dr Kazimierz Golinowski: Zadłużenie, pułapka rozwoju Polski

Dług PolskiW ekspoze Pani Premier Szydło ani w obu kampaniach wyborczych (prezydenckiej i parlamentarnej) nie wspomniano o zadłużeniu Polski. Być może będzie to wyeksponowane w zapowiadanym audycie o stanie państwa.. Mówiło się dużo o rozwoju, dostosowując strukturę rządu do ekspansji rozwojowej. Tymczasem zadłużenie Polski wewnętrzne, a szczególnie zagraniczne jest ogromne, to ostatnie na pograniczu nie wypłacalności kraju. Taki poziom wewnętrznego i zewnętrznego zadłużenia państwa będzie stanowić zasadniczy hamulec zapowiadanego rozwoju.

     Jak podaje Fundacja Obywatelskiego Rozwoju /FOR, organizacja L. Balcerowicza/, wartość tzw. jawnego długu publicznego przekroczyła już bilion złotych, obecnie 1.025,3 miliarda złotych, a do końca roku może wzrosnąć aż do 1.113 miliardów złotych, w tym zadłużenie zagraniczne może osiągnąć poziom aż około 380 mld. dolarów. Według innych źródeł (www.dlug-ubliczny.pl) dług publiczny wynosi już obecnie 1413,86 mld. złotych. Dług jawny, o którym mówi FOR, to zobowiązania państwa wynikające z zaciągniętych pożyczek, a więc np. wyemitowanych w kraju i za granicą obligacji Skarbu Państwa. Ale do tego wszystkiego dochodzi jeszcze dokładnie nie zinterpretowany publicznie dług ukryty. Pod tą definicją kryją się inne tytuły ekonomiczne, np. przyszłe emerytury.

     Kiedy rząd Platformy Obywatelskiej zarekwirował większość oszczędności Polaków przymusowo zgromadzonych w zagranicznych funduszach OFE, trzymających te publiczne obywatelskie środki na rachunkach w bankach zagranicznych, i obsługiwanych niemal wyłącznie przez banki zagraniczne działające w naszym kraju, grających na spekulacyjnym rynku giełdowym, w których rażąco wysoko były wynagradzane ich zarządy i rady nadzorcze, jako dziwnie i nagle obniżył się dług jawny. Dziwnym ekonomicznym zbiegiem okoliczności podniósł dług ukryty, a ogólny poziom zadłużenia Polski pozostał bez zmian. Rzekomi eksperci FOR zaznaczają jednocześnie, że gdyby ujawnić dług ukryty, to jego wartość sięgnęłaby 170 % rocznego naszego PKB, podczas gdy oficjalny dług jawny, według byłego rządu wyniesie za 2015 rok 51 % (według sektora, / to w nawiasie zastąpi innym terminem krajowym general government,/ zawarty w „Strategii /czyjej i jakiej strategii i dla których lat/ zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015-2018”). Według FOR. na każdego mieszkańca Polski przypada zadłużenie na poziomie ponad 28 tysięcy złotych.

     Nasuwa się zasadne pytanie, czy ogólne zadłużenie krajowe nie jest w istocie rzeczy zadłużeniem zagranicznym. Państwo zadłuża się w bankach zagranicznych działających w naszym kraju, i w tych będących także filiami banków zagranicznych (spółki córki) w formie emisji obligacji państwowych. Banki obce działające w Polsce zarabiają na obligacjach państwa Polskiego (w postaci ich oprocentowania) i obywatelach Polskich obciążając ich opłatami za obsługę bankową, przeważnie wyższymi niż pobierają w swoich krajach macierzystych. Zatem państwo Polskie zadłuża się de facto w bankach zagranicznych, tyle tylko, że w działających na terenie Polski. Do wyjaśnienia pozostaje kwestia, czy ten dług instytucji naszego kraju rejestrowany w bankach zagranicznych, od którego zyski tych banków są transferowane na zagranicę, nie jest płatny dewizowo i czy nie jest zadłużeniem zagranicznym.

     Tempo zadłużenia Polski przyśpiesza Według FOR dług rośnie w tempie 477 milionów złotych na dobę. Deficyt budżetu państwa, po październiku 2015 roku wyniósł 34.487,9 mln zł, jako wstępnie szacowany przez Ministerstwo Finansów. W 2016 roku, według różnych zapowiedzi ma wzrosnąć o kilka miliardów złotych. Im wyższy dług publiczny, tym wyższe koszty jego obsługi, a więc spłacanych przez budżet państwa odsetek. Co roku Polska musi wygospodarować w budżecie na ten cel ponad 30 miliardów złotych (w 2015 – 32,3 mld. zł. (Źródło: money.pl na podstawie Ministerstwa Finansów) Według innych źródeł (www.dlug-ubliczny.pl) odsetki od długu państwa wynoszą rocznie nawet 56,13 mld. zł

     Stan zadłużenia i stan polskiej gospodarki w ogóle nie daje zatem szans na szybki zapowiadany przez nowy rząd rozwój. Należy podkreślić, że dopóki istnieje narodowy budżet musi istnieć narodowa gospodarka, która będzie go zasilać. Bez budżetu narodowego i własnej gospodarki, żadne państwo nie jest w stanie normalnie funkcjonować.

