Spuścizna Trumpa: czy udało się zreformować amerykańskie siły zbrojne? [ANALIZA]

Przedstawiona analiza wyraźnie zawyża zdolności militarne USA, choć zauważa ich poprawę za prezydentury Donalda Trumpa. 6- 7 lat  temu jakiemuś ośrodkowi strategicznemu w USA, chyba Rand Corporation, postawiono pytanie: czy USA wygrałaby konfrontacje militarną z Rosją i Chinami na tamten czas i 10 lat później, czyli za 3-4 lata ?
Odpowiedź była następująca: w tamtym czasie nie dawali żadnej pewności, a za 10 lat, czyli w 2023-24 r. , że USA nie ma żadnych szans wygrania. Zdolności militarne USA są mocno przereklamowane propagandowo, o czym świadczy, że nie wygrały, a jedynie zniszczyły małe kraje jak: Irak, Afganistan, Libia, Serbia, Jugosławia.
Ostatnio Chris Miller powołany niedawno przez prezydenta Donalda Trumpa do pełnienia  obowiązków Sekretarza Obrony USA  stwierdził:
“Nie jesteśmy narodem wiecznej wojny — jest to antyteza wszystkiego o co walczyliśmy i o co walczyli nasi przodkowie. Wszystkie wojny muszą się zakończyć.”

Za: https://www.mcclatchydc.com/news/nation-world/national/national-security/article247175994.html#storylink=cpy

Operowanie obecnie  konfrontacjami miedzy krajami są analizami  powierzchniowymi i wręcz archaicznymi. Konfrontacja na głębokich poziomach, jaka się faktycznie rozgrywa w świecie, dotyczy bloków sił w poprzek krajów.
Główną osią konfliktów współczesnego świata, w pewnym uproszczeniu, jest konfrontacja sił globalistyczno – satanistycznych, chcących wprowadzić Nowy Porządek Świata w skali globalnej, czyli GLOBALNY GUŁAG KONCENTRACYJNY, z siłami przeciwnymi temu, obrońcami ludzkości przed depopulacją i/lub zniewoleniem.
Trzonem tej drugiej siły jest tajny sojusz trzech armii: amerykańskiej, rosyjskiej i chińskiej. Obecna konfrontacja w USA w związku ze sfałszowanymi w wielkiej skali wyborami przez Demokratów i Ukryty Rząd ( Deep State), jest bardzo ważnym, jeśli nie kulminacyjnym momentem tej rozgrywki.
Na spotkania wyborcze bardzo intensywnie robione przez Donalda Trumpa przychodziły dziesiątki tysięcy osób. Natomiast na sporadyczne spotkania Joe Bidena przychodziło po kilkanaście osób, zwykle ustawionych. Ponadto dość obiektywnymi wskaźnikami  popularności obu kandydatów, w odróżnieniu od fałszowanych sondaży, są liczby fanów na mediach społecznościowych: na facebooku: Trump – 32 mln, Biden 6,5 mln; na twitterze: Trump – 89 mln, a Biden – 19 mln. A więc wynik wyborczy powinien być 5-krotnie większy na korzyść Trumpa, gdyby nie  ordynarne fałszowanie, zarówno elektroniczne w liczeniu głosów, jak i nadsyłane pocztą głosy, przekraczające w wielu stanach liczbę uprawnionych do głosowania.
Takimi wskaźnikami potwierdzającymi polaryzację za kandydatem globalnych satanistów lub przeciw nim, jest głosowanie na Bidena i Trumpa dwóch znaczących i najlepiej poinformowanych grup społecznych w USA. Na Donalda Trumpa głosowało tylko 30 % żydów w USA, mimo, że bardzo wiele   im zrobił, a zwłaszcza dla Izraela. Natomiast wśród mieszkańców Dystryktu Columbia w Waszyngtonie, dużo lepiej poinformowanych niż żydzi w całości populacji, na Donalda Trumpa głosowało tylko niecałe 6 %, a  na Joe Bidena aż 93 %, spośród blisko 300 tysięcy uprawnionych do głosowania.
Należy tu wyjaśnić ten Dystrykt ma charakter niezależnego od USA miasta państwa, tak jak Londyńskie City jest niezależne od Wielkiej Brytanii, a Watykan od Włoch. Te trzy miasta państwa sprawowały faktyczną władzę w świecie, która obecnie się załamuje.
To że mieszkańcy Dystryktu, gdzie mieszczą się najważniejsze urzędy federalne USA, głosowali w tak przygniatającej proporcji przeciw Trumpowi, dowodzi, że się go bardzo obawiają, ponieważ razem z armią amerykańską i większością Amerykanów  jest przeciw rządom, i to od tysięcy lat, satanistycznych globalistów.   
Redakcja KIP
Spuścizna Trumpa: czy udało się zreformować amerykańskie siły zbrojne? [ANALIZA]
23 listopada 2020, 16:07
1 sily zbrojne usa-01
Rys. Katarzyna Głowacka / Defence24, źródło Heritage Foundation
Maciej Szopa

Konserwatywny amerykański think tank Heritage Foundation opublikował doroczny raport na temat potęgi Stanów Zjednoczonych i zdolności ich zbrojnych do wypełniania globalnych celów Waszyngtonu. Tzw. „2021 Index of U.S. Military Strength” jest tym bardziej ciekawy, że można go porównać z publikacją na rok 2016. Innymi słowy, co udało się zmienić prezydentowi Donaldowi Trumpowi?

