Dominujące, a pożądane wartości i warunki w budowie społeczeństwa obywatelskiego

Mądrość Staszica

Problemy zawarte w tekście i napisane 10 lat temu nabrały obecnie znacznie większej aktualności dzięki przyspieszeniu zmian świadomości coraz większej części ludzi. Tekst jest rozwiniętą wersją wystąpienia na Konferencji Naukowej przed dziesięciu laty pt. „Spółdzielczość w budowie Państwa Obywatelskiego”.

 Krzysztof Lachowski

Wprowadzenie

We współczesnym świecie zachodzą niezwykle szybkie zmiany świadomości i systemów wartości, zarówno w sferach zewnętrznej, jak wewnętrznej  każdego człowieka. Codziennie jesteśmy „bombardowani”, tak ogromną ilością informacji, że nie nadążamy z ich rozumieniem. Tempo obecnych zmian jest  chyba  większe w ciągu roku, niż trzydzieści lat temu w ciągu 10 lat, a trzy wieki temu w ciągu całego stulecia. Przemiany których doświadczamy są w  istocie rzeczy największą globalną transformacją świadomościową, a w konsekwencji ustrojową w znanej nam historii ludzkości.

W dobie kultu wartości materialnych: realizacji potrzeb konsumpcyjnych i zdobywaniu pieniędzy na zakup towarów i usług, ścierają się ze sobą dwie główne koncepcje:

  • kapitalizmu, zysku i bogactwa - która nieprawdziwie przypisywana dla Adama Smitha, mówi, że dobro wspólne powiększa się dzięki dążeniu jednostek do zaspokojenia ich indywidualnych, egoistycznych potrzeb i przyjemności; ta koncepcja oparta jest na założeniach między innymi filozofii Hobbesa określającego życie jako jedynie nieustanną walkę o: przetrwanie, możliwość reprodukcji i dobra materialne;
  • społeczeństwo obywatelskiego – wychodzi z całkiem odmiennego założenia, że pracując na rzecz innych i na rzecz dobra wspólnego, jednostki zwiększają swój dobrobyt i jakość życia; ta koncepcja wywodzi się między innymi z filozofii Arystotelesa, która zakłada, że ludzkość jako twór bezsprzecznie boski, musi być obdarzona wrodzonym dobrem i mądrością, a zatem wolność i odpowiedzialne stosowanie się do przyjętych przez siebie zasad były nie tylko możliwymi, ale koniecznymi elementami istnienia cywilizowanego społeczeństwa.

Ze swej istoty kapitalizm nastawiony jest na maksymalizację zysku, a w konsekwencji kapitału, przez jedne jednostki, podmioty gospodarcze, warstwy społeczne i państwa, kosztem innych, powodując ich niedorozwój.

Podstawą jego funkcjonowania jest odwoływanie się do ludzkiego egoizmu w dążeniu do zysku materialnego, jako najpewniejszego sposobu realizacji interesu publicznego.

A najlepiej, jeśli jednostki, w tym korporacje (czyli ponadnarodowe koncerny), będą zabiegać o swój własny interes, a rząd nie będzie im w tym przeszkadzał. Jednak fakty – jeśli przyjrzymy się im uważnie – temu przeczą, zarówno w przeszłości, a jeszcze bardziej w czasach współczesnych. Kumulacja pieniądza i kapitału daje władzę, rzadziej odwrotnie.

O ile jeszcze dwa wieki  temu kapitalizm mógł mieć jakieś tam swoje uzasadnienie, ponieważ przyśpieszył rozwój sił wytwórczych, przede wszystkim w sferze materialnej, w takiej skali i takim tempie, które nie miały sobie równych w całej poprzedniej historii ludzkości. To osiągnięty dwa wieki temu, a już zwłaszcza w chwili obecnej, poziom wiedzy naukowej i technicznej pozwala na rozwiązanie wszystkich problemów materialnych całej ludzkości.

Natomiast  logika kapitalizmu stwarza nie  tylko gigantyczne marnotrawstwo i nierówności. Corocznie umiera  śmiercią głodową co najmniej kilkadziesiąt milionów ludzi z powodu braku: czystej wody, pożywienia, lekarstw, ubrania i innych podstawowych środków.

Prawie 3 miliardy spośród 6,5 miliarda żyjących na Ziemi żyje w ubóstwie, w tym 2 miliardy utrzymuje się za dwa dolary dziennie, z czego połowa w nędzy. Jednocześnie świat  nieuchronnie zmierza ku katastrofie ekologicznej. Tymczasem światowe wydatki na zbrojenia wyniosły w 2005 roku 1100 mld dolarów, co stanowi 160 dolarów na osobę. Połowa tych wydatków przypada na USA. Majątek kilkuset najbogatszych rodzin na świecie szacowany jest na kilka bilionów dolarów. Tylko część wymienionych kwot wystarczyłaby na rozwiązanie problemów ubóstwa i zapobieżenie katastrofie ekologicznej.

Dlaczego tak się dzieje ? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy analizować istotę kapitalizmu nie przez pryzmat jednego kraju, ale całego świata i nie przez okres kilku czy kilkudziesięciu lat, lecz kilku wieków. Na podstawie takiej całościowej analizy Egipcjanin Samir Amin przedstawił pół wieku temu  następujące cechy kapitalizmu, które obecna era globalizacji, choć nie pierwsza, lecz najbardziej zaawansowana, w pełni  potwierdziła:

  • alienacja ekonomistyczna – polegająca na tym, że gospodarka w ogóle, akumulacja kapitalistyczna w szczególności, stały się celem samym w sobie, opanowując całokształt procesów życia społecznego i narzucając mu się jako zewnętrzna siła obiektywna;
  • polaryzacja w skali światowej – polegająca na stałym zwiększaniu się dystansu między centrami światowego systemu kapitalistycznego, a jego peryferiami, oraz w prawie każdym państwie między warstwami, klasami społecznymi, czy jednostkami pod względem poziomu rozwoju materialnego;
  • „powszechny rynek” regulowany przez „obiektywne prawa ekonomiczne” w kierunku stworzenia „optymalnej równowagi” – redukcja kapitalizmu ( bo się źle kojarzy w świecie, choć nie w Polsce – przypomnienie LK) do „powszechnego rynku”, zastępuje analizę kapitalizmu opartą na stosunkach społecznych i politycznych w oparciu o starcia pozarynkowych czynników władzy: warstw (klas ) społecznych, władzy państwowej i właścicieli kapitału ( zwłaszcza wielkiego) z jego logiką akumulacji i maksymalizacji zysku. Proponowane przez ekonomię liberalną pojęcia – takie np. jak pojęcie „deregulacji” – nie mają pokrycia w rzeczywistości. Tak zwane rynki „rozregulowane” są rynkami regulowanymi przez pozarynkowe władze monopoli.
  • „niedookreślenie” historii – rozumiane w ten sposób, że każdy system społeczny (w tym także kapitalizm ) jest historyczny w tym znaczeniu, że ma początek i koniec, ale natura następującego po nim systemu, przezwyciężającego sprzeczności systemu go poprzedzającego, nie jest określona przez obiektywne prawa, które narzucałyby się jako siły zewnętrzne wobec stojących przed społeczeństwami możliwości wyboru. Odpowiedzialność co stanie się z ludzkością, spoczywa bowiem na niej samej.[1]

Laureaci nagrody Nobla – światowej sławy ekonomista szwedzki, G. Myrdal i były minister finansów Japonii Fudżikawa udowodnili niezależnie od siebie, około trzydzieści lat temu, że duże dysproporcje dochodowe i majątkowe w społeczeństwie są największą barierą wzrostu gospodarczego i rozwoju współczesnych krajów.

Aktualnie potwierdza to także nawet Jeffrey D. Sachs, doradca Balcerowicza we wdrażaniu „terapii szokowej” w Polsce, który o dziwo przeszedł wielką metamorfozę i obecnie twierdzi, że: „W silnych i zdrowych demokracjach hojne państwo opiekuńcze to nie droga do poddaństwa, tylko do sprawiedliwości, równości ekonomicznej i konkurencyjności na arenie międzynarodowej” (w artykule: „O państwach dobrobytu bez ideologii” – w wersji skróconej tłumaczonej z angielskiego zamieszczonym w Suplemencie tej książki)

W definiowaniu społeczeństwa obywatelskiego dominuje od przeszło trzech wieków podejście fragmentaryczne odnoszące ten termin zazwyczaj do  sfery społecznej lub jej części obejmującej różnego typu dobrowolne organizacje usytuowane między jednostką lub rodziną, rynkiem i państwem, jako:

  • odpolitycznionego społeczeństwa ze swoimi organizacjami społecznymi w odróżnieniu od politycznego państwa ze swoimi instytucjami – w intelektualnej tradycji niemieckiej;
  • społeczeństwo obywatelskie – z naciskiem na wymiar etyczny funkcjonowania – obejmujące zarówno organizacje społeczne: kościoły, szkoły, organizacje profesjonalne, sportowe, hobbystyczne itp., oraz prywatne organizacje gospodarcze w sferze przemysłu, handlu i usług w odróżnieniu od organizacji o charakterze politycznym, takich jak: samorządy lokalne, sądy, partie i opinia publiczna. Takie rozumienie społeczeństwa obywatelskiego wywodzi się z tradycji francuskiej – sformułowane przez Tocqueville’a;
  • społeczeństwo obywatelskie jako alternatywne i działające w opozycji do oficjalnych instytucji autorytarnego państwa – teoria ta sformułowana na podstawie koncepcji Gramsciego, była popularna i użyteczna do walki ze starym ustrojem w Polsce przed 1989 r.
  • społeczeństwo obywatelskie stanowi przede wszystkim sieć stosunków pomiędzy jednostkami, które kierują się swoimi partykularnymi interesami, ale muszą się ze sobą porozumiewać i współpracować – w koncepcjach liberalnych.[2]
  • społeczeństwo obywatelskie jest przestrzenią działania instytucji, organizacji, grup społecznych i jednostek, rozciągającą się pomiędzy rodziną, państwem i rynkiem, w której ludzie podejmują wolną debatę na temat wartości składających się na wspólne dobro oraz dobrowolnie współdziałają ze sobą na rzecz realizacji wspólnych interesów – definicja Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.[3]

Wymienione definicje i wiele innych, określają społeczeństwo obywatelskie w zakresie pewnej sfery organizacji społecznych, nie obejmując organizacji gospodarczych i politycznych, albo jako alternatywę dla instytucji politycznych, albo jako grupy z przewagą interesów prywatnych lub  zbiorowych nad interesem publicznym.

Dopuszczają one różne systemy wartości: inne w rodzinie, inne w firmie, gospodarce i na rynku, inne w sferze organizacji społecznych, jeszcze inne w organizacjach publicznych i politycznych – od skrajnego egoizmu, bezwzględnej niszczącej rywalizacji – do współpracy, sprawiedliwości społecznej i działania na rzecz dobra wspólnego.

W odróżnieniu od powyższych cząstkowych definicji proponuję więc  całościowe  rozumienie  społeczeństwa obywatelskiego, jako obejmującego wszystkie sfery: społeczną, gospodarczą, polityczną i  kulturowo-medialną, gdzie w działalności jednostek, instytucji, organizacji i grup społecznych przeważa działanie na rzecz innych oraz dobra wspólnego nad egoistycznym interesem własnym. Budowa takiego społeczeństwa jest długim procesem, który dopiero w następnym etapie pozwoli zbudować państwo obywatelskie.

Państwo obywatelskie będzie wtedy, kiedy w warunkach rzeczywistej demokracji będą wybierani do władzy ludzie o wyraźnie prospołecznym nastawieniu, zaświadczanym przez ich czyny, a nie słowa oraz z szeroką wszechstronna wiedzą i umiejętnością przewidywania skutków zachodzących procesów oraz podejmowanych decyzji, w perspektywie kilku i kilkudziesięciu lat.

W warunkach pozorowanej demokracji znacznie częściej wybierani są ludzie posiadający wycinkowy, fragmentaryczny ogląd rzeczywistości, dbający przede wszystkim o swój interes własny, posiadający dużo pieniędzy, koncesjonowani i uzależnieni przez media lub wielki biznes oraz wiele obiecujący w słowach.

Podstawowa sprzeczność między kapitalizmem a demokracją jest taka, że jeśli istnieje kapitalizm to nie może istnieć rzeczywista demokracja, lecz demokracja pozorowana w której „jeden złoty (1 dolar) to jeden głos”, czyli własność (kapitał) jest ważniejszy od człowieka.

Rzeczywistą demokracją jest społeczeństwo obywatelskie, w którym również w gospodarce obowiązuje zasada „jedna osoba jeden głos”, a więc osoba jest przed rzeczą – własnością (kapitałem).

Proponowane rozumienie społeczeństwa i państwa obywatelskiego oparte na świadomym i zdyscyplinowanym życiu jest głęboko zakorzenione w tradycjach tak Wschodu jak i Zachodu. Ten ideał istniał w starożytnej tradycji i kulturze: chińskiej, hinduskiej, japońskiej, a także starożytnej Grecji, najpełniej wyrażony przez Arystotelesa, a w kulturze i tradycji chrześcijańskiej najlepiej eksponował go św. Tomasz z Akwinu.

Dla Arystotelesa społeczeństwo obywatelskie to społeczność etyczno-polityczna składająca się z wolnych i równych obywateli, która na mocy konsensusu zgadza się żyć zgodnie z systemem prawnym, odzwierciedlającym normy i zasady; które wszyscy podzielają.

Prawo staje się zatem kodyfikacją wartości i działań wspólnej kultury. Potrzeba interwencji państwa w celu utrzymania porządku zostaje zminimalizowana, bowiem spójność społeczeństwa utrzymywana jest głównie dzięki procesom samoorganizacji maksymalizującym wolność jednostki w zamian za jej niewymuszone samoograniczenie w interesie całości. Postawa obywatelska nie wynika z poszukiwania indywidualnych korzyści, lecz z chęci bycia odpowiedzialnym uczestnikiem życia społecznego, podobnie jak zdrowa komórka podlega swoistemu imperatywowi odpowiedzialności za zdrowe funkcjonowanie całego organizmu.[4]

Szaleńczą pogoń za korzyściami materialnymi, uznawaną dziś za naturalną, Arystoteles uznałby zapewne za zjawisko patologiczne, zagrażające zarówno jednostce, jak i społeczeństwu.

Arystoteles uważał, że szczęście jednostki zależy od trzech rodzajów dobra: „dobra zewnętrznego, dobra ciała i dobra duszy” i wyraźnie podkreślał, że dobry charakter jest tak samo istotny dla dobrego, spełnionego życia, jak dobra materialne. Podobnie jak św. Tomasz z Akwinu,  utożsamiał społeczeństwo obywatelskie z państwem, które uważał  jako najwyższego rzędu naturalny związek ludzi.

 Mądrość 35

I. System i wartości kapitalizmu – sfera komercyjna nastawiona na zysk

Aby zrozumieć dominujący obecnie system wartości, należy syntetycznie przedstawić procesy zachodzące zwłaszcza w ciągu ostatnich pięciu wieków, czyli powstawania i rozwoju kapitalizmu do chwili obecnej począwszy od:

  • wielkich odkryć geograficznych, które zakwestionowały ówczesny pogląd, że ziemia jest płaska;
  • astronomicznych odkryć Kopernika – negujących, że Ziemia jest centrum Układu Słonecznego, a nawet Wszechświata;
  • Reformacji w Kościele zapoczątkowanej przez Lutra, Kalwina i innych, którzy zakwestionowali opis rzeczywistości, definicję sensu życia i wiele prawd wiary w poglądach głoszonych przez dominujący do tego czasu Kościół Katolicki;
  • przywrócenia przez Reformację lichwy, czyli pożyczania pieniądza na procent.

Do tego okresu, średniowieczne chrześcijaństwo uznawało ułomność natury ludzkiej i zwracało uwagę człowieka głównie ku wiecznemu zbawieniu, natomiast Reformacja wprzęgła ideał chrześcijański w utylitarną służbę postępowi materialnemu.[5]

Każdy kto urodził się w średniowieczu jako chłop, czy arystokrata wiedział, że do śmierci nim będzie. Ale jego pozycja społeczna była drugorzędna w stosunku do duchowej rzeczywistości kreowanej przez Kościół, według której żyjemy fizycznie w świecie materialnym po to, aby zdać egzamin duchowy.

Z uwagi na to, że Kościół nie dawał odpowiedzi na wiele pytań egzystencjalnych,  wybrano więc naukę: odkrywców, myślicieli i badaczy naukowych, których zadaniem było zbadanie tego świata, odkrycie jak działa, opisanie go i udzielenie odpowiedzi: Co to znaczy, że w nim żyjemy ? Skąd pochodzimy ? Jaka jest istota Boga ? Jaki jest cel ludzkiego istnienia?

Brak pewności i odpowiedzi na te kluczowe, bardzo trudne kwestie, oraz zastrzeżenie sobie przez Kościoły chrześcijańskie monopolu w sprawach duchowych, spowodowały zajęcie się realnym materialnym światem – jako życiowym celem, czyli poprawą jakości życia, zdrowia, bezpieczeństwa i podbojem planety.

