Rzeczpospolita Przyjaciół bez refleksji

duda_menora

Kilka dni temu zamieściliśmy na naszym portalu tekst pt ” Michael Schudrich, prezydent RP, czyli Rzeczypospolitej Przyjaciół…z syjonistami?! „. Jak widać problemy zauważone przez nas, a wynikające z zupełnie nieodpowiedzialnej treści listu prezydenta Andrzeja Dudy do organizatorów i uczestników gali otwarcia w Warszawie biura American Jewish Committee Central Europe – zauważyli także inni.

Niżej przedstawiamy tekst autorstwa kolegi Adama Śmiecha :

” Pozwólcie Państwo, że zacznę od dygresji. Nie podzielam poglądów historycznych p. Piotra Zychowicza. Forsowaną przez niego (także przez R. Ziemkiewicza) tezę o zbawiennym dla Polski w 1939 r. pójściu wraz z III Rzeszą na ZSRR uważam za historycznie niesłuszną i pozbawioną podstaw faktycznych (antyniemieckie nastawienie ogromnej większości narodu polskiego przed wojną) oraz bardzo niebezpieczną dzisiaj, zwłaszcza ze względu na jej dużą popularność na tzw. prawicy. Będąc ostatnio kilka razy „w terenie” z różnymi prelekcjami, usłyszałem od posiadających ode mnie większą wiedzę w tym względzie działaczy, że wśród młodych narodowców teza Zychowicza-Ziemkiewicza cieszy się dużą popularnością. Jest to tragedia dla kolejnego pokolenia młodych ludzi stawiających dopiero pierwsze kroki w endeckim świecie. W ostatnich kilkunastu latach kolejni młodzi przeżywali próby rewizji stosunku narodowców do Ukrainy i banderowców, przeżywali odcinanie się od Dmowskiego i J. Giertycha, przeżywali agresywny kurs antyrosyjski i przeżywają wciąż jeszcze implementację kultu straceńczego a’la wyklęci. Brakuje nam jeszcze tylko jakiejś proniemieckiej historycznej regresji! To wszystko prowadzi do zanegowania tożsamości endeckiej, do odrzucenia tradycyjnych koncepcji endeckich (które choć stare, są aktualne i w obecnych warunkach geopolitycznych), do sprowadzenia wszystkiego do skrajnej formy realizmu politycznego, pozbawionego jakichkolwiek fundamentów ideowych i myśli długofalowej. Ale wystarczy o tym.

Wracając do p. Zychowicza, zauważam jedynie, że różniąc się z nim w wzmiankowanej kwestii zasadniczo, potrafię zgodzić się z nim tam, gdzie wypowiada się słusznie. W „Rzeczpospolitej” z 18 listopada 2009 r. p. Zychowicz, jak najbardziej słusznie, zauważył, że polska prawica jest coraz bardziej proizraelska i filosemicka. Szczególnie dotyczy to Prawa i Sprawiedliwości, które opowiada się za ścisłym związaniem Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Rzeczywistość za oknem pokazuje, że miał rację. I naprawdę tylko marginesem są natowskie pikniki z kiełbasą w tle, na których brakuje mi tylko koszulek przedstawiających żołnierzy NATO z irackimi dziećmi na ręku, szerzącymi pokój nad Eufratem i w okolicy. Marginesem jest też entuzjazm ministra Macierewicza, który nawet na tę okazję przemawia w języku najbardziej pokojowego mocarstwa świata (swoją drogą, czy pamiętają Państwo, żeby gen. Jaruzelski oficjalnie, jako minister ON, przemawiał w Polsce po rosyjsku?!). Prawie dziesięć lat temu (9 września 2007 r.) prezydent Lech Kaczyński witał na polskiej ziemi, za pośrednictwem swej minister p. Junczyk-Ziomeckiej, Ligę Przeciw Zniesławieniu (Anti-Defamation League) B’nai B’rith, żydowską quasi-masonerię. Padły wtedy m.in. słowa: Blisko 70 lat temu, w 1938 roku, dekretem Prezydenta RP, w wyniku absurdalnych obaw, nieporozumień oraz wprowadzenia w błąd, zakazano działalności polskiej sekcji B’nai B’rith. Należy uznać za symboliczny gest, że dziś staję przed Państwem jako przedstawiciel Prezydenta RP, aby powitać Was i Waszą organizację, która po raz drugi rozpoczyna działalność w Polsce.

