W ubiegłym tygodniu Prezydent Karol Nawrocki zawetował rządową ustawę „o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu”.
Tytuł ustawy miał ukryć jej rewolucyjny charakter. Cel był jeden – odebrać małżeństwu kobiety i mężczyzny szczególny charakter i tytuł do szczególnego wsparcia ze strony państwa. W efekcie „rodziną” byłaby już każda wspólnota domowa. Niebawem także homoseksualne układy z adoptowanymi dziećmi – na początek tylko te, które adoptowały dzieci za granicą.
Zablokowana przez Prezydenta ustawa miała nadawać szereg małżeńskich przywilejów związkom nieformalnym – w tym także związkom jednopłciowym. Skalę tej rewolucji najlepiej pokazuje jedna liczba: żeby wprowadzić nową instytucję, rząd musiał przygotować zmiany w 238 obowiązujących ustawach.
Gazeta Wyborcza powiązała weto prezydenta ze złożoną przez nas na ręce Głowy Państwa petycją z podpisem ponad 62 000 Polaków. Jednak petycja to nie wszystko. Do Kancelarii Prezydenta, na biurka posłów i senatorów, na skrzynki popularnych dziennikarzy – wszędzie tam od miesięcy przesyłaliśmy nasze analizy, skróty argumentacyjne, wyciągi z jednoznacznych danych statystycznych. Wszystko po to, by sprzeciw wobec niszczenia małżeństwa mógł mieć twarde podstawy w faktach i prawie.
Nasz wielki wysiłek i mobilizacja nagrodzone zostały zatrzymaniem ustawy. To wielki cios w wiarygodność rządu Donalda Tuska, który sprawę „jednopłciowych związków partnerskich” umieścił wśród swoich priorytetów.
Weto Prezydenta Karola Nawrockiego to jednak nie koniec walki o ocalenie małżeństwa i rodziny. Rząd i jego zaplecze w postaci ruchów LGBT już szykują kolejne ofensywy. To jest prawdziwa wojna o normalność. I jesteśmy w samym jej środku.
Katarzyna Kotula, odpowiedzialna w rządzie Tuska za zaspokajanie potrzeb lobby LGBT, już zapowiedziała, że prezydenckie weto „nie jest blokadą, a opóźnieniem zmiany prawa”.
– Nie zbaczam z obranego przeze mnie kursu. Jak nie drzwiami, to oknem – zapewniała, zapowiadając zmianę strategii.
Stwierdziła, że po wecie Prezydenta dalsze rozmowy o „związkach partnerskich” nie mają sensu. Teraz lewica będzie walczyła już otwarcie o „pełną równość małżeńską”. A równolegle rząd forsuje uznawanie „homomałżeństw” w Polsce metodą faktów dokonanych – z pominięciem parlamentu. Piszę o tym więcej poniżej.
To oznacza jedno – choć zwyciężyliśmy bardzo ważną bitwę, to decydująca batalia dopiero się rozpoczyna!
Zanim napiszę Panu bardziej szczegółowo o tym, jaka jest strategia wrogów małżeństwa i jakie kłamstwa szerzono na temat rządowej ustawy by oszukać opinię publiczną – poproszę o Pana wsparcie finansowe dla naszych prac i ogromnej kampanii, jaką prowadzimy.
Sprawy takie jak obrona małżeństwa nigdy nie są jednorazowym wysiłkiem.
To długotrwała wojna z lewicowymi radykałami i wpływowymi lobbystami, którzy nigdy nie rezygnują – czego skutki widzimy w krajach Europy Zachodniej.
Mają za sobą wielkie pieniądze i wpływy. Czekają tylko, aż obrońcom rodziny zabraknie środków, by dalej budować zasieki i okopy na tej ideologicznej wojnie.
Nie możemy dać im tego, na co czekają. Nie możemy wycofać się w połowie tych newralgicznych zmagań.

Ujawniamy strategię rządu i lobbystów LGBT
Scenariusz ideologicznej rewolucji jest doskonale znany, bo przeszło go już wiele państw na świecie.
Najpierw „związki partnerskie”. Potem „równość małżeńska”. Następnie homoadopcja. Dalej refundacja in vitro dla lesbijek i surogacja (handel dziećmi) dla gejów. Nie bez powodu wszystkie 22 europejskie państwa, które zmieniły prawną definicję małżeństwa, zaczynały właśnie od związków partnerskich.
Ten rewolucyjny plan środowisk LGBT zawsze kończy się tak samo – na cierpieniu dzieci, którym odmawia się prawa do posiadania mamy i taty w imię egoistycznych zachcianek dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet; na degradacji instytucji małżeństwa i destabilizacji życia rodzinnego.
