STRATEGIA DLA POLSKI NA DZIESIĘCIOLECIE PO KRYZYSIE

Kryzys epidemiczny, który z Chin rozprzestrzenił się na cały świat będzie miał doniosłe konsekwencje ekonomiczne, społeczne i polityczne w skali globalnej. Dominujący obecnie międzynarodowy podział pracy polegający (w uproszczeniu) na uznawaniu Chin za fabrykę świata, Amerykę Północną i Europę Zachodnią za dostarczycieli wynalazków i technologii,  a resztę globu za dostawców surowców i półproduktów – nie będzie trwał dłużej. Wymaga korekty i naprawy. Politycy, przedsiębiorcy, naukowcy w państwach wysoko rozwiniętych uświadomili sobie, że uzależnili się od jednego dostawcy. Ten fakt uznany został za naganny       i wymagający radykalnej zmiany.

Być bogatym oznacza przecież mieć swobodę wyboru, a nie uzależniać się, skazywać na dyktat czynników przypadkowych, losowych bądź narzuconych przez słabszych.

Być bogatym – kryzys epidemiczny uświadomił to jak nic przedtem – oznacza być bezpiecznym: w sensie biologicznym, ekonomicznym, kulturowym. A co najważniejsze, mieć poczucie politycznego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego.

Lata po II wojnie światowej, pokolenia pokoju, dobrobytu, rosnącej zamożności uśpiły czujność i wyobraźnię przywódców państw bogatych. Zanikł instynkt samozachowawczy. Zdeprecjonowana została pozycja i rola państwa na rzecz wielkich korporacji. Dziś w dobie kryzysu, w walce o przetrwanie rola państwa ponownie staje się pierwszoplanowa. Społeczeństwa bogate wolność i bezpieczeństwo uczynią najwyższą wartością, które umacniać będą ich instytucje i politycy. Na gruncie sporu, kto ma sprawować władzę dojdzie do konfliktu między globalistami – przeciwnikami silnego państwa a obrońcami sprawnych państw narodowych czy federacyjnych.

 Na państwo jako instytucję, władzę jako przywództwo nałożony zostanie obowiązek pokonania kryzysu. Na nowo zdefiniowane zostaną działy gospodarki, których rolą będzie zagwarantowanie suwerenności i niepodległości państwom bogatym, a ich obywatelom wolności i bezpieczeństwa. Dążenie do samowystarczalności dotyczyć będzie przede wszystkim:

– rolnictwa i żywności,

– energetyki,

– ochrony zdrowia,

– przemysłu obronnego,

– dostępu do informacji, jej przesyłu i kontroli,

– dostępu do zasobów i surowców strategicznych,

– badań naukowych.

Konsekwencją będzie gruntowna przebudowa powiązań ekonomicznych,  stosunków politycznych, sytuacji demograficznej i społecznej wielu państw. Mocą decyzji najbogatszych dokonany zostanie nowy, międzynarodowy podział pracy. Zwycięży dążenie do uniezależnienia się od jednego dostawcy, powstaną nowe ośrodki przemysłowe. Przebudowany zostanie handel międzynarodowy, transport, reguły globalnej konkurencji. Historia gospodarcza uczy, że kryzysy skutkują koncentracją kapitału, koncentracją własności, zwiększaniem przewagi ekonomicznej i dominacji silnych nad słabszymi.  W wymiarze politycznym sformułowane zostaną nowe zasady dominacji i podległości państw i narodów.

Żywność, energetyka – przykładem dylematu Polski

Samowystarczalność produkcji żywności w krajach bogatych oznaczać będzie dodatkowe nakłady na rolnictwo oraz uruchomienie mechanizmów finansowych, kredytowych, podatkowych i innych, które uniezależnią od importu żywności, surowców, półproduktów rolnych. Towarzysząca temu urbanizacja spowoduje wzrost udziału żywności przetworzonej, produkowanej metodami przemysłowymi. Walka w światowym rolnictwie toczyć się będzie o obniżkę poziomu kosztów produkcji żywności dla masowego klienta. Zależą one głównie od: technologii upraw, tempa wprowadzania postępu technicznego, wielkoobszarowości gospodarstw, odległości od rynków zbytu, jakości ziemi i klimatu.