Wymienione wyżej wydarzenia, poprzedzone renesansem, zapoczątkowały proces odchodzenia od tego paradygmatu, „świata całkowicie urządzonego przez Boga” w kierunku świata materialnego urządzonego przez człowieka w wyniku „racjonalnego” postępowania, którego głównym zadaniem jest „czynienie sobie Ziemi poddaną”.

I Dlatego cztery wieki temu przyjęliśmy tzw. naukowo-materialistyczny paradygmat ( oko i szkiełko mędrca jako dowód naukowy ), którego dominacja osiągnęła w naszych obecnych czasach szczytową fazę.

Pytanie, od którego się wszystko zaczęło, czyli to, skąd pochodzimy, dlaczego w ogóle żyjemy, co dzieje się z nami w wymiarze duchowym, zostało zepchnięte gdzieś na margines życia,  aż w końcu całkiem zapomniane, mimo oddziaływania religii.

Po tym krótkim wprowadzeniu przejdźmy do ewolucji kapitalizmu i systemów wartości, które on ukształtował obecnie, począwszy od  wielkich odkryć geograficznych i merkantylizmu. Odkrycia spowodowały przeniesienie głównych szlaków handlowych  z basenu Morza Śródziemnego, pomiędzy krajami o zbliżonym poziomie: rozwoju gospodarczego, techniki wojennej i cywilizacyjnego, na wszystkie oceany i kontynenty, do znacząco słabszych militarnie i gospodarczo oraz odmiennych kultur, narodów i lądów.

W tej sytuacji główną postacią  stał się mercante, czyli kupiec bogacący się na handlu, zwłaszcza zagranicznym, ale nie stroniący od ryzykownych operacji bankowych. W doktrynach merkantylizmu wyrażone były interesy zarówno kapitału kupieckiego jak i władzy państwowej.

Dla merkantylistów – ówczesnych ideologów wspierających kupców – było jasne, że bogacić się można tylko kosztem innych, źródłem bogactwa może być wymiana, najczęściej nie ekwiwalentna i pożyczanie pieniędzy na procent, czyli lichwa.

Polityka nie ekwiwalentnej wymiany mogła być realizowana pod warunkiem istnienia państwa mającego władzę oraz możliwości popierania i protegowania handlu – jak Niderlandy, następnie Anglia i Francja – oraz pod warunkiem istnienia krajów mających obfitość dóbr, a zwłaszcza kruszców szlachetnych – jak Hiszpania i Portugalia, które głównie dokonały wielkich odkryć, kolonizując wiele terytoriów w Ameryce, Afryce i Azji, ale dopuściły wolny handel, także ze swoimi terytoriami zamorskimi.

Pierwsze z tych państw wyzyskiwały drugie, a te drugie wyzyskiwały swoje kolonie – w pierwszych dwóch wiekach ery kolonialnej. Miedzy europejskim byłymi krajami kolonialnymi przebiegała ostra rywalizacja, nie tyko w sferze handlu i gospodarki, ale także poprzez częste wojny: w Europie, na oceanicznych szlakach żeglugowych i o kolonie zamorskie.

Trwające przez kilka wieków podboje kolonialne ludów, znacznie słabiej uzbrojonych i mniej bezwzględnych w rywalizacji: czy to zbrojnej, czy handlowo-gospodarczej, czy pojedynczych ludzi,  przebiegały pod pretekstem cywilizowania barbarzyńców, nawracania pogan na wiarę i zdobyczy terytorialnych. Mieszkańców podbijanych krajów Ameryki, Afryki, Azji czy Australii traktowano niemal jak zwierzęta, o czym świadczy ich systematyczna eksterminacja i handel niewolnikami, głównie z Afryki.

Największą podbudowę filozoficzną do takiego traktowania i podbojów dał Kartezjusz, główny – obok Newtona – twórca paradygmatu naukowo-materialistycznego ( zwanego też: mechaniczno-redukcjonistycznym), który „zaszczepił” w świadomości ludzi żyjących współcześnie mu i nawet do niedawna, traktowanie zwierząt jako mechanicznych automatów, a to już był tylko krok ku traktowaniu podbijanych ludów, a nawet członków własnych społeczeństw, jak zwierząt.

Takie podejście do zwierząt funkcjonowało jeszcze do połowy XX wieku, kiedy to nauczyciele biologii w oparciu o teorie tropizmu Jacques’a Loeba, wmawiali uczniom, że zwierzęta nie maja duszy, nie potrafią myśleć, lecz kierują się wrodzonym instynktem.

Dlatego cała fauna musi służyć Homo sapiens, który ma prawo czynić ja sobie poddaną. Jeszcze radykalniejsze przekonania mieli rasiści, uważający, że dominacja nad światem należy się białym, bowiem kolorowe dzikusy to nie ludzie.

Odmienność wyglądu i obyczajów często budziła pogardę. Obecny świat daleko odszedł od tych mrocznych praktyk i poglądów.

Zarówno Newton, Kartezjusz, a później  Darwin mieli podobną mentalność w odbiorze świata, który  ich zdaniem był przejrzysty i prezentował się niczym nie zakłócany obraz następujących po sobie, zgodnych z przebiegiem czasu ewolucyjnych zmian. Amerykański filozof polskiego pochodzenia Henryk Skolimowski powiedział kiedyś, że „Newton miał mentalność angielskiego subiekta”. I rzeczywiście na półkach Newtona panował porządek; w każdym razie na tych, które go interesowały.

Można odnieść wrażenie, że także obecnie tradycyjnym naukowcem, ergo miłośnikiem uporządkowanej rzeczywistości, w mniejszym stopniu kieruje ciekawość poznawcza, a w większym potrzeba kontroli. Jego świat ma obowiązek być przezroczysty, w pełni przewidywalny i zaplanowany, a ponadto sprzyjać przyjętym koncepcjom.

Nie ma sensu podważanie wielkiej przydatności i potrzeby istnienia porządku. Nie powinien on jednak być celem samym w sobie. Alder Stone Fuller w swojej książce „Świat wspanialszy niż myślicie” pisał: W tym mechaniczno-redukcjonistycznym paradygmacie, który powstał dzięki wysiłkom Izaaka Newtona i Rene Descartesa (Kartezjusza) i zawierał neodarwinistyczne biologiczne perspektywy, twierdzi się, że spontaniczna samoorganizacja nie istnieje”.[6]

Ten sposób widzenia świata stał się powszechny w krajach europejskich, zwłaszcza kolonialnych i stanowił swego rodzaju ideologiczne uzasadnienie ekspansji kolonialnej.

Najbardziej skuteczne w podbojach kolonialnych były te kraje, które miały scentralizowaną władzę państwową, utworzyły państwowo-prywatne kompanie handlowe o charakterze monopoli jak np. Holenderska Kompania Wschodnio-Indyjska, Brytyjska Kompania Wschodnio-Indyjska; stosowały wojny handlowe, protekcjonizm celny i ochronę zbrojną kupców oraz zakazywały rozwijania przemysłu w koloniach i przewozu towarów do Europy przez statki innych krajów, czyli nie dopuszczały wolnego handlu ze swoimi koloniami.

Wzorce doświadczeń tego typu  kompanii posłużyły do powstania XX wieku wielkich ponadnarodowych, prywatnych korporacji, powiązanych z elitami władzy byłych krajów kolonialnych, które zdominowały nawet obecne rządy i parlamenty tych państw.

Główne przyczyny potęgi korporacji w obecnym ponadnarodowym wymiarze, jako pewnej formuły przedsiębiorstwa są według Joela Bakana następujące:

  • umiejętność łączenia kapitału, a więc siły ekonomicznej nieograniczonej liczby ludzi;
  • zapoczątkowanie nadawania jej  w USA, pod koniec XIX wieku, a później w większości krajów świata – statusu osoby prawnej i ograniczenia odpowiedzialności jej akcjonariuszy, czy udziałowców do wysokości wniesionych udziałów lub akcji, w odróżnieniu od pełnej odpowiedzialności całym posiadanym majątkiem udziałowców i akcjonariuszy przed tym aktem, tak jak w spółkach osobowych jest do chwili obecnej.[7]

W wielkich korporacjach mali i średni akcjonariusze nie mają żadnej władzy i kontroli nad przedsiębiorstwem, albo mają  bardzo małą. I  rzadko się zdarza w wielkich korporacjach, żeby ci akcjonariusze mogli zmienić władze. Najczęściej zarządy i rady nadzorcze tych firm składają się z osób powiązanych ze strategicznymi akcjonariuszami i ze  sobą, różnymi układami rodzinnymi, nieformalnymi, a wręcz mafijnymi przez dziesiątki lat, wbrew powszechnej obiegowej wiedzy na ten temat.

W spółkach osobowych „prawo interesuje się jednostkami”; w korporacjach natomiast „widzi ono jedynie twór statutowy, osobę prawną, a poszczególnych jednostek nie zna”.

Czyli korporacja jest to „osoba posiadająca własną tożsamość, odrębną od ludzi z krwi i kości, którzy są jej właścicielami i zarządcami, oraz uprawnioną tak samo jak żywa osoba, do prowadzenia działalności we własnym imieniu, nabywania majątku, zatrudniania pracowników, płacenia podatków oraz dochodzenia swoich praw przed sądem i obrony swojego postępowania.

Korporacyjna osoba prawna zajęła, przynajmniej przed obliczem prawa, miejsce rzeczywistych osób będących właścicielami korporacji.

Zmieniło się pojmowanie korporacji: postrzegana teraz jako byt „nie wyimaginowany ani fikcyjny, nie sztuczny, lecz naturalny”, zaczęła być traktowana jako istota wolna i niezależna.

Odeszła w zapomnienie obowiązująca studentów „teoria nadania”, w myśl której korporacje były instrumentami polityki władz i to w ich gestii spoczywało tworzenie korporacji i umożliwianie im działalności.

Rozumowano, że korporacje, pojmowane jako byty naturalne, analogiczne do istot ludzkich, powinny rodzić się jako wolne jednostki !!!.[8]

Fałszywe założenie, że korporacja jest osobą, stanowi istotny czynnik dzięki któremu, korporacje uzyskały swe przywileje, wykorzystywane przez nie, by pozbawiać ludzi środków do życia.

Ta fikcja prawna umożliwia korporacjom nieustanne odwoływanie się do zasady wolności słowa, traktowanej instrumentalnie, z myślą o własnych interesach. Ma ona służyć głównie promowaniu swoich produktów oraz możliwości wywierania wpływu na politykę społeczną.

Równocześnie korporacje umiejętnie uciekają się do wolności słowa i praw własności, aby coraz bardziej ograniczać korzystanie z tych praw zwykły ludziom.

Na skutek tego rodzaju manipulacji członkowie związków zawodowych pozbawieni są możliwości  organizowania jakichkolwiek działań na terenie pozostającym własnością korporacji, a działaczy ruchów obywatelskich pozbawia się możliwości głoszenia poglądów na terenie wielkich centrów handlowych.

Korporacje kontrolujące media uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, kto może, a komu nie wolno zabierać głosu w radiu czy telewizji. Prywatyzują one coraz większą przestrzeń życia publicznego, wykorzystując ją do narzucania swych poglądów i spychając coraz więcej ludzi na margines.[9]

Dzięki takiemu statusowi korporacji, ani właściciele, ani zarządzający nimi, nie ponoszą odpowiedzialności za doprowadzanie do upadłości takiej firmy, ani za często nagminne łamanie prawa, ponieważ „osoba prawna” nie jest konkretną osobą fizyczną, co pozwala na rozmywanie odpowiedzialności.

Podobnie jak w powszechnie nauczanych teoriach ekonomicznych „obiektywne prawa rynku” lub „niewidzialna ręka rynku” pozwalają odwrócić uwagę od konkretnych osób podejmujących poza rynkiem odpowiednie decyzje, które skutkują na rynku.

Regulacje rynkowe i tzw. „obiektywne prawa ekonomiczne” są wynikiem i pochodną czterech głównych grup wymienionych w kolejności, według siły ich oddziaływania:

  • zatrudnionych pracowników najemnych, a więc wraz z rodzinami – większości społeczeństwa – reprezentowanych przez związki zawodowe;
  • właścicieli i zarządców małych, średnich oraz często dużych przedsiębiorstw krajowych;
  • władzy i administracji państwowej i samorządowej oraz wielkiego kapitału skupionego w ponadnarodowych korporacjach, zwłaszcza finansowych.
  • Mała wiedza uczestników trzech pierwszych grup na temat roli pieniądza, systemów monetarnych i istoty globalnego kapitalizmu, powoduje, że ścierają się one między sobą, czasami nawet ostro, zwracając nie wiele uwagi na głównego inspiratora tej walki – wielki kapitał i stworzone przez niego mechanizmy.

Głównym mechanizmami budowy kapitalizmu, czyli klasy bogatych posiadaczy, żyjących z kapitału i systemu władzy oraz orężem bardziej skutecznym niż władza królów, prezydentów czy wielkich armii – jest pieniądz odsetkowy i system emisji pieniądza.

Stanowią one podstawę obowiązujących głównych doktryn  ekonomicznych: ekonomii wolnego rynku i interwencjonizmu państwa w gospodarce, a mimo to jego istota jest prawie nieznana wśród uczonych tej dyscypliny społecznej, już nie mówiąc o zwykłych ludziach. Wszyscy oni uważają sposób jego funkcjonowania za tak oczywisty, jak w średniowieczu pewnik „że ziemia jest płaska”.

Stronę techniczną zagadnień pieniężnych nikt poza wąskim gronem ekspertów  nie rozumie, ale ogólna teoria pieniądza nie jest tak trudna jak modnie się twierdzi.

Szkoły zaniedbują tę sprawę, a zwykli wyborcy czerpią swoje wiadomości z telewizji, radia i prasy, które upowszechniają różne kłamliwe teorie, unikając naświetlenia prawdy o systemie pieniądza. Istotę jego funkcjonowania rozumieją jedynie przewrotni bankierzy, którzy są nieliczni w odróżnieniu od bankowców.

Opisy głównych okoliczności i przyczyn wielkich katastrof historycznych: wojen, rewolucji, kryzysów gospodarczych itp., a także cykli koniunkturalnych, bezrobocia, deficytów budżetowych i inflacji, bez udziału badaczy zagadnień pieniężnych, są rzadko prawdziwe.

Pieniądz przyjęło się uważać za miarę, którą posługujemy się mierząc wzrost gospodarczy, koncepcje i strategie gospodarcze, a także poziom życia w dochodach na mieszkańca.

Ekonomiści posługują się nią tak, jak handlowcy kilogramem, a geodeci metrem. Ale rzadko podają w wątpliwość, że miara ta nie funkcjonuje tak jak kilogram czy metr, lecz zmienia się z dnia na dzień, czasami w warunkach hiperinflacji dość znacznie.

Istota tego powszechnego oprogramowania mentalnego ludzi odnośnie oczywistości obecnego systemu pieniądza odsetkowego oraz zrozumienia konieczności zmian i mechanizmów jego zastąpienia polega według Margrit Kennedy na czterech następujących nieporozumieniach[10]:

Pierwsze nieporozumienie – wynika z przekonania, że istnieje tylko jeden rodzaj wzrostu – jakościowego – charakterystycznego dla organizmów żywych, polegającego na szybkim wzroście fizycznym w pierwszym okresie życia, w przypadku człowieka do 21 roku, a następnie zmianom „jakościowym” w miejsce „ilościowych”. Drugi rodzaj krzywej wzrostu ma charakter mechaniczny – liniowy, oznaczający np. że większa ilość maszyn produkuje więcej dóbr. Trzeci rodzaj wzrostu o charakterze wykładniczym, jest przeciwieństwem krzywej wzrostu jakościowego i polega na powolnym początkowym wzroście, który potem stopniowo przyśpiesza, by w końcu wznosić się pionowo. W świecie fizycznym wzrost tego rodzaju występuje zazwyczaj tam, gdzie mamy do czynienia z postępującą chorobą lub śmiercią. Na przykład rak rozwija się według wzorca wykładniczego doprowadzając w końcu do śmierci biologicznej „żywiciela”. Według tego rodzaju wzrostu funkcjonuje pieniądz odsetkowy powodując regularnie trudności lub kryzysy, czy wojny. I tak przy oprocentowaniu wynoszącym 3% potrzebujemy 30 lat na to, by ilość pieniądza uległa podwojeniu poprzez narastające procenty i procenty od procentów, przy  5 procentowym okres ten wynosi 18 lat, przy 12% – tylko 6 lat.

Drugie nieporozumienie – polega na przekonaniu zdecydowanej większości ludzi, że płacą odsetki tylko wtedy, gdy zaciągają pożyczkę bankową oraz że wystarczy unikać pożyczek by nie płacić odsetek. Otóż jest inaczej, gdyż w każdej cenie za towar lub usługę, którą płacimy zawarte są odsetki. W różnych branżach gospodarki niemieckiej  w 1983 r. koszty odsetek od kapitału kształtowały się różnie, np. w cenach: wywozu śmieci – 12%, wody pitnej – 38%, wywozu fekali – 47%, a opłatach czynszowych w budownictwie socjalnym – 77%. Natomiast średnio społeczeństwo niemieckie płaciło wtedy w cenach dóbr i usług potrzebnych w codziennym życiu – 30-50% kosztów odsetek od kapitału.

