POLSKIE DROGI DO NIEPODLEGŁOŚCI CZ. V ostatnia.

14. Wyprawa kijowska.         

          wojna polsko rosyjska   

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski i generalicja rozumieli, że bolszewicy nie pokonani w polu, nie uszanują prędzej czy później żadnego zawartego przez siebie pokoju i nie zrezygnują z roszczeń do ziem Rzeczypospolitej, dawnego zaboru carskiego. Zdecydowano nie czekać biernie, aż przeważające siły rosyjskie uderzą na Polskę. Korzystniejsze rozwiązanie widziano w wykonaniu uderzenia wyprzedzającego, na nierozwinięte jeszcze siły wroga, rozbiciu ich  i szybkim zakończeniu działań militarnych na jego terytorium.

Polska zdawała się dla wielu w kraju i Europie jeszcze zbyt słaba, by móc podejmować tak wielkie polityczne plany, ale Rosja, wyniszczona wielką wojną, rozdarta rozlewającą się rewolucją bolszewicką i wojną domową była również słaba. Jeżeli była kiedykolwiek szansa trwałego odwrócenia koła historii i pokonanie wroga – to właśnie wtedy.

23 kwietnia marszałek J. Piłsudski przyjechał do Równego na odprawę z dowódcami      2 i 6 Armii – generałami Antonim Listowskim i Wacławem Iwaszkiewiczem, z dowódcą grupy uderzeniowej 3 Armii – generałem Edwardem Śmigłym-Rydzem oraz dowódcą 1 Dywizji Jazdy – generałem Janem Romerem.

       25 kwietnia  1920 r. o świcie, wojska polskie pod dowództwem marszałka Józefa Piłsudskiego ruszyły na całym froncie ukraińskim kierując się na Korosteń, Żytomierz, Berdyczów, Koziatyń i Winnicę.

Doceniając doniosłe znaczenie, tak strategiczne jak i polityczne ofensywy na Ukrainie – J. Piłsudski zapewnił tej operacji znaczną przewagę sił. Skierował tam niemal połowę piechoty (9 dywizji z 21 istniejących) i prawie połowę kawalerii (4 brygady z 9), potężną artylerię, kolumny samochodów do przewozu wojsk oraz liczne oddziały służb pomocniczych, w tym balony obserwacyjne i lotnictwo.

Siły bolszewickie były słabsze: 7 dywizji piechoty o znacznie mniejszej wartości bojowej od naszych oraz jedna dywizja i jedna brygada kawalerii.

„Dyspozycja operacyjna do ofensywy na Ukrainę” z 17 kwietnia 1920 r. ustaliła, że „Ideą przewodnią operacji w pierwszym okresie jest rozdzielenie sił nieprzyjaciela na dwie grupy przez szybkie zajęcie Żytomierza i Koziatyna, odcięcie odwrotu wojskom bolszewickim, stojącym na północ od szosy Zwiahel – Żytomierz oraz zepchnięcie sił stojących na południe od kolei Szepetówka –Koziatyn, w kierunku południowym”.

          Ta „Dyspozycja operacyjna” nie wyznaczała najważniejszego dla każdej ofensywy zadania: zniszczyć wojska nieprzyjaciela.

          Plan ofensywy kijowskiej został opracowany w bardzo oryginalny sposób, bo pod osobistym kierownictwem Marszałka przez pułkownika Stachiewicza i dwóch adiutantów – Wieniawę i Stanisława Radziwiłła, a to z obawy  niedyskrecji gdyby przygotowywał go Sztab Generalny (?). Do współpracy nie był wzywany żaden z dowódców armii. Kilka dni przed ofensywą na naradzie z udziałem dowódców armii – gen. Szeptyckiego i gen. Majewskiego o ofensywie nie wspomniano.

Przełamanie frontu okazało się łatwiejsze niż przypuszczano, nieprzyjaciel nie przyjmował walki i wycofywał swe siły. Cofająca się kawaleria bolszewicka podpalała mosty na drodze,aby opóźnić marsz Polaków. Miejscowa ludność okazywała wiele pomocy naprawiając drogi i witając na gościńcach przemieszczające się kolumny żołnierzy. W nocy 1 Brygada podeszła pod Żytomierz i rano podjęła atak na broniące miasto oddziały 58 Dywizji Piechoty. Po 3 godzinnych walkach bolszewicy wycofali się z miasta, pozostawiając kilkuset jeńców, 9 armat i sporo zaopatrzenia wojskowego w wagonach na dworcu kolejowym.

Zdobycia Żytomierza dokonano w wyznaczonym czasie, przy minimalnych stratach własnych – 5 zabitych i 48 rannych. Nie udało się  3 Brygadzie Kawalerii zamknąć wycofujących się z Żytomierza sił bolszewików, które broniąc się zaciekle zmierzały w stronę Kijowa.

        Po zajęciu Żytomierza Marszałek J. Piłsudski ogłosił odezwę do ludności:

 

Do wszystkich mieszkańców Ukrainy!

Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując głęboko na ziemie Ukrainy. Ludność ziem tych czynię wiadomym, że wojska polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą.

Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, by władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą gdy rząd narodowy Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj ten przed nowym najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen – żołnierz polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie walki o wolność ludów.

Razem z wojskami polskimi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod wodza atamana głównego Semeny Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego.

Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny szczęście i dobrobyt, którymi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju.

Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę.

Wzywam naród ukraiński i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę sił swych wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie i wolność.

                                                                             Józef Piłsudski

                                                                              Wódz Naczelny Wojsk Polskich.

                                                                          26 kwietnia 1920 r. Kwatera Główna.”

Tego samego dnia ataman Petlura wydał odezwę „do narodu Ukrainy”, która była odpowiednikiem odezwy j. Piłsudskiego. Stwierdził w niej, że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą jako sojusznik w walce z moskiewskimi bolszewikami-okupantami”.

Po 262 latach od ugody Hadziackiej Piłsudski rozpoczął nowy okres współpracy z Ukrainą, czynił to z uporem Litwina i przebiegłością Metternicha, wbrew większości własnego narodu i wbrew ówczesnym rządom Ententy, które chciały odrodzoną Polskę zamknąć w granicach etnograficznych od Warty do linii Curzona – opierając się tylko własnej intuicji i głębokim przekonaniu, że bez wolnej Ukrainy niepodległa Polska długo nie przetrwa.

Równolegle na południowym Polesiu ofensywę prowadziła 4 Dywizja Piechoty w kierunku na Kostrzyń oraz oddziały grupy operacyjnej pułkownika Rybaka na kierunku Owrucz. Bez większych trudności odrzuciły oddziały 7 i 47 dywizji biorąc kilkuset jeńców i zdobywając ok. 50 parowozów i ok. 1000 wagonów kolejowych.

W zapale walk popełniano błędy. Dowódca grupy operacyjnej, w skład której wchodziła 7 Brygada Jazdy,  pułkownik Rybak stawiając zadanie bojowe 7 Brygadzie znacznie przecenił jej możliwości. Podzielone siły brygady, broniąc zdobytych wcześniej przepraw (Teterowo i Isza) oraz  dworca (Maliny) nie sprostały wycofującym się dywizjom wroga ponosząc ciężkie straty. W dokonanej później analizie gen. Machalski stwierdził, że „ (…) zadanie, które otrzymała brygada było ponad siły tej garstki bohaterów”. W bitwie tej zginął szef sztabu 7 Brygady, dawny adiutant Marszałka  – rotmistrz Stanisław Radziwiłł.

Sprawca tej klęski, pułkownik Rybak, były sztabowiec armii austriackiej, późniejszy generał i inspektor armii, wiedział jak klęskę na polu bitwy przekuć w papierowy sukces. Pisał „Rajd udał się znakomicie, wzięto 2000 jeńców …”.

Reasumując. W początkowym okresie walk, w wyniku bojów stoczonych w Żytomierzu, Koziatynie, pod Berdyczowem, Korosteniem, Owruczem, Korostyszowem, Holendrami, Malinem, Barem i Zmierzynką wojska nasze wzięły do niewoli ok. 12 tys. jeńców, zdobyły ok. 50 armat, ok. 300 karabinów maszynowych, setki lokomotyw i kilka tysięcy wagonów oraz znaczną ilość zapasów z magazynów wojskowych. Zajęto znaczne obszary, przesuwając front o ok. 70 km na południe i ok. 120 km na północ. Straty własne: ok. 150 zabitych i ok, 300 rannych.

Trzy brygady strzelców siczowych, w sile ok. 15 tys. żołnierzy złożone z galicyjskich Ukraińskich, walczące po stronie bolszewickiej przeszły na naszą stronę. Był to niewątpliwy sukces S. Petlury.

Rosyjska 14 Armia wycofała się bez większych strat. 12 Armia poniosła duże straty, jej oddziały zostały rozproszone i straciły kontakt z dowództwem. Wstrzymanie przez Naczelnego Wodza działań pościgowych dało możliwość 12 Armii schronić się za Dnieprem i odtwarzać zdolność do walki.

Po trzech dniach ofensywy oddziały naszej 3 Armii znalazły się w odległości niespełna 70 km od Kijowa, nie osiągnięto tego, co winno stanowić główny cel walki – nie zniszczono sił nieprzyjaciela na prawym brzegu Dniepru. Sytuacja była niełatwa, w tej chwili Naczelny Wódz zdał sobie sprawę, że odsunięcie Sztabu Generalnego w procesie planowania i organizacji działań było błędem. Z pewnością powstały by warianty działań  stosowne do powstałej sytuacji. Poważnym problemem była słabo działająca łączność, stąd niejasny obraz sytuacji na froncie.

Marszałek J. Piłsudski w tej sytuacji podjął decyzję o wstrzymaniu ofensywy. Nowo mianowanemu dowódcy 3 Armii – gen. Śmigłemu (przejął dowodzenie po Marszałku) polecił przygotować się do ataku na Kijów  z takim wyliczeniem by można go było rozpocząć do 7 maja.

Sytuacja była trudna, siły nieprzyjaciela nie zostały rozbite, utracono inicjatywę, podjęta decyzja  była jednak najgorszą z możliwych.

10 dniową przerwę w walkach wykorzystano na podciągnięcie tyłów z zaopatrzeniem i przeprowadzenie przegrupowania sił. Do natarcia na Kijów szykowano najlepsze oddziały. Ich zadaniem miało być dotarcie do linii Dniepru od ujścia Prypeci do ujścia Krasnej, zdobycie Kijowa, utrzymanie w całości mostów na Dnieprze i zabezpieczenie miasta przez stworzenie przedmościa. 2 i 6 armia otrzymały zadania osłony 3 Armii od południa. Na północy 4 Armia gen. Szeptyckiego otrzymała zadanie dotarcia do Dniepru między Berezyną a Prypecią i osłony z tego kierunku armii gen. Śmigłego.

