CHŁODNYM OKIEM I – lipiec 2013 r

Z boku i z troską

Platforma tusk

Władza w kłamstwie  i z bólem przeżyła dni upamiętniające ludobójstwo na Wołyniu. Prezydent usiłował tuszować żenujące zachowanie sejmu i rządu poprzez urządzenie „państwowego” czczenia pamięci tamtych wydarzeń. A przecież w każdym innym wolnym, demokratycznym kraju, w którym władze nie odrzucają prawdy na rzecz politycznego lizusostwa, takie uroczystości odbywają się pod patronatem i z udziałem prezydenta i najwyższych władz państwa. To są uroczystości, na których oddaje się pamięć i część pomordowanym, a licznie zebrana młodzież pobiera lekcje patriotyzmu. Władza nie wykorzystała nawet sygnału z Ukrainy, w którym część deputowanych ukraińskiego parlamentu określiła wydarzenia z lipca 1943 roku, jako LUDOBÓJSTWO. Niestety, polskie władze wyszły naprzeciw oczekiwaniom nacjonalistom ukraińskim z pod znaku UPA.

Szczególną aktywnością  błysnął w tym czasie poseł Miron Sycz, który od posła Golby usłyszał iż:” jako mieszkaniec podkarpackiej Wiązownicy, którą ukraińscy nacjonaliści dnia 17 kwietnia 1945 roku spalili niemal do cna, mordując 91 mieszkańców, w tym 20 dzieci i 20 kobiet, „ma patriotyczny obowiązek przypomnieć jednocześnie Panu Przewodniczącemu, że członkiem tejże bandy był m.in. ojciec posła Sycza, Ołeksandr Sycz”.

Sycz podkreślał,że  obchody 70. rocznicy antypolskiej czystki na Wołyniu przyniosły kampanię poniżania Ukraińców, którą uprawiają niektóre środowiska polityczne oraz  że po upadku komunizmu odeszliśmy od stosowania stalinowskich metod, w myśl których dzieci odpowiadają za czyny ojców.

Niestety poseł Sycz nie wsłuchał się w głos Polaków, wyraźnie oddzielających postawę narodu ukraińskiego od nacjonalistów z pod znaku UON i UPA , a ponadto zapewne ma na tyle świadomości, by zrozumieć, że „jako syn bezpośredniego dotkniętego tym wydarzeniem, nie powinien zajmować się kwestią”. Ponadto, klub parlamentarny PO również nie popisał się w tej sytuacji.

Mimo rozpaczliwych prób premier ze swoim ministrem od finansów ciągle są na pierwszych stronach gazet. Dla nas to oczywiście małe pocieszenie, że Donald Tusk przejdzie do historii, jako najgorszy premier od 1991 roku, ponieważ to my zostaniemy w tym bałaganie, a on sam ze swoimi doradcami wzorem niejakiego Urbana sami się wyżywią. Wyżywią się i to dobrze. Zaś jego minister pojedzie do Anglii i znów będzie oczekiwał na kolejną propozycję. Ciekawe tylko, czy wzorem Grecji i w czasie najbliższych wyborów w Polsce Unia Europejska będzie dyktowała nam skład rządu?

Panika jednak jest ogromna, rząd już nawet nie myśli o budżecie, ale jak nie dopuścić do wyjścia na ulicę Związków Zawodowych. Media jak zwykle odrabiają swoją pracę, krytykując związkowców w sposób przypominający początek lat 80-tych. Politycy zaś usiłują dobrać się do portfeli przywódców związkowych. Nawet pan Borusewicz dał o sobie znać, przypominając jakby z zazdrości, że pan Duda służył w czerwonych beretach, co ma sugerować, że nie ma w związku z tym prawa oponować przeciwko słusznie funkcjonującemu układowi.

A swoją drogą ten cały układ z 2 i 3 szeregu Solidarności, który tak łapczywie przyssał się do koryta wyrzucając autentycznych działaczy „S”, powinien na tym zakręcie wypaść, a nowy układ rozpisać takie zasady działania, by już nigdy nie powtórzył się ten układ mafijno-sekciarski. Stąd wyjątkowego znaczenia nabierają referenda oczyszczające nasze miasta i gminy z nieudolnych i aroganckich włodarzy, którym partyjne elity stworzyły iluzję nieusuwalności.

Rybnikiem, Elblągiem i Warszawą naród sprawdza swą formę, jak od koryta usunąć Platformę.

Julian L

Wypowiedz się