Dziś nastąpił ciąg dalszy. Oto prezydent Andrzej Duda skierował 27 marca b.r. list do American Jewish Committee w związku z otwarciem biura tej organizacji w Warszawie. Prezydent napisał m.in.: Cieszę się, że wybrali Państwo stolicę Polski na miejsce, z którego aktywność AJC będzie promieniować na cały nasz region. Dostrzegam głęboką symbolikę w fakcie, że dzisiejsza uroczystość zbiega się w czasie z początkiem obecności sił NATO w naszym kraju. W okresie, kiedy Polska – odzyskawszy suwerenność po upadku systemu komunistycznego – zabiegała o przyjęcie do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego, to w American Jewish Committee znaleźliśmy cennego sprzymierzeńca.(…) Teraz zaś z radością i satysfakcją witamy na polskiej ziemi zarówno żołnierzy armii amerykańskiej, jak i reprezentantów AJC. (…)Tę wyjątkową wspólnotę polityczną, którą nazywamy Rzeczpospolitą Przyjaciół, unicestwiła agresja nazistowskich Niemiec i przeprowadzony przez hitlerowców Holokaust. Ale nawet mimo nieludzkiego terroru, zbrodni i masowej eksterminacji łącząca nasze narody solidarność ocalała.

Cóż, niech każdy wyciągnie sam wnioski z działań hiperpatriotów z PiS. Ja odniosę się tylko do prezydenckiej tezy o istnieniu jakiejś rzekomej Rzeczpospolitej Przyjaciół. Odnoszę wrażenie, że to kolejny element – po tezie o 19 lat trwającym po wojnie powstaniu wyklętych – historical fiction P. Prezydenta. Można przedstawić milion argumentów na tezę przeciwną, ograniczę się jednak do trzech najbardziej reprezentatywnych przykładów z historii. Chronologicznie. W 1936 r. kard. prymas August Hlond w liście pasterskim O katolickie zasady moralne, przeciwstawiając się zdecydowanie importowanej z zagranicy bezwzględnej, rasistowskiej postawie antyżydowskiej zauważył: Problem żydowski istnieje i istnieć będzie, dopóki żydzi będą żydami. W poszczególnych krajach to zagadnienie ma różne natężenie i różną aktualność. U nas jest ono specjalnie trudne i powinno być przedmiotem poważnych rozważań. (…) Faktem jest, że żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajność jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny. Ale – bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy żydzi są tacy.

25 września 1941 r. gen. Stefan Rowecki „Grot”, Komendant Główny ZWZ, w depeszy do Gen. Sikorskiego napisał: Melduję, że wszystkie posunięcia i oświadczenia Rządu i członków rady narodowej, dotyczące żydów w Polsce, wywołują w kraju jak najgorsze wrażenie i znakomicie ułatwiają propagandę rządowi nieprzychylną i wrogą. Tak było z „Dniem żydostwa” i przemówieniem Szwarcbarta, nominacją Liebermana i życzeniami na żydowski nowy rok. Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że przygniatająca większość kraju jest nastrojona antysemicko. Nawet socjaliści nie są tu wyjątkiem. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania.

11 sierpnia 1942 r. Zofia Kossak wystąpiła ze słynnym manifestem w obronie mordowanych Żydów. Najważniejszy passus brzmi: Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje – i milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. Milczą kaci, nie chełpią się tym co czynią. Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. Polscy polityczni przyjaciele żydów ograniczają się do notatek dziennikarskich, polscy przeciwnicy żydów objawiają brak zainteresowania dla sprawy im obcej. Ginący żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów. Tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni. Nie chcemy być Piłatami.