Przewidując ciężkie walki o Kijów, który miał być zdobyty za wszelką cenę, dowództwo 3 Armii nadzwyczaj dokładnie przygotowywało się do tej operacji. Trzy dywizje piechoty miały nacierać na Kijów czołowo, 7 Brygada Jazdy (poturbowana pod Maliami), miała przeprawić się przez Dniepr na północ od Kijowa, a 15 Dywizja na południe od niego i zająć mosty na Dnieprze. Ciężką artylerie, saperów, kolumny pontonowe postawiono do dyspozycji dowódcy 3 Armii.

O świcie 5 maja ruszyły podjazdy szwoleżerów aby rozpoznać sytuację przed Kijowem. Dotarły na przedmieścia bez kontaktu z nieprzyjacielem. Nazajutrz do tramwaju linii podmiejskiej wsiadł pluton szwoleżerów i dojechał bez kłopotów do śródmieścia Kijowa, wracając przyprowadził 8 jeńców, wartowników pilnujących magazyny.

Rankiem 7 maja dowódca 7 Brygady Jazdy gen. Romanowicz, nie mogąc przeprawić się na drugi brzeg Dniepru (nie dostarczono pontonów), nie mając łączności z grupa operacyjną pułkownika Rybaka, nie mając kontaktu z nieprzyjacielem, chcąc ubiec piechotę i wejść przed nią do miasta, wysłał wzmocnione podjazdy ze swych pułków, by jak najszybciej wjechały do miasta. Zaczął się prawdziwy wyścig, jazda w swej kawaleryjskiej fantazji, jak spuszczone ze smyczy ogary pędziła naprzód – kto pierwszy dotrze do „Złotej Bramy”.

Wieczorem tego dnia gen. Romanowicz na czele pozostałych szwadronów, witany owacyjnie przez mieszkańców wjechał do miasta.

Tego dnia gen. Śmigły-Rydz nadal przygotowywał się do zdobycia miasta, którego nikt nie bronił. Oczekiwał rozkazu Naczelnego Wodza by rozpocząć natarcie. Zniecierpliwiony tą sytuacją dowódca 1 Brygady Legionów – podpułkownik Dąb-Biernacki, na własną rękę wysłał kompanię na rozpoznanie przedmieścia. Kompania wkroczyła do Kijowa po południu z zastała tam oddział naszej kawalerii. Powiadomiony dowódca, nie czekając na sygnał z naczelnego dowództwa nakazał brygadzie nocny marsz do Kijowa. Po wejściu do miasta pułki 1 Brygady Legionów zluzowały kawalerię pilnującą mostów na Dnieprze i zabezpieczyły ważne obiekty w mieście.

         Główny cel operacji, tj. zniszczenie wojsk bolszewickich na prawym brzegu Dniepru, nie został osiągnięty. Dlaczego? Przecież nasze wojska miały przewagę liczebną i jakościową, wyposażenia: kolumnę samochodową, eskadry samolotów. Morale wojska stało wysoko, ożywiał je wielki entuzjazm, obecność Naczelnego Wodza wzmacniała zapał bojowy, przeciwnik stawiał niewielki opór, nasze straty były minimalne w stosunku do liczby jeńców, zdobyczy materiałowej, zagarniętych obszarów.

Ofensywa na Ukrainie nie przyniosła zamierzonego wyniku, wskutek niewłaściwego planowania działań wojennych na najwyższym szczeblu dowodzenia. Natarcie czołowe nie zostało dostatecznie uzupełnione manewrem, zarówno w skali operacyjnej jak i taktycznej. Zagony oskrzydlające brygad kawalerii były zaplanowane niewłaściwie. Siły te nie mogły powstrzymać wycofujących się głównych sił nieprzyjaciela, nie mogły nawet zadać mu znaczących strat.

Uderzając frontalnie przez Żytomierz i Berdyczów wprost na Kijów, a potem zwlekając przez 10 dni z jego zajęciem i opanowaniem mostów na Dnieprze – Wódz Naczelny marszałek Józef Piłsudski umożliwił bolszewikom wycofanie wszystkich oddziałów za Dniepr, oraz ewakuację znacznej części zaopatrzenia i materiałów wojennych.

„(…) Główne nasze uderzenie trafiło w próżnię i nie przyprawiło nieprzyjaciela o znaczniejsze straty”.

Kilka lat później, analizując przebieg operacji wypracowano stanowisko: „(…) należało zastosować manewr rozpoczynając ofensywę z lewego skrzydła, od Polesia, skierowanym na południe mocnym uderzeniem, które odcięłyby od Dniepru wojska bolszewickie znajdujące się na prawobrzeżnej Ukrainie. To umożliwiłoby ich zniszczenie w ataku frontalnym”.              

 

Nasuwa się pytanie, dlaczego plan ofensywy kijowskiej zawierał tyle błędów? Wydaje się, że z przynajmniej dwóch przyczyn. Przede wszystkim, ponieważ był opracowany, jak już wspomniano, przez mało doświadczonych oficerów, można by rzec „ po amatorsku”, poza Sztabem Generalnym. Na domiar złego plan ten był utrzymywany do końca w tajemnicy, nawet przed głównymi wykonawcami – dowódcami armii.  Przed operacją kijowską Naczelny Wódz zlikwidował dowództwo tego frontu, sprawowane przez gen. Listowskiego i nikt nie mógł już skorygować tego błędu.