Na szczęście – także dzięki Pana zaangażowaniu – udało nam się na razie zatrzymać ten proces.
Decyzja Prezydenta nie zapadła w próżni. Poprzedziły ją dwa lata pracy analitycznej prawników Ordo Iuris, liczne publikacje, konferencje i wystąpienia oraz potężna mobilizacja społeczna.
Na początku lipca przekazaliśmy Prezydentowi obszerną opinię prawną o obu ustawach, a do Kancelarii Prezydenta trafiła petycja z apelem o weto, podpisana przez 62 tysiące Polaków.
Uzasadniając swoją decyzję, Prezydent mówił, że “jako strażnik Konstytucji” nie może zaakceptować “rozwiązania, które prowadziłoby do utraty szczególnego statusu małżeństwa, określonego w art. 18 Konstytucji jako związek kobiety i mężczyzny”. Podkreślał przy tym, że “małżeństwo najlepiej zabezpieczające trwałość rodziny, nie może stać się jedną z wielu równorzędnych opcji oferowanych przez administrację państwową”.
– Czy państwo może przyznawać niemal te same przywileje publiczne osobom, które nie podejmują porównywalnych obowiązków i nie gwarantują podobnej trwałości związku? Byłoby to rozwiązanie niesprawiedliwe wobec małżeństw, które biorą na siebie długoterminową odpowiedzialność, opiekują się członkami rodziny i ponoszą wynikające z tego koszty społeczne oraz koszty ekonomiczne – tłumaczył Prezydent.
Trudno o lepsze podsumowanie tego sporu. Argumenty konstytucyjne i społeczne, przez lata lekceważone i wyśmiewane przez zwolenników rewolucji, wybrzmiały z całą mocą z ust głowy państwa.
To dowód, że rzetelna praca analityczna i głos dziesiątek tysięcy zwykłych Polaków mają realne znaczenie – że warto było przez dwa lata konsekwentnie dostarczać opinii publicznej argumentów w obronie małżeństwa. To zwycięstwo to dowód na to, że dobrze zorganizowana kampania społeczna oraz powiązane z nią prace analityczne, a także dziesiątki spotkań z politykami i mediami – mogą powstrzymać potężne siły stojące za rządem i lobbystami LGBT.
Już jesienią 2024 roku uczestniczyliśmy w konsultacjach publicznych pierwotnej wersji projektu. Wykazaliśmy wtedy, że projekt jest sprzeczny z Konstytucją.
Rok później rządzący ogłosili „nowy” projekt. Użyli pojęcia „status osoby najbliższej” zamiast „związków partnerskich”, próbując zmylić Prezydenta i opinię publiczną. Jeszcze tego samego dnia zdemaskowaliśmy tę manipulację na konferencji prasowej i opublikowaliśmy kolejną obszerną analizę: „Pozorna równość, realna destrukcja”.
Później uczestniczyliśmy w posiedzeniach sejmowych komisji, gdzie przypominaliśmy, że Sąd Najwyższy w swoich opiniach od ponad 20 lat konsekwentnie wskazuje na niezgodność tego typu rozwiązań z Konstytucją. W przeddzień ostatecznego głosowania opublikowaliśmy obszerny komentarz do sejmowego wystąpienia Katarzyny Kotuli, rozkładając na czynniki pierwsze najczęściej powtarzane hasła i slogany zwolenników ustawy.
Wreszcie na początku lipca przekazaliśmy Prezydentowi RP krytyczną opinię prawną, w której przywołaliśmy szereg argumentów za koniecznością zawetowania ustawy.
Do Kancelarii Prezydenta trafiła też petycja z apelem o weto, podpisana przez 62 tys. Polaków.
Weto zamyka jeden rozdział naszych zmagań. Ale atak na małżeństwo trwa.
Nie składamy broni. Ochrona małżeństwa i rodziny jest warta każdego dnia naszego wysiłku.
Dlaczego weto było konieczne?
Warto przypomnieć choć kilka faktów o zawetowanej ustawie, o których jej zwolennicy woleli milczeć.
- Po pierwsze – ustawa nie usuwała żadnej „luki w prawie”.
Liczne praktyczne udogodnienia – dostęp do informacji medycznej, dziedziczenie, wspólny kredyt czy rachunek bankowy – są od lat dostępne dla osób żyjących w związkach nieformalnych. Przyznał to zresztą… sam rząd, wskazując w uzasadnieniu ustawy, że w prawie medycznym status osób pozostających we wspólnym pożyciu jest już dziś zrównany ze statusem małżonka. Spór nie toczył się więc o „praktyczne udogodnienia”, lecz o coś zupełnie innego – o utworzenie drugiej, konkurencyjnej wobec małżeństwa instytucji.
