JAK „DOBRA ZMIANA” ROBI BANKOM DOBRZE A NAWET LEPIEJ

Bankierzy za kratki w Islandii
O uprzywilejowanej pozycji banków w Polsce Polacy wiedzą doskonale. Od lat doświadczają tego na własnej skórze. Gdy zaciągają kredyty, bądź gdy im się tych kredytów odmawia, gdy muszą zaakceptować niewspółmiernie wysokie oprocentowanie długu, kiedy (jak to ma miejsce z frankowiczami) są nabijani w butelkę, czy kiedy muszą ponosić opłaty za samo prowadzenie rachunku, bądź prostą czynność bankową.

   Dlatego hasło wyborcze o okiełznaniu pazerności banków, szczególnie zagranicznych w Polsce, znalazło odzew i napędziło klientelę wyborczą Prawu i Sprawiedliwości oraz Panu Prezydentowi. Poczciwi rodacy uwierzyli, że „dobra zmiana” chce i potrafi zrealizować to, co deklaruje – w myśl zasady chcieć to móc.

 Co się okazuje po bez mała półtora roku rządów Prawa i Sprawiedliwości?

 Wprowadzony został tzw. podatek bankowy. Wpływy z tego tytułu do budżetu państwa szacowano na 5-6 miliardów złotych rocznie. Okazało się, że dobrze jeśli uda się uzyskać połowę, czyli około 3 miliardy złotych.

  Co było do przewidzenia (ostrzegałem przed tym w jednym z felietonów) reakcja banków na nałożony podatek polegała na podniesieniu cen na bez mała wszystkie usługi bankowe. Tą drogą koszty opodatkowania przeniesiono na klientów banków, czyli polskie firmy i obywateli.

 Co ciekawe, na takie dictum „dobra zmiana” powiedziała – pas. Nikt nie zareagował na posunięcia banków, co więcej, pojawiły się głosy po stronie rządzących i mediów o konieczności obrony swobody działania sektora bankowego, a co najzabawniejsze, choć jednocześnie ponure, uruchomione zostały procedury… napędzające kasę bankom w majestacie prawa, „ale już nie sprawiedliwości”. A oto kilka danych i przykładów na potwierdzenie moich tez.

     Banki zareagowały podwyżką swoich usług nawet tak drobnych i przyziemnych, jak korzystanie z bankomatów. Gwałtownie wzrosły ceny prowizji, opłat, ubezpieczeń od kredytów.

Oto konkret: w jednym z banków pożyczający 20 tysięcy złotych na 7 lat będzie musiał oddać w sumie ponad 37 tysięcy, a prowizja przy udzieleniu kredytu wynosi 30% jego wysokości.

     Na co chcę jednak zwrócić szczególną uwagę to fakt, że banki z całą bezwzględnością przystąpiły do ukrywania przed klientami realnych kosztów kredytu, realnych stóp procentowych i wszelkich opłat. Pytam co na to: UOKiK, KNF, NBP? Te trzy potężne instytucje z hojnie opłacanym z naszych podatków personelem, do którego zadań należy dyscyplinowanie banków, zapewnienie równych reguł gry na rynku, porządku w gospodarce zgodnie… zachowują dyskretne milczenie.

     Banki widząc przychylność „dobrej zmiany” robią swoje i tak oto zysk sektora wzrósł o 25% w 2016 roku – dodam – pomimo opodatkowania. Jeśli polskie PKB wzrosło o 2,8%, a zysk banków o 25% – co to znaczy? Banki po prostu nadal, może nawet bardziej, obdzierają nas ze skóry przechwytując wypracowaną nadwyżkę.

     Kogo mam na myśli?

     Co piąty mały przedsiębiorca ma zaciągnięty kredyt na firmę, a ponad 80% spośród nich spłaca kredyt konsumpcyjny na mieszkanie, bądź dobra trwałego użytku. W tych firmach pracuje około 40% zatrudnionych w Polsce. Jak widać rzecz dotyczy ogromnej części, dodam, najciężej i najefektywniej pracujących członków naszego społeczeństwa. To oni wypracowują zysk bankom.

