Krzysztof Bąkała – Osadnictwo i historyczne przemiany polityczne zachodzące na obszarach dzisiejszej Ukrainy

Bakala

Motto wystąpienia na Konferencji:

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka: Cosądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział: „Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści.
Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.”

„-Który zwycięży?” – chciał wiedzieć chłopiec
– Ten, którego karmię” – odrzekł na to dziadek.

 


 

Kresy2

 

Motto przewodnie Konferencji:

„Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie (…) Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów– i metoda okazała się niezawodną.”
Gilbert Keith Chesterton (1874 – 1936) pisarz angielski


Punktem wyjścia do tytułowych rozważań jest wydana w 1998 r. książka ,,Polszcza i Ukrajina. Polśko-ukrajinśki widnosyny w mynułomu ta śohodni”, autorstwa Bohdana Zubenki, w której napisał:

Wobec szalejącego polskiego terroru dowództwo UPA rozkazało Polakom-kolonistom wyjechać z Wołynia z powrotem do Polski pod groźbą kary. Większość Polaków rozkaz wykonała. Niektórzy z polskich historyków, opisując ówczesne wydarzenia na Wołyniu, krzyczą o niesprawiedliwości wyrządzonej Polakom. Niektórzy z ukraińskich renegatów próbują im potakiwać. (…) Prawda jednak jest taka, że Polacy przyszli na Wołyń nieproszeni i odeszli stąd nie żałowani. Psom – psia śmierć[1].

Ów smrodliwy, pogląd Zubenki został w swoim czasie poddany ocenie zarówno przez naukowców – m.in. Grzegorz Motyka[2], jak i środowisko Kresowian – m.in. Szczepan Siekierka[3]. Mimo to, po upływie niemal dwóch dekad, ziarno niewiedzy, bądź totalnej ignorancji powraca. Skoro więc mówi się, że w stosunkach polsko-ukraińskich jest tak dobrze, to dlaczego strona ukraińska dopuszcza do takich publikacji? Wydaje się, że dotychczas nie zrobiono zbyt wiele w kierunku pochylenia się nad wspólną wielowiekową historią. Niestety dyskusja zawęża się do okresu dwudziestolecia międzywojennego, może delikatnie przekraczając ową cezurę do początku XX wieku. Nie jest to łatwy temat dla historyka – gdyż niestety zahacza o współczesną politykę, a i obfitość materiału pozwala piszącemu te słowa jedynie na marginalnie, subiektywny wybór.

W wielu opiniach panuje stereotyp próbujący udowadniać, iż Polacy dokonali zaboru ziem ukraińskich. W wielu argumentach strony ukraińskiej dominuje, zasiany jeszcze przez komunistów, stereotyp o polskim panie i ukraińskim chłopie, sprowadzający się do złowrogiego ,,смерть lachom”! lub ,,Wsich Lachiw do odnoj jamy”[4].

Kim zatem byli owi przetrwali w pogardliwym stereotypie ukraińskiej pamięci Lachowie? Wydaje się, że przekonywującą odpowiedź tej kwestii przedstawił w swoim czasie wybitny językoznawca Tadeusz Lehr – Spławiński. Dokonując analizy filologiczno – językowej oraz uwzględniając różnorodność poglądów, racji i interpretacji źródeł przedstawionych przez znakomitych polskich mediewistów: Kazimierza Tymienieckiego, Henryka Łowmiańskiego oraz Zygmunta Wojciechowskiego, utożsamia Lachów z plemieniem Lędzian sytuując ich osadnictwo we wschodniej połaci polskiego obszaru plemiennego na obszarach pomiędzy górnym Bugiem a średnim Sanem, obejmujących tzw. Grody Czerwińskie oraz ziemie Bełzką i Przemyską do czasu – jak to określił – kiedy plemię to nie zostało na przełomie X i XI wieku ,,wchłonięte przez historycznie poświadczoną ekspansję ruską ku zachodowi”[5]. Badacz ów podkreślił też, iż używana u naszych wschodnich sąsiadów nazwa ,,Lęchъ” nie została urobiona przez Polaków. Najprawdopodobniej przyjęła się ona w północnej części pogranicza polsko-ruskiego o czy przekonywać może inna nazwa terytorialna ,,Podlasze” czyli ,,Podlasie” co znaczy ,,ziemia w sąsiedztwie Lachów”. Z czasem określenie to odnosiło się nie tylko do ,,Polaków” ale też do innych, położonych bardziej na północny – zachód plemion pomorsko-połabskich[6]. W innej części swych rozważań T. Lehr – Spławiński zwraca uwagę na ciekawy historyczny układ stosunków gwarowych polsko – ruskiego pogranicza. Zaznacza, iż stosunki językowe musiały tu zostać przed wiekami poważnie zakłócone, z uwagi na niewystępowanie tzw. gwar przejściowych świadczących o długowiekowym sąsiedztwie i współżyciu etniczno-językowych zespołów polskich i ruskich[7]. Z uwagi na brak dostatecznego materiału historyczno – językowego, opiera się na źródłach do dziejów politycznych pisząc:

Bezstronna interpretacja wiadomości, jakich dostarcza nam w tym względzie najstarsza kronika ruska tzw. Powiest wriemiennych liet, wzmiankuje, że w r. 981 Włodzimierz W. ks. Kijowski podjął wyprawę przeciwko Polakom (Lachom) i zajął ich grody, Przemyśl, Czerwień i inne, które przeszły w posiadanie Rusi. Odpadły jednak widocznie około 1018 r. w związku z wyprawą Bolesława Chrobrego na Kijów, skoro w 1031 r. Jarosław Mądry wraz z Mścisławem zajęli na nowo Czerwień i inne grody, wojując w ziemi ,,ljadьskiej” i ustalając w ten sposób stan posiadania Rusi w tych stronach na kilka wieków. Informacje te, których ścisłości nie ma żadnego powodu kwestionować, dają odpowiedź na zajmujące nas tu pytania: wynika z nich jasno, że tereny od Grodów Czerwińskich aż po ziemię Przemyską łącznie były pierwotnie polskie – chyba nie tylko politycznie – i że przynależność ich polityczna na przełomie w. X – XI była zmienna, zanim ostatecznie po r. 1031 nie utrwaliła się w rękach Rusi, za czym z natury rzeczy poszło ich etniczno – językowe zruszczenie, do którego przyczyniło się z pewnością uprowadzenie licznych jeńców polskich na Ruś, co wyraźnie podnosi kronikarz, opowiadając, że jeńcy ci osadzeni przez Jarosława nad rzeką Roś, przebywają tam jeszcze za jego czasów. W ramach tych dziejów mieści się najprawdopodobniej zatrata plemienia Lędzian, które tworzyło jak o tym zdają się świadczyć wszystkie powyższe dane, pierwotne ogniwo pograniczne polskie od strony ruskiej. Ogniwo to wraz ze swoim – może być, przejściowym – narzeczem zostało usunięte, częściowo zapewne wchłonięte przez tę historycznie wyraźnie poświadczoną ekspansję żywiołu ruskiego ku zachodowi[8].

Jednakże pomimo tegoż ,,wchłonięcia” bądź ,,usunięcia” lędzińskiego ogniwa, pogranicze polsko-ruskie istniało w dalszym ciągu. Kolejne stulecia wskazują na istniejący już na przełomie XII i XIII wieku system sojuszów i więzów dynastycznych zawieranych pomiędzy władcami sąsiadujących ze sobą księstw: krakowsko-sandomierskiego, halicko-włodzimierskiego oraz mazowieckiego. Zagadnienie to rozwinął Kazimierz Myśliński, m.in. krytycznie odnosząc się do relacji zawartych w RocznikachWincentego Kadłubka oraz Jana Długosza odnośnie dążeń Romana Mścisławowicza, a następnie jego syna Daniela do zajęcia ziemi lubelskiej[9]. Badacz ów doszedł do wniosku, iż źródła nie potwierdzają tej tezy, zaś obecność wojsk ruskich na Lubelszczyźnie w różnych latach XIII w. wynikała ze zobowiązań sojuszniczych, zwłaszcza wobec książąt mazowieckich związanych z władcami Halicza i Włodzimierza zbieżnością interesów politycznych oraz więzami rodzinnymi[10]. Niebagatelne też znaczenie miały względy gospodarcze. To właśnie przez Mazowsze przebiegały ważne ówczesne szlaki handlowe prowadzące z Bałtyku aż po Morze Czarne. Wymienione względy nie oznaczają jednak, że książęta ruscy pozbawieni byli aspiracji i nie dążyli do objęcia zwierzchnictwa nad sąsiednimi księstwami. Tak było chociażby w przypadku księcia Lwa[11], który jak podaje Latopis russskij:

gdy po śmierci Bolesława Wstydliwego ,,nie było komu władać w ziemi lackiej […] zechciał sobie ziemi krakowskiej”. Gdy jednak plan ten się nie powiódł, ,,zechciał sobie część w ziemi lackiej – miast na Ukrainie”[12].

