Ważne! Rozkład i degradacja „elity światowej”

Czarna dziura

Rzadko świat ma prawdziwy wgląd we wnętrze zepsutego świata zachodnich oligarchów i bezczelnych manipulacji stosowanych w celu zwiększenia ich majątku kosztem dobra publicznego. (Paul Ron)

W Polsce prawie nikt nie chce zrozumieć, że nadchodzi burza. Oficjalne analizy sytuacji społeczno-gospodarczej Polski są pozbawione realizmu i biją w oczy optymizmem. Ich autorzy nie uwzględniają dwóch fundamentalnych czynników.

Pierwszym z nich jest globalny kryzys systemowy, który obecnie najsilniej wpływa na międzynarodowe stosunki ekonomiczne i polityczne, czego nie trzeba szerzej tłumaczyć. Stało się jasne, że globalnego kryzysu nie „można ominąć”. Jednak wieloletnie ignorowanie tego kryzysu przez władze polityczne, media oraz ośrodki akademickie w Polsce przyniosło niepowetowane szkody. Nie tylko szkody materialne, szczególnie te związane z przerzucaniem na Polskę kosztów kryzysu przez inne kraje i organizacje międzynarodowe. Ważniejsze wydają się szkody w świadomości społecznej, zwłaszcza utrata kontaktu z rzeczywistością.

Drugim czynnikiem jest wysoki stopień uzależnienia ekonomicznego, prawnego i politycznego Polski od globalnych sieci finansowych i ideologicznych, zaś bezpośrednio – od Stanów Zjednoczonych i organizacji międzynarodowych. Drugi czynnik ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony, znacznie ogranicza „pole manewru” polityki ekonomicznej i wywołuje szereg niekorzystnych tendencji. Z drugiej strony, skłania do uwzględnienia w analizach sytuacji społeczno-gospodarczej Polski możliwości i warunków zniesienia lub neutralizacji uzależnienia Polski. Uzależnienie ekonomiczne silnie deformuje mechanizm władzy. Podlega ona wtedy dwóm destrukcyjnym czynnikom: szantażowi i korupcji. Bez uwzględnienia tych czynników (i kilku innych) rozważania dotyczące sytuacji w Polsce są praktycznie bezwartościowe.

Inaczej sprawy wyglądają w innych krajach. W ostatnich pięciu latach w większości krajów dokonał się znaczny postęp nie tylko w zakresie rozpoznania mechanizmów globalnego kryzysu systemowego oraz jego wpływu na gospodarkę i społeczeństwo, lecz także w zakresie analizy „elity światowej” i mechanizmu jej działania poprzez globalne sieci finansowe. Także tutaj można powtórzyć, że analizy te znalazły się poza zasięgiem zainteresowania władz politycznych i instytucji państwowych w Polsce, a często były nie tylko ignorowane, lecz nawet zwalczane. Powstała wskutek tego bariera poznawcza jest trudna do pokonania, ponieważ nie chodzi tylko o różnice poglądów, lecz o różnice poziomu intelektualnego.

Pojęcie „elity światowej” znajduje się w obiegu publicznym od wielu lat. Wcześniejsze kontrowersje związane z tym pojęciem ustąpiły miejsca powszechnej akceptacji istnienia „elity światowej” jako istotnego czynnika zachodzących w przestrzeni globalnej zmian politycznych, ekonomicznych i militarnych. Brało się to z kilku powodów. Po pierwsze, wskutek globalnego kryzysu bardzo wzrosła aktywność „elit światowych” jako promotora „nowego porządku światowego”. Po drugie, na drugim biegunie wzmogła się krytyka tychże „elit”, uznawanych często za główny czynnik sprawczy globalnego kryzysu albo szerzej – deformacji społecznych, politycznych i ekonomicznych w większości krajów europejskich czy w Ameryce Łacińskiej. Po trzecie, dzięki wielu badaniom rozpoznany został proces kształtowania się „elity światowej”, jej mechanizmy funkcjonowania, podległe jej sieci i instytucje o zasięgu globalnym.

Tutaj będziemy mówić o rozpadzie „elit globalnych”. Proces rozpadu „elit światowych” z pewnością nie jest zjawiskiem drugorzędnym i pozbawionym wielu ważnych konsekwencji, nie tylko geopolitycznych, lecz także krajowych . Proces ten był już dostrzegalny w 2011 roku, lecz nie przywiązywano do niego należytej uwagi.

