„Martwy koń” pookrągłostołowej sceny politycznej

Orwell 3Stara mądrość mówi, że kiedy odkryjemy, iż padł koń, na którym jedziemy, najlepszym wyjściem jest z niego zsiąść. Jednakże na polskiej pookragłostołowej scenie politycznej znane są również inne strategie. Między innymi:
Kupno mocniejszego bata
– Zmiana jeźdźca,
Zapewnienia typu: „Zawsze jeździliśmy w ten sposób na koniu”,
– Zwołanie demonstracji do potwierdzenia, że  koń jest żywy,
– Organizowanie delegacji mających na celu sprawdzenie, jak gdzie indziej jeździ się na martwych koniach.

Może obecna premier Beata Szydło zapoczątkuje proces normalności, a ludzie przejrzą na oczy, przestaną dawać się na siebie napuszczać oraz skłócać i razem zmuszą antyelity do zejścia z „martwego konia” obecnego kolonialnego ustroju demonokracji … może…

Poniżej prezentujemy ciekawe spojrzenie na polską politykę przez Jafe Arnolda, prawdopodobnie doktoranta z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dziękujemy za przetłumaczenie Panu Bogusławowi Jeznachowi. Jednocześnie dla poszerzenia spojrzenia na schizofrenię „polskiej” polityki, załączamy wybrane komentarze z dyskusji nad tym tekstem na neon24.pl, wraz z linkami do tekstów i filmów. W tym szczególnie polecamy filmy z Mathiasem Rathem

Redakcja KIP

Atlantyzm a kwestia polska

W ciągu ostatnich miesięcy geopolityczna rola Polski względem wojny na Ukrainie oraz projektów integracyjnych UE i Eurazji znowu stała się gorącym tematem. Z jednej strony niedawne wybory prezydenckie i parlamentarne w Polsce przetasowały stanowiska rządzącej w Polsce oligarchii atlantystów, wymuszając ponowne omówienie najważniejszych tematów politycznych przez przedstawicieli politycznych elit w publicznych debatach, kampaniach PR, rozważaniach medialnych itp. Ponownie wydobyło to na światło dzienne ostre problemy stojące przed polską państwowością i atlantycką dominacją w polskiej polityce, gospodarce, kulturze i w dziedzinie informacji. Z drugiej strony, oprócz zwykłego powtarzania i eksponowania atlantyzmu w Polsce, ostatnie wydarzenia polityczne, a w tym chyba już ostateczna wyborcza klęska post-PRL-owskiej lewicy, dojście PIS-u do władzy, pojawienie się i zaplatanie nowych sił opozycyjnych, odrodzenie nacjonalizmu a także ciągłe i pewne narastanie inicjatyw anty-atlantyckich w różnych sferach życia, grożą przekształceniem ram dyskursu politycznego i geopolitycznego w Polsce. Mówiąc krótko, kluczowe kwestie polskiej państwowości, geopolityki i tożsamości cywilizacyjnej znów wchodzą do dyskusji, a ich pojawienie się w kontekście wzmożonej konfrontacji pomiędzy projektem atlantyckim i projektem euroazjatyckim przedstawia różne nowe możliwości, paradygmaty, paradoksy i pytania, które zasługują na analizę.

Polska pod panowaniem atlantystów

Każda analiza statusu Polski jako państwa i jego geopolitycznej roli w stosunku do zachodzących zdarzeń musi się rozpocząć od stwierdzenia tej podstawowej rzeczywistości, że Polska stanowi przyczółek i bastion atlantyzmu we wschodniej Europie. Natychmiast po upadku PRL w 1989 roku Polskę szybko wprowadzono do projektu atlantyckiego w celu realizacji odwiecznego marzenia o nominalnie neutralnym, ale de facto zatlantyzowanym kordonie sanitarnym oddzielającym Europę od Rosji. Ale chociaż wielka część zaślepionych Polaków dała się przekabacić takimi „korzyściami” jak szybkie przyjęcie do NATO i UE, zwiększony dostęp do zachodnich towarów i uczestnictwo w różnych „prestiżowych” organizacjach międzynarodowych, to prawdziwy koszt wprowadzenia Polski do projektu atlantyckiego, mimo iż nagłaśniany jako „zwycięstwo europejskiego rozwoju” Polski, jest w rzeczywistości w wielu podstawowych obszarach katastrofą.

Zanim przejdę do zakreślenia głównych obszarów, w których przejawia się atlantyckie poddaństwo Polski, krótkiego opisu wymaga sama rządząca elita atlantystów jako całość. W odróżnieniu od niektórych innych krajów, gdzie elity polityczne są mniej lub bardziej przymuszone przez USA poprzez różne półkolonialne mechanizmy do poddaństwa wobec projektu atlantyckiego, współczesnych polskich elit przymuszać do tego nie trzeba. Są one same z siebie i z przekonania głęboko atlantyckie. Już samo ich dojście do władzy po upadku PRL oznaczało niechybną likwidację podstaw  niezależnej polskiej gospodarki, całkowite podporzadkowanie polityki zagranicznej Waszyngtonowi i dobrowolna rezygnacje z poszukiwania polskiego interesu narodowego na wschód od granic państwa.  Atlantycka elita polityczna w Polsce legitymizuje i usprawiedliwia swoje dobrowolne poddanie się Ameryce na dwóch płaszczyznach: jaskrawo przejawianej rusofobii oraz paradygmacie „drogi do Europy”. Polska elita opiera swoje racje o mit, szeroko propagowany przez zachodnie media, że to Rosja jest wiecznym agresorem.  Bez względu na to co robi i jak się zachowuje jako państwo, jej działania mają być zawsze agresywne i motywowane przez jakoby wrodzony ruski pęd do dominacji nad światem. Mateusz Piskorski słusznie wskazał, że sloganem który współcześnie określa legitymizm polskich elit politycznych jest stara opinia Romana Dmowskiego: „Oni bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę”.

Ta histeria, odżywiana przez zmanipulowany dyskurs o burzliwej polskiej historii w cieniu wschodniego sąsiada idzie w parze z polityczno-akademickim paradygmatem, który postrzega i przedstawia Polskę przez pryzmat drogi do Europy. Z tej perspektywy uznaje się za pewnik, ze Polska jest „częścią Europy” tj. integralna częścią „cywilizacji Zachodu” którą się utożsamia z atlantyzmem. W takiej opcji Polska zawsze była członkiem klubu Zachodniej Cywilizacji i pełnoprawnym członkiem Projektu Atlantyckiego choć w pełnej realizacji tej misji przeszkadzały jej złośliwe siły Wschodu, czyli Wielkie Zło jakim jest Rosja i jej opresyjna Cywilizacja Euroazjatycka.  Wejście Polski do NATO w 1999 roku i do UE w 2004 oraz jej przyjęcie niemal wszystkich instytucji zachodnich, takich jak gospodarka wolnorynkowa i demokracja liberalna, reprezentują jakoby spełnienie historycznych oczekiwań naturalnej afiliacji Polski i jej dążenia do Europy. We współczesnym dyskursie o polskiej historii i państwowości punktem wyjścia i wnioskiem z każdej niemal analizy jest owa mityczna, atlantycka koncepcja Europy. W zespoleniu z rusofobią  ta propagandowa historiografia stanowi kamień węgielny „legitymizmu” polskiej oligarchii atlantystów oraz ich trwania u władzy.

