KTO CHCE ZNISZCZYĆ PROF. WITOLDA KIEŻUNA?

 

Jeszcze nie tak dawno, w czasie uroczystości upamiętniających wybuch Powstania Warszawskiego w prawie wszystkich mediach, od prawa do lewa rozmawiano z ostatnimi żyjącymi uczestnikami tamtego militarnego zrywu, a wśród nich gościł też w naszych domach prof. Witold Kieżun.

Jednostka wybitna i godna najwyższego szacunku. Jednak w kraju nad Wisłą tak bywa, że jeżeli osoba jest wyjątkowa, godna najwyższego szacunku, to zawsze znajdzie się instytucja, środowisko, czy też grupa ludzi gotowych na każde łajdactwo i na zasadzie, że po obrzuceniu błotem, zawsze coś się przylepi, przystępują do interpretacji faktów według własnego uznania.

Tak jest od początku przemian w Polsce. W ciągu ostatnich zniszczono  lub w dalszym ciągu usiłuje się niszczyć osoby, które mogłyby się stać wzorcami dla młodego pokolenia. Zawsze znajdą się media gotowe użyczyć swych łamów lub stacje telewizyjne gotowe opluć nawet najwybitniejsze osoby. Jednocześnie podsuwa się społeczeństwu wątpliwe, czy wręcz naganne w swoim postepowaniu osobowości.

W ostatnich dniach w jednym z tygodników ukazał się właśnie artykuł interpretując fakty przeciwko profesorowi Witoldowi Kieżunowi. Nie mam żadnych podstaw, by wierzyć w szkalujące oceny autorów, natomiast widzę potrzebę  upowszechnienia  wypowiedzi profesora na zarzuty swoich oponentów.

Oto co powiedział w Onecie prof. Witold Kieżun: – Oni robią wszystko, żeby to zniszczyć – żeby zohydzić powstanie, żeby zohydzić nas! Całe szczęście, że już nie jestem uzbrojony, bo bym nie wytrzymał! Całe szczęście dla tych sku.. że nie mam już pistoletu! – mówi Onetowi prof. Witold Kieżun. Tak odpowiada na sformuło­wany przez historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego zarzut o agenturalność w czasach PRL.

Na tej samej stronie jest też wypowiedź jednego z blogerów:

joker do ~prawie normalny: Mieczysław Cenckiewicz, dziadek Sławomira Cenckiewicza głównego historyka pracujacego dla PiS – w łatach 30. należał do młodzieżówki Komunistycznej Partii Polski. Po wojnie poprosił w Katowicach o przyjęcie do pracy w bezpiece. Zwalczał antykomunistyczną partyzantkę m. in. w Będzinie. Co najmniej dwaj przesłuchani przez niego partyzanci zostali skazani na śmierć. Jeden wyrok wykonano, drugi zamieniono na 15 lat więzienia. Zadenuncjował też własnego szwagra jako przeciwnika Polski Ludowej. Mieczysław Cenckiewicz, mjr SB na tzw. etacie „N” czyli niejawnym był również dyrektorem Grand Hotelu w Sopocie. Przez cały okres działalności hotel pozostawał w sferze zainteresowań służb specjalnych UB, potem SB. Dziadka z wnukiem oprócz bliskich więzi pokrewieństwa łączy coś ważniejszego – obaj oddani są jednej sprawie – najpierw dziadek niszczył życie opozycjonistów jako wrogów PRL, teraz jego wnuk Cenckiewicz wieńczy jego dzieło niszcząc po raz kolejny ich dobre imię i pamięć,

Poniżej wypowiedź profesora W. Kieżuna.

