Banki centralne przyciągają nadzór finansowy

FED - nadrząd

Banki Centralne państw zostały stworzone pod wpływem „cywilizacji” lichwiarskiej po to, by łatwiej sterować władcami, a obecnie rządami państw, poprzez posiadanie monopolu na lichwę, spekulację i kreację pieniądza z niczego. Jak trafnie powiedział około dwa wieki temu Meyer Amschel Rothschild [Cytat z filmu „Money as Debt”]: „Daj mi kontrolę nad podażą pieniądza narodu i nie będzie mnie obchodzić, kto tworzy ich Prawa”.

Banki Centralne 174 krajów są pod kontrola własnościową i/lub zarządczą najpotężniejszego klanu banksterskiego – Rothschildów. Jedynie niewiele krajów ma niezależne od tej rodziny banki centralne. Były to Libia, Afganistan, Irak, Liban,  ale to co je spotkało było skutkiem tej niezależności.

Obecnie, banki centralne państw zależne od własnego społeczeństwa i rządu, a niezależne od tej banksterskiej rodziny mają kraje: Białoruś, Wenezuela, Wietnam, Kuba i Syria. W przypadku Iranu i Korei Północnej nie ma dokładnych danych. 

Najprawdopodobniej od dwóch lat Bank Centralny Rosji jest pod kontrolą zarządczą Prezydenta Rosji, mimo, że w Rosyjskiej Dumie trwa procedura nacjonalizacji własności tego banku przez Państwo. Ale kontrola zarządcza jest ważniejsza niż własność, jeśli państwo jest silne, a Rosja obecnie jest mocarstwem atomowym i… politycznym.

Prawdopodobnie Chiny także mają pod własnym zarządem Bank Centralny, ponieważ są nr 1 potęgą gospodarczą świata, przed USA, których Bank Rezerwy Federalnej jest prywatną korporacją rodzin banksterskich z Rothschildami, Rockefellerami i Morganami na czele.

Więcej na ten temat w artykule: Lista Rothschilda i powiązania.

A więc poniższa treść wynikająca z tytułu oznacza, że globalna finansjera jedynie steruje bankami centralnymi państw, ponieważ te banki są niezależne od własnych rządów i społeczeństw. Więc uwzględniając to co powyżej napisaliśmy, należy odpowiednio zinterpretować ten tekst jako pewne ustępstwa finansjery.

Redakcja KIP

Banki centralne przyciągają nadzór finansowy

Intensyfikuje się na świecie dyskusja o tym, jaka instytucja powinna nadzorować banki. Rozszerzenie kompetencji Rezerwy Federalnej, powstanie europejskiego nadzoru przy EBC, powrót nadzoru do Banku Anglii pokazują, że na całym świecie rośnie rola banków centralnych.

Choć kryzysy bankowe być może nie są codziennością, ale nie sposób zaliczyć je do wyjątkowych zdarzeń – twierdzą Charles Goodhart, członek Rady Polityki Pieniężnej Banku Anglii (1997-2002) oraz profesor LSE, oraz Dirk Schoenmaker, profesor bankowości i finansów na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie, obecnie także współpracownik Bruegel Institute. Przebadali oni 104 przypadki kryzysów w latach 1974-1993, w wyniku których banki upadły bądź zostały uratowane

W publikacji wydanej w 1995 roku, na którą powołują się do dziś wszyscy dyskutujący kwestię usytuowania nadzoru bankowego, autorzy stwierdzają, że na świecie nie ma jednego, a tym bardziej optymalnego modelu nadzoru nad bankami. Nie ma też uniwersalnych argumentów za tym, czy nadzór powinien być przy banku centralnym, czy w osobnej agencji. Połowa krajów rozwiniętych ma nadzór przy banku centralnym, a druga w wydzielonej agencji.