Poprzez taką ideologię atlantyści chcą zatuszować podstawowy fakt, który właśnie tu zasługuje na podkreślenie, a mianowicie okupacji Polski przez NATO. Albowiem Polska w rękach atlantystów, to znowu Polska okupowana po raz enty w swej historii przez obce siły. Obecność wojsk NATO, a zwłaszcza żołnierzy amerykańskich w coraz większej liczbie na polskiej ziemi jest bodaj najbardziej bezpośrednim wyrazem atlantyckiej kolonizacji Polski. Jest to nie tylko najbardziej jaskrawe pogwałcenie wcześniejszych porozumień pomiędzy Rosją a NATO. W rzeczy samej obecność NATO w Polsce nosi cechy zwykłej okupacji wojskowej. Prawa, jakie wynikają z porozumienia SOFA, zabraniają Polsce pociągania żołnierzy amerykańskich do odpowiedzialności za popełniane tu przestępstwa,  pozwalają amerykańskiej infrastrukturze wojskowej ignorować polskie przepisy budowlane i środowiskowe, pozwalają żołnierzom USA nosić dowolną broń także poza obszarem bazy. Oznacza to, że w rzeczy samej dają one wolną rękę żołnierzom amerykańskim, znanym na całym świecie z notorycznej skłonności do zbrodni wojennych, którzy już nieraz także w Europie wykazali się brakiem szacunku dla miejscowych praw, a także łatwością w unikaniu odpowiedzialności za akty przemocy, wandalizm, gwałty, rabunki itp.  Członkostwo Polski w NATO i jej okupacja przez obce siły zbrojne to także bezpośrednie koszty ekonomiczne. W porozumieniach SOFA jest artykuł, który pozwala Amerykanom stacjonującym w Polsce na import obcych walut bez ograniczeń i bez składania deklaracji, co w sposób oczywisty ma wiele ważnych następstw dla polskiej gospodarki i nadaje obcym szczególne przywileje.  Najważniejszym jednak gospodarczym następstwem okupacji NATO jest narzucony trybut i rozdęte wydatki wojskowe. Od czasu szczytu NATO w Newport w 2014 roku USA skutecznie naciskają na kraje NATO, aby podniosły swe wydatki wojskowe do poziomu minimum 2% PKB, z czego duża część ma służyć wzmocnieniu NATO. Amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy wyciąga jednak z Polski trybut dużo większy w postaci 2,27% wydatków na budżet wojskowy ogółem. Polska dokonuje też wielu zakupów broni i sprzętu wojskowego w USA na kredyt. Gdyby obciąć wydatki z budżetu państwa, służące wspieraniu sił okupacyjnych i amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, w kasie zostawałoby ok. 10 miliardów PLN (2,3 mld euro) rocznie. Jednakże rusofobia polskiej oligarchii i propagowany na Zachodzie mit rosyjskiej agresji odgrywa zasadniczą rolę w usprawiedliwianiu wsparcia dla sił okupacyjnych NATO i ciągłego wzrostu wydatków wojskowych, w tym kredytowane zakupy amerykańskiego uzbrojenia. Udział Polski w nielegalnych agresjach przeciw Irakowi i Afganistanowi, jak również goszczenie w Polsce równie nielegalnych ośrodków tortur CIA to dodatkowe oznaki cynicznego wykorzystywania Polski jako zbrojnego przyczółka dla NATO i USA.

Atlantycka natura polskich elit i natowskiej okupacji wciągnęły Polskę w szereg konfliktów i awantur, które wprost zaprzeczają polskim interesom. W gruncie rzeczy polska polityka zagraniczna jest określana w Waszyngtonie. Od samego początku swej „niepodległości” w roku 1989 od Polski oczekiwano, że odrzuci wszelkie zainteresowanie,  roszczenia lub potencjalnie korzystne relacje z krajami na wschód od jej granic, z którymi Polskę łączą ważne więzy gospodarcze i kulturalne. Szczególnie wymownym przykładem są Kresy, które dziś stanowią znaczącą część Białorusi, Litwy i Ukrainy. Po tym jak te terytoria zostały zaanektowane do odpowiednich republik radzieckich w 1939 roku, jak nacjonaliści ukraińscy dokonali potwornego ludobójstwa na polskiej ludności Kresów i po przeprowadzeniu wymiany ludności po II wojnie światowej, Polakom zapewniono w końcu restytucję i konstruktywny dialog wokół takich spraw jak repatriacja, zwrot majątków, i szereg innych zagadnień prawnych na podstawie dwustronnych umów z tymi państwami. Jednakże, wraz z upadkiem ZSRR i nastaniem nowej atlantyckiej elity w Polsce, a także wobec manipulowania Polską w ramach projektu atlantystów we wschodniej Europie, Polakom odmówiono w praktyce możliwości dochodzenia restytucji, a skomplikowane interpersonalne, polityczne i gospodarcze relacje z tymi krajami zostały nie tylko zaniedbane, ale wręcz sabotowane i pogrzebane pod warstwą brudnych interesów nowych patronów Polski, którzy posłużyli się nią jako psem do poszczucia na Projekt Eurazjatycki. Do dziś sprawa Kresów pozostaje nierozwiązana nawet w najbardziej elementarnych aspektach prawnych a nacjonalistyczne sentymenty wywoływane przez kresowe kontrowersje odgrywają ważną rolę w  podsycaniu i informowaniu różnych pseudonacjonalistycznych ideologii, które grożą załamaniem projektu integracji euroazjatyckiej. Nie jest przypadkiem, ze najbardziej zaciekła i agresywna forma ukraińskiego nacjonalizmu, nawet we współczesnym wcieleniu, ma swoją kolebkę na Kresach. Kwestia Kresów jest używana do tego, aby jednocześnie zniechęcać i pozbawiać Polaków roli świadomych graczy geopolitycznych w odniesieniu do ich historycznych koneksji wobec ziem wschodnich. Dodatkowo utrzymuje to Polskę w  pozycji narodu, który nie stawia żądań i podporządkowuje się, będąc wyłącznie zainteresowanym w podkreślaniu swej czysto „zachodniej”, tj. atlantyckiej tożsamości, i zachowuje potencjał prowokowania konfliktów narodowych i etnicznych, których wybuch miałby niszczące konsekwencje i implikacje dla każdego rodzaju euroazjatyckiego projektu kontynentalnego.

To samo można zaobserwować w stosunkach polsko-białoruskich. Polskę wciągnięto na linię frontu atlantyckiej krucjaty – politycznej, ekonomicznej i propagandowej – przeciwko temu krajowi, który w odróżnieniu od wielu innych państw poradzieckich poszedł własną drogą niezależnego, euroazjatyckiego rozwoju i zdołał uniknąć tych gospodarczych i społeczno-politycznych katastrof, których na kursie atlantyzmu doświadczyło wiele innych krajów bloku wschodniego, w tym Polska. Głębokie więzy kulturalne i gospodarcze, jakie łączą Polskę i Polaków z Białorusią w nowych warunkach przestrzeni poradzieckiej nie znalazły warunków do wykorzystania. Zamiast wspierania tych  naturalnie bliskich i przyjaznych relacji polska oligarchia, posłuszna rozkazom swych zachodnich mocodawców rozpętała wobec Białorusi histeryczną wojnę propagandy, sankcji, politycznej dywersji i przewrotnej dyplomacji. Stosunki polsko-białoruskie do dziś pozostają chwiejne i wiele okazji do współpracy gospodarczej, wymiany kulturalnej i innych wzajemnie korzystnych relacji jest nadal celowo sabotowanych.

Przypadek Ukrainy jest chyba jeszcze bardziej wymowny. W odniesieniu do Ukrainy oligarchia poszła zdecydowanie kursem antypolskim. Warszawa poparła rządy ukraińskich nacjonalistów, którzy są bezpośrednimi spadkobiercami ideologii zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójczy mord na setkach tysięcy Polaków podczas II wojny światowej.  Polska nie tylko podzieliła z nimi politykę informacyjną, ale również udziela finansowej, wojskowej i dyplomatycznej pomocy faszystom, którzy przechwycili władzę w Kijowie w roku 2014 i którzy prowadzą wojnę domową przeciwko wschodniej części swego kraju. Polska gra także rolę pierwszego psa lub jastrzębia w UE i NATO gdy chodzi o politykę w kwestiach Ukrainy i Rosji. W szczególności Warszawa popiera surowsze sankcje wobec Rosji oraz zwiększoną obecność wojsk NATO w Europie wschodniej pod pretekstem „rosyjskiej agresji”, a także pomysł uznania ludowych republik Doniecka i Ługańska za organizacje terrorystyczne. Czynnie torpeduje też próby zmierzające do pojednania z Rosją. Istnieją ponadto dowody z wielu źródeł, że ukraińska piąta kolumna w Polsce działa nie tylko w sferze informacyjnej, ale także w agendach rządowych i organizacjach społecznych. Chyba nic nie naświetla wyraźniej antypolskiej orientacji tutejszego reżimu atlantystów niż jego finansowe i wojskowe poparcie dla Prawego Sektora, którego przywódca zapowiedział, że ukraińscy nacjonaliści szykują Polakom drugi Katyń.