Syndrom wroga

Odpowiedź Sławomirowi Cenckiewiczowi i Piotrowi Woyciechowskiemu, autorom tekstu „Tajemnice »Tamizy«”

kieżun 001

 

Artykuł Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego tak bezwzględnie mnie pogrążający jest wprost przerażający swoją wiarą w wartość dowolnie wybranych materiałów bezpieki w bardzo małym procencie uzyskanych w. czasie prze­słuchań, bo takich w moim przypadku nie było więcej niż dziewięć-dziesięć, a w dużej większości z setek zarejestro­wanych i czytanych listów (w posiadanym aktualnie zestawieniu części kontrolowa­nych listów ich liczba dochodzi do 400), podsłuchu rozmów, podsłuchu laserowe­go zainstalowanego w moim mieszkaniu, podsłuchu telefonicznego, a także wyboru fragmentów moich opracowań z dzie­dziny zarządzania oraz pewnej liczby artykułów prasowych i wreszcie własnej- jak się okazało wręcz wybitnej – pomy­słowości kpt. Szlubowskiego.

 

Jak wielokrotnie już udowodniono, aktywność twórcza aparatu bezpieczeń­stwa była niezwykle rozwinięta. Autorzy mnie dyskredytujący bezkrytycznie cytują zupełnie nonsensowne insynuacje, na przykład te kpt. Szlubowskiego, że Chrza­nowski niechętnie odnosi się do Kieżuna ze względu na jego książkę wrogą wobec kleru. Jestem skłonny dać natychmiast 10 tys. zł temu, kto pokaże mi taką moją książkę. Szanowni autorzy wyroku na mnie wspomnieli o wielogodzinnych dyskusjach ze mną, niestety były one nieefektywne, bo materiały panom pokazane nie stały się tematem ich merytorycznego opisu, nato­miast panowie opisują jakieś nieznane mi materiały dyskredytujące mnie zupełnie, co jest niezgodne z elementarnymi zasadami kultury dyskusji.

Jest to oczywiście zupełnie zrozumiałe w strategii syndromu wroga: to wszyst­ko, co nie jest zgodne w tym przypadku z założoną tezą dyskredytacji prof. Kieżuna, nie jest tematem bliższej analizy. Dlatego zanim wyjaśnię błędność i niezwykle bolesną niesprawiedliwość istotnych szczegółowych sformułowań, przedstawię w skrócie elementy mojej patriotycznej działalności w latach 70. Epoka Gierka to hasło „Otwarcia na Zachód”, Towarzystwo Naukowej Organizacji i Kierownictwa (prof. Jerzy Kurnal, doc. min. Ostapczuk i ja) organizuje latem 1971 r. pierwszą w Polsce polsko-amerykańską konferencję w sprawie zarządzania w Warszawie. Przy- J”! jeżdżą 10 przemysłowców i 10 profesorów.

Z Seton Hall Catholic University South Orange przyjeżdżają amerykańscy Polo­nusi: dziekan Robert Senkier i prodziekan Stanley Kosakowski. Organizuję wieczorne spotkanie w moim pustym w lecie miesz­kaniu i dowiaduję się od nich o działalności US Information Agency. Omawiamy projekt nawiązania współpracy z Zakładem Prak­seologii kierowanym przeze mnie.

Wymiana profesorów i niższego szcze­bla pracowników naukowych, wspólne badania i konferencje. Następnego dnia udajemy się razem do ambasady amery­kańskiej, poznaję tam Roberta Gosende’a, prezydenta US Information Agency zajmu­jącej się również tego typu działalnością. Umawiam się na moją osobistą współpracę polegającą – podobnie jak moja współ­praca z Giedroyciową „Kulturą” paryską- na okresowym opracowywaniu i prze­syłaniu przez wizytujących profesorów analizy ekonomiczno-politycznej krajów socjalistycznych. Szybko opracowałem po angielsku pracę 80-stronicową o patologii organizacji w socjalizmie. Wydana została jako druk wewnętrzny i szybko znalazła się za granicą. Do 1980 r. w sumie opracowałem około 300 stron analiz ekonomiczno-organizacyjnych wszystkich krajów socjalistycznych, a dla „Kultury” paryskiej 10,  20-stronicowych referatów. Materiały dla USA po stylistycz­nej korekcie w Seton Hall były na nowo drukowane. Oryginały pozostały do dziś. Robert Gosende po przyjeździe do mnie do Afryki zasugerował, żeby przygotować z nich blisko 200-stronicowe opracowania dla US Department of State i CIA. Osta­tecznie z całości została wydana książka w najlepszym wydawnictwie De Gruyter pt. „Management in Socialist Countries”, która jest w dalszym ciągu do kupienia w Amazonie.