 Powstaną dwa główne rynki produktów rolnych. Pierwszy i największy adresowany do masowego klienta, gdzie nie tyle jakość żywności, co jej koszt wytworzenia i cena będą decydowały o akceptacji przez rynek. Drugi -adresowany do zamożnego klienta szukającego zdrowej, ekologicznej żywności, nie zwracającego uwagi na cenę. Dziś w walce o rynek surowców i półproduktów rolnych przewodzi USA. Dołączą do nich Rosja, Ukraina, Chiny, Indie.

Polskie rolnictwo powinno szukać szansy w produkcji żywności wysokiej jakości, ekologicznej. Nie powinno konkurować tam, gdzie dominuje gospodarka wielkoobszarowa, zwłaszcza, że dokona się gwałtowny postęp w technologii obsługującej rolnictwo. Pracę żywą zastąpią automaty sterowane przy pomocy dronów, komputerów. Pamiętać należy, że rolnictwo, nawet najnowocześniejsze, długo jeszcze będzie cechować niższa wydajność pracy niż w przemyśle i wolniejszy postęp techniczny. Dlatego uważam, że specjalizacja Polski  w eksporcie rolnym powinna być skoncentrowana na produktach o wysokiej jakości i marży handlowej. Eksportować trzeba, bo się na tym zarabia, ale powinniśmy przede wszystkim uniezależnić się od pośredników w handlu międzynarodowym, gdyż to oni przechwytują dominującą część wytworzonej nadwyżki.

Ponieważ zapotrzebowanie na energię szybko wzrośnie, o sposobach jej produkcji zdecydują głównie politycy. Głos ekologów i pseudoekologów nawołujących dziś do odchodzenia od paliw kopalnych zostanie skonfrontowany ze zdaniem tych, którzy uważają, że utrata samodzielności energetycznej, uzależnienie od zewnętrznych dostawców oznaczać może podporządkowanie, a zatem wyrok w wymiarze ekonomicznym i politycznym. Dlatego Polska powinna na nowo sformułować priorytet obrony suwerenności energetycznej opartej  o własne surowce. Wpierw jednak należy radykalnie odrzucić, zlikwidować obecny układ mafijno-polityczny, widoczny wokół polskiego górnictwa węglowego. Sektor energetyczny powinien być symbiozą form własności pracowniczej, samorządowej i państwowej.

Nowy międzynarodowy podział pracy

Rozpocznie się światowa batalia o nowy międzynarodowy podział pracy w przemyśle. Nie będzie to kulturalny, salonowy spór. Stoczona zostanie bezwzględna wojna o dostęp do surowców, dominację w produkcji, podział rynków zbytu – w sumie o przywilej zarabiania   w skali globalnej. Państwa najbogatsze powrócą do koncepcji odbudowy bądź budowy od podstaw działów przemysłu zdominowanych dotychczas przez producentów z Azji.

 Najzamożniejsze państwa zostaną zaangażowane w pojedynek, które branże przemysłu wybrać, w które inwestować. Decyzje zapadną w gronie polityków, przedsiębiorców, finansistów, naukowców. Logika podpowiada, że preferowane będą te branże, które gwarantują wysokie tempo postępu technicznego, niską uciążliwość ekologiczną   i konkurencyjność w poziomie kosztów. Ważna będzie zgodność z prognozą demograficzną, atrakcyjność co do chłonności rynku światowego w długim okresie czasu.

 Strategia suwerenności ekonomicznej wymusi na państwach i koncernach zwiększenie nakładów na badania i rozwój, system wsparcia podatkowego, kredytowego, finansowego                   i prawnego inwestycji. Przyspieszy zatem „drenaż mózgów”, kupowanie talentów z państw  o niższym poziomie rozwoju. Towarzyszyć temu będzie proces migracji ludzi młodych, energicznych, wykształconych do krajów bogatych.