     Oponenci nowego rządu mówią, że obietnice i zapowiadana polityka, to podążanie Polski do drogi i stanu Grecji. Tymczasem wskazany stan zadłużenia i deficytu wskazuje, że to właśnie poprzednie rządy już doprowadziły Polskę do stanu Grecji. Kreatywna księgowość nie odzwierciedla rzeczywistego zadłużenia mierzonego stosunkiem długu do PKB – oficjalnie wskaźnik ten jest mniejszy od greckiego. Temat ten jest skrzętnie przemilczany, temat tabu, zapewne po to, by po jakimś czasie przeprowadzić zmasowany atak, że polityka nowego rządu doprowadziła do stanu Grecji. W książce Prof. Andrzeja Zybertowicza i autorzy p.t. Państwo Platformy – bilans zamknięcia, w rozdziale 3, zatytułowanym „Bliżej Grecji” zawarta jest liczbowa analiza porównawcza Polski i Grecji. Autorzy piszą „nie trzeba czekać na kolejne rządy PiS, byśmy poczuli się jak w Grecji”

     Skąd się wzięło takie zadłużenie?. Otóż jest to rezultat dotychczasowych rządów i prowadzonej polityki gospodarczej. Jak wiadomo, polegała ona na niszczeniu Polskiego potencjału gospodarczego pod płaszczykiem prywatyzacji przez obcy kapitał i częściowo przez rodzimy.Te przedsiębiorstwa, które nie zostały fizycznie zlikwidowane przeszły na własność obcego kapitału. Oznaczało to dalsze ograniczenie, wpływów do budżetu. Zarówno kapitał obcy jak i rodzimy unikali płacenia podatków. Rodzimy przez stosowanie różnych zabiegów (likwidacja spółek i zakładanie nowych, nie wykazywanie zysków, szara strefa itp.) Zaś kapitał zagraniczny był zwolniony od plecenia podatku dochodowego, a jednocześnie korzystał z pomocy publicznej głównie z budżetów terenowych (uzbrojenie terenów i zwolnień od podatków lokalnych np. w tzw. Specjalnych Strefach Ekonomicznych w których nie produkuje się niemal zadnich gotowych wyrobów).

     Często firmy zagraniczne, jak się kończył okres zwolnień podatkowych, to zmieniały nazwy i znów dostawały ulgi. Ponadto firmy te stosując różne zabiegi minimalizowały podatki (np. poprzez tzw. ceny transferowe) i różnymi sposobami i stosowanymi kruczkami transferowały zyski do swoich macierzystych central. W rezultacie budżet pozbawiony przychodów przy zwiększonych wydatkach stracił zdolność do obsługi gospodarki, a zwłaszcza sfery budżetowej. Dlatego też rządzący, by utrzymać się przy władzy (bycie w strukturach władzy opłacało się), ratowały się pomnażaniem długu do niespotykanych dotychczas granic Jednocześnie czyniąc z tego temat tabu. Przekaz dla społeczeństwa był taki, że polska jakoby rozwija się na niespotykaną dotychczas w jej historii skałę, (tygrys Europy, zielona wyspa itd.) Tymczasem zauważane i zarazem odczuwalne przez społeczeństwo, było to, że na wszystko brakuje pieniędzy (służba zdrowia, wojsko, szkoły, policję itd. itp.)

     Rządzący by nie dopuszczać do katastrofy budżetowej poczęli przerzucać wydatki publiczne z budżetu centralnego na samorządy, na budżety terenowe. Zaczęły stopniowo przekazywać kompetencje władzom terenowych w zakresie szkolnictwa, kultury, infrastruktury itd. Oczywiście w ślad za tym nie przekazując odpowiednich środków adekwatnych do przekazywanych zadań. Zaczęły szukać innych możliwości ograniczania wydatków budżetowych; wiek emerytalny, likwidacja szkół, szpitali, bibliotek, posterunków policji, linii kolejowych, linii autobusowych itd. Prywatyzacja sfery usług publicznych była kolejnym panaceum na odciążenie budżetu centralnego. W rezultacie władze lokalne zaczęły się zadłużać, aby podołać realizacji swoich zdań. Podjęto kroki w kierunku prywatyzacji sfery publicznej (szpitale, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej gospodarki komunalnej itd.) Prowadziło to, wbrew propagandzie, nie tyle usprawnieniu tych usług ile ich podrożeniu. Oczywiście odczuli to konsumenci, a zwłaszcza ci, którzy zostali dotknięci utratą pracy lub zmniejszeniem zarobków. Byli oni narażeni na obniżenie swojego poziomu życia. Statystki pokazują, że sfera ubóstwa przy tym „niespotykanym rozwoju Polski”, systematycznie zwiększa się.