W trzecim tygodniu po wizycie w am­basadzie otrzymałem list z Komendy MO m.st. Warszawy z wezwaniem do zgłosze­nia się w pałacu Mostowskich. Tam kpt. Szlubowski ostro stwierdził, że określone­go dnia o określonej godzinie zgodziłem się w ambasadzie amerykańskiej na współpra­cę z CIA Niezwykle ostro zareagowałem, wyjaśniając, że w ambasadzie jedynie omawiano proces współpracy naukowej zgodnie z dyrektywami partyjnymi. Zawia­domiony minister Ostapczuk zainterwenio­wał w tej sprawie u premiera Jaroszewicza.

W maju 1972 r. przyjechała delegacja Seton Hall Catholic University South Oran­ge, New Jersey w celu podpisania umowy z PAN o współpracy (wymiana profesorów i młodych naukowców, wspólne badania i konferencje). Rozmowy zostały zerwane z powodu tego, że sekretarz PAN prof. Karczmarek nie chciał zawierać umowy z katolickim uniwersytetem. Ostatecznie umowę zawarła SGPiS, później Komitet Nauk Organizacji i Zarządzania PAN, wresz­cie Wydział Zarządzania UW. Ten program był jednak kierowany zawsze przeze mnie. 21 stycznia 1973 r. zostałem zdymisjono­wany z inicjatywy Organizacji Partyjnej z funkcji kierownika Zakładu Prakseologii z jednoczesną rezygnacją z moich wykła­dów na UW, ze wstrzymaniem produkcji książki w PWE i z zakazem cytowania. Ta sytuacja zmieniła się po okresie niespo­dziewanych wykładów dla wojskowej ka­dry kierowniczej. Dlatego obiektywnemu czytelnikowi przedstawię swój patriotycz­ny, jak sądzę, dorobek lat 70.

Dopiero 25 kwietnia 1973 r. zadzwonił do mnie kpt. Szlubowski i zaprosił mnie bardzo grzecznie, wręcz serdecznie, na prywatną rozmowę do swojego mieszkania przy ulicy Jasnej. Był bardzo miły. Często­wał kawą i zwierzał się, jak to źle było, gdy w UB rządzili Żydzi. Stwierdził, że nigdy nie zgodził się na katowanie więźniów itd. A później opowiedział, że jego syn Krzysztof chciał studiować w Instytucie Politologii kierowanym przez doc. Kukułkę. Tłumaczył, że dostanie się na studia w nor­malnym trybie jest wręcz niemożliwe, ale pomogłaby moja protekcja, ponieważ żona prof. Kukułki była moją doktorantką. Oświadczył, że byłby wdzięczny za pomoc. Kończąc rozmowę, prosił jednak o podpi­sanie oświadczenia, że zachowam w tajemnicy całą treść konwersacji. Oczywiście rozumiałem, bo ujawnienie wykorzystania stanowiska służbowego dla własnych korzyści w tego typu służbie było bardzo surowo karane. Nie mówiąc już o degrada­cji stopnia.

Okazuje się, że to właśnie zostało potraktowane jako dobrowolna zgoda na współpracę z określeniem synonimu. To wszystko było mi nieznane. Oczywiście nie zgodziłbym się na tę rolę. Kapitan Szlubowski w ten sposób po prostu mnie oszukał. Jak się później okaże, podobnie oszukali mnie autorzy „Tajemnicy »Tami- zy«”. Szlubowski był jak najbardziej zain­teresowany tym, żebym miał jak najlepszą opinię u jego zwierzchników i nie popadł z nim w konflikt.

