Ład i logika przeciw chaosowi. Czy uratujemy Polskę i Europę ?

chaos-2

  1. Pojęcia ładu, porządku i bałaganu

 Dzisiejsza rzeczywistość przedstawia się nam jako bardzo złożona, niezwykle zróżnicowana i nieuporządkowana, wieloaspektowa i dynamiczna, trudna do ogarnięcia ludzkim umysłem, opisem,  a nawet nauką. Jak się racjonalnie znaleźć i zachować w tej sytuacji – to codzienny problem bardzo wielu ludzi, wymagający uporządkowania obrazu świata. Popularne pojęcia ładu i porządku zwykle używane są zamiennie, ale jest potrzeba ich bliższego określenia i rozróżnienia (dokonanego w ramach teorii systemów [1] ).

  Ład to jedno z najbardziej podstawowych i ogólnych pojęć. Odnosi się do zbioru względnie jednorodnych części – elementów dobranych z jakiegoś względu i odpowiednio ułożonych czy powiązanych ze sobą siecią wzajemnych relacji.. Najczęściej jest to ład części dobranych i powiązanych wzajemnie ze względu na przeznaczenie całości jaką razem tworzą. Przykładowo można postrzegać, postulować lub kształtować ład: pojęć,  aksjomatów,  twierdzeń,  poglądów,  przepisów,  kształtów,  rzeczy,  stanowisk pracy,  funkcji,  i tp.   Całość – system to celowy, kompletny, spójny, zbiór elementów, nie obejmujący elementów zbędnych (obcych w tej całości). Ze względu na swój cel (sens istnienia, przeznaczenie) całość ta determinuje skład i charakter zbioru przynależnych elementów oraz konfigurację, to jest sieć relacyjną ich powiązań Przy bardziej złożonej całości trzeba postrzegać i kształtować jej ład ogólny oraz ład pewnych jej stron, czy aspektów, jak np. ład treści, ład formy, ład funkcji i inne. Mówimy wówczas np. o strukturze treści (to jest o sieci relacji wiążących istotne elementy treści), oraz o strukturze formy, strukturze funkcji.  Ład ogólny złożonej całości wymaga ogólnego sharmonizowania, a w tym przypadku również pewnego podporządkowania ładu formy ładowi treści.

O dużym zbiorze elementów, również przypadkowych, można powiedzieć, że jest uporządkowany (że jest porządek), jeśli część elementów zachowuje ład tworząc odpowiednie całości, a pozostałe elementy są wyróżnione jako obce. Porządek jest więc pojęciem szerszym, aniżeli ład.

Jeżeli dany zbiór elementów w danej całości jest nieruchomy i statyczny, to wówczas można oczekiwać i kreować porządek lub ład statyczny. Natomiast przy elementach ruchomych w przestrzeni i czasie trzeba w danej całości wymagać, kreować i zachowywać porządek czy ład dynamiczny. Jest to znacznie trudniejsze dla zarządzającego tą całością, ale dokonuje się samo w ładzie natury.  Już starożytni podziwiali w naturze ład i doskonałość takich całości; Arystoteles zauważył i stwierdził: „Całość znaczy więcej niż suma części”. I tu jesteśmy u początku naukowego poznania ładu natury, wzorca ładu wszelkich dokonań człowieka.

Szerokie rozumienie ładu odnosi go do każdego racjonalnie dobranego zbioru elementów i takiego ich uporządkowania, statycznego bądź dynamicznego, aby tworzona całość odpowiadała wymaganemu przeznaczeniu, bez względu na to, jakie jest to przeznaczenie. Ale bywa, że taka całość zadana przez człowieka nie pasuje do szerszej, naturalnej rzeczywistości, wywołując dysonans, czy nawet konflikt. Nie buduje szerszego ładu, a raczej go zakłóca, wywołując nieład. Z tego względu węższe i głębsze rozumienie ładu odnosi go tylko do takiego racjonalnego zbioru elementów i  ich układu w całość, która zachowuje ład natury, z jakim są też powiązane podstawowe, powszechne wartości społeczne: prawdy, dobra, piękna i pokoju. Tylko takie działania istotnie zachowują czy kreują podstawowy, ogólny ład, gdyż prawda, dobro i piękno stanowią immanentne i koherentne atrybuty każdego prawdziwego ładu w ludzkim działaniu zgodnym z ładem natury. W dalszym tekście będzie mowa głównie o ładzie w tym  węższym i głębszym sensie.

W tym miejscu warto przypomnieć także pojęcia przeciwne omówionym, odnoszące się do przypadków gdy nie są spełnione podane wyżej warunki :

ład – nieład, bezład, chaos, zamęt,

porządek – nieporządek, bałagan, zamieszanie.

Właściwe rozumienie i posługiwanie się tymi pojęciami ułatwia orientację w mieszaninie prawdy i fałszu, zła i dobra, z jaką mamy wszędzie do czynienia.

  1. Ład w umyśle i nauce

   Od najdawniejszych czasów ograniczone możliwości ludzkiego rozumu konfrontowały się ze wspaniałą rzeczywistością natury i ułomnością własnych ludzkich dzieł. Nasza cywilizacja rodziła się w świetle starożytnej greckiej logiki i matematyki; aksjomatów, twierdzeń i dowodów. To podejście z abstrakcji przenosiło się w obserwację i poznawanie natury. Człowiek stopniowo poznawał prawidłowości oraz stałość porządku i praw natury. Platon zauważył, że właściwości przyrody tylko wówczas są zrozumiałe, kiedy przyjmie się (jako aksjomat), że przyroda jest zbudowana celowo. Zachwycający ład świata wskazuje, że rządzi nim największy rozum (Stwórcy). Natura przez wieki i dziś pozostaje wzorcem największego i najwyższego ładu oraz weryfikatorem ładu ludzkich dokonań.

W długotrwałym procesie konfrontacji rozumu i natury poszerzało się  również abstrakcyjne pojęcie ładu, łącząc się z szeregiem cech często stwierdzanych i odczuwanych w zbiorze naturalnie uporządkowanych elementów. Są to takie cechy elementów złączonych w całość jak: pewna ich zgodność, spójność i proporcjonalność oraz harmonia, ogólna prostota, symetria, zrównoważenie i hierarchia, a nawet piękno tworzonej całości. Wymagania te w licznych przypadkach starała się spełnić starożytna architektura; w dziełach podziwianych do dziś.

Taki ład jakoś naturalnie odpowiada rozumowi i psychice większości ludzi, wprowadzając atmosferę ogólnej harmonii i pokoju. Natomiast nieład i chaos powoduje najczęściej jakieś podświadome zagubienie i zaniepokojenie, a niekiedy wyraźne rozdrażnienie emocjonalne i intelektualne. W takiej atmosferze trudniej odpoczywać, czy racjonalnie pracować. Spotyka się wprawdzie ludzi, którym bałagan nic nie przeszkadza, a nawet czują się w nim swojsko, ale nie ma ich zbyt wielu. Myśl refleksyjna, praca poznawcza, analityczno-badawcza oraz dociekanie prawdy w niejasnej sytuacji – wymaga od początku odwołania się do prawdziwego ładu; klasycznej logiki i aksjomatów, prawd stwierdzonych już wcześniej oraz procedury poznawczo-dowodowej i weryfikacyjnej. Tak przez wieki budowała się i rozwijała nauka oraz technika, nawiązując bezpośrednio i pośrednio do prawdy natury oraz prawdziwych aksjomatów i paradygmatów.

W naszych czasach twórcza inicjatywa w nauce i w praktyce zaczyna częstokroć od znanych elementów różnie je wiążąc w ciekawe, czy przydatne zestawy, ale nie w prawdziwe całości. Mało spotyka się podejścia holistycznego, to jest troski o kreowanie celowej całości, opartej na principiach ludzkiego działania i ładu natury. Pełno jest różnych zestawów części nie stanowiących całości, ani nie przynależnych do nich. W nauce mamy dużo fragmentarycznych  analiz i tez oderwanych od całości, niepewnych doktryn odwołujących się jedynie do ideologicznych i politycznych założeń oraz wielkie zamieszanie terminologiczne. Na tym bałaganie i chaosie bazują popularne media oraz polityka wielkich interesów.

 Dociekanie nowej prawdy, z wykorzystaniem ładu prawd wcześniej dobrze potwierdzonych, podstawowych aksjomatów i paradygmatów oraz żmudnych procedur poznawczo-dowodowych, wymaga dużych kwalifikacji, uczciwości i ofiarności badacza. To uczciwość „niesie” nową prawdę, spójną z ładem wcześniejszej wiedzy.  Jednak dziś niekiedy brakuje badaczom uczciwości i kompetencji, a w miejsce podstawowych, uniwersalnych aksjomatów i paradygmatów przyjmują aprioryczne założenia ideologiczne. Wówczas załamuje się ład i prawda w nauce, wymieszana z fałszem. Powoduje to degradację nauki i narusza sam fundament prawdy na jakim przez wieki rozwijała się nasza cywilizacja.

 Przeróżne informacje dopływają dziś masowo nawet do prostego człowieka i wywołują zamieszanie w umyśle. Trzeba je stale porządkować, weryfikując wstępnie pochodzenie i wiarygodność przekazu oraz eliminując fałszywe, niepewne i niepotrzebne. Nowe, ważne informacje trzeba poddać bliższej weryfikacji, dołączając je do już dobrze sprawdzonych i badając, czy tworzą razem logiczny, spójny ład prawdy i zasługują na przyjęcie, czy też wykazuję rozbieżności i jako wątpliwe powinny zostać porzucone. Taką analizę i weryfikację informacji można z trudem dokonywać na bieżąco przy spokojnej lekturze tekstu. Natomiast dłuższe przekazy telewizyjno-filmowe, o dodatkowym dużym tendencyjnym ładunku emocjonalnym, nie poddają się takiej bieżącej weryfikacji. Trzeba podejmować ją w późniejszym czasie we wszystkich ważnych sprawach, aby zachować ład w swej świadomości.

 Te, nawet bardzo uproszczone zabiegi umysłu nie mogą być jednak zwolnione od zasad logiki oraz odniesienia do podstawowych aksjomatów i principiów prawdy (jakie prości ludzie natury mają częściowo zakonotowane w ramach zdrowego rozsądku). Podstawowe znaczenie i tutaj mają więc principia i aksjomaty przyjęte przez daną osobę, na jakich opiera ona porządkowanie swojego umysłu i ład prawdy w swej świadomości. W ten sposób formuje się ład umysłu i światopogląd, to jest spójny, zgodny (niesprzeczny) i zupełny zbiór własnych przekonań, uznawanych za prawdziwe w świetle przyjętych principiów, dotyczących głównych problemów ludzkiego życia i śmierci, rodziny, pracy, polityki i innych. Ukształtowanie takiego ładu we własnym umyśle, czyli własnego prawego światopoglądu jest najważniejszym zadaniem człowieka myślącego. Potrzeba przy tym uznania priorytetu dla logiki i prawdy oraz uczciwej, samokrytycznej refleksji.