     A teraz – dlaczego uważam, że „dobra zmiana” robi bankom lepiej. Oto przykłady.

  Wprowadzenie ustawy 500+ oznacza (ponieważ pieniądze z budżetu do odbiorców są przekazywane za pośrednictwem banków) przepływ przez banki dodatkowych ponad 20 miliardów złotych rocznie. Każdy bankier wie, że taka kwota, nawet jeśli tylko na kilka dni „zapadnie” czyli zostanie zdeponowana w banku, to pozwoli wykreować dodatkowe fundusze i zysk dla tegoż banku.

Pytam zatem, czy ktoś z tak chętnie deklarujących odpowiedzialność za polską gospodarkę przedstawicieli rządu, mając powyższe na względzie, negocjował z bankami korzystniejsze dla państwa warunki obsługi zadłużenia bądź kredytowania budżetu. Jestem pewien, że nikt.

    Przykład drugi. Rząd wprowadził przymus – podkreślam z całą mocą – przymus dokonywania przelewów za pośrednictwem banków między firmami na kwotę powyżej 15 tysięcy złotych (poprzednio było to 15 tysięcy euro). Niby pod hasłem walki z podziemiem gospodarczym ograniczył wolny, podkreślam – wolny obrót gotówkowy.

Skomplikował tym i ogromnie utrudnił pracę, obniżył rentowność małych przedsiębiorstw, głownie w branży budowlanej, w handlu i usługach. Wymuszenie na przedsiębiorcach dokonywania rozliczeń poprzez banki oczywiście napędziło kasę tym ostatnim. Pytam – czy rząd sam coś z tego powodu wytargował? Bo, że stracił rozszerzając szarą strefę o ułamek wpływów podatkowych – nie mam wątpliwości. Już dziś chcę ostrzec i przypomnieć przedsiębiorcom, że prominentny polityk PiS, senator Grzegorz Bierecki zgłosił propozycję całkowitej likwidacji obrotu gotówkowego między przedsiębiorstwami. Oto jak prezes SKOK usłużnie podchwytuje postulaty banków. A wszystko na patriotyczną nutę.

    Przykład trzeci. Rząd wystąpił z programem kredytowania budownictwa mieszkaniowego i tanich mieszkań na wynajem. Powstanie do tego osobny fundusz, który przekazywany będzie za pośrednictwem banków. Pytam, czemu nie może to być fundusz zdeponowany na subkoncie w Banku Gospodarstwa Krajowego? Wątpię, bym otrzymał na to pytanie odpowiedź.
   Przykład czwarty. Nie od dziś mówi się o manipulacjach kosztami w sektorze bankowym. Zawyżanie kosztów ma na celu zarówno obniżanie zysku do opodatkowania, a w konsekwencji płacenie niższych podatków przez banki, jak i umożliwienie transferowania zagranicę tychże nadzwyczajnych, realnych zysków. Przez półtora roku nie słyszałem ani razu, by w tej kwestii zrobiony został choćby kroczek do przodu.

     Puentę do oceny polityki „dobrej zmiany” wobec banków dopisał ostatnio, a właściwie wygłosił osobiście sam Jarosław Kaczyński. Jak rozumiem, wygłosił w imieniu własnym, czyli w imieniu rządu i Pana Prezydenta.

banksterzy 2

Prezes PiS poinformował co następuje: ograbieni przez banki tzw. kredytowicze frankowi, którym obiecywano, że ich krzywda zostanie naprawiona przez „dobrą zmianę” po wygranych wyborach – powinni swej krzywdy… dochodzić w sądach, bo władza im nie pomoże. Władza musi się troszczyć o dochodowość banków.

I tak oto ekipa, która w mediach i gdzie popadnie rzuca oskarżenia i epitety pod adresem banków i bankierów nazywając ich „banksterami” odsłoniła swoje prawdziwe oblicze. Reakcją rynku na deklarację Jarosława Kaczyńskiego był gwałtowny wzrost kursów akcji banków na giełdzie, co oczywiście… nabiło kasę bankierom.