- Po drugie – ustawa tworzyła związek bez zobowiązań.
Bez domniemania trwałości – umowę można było rozwiązać nawet jednostronnym oświadczeniem złożonym u notariusza. Bez wymogu wierności, którą zastąpiono „otwartymi i elastycznymi pojęciami lojalności i szacunku”. Państwo miało przyznawać przywileje małżeńskie związkom zaprojektowanym z góry jako tymczasowe – i w ten sposób ogłosić wszystkim Polakom, że trwałość i wierność są nieistotne.
- Po trzecie – była głęboko niesprawiedliwa.
Przyznawała bowiem przywileje małżeńskie z jednej strony tym, którzy mogąc, nie chcieli przyjąć na siebie małżeńskich zobowiązań. Z drugiej zaś tym, którzy, będąc w relacji z osobą tej samej płci, w ogóle nie mogli stworzyć małżeństwa, czyli związku co do zasady prokreacyjnego.
- Po czwarte – ustawa otwierała pole do gigantycznych nadużyć.
Umowę o wspólnym pożyciu mogły zawrzeć dowolne dwie dorosłe osoby. Ustawa nie wymagała, by łączyła je jakakolwiek rzeczywista więź. Wystarczyłaby krótka wizyta u notariusza, by dwaj wspólnicy w interesach zyskali wspólne rozliczenie podatkowe i miejsce w pierwszej grupie podatkowej – czyli darowizny i spadki całkowicie bez podatku. Po sfinalizowaniu transakcji – mogliby błyskawicznie rozwiązać umowę i sformalizować kolejny „związek” z kolejnym partnerem biznesowym, pod kolejną transakcję. Prawo nie dawało państwu żadnych narzędzi, by odróżnić prawdziwą relację od czysto księgowej fikcji.
- Po piąte – uderzała w dzietność.
Pary niebędące w małżeństwie znacznie rzadziej decydują się na dzieci – to stała, międzynarodowa prawidłowość. Badania opublikowane we francuskim czasopiśmie naukowym Population & Sociétés pokazały, że we Francji, na którą powoływali się projektodawcy (13 lat po wprowadzeniu związków partnerskich) 68% małżeństw w wieku 25–29 lat miało dziecko, a w „związkach partnerskich” już tylko 43%.
To jednak niestety nie koniec naszej walki w obronie rodziny. Wręcz przeciwnie…
Rząd wprowadza „homomałżeństwa” tylnymi drzwiami
Nasze zwycięstwo w sprawie „związków partnerskich” to dopiero początek batalii w obronie tożsamości małżeństwa w Polsce.
Zgodnie z zapowiedziami Katarzyny Kotuli rządowa machina nie czeka bowiem na nową ustawę. Równolegle trwa próba wprowadzenia homozwiązków do polskiego prawa całkowicie poza parlamentem – metodą faktów dokonanych.
Wybranym do tego narzędziem ma być tzw. transkrypcja, czyli przenoszenie do polskich ksiąg stanu cywilnego zagranicznych aktów małżeństwa zawierających dane osób tej samej płci.
Pretekstem stały się dwa orzeczenia. Najpierw wyrok TSUE z listopada ubiegłego roku – wydany z przekroczeniem kompetencji Unii Europejskiej, bo prawo rodzinne, w tym definicja małżeństwa, nigdy nie zostało przekazane Unii i pozostaje wyłączną domeną państw członkowskich. Następnie marcowy wyrok NSA, nakazujący transkrypcję niemieckiego aktu „małżeństwa” dwóch mężczyzn.
Warto pamiętać, że w Polsce nie obowiązuje prawo precedensu – taki jednostkowy wyrok wiąże wyłącznie w tej jednej sprawie i nie zmienia prawa dla nikogo innego.
Do tego w maju Minister Cyfryzacji po cichu zmienił rozporządzeniem… urzędowy wzór aktu małżeństwa. W rubrykach, w których dotąd wpisywano kobietę i mężczyznę, pojawiła się opcja: „Mężczyzna/Kobieta (wybrać odpowiednie)”. Zwykłym rozporządzeniem – aktem najniższej rangi w hierarchii źródeł prawa – próbuje się w ten sposób obejść Konstytucję i Kodeks rodzinny. Formularz ma zmienić to, czego nie udało się zmienić ustawą.