Można szacować (uwaga LK), że przy obecnych warunkach zadłużenia gospodarki i społeczeństwa wielkich Niemiec płacą oni w cenie każdego dobra lub usługi po  40-60% kosztów ukrytych odsetek, a w Polsce – po 50-70%.

Trzecie nieporozumienie – polega na błędnym wyobrażeniu że obecny system monetarny służy wszystkim w tym samym stopniu. Otóż w badaniach gospodarstw domowych w Niemczech według rozkładu dochodów pierwsze 80%, od najniżej zarabiających, płaciło więcej odsetek od długów niż uzyskiwało ich od oszczędności – średnio 2,5 razy więcej. Natomiast ostatnie 10% gospodarstw domowych o najwyższych dochodach uzyskiwało przeszło dwa razy tyle odsetek od kapitału niż spłaca od zaciągniętych długów. Te 10% przejmowało prawie dokładnie tą część pieniędzy, którą spłacało 80% ludności. Ten mechanizm czyni bogatych jeszcze bardziej bogatymi, a biednych stale zubaża.

Czwarte nieporozumienie – polega na przekonaniu że inflacja jest czymś naturalnym dla kapitalizmu i gospodarki wolnorynkowej. Jednak mało znane fakty w każdym kraju temu przeczą np. w Niemczech Zachodnich wpływy państwa, produkt krajowy brutto, wynagrodzenia i płace wzrosły w okresie 1968-1982 mniej więcej 3 krotnie(300%), to obciążenia państwa z tytułu odsetek narosły w tym czasie ponad 11 krotnie (1160%). Wyraźnie zaznacza się więc tendencja: długi i odsetki od nich rosną w gospodarkach narodowych szybciej niż dochody, co wcześniej czy później musi prowadzić do zapaści nawet w społeczeństwach krajów wysoko uprzemysłowionych. Inflacja działa w rzeczywistości jak druga, dodatkowa forma opodatkowania, służąca rządom krajów jako środek zaradczy do pokonania najgroźniejszych skutków rosnących zadłużeń. Spadek wartości pieniądza w skutek inflacji najdotkliwiej trafia w ludzi, którzy nie mogli ulokować swojego majątku w „odpornych na inflację” posiadłościach ziemskich czy innych inwestycjach tak jak niewielka grupa o najwyższych dochodach.

Zdecydowana większość z nas dorasta z bardzo mętnym pojęciem, czym jest pieniądz. Banki dokładają ogromnych starań, aby utwierdzać społeczeństwo w przekonaniu, że są „strażnikami depozytów swoich klientów” to znaczy, że pożyczają te depozyty i zarabiają na różnicy między stopą oprocentowania, która płacą depozytariuszom, a stopą oprocentowania, którą obciążają pożyczkobiorców.

Pogląd ten jest fałszywy i stanowi podstawę ogólnie akceptowanego mitu o pieniądzach, który podtrzymuje większość fałszywych poglądów w sprawie pieniędzy. Prawdziwe fakty na temat pieniędzy wyglądają następująco:

  1. Banki nie pożyczają pieniędzy w nich złożonych. Depozyty stanowią wygodny kamuflaż skrywający proceder tworzenia pieniędzy.
  2. Każda bankowa pożyczka lub przekroczenie stanu konta stanowi tworzenie zupełnie nowego pieniądza (kredytu) i jest dodatkiem do pieniędzy będących w obiegu.
  3. Do udzielania przez bank pożyczki nie są wykorzystywane pieniądze depozytariuszy.
  4. Wszystkie pieniądze znajdujące się w obiegu rozpoczynają żywot jako rodzący odsetki dług w stosunku do banku.

Jeśli pożyczę komuś 1000 dolarów, ten ktoś będzie miał o tysiąc dolarów więcej niż poprzednio, zaś ja będę miał mniej o 1000 dolarów, a ilość pieniędzy w obiegu nie zmieni się, nie będzie ich ani mniej ani więcej. Z logistycznego punktu widzenia powinno to oznaczać, że konta depozytariuszy zostaną obciążone długiem po to, aby zbilansować pożyczki, których udzielono, co umniejsza ich wkłady. Tak się jednak nie dzieje. Czy kiedykolwiek komuś z państwa zdarzyło się zauważyć brak w stanie swojego konta i po zadzwonieniu do dyrektora banku usłyszeć: „Pożyczyłem te pieniądze innej osobie”?[11]

Jeśli bank pożycza pieniądze komuś, powiedzmy 1000 dolarów, wówczas czynność ta sprowadza się do otwarcia pożyczkobiorcy konta, o ile nie ma jeszcze konta, i wpisania w księdze głównej ograniczenia pobierania z tego konta do 1000 dolarów. Pożyczkobiorca może teraz dowolnie rozporządzać pieniędzmi wpisanymi na jego konto do wysokości 1000 dolarów. Kiedy konto zostaje opróżnione poprzez wystawienie czeku lub przelanie pieniędzy na inne konto w tym samym lub w innym  banku, zostaje stworzony „depozyt”, czyli zwiększa się ilość pieniądza. Tak więc pożyczki bankowe tworzą „depozyty”, które nie są źródłem zasilania pożyczki, lecz czymś wręcz przeciwnym – są one wynikiem pożyczek. Kiedy pożyczka zostanie zwrócona, jej podstawowa suma „znika” – zostaje wycofana z obiegu – natomiast odsetki nigdy nie znikają. To właśnie odsetki naliczane od pożyczonych pieniędzy powodują inflację.[12]

Inflacja jak i deflacja są swojego rodzaju podatkami, które musimy płacić. Inflacja zmniejsza ilość pieniędzy w kieszeniach ludzi pracy najemnej o stałych dochodach.

Natomiast deflacja zwiększa długi rządu, które całe społeczeństwo musi płacić oraz zwiększa długi przedsiębiorstw, które nie mogą osiągnąć zysku i doprowadza wiele z nich do bankructwa.

Przedsiębiorstwa wytwórcze, zwłaszcza małe i średnie ponoszą ryzyko działalności – znacznie większe w przypadku deflacji, kiedy jest zbyt mało pieniędzy w obiegu,  niż przy inflacji, gdy pieniędzy jest zbyt dużo.

Natomiast banki, w każdym przypadku mają zyski i to duże, w myśl zasady: „czy orzeł, czy reszka” bank zawsze wygrywa.

Dotyczy to jednak przede wszystkim dużych banków komercyjnych o kapitale międzynarodowym oraz banków emisyjnych spełniających rolę banków centralnych w różnych krajach, a będących  własnością prywatną oraz państwowych banków centralnych państw  zadłużonych i związanych umowami międzynarodowymi.

Cały system bankowy jest kontrolowany przez międzynarodową finansjerę za pomocą głównie amerykańskiego Banku Rezerw Federalnych (tylko w nazwie), Banku Rozliczeń Międzybankowych w Bazylei ( spełniającego rolę Centralnego Banku Ziemi) Europejskiego Banku Centralnego, Centralnego Banku Anglii, które są własnością prywatną. Kto jest aktualnie ich właścicielami stanowi tajemnicę nawet dla parlamentarzystów.

Do drugiej wojny światowej wiele walut narodowych oparte było na parytecie złota np. funt brytyjski, który do Wielkiego Kryzysu był walutą światową, jak obecnie dolar. Do emitowania banknotów wystarczył tylko ułamek pokrycia w złocie. Zasada ta i tak nie była specjalnie przestrzegana.

W 1944 r. w  Bretton Woods zaprojektowano nowy porządek monetarny świata polegający na wymianie dolara na złoto, którego rezerwy USA miały największe po wojnie. Natomiast pozostałe waluty krajów kapitalistycznych zostały „podwiązane” stałym parytetem w stosunku do dolara.

Inne waluty świata były więc związane z rezerwami złota Stanów Zjednoczonych, adolar miał w przyszłości służyć innym krajom zamiast złota jako rezerwa walutowa.

Ten układ dawał Stanom Zjednoczonym otwartą możliwość tworzenia nowego pieniądza „z niczego” i w wymianie z innymi państwami wydawać więcej pieniędzy niż realnie miały pokrycie w złocie, czy nawet potencjale gospodarczym i rynkowym.

Koszty wyścigu zbrojeń, wojny wietnamskiej i kosztownych reform wewnętrznych w USA, spowodowały nadmierny druk dolarów bez pokrycia. Kraje  Europy Zachodniej zgromadziły w latach 60-tych XX wieku, około 80 mld niechcianych dolarów, które chciały wymienić na złoto.

System z Breton Woods stał się więc nie do utrzymania, więc prezydent USA Nixon zlikwidował parytet wymienialności dolara na złoto i nastąpiło wprowadzenie płynnych kursów walutowych.

Zerwanie z systemem walut mających pokrycie w złocie oznaczało, iż po raz pierwszy w historii świat zaczął funkcjonować w jednym systemie papierowego pieniądza bez pokrycia. Otworzyło to na oścież wrota dla nieskrępowanej podaży dolara, którego emisja przekroczyła 10 razy wartość transakcji w zakresie dóbr i usług materialnych.[13]

Nie spowodowało to jednak jego 10 krotnej dewaluacji dzięki sile militarnej i gospodarczej USA oraz rozkręceniu gigantycznej spirali spekulacji na rynkach finansowych ze znacznie większym udziałem pieniądza kredytowego bez pokrycia (który jest tylko zapisem księgowym), który to sposób jest znany setki lat, lecz stosowany był na mniejszą skalę.

Według ostrożnych szacunków Banku Rozliczeń Międzybankowych w Bazylei na początku 2004 roku balon spekulacyjnych pieniędzy osiągnął kwotę  prawie 900 bilionów dolarów i był 22 razy większy niż roczny PKB całego świata. Inne  szacunki mówią nawet o 3 i więcej trylionach dolarów. Ten balon spekulacyjny podwaja się co 7-9 lat i nie jest kwestią czy pęknie? Tylko kiedy ?

Główną instytucją stojącą na straży obecnego światowego systemu pieniądza papierowego i odsetkowego jest amerykański Bank Rezerw Federalnych.

Dlatego niemiecka gazeta „Süddeutsche Zeitung” pisała na temat amerykańskich wyborów prezydenckich 2000 roku: Obojętne, czy prezydentem zostanie George W. Busch, czy Al. Gore – szefem banku emisyjnego jest Alan Greenspan”. Czy trzeba większej jasności kto jest faktycznym prezydentem świata, a nie tylko supermocarstwa?

Reforma struktury światowego systemu finansowego jest bez wątpienia jednym z najbardziej pilnych zadań i konieczną inicjatywą, powiedział Jan Paweł II w swym Orędziu na 6 Konferencji ONZ n.t. Handlu i Rozwoju, w Genewie 26 czerwca 1985 r.

Globalna konkurencja w wydaniu transnarodowych korporacji przy wykorzystaniu siły monopolu i mechanizmu pieniądza odsetkowego jest swoistą wojną gospodarczą prowadzoną przez nie, z mniejszymi podmiotami, społeczeństwem i władzami państw polegającą na:

  • obniżce kosztów wytwarzania poprzez obniżkę płac w krajach bogatych i/lub przenoszenie produkcji do krajów o taniej sile roboczej, często wykorzystywanej w sposób niewolniczy;
  • uzyskiwanie od władz krajów, gdzie są zlokalizowane firmy danej transnarodowej korporacji przywilejów podatkowych i/lub transfer nadwyżek finansowych do firm zlokalizowanych w „rajach” podatkowych, gdzie są najniższe podatki;
  • omijaniu prawa, korumpowaniu elit politycznych w celu ustanawiania dogodnego dla siebie prawa np. podatkowego w danym kraju oraz wywieraniu nacisków poprzez silniejsze państwa i organizacje międzynarodowe na tworzenie uprzywilejowanych zasad funkcjonowania w państwach słabszych;
  • eliminowanie konkurentów na rynkach krajowych poprzez tanie korupcyjne kupowanie firm państwowych w ramach prywatyzacji, wrogie przejęcia firm prywatnych lub doprowadzanie ich do bankructwa częściej w wyniku monopolistycznych praktyk niż wyższej efektywności; sposób funkcjonowania transnarodowych korporacji sprowadza się do zasady: wszystko co nie jest pod naszą kontrolą, musi zbankrutować;
  • ograniczanie zatrudnienia w wyniku fuzji firm, wprowadzania informatyzacji, automatyzacji i robotyzacji;
  • oddziaływanie poprzez transnarodowe instytucje finansowe, głównie banki na ograniczanie akcji kredytowej dla podmiotów krajowych i/lub udzielanie im kredytów znacznie wyżej oprocentowanych;
  • zamiast inwestowania w nowe zakłady wytwórcze i tworzenie nowych miejsc pracy – spekulacyjny wykup państwowych papierów wartościowych i bogacenie się z dogodnego ich oprocentowania, które bez ryzyka daje znacznie wyższe zyski niż z wytwórczości, a jest finansowane przez wszystkich pracujących oraz mniejsze i średnie firmy krajowe za pośrednictwem podatków płaconych do budżetu państwa i przeznaczanych na obsługę długu publicznego;
  • spekulacyjne bogacenie się na różnicach kursowych wymiany walut i pochodnych instrumentach finansowych tzw. derywatywach, gdzie papierowe wirtualne zyski są wielokrotnie wyższe niż w pozostałych dziedzinach;
  • oddziaływanie poprzez media na kształtowanie konsumpcyjnych wzorców i stylów życia oraz globalnych marek;
  • inspirowanie i prowokowanie wojen, konfliktów etnicznych, rewolucji, zamachów terrorystycznych, zamachów stanu, w celu odsunięcia od władzy polityków broniących interesów swoich narodów lub nawet organizowaniu ich zabójstw.[14]

Joel Bakan w książce „Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą” pisze tak: Jedna z najpotężniejszych na ziemi instytucji, korporacja (czy, jak kto woli międzynarodowy koncern), dotknięta jest beznadziejnym przypadkiem psychopatii. Kłamie, kradnie, zabija bez cienia skruchy, o ile tylko służy to interesom akcjonariuszy. Przestrzega prawa tylko wtedy, gdy koszty przestępstwa przewyższają płynące z tego korzyści. Społeczna odpowiedzialność korporacji jest niemożliwa – poza przypadkami, w których jest nieszczera.[15]

Z przedstawionych zjawisk wyłania się nowa rola państwa. Neoliberalni eksperci kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej w Niemczech, posługują się metaforą by zdefiniować nową rolę państwa. Ma ono obecnie pełnić jedynie funkcję „żywiciela” na usługach ponadnarodowej ekonomii, jak czytamy w jednym ze studiów Instytutu. Inaczej mówiąc „bezgranicznie”  powiązane ze sobą przedsiębiorstwa nabierają w coraz większej mierze charakteru „pasożytów”. Ich towary transportowane są po drogach i torach utrzymywanych z publicznych pieniędzy, ich pracownicy posyłają swoje dzieci do publicznych szkół, a ich kadra kierownicza chodzi do państwowych teatrów i oper. Utrzymywanie tych i innych urządzeń oraz instytucji wspierają wszakże podatki, pobierane od wynagrodzeń, jak i do konsumpcji zatrudnionych przez nich urzędników i robotników. Ponieważ jednak dochody tych warstw społecznych spadają wskutek konkurencji i wielu płacobiorcom fiskus po prostu nie może sięgnąć głębiej do kieszeni, strukturalny kryzys finansowy obejmuje coraz to nowe kraje. Budżety państw wysysane są tak samo, jak i prywatne dochody ludności.[16]

Gdyby jakieś państwo jednostronnie podjęło decyzję pozbawienia obywatelstwa i wygnania kilkuset, czy kilku tysięcy swych obywateli z kraju, to podniósłby się krzyk w mediach na całym świecie. Kiedy robi to korporacja, powodując wzrost zysków, cen jej akcji, a wraz z tym zwiększenie zarobków członków zarządu, nic się nie dzieje, bo uważa się to za normalne w epoce kultu pieniądza i zysku. Czy jest to rzeczywiście normalne ?