     Propozycja Jarosława Kaczyńskiego jest rozbrajająco szczera, ale przemilcza on pewną okoliczność. To przecież ekipa PiS dokonuje w tej chwili radykalnych zmian w sądownictwie, co skutkuje odejściem z zawodu dużej liczby sędziów. Fakt ten z pewnością doprowadzi do wydłużenia czasu oczekiwania na rozprawę (w myśl zasady „czekaj tatka latka”), a co dopiero wydanie wyroku. Ciekaw jestem, co na to frankowicze?

A do wszystkich klientów banków w Polsce mam apel: dość wiary w język reklamy i obietnice powabnych polityków, pora na zbiorową mądrość i działanie.     

Dr Dariusz Maciej Grabowski

Autor jest prezesem zarządu Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

Od redakcji KIP:

Kwestia poruszona przez dr  Dariusza Grabowskiego odnośnie grabieży bankowej jest jedynie przysłowiowym „czubkiem góry lodowej” wystającym na powierzchnię. Natomiast jak wygląda ten cały przestępczy i pasożytniczy proceder „kreacji” pieniądza ( czyli 7/8 góry lodowej pod wodą), jako długu przez banki, uprawiany przez globalny system bankowy wobec: kredytobiorców, ich rodzin, polskich przedsiębiorstw, samorządów i Państwa Polskiego – objaśnia poniższy tekst: Gdyby zwykły człowiek zaczął drukować pieniądze i puszczać je do obiegu – to byłby przestępcą. A w sytuacji gdyby te pieniądze pożyczał jeszcze na procent i inkasował dodatkowo procenty, to byłby przestępcą do kwadratu. Natomiast gdyby jeszcze za niespłacone należności: kapitału, odsetek, prowizji i innych wydumanych kosztów, przejmował majątek od dłużników i sprzedawał za 1/5 – ½ wartości, obciążając pozostałym długiem kredytobiorcę/pożyczkobiorcę, a nawet jego następne pokolenia – to byłby kosmicznym przestępcą do n-tej potęgi. A gdy to samo robią instytucje całego systemu bankowego, to nie tylko jest to legalne, ale jeszcze rządzący, nauka, edukacja i media nazywają je „instytucjami zaufania publicznego”. Czy można sobie wyobrazić większy szczyt bezczelności ? Chyba nie”. ( za: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/10/rugi-polakow-z-majatku-za-pomoca-przemocy-finansowo-prawnej-i-immunitetow-bezprawia/ ).

Comments

  1. marcin says:

    Wypada się tylko zgodzić z komentarzem KIP. Wymuszanie lichwy, prowizji, „ubezpieczeń” i cały szantaż stosowany przez lichwiarzy, to z pewnością ważny i poważny problem społeczny. Należy jednak zacząć od fałszowania pieniędzy, bo to jest najpoważniejszy zarzut w stosunku do lichwiarzy.

    Więcej tutaj: http://zygmuntbialas.blog.pl/2017/02/01/co-sie-dzieje-w-polsce-01-02-2017/

  2. leehu says:

    to co robić? jak żyć? Ja trzymam pieniądze w Banku Spółdzielczym. Okazuje się jednak, że koszty prowadzenia konta są wyższe niż np w BZWBK czy mBanku. Dodatkowo archaiczny system hermetycznie zamknięty na innowacje. Pozostaje tylko trzymać pieniądze w skarpecie albo w wazonie.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Banki Spółdzielcze, jako polskie, należą do najbezpieczniejszych, chociaż może nieco droższych. Poziom opłat i innowacyjności zależy też od banku. Są banki bardzo innowacyjne np. WBS i z niskimi zbliżonymi do komercyjnych opłatami i droższe oraz bardziej archaiczne. Natomiast rezerwę gotówki należy trzymać w domu i mieć zapasy żywności na co najmniej 1-2 tygodnie. Rządy Niemiec, Austrii i Finlandii zalecają to swoim obywatelom. Najprawdopodobniejszą przyczyną jest kompletne przestawienie systemu pieniądza i finansów w skali świata ( tzw. projekt GESARA), co spowoduje wyłączenie banków na 1-2 tygodni.
      Piszący te słowa 5 lat temu zlikwidował wszystkie konta i karty płatnicze i operuje tylko gotówką. Chociaż ostatnio, aby otrzymać pieniądze z projektu, musiał założyć konto, ale założył je w banku spółdzielczym.
      Pozdrawiamy ciepło