Według naszego rozeznania proces rozpadu „elit światowych” jest zjawiskiem „wielowymiarowym”, tak więc jego omówienie wymaga wskazania przynajmniej na najważniejsze aspekty dokonującego się rozpadu. Oto one:

Pierwszy aspekt ma charakter sprzeczności wewnętrznej. Jak dobrze wiemy, głównym czynnikiem wzrostu znaczenia współczesnej „elity światowej” był proces ekspansji pieniężno-kredytowej, ściśle powiązany z demontażem krajowych systemów emisji pieniądza i kontroli finansowej. Ważnym czynnikiem tej ekspansji było zbudowanie systemu ideologicznej presji (tj. doktryny neoliberalizmu), wprowadzenie nowych regulacji prawnych w obszarze stosunków międzynarodowych („prawa międzynarodowego”) oraz wykorzystanie hegemonistycznej pozycji Stanów Zjednoczonych. Proces ten stopniowo doprowadził wiele krajów do nadmiernego zadłużenia zagranicznego (w tym Polskę), wyznaczając „elicie światowej” rolę globalnego wierzyciela. Ten wieloletni, złożony proces był silnie wspierany przez wpływowe amerykańskie i brytyjskie kręgi akademickie, które zdołały opracować i przeforsować doktrynę neoliberalizmu (narzucającą poszczególnym krajom warunki korzystne dla wspomnianej ekspansji pieniężno-kredytowej). W realizację tego procesu instrumentalnie został włączony rząd Stanów Zjednoczonych i międzynarodowe organizacje finansowe.

Proces ekspansji pieniężno-kredytowej umożliwił zainicjowanie praktyki przejęć kapitałowych na skalę globalną, w tym przejęć wrogich, tj. zorganizowanych przez wierzycieli w celu taniego przejęcia aktywów majątkowych dłużników. Praktyka ta została wsparta pseudo-ekonomiczną ideą prywatyzacji . Przejęcia kapitałowe zdefiniowane zostały jako „prywatyzacja”, zaś „prywatyzacja” zyskała rangę strategii gospodarczej uzasadnianej, rzekomo bezwarunkową, wyższością własności prywatnej nad własnością publiczną. W ten sposób obok procesu ekspansji kredytowej rozwijał się szybki proces gromadzenia kapitału z tytułu wywłaszczania jego dotychczasowych właścicieli.

Wspomniana sprzeczność wewnętrzna polega na tym, że silna ekspansja pieniężno-kredytowa oraz przejęcia kapitałowe z natury rzeczy destabilizują gospodarki zadłużonych i „prywatyzowanych” krajów, zaś utrzymanie i powiększanie kapitału wymaga stabilnych warunków ekonomicznych. Zewnętrznym wyrazem tej destabilizacji, który lepiej ukazuje omawianą sprzeczność, jest pogarszanie koniunktury ekonomicznej wskutek nadmiernego zadłużenia krajów podporządkowanych ekspansji pieniężno-kredytowej „elity światowej” z jednej strony, i dążenia do poprawy efektywności wykorzystania kapitału z drugiej strony. Wiadomo, że w warunkach pogarszającej się koniunktury w skali makroekonomicznej możliwości osiągnięcia pożądanej efektywności inwestycji kapitałowych ulegają zmniejszeniu. Związek tej sprzeczności z globalnym kryzysem systemowym jest oczywisty.

Istnienie wspomnianej sprzeczności jest obecnie silnie odczuwalne. Należy dodać, że odnosi się ona do ukształtowanego historycznie podziału pracy w łonie „elity światowej”.

Drugi aspekt ujawniający sprzeczności w łonie „elity światowej” dotyczy schizofrenicznego stosunku do państw narodowych. Ponieważ dominuje agresywne nastawienie „elity światowej” do państw narodowych, wspierane przez rozbudowaną i szeroko spopularyzowaną ideologię „zmierzchu państw narodowych”, sprzeczność ta jest trudniejsza do uchwycenia. Jednak należy zauważyć, że państwa narodowe są nie tylko obiektem agresji, lecz także są niezbędnym warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa własności. Właściciele kapitału potrzebują bezpieczeństwa, które może im zaoferować jedynie państwo narodowe, zwłaszcza odpowiednio kontrolowane. Chodzi tutaj głównie o bezpieczeństwo wynikające z ryzyka destabilizacji politycznej; na przykład z ryzyka wskutek narastania niezadowolenia społecznego i przewrotów politycznych.