Oprócz całkowitego braku niezależności w polityce zagranicznej, w podobny sposób skażona jest i sfera krajowa. Ograniczona niezależność w polityce gospodarczej i zagranicznej, jaką Polska cieszyła się w Bloku Wschodnim, zostały zastąpione przez wszechstronny atlantycki dyktat i eksploatację. Wspaniała baza przemysłowa polskiej gospodarki, zbudowana w okresie powojennym została skutecznie zniszczona w fali prywatyzacji i zamknięć podobnych do tych, jakie miały miejsce w innych krajach  bloku wschodniego po upadku ZSRR. Pomiędzy 1945 a 1989 z gruzów i zgliszcz II wojny światowej powstało tu około 5000 przedsiębiorstw, z których każde zatrudniało ponad 1000 pracowników. Ta szeroka baza przemysłowa została po roku 1989 zastąpiona przez zaledwie kilkaset firm w posiadaniu obcego kapitału. Analiza polityczno-ekonomiczna ujawnia, że dziś Polska stanowi niewiele więcej niż półkolonię, o roli rezerwuaru taniej siły roboczej dla zachodnich korporacji. Skolonizowana przez zachodnie korporacje i wciągnięta w podtrzymywanie swej własnej okupacji Polska nie jest w stanie sformułować swej własnej polityki gospodarczej, realizować swoich strategicznych interesów ekonomicznych, ani wdrożyć polityki społecznej, która choćby trochę przypominałaby tę, jaką gwarantowano Polakom w poprzednim systemie. Co więcej, polskie sankcje wobec Rosji pogrążyły w recesji także polskie rolnictwo, dotąd „spichlerz Europy”. Załamał się polski eksport rolny do Rosji wart miliard dolarów: polscy sadownicy stracili 317 mln euro i 61% eksportu poza UE, eksporterzy mięsa stracili  162 mln euro i 20% rynku poza UE, eksporterzy produktów mlecznych – 142 mln euro i 32% rynku poza UE.  Nie mogąc sprzedać jabłek do Rosji tak jak przedtem, Polacy oddali je dosłownie amerykańskim żołnierzom za darmo, samemu ponosząc milionowe straty.

Takie niedogodności wynikające z atlantyckiego kursu Polski są jednak ukrywane albo ignorowane w polskich mediach oficjalnych, a jest to sfera, nad którą reżim atlantystów sprawuje przemożną kontrolę. Ogromna większość mediów, które nie są własnością, albo nie są bezpośrednio powiązane z władzami – a które propagują linię atlantycką i są  aktywnie zaangażowane w wojnę propagandową przeciwko Rosji – stanowi własność zachodniego kapitału i magnatów medialnych, a zwłaszcza korporacji niemieckich i amerykańskich. Te „polskie” media są w rzeczywistości najbardziej agresywne i ambitne w atlantyckiej wojnie informacyjnej. Z drugiej zaś strony źródła nieatlantyckie są poddane cenzurze i blokadzie, tak ostatnio w przypadku Sputnik Polska. Zjawisko to nie jest jednak niczym nowym i przebiega ono tak samo, jak problem rozpowszechniania informacji w wielu innych krajach, a zatem nie wymaga szczególnego dochodzenia w tym przypadku.

Ogólna sytuacja Polski pod panowaniem atlantyzmu jest jasna. Polakom nie dano więcej wyboru jak tylko to, która atlantycka partia ma nimi rządzić i w jakim tempie polityka atlantycka ma być u nich realizowana. Na dodatek, stopniowe wtapianie w ukształtowaną po amerykańsku pop-kulturę oraz natrętny konsumeryzm dopomogły w scementowaniu atlantyzmu w Polsce, także w dziedzinie ideologii i kultury.

/tłum. BJ/

/oryginał w języku angielskim/

Over the past several months, the geopolitical role of Poland in relation to the war in Ukraine and Eurasian and European integration projects has once again become an increasingly frequently visited topic. On the one hand, recent presidential and parliamentary elections in Poland have reshuffled the posts of the ruling Atlanticist oligarchy, thereby compelling prominent political issues to be revisited by representatives of the political elite in public debates, PR campaigns, policy deliberations, etc. This has once again brought the acute problems facing Polish statehood and the Atlanticist domination of Poland’s political, economic, cultural, and information spheres into the spotlight. On the other hand, in addition to a mere rehashing and repetitive exposure of Atlanticism in Poland, recent political developments including the final electoral defeat of the post-socialist Left, the ascent of the Law and Justice party to power, the rise and entanglement of new oppositional forces, the reemergence of nationalism, and the steady but sure growth of anti-Atlanticist initiatives in various spheres, have threatened to transform the framework of Polish political and geopolitical discourse. In short, the crucial questions of Polish statehood, geopolitics, and civilizational identity are once again up for debate, and their reemergence within the context of the heightened confrontation between the Eurasian and Atlanticist projects present various new opportunities, paradigms, paradoxes, and questions which deserve analysis.

Poland under Atlanticist hegemony

Any analysis of the status of Poland as a nation-state and its geopolitical role in relation to ongoing events must begin with a recognition of the fundamental reality that Poland is the Atlanticist beachhead and stronghold in Eastern Europe. Immediately following the collapse of the Polish People’s Republic in 1989, Poland was swiftly brought into the Atlanticist project in order to realize the century-old dream of a nominally neutral but in fact Atlanticist-hegemonized cordon sanitaire separating Europe and Russia. Although swathes of Poland’s hoodwinked population were bribed and coaxed with such “benefits” as fast-track NATO and EU memberships, increased access to Western consumer goods, and participation in various “prestigious” international organizations, the real cost of Poland’s induction into the Atlanticist project, despite being harkened by its orchestrators as a “victory” of Poland’s “European development,” has been devastating in a number of crucial areas.

Before proceeding to outline the main spheres in which the Atlanticist subjugation of Poland manifests itself, the ruling Atlanticist elite as a whole deserves brief examination. Unlike in some other countries in which the political elite is more or less compelled or bullied by the United States through a variety of semi-colonial mechanisms into abiding by the Atlanticist project, the contemporary Polish oligarchy is not a mere object of Atlanticist rule. It is thoroughly Atlanticist and comprador itself. Its very ascent to power in the wake of the collapse of the Polish People’s Republic inherently meant the liquidation of the foundations of an independent Polish economy, the total surrendering of foreign policy to Washington, and a voluntary abstaining from pursuing Polish national interests identified to the east of the country. The Atlanticist political elite in Poland legitimizes and justifies its voluntary submission to American hegemony on two grounds: a glaringly evident Russophobia and the “road to Europe” paradigm. The Polish elite rests its case on the myth widely propagated by Western media that Russia is an eternal aggressor. No matter what Russia as a state does, its actions are inherently aggressive and motivated by a supposedly innate Russian drive for world domination. Mateusz Piskorski has correctly pointed out that the Polish elite’s slogan of legitimacy can be boiled down to the words of Roman Dmowski: “They hate Russia more than they love Poland.”

This hysteria, which is fueled by a manipulation on discourse on Poland’s turbulent history with its large eastern neighbor, is paired with a political and academic paradigm which portrays Poland within the presumptuous lens of the “road to Europe.” In this predominant perspective, it is taken as a given that Poland is “part of Europe,” meaning that Poland is an integral part of “Western Civilization” which is essentially identified with Atlanticism. In this view, Poland was always a member of Western Civilization and a rightful member of the Atlanticist project, albeit one merely obstructed from the full realization and embracement of its nature by malicious forces of the East, primarily the “big evil,” Russia, and its oppressive Eurasian Civilization. Poland’s entry into NATO in 1999, the European Union in 2004, and its assimilation of nearly all Western institutions, such as the free-market economy and liberal democracy, supposedly represent the long-awaited historical fruition of Poland’s natural affiliation with and innate drive towards Europe. In much of contemporary discourse on Polish history and statehood, the starting and ending point of analysis is this mythical, Atlanticist conception of “Europe.” Paired with Russophobia, this propagandistic historiography forms the cornerstone of the Polish oligarchy’s Atlanticist “legitimacy” and its grip on power.

This ideology of Poland’s Atlanticists seeks to whitewash the crucial fact which deserves recapitulation and recognition that is the occupation of Poland by NATO. Atlanticist Poland is a Poland once again, for the umpteenth time in history, occupied by foreign forces. The presence of NATO, and principally of American soldiers, in increasingly large numbers on Polish soil is perhaps the most direct expression of Poland’s Atlanticist colonization. This does not only represent an aggressive violation of previous agreements between Russia and NATO. In fact, NATO’s presence on Polish territory bears all the characteristics of a conventional occupational force. Laws such as those concluded in the SOFA agreement prevent the prosecution of American troops for various crimes, allow US military infrastructure to ignore Polish construction and environmental regulations, and permit US soldiers to brandish firearms wherever they wish, even beyond the perimeters of their bases. These laws in effect allow American soldiers to have a free hand despite the fact that they are notorious for war crimes across the globe, have more than once demonstrated their disrespect for local European laws and the ease with which they avoid prosecution for acts of violence, theft, vandalism, etc. Poland’s “membership” in NATO and its occupation by foreign armed forces also entails direct economic penalties. Included in the SOFA agreements is an article which allows Americans stationed in Poland to import foreign currency without restrictions or declarations which obviously has a number of crucial implications for the Polish economy and for “granting” of privileges to foreign intruders. The main economic repercussions of NATO occupation, however, manifest themselves in “tribute” and inflated military spending. Since the Newport NATO summit in 2014, the US has effectively pressured NATO countries to raise their defense spending to a minimum of 2% of GDP expenditure, a large portion of which is to be devoted to bolstering NATO. The American military-industrial complex’s lobby in Poland, however, extracts a much larger tribute, with the Polish defense budget claiming 2.27% of GDP and the Polish state making massive weapon and equipment purchases from the US on credit. GDP expenditures associated with supporting the occupation force and the American military-industrial complex, if slashed, could save the Polish state budget up to 10 billion zloty (or 2.3 billion euros), per year. The Polish oligarchy’s Russophobia and the Western-propagated myth of Russian aggression play a momentous role in “justifying” support for the NATO occupation force and constant increases in defense expenditures entailing ambitious credit-based purchases of American arms. Poland’s participation in the illegal aggressions against Iraq and Afghanistan and its hosting of similarly illegal CIA torture sites on its territory are additional hallmarks of Poland’s cynical utilization as an armed beachhead for the US and NATO.