      • chybanie says:

        Proszę o poradę – jak ominąć konieczność posiadania konta bankowego do rozliczeń z ZUS, US, pracodawcą bądź we własnej firmie? Jak kupić bilet lotniczy bez karty płatniczej? Czy ma Pan sposób na te obejście tych cywilizacyjnych uzależnień bankowo- kartowych czy po prostu Pan z nich zrezygnował?

    • fiesta says:

      re: LEEHU

      Proponuje, zebys zapoznal sie z przepisami bankowymi, inwestycyjnymi , podatkowymi etc w Polsce , poniewaz znajac te przepisy bedziesz mogl je obejsc legalnie i legalnie zarabiac pieniadze bez trzymania ich w skarpecie lub wazonie, poniewaz co roku spada sila nabywcza pieniadza i systematycznie bedziesz na tym tracil.

      Kolejnym przykladem zarabiania pieniedzy jest kupno dzialki i mozesz na niej zasiac warzywa i albo sprzedasz warzywa i zdobedziesz dodatkowe pieniadze, albo bedziesz uzywal tych warzyw na swoje potrzeby nie wydajac pieniedzy na zakup warzyw w sklepie.
      Jednoczesnie wartosc dzialki bedzie rosla i na tym nic nie tracisz.

      Jesli masz zgrana paczke kolegow to zainwestujcie wspolnie, bo z wiekszym kapitalem wlasnym mozna wiecej zdzialac, bez chodzenia do bankow i proszenia ich o pieniadze na lichwiarski procent.

      MORAL:
      Lepszy maly handelek niz duzy szpadelek – przyslowie uslyszane od Cygana z Polski.

  3. fiesta says:

    re: CHYBANIE
    Nie wiem jak jest w Polsce, ale u mnie miesieczna oplata bankowa wynosi 4 dolary (rocznie 48 dolarow) i w tej oplacie moge dokonac 10 transakcji miesiecznie na swoim koncie bez dodatkowych oplat – depozyt czeku lub gotowki na moje konto jest oczywiscie bezplatny i bez limitow.
    Do tych celow uzywam karty bankowej z zainstalowanym ukladem scalonym, ktora jest darmowa i moge tej karty uzywac w kazdych okolicznosciach platniczych (bankomat, sklep, biuro podrozy, hotel etc) lub ewentualnie zaplacic czekiem.
    Dodam jeszcze, ze nie posiadam Visy, Master Card, American Express etc , poniewaz z tym wiaza sie dodatkowe oplaty i oczywiscie posiadanie Visy, MC, AE etc tez kosztuje, poniewaz jest to forma pozyczki od banku, ktory pobiera za to dodatkowe oplaty roczne i wysokie oprocentowanie w wysokosci 19-28% rocznie od niesplaconej sumy.
    W tym wypadku najlepsze jest posiadanie „secured line of credit” (w pelni zabezpieczona linie kredytowa) z czym wiaze sie np. oddanie domu pod zastaw, i od tego typu linii kredytowej bank nie pobiera oplat, a koszt kredytu wynosi zazwyczaj kilka procent (przykladowo 2 – 2.5 %) rocznie i minimum jakie trzeba zaplacic miesiecznie wiaze sie z oplata narosnietego interesu przy 2 – 2.5% od uzytego kredytu, czyli gotowki.
    Jedyna oplata to koszt zwiazany z uzyskaniem w pelni zabezpieczonej linii kredytowej, ktory tez mozna wynegocjowac z przedstawicielem banku, tylko trzeba madrze rozmawiac.
    Przykladowo, jesli posiadam 100 tysiecy dolarow na specjalnej linii kredytowej i zrobilem wydatki na 20 tysiecy dolarow, to w skali rocznej interes bedzie wynosil 400 dolarow przy 2%, czyli srednio 33 1/3 dolara miesiecznie bez potrzeby splacania 20 tysiecy dolarow.
    Z kolei gdybym uzyl pieniedzy z konta specjalnej linii kredytowej na inwestycje, wowczas moge odjac nawet interes jaki pobiera bank od zaciagnietego kredytu z konta kredytowego i wowczas moj koszt uzycia tego typu linii kredytowej wynosi ZERO, czyli nic mnie to nie kosztuje.
    A przy odrobinie sprytu, obracam pozyczonymi pieniedzmi, robie na tym pieniadze i nic mnie to nie kosztuje.
    W sytuacjach mniej formalnych dogaduje sie o cene i place gotowka i wtedy nikt nic nie wie poza mna i sprzedawca i to jest rowniez jeden ze sposobow oszczedzania pieniedzy.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Piszący te słowa ponad 5 lat temu zlikwidował wszystkie karty płatnicze i konta bankowe i operuje tylko gotówką ( fakt że nie prowadzi firmy), ale w najbliższych 1-3 latach będzie to istotne zabezpieczenie jak ten system finansowy upadnie.