Trudno nie zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z bardzo ostrą sprzecznością. Z jednej bowiem strony od 2001 roku z inspiracji „elity światowej” nagminnie są organizowane przewroty polityczne w wielu krajach (Europy, Ameryki Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie według technologii „kolorowych rewolucji”, a z drugiej strony wzrasta ryzyko buntów oddolnych, stanowiących wyraz buntu wobec „elity światowej”.

Przewroty polityczne w formie „kolorowych rewolucji” stały się głównym czynnikiem podważającym stabilność państw narodowych i dekompozycji układów regionalnych. Odzwierciedlają one szczególny sposób myślenia: destrukcja państw narodowych jest celem samym w sobie, chociaż nie wyklucza doraźnych korzyści politycznych i ekonomicznych. Znalazło to wyraz w popularnej w geopolityce teorii „kontrolowanego chaosu”.

Neutralizowanie oddolnych buntów wymaga dostatecznie silnego i sprawnego państwa. Problem ten najlepiej widać na przykładzie współczesnej Rosji, której obecny system władzy ma charakter oligarchiczny (czyli m.in. służy zapewnieniu bezpieczeństwa oligarchii rosyjskiej). Zagadnienie jest szczególnie trudne, a być może niemożliwe do rozwiązania, gdyż pełna legalizacja majątku oligarchów przejętego wskutek „prywatyzacji” jest faktycznie niemożliwa (problem ten dotyczy nie tylko krajów postkomunistycznych). Udowodnienie legalności źródeł pochodzenia tego majątku jest niemożliwe. O czym wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą.

Uwzględniając historię powstania oligarchii rosyjskiej za rządów Borysa Jelcyna oraz jej mocne powiązania finansowe i etniczne z „elitą światową”, z dużym stopniem pewności można uznać, że jest ona częścią globalnych sieci finansowych znajdujących się pod kontrolą „elity światowej”. Z tego punktu widzenia agresja „elity światowej” wobec Rosji staje się niezrozumiała, jeśli nie uwzględnimy schizofrenicznego charakteru tej elity. Ostrość konfliktu międzynarodowego wobec Rosji dzieli światową oligarchię na dwie strony konfliktu.

Nie ulega wątpliwości, że u źródeł konfliktu „elity światowej” z Rosją leżą wzmagające się dążenia Rosji do wydostania się spod jej kurateli, zaś w przypadku dalszych niepowodzeń „elity” w dążeniu do hegemonii światowej jej „rosyjski” odłam chętnie zwiększy już podejmowane starania, aby Rosja stała się dla tego odłamu cichą przystanią. Od pewnego czasu pojawiają się sygnały, że lokowanie kapitału przez rosyjskich oligarchów za granicą jest wysoce ryzykowne (doświadczenie Cypru, kwestionowanie legalności źródeł kapitału w Wielkiej Brytanii itp.).

Trzeci aspekt dotyczy sprzeczności wywołującej pęknięcie „elity światowej” w samych Stanach Zjednoczonych. Obecnie rozwijająca się kampania,. dotycząca wyborów prezydenckich, nie ułatwia odkrycia tej sprzeczności. Obydwie wiodące partie polityczne demonstrują zarówno przyjazny stosunek do amerykańskiego społeczeństwa, jak też pełną lojalność wobec „elity światowej”. W praktyce jednak nastawienie wpływowych polityków do społeczeństwa w Stanach Zjednoczonych jest wysoce dwuznaczne. Za kulisami wyborów prezydenckich walczą bowiem ze sobą dwie koncepcje hegemonii globalnej.

Pierwszą z nich możemy w przybliżeniu określić jako tradycyjną koncepcję „hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych”, w której (jak do niedawna) potęga Stanów Zjednoczonych (polityczna, technologiczna, ekonomiczna i militarna) była trwałym fundamentem tej hegemonii. Zaś w przypadku niesprzyjającego hegemonii obrotu spraw światowych chodziłoby o zapewnienie sobie istotnego udziału w nowym ładzie światowym. Jest to koncepcja odznaczająca się ostrożnością, a także dużą dozą realizmu. Wymaga jednak odbudowy autorytetu i pozycji USA w świecie, co jest w obecnych warunkach niezwykle trudne. Znajduje wyraz w wypowiedziach niektórych kandydatów republikańskich na prezydenta USA, a także wyraża się w cichym poparciu ze strony specjalistów od zagadnień wojskowych i wywiadowczych.