Z drugiej jednakże strony należy przypomnieć, iż wyparty z kraju przez Wacława II Władysław Łokietek znalazł się na politycznej emigracji właśnie u księcia halicko-włodzimierskiego, Jerzego[13], zmarłego najprawdopodobniej w wyniku zamachu w 1308 r. – co dodatkowo świadczyć może o wewnątrz Rusińskiej rywalizacji o tron. Wdzięczny Łokietek udzielił później pomocy synom zmarłego księcia w wyniku czego mogli objąć po ojcu tron. Synami Jerzego byli: Andrzej II, późniejszy król halicko-włodzimierski oraz Lew II, książę Łucki. Warto też przypomnieć, iż jedna z córek Jerzego, Maria, została żoną Trojdena mazowieckiego. Jak się więc wydaje, nawet na podstawie tak skrótowego i wybiórczego omówienia okresu dziejów, nietrudno przekonać się o dynamice oraz istotnych zawiłościach polityczno – dynastycznych w bilateralnych stosunkach polsko – Rusińskich Wieków Średnich. Pomimo to grabieżcze najazdy mongolsko-tatarskie, a co gorsza skierowana ku Rusi litewska ekspansja Giedyminowiczów, przerwały kolejną możliwość rozwinięcia się ,,gwar przejściowych” pogranicza polsko-ruskiego. Mniejsze księstewka przyłączane zostały do Wielkiego Księstwa Litewskiego od razu, większe etapami. Giedymowicze w kontaktach z panującą na obszarach Rusińskich Złotą Ordą, a także chanami tatarskimi uciekali się do szeregu kompromisów. Wystarczy zaznaczyć, iż Kijów niemalże przez cały XIV wiek płacił daninę Ordzie. W tym czasie nie obyło się też bez rozdźwięków politycznych pomiędzy Polską a Wielkim Księstwem Litewskim o wpływy na Rusi. Konflikt ów zakończył się zerwaniem sojuszu wymierzonego przeciw Zakonowi Krzyżackiemu oraz podziałowi księstwa halicko – włodzimierskiego i Podola[14]. Podtrzymując ten litewski wątek warto przytoczyć kilka innych, zasługujących na analizę, tez zawartych w cytowanym opracowaniu:

Gdy mówimy o przyłączonych do Wielkiego Księstwa Litewskiego ziemiach Rusi, pojawia się problem nazwy zarówno tych ziem, jak i ich mieszkańców. Nazywa się je ziemiami Rusinów, Białorusinów lub Ukraińców. Ta historyczna nieścisłość charakterystyczna jest nie tylko dla XIV w., ale i dla wieków późniejszych. Słowianie wschodni – Rusini – podzielili się już na Ruś północno – wschodnią i północną, kolebkę dzisiejszego narodu rosyjskiego, oraz na podległe Wielkiemu Księstwu Litewskiemu ziemie Rusi, na których wytworzyli się później Białorusini i Ukraińcy. W XIV – XV w. nie sposób ich jednak zdefiniować. W pierwszej połowie XX w. mieszkańców ziem Rusi podległych Wielkiemu Księstwu Litewskiemu nazywano w literaturze historycznej Rusinami. W ostatnich latach określenie to powraca i dlatego też będziemy je stosować.

Ziemie Rusinów w Wielkim Księstwie Litewskim nie utworzyły jednolitej jednostki polityczno-administracyjnej i również nie postrzegano ich w ten sposób. Stanowiły konglomerat ziem o odrębnym statusie w obrębie jednego państwa. Jego władcy znajdowali tutaj ukształtowane struktury państwowe i sądownicze – książąt, ich namiestników, ciwunów, zarządców grodów – i starali się je utrzymać, a zmieniać jedynie z konieczności. Najwięcej stanowisk w najwyższej warstwie rządzącej zajmowali Giedyminowicze, wypierając z nich książąt ruskich. Zmiany te zachodziły bezboleśnie, Giedyminowicze nie naruszali ,,dawności”, co oznaczało, że pozostawiali dany ustrój społeczny. Bojarzy ziem ruskich, a także książęta, czyli posiadacze ziemscy wywodzący swe korzenie z rodów książęcych, oraz ich system rządzenia ziemią pozostał[15].

Na Rusi Wielkie Księstwo Litewskie przejęło ważną instytucję – Cerkiew prawosławną, która mogła pomóc jego władcom w szybszym zjednoczeniu tych ziem. Po najeździe tatarsko-mongolskim na ziemie Rusi, które w niedługim czasie weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego, Cerkiew długo nie mogła się podźwignąć. W 1304 r. głowa Cerkwi, metropolita Kijowa, przeniósł się na Ruś północno-wschodnią, skąd na różne sposoby wspierał Moskwę i szkodził interesom Wielkiego Księstwa Litewskiego. Mimo wszystko Cerkiew prawosławna była lojalna wobec władców Litwy i stanowiła siłę łączącą i umacniającą państwo[16]

Jedną z najbardziej brzemiennych w skutki pamiątką – a raczej jej brakiem – po najazdach litewskich na ziemie księstwa halicko-włodzimierskiego, było całkowite zniszczenie Lwowa w latach 1350 i 1351, bądź w roku 1353 podczas spustoszenia Halicza przez Lubarta. O fakcie tym przypomniał Kazimierz Sochaniewicz przy okazji omawiania herbu tego miasta, a ściślej, analizując źródła sfragistyczne odnoszące się do historii instytucji usankcjonowanych przez prawo magdeburskiego we Lwowie już w dobie piastowskiej[17]. Obrócone w perzynę miasto, odbudowane przez Kazimierza Wielkiego najpóźniej do roku 1356[18], w postępujących po sobie stuleciach stale rozkwitało, stając się wreszcie jednym z najznamienitszych ośrodków kulturalno-społecznych Rzeczypospolitej. Nie trzeba oczywiście przekonywać, iż o rozwoju tym w dużej mierze zadecydowało położenie na ważnym kupieckim szlaku, zwanym ,,tatarskim”. Nie tylko we Lwowie ale też w obrębie innych miast zapanowała wielokulturowość. Osiadali tu Ormianie, Saraceni[19], Niemcy, Żydzi oraz wiele innych nacji tworzących niespotykaną mozaikę kultury, sztuki i religii.

Od roku 1370 nastały tu rządy Ludwika Wielkiego (zwanego u nas Węgierskim), w imieniu którego władzę sprawował Władysław Opolczyk, który swój splendor najwyższy, wizerunek Matki Bożej – Hodegetrii[20], oddał w opiekę jasnogórskich Paulinów[21]. Od 1387 r. aż po ,,zbrodnię rozbiorów”[22], Zachodnia część Rusi weszła w skład Korony. Początkowo jeszcze jako Regnum Russiae później stając się jej integralną częścią. W jej skład wchodziły: województwo ruskie i bełskie – w historiografii utrwalone jako Ruś Czerwona[23] – oraz województwo podolskie.

W obręb Królestwa weszła duża obca dzielnica, odróżniająca się własnymi tradycjami politycznymi, odmiennie zorganizowaną gospodarką, swoistymi przedstanowymi stosunkami społecznymi, związana z innym, bizantyjsko-prawosławnym kręgiem cywilizacyjnym. Po aneksji uwidoczniły się typowe dla ziem powstającego pogranicza zjawiska: pojawienie się nadwyżki wolnej ziemi, odczucie opustoszenia i niedoludnienia zajętego kraju, braku właściwego, wydajnego zagospodarowania, przekonanie o potrzebie rekonstrukcji i ulepszeń, powołania odpowiedniej administracji, stworzenia zasobów militarnych i wzmocnienia obronności. Od razu też stała się oczywista konieczność zaprowadzenia tu religii katolickiej i stałych struktur Kościoła katolickiego.

     Polska ekspansja na Wschodzie przeszła z fazy działań politycznych i militarnych w etap ekspansji gospodarczej, osadniczej i kulturowej. Na Ruś, różniącą się od ziem polskich w wielu dziedzinach życia, zaczęli napływać ludzie, idee, wzorce i rozwiązania z Zachodu. Intensywne procesy integracji ruskiego aneksu Korony doprowadziły na płaszczyźnie społecznej do sformowania ustroju stanowego na wzór polski, choć z różnicami, zaś na płaszczyźnie gospodarczej do wytworzenia Nawych stosunków własności ziemskiej, zbliżonych do panujących na starych ziemiach Królestwa. Jednym z podstawowych rezultatów przekształceń było wyłonienie się szlachty Rusi Koronnej oraz jej własności[24].