Parę wyjaśnień:

 

1/ Sprawa Chrzanowskiego. Rozważa­nia autorów na temat moich kontaktów z Chrzanowskim są wprost śmieszne. Czy nie potrafili oni zrozumieć, że my to starzy kumple i obaj graliśmy komedie, ja aby rzekomo zyskać jego zaufanie, a on żeby wykazać swoją rzekomą nieufność? Był on moim towarzyszem broni i mowy nie ma o jakichś „informacjach” o nim. To on informował mnie co pewien czas o swoich kontaktach i charakterze przesłuchań, opis polityki Casaroli to tekst z „Trybuny Ludu”. To właśnie w noweli „Władysław” opisa­łem jego opowiadanie, jak domagano się od niego otwartej oceny reżimu, zapewniając mu bezkarność za swoje, nawet wrogie, poglądy.

2/ Wspomnienia o Senkierze na West Point. To pewnie ja opisywałem żonie swoją wycieczkę z nim. Również prof. Wa­gner z Uniwersytetu w Detroit, pewnie też pisałem o nim w liście. Szlubowski pytał o niego. Jest moja charakterystyka: wiele elementów pozytywnych w nawiązaniu do idei Dmowskiego: a) oparcie się na Rosji, b) granica na Odrze, c) jednolite narodowo państwo, d) zorganizowanie emigracji Żydów, e) system społeczno-ekonomiczny utrzymujący drobnotowarową gospodarkę rolną i rzemieślniczą, f) rosnąca pozycja Kościoła, zwiększenie majątku, większa liczba powołań, konieczność znalezienia języka współpracy naukowej z USA.

3/Zarzuty pod adresem Kurnala.

W związku ze stawianymi mu zarzutami o  nielojalne zachowanie w czasie pobytu w USA mogę stwierdzić, że prof. Kurnala znam od 10 lat, charakteryzuje się on wielką przezornością, jest ostrożny w wy­powiedziach, sądach, opiniach, nastawiony wybitnie lojalistycznie z istoty swej natury. W związku z tym wydaje się bardzo mało prawdopodobne, by mógł wyrażać opinie istotnie szkodzące naszym interesom. Wy­daje się, że raczej to nie mieści się w jego konstrukcji psychicznej.

4/Doraźna opinia o harnasiowcach. Byli harnasiowcy są obecnie aktywnie działają­cy dla PRL, są typem ludzi godnym uznania.

5/Opis osobowości gen. Boruty- -Spiechowicza. Był przewidziany dla prof. Trajdosa z ROPCiO, bo generał był kandydatem na przywódcę, jako najstarszy żyjący generał. Bardzo pozytywna ocena, ale jednoczesne stwierdzenie, że pomimo dobrej kondycji fizycznej widoczne są już
poważnie zaawansowane procesy sklerozy umysłowej, należy sądzić, że w perspekty­wie paru lat ten proces zahamuje aktyw­ność polityczną generała.

Odejście z Uniwersytetu Warszawskiego było zorganizowane przez prof. Senkiera, chodziło o możliwość realizacji wielkich międzynarodowych projektów przez Instytut Zarządzania i Doskonalenia Kadr mający stały kontakt z Francją i ze Szwaj­carią. Rektor Rybicki chciał mnie zatrzy­mać, proponował stworzenie pod moim kierownictwem Instytutu Organizacji. Nie wyraziłem zgody ze względu na daleko­siężne plany prof. Senkiera.