Naczelny Wódz objął osobiście dowództwo 3 Armii, szkoda że nie frontu, może wówczas doszedłby do wniosku, że bez manewru oskrzydlającego nie da się osiągnąć celu.

O świcie 9 maja dwa nasze pułki piechoty rozpoczęły walkę o zdobycie przedmieścia po drugiej stronie Dniepru. Parę godzin później, przy odgłosach toczonej walki gen. Śmigły-Rydz przyjmował defiladę wojsk wkraczających do stolicy Ukrainy. Defilada wypadła znakomicie, jako ostatni oddział przemaszerowała 6 Dywizja Ukraińska do której dołączyły grupy powstańców z własnymi orkiestrami.

Obok gen. Śmigłego-Rydza na trybunie byli obecni: pułkownik armii francuskiej Hanotte (przydzielony do naczelnego dowództwa), oraz major Yamawaki, attaché wojskowy Japonii w Warszawie, obaj w mundurach co wywołało plotki i spekulacje wśród ludności Kijowa – Ententa ogłosiła wojnę z bolszewikami.

Ta demonstracją była kolejnym błędem. Nie było tu Semena Petlury. Naród ukraiński widząc w swej stolicy obcego generała a nie swojego przywódcę na czele wojsk ukraińskich, nie odczuwał tego aktu jako wyzwolenie. Organizacja siedziby dowództwa wojsk polskich w Kijowie świadczyła raczej o zmianie okupanta niż wyzwoleniu. Początkowy entuzjazm gasł w oczach i  Ukraińcy zamiast chwytać za broń w obronie odzyskiwanej wolności stawali się biernymi obserwatorami rozwoju wydarzeń.

W defiladzie nie wzięła udziału 7 Brygady Jazdy, która pierwsza wkroczyła do Kijowa, nie czekając na rozkaz Naczelnego Wodza. Jej dowódca gen. Aleksander Romanowicz zakończył swoją karierę wojskową.

Wiadomość o zwycięstwach na Ukrainie wywołała entuzjazm w kraju, jak również patriotyczne owacje pod adresem armii na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Sejm skierował depeszę do Naczelnego Wodza z podzięką za świetne zwycięstwo. Gen. Sosnkowski (wówczas wiceminister spraw wojskowych) informował J. Piłsudskiego o „zmianie nastrojów pod wpływem powodzeń naszych na froncie – nawet przeciwnicy Piłsudskiego na prawicy wysuwają koncepcję korony lub dożywotniej prezydentury dla Piłsudskiego w zamian za oddanie Dmowskiemu premierostwa i spraw zagranicznych”.

18 maja marszałek Piłsudski powrócił do Warszawy, witany entuzjastycznie przez Warszawiaków.  Zdawał sobie sprawę, że zakończona „zdobyciem” Kijowa operacja była tylko pozornym zwycięstwem, bo żywe siły nieprzyjaciela nie zostały rozbite. Wiedział, że w „bramie smoleńskiej” gromadziły się liczne dywizje bolszewickie gotowe do uderzenia na Polskę, wiedział, że z południa Rosji zmierzała w kierunku Ukrainy Armia Konna Budionnego. Uznał, że w tej sytuacji warto podtrzymywać nastrój optymizmu, poczucia siły, pewności siebie i ufności do Naczelnego Wodza – tak potrzebnych w nadciągających dniach próby.

Wieczorem tego dnia odbyło się uroczyste posiedzenie Sejmu, na którym marszałek Trąbczyński przywitał Naczelnego Wodza wracającego „ze szlaku Bolesława Chrobrego” hymnami.

Ale część elit, m. in. premier Skulski, minister Kędzior, W. Witos dostrzegali już rodzące się zagrożenie od wschodu.

        Rozpoczynając  ofensywę majową J. Piłsudski wiedział, że bolszewicy przygotowywali w naczelnym dowództwie wojsk plan uderzenia na Polskę przez bramę smoleńską”. Trudno rozstrzygnąć czy była to tylko rutynowa praca sztabu – opracowanie planu ewentualnych działań, czy podjęte przygotowania operacyjne do postanowionych już zadań ofensywnych.  Domeną sztabów jest mieć plany na każdą sytuację, więc jest tu pewna wątpliwość.

Utrata Kijowa wywołała duże wrażenie na znacznej części społeczeństwa w Rosji. Pozwoliło to rządowi bolszewików dość łatwo wzbudzić nastroje zagrożenia ojczyzny i obrony rewolucji. Hasła obrony zagrożonej ojczyzny przyciągnęły do punktów mobilizacyjnych nie tylko robotników i chłopów ale także oficerów i żołnierzy armii carskiej ze sławnym gen. Brusiłowem na czele.

         14 maja bolszewicy rozpoczęli działania bojowe na Białorusi, pomagając w ten sposób pośrednio oddziałom na froncie ukraińskim. Dowódca Frontu Północnego gen. Tuchaczewski rozpoczął ofensywę z rejonu Połocka  w kierunku na Mołodeczno oraz z rej. Borysowa w kierunku na Mińsk.