      • fiesta says:

        re: KIP

        Ponad 20 lat temu czytalem ksiazke pt. „The day the dollar dies” (Dzien, w ktorym umrze dolar) , pisana w latach 1970-tych, w ktorej autor przewidywal upadek dolara w niedalekiej przyszlosci i zwiazany z tym chaos na swiecie.
        Rowniez wielu przeciwnikow dolara amerykanskiego od ponad 10-ciu lat zyczylo sobie, zeby upadl dolar amerykanski i pisali na ten temat czarne scenariusze na czele z Alexem Jonesem, ktory opowiada rozne teorie spiskowe, ktore faktycznie istnieja, ale nie sa takie czarne, jak przedstawia je Alex Jones i jemu podobni.
        Nawet zwolennicy Nostradamusa (zydowskiego bajeranta i oszusta) przewidywali koniec swiata na 2013 rok.
        Tymczasem nadszedl 2017 rok, przezylismy przepowiadany „koniec swiata” (2013r), a dolar nie upadl i ma sie bardzo dobrze, poniewaz nie opiera sie jak dawniej na kruszcu zlota, ale na sile ekonomicznej panstwa.
        A Ameryka stanowi najwieksza sila ekonomiczna na swiecie, poniewaz ma najwyzszy PKB w swiecie i od Ameryki sa uzaleznione inne panstwa swiata.
        Krach na gieldach swiatowych na jesieni w 2008r, o czym pisalem na grupach dyskusyjnych, ze taki nastapi juz na poczatku 2008r pokazal, ze ekonomia i finanse na swiecie stanowia system naczyn polaczonych i gdy doszlo do krachu na gieldzie w USA to nastapila reakcja lancuchowa i zaczely padac gieldy w Europie i Azji.
        Pamietam, ze w USA padlo kilkaset instytucji finansowych, ubezpieczeniowych i wiekszych biznesow, ale w te sprawy interweniowal rzad USA, podobnie jak inne panstwa w Europie (za wyjatkiem Islandii) i z biegiem czasu zaczela sie stabilizowac sytuacja w USA, Europie i Azji.
        W ostatnim 20-to leciu bylo troche wojen, ale to juz nie sa te same wojny co 70 lat temu, gdyz przewage wziela technologia.