Istotny aspekt stanowi formowanie się stanu i własności szlacheckiej na Rusi. Od razu nasuwają się tu szereg pytań. Przede wszystkim

czy był to przede wszystkim proces prawny, polegający na zorganizowanej przez państwo recepcji polskiego modelu polityczno-ustrojowego, zreplikowaniu samych rozwiązań i instytucji społecznych, czy kulturowy polegający na żywiołowej dyfuzji wzorów, norm i wartości kulturowych, przenikających na obszary odsłonięte na te wpływy po zmianie politycznej i przynoszących atrakcyjne innowacje, czy proces demograficzny, migracyjny, kolonizacyjny, polegający na wzbudzeniu wędrówek rodów szlacheckich na Wschód i na uposażeniu przybyszy ziemią? Odpowiedź z całą pewnością nie jest rozłączna; to są różne aspekty tego samego zjawiska głębokiej transformacji, wi­dziane z różnych perspektyw. Wydaje się wszakże, że ruchy migracyjne odegra­ły rolę decydującą. One były głównym wehikułem innowacji, one budowały grunt pod inne, kolejne przekształcenia społeczne i kulturowe, które można objąć ogólnymi terminami akulturacji, okcydentalizacji bądź integracji z Koroną, Polską. Bez nich zmiana społeczna, przeorientowanie kulturowe ani moderniza­cja gospodarcza nie dokonałyby się w takim tempie, natężeniu i w tak głębokim zakresie, w jakim stało się to na późnośredniowiecznej Rusi. Można to obserwować na licznych przykładach. Dość przypomnieć, że rozciągnięcie na Ruś polskiego prawa ziemskiego przesądziło się dopiero u schyłku życia Jagiełły pod naciskiem przesiedlającej się tu szlachty . Monarchia sama nie była zainteresowana pełnym zrównaniem statusów w uprzywilejowaniu, sądownictwie stanowym i rozporządzaniu własnością. To migrująca szlachta była motorem zmian i rzecznikiem zniesienia wszelkich nierówności między Rusią i macierzystymi ziemiami. Jej wkład w przekształcenia kraju, rosnący i nawet przewyższający udział państwa, widoczny jest w wielu innych dziedzinach: reformowaniu ustroju wiejskiego, urbanizacji, budowie struktur parafialnych Kościoła katolickiego. Dwory szlacheckie były – obok miast – forpocztami okcydentalizacji[25].

Takie status quo trwało do 1568 roku, kiedy to rozpoczął obrady sejm lubelski. Zasadnicze decyzje zapadły jednak rok później po wyjeździe w nocy 1 marca przedstawicieli sejmu litewskiego. Zirytowany Zygmunt August już cztery dni później przyłącza do Korony Podlasie – nota bene w przeważającej większości zasiedlone przez polską drobną szlachtę i chłopów. Dnia 27 maja przyłącza też Wołyń, zaś w czerwcu – o czym często się zapomina, na wniosek szlachty wołyńskiej – Kijowszczyznę.

Zygmunt August solidnie zatroszczył się o to, by w przyszłości ,,oboj naród” musiał wspólnie bronić nie tyle może wszystkich ,,okrain”, co wschodniej. Przyłączenie Kijowszczyzny do Korony dowodzi naprawdę niezwykłych zdolności tego człowieka. Przecież akt ten po raz pierwszy w dziejach stwarzał granicę państwową polsko-moskiewską! Więcej jeszcze – od tej pory na Koronę spada obowiązek obrony miasta, o które carom najbardziej chodziło, grodu będącego prastolicą Rusi. Teraz już Polska musiała się przeciwstawić moskiewskiemu programowi ,,zbierania ziemi ruskiej” nie przez wspieranie Litwy, czyli pośrednio, lecz sama[26].

Z drugiej też strony Korona powiększyła swój wynoszący dotychczas około 7 mln morgów zasób uprawnej ziemi o prawie 1 mln, w zdecydowanej większości leżących na obszarach Podlasia i Wołynia oraz nieograniczone wręcz perspektywy na zagospodarowane prawie zupełnie dziewiczych wówczas ziem podolskich, bracławskich oraz kijowskich. Co więcej, drugi punkt Konstytucyy Seymu Koronnego Lubelskiego, Oboyga Narodu Uniowanego, Polskiego Y Litewkiego Roku 1569, zapewniał obywatelom zamieszkującym inkorporowane ziemie pełnię praw:

A pierwej niżeli to skończenie a zawarcie sprawy Unij wyżey omienione, stało się z przyczyn słusznych y ważnych, a za upomnieniem pilnym wszech Stanów Koronnych, pomnąc na poprzysięgłą powinność naszę, Ziemie Wołyńskie, Kijowskie, y Podlaskie, ze wszemi ich przyległościami y własnościami, zupełnie ku Koronie Polskiey, właśnie y zdawna ieszcze przed poczęciem tey Unij należące, iako ku własnemu ciału właściwe iego członki przywróciliśmy: tak iż wszyscy obywatele tych Ziem, wedle swego każdy zawołnia y stanu, wolności, swobod, własności narodu Polskiego, są, y bydź maią uczestniki, y onych używać, iako inni wszyscy obywatele Koronni, y pod regimenty Koronnemi bydź, iakoż iuż y są, tak od urzędow Polskich, od praw, w potrzebach y w sprawach swych, wedle potrzeby y prawa opisania używać maią, y używaią. O czym w przywileju Koronnym, vigore restitutionis danym, szerzey opisano iest: co wszystko nigdy, nieodmiennie a nieporuszenie tak trwać, y bydź czasy wiecznemi, tą uchwałą Seymową znayduiemy[27].

Temat migracji mazurskiej podjął obszernie Kazimierz Smoleński, zauważał między innymi iż:

Publicyści wieku XVI i XVII do najważniejszych zadań państw owych zaliczali osadnictwo drobnej szlachty mazurskiej w województwach południowo-wschodnich. Upatrywali w niem najwalniejszy sposób obrony

kresów od najazdów tatarskich. »Jest u nas, — pisał Modrzewski(O poprawie Rzeczypospolitej. Wyd. Turów., str. 252.), — wiele domów, tak wielce rozrodzonych, że się w stanie swym ledwie trzymać mogą, a wyprawie wojennej przez ubóstwo, jakoby przystało, dosyć czynić nie mogą. A jest ich między nimi wiele, którzy, pamiętając na przodków swoich męstwo, radziby się też biegłością rzeczy wojennych osławili. Tych tedy czemuby na ukrainę nie zaprowadzono? czemuby pewnej części pól nie naznaczono, gdzieby zamki budowano, na których by żołnierze nasi czasu wojny przemieszkawać mogli, z których by, jako z kurhanów, przyciągnienia nieprzyjacielskie upatrować możono, a stosy pierwsze nieprzyjacielskie, póki by drudzy żołnierze na pomoc

przyszli, albo na sobie trzymali, albo je odganiali?«

»Jest takich wiele, — głoszono za czasów Zygmunta III (Grabowski. Polska niżna. Wyd. Turów., str. 44.), — których niedostatek ściska; jest ich wiele, co z trudnością i z ciężkością wielką chleb swój i pożywienie swe chude pozyskują; jest ich wiele, co się w szlacheckich domach porodziwszy, szlachecką swą zacność dla chleba opuszczają, inszy miejskie, inszy chłopskie i insze tym podobne niewolnicze kondycye przyjmując; inszy w cięźkiem ubóstwie na swych spłachciach żywąc, inszy z łotrostw pożywienia szukając; jest ich wiele, co, podupadłszy, nie mają się skąd poratować«. »Synowie koronni rozpłodzeni« tłumnie podążą na kresy, byleby im wyznaczyć praemia, t. j. nadać na własność grunta i pustki. »Co gdyby było, tedyby pewnie wiele tysięcy szlachciców mazowieckich, podlaskich i inszych woleliby z nieprzyjacielem koronnym zdrowia swe o wszystką ojczyznę i o te praemia pokładać, aniżeli z domowym sąsiadem o zagon piasku albo o równe krzywdy uganiać się i zabijać. Siłaby ich odbieźało zagonów ubogich, gdyby pewni byli, żeby na służbie mogli więcej zagonów i lepszych dostać «( Votum szlachcica polskiego z r. 1589. Wyd. Turów., str. 17.—Grabowski. Polska niźna, str. 19.). Górnicki doradzał przymusową kolonizacyę drobnej szlachty na kresach (Rozmowa o elekcyi. Wyd.Gałęz., str. 850.). » Co zaś ad superfluam plebem, — dowodził Opaliński w satyrze o osadach i słobodach ukraińskich (Juvenalis redivivus. Wenecya, 1698, str. 272.), — tej tu nie masz w Polsce, oprócz ubogiej szlachty tak z Mazowsza, jako też i z Podlasia: i tym by wydzielać grunty, aby się krzepić jakokolwiek mogli, co tu ubóstwem albo próżnowaniem giną«. Tendencyi tej w czasach przedunjowych czyniła w pewnym stopniu zadość samorzutna kolonizacya mazurska na Podolu (Jabłonowski. Podole u schyłku w ieku XV fAteneum z r. 1889, t. II, str. 545; t. III, str. 329).); po r. 1569, t. j. po wcieleniu do Korony Wołynia i Ukrainy, popierał ją rząd Rzeczypospolitej.