  1. Ład aksjomatów poznawczych

 Dawny uniwersytet XI do XVII wieku integrował różne kierunki nauki i badań, zarówno organizacyjnie jak i naukowo. Zachowywał jedną podstawową aksjologię logiki, principia prawdy i chrześcijańską filozofię człowieka (antropologię). Na tej podstawie starał się weryfikować metody badawcze i wyniki oraz integrować prawdę poznania różnych kierunków nauki. W następnych stuleciach rozwinęło się jednak wiele nowych kierunków badawczych, dyscyplin i osobnych placówek naukowych. Według własnego uznania i nowych, rewolucyjnych ideologii przyjmowano w nich różne odmienne aksjomaty, paradygmaty badawcze i terminologie. I tak u początku nauki nowożytnej zaistniał pewien nieład aksjologiczny i terminologiczny jaki istotnie utrudnia dziś kreowanie szerszego ładu w nauce. Utrzymuje się bałagan i niespójność między naukami przyrodniczymi, humanistycznymi, prawnymi, finansowymi i ekonomicznymi, a prawda w dużym stopniu miesza się z fałszem. Do tego dochodzą dalsze ideologiczne kłamstwa i jeszcze szersze sprzeczności rzeczowe i terminologiczne oraz wielki nieład w działalności praktycznej.

 W każdym zakresie ludzkiego poznania, rozmyślania i racjonalnego działania potrzebna jest człowiekowi odpowiednia wiedza.. Przy współczesnych, szerokich i wielodyscyplinarnych problemach najlepiej i najłatwiej byłoby rozważać je i rozwiązywać posiadając możliwie najszerszy ład uporządkowanej, spójnej wiedzy z wielu dziedzin i dyscyplin, opartej na tych samych, uniwersalnych aksjomatach i principiach prawdy. Wówczas nasz obraz świata byłby możliwie spójny i najbliższy rzeczywistości, a rozwiązanie problemu, wypracowane na podstawie tej wiedzy i tych samych principiów, byłoby najbardziej właściwe (prawdziwe) i sharmonizowane z tą rzeczywistością (dostosowane do istniejących warunków, najbardziej przydatne, trwałe i ekonomiczne, zachowujące czy poszerzające ład). O taki ład wiedzy wielodyscyplinarnej i ład rozwiązań problemowych trzeba nam zabiegać.

  Początkiem jest wypracowanie, uzgodnienie i przyjęcie jednego, prostego, spójnego i uniwersalnego (powszechnego) ładu aksjologicznego i antropologicznego wszelkiego ludzkiego poznania : założeń, aksjomatów i principiów. Część z nich ma oparcie (uzasadnienie) w powszechnym ładzie szeroko postrzeganej natury, a druga część w powszechnej, naturalnej inspiracji logicznej ludzkiego umysłu oraz uniwersalnej inspiracji moralnej ludzkiego sumienia. Wszystkie te części dodatkowo wyjaśnia, uspójnia, uogólnia i upraszcza oraz uzupełnia podstawowymi prawdami egzystencjalnymi – objawiony, chrześcijański przekaz Stwórcy świata (pismo święte) i filozofia katolicka. Ta uniwersalna, chrześcijańska aksjologia i antropologia jednych ludzi porywa naturalną prostotą, prawdą i miłością, innych odstrasza trudem potrzebnym w walce o prawdę i ład w życiu. Niektórzy przyjmują ją w ramach nauczania religijnego, inni ją odrzucają w ramach ideologii ateistycznej. Ale jeśli się ją odrzuca – co pozostaje  ?

W ciągu kilku stuleci nowożytne i ateistyczne nurty ideologiczne i badawcze kreowały nowe, wartościowe, doświadczalne kierunki badań, bardziej aprioryczne niż aksjologiczne. Pojawiły się też różnorodne ideologiczne aprioryzmy, niespójne rozbudowane hipotezy i fragmentaryczne teorie – chaos założeń i doktryn dalekich od objaśnienia całej rzeczywistości. Za nimi nastał chaos w życiu społecznym, w gospodarce i polityce. Nie ma do dziś żadnego innego, pełnego ładu aksjologii poznawczej i ładu prawdy aniżeli ten, jaki zawiera nauka chrześcijańska.

 Można nie znać i nie lubić religii katolickiej, ale prostota, spójność, ład i uniwersalność principiów aksjologicznych i antropologii chrześcijańskiej oraz ich zasadnicza zgodność z ładem natury, logiką umysłu i głosem sumienia –  zasługują na uznanie i pełną akceptację. Są to przecież podstawowe kryteria prawdy, na jakich opiera się nauka, nasza kultura i cywilizacja. Na tej aksjologii i filozofii kształtuje się zwolna najprostszy, najszerszy i spójny ład prawdy naukowej o rzeczywistości świata.

  1. Ład kultury i cywilizacji

  Człowiek rodzi się i żyje w społeczeństwie. Zarówno prosta obserwacja natury, jak i wewnętrzne poczucie moralne wskazuje mu wezwanie do solidarności i współdziałania  z innymi w społeczeństwie dla realizacji dobra wspólnego, a przy tym również własnego. Natura wskazuje również na potrzebę i celowość budowania i zachowania ładu społecznego, o cechach wymienionych poprzednio.

 Już w starożytności zalecano kultywowanie życia społecznego zgodnie z naturą, mądrością, sprawiedliwością, umiarkowaniem i wspaniałomyślnością. Była w tym poważna troska o ład i pokój społeczny oraz wymaganie właściwego zachowania poszczególnych ludzi – członków całości społeczeństwa. Dziś można powiedzieć w skrócie, że ład społeczny wymaga zrównoważenia praw i wolności człowieka-obywatela z jego obowiązkami i powinnościami oraz z jego odpowiedzialnością (nagrodami i karami; doznawanymi w sposób naturalny, wymierzanymi prawnie i oczekiwanymi w przyszłości wiecznej).

 Staranie o ład w życiu osobistym i społecznym starożytni porównywali do starań rolnika przy uprawie ziemi i troski o dobre plony. Kultura rolna stała się jakby modelem rozwoju  kultury osobistej i społecznej, podstawy naszej cywilizacji. Aksjomaty i principia ładu, prawdy i poznania naukowego przekładano na wymagania praktycznego kształtowania i utrwalania porządku w dobrych obyczajach. Stopniowo eliminowano postawy i poglądy nie pasujące do całości, udoskonalając ład kultury sprzyjający dalszemu rozwojowi. Dużą wagę przykładano do sprawiedliwości, piękna i sztuki.

Do takiego ładu i  obyczaju nawiązywały tworzone i potrzebne różne instytucje i państwowe struktury organizacyjne, a również stanowione zasady i reguły prawne. Im lepiej odpowiadały one utrwalonym dobrym obyczajom oraz ogólnej aksjologii prawdy i natury, tym lepiej funkcjonowały i były respektowane w praktyce. Poszerzały i umacniały ogólny porządek rzeczywistości kreowanej przez człowieka w harmonii z przyrodą oraz powiększały dobro wspólne i dobra indywidualne. Tak powstawała i rozwijała się nasza cywilizacja chrześcijańska w Europie, szerząca również przez kilka wieków ogniska prawdy i rozwoju w innych, mało rozwiniętych stronach świata.

Cywilizację można różnie postrzegać i definiować. Feliks Koneczny [2] przez cywilizację rozumie spójny zbiór zasad życia zbiorowego, obejmujący stosunek poszczególnych ludzi i społeczeństwa do wartości moralnych (realizowanego dobra), do poznawanej i głoszonej prawdy, do ludzkiego ciała, zdrowia i rodziny, do materialnego dobrobytu oraz do sztuki i piękna. W tak szerokim obszarze życia społecznego cywilizacja buduje się i rozwija na ładzie, w zgodzie z naturą, natomiast upada, gdy ład ten zostaje istotnie naruszony, czy zniszczony.

Oczywiście przypomniany powyżej proces rozwoju naszej cywilizacji ma charakter bardzo uproszczony i modelowy. Rzeczywisty rozwój kultury i cywilizacji europejskiej dokonywał się z wieloma zakłóceniami i poważniejszymi zapaściami powodowanymi wojnami i upadkiem nauki oraz  silnym oddziaływaniem nowatorskich aksjologii odmiennych pojęciowo i niezgodnych z ładem natury. Wówczas powstawał chaos, upadała kultura i dobre obyczaje, odżywało barbarzyństwo. Podobne zjawiska dostrzegamy i współcześnie.

  1. Ład w prawie i w konstytucji

  Ład dobrych obyczajów, zgodnych z ładem natury, inteligencją człowieka i uniwersalnym poczuciem moralnym, stanowił najlepszą podstawę formułowania zapisów prawnych regulujących dobre stosunki międzyludzkie. Miały one uściślać, poszerzać i utrwalać zasady ładu społecznego, aby je łatwiej popularyzować i egzekwować oraz zachowywać pokój. Tak powstawały regulacje prawne w starożytnym Rzymie. Wielką wagę przykładano do ich logiki i prostoty oraz zgodności z ładem natury i uniwersalnym poczuciem moralnym człowieka.

 Cycero uwypuklił znaczenie prawa naturylex naturae  (prawo jakim kierują się zwierzęta i jakie z natury przysługuje człowiekowi), odróżniając od niego stanowione prawo pozytywne - ius. Za podstawę prawa stanowionego uważał prawa natury oraz sprawiedliwość (sprawiedliwość jest królową cnót – iustitia virtutum Regina) i regulacje dotyczące własności. Sformułowania tego prawa harmonizowano z obyczajem, a obyczaj i kulturę z wierzeniami religijnymi. Gdy imperium rzymskie rozszerzyło się na kraje różnych kultur i wierzeń religijnych, wówczas wyróżniono nadrzędne, obowiązujące wszędzie prawo państwowe, respektując równocześnie odmienne prawa i obyczaje miejscowe. (Podobnie było w Polsce przed rozbiorami). Była w tym duża kultura prawna oraz dbałość o ład obyczajów i zachowanie pokoju społecznego.