Specjalnie nie wybrałem głosów endeckich. Czy przytoczone wyżej słowa świadczą o krwiożerczym polskim antysemityzmie? W żadnym wypadku! Są stwierdzeniem faktu, stanu stosunków polsko-żydowskich, powszechnego odbioru mniejszości żydowskiej i jej zachowań oraz mocnym apelem o moralny stosunek do niej, ostrzeżeniem przed popadnięciem w oderwaną od etyki nienawiść, bez względu na stwierdzone przeciwności pomiędzy Polakami a Żydami. Tak wyglądała rzeczywistość czasów przedwojennych i wojennych. Nie była to w każdym razie żadna Rzeczpospolita Przyjaciół. Historyczna mitomania uprawiana przez różne ustroje w różnych czasach zawsze prędzej, czy później prowadziła na manowce. Niedobrze, że w XXI wieku najwyższe władze RP weszły na drogę mitomanii używanej na potrzeby polityki bieżącej wewnętrznej i zewnętrznej. Kiedyś będziemy ze wstydem wycofywać się z tych historycznych konfabulacji.

Odrębne słowo należy się Amerykańskiemu Komitetowi Żydowskiemu, który jest po pierwsze organizacją niegdyś otwarcie, dziś pośrednio, związaną z neokonserwatystami, po drugie zaś, jedną z tych amerykańskich organizacji żydowskich, które od lat prowadzą światową kampanię wysuwając wobec Polski żądania związane z restytucją prywatnego mienia żydowskiego. AJC podważa tzw. dekret warszawski Bieruta i nie uważa umów odszkodowawczych podpisanych przez Polskę z USA za czasów Gomułki za rozwiązujących ten problem. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, jakie konsekwencje finansowe i własnościowe rodzić będzie dla Polski ewentualne ugięcie się przed żądaniami żydowskimi. Istotą problemu jest to, że amerykańscy Żydzi domagają się odszkodowań na zasadzie krwi (Żydzi dziedziczą roszczenia po Żydach, choćby nie byli ich krewnymi), podczas gdy normalna droga sądowa jest dostępna w Polsce dla rzeczywistych spadkobierców od dawna.

Tymczasem, na świecie sytuacja rozwija się zupełnie niezależnie od polskich politycznych przesądów. Każdy tydzień przynosi kolejne rozczarowania posunięciami Donalda Trumpa, a raczej jego rażącym odejściem od głoszonych w czasie kampanii wyborczej postulatów politycznych o znaczeniu światowym. USA akceptują natowskie aspiracje Czarnogóry, zaś sekretarz stanu Rex Tillerson, z którym wiązano wielkie nadzieje atakuje Rosję wprost za „agresję na Ukrainę i okupację Krymu”. Rosja oczywiście odpowiada ostro, a napięcie rośnie. Nie takim językiem mówili prezydenci USA czasów Zimnej Wojny…

W tej sytuacji, Polska, trzymająca się kurczowo USA, ma coraz mniej możliwości rozsądnego zachowania na arenie międzynarodowej. Oczywiście potencjalne możliwości istnieją, jednak nie dla wyznawców mistycznej rusofobii. Janusz Korwin-Mikke głosi ostatnio potrzebę sojuszu Francja-Polska-Rosja. Sam jestem gorącym zwolennikiem takiego sojuszu, niemniej, patrząc na mentalny stan obozu postsolidarnościowego w Polsce (władza plus opozycja), realnie oceniam, że to niemożliwe. Niemniej, jakoś trzeba będzie się odnieść do ewentualnego zwycięstwa Marine Le Pen w wyborach we Francji, a przynajmniej, w przypadku możliwej porażki, do znacznego wzrostu jej osobistego autorytetu i znaczenia Frontu Narodowego na scenie francuskiej i nie tylko, jako liderki nieformalnego ruchu międzynarodowego partii i środowisk narodowych o obliczu antyamerykańskim i przyjaznym, a co najmniej, neutralnym wobec Rosji. Le Pen czyni wyraźne ukłony wobec rządu PiS (ostatnio pochwała za odrzucenie wprowadzenia Euro), łudząc się chyba, że choroba na Moskala i uwielbienie USA, to tylko zasłona dymna. Cóż, ma prawo się mylić. My jednak nie powinniśmy zasypiać gruszek w popiele. Czas na działanie nie dyktowane strachem o oskarżenia o agenturalizm.