Ich książka zawiera kilka innych istotnych wniosków. Systemy z bankiem centralnym sprawującym nadzór sprzyjały bardziej temu, żeby upadające banki były ratowane przez inne instytucje z sektora (z reguły poprzez przejęcia) niż na koszt podatników. Z drugiej strony jeśli bank centralny angażuje się i organizuje akcję ratunkową, przejmuje w pewnym stopniu ryzyko kredytowe. To – zdaniem autorów – główny argument za wydzieleniem funkcji nadzoru.

Równocześnie badacze uważają, iż skupienie nadzoru i polityki monetarnej w jednym ręku daje większą szansę, że bank centralny będzie w stanie zapobiegać rozszerzaniu się kryzysu na cały system. Kolejne istotne stwierdzenie brzmi, iż zarządzający kryzysem byli raczej niechętni przyzwoleniu na upadek banku i jego likwidację. W 73 na 104 zbadanych przypadków upadające banki zostały, choć często wysokim kosztem, uratowane. Argumentów za i przeciw jest więc wiele. Okaże się, że są jeszcze inne.

Tajemnice ulicy Lombardowej

Banki centralne zaczęły powstawać już w końcu XVII wieku (najpierw w Szwecji, następnie w Anglii). Dużo czasu jednak minęło zanim zaczęły przejmować również funkcję nadzoru nad innymi bankami. W XIX wieku stopniowo angażowały się w mikrozarządzanie systemem finansowym wspólnie z bankami komercyjnymi i we wspólne ratowanie zagrożonych instytucji. Bank Prus na przykład wydawał w połowie XIX w. ogólnie obowiązujące przepisy dotyczące redyskonta weksli.

Ważnym momentem w historii myślenia o funkcjach banku centralnego był rok 1866 i upadek brytyjskiej instytucji Overend Gurney. Nie sam upadek nawet, a raczej historia tego zdarzenia opisana następnie przez Waltera Bagehota w książce „Lombard Street”.

Autor zarzucał w niej Bankowi Anglii, że ten nie pospieszył ratować upadającej instytucji, gdyż traktował ją jako komercyjnego konkurenta. Bank Anglii podobnie jak banki komercyjne był wówczas spółką akcyjną. Z dzisiejszego punktu widzenia nie był jeszcze „świadomy” swej funkcji banku centralnego.

Walter Bagehot bardzo mu w tym pomógł. Sformułował funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji. Gdy bank zagrożony jest utratą płynności, bank centralny powinien przychodzić mu z pomocą odpowiednio wcześnie, dostarczając płynności. Płynność powinien dawać na wysoki procent, żeby nie zachęcać innych do moralnego hazardu. Powinien brać pod zastaw najlepsze aktywa. Nic dodać, nic ująć, choć ostatnie czasy pokazują, że płynność dostarczana bywa na procent bliski zeru, a kolateral niekoniecznie jest najwyższej jakości.

Druga teza Waltera Bagehota jest równie istotna. Bank centralny może pożyczać wtedy, gdy bank traci płynność, ale nie jest niewypłacalny. Gdy jest niewypłacalny, a zachowuje jeszcze płynność – nie powinno się mu pożyczać w żadnym wypadku. Do czego prowadzi to rozumowanie? Bank centralny powinien wiedzieć, czy bank jest wypłacalny, czy nie, żeby mógł udzielić mu wsparcia płynnościowego. Wniosek jest taki, że może mieć pewność tylko wtedy, jeśli sam nadzoruje banki.

Krótka historia nadzorów

Funkcja banku centralnego jako pożyczkodawcy ostatniej instancji i zarządzającego kryzysem zaczęła krystalizować się w latach 1880-1914 – piszą Charles Goodhart i Dirk Schoenmaker. Bank Anglii uratował (po krytyce Waltera Bagehota i już bez ociągania się) Baring Bros w 1890 roku. Bank Prus dostarczał płynność bankom komercyjnym w czasie kryzysów w latach 1857, 1866 i 1870, po czym podobną rolę przejął niemiecki Reichsbank.

W USA w wyniku kryzysu z 1907 roku powołano w 1913 roku Rezerwę Federalną, czyli bank centralny USA. Jej mandat pierwotnie dotyczył jednak maksymalizacji zatrudnienia, stabilizacji cen i moderowania długoterminowych stóp procentowych. Nie obejmował nadzoru.