The Atlanticist nature of the Polish elite and NATO occupation have dragged Poland into a number of conflicts and adventures which directly contradict Polish interests. Indeed, Poland’s foreign policy is scripted in Washington. From the very onset of “independence” in 1989, Poland was expected to abandon any and all interests in, claims to, or potentially beneficial relations with the countries to its east with which Poland shares important economic and cultural ties. One particularly telling example is that of Poland’s former eastern lands, the Kresy, which now make up significant portions of the states of Belarus, Lithuania, and Ukraine. After these territories were annexed to their respective Soviet republics in 1939, a horrific genocide waged by Ukrainian nationalists against the Polish population of the Kresy, and the organization of population exchanges after the Second World War, Poles were finally guaranteed restitution and constructive dialogue over such crucial issues as repatriation, property recompensation, and various other legal matters on the basis of bilateral agreements with these states. However, with the collapse of the Soviet Union, the advent of the new Atlanticist elite in Poland, and the manipulation of Poland within the framework of the Atlanticist project in Eastern Europe, Poland was expected to withdraw any territorial claims, Poles were practically denied any opportunities to seek restitution, and the complex of inter-personal, political, and economic relations with these states was not only neglected but sabotaged and buried under the dirt of Poland’s new patrons’ interests in utilizing Poland as their attack dog against the Eurasian project. To this day, the issue of the Kresy remains unresolved even in the most elementary legal terms and nationalist sentiments evoked by the controversy of the Kresy play an important role in fueling and informing various pseudo-nationalist ideologies which threaten to disrupt the project of Eurasian integration. It is no accident that the most ferocious and aggressive form of Ukrainian nationalism, even in its contemporary incarnation, has its birthplace in the Kresy. The “Kresy question” is utilized to simultaneously disadvantage and deprive Poles of a role as conscious geopolitical actors in addressing their historical connections to the eastern lands. Additionally, this keeps Poland as an undemanding and subservient nation-state exclusively interested in conforming to a purely “Western” Atlanticist identity, and has the potential to provoke national and ethnic conflicts whose explosion would have a number of destructive consequences and implications for any kind of Eurasian, continental project.

The same can be observed regarding Polish-Belarusian relations. Poland was driven into the front ranks of the Atlanticists’ political, economic, and information crusade against this country which, unlike many of the other post-Soviet states, pursued its own course of independent, Eurasian development and managed to avoid the economic and socio-political catastrophes which many Eastern Bloc countries, including Poland, suffered from during the course of Atlanticization. The deep cultural and economic ties that Poland and Poles have with Belarus were denied potential fruition in the new conditions of the post-Soviet space. Instead of supporting naturally close and friendly relations, the Polish oligarchy, following the orders of its Western masters, has assaulted Belarus with an hysterical information war of propaganda, sanctions, political subversion, and spoiled diplomacy. To this day, Polish-Belarusian relations remain volatile and many potential opportunities for economic cooperation, cultural exchange, and other mutually beneficial relations remain purposefully sabotaged.

The case of Ukraine is perhaps even more telling. In relation to Ukraine, the Polish oligarchy has pursued decisively anti-Polish policies. The Polish state has supported the reign of Ukrainian nationalist forces who are the direct heirs to the ideology of the criminals responsible for the genocidal murder of hundreds of thousands of Poles during the Second World War. Poland has not only shared information with but also provides financial, military and diplomatic support, to the fascists that seized power in Kiev in 2014 and which proceeded to wage civil war against the east of the country. It has also acted as the attack dog, or war hawk, within the EU and NATO on policy towards Ukraine and Russia. Specifically, Poland has supported harsher sanctions against Russia, an increased NATO presence in Eastern Europe under the pretext of “Russian aggression,” the designation of the Donetsk and Lugansk people’s republics as terrorist organizations, and has actively undermined attempts at conciliatory efforts with Russia. Moreover, multiple sources have provided evidence that a Ukrainian Fifth Column within Poland is active not only in the information sphere but also within governmental agencies and social organizations. Perhaps no other example elucidates more clearly the anti-Polish orientation of the Atlanticist regime than its financial and military support for Right Sector, the leader of which famously proclaimed that Ukrainian nationalists are eager to prepare a second Katyn for Poles.

Besides a complete lack of independence in foreign policy, Poland’s domestic sphere is just as stained.  The limited independence in economic and foreign policy that Poland enjoyed as part of the Eastern Bloc has been replaced by comprehensive Atlanticist exploitation and diktat. The formidable industrial foundations of the Polish economy constructed in the post-war period were effectively liquidated in waves of privatization and closures similar to those seen in other Eastern Bloc countries following the collapse of the Soviet Union. Between 1945 and 1989, around 5,000 enterprises employing more than 1,000 workers each, emerged from the rubble of the Second World War. This wide industrial base was replaced with a meager few hundred companies owned by foreign capital after 1989. A political-economic analysis reveals that Poland represents little more than a semi-colony whose function is to provide a cheap labor reservoir for Western corporations. Colonized by Western corporations and engaged in bolstering its own occupation, Poland is rendered incapable of formulating its own economic policy, pursuing its own strategic economic interests, and implementing social and welfare policies anywhere near those previously guaranteed. Moreover, Poland’s sanctions against Russia have plunged Polish agriculture, the “breadbasket of Europe,” into recession. Poland’s billion dollar agricultural exports to Russia have collapsed, with Polish fruit farmers losing up to 317 million euros, or 61% of their exports to non-EU countries, meat exporters losing 162 million euros or 20% of non-EU trade, and dairy farmers suffering losses amounting to 142 million euros or 32% of non-EU exports. Unable to sell apples to Russian markets as in the past, Poles literally gave away apples to occupying American soldiers, accumulating enormous losses to the tune of millions of euros.

Such hardships resultant of Polish Atlanticism, however, are hidden or ignored in Poland’s mass media, and it is precisely in the information sphere that the Atlanticist regime wields enormous control. The vast majority of media outlets which are not owned by or connected to the regime, (which accordingly propagate the Atlanticists line and are especially active “participants” in the information war against Russia) are owned by Western capital and media magnates and primarily by notorious American and German corporations. “Polish” media, in fact, is the most aggressive and ambitious one in the Atlanticist information war. On the other hand, non-Atlanticist media sources are subject to censure and blockade, as was the recent case with Sptunik Polska. This phenomenon, however, is nothing new and is parallel to the same problem of information distribution in many other countries, and therefore doesn’t warrant particular investigation here.

The general situation of Poland under Atlanticist hegemony is clear. Poles have been left with little more than the choice of which Atlanticist parties they wish to be ruled by and the pace at which Atlanticist policies are to be inevitably realized. In addition, the gradual molding of an American-modeled “pop-culture” and rampant consumerism have aided the cementing of Atlanticism in Poland in the ideological and cultural spheres.