11 września 1978 r. do zastępcy komendanta stołecznego Służby Bezpie­czeństwa płk E. Kasperskiego przyszedł list od generała brygady dyrektora Depar­tamentu II MSW, że w ich operacyjnym zainteresowaniu znajduje się prof. Robert Senkier podejrzany o współpracę z CIA. Utrzymuje on bliskie kontakty z dr. Wi­toldem Kieżunem. W odpowiedzi na ten list przyszła informacja, że prof. Senkiera do Polski sprowadził prof. Witold Kieżun. W ten sposób już jednoznacznie zostałem objęty podejrzeniem. W międzyczasie nie było już żadnych kontaktów, bo kpt. Szlu­bowski zakończył swoją służbę. Tymcza­sem anatomista przysłał wiadomość ze skrzynki kontaktowej, że ani prof. Senkier, ani prof. Kosakowski już nie przyjadą. Natomiast jako przedstawiciel Iraku 1  lutego 1980 r. zgłosił się pan Moham­med Abdel Bari Ahmed Isamial, obywatel egipski, ale jest doradcą rządu w Mosulu w Iraku. Został on zaangażowany przez dyr. Ostapczuka do przygotowania kursu dla najwyższej kadry administracyjnej Iraku. Jednocześnie jednak Senkier prze­słał przez skrzynkę kontaktową propo­zycję zaproszenia prof. Mazze, dziekana Uniwersytetu w Filadelfii. Mazze odje­chał z bogatym programem kontaktów bankowych, finansowych i górniczych. Zorganizowałem mu wszystkie kontakty i  dostałem od niego polecenie Senkiera: „Natychmiast wyjeżdżaj z całą rodziną”.

Wyjazd został zaplanowany na wrzesień. Paszport był już przygotowany w biurze prof. Ostapczuka. We wrześniu wyjechali­śmy na 20 lat, powierzając swojej kuzynce opiekę nad mieszkaniem.

Pozostaje jeszcze dalsza sprawa do wyjaśnienia. Uciekłem na ostrzeżenie Senkiera. Oczywiście za zgodą dyrektora ministra Ostapczuka, w którego biurze był służbowy paszport. Ostapczuk uciekł z kraju w 1982 r. do Niemiec, jego miesz­kanie i meble zostały skonfiskowane.

Ja mieszkanie sprzedałem. Do Burundi pojechałem na paszport ważny do końca 1983 r. Na początku 1983 r. dostałem we­zwanie do natychmiastowego stawienia się w Nowym Jorku w biurze sekretarza ONZ Javiera Pereza de Cuellara. Gdy przy­jechałem pod budynek ONZ, zobaczyłem olbrzymi transparent: „Dopóki Wesołow­ska jest w więzieniu, my wszyscy jesteśmy uwięzieni”. Okazuje się, że Wesołowska, która podobnie jak ja dotarła do Nowego Jorku i jako pracownik ONZ-owski została skierowana do Mongolii, gdy zatrzymała się w Warszawie, żeby odwiedzić matkę, została aresztowana i skazana na siedem lat więzienia za współpracę z CIA. Okazało się, że minister spraw zagranicznych Stefan Olszowski wysłał telegram:

Nie wyrażamy zgody na pracę prof. Kieżuna w ONZ. Wyżej wymieniony musi wrócić do Polski”. Cuellar poleca mi przy­gotować tekst depeszy, że prof. Kieżun pełni tak ważną funkcję, iż nie może na­tychmiast wrócić do Polski. W odpowiedzi przyszła zgoda na przedłużenie pobytu o pół roku. Życzliwy ambasador Polski oświadcza, że to decyzja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Na czym natomiast polega oszustwo au­torów „Tajemnicy »Tamizy«”? Otóż autorzy dostarczyli na pewien okres mnie, osobie podlegającej dyskredytacji, nieco materiału dowodowego. Okazało się jednak, że jest to jedynie jakaś część całości, natomiast ocena autorów dotyczy także zupełnie nieznane­go mi materiału, gorzej – niekojarzonego z żadnym elementem pamięci osobistej, a nawet z wyobraźnią, że taką działalność dyskredytującą można wykonywać. Jeśli jeszcze dodać do tego tylko ofiarowany jeden dzień czy jedną noc na opracowanie swojej opinii, to w sumie reprezentuje to działalność tak daleką od elementarnych kanonów kultury, że wręcz skłaniającą do podejrzeń o jakiś zanik zmysłu moralnego. Jest to bardzo smutne, ale ja jako autentycz­ny chrześcijanin poproszę Wszechmocne­go, ażeby wam, panowie, odpuścił, ale do­konam jeszcze krytycznej analizy waszych ukrytych przede mną materiałów. •

Witold Kieżun

Wypowiedz się