  Dlatego rzymskie podejście do stanowienia i przestrzegania prawa jest do dziś wzorem wysokiej kultury prawnej, nadal rozwijanej, ale również często wypaczanej zamachami odmiennych ideologii filozoficznych czy interesów gospodarczych lub politycznych. Stale trzeba więc powracać do zasad ładu prawnego. Monteskiusz, szeroko znany w prawodawstwie, też przypominał, że prawo to zbiór reguł postępowania opartych na koniecznych relacjach wypływających z natury rzeczy.

  Ale  „oświeceniowa” rewolucja francuska zrywała za starożytnością i dawnymi regułami prawa, zwłaszcza z prawem moralnym, a pośrednio i z prawami natury. Powstała idea nowej konstytucji jako zbioru nowych, podstawowych praw i wolności człowieka-obywatela. Uznano, że społeczeństwo jest wolnym prawodawcą i nie musi odwoływać się do żadnych podstawowych aksjomatów natury, logiki, religii i sumienia. Podobne głosy docierają do nas i dziś z Unii Europejskiej. Stały się one podstawą redagowania kolejnych nowożytnych konstytucji wielu państw. Ich charakter i kolejność treściowa zapisów ogólnie jest podobna do Wielkiej Karty Wolności. Również w podobnym duchu był zredagowany Obywatelski projekt polskiej konstytucji NSZZ Solidarność z roku 1994. (Zawierał on m.in. aż 40 artykułów dotyczących praw i wolności człowieka, a zaledwie 3 artykuły dotyczące obowiązków).

 Bardzo dotkliwy jest brak prostego odwołania takich konstytucji do podstawowych principiów ładu Bożego: natury, prawdy i dobra oraz uniwersalnych zasad moralnych. Prowadzi to do zastępczych, bardzo licznych i obszernych, szczegółowych i mało przejrzystych zapisów, łatwych do różnych interpretacji. Trudno dopatrzyć się tam prostoty i ładu logicznego. (Przykładowo, pierwotny projekt konstytucji Unii Europejskiej zajmuje około 250 stron i 465 artykułów). Kardynał Joseph Ratzinger (późniejszy papież) w odniesieniu do tych dokumentów stwierdził : „Oznacza to, że (…) państwo budujące prawo jedynie na opiniach większości, od wewnątrz staje się grupą zbójców. Dlatego trzeba po prostu przyznać rację krańcowej interpretacji tradycji platońskiej (…), że tam gdzie wyklucza się Boga, dana jest zasada bandy zbójców” [3].

 Do dziś nad zakresem treściowym polskiej konstytucji i kolejnością zapisów ciąży wspomniany powyżej, pierwotny model konstytucji z czasów rewolucyjnych. Stale za mało jest w niej mowy o dobru wspólnym, o obowiązkach i powinnościach obywateli oraz o odpowiedzialności ludzi władzy, urzędników i ludzi przedsiębiorstw. Zbyt małą uwagę konstytucyjną  poświęca się władzy pieniądza i jego instytucjom oraz trudnej sprawie mediów. Dlatego też rodzi się zasadnicze pytanie – jaka konstytucja potrzebna jest dziś, czym powinna być konstytucja suwerennego państwa XXI wieku i czego powinna dotyczyć? Autor odpowiedział już wstępnie na to pytanie w swoim wcześniejszym artykule [4]. Tu trzeba tylko przypomnieć podstawowy postulat uformowania ładu i całości w zapisach konstytucyjnych, odniesionych do mądrości i woli Stwórcy, praw natury oraz do naturalnej godności, wolności i odpowiedzialności człowieka. Nie wolno też pominąć starej zasady –  prostoty i jasności prawa, gdyż tylko takie  jest przestrzegane.

 

  1. Atak wrogiej ideologii chaosu

Już w XVIII wieku organizacje masońskie, wrogie kulturze chrześcijańskiej i Kościołowi, wystąpiły z programowym hasłem „Ordo Ab Chaos” (Z chaosu porządek) [5]. To rewolucyjne, szeroko spopularyzowane hasło, kwestionujące i odrzucające wiarę religijną oraz principia  nauki i kultury, zaatakowało wszelki ład społeczny i polityczny oraz ład intelektualny. W ludzkich umysłach wywołało anomię, to jest rozdwojenie i pomieszanie podstawowych pojęć oraz wartości i kryteriów prawdy i dobra. Za tym poszło rozdwojenie ludzkich postaw i więzi społecznych oraz upadek organizacji i kultury, a także zróżnicowanie i fragmentacja nauki.

W następnych stuleciach najbardziej dotkliwe stało się wyobcowanie ekonomii i finansów z principiów i celów nauk społecznych. Zamiast ekonomii społecznej dobra wspólnego i prywatnego, ekonomii sprawiedliwości, współpracy i miłosierdzia, ukierunkowanej na dobro wspólne i wzrost jakości życia – doktrynę akademicką i praktykę zdominowała antyspołeczna, egoistyczna antyekonomia neoliberalna zysku, konkurencyjności, komercjalizacji i prywatyzacji. W oczy najbardziej rzuca się regres sztuki XX wieku w porównaniu z pięknem poprzednich pokoleń artystów, aby w XXI wieku szokować antysztuką i brzydotą. Zamiast ładu mamy wszędzie chaos; wystarczy spojrzeć na zabudowę Warszawy.

Po II wojnie światowej, zarówno w krajach zachodnich jak i komunistycznych, z nową siłą podjęto walkę z Kościołem i religią katolicką, dosyć skutecznie szerząc ateizm Społeczności konsumpcyjnego dobrobytu i turystyki poddały się duchowi wolności i wyzwolenia z rygorów ładu i kultury, oddając się chaosowi i demoralizacji, co od kilku dekad dociera i do nas. W Polsce religia i osoba Jezusa Chrystusa była częstokroć znieważana i urzędowo, przez władze komunistyczne – zdetronizowana. Część społeczeństwa zagubiła się i poddała deprawacji moralnej; dziś rozpada się co czwarte młode małżeństwo i zabija rocznie około 10 000 nienarodzonych dzieci. Tymczasem atak destrukcyjnego chaosu trwa nadal i dosięga wszystkich dziedzin życia.

Od wielu lat publiczne sfery gospodarcze w Polsce, takie jak służba zdrowia, edukacja, sądownictwo, bezpieczeństwo i inne wymagają uporządkowania, co stanowi bardzo wielkie i trudne zadanie państwa. Ale jednocześnie od lat głoszono hasło programowe – „minimum państwa” i dołączono następne – „co państwowe to nieefektywne i brzydkie, trzeba sprywatyzować”. Zamiast państwowych regulacji ładu doszedł do głosu dalszy, ideologiczny i propagandowy chaos i przełożył się na chaos prawny, organizacyjny i własnościowy. W tym zamęcie dokonano największego zawłaszczenia i rabunku finansowego i przemysłowego majątku narodowego [6], a prywatyzacja sięgnęła po szpitale, szkoły i inne placówki publiczne.

Głoszono piękne hasła „transformacji”  dawnych, „przestarzałych”  form gospodarczych i społecznych na wydajne i nowoczesne, ale w praktyce kilka milionów ludzi straciło pracę i perspektywy życiowe. . Ponad 2 mln. młodych obywateli wyjechało z kraju „za chlebem”.  Zniszczono znaczną część edukacji oraz badań naukowych i rozwojowych,   a także część instytucji i form życia kulturalnego i sztuki. Wprowadzono  nową władzę pieniądza, a z nią finansowy rabunek państwa i społeczeństwa przez kapitał zagraniczny.

Dużo mówiono o „nowych wartościach europejskich” jakie były tak wzniosłe, że nie wymagały realizacji. Natomiast przychodzące z Unii Europejskiej wszechstronne naciski administracyjne i propagandowe były wymierzone przeciw polskiej konkurencji i nadal są skierowane przeciwko podstawom naszego tradycyjnego ładu kultury europejskie. Atakują i niszczą wszystkie naturalne, konstytutywne wartości: małżeństwa i rodziny, narodu i ojczyzny, religii i państwa, sumienia i honoru [7]. Wypowiadają się za wolnością obywatela bez obowiązków i odpowiedzialności, za stylem egoistycznego użycia, interesu i majątku. W oczywisty sposób działają wbrew naturze, gdy propagują genderyzm i homoseksualizm, a w wymierającej Europie popularyzuje się i realizuje masowe aborcje i eutanazje.

Obłędna, aprioryczna ideologia wolności i zerwania z dawnymi „zniewalającymi” kanonami oraz związana z tym praktyka chaosu dziwnie przypadły do gustu niektórym młodym ludziom i jako obowiązująca moda trafiła do wielu środowisk. Nurt ten, w istocie ateistyczny i nihilistyczny, niesiony na fali emocji i wolności seksualnej, nie podaje żadnych uzasadnień swoich zaleceń i obojętnie odnosi się do wymagań logiki, etyki i prawdziwej nauki oraz do powszechnych i klasycznych wartości: prawdy, dobra i piękna. Tym samym podważa wszelkie kanony naszej kultury i cywilizacji, a za to propaguje prymitywną „otwartość” i „wielokulturowość”.

Wszystkie wskazane tu postawy i działania stanowią oczywiste zaprzeczenie wszelkiego porządku i ładu w życiu osobistym, społecznym i państwowym oraz są ukierunkowane na zniszczenie wszelkich instytucji społecznych.. Duży zakres tych negatywnych procesów, ujawniających się w podobnym czasie w wielu dziedzinach i krajach, wskazuje, że nie jest to zjawisko samoistne. Staje więc pytanie: – Kto i po co do tego doprowadził, kto finansuje tę straszną katastrofalną ideologię? W odpowiedzi tylko wstępnie można tu wskazać na światową masonerię i finansjerę oraz zamiar zapanowania nad światem i zbrodnicze zmniejszenie zaludnienia do 1 miliarda (panów i niewolników).

  1. Kryzys światowy, katastrofa czy odrodzenie ?

Trwający od dekady wielki światowy kryzys gospodarczy jest kryzysem wieloaspektowym, powodowanym pogłębiającym się już od stulecia kryzysem osobowości i kultury człowieka [8] (kryzys wartości, wiary, zasad oraz kryteriów prawdy i dobra). Bardziej właściwe byłoby więc mówienie nie o kryzysie gospodarczym, a o kryzysie cywilizacyjnym. Z przedstawionych powyżej stwierdzeń wynika, że w kryzysie tym istotną rolę odgrywają procesy powstałego, poszerzającego i utrwalającego się chaosu we wszelkich dziedzinach życia społecznego, kulturalnego, naukowego, gospodarczego i politycznego. Prawie wszędzie został zniszczony potrzebny ład i zrównoważenie; doszło do wielu absurdalnych sprzeczności i konfliktów: ekstremalne bogactwo i masowa bieda, nadmiary żywności i głód, wzrost i wymieranie, przepracowanie i bezrobocie, marnotrawstwo surowców i ich brak, nauka a prostactwo i barbarzyństwo.