     Zamiast informować społeczeństwo o zadłużeniu Państwa i jego skutkach, propaganda krytykowała Gierka za zadłużenie Polski, wskazując, jakie to skutki wywołało, te rzeczywiste i te przez propagandę urojone zadłużenia. Tymczasem prawda jest inna. Po pierwsze skala i rozmiary zadłużenia Gierka były kilkakrotnie mniejsze, bo w zadłużeniu zagranicznym, /bez zobowiązań za armię Hallera z 1916-18 roku było to zaledwie około15 mld dolarów/. Ponadto zadłużenie to było czynione z rozmysłem. Miało ono służyć i służyło podniesieniu poziomu technologicznego Polskiej gospodarki, zwiększeniu jej zdolności eksportowej do wówczas, tzw. krajów kapitalistycznych. Chodziło o przysporzenie, jakże wówczas deficytowych i potrzebnych, dewiz. Każdy obywatel ze starszego pokolenia powie, że to odczuł, miał większy (choć jeszcze w pełni niewystarczający) dostęp do dóbr wyższego rzędu (samochody, AGD itd.) Powstało około 2000 nowoczesnych zakładów, zakupiono szereg licencji, powstawały nowe miejsca pracy w nowoczesnych zakładach,. Zadłużenie miało być spłacane dewizami uzyskiwanymi z eksportu wyrobów pochodzących z nowopowstałych zakładów. (Ile i jakie zakłady powstały opisane zostało w książkach Andrzeja Karpińskiego z zespołem autorów p.t. „Jak powstawały i upadały zakłady przemysłowe w Polsce’ i „Od uprzemysłowienia w PRL do dezindustrializacji kraju oraz w książce Pawła Bożyka „Apokalipsa według Pawła”).

     Można by zadać retoryczne pytanie ile zakładów postało w wyniku tego gigantycznego zadłużenia /powstałego od roku 199/, jakie ma dziś Polska?. Oczywiście chodzi tu o zakłady/spółki pozostające w rękach kapitału polskiego i będące płatnikami podatku dochodowego do budżetu polskiego, i posiadających zdolność eksportową.

   Przy przemilczaniu wysokości zadłużenia nie mówi się o możliwościach jego spłaty. Tymczasem możliwości spłaty są ograniczone ze względu na doprowadzenie gospodarki do utraty potencjału gospodarczego. A przecież od tego potencjału uzależnione są możliwości spłaty. Utrata potencjału to nie tylko fizyczna likwidacja polskich zakładów przemysłowych, ale również przejęcie tego potencjału, który pozostał na ziemiach polskich przez kapitał zagraniczny. To też utrata zdolności gospodarki do spłaty zadłużenia. Utarta potencjału, to nie tylko jak pisze Janusz Szewczak w numerze 16-22 listopada 2015 „w Sieci”, „naród bez własności jest narodem bez przyszłości”, ale również utrata możliwości osiągania zysków z tej własności

     Przekazanie posiadanego potencjału przemysłowego obcym, to przekazanie własności. Przekazanie zaś własności, to przekazanie prawa do zysków z tej własności. A przecież zadłużenie spłaca się właśnie z osiąganych zysków w gospodarce. Państwo zaciągając długi musi je spłacać wraz z odsetkami kredytodawcom i zakupującym jego wysoko oprocentowane obligacje To tak samo jak przedsiębiorstwo, zaciągając kredyt musi je spłacić w określonym terminie. Zaciąga je po to, by sfinansować inwestycje. Z zainwestowanych środków rozwija się, produkuje lub oświadczy usługi, sprzedając je osiąga zyski. Część z tych zysków w formie podatków jest opodatkowana na rzecz państwa, druga część przeznacza właśnie na spłatę zadłużenie (kredytów), a pozostała na konsumpcję przedsiębiorcy i odtworzenie zużytego majątku dla dalszego funkcjonowania i rozwoju. Do owej części przeznaczonej na inwestycje prawie zawsze dodaje kredyt, żeby inwestować więcej niż pozwalają własne środki finansowe pochodzące z zysków. A jak to się przedstawia, jeśli właścicielem jest obcy kapitał?.