Anita Roddik – kobieta która zrobiła wielką karierę w amerykańskim biznesie, która starała się stosować takie same zasady moralne w życiu rodzinnym, społecznym i biznesie stwierdziła: „Korporacja uniemożliwia ludziom okazywanie empatii wobec położenia innego człowieka; oddziela nas od tego, kim jesteśmy. Takie moralne rozdwojenie między biznesem, a życiem deprawuje ludzi biznesu i korporacje, którymi kierują. Język biznesu nie jest językiem duszy, ani językiem człowieczeństwa, to język obojętności; język oddzielenia, język tajemnic, język hierarchii. Wielu z nas przyprawia on o schizofrenię.”[17]

Psycholog i światowej sławy amerykański ekspert w dziedzinie psychopatii dr Robert Hare stwierdził, że wśród postaw i czynów osób zajmujących kierownicze stanowiska w korporacjach można rzeczywiście scharakteryzować jako  psychopatologiczne. Ludzie tacy bowiem starają się zniszczyć rywali, chcą ich w taki czy inny sposób pokonać i nie specjalnie  obchodzi ich, co się przy tym dzieje z ogółem ludzi, byle by tylko kupowali ich produkty. Jednak ci ludzie nie są psychopatami, ponieważ na zewnątrz korporacji potrafią funkcjonować normalnie – idą do domu, mają ciepłe i pełne miłości relacje ze swoimi bliskimi, kochają swoje żony, a przyjaciół traktują w zasadzie jak przyjaciół, a nie rzeczy, których się używa. Dr R. Hare twierdzi, że charakter korporacji pokrywa się w pełni z diagnostyczną  listą cech psychopatycznych.[18]

A więc dość powszechnie wyznajemy różne systemy wartości na użytek różnych sfer:  w rodzinie, w firmie, w sferze społecznej lokalnej, w sferze politycznej, a jeszcze inne w kościele. To tak jakby człowiek miał różne osobowości, różne „Ja”, w każdej z tych dziedzin i one między sobą nie komunikowały się.

Kulturowy wzorzec kapitalizmu określany przez Maxa Webera kapitalizmem pirackim, bądź też awanturniczo-handlarskim, polega na powiązaniach i lojalności mafijnej, nieformalnych zależnościach, a przede wszystkim bezpardonowej walce interesów grupowych i indywidualnych na obszarach nieuregulowanych i niekontrolowanych, swego rodzaju Dzikich Polach, gdzie każdy chwyt jest dozwolony i nie obowiązują żadne normy uniwersalne, ani prawne, ani zwyczajowe normy uczciwego obrotu, ani tym bardziej normy moralne kupca i zarazem gentlemana.[19]

Jeśli głównym motywem angażowania się w firmie jest chciwość, to musi w niej zupełnie brakować atmosfery twórczej. Organizacja która więzi dusze ludzkie i nie rozpala ich, sama wypełnia się dymem.

Nadmierne bogactwo sprzyja izolacji i postawom egoistycznym. Wśród ludzi wielkiego pieniądza walczącym o władze, wpływy i pomnażanie dóbr, dominują raczej wilcze prawa. A wilcze apetyty mają tendencję do upowszechniania się tam, gdzie została zlecona hierarchia wartości i eksponowane są wartości materialne.[20]

Wymienione charakterystyczne cechy i system wartości kapitalizmu potwierdzają   polskie socjologiczne badania G. Skąpskiej z zespołem, z okresu lat dziewięćdziesiatych  na podstawie pogłębionych wywiadów ze 111 przedsiębiorcami, właścicielami małych i średnich firm z całego kraju.

Z badań wynika, że w Polsce także występuje pasożytniczy wzorzec kapitalizmu określanego jako patologiczna forma  kapitalizmu „politycznego”, czyli „nomenklaturowego”, czasami bardziej potocznie nazywanego „republiką kolesiów”, w tej pracy określanego jako kapitalizm pasożytniczy. Wzorzec ten opiera się na przechwytywaniu zasobów oraz wytworów grup produktywnych przez grupy i warstwy nieproduktywne, których członkowie powiązani są więzami koleżeńskimi z politycznym centrum decyzyjnym.[21]

Jeden z respondentów przytaczanych badań trafnie opisał proces dojścia do swego majątku większości indagowanych w badaniach stwierdzeniem: „Bogactwo to suma szczęścia, cwaniactwa, układów, znajomości i czystego przypadku”.[22]

Drobni i średni polscy przedsiębiorcy  utrzymują się w biznesie  przede wszystkim kosztem rezerw biologicznych biznesmenów i ich rodzin. Skupiając się na działalności gospodarczej i dochodząc do mniejszych lub większych pieniędzy nie mogą ich wykorzystać na polepszenie jakości życia, co oznacza nie tylko posiadanie okazałego domu, czy drogiego samochodu, ale także „kupowania” za posiadane pieniądze czasu na inne zainteresowania i realizację potrzeb niematerialnych.

Jednocześnie ich przekonania są stereotypowe: bieda jest  dla nich przede wszystkim efektem lenistwa oraz niskich kwalifikacji intelektualnych, by nie rzec głupoty. Myślenie skoncentrowane na robieniu prywatnych interesów gospodarczych usunęło z pola widzenia warunki życia społeczeństwa podlegającego przemianom. Posiadają oni dość słabą orientację o relacjach między czterema wymienionymi, głównymi siłami oddziaływującymi na rynek, w tym o roli wielkiego kapitału w wykorzystywaniu dla swoich egoistycznych celów, nie tylko społeczeństwa i władzy państwowej, ale także właścicieli i zarządców małych, średnich oraz dużych przedsiębiorstw krajowych.

Siedemnaście lat intensywnego upowszechniania, zwłaszcza w mediach, liberalnych, egoistycznych zasad wolności jednostki, a w konsekwencji wolności gospodarczej na „wolnym rynku” spowodowało ukształtowanie nowej kapitalistycznej mentalności i obyczajowości, szczególnie wśród biznesmenów, polityków, dziennikarzy, a nawet świata artystycznego.

W ramach tej nowej mentalności i obyczajowości ugruntowało się przekonanie, że gospodarka i rynek są amoralne, w nieco mniejszym stopniu dotyczy to sfery polityki i społecznej.

Czyli nie obowiązuje tu żaden kodeks moralny np. chrześcijański dekalog, z wyjątkiem prawa, którego nadmiar, często niespójnych i sprzecznych ze sobą przepisów, daje większe możliwości działań bezprawnych, zwłaszcza dla dużych i silnych podmiotów gospodarczych lub powiązanych z polityką.

Wyobraźmy sobie zlikwidowanie kodeksu drogowego, a więc jednakowych dla wszystkich zasad i sytuację na drogach, po tym fakcie. W biznesie, na rynku nie obowiązuje prawie żaden kodeks, wszystkie chwyty są dozwolone.

Natomiast od kilkunastu lat słyszymy z ust wielu biznesmenów, liberalnych polityków i koncesjonowanych naukowców i dziennikarzy takie nawoływania jak: za dużo regulacji państwa w gospodarce, za wysokie podatki dochodowe, za dużo osłon socjalnych, niedobre dla pracodawców prawo pracy bo chroni pracowników itd.

W sytuacji wysokiego bezrobocia przy tak ukształtowanych nawykach i obyczajach, szybko rośnie strefa zatrudniania ludzi na czarno lub na umowę zlecenie po 10-14 godzin na dobę bez wolnych sobót, a nawet niedziel, przy godzinowej płacy znacznie niższej od płacy minimalnej w przeliczeniu na godzinę.

Funkcjonowanie dzikiego, bezwzględnego kapitalizmu najpełniej potwierdzają dane Ministra Finansów odnośnie przeciętnych dochodów blisko 23 milionów osób rozliczających się z podatku dochodowego od osób fizycznych za 2005 r.

Przeciętne miesięczne dochody brutto wszystkich rozliczających się z PIT-ów, a więc także emerytów i rencistów przekroczyły 1400 zł, natomiast średni dochód zatrudnionych bez emerytów i rencistów wyniósł 1198 zł.

Jeśli odliczymy składkę na ubezpieczenia społeczne, w tym zdrowotne oraz podatek, to dochody netto przeciętnego Polaka wyniosą 800 – 900 złotych miesięcznie.

Zakładając że  nierejestrowana szara strefa daje co najwyżej 20-30% dochodów, to przeciętne dochody netto wyniosą 1000 -1100 zł na rozliczającego się.

Te dane są rzadko w prasie przytaczane, natomiast chętnie przytacza się średnie zarobki w sektorze przedsiębiorstw wynoszące w IV kwartale 2006 r. – 2465 zł brutto, co stwarza wrażenie, że są to dane reprezentatywne dla całego kraju, ale jest to ewidentna manipulacja statystyką.

Do trzeciej strefy podatkowej ze stawką 40% wchodziło do 2005 r. zaledwie około 1 % spośród blisko 23 milionów rozliczających się PIT-ami, do drugiej strefy 30% – dalsze 3 pkt. procentowe, natomiast 96 % osób fizycznych mieści się w najniższej strefie podatkowej. Ponadto  Polska jest ewenementem wśród krajów europejskich, ponieważ w żadnym kraju emeryci i renciści nie zarabiają więcej niż zatrudnieni, tylko w Polsce.

Z przeprowadzonych przez GUS badań warunków życia ludności, wynika, że w 2003 r. – 59 procent polskiego społeczeństwa, to jest 22,5 mln osób żyło poniżej minimum socjalnego, czyli poniżej granicy za którą zaczyna się niedostatek.[23]

Sytuacja na wsi jest gorsza niż średnio w kraju, ponieważ w 2001 r. poniżej minimum socjalnego żyło 71,2% rolników, także 71,2 % pracowników na stanowiskach robotniczych i 66,8 % chłopów-robotników.[24]

Prezentowane liczby dowodzą do jakiej biedy doprowadziła w Polsce budowa kapitalizmu w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Czy zatem kapitalizm w warunkach obecnego przyśpieszenia globalnych procesów ma przyszłość ? Czy globalizacja jako najwyższe stadium kapitalizmu, ze wszystkimi jego negatywnymi konsekwencjami, nie ma alternatywy, jesteśmy na nią skazani – jak powtarzają niczym mantrę jej zwolennicy i beneficjenci, podobnie jak zwolennicy i beneficjenci komunizmu kilkadziesiąt lat temu ?

Francuskie stowarzyszenie Centre des Jeunes Dirigeants d’Enterprise liczące 23 tysiące członków będących dyrektorami różnego rodzaju spółek i firm w raporcie opublikowanym w 1996 roku twierdziło: Jesteśmy przekonani, że nie podlegający żadnym regulacjom kapitalizm rozpadnie się tak samo jak komunizm, chyba że skorzystamy z nadarzającej się okazji i postawimy człowieka ponownie w centrum zainteresowania społecznego. (…) Ubóstwo naszych społeczeństw jest ubóstwem raczej społecznym i duchowym, a nie materialnym. (…) Należy gruntownie przemyśleć to, w jaki sposób zorganizowana jest nasza praca i nasze społeczeństwo”.

Francuski raport bezkompromisowo proponuje rewolucyjny plan oparty na założeniu, że przedsiębiorstwa powinny być rozliczane także z tego, co wnoszą w życie społeczeństwa i jego dobrobyt oraz czy są odpowiedzialne za losy zatrudnianych pracowników. Firmy szkodliwe należy zamykać. Spółki powinny zmierzać do podwyższenia swego kapitału lokalnie, a nie poszukiwać go na giełdach, czy też w narodowych czy zagranicznych bankach.

Cały dochód powinien być opodatkowany, a uzyskane w ten sposób wpływy powinny być spożytkowane na zapewnienie odpowiedniego poziomu życia wszystkim obywatelom, w myśl założenia, że każde ludzkie istnienie jest dobrem społecznym. Powinna zostać także ustalona zarówno płaca minimalna, jak i maksymalna.[25]

Także Georg Soros, miliarder – finansista, „papież” światowych spekulantów (fundator Fundacji im Batorego – przypomnienie LK), faktyczny konstruktor programu zrealizowanego w Polsce przez Balcerowicza, uległ podobnie wielkiej metamorfozie kilka lat temu, jak jego uczeń Jeffrey D. Sachs obecnie i w artykule krytykującym kapitalizm tak pisał w „Atlantic Monthly”: „Nasz obecny system może się załamać, jeżeli nie ograniczymy regulowanej zakazami pogoni za własnym interesem – uznaniem dla zaangażowania, któremu trzeba podporządkować interesy osobiste.”[26]

W tym miejscu należy postawić pytanie, kiedy polscy liberałowie wzorem swoich nauczycieli przyznają się, że realizowana przez nich transformacja ustrojowa na lepszy system –  kapitalizm –  zakończyła się  kompletną klapą?

Istotę kapitalizmu trafnie ujmuje mądrość afrykańska o dwóch głodach – mniejszym i większym, które doskwierają każdemu człowiekowi. Mniejszy – to głód tego, co potrzebne wszystkim do życia: towarów, usług oraz pieniędzy na ich opłacenie. Większy zaś to głód odpowiedzi na pytanie „po co ?”, głód zrozumienia po co się żyje. W społeczeństwach kapitalistycznych natomiast, przyjmujemy jak dotąd wygodne założenie, że najlepiej zadowolić ten większy głód poprzez zaspokojenie tego mniejszego.

Dominującymi wartościami ukształtowanymi w dużym stopniu przez kapitalizm i rządzę pieniądza są: indywidualizm – jako dążenie do niezależności, samowystarczalności, powiązane z egoizmem; dążenie do wolności w rozumieniu zewnętrznym, a nie wewnętrznym; relatywizm moralny; tolerancja – fałszywie rozumiana, hedonizm (utylitaryzm).

Kapitalizm ukształtowany przez kulturę Zachodu opartą na podstawach protestanckich religii chrześcijańskich cechuje indywidualizm, a więc dążenie do wolności i autonomii, co oznacza, że w hierarchii potrzeb człowieka ( klasyfikacja Masłova ) najwyższe stadium stanowi samorealizacja, a więc eksponowanie osobistych cech i osiągnięć.

Potwierdzają to dobitnie badania amerykańskie z połowy lat 90 – tych, według których 63 % Amerykanów twierdziło, że inni ich nie obchodzą, a najważniejsze jest własne „JA”. Społeczeństwa europejskie cechuje mniejszy indywidualizm niż Amerykanów.

Natomiast kultury azjatyckie, wywodzące swoje myślenie z konfucjonizmu, buddyzmu i islamu kwestionują to założenie. Cechuje je podporządkowanie praw jednostki prawom grupy co uważane jest za niezbędne dla zachowania społecznej harmonii. Indywidualne pragnienia są więc wtórne wobec pragnienia grupy, czy społeczeństwa, ponieważ poczucie przynależności i reakcja innych na jednostkę jest zadowoleniem najwyższym w hierarchii potrzeb.[27]

Podział pracy i ogromna rywalizacja – prawdziwy „wyścig szczurów”- między ludźmi, podmiotami gospodarczymi, wewnątrz każdego zakładu pracy spowodowały co  prawda rozwój gospodarczy w enklawach, ale ludzi nauczyła myśleć, patrzeć i działać wycinkowo i nie ogarniać całości.

Efektem tego jest częste zjawisko przedkładania celów własnych, nad cele rodziny, czy celów własnych komórek organizacyjnych lub działów nad cele firmy czy instytucji. Stwarza to tak jak w sporcie sytuację, że tylko nieliczni zdobywają medale i są wygrani, reszta jest przegrana i nawet gdy traci podstawy egzystencji to staje się to normalne.

Współcześnie bardzo rzadko słyszy się pytanie: „co ja mogę zrobić dla innych ludzi ?”, natomiast często pytania: „co ja z tego będę miał ?”, „co ja za to dostanę ?”.

Powszechne są też roszczenia, a nawet kategoryczne żądania, wynikające z przeświadczenia, że „to mi się należy”, pozbawione chęci zrozumienia, kto i czyim kosztem ma te roszczenia zaspokoić.

Brak całościowego spojrzenia oraz działania i indywidualny egoizm powodują, że prędzej czy później tracą na tym wszyscy. Dotyczy to nie  tylko rodzin, czy zakładów pracy, ale także regionów, państw i całego świata.

Gdyby indywidualizm, który jest sercem kapitalizmu, zdefiniować na nowo jako EGOIZM WŁAŚCIWY, to społeczeństwo stworzyłoby może świat lepszy od tego, w którym „żebrak to twój bliźni”  – uważa Charles Handy. Taki nowy indywidualizm spogląda poza materializm, ku czemuś większemu.[28]

Wychodząc od indywidualistycznej potrzeby samorealizacji, jako najwyższej w hierarchii potrzeb człowieka można w konsekwencji dojść do wniosku, że najpełniej może jednostka samorealizować się na bezludnej wyspie.  Jeśli nie przyjmiemy tego poglądu, to konsekwentnie rozumując należy przyjąć, że człowiek nie może istnieć i rozwijać się w oderwaniu od rodziny, grupy, czy społeczeństwa, a więc w układzie sprzężenia zwrotnego, sam oddziałuje na rozwój otoczenia, a także jego rozwój i istnienie, zależy od  oddziaływania oraz pomocy  innych[29].

W procesie rozwoju obecnego globalnego kapitalizmu, wywodzącego się z Zachodu, egoistyczny indywidualizm bogatszych jednostek osiąga monstrualne rozmiary, powodując ogromną niesprawiedliwość społeczną, a w konsekwencję agresję pokrzywdzonych. Wolny rynek sprawdza się tam, gdzie nie uwzględnia się kosztów ludzkiego niepowodzenia.