Zaraz w r. 1569 »zlecono lustratorom, aby zrewidowali w województwie podolskiem, wołyńskiem i kijowskiem pustynie, póki mają być rozdawane wiecznością, albo lennem, dla osiadania onych«. W r. 1570 rewizorowie zamków królewskich województwa kijowskiego przedstawili królowi regestr pustych horodyszcz ze wskazówkami osadzania ich ludem zbrojnym (Jabłonowski. Źródła dziejowe, t. XXII, str. 114.). Niebawem pchnął szlachtę mazurską na kresy Stefan Batory. Na temat jej udziału w procesie kolonizacyjnym skomponowano »Osobliwą modlitwę tak zwaną mazowiecką«, — humoreskę, recytowaną przy kielichu po dworach szlachty zamożniejszej. »Ojcze nasz, królu Batory! któryś rozproszył wszystkie Mazury zgoła we wszystkiej polskiej Koronie, — daj nam dziś wolne listy do Turek, do Niemiec, aby nas wolnymi uczyniono, dani od nas nie brano, mój Panie! Daj nam i odpuść łanowe, czopowe, bykowe i co przepijemy i co kucharkom damy; ale nas zbaw…« (Wiadomości w różnych okolicznościach z autorów różnych zebrane (Rps z r. 1762 w bibl. Ak. um. w Krakowie). Rozdawnictwo ziem koronnych na szerszą skalę podjęte zostało za Zygmunta III, od r. 1590, w którym pozwolono, aby »pustynie za Białocerkwią król wydawać mógł na wieczność osobom szlacheckiego stanu, Rzeczypospolitej zasłużonym[28].

Z uwagi na ramy niniejszego opracowania i obfitość materiałów odnoszących się do dalszego okresu organizacji życia politycznego, społecznego i gospodarczego niezamieszkałych prawie bezkresów południowo-wschodnich rubieży Rzeczypospolitej nie będę rozwijać zagadnienia wystarczy stwierdzić, iż:

Ludzie stamtąd tworzyli historię nie tylko tych ziem, lecz historię Rzeczypospolitej, bo na pograniczu kultur, języków, wiar i narodów rodzą się często ludzie wszechstronnie utalentowani, dalej widzący i głębiej rozumiejący, świetni pisarze, uczeni i artyści. Stąd ziemie kresowe dały krajowi ogromną część wybitnych postaci ze wszystkich dziedzin.

Od setek lat na Kresach mieszkały obok siebie różne narodowości szanujące własną i cudzą odrębność. Polacy w ciągu wieków wnosili na tamte tereny zachodnioeuropejska cywilizację, którą sami przyjęli z Chrztem Polski. Cywilizacja rzymsko – katolicka była bardziej postępowa i dynamiczna niż pozostająca na tamtych terenach kultura bizantyjska. Te dwie kultury i cywilizacje utworzyły na tych terenach fenomen historyczno-kulturowy, który wskutek zmian geopolitycznych w tej części Europy ulega nie tylko stopniowemu zapomnieniu, ale, co gorsza, zafałszowaniu. To Polacy wprowadzili w miastach Wielkiego Księstwa Litewskiego prawo magdeburskie, które organizowało życie społeczno- polityczne i ekonomiczne ośrodków miejskich. To oni obok cerkwi i monastyrów budowali kościoły i klasztory, przy których z reguły zakładano szkoły. Organizowali życie społeczne i gospodarcze na rozległych, pustych stepach Ukrainy, budując miasta – twierdze obronne, broniące mieszkańców przed najazdami Tatarów[29]

Nieporuszanym zbyt często w literaturze przedmiotu zagadnieniem, negującym utrwalony do dnia dzisiejszego demoniczny pogląd o szczególnym stosunku ,,polskich panów” wobec poddanych – zarówno przecież Rusinów jak i Polaków, których jedyną możliwością odróżnienia, wobec nie wytworzonej jeszcze w tym czasie świadomości narodowo-obywatelskiej, wydaje się wyznawana religia – był niewątpliwy problem migracji uchodźców na tereny wschodnich kresów Rzeczypospolitej, z którym na przestrzeni wieków musiało zmierzyć się państwo moskiewskie. Mianowicie dotyczył on masowego zbiegostwa chłopów rosyjskich, zapoczątkowanego już w drugiej połowie XVI wieku. W czasach jagiellońskich problem ten zdawał się dotyczyć przede wszystkim warstwy bojarskiej i kniaziowskiej, jednakże jak podaje Jerzy Czajewski:

Potok uchodźców na zachód zwiększał się systematycznie z każdym stuleciem, przybierając katastrofalne rozmiary od początku XVIII w. Jednym z ważnych powodów likwidacji przez Rosję państwa polsko-litewskiego było zapobieżenie dalszemu wyludnianiu się przygranicznych guberni oraz odzyskanie rąk do pracy[30].

W jednej z wielu skarg szlachty guberni nowogrodzkiej do władz w Petersburgu w XVIII w. czytamy:

Chłopi nasi porzucają panów swoich i domy swoje, uciekając całymi wsiami i rodzinami za polską granicę, tylko po to, by być tam wolnymi[31].

W 1725 r. generał-prokurator Paweł Jagużyński, nota bene syn polskiego organisty z Wilna, informował carycę Katarzynę I:

Za polską granicę[32] uciekają ciągle, nie pomagają straże, po rozkwaterowaniu wojsk na wsiach ubywa wiele dusz, w pułku wołogodzkim rozkwaterowanym w guberni kazańskiej uciekło 13 tysięcy chłopów[33].

Nie pomagały też systemy strażnic, zasieków, redut a nawet usypywanie wałów granicznych, które w rejonie tzw. ,,trójkąta kijowskiego[34]” zaczęto budować już w 1714 r. Mało tego, w przekazach utrwaliła się śpiewana w owym czasie wśród Polaków na Kijowszczyźnie wesoła piosenka:

Ponad drogą Irpien płynie,

Za Irpieniem wał wzniesiony,

A za wałem oko ginie

I kijowskie słychać dzwony[35].

Wkrótce jednak karty miały się odwrócić:

W omawianym okresie miało również miejsce zjawisko odwrotne i o podobnej skali, ale już nie dobrowolne. Korzystając ze stopniowego słabnięcia Rzeczypospolitej władze rosyjskie przeprowadzały masowe deportacje ludności białoruskiej i ukraińskiej w głąb państwa rosyjskiego. Państwo polskie nie potrafiło niestety ochronić swych poddanych z terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego i ziem ukraińskich Korony[36].

Nad Rzeczypospolitą rozciągnął się cień trzech czarnych orłów. W zaborze rosyjskim wszyscy posiadacze ziemscy byli zmuszani do złożenia homagium, a więc wiernopoddańczego hołdu swym nowym władzom. W sposób oczywisty działanie to miało przede wszystkim na celu osłabienie potencjału ekonomicznego patriotycznej części szlachty.

Ukaz Katarzyny II stanowił: ,,kto ze szlachty lub innego stanu władający nieruchomymi dobrami […] nie chciał przysięgi wykonać, takiemu pozwala się w ciągu trzech miesięcy na sprzedaż swych majętności i dobrowolny wyjazd za granicę, w przeciwnym razie cała fortuna jego do skarbu należeć będzie”. Wyznaczony bardzo krótki termin sprzedaży był nierealny, z czego doskonale zdawano sobie sprawę, W tej sytuacji odmowa złożenia przysięgi oznaczała utratę całego mienia, podstawy utrzymania rodziny. Dlatego zdecydowana większość posesjonatów zgodziła się pod przymusem na ten krok, nie widząc dla siebie innej alternatywy. Byli jednak tacy, m.in. Czartoryscy i Radziwiłłowie, którzy odmówili uznania nowej władzy i utracili swoje dobra. Były to pierwsze przypadki utraty polskiego stanu posiadania na kresach.