Bo w USA nadzór bankowy istniał już wcześniej. Nadzorcą banków była od 1863 roku instytucja rządowa Office of the Comptroller of Currency (OCC), usytuowana jako niezależne biuro w Departamencie Skarbu. Pozostaje nim do dziś, a co ciekawe, OCC ma oddział w Londynie, żeby nadzorować tamtejsze operacje amerykańskich banków.

Dopiero po Wielkim Kryzysie, w wyniku którego upadła jedna trzecia amerykańskich banków, powołano w 1933 roku Federal Deposit Insurance Corporation (FDIC), czyli ubezpieczyciela depozytów w bankach. Na mocy nowego prawa bankowego (Banking Act) FDIC stał się odpowiedzialny także za nadzór bankami, prowadzenie ich upadłości, w tym również uporządkowanej upadłości, czyli resolution.

Po Wielkim Kryzysie nowe prawo bankowe (Kreditwesengesetzes) weszło w życie także w Niemczech w 1934 roku i powoływało tam nadzorcę bankowego (Bankenaufsicht) poza bankiem centralnym. To dzisiejszy BaFin.

Jak to się robi w Ameryce

W USA panuje prawdopodobnie najbardziej skomplikowany system nadzorczy na świecie. Istotne dla całego sektora regulacje, będące konsekwencją pokryzysowej ustawy Dodda-Franka, uzgadniane są i wydawane wspólnie przez pięć a nawet sześć różnych agencji nadzorujących banki.

W strukturze tej kompetencje niejednokrotnie się krzyżują, co wynika i z uwarunkowań historycznych, i z bieżących potrzeb. Jest ona po części podmiotowa, bo pewne instytucje nadzorcze mają uprawnienia wobec banków o konkretnych cechach, ale i przedmiotowa, gdyż kolejne instytucje nadzorują określone obszary działalności bankowej. Na to nakłada się jeszcze nadzór stanowy dla mniejszych instytucji kredytowych i oszczędnościowych.

Charles Goodhart i Dirk Schoenmaker piszą, że w XIX wieku, oprócz nadzorującego banki wspomnianego już OCC, w USA wykształcił się system samoregulacji sektora. Polegał on na tym, że banki powoływały kluby lub trusty, które pilnowały, by żaden z uczestników nie ulegał pokusie nadużycia, a z drugiej strony spieszyły z pomocą w razie konieczności. System ten jednak zaczął się rozpadać w obliczu narastającej konkurencji wewnętrznej i międzynarodowej oraz deregulacji sektora od lat 70. ubiegłego wieku.

Jak pisze z kolei Charles Calomiris, profesor w Columbia Business School, miała w tym swój udział polityka licencyjna Fed, która doprowadziła do narodzin gigantów bankowych w USA. Podobna zresztą polityka, pozwalająca na niekontrolowany rozrost banków także dzięki fuzjom i przejęciom, prowadzona była w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy.

Oprócz OCC, który reguluje i nadzoruje wszystkie banki krajowe i federalne kasy oszczędności, a także oddziały federalne i spółki banków zagranicznych, nadzór nad podobną grupą instytucji od 2010 roku sprawuje amerykański bank centralny Fed. Zajmuje się on bankowymi spółkami holdingowymi, bankami licencjonowanymi przez państwo i będącymi członkami systemu Rezerwy Federalnej oraz bankami międzynarodowymi. Od 2010 roku banki o aktywach powyżej 50 mld dolarów podlegają też nadzorowi FDIC.

Banki nadzoruje również Securities and Exchange Commission (SEC) w takim zakresie, w jakim są uczestnikami rynku kapitałowego, ale też emitentami oraz uczestnikami obrotu instrumentami rynku kapitałowego. Kolejna agencja mająca uprawnienia nadzorcze to Office of Thrift Supervision (OTS). Ona jednak nadzoruje licencjonowane przez państwo kasy oszczędnościowe i oszczędnościowo-pożyczkowe.