Dwa miesiące przed ofensywą kijowską Naczelny Wódz J. Piłsudski zlikwidował stanowisko dowódcy frontu Białoruskiego, które zajmował gen. Szeptycki. Teraz dopiero okazało się jak błędna była to decyzja. Od tego czasu działaniami operacyjnymi trzech polskich frontów  kierował  osobiście Wódz Naczelny, najpierw z Żytomierza, później z Warszawy. W praktyce okazało się to bardzo trudne, tak trudne że 17 maja przywrócono  gen. Szeptyckiego na stanowisko dowódcy frontu. Gen. Szeptycki swoje dowodzenie rozpoczął od ponownego zorganizowania sztabu frontu.

        

          1 czerwca rozpoczęła się kontrofensywa z udziałem nowoutworzonej i ściągniętej z głębi kraju armii rezerwowej dowodzonej przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego, z zadaniem osaczenie głównych sił bolszewickich wysuniętych na kierunku Mołodeczno. Manewr polegał na szybkim natarciu dwóch grup skrzydłowych – od północy armii rezerwowej w składzie czterech dywizji piechoty i brygady kawalerii oraz od południa grupy operacyjnej gen. Skierskiego, w składzie półtorej dywizji. Pomiędzy skrzydłami, od czoła, znajdowała się         1 Armia w składzie czterech dywizji piechoty. Manewr nie udał się, pomimo że kierowali nim dowódca frontu i Wódz Naczelny, nieprzyjaciel zręcznie wymknął się z osaczenia.

W pierwszych dniach czerwca, gdy wojska nasze były w bezpośrednim kontakcie z bolszewikami, J. Piłsudski wstrzymał pościg, wbrew stanowisku gen. Szeptyckiego, który domagał się kontynuacji kontrofensywy, aż do rozbicia sił wroga i zapewnienia sobie bezpieczeństwa na dłuższy czas.

Gen. Szeptycki napisał później: „w niewykorzystaniu dogodnej dla nas sytuacji z początkiem czerwca widzę jeden z głównych powodów naszych klęsk w lipcu.”

Gen. Kutrzeba w pracy „O wyprawie kijowskiej”, sformułował zastrzeżenia wobec naszej strategii na Białorusi w maju 1920 r. Z ich treści wynika, że J. Piłsudski nie rozumiał, że na dwóch odrębnych polach bitew – Ukrainy i Białorusi – dwóch decydujących operacji nie można prowadzić jednocześnie, że front północny winien być drugorzędny, aż do chwili powrotu sił z Ukrainy po pokonaniu tam nieprzyjaciela.

Na froncie północnym należało prowadzić tylko działania blokadowe, powstrzymywać bolszewików w ich pochodzie na zachód. Gen. Szeptycki „nalegał…”, ale nie posiadał orientacji w całokształcie sytuacji na froncie wschodnim i nie zdawał sobie sprawy, że na jakiekolwiek wsparcie liczyć nie może. Dlaczego? Między innymi dlatego, że na naradzie dowódców frontów, w przeddzień operacji kijowskiej, tj. 20 kwietnia nie został poinformowany o planowanym jej przebiegu. J. Piłsudski nie poinformował o planie operacji najważniejszych  dowódców, nie byli też oni informowani o przebiegu działań. Gdyby było inaczej musiałoby dojść do dyskusji, w której postanowiono by, że w razie ataku bolszewików na froncie białoruskim, przed pokonaniem nieprzyjaciela na Ukrainie – Naczelny Wódz nie użyje odwodów na rzecz frontu białoruskiego.

Z oczywistych względów krytyczna ocena gen. Kutrzeby jest sformułowana bardzo oględnie, niemniej wynika z niej jednoznacznie, że zasadniczym błędem J. Piłsudskiego było użycie wszystkich rezerw i odwodów z głębi kraju również z frontu ukraińskiego. Tereny na Białorusi były nam zupełnie nie potrzebne. W rezultacie Naczelny Wódz, pozbawiony rezerw, w ciągu następnych dwóch miesięcy stracił możność wpływania na sytuację na frontach, co umożliwiło wojskom białoruskim dojście pod Warszawę.

Gen. T. Kutrzeba, długoletni szef Wyższej Szkoły Wojennej, był niewątpliwie autorytetem w dziedzinie strategii.

 15.  Atak bolszewików na Polskę.

 bitwa warszawskla

        Zapowiadana Armia Konna Budionnego pojawiła się na froncie ukraińskim w ostatnich dniach maja.  Dowódca Armii Konnej – były wachmistrz carskiej kawalerii – Siemion Budionny trzymał swych dywizjonerów i brygadierów żelazna ręką, co raz grożąc im rozstrzelaniem za niewykonanie zadania. Za takim przykładem, szli dowódcy niższych szczebli  podobnie traktując swych podwładnych.

Pierwszy kontakt Kozaków miał miejsce w starciu z 1 pułkiem Ułanów Krechowieckich, 29 maja – był dla nich porażką. Na sąsiednim odcinku frontu zajmowanym przez 13 Dywizję Piechoty (z dawnej Armii gen. J. Hallera), dwa bataliony z 50 pułku Strzelców Kresowych uległy niemal całkowitej zagładzie. W pułku, po zwolnieniu ze służby ochotników z Polonii amerykańskiej ich miejsce zajęli niedawno powołani żołnierze. Zaskoczeni przez kawalerię, wskutek niedbalstwa dowódców uległy w walce.