Konfiskaty majątków, na szerszą już skalę, miały miejsce po insurekcji kościuszkowskiej oraz w wyniku kolejnych powstań. Podlegały im te dobra, których właściciele brali udział w walkach lub choćby byli posądzani o sprzyjanie czy pomoc powstańcom i ,,wszystkim mającym jakiekolwiek na sobie podejrzenie”. Uczestników powstań, o ile nie zbiegli za granicę, aresztowano i zsyłano na Syberię. Carskie władze nie chciały bowiem ,,aby w prowincjach naszych posiadali majątki ludzie, do których wierności nie ma dostatecznej gwarancji”. Z zabranych ziem tworzono majoraty przekazywane zasłużonym rosyjskim urzędnikom i wojskowym w nagrodę. Była to forma nagradzania wiernych sobie ludzi i zarazem narzędzie rusyfikacji dawnych polskich kresów. Jednocześnie prowadzono osadnictwo prawosławnych chłopów. W kwietniu 1795 roku, na mocy carskiego ukazu, na rzecz skarbu rosyjskiego przejęte zostały majątki osób, ,,które mimo złożenia przysięgi na wierność brały udział w powstaniu lub opuściły granice państwa i do 1 stycznia 1795 roku nie powróciły”. W walce z polskim stanem posiadania, władze rosyjskie nie respektowały własnego prawa. Zgodnie bowiem z przywilejem z 1795 roku majątek rodowy szlachcica w razie udowodnienia mu zdrady miał przechodzić w ręce jego spadkobierców, a nie na rzecz skarbu państwa[37].

Z uwagi na to, iż ówczesne majątki szacowano na podstawie ilości ,,dusz męskich” niemożliwe jest dzisiaj odtworzenie rzeczywistej wartości bezpowrotnie utraconych dóbr[38]. Wydaje się też, iż niebagatelne znaczenie dla dalszych dziejów miały imponderabilia wyrażające się zachwianiem wypracowanych przez wieki stosunków społeczno – gospodarczych panujących na zajętych ziemiach. Nowe ,,pogranicze” interesujących nas południowo – wschodnich obszarów Rzeczypospolitej uległo na przestrzeni zaledwie dwudziestu trzech lat dynamicznej przemianie, aż do całkowitej likwidacji państwowości i dalszego, stopniowo postępującego ubezwłasnowolniania żywiołu polskiego trwającego przez cały okres zbrodni rozbiorów.

Warto w tym miejscu podjąć temat schłopiania polskiej drobnej szlachty zamieszkującej Kresy Wschodnie.

W Rosji od 1832 roku trwała zmasowana i bezwzględna akcja spychania drobnej i średniej szlachty do pozbawionego praw stanu chłopskiego. Przewrotność i okrucieństwo Rosjan w realizacji tego celu były bezprecedensowe.

Dzieje przekształcania drobnej szlachty polskiej przez rosyjski aparat przemocy w chłopstwo ukraińskie, białoruskie i litewskie Krzysztof Pomian nazwał historią masowej śmierci społecznej, czyli ,,wtrącenia osób, którym przysługiwały, acz w ograniczonym bardzo zakresie, wolność i godność, w niebyt prawny i całkowitego ich uzależnienia, od samowoli carskiej administracji. Historią zagłady pewnej swoistej kultury, zacofanej wprawdzie i która by najpewniej uległa powolnej erozji, ale którą gwałtownie zniszczyła kultura równie zacofana, tyle tylko, że władająca przemocą”.

Na skutek tej akcji zdegradowane zostały ogromne zastępy szlachty na terenach między Dyneburgiem, Grodnem, Wilnem, Odessą, Czernihowem i Smoleńskiem. Daniel Beauvois słusznie stwierdził, że kategoria zdeklasowanej szlachty liczyła setki tysięcy ludzi (…) Ukaz o jednodworcach i grażdanach w guberniach zachodnich wydano 19 października 1831 roku; był on natchniony tym samym duchem, to znaczy zaciekłą nienawiścią do tej grupy społecznej, która a piori została obarczona odpowiedzialnością za powstanie, uznana za niedającą się dłużej tolerować anomalię w rosyjskiej strukturze społecznej, i której należało odebrać szlachectwo poprzez szeroko zakrojoną akcję rewizji tytułów.

Od bardzo dawna słowo ,,odnodworiec” oznaczało w Rosji bardzo nieliczną grupę ,,wolnych” chłopów, z początku właścicieli dworu, czyli chałupy i niezmuszonych do odrabiania pańszczyzny. Od czasów Piotra Wielkiego jednodworcy należeli do ,,kategorii podlegających opodatkowaniu” i zabierano ich w rekruty. Posiadali jednocześnie nieliczne przywileje: nie stosowano wobec nich kar cielesnych i zamiast pogłównego płacili podymne.

Chodziło więc przede wszystkim o pozbycie się, poprzez przymusową asymilację z już istniejącą grupą społeczną, tej kategorii ludzi. Ich względna niezależność umożliwiała pozostawanie w obrębie polskiej wspólnoty ludzi, którzy podlegali własnej władzy sądowniczej, pielęgnowali własne tradycje kulturowe, korzystali ze szlacheckiego przywileju dostępu do szkół i wykształcenia. Zmusić szlachecką większość do zrównania się z chłopstwem – to znaczy zniweczyć kompletnie jej kulturę, jej tożsamość (Daniel Beauvois, Polacy na Ukrainie, Paryż, s. 101-102)

Nieco później sam car doszedł do wniosku, że proces likwidacji Polaków trwa za długo. Na posiedzeniach Rady Ministrów 5 i 19 września 1839 roku zaproszony został generał-gubernator kijowski Bibikow. Pouczono go, że ma ,,niestrudzenie czuwać nad zakończeniem prac komisji powołanych do rewizji dokumentów wystawionych przez zgromadzenie szlacheckie”. Mikołaj dodał, że wymaga od niego raz na trzy miesiące raportu o postępach akcji rewizyjnej. Okrutny ukaz, mający na celu likwidację szlachty polskiej, według oficjalnego usprawiedliwienia opracowany został w celu ,,ulżenia doli mieszkańców guberni zachodnich w trakcie dowodzenia szlachectwa”.

Daniel Beauvois (ibidem, s. 123-124), pisał: ,,Rozpoczęła pracę ogromna maszyna do mielenia polskiej szlachty, lub raczej zamienienia ludzi wolnych w niewolników. Na ten cel nie szczędzono środków. Obok armii pisarzy oddelegowano do komisji wysokich urzędników, których potraktowano specjalnie[39].

Oczywiście prace komisji były wielką farsą. Z założenia chodziło o to by nie uznawać żadnego z zaświadczeń wydanych przez zgromadzenie szlacheckie.

Rosły stosy wszelkiego rodzaju zestawień, miesięcznych sprawozdań itd. Każde drzewo genealogiczne obrastało czterema lub pięcioma stronnicami komentarzy, co w 98% wypadków kończyło się jego unieważnieniem.

Większość wykluczeń dokonywano, rzecz jasna, nie mając wystarczających dowodów: akty chrztu, zaświadczenia sąsiadów, nawet odbite w laku ozdobne rodowe herby, co zdarzało się często, lub zaświadczenia zgromadzeń powiatowych, bezlitośnie odrzucano. Podobnie postępowano z dawnymi aktami sprzedaży majątków, nawet jeśli pochodziły z XVII lub XVIII wieku. Mnóstwo genealogii o przekonującym wyglądzie odrzucano z powodu uchybień formalnych. Zła wola była oczywista: chodziło o wysadzenie z siodła szlachty jako takiej, wyrzucenie obcego ciała z rosyjskiego organizmu.

Większość protokołów rewizyjnych kończyła się następującą formułą: Zatem komisja wnosi o wpisanie (tu nazwisko) na listę szlachciców przyznających się do genealogii, do której w świetle powyższej procedury przyznawać się nie mają prawa. Dokumenty stwierdzające nieścisłości i uchybienia formalne, wraz z dołączonymi oryginałami, zostaną przedłożone heroldii”.

W latach 1831-1853 zdeklasowano w ten sposób na Kijowszczyźnie ¾ ogółu (ponad 340 tysięcy)Polaków[40].