Duże znaczenie, zwłaszcza dla wielkich amerykańskich banków mających silne ekspozycje na rynku instrumentów pochodnych, ma nadzór Commodity Futures Trading Commission (CFTC), która powstała w 1920 roku jako wydział w Departamencie Rolnictwa i zajmowała się wtedy głównie kontraktami na kukurydzę. CFTC od 1974 r. zapewniać przejrzystość na wartym biliony dolarów rynku instrumentów pochodnych.

Powiązane tematy:

W przeciwieństwie do europejskich instytucji (choć prawo w tym zakresie się już zmienia), wszystkie amerykańskie agencje mogą karać banki. Pomijając dyskusję dotyczącą skuteczności takich kar, CFTC podaje, że od wybuchu kryzysu nałożyła na banki i brokerów 17 kar za manipulację indeksami, kursami walut oraz stopą LIBOR w wysokości łącznej 5,08 miliarda dolarów.

Europejska sieć bezpieczeństwa

W miarę jak rynek finansowy się rozrastał, powstawały instytucje obejmujące kolejne obszary. Nadzór nad rynkiem kapitałowym w USA, wykonywany przez SEC został powołany w 1934 roku. W Wielkiej Brytanii od 1985 roku rynek kapitałowy nadzorowała Securities and Investments Board (SIB). W Niemczech pełniła tę funkcję Bundesaufsichtsamt für den Wertpapierhandel, powstała w 1995 roku. W Polsce Komisja Papierów Wartościowych powołana została wraz z powstaniem warszawskiej giełdy w 1991 roku. Podobnie rozwój rynku powodował powstawanie nadzorów branżowych, nad firmami zarządzającymi aktywami, towarzystwami ubezpieczeniowymi i funduszami emerytalnymi.

W odpowiedzi na kryzys w USA, którego ofiarą padły także europejskie banki, z ducha „branżowych” nadzorów narodziła się unijna konstrukcja europejskich agend, powstałych w latach 2010-2011. To European Banking Authority (EBA), European Securities and Markets Authority (ESMA) oraz European Insurance and Occupational Pensions Authority (EIOPA).

Instytucje te, powołane w wyniku wniosków z raportu grupy Jacques’a de Larosiere’a miały utworzyć europejską sieć bezpieczeństwa finansowego. Jej zwieńczeniem została European Systemic Risk Board (ESRB), czyli nadzór makroostrożnościowy. Usytuowany został przy Europejskim Banku Centralnym.

Być może tak zaprojektowana sieć bezpieczeństwa byłaby wystarczająca, gdyby nie kryzys długu i jego interferencja z sytuacją banków. Równocześnie okazało się, że europejskich agend nie wyposażono w wystarczające prerogatywy do działania, jak również w możliwość nakładania sankcji. Do ratowania strefy euro i stabilności finansowej potrzebny był silniejszy gracz. W połowie 2012 roku do działania wszedł EBC z niekonwencjonalną polityką monetarną. Równocześnie powstała koncepcja europejskiej unii bankowej mającej być sposobem na przerwanie związku pomiędzy rządowym długiem a sytuacją sektora bankowego.

Kto ma czuwać nad całym rynkiem

Cofnijmy się nieco. Deregulacje systemu finansowego, globalna konkurencja banków, polityka licencyjna, w tym także Fed, i rozrost całego systemu finansowego spowodowały, że istnienie „branżowych” instytucji nadzorczych stawało się coraz bardziej nieefektywne. Powstała koncepcja, iż powinien być jeden nadzorca nad całym systemem finansowym, czyli nadzór skonsolidowany.

Ta koncepcja ugruntowała się najpierw w krajach skandynawskich, które na przełomie lat 80 i 90 zeszłego stulecia dotknął wielki kryzys bankowy. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego kosztował on podatników w Finlandii 8,2 proc. PKB, w Szwecji 6,4 proc. PKB , a w Norwegii 4 proc. PKB.