Żołnierze tej armii, to w dużej części Kozacy z Kubania, potomkowie Zaporożców, przesiedlonych przez carycę Katarzynę do walki z narodami północnego Kaukazu. Razem jedzą, razem śpią … wspaniała, milcząca wspólnota. Dwie zasadnicze cechy charakteryzowały zarówno dowódców jak i szeregowców: zamiłowanie do rabunku i azjatyckie okrucieństwo zapewne odziedziczone po mongolskich przodkach.

Armia Konna unikała walki z polską kawalerią, wolała szarżować na oddziały piesze, zwłaszcza zaskakiwać je w marszu. Tabory, szpitale, ranni, jeńcy – stanowili ich ulubionego przeciwnika. Mordowanie bezbronnych i rabunek ich mienia było dla żołnierzy Armii Konnej najlepszym sposobem prowadzenia wojny.

Wyjście Armii Konnej na tyły wojsk polskich, znajdujących się w Kijowie, zmusiło je do odwrotu. Budionny otrzymał rozkaz atakować Polaków, odciąć im odwrót i zniszczyć. Ale w skład Armii polskiej wchodziły także elitarne jednostki, ze sławną 1 Dywizją Piechoty Legionowej na czele. Budionny wiedział, że w otwartej walce ma nikłe szanse i przekonał swych zwierzchników, że lepsze rezultaty osiągnie atakując i dezorganizując zaplecze polskiego frontu.

Najgorsze dla Polaków skutki działań Armii Konnej to wywoływanie paniki wśród ludności cywilnej i rannych żołnierzy w miejscowościach położonych nawet o setki kilometrów na tyłach. Np. w Żytomierzu żołnierze Budionnego spalili szpital z 600 rannymi żołnierzami polskimi, wraz z obsługą szpitala. Ten nowy instrument walki – okrutna jazda Budionnego – taktyka na którą nie byliśmy przygotowani, stawał się jakąś legendarną, nieprzezwyciężoną siłą.

Po nierozstrzygniętej bitwie pod Brodami Budionny rusza na Lwów. Podchodząc pod Lwów Budionny zderza się z twardą obroną. Polacy poznali już taktykę Armii Konnej i znaleźli skuteczną na nią odpowiedź. Kolejne ataki załamują się, Budionny ponosi duże straty. Kolejne rozkazy o zaprzestaniu walk pod Lwowem zmuszają go do marszu na północ. Po walkach w rejonie Zamościa, na jego drodze stają starzy znajomi – zgrupowanie gen. S. Hallera z 13 Dywizją piechoty 1 Dywizją Jazdy. Po całodziennej bitwie z częścią Armii Konnej, pobite ale nie zniszczone oddziały Budionnego rozpoczęły odwrót na wschód.

                             

           Działania Armii Konnej Budionnego, choć nie spowodowały spektakularnych zwycięstw nad wojskami polskimi w otwartej walce, to jednak odegrały doniosłą rolę w wojnie 1920 r., w tym przede wszystkim:

-  wymusiły odwrót dotychczas zwycięskich wojsk polskich z Ukrainy;

-  spowodowały przerzucenie znacznej liczby wojsk polskich z frontu północnego na

południowy, ukraiński;

-  to z kolei tak osłabiło nasz front północny, że umożliwiło Tuchaczewskiemu zmuszenie

naszych wojsk do odwrotu od Berezyny do Wisły i spowodowało zagrożenie istnienie

państwa polskiego;

-  klęska „wyprawy kijowskiej” i zmęczenie społeczeństwa wojną zmusiły J. Piłsudskiego do

rezygnacji z utworzenia samodzielnego, niezależnego od Rosji państwa ukraińskiego.

Taktyka działania oddziałów Armii Konnej, którą wręcz zafascynował się marszałek Piłsudski miała decydujący wpływ na późniejszy kształt polskiej armii. Marszałek  odrzucał wszelkie projekty modernizacji wojsk i zastępowania pułków kawalerii pułkami czołgów. Ta idea utrzymywana była w mocy przez „kawaleryjską” generalicję niemal do września 1939 r.

„(…)Kto miał szczęście lub nieszczęście pode mną służyć wie, że jestem wściekłym ryzykantem. Cały mój wpływ w państwie kładę na to, aby państwo ryzykowało utrzymanie wielkiej ilości kawalerii”.

Pomimo posiadania realnych możliwości – kadra inżynierska, techniczne możliwości produkowania nowoczesnej broni i sprzętu wojskowego, nasza myśl wojskowa zatrzymała się w miejscu, we wrześniu 1939 r. mieliśmy tylko dwa pułki czołgów i aż 38 pułków kawalerii.

Jednocześnie z planem zbrojnej agresji na Polskę przygotowywano akcję polityczną  o charakterze wywrotowym wewnątrz Polski. Z litwackiej SDKPiL oraz żydowskiego odłamu Polskiej Partii Socjalistycznej,  komuniści powołują swoją polityczną agenturę pod nazwą Komunistyczna Partia Robotniczej Polski.