Ważnym elementem polityki Marine Le Pen była wizyta w Rosji i jej słowa tam wypowiedziane. W Dumie oświadczyła, że to USA potrzebują konfliktu na Ukrainie, chcą prawdziwej wojny, wreszcie zacieśnienia więzów Ukrainy z NATO. Powiedziała również, że była jednym z nielicznych polityków francuskich, którzy bronili swego punktu widzenia na konflikt na Ukrainie i był to punkt widzenia zbieżny z rosyjskim. (…) W chwili obecnej musimy dogadywać się z rządem, który przejął władzę nielegalnie, w drodze przewrotu na Majdanie, a nadto bombarduje cywilów w Donbasie i Ługańsku. (…) Byliśmy zawsze przeciwko sankcjom. Uważamy je nie tylko za niesprawiedliwe, ale za po prostu głupie.

Tak mówi nie polityk z marginesu błędu statystycznego w Albanii, ale liderka prezydenckich sondaży we Francji.

W Polsce tymczasem obok tradycyjnej walki z nieistniejącym zagrożeniem rosyjskim (i radzieckimi pomnikami), ważnym tematem są zmiany nazw ulic! Są oczywiście patroni ulic, których należałoby zmienić (np. uciekający wódz Rydz-Śmigły nie powinien być patronem jednej z największych ulic Łodzi), ale walka z ulicami (także honorowymi obywatelstwami) Gomułki, czy Rapackiego i to na Ziemiach Odzyskanych, jest kolejnym dowodem na paranoję polskich antykomuchów. Władysław Gomułka jest obiektywnie człowiekiem bardzo zasłużonym dla Ziem Odzyskanych (był ich ministrem), dla ich zagospodarowania i dla – przede wszystkim – formalnego uznania ich polskości (układy z NRD i RFN). Adam Rapacki zasłynął planem, który choć niezrealizowany, był interesującą propozycją polityczną dla Europy Środkowej, zachowując, przy koniecznych korektach, swoją aktualność aż do dziś. Aha, jeszcze Chruszczow i jego honorowe obywatelstwo Szczecina. Była to znakomita zagrywka polityczna Gomułki, kiedy Chruszczow zaczął szantażować Polskę tymczasowością Ziem Odzyskanych i możliwością ich oddania NRD. Wobec tego gensekowi nadano honorowe obywatelstwo właśnie Szczecina… Trzeba przyznać, że w porównaniu do współczesnych nam doktrynerów, Gomułka potrafił prowadzić politykę sprytną i finezyjną. O pozbawianiu honorów najwybitniejszego dowódcy II wojny światowej o polskich korzeniach – marszałka Rokossowskiego, już nawet nie wspomnę…”

Adam Śmiech

za:http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=635

Opublikowano za: file:///C:/Users/KRZYSZ~1/AppData/Local/Temp/Rzeczpospolita%20Przyjaci%C3%B3%C5%82%20bez%20refleksji%20%20WIERNI%20POLSCE%20SUWERENNEJ.htm

Próba przywalenia Polski kamieniem grobowym.

Wg określenia prof. J.R. Nowaka, stworzenie na ziemiach polskich sztucznego tworu przy pomocy Niemców, zwanego Judeopolonią, było szczególnie haniebna próbą przywalenia Polski kamieniem grobowym …

… próbą podjętą przez naród, który najprawdopodobniej tylko dzięki Polakom zawdzięcza swoje przetrwanie, no ale nie powinien się dziwić, jeśli kto czytał choćby „Bajki” Mickiewicza:

„W pamiętnikach bestyjo-graficznych Ezopa

Jest wzmianka o uczynku miłosiernym chłopa

I o pewnego węża postępku łajdackim”

Najnowszy felieton pana Michalkiewicza (Prezydent Duda się podlizuje ) uświadomił mi, iż ważne teksty powinienem czytając uważnie, bez prześlizgiwania się nad nimi. Cytuję                 (wyróżnienia McG ):