„Władze nadzorcze były nastawione na kontrolowanie przestrzegania przez banki przepisów prawa zamiast na kontrolowanie podejmowanego przez nie ryzyka. Ówczesna wiedza i metody stosowane przez nadzorców były niewystarczające do nowych wyzwań, które pojawiły się wraz ze zliberalizowanym rynkiem finansowym i rosnącym ryzykiem w sektorze bankowym. Urzędy nadzoru nie dysponowały także odpowiednimi zasobami finansowymi, niezbędnymi dla zwiększenia własnej efektywności” – podsumowują przyczyny skandynawskiego kryzysu bankowego Olga Szczepańska i Paulina Sotomska-Krzysztofik z NBP.

Skoro nadzorowany przez jednego nadzorcę ma być cały rynek finansowy, to czy tym nadzorcą powinien być bank centralny? Czy powinien tak bardzo rozszerzyć swoje kompetencje? Nadzorować giełdę, emitentów, obrót instrumentami finansowymi. Dbać o ochronę konsumentów, co powoli w myśleniu o stabilności finansowej staje się jednym z ważniejszych aspektów. Na dodatek nadzorować (i regulować) sektor shadow banking?

W 1997 roku nadzór nad bankami został przeniesiony z Banku Anglii do Financial Services Authority (FSA), instytucji powstałej na bazie SIB. W 2002 roku w Niemczech „branżowi” nadzorcy zostali wcieleni do BaFin. Dyskusja o tym, czy bank centralny powinien pozostać nadzorcą banków, czy też przekazać banki nadzorcy skonsolidowanemu, wybuchła na nowo. Obecna była także w Polsce przy okazji powołania w 2006 roku Komisji Nadzoru Finansowego konsolidującej nadzór nad całym sektorem finansowym, w tym bankami.

Według późniejszej publikacji Charlesa Goodharta głównym powodem powstawania nadzorów skonsolidowanych było zacieranie się struktur systemu finansowego, powstanie wielkich i złożonych, operujących na wszystkich rynkach banków uniwersalnych. Kompetencje banków centralnych i ich odpowiedzialności musiałaby zostać rozszerzona na zupełnie nowe pola. Drugim argumentem za przeniesieniem nadzoru bankowego poza banki centralne były obawy o konflikt interesów pomiędzy polityką pieniężną i nadzorczą.

Wyobraźmy sobie, że bank centralny musi dostarczyć płynność bankowi mającemu kłopoty. Tym samym rozluźnia politykę monetarną. Gdy sytuacja powinna skłaniać go do zacieśniania polityki pieniężnej, musi działać w sprzeczności ze swym podstawowym celem. Z kolei w sytuacji, gdy wzrost stóp jest konieczny, by zapobiec presji inflacyjnej, bank centralny może się wahać, czy zwyżki stóp nie zaszkodzą stabilności sektora bankowego.

Rosnące znaczenie banków centralnych

Gdy powstawał pierwszy filar unii bankowej, nadzór nad największymi bankami strefy euro Single Supervisory Mechnism, postanowiono usytuować go przy EBC. Wówczas prezes Bundesbanku Jens Weidemann sprzeciwiał się temu, podnosząc argument o możliwości konfliktu interesów pomiędzy miedzy polityką monetarną a nadzorczą.

„Globalny kryzys finansowy zdecydowanie przechylił szalę na rzecz banków centralnych jako tych, które powinny odgrywać kluczową rolę w nadzorowaniu banków. Argumenty za oddzieleniem, podnoszone przez europejskich polityków powołujących się na konflikt interesów, zagrożenie reputacji oraz liczbę banków w strefie euro, są słabe i ignorują wiele realnych korzyści z integracji polityki pieniężnej z nadzorem bankowym” – pisał Karl Whelan z University College w Dublinie w analizie dla Parlamentu Europejskiego, przedstawionej przy okazji dyskusji nad powołaniem unii bankowej.