        Ale wracajac do finansow, wszystko zalezy od tego co czlowiek chce osiagnac w zyciu prywatnym.
        I tak np. osoba, ktora nie ma duzych wymagan materialnych nie musi posiadac konta w banku i karty kredytowej, bo wystarczy jej gotowka.
        Natomiast osoba, ktora prowadzi biznes, chce miec duzy dom, ladny samochod, zone, rodzine, kolegow etc i zyc na luzie to niestety potrzebuje wiecej pieniedzy niz jest w stanie zarobic i wowczas jest zmuszona wziac pozyczke od banku, co rowniez ma sens, poniewaz kupiony dom za pozyczke zawsze bedzie mial swoja wartosc i to zostaje w rodzinie na nastepne pokolenie.
        Czyli jak latwo zauwazyc sa tego plusy i minusy.
        Z tego wynika rowniez wniosek, ze kazdy czlowiek ma inne potrzeby.

        Jest rowniez takie polskie przyslowie, ktore mowi, ze kto ryzykuje, ten w kozie nie siedzi i podam taki oto przyklad.
        Otoz 10 lat temu jedna osoba kupila dom za okolo 500 tysiecy dolarow i w przeciagu tych 10-ciu lat cena domu wzrosla do 950 tysiecy dolarow, wiec wystawila dom na sprzedaz i zarobila 450 tysiecy dolarow gotowki.
        A poniewaz jest takie prawo, ze od sprzedazy domu nie placi sie podatku jesli osoba zamieszkuje dluzej niz 6 miesiecy , wiec osoba, ktora sprzedala swoj dom nie ma obowiazku placic podatku od sprzedazy domu do skarbu panstwa i w ten sposob zarobila 450 tysiecy dolarow.
        Teraz zalozmy, ze osoba, ktora posiadala dom 10 lat temu wziela pozyczke np. 400 tysiecy dolarow na zakup domu przy srednim oprocentowaniu 4% rocznie to w ciagu 10 lat sam interes bedzie wynosil 160 tysiecy dolarow. A poniewaz oprocz interesu splacana jest rowniez czesc dlugu wkomponowana w rate miesieczna zaciagnietej pozyczki, wiec ten interes jaki zarabia bank jest o wiele mniejszy im dluzej splacamy pozyczke i tak to orientacyjnie wyglada.
        Doliczmy do tego rowniez podatek od domu, oplate za wode, ogrzewanie, elektrycznosc, drobne naprawy etc i zalozmy, ze to bedzie kosztowac 100 tysiecy dolarow w ciagu 10 lat to laczny koszt posiadania domu, w tym splata pozyczki w ratach przez 10 lat wyniesie zalozmy 250 tysiecy dolarow.
        Z kolei wynajem mieszkania apartamentowego w biednej dzielnicy duzego miasta wynosi srednio 1500 dolarow miesiecznie, co w ciagu 10-ciu lat wynosi 180 tysiecy dolarow i te pieniadze przepadaja bezpowrotnie.
        Tymczasem osoba posiadajaca swoj wlasny dom zarobila na czysto 200 tysiecy dolarow przez 10 lat, podczas gdy osoba wynajmujaca mieszkanie apartamentowe stracila 180 tysiecy dolarow i zapewne odlozyla troche pieniedzy na tzw. „czarna godzine”, ale to nigdy nie bedzie 200 tysiecy.

        Jest jeszcze inna mozliwosc, jak np. kupno domu i jego wynajem dla studentow i w tym przypadku nazywa sie to „rental bussiness” , a interes placony do banku od pozyczki na dom mozna w 100-procentach odjac od
        dochodow z wynajmu domu i wtedy koszty wziecia pozyczki na dom wynosza ZERO i dom splaca sie sam.
        Za 20 lat dom jest splacony i jest wart np. 1.5 miliona dolarow gotowki.
        Natomiast osoba, ktora wynajmuje mieszkanie apartamentowe straci kolejne 180 tysiecy (co najmniej) i byc moze dodatkowo odlozy troche pieniedzy, ale nie jest w stanie odlozyc az 1.5 miliona dolarow w ciagu 20 lat, bo to oznacza odlozenie 75 tysiecy dolarow kazdego roku.