Dość często spotykamy się z próbami niektórych historyków[41], zmierzającymi do przenoszenia odległych w czasie realiów feudalnych na dwudziestowieczny grunt. W ten sposób częstokroć próbuje się usprawiedliwiać zawiły przyczynowo-skutkowy przebieg historycznych procesów. Paradoksalnie stereotyp Polaka pana i ciemiężonego przez niego biednego Ukraińca, zainspirowany został przez sowietów i miał służyć zwaśnieniu stron. Można pokusić się o stwierdzenie, iż w tym wypadku pogrobowcy sojuszu sierpa i młota ze swastyką nadal mają się dobrze. Owszem byli bogaci Polacy, ale też całe wsie ukraińskie bywały zamożne[42]. Jednakże istotną formą poznawania kart historii – nie tylko wołyńskiej – są bez wątpienia relacje świadków. Wśród najnowszych opracowań uwagę zwraca czterotomowa epopeja autorstwa Marka A. Koprowskiego[43], na którą składają się interesujące reminiscencje. Warto kilka ze wspomnień przytoczyć.

Zygmunt Maguza wspomina:

Mojemu ojcu, Józefowi, pochodzącemu z okolic Warszawy (…), przyznano za zasługi w walce o wolność Ojczyzny, a także w jej obronie przed bolszewikami, dwunastohektarowe gospodarstwo rolne na Wołyniu (…) Za udział w walkach w latach 1914-1920 został odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych i srebrnym krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. W Chrynowie (wieś na Wołyniu w gminie Grzybownica, pow. Włodzimierz Wołyński – KB), na weselu sąsiada w kolonii Romanówka, poznał moją mamę, 18-letnią Marię Stankiewiczównę z kolonii Witoldów, gmina Poryck. W styczniu 1925 r. wzięli ślub i razem prowadzili gospodarstwo. Ojciec dodatkowo w gminie Grzybownica był radnym. Rodzice utrzymywali dobre stosunki z okolicznymi Ukraińcami. Ci ostatni także bardzo przyjaźnie się odnosili do naszej rodziny. Mama, która ładnie śpiewała, była często zapraszana na ukraińskie wesela. Ja też razem z nią na nich bywałem. O jakiejś nienawiści miedzy obydwoma narodami, która wybuchła w latach czterdziestych, której ja osobiście doświadczyłem, nie było mowy[44].

Z relacji Haliny Górki-Grabowskiej dowiadujemy się, iż jej panieńskie nazwisko Holtz było pamiątką po holenderskich przodkach osiadłych w okolicach Bugu jeszcze w XVIII w.

Nie tylko włożyli swój wkład w gospodarczy rozwój Wołynia, ale i w krzewienie polskości na nadbużańskiej równinie. Choć trwali przy swoim nazwisku, sprawy Polaków zawsze traktowali jako własne i często składali daninę krwi, razem z nimi uczestnicząc w zrywach narodowych. Halinka Holtzówna miała więc wśród dziadków z obu stron powstańców styczniowych, a wśród innych dalszych i bliższych krewniaków – legionistów i peowiaków[45].

Z kolei Adam Kownacki[46] pomimo, iż nie może zapomnieć widoku pomordowanych Polaków, wspomina że w położonej niedaleko Przebraża[47] wsi:

Jezioro mieszkało sporo Ukraińców, którzy nie ulegli nacjonalistycznemu amokowi. Owszem na powitanie Niemców usypali kopiec[48], zdarzali się wśród nich także szowiniści, ale generalnie Polaków w czasie mordów nie atakowali. My nie atakowaliśmy ich. Był to jednak wyjątek. Zdecydowana większość Ukraińców odnosiła się do Polaków wrogo[49].

Tadeusz Wolak urodził się w Kolonii Taraż, która, jak się podaje, została założona po powstaniu styczniowym w następstwie kasacji, parcelacji oraz uwłaszczenia przez carat polskich majątków położonych w okolicach Łucka. Ziemie te od XIX w. należały do rodu Kożuchowskich, zaś wcześniej do Sanguszków, Radziwiłłów i Leszczyńskich.

Po uwłaszczeniu powstało w tym rejonie wiele osad-kolonii polskich, niemieckich i czeskich. Osadnicy w Tarażu pochodzili z różnych stron Polski. Najwięcej z nich przybyło ze zubożałych zaścianków szlacheckich z okolic Łucka, Ołyki i Podlasia[50].

Jak dodaje:

Byłem świadkiem, jak do Kołek[51] wkraczali Niemcy i byli radośnie witani przez tamtejszych Ukraińców. Nota bene tych samych Ukraińców, którzy wcześniej entuzjastycznie witali Sowietów. Na Wołyniu nacjonalistów było wówczas bardzo mało. Dominowali w tym regionie zdecydowanie komuniści. W swoim prywatnym archiwum mam zdjęcie bramy powitalnej, którą Ukraińcy zbudowali na powitanie nowych >>wyzwolicieli<<[52].

Władysław Siemaszko wspominając swą rodzinna wieś Werbę, leżącą kilka kilometrów na północ od Włodzimierza Wołyńskiego, stwierdza:

W okresie międzywojennym wieś liczyła około 600 mieszkańców. Dominującą grupę wśród nich stanowili prawosławni Rusini, później nazywani Ukraińcami. Część z nich nie miała żadnej świadomości narodowej i nazywała się po prostu >>tutejszymi<<[53].

Z kolei Julian Jamróz opowiadając o losach swych przodków wspominał ojca, który urodził się w miejscowości Dynów położonej w województwie lwowskim.

Ożenił się z matką, której rodzina osiadła na Wołyniu po Powstaniu Listopadowym. Nie uczynili tego dobrowolnie. Cała wieś, w której pradziadek był sołtysem, została wywieziona przez carską administrację na Wołyń w 1831 r.[54]

Opisując rodzinne miasteczko dodaje:

Było ładnie położone na wzgórzu nad stawem. Liczyło 5 tys. mieszkańców, w tym 3,5 tys. Żydów, którzy nadawali mu ton. Tuż przed wojną w Międzyrzecu żyło około 800 Polaków. Resztę stanowili Ukraińcy zamieszkujący przedmieście zwane Nowym Miastem, a także przedstawiciele innych narodowości. Wśród nich było kilku Niemców, trochę Czechów, a na tzw. Kolonii mieszkali Holendrzy, prowadzący gospodarstwa rolne. Hodowali kozy i gęsi, kupowane od nich przez Żydów. Wszystkie narodowości żyły z sobą w zgodzie, nie było między nimi żadnych kłótni, spięć czy animozji. W urzędach funkcje pełnili przedstawiciele wszystkich narodowości, wszyscy utożsamiali się z państwem polskim […]Wszystkie narodowości miały swoje świątynie[55].

Władysław Tołysz podkreśla, iż w spisie pogrzebanych na lokalnym cmentarzu w Lubomlu można doliczyć się przeszło 200 spoczywających tam Tołyszów. Nie ma tylko pewności, czy jego przodkowie przybyli na te ziemie w XV czy też w XVI wieku. Jak dodaje:

Historia naszej rodziny liczy na Wołyniu co najmniej 400 lat. Nie byliśmy na tej ziemi przechodniami czy przybyszami. Mieszkaliśmy u siebie[56].

Przykłady można by długo mnożyć. Dlaczego jednak o tym przypominać? Może należy zastanowić się nad niebagatelną rolą wielokulturowych etnosów, kształtujących przez wieki oblicze tej ziemi? A może warto też przypomnieć inną, tragiczną w swym wymiarze, 80. rocznicę tzw. Wielkiego Głodu rozpętanego przez komunistyczny terror? Podczas gdy Ukraińcy mieszkający w granicach państwa polskiego – zapewne nie pozbawieni różnych uciążliwości spowodowanych nieudolną polityką II RP w stosunku do mniejszości narodowych – mogli się przecież realizować, ich pobratymcy, żyjąc na terenach, które z uwagi na żyzność gleby mogły pełnić rolę spichlerza Europy, umierali milionami z głodu. Koło fortuny od zarania dziejów zatacza swój obrót w nieustannym rytmie przestrogi – sum sine regno, regnabo, regno, regnavi[57]. Jak pisał Książę Poetów:

pozostało nam tylko miejsce przywiązanie do miejsca

jeszcze dzierżymy ruiny świątyń widma ogrodów i domów

jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic[58]

mgr Krzysztof Bąkała

Stowarzyszenie Kresów Rzeczypospolitej

Bibliografia

[1] B. Zubenko, Polszcza i Ukrajina. Polśko-ukrajinśki widnosyny w mynułomu ta śohodni, Lwów 1998, s. 86.