Używając terminu wolność”, możemy odnosić się do wolności wewnętrznej człowieka, zwanej inaczej sumieniem. Znacznie częściej jednak mamy tu na myśli wolność zewnętrzną, jako  wolną od wszelkich rygorów postawę wobec innych ludzi lub otaczającego nas świata. W świecie pozorowanej wolności nadmierne swobody jednych ludzi naruszają zarówno wolność, jak też i możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb innych.[30]

Wolność osobista to przecież także swoboda, na jaką powołują się przestępcy seksualni bądź ekonomiczni. Dotychczasowa interpretacja wolności daje przyzwolenie do działania wszelkim cwaniakom, oszustom i złodziejom, przy praktycznej nieodpowiedzialności instytucji państwa wobec zwykłego obywatela.

Z pojęciem wolności jako wartości tak rozumianej wiąże się pojęcie tolerancji, które obecnie oznacza akceptację działań bezkarnych i demoralizujących.

Relatywizm moralny zakłada, że wartości moralne wyższe, takie jak dobro i prawda, nie są stabilne, lecz zmieniają swój sens – są relatywizowane wobec poglądów lub pozycji obserwatorów, a także w zależności od ustrojów społecznych, w jakich obserwatorzy funkcjonują.[31]

Powszechnie stosowana jest tak zwana moralność Kalego z powieści H. Sienkiewicza (Kali ukraść krowę to dobrze, Kalemu ukraść krowę to źle).

Wartości niższe, takie jak pieniądz, władza, sława i seks przejęły rolę kryteriów wartościujących i są czczone niczym czterech bożków.

Relatywizm w sferze moralności przyczynia się do destrukcji osoby ludzkiej. Odbierając jej kręgosłup moralny, czyni z niej bezkształtną galaretę, której dzięki sprawnej manipulacji – można nadać każdą formę i pokierować jej działaniem.[32]

Mądrość 41

A. Pawełczyńska bardzo krytycznie ocenia opiniotwórcze krajowe elity, podając następujące zasady wokół których te warstwy się konsolidują:

  • odrzucanie wartości wyższych, czyli dobra i prawdy;
  • odrzucanie norm moralnych i obyczajowych;
  • akceptacja działań poza prawem i na granicy prawa;
  • skłonność do łamania solidarności grupowej w sytuacji zagrożenia;
  • akceptacja zasady „pecunia non olet” (pieniądze nie śmierdzą ).

Elita gotowa jest zapłacić każdą cenę, aby utrzymać władzę, pieniądze i uprzywilejowaną pozycję. Również za cenę lekceważenia dobra społecznego i interesu ogólnego, a także cenę przekreślenia prawdy, która warunkuje trafność decyzji.[33]

Hedonizm (utylitaryzm) oznacza, że jedynym celem życia człowieka i głównym motywem postępowania ludzi jest osiąganie przyjemności (korzyści własnych).

Bardzo duży wpływ na kształtowanie przedstawionego systemu wartości i zachowań mają media i marketing, w tym reklama. Od tysięcy lat ideologie państw i imperiów oddziaływały na ludzką społeczność poprzez wzorce, poprzez ukrytą starożytną znajomość nauki obrazowości. Bowiem człowiek jest tak skonstruowany, że myśli – a myśli kształtują obraz.

Biorąc przykłady z Zachodu, także polscy specjaliści od wizerunku politycznego i ideologii, ci nowocześni kapłani, rozmyślnie lub intuicyjnie wykorzystują elementy tej nauki. Stąd i wyrażenia: „stworzyć image”, „tryb życia”, „wzór myślenia”, „wizerunek kandydata”, czy główne przesłania ideologiczne: „„Budujemy rozwiniętą demokrację i kapitalizm na wzór zachodni, a jak je zbudujemy, wszyscy będziemy bogaci i szczęśliwi”; „jak wejdziemy do Unii Europejskiej, to będziemy bogaci i szczęśliwi – my i nasze dzieci”.

Ideologia jest głównym mechanizmem, za pomocą którego można zniszczyć lub wzmocnić każde państwo.

Wzorzec jest siłą bardziej skuteczną niż materialna broń. Dla specjalistów tworzących wizerunek polityczny kandydata na: prezydenta, posła, senatora, burmistrza czy radnego nie są ważne faktyczne dążenia kandydata, jakim jest człowiekiem, czy fachowcem – dobrym czy złym.

Za pieniądze i za pomocą mass mediów, bilbordów oraz sondaży, ci „nowocześni kapłani” tworzą wizerunek, który powinien się podobać wyborcom. I ludzie głosują w wyborach nie tyle na człowieka, ile na wizerunek stworzony przez specjalistów.        

Tworzenie wzorca jacy to będziemy bogaci i szczęśliwi, gdy zbudujemy rozwiniętą demokrację i kapitalizm na wzór zachodni, zapoczątkowano jeszcze w PRL-u filmami typu „Dynastia”. Ten wzorzec po 1989 r., nieustannie dominuje w mass mediach, w wypowiedziach „dyżurnych autorytetów”, czyli nowoczesnych kapłanów i polityków.

I uwierzyli w ten wzorzec: uczniowie, studenci i nauczyciele,  biznesmeni, sprzedawcy i konsumenci, robotnicy, rolnicy  i urzędnicy, policjanci, żołnierze i oficerowie, i cały kraj zaczął korzystać z okazji, umiejscawiając się w swojej  wyobraźni – w rolach bohaterów filmu „Dynastia” Carringtona, Cristal, Alexis i podobnych „bohaterów” innych filmów.

Kryterium powodzenia stał się dobrobyt materialny, natomiast nie liczy się to, kto i jak to zdobył. Jednocześnie przemilczano i wciąż się przemilcza ciągle narastające na Zachodzie problemy nie do pokonania takie jak: narkomania, kolosalna korupcja, przestępczość, pogorszenie stanu ekologii, depresje psychiczne, choroby cywilizacyjne, spadek liczby urodzin, wzrost rozwodów i ludzi bezdomnych oraz wiele innych.

Ci nieliczni, którzy znają działanie wzorców, tylko się śmieją z takich wysiłków, ponieważ prawdopodobieństwo realizacji tego wzorca  jest trochę większe niż wygranie miliona w totolotka, ale porównywalne z wygraniem bardzo cennych nagród w różnych konkursach marketingowych przy zakupie towarów od dużych firm komercyjnych.

Wmawiają nam, że to taki popyt większości: wszyscy ludzie chcą oglądać tylko hollywoodzkie piękności, filmy o bandyckich porachunkach, informacje o krwawych wydarzeniach. Kłamstwo ! ludzie tego nie chcą ! Mówią nam: nie chcesz-nie patrz, nie podoba się – nie słuchaj. Niby wolność wyboru. Ale to niezupełnie tak. Wyboru faktycznie brak ! Ani dzieci go nie mają, ani dorośli, a już tym bardziej nie mają go ludzie w podeszłym wieku. Jeżeli nie będziesz w życiu twardym, cynicznym, bezdusznym człowiekiem – droga ku namalowanemu dobru – zamknięta.[34]

Media działając wszelkimi dostępnymi środkami stosują przemoc mentalną, polegającą na bombardowaniu świadomości ładunkami treści ułatwiającymi rządzenie ludźmi, kreują zachowania konsumpcyjne, ujednolicają sposób myślenia i odczuwania oraz styl życia zgodny z tak zwanym modelem politycznej poprawności.

Mądrość Platona

Obraz świata został zdominowany przez egoizm, pychę, zło – zwłaszcza w mass mediach. Telewizja upowszechnia pokazywanie przemocy, przestępczości, brutalizacji obyczajów i pornografii,  prezentując swego rodzaju instruktaż  kształceniowy dla młodzieży. Kilka lat temu dziennikarze „Rzeczpospolitej” przeprowadzili sześciodniowe badania programów telewizyjnych ustalając, że cztery polskie programy pokazały w tym czasie 3160 scen przemocy i 433 trupów.

Dzięki temu, różnego rodzaju działania przestępcze i układy mafijne zyskują rangę normalności społecznej, a nierzadko ich bohaterów eksponuje się w mediach w kontekście pozytywnym dla nich, jak np. Bogusława Baksika z Art-B.

Pierwszorzędnej roli socjotechniki w życiu publicznym sprzyjają demokracja i wolny rynek, które operują na zasadzie pokojowej rywalizacji. Po drugie nasze społeczeństwa są coraz bardziej sztuczne. Chcę przez to powiedzieć, że stają się jedną totalną instytucją. (…) Chodzi o to, że życie nie tylko publiczne, ale i prywatne, czas wolny są zinstytucjonalizowane. W efekcie naturalne dla tej cywilizacji  jest zapotrzebowanie na inżynierię społeczną. Socjotechniczne sterowanie społeczeństwem jest w duchu współczesnej cywilizacji. Człowiek tej cywilizacji uczy się wszystkiego nie od życia, ale na kursach. (…) Staje się w sumie istotą zewnątrzsterowną, czyli przedmiotem zainteresowania i eksploatacji socjotechnicznej. Można więc powiedzieć, że w przeszłości socjotechnika była elementem uzupełniającym – zaś dziś stała się głównym. Jest to możliwe na skutek docierania do wszystkich za pośrednictwem środków masowego przekazu, które są podporządkowane przekazowi, a nie wzajemnej komunikacji, porozumiewaniu się.[35]

W warunkach dzisiejszej demokracji najłatwiej jest sterować, ponieważ łatwo jest schować się za wolnością słowa, wolnością biznesu, wolnością wyboru i wciskać ludziom ciemnotę. I czyni się to nie przypadkowo, ale celowo i z rozmysłem. Z jakim wzorcem sympatyzujecie, tacy sami się stajecie. Mass media, marketing, w tym reklama i ośrodki badania opinii publicznej nie są czwartą władzą, lecz zdecydowanie pierwszą, ponieważ wpłynęły w decydujący sposób na ten 17 -letni kierunek przemian, którego skutki mamy obecnie. Ta „miękka władza” wytyczała kanały (koleiny) dla świadomości nie tylko dla ludzi, ale także „twardej władzy”, czyli rządu, parlamentu i otaczających je  pseudoelit władzy, które w wyniku większościowej siły ciążenia, politycznej ( czytaj kanałowej ) poprawności poruszały się i niestety w nieco mniejszym jedynie stopniu poruszają się dalej, ponieważ brak jej „masy krytycznej” samodzielnego, innowacyjnego myślenia.

Siła rynku realizująca interesy producenta i dystrybutora staje się siłą współdecydująca o myśleniu i działaniu człowieka, zredukowanego do funkcji konsumenta. Reklama zastępuje prawdziwą  informację, a kontakty rzeczowe regulowane rynkiem przyczyniają się do osłabienia bezinteresownego współżycia między ludźmi.[36] Marketing, w tym reklama stały się swoistym katechizmem ery konsumpcjonizmu.

Kultura materializmu została wprawdzie stworzona przez najbardziej wyrafinowanych i najlepiej opłacanych propagandystów, jest ona jednak z gruntu fałszywa, sztuczna i niespójna. Gdyby chęć posiadania dóbr materialnych rzeczywiście była głównym motorem napędowym ludzkości, kapitalizm nie musiałby wydawać 450 miliardów dolarów rocznie na autoreklamę. Równocześnie reklamy owych tak ponoć pożądanych przez nas dóbr nie odwołałyby się nieustannie do potrzeby akceptacji, miłości i tęsknoty za kontaktem z naturą. I chociaż można powiedzieć, że kapitalizm odniósł sukces w tworzeniu masowej kultury konsumpcjonizmu, jego wartości dalekie są od naszych naturalnych potrzeb.[37]

Mądrość 37

Warto w tym miejscu zacytować słowa z przedstawienia Teatru „Jedynka” z Gdańska:

Posłuchaj samego siebie, człowieku, czy to kolejne twoje samowygnanie z raju nadziei. Wszak zamiast raju tworzymy sobie ogród zoologiczny dla tępych, chciwych, nażartych zwierząt, oswojonych manipulacją mediów i reklamiarzy. Co masz inteligencjo, jeszcze do zaoferowania ze swojej utopii angielskiej klasy robotniczej, czy pomyślałaś, co zostanie z twojej ofiary w służbie oświecenia wolnością rynku i demokracją. Kto tu pierwszy stanie w kolejce po proszoną zupę i łapówkę.”

Podsumowując należy stwierdzić, że w czasach współczesnych ścierają się ze sobą, generalnie dwa systemy wartości: egoistyczna zasada wolności bez żadnej odpowiedzialności, czyli „Róbta Co Chceta”- charakterystyczna dla globalnej, monopolistycznej, komercyjnej ekonomii kapitalizmu oraz zasada uniwersalna „Nie Czyń Drugiemu Tego, Co Nie Chcesz, Aby Tobie Czyniono”, ku której ewoluują ustroje społeczne, gospodarcze i cywilizacyjne.

W świecie organizmów żywych to właśnie komórki nowotworowe szukają wolności bez żadnej odpowiedzialności co prowadzi do śmierci organizmu, jeśli tej swobody nie ograniczymy.

Natomiast zdrowe komórki w 90-98% realizują potrzeby całego organizmu żywego, a tylko w 2-10 % swoje własne.

Pierwsza myśl zdrowej komórki – to myśl o organizmie, potem o sobie, natomiast w chorej komórce nowotworowej jest odwrotnie, tak jak w obecnej cywilizacji kapitalizmu, materializmu i rynku.

Dla społeczeństwa obywatelskiego i gospodarki społecznej ( zwanej też trzecią drogą), w tym spółdzielczości, bliżej jest do drugiego systemu wartości niż do pierwszego.

Mądrość Tołstoja
II.  Sektor gospodarki  społecznej i integracji społecznej

Odmienność sektora gospodarki społecznej od komercyjnej gospodarki kapitalistycznej nastawionej na zysk jest następująca:

  1. W gospodarce komercyjnej wpływ na kształtowanie  organów władzy i zarządzanie w podmiotach gospodarczych ma większy ten, kto ma więcej pieniędzy, a co za tym idzie udziału w zakładowym kapitale właścicielskim. Natomiast w gospodarce społecznej obowiązuje generalnie ta sama zasada jak w demokracji politycznej: jeden członek jeden głos.
  2. Podstawową zasadą gospodarki komercyjnej jest konkurencja, czyli rywalizacja, często bezwzględna i niszcząca, a siłą napędową jest egoizm jednostkowy czy grupowy, natomiast gospodarka społeczna w mniejszym stopniu ma charakter rywalizacyjny, a w większym stopniu integracyjny, polegający na współpracy, pomocy wzajemnej, budowie więzi międzyludzkich, etyce finansowej, dobrowolnym i otwartym członkostwie, dbałości o społeczności` lokalne.
  3. Gospodarka komercyjna nastawiona na zysk zarządzana jest bardziej systemem hierarchicznym i scentralizowanym (menedżerskim), kiedy w gospodarce „non profit” zarządzanie jest znacznie mniej hierarchiczne i bardziej zdecentralizowane mające charakter systemu integracyjnego, a nawet ewoluujące się do systemu zarządzania sieciowego – niehierarchicznego – o czym w następnym referacie pisze Bert van Lamoen.
  4. Konkurencja, a w rzeczywistości bezwzględna, niszcząca rywalizacja w gospodarce kapitalistycznej, w której spryt, oszustwo (np. przy zawieraniu umów) jest cenioną normą, przynosi rzadko postrzegane wysokie koszty braku zaufania oraz stresu ponieważ:
    • powiększa koszty sprawdzania i testowania partnerów;
    • zwiększa wysiłki, wydłuża czas zawierania umów i wzajemnej kontroli partnerów oraz powiększa koszty zobowiązań umownych;
    • wprowadza kosztowne działania prawa np. postępowań sądowych czy egzekucyjnych;
    • znacznie zwiększa koszty marketingu, ponieważ w bezwzględnej walce konkurencyjnej jest to jeden z najważniejszych instrumentów walki;
    • zwiększa potrzeby finansowe przedsiębiorstwa, a w konsekwencji koszty finansowe zasilania zewnętrznego, powiększając ryzyko uzależnienia od instytucji finansowych;
    • powoduje wzrost zachorowań pracowników na choroby psychopatyczne (np. depresja) i choroby cywilizacyjne, a więc zwiększa koszty leczenia i nieobecności w pracy.

Te koszty są znacznie niższe w sektorze gospodarki społecznej, gdzie wykorzystywany jest tzw. kapitał społeczny polegający na umiejętności współpracy, kooperacji, nawiązywania bliskich kontaktów, istnienia trwałych, w tym wspólnotowych więzi społecznych oraz występuje znacznie większa etyka finansowa między partnerami.

Sektor gospodarki społecznej „non profit” ogólnie rzecz biorąc składa się z dwóch segmentów:

  1. Spółdzielczości, towarzystw ubezpieczeń wzajemnych, przedsiębiorstw komunalnych – których rodowód wywodzi się ze społecznej gospodarki rynkowej – liczący ok. kilkunastu tysięcy podmiotów;
  2. Fundacji i stowarzyszeń, związków zawodowych, ochotniczych straży pożarnych, kościołów i związków wyznaniowych, organizacji samorządu gospodarczego i zawodowego, związków pracodawców, partii politycznych – nazywanych III sektorem i liczących ok. 110 tys. podmiotów; rodowód pierwszych dwóch stanowi liberalna gospodarka wolnorynkowa.