   Taki kryzys cywilizacji zachodniej, nie tylko europejskiej, z własnej winy i własną dynamiką zmierza do jakiejś wielkiej katastrofy, a może i zagłady gospodarczej i społecznej (patrz Irak); rewolucji, wojen i zniewolenia przez inne cywilizacje. Mówi się o tym co raz wyraźniej już od dłuższego czasu w środowiskach analityków systemowych i naukowców [9]. Mało jest prawdopodobne, aby nasza cywilizacja  sama i o własnych siłach wyzwoliła się z tego chaosu i odrodziła się.[10]. Było już wiele wyzwań i programów ONZ i innych wielkich organizacji, ale bez skutku. Widmo możliwej, zbliżającej się katastrofy powinno wywołać alarm wszystkich świadomych środowisk, ażeby powszechnie informować, mobilizować i organizować do społecznego przeciwdziałania złu. Ale tego się nie robi, gdyż brak wiary i sił.

A może dlatego, aby nie zakłócać przyjemnego tańca bogatym, jak na „Tytaniku” na moment przed katastrofą?  Może dla odwrócenia uwagi, a może dla odwrócenia tamtej groźby – realizowane są różne prowokacje i pilne przygotowania militarne do innej, jeszcze straszniejszej katastrofy, kolejnej III wojny światowej. W nieco podobny sposób II wojna światowa kończyła wielki, światowy kryzys lat trzydziestych XX wieku. Ta kolejna nowa wojna już się zaczyna, ale i przy tym światowym zagrożeniu nie ma potrzebnego alarmu. Mówi się tylko o patriotyzmie i ofiarności obrony, a nie o mądrości i o chrześcijańskim powołaniu do budowy pokoju, podstawy wszelkiego ładu.

Wierzący katolicy otrzymali dodatkowe ostrzeżenie przed wielką katastrofą jeszcze z trzeciej strony. Podają je objawienia dotyczące zbliżającej się kary Bożej, grożącej za bardzo liczne grzechy indywidualne i społeczne, m.in. wskazane wyżej, niezgodne z prawem natury, logiką i sumieniem: kłamstwa, złodziejstwa, morderstwa dzieci nienarodzonych i starszych, genderyzm, homoseksualizm i inne. Ale objawienia wskazują też drogę możliwego uniknięcia katastrofalnej kary Bożej. Konieczna do tego jest pokuta i naprawa życia (z Bożą pomocą i Kościoła), uznanie Jezusa Chrystusa naszym Panem, Władcą i Królem, a także  powszechne uznanie nadrzędności prawa Bożego i praw natury oraz podporządkowanie się im w życiu osobistym, społecznym i państwowym.

Taki akt intronizacji Jezusa Chrystusa to jakby odnowienie Chrztu Polski, ponowne poddanie Ojczyzny władzy i opiece Nieba, najwyższej mądrości Stwórcy. Nie jest to akt tylko ludzi wierzących i świętych, gdyż takich jest niewielu. W akcie tym bardziej gorliwi i odpowiedzialni występują nie tylko w swoim imieniu, ale z troską i modlitwą za wszystkich innych, za cały kraj. Przecież każdy chciałby uniknąć katastrofy i żyć wśród ludzi uczciwych i solidarnych, a i sam pozbyć się swoich słabości. Więc może trzeba dołączyć się do tego aktu? Czy można zlekceważyć taką możliwość, czy raczej należy skorzystać z tej szansy ratunku?

  Warto w tej sprawie przypomnieć wielkie doświadczenie historyczne, gdy masowe wędrówki barbarzyńskich ludów od IV do VII wieku zalały prawie całą Europę i cywilizację chrześcijańską, powstałą i rozwijającą się na gruncie upadłej już cywilizacji rzymskiej. Wpływy pogańskich najeźdźców istotnie zniszczyły kulturę Europy na dużych obszarach, a ośrodkami jej zachowania, pogłębienia i rozwoju stały się stosunkowo niezależne, lokalne, a nawet peryferyjne środowiska chrześcijańskie i zakonne Rzymu i Irlandii. Z tych ośrodków wyszła następnie działalność misyjna, jaka doprowadziła do odrodzenia kultury i cywilizacji europejskiej. A Chrzest Polski przed tysiącem lat, przecież wprowadził nas w prawdziwą, chrześcijańską kulturę Europy i odmienił bieg naszej historii. Podobnie po najazdach i zniszczeniach wojennych, ośrodkami odrodzenia kultury i życia społecznego w Polsce były środowiska klasztorne.

Chrześcijaństwo jest jedyną, sprawdzoną siłą jaka może dodać pojedynczym ludziom i społeczeństwu energii do naprawy osobowości, życia i kultury. Nie ma innej siły i sposobu; żadna nowożytna teoria czy rewolucja nie odkryła innego źródła prawdy i dobra, a jedynie siły zła. Dlatego zarówno w trosce o zachowanie i naprawę naszej cywilizacji, jaka również w obawie przed możliwą straszną wojną czy katastrofą, trzeba nam w Polsce, we współpracy z Kościołem katolickim, mobilizować wszystkie siły do obrony i odrodzenia. To wielkie, historyczne wyzwanie.

Proces odrodzenia zapewne jest możliwy również w naszych czasach. Najpierw potrzebne jest odrodzenie w lokalnych, względnie niezależnych ośrodkach i wspólnotach katolickich i naukowych, korzystających z prawdziwej i uniwersalnej aksjologii i antropologii chrześcijańskiej. Tu najłatwiej odrodzić i ożywić postawy moralne człowieka, nawiązać do kultury klasycznej i nowożytnej, a następnie odbudować ład poznania naukowego, integrować i oczyścić dostępną wiedzę, aby na tych zasadach odbudować ład społeczny. Następnie służyć tym szerokim ładem swojemu, zagubionemu w chaosie, otoczeniu. Takie zadanie i misję powinniśmy podjąć w Polsce.

Konieczny jest długofalowy program walki z chaosem, o ład prawdy, dobra, piękna i pokoju w umyśle, w życiu osobistym i społecznym, o ład w nauce, prawie i konstytucji, ład w życiu gospodarczym i politycznym w Polsce, w Unii Europejskiej i w całym świecie. Uzdrowienie i odrodzenie cywilizacji jest zadaniem ogromnym, wielostronnym i wieloaspektowym. Każdy zatroskany o przyszłość rodziny, domu, przedsiębiorstwa, Ojczyzny i świata może i powinien włączyć się do realizacji tego zadania.

Prof. dr hab. Włodzimierz Bojarski

Przypisy

[1] ) Bojarski W.: Podstawy analizy i inżynierii systemów;  PWN, Warszawa 1984.

[2] ) Koneczny F.: Polskie logos a ethos;  Wyd. Św. Wojciecha, Poznań 1921; Reprint Wyd. Antyk M. Dybowski, Warszawa.

[3] ) Ratzinger J.: Czas przemian w Europie;  Wyd. M, Kraków 2005.

[4] ) Bojarski W: O ład w konstytucji, prawie i obyczajach; Nasz Dziennik 29/30.10.2005

     Bojarski W.: O podstawach prawa w Rzeczypospolitej; Ład 22.09.1991.

[5] ) Za: Szulczewski G.: Teoriotwórcze znaczenie idei ładu (ordo) w teologii, ekonomii i etyce; Konferencja „Etyka i ekonomia”,  PTE – EBEN, Warszawa 2016.

[6])  Bojarski W.: Gospodarczy rozbiór Polski. Łupieska transformacja lat 1989-2014; Polityka Polska nr.3 (11), 2016.

[7] ) Tymczasem w pojęciu dobrostanu Polaków pierwsze miejsce zajmują: dzieci, małżeństwo i rodzina,

     a wysokie miejsca  także;  religia, ojczyzna i państwo.

[8] ) Bojarski W.: Struktura kryzysu światowego i jego przyczyny. Co z nauką ?;  Zeszyty Naukowe WSZ-SW nr.1, 2015.  Wilkin J.: Kultura i gospodarka jako system współzależności; Konferencja „Ekonomiczna pozycja Europy w świecie” , PAN, Warszawa 2016.

[9] ) Przyszłość, Świat-Europa-Polska nr.1, 2016 (kwartalnik PAN): Katastroficzne wizje rozwoju – zagrożenia polityczne i militarne.

[10] )  Kleer J.: Prawdopodobne scenariusze europejskie: „Pesymistyczny scenariusz [przyszłości Europy] cechuje znacznie większe prawdopodobieństwo realizacji, aniżeli scenariusza optymistycznego”;  Konferencja „Ekonomiczna pozycja Europy w świecie” , PAN, Warszawa 2016.

Comments

  1. madera says:

    Witam Szanowne Gremium. Jako Inteligencja powinniście wiedzieć, że nasze dewagacje to płonne nadzieje. Jeżeli nie weżniemy się za Żydów ŚWIAT przestanie istnieć ! To niebezpieczni ludzie , którzy oszustwami , manipulacją osiągają swój cel krok po kroku ! Jak coś nie idzie po ich myśli , to mają emisariuszy na całym Świecie ,we wszystkich państwach Świata, którzy natychmiast podnoszą jazgot , że „Skrzywdzonych Żydów się tępi,że antysemityzm ” ! I co w takim przypadku robi Świat ? Kładzie jak skarcony pies uszy po sobie i pozwala TYM PRZESTĘPCOM ROBIĆ TO CO CHCĄ ! Zamiast powiedzieć , tak jesteśmy antysemitami bo jesteście PRZESTĘPCAMI A PRZESTĘPCY MIEJSCE JEST W WIĘZIENIU A NIE WŚRÓD UCZCIWYCH LUDZI ! Niby inteligenci a jednak zostaliście tak samo zmanipulowani przez Żydów jak i Ci geniusze, którzy boją się panicznie ŻYDÓW ! Tych ludzi natychmiast trzeba usuwać ze stanowisk wysokich na całym Świecie, jeżeli nie chcemy by Świat zginął ! I to natychmiast……ja widzę co dzieje się w Polsce i to samo stanie się ze Światem !