Wybrane komentarze

O lepszą analizę współczesnej Polski trudno. Czasy się zmieniają. Ludzie nowi się rodzą. Państwa się zmieniają. Nasze poglądy tez powinny się zmieniać odpowiednio. Powyższy artykuł powinien przeczytać nasz prezydent Duda i nowy polski rząd.
Niedawno miałem zabawną przygodę. Zaprosiłem na kolacje swego polskiego proboszcza wraz z jego gościem z Polski, księdzem z tytułem doktora, dyrektora czegoś ważnego. Na Ukrainie trwała gorąca wojna z Donbasem i rozmowa zeszła na ten temat. Ksiądz doktor gdy usłyszał ode mnie, ze kibicuje Donbasowi w tej wojnie, wstał z fotela i chciał wyjść. Później jak zjadł steka i popił burgundem, to się trochę uspokoił.

staszek kieliszek 16.12.2015 03:14:53

Polskę i Ukrainę łączy tylko rusofobia. Czy ona wystarczy dla stworzenia nowego sojusznika przy granicy z Rosją? Wystarczy. Obywatele niewiele mają do powiedzenia.
http://litera.fr/poker-wolynski/

prese 16.12.2015 07:14:43

Do @prese 07:14:43

NIE POLSKA, ale żydowskie rządy w Polsce łączy rusofobia z ukraińcami !
Słowianie ! różni osobnicy w internecie wstawiają wstawki, że niby Polska jest rusofobiczna ! wyjaśniam że Polacy w swej większości NIE SA rusofobami ! tak jak Rosjanie nie są polonofobami !!! większość z Polaków i Rosjan są obojętni, lub są sobie przyjaźni !!!!
To żydostwo specjalnie wmawia nam, że my nie lubimy Rosjan ! bo chcą nas skłócić i napuścić na siebie byśmy się nawzajem pozabijali, a żydostwo z tego skorzysta !!!! PRECZ Z żydo PROPAGANDĄ ANTY SŁOWIAŃSKĄ !!
Ireneusz Tadeusz Słowianin lach ! Konstytucja nie jest ważna, bo do urn poszło tylko 42 % wyborców, z tego na żydo-konstytucje zagłosowało 52 % z 42% !!!!!!! TO OD żydówek od żyda Petru do wiadomości !

ele 16.12.2015 08:19:52

@ele 08:19:52

Unia Słowiańska, Polsko, Rosyjsko, Ukrainsko, Bialorusko, Czeska, itp, położyła by zgniły zachód tam gdzie się mu należy. Po ch… Unia Jewropejska ? Tylko trzeba sobie z tego zdać sprawę. Żydzi oczywiście won do swego kraju. Dlaczego Żydzi chcą rządzić innymi krajami, a mają swój kraj? Ciągle ten żydowski problem. Czemu? Bo są pasożytami. Pracować im się nie chce, tylko być pośrednikiem i brać swoja dole od każdej transakcji finansowej. Proste. Oszuści jak Obama ze swą metryką urodzenia. Oszuści uliczni.

staszek kieliszek 16.12.2015 09:03:28

WIEDZA NIE MOZE BYC W POSIADANIU WYLACZNIE NIELICZNEJ GRUPY MUSI BYĆ POWSZECHNA

Dopiero wtedy informacja [słowo myśl] może być motorem zmian. Dlatego przypominam o konieczności aktywności na ogólnodostępnych stronach by budować świadomość całości społeczeństwa. Nie dyskutować, nie wchodzić w polemiki, podawać fakty, one zrobią swoje. Dopiero tak ukierunkowane działanie w obszarze przepływu informacji, coś może zmienić patrz [film,, szok i trwoga ,,] ..Art pana Jeznacha jak zwykle daje dobre spojrzenie na sytuacje pozdrawiam. serdecznie . ……………………………………………………………………………………………………… Z onetu dziś..

~JAN1 : CZYTAJAC WPISY ODNOSI SIE WRAZENIE, ŻE POLACY TO TAKIE DUZE DZIECI, KTORYCH OGLAD RZECZYWISTOSCI NIE WYCHODZI PO ZA INFANTYLNY OBRAZ PIASKOWNICY. ŻEBY TE DZIECI WIEDZIALY, ŻE PLAN UNI EUROPEJSKIEJ POWSTAL PO KLESCE POD STALINGRADEM W 1943R., TO MOZE NIE BYLI BY TAK OCHOCZY DO BEZMYSLNEGO BAZGRANIA NA FORACH DYSKUSYJNYCH – ZERO LOGIKI, ZERO STAWIANIA PYTAN I SZUKANIA ODPOWIEDZI. POROWNANIE Z DZIECMI TO NAD WYRAZ ZAWYŻONA OCENA POZIOMU INTELEKTUALNEGO SPOREJ CZESCI POLSKEGO SPOLECZENSTWA. W SPOREJ WIĘC CZĘSCI KACZYNSKI MA NIESTETY RACJE W SWOJEJ OCENIE . POLECAM STRONE NEON24.PL GDZIE MOŻNA POZNAĆ BARDZIEJ OBIEKTYWNIE FAKTY I MĄDRZEJ SPOJRZEĆ NA TOCZĄCE SIĘ PROCESY. art ,,PLANY DOBRYCH NIEMCOW” MACIEJA GIERTYCHA WYJASNIĄ CO NIEKTORYM W CO ŻESMY PRZEZ NIEWIEDZĘ I NIESWIADOMOŚĆ WDEPNELI. FILM ,,DR RATH KARTEL FRMACEUTYCZNY,, POWINIE ZNAC KAZDY POLAK TYMCZASEM LUDZI TO ZNAJACYCH TO MOŻE 0,1 PROCENTA . Z CZYM POLACY DO PSZYSZLOSCI ,JESLI NIE ZNACIE PRZESZLOSCI NIE MACIE PRZED SOBA PRZYSZLOSCI………….. zwiń

Dr Rath – kartel farmaceutyczny

https://youtu.be/Lyh5bG1SM0I

Dr Matthias Rath do Niemiec, Europy i całego świata – napisy PL

https://youtu.be/bOi0Aim4wJY

~Polak : W pewnym sensie to może być ten sam rodzaj ludzi ale opanowanych przez różne idee i różnych

jan 16.12.2015 09:49:58

Uwagi na marginesie

„Już samo ich dojście do władzy po upadku PRL oznaczało niechybną likwidację podstaw  niezależnej polskiej gospodarki, całkowite podporzadkowanie polityki zagranicznej Waszyngtonowi i dobrowolna rezygnacje z poszukiwania polskiego interesu narodowego na wschod od granic państwa.”
> http://pppolsku.blogspot.com/2011/09/kolonia-usa.html
w końcu otrzymujemy potwierdzenie, jak doszło do Wolnej Polski.
„spojrzenie na polską geopolitykę. ”
W tym kontekście trudno mówić o „polskiej geopolityce”, raczej chodzi tu o geopolitykę dla Polski, jaką sobie wymyślili gospodarujący nią przy pomocy parobków z Warszawy, nazywanych w tekście „polską elitą”. Nasz „rodak” Z. Brzeziński pisze z całą szczerością w swej książeczce o szachach wprost o geopolityce USA na szachownicy Eurazji, w której ta geopolityka przyznaje Polsce niewielką rolę.

„Polska pod panowaniem atlantystów”
wydaje się to nieścisłe, nie chodzi o atlantystów, a kręgi w USA, które aktualnie wiernie wypełniają zadania imperialne postawione przez MWF
> http://pppolsku.blogspot.com/2012/01/fh.html

jednakże jest wiele oznak i zjawisk, które wskazują na niedaleki koniec tej misji USA. Grupy sprzedawczyków z Warszawy, o których mowa siedzą na zdychającym koniu, co zagraża egzystencji naszego społeczeństwa, indiańskie przysłowie radzi: „Jeśli stwierdzisz, że ujeżdżasz padłą kobyłę, zsiądź z niej.”, być może, grupy dominujące politycznie na Węgrzech uświadomiły sobie już ten stan.

„Każda analiza statusu Polski jako państwa”, nie przesadzajmy, chodzi o atrapę państwa.
> http://wiadomosci.onet.pl/forum/,1,2522070,198486453,czytaj.html

„Polska stanowi przyczółek i bastion atlantyzmu we wschodniej Europie.”
Lepiej, stanowi pierwszą linię obrony NATO, co w przypadku ataku atomowego oznacza, że zostałaby starta z powierzchni ziemi i kart historii.
O autorze
> http://gianalytics.org/en/authors/jafe-arnold
Ma być współpracownikiem Center for Syncretic Studies
> http://syncreticstudies.com/about/
ale na to nie ma potwierdzenia.
Linku do tekstu
http://gianalytics.org/en/190-the-polish-question-at-a-crossroad
i jego dalszego ciągu
http://gianalytics.org/en/205-the-polish-question-at-a-crossroad-part2
„The move to neutralize expanding nationalist initiatives with the victory of PiS appears to have been a calculated plan of the Polish oligarchy. ”

(Posunięcie do neutralizacji inicjatyw nacjonalistycznych przez zwycięstwo PiS-u wydaje się być wyrachowanym planem polskiej oligarchii), jest planem tego POPiSu partii jedności z jej frakcjami SLD; PSL, SP, …
Ale czy my tego sami nie postrzegamy ?