Pierwszy segment gospodarki społecznej, w tym zwłaszcza spółdzielczość zostały w transformacji ustrojowej poddane dezintegracji oraz  zaliczone do sektora przedsiębiorstw jako podmioty komercyjne nastawione na zysk, aby osłabić ich siłę, zwłaszcza w handlu i umożliwić budowę kapitalizmu awanturniczo-handlowego, zwanego też pasożytniczym.

Kontynuacją tej polityki jest to, że w ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie spółdzielnie, ani związki spółdzielcze nie zostały zaliczone do organizacji pozarządowych.

Także część zarządów podmiotów spółdzielczych, zaczęła przyswajać sobie egoistyczne wartości kapitalizmu i upodabniać się do podmiotów komercyjnych, by realizować wąskie interesy grupowe w zakresie spółdzielczego majątku lub dochodu, zniechęcając spółdzielców do tej formy, chyba bardziej niż etykietka „kołchozów” struktury po PRL.

Jednak spółdzielnie mimo zarysowanych wad okresu transformacji, mają przewagę nad tzw. trzecim  sektorem, ponieważ same są w stanie być samowystarczalne finansowo lub korzystać z pewnego dofinansowania i spełniać lepiej wiele funkcji trzeciego sektora, nie marnotrawiąc takich sum pieniędzy. Ponadto trwałość tej formy zarządzania nie ma sobie równych w naszym kraju, ponieważ istnieje w Polsce blisko 300 spółdzielni po 100 i więcej lat, które przetrwały zabory, dwie wojny światowe i transformację ustrojową, którą można porównać z wojną.

Trzeci sektor został jednak bardziej „skażony” wartościami ekonomii komercyjnej, ponieważ wiele środków było pozyskiwanych i w znacznej części „konsumowanych” przez wąskie grupy interesów, niezgodnie z ich przeznaczeniem. Wynika to pośrednio z dokumentu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej „Strategia wspierania rozwoju społeczeństwa obywatelskiego”, zwłaszcza zawartych tam liczb oraz bezpośrednio z artykułów prasowych.

Wychodząc  od przedstawionego podziału na dwa segmenty, należałoby jednak przyjąć następujące rozgraniczenie w zależności od proporcji finansowania działalności na:

  • podmioty uzyskujące więcej niż połowę środków z działalności własnej, a mniej niż połowę z dofinansowania zewnętrznego;
  • podmioty uzyskujące większość środków z dofinansowania zewnętrznego.

Wspieranie  pierwszej grupy podmiotów na obecnym etapie rozwoju jest znacznie bardziej korzystne, ponieważ stanowi alternatywę dla kapitalistycznej gospodarki komercyjnej. Bez tej sfery, do której należy także spółdzielczość, nie rozwiniemy integracji społecznej prowadzącej do budowy społeczeństwa obywatelskiego, a w konsekwencji państwa obywatelskiego.

W tej sferze znacznie częściej niż w komercyjnej występują takie wartości jak: prawda, uczciwość, samopomoc, samo-odpowiedzialność, demokra­cja, równość, otwartość, jawność,  sprawiedliwość, solidarność, odpowiedzialność społeczna i patriotyzm wobec lokalnych społeczności w miejscu zamieszkania i pracy (małych ojczyzn) oraz patriotyzm narodowy i krajowy (duże ojczyzny).

 Mądrość 28

III. Wartości i warunki systemowe tworzenia społeczeństwa obywatelskiego

Zbudowanie społeczeństwa obywatelskiego w znaczeniu zdefiniowanym na wstępie, a więc obejmującym wszystkie sfery życia, a nie tylko enklawy, wymaga zarówno zmian obecnych systemów wartości, co wiąże się z powszechną przemianą świadomości, jak również zmian rozwiązań ustrojowych w sferach: gospodarczej, społecznej, politycznej i kulturowo medialnej. Te zmiany są ze sobą współzależne: zmiany świadomości i systemów wartości warunkują zmiany w zakresie instytucjonalno-regulacycjnym i odwrotnie, te ostatnie pozwalają blokować przemiany świadomości  i narzucać ludziom nie chciany na ogół przez nich system wartości przez hierarchiczne struktury władzy działające w oparciu o paradygmat naukowo – materialistyczny (mechaniczno-redukcjonistyczny ).

Jednakże w czasach obecnych jesteśmy świadkami całkowicie nowego zjawiska w dotychczasowej znanej historii ludzkości.

W wyniku ogromnej przemiany świadomości dużej części  ludności świata rodzi się nowa cywilizacja oparta na inicjatywach oddolnych, których podstawą jest nowy paradygmat: integracyjno – holistyczny[38], który metaforycznie można porównać do samoorganizującego się organizmu żywego.

Zasadnicza zmiana świadomościowa dotyczy przeorientowania się z dominacji potrzeb materialnych na  potrzeby niematerialne, czyli radykalnego podniesienia jakości życia w harmonii z innymi ludźmi, społeczeństwem i środowiskiem naturalnym, a więc podnoszenia ogólnego dobrobytu poprzez pracę na rzecz dobra wspólnego. Równocześnie następuje dość powszechna kompromitacja starego hierarchicznego systemu władzy ustroju kapitalistycznego i pozorowanej demokracji, gdzie rządzi oligarchia.

Wychodzą na światło dzienne wszelkie brudy tego systemu jak: korupcja, przestępcze bogacenie się, mafijne systemy władzy, totalitarne metody kontroli i sterowania społeczeństwami itd., zarówno w Polsce jak i w USA, czy w  krajach europejskich.

Te przemiany dokumentuje wiele badań z których trzy przykłady przytaczam poniżej:

  • Z badań Raya na reprezentatywnej 1036 osobowej próbie społeczeństwa amerykańskiego wynika, że: 87 % badanych uważa, że powinniśmy traktować planetę jak żywy system; 83 % utrzymuje że powinniśmy odbudować małe społeczności; 82% jest zdania – że ludzie winni być podlegli naturze i starać się ją zachować; człowiek jest częścią natury, a nie jej panem – uważa 75 % badanych; 68 % chciałoby powrotu do prostego trybu życia, w którym mniejsze znaczenie będzie się przywiązywało do konsumpcji i bogactwa; 63 % twierdzi, że rząd powinien zamknąć przedsiębiorstwa odpowiedzialne za zanieczyszczenie powietrza.[39]
  • Również wyniki badań międzynarodowych wskazują na wyraźne odchodzenie od materialistycznych wartości modernizmu. W roku 1993 Wydział Międzynarodowy Instytutu Gallupa przeprowadził badania pod nazwa „Zdrowie naszej planety” w 12 uprzemysłowionych i 12 rozwijających się krajach. Wyniki dobitnie wykazały, że stanem środowiska przejmuje się większość ludzi bez względu na poziom rozwoju gospodarki ich kraju. Jeśli porównamy wyniki w obu rodzajach państw, okazuje się, że w krajach rozwijających się zainteresowanie tą problematyką było znacznie większe, co całkowicie przeczy popularnej tezie, że w krajach biedniejszych ludzie zbyt zaprzątnięci są codzienną walką o przetrwanie, by zastanawiać się nad problemami dewastacji środowiska naturalnego. Co więcej, większość respondentów w obu rodzajach państw twierdziło, że ochrona środowiska jest o wiele ważniejsza niż wzrost gospodarczy.[40]
  • W oparciu o dane zebrane w trakcie realizacji projektu Word Values Survey (Światowe Badania nad Wartościami) w latach 1990-1991, którym poddano przedstawicieli 43 państw reprezentujących 70% populacji Ziemi, Ronald Inglehard doszedł do wniosku, że w wielu z tych krajów zaczynają dominować wartości reprezentowane przez kulturę zintegrowaną. Wymienić tu można Szwecję, Holandię, Danię, Finlandię, Norwegię, Islandię, Szwajcarię, Wielka Brytanię, Kanadę i USA. Obywatele tych państw tracą zaufanie do tradycyjnych instytucji, w tym do rządów, przedstawicieli biznesu i religii. Im bardziej maleje ich wiara w to, że wszelkie problemy mogą zostać rozwiązane dzięki rozwojowi nauki i techniki, tym bardziej rośnie zaufanie do własnych przekonań i zasad zdrowego rozsądku. Coraz mniej liczy się zarobek i zysk, coraz bardziej sensowna praca w godziwych warunkach. Wzrasta tendencja do poszukiwania celu w życiu. Wzrost gospodarczy nie jest już w centrum zainteresowania. Jego miejsce zajmuje ochrona zdewastowanego środowiska. Ludzie ci stają się coraz bardziej tolerancyjni wobec różnic etnicznych, seksualnych i politycznych, a także akceptują nową rolę kobiet w społeczeństwie, uważając, że one także mają prawo do samorealizacji. Inglehart uważa, że te elementy wyraźnie wskazują, iż pojawił się globalny trend w kierunku wyznawania wartości po modernistycznych.[41]

Mało kto zwraca uwagę na to, że teoria rynku począwszy od Adama Smitha zakłada, iż przedsiębiorstwa powinny być własnością osób, które w nich pracują i żyją w związanych z nimi społecznościach. Osoby te stają się wówczas rzeczywistymi udziałowcami, tzw. interesariuszami[42] w sposób, o którym nie może być mowy w przypadku tak charakterystycznej dla dzisiejszych korporacji własności należącej do rozproszonych akcjonariuszy – obcych nieobecnych właścicieli.[43] Taką formułę spełniają właśnie spółdzielnie.

Ojciec ekonomii wolnorynkowej Adam Smith, najczęściej cytowany przez liberałów, przynajmniej w Polsce, napisał dwie istotne prace: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” i „ Teoria uczuć moralnych” z których żadna nie została wydana w naszym kraju po 1989 r.

Nie jest to przypadek, ponieważ zdecydowana większość przypisywanych mu poglądów,  jest nieprawdziwa. W „ Teorii uczuć moralnych” Smith dobitnie wykazuje fałsz twierdzenia jakoby  ludzie są w stanie funkcjonować jedynie dla własnych korzyści: Bez względu na to, jak bardzo samolubny byłby człowiek, w jego naturze istnieją pewne zasady, które każą mu przejmować się losem innych i przedkładać ich szczęście ponad własne, choćby jego jedyną korzyścią pozostawała możliwość czerpania przyjemności z przypatrywania się im.”[44]

Smith był przekonany, że odpowiedzialna jednostka ma obowiązek unikać szkodzenia innym, a  państwo jest zobowiązane powstrzymywać tych wszystkich, którzy działają na niekorzyść drugiego człowieka, stwierdzając: „Prawdziwa uraza wynikająca z popełnionej niesprawiedliwości jest w oczach obiektywnego obserwatora jedyną przyczyną, która może usprawiedliwić wyrządzoną nam krzywdę lub naruszenie pomyślności naszego dobrego sąsiada. Inne postępowanie będzie wyłącznie pogwałceniem prawa, bowiem to w jego mocy leży wymierzenie kary lub zapobieganie takim niegodnym czynom. Mądrość każdego państwa to dążenie, w sposób najlepszy z możliwych, do zastosowania praw społecznych w celu powstrzymania tych wszystkich, którzy podlegają jego władzy od wyrządzania krzywdy innym i niszczenia ich szczęścia.[45]

Nigdzie w dziełach Adama Smitha nie ma nawet najmniejszej sugestii, że ci którzy świadomie krzywdzą innych zabiegając o własne korzyści mogliby – choćby i bezwiednie – działać na rzecz dobra wspólnego.

Również wielu „obrońców praw człowieka” używa w mediach praw Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, rezolucji ONZ ratyfikowanej przez Polskę, jak maczugi – ale selektywnie i wybiórczo – nie przytaczając, chyba najważniejszego artykułu 25, który brzmi:

 „Każdy człowiek ma prawo do poziomu życia zapewniającego zdrowie i dobrobyt jemu i jego rodzinie, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, także prawo do poczucia bezpieczeństwa w przypadku bezrobocia, choroby, kalectwa, owdowienia, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny.”

Arystoteles uważał, że społeczeństwo, w którym nie występuje zjawisko skrajnego bogactwa i skrajnego ubóstwa ma największe szanse  stać się zdrowym społeczeństwem.

Powszechna nędza i wysoka koncentracja bogactwa nie mogą współistnieć ze sobą w demokracji”, pisał dwa wieki temu autor Deklaracji Niepodległości i późniejszy prezydent USA – Thomas Jefferson, jakby na przekór współczesnym fanatykom neoliberalizmu upatrującym w bogaceniu się najbogatszych jedyną możliwą drogę rozwoju cywilizacyjnego.[46]

Wychodząc od fundamentalnych zasad wolności i niezależności, nie tylko jednostki, ale także rodziny, społeczności lokalnej, grupy społecznej, etnicznej, religijnej, aż po naród i społeczeństwo danego kraju, należy uwzględniać nie tylko wolność światopoglądową, społeczną i polityczną, ale także ekonomiczną, rozumianą jako zabezpieczenie: godziwego życia, poczucia bezpieczeństwa socjalnego i fizycznego oraz niezależności.

W związku z tym, powinniśmy budować długookresowo społeczeństwo obywatelskie w myśl maksymy: „MAŁE JEST PIĘKNE”, ponieważ służy to zdecydowanej większości ludzi, zamiast aktualnie realizowanej globalistycznej zasady kapitalizmu: „DUŻY I BOGATY MOŻE WIĘCEJ”, ponieważ służy to nielicznym bogatym kosztem wszystkich innych ludzi.

Z tego wynika dylemat wyboru  to znaczy czy chcemy:

  • zachować czy wyeliminować różnorodność kulturową i genetyczną;
  • uznać za priorytet naszych działań zaspokojenie potrzeb większości, czy produkcję luksusowych dóbr dla wąskiej grupy osób dysponujących pokaźnym majątkiem;
  • preferować swobodny dostęp do kluczowych i innowacyjnych technologii, czy respektować interesy korporacji, zastrzegających prawa wyłącznej własności w celu zapewnienia sobie monopolu lub czerpania zysków z wygórowanych tantiem;
  • zapewnić poszczególnym obywatelom możliwość rzeczywistego uczestnictwa w demokratycznym zarządzaniu życiem gospodarczym i politycznym czy przekazać odpowiedzialność za kształt naszej przyszłości wąskiej globalnej elicie;
  • przywrócić prawa własności zakorzenionym społecznościom miejsca, przejawiającym troskę o przestrzeń, w której żyją, czy podtrzymywać system nieobecnych właścicieli, pozbawionych poczucia odpowiedzialności za podejmowane decyzje.[47]

Zasada „MAŁE JEST PIĘKNE”, oznacza tworzenie systemu lokalnych biospołeczności, funkcjonujących dzięki możliwie największej samowystarczalności  w zakresie: żywności,  energii, materiałów i zatrudnienia  żyjącym w niej  ludziom. Uzupełnieniem niedostatków samowystarczalności na poziomie lokalnym, powinien być odpowiednio większy stopień samowystarczalności na poziomie regionalnym i krajowym.