  2. nanna says:

    Cały wywód przeczytałam dokładnie, ale jak się do tego odnieść? Coś przecież ma człowiek prawo sobie myśleć i to po swojemu. Więc tylko dylemat: pisać czy nie pisać. Pomna „mocy” jakie rzekomo posiadam (nie moje to zdanie o mnie) poszukałam w necie na temat profesora Włodzimierza Bojarskiego.
    Jest dużo różnych, ale skorzystałam z wikipedii:
    Włodzimierz Witold Bojarski (ur. 19 maja 1930 w Poznaniu) – polski energetyk, polityk, profesor doktor habilitowany, senator I kadencji.
    Życiorys
    W 1950 ukończył studia na Politechnice Gdańskiej, a w 1954 także na Politechnice Warszawskiej. W 1963 uzyskał stopień doktora, a w 1967 habilitował. Od 1976 do 2000 pracował w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN, od 1980 z tytułem profesora. Wykłada m.in. w Warszawskiej Szkole Zarządzania. Jest członkiem Polskiej Akademii Nauk, działa w Komitecie Prognoz „Polska 2000 Plus”.
    W latach 40. działał w niezależnym od władz komunistycznych harcerstwie[1]. W 1980 wstąpił do NSZZ „Solidarność”. Brał udział w obradach Okrągłego Stołu. Od 1989 do 1991 z ramienia Komitetu Obywatelskiego zasiadał w Senacie I kadencji, reprezentując województwo wałbrzyskie[2]. W kolejnych wyborach parlamentarnych bez powodzenia ubiegał się o reelekcję z poparciem Wyborczej Akcji Katolickiej.
    Został członkiem do zespołu wspierania Radia Maryja i związanego z tą rozgłośnią stowarzyszenia „Nasza przyszłość – Polska”[3]. Był też wiceprzewodniczącym rady programowej Ligi Polskich Rodzin, z której odszedł na skutek konfliktu z Romanem Giertychem[4]. Jest laureatem Nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego (2008)[5] oraz odznaczenia Polonia Mater Nostra Est (2010).
    Mam nadzieję, że to ten sam człowiek, co napisał wywód o ładzie i logice.
    Od razu zaznaczam, dla jasności, że tylko z bardzo niektórymi się zgadzam, reszta to według mnie ten właśnie chaos, który Profesor raczy mieć zamiar zwalczać.
    No to pozwolę sobie po kolei:
    Co do ładu i porządku, no to przecież jasne.
    Choć trudno byłoby utrzymać porządek bez ładu i na odwrót.
    Ale niech będzie.
    Od razu zaznaczam, że ja rozpatruję te kwestie z perspektywy kurzych grzęd i dziobiących zawieszoną za oknem słoninkę sikorek. Czyli jako nikt pozwalam sobie skorzystać z prawa do własnego zdania jako człowiek wolny.
    „Całość” no to też raczej łatwa do wyobrażenia, choćby na podstawie nie odejmowania od niej niczego.

    „Arystoteles zauważył i stwierdził: „Całość znaczy więcej niż suma części”.”

    – mógł twierdzić, ale to on wychował Aleksandra Macedońskiego na osobnika agresywnego, dorabiającego niczym busz junior teorie pozwalające na masowe mordowanie ludzi w imię „wolności” i „wyzwolenia”.

    No, ale dobrze, dawno to było i kto wie, czy cała prawda?

    „ład – nieład”
    „porządek – nieporządek”
    – to przecież podstawa korzystania przez człowieka z wolnej woli, danej mu przez Boga! Gdyby nie było możliwości wyboru, człowiek w ogóle by się nie rozwijał jako osobnik, lecz byłby tylko bezwolną kreaturą. Nie byłoby możliwe wyciąganie jakichkolwiek wniosków, bo i jak? przecież z mety wszystko byłoby jasne: jednoznaczne i płaskie, bez możliwości interpretacji i zdobywania doświadczenia na zasadzie prób i błędów. Oczywiście, optymalne byłoby, gdyby każdy sam na sobie te błędy praktykował i nie posługiwał się w tym celu bliźnim. Ale niewielu jest aż tak odważnych, by stawić sobie czoła.

    „Nasza cywilizacja rodziła się w świetle starożytnej greckiej logiki i matematyki; aksjomatów, twierdzeń i dowodów. To podejście z abstrakcji przenosiło się w obserwację i poznawanie natury. Człowiek stopniowo poznawał prawidłowości oraz stałość porządku i praw natury.”

    – problem polega jednakże na tym, że na początku człowiek wiedział więcej niż wie teraz. Więc wcale nie był to żaden rozwój, a przeciwnie: uwstecznianie.

    „Platon zauważył, że właściwości przyrody tylko wówczas są zrozumiałe, kiedy przyjmie się (jako aksjomat), że przyroda jest zbudowana celowo. Zachwycający ład świata wskazuje, że rządzi nim największy rozum (Stwórcy). Natura przez wieki i dziś pozostaje wzorcem największego i najwyższego ładu oraz weryfikatorem ładu ludzkich dokonań.”

    – no więc właśnie, Platon to wiedział, ale Kowalski tego dziś już nie wie. Nikt dziś nie widzi także „zachwycającego ładu świata”, ponieważ świata nikt w takich kategoriach już nie rozpatruje. Ludzie nauczyli się widzieć, ile kasy da się wypruć z Matki Ziemi i nic więcej ich nie interesuje. Co do tego, że Natura jest „weryfikatorem ładu ludzkich dokonań” to zgoda. Dokonania te wszakże są takie, że mamy istne piekło na Ziemi.

    „Są to takie cechy elementów złączonych w całość jak: pewna ich zgodność, spójność i proporcjonalność oraz harmonia, ogólna prostota, symetria, zrównoważenie i hierarchia, a nawet piękno tworzonej całości. Wymagania te w licznych przypadkach starała się spełnić starożytna architektura; w dziełach podziwianych do dziś.”

    – no nie wiem, czy tak podziwianych dzieł. Mając na względzie, że starożytni mieli niewolników i ich wykorzystywali w najróżniejszy sposób, także do prac budowlanych i zdobniczych to można powiedzieć, że nie warta była skórka wyprawki. Co z tego, że tu stiuk a tam fresk jeżeli za tym kryje się ludzkie nieszczęście?
    Nawet Michał Anioł był celowo przez kościelników doprowadzany na skraj głodu, by miał inwencję twórczą i by mu się „w głowie nie przewróciło”, tak kościelnicy dbali o jego życie duchowe.

    „Taki ład jakoś naturalnie odpowiada rozumowi i psychice większości ludzi, wprowadzając atmosferę ogólnej harmonii i pokoju. Natomiast nieład i chaos powoduje najczęściej jakieś podświadome zagubienie i zaniepokojenie, a niekiedy wyraźne rozdrażnienie emocjonalne i intelektualne.”

    – chodzi o to, że umysł człowieka może być kształtowany niczym plastelina. Wystarczy tylko odpowiednio sprytnie stworzyć drabinę wartości i ją ludziom podsunąć jako prawidłową. Ludzie to zaakceptują, czego przykładem sam Szanowny Pan Profesor. Za czasów Polski Ludowej miał Pan Profesor możliwość wszechstronnie się wykształcić, ale jednak nie było to wystarczającym powodem dla Pana Profesora, by mieć szacunek czy elementarną wdzięczność dla ludzi, którzy mu to umożliwili. Lepiej postanowił Pan Profesor zrobić i nie tylko uczestniczył jako młodzież w harcerstwie równoległym, ale dobrowolnie zapisał się Pan Profesor do solidarności! Jaki z tego wynika przykład dla młodzieży? czy warto być lojalnym, uczciwym? czy warto wyznawać sztywne zasady moralne jeżeli tak przyjemnie jest stosować te super elastyczne, dające poczucie zbawiania świata? Jak można mówić o logice w sytuacji, gdy w czasach Polski Ludowej praca była dla każdego i mieszkanie dla każdego – co raczył Pan Profesor zwalczać z całą mocą profesorskiego autorytetu – i teraz całe nieszczęście, jakie spadło na Polskę ma naprawić Jezus Chrystus?
    Takie umysłowe igraszki na temat, co to dynamiczne a co statyczne w ładzie czy moralności to dobra zabawa dla najedzonego i posiadającego dobrą emeryturę. Naprawdę, człowiek walczący o nagie przeżycie, idący nieustannie na kompromisy z każdym i wszędzie nie ma w głowie takich dyrdymałów. On nie wie ani co to jego godność – którą każdy byle kto może sobie buty wyczyścić – i on nie rozumie, jak ma nauczyć swoje dzieci myślenia w wyższych kategoriach, gdy córkę mu obłapia byle kto i ona musi się na to godzić, bo inaczej to będą zdychać z głodu.
    Świat nie jest taki, jak to sobie ktoś wyobraża, ponieważ świat jest taki tylko i wyłącznie, jaki jest i żadne wyobrażanie go sobie nie jest do niczego potrzebne, a nawet jest szkodliwe. W wydaniu profesorskim społecznie szkodliwe.

    „Tak przez wieki budowała się i rozwijała nauka oraz technika, nawiązując bezpośrednio i pośrednio do prawdy natury oraz prawdziwych aksjomatów i paradygmatów”

    – to jest zwykłe kłamstwo, ponieważ nauka się także sprymityzowała i uwsteczniła dokładnie tak samo jak technika. To, co teraz człowiek może przez telefon komórkowy niegdyś mógł zrobić człowiek niejako „na piechotę” czyli przy pomocy telepatii, z której ludzie korzystali nawet sobie z tego sprawy nie zdając. Tym niemniej funkcjonowało doskonale. Mój dziadek nie musiał umawiać się z moją babką, bo wystarczyło, że oboje chcieli się s potkać i szli dokładnie w takie miejsce, gdzie się spotkali. Szli intuicyjnie. A więc telefony komórkowe to nie żaden postęp, a raczej pozbawianie ludzi ich naturalnych zdolności pozazmysłowych. Co do techniki, to przecież „współcześni naukowcy” nie wiedzą tak naprawę, jak powstały piramidy w Egipcie, jak zrobiono Puma Punku i tysiące innych. Więc ta współczesna nauka to raczej jakiś smutny żart z ludzi.

    „W każdym zakresie ludzkiego poznania, rozmyślania i racjonalnego działania potrzebna jest człowiekowi odpowiednia wiedza.”

    – sto procent racji, ale co z tego? Kto może jeszcze wiedzieć, co to jest ta „odpowiednia wiedza”? przecież można ją dowolnie kształtować w zależności od jej użyteczności. I czym miałby człowiek tę wiedzę rozpoznać, jeśli jego umysł nie ma właściwych danych bazowych? Człowiek może siebie samego określić tylko w jakimś kontekście. Inaczej nie może i nawet nie miało by to sensu, to samookreślanie się człowieka.