Zobacz także
„Wszystkie rekordy pobite”. Amerykanie przetestowali zupełnie nowy myśliwiec [ANALIZA]

Technologie

„Wszystkie rekordy pobite”. Amerykanie przetestowali zupełnie nowy myśliwiec [AN…

Zdaniem Heritage Foundation Trump pozostawia Bidenowi trochę tylko potężniejsze siły zbrojne, niż Obama pozostawił jemu. Jednocześnie świat pełen jest obecnie wyzwań, które nie stanowiły aż takiego zagrożenia w roku 2016.

Autorzy raportu dostrzegają wzmożone finansowanie sił zbrojnych w tym szczodry budżet na 2021 rok uchwalony w kwocie 740,5 mld USD. Fundacja docenia te zabiegi ale wskazuje, że w czasie prezydentury Trumpa i tak istniała „luka” pomiędzy środkami przyznawanymi Pentagonowi a zdefiniowanymi przez nią realnymi potrzebami. W czasach Trumpa wynosiła ona w różnych latach między 30 a 100 mld USD. We wspomnianym 2021 r. jest to niemal 60 mld, ponieważ Heritage Foundation ocenia tutaj potrzeby na około 800 mld. Mimo to trzeba podkreślić, że Trump i tak finansował siły zbrojne w większym stopniu niż jego kontrowersyjny poprzednik, i „luka” np. w przypadku kontynuacji polityki Baraka Obamy byłaby zapewne znacznie większa.

Optymalny potencjał SZ USA fundacja określiła na 50 brygadowych zespołów bojowych, 400 okrętów, 1200 samolotów bojowych w siłach powietrznych (co jest dziwne biorąc pod uwagę, że USAF ma ich znacznie więcej a mimo to ma ocenę „marginalny”) i 30 batalionów w Korpusie Piechoty Morskiej.

Zgodnie z przyjętą wiele lat temu metodologią fundacja oceniała poszczególne rodzaje sił z zbrojnych USA w kategoriach: „bardzo słaby”, „słaby”, „marginalny” (co można tłumaczyć też jako dostateczne), „silny” i „bardzo silny”. Każdy z najważniejszych rodzajów sił zbrojnych (US Army, USAF, US Navy i US Marine Corps) otrzymał ocenę w trzech kategoriach: potencjału, zdolności i gotowości do działania, a następnie wynikającą z nich ocenę ostateczną.

W 2016 roku zdolności wszystkich rodzajów sił zbrojnych oceniono jako „marginalne” (tj dostateczne, z niewielkim marginesem bezpieczeństwa). Wyjątkiem było US Army, która została określona jako „słaba” – w dużej części z uwagi na jej niską gotowość do prowadzenia działań. Po czterech latach Trumpa tam gdzie ocena była najgorsza widać jednak największa poprawę. Ocena ogólna US Army została podniesiona do „marginalna”, a sama ocena gotowości amerykańskich wojsk lądowych została podniesiona do najwyższego poziomu – „bardzo silna”. Wszystko to dzięki prowadzonym w ostatnich latach ćwiczeniach przerzutu i prowadzenia konwencjonalnej symetrycznej wojny, w tym w dużej mierze na terenie Europy Środkowo-wschodniej.

image
Fot. Maciej Szopa/Defence24
image
SB-1 Defiant/Fot. Sgt. Dana Clarke, U.S. Army

Tak optymistycznie nie patrzono jednak na Marynarkę Wojenną, która choć utrzymała ocenę „marginalny” to wskazano, że coraz bardziej zbliża się ona do oceny „słaby”. Formacja ta jest zdaniem fundacji zbyt mała aby wypełniać wszystkie stawiane przed nią zdania, które w obliczu rozwoju floty chińskiej są coraz bardziej złożone. Jednocześnie wskazano, że techniczna przepaść między USA a konkurentami globalnymi zmniejsza się na morzu, a flota szybciej starzeje się niż jest uzupełniana nowymi jednostkami.

