkarnacji Komisji Europejskiej i to na całe 10 lat. Wszystkie dalsze pionierskie organizacje UE były dziełem farmaceutycznego i naftowego kartelu. Faktycznie, system rządzenia UE odwraca wszystkie demokratyczne osiągnięcia cywilizacji europejskiej na przestrzeni minionego tysiąca lat i przesuwa cały kontynent z powrotem do czasów średniowiecza, kiedy to autokratyczni monarchowie rządzili Europą poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.

Wygooglujcie: „nazistowskie korzenie Unii Europejskiej”, a znajdziecie książkę dr. Ratha, Aleksandry Niedźwieckiej i dwóch innych autorów, jest w formacie pdf do ściągnięcia.
OTWIERAMY OCZY!

kula Lis 68 18.08.2019 10:46:40

@Drab61 00:47:32

Mistrz oszustwa

Celem kartelu naftowo-farmaceutycznego – zarówno wówczas, jak i dziś – było i jest powołanie do życia swej europejskiej siedziby (to znaczy Brukselskiej Unii Europejskiej) z juntą niewybieranych kartelowych urzędników (to znaczy, z Komisją Europejską), która ma rządzić ludźmi w Europie w imieniu globalnych interesów korporacji (to znaczy kartelu chemiczno-naftowo-farmaceutycznego). Nikt nie miał większego wpływu na dzisiejszy kształt Brukselskiej Unii Europejskiej, a zatem – w wizji kartelu – na przyszłość całej Europy, niż Hallstein. Fakty dotyczące Waltera Hallsteina, udokumentowane na kartach niniejszej książki, przyczynią się do zakończenia okresu kompletnego braku wiedzy co do „ojca-założyciela” Brukselskiej Unii Europejskiej. Poznając życie tego człowieka, wszyscy w Europie i na świecie będą mogli rozpoznać rzeczywiste interesy i motywy stojące za konstrukcją Brukselskiej Unii Europejskiej. Główny twórca dzisiejszej Brukselskiej Unii Europejskiej
25 marca 1957 r. Hallstein stał się jednym z dwunastu „ojców-założycieli” – sygnatariuszy traktatów rzymskich – dokumentów powołujących do życia Brukselską Unię Europejską, których byłwspółautorem. 7 stycznia 1958 r. Hallstein został mianowany przez politycznych popleczników kartelu naftowo-farmaceutycznego na pierwszego w historii przewodniczącego tak zwanej „Komisji Europejskiej”, głównego urzędu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej – prekursora Brukselskiej Unii Europejskiej. W roku 1963 Hallstein został mianowany na przewodniczącego Komisji Europejskiej na drugą pięcioletnią kadencję. Aby umocnić własną władzę nad Europą, kartel i jego polityczni poplecznicy obdarowali Hallsteina – pierwszego „króla” współczesnej Europy – odpowiednim „zamkiem” – gigantycznym kolosem nazwanym Berlaymont, znajdującym się w śródmieściu Brukseli (zdjęcie poniżej). Przez całe 10 lat, od roku 1985 do 1967, Hallstein dowodził armią tysięcy urzędników, poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą.

Z pomocą tej armii posłusznych sług, w dużej mierze opłacanych przez kartel i ich politycznych popleczników, Hallstein ukształtował Brukselską Unię Europejską według opracowanych przez siebie i swoich wspólników dwadzieścia lat wcześniej planów Europy pod kontrolą nazistów i koncernu IG Farben. 51 lat później, 1 grudnia 2009 r. tak zwany Traktat Lizboński narzucił zasadnicze elementy opracowanej przez Hallsteina struktury Brukselskiej Unii Europejskiej – a zatem główne elementy ogólnego planu koalicji kartelowo-nazistowskiej – mieszkancom Europy. Z tego powodu na początku XXI w. jako bezpośrednia konsekwencja braku wiedzy historycznej:

• 27 głów państw, ratyfikując Traktat Lizboński, parafowało również dokument otwierający drogę do władzy kartelu.

• Podobnie jak w roku 1933, poświęcono demokrację i otwarto drzwi do władzy nad Europą temu samemu kartelowi korporacyjnych interesów, który nie zdołał tego osiągnąć w czasie II wojny światowej.

kula Lis 68 18.08.2019 10:57:52

Opublikowano za: http://c-z06.neon24.pl/post/150278,drugie-dno-pierestrojki

Redakcja KIP:

W uzupełnieniu polecamy nieco inne spojrzenie, bardziej złożone, na próby stworzenia globalistycznego Nowego Porządku Światowego w XX wieku ( NWO). Główną przeszkodą stworzenia tego globalnego „Gułagu”, stała się Rosja, której nie udało się podzielić na 10 państw za prezydentury Jelcyna ( bardzo chwalonego przez Zachód) w latach 90-tych, chociaż było bardzo blisko. Punktem zwrotnym stało się objęcie i kontynuacja rządów w Rosji przez Prezydenta Putina, który dlatego jest tak wściekle atakowany i demonizowany.

Polecamy poniższe teksty na linkach:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/uszkujnik-paradoksy-historii-tajna-historia-rosji-europy-i-swiata/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/04/kto-i-dlaczego-spowodowal-ii-wojne-swiatowa-oraz-planowal-podzial-swiata-na-16-panstw-po-wojnie/

Rosja miała zostać podzielona w latach 90-tych na 10 państw !!!

Comments

  1. krnabrny1 says:

    Z Pieriestrojką jest jak z tym pomnikiem Waszyngtona.
    https://www.jpost.com/International/Washington-Monument-to-reopen-to-public-after-earthquake-repairs-598937

    Ponoć w 2011 było trzęsienie ziemi i remontują go od 8 lat. Został co prawda otwarty w 2014 ale w 2016 znów zamknięty bo winda się zepsuła 24 razy. Sama naprawa windy zatem trwała ponad 2 LATA?

    Tak samo było z Pierestrojką, kto ma uszy niech słucha:-)

Wypowiedz się