    „Przy współczesnych, szerokich i wielodyscyplinarnych problemach najlepiej i najłatwiej byłoby rozważać je i rozwiązywać posiadając możliwie najszerszy ład uporządkowanej, spójnej wiedzy z wielu dziedzin i dyscyplin, opartej na tych samych, uniwersalnych aksjomatach i principiach prawdy”

    – no tak, ale to, co dla jednego jest lekarstwem dla innego może być trucizną. Więc jak to zrobić, żeby wszystko ujednolicić w taki sposób, żeby było różnorodnie?
    Więc raczej człowiek nie powinien nic sam „wymyślać”, lecz jedynie odkrywać siebie w kontekście innych i otoczenia i wypracowywać jakieś optimum dla siebie i tym samym swojego otoczenia. W momencie, gdy się rodzimy, wchodzimy w gotowe układy w postaci rodziny i środowiska, a szerzej – narodu. Więc najpierw konieczne byłoby dogłębne zbadanie, jakie współrzędne zajmujemy w tym całym konglomeracie, a dopiero potem ewentualnie można by zacząć modyfikacje. Robienie eksperymentu na żywca na sobie i otoczeniu przyniesie dokładnie to, co raczył był zrobić własnoręcznie Szanowny Pan Profesor zasilając swoją osobą „solidarność”.

    Harmonia i ład istnieją wokół nas same z siebie, to znaczy, są dziełem Stwórcy. Z Doskonałego, z Absolutu, może wyjść wyłącznie Doskonałe i Absolutne. Więc nie ma tu co człowiek poprawiać i się wygłupiać z nowoczesnością, ponieważ człowiek może jedynie przekształcać materię nieożywioną z jednej formy w inną. Życia jako takiego człowiek stworzyć nie może i nie będzie tego nigdy mógł. In vitro to nie tworzenie życia ale babranie się w czymś, do czego człowiek nigdy prawa nie miał, nie ma i mieć nie będzie.
    Tak więc jedyne, co może człowiek robić, to korzystać z tego, co dla niego przygotował Stwórca. Korzystać w taki sposób, żeby nie powodować nieodwracalnych szkód. Problemem jest, że człowiek nie wie o sobie samym praktycznie nic. Nie wie, jak jest skonstruowany, co z czym jak się wiążę i dlaczego jest tak a nie inaczej. To jest zadanie dla człowieka od narodzin do śmierci, ale zamiast się tym zająć człowiek folguje swojemu ego i udaje, że może się mierzyć z Bogiem. Żałosne i śmieszne to jest.
    Wszystko, co stworzył Bóg jest łatwe, proste, przydatne, dobre dla człowieka.
    Wszystko, co zrobił człowiek jest trudne, skomplikowane, nieprzydatne i szkodliwe.
    Dlaczego tak jest?
    A no dlatego, ponieważ zadaniem człowieka nie było poprawiać Dzieło Boga, lecz je poznać, nauczyć się go i rozumieć.

    „Początkiem jest wypracowanie, uzgodnienie i przyjęcie jednego, prostego, spójnego i uniwersalnego (powszechnego) ładu aksjologicznego i antropologicznego wszelkiego ludzkiego poznania : założeń, aksjomatów i principiów. Część z nich ma oparcie (uzasadnienie) w powszechnym ładzie szeroko postrzeganej natury, a druga część w powszechnej, naturalnej inspiracji logicznej ludzkiego umysłu oraz uniwersalnej inspiracji moralnej ludzkiego sumienia.

    – to prawda, ale nie może ona być w żaden sposób narzucana, a jedynie przedstawiana do akceptacji. I w miarę tego, jak coraz więcej ludzi będzie to rozumiało, tę konieczność uniwersalności i wspólnotowości, będzie następował rozwój ludzkości. Wszystko inne to mniej lub bardziej zamaskowane form dyktatury.

    „Wszystkie te części dodatkowo wyjaśnia, uspójnia, uogólnia i upraszcza oraz uzupełnia podstawowymi prawdami egzystencjalnymi – objawiony, chrześcijański przekaz Stwórcy świata (pismo święte) i filozofia katolicka”

    – tu należało by rozumieć, kto to był Jezus i dlaczego Bóg Go do tej roli wyznaczył. W żadnym razie nie jest to rola przedstawiana przez katolickich macherów.
    Dowód? – kościół katolicki działa już ponoć od dwóch tysięcy lat. I co? czy ludzkość stała się mniej barbarzyńska? nic podobnego! pod egidą kościoła katolickiego odbyło się wiele wojen, można powiedzieć, że prawie wszystkie, łącznie z wojną TRZYDZIESTOLETNIĄ! Ile w niej było Boga? Jak Szanowny Pan Profesor myśli?

    Tak zwane pismo święte to wytwór człowieka. I tak samo jak człowiek niedoskonałe.
    Co do filozofii katolickiej, to na czym ona tak naprawdę polega? Z tego, co widać, to jest to filozofia użytkowa na użytek administracji katolickiej, czyli papieża. Czy to, co dobre dla papieża jest dobre i dla zwykłych ludzi? A w jaki sposób? czy papież i zwykły człowiek to to samo? Nie jest to to samo. Dlaczego? a no dlatego, że zasięg władzy i wpływów inny. Ale poza tym są cechy wspólne, choć niekonieczne pozytywne.

    „[…]filozofia katolicka. Ta uniwersalna, chrześcijańska aksjologia i antropologia jednych ludzi porywa naturalną prostotą, prawdą i miłością, innych odstrasza trudem potrzebnym w walce o prawdę i ład w życiu.”

    – nic podobnego! napadnięty przez „misjonarzy” „poganin” wcale nie był traktowany z miłością, ale batem i to w celu takim, by nie sprzeciwiał się rabunkowi własnego mienia, burzenia świątyń własnych Bogów i pod groźbą śmierci „przyjmował chrzest”. Stawał się taki „nawrócony” wrakiem ludzkim, pozbawionym tradycji, oderwanym od przodków i świętości. O ile świat i ludzi wymyślił Bóg, o tyle kościół katolicki wymyślił człowiek. Przecież to widać, skąd więc to misjonowanie w Imię Boga?

    „Niektórzy przyjmują ją w ramach nauczania religijnego, inni ją odrzucają w ramach ideologii ateistycznej. Ale jeśli się ją odrzuca – co pozostaje ?”

    – pozostaje to, co było zawsze: Bóg. Bóg istniał na długo przed tym, zanim Szaweł Paweł uczeń rabinów wpadł na pomysł zorganizowania kościoła katolickiego. Jak wiemy, ludzie wcale nie dobrowolnie do niego przystępowali, ale byli „zachęcani” torturami, groźbami, klątwami i podobnymi – na przestrzeni stuleci. Teraz to działa jeszcze niejako z rozpędu, ale to już końcówka. Rozpad kościoła katolickiego Bogu nie zaszkodzi. To przecież zrozumiałe.

    „W ciągu kilku stuleci nowożytne i ateistyczne nurty ideologiczne i badawcze kreowały nowe, wartościowe, doświadczalne kierunki badań, bardziej aprioryczne niż aksjologiczne. Pojawiły się też różnorodne ideologiczne aprioryzmy, niespójne rozbudowane hipotezy i fragmentaryczne teorie – chaos założeń i doktryn dalekich od objaśnienia całej rzeczywistości.”

    – a jaka jest spójność w tym, że ludzie modlą się do sponiewieranej figury nieszczęśnika rozpiętego na krzyżu i proszą go o pomoc? Jak to się ma do postrzegania rzeczywistości? czy ktoś, kto wisi na krzyżu może komukolwiek pomóc? – przecież on sam wymaga pomocy!

    „Można nie znać i nie lubić religii katolickiej, ale prostota, spójność, ład i uniwersalność principiów aksjologicznych i antropologii chrześcijańskiej oraz ich zasadnicza zgodność z ładem natury, logiką umysłu i głosem sumienia – zasługują na uznanie i pełną akceptację.”

    – religia katolicka co prawda posługuje się chrześcijaństwem, ale tym chrześcijaństwem nie była i nie jest. Jezus nauczał zupełnie czegoś innego, niż praktykowane jest w kościele katolickim. Jezus umarł za grzechy, ale w kościele katolickim ludzie uważają, iż są poczęci na skutek grzechu „pierworodnego”, tak jakby poczęcie mogło nastąpić w inny sposób. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, a więc w tym nie może być nic grzesznego, że mają oni dzieci.
    Także sumienie to nie żadna zasługa kościoła katolickiego, lecz w sumienie wyposażył człowieka Bóg, by człowiek mógł odróżniać dobro od zła i się korygować.
    Nie w kościele jest więc zbawienie ale w Bogu.

    „Są to przecież podstawowe kryteria prawdy, na jakich opiera się nauka, nasza kultura i cywilizacja. Na tej aksjologii i filozofii kształtuje się zwolna najprostszy, najszerszy i spójny ład prawdy naukowej o rzeczywistości świata.”

    – a jaka to jest ta nasza „rzeczywistość świata”? Jakie są dziś „kryteria prawdy” jeżeli prawda już dawno została poświecona na ołtarzu kłamstwa?
    Jaka jest nasza nauka, jeżeli „naukowcy” bez żenady publicznie oświadczają, że „nie wiedzą jak to jest zrobione”? I jaka jest nasza kultura, jeżeli ludzie nie mają już poczucia własnej tożsamości? Ludzie 1.jedzą byle co, 2.oglądają byle co, 3.ubierają się w byle co, 4.słuchają byle czego i ich celem życiowym jest osiągnięcie perfekcji w bylejakości.
    1. GMO
    2. tv, kinematografia
    3. wszędzie tzw. dżinsy im bardziej poszarpane tym lepiej, uniseks
    4. nie ma już muzyki, ponieważ hałas nazywany muzyką oparty jest na dysonansach, działających destruktywnie na system nerwowy człowieka.

    „Człowiek rodzi się i żyje w społeczeństwie.”