 Walkę o wybór korzystnych branż przemysłu przez państwa i koncerny będą cechować działania polegające na przekazywaniu, powiedzmy otwarcie „wciskaniu” krajom słabszym tych branż przemysłu, procesów produkcyjnych, które charakteryzuje niska zyskowność, szkodliwość dla środowiska, wolny postęp techniczny i wysoki udział niewykwalifikowanej pracy żywej. Nasilone zostaną działania uzależniające poddostawców i podwykonawców od właścicieli produktów finalnych dominujących w produkcji i w handlu.

Polskie „być albo nie być”   

Polska jest przykładem gospodarki, która przegrała trwającą od 1989 roku rundę stawania się nowoczesnym państwem przemysłowym. Trzydzieści lat temu podobna demograficznie do Polski Korea Południowa była bardziej zacofana gospodarczo. Dziś liczy 52 miliony mieszkańców, a jej symbolem są światowe marki: Samsung, Hyundai, Kia i inne. My mamy zapaść demograficzną. Naszym dominującym symbolem pozostaje warsztat  naprawiający stare, używane samochody. Nie możemy pocieszać się, że są od nas gorsi. Pora wyciągnąć wnioski i stanąć do walki o godne miejsce wśród światowych producentów przemysłowych. Jeśli tak się nie stanie, w krótkim czasie sprowadzeni zostaniemy do roli „sługi i podnóżka” na pokolenia. Rok 2020 za sprawą epidemii jest dla Polski jak gong rozpoczynający drugą rundę walki. Koszty walki z kryzysem osłabią wszystkich co „oczyści przedpole” dla tych, którzy wysiłek podejmą. Powinniśmy być wśród nich.

Polska potrzebuje strategii na całe dziesięciolecie – do 2030 roku. Jej punktem wyjścia jest uznanie trzech kwestii za bezdyskusyjne i priorytetowe, powierzenie ich realizacji w ręce grona fachowców i ekspertów, którzy przygotują  konkrety i wezmą odpowiedzialność za końcowy efekt. Kontrola i osąd społeczny powinny zakończyć proces uwzględniający:

– wieloletnią strategię proeksportową rozumianą jako uprzywilejowanie opłacalnego eksportu, szczególnie wyrobów przemysłowych,

– zwiększenie i premiowanie nakładów na oświatę, naukę, badania i rozwój,

– radykalną przebudowę ustroju państwa wyzwalającą potencjał twórczy obywateli, organizacji społecznych, przywracającą i zwiększającą  kompetencje samorządów terytorialnego i gospodarczego, skutkującą obniżeniem kosztów funkcjonowania państwa.

Wiem, że równie ważne są inne dziedziny życia społecznego, przykładem kultura. Uważam jednak, że walka o przetrwanie stoczona zostanie na trzech wyżej wymienionych polach. Ograniczę się do scharakteryzowania strategii proeksportowej.

Czynnik pracy w strategii proeksportowej

Od kilku lat głoszona jest w Polsce teza, że nasza przewaga konkurencyjna wynikająca z niskich kosztów pracy to przeszłość. Tak jest po części na własne życzenie – za sprawą polityki rządu odrywającej wysokość płacy minimalnej od realiów gospodarczych, premiującej brak aktywności zawodowej. Tak być nie musi. Polityka socjalna rządu nie powinna oznaczać wzrostu kosztów pracy. Rosną one w efekcie wysokiego opodatkowania płac w myśl zasady – im niższa płaca, tym wyższe jej opodatkowanie, sumą podatków bezpośrednich i pośrednich. Ponad 95% pracujących Polaków płaci podatek dochodowy  w pierwszej grupie (opodatkowanie do 17%). Ale dodać należy, że nabywa dobra konsumpcyjne i usługi obłożone 23% VAT-em, często wysoką akcyzą. To powoduje wzrost kosztów robocizny w Polsce.