Tymczasem pan prezydent Andrzej Duda powitał otwarcie wspomnianego biura specjalnym listem, odczytanym przez ministra Kancelarii Prezydenta, pana Wojciecha Kolarskiego. „Z radością i satysfakcją witamy na polskiej ziemi – napisał prezydent Duda –zarówno żołnierzy amerykańskiej armii, jak i reprezentantów AJC”. (American Jewish Commitee – SM). Połączenie w jednym zdaniu, wypowiedziane jednym tchem powitanie amerykańskiego wojska i żydowskiego Komitetu nie jest chyba przypadkowe. Myślę, że pan prezydent Andrzej Duda dał w ten sposób do zrozumienia, że między jedną i drugą obecnością zachodzi ścisły związek, to znaczy – że Amerykański Komitet Żydowski ma zainkasować od Polski wynagrodzenie za radosny przywilej goszczenia na polskim terytorium amerykańskiego wojska. Inaczej trudno tę koincydencję wytłumaczyć inaczej, niż właśnie tak – co nawiasem mówiąc, znakomicie wpisuje się w moją ulubioną teorię spiskową, według której Prawo i Sprawiedliwość jest polityczną ekspozyturą Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Gdyby bowiem było inaczej, to i pan prezydent Duda i rząd pani Beaty Szydło, w zamian za udostępnienie Stanom Zjednoczonym polskiego terytorium dla potrzeb globalnej rozgrywki USA w Rosją, powinien domagać się od USA wynagrodzenia, a nie „z radością i satysfakcją” witać inkasenta, który przychodzi po zapłatę. Nie po to jednak Amerykanie dokonali przetasowania na tubylczej scenie politycznej, przy pomocy spisku kelnerów i innych agenturalnych działań usuwając z pozycji lidera polityczną ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego i wciągając również starych Kiejkutów na listę „naszych sukinsynów”, żeby Polsce cokolwiek wynagradzać. Radosne powitanie przez prezydenta Dudę żydowskiego biura w Warszawie świadczy raczej, że podczas rozmów w Nowym Jorku złożył żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu jakieś obietnice. Tym samym w konflikcie interesów między tymi organizacjami, a Polską, stanął po żydowskiej stronie.

Koniec cytatu.

Czyli – parafrazując francuskie powiedzenie – nie tylko noblesse, ale i épouse juive oblige.

Jak wiemy, wiara w teorie spiskowe bez dyspensy pana red. Michnika jest w Polsce surowo zakazana, ale jako etatowemu „agentowi Putina” myślę, że wolno mi więcej i zaryzykuję przedstawienie kilku myśli, z którymi oczywiście całkowicie się nie zgadzam.

( Stareńki dowcip z czasów PRL-u:

- Obywatelu, jaki macie pogląd w tej sprawie?

- Identyczny ze stanowiskiem Partii!

- Ale ja was pytam o wasze prywatne poglądy …

- Ja się nie zgadzam się z moimi prywatnymi poglądami! )

Od dawna dziwi mnie, że np. pewne sprawy, które powinno się załatwiać po cichu, są upubliczniane na pokaz. Ile to razy psychicznie dysfunkcyjny minister Sikorski zapowiadał odzyskanie wraku Tupolewa? Dziś to samo robi min. Waszczykowski (Stanowcze słowa szefa MSZ: „Polska oczekuje na działania Rosji dotyczące wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej”  – od tej samej Rosji, z którą wg pracownika Akademii Sztuki Wojennej, p. Jerzego Targalskiego, jesteśmy na wojnie? ). Nadpobudliwe wypowiedzi ministra Macierewicza to znowuż jeszcze inna kategoria (Macierewicz: Materiał dowodowy pokazuje, że rosyjscy kontrolerzy dążyli do katastrofy smoleńskiej – skandalem jest wypowiadanie takich sądów przez jedną z najważniejszych osób w państwie w trakcie pseudo-śledztwa, bez ostatecznych dowodów ).

A tymczasem sprawy mogące zaważyć na naszej przyszłości ( np. mogące przywalić Polskę kamieniem grobowym z wyrytą szwabachą inskrypcją „Judeopolonia” ) są przed narodem zatajane. Np. o spotkaniu prezydenta Dudy z wydrwigroszami z żydowskiej Ligi Anty-Defamacyjnej w Nowym Jorku dowiedzieliśmy się jedynie z informacji od tych ostatnich.