    – no właśnie. A rodzi się z rodziców. A ci rodzice mają swoje cechy osobnicze i albo są uczciwi, albo nie. Albo są zaradni albo nie. Albo maja związki uczuciowe z potomstwem albo nie. Albo rozumieją istotę macierzyństwa albo nie. I mimo to na 100% nadają się na rodziców. Dlaczego? a no dlatego, że komórka jajowa przyjmuje tylko taki plemnik, który jest jej najlepszym uzupełnieniem! Wszystkie inne, nawet z super bysiorow i body misterów odrzuca!
    Ciekawe, co? I kto decyduje, czy taka komórka jajowa plemnik zaakceptuje czy nie? No, przecież Bóg! Co więc może tu człowiek jeszcze do naprawiania? No więc rolą takiego społeczeństwa, w które wradza się człowiek jest wyłącznie umożliwienie biologicznego przeżycia takiego dziecka. Ale w towarzystwie biologicznych rodziców, a nie wyselekcjonowanych wychowawców utrzymywanych na koszt państwa. Przekazanie przez rodziców biologicznych swoich wzorców jest dla takiego dziecka najważniejsze. Gdyby miało urodzić się gdzie indziej, no to by się gdzie indziej urodziło. Przymusowe odbieranie rodzicom biologicznym dziecka i oddawanie go na wychowanie do „lepszych rodziców” to amputowanie temu dziecku całej sfery psychicznej związanej z rodziną i więzami krwi. Czyli robienie z niego emocjonalnego kaleki. Takie dziecko będzie poprawne, ale nie będzie prawdziwe.

    „Zarówno prosta obserwacja natury, jak i wewnętrzne poczucie moralne wskazuje mu wezwanie do solidarności i współdziałania z innymi w społeczeństwie dla realizacji dobra wspólnego, a przy tym również własnego. Natura wskazuje również na potrzebę i celowość budowania i zachowania ładu społecznego, o cechach wymienionych poprzednio.”

    – problem polega na tym, że to współdziałanie może być tylko dobrowolne, albo nie będzie go wcale. Widzimy, że ludzie nie chcą dobrowolnie ze sobą współdziałać i tego nie da się siłowo rozwiązać. I bardzo dobrze. Ewolucja nie jest dla nikogo żadnym przymusem i każdy zgodnie z własną wolną wolą może zostać od narodzin do śmierci idiotą.
    Jeżeli ludzie nie są mentalnie gotowi do współpracy i wzajemnego wspierania się, no to nic nie da się zrobić. Trzeba poczekać, aż sytuacja ludzi zmusi do zmiany stanowiska. A zmusi na pewno, z tym, że wtedy zmiana będzie bolesna.

    „Dziś można powiedzieć w skrócie, że ład społeczny wymaga zrównoważenia praw i wolności człowieka-obywatela z jego obowiązkami i powinnościami oraz z jego odpowiedzialnością (nagrodami i karami; doznawanymi w sposób naturalny, wymierzanymi prawnie i oczekiwanymi w przyszłości wiecznej).”

    – no pewnie, że prawa muszą być zrównoważone obowiązkami! Ale naprawę każdy powinien zacząć od siebie, czyż nie? Ja nie wiem, jak mam szanować osobę, która korzystała z „dobrodziejstw socjalizmu” a potem się jej odmieniło i co prawda tytuły zdobyte zachować chce, ale przeszłości się wypiera. Staram się i to chyba widać?
    „Nagrody i kary doznawane w sposób naturalny”? na przykład w kościele katolickim odbywało się to tak, że ludzie byli przymuszani do podleglości katolickim namiestnikom, a kara im wymierzana zależała od sadystycznych skłonności katolickiego egzekutora. I tak wśród „murzynów” zaczął obowiązywać ubiór całościowy, konieczność chodzenia do kościoła wybudowanego rękami murzynów i za ich pieniądze, wpieranie datkami katolickiego księdza i wyrzeczenie się odwiecznych Bogów i tradycji. Wszystko naturalnie, co? I zgodnie z prawem? I jakiż porządek zapanował! – to ironia, rzecz jasna.

    „Staranie o ład w życiu osobistym i społecznym starożytni porównywali do starań rolnika przy uprawie ziemi i troski o dobre plony. Kultura rolna stała się jakby modelem rozwoju kultury osobistej i społecznej, podstawy naszej cywilizacji.”

    – to jakiś strzał we własne kolano, czy co? W starożytności rolnik był niewolnikiem i jego życie osobiste i społeczne zależało od łaski dobrodzieja pana.
    W Europie nie rozwinęła się żadna „kultura rolna” a przeciwnie – totalna degradacja naturalnego środowiska.
    Jeżeli istniał rolnik/chłop i on miał własny kawałek ziemi, to był zmuszany do płacenia dziesięcin, świętopietrza i innych prac przymusowych na pańskich/księżych dobrach. W interesie chłopa/rolnika było przeżyć, ale niekoniecznie mieć większe plony, bo wówczas musiał więcej oddawać krwiopijcom. Tak zwana biała rasa pozbawiona została elementarnej formy rozumu i działa tylko na swoją szkodę i to od wieków.
    Czego przykładem unia europejska i cały ten bałagan z prostowaniem bananów i zaliczaniem marchewki do owoców.
    Natomiast taki prymitywny człowiek z dżungli amazońskiej, gdzie jeszcze nie wszedł ksiądz misjonarz z Jezusem na krzyżu, to taki chłop amazoński idzie w busz i tam ma wszystko za darmo i w obfitości bezpośrednio od Boga. Taki amazoński człowiek wie, które rośliny powinny przy których rosnąć, by inne nie rosły między nimi (czyli nie znają tam pojęcia „chwast”) i cala jego praca polega na przyniesieniu pożywienia i przygotowaniu go do spożycia. W duuuużym gronie rodzinnym, wspólnie, wszyscy jednakowo i do syta. Kto i kogo powinien uczyć? Kto i od kogo powinien się uczyć? Czy brak kościoła katolickiego w amazońskiej dżungli oznacza, że mieszkańcy tego lasu nie są dziećmi Boga? A kto tak sądzi? czyżby katolik? A na jakiej podstawie, jeżeli wszystko, absolutnie wszystko co istniało, istnieje i będzie istnieć oraz to co istnieje zawsze jest dziełem Boga? a więc także ludzie w puszczy amazońskiej! Kto i dlaczego uzurpuje sobie prawo do poprawiania Dzieła Boga?

    „Ład dobrych obyczajów, zgodnych z ładem natury, inteligencją człowieka i uniwersalnym poczuciem moralnym, stanowił najlepszą podstawę formułowania zapisów prawnych regulujących dobre stosunki międzyludzkie.”

    – widać wcale nie stanowił najlepszej podstawy „formułowania zapisów prawnych regulujących dobre stosunki międzyludzkie” skoro został odrzucony i to przez samych ludzi. Widać także i takie podstawy zostawiały dużo możliwości do naginania prawa ku korzyściom własnym.
    Ale to nie wina prawa, ale wina charakteru (podłego) niektórych ludzi. Nie pomoże więc zmienianie prawa, gdy w ludziach żadna zmiana nie zajdzie z ich własnej, nieprzymuszonej woli. Nikt za nikogo nie może być szlachetny ani dobry.

    „Cycero uwypuklił znaczenie prawa natury – lex naturae (prawo jakim kierują się zwierzęta i jakie z natury przysługuje człowiekowi)”

    – zwierzęta nie mają wolnej woli i nimi kieruje Bóg bezpośrednio. One są po to, żeby mógł istnieć człowiek. A człowiek dostał od Boga wolną wolę i może decydować sam. Ma on wybór między dobrem i złem, i to sam człowiek ponosi konsekwencje swojego wyboru, choć pozornie mogło by się wydawać, że może tego uniknąć. Nie może. Podejmując jakąś decyzję człowiek uruchamia pewne zakresy energii. „Zła” decyzja = złe energie. I one w nim zostają. I są potem w garniturze genów przekazywane następnym pokoleniom. Stąd „niewinne dziecko chore na raka a Bóg się temu przygląda”. Po prostu rodzice mają coś do wypracowania i dlatego mają chore dziecko. W przyrodzie wszystko musi dojść do balansu, do równowagi czy się to ludziom podoba, czy nie. Jeżeli do równowagi nie dojdzie, no to uruchamia się Ekadesza Rudra, czyli siły samozniszczenia. I nie ma przeproś. Więc najlepiej jest zorientować się jak najszybciej jak postępować właściwie żeby żyć zgodnie z Naturą, czyli tym, co dla ludzi przeznaczył Bóg. I wówczas nie ma problemów.

    „Gdy imperium rzymskie rozszerzyło się na kraje różnych kultur i wierzeń religijnych, wówczas wyróżniono nadrzędne, obowiązujące wszędzie prawo państwowe, respektując równocześnie odmienne prawa i obyczaje miejscowe. (Podobnie było w Polsce przed rozbiorami). ”

    – to nieprawda. Gdyby intencją imperium rzymskiego było pozwolenie na zachowanie „różnych kultur i wierzeń religijnych”, to wówczas sam fakt podbijania tych ziem nie miałby sensu. Toż to logiczne.
    W Polsce przed rozbiorami tacy na przykład Litwini mieli tylko teoretycznie takie same prawa jak Polacy. Co jest zrozumiałe, bo gdyby mieli takie same, to po co im byli Polacy potrzebni, a raczej po co Polakom potrzebni byliby Litwini? Tylko w przypadku odnoszenia korzyści przez Polaków od Litwinów taki związek miał rację bytu. Równe prawa mieli Polacy w sojuszu ze Związkiem Radzieckim, dlatego mogli rozwalić cały Blok Wschodni i zdradzić sojuszników. Gdyby Polska była kontrolowana tak, jak to obecnie rusofoby twierdzą, nie byłoby możliwe swobodne działanie polskiego wojska i stan wojenny. Byłaby aneksja i Polska Republika Rad.
    Czy „suwerenność” skutkująca emigracją masową młodzieży i demontażem całego przemysłu jest czymś pozytywnym? – tak na logikę, bez emocji.

    „Dużo mówiono o „nowych wartościach europejskich” jakie były tak wzniosłe, że nie wymagały realizacji. Natomiast przychodzące z Unii Europejskiej wszechstronne naciski administracyjne i propagandowe były wymierzone przeciw polskiej konkurencji i nadal są skierowane przeciwko podstawom naszego tradycyjnego ładu kultury europejskie. Atakują i niszczą wszystkie naturalne, konstytutywne wartości: małżeństwa i rodziny, narodu i ojczyzny, religii i państwa, sumienia i honoru”

    – „dużo mówiono”? a dlaczego „nie sprawdzono”? To, co zaszczepiono u nas jako wzorce europejskie było znane i znane były tego skutki. Polacy się zgodzili, via „solidarność”. Komu gratulować?

    „Wypowiadają się za wolnością obywatela bez obowiązków i odpowiedzialności, za stylem egoistycznego użycia, interesu i majątku. W oczywisty sposób działają wbrew naturze, gdy propagują genderyzm i homoseksualizm, a w wymierającej Europie popularyzuje się i realizuje masowe aborcje i eutanazje.”