Zwraca on uwagę, że utworzenie systemu TARGET2, który pozwala na rozliczenia banków z bankami centralnymi i pomiędzy sobą, pozwala bankom centralnym szybko reagować na problemy, które pojawiłyby się w systemie bankowym. Bank centralny może pozyskiwać więcej informacji twardych i miękkich, żeby odpowiednio szybko dostarczyć płynności bankowi, który stracił płynność, ale nie jest niewypłacalny. Co więcej – zdaniem Karla Whelana – miękkie i poufne informacje zbierane przez nadzór pomagają lepiej prognozować inflację, a zatem nadzór tworzy synergie z polityką pieniężną. A ponadto, znając słabości sektora bankowego, bank centralny może lepiej kalibrować jej transmisję.

Do toczonej do tej pory dyskusji dochodzą dwa kolejne argumenty. Pierwszy jest taki, że dzięki powstaniu nadzoru makroostrożnościowego kompetencje nadzoru skonsolidowanego zostały przeniesione na inny poziom i w dodatku znacząco rozszerzone. Zadania nadzoru makroostrożnościowego obejmują między innymi czuwanie nad transgranicznymi przepływami kapitałowymi i finansowaniem hurtowym udzielanym przez globalne instytucje lokalnym bankom.

Drugi argument brzmi tak, że nadzór przy banku centralnym – dzięki wprowadzeniu uporządkowanej upadłości – ma zawsze wybór, czy płynność dostarczać, czy pozwolić bankowi upaść. Problemy banku z płynnością wystarczają do rozpoczęcia procesu resolution.

Wróćmy do Charlesa Goodharta. Pisze on, że ważniejsze niż miejsce, w którym nadzór jest usytuowany, jest jego autorytet, jakość oraz kompetencje pracowników, niezależność wobec zewnętrznej presji i adekwatne do zadań finansowanie. I to wystarczająca konkluzja.

Sytuacja w Europie przypomina Argentynę w 2002 roku

26.10.2011

Grecja jest dziś krajem bardziej niebezpiecznym i niestabilnym niż Kazachstan. Świat się zmienił. Kryzys długu i kryzys sektora bankowego w krajach rozwiniętych Europy są ze sobą złączone, jak nigdy dotąd. Podobna sytuacja miała jednak miejsce w Argentynie, przed jej bankructwem – mówi brytyjski ekonomista prof. Charles Goodhart.

Charles Goodhart (Fot. J. Deluga)Charles Goodhart (Fot. J. Deluga)

Obserwator Finansowy: Spotykamy się na konferencji NBP pt. „Ku większej integracji i stabilności Europy”. Jakie korzyści dla gospodarki płyną z takich spotkań?

Prof. Charles Goodhart: Czasem ludzie wymieniają konwencjonalną wiedzę, a czasem ktoś mówi coś świeżego – albo daje konwencjonalnej wiedzy świeży kontekst. Najważniejsze jednak jest to, że bankierzy centralni mogą w takich miejscach spotkać się w swoim własnym gronie i – zwłaszcza w kuluarach – naprawdę porozmawiać. Jeśli jesteś szefem banku centralnego, zazwyczaj nie możesz powiedzieć w swoim kraju nic kontrowersyjnego, bo od razu robi się z tego wewnętrzny albo nawet międzynarodowy problem polityczny. I, co gorsza, powoduje to problemy rynkowe.

Ben Bernanke wciąż mówi rzeczy kontrowersyjne. Amerykańscy ekonomiści co chwilę wytykają mu, że np. pytany w 2006 i 2007 roku o możliwość pęknięcia bąbla nieruchomościowego – zaprzeczał temu definitywnie.

Niekoniecznie. Bernanke w istocie był w centrum afery tylko raz, kiedy bardzo atrakcyjna dziennikarka CNBC Maria Bartiromo (pseudonim Money Honey) ujawniła na wizji, że Bernanke zdradził jej przy obiedzie treść swoich tajnych zeznań przed Kongresem. To były początki piastowania przez niego urzędu szefa Fed. Potem zrobił się już uważniejszy.