Korpus Piechoty Morskiej utrzymał ocenę, ponieważ zmieniono jego zadania. Wyraźne jest powiedziane, że ma walczyć na jednym teatrze, plus wypełniać ograniczone zadania w pomniejszych regionach zapalnych. Z tego powodu liczbę batalionów, które zdaniem Heritage Foundation powinna mieć ta formacja zredukowano z 36 do 30. Mimo to Pentagon chce zredukować liczbę tych batalionów, do… 21, co zdaniem fundacji obniży jej ocenę w przyszłości do „słaby”.

image
Wizja okrętu typu Columbia / Rys. US Navy

Lepiej jest w przypadku amerykańskiego arsenału atomowego, który także podlegał osobnej ocenie. Utrzymano ocenę „marginalny” ale zdaniem Heritage Foundation dąży tu do oceny „silny” co jest efektem prowadzonej modernizacji arsenału. Jednocześnie jednak zaznaczono, że kondycja tego ostatecznego rodzaju broni jest zależna od stabilnego finansowania i jego brak w przyszłości może doprowadzić do problemów.

W 2016 roku całe Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych oceniono jako „starzejące się i ze zmniejszającym się potencjałem”. Obecnie określone zostały jako nieposiadające doświadczenia w przeprowadzaniu dużych operacji, w którym to kierunku dopiero rozpoczęły się odpowiednie ruchy jeśli chodzi o planowanie i szkolenia. Podtrzymano ocenę iż siły zbrojne starzeją się i tracą potencjał „pomimo ograniczonych dostaw nowoczesnego wyposażenia”.

Na ocenę na 2021 rok nie wpływa fakt, że w ciągu czteroletnich rządów Donalda Trumpa prowadzone były liczne programy rozwojowe, szczególnie w US Army, ale także w siłach powietrznych, które jak się okazało mają zaawansowany program samolotu bojowego kolejnej generacji NGAD, czy US Navy, która np. zamówiła właśnie pierwszego boomera typu Columbia.

Zagrożenia

Raport ocenia też zagrożenia dla USA. Każde z nich poddawane jest dwóm kryteriom oceny: zachowania (wrogie, agresywne, testujące USA, asertywne, łagodne) i zdolności (potężne, zbierające siły, posiadające zdolności, aspirujące, marginalne).

Pod uwagę brane są nadal te same siły co pod koniec rządów Obamy: Rosja, Chiny, Korea Północna, Iran oraz „terroryzm” – bliskowschodni i afgańsko-pakistański. Od 2016 roku ocena zdolności rosyjskich i chińskich wzrosła ze „zbierających siły” (gathering) do „potężnych” (formidable). W Rosji powodem tego wzrostu ma być modernizacja sił zbrojnych oraz doświadczenia zbierane przez rosyjskich żołnierzy w konfliktach na świecie. W Chinach – wskazywano przede wszystkim ich zdolności do dokonywania cyberataków i prób dominacji na rynku telekomunikacyjnym (5G).

image
Rys. Katarzyna Głowacka / Defence24, źródło Heritage Foundation
image
Rys. Katarzyna Głowacka / Defence24, źródło Heritage Foundation

Możliwości Iranu także otrzymały wyższą ocenę – z państwa „aspirującego” awansował na „zbierające siły”, a zatem pozycję jaką do niedawna miały Rosja i Chiny (!) po przesunięciu się w górę aż o dwa progi. Państwo to zostało też określone jako agresywne i stanowiące długofalowe zagrożenie dla bezpieczeństwa terytorium USA. Wskazano, że Iran po zerwaniu umów przez Trumpa w 2018 ma obecnie znacznie więcej uranu niż wcześniej.

Swego rodzaju poprawa nastąpiła na kierunku północnokoreańskim. Państwo to wcześniej określane jako „wrogie” teraz jest określane tylko jako testujące USA. Z kolei zdolności terrorystycznych organizacji na Bliskich wschodzie miały wzrosnąć z „aspirujących” do „posiadających zdolności” a w Afganistanie i Pakistanie spaść ze „zbierających siły” do „aspirujących”.

Jak widać zagrożenia światowego porządku, generalnie, rosną, a tzw. Pax Americana eroduje coraz bardziej. Tym samym rosną więc wyzwania przed siłami zbrojnymi USA. Czy efekty prowadzonych właśnie programów zbrojeniowych poprawią obecną sytuację i czy wystarczy na nie finansowania? Trudno powiedzieć. Wiele będzie zależało od polityki nowego prezydenta Joe Bidena oraz tego, czy Stany Zjednoczone otrzymają wystarczające wsparcie ze strony swoich sojuszników.

image
Maciej Szopa
Maciej Szopa
Wybrane komentarze

aspeg wtorek, 24 listopada 2020, 13:39

„doświadczenia zbierane przez rosyjskich żołnierzy w konfliktach na świecie” a gdzie Rosja walczyła na świecie, w przeciwienstwie do „demokratycznej ” ameryki. Tam gdzie „walczyła” Rosja to była reakcja na działania ameryki, są na to dowody, jak Gruzja, ukraina, Syria.

rexio wtorek, 24 listopada 2020, 10:15

Z tą różnicą, że za Obamy trend był w dół, sytuacja armii się pogarszała, a za Trumpa trend jest w górę. Zresztą 4 lata to mało żeby naprawić co Obama zepsuł w 8 lat.

