Bezdomni Polacy za granicą

W Paryżu przebywa obecnie ok. 10 tys. bezdomnych – obywateli RP. Spośród państw Europy Środkowej i Wschodniej jesteśmy drugą nacją (po Bułgarach), która żyje na ulicach, pod mostami, w przytułkach, przy wentylatorach metra. Podobne obrazy można zobaczyć w wielu innych, dużych zachodnich miastach, od Berlina, przez Londyn, Manchester, po Madryt czy Ateny.

BezdomniFoto: Thinkstock bezdomni Polacy za granicą

W ubiegłym tygodniu miałem okazję spotkać się i rozmawiać w stolicy Francji z naszymi rodakami. Zaprosiło mnie działające tam od 10 lat Stowarzyszenie Pomost-Passerelle, zajmujące się pomocą dla bezdomnych Polaków. Organizacja ta – wspierana przez polski kościół katolicki w Paryżu – zrzesza wolontariuszy i pracowników, którzy na co dzień starają się okazać wsparcie osobom potrzebującym pomocy, doświadczającym kryzysu bezdomności.

Skąd się biorą bezdomni? W polskiej historii już tak bywa, że wielkim, korzystnym zmianom politycznym i ekonomicznym towarzyszą też pewne straty społeczne.

[Autor nie chce przyznać, że straty społeczne w wyniku przemian Polsce, w ujęciu statystycznym, są znacznie większe niż korzyści, a jako Rzecznik Praw Obywatelskich powinien dokonać takiej kompleksowej analizy dla całej populacji, bo to nie jest dla jego biura duży problem – red. KIP]

Mniej o nich mówimy, bo łatwiej jest docenić i chwalić się sukcesem. Tak było też w przypadku transformacji ustrojowej w 1989 r., która bez wątpienia miała charakter przełomowy, zmieniła oblicze Polski i spowodowała m.in. wzrost ogólnej zamożności społeczeństwa. Jednak niektóre grupy społeczne jakby pozostały w tyle, na marginesie, nie potrafiły skorzystać z przemian.

Głównie mieszkańcy wsi i małych miasteczek. Dla nich zabrakło oferty, pomysłu, czasami nawet szacunku. Na to nałożyła się następna wielka zmiana – przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i otwarcie granic. Pojawiły się nowe możliwości szukania lepszego życia, zarobku, szans rozwoju, a co za tym idzie – nowa fala masowej emigracji. Wielu się powiodło. Na uczelniach brytyjskich, tych najlepszych, studiują setki Polaków, nasi rodacy potrafią też być świetnymi menedżerami i prawnikami w londyńskim City.

Ale emigracja europejska to także kryzys polskiej rodziny, zjawisko eurosieroctwa, niekończące się transgraniczne spory prawne, czy też właśnie dziesiątki tysięcy obywateli RP dotkniętych kryzysem bezdomności. Naszym obowiązkiem jest na to reagować, szukać sposobów pomocy tym, którzy znaleźli się w bardzo trudnym położeniu życiowym. Dobrze to rozumiał dr Janusz Kochanowski, RPO w latach 2006-2010, który wiele energii poświęcał na wsparcie polskich migrantów w Wielkiej Brytanii, m.in. starając się uruchomić punkty bezpłatnej pomocy prawnej.

Wielu z nich wyruszyło w poszukiwaniu lepszego życia

W czasie wędrówek po ulicach Paryża, w towarzystwie pracowników Stowarzyszenia Pomost-Passerelle, miałem okazję rozmawiać z polskimi bezdomnymi. Zrozumiałem, że walka z tym problemem to nie mniej poważne wyzwanie niż przeciwdziałanie bezdomności w Polsce. Są to również osoby, które zazwyczaj odnotowały poważną porażkę życiową, czasami miały problemy z prawem.

Wielu z nich ruszyło w poszukiwaniu lepszego życia, dobrych zarobków, a niektórzy po prostu starali się uciec od krajowych traum. Lecz im się nie powiodło, zostali oszukani przez pracodawcę, stracili pracę, mieszkanie i wylądowali na ulicy.

Na kilka dni – które jednak przekształciły się w tygodnie, miesiące, nawet lata. Powrót do normalności jest trudny, bo często nie znają języka francuskiego, nie rozumieją lokalnych uwarunkowań i procedur, mają nawet problem z zaakceptowaniem wielokulturowości francuskiego społeczeństwa. Na ulicy łatwo także popaść w apatię, życie z dnia na dzień, uzależnienie od alkoholu i innych używek.

Niektórzy z nich przyznawali w rozmowie, że chcieliby do Polski wrócić. Ale jednocześnie można było wyczuć w rozmowie lęk przed tym krokiem i swoiste poczucie honoru. Bo jak można przywitać po latach rodzinę, przyjaciół, znajomych, jeśli wraca się bez sukcesu, na tarczy, bez gotówki w ręku. I tak pogrążają się w kryzysie bezdomności.

