Embargo

Kilka uwag o konsekwencjach rosyjskiego embarga.

Wypowiadając się krytycznie o obecności Kaczyńskiego na kijowskim Majdanie, miałem na myśli nie tylko kwestię antypolskiej postawy banderowców. Równie ważne były dalsze reperkusje z tego wynikające a rzutujące na sytuację w Polsce.

Prawdopodobnie z racji zauważalnego społecznego sprzeciwu wobec bezsensownego i szkodliwego z punktu widzenia Polskiej Racji Stanu wspierania pogrobowców UPA, polskie zaangażowanie zostało „stonowane”. Niemniej i tak powstały wyraźne szkody.
Obecne embargo, skierowane na produkty rolne wszystkich państw wspierających sankcje przeciwko Rosji – to tylko pierdnięcie niedźwiedzia, od którego i tak mogą co słabsze organizmy doznać omdlenia. Oby po dojściu do świadomości nie popadły w amok, bo to już byłoby groźne dla wszystkich.
Jaka zaś rysuje się perspektywa dla Polski?
Wygląda na bardzo nieciekawą. Bo proszę zauważyć.  To nie chodzi o jabłka, czy marchewkę. Naruszona zostaje struktura społeczna.  Te kilka miliardów PLN utracone w wyniku embarga nie bardzo da się zastąpić , czy skompensować. Problem dotyczy znacznej części społeczeństwa. Ci ludzie, pozbawieni dochodu, zlikwidują swe gospodarstwa. I o ile upadłą firmę przemysłową daje się odbudować w ciągu kilku lat, to gospodarstwa rolnego – już nie. To proces na minimum 20 – 30 lat. Raz, że np. Gospodarz zna strukturę gleby i wie, co może i gdzie uprawiać. Także wszelkie zależności ekonomiczne są kompensowane i dostosowywane do terenu i okoliczności. Zmiany rozwojowe są planowane na pokolenia.
Dlatego przerwa w ciągłości, zmiana warunków itd. prowadzi do upadku, którego to trendu nie można odwrócić. Upadłe gospodarstwo – już się nie odbuduje.
 
Tymczasem zaistniała sytuacja zniszczy ciągłość działania, a wobec nikłej opłacalności – nastąpi zanik tej sfery aktywności.
Obecnie mamy sytuację „naporu’ obciążeń emerytalnych na gospodarkę, co wobec małej ilości pracujących i upadku przemysłu staje się krytyczne.
I do tego dochodzi brak dochodów z działalności rolnej, a do tego to ci rolnicy będą „z wyciągniętą ręką” do państwowej jałmużny.
Do tego znacznie zmniejszy się popyt na towary  generowany dochodami tej grupy społecznej.
Jakie wnioski?
Prawdopodobnie konieczne jest przepracowanie relacji społecznych. Wydaje się, że konieczne jest zmniejszenie, i to wydatne, kasty urzędników.
To chyba jednak za mało. Prawdopodobnie trzeba będzie zmniejszyć poziom życia całej populacji.
Takie zmiany wymagają społecznego poparcia. Czy społeczeństwo jest gotowe do poświęceń? Czy groźba wojny (zamieszek wewnętrznych) jest na tyle wyraźna, aby to zacząć uwzględniać?
A przede wszystkim: czy jest zaufanie do władz, że proces zostanie przeprowadzony właściwie?
 Czy, gdyby władzę przejął PiS, to byłoby to bardziej wiarygodne (ja jestem przekonany, że nie)?
Proszę zauważyć, Czytelniku, że Putin zdecydował się na te działania, i to o nieporównanie mniejszym wpływie na społeczeństwo, przy bliskim 90 % poparciu. A to państwo ma nadwyżkę dochodów, może dywersyfikować dostawy.
My zaś mamy długi i nie mamy struktur organizacyjnych i społecznych dostosowanych do funkcjonowania w warunkach kryzysu.
Co można stwierdzić?  Chyba tylko, że cała nadziej w Bogu.

Wypowiedz się