Strategia proeksportowa nakazuje wprowadzenie kwoty wolnej od opodatkowania równej co najmniej 12-krotności średniej miesięcznej płacy netto. Należy też obniżyć VAT na szereg dóbr konsumpcyjnych pierwszej potrzeby. Stawkę zerową VAT trzeba wprowadzić  w budownictwie mieszkaniowym. Po tych rozwiązaniach okaże się, że realna płaca polskiego pracownika wzrośnie, a jego koszt dla przedsiębiorcy- obniży. Polska firma poprawi swoją konkurencyjność w wymiarze międzynarodowym. Krótko mówiąc system podatkowy dotyczący dochodów z pracy wymaga radykalnej przebudowy, a przyświecać powinna reguła – dochody z pracy i konsumpcję podstawową należy opodatkować nisko. Jednocześnie oszczędności trzeba zwolnić z opodatkowania i premiować wysoką stopą procentową. Zyski i dywidendy inwestowane w działalność gospodarczą powinny być odpisywane od dochodu. Wydatki na konsumpcję luksusową i transfer zysków zagranicę należy opodatkować bardzo wysoko.

Cennym potencjałem, do którego należy się zwrócić są nasi rodacy, którzy wyemigrowali za chlebem. Należy stworzyć system zachęt i zwolnień podatkowych na okres 3-5 lat dla tych, którzy zdecydują się wrócić do Polski i  swoje oszczędności zainwestują w kraju.

Polska wieś – wbrew temu, co uważa wielu polityków – jest przeludniona. Gospodarstw poniżej 10 hektarów jest ponad 900 tysięcy. Są one najczęściej nietowarowe. Potrzebna jest polityka zatrudnienia, która przyciągnie znaczne grono mieszkańców wsi do pracy poza rolnictwem. Dzięki temu szybko wzrośnie wydajność pracy w rolnictwie – co jest bardzo pożądane. Będziemy mieli tańszą żywność, niższe koszty utrzymania robotnika w mieście, wyższą aktywność zawodową całego społeczeństwa, niższe wydatki na świadczenia społeczne.

Należy rozwiązać problem zatrudnienia ponad miliona obcokrajowców nielegalnie pracujących w Polsce. Udawanie, że „nie ma tematu” to chowanie głowy w piasek. Trzeba aktów prawnych, które usankcjonują pobyt i zatrudnienie obcokrajowców a także sprawią, że zaczną oni płacić podatki w Polsce. Niech zaczną widzieć sens w wydawaniu i inwestowaniu tu swoich dochodów. Przykładem Stany Zjednoczone, gdzie osoba inwestująca otrzymuje prawo pobytu, pracy, obowiązek płacenia podatków. Polska musi do czasu aż odzyska niezbędną dynamikę przyrostu demograficznego stać się atrakcyjna dla pracowitych  i wykształconych imigrantów.

Rola NBP w strategii proeksportowe

Szczególna rola przypada sektorowi bankowemu i bankowi centralnemu. NBP dysponuje długą listą narzędzi ekonomicznych i administracyjnych, które mogą wywołać proeksportowe działania po stronie banków, przedsiębiorstw i instytucji finansowych. Ze smutkiem należy stwierdzić, że to właśnie NBP od bez mała 30 lat realizuje politykę antyeksportową. Pomimo wysokiego tempa inflacji w przeszłości i dziś, NBP nie korygował kursu walutowego.

W efekcie rosły koszty produkcji polskich przedsiębiorstw, spadała opłacalność eksportu, pogarszała się konkurencyjność. Tymczasem kurs walutowy preferencyjny dla eksporterów to podstawowe narzędzie, klucz strategii szybkiego rozwoju polskiego przemysłu i całej gospodarki na najbliższe dziesięciolecie.

     NBP nie prowadzi, choć powinien, polityki dyscyplinowania banków komercyjnych, by wymusić dostępny i tani kredyt. Dziś różnica między stopą oprocentowania kredytu a lokaty sięgająca ponad dziesięć procent – to grabież. To dowód pazerności i bezkarności banków. NBP toleruje i akceptuje taką politykę banków. NBP akceptuje też idący w setki miliardów złotych rocznie ogromny transfer zysków i dywidend z Polski. Strategia proeksportowa wymaga napływu kapitału zagranicznego, który jest inwestowany trwale, a zyski  reinwestowane.

Powinien powstać Bank Polskiego Eksportera. Banki zagraniczne w Polsce niechętnie udzielają kredytów inwestycyjnych polskim firmom. Po kryzysie o kredyt w tych bankach będzie jeszcze trudniej. Co gorsza, żądają one wglądu w księgowość, interesują je szczególnie dane wrażliwe polskich przedsiębiorstw.