[2] G. Motyka, Co ma ,,Wisła” do Wołynia ?, http://www.lemko.org/gazeta/Gazeta32901_2.html.

[3] http://szturman.salon24.pl/244705,referat-prezesa-suozun-na-konferencji-w-warszawie-26-10-2010-r.

[4] R. Domański, Wsich Lachiw do odnoj jamy [w:] M. A. Koprowski, Epopeja polskich losów 1939-2013. Akt I, s. 279. Autor wspominając swe młodzieńcze lata spędzone w Kowlu po zajęciu przez Sowietów w 1939 r. przytacza następującą relację: Jak zacząłem chodzić do dziesięciolatki, w szkole nauka odbywała się zasadniczo w języku polskim. Musieliśmy tylko uczyć się przymusowo języka ukraińskiego i rosyjskiego. W szkole uczyli nas nauczyciele przywiezieni przez Sowietów. Zapamiętałem zwłaszcza jedną Żydówkę i nauczyciela o bliżej nieokreślonej narodowości (…) uczyli oni większości przedmiotów. Wszystkie były oczywiście nafaszerowane ideologią i nienawiścią do wszystkiego, co polskie. Pamiętam, że musieliśmy znać na pamięć wiersz Łesi Ukrainki (Larysa Kosacz-Kwitka, 1871-1913, ukraińska poetka, pisarka i krytyk literacki. Nie ustalono, czy faktycznie jest autorką tego dwuwiersza): ,,Wsich Lachiw do odnoj jamy/ burżui za burżujamy budem, budem bit (Wszystkich Lachów do jednego dołu/ burżujów za burżujami będziemy bić)”. Pamiętam to do dziś. Oczywiście nikogo z nas ideologicznie nie przerobili. Przedwojenna polska szkoła, do której wcześniej wszyscy uczęszczaliśmy, kładła bowiem duży nacisk na patriotyczne wychowanie uczniów.

[5] T. Lehr – Spławiński, Lędzice – Lędzianie – Lachowie [w:] Opuscula Casimiro Tymieniecki septuagenario dedicata, Poznań 1959, s.206.

[6] Ibidem, s. 207.

[7] Ibidem, s. 204. Jako przykład istniejących w Słowiańszczyźnie gwar przejściowych badacz podaje istniejące przykłady z pograniczy: serbsko-bułgarskiego, czesko-słowackiego, polsko-czeskiego, polsko-łużyckiego.

[8] Ibidem, s. 204-205.

[9] K. Myśliński, Problemy terytorialne w stosunkach miedzy Polską i księstwem halicko-włodzimierskim w XIII w. [w:] Nihil superfluum esse. Prace z dziejów średniowiecza ofiarowane Profesor Jadwidze Krzyżaniakowej, Poznań 2000.

[10] Ibidem, s. 236.

[11] Chodzi o Lwa I Halickiego vel Lwa Daniłowicza(ok. 1228 – ok. 1301), potomka Bolesława III Krzywoustego po kądzieli.

[12] K. Myśliński, op. cit., s. 234.

[13] Chodzi o Jerzego I (ok. 1252-1308), syna Lwa Daniłowicza, wnuk Daniela I Halickiego – założyciela Lwowa.

[14] Z. Kiaupa, J. Kiaupienė, A. Kuncevičius, Historia Litwy, Od czasów najdawniejszych do 1795 roku, Warszawa 2007, s. 105.

[15] Ibidem, s. 106.

[16] Ibidem, s. 107.

[17] K. Sochaniewicz, Herb Miasta Lwowa [w:] Biblioteka Lwowska, t. IV, Warszawa 1989, s. 22; w przyp. 11 podany został podstawowy wybór źródeł i literatury przedmiotu.

[18] Przywilej magdeburski nadany Lwowowi przez Kazimierza Wielkiego w 1356 r. nie jest sensu strictori przywilejem lokacyjnym lecz ma na celu uporządkowanie i usankcjonowanie istniejącego już status quo. – zob. K. Sochaniewicz, Herb…, s. 22.

[19] Powstałe jeszcze w starożytności określenie Arabów bardzo adekwatne w odniesieniu do Wieków Średnich.

[20] Hodegetria (hodigitria) – określenie najstarszego, ukształtowanego w Bizancjum, typu ikonograficznego przedstawiającego wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus.

[21] W literaturze przedmiotu dość często pokutuje pogląd, iż cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej ma Rusińską proweniencję. Wydaje się jednak, iż teza ta nie wytrzymuje krytyki; zob. W. Kurpik, Jasnogórska Bogurodzica – splendor najwyższy Władysława Opolczyka [w:] Władysław Opolczyk jakiego nie znamy. Próba oceny sześćsetlecie śmierci, [red.] A. Pobóg – Lenartowicz, Opole 2001, s. 73-84.

[22] Termin zaczerpnięty z tytułu tekstu autorstwa Józefa Conrada-Korzeniowskiego, napisanego w 1919 roku, a pominiętego w wydaniu ,,Dzieł” pisarza, które ukazały się nakładem PIW w 1974 r. Dopiero w 1989 r. opublikowany został w zeszytach z serii ,,Białe plamy” Oficyny Literatów ,,Rój” . Przytaczany, pierwszy akapit pochodzi z ,,Pro Memoria” nr 6/15 (2004) – tam też cały tekst: W końcu osiemnastego wieku, kiedy rozbiór Polski stał się faktem dokonanym, świat określił go natychmiast jako zbrodnię. Owo surowe potępienie wyszło oczywiści z Europy Zachodniej; trudno się było spodziewać, aby państwa centralne, Prusy i Austria, przyznały, że ich grabież należy do kategorii czynów moralnie nagannych i noszących znamię winy wobec ludzkości. Co zaś do Rosji, trzeciego uczestnika zbrodni i inicjatora jej planu, nie posiadała ona wówczas sumienia narodowego. Wola władzy była tam zawsze uważana przez lud za wyraz wszechmocy pochodzącej wprost od Boga…

[23] Geneza tej nazwy nie została jak dotąd ustalona. Szeroki wybór literatury przedmiotu zainteresowany czytelnik znajdzie w: R. Trawka, Z dziejów migracji na Wschód. Stan i kierunki badań nad szlachtą Rusi Czerwonej w późnym średniowieczu i wczesnej epoce nowożytnej, [w:] Rody na Śląsku, Rusi Czerwonej i w Małopolsce: średniowiecze i czasy nowożytne. Stan badań, metodologia, nowe ustalenia, [red.] W. Zawitkowska, A. Pobóg-Lenartowicz, Rzeszów 2010, s. 93, przyp. 3.

[24] A. Janeczek, Udział szlachty w kolonizacji Rusi Koronnej: migracje rodów i ich nowa własność (XIV-XV w.). Próba ujęcia syntetycznego, [w:] Rody na Śląsku, Rusi Czerwonej i w Małopolsce: średniowiecze i czasy nowożytne. Stan badań, metodologia, nowe ustalenia, [red.] W. Zawitkowska, A. Pobóg-Lenartowicz, Rzeszów 2010, s. 60.

[25] Tamże, s. 60-61.

[26] P. Jasienica, Polska Jagiellonów, Warszawa 1988, s. 416.

[27] Antologia Wileńska, t. II, Rzeczpospolita Trzech Narodów, Warszawa 1997, s. 178; cyt. za Volumina legum. Przedruk zbioru praw, t. II. Nakładem i drukiem Józefanta Ohryzki, Petersburg 1859.

[28] W. Smoleński, Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej, Kraków 1908, s. 131-133.

[29] C. Krasicka, Kresy Wschodnie – 6000 lat historii całej Polski [w:] Polskie Kresy Wschodnie i ludzie stamtąd. Materiały konferencyjne [red.] W. Dzianisava, P. Juszkiewicz, J. Staśkowiak, Warszawa 2010, s. 11.

[30] J. Czajewski, Zbiegostwo ludności Rosji w granice Rzeczypospolitej, Pro Memoria nr 6/15 (2004), s. 24-27.

[31] Ibidem.

[32] Tak określali ją wówczas Rosjanie.

[33] J. Czajewski, ibidem.

[34] Mianem tym określano część granicy z Koroną na zachód od Kijowa w miejscu gdzie granica odchodziła na zachód od Dniepru rzeczkami Irpien i Stugna.

[35] J. Czajewski, ibidem.

[36] Ibidem

[37] M. K. Schirmer, Zagłada polskiego ziemiaństwa, [w:] Wykaz dóbr ziemskich skonfiskowanych przez rządy zaborcze w latach 1773-1867, Warszawa 2013, s, XIX.