Wracając jednak do jego rynkowych przewidywań…

A co innego mógł powiedzieć? Nie powie przecież, że bańka pęknie jutro. Poza tym takie pytania są bardzo trudne. Bo przecież to ludzie wkładają i wyjmują pieniądze z rynku. Bankier centralny ma wprawdzie różne informacje i możliwość studiowania pewnych kwestii bardziej dokładnie, może dysponować też świetnym researchem, ale przecież nie może wiedzieć lepiej niż rynek, co będzie się działo. A urząd nie pozwala mu na spekulacje. Ja, jako akademik, jestem w innej sytuacji.

Obserwujemy, jak rząd belgijski ratuje bank Dexia. Pan twierdzi, że to nie będzie duży wysiłek finansowy dla rządu i że lepiej jest uratować bank niż pozwolić mu upaść. To dlaczego amerykański rząd pozwolił zbankrutować Lehmanowi w 2008 roku?

Tego nikt chyba dotąd nie wie. Kluczowymi postaciami w tych czasach byli Hank PaulsonBen Bernanke. I ich decyzja była w dużej mierze polityczne. Właśnie, przy pomocy JP Morgan, skutecznie udało im się uratować BearnSterns. Ale Lehmana nikt nie chciał w tamtym momencie przejąć. Gdyby Paulson i Bernanke ratowali bank z pieniędzy podatników, oni, a także Republikanie, nie poradziliby sobie z kosztami politycznymi takiej decyzji. Byłby to sygnał dla Amerykanów, że ich pieniądze będą marnotrawione, bo kolejne instytucje będą lekceważyć procedury dotyczące zarządzania ryzykiem, mając w odwodzie poduszkę powietrzną z kieszeni zwykłych Amerykanów.

W tym czasie Paulson wiedział już, że będzie musiał też ratować AIG.

Więc była obawa polityczna Paulsona i Bernankego. Zdawali sobie sprawę, że reakcja społeczeństwa będzie mocna, głośna i natychmiastowa. Ale druga sprawa jest taka, że w 2008 roku nikt dokładnie nie wiedział, jak naprawdę poważne, nagłe i ostre dla rynku będą konsekwencje upadku Lehmana. To, co się później wydarzyło, było całkowitym zaskoczeniem.

Poza efektem rynkowym – załamaniem się giełd i natychmiastowym zagrożeniem płynności innych banków, uderzało coś jeszcze. To, że nikt nie potrafił kompetentnie wypowiedzieć się o procedurach upadłościowych w tego typu instytucji. Pokutowało głębokie przekonanie, że bank nie może upaść? Że rząd na to nie pozwoli?

Cały rynek myślał wówczas, że taki gigant nie może się wywrócić, więc nikt nie wiedział, jakie będą obowiązywać zasady w przypadku niepowodzenia. A ludzie mieli tam przecież swoje oszczędności.

Lehman był wielkim bankiem międzynarodowym. Próba ratowania instytucji z wieloma przedstawicielstwami zagranicznymi w różnych krajach okazała się niezwykle trudna. Tego się nie mówi, ale problemem nie był wówczas amerykański Lehman.

W Nowym Jorku zdecydowano się na procedurę opisaną w rozdziale 11 prawa o bankructwie, która umożliwia ochronę przed wierzycielami ale też pozwala zreorganizować biznes, żeby prowadzić go nadal. Problemem było to, że nikt nie podjął kroków – i pewnie nie można ich było podjąć legalnie – by jakoś poradzić sobie z bankructwem – i chaosem z niego wynikającym – Lehmana w Londynie i Lehmana w Tokio.

Osoba, która miała zostać likwidatorem londyńskiego Lehmana, dowiedziała się w sobotę, że w poniedziałek może pojawić się problem z pieniędzmi. Z uwagi na sposób, w jaki upadłość była prowadzona – po brytyjsku – w poniedziałek wszyscy pracownicy opuścili biuro. Nie miał kto obsługiwać komputerów, nie było nikogo, kto wiedział, gdzie są informacje. Nie było pieniędzy. Przecież pieniądze wysłano w piątek wieczorem do NY. To normalne w przypadku międzynarodowego banku, że pieniądz ciągle krąży. Tak więc w piątek wieczorem pieniądze płyną z Londynu do Nowego Jorku, w niedzielę w nocy są przesyłane do Tokio, potem do Hong Kongu, a potem w ciągu dnia w poniedziałek znowu do Londynu, itd. W tym przypadku oczywiście pieniądze już nie wróciły. Nagle nie było środków i informacji. Likwidator musiał pożyczać środki od prywatnego banku, żeby płacić za światło. Nikt nie wiedział, co się wydarzy.