Laznik 16.12.2015 10:12:45

Do @staszek kieliszek 09:03:28

Pełna zgoda staszek kieliszek !

Ireneusz Tadeusz Słowianin lach ! żydzi dążą do eksterminacji Europy i cywilizacji europejskiej ! Słowianie kupujcie broń palną wszelkimi sposobami by nie być bezbronnymi baranami idących na rzeź !!!!!!

ele 16.12.2015 10:35:39

Jak zwykle 5*

15 lat Polski w NATO – III RP na straży anglosasko-żydowskich interesów – https://www.youtube.com/watch?v=xrqRJJJMyWQ

Rzeczpospolita 16.12.2015 12:16:29

WPS. Tekst dobry, aczkolwiek autor nie pisze niczego, co nie jest powszechnie znane tym Polakom, którzy na poważnie interesują się sprawami swojej ojczyzny po 1989 roku.
Określenie „atlantyzm” dobrze i syntetycznie oddaje istotę rzeczy, ale zatrzymuje się na pierwszej linii analizy. Autor nie nazywa bowiem tych, który stworzyli koncepcję „atlantyzmu”, i w których rękach są wszystkie istotne narzędzia realizacji tej „ideologii” , czy koncepcji politycznej.
Zatem tekst autora jest typową publicystyką dosyć powierzchownie dotykająca istoty sprawy, choć oczywiście i tak w swoich konkluzjach miażdżącą dla „elit okrągłostołowych” ciągle zarządzających Polską, w myśl dyrektyw „Atlantystów”.
A owi „Atlantyści” to po prostu światowa oligarchia syjonistyczna i jej psychopatyczni anglosascy współpracownicy – obie grupy dążące do urojonego, za każda cenę, panowania nad światem.

stanislav 16.12.2015 13:39:58

@Bogusław Jeznach

Grupa stojąca za politycznymi samobójstwami!!! Polską rządzi GTW – Grupa Trzymająca Władzę (WSI, BND, CIA, Mossad, prokuratorzy i sędziowie). Sieć jest trzymana za mordę groźbą samobójstw, wszyscy są podsłuchiwani. GTW steruje mediami. Powołała PO. W 2005 PiS zamieszał bo wpadli na trop GTW. Blidę skasowano przy aresztowaniu bo dużo wiedziała i wsypałaby. Koalicję PiS rozbito. Przejęto PKW i odtąd wybory są fałszowane. Jak Lech Kaczyński wzmacniał siły zbrojne i blokował rząd PO, to go skasowano. Powołano Bronka figuranta bo mają haki. Przez 8 lat był raj. Z inwestycji i prywatyzacji brano 10-20%. Wymiana PKW namieszała a KKW patrzyła na ręce. Podstawili tylko 15% głosów i nie utrzymano Bronka. Ich sondaże dawały 60% PIS, 6% PO, 1% PSL i 25% Kukiza. Było źle i zmieniono ustawę o TK o odwołanie Prezydenta i podstawiono 5 sędziów w TK. Pokazywano sondaże że PiS i PO mają podobne wyniki by uwiarygodnić końcowe. Rumuńska przybłęda „cygan” lub jak kto woli „żymianin” Petru to twór GTW i ich kasa – żaden kredyt Petru. „Żymianina” alkoholika i złodzieja Palikota wsunięto do SLD by pociągnął ich na dno (Palikot to twór GTW). Kukizowi wciśnięto na listy kretów by skłócili środowisko. Powołano 200 osób do pisania na forach źle o PiS i Kukizie a dobrze o PO i Petru. Nie dało się podstawić dość kart i PiS dostał władzę. Odjęto Kukizowi a dodano PSL by nie zmieniono konstytucji. GTW poszła na ośmieszanie Dudy i PiS, że oszukali wyborców, że wzrosną podatki i ceny. Ma być akcja, że PiS chce wojny domowej i grozi wojną z Rosją, Niemcami i UE, że PiS to faszyzm, totalitaryzm, zacofany katolicyzm i wstyd na całą Europę. Lis ma słać krytyki do gazet w Niemczech i USA i pisać że „zachodnie media krytykują PiS”. GTW wie, że PiS jest w posiadaniu informacji o nich i nie dopuści by Ziobro przejął prokuraturę. Śmierć Kulczyka upozorowano by nie świadczył bo idzie o giga przekręty z udziałem pierwszych osób. Odstąpiono od TS dla Ziobro i Kaczyńskiego bo była obawa, że je ujawnią. Ułaskawienie Kamińskiego przeszkodziło, bo ten dużo wie. Kopacz miała wyjazdowe posiedzenia by montować podsłuchy w regałach, biurkach i pod tynkiem na sufitach (ponad 100). Komórki i email PiS i Kukiza na podsłuchu. Duda ma podsłuch wszędzie – była wrzawa jak pojechał w nocy do prezesa bo tam nie mają. GTW powołał KOD do zamieszek. Jest plan skasowania Dudy i rozwiązania Sejmu, postawienia Dudy, Kaczyńskiego, Ziobry, Macierewicza i Kamińskiego przed TS i rozwiązania PiS. Jest ustawa zakazująca demonstracji. Dlatego PiS powinien wymienić PKW, zrobić nowy program i powołać nowy tryb wyborów bez nieważności głosów i wymienić skład TS i TK. Musi pilnie przejąć TVP. Tym uratują siebie i Polskę. GTW nie podda się i nie zatrzyma przed zamachami bo ma do stracenia giga finanse. Wyprowadzą ludzi na ulice i będą prowokacje z niszczeniem mienia przez przebranych „kiboli”. … CZY WSI – GRUPA TRZYMAJĄCA WŁADZĘ – POSUNIE SIĘ DO PRZEMOCY I WINĄ OBARCZYĆ PiS….pożyjemy, zobaczymy. Ps…Saurona „żymianina” ponoć widziano żywego w Argentynie. Jaki był sekret sukcesu „żymianina” Jana Kulczyka? Od swego ojca – „żymianinokomucha” otrzymał notes z kontaktami do partyjnych bonzów. I kilka milionów dolarów na dobry początek od służb, ponieważ był ich słupem na procencie. (takich słupów do „uśpienia” to jeszcze baaardzooo dużooo!)A potem to już jako bardzo „utalentowany” „żymianin” i „żymski” „byżnesmen” regularnie okradał polskie społeczeństwo z majątku narodowego: kupowanego za bezcen, sprzedawanego za bajońskie sumy innym „żymianom? „zażądzając” nim – ot choćby TPSA, etc..etc…Obejrzyjcie na youtube „IMPERIUM ZŁA'”, tam na samym początku są pokazane twarze między innymi twarz Kulczyka jako Masona.

Kula Lis 65 16.12.2015 21:32:31

  • @Kula Lis 65 21:32:31

…dlatego usilnie namawiam do popierania PIS-u – nie obrzucania go czym popadnie. Cały „demokratyczny” świat wali w nich jak w bęben, po prostu dostali pierdolca – to powinno dać wreszcie niektórym do myślenia. Jak nie są w stanie zdobyć się na poparcie, to mogliby się chociaż zdobyć na zamknięcie się.

PIS powinien natychmiast przejąć telewizję publiczną by mieć jakiś kanał przekazu do społeczeństwa – to co obecnie wyprawiają z nimi media to skandal i granda. Jak nie są w stanie polemizować, to zagłuszają wydzierając się jednocześnie, zwykłe babska od Petru i PO do spółki z prowadzącym.

Jak się PIS-owi nie uda i ich rozjadą, to będzie zapewne utracona ostatnia szansa na przemianę w dobrym kierunku. Oni już na drugą taką fuszerkę jak przegranie wyborów nie pozwolą. Najwyżej głosy od razu pójdą do pieca a dalej wyślą tylko protokoły – oczywiście te właściwe. Jak ktoś będzie przeszkadzał, to zastraszą albo usuną.

Z tego, że cały demokratyczny świat po nich jeździ wynika szansa: że może jednak zobaczą, że po tej stronie nie mają żadnych przyjaciół ani sojuszników – i że trzeba poszukać ich gdzie indziej.
Tzn. mam taką nadzieję, ale jak słyszę tego Waszczykowskiego… co on ma w miejscu, gdzie nawet kury mają jakiś rozum?