[38] Próby ich zestawienia dokonał J. Iwaszkiewicz w publikacji Wykaz dóbr ziemskich skonfiskowanych przez rządy zaborcze w latach 1773-1867, Warszawa 1929, reprint Warszawa 2013.

[39] J. Ciechanowicz, Rody rycerskie Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeszów 2001, Tom I, s. 255-256.

[40] Tamże, s. 256.

[41] Takie stanowisko reprezentował m.in. prof. Stanisław Kulczyckij (Narodowa Akademia Nauk Ukrainy), podczas III sesji wspomnianej na początku materiału konferencji naukowej zatytułowanej: ,,Zbrodnia Wołyńska. Historia – Pamięć – Edukacja. W przededniu 70. rocznicy”.

[42] Także w lutym [1943] w obejściu bogatego Ukraińca zamordowano jego polskiego pracownika, który przyszedł się upomnieć o wypłatę. Był to młody, 20-letni chłopak o nazwisku Rydz. (cyt. za) J. Lipiński, Dantejskie sceny nad Bugiem, [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013. Akt I, bmw 2013, s. 165.

[43] M. A. Koprowski, Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013. Akt I, II oraz III, bmw 2013; M. A. Koprowski, Wołyń. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej, bmw 2013.

[44] Z. Maguza, Uciekajcie, mordują! [w:] M. A. Koprowski, Wołyń.. Akt I, bmw 2013, s.11.

[45] H. Górka-Grabowska, Piekło nad Prypecią [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt I, bmw 2013, s.106.

[46] Członek Samoobrony wsi Przebraże – patrz przyp. 85.

[47] Przebraże – wieś w powiecie Łuckim, w której w 1943 r., zorganizowane oddziały polskiej samoobrony odparły trzy ataki przeważających kilkakrotnie sił UPA, by w końcu przejść do kontrataku zadając znaczne straty nieprzyjacielowi. We wsi znalazło schronienie kilka tysięcy mieszkańców okolicznych wsi.

[48] Nadzieje na sojusz z Niemcami niejednokrotnie podsycane były przez kler grekokatolicki. Ksiądz Grzegorz Hnatów – proboszcz w Roztokach, 13 października [1938 r.] publicznie oświadczył, że Ukraińcy będą mieli swój rząd i własne państwo oraz że przywódca Niemiec Adolf Hitler zamierza odebrać Polsce Pomorze, a Rzeczpospolita może się również obejść bez Małopolski Wschodniej. Ksiądz proboszcz z Doliny, Michał Czorniego w kazaniu w miejscowej cerkwi 16 października m.in. powiedział, że: ,,Ukraińcy w Małopolsce są silniejsi liczbowo niż Polacy i maja przyjaciela w osobie Hitlera, który popiera ruch ukraiński w kierunku wyzwolenia spod jarzma [polskiej] niewoli” – cyt. za W. Włodarkiewicz, Społeczeństwo Wołynia i Małopolski Wschodniej wobec państwa polskiego (1935-1939), Warszawa 2013, s. 373.

[49] A. Kownacki, Obrońcy Przebraża, [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt I, bmw 2013, s.201.

[50] T. Wolak, My kijami walczyć nie będziemy [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt I, bmw 2013, s. 220.

[51] Kołki – miasteczko w pobliżu Przebraża na Wołyniu.

[52] T. Wolak, My kijami …, s. 227.

[53] W. Siemaszko, Nie dać się Ukraińcom [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt I, s. 75.

[54] J. Jamróz, Skończyła się wasza zasrana Polska [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt II, s. 344.

[55] Ibidem, s. 344-345.

[56] W. Tołysz, Najłatwiejszy łup dla zbrodniarzy [w:] M. A. Koprowski, Wołyń. Akt II s. 220.

[57] Łac. – nie mam królestwa, będę królować, króluję, królowałem.

[58] Z. Herbert, Raport z oblężonego Miasta (fragm.) [w:] B. Urbankowski, Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie, Radom 2004, s. 386.

Pełny tekst wystąpienia mgr Krzysztofa Bąkały na Konferencji pt.„KRESY – wczoraj, dzisiaj, jutro” w dniu 10 lipca 2015 r. w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Konferencja została zorganizowana przez: Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i KombatanckichMuzeum Niepodległości i Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, pod Patronatem Honorowym: Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika i Prezesa Krajowej Rady Spółdzielczej Naczelnego Organu Samorządu Spółdzielczego Alfreda Domagalskiego, przy współudziale programowym i organizacyjnym członków Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”. Prezentujemy pierwszą grupę referatów z zakresu historycznego – „wczoraj”. Kolejne 2 grupy referatów w zakresie, co wynika z historii dla sytuacji obecnej Polski i na przyszłość, czyli – „dzisiaj” i „jutro”- opublikujemy w ciągu 2-3 tygodni. Nagrania filmowe wystąpień na Konferencji, w części różniące się od tekstów, opublikujemy za 2-4 miesięcy. Całość materiałów w wydaniu książkowym opracowywana przez Muzeum Niepodległości będzie wydana do końca roku.

Redakcja KIP

 

Comments

  1. piotrx says:

    „Kim zatem byli owi przetrwali w pogardliwym stereotypie ukraińskiej pamięci Lachowie?…. u tożsamia Lachów z plemieniem Lędzian”

    – Moim zdaniem Lędzianie to nie jakieś plemię – plemiona były np u dzikich ludów – tylko jedna z wersji językowych nazwy Lechici/Lachowie pochodzączej od rdzenia Lech oznaczającej konkretny lud /wspólnotę przednarodową/ , mający swoje państwo i zamieszkujący określone terytorium . Wersja Lędzianie występuje bodaj tylko raz w zródłach u Konstantyna Porfirogenety. Zas nazwy Lachowie/Lechici wielokrotnie w zrodłach

    Potwierdza to też kornikarz Nestor, który używa terminu „Lach” wyłącznie w znaczeniu ponadplemiennym, rozumiejąc „Lachów” jako nazwę państwa, które ma określone terytorium, a oprócz tego nadaje „Lachom” treść etniczną. Pod rokiem 981 „Nestor” opowiada o wyprawie Włodzimierza Wielkiego na Lachów, zakończonej zdobyciem Przemyśla, Czerwienia i innych grodów.

    „W roku 981 poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich, Przemyśl, Czerwień i inne grody, które są i do dziś dnia pod Rusią.”

    Państwo lechickie było jednym z czynników państwowo -twórczych decydujących o powstaniu Państwa i Narodu Polskiego, Nazwa Polska występuje dopiero w XII w. Wcześniej występowała nazwa Lechia i inne pochodne od niej. Nazwy te zostały nadane ludności polskiej z zewnątrz, przez sąsiadów. Jedna z tych nazw została adoptowana i przyjęta za rodzimą językowo. Była to nazwa Lech (Polak), w liczbie mnogiej Lesi (Polacy), podobnie jak nazwa Czech w liczbie mnogiej Czesi. Nazwa ta wywodzi się z rdzenia Lech; jak podają jedni badacze jest pochodzenia celtyckiego, a inni. greckiego. Nazwa znana jest od II w. w formie Lech (Leh), od IX w. ta forma występuje w Arabii, Bizancjum, Bośni, Bułgarii, Dalmacji, Iranie, Kroacji, Turcji i Turkmenii. W zmienionej formie od X w. jako Ledian w Serbii, a Lendizi w Bawarii, Lengiel na Węgrzech, Lenkas na Litwie i Łotwie oraz Lach w Albanii, Słowacji i Rusi . Modyfikacja tej nazwy nastąpiła w XIII w. przez jej latynizację z formy Lech w formę Lechita. a w liczbie mnogiej Lechici. Nazwy te nadawane przez sąsiadów Polakom, najlepiej oddają wielkość terytorialną imperium.

    Znaczenie terminu „Ruś”
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus1.html

    Problem Rusi we wczesnym okresie dziejów Polski
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus2.html

    Lechicki początek Polski
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/lechici1.html

    „Lechia” patriarchy Focjusza
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/Focjusz/focjusz.html

    Prapolski bastion toponimiczny w Bramie Przemyskiej i Lędzanie
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/bastion/bastion.html

    Warto zwrócić uwagę na mapę : Mateczniki nazw : Polska i Lęchia (Lechia) -Lędzanie oraz ich rozprzestrzenianie się na całe państwo piastowskie w XI wieku – mapa : G.Labuda – „Pierwsze państwo polskie”.

Trackbacks

Wypowiedz się