A gdyby napisać taki scenariusz filmu sensacyjnego:

Jak wycisnąć z nadwiślańskich gojim takie pieniądze, żeby za jednym zamachem przekształcić ich kraj w Judeopolonię? Jeśli pod pretekstem zapłaty za stacjonowanie wojsk amerykańskich ( czyli de facto udostępnienia polskiego terytorium na wschód od Wisły dla potrzeb globalnej rozgrywki USA z Moskalikami, z całym wiążącym się z tym niebezpieczeństwem ) to jest to mistrzostwo nie tylko świata, ale i okolic. Za poklepanie po plecach ( niczym pluszakowatych Ewoków z „Powrotu Jedi” wg porównania G. Brauna ) narazić pół kraju na „ograniczony” atak atomowy i jeszcze wziąć za to pieniądze – tak to chyba tylko Żydzi z Polakami potrafią!

No ale jak przekonać do tej całej operacji Polaków?

Tu wystarczy cyniczna gra na niezaleczonej rosyjskiej traumie, wystarczy przekonać nas, że „jesteśmy na wojnie z Rosją”, która już-już manewrem okrążającym wyprowadza atak czołgowy przecinką na wysokości Gołdapi oraz z niedawno zajętego Krymu ( to są autentyczne „koncepcje” naszych analityków i specjalistów, a nie urojenia wariata przy pełni księżyca ). I potem okazuje się ( świat wg Macierewicza ), że wojska amerykańskie w Polsce to spełnienie marzeń wielu pokoleń Polaków ( sic! ), zaś wprowadzenie Bundeswehry na teren republiki kowieńsko-wileńskiej przyjmowane jest przez rząd warszawski z ulgą i wdzięcznością.

W tym kontekście ( tzn. w kontekście naganiania Polaków do żydowskiej sieci )  katastrofa / zamach w Smoleńsku to dar niebios, w tym kontekście można też zrozumieć „gonienie króliczka” przez Parlamentarny Zespół pod kierownictwem pana Antoniego i jego ciągłe, a w historii dyplomacji krajów cywilizowanych niesłychane deklaracje: „winna jest Rosja i już wkrótce przedstawię na to dowody” i zdradę Kresów ( tzn. nie Kresów, a Małopolski Wschodniej ) na rzecz sojuszu z hitlerowskimi pomiotami spod znaku siekiery i wideł itd. itd.

UWAGA

Powyższe to tylko teoria spiskowa, która jest trefna ( tzn. nie spełnia wymogów koszerności wg standardów red. Michnika),  i z którą się w najmniejszym stopniu nie zgadzam, a która mogła powstać chyba tylko w jakiejś chorej głowie.

Post Scriptum ad Adminem

W pełni rozumiem istniejącą konieczność ograniczenia ilości dziennych wpisów, co jest podyktowane troską o ich jakość … tzn. nie rozumiem, ale niech tam – chodzi zapewne o to, żeby jakiś, powiedzmy, entuzjasta, nie padł ofiarą karōshi czyli śmierci z przepracowania, zaś czytelnicy nie popadli w stupor z nudów ( taikutsu-shi??? ), szczególnie, gdyby autor pomylił blog z poradnią.

Borykam się wszelako z pewną kwestyją techniczno-chronologiczną, kiedy napracowawszy się nad wpisem ( owszem, zamiast zawsze wiedzieć, co piszę, zdarza mi się pisać, co wiem ), wykorzystawszy w tym celu przerwę obiadową w pracy tudzież fakt, że mam biurko w rogu, gdzie nikt mi przez ramie nie zagląda, już zamierzam wstawić tekst na blog i … dostaję odpowiedź odmowną z komunikatem, że muszę poczekać godzinę albo pięć, zależnie od tego, com nabroił dzień wcześniej.

Nie ukrywam, że, jakby to powiedzieć, wywołuje to u mnie pewną i chyba uzasadnioną irytację, bo spełniwszy swój obywatelski obowiązek powalczenia o Polskę „piórem i klawiaturem” chciałbym zamknąć temat i zająć się choćby tym, za co mi w pracy płacą, ale nie, muszę pamiętać, żeby znów się zalogować za godzinę-pięć, bowiem albowiem.

Być może rozwiązaniem tej uciążliwości byłoby takie ustawienie limitu, żeby dotyczył on dwu postów pod tą samą datą dzienną, a nie przez ostatnie 24 godziny?

Co poddawszy pod rozwagę pozdrawiam

 MacG

Opublikowano za: http://macgregor.neon24.pl/post/137850,proba-przywalenia-polski-kamieniem-grobowym

Wypowiedz się