Andrzej Tokarski 16.12.2015 22:15:10

  • @Andrzej Tokarski 22:15:10

Myślimy dokładnie tak samo. Kiedyś Prymas Wyszyński zasłynął takim zdaniem: „Należy pilnie śledzić to, co zwalcza i krytykuje, a co doradza PRZECIWNIK. I czynić dokładnie odwrotnie, bo tylko wtedy jest dla Polski dobrze”. Tak jest i teraz, gdy ONI walczą z PiS-em. PIS nie jest partią ani formacją moich marzeń, a ich „polityka wschodnia” woła o pomstę do nieba, ale nic lepszego do walki wewnątrz Polski teraz nie mamy, a Kaczor ma przynajmniej jedną zaletę: on ICH autentycznie nienawidzi i nie jest w tej walce zakłamany. Dlatego, dopóki czyszczą stajnię i dożynają watahy nie trzeba im przeszkadzać. Niech Ziobro, Gliński, Waszczu, Macior i im podobni wykonają swoje zadania względem kadr. I żeby było jasne: nie mam żadnych złudzeń, że ich nominaci będą lepsi, ale pierwszą zasadą każdej zdrowej polityki jest program Piłsudskiego: „bić kurwy i złodziei” i nie pozwolić IM na bezkarność oraz korzystanie z łupów.
Pozdrawiam przyjaźnie. BJ

Bogusław Jeznach 17.12.2015 06:59:43

A demokracja to nie dosyć ?
@staszek kieliszek 08:57:31
„To znaczy, ze już w Polsce nie ma żadnego uczciwego polityka? Żadnej uczciwej partii? Nikogo uczciwego? Straszne.”
Mamy przecież tę wywalczoną przez miliony członków NSZZ „S”, przy czym słowo członków jest w tym kontekście wieloznaczne,
http://pppolsku.blogspot.com/2011/09/kolonia-usa.html
Wolną Polskę poza tym, a nawet lepiej, Polska zniknęła w czeluści UE na mocy Traktatu Lizbońskiego, sygnowanego jeszcze przez ś.p. patriotę
http://pppolsku.blogspot.com/2013/08/hala-podosci.html#_K
zgodnie z planem przygotowanym dla Polski przez kręgi zarządzające nie tylko ludnością USA, czego potwierdzenie znajdujemy w książce szachowej naszego „rodaka” Z. Brzezińskiego. Ta książka jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce się wypowiadać n.t. polityki w Polsce i na świecie. Bez znajomości tych podstaw powinien milczeć i nie dostarczać świadectwa swojej …..
http://wiadomosci.onet.pl/forum/,1,2522070,198486453,czytaj.html
Poza tym przybrało państwo polskie postać eleganckiej atrapy państwa, jak to utrzymuje link powyższy, co następny link zdaje się potwierdzać
https://www.youtube.com/watch?v=2JlqE5UYsa8
i znowu mają Polacy Polskę jak przed wojną:
„Wasze ulice, nasze kamienice”

Laznik 17.12.2015 16:34:57

Opublikowano za: http://jeznach.neon24.pl/post/128103,atlantyzm-a-kwestia-polska

Comments

  1. nana says:

    No cóż, ha ha i jeszcze raz ha ha! stoły okrągłe, stoły kwadratowe, stoliki nocne i przykanapowe. I każdy z nich dla nas, dla Polaków, ach! jakże groźny! Dlaczego żaden Polak nie zastanowi się nad takim drobiazgiem: dlaczego jest możliwe, by tak wszystkim manipulować? dlaczego jest możliwe, by każdego kupić albo sprzedać – w zależności od wymogu sytuacji? no dlaczego?
    A no dlatego, że u nas, w Polsce, ludzie nie są skłonni niczego się uczyć, wyciągać logicznych wniosków, lecz każdy chce być prorokiem i to tym, głoszącym najbardziej katastroficzne wizje!
    No to powiem wprost: nic mnie nie obchodzi, co mówił Generał Jaruzelski do Urbana, Urban do Michnika, Michnik do Kaczyńskiego, Kaczyński do Ziobry, Ziobro do Millera, Miller do kogoś tam a ten ktoś do jeszcze kogoś. Nic mnie to nie obchodzi. Mieszanie w szambie. Po co to komu? co dobrego może wyjść z mieszania w szambie? Nigdy i nic!
    Ale Polacy robią to namiętnie do tego stopnia, że nie starcza im czasu na zastanowienie się nad bieżącymi sprawami. Widać bieżące sprawy nie są tak ważne jak to, co powiedział Generał Jaruzelski do Urbana, Urban do Michnika, Michnik do Kaczyńskiego, Kaczyński do Ziobry, Ziobro do Millera, Miller do kogoś tam a ten ktoś do jeszcze kogoś.
    W ten sposób Polacy mają zajęcie jeszcze na co najmniej sto lat, jako że wciąż mogą być ujawnione „ściśle tajne” dokumenty o obojętnie czym. Może nawet o tym, czego NIE powiedział Generał Jaruzelski do Urbana, Urban do Michnika, Michnik do Kaczyńskiego, Kaczyński do Ziobry, Ziobro do Millera, Miller do kogoś tam a ten ktoś do jeszcze kogoś.
    Paranoja polega na tym, że ludzie żonglują słowami i jednocześnie za nic mają realne życie własne, życie rodaków a nawet istnienie Polski.
    Przecież rozum nakazuje, by to, co jest złego zmienić na lepsze, a nie mieszać w szambie i zajmować czas i uwagę byle czym. Doba ma 24h i poświęcenie ich na mieszanie w szambie spowoduje, że nie będzie już czasu na coś konstruktywnego.

    Co do tych zdrad przy stołach okrągłych, kwadratowych i owalnych to przecież jest jasne, że to polskie elity, tak, ELITY, czyli osoby wykształcone w PRLu, nie wzięły na siebie odpowiedzialności za nasze państwo.
    W realu wyglądało to tak, że osoby z tytułami profesorskimi, z przyzwoitym uposażeniem i licznymi przywilejami, przyglądały się jak jakiś bolek analfabeta „pokonuje komunę”.

    Jaką rolę miały do spełnienia osoby wykształcone w PRLu? Jeżeli ludzie, zwykli ludzie, chodzili do pracy i mozolili się, by młodzież mogła studiować i potem zajmować wyższe stanowiska w naszym kraju – nie brudząc sobie przy tym rąk i nie niszcząc kręgosłupa ciężką pracą – to ci zwykli ludzie, od pługa i łopaty oczekiwali, że osoby wykształcone będą w stanie poprowadzić Polskę tak, by i im, tym od pługa i łopaty, też żyło się znośnie.

    Co my natomiast widzimy na załączonym obrazku?

    Widzimy, że bolek „obalał komunę” a polscy profesorowie czekali na moment, w którym będą mogli trzepać kasę. Organizowali oni „uniwersytety”, prywatne „uczelnie”, które tylko firmowali swoimi nazwiskami biorąc za to pieniądze, a ludzie w nadziei na zdobycie wykształcenia zapożyczali się, oszczędzali każdy grosz by zdobyć dyplom. Dyplom faktycznie zdobywali – wszak kasę płacić musieli więc i żądać mogli – ale wiedzy żadnej takie studia im nie dawały.

    I co my widzimy dalej?

    Ci sami, te profesory wykształcone solidnie w PRLu, ale opanowane chciwością i porażone zaprzaństwem (wyrzekli się kraju, który ich wykształcił i dał im dobre, beztroskie życie) powszechnie obecnie narzekają na STAN NASZEJ EDUKACJI. A kto, do diaska, był odpowiedzialny za to, by poziom nauczania co najmniej utrzymać na dobrym poziomie? czy może kasjerka z supermarketu miała się tym zajmować?

    Polskę zdradziły elity, wykształcone w PRLu. Wykształcenie dostały one dobre i w dodatku za darmo. Dostały liczne przywileje i odznaczenia. Ale tego było im mało! One chciały być bogate i coraz bogatsze za nic mając odpowiedzialność za ludzi i kraj.
    Można zapytać: co to jest palikot?
    Można zapytać: co to jest duda?
    Nie ma znaczenia, kogo jak się nazywa. Istotne jest to, co kto robi. Czyny należy oceniać, nie osobę.
    Innym wesołym aspektem ogólnej, polskiej mizerii jest to, że osoby z tytułami naukowymi i profesorskimi twierdzą, że u nas nie ma elit, ponieważ elity wymordowali nam Niemcy i „komuniści”.
    No śmieszniej to już się nie da! to czym w takim razie byli/są ci ludzie z tytułami profesorskimi, pobierający profesorskie pensje na polskich uniwersytetach? I po czym można poznać „elitę”?

    Jeżeli chodzi o stronę moralną, to faktycznie osoby wykształcone w PRLu, zajmujace się kształceniem młodzieży studenckiej obecnie, do elit zaliczyć się nie mogą.
    Teraz niektórzy wygłaszają piękne hasła, jak to należało by Polskę naprawić.
    Z tym, że są to nic nie znaczące hasła ogólne. Tak to mogą mówić przypadkowi ludzie na ulicy, ale nie kadra profesorska, bo od tej to można i należy wymagać konkretów.