MoD wtorek, 24 listopada 2020, 10:25

Broń hipersoniczna jest też przeceniana, o czym wiedzą wszystkie strony.

Stary Grzyb poniedziałek, 23 listopada 2020, 19:12

Krótko mówiąc, wedle Heritage Foundation, nie tylko Rosja i Chiny, ale także Iran oraz terroryzm afgańsko-pakistański stanowią potęgi większe, niż USA, przy czym Rosja i Chiny mają nad USA przewagę absolutną („potężne” wobec „marginalnych”), zaś Iran i terroryzm afgańsko-pakistański przewagę zdecydowaną („nabierające sił” wobec „marginalnych”). Poza tym, w Fundacji wszystko OK?

Andrettoni poniedziałek, 23 listopada 2020, 18:40

Siły USA są „marginalne”? To jakie są nasze? Amerykanie chyba powinni urealnić swoje tabelki i ich armia powinna być w tej samej tabeli co inne kraje. Nie należy oczekiwać, że sami Amerykanie będą toczyć wojnę z kilkoma krajami, które są zaraz za nimi na liście, natomiast dalej nie ma kraju, który wygrałby samodzielnie wojnę z USA. Należałoby moim zdaniem oddzielić ocenę zdolności defensywnych i agresywnych. Armia USA nie jest jednolita i są to w zasadzie 3 armie. Jedna broni terytorium, druga oceanów i baz, a trzecia oddziałuje poza własnym terytorium. Amerykanie chcą by wszystkie 3 armie były zdolne pokonać każdego agresora same, a to jest po prostu trudne do realizacji. Tylko, że nigdy nie będzie sytuacji, by jedna z tych części walczyła sama. Przykładowo atak lądowy Chin na USA, czy USA na Chiny oznacza najpierw bitwę na oceanie, a dopiero później na lądzie. Przeciwnika nie trzeba pokonać na oceanie – wystarczy go osłabić na tyle by nie zaatakował lądu. Brytyjczycy podchodzili do tego inaczej – to flota miała walczyć, a obrona lądowa była mizerna. Amerykanie inwestują potężne środki w Gwardię Narodową, która przeciwnika nie ma i długo mieć nie będzie. Logiczne byłoby zredukowanie Gwardii Narodowej i powiększenie marynarki, a w „zwykłej” armii lądowej nacisk na siły specjalne i wsparcie lotnictwa. Model bardziej „brytyjski”. Liczebnie na „kontynencie” powinni korzystać z „lokalsów”. W przypadku Polski zamiast wysyłać tu swoje wojska powinni po prostu przezbroić naszą armię na swój koszt oraz wesprzeć ją specjalsami i lotnictwem. Polska nie była by jedynym takim krajem. W wypadku wojny Amerykanie korzystali by po prostu z sił „ANZAC”. Obecna koncepcja jest bardziej na zasadzie „wszystko zrobimy sami”, tylko, że skoro ludność świata to już nie 4 mld, tylko 8, to armia USA powinna być 2 razy większa, a tego po prostu nie da się utrzymać długo. Ludność USA nie rośnie współmiernie do całej populacji, więc zamiast podnosić własne zdolności należy delegować zadania. W zasadzie należało to zrobić 20 lat temu. Dzisiaj mamy kryzys i moim zdaniem przestarzały model militarny.

Clausewitz wtorek, 24 listopada 2020, 13:48

Nasze siły zbrojne mają beton, dialog techniczny i myślenie życzeniowe. Taka nowa TRIADA.

Expert wtorek, 24 listopada 2020, 19:41

A skąd wiesz że w ogóle będzie nam dana nieograniczona czasowo możliwość spokojnego przyklejenia się do UE? Że to już jest koniec historii myśleliśmy gdy wstępowaliśmy do NATO, a się okazało że i tak niewiele w sumie to gwarantuje, że i tak trzeba samemu dbać o swoją obronność. To samo z UE. Wspólnota ma obecnie wielkie kłopoty, nie wiadomo w ogóle czy przetrwa. To naprawdę nie jest nic strasznego myśleć o własnym interesie, nawet będąc w ramach UE.

Opublikowano za: https://www.defence24.pl/dziedzictwo-trumpa-czy-udalo-sie-zreformowac-amerykanskie-sily-zbrojne-analiza

Wypowiedz się