Polityka rządu w strategii proeksportowej

Przedsiębiorstwa powinny czuć, że dzięki prowadzonej przez państwo polityce cen urzędowych ich koszty produkcji będą konkurencyjne w stosunku do zagranicy. Dzieje się dokładnie odwrotnie, czego najlepszym przykładem jest cena energii elektrycznej wyższa  w Polsce niż w Niemczech.  Ktoś, kto akceptuje taki stan rzeczy powinien być oskarżony o sabotaż. A przecież podobnych przykładów jest więcej, czy to w odniesieniu do paliw czy usług o cenach urzędowych. Dlatego w najbliższych latach, wobec „rozchwiania” rynku rola UOKiK-u oraz ministerstw i urzędów, z Ministerstwem Finansów na czele w kształtowaniu  i kontroli cen będzie kluczowa. Trzeba zrobić wszystko, by szczególnie surowce i półprodukty wytwarzane w Polsce były relatywnie tanie.

Polityka rządu winna z jednej strony skutkować obniżaniem kosztów zewnętrznych (niskie ceny dóbr i usług zależnych od państwa), a z drugiej – zwielokrotnieniem korzyści wynikających ze sprawnej infrastruktury i atrakcyjności dla inwestorów. Program budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego wraz z towarzyszącymi inwestycjami musi zostać odłożony w czasie, a przeznaczone na niego środki należy skierować do przemysłu.

Na czas wychodzenia z kryzysu przygotowana być powinna lista inwestycji sprzyjających eksporterom. Należy poważnie rozważyć wejście z udziałami jako pasywny inwestor przez państwo do polskich firm, by je podtrzymać bądź uratować.

Najwybitniejszy polski minister finansów książę Ksawery Drucki-Lubecki w czasach Królestwa Polskiego uczył, że nasz kraj by istnieć potrzebuje: bogactwa (czyli gospodarki), oświaty, fabryk broni. Po ponad dwustu latach powinniśmy powiedzieć – „święte słowa”. Stąd pytanie, czemu państwo doprowadziło do zapaści przemysł obronny. Mieliśmy osiągnięcia w produkcji samolotów, śmigłowców, broni strzeleckiej i innych, a także zespoły naukowców i wynalazców. Trzeba programu odbudowy polskiego przemysłu obronnego zwłaszcza, że epidemia wymusi wykreślenie z listy zakupów samolotów F-35 i nakaże doinwestowanie rodzimej produkcji zbrojeniowej. To będzie ogromna szansa rozwoju własnej myśli technicznej i zarabiania na dochodowym eksporcie broni.

Elementem strategii proeksportowej jest inwestowanie w przemysły, których skala produkcji koresponduje z rozmiarami rynku wewnętrznego. Chodzi o  regułę – tam gdzie chłonność rynku wewnętrznego ze względu na liczbę i dochody ludności zapewnia opłacalną skalę produkcji oraz powstanie zaplecza naukowo-badawczego należy stworzyć warunki, by taka działalność została podjęta. Przykłady? Polacy importują ponad milion używanych samochodów rocznie. Nowych nabywają ponad 500 tysięcy. Przy takim popycie i dużej już dziś produkcji części zamiennych jest oczywiste, że należy stworzyć polski przemysł motoryzacyjny. Inne przykłady to przemysł: farmaceutyczny, elektromaszynowy, sprzętu medycznego, dóbr konsumpcyjnych jak kosmetyki i inne. Polską racją stanu jest stworzenie na nowo przemysłu związanego z gospodarką morską. Nie możemy dać się odepchnąć od morza. Strategia proeksportowa, handel, transport morski wychodzą temu naprzeciw.

Przedstawione propozycje traktuję jako wstęp do dyskusji o strategii Polski na dziesięciolecie 2020-2030. Jednego jestem pewien. Trzy składowe azymutu, który tu podaję: strategia proeksportowa, inwestowanie w naukę i oświatę, radykalna reforma ustrojowa to warunki konieczne pomyślności Polski na najbliższe pokolenie.

Dr Dariusz Maciej Grabowski

Wypowiedz się