     Właściciel ma prawo do zysków. Tak, więc będąc obywatelem obcego państwa ma prawo je transferować do tego państwa, gdzie żyje i mieszka, gdzie ma zaplecze rodzinne, znajomych, przyjaciół (jeśli nie brać pod uwagę czynnika patriotycznego). Jeśli nie będzie osiągał większych zysków w Polsce jak u siebie, to powstaje pytanie, czy będzie inwestował w Polsce i rozwijał swój interes? Owszem będzie, jeśli w Polsce osiąga większe zyski. A osiągnie większe zyski jak u siebie, wówczas, gdy będzie miał możliwość niepłacenia podatków: bądź poprzez zwolnienie, bądź poprzez transfer zysków nie opodatkowanych w Polsce w formie cen transferowych czy świadczenie fikcyjnych usług, bądź niższe koszty siły roboczej.

     Stwarzanie takich motywacji inwestowania w Polsce (rozwijania biznesu) są sprzeczne z polską racją stanu. A takie przywileje przyznały polskie rządy już w roku 1991 i nadal ten przyznany im przywilej czynnie utrzymują. Stwarzając takie zachęty w pierwszym przypadku państwo pozbywa się płatnika podatku do budżetu (ze wszystkimi tego konsekwencjami), w drugim uniemożliwia społeczeństwu polskiemu dojścia do poziomu zamożności jak w jego kraju (poprzez niższe płace). Mówienie o dogonieniu państw zachodu dzięki kapitałowi zagranicznemu jest pustym frazesem bez pokrycia. A przecież dotychczas obcy kapitał inwestował w Polsce właśnie dzięki takim zachętom (zwalnianiu go z płacenia podatków i niskich kosztów siły roboczej, niskich płac). Nasze władze dotychczas sprzyjały obcemu kapitałowi, m. innymi. poprzez proces taniej prywatyzacji/sprzedaży przedsiębiorstw/spółek oraz dalsze funkcjonowanie w Polsce, tworząc stosowne prawo i struktury państwowe, (Państwowa Agencja Inwestycji Zagranicznych). Jednocześnie likwidując wszelką pomoc dla rodzimego kapitału, poza nie transparentną pomocą dla ludzi struktur władzy.

     Dominacja kapitału zagranicznego powoduje blokadę innowacyjności polskiej gospodarki. Na co wskazują wszelkie statystyki w porównaniu z innymi krajami.

   Zatem przekazanie własności w obce ręce oznacza duże trudności, a być może niemożność spłaty tak wysokiego długu. A przynajmniej będzie prowadzić do dalszego pożądanego rozwoju. Tutaj znowu nasuwa się casus Grecji. Grecja nie ma potencjału przemysłowego, poza przetwórstwem rolno spożywczym (bazując na miejscowym klimatycznym rolnictwie, owoce, oliwki itp.) Podstawową gałęzią greckiej gospodarki jest turystyka. A ta jest w rękach greków (hotele, gastronomia, wybrzeża, wyspy, zabytki, transport, handel). Jak widać, państwo greckie nie utraciło bazy podatkowej jak Polska, mimo to dług przewyższał zdolność gospodarki greckiej do spłaty jej zobowiązani zagranicznych. Wyjście z sytuacji Grecji jak słyszymy polega na wyprzedaży przez państwo tego, co jeszcze znajduje się w rękach państwa oraz obniżeniu świadczeń publicznych (w tym emerytur) Porównywanie z Polską i skalą jej długu musi przywoływać smutne refleksje na przyszłość. Na szczęście Polacy przejrzeli i wypowiedzieli się za zmianą dotychczasowej polityki. Lepiej późno niż wcale.

     Odwrócenie omawianej tu sytuacji wymaga gigantycznej mobilizacji i tłumaczenia społeczeństwu, że mleko się rozlało. Odwrócenie to wymaga tych działań, o których mowa w ekspoze Pani Premier. Naprawianie skutków rozlanego mleka wymagać będzie dłuższego okresu czasu, niż uruchomienie procesów rozwojowych ze stanu normalnego gospodarki (tzn. m.in. właściwej strukturze kapitału zagranicznego, poziomu zadłużenia). Ponieważ wymaga to dłuższego okresu, wraz z tymi działaniami jest potrzeba podjęcia negocjacji z wierzycielami o przedłużeniu terminu spłaty zadłużenia, ponieważ likwidacja skutków rozlanego mleka może się okazać niemożliwa w tak krótkim czasie, zwłaszcza przy tak histerycznych atakach na nowy rząd, Usuwanie kłód spod nóg nowych władz wymaga dodatkowego wysiłku kosztem koncentracji wysiłków na realizację zmian.

 dr Kazimierz Golinowski

Wypowiedz się