Powiązane tematy:

Czy rządy boją się teraz drugiego efektu Lehmana i będą ratować każdy bank?

Dziś problem jest jeszcze bardziej złożony. Mamy już teraz do czynienia z problemem sektora bankowego połączonym z kryzysem długu narodowego. Zwróćmy uwagę, że deficyt i dług publiczny Irlandii był na całkiem przyzwoitym poziomie, dopóki banki nie wpadły w problemy. Wówczas rząd irlandzki przejął cały dług banków, czego nie powinien zrobić. I to wywołało kryzys długu w Irlandii. Kryzys długu i kryzys sektora bankowego w Europie są ze sobą złączone. Nikt nie wie, jak wspierać banki w takiej sytuacji.

Kiedykolwiek w historii kryzys długu i kryzys sektora bankowego były tak ze sobą związane?

Nigdy w krajach rozwiniętych. Na rynkach wschodzących – tak. Na przykład w Argentynie w początkach lat 2000 (bankructwo w 2002 roku).

Kraje eurostrefy to dziś druga Argentyna?

Może się pani śmiać, ale poziom credit default swaps (CDS) pokazuje, że kraje takie jak Grecja, Irlandia i Portugalia są dziś w przekonaniu inwestorów tak obarczone ryzykiem, jak wówczas Wenezuela i Argentyna.

Swapy są tak wysokie?

Tak, są na tak wysokim poziomie. Grecja jest dziś krajem bardziej niebezpiecznym i niestabilnym niż Kazachstan. Świat się zmienił. Rynki rozwinięte nie są dziś już bezpieczne, a do niedawna wszyscy sądzili że są. Banki kupowały obligacje krajów takich jak Grecja i dziś są w problemie, bo wiedzą już, że nie odzyskają tych pieniędzy. A politycy i sektor prywatny toczą debaty, jak skutecznie dokapitalizować banki nie obciążając długu publicznego jeszcze większym ryzykiem.

Jak więc rekapitalizować banki?

Nie wiemy. Problem jest taki, że w Europie trwa dyskusja, dotycząca tzw. private sektor involvement (PSI). Prywatny sektor, uzależnia decyzje o umorzeniu swoich wierzytelności wobec Grecji, od europejskiego planu wyjścia z długów. W lipcu banki europejskie zgodziły się na spisanie 21 procent greckiego długu. Teraz okazuje się jednak, że „haircut” (umorzenie długu) może być dużo większy. Czy w takiej sytuacji zostaną przeprowadzone emisje akcji i bankowych papierów wartościowych i czy kraje będą ich gwarantami? Kolejne dni być może to wyjaśnią.

Czy na sytuację niemieckich i francuskich banków częściowe umorzenie długu greckiego będzie miało jakiś większy wpływ?

Grecja sama jest relatywnie mała. Ma oczywiście dużą dziurę budżetową, ale nie jest to problemem nie do przejścia. Mam na myśli Grecję plus Cypr. Ważne jest, żeby restrukturyzację długu przeprowadzić prawidłowo, tak, by nie zarazić innych krajów. Grecja, w połączeniu z Irlandią i Portugalią, to już większy problem. A jeśli kryzys rozleje się na Hiszpanię i Włochy, wchodzimy w zupełnie inne liczby i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie jaki fundusz musiałby zostać zabezpieczony na obsługę takiego problemu.

> video: rozmowa z prof. Goodhartem

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska

Prof. Charles Goodhart, emerytowany profesor bankowości i finansów London School of Economics, obecnie członek Financial Markets Group w londyńskiej giełdzie LSE.

Wypowiedz się