Zalety rozwoju lokalnych biospołeczności odpowiednio zintegrowanych w układzie regionalnym i krajowym w porównaniu do wad współczesnej globalnej gospodarki kapitalistycznej są następujące:

  1. W dobie ogromnego postępu technicznego: mechanizacji, automatyzacji, informatyzacji i robotyzacji coraz większa liczba ludzi nie znajdująca pracy w sferze materialnej ( słynna prognoza globalistów – 80/20 % – że za czterdzieści lat 80% ludzi będzie bez pracy, a zatrudnienie znajdzie tylko 20% zdolnych do pracy) będzie musiała z czasem przeorientować się na samorozwój, zwiększenie czasu na wychowanie dzieci i wymianę w świadczeniu usług niematerialnych takich jak: edukacja, rozwój duchowy, tworzenie i upowszechnianie kultury, praca społeczna, pomoc słabszym grupom społecznym, życie w harmonii z naturalnym środowiskiem człowieka. Ta sytuacja może być wykorzystana do integracji społeczności lokalnych, gdzie kontakt osobisty, współpraca, samoorganizacja pozwoli na zwiększenie samowystarczalności i ekologicznych atutów środowiska naturalnego. Cywilizację Zachodnią zdominowały stosunkowo powierzchowne potrzeby materialne, których miernikiem jest PKB, nad dojrzewaniem i zaspokajaniem potrzeb niematerialnych, nie dlatego że one są odbierane jako mniej ważne, lecz dlatego, że materialne można  łatwiej zmierzyć i szybciej osiągnąć np. kupić dziecku zabawkę, zamiast poświęcić czas na osobisty kontakt i ciepło miłości rodzicielskiej. Ale przewidywany wzrost wydajności pracy w wyniku postępu technicznego pozwoli zaspokoić nawet tak sztucznie rozdęte potrzeby konsumpcyjne przez zaledwie 20%, a nawet 10% zdolnej do pracy ludności, za kilkadziesiąt lat. Pozostałą niepracującą ludność w całym świecie, globaliści neutralizują obecnie i planują to robić w przyszłości – skapywanym nieekologicznym pożywieniem i odurzająca rozrywką, włącznie z narkotykami i innymi używkami, aby nie zrobili rewolucji. Stale rosnący dylemat dla tych ludzi to: „mieć jedzenie” czy „być jedzeniem”.
  2. Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że życie w nieskażonym środowisku zamieszkania i pracy oraz spożywanie ekologicznej żywności to dłuższe i pełniejsze jakościowo życie, mniej chorób, straty czasu i pieniędzy na leczenie przez konwencjonalną nastawioną na zysk medycynę, za pomocą leków najbardziej zyskownej branży farmaceutycznej. Korzystając ze znanego, lokalnego źródła zaopatrzenia w żywność, znacznie szybciej możemy zweryfikować czy jest ona zdrowa ekologicznie, natomiast co do żywności wyprodukowanej i przetworzonej w odległym rejonie czy innym kraju, nie mamy żadnej pewności, mimo różnych „pseudonormatywów” i „pseudokontroli” czy jest to żywność zdrowa, czy nie jest skażona jakąkolwiek chorobą, albo nawet z padniętych zwierząt, czy nie jest genetycznie modyfikowana lub zanieczyszczona szkodliwymi substancjami. Prowadzenie natomiast samodzielnie ekologicznej produkcji ogrodniczej, głównie na potrzeby własne, w nieskażonym i podobnie zagospodarowanym otaczającym środowisku biospołeczności, jeszcze bardziej wydłuża wiek życia i uodparnia na choroby. Ponieważ ta praca jeśli jest wykonywana z „sercem” daje żywność znacznie lepszą i zdrowszą, nawet od tej z bliskiego znanego otoczenia.  Potwierdzają to ludzie często i długo przebywający na działkach i korzystający z żywności przez siebie wyprodukowanej, ponieważ żyją znacznie dłużej, mnie chorują i ich jakość życia jest znacznie lepsza od innych.

Zdecydowana większość ludzi na Zachodzie i nieco mniej w Polsce spożywa szkodliwe dla zdrowia produkty. Piękne z wyglądu jabłka, pomidory, ogórki i inne owoce oraz warzywa w supermarketach, są niestety często odmianami genetycznie modyfikowanymi, ponadto ich wzrost jest wspomagany sztucznymi nawozami i chroniony sztucznymi środkami ochrony roślin. Te produkty w odróżnieniu od naturalnie hodowanych są niestety szkodliwe dla zdrowia. Do tego dochodzi zanieczyszczenie wody do picia, powietrza którym oddychamy i ziemi użytkowanej rolniczo. W rezultacie jak dokumentują statystyki zwiększa się z roku na rok liczba chorych ludzi i pojawiają się coraz to nowe choroby. Konwencjonalna medycyna mimo otrzymywania ogromnych sum pieniędzy i posiadania ogromnej ilości preparatów, szpitali, ośrodków zdrowia, instytutów naukowych nie radzi sobie z tym, ponieważ leczy skutki chorób, a nie przyczyny, a ponadto w dobie kapitalizmu leczenie jest biznesem, zresztą bardzo lukratywnym, który daje tym lepsze zyski im jest więcej: chorób, chorych ludzi i ludzie dłużej chorują. Ponadto szybkość życia w tzw. „nowoczesnej cywilizacji” z dala od natury w oparciu o filozofię „czas to pieniądz”, w warunkach bezwzględnej rywalizacji, wraz ze szkodliwym żywieniem wywołuje stres, a w konsekwencji różne  choroby cywilizacyjne i psychopatyczne. Według Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w Polsce jest więcej samobójstw niż wypadków na drogach, ale o tym media milczą.

  1. Obok dużego stopnia samowystarczalności w zaopatrzeniu w żywność ważnym warunkiem niezależności lokalnych, regionalnych biospołeczności, a także kraju jest maksymalne pokrycie zapotrzebowania na energię z własnych lokalnych źródeł. Istnieją możliwości pozyskiwania energii w warunkach lokalnych ze źródeł odnawialnych, geotermalnych, z najnowszych technologii pozyskiwania energii z zimnej syntezy termojądrowej, z wody oraz pola magnetycznego ziemi. Interesującą koncepcję i projekt techniczny pozyskiwania energii elektrycznej i cieplnej ze złóż geotermalnych, które występują na obszarze około ¾ powierzchni Polski ma zespół profesora Henryka Kozłowskiego z Politechniki Krakowskiej. Według niego ekonomicznie opłacalne jest zainstalowanie w każdej gminie instalacji pokrywającej zapotrzebowanie tej jednostki administracyjnej na energię elektryczną i cieplną. Ponadto kąpiele w solankach geotermalnych mają charakter leczniczo – regenerujący, co umożliwia wykorzystać to największe bogactwo naszego kraju, także do rozwoju działalności sanatoryjno-uzdrowiskowej.

Główne surowce energetyczne: takie jak ropa, gaz i potrzebne do wytwarzania energii jądrowej są obecnie instrumentami uzależniania i eksploatacji wielu państw przez wielkie koncerny i niektóre kraje.

  1. Życie i praca w lokalnych biospołecznościach przy prostocie życia i uniezależnieniu się od wielu materialnych przedmiotów – gadżetów, oznacza poświęcanie znacznie mniej czasu na dojazdy do pracy i zarabianie pieniędzy, a przeznaczanie tego czasu na zaspokajanie i wymianę usług niematerialnych, wychowanie dzieci, realizację zainteresowań i rozwój duchowy. To osobisty wybór, jakiego trzeba dokonać w celu prowadzenia lepszego, bardziej wartościowego i satysfakcjonującego życia. Ilość zwolenników nowego stylu życia rośnie już w świecie w dziesiątki milionów co oznacza, że idea trafia w sedno.

Oczywiście taki sposób życia dla „Wyznawców Postępu”, „Obywateli Świata”, „Europejczyków” będzie wyrazem „nienormalnego życia”, zaściankowości, ksenofobii, uwiądem twórczej wyobraźni, a nawet ciemnogrodu i rasizmu. Cały czas bowiem wmawiają nam, że globalizacja i dominacja korporacji są nieuniknione, tak jak wcześniej komunizm. To jest uprawianie intelektualnego terroryzmu.

 Ellen Goldman, dziennikarka z „Boston Globe”, prosto i zwięźle podsumowuje pojęcie „normalnego życia” w rozumieniu Wyznawców Postępu: „Normalny” oznacza noszenie kosztownych ubrań, które kupuje się dzięki ciężkiej pracy, przepychanie się przez korki kupionym na raty samochodem, by dojechać do pracy, którą musisz wykonywać, żeby płacić za ubrania, samochód i dom, który zostawisz pusty na cały dzień, aby zarobić na jego utrzymanie i spłatę zaciągniętego długu .[48]

  1. Taki sposób rozwoju pozwala odizolować lokalne społeczności od niestabilności współczesnej gospodarki globalnej, czyniąc je mniej podatnymi na wydarzenia toczące się poza granicami. Obecny świat przypomina okręt podwodny bez grodzi wodoszczelnych, wystarczy lekkie uszkodzenie kadłuba, przy którym pompy nie są w stanie usunąć wlewającej się wody, a cały okręt zostanie zatopiony. Przeciwieństwem są „grodzie wodoszczelne” nie tylko w postaci granic państwowych chronionych cłami, sztywnymi kursami walut, kontyngentami wymiany itp., jak było na świecie od II wojny światowej do lat siedemdziesiątych, ale samowystarczalność społeczeństw na poziomie lokalnym, a co najwyżej regionalnym. Koncepcja ta pozwala na stworzenie doskonalszych warunków do zachowania równowagi ze środowiskiem, skłania bowiem społeczność do nauczenia się życia w granicach własnego środowiska. W razie wystąpienia światowego kryzysu finansowego takie lokalne, a nawet regionalne, czy krajowe biospołeczności łatwo mogą wprowadzić swój własny pieniądz w formie bez odsetkowego pieniądza neutralnego jak np. pieniądz w systemie barterowym lub pieniądza oprocentowanego ujemnie. Oba te systemy pieniądza sprowadzają jego istotę do środka wartości wymiennej towarów i usług, nie zaś środka tezauryzacji i spekulacji, jak obecne lichwiarskie systemy pieniądza.

We współczesnej gospodarce  dominują  anachroniczne zasady oparte na kolonizacji, niezrównoważonym handlu, spekulacji i inwestycjach zagranicznych. Wynikiem tego rosną gwałtownie nierówności społeczne wewnątrz krajów i pomiędzy państwami, w których jedni żyją ponad stan, gdy inni nie mają podstawowych środków do życia.    David C. Korten uważa, że chcąc uzyskać jak największą samowystarczalność każde państwo będzie musiało prowadzić politykę redukująca jego zależność od handlu i doprowadzić do zwiększenia udziału w gospodarce lokalnych przedsiębiorstw prywatnych. Będzie to wymagało unieważnienia obowiązujących obecnie umów handlowych i wynegocjowanie nowych. Powinny one chronić prawa społeczeństw do ustanawiania własnych zasad gospodarczych, a tym samym do wypracowania partnerskich stosunków gospodarczych z innymi krajami.[49]

  1. Kluczową sprawą dla skutecznej budowy społeczeństwa obywatelskiego jest preferowanie lokalnej własności, zwłaszcza w formie samorządu spółdzielczego lub terytorialnego, którego członkami byliby: pracownicy, dostawcy, klienci, organizacje lokalne. Ludzie ci będą mieli osobisty interes w jak najdłuższym funkcjonowaniu danego przedsiębiorstwa na rynku, kierując się jednocześnie dobrem społeczności, która z niego korzysta. Rozwiązanie to tworzy odpowiedni system motywacyjny, bowiem to właściciele ponoszą koszty, wynikające z niszczenia środowiska i działania na szkodę społeczności. Związanie własności bezpośrednio z firmą, zakorzenioną  w lokalnej społeczności pozwala uniknąć wielu zagrożeń: ignorancji, nonszalancji i złej woli obcych, nieobecnych właścicieli, nie liczących się z niczym poza zyskiem. Głównym problemem globalnego kapitalizmu są powiązania personalne i instytucjonalne, które koncentrują własność w rekach ekonomicznej oligarchii, żyjącej w oderwaniu od społeczeństw i nie zasługującej na ich zaufanie. Jak twierdzi David C. Korten nie można powierzać kilku tysiącom osób zachowujących się jak kowboje na Dzikim Zachodzie kontroli nad środkami niezbędnymi do życia kilku miliardom ludzi.[50]

Wychodząc o od celu jakim jest zbudowanie społeczeństwa obywatelskiego, strategicznymi zadaniami osiągania postawionego celu głównego byłyby przez wiele lat:

  • holistyczna edukacja, rozwój duchowości i nauka nowego typu,
  • stworzenie w nauce i w państwie systemu prognozowania i ostrzegania przed skutkami różnych procesów, zjawisk, odkryć, wynalazków i decyzji na różnym szczeblu władzy w perspektywie lat: kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu;
  • powszechne kreowanie kultury zintegrowanej.

Powszechna edukacja polegająca na całościowym (holistycznym) kształceniu i wychowywaniu jest kluczowym sposobem budowy społeczeństwa obywatelskiego i państwa obywatelskiego, nie ma ważniejszego. Również nauka powinna zmienić swoją dotychczasową funkcję swojego rodzaju „religii” na holistyczne podejście do badań i analiz naukowych. Ten nowy sposób funkcjonowania zarówno edukacji jak i nauki winien opierać się na czterech filarach:

  • po pierwsze – interdyscyplinarnym – wykorzystania wielu dyscyplin naukowych, nie tylko z dziedziny nauk społecznych, ale także przyrodniczych, ścisłych i humanistycznych;
  • po drugie – geograficznym - oglądu i analizy wiedzy, zjawisk i procesów zachodzących w skali globalnej, a nie pojedynczych krajów, czy regionów;
  • po trzecie – historycznym – identyfikacji i badania zgromadzonej wiedzy różnych ludów, zjawisk i procesów w długim okresie czasu – kilku wieków, a nawet tysięcy lat, nie zaś kilku czy kilkunastu lat;
  • po czwarte prognostycznym – kształtowaniu i stosowaniu umiejętności przewidywania skutków: zjawisk, odkryć, wynalazków, procesów, i decyzji w krótkim i długim okresie czasu, zgodnie z maksymą: „to co czynisz, czyń roztropnie – oglądając się na skutki” za lat kilka i kilkadziesiąt.

Nawet obecnie ludzie lepiej wykształceni, mimo, że zazwyczaj specjalistycznie, a nie holistycznie, znacznie częściej angażują się społecznie i rozumieją potrzebę pracy dla dobra wspólnego niż ludzie słabiej wykształceni.

Bert van Lamoen opiera nową edukację biznesową  na trójkącie ( szerzej o nowej edukacji na XXI wiek tegoż autora w następnym opracowaniu tej książki):

  • metoda „action learning” (uczenia się przez działanie);
  • edukacja holistyczna lub duchowość biznesu;
  • zrównoważona lub oparta na wartościach przedsiębiorczość i intraprzedsiębiorczość; intraprzedsiębiorczość wykorzystuje przedsiębiorczy sposób myślenia w ramach istniejących organizacji.

Dotychczasowy sposób rozumienia i łączenia teorii z praktyką w nauce i edukacji, często polega na tym, że: „Teoria jest wtedy, gdy wszystko wiemy, a nic nie działa. Praktyka jest wtedy, gdy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego. Często łączymy teorię z praktyką w taki sposób, że prawie nic nie działa i prawie nikt nie wie dlaczego”.

Przykładami zalążka systemu prognozowania ostrzegawczego jest opracowana globalna strategia trwałego „trójfilarowego” rozwoju zgodnie z ONZ-owska wizją oraz  odnowiona strategia trwałego rozwoju UE, prezentowane w kolejnym opracowaniu L. Michnowskiego „Polskie uwarunkowania Odnowionej  Strategii Trwałego Rozwoju Unii Europejskiej (EU SDS)”.

Nowe spojrzenie na świat w warunkach szybkich przemian świadomości  umożliwia zintegrowana kultura, która zmierza do zintegrowania wszystkich elementów życia: wewnętrznych i zewnętrznych, męskich i żeńskich, osobistych i globalnych, intuicyjnych i racjonalnych oraz wielu innych. Główną cechą kultury zintegrowanej jest dążenie do świadomego zespolenia różnic dzielących ludzi, do połączenia wysiłków, by znaleźć wspólną płaszczyznę. Z natury rzeczy mając charakter globalny, kultura zintegrowana stosuje podejście wielosystemowe i niesie nadzieję światu stojącego w obliczu kryzysu ekologicznego, społecznego i duchowego. [51]

Kultura postkapitalistycznej gospodarki rynkowej musi koncentrować się wokół zachowań etycznych, bowiem są one istotne zarówno dla wydajności gospodarki, jak i dla zdrowia społecznego. Idea ta musi stać się punktem centralnym teorii ekonomii i być motywem wiodącym w nauczaniu religii, nauk ścisłych, przyrodniczych i społecznych.

Etyczne samoograniczenie jest konsekwencją faktu, iż każda jednostka jest częścią większej całości. Społeczeństwo, które gloryfikuje pościg za zyskiem jednostki, nie tylko podkopuje zaufanie publiczne, ale traci swą tożsamość jako całość.[52]

Z drugiej strony,  im bardziej rozumna i dominująca jest kultura, zawarta w ukształtowanych obyczajach, tym mniejsza jest potrzeba tworzenia rządu posiadającego aparat przymusu i nadmierny system kontroli oparty na nieproduktywnych rzeszach urzędników, audytorów, inspektorów skarbowych, policjantów, prawników, sędziów, całych armii ochroniarzy, portierów, stróży nocnych itp. oraz  ogromnej ilości aktów prawnych.

Należy upowszechniać normy etyczne powszechnie uznawane i wynikające z nich ograniczenia wraz z piętnowaniem  tych wszystkich, którzy nie szanują praw i potrzeb innych, a także nagrody dla tych, którzy dobrowolnie ograniczają swe pragnienia posiadania jak największej ilości dóbr.

Stoimy zatem wobec paradoksu. Aby odbudować demokrację i zdrową gospodarkę, musimy użyć przymusu w celu ograniczenia wpływów korporacji, a w końcu zlikwidować je jako instytucje. Jak zauważa Paul Hawken w książce „The Ecology of Commerce” (dosłownie Ekologia handlu; polska edycja nosi tytuł – przez zielone okulary – przyp. tłum.): „to siła wielkiego biznesu tworzy konieczność powołania silnego rządu, zarówno po to, by chronić dobro publiczne przed wybrykami molochowatych korporacji, jak i po to by uporządkować nieład ekologiczny i społeczny, będący wynikiem ich działalności.” Gdy już odzyskamy kontrolę nad poczynaniami naszych rządów i przywrócimy przedsiębiorstwom ludzki wymiar, wówczas przestanie istnieć konieczność powierzania administracji państwowej wielu uprawnień i jej kompetencje także zostaną sprowadzone do odpowiedniego wymiaru.[53]

Właśnie dlatego istnieje potrzeba rządu silnego, świadomego i z dużą wyobraźnią strategiczną, aby dokonać między innymi następujących zmian w sferze instytucjonalno-regulacyjnej, jako podstawę budowy społeczeństwa obywatelskiego w sposób bardziej ewolucyjny niż wymuszony wielkim kryzysem i jego konsekwencjami:

  1. Musimy przywrócić demokrację opartą na zasadzie „jeden człowiek – jeden głos”, a nie „jeden dolar (jeden złoty) – jeden głos” wprowadzając zasadnicze ograniczenia w sferze darowizn politycznych i wykluczyć korporacje z czynnego uczestnictwa w jakichkolwiek przejawach życia politycznego. Rzeczywista reforma musi się opierać na zasadzie finansowania kampanii politycznych ze środków publicznych oraz równoprawnym dostępie zarejestrowanych kandydatów do prasy radia i telewizji. Musi ona równocześnie zawierać restrykcyjne ograniczenia możliwości wpływu na wyniki wyborów, wyniki głosowania nad aktami prawnymi, rozstrzygnięcia zapadające w drodze referendum oraz kształt negocjowanych sojuszy i umów międzynarodowych. (…) Odsunięcie korporacji od polityki jest afirmacją zasady, że prawa polityczne i wolność mają swe źródło w człowieku, nie zaś we własności czy sztucznie tworzonych aktach prawnych.
  2. Należy zlikwidować fikcję prawną głosząca, że korporacja jest osobą oraz odpowiedzialność udziałowców i akcjonariuszy jedynie do wysokości wniesionych udziałów lub akcji, tak jak jest obecnie w spółkach osobowych ( dotyczy to spółek akcyjnych, spółek z o.o., spółek komandytowych). Należy się tu odwołać do zasady, że naturalne prawa człowieka przysługują wyłącznie ludziom. Istotne byłoby przywrócenie obowiązującej dawniej wykładni, że korporacja ma jedynie te uprawnienia, które dokładnie określi w swym statucie, pod warunkiem, że działa w interesie publicznym, a wszelkie jej działania podlegają cyklicznej kontroli właściwych organów administracji publicznej, dysponujących prawem do ich likwidacji. Co więcej, uprawnienia, o których mowa powinny przysługiwać wyłącznie temu organowi, który zarejestrował statut i korporacje nie powinny mieć możliwości odwoływania się do innych instancji, z wyjątkiem właściwych organów administracji państwowej dysponujących takimi samymi uprawnieniami. Taka wykładnia ograniczyłaby znacząco przywileje korporacyjne.
  3. Należy zlikwidować dotowanie korporacji nie tylko z bezpośrednich subsydiów publicznych i ulg podatkowych, ale także obejmujących zaniżanie płac, pogarszanie się warunków pracy, stanu zdrowia pracowników i ich bezpieczeństwa, niszczenie środowiska oraz wprowadzanie na rynek niebezpiecznych i szkodliwych produktów. W Stanach Zjednoczonych korporacje przerzucają na barki społeczeństwa (otrzymując dotacje z budżetu publicznego ) wydatki w wysokości 2,6 biliona dolarów rocznie, co stanowi kwotę średnio pięciokrotnie przewyższająca dochody tych korporacji. Globalnie suma ta może wynosić nawet około 10,7 biliona dolarów. Dowodzi to, że korporacje zapewniają ogromne zyski swym menedżerom i akcjonariuszom, ale czynią to kosztem pozostałej części społeczeństwa. Wiele firm wypadłoby z gry, gdyby zostały zmuszone do pokrywania wspomnianych kosztów zgodnie z zasadami rynku. [54]
  4. Konieczne jest położenie kresu spekulacji finansowej i lichwiarskiemu oprocentowaniu kredytów bankowych oraz wszelkiego rodzaju pożyczek, ponieważ grozi to bliskim światowym krachem finansowym, między innymi poprzez:
    • nałożenie na banki wymogu posiadania stuprocentowego pokrycia depozytów i przywrócenie funkcji tworzenia narodowej waluty rządom, co ograniczy w znacznym stopniu konieczność zaciągania pożyczek przez państwo i zredukuje siłę oraz wpływy systemu bankowego;
    • wprowadzenie podatku Tobina (laureat nagrody Nobla z ekonomii) od każdej transakcji na rynkach finansowych;
    • nałożenie niewielkiej opłaty od przestojów finansowych, czyli przetrzymywania pieniędzy na kontach co sugeruje ekspert w dziedzinie pieniądza, współtwórca EURO – Bernard Lietaer;
    • ograniczenie wymiany narodowej i lokalnej waluty do celów wyłącznie turystycznych i handlowych, pod warunkiem, że te ostatnie dotyczą rzeczywistych produktów i usług;
    • wspieranie rozwoju banków spółdzielczych i kas oszczędnościowo pożyczkowych;
    • zachęcanie do emitowania lokalnych walut np. waluty barterowej poprzez systemy barterowe połączone z clearingiem i bazami danych co wspiera lokalny handel likwidując zatory płatnicze ( 4-6 razy szybszy obrót pieniądza), niweluje koszty pośrednictwa, marketingu i ogranicza nadużycia;
    • nakazanie instytucjom państwowym, rządowym i samorządowym do gromadzenia oszczędności i dokonywania operacji finansowych poprzez banki państwowe (PKO BP SA i BGK ) oraz banki spółdzielcze.
  5. Włączyć się na szczeblu rządowym do działań popierających m.in. inicjatywy rządów: włoskiego, rosyjskiego i wielu krajów trzeciego świata w zakresie opracowania nowego ładu w sferze: instytucjonalno-regulacyjnej światowego systemu finansowego, porozumień regulujących działania ponadnarodowych korporacji i instytucji finansowych oraz traktatów handlowych.
  6. Wprowadzić płacę minimalną i maksymalną wraz ostrymi restrykcjami za ich nieprzestrzeganie oraz zwiększyć progresję podatkową zarówno od dochodów osób fizycznych jak i firm.
  7. W prowadzić podatki ekologiczne m.in. od jednorazowych nieekologicznych opakowań ( wzorem Niemiec ).
  8. Wprowadzić ceny minimalne gwarantowane w skupie płodów rolnych wraz z restrykcjami za ich nieprzestrzeganie.

                                                                       *

                                               *                                             *

Reasumując należy stwierdzić, że w XX wieku kraje socjalistyczne tzw. II świata i kraje uwalniające się z jarzma kolonializmu tzw. III świata zamierzały stworzyć odmienne, bardziej ludzkie ustroje od kapitalizmu, jednak z czasem uległy iluzji „doganiania” cywilizacji Zachodu.

Transformujące się kraje postkomunistyczne, w tym Polska, jeszcze bardziej weszły w „kanał doganiania” materialistycznej cywilizacji kapitalistycznego Zachodu, która stoi na przepaścią, w przede dniu największego  kryzysu w historii.

Zamiast naśladować powinniśmy traktować wzorce Zachodu jako wielkie ostrzeżenie, gdzie szybko rozwija się narkomania, prostytucja, przestępczość, mafijne struktury, korupcja, zachorowalność na  choroby cywilizacyjne i psychopatyczne, spada przyrost naturalny, pogarsza się stan środowiska naturalnego, gdzie zanika człowieczeństwo, a kwitnie egoizm, nieuczciwość, hedonizm itd.

 Świat cywilizacji Zachodu bardzo trafnie i proroczo scharakteryzował Jan Paweł II w 1988 r. w encyklice Sollicitudo rei socialis słowami: „świat współczesny, łącznie ze światem ekonomii, zamiast troszczyć się o prawdziwy rozwój wiodący ku życiu bardziej ludzkiemu (…) zdaje się prowadzić nas szybko ku śmierci” Jeżeli chcemy „prześcignąć” tę cywilizację śmierci – kapitalizmu i pozorowanej oligarchicznej demokracji państw  Zachodu – to nie należy jej „doganiać” naśladując jej wzory, lecz „uciekać” w przeciwnym kierunku, tworząc nową cywilizację społeczeństwa obywatelskiego – cywilizację życia.

Nic nie jest z góry przesądzone, wszystko jest w naszych rękach, jeżeli zastosujemy pozytywne wzorce i zmienimy naszą świadomość. Jesteśmy żywymi istotami i nadszedł czas, byśmy połączyli nasz byt z bytem planety i zjednoczyli się z życiem, odnaleźli swe miejsce na Ziemi i pojęli role, jaką pełnimy w funkcjonowaniu całości.

Dr Krzysztof  Lachowski

 Redakcja KIP: Autor jest Prezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej.

 Przypisy

[1] Samir Amin, Zmurszały kapitalizm, Wyd. Akademickie „DIALOG” Warszawa 2004, s. 16-17

[2] K. Gadowska, Społeczne zasoby: obywatelskie zaangażowanie polskich przedsiębiorców, w: (red.) G. Skąpska, Buddenbrokowie czy piraci. Polscy przedsiębiorcy okresu głębokich przemian, Kraków 2002 s. 131-133

[3] „Strategia wspierania rozwoju społeczeństwa obywatelskiego na lata 2007 – 2013” Warszawa 2005r.

[4] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie, alternatywa dla globalizacji, wyd. Stowarzyszenie OBYWATEL, Łódź 2002 s. 147

[5] Jeremy RYFKIN – Europejskie marzenie, wyd. NADIR, Warszawa 2005 s.15

[6] A. Szmilichowski, „Zawiły problem półek”, Nieznany Świat nr 5/2007 s. 61

[7] J. Bakan „Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą, Wyd. Lepszy Świat, Warszawa 2006, s. 17, 20,21

[8] Tamże…s. 24-25

[9] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji. Wyd. Stow. OBYWATEL, Łódź 2002, s. 197-198

[10] M. Kennedy, Pieniądz wolny od inflacji i odsetek. Jak stworzyć środek wymiany służący nam wszystkim i chroniący Ziemię ? Wyd. „Zielone Brygady”, Kraków 2004 , s. 18-31

[11] The Money Trick (Sztuczka z pieniędzmi) około 1973, przedrukowane przez The Instytute of Ekonomic Demokracy, 1981; cytowane za: Prawda o bankach, Nexus nr 6/2002

[12] Tamże… s. 4

[13] Czy grozi nam światowe załamanie gospodarcze. Praca zbiorowa, www.barter.org.pl/publikacje

[14] K. Lachowski, Sprzężenie zwrotne globalnych procesów, referat na konferencję naukową pt. „Trwały rozwój – ryzyko – demokracja” w dniach 07.11.2005 r. w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego

[15] J. Bakan „Korporacja. Patologiczna pogoń…s. okładka

[16] H.P. Martin, H. Schumann,  Pułapka Globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt. Wyd.  Górnośląskie. Wrocław 1999,

  1. 246

[17] J. Bakan, Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą…op.cit. s. 66 i 72

[18] Tamże …s. 72 i 73

[19] Max Weber, Etyka protestancka , a duch kapitalizmu, Wyd. TEST, Lublin 1994 r.

[20] A. Pawełczyńska, Głowy Hydry, Wyd. Test, Lublin 2004 s. 181

[21] G. Skąpska, Wstęp, w: (red.) G. Skąpska, Buddenbrokowie czy piraci. Polscy przedsiębiorcy okresu głębokich przemian, Kraków 2002 s. 16

[22] A. Bukowski, Awans materialny i jego tło kulturowe, w: (red.) G. Skąpska, Buddenbrokowie..op.cit. s.73

[23] Warunki życia ludności w 2003 r., GUS, Warszawa, 2004

[24] L. Staszyński, W potrzasku, Wyd. „KONIKA” Warszawa 2005 r., s. 5

[25] za: D.C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji. Wyd. Stow. OBYWATEL, Łódź 2002, s. 208 i 209

[26] Ch. Handy, Głód ducha. Poza Kapitalizm. Poszukiwanie sensu w nowoczesnym świecie. Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999 r.,  s. 110

[27] H. Schutte, Kultura azjatycka i globalny konsument, w: Marketing doskonały, Puls Biznesu / Financial

    Times, wrzesień, 1999

[28] Charles Handy, Głód ducha. Poza Kapitalizm. Poszukiwanie sensu w nowoczesnym świecie. Wyd. 

    Dolnośląskie. Wrocław. 1999, s. 13

[29] K. Lachowski, Dokąd zmierza Świat XXI wieku ?, referat na konferencję naukową w dniach 8-10.09.2000 r. na UMCS w

    Lublinie, opublikowany w materiałach materiałach konferencji i w Nexusie nr 6/2002 i nr 1/2003

[30] A. Pawełczyńska, Głowy Hydry, Wyd. Test, Lublin 2004 s. 190

[31] Tamże …s. 11

[32] Tamże …s. 21

[33] Tamże …150

[34] W. Megre, Anastazja. Nowa Cywilizacja. Ósma księga z cyklu Dzwoniące Cedry Rosji, wyd. Wis, Poznań 2006 s. 110

[35] K. Korab, Socjotechnika czyli nowoczesna metoda naukowego sterowania społeczeństwem, w: Socjotechnika w mass mediach. Pod red. K. Koraba, W-wa 1997, s. 26-27

[36] A. Pawełczyńska, Głowy Hydry…op.cit s. 208

[37] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji. Wyd. Stow. OBYWATEL, Łódź 2002, s. 208 i 209

[38] HOLIZM [gr.]: filozoficzny termin teorii rozwoju wg której istotną cechą świata jest jego „całościowy” charakter;

w metodologii nauk społecznych jest to stanowisko głoszące, iż zjawiska społeczne stanowią układy podlegające prawidłowościom nie dającym się wywnioskować z prawidłowości rządzących ich składnikami.

Koncepcja wzajemnie powiązanej rzeczywistości wywodząca się z filozofii holistycznej, rozwijana  dalej poprzez ekologię, fizykę kwantową oraz teorię systemów, stanowi podstawę paradygmatu integracyjno-holistycznego, którego cechami  charakterystycznymi są:

  • współzależność – funkcja, w której każda część systemu jest wzajemnie zależna od działania innych części systemu jako całości;
  • wzajemne powiązanie – rozbudowana sieć relacji istniejących pomiędzy częściami systemu lub z innymi systemami;
  • uczestnictwo – obserwator jest zawsze blisko związany z otoczeniem, tworząc rzeczywistość, którą „obserwuje”;
  • nie-liniowość – zbiór wzorów interakcyjnych opisanych poprzez pętle sprzężenia zwrotnego, systemy auto-organizujące się lub teorię chaosu, są bardziej popularne niż proste przyczynowo-skutkowe interakcje.

[39] Dane dotyczące badań Raya w oparciu o: Paul H. Ray, The Integraf Culture Survey: A Study of Velues Subcultures and the Use of Alternative HealthCare In America, A Report to Ftzer Instytut and the Instytute of Noetic Science, październik 1995; Po]aul Ray, “The great Divide: Prospecks for an Intrgral Culture”, YES! A Journal of Positive Futures, jesień 1996, s 68

[40] Duane Elgin i Coleen LeDrew, “Globar Paradigm Report: Tracking the Shift Dunder Way”{Raport na temat przemian globalnego paradygmatu} YES! A Journal of Positive Futures” zima 1997, s. 19; Duane Elgin i Coleen LeDrew, Global Consciousness Change: Indicators of an Emerging Paradigm (San Anselmo, Calif.: Millennium Projekt, 1997). Więcej informacji: www.awakeningearth.org.

[41] Ronald Inglehart, Modernization and Postmodernization: Cultural, Economic, and Political Change In 43 Societies (Princeton, N.J: Princeto Uni-versity press, 1997)

[42] Interesariusz jest pojęciem szerszym niż akcjonariusz i obejmuje również klientów, pracowników, dostawców, konkurentów czy wspólnoty lokalne, na terenie których działa przedsiębiorstwo.

[43] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji. Wyd. Stow. OBYWATEL, Łódź 2002, s.166

[44] A. Smith, Teoria uczuć moralnych, PWN, Warszawa 1989 s. 9

[45] Tamże…s. 218

[46] N. Chomsky, Powers and Prospects. Reflections on Human Nature and Social Order, South and Press, Boston, 1996, s 87;

[47] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji. Wyd. Stow. OBYWATEL, Łódź 2002, s. 141

[48] Jak podają Joe Dominguez i Vicki Robin we wstępie do: Jacqueline Blix i David Heitmiller, Getting a Life:Real Lives Transformed by Your Money or Your Life , New York: Viking, 1997, s. xii

[49] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie…s. 168

[50] Tamże…. s. 189

[51]  Duane Elgin i Coleen LeDrew, “Globar Paradigm Report: Tracking the Shift Dunder Way”{Raport na temat przemian globalnego paradygmatu} YES! A Journal of Positive Futures” zima 1997, s. 19

[52] D.C. Korten, Świat po kapitalizmie…s. 170

[53] Tamże…s.170

[54] Tamże s. 201

Wypowiedz się