Nasi prawnicy ujawnili też dokumenty pokazujące, że Ministerstwo Rodziny naciska na ZUS, KRUS i inne instytucje emerytalno-rentowe, by te przyznawały świadczenia małżeńskie związkom jednopłciowym, które sformalizowały swój związek za granicą.
Rząd bezprawnie wywiera więc presję na blisko 50 tysięcy urzędników, którym narzuca się działania niezgodne z Konstytucją i obowiązującym prawem.
A w kolejce czekają już pracodawcy prywatni, od których zaczyna się oczekiwać zgłaszania do ubezpieczenia zdrowotnego partnerów tej samej płci jako „członków rodziny” pracownika.
Wobec bezprawnych działań rządu musieliśmy wziąć na siebie pomoc samorządowcom i urzędnikom.
Dlatego przygotowaliśmy poradnik prawny dla urzędników, kierowników Urzędów Stanu Cywilnego oraz samorządowców stanowiący uporządkowaną analizę stanu prawnego. Wykazujemy w nim krok po kroku, że kierownik USC ma obowiązek odmówić transkrypcji zagranicznego związku jednopłciowego – i że to nie odmowa, lecz właśnie dokonanie transkrypcji wbrew ustawie naraża urzędnika na odpowiedzialność prawną. Odpowiadamy w nim także na najczęstsze argumenty drugiej strony.
Do „buntu dla Konstytucji” wzywaliśmy samorządowców w trakcie konferencji prasowej przed Pałacem Kultury i Nauki, gdzie głos ekspertów Ordo Iuris i Centrum Życia i Rodziny wsparli warszawscy radni. W trakcie wydarzenia podkreślaliśmy, że żądanie dokonywania transkrypcji opiera się wyłącznie na rozporządzeniu i jednostkowym wyroku sądu. Przypominaliśmy, że ani rozporządzenia, ani wyroki sądów nie mają mocy prawotwórczej.
Zadeklarowaliśmy także, że nasi prawnicy są gotowi do bezpłatnej pomocy prawnej wszystkim urzędnikom, których spotkałyby jakiekolwiek konsekwencje za odmowę bezprawnej transkrypcji „homomałżeństwa”.
Przed nami kluczowa batalia! Będziemy potrzebować w niej Pana wsparcia
Najbliższe miesiące będą kluczowe dla przyszłości polskiej rodziny.
Lewicowi radykałowie na pewno nie odpuszczą. My też nie możemy!
Nasze działania w tej sprawie wymagają od nas jednak ponoszenia bardzo konkretnych kosztów. W tej wiadomości opisałem Panu krótko część naszej aktywności w obronie małżeństwa.
Ale do działań, o których wspomniałem, dochodzi wiele kolejnych, które są związane z nieuniknionymi wydatkami.
Jeszcze w tym miesiącu odbędzie się rozprawa w Trybunale Konstytucyjnym w sprawie wykładni przepisów, na którą powołują się zwolennicy transkrypcji homozwiązków. Instytut włącza się oczywiście w to postępowanie.
Przekazaliśmy już Trybunałowi Konstytucyjnemu opinię „przyjaciela sądu” (amicus curiae), podając szereg argumentów za oczywistą sprzecznością z konstytucją wszelkich prób narzucania Urzędom Stanu Cywilnego dokonywania transkrypcji zagranicznych dokumentów uznających parę jednopłciową za „małżeństwo”.
Opublikowaliśmy także projekt ustawy, która jednoznacznie zamknie drogę do transkrypcji zagranicznych dokumentów uznających pary jednopłciowe za małżeństwo i adopcji dzieci przez takie pary.
Do Ministerstwa Rodziny trafiła także nasza krytyczna opinia w ramach konsultacji rozporządzenia, które ma doprowadzić do uznawania w Polsce sformalizowanych za granicą związków jednopłciowych… nawet bez dokonania urzędowej transkrypcji!
Wszystkie nasze analizy, komentarze, petycje, raporty, konferencje – wszystko to są konkretne wydatki.
Z wyrazami szacunku

P.S. Weto to dopiero pierwsza wygrana bitwa. Katarzyna Kotula już zapowiada, że wejdzie „oknem”, a rząd próbuje wprowadzić homozwiązki poza parlamentem – metodą faktów dokonanych. Nie odpuścimy. Dlatego serdecznie proszę Pana o darowiznę, dzięki której obronimy małżeństwo w Trybunale Konstytucyjnym i w urzędach stanu cywilnego. Można jej dokonać za pośrednictwem strony wspieram.ordoiuris.pl.
Tekst nadesłany do Redakcji

Wypowiedz się
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.