    – ależ obywatel ma obowiązki! wyłącznie obowiązki i żadnych praw. Wg zachodniego wzorca „obywatel” ma prawo „demonstrować pokojowo”, czyli tak, żeby nie przyniosło to żadnego rezultatu. I o to ludzie tam walczyli, o prawo do demonstracji i je otrzymali. O co wiec ten krzyk?
    Wiadomo, że jeśli ktoś ma za dużo to siłą rzeczy ktoś inny będzie miał za mało. Suma/majątek/towar do podziału jest wszak ograniczony. Ale ludzie wolą tak niż „komunizm”, cokolwiek by to miało znaczyć. „Urawniłowka” była straszakiem nawet dla Polaków i Polacy mają przecież to, o co walczyli: mogą pracować na zachodzie, nie mają władzy socjalistycznej w kraju, mogą gromadzić dolary ile tylko zechcą tak, jak o tym marzyli za czasów PRLu.
    Cóż więc możemy dziś zmienić i na co to zmienić?

    „Wierzący katolicy otrzymali dodatkowe ostrzeżenie przed wielką katastrofą jeszcze z trzeciej strony. Podają je objawienia dotyczące zbliżającej się kary Bożej, grożącej za bardzo liczne grzechy indywidualne i społeczne, m.in. wskazane wyżej, niezgodne z prawem natury, logiką i sumieniem: kłamstwa, złodziejstwa, morderstwa dzieci nienarodzonych i starszych, genderyzm, homoseksualizm i inne.”

    – tak się składa, że Bóg nikogo karać nie musi. I naprawdę Bóg nikogo nie karze. Nie ma takiej potrzeby. Cokolwiek człowiek zrobi źle, spada to na jego karb i taki człowiek ma problemy: zdrowotne, ekonomiczne, rodzinne.
    Człowiek podlega upływowi czasu. Biorąc obrazowo: jeżeli dziś narobiłeś bałaganu, no to kiedyś tam musisz go posprzątać, żeby móc właściwie funkcjonować. Odkładanie porządkowania w czasie nic nie zmieni, nic nie da, nie przyniesie żadnej korzyści a jedynie straty. Marnowany jest czas na szukanie, kupowane jest to, co już posiadane ale zagubione w bałaganie i ciągła niepewność z powodu niemożności zorientowania się w stanie posiadania, a więc i podejmowania decyzji. Dlaczego miałby Bóg kogoś karać za bałagan?
    A za morderstwo? Otóż, morderca nigdy i niczym swojego czynu nie zmyje i to do końca istnienia świata i gatunku ludzkiego. Cechy, jakich nabył ów człowiek stając się mordercą będą przekazywane kolejnym pokoleniom i przez nie będą wypracowywane poprzez zdarzenia drastyczne i niesprzyjające. Dlaczego? A no dlatego, by możliwy był do osiągnięcia stan równowagi. Nie pomogą łzy i żale. Człowiek ma wolność wyboru i związany jest z konsekwencjami swego wyboru. I to jest Gra Kosmiczna. Bóg nie musi nic robić i nic nie robi. On jest Obserwatorem Gry Kosmicznej.

    „Konieczna do tego jest pokuta i naprawa życia (z Bożą pomocą i Kościoła)”

    – leczenie ran ciętych przy pomocy noża? Od 25 lat kościół katolicki przejmował wpływy w naszym państwie i ma nad nim całkowitą kontrolę. Kapelani są w każdym urzędzie i wcale nie mają za zadanie „dbać o stan ducha owieczek”. Czy Bogu potrzebna jest ludzka pokuta? a do czego? czy jeżeli człowieka bardziej boli, to Bóg się z tego cieszy? Niemożliwe! Bóg jest Absolutną Formą Miłości, a więc to wyklucza wszelkie insynuacje, jakoby Bóg chciał cierpień ludzi. Przynajmniej ten Bóg, którego ja mam na myśli. Każdy ma wolną wolę i ma nawet prawo wymyślić sobie swojego Boga po swojemu.

    „uznanie Jezusa Chrystusa naszym Panem, Władcą i Królem,”

    – Jezus jest jednym z aspektów Boga Wszechmogącego. Jest Inkarnacją, która przyszła w formie ludzkiej by wskazać ludziom drogę do naprawy tego, co ludzie robili źle.
    Czy ktoś uzna Jezusa za swojego władcę nie ma znaczenia dla samego Jezusa czy Boga. Jezus jest władcą i Bóg jest władcą. A więc uznanie tego ma znaczenie tylko dla człowieka. Ale jako że człowiek ma od Boga wolną wolę, wolę dokonywania wyboru, nie może być to narzucane siłą w żaden sposób.

    „a także powszechne uznanie nadrzędności prawa Bożego i praw natury oraz podporządkowanie się im w życiu osobistym, społecznym i państwowym.”

    – to jest według mnie bardzo rozsądne i jedyne wyjście. Pytanie tylko, jak to zrozumie poszczególny człowiek i czy nie znajdą się cwaniacy zniewalający innych ludzi w imię tych Boskich Prawd? Przecież tacy są już od wieków czynni.

    „Taki akt intronizacji Jezusa Chrystusa to jakby odnowienie Chrztu Polski, ponowne poddanie Ojczyzny władzy i opiece Nieba, najwyższej mądrości Stwórcy.”

    – ludzie nie powinni nawet myśleć o tym, by Jezusa „intronizować”. Na to ludzie są zbyt małymi robaczkami, by tak się namierzać. Jezus może sam się intronizować, ale nie może tego zrobić żadne śmiertelnik, bo to bluźnierstwo.
    Nie wiemy, czym tak naprawdę był „chrzest Polski” ponieważ nie mamy żadnych wiadomości na temat, jak wyglądało życie Słowian na terenach niepodległych papieżowi. Nie wiemy, jaka była kultura, jaka tradycja, w kogo wierzono i komu hołd oddawano. To, że po „chrzcie” Słowianie zostali przymuszeni do uznania zwierzchności papieża a tym samym do płatności na jego rzecz oraz do składania danin administracji katolickiej nie oznacza, że coś zmieniło się przez ten akt „chrztu” na lepsze. Cała nasza tradycja i kultura sprzed narzucenia nam katolicyzmu została zniszczona i nawet dziś nie jest możliwe zbadanie np. Kopca Kraka czy Kopca Wandy. Wiemy natomiast, że wszyscy przeciwnicy katolickiej formy wierzenia w Boga byli mordowani w najokrutniejszy sposób by zastraszyć innych opornych.
    No więc należy zadać sobie pytanie: czy było to naprawdę zgodne z zamysłem Stwórcy? czy Bóg kiedykolwiek wymagał od człowieka, by ten przymuszał innych ludzi do wiary w Boga? Pamiętać należy, że Bóg dał ludziom wolną wolę, a więc i możliwość wiary w Boga lub jej odrzucenie. Na logikę to kościół katolicki ustawił się ponad Bogiem odbierając ludziom to, co dał im sam Bóg – mianowicie wolną wolę.
    Czy można „powierzyć opiece Boga” coś, co i tak do Niego należy?

    „Chrześcijaństwo jest jedyną, sprawdzoną siłą jaka może dodać pojedynczym ludziom i społeczeństwu energii do naprawy osobowości, życia i kultury. Nie ma innej siły i sposobu; żadna nowożytna teoria czy rewolucja nie odkryła innego źródła prawdy i dobra, a jedynie siły zła.”

    – to prawda, ale co ma z tym wspólnego kościół katolicki? Jezus narodził się jako syn biednego cieśli. Mógł narodzić się jako ktokolwiek inny, jako król, namiestnik czy bogacz. Ale narodził się z biednego cieśli Dlaczego? A no dlatego, że wówczas ludzie mogli naprawdę w Niego wierzyć, nie oślepieni Jego bogactwem i nie podporządkowani Jego władzy. Jezus nie dążył do żadnej władzy, nad nikim. A przeciwnie! dawał ludziom poczucie bycia wolnymi, uwolnionymi z niewoli rabinów. I dlatego ludzie szli za Jezusem dobrowolnie, z własnej, wolnej woli.
    My widzimy, że kościół katolicki posługuje się Imieniem Jezusa, ale gromadzi bogactwa, dobra ziemskie, a ludzi szykanuje i zniewala. Co to ma wspólnego z Naukami Jezusa? Nie ma nic wspólnego.

    „Dlatego zarówno w trosce o zachowanie i naprawę naszej cywilizacji, jaka również w obawie przed możliwą straszną wojną czy katastrofą, trzeba nam w Polsce, we współpracy z Kościołem katolickim, mobilizować wszystkie siły do obrony i odrodzenia. To wielkie, historyczne wyzwanie.”

    – ależ przeciwnie! Każdy to wie, że kościół katolicki działa na niwie ogólnoświatowej już dwa tysiące lat, a więc miał wystarczająco dużo czasu na skorygowanie swojego działania i wypracowanie takiej formuły, by świat stał się ponownie rajem. Ale tak się nie stało. Czy było to działanie celowe czy przypadkowe? Jeżeli przypadkowe, to by oznaczało, że kościół katolicki do roli przywódczej się nie nadaje. Ale skoro trwa od dwóch tysięcy lat, to przypadku w tym być nie może.

    „Konieczny jest długofalowy program walki z chaosem, o ład prawdy, dobra, piękna i pokoju w umyśle, w życiu osobistym i społecznym, o ład w nauce, prawie i konstytucji, ład w życiu gospodarczym i politycznym w Polsce, w Unii Europejskiej i w całym świecie.”

    – no właśnie, prawda, ale dlaczego walki? Jeżeli każdy może zmienić się tylko sam, może być szlachetny tylko sam za siebie, może być uczciwy tylko sam za siebie, to gdzie tu miejsce na walkę?
    To, co Szanowny Pan Profesor proponuje, to jakaś zawoalowana forma jakiejś dyktatury, mającej za zadanie uczynić z ludzi osobniki lepsze niż one są. A to jakim cudem? przecież to całkowicie niemożliwe.
    Tylko zrozumienie istoty własnego człowieczeństwa i uzmysłowienie sobie ogromnych korzyści z tego wynikających może przynieść prawdziwą zmianę.
    A więc albo każdy z nas się postara być lepszym człowiekiem – każdy sam za siebie – albo kolektywnie pójdziemy na dno.
    Czyż to nie wspaniałe? Przecież i tak musi być tak, jak to dla ludzi przewidział Bóg. Masz ,człowieku, wolną wolę wybierać, ale własnego świata, własnego Kosmosu sobie zrobić nie możesz, no więc musisz realizować swoją wolną wolę w ramach ci dostępnych, człowieczku.
    Amen.

Wypowiedz się