    Nawet, jeśli utytułowani Polacy nie wykazali się należytym patriotyzmem i nie byli wzorem etycznego postępowania, i nie przejęli w odpowiednim momencie odpowiedzialności za Polskę, to jednak jakąś tam wiedzę fachową mają i to powinno chwilowo wystarczyć, by jakoś nakreślić plan naprawy Polski. I zorganizować ludzi tak, by mieć poparcie dla tych dobrych działań.

    Oczywiście, można postawić sprzątaczkę na czele państwa, ale pod warunkiem, że całą kadrę rządzącą stanowić będą specjaliści, każdy w swoim fachu.

    U nas żaden „wykształciuch” nie chce się wychylić, bo z czego będzie żył? I to jest ta smutna prawda. Z ludzkiego punktu widzenia zrozumiałe. Ale z perspektywy naszego kraju jest to jeśli nie zdrada, to co najmniej zaniechanie właściwego działania.

    Jeżeli Polacy wybiorą właściwych fachowców, a ci spośród siebie właściwego przywódcę i poziom moralny i etyczny tych ludzi będzie odpowiednio wysoki, to naprawa naszego kraju nie będzie napotykać na przeszkody.

    Może problem stanowi to, że nie ma u nas ludzi z wrodzonym poczuciem przyzwoitości? Może są u nas same sprzedajne osobniki, hołdujące materializmowi i nie chcące rozumieć spraw wyższego rzędu?

    Polska upadła, ponieważ jakość Polaków jest bardzo niska. A dodatkowo nie było nikogo spośród elit, kto chciałby ludziom wyjaśnić procesy zachodzące w kraju i tak ludzi poprowadzić, by skutki były mniej tragiczne zarówno dla ludzi jak i kraju.
    Zamiast zając się tym, jak odbudować nasz przemysł tak, by pracował on na rzecz kraju to „wykształciuchy” wygłaszają zgrabne przemówionka by umocnić swoją pozycję jako elity.

    Po co więc, wysiłkiem całego Narodu, PRL wykształcił tylu profesorów? czyżby nie orientowali się oni, co się stanie z ludźmi po upadku przemysłu? czyżby nie wiedzieli oni, że będzie masowa emigracja i kraj się wyludni? no to czego oni tam na tych studiach się właściwie uczyli? Polacy na nich pracowali, a oni nie tylko nie mieli odpowiedniego potencjału umysłowego, by przyswoić możliwe szeroka wiedzę fachową, ale także nie pracowali nad własnymi osobowościami by móc być dla ludzi pracy wzorcem, jakimś punktem orientacyjnym.

    Wychodzi na to, że jednak PRL dał dyplomy uniwersyteckie samym oszustom, ludziom bez charakteru, bez honoru. Ludziom nie czującym związku z krajem, który ich żywił i kształcił, i który oni w efekcie zdradzili, jednocześnie zdradzając ludzi pracy, którym zawdzięczali dobre, wygodne i łatwe życie.

    I mimo to, kraj można naprawić tylko przy pomocy tych osób, które są dostępne. Więc raczej należało by zapomnieć, kto i kiedy PRL zdradził, lecz zobaczyć, kto w ogóle nadaje się do uczciwej pracy przy naprawie naszego państwa.
    Można oczywiście zasłaniać się kosmitami, bytami równoległymi, które tak szkodzą ludzkości, ale będzie to kłamstwo.
    Stan, w jakim znajduje się Matka Ziemia, a w naszym przypadku Polska, to wypadkowa działań obywateli naszego kraju.
    Ludziom należy uświadomić, co się stało i co zrobić, by nie tylko na bieżąco naprawić ale i w przyszłości uniknąć podobnych zdarzeń. To była rola osób, które PRL wykształcił, dał im profesorskie posady i zrobił z nich elity. Jakie by one nie były. Jeżeli elita to ludzie posiadający wiedzę fachową, to polscy profesorowie taką wiedzę otrzymali. Jeżeli elita to są osoby o nieposzlakowanym, szlachetnym charakterze, no to być może takich u nas nie ma.
    I mimo to cokolwiek zrobić można tylko z tego, co jest.

    Po co więc zawracać ludziom głowę tym, że jakiś bolek „obalał komunę” i teraz mamy źle? Należy ludzi poinformować, jak powinno być, skąd ma się to wziąć i kto miałby to zrobić. Na tyle to chyba polscy profesorowie są wykształceni.

    Ja już tu widzę, jak sypią się na mnie gromy, wszak jestem tylko prostaczka, jakiś nikt. Owszem. I to jest moim głównym atutem.
    Ja nie miałam na barkach odpowiedzialności za nasz kraj.

    To był obowiązek profesorów, których PRL ustanowił i ich hołubił. Oczywiście, mogą być i tacy, którzy swoją profesurę traktowali jako wielką karę, obciążenie i dopust. Ale przecież mogli nie korzystać z przywilejów i pójść kopać przysłowiowe rowy. Taka możliwość istniała.

    No więc ja, jako osoba prosta, bez tytułów, mam prawo oczekiwać, ba! nawet żądać od tych, którzy mianują się profesorami, by przestali zachowywać się jak przyłapane na grzechu pensjonarki i przejęli odpowiedzialność za nasz kraj.

    Możliwe, że już byłoby dla mnie i pięć zero :))))) ale nie chce mi się zawracać głowy byle czym. Mnie na uznaniu i szacunku jakiegoś pana profesora zależeć nie musi czyż nie? ale taki pan profesor, to już jest zależny od ludzi nawet tak prostych jak ja. Bo o ile ludzie prości bez profesorów obejść się mogą, o tyle bez ludzi prostych istnienie profesorów sensu by nie miało.
    O! mogłabym grzecznie kadzić, pisać tak, by każdy mnie mógł lubić. Mogłabym bo wiem jak to należało by zrobić. Ale tego nie zrobię. No i dlaczego? a no właśnie. I to jest to „pięć zero dla mnie”. Kto chce, może mi przypisać oczywiście złą wolę. Chce ktoś? Kto to taki może być..?

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Pani NANO
      BRAWO !!!!! Sama prawda.
      Ale w układzie historycznym jest postęp. Dawniej tytuły były dziedziczne, a obecnie dożywotnie, co nie oznacza, że w nauce struktury nie są feudalne, tak jak przy dziedzicznych. Ale sądzę, że kwestią czasu i to niedługiego, będzie zabieranie tytułów za rady i teorie wszelakie, które są fałszywe lub przynoszą złe skutki w zastosowaniu społecznym, czy dla samego człowieka. To jest tylko pierwszy krok, drugim będzie odpowiedzialność karna za np. matactwa w prawie, w ekspertyzach i teoriach, którzy przynoszą złe skutki. Trzecim będzie stworzenie nowego systemu w nauce, który nie jest hamulcem w rozwoju naukowego czy technicznego. Taki niezwykły system stworzyła – o dziwo III Rzesza Hitlera, co przyśpieszyło wynalazczość kilkanaście razy. Ale w tym systemie w szczeblach decyzyjnych prawie nie było profesorów. Z badań, chyba amerykańskich wynika, że: najbardziej odkrywczy i efektywni w naukach podstawowych są ludzie w wieku do 30 lat, w naukach stosowanych 30-40 lat, przy organizacji badań w wieku 40-50 lat, natomiast w wieku powyżej 50 lat są najbardziej efektywni w „obcinaniu kuponów” od tytułów i eksploatacji zajętych przez siebie „poletek” naukawych. Uczonych w całym tego słowa znaczeniu to jest może kilka procent, reszta to naukawcy. Blisko dwa Lata temu wziąłem udział w seminarium doktoranta w katedrze Finansów Inwestycji i Korporacji w Szkole Głównej Handlowej. Doktoranta poproszono z tematem „niepokornym”, aby go w sposób naukawy zniszczyć. Ale referent za moją poradą zaprosił kilku praktyków spoza uczelni, którzy spowodowali, że dyskusja potoczyła się w kierunku zupełnie nieoczekiwanym dla kierowników naukawego „zdyscyplinowania” delikwenta. I pewnym momencie tej dyskusji Pani Dyrektor tejże Katedry z tytułem doktora mówi tak: MY TU NIE ZAJMUJEMY SIĘ NAPRAWIANIEM ŚWIATA, MY ZAJMUJEMY SIĘ NAUKĄ. Czyż nie piękne stwierdzenie, które może być podsumowaniem całego feudalnego systemu w nauce i samych naukawców.
      Pozdrawiamy ciepło

Wypowiedz się