Co prawda, korzystają z solidnego wsparcia społecznego państwa francuskiego, mają dostęp do łaźni, czystych ubrań, są w stanie zebrać pieniądze na codzienne przeżycie.

Zdają sobie jednak sprawę, że kiedyś może spotkać ich los jednego z kilkunastu bezdomnych obywateli RP, którzy co roku giną – często bezimiennie – na ulicach Paryża. Będzie później pamiętało o nich Stowarzyszenie Morts de la Rue, które dba o godny pochówek każdej osoby bezdomnej, próbując choćby w ten sposób uchronić ich człowieczeństwo. Ale być może jest też tak, jak powiedziała Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, że takie organizacje w ogóle nie powinny istnieć i że trzeba szukać lepszych „sposobów wyjścia” z kryzysu bezdomności.

Jeśli ktoś jest osobą dotkniętą bezdomnością i uparcie twierdzi, że „wszystko jest w porządku”, „to mój wybór życiowy”, „to tylko chwilowe”, to zazwyczaj takiej osobie trudno jest pomóc. Musi przede wszystkim sama zrozumieć, zacząć szukać swojej szansy, niestety czasami dotknąć dna. Wtedy jednak bardzo ważne jest, aby ktoś wyciągnął pomocną dłoń, wskazał inne możliwości, szansę na powrót do społeczeństwa. Podpowiedział terapię, a może zaproponował nawet pracę lub jakieś lokum. Czasami droga do „uzdrowienia” może prowadzić poprzez wiarę. Czasami poprzez skorzystanie ze zwyczajnej oferty wsparcia drugiego człowieka. Ale ta pomocna dłoń musi być gdzieś w pobliżu, musi czuwać, interesować się, nie oczekiwać wdzięczności.

Taką rolę pełni właśnie Stowarzyszenie Pomost, jedyna charytatywna organizacja działająca w środowisku polonijnym w Paryżu. Dobrze, że działa, warto jej pomagać – w interesie państwa polskiego i naszych obywateli, którzy zaplątali się w wirze swoich trudnych losów. Tym bardziej że rozmowa z rodakiem, w ojczystym języku, zrozumienie skąd pochodzi, dokąd dąży i jak żył – to często znacznie lepszy sposób wsparcia niż wysiłki najlepszego francuskiego psychoterapeuty.

Polska nie powinna zapominać o losie swoich obywateli, którym się nie udało i zamiast osiągnąć sukces, lepsze życie, stali się ofiarami przemian.

Przemyślane programy działania, wsparcie dla działaczy i organizacji pozarządowych działających w zachodniej Europie, stworzenie „domów polskich” w największych stolicach, nawiązanie bliskiej współpracy z krajowymi organizacjami pozarządowymi zajmującymi się bezdomnością – to nie są zadania niewyobrażalne.

Mogą stać się jednym z priorytetów polskiej polityki społecznej prowadzonej poza granicami kraju. Warto w tym zakresie czerpać choćby z doświadczeń poznańskiej „Barki”. Na pewno skorzystają na tym obywatele RP, spośród których wielu może nawet wrócić do kraju. Niewątpliwie będzie to również służyło budowaniu wizerunku Polski na arenie międzynarodowej jako kraju, w którym solidarność społeczna jest szczególną wartością.

Adam Bodnar Rzecznik Praw Obywatelskich

Od Redakcji KIP:

Polecamy dla Dociekliwych i Samodzielnie Myślących przeczytanie i przeanalizowanie, co najmniej zamieszczone na poniższych linkach teksty o zjawiskach społecznych jakie przyniosła Polsce kolonialna transformacja ustrojowa. Obraz, który się pojawi z połączenia wielu „puzli” w całość, będzie szokujący, zwłaszcza dla tych, którzy wierzą w kłamstwa  mendiów ( jako instrumentu w „zorkiestrowanej” propagandzie globalistów NWO), polityków, edukacji na wszystkich szczeblach, pielęgnując własne lenistwo umysłowe i zwyczajne tchórzostwo. Zalecamy czytanie i analizowanie w podanej kolejności.

Emigracja Polaków po 2004 roku i jej skutki
Masz serce wolności – nie kupi cię nikt
Bezdomni Polacy za granicą
Polska krajem niewolników? „Władze centralne świetnie wiedzą, co się dzieje”
2 miliony Polaków nie pracuje bo nie chce, czy jest to efekt „zmuzułmanienia” Słowian ?
JAK „DOBRA ZMIANA” ROBI BANKOM DOBRZE A NAWET LEPIEJ
Prawda o Polsce i Polakach , której Rodacy nie chcą znać i wolą fałszywe, ale upojne kłamstwa

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania kilku tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować… i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP

Wypowiedz się