Łączy się ona z powrotem do polityki wyrażającej prymat interesów wewnętrznych Stanów Zjednoczonych, mającej bogate tradycje w amerykańskiej myśli politycznej. Jakkolwiek powrót do takiej polityki oznacza zwrot ku izolacjonizmowi (a nie tylko sposób wzmocnienia słabnącej hegemonii globalnej) , jest on znacznie bliższy koncepcji „hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych”, aniżeli rywalizującej z nią koncepcji „rządu światowego”. Nurt ten coraz częściej wyraża powrót do izolacjonizmu.

Druga ze wspomnianych koncepcji globalistycznej jest ukierunkowana na stworzenie rządu światowego. Rola przywódcza „elity światowej” jest w tym wariancie bliska władzy absolutnej. Nie jest to jednak nurt jednolity, przynajmniej w niektórych kwestach politycznych, co znacznie utrudnia identyfikację. W jego ramach dostrzegamy dwa kierunki o charakterze strategicznym. Pierwszy tworzą tzw. neokonserwatyści stanowiący szczególny odłam ekspansywnego liberalizmu, posługującego się patriotyczną i proamerykańską retoryką. Drugi kierunek określamy mianem „internacjonalistycznego liberalizmu”. W ramach tego kierunku rola Stanów Zjednoczonych jest „wyczerpana” jako przejściowy instrument dążeń hegemonistycznych. Zwolennicy tej koncepcji (Stiglitz, Soros, Gates i inni) destrukcję państw narodowych stawiają na pierwszym miejscu, zaś powstający dzięki temu chaos traktują raczej jako czynnik wzmagający pragnienie porządku światowego. Nie można zapominać, że takie „wyzwolone” przez chaos pragnienie stanowi milczącą zgodę na odrzucenie iluzji wolnego rynku i demokracji . Niektórzy komentatorzy dopatrują się w tym kierunku znamion lewicowości, chociaż z pewnością ich koło ratunkowe dla ludzkości, zwłaszcza dla ludzi ubogich, nie utrzyma się na wodzie.

W łagodnej (lub naiwnej) wersji było ono promowane przez papieży Benedykta XVI i szczególnie przez Franciszka.

Doktryną wspierającą drugi kierunek koncepcji globalistycznej, nie zorientowanej na Stany Zjednoczone, lecz raczej na ONZ, jest neomaltuzjanizm skompilowany z poglądów Malthusa, Darwina, Marksa i Schumpetera. Jest to najbardziej zbrodnicza doktryna ludobójstwa, która dość słabo jest kamuflowana „ograniczeniami wzrostu” oraz fałszywą troską o środowisko naturalne. Jest to doktryna dająca zielone światło dla wszelkich, nawet skrajnie zbrodniczych, metod ograniczenia populacji światowej.

Jak wspomnieliśmy, obydwie koncepcje cechuje pełny lojalizm wobec „elit światowych” . Najlepiej wyraża się on w opiniach polityków obydwu partii amerykańskich. Nawet zwolennicy odzyskania hegemonistycznej pozycji Stanów Zjednoczonych składają deklaracje, że są przeciwnikami wprowadzenia politycznej kontroli nad działalnością FED.

Czwarty aspekt odnosi się do sprzeczności między dwiema głównymi technikami spekulacji finansowej. Nie będziemy tutaj szerzej omawiać znaczenia spekulacji finansowej w rozwoju „elity światowej”, ani też wyolbrzymiać tej sprzeczności. Wystarczy podkreślić, że spekulacja finansowa jest współcześnie głównym źródłem gromadzenia kapitału finansowego. Mamy tu na myśli dwie techniki. Pierwsza dotyczy spekulacji opartej na kontroli emisji pieniądza i wykorzystania zmienności stopy procentowej (dzisiaj wzmocnionej „ukrytą” kontrolą ryzyka stopy procentowej). Druga dotyczy spekulacji opartej na wahaniach kursów walