Tu mówi radio LWÓW

TU MÓWI RADIO LWÓW DO WSZYSTKICH ROZGŁOŚNI

POLSKIEGO RADIA

Zostaliśmy oszukani. Zespół Radia Lwów, jego słuchacze i wszyscy życzliwi nam radiosłuchacze w Macierzy. My nie jesteśmy żadną „Polonią” na wschodzie Europy, jak nazywa nas ekipa Tuska. My jesteśmy rdzennymi Polakami, czy to się komuś podoba, czy też nie, żyjącymi przecież we Lwowie o wielowiekowej polskiej tradycji.

Nie będziemy nadawać audycji w języku ukraińskim jak się to podoba Panu senatorowi RP Łukaszowi Abgarowiczowi. Pan senator może mieć stosunek ambiwalentny do polskości Lwowa, jego wielowiekowej tradycji, dziedzictwa historycznego, kulturowego i religijnego, historii i Radia Lwów założonego w 1930 roku.

Wolno mu. Ale z takimi poglądami nie powinien być senatorem reprezentującym przecież Naród Polski jego historię.

I to całkowicie bez znaczenia gdzie przedstawiciele tego narodu mieszkają, czy we Lwowie, czy w Berdyczowie, czy w Warszawie.

Czy Pan senator kiedykolwiek rozmawiał z redaktorami Radia Lwów i „Lwowskich Spotkań” w siedzibie ich redakcji przy ul. Rylejewa 9 we Lwowie?

Nie ma pieniędzy na utrzymanie kresowych mediów, a znajdują się pieniądze na opłacanie konsulów polskich w Łucku trudniących się handlem wizami m.in. dla ukraińskich prostytutek w Polsce, Niemczech, czy Hiszpanii.

Są pieniądze na opłacanie polskich dyplomatów alfonsów, sutenerów i kuplerów, a nie ma na Radio Lwów i „Lwowskie Spotkania”.

Co na ten temat ma do powiedzenia p. senator Łukasz Abgarowicz?

Obie redakcje Radia Lwów i „Lwowskich Spotkań” wyrzuca się po prostu na bruk z pomieszczeń przy ul. Rylejewa 9 mieszczących jeszcze dodatkowo galerię sztuki współczesnej, nie mających środków na zapłacenie czynszu, czy mediów – wywozu śmieci, wody, kanalizacji, elektryczności etc.

A może jeszcze dodatkowo redaktorzy pójdą do więzienia? A p. senator RP Łukasz Abgarowicz przed mikrofonami Radia Wnet nie zastanawia się nad dosyć bezczelnymi szajkami esbeckimi trawiącymi naszą dyplomację m.in. na wschodzie Europy, tylko włada środkami na pohybel Radiu Lwów.

Bo może Radio Lwów powinno czcić Banderę i Szuszkiewicza, bo była też mowa o ukraińskich świętach?

Jaki jest stosunek p. Abgarowicza do Rzezi Wołyńskiej, czy wypada – nie wypada o tym mówić przed mikrofonami Radia Lwów?

A jeżeli np. Radio Lwów upomni się o obchody 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, to co?

Przecież ten Dzień już dawno p. Abgarowicz z innymi podobnymi przedstawicielami polskiej władzy ustawodawczej zamiótł pod dywan.

I co pan na to panie Abgarowicz?

Czy sprzeciwił się pan, gdy Żydowski Instytut Historyczny wyznał w „Rzeczpospolitej” w maju 2009 roku, iż Polacy winni Holocaustu ,wymordowali 3 miliony Żydów?

I dalej ładuje pan w utrzymanie tego instytutu 5 milionów PLN rocznie.

A na radio Lwów nie ma szmalu? A jest szmal na wydawanie przez placówki dyplomatyczne Sikorskiego antypolskich książek, w których wymienia się Polaków jako szmalcowników, rabusiów i morderców polskich Żydów!!!

Kto wydaje te antypolskie książki? Szajki esbeckie?

A może Pan?

Minister spraw zagranicznych dopieszcza na swoich placówkach dyplomatycznych szajki esbeckie i śmieje się w kułak pytany o środki na utrzymanie mediów kresowych. Sejm i Senat RP. nie wypowiada się w sposób jednoznaczny na ten dramat intelektualny i edukacyjny Polaków zamieszkujących polskie przecież Kresy.

„POLACY JAKO NARÓD NIE ZDALI EGZAMINU”

W pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów – obywateli II RP – mówi historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego dr Alina Cała.

Rz: Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust?

Alina Cała: W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady. Nośnikiem tego antysemityzmu były dwie instytucje. Ugrupowania tworzące obóz narodowy oraz Kościół katolicki. Ten ostatni mniej więcej od 1935 roku zaczął sprzyjać endecji. W efekcie wysokonakładowe pisma konfesyjne zaczęły głosić propagandę antysemicką. Choćby „Mały Dziennik” Kolbego(o. Maksymiliana Kolbe).

Skandal z ubeckim Ministerstwem Spraw zagranicznych trwa! ( patrz „Esbecka szajka pod okiem Sikorskiego” – „Gigantyczna afera w polskiej dyplomacji”

http://niezalezna.pl/31584-esbecka-szajka-pod-okiem-sikorskiego

Konsulat polski w Łucku – stolicy męczeńskiego Wołynia – sprzedaje polskie wizy m.in. prostytutkom! (patrz „Konsulat w Łucku – bezprawie i samowola”). –

http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,14826417,wiadomosc.html?ticaid=1f33f

W ślad za istniejącym wstydem Ministerstwa Spraw Zagranicznych red. Włodzimierz Knap „Dziennik Polski” podjął temat.

To oznacza, że co jedenasty aktywny dzisiaj dyplomata III RP, który pracuje poza granicami Polski współpracował z cywilnymi bądź wojskowymi (WSI) służbami PRL. W owej grupie jest siedmiu ambasadorów lub konsulów, a więc osób stojących na czele polskich placówek dyplomatycznych.

Który z nich handlował polskim wizami w Łucku, czy we Lwowie? Który z nich zajmował się sutenerstwem, skoro tak łatwo ukraińskie prostytutki pracują w Polsce, Danii, Hiszpanii, czy w Niemczech?

Oto jest pytanie?

Z rozbrajającą szczerością dane o dyplomatach umoczonych w służby peerelowskie podała Grażyna Bernatowicz wiceminister spraw zagranicznych, zapewne zmuszona wstydem zmieszanym z farbą, która już nie chce puścić z emblematu – „dorżnąć watahę” Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Tekst „Esbecka szajka pod okiem Sikorskiego”

http://niezalezna.pl/31584-esbecka-szajka-pod-okiem-sikorskiego

m.in.podaje:

„…wizy Schengen do Francji, Danii, czy Niemiec dostawały osoby trudniące się nierządem, objęte zakazem wjazdu do tych krajów. Obywatele ukraińscy byli zmuszani do płacenia haraczu za załatwienie wiz. Przez granicę przewożono nielegalnie dzieci…w konsulacie RP w Łucku na Ukrainie działała szajka kierowana przez byłych esbeków, a osłaniana przez polskie służby specjalne…dotarliśmy do Ukrainki, która starała się o wizę legalnie, ale zmuszono ją do zapłacenia haraczu…funkcjonariusz BOR poinformował mnie…że moje zaproszenie nic nie znaczy i że na tej podstawie wizy nie dostanę… ze wskazaniem do „pani Ludy”. Poszłam tam….rozmowę ze mną zaczęto od kwoty 400 – 500 euro…”

„… w nocy przygotowują dokumenty, znoszą do zaufanych ludzi w konkretnych okienkach. Nie tylko wizami handlują. Karty Polaka też sprzedają za 700 euro. Można spotkać ogłoszenia na mieście i na Fecebooku. Za łapówki załatwiają też wizy (na podstawie fikcyjnych zaproszeń). Konsulat raj dla prostytutek…”.

Proceder trwa pod okiem konsula Sylwestra Szostaka nadzorującego wydawanie wiz w konsulacie(„Gazeta Polska” 8 sierpnia 2012).

Bernatowicz poinformowała, że obecnie z osób pracujących w polskiej dyplomacji ok. 60% podlega lustracji.

Dlaczego 60% polskich dyplomatów nie zostało zlustrowanych przed objęciem służby – Bernatowicz nie poinformowała polskiej i światowej opinii publicznej.

Fakt zatrudnienia w polskiej dyplomacji współpracowników peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa został ujawniony w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. O przedstawienie informacji dotyczących obecnego stanu zatrudnienia w MSZ funkcjonariuszy i tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych wystąpili w czasie posiedzenia komisji posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Minister Grażyna Bernatowicz usiłowała przekonywać członków komisji, że o zatrudnieniu w polskiej dyplomacji przede wszystkim decydujące znaczenie mają kwalifikacje. W czasie swojego wystąpienia Bernatowicz nie sprecyzowała o jakie kwalifikacje chodzi. Czy wyłącznie moralne?

Członkowie komisji dowiedzieli się od Bernatowicz, iż polityka personalna w MSZ jest realizowana zgodnie z prawem oraz zasadami zarządzania zasobami ludzkimi, gdzie najważniejszym kryterium jest posiadanie właściwych kompetencji merytorycznych.

Zachodzi pytanie, czy współpraca z komunistycznym wywiadem, lub sutenerstwo, to wystarczające kwalifikacje dyplomatyczne w Ministerstwie Spraw Zagranicznych?

Dyplomaci umocowani dla handlu wizami przeznaczonymi dla ukraińskich prostytutek uprawiali sutenerstwo – czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

Zwykle jest to powiązane ze stręczycielstwem (nakłanianiem do uprawiania prostytucji) i kuplerstwem (ułatwianiem uprawiania prostytucji), a czasami z innymi przestępstwami, jak handel ludźmi oraz stosowanie gróźb i przemocy wobec prostytutek. Oprócz indywidualnych sutenerów, jest to jedno z pól działalności, którą zajmują się zorganizowane grupy przestępcze.

W Polsce sutenerstwo (podobnie jak stręczycielstwo i kuplerstwo) jest przestępstwem, opisanym w art. 204 § 2 Kodeksu karnego, zagrożonym karą do 3 lat pozbawienia wolności (lub karą do 10 lat, jeśli osoba prostytuująca się jest małoletnia). Jest to również przestępstwo w wielu krajach świata.

Przestępcy trudniący się sutenerstwem nazywani są sutenerami, lub potocznie alfonsami. To ostatnie określenie pochodzi od głównego bohatera wydanej w 1873 r. powieści Aleksandra Dumasa (syna) pt. Monsieur Alphonse, który trudnił się tym procederem. Wcześniej sutenerów w slangu przestępczym określano słowem „luj”, co z kolei pochodziło od francuskiej wersji imienia Ludwik (Louis).

Bernatowicz zwróciła uwagę, że żaden z przepisów prawa nie nakazuje pracodawcy zwolnienia, lub niezatrudnienia pracowników, którzy złożyli zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Przekonywała, że usuwanie ze służby zagranicznej osób, które przyznały się w swoich oświadczeniach do współpracy jest trudne z prawnego punktu widzenia.

Dr hab. Krzysztof Szczerski, były wiceminister spraw zagranicznych, wicedyrektor Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego nie jest zaskoczony liczbą podanych przez Bernatowicz tajnych współpracowników, która potwierdziła jego opinię o polityce personalnej ministra Radosława Sikorskiego, kierującego się zasadą utrzymania status quo na kierowniczych stanowiskach w swoim resorcie. Minister Sikorski preferuje ludzi o rodowodzie PRL-owskim, choć sam mieni się najgorętszym przeciwnikiem komunizmu.

Krzysztof Szczerski uważa, że osoby które były zaangażowane po stronie państwa komunistycznego nie powinny dzisiaj pracować w dyplomacji III RP. Tacy ludzie służyli temu, aby Polska była państwem zniewolonym przez Związek Sowiecki, krajem zacofanym pod każdym względem. Jego zdaniem ludzi związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi, a zatrudnionych obecnie w MSZ, z uwagi na ich oddanie władzom komunistycznym nie należy traktować dzisiaj jak normalnych urzędników. Tymczasem w MSZ, na czele którego stoi Radosław Sikorski, takie osoby są nie tylko tolerowane, ale wręcz preferowane – a od upadku komunizmu minęło prawie ćwierć wieku – mówi Krzysztof Szczerski.

Natomiast Bernatowicz przekonuje, że osoby które były współpracownikami peerelowskich służb bezpieczeństwa, a teraz zajmują wysokie stanowiska państwowe w polskiej dyplomacji to profesjonaliści, których nie można dyskryminować i przez długi okres życia poświadczyli oddanie temu krajowi, który dzisiaj mamy!

Bernatowicz w swoim oświadczeniu sejmowym nie podała kwot, których nie otrzymały polskie kresowe media, ani przyczyn w jaki inny sposób rozdysponowano milionowe środki przeznaczone na doroczny, określony cel utrzymania polskich mediów na Kresach.

Red. Teresa Pakosz prezes Radia Lwów:

POLACY BEZ POLSKI

LIST OTWARTY PREZES RADIA LWÓW

TERESY PAKOSZ

Przeżywamy ostatnie dni swojej działalności. Chodzi o media i polskie organizacje na Ukrainie, jak i ogólnie na Wschodzie. Tak zadecydował rząd polski, wyjąwszy nas spod opieki Senatu. Jesteśmy zdani na samych siebie, ponieważ MSZ stwierdziło, że nie będzie i być nie może długofalowej pomocy dla polskich organizacji na Ukrainie (powiedział 18 lipca wiceminister SZ Janusz Cisek podczas spotkania z Polakami we Lwowie).

Tym stwierdzeniem rząd polski przekreślił prawie dwudziestoletnie starania Polaków mieszkających na Ukrainie o utrzymanie tożsamości narodowej i krzewienie kultury Polskiej, ochronę dziedzictwa narodowego i budowanie naszej małej wspólnoty kresowej, jak również dwudziestoletnie nakłady polskiego podatnika na te cele.

Drastyczne cięcia rządu polskiego boleśnie dotknęły wszystkich sfer życia Polaków na Ukrainie: edukacji, szkolnictwa, pomocy stypendialnej dla studentów, wydarzeń kulturalnych, festiwali, szkoleń, obchodów rocznic patriotycznych, wydawania gazet, emisji audycji radiowych i programów telewizyjnych, prowadzenia portali internetowych, utrzymania ośrodków kultury.

Żadna z polskich organizacji nie otrzymała ani jednej złotówki poza wątłymi obietnicami. Obecnie wszystkie redakcje są zadłużone na niewypłacalne dla nich kwoty, niektóre z nich już zawiesiły swoją działalność. My jak dotąd nadal prowadzimy emisję audycji radiowych cztery godziny tygodniowo, narażając się na procesy sądowe o niewypłacalność.

Albowiem to Polskie Towarzystwo Radiowe zawarło umowę o emsji ze swoim emitentem – lwowską rozgłośnią Radia „Nezałeżnist”. Nie ma natomiast żadnej umowy z Fundacją Pomoc Polakom na Wschodzie, czy też z MSZ. Umowy były zawierane dwa razy do roku. I tu leży istota naszej niewypłacalności. Nie przewidziane są bowiem długofalowe umowy o współpracy. Od początku stycznia jesteśmy dłużni ukraińskiemu emitentowi około 7 tysięcy dolarów. Dług rośnie z każdą audycją. Kwota obiecana nam stanowi 55 tys. złotych, ale ugrzęzła w korytarzach pomiędzy MSZ i Funduszem Pomocy Polakom na Wschodzie (PPnW).

Obawiamy się, że zanim ta kwota znajdzie się na naszym koncie, zakończy się rok budżetowy, środki nie zostaną rozdysponowane, MSZ zaoszczędzi pieniądze, a my zaoszczędzimy sobie pracy społecznej, natomiast prezes Polskiego Towarzystwa Radiowego (PTR) wyląduje za kratkami.

Z taką perspektywą bierzemy się do opracowywania kolejnej audycji. Robić czy nie robić? Oto jest pytanie, które stawiamy sobie oraz czynnikom odpowiedzialnym za stan rzeczy, tylko tak do końca nie wiemy, kto jest za to odpowiedzialny.

W roku 2012 decydenci ( kto – nie wiemy)

zmienili formułę pomocy Polakom poza granicami kraju.

Teraz o udzieleniu lub nieudzieleniu pomocy decyduje 40 nieznanych nam osób (w drodze konkursu), które jak się okazuje, nie mają pojęcia o sytuacji i życiu Polaków na Ukrainie i jest im obojętne, czy będzie polska gazeta i polski program czy też nie.

Nie rozumiemy dlaczego polskie media na Wschodzie powinne konkurować między sobą o środki finansowe, które mają być przyznane tak ważnej polskiej inicjatywie jak radio czy gazeta, gdyż jest to jedna z bardzo niewielu możliwości dotarcia Polaka do polskiego słowa.

To Polskie Radio Lwów informuje słuchaczy o wydarzeniach w kraju i za granicą, przedstawia kalejdoskop postaci zasłużonych dla kultury, historii i nauki polskiej, opowiada o zachowanym dziedzictwie kuturowym Kresów i Polski. Są to podróże radiowe w czasie i przestrzeni, są to wywiady i reportaże z aktorami sceny polskiej i reżyserami filmowymi, audycje o historii Polski, spacery po Lwowie i Warszawie, relacje z obchodów rocznic, upamiętnienia wydarzeń dotyczących polskiej historii i kultury.

Przez 20 lat w czynie społecznym, kontynuując tradycję naszych przodków, opracowywaliśmy audycje w języku polskim. To setki nieprzespanych nocy i niezliczona ilość godzin oderwanych od rodziny i pracy zawodowej, to ofiarność dwudziestoosobowego zespołu.

To są pieniądze polskiego podatnika, włożone w nasze studio i bardzo kosztowny sprzęt. Działalność Polskiego Radia Lwów brutalnie przerwała wojna.

Po 53 latach przerwy, w 1992 roku, na nowo zabrzmiał polski głos w eterze. Nie mogliśmy nie skorzystać z takiej szansy. Powinność i umiłowanie mowy polskiej oraz chęć odrodzenia polskich tradycji nakazywały podjąć wyzwanie.

Czyżby po 20 latach nieprzerywalnego nadawania polskich audycji miały one zniknąc z mapy kulturalnej Lwowa i Kresów?

Europa cieszy się trwałym pokojem, zaś wojna toczy się na szczeblu wysokich korytarzy MSZ. Dlaczego jej ofiarą mają paść Polacy na Wschodzie?

Wszak jesteśmy z miasta Ślubów Króla Jana Kazimierza, zamieszkania króla Jana III Sobieskiego, miasta Mariana Hemara,Leopolda Staffa iJana Kasprowicza, twórczyni Roty Marii Konopnickiej, dramatopisarzy Gabrieli Zapolskiej i Aleksandra Fredry, pisarza ze słońcem w herbie Kornela Makuszyńskiego, niezłomnego Zbigniewa Herberta, twórcy szkoły matematycznej Stefana Banacha, szkoły filozoficznej Kazimierza Twardowskiego.

Czy nasze miasto Lwów, będące ogniskiem nauki i zarzewiem niepodległości, nie zasługuje na to, aby jego mieszkańcy słyszeli w mowie poetów Kornela Ujejskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Władysława Bełzy (który w Katechizmie Polskiego Dziecka pisał: A w co wierzysz? W Polskę wierzę!), pisarzy Jana Parandowskiego i Józefa Ignacego Kraszewskiego o tym, co w polskim narodzie najświetniejsze i najgodniejsze?

O tym, że tu uczyli prawnicy Oswald Balcer i Juliusz Makarewicz, ze tu powstało Ossolineum, Harcerstwo Polskie i piłka nożna?

Jesteśmy z miasta Semper Fidelis.

I Tych, którzy to rozumieją, prosimy o pomoc. Prosimy o sfinansowanie polskich audycji we Lwowie. Bez nich Lwów nie będzie Lwowem,

Polacy staną się Ukraińcami polskiego pochodzenia, a śladów polskości będziemy szukać tylko na cmentarzach, ponieważ nosiciele mowy polskiej zaginą w obcym morzu.

Nieobojętnych wobec losu polskich audycji we Lwowie prosimy o pomoc.

Pomoc prosimy kierować na konto:

Kredobank, Kod Nr. 26004012490, МФО 325365 adres banku: 79017 m. Lwów, ul. Lewickiego 67

z koniecznym dopiskiem CHARITABLE HELP (pomoc charytatywna).

Kontakt z nami: radio-lwow@wp.pl prezes Radia Lwów Teresa Pakosz