Moje odniesienie do Jaruzelskiego

Czy można mieć zdanie odrębne w sprawie gen. Jaruzelskiego?

Zaznaczę na wstępie, że nie mam dostępu do żadnej wiedzy szczegółowej, materiałów historycznych, źródeł itp. Opieram się wyłącznie na własnych obserwacjach, odczuciach i logice zdarzeń.

Zatem.
Okres rozgardiaszu, jaki panował w czasie „wybuchu” Solidarności napełniał mnie uczuciem niesmaku i przekonania, że sprawy idą w złym kierunku. Nie dlatego, że istniało zagrożenie obcą interwencją, bo tu akurat gotowość do walki była duża, ale postępującą degeneracją zachowań.
Jestem jeszcze z pokolenia, które miało wpojone w podświadomość, że dobrobyt uzyskuje się pracą. A tu ciągłe strajki z powodów zupełnie bezsensownych, jak choćby radomskiej uczelni, gdzie jej organizator , prof. Hebda, był odsądzany od czci i wiary z racji jakichś durnych zarzutów.
To nie był , ogólnie, kierunek w jakim uważałem, że sprawy Polski miały iść.
Dlatego odczuwałem narastającą potrzebę, aby ktoś „zapanował” nad chaosem i nadał sytuacji bieg rozsądny.
Stan wojenny odebrałem jako próbę uporządkowania sytuacji. O ile początkowo moje wzburzenie wynikało z faktu śmierci kilkudziesięciu osób, to z czasem, przy niechęci do władz, zacząłem dostrzegać i pewne konieczności wynikające z zakresu przeprowadzonej operacji.
Niemniej – byłem zdecydowanym przeciwnikiem władz, które traktowałem jako równie okupacyjne jak sowieckie. I chyba to obecnie mam sobie do zarzucenia, gdyż nie potrafiłem wypracować własnego stosunku do rzeczywistości a ulegałem wpływom otoczenia, gdzie każda próba rozmowy kończyła się stwierdzeniem, że wszystkiemu winni „sk…ni komuniści”.
Jak oceniam obecnie działania Jaruzelskiego?
Chyba właśnie jako próbę stabilizacji sytuacji w kraju w oparciu o wojsko, które miało wtedy jeszcze pewien „mir” w społeczeństwie.
Gen. Kiszczak – to służby wojskowe. Po to otrzymał tak duży zakres władzy, aby zniwelować działania służb „cywilnych”.
Zagrożenie bowiem było kreowane przez ludzi służb. To wyraźnie widać teraz, że większość tzw. działaczy solidarnościowych to kukiełki sterowane przez służby.
Początkowy okres stanu wojennego to „walka buldogów pod dywanem”, czyli zmagania tych służb o wpływy. I kiedy wydawało się, że wygrała „wojskówka” i nastąpi uspokojenie – zrobiono prowokację – morderstwo ks. Popiełuszki. Śledztwo utknęło, mimo podobno bezpośredniego nakazu wyjaśnienia ze strony Jaruzelskiego, a ludzie je prowadzący zginęli w wypadku samochodowym. „Przypadkowo” ten samochód (ciężarówka), miał wzmocnioną konstrukcję części przedniej.
To podburzyło ponownie nastroje społeczne. Kościół nie włączył się w proces uspokajania społeczeństwa.
Od tego czasu – następuje przejmowanie stanowisk decyzyjnych przez te opcje, które zaczęły przygotowywać „okrągły stół”.
Cóż. Nawet przy takim podejścia nie da się postaci gen. Jaruzelskiego ocenić pozytywnie; przyjmując na siebie odpowiedzialność za Naród – nie wykazał się dostateczną determinacją. Może powinien działać metodami Pinocheta?
Może brak było wizji stanu do jakiego należało dążyć.
Wielkość przywódców jest wielkością perspektywy widzenia.
W sumie – dla mnie jest to postać tragiczna, „zmielona” niesamowicie skomplikowanymi okolicznościami. Bo może trzeba było więcej krwi, aby sprostać wyzwaniom? Może należało operację przeprowadzić tak zdecydowanie jak zrobił to Piłsudski?
Nie wiem. Nie mam wiedzy, która pozwoliłaby dokonać oceny. Dlatego Jaruzelskiego uważam za postać tragiczną, która nie dała sobie rady z okolicznościami. Ale też w żadnym wypadku nie uważam, aby zarzuty o zdradę były uzasadnione. Obecne pochwały ze strony takich ludzi, jak Kwaśniewski, wskazują, że taką rolę usiłuje się mu obecnie wmówić.
Oby historia wyjaśniła te wszystkie zawikłania.

Comments

  1. Klub Inteligencji Polskiej says:

    Przy pomocy wojska rozpoczął wojnę, natomiast nie wiedział jaki ma być pokój. Zresztą trzeba również podkreślić, że ten cały układ, który wprowadzał stan wojenny nie interesował się tym, co będzie później. Ważne było tylko to, by oni mogli cało wylądować na swoich d….ch. Stąd skwapliwie przyjęli propozycje Okrągłego Stołu i zapewnienia cwaniaków, że im włos z głowy nie spadnie. W trakcie tzw. reform i wyprzedawania Polski to właśnie byli decydenci siedzieli cicho w strachu, że ktoś zacznie im się dobierać do piór. Nowa władza dotrzymała słowa i tylko goniła króliczka., a dziś wszyscy mamy rękę w nocniku, bo siedzieliśmy cicho.
    Adam Zawrat

    • Krzysztof Wojtas says:

      Myślę, że w pierwszym okresie może i były jakieś zamierzenia, ale niewyraźnie wyartykułowane. W efekcie była to obrona stanu rzeczy.

      Niemniej. proszę mi pozwolić sądzić, że nie wszyscy i nie we wszystkim byli i są zdegenerowani.
      Czy można mieć nadzieję na lepsze wybory w przyszłości?

Wypowiedz się