        Z powyzszego wynika kolejny wniosek, ktory mowi, ze pieniedzmi nalezy obracac, zeby pieniadz robil pieniadz, a wtedy nie jest straszna pozyczka.

        • nanna says:

          po co tak kłamać, Fiesta? wiadomo, że aby ktoś miał więcej pieniędzy, to ktoś inny musi ich mieć mniej.

          Nie jest możliwe, żeby wszyscy mieli jednocześnie tych pieniędzy więcej.

          A więc zarobek jednej osoby wiąże się ze stratą/wydatkiem pieniędzy w tej samej wysokości przez inną osobę/osoby.

          Amerykanie nie mają żadnej „silnej gospodarki”, ponieważ nie ma na rynkach światowych amerykańskich towarów. No to co takiego produkują Amerykanie, że mają taką „prężną gospodarkę”? Jak wiemy, głównym producentem w ussa są koncerny zbrojeniowe. I to w ich interesie zmanipulowany lud ussamerykański robi wojny na świecie. Inaczej to by się ten biznes nie kręcił. A tak, po każdej kolejnej wojnie naganiana jest kasa na nowo i te koncerny są coraz bogatsze.

          Natomiast ussamerykanie żyją głównie na kredyt. Nawet, jeżeli nie są sami zadłużeni, to na ich „konsumpcję” pracują puste dolary, które obsługują transakcje zagraniczne ale dolary te nie mają prawa pojawić się w ussa, bo to by zrujnowało rynek.

          Chwalenie się posiadaniem pieniędzy jest idiotyzmem. Problemem na świecie jest, że pieniądze nie są rozłożone równomiernie i to pozwala na kolonialną eksploatację krajów napadniętych – także ekonomicznie, jak na przykład Polska.

          Czy masz tysiąc dolców czy miliony, i tak wylądujesz któregoś dnia w piachu, bo jeszcze się taki nie urodził, co by umrzeć nie musiał. Od śmierci się nie wykupisz. I jeżeli uważasz, że masz prawo mieć więcej niż inni, bo wiesz, jak sobie naganiać kasę, to jesteś z charakteru żydem najgorszego sortu.

          Pieniądze mają co prawda krążyć, ale głównie po to, by ludzie mogli przy pomocy tych finansowych inwestycji produkować dobra dla siebie i ewentualnie dla innych.

          Pasożytowanie na mniej zaradnych = czyli uczciwszych nie jest dla nikogo żadną chlubą, a posiadanie większych pieniędzy powinno oznaczać przejęcie na siebie większej odpowiedzialności za innych.

          W Polsce Ludowej ludziom żyło się łatwo, ponieważ pieniądz docierał w koniecznej wysokości do każdego obywatela. I tym samym cały kraj mógł się rozwijać.

          To, że teraz banki robią geszefty na ludzkiej bezradności możliwe stało się przez takich jak Ty, Fiesta, ludzi. Udajesz, że przechytrzyłeś banki, ale to nieprawda. Jesteś ich uniżonym sługą, ponieważ to właśnie banki kreują pieniądze, wszystkie pieniądze które są w obrocie. Zapomniałeś, że jesteś człowiekiem i zrobiłeś z siebie maszynkę do zarabiania pieniędzy. Po co?

          W zasadzie dla każdego człowieka najważniejszy jest rozwój duchowy i w tym celu ludzie rodzą się na naszej Ziemi Matce. A nie po to, żeby mieć luksusowe wille, rols rojsy i w tym celu pasożytować na biednych.
          Wiadomo, że lepiej być bogatym i zdrowym niż biednym i chorym.
          Ale zawsze, w każdych okolicznościach najlepiej jest być człowiekiem i to uczciwym.

          • Klub Inteligencji Polskiej says:

            Pani NANO
            Dziękujemy za trafny komentarz w samo sedno problemu.
            Pozdrawiamy ciepło ponownie

Wypowiedz się