W obliczu bolszewickiego potopu, w kraju zarządzono pełną mobilizację wszystkich sił. Kanałami dyplomatycznymi rozesłano prośby o udzielenie sojuszniczej pomocy.  W niemal natychmiastowej odpowiedzi, Czesi wspólnie z Niemcami i Austrią sprzeciwili się przewozowi amunicji i broni do Polski. Jedynie Francja przesłała licznych oficerów w charakterze doradców, z szefem sztabu gen. Weygandem na czele. Nie znając warunków wojny manewrowej, nie odegrali oni jednak większej roli w działaniach,  współdziałając lojalnie w wykonywaniu decyzji polskiego dowództwa.  Wielka Brytania, przodująca w Lidze Narodów, uzależniła swoje pośrednictwo między Polską a  Bolszewicką Rosją od spełnienia przez Polskę uwłaczających warunków. Od spełnienia tych warunków uzależniła także wydanie zgody na dowóz amunicji do Polski.

             W tak wyjątkowo trudnej dla odradzającej się Rzeczypospolitej chwili, pod presją

politycznych stronnictw musiał premier Władysław Grabski pojechać do Spa w Holandii i

podpisać układ, który w sprawach Litwy, Gdańska, Cieszyna, Spiżu i Orawy zmuszał Polskę do uznania niekorzystnych dla niej decyzji. Alianci zaś, nie czekając nawet na wynik wojny Polski z Rosją Bolszewicką, wydali zarządzenia pozbawiające nasz kraj znacznej części Śląska Cieszyńskiego, a w Gdańsku wprowadzili międzynarodowy zarząd portu, z gruntu sprzeczny z zasadami Traktatu Wersalskiego.

          W tej trudnej dla Polski chwili narzucili przeprowadzenie plebiscytu na Warmii i Mazurach. W sytuacji walczącej o przetrwanie Polski, prowadzony faktycznie przez Niemców plebiscyt wypadł niekorzystnie dla Rzeczypospolitej, której przyznano jedynie wąski pas na prawym brzegu Wisły pod Kwidzynem i ważny strategicznie powiat działdowski.

         Tymczasem, mimo przyjęcia przez polski rząd brytyjskiego ultimatum, najazd

bolszewicki szedł niepohamowanym impetem dalej, a zapowiadana pomoc nie nadchodziła. Bolszewicy odrzucili pośrednictwo angielskie w negocjacjach, proponując Polsce bezpośrednie rozmowy pokojowe. Treścią przedstawionych propozycji bolszewików było rozciągnięcie nad Polską swojego zwierzchnictwa, redukcja armii polskiej do roli policyjnej i ustanowienie wschodniej granicy na linii, która miała pokrywać się z granicą trzeciego rozbioru zaboru rosyjskiego, pokrętnie określana jako tzw. „linią Curzona”.

          W ostatnich dniach lipca i pierwszych dniach sierpnia armie bolszewickie przekroczyły Twierdza Brześć padła nie broniąc się nawet kilku dni. Warszawa została zagrożona bezpośrednim natarciem. Bolszewicy  podchodząc pod miasto byli już pewni zdobycia polskiej stolicy.

           Podbój Polski nie był  bynajmniej celem samym w sobie, lecz środkiem jego realizacji. Władze bolszewickiej Rosji zdecydowały o podjęciu ekspansji na zachód, aby zrealizować idee tzw. światowej rewolucji. Pierwszym etapem miało być wprowadzenie dyktatury proletariatu w całej Europie. Na terenach Niemiec, Węgier i Austrii  już wcześniej zintensyfikowano działalność agitacyjną i wywrotową. W udzieleniu militarnego wsparcia komunistom państw zachodnich, przeszkadzała bariera, którą stanowiło odgradzające Rosję od krajów Europy nowo odrodzone państwo polskie.

           W Polsce także przygotowywano akcję polityczną  o charakterze wywrotowym. Z litwackiej SDKPiL oraz żydowskiego odłamu Polskiej Partii Socjalistycznej,  komuniści powołali swoją polityczną agenturę pod nazwą Komunistyczna Partia Robotniczej Polski i rozpoczęli aktywną działalność antypaństwową.

16. Bitwa warszawska.

 

           Rozkazy do bitwy warszawskiej wydali dowódcy niemal w tym samym czasie: J. Piłsudski 6 sierpnia, a Tuchaczewski 8 sierpnia. 13 sierpnia udało się naszemu wywiadowi rozszyfrować rozkazy operacyjne dowódcy 16 Armii…

           Z wielu opracowań znamy dokładnie przebieg bitwy warszawskiej i nie ma co tutaj się powtarzać.

           Na przebieg bitwy niewątpliwie duże znaczenie miały wymuszone przez aliantów – marszałka F. Focha i gen. M. Weyganda, wcześniejsze decyzje personalne Naczelnego Wodza.  J. Piłsudski, przed bitwą mianował na najwyższe stanowiska w wojsku generałów, których obawiał się dotąd ze względów politycznych: gen. T. Rozwadowskiego na szefa Sztabu Generalnego, gen. J. Hallera na dowódcę najważniejszego frontu północnego, obejmującego Warszawę i gen. W. Sikorskiego na dowódcę 5 Armii, mającej bronić stolicę od północy. Ich postawa w czasie bitwy, skuteczne dowodzenie w tak trudnej sytuacji miało trudne do przecenienia znaczenie.

         Po czterech dniach krwawych bojów  nad Wisłą i Wkrą wyczerpane wojska bolszewickie tracą impet. Wystarczyło pojawienie się na flance grupy uderzeniowej z nad Wieprza, aby doświadczony strateg Tuchaczewski zarządził odwrót swych wojsk. Na południu wycofuje się też pobita armia Budionnego. W końcu września bolszewicy uchodzą za Zbrucz.

            W drugiej połowie września dochodzi do bitwy nad Niemnem, jej celem jest zniszczenie wojsk bolszewickich, którym udało się wycofać znad Wisły. Po krwawych bojach po obu stronach Niemna i Szczary rozbite siły nieprzyjaciela uchodzą na wschód. Pomimo nastania trudnych warunków atmosferycznych nasze legionowe i wielkopolskie dywizje prą naprzód. W czasie uzgadniania w Rydze warunków traktatu pokojowego oddziały polskie wkraczają do Mińska.

           Wojska bolszewickie zostały pobite na wszystkich frontach. Droga do Moskwy i Kijowa stała otworem, ale Polska była już zbyt wyczerpana, naród spragniony pokoju i nikt nie chciał słyszeć o nowym marszu na Kijów.  

17. Traktat pokojowy w Rydze.

            Rokowania pokojowe z bolszewikami rozpoczęły się w sierpniu 1920 r. gdy bolszewickie zagony parły na Warszawę i realnie zagroziły utratą naszej niepodległości. Przedstawiciele rządu polskiego wystąpili w roli petentów. Karta historii odwróciła się gwałtownie po „cudzie nad Wisłą” i pokonaniu armii bolszewickiej w bitwie niemeńskiej (20-29 wrzesień). Gdy jeszcze trwały walki, 21 września 1920 r. do stolicy Łotwy przybyła dziewięcioosobowa polska delegacja, na której czele stał Jan Dąbski.

           Polska delegacja, której większość stanowili przedstawiciele Sejmu niespodziewanie szybko uzgodniła warunki pokoju. Gdy tylko strona polska zgodziła się zrezygnować z tworzenia niezależnej od Rosji Ukrainy z łatwością uzyskała zgodę Rosji na wszystkie żądania terytorialne. 18 marca 1921 r. w Rydze zawarto Traktat Pokojowy między bolszewicką Rosją a Polską, który kończył zwycięską dla nas wojnę. Traktatem Ryskim wyznaczono granice państwa polskiego na wschodzie. Traktat stanowił o odszkodowaniach dla Polski i regulował sprawy repatriacji oraz polityki wobec ludności polskiej na terenie Rosji.

            J. Piłsudski poprzez oddanego mu ministra spraw zagranicznych Eustachego  Sapiehy, robił co możliwe  aby nie dopuścić do podpisania traktatu. Przygotowując się do nowej wojny, w lutym 1921 r.  J. Piłsudski podpisał traktat sojuszniczy z Francją, miesiąc później przymierze z Rumunią skierowane przeciwko Rosji.

           Wbrew wysiłkom J. Piłsudskiego, po półrocznych rokowaniach, 18 marca 1921 r. podpisano Traktat Ryski i zaraz potem jego ratyfikację. Traktat Ryski oznaczał klęskę jego polityki wschodniej.

           Tak jak różne były w przeddzień odzyskania niepodległości i w latach walk o granice wyobrażenia Polaków o polskim terytorium narodowym, tak różny musiał być odbiór zawartego traktatu pokojowego, a nieco wcześniej umowy o preliminariach pokojowych i rozejmie z 12 października 1920 r., przesądzającej znaczną część zawartych w tym traktacie rozstrzygnięć, m. in. dotyczących kwestii terytorialnych.

Julianów, 19 listopada 2013 r.                                             oprac. Marek J. Toczek

BIBLIOGRAFIA:

-    Praca zbiorowa.  „POLSKA JEJDZIEJE I KULTURA, od czasów najdawniejszych aż do

chwili obecnej” t. III, lata 1796-1930, reprint wydania przedwojennego.

-    Jan Dąbrowski. „WIELKA HISTORJA POWSZECHNA” t. I, Wielka wojna 1914 – 1916”,

wyd. 1937 r. Warszawa.

-    Michael S. Neiberg, David Jordan. “Historia I Wojny Światowej, Front Wschodni 1914-

1920”, 2010 r. Poznań.

-    Piotr Okulewicz, „Koncepcja międzymorza”, 2001 r. Poznań.

-    Mieczysław Pruszyński. „Dramat Piłsudskiego, wojna 1920 r.” wyd. II, 1995 r.

-    Jan Engelgard, Maciej Motas. „ Między romantyzmem a realizmem”, wyd. „Myśl Polska”

2011 r. Warszawa.

-    Maciej Giertych. „Dmowski czy Piłsudski”, wyd. „Nortom” 1995 r.

-    Krzysztof Kawalec. „Roman Dmowski”, wyd. sejmowe 2009 r. Warszawa.

-    Mieczysław Wojciechowski. „Traktat Ryski 1921 roku po 75 latach” Toruń 1998 r.

-    Maria Śladowska. „Ignacy Jan Paderewski”, wyd. sejmowe 2008 r. Warszawa.

-    Marek Piotr Deszczyński. „Wincenty Witos”, wyd. sejmowe 2008 r. Warszawa.

-    Miłosz Skrzypek. „Wojciech Korfanty”, wyd. sejmowe, 2009 r. Warszawa.

-    Michał Śliwa. „Ignacy Daszyński”, wyd. sejmowe, 2009 r. Warszawa.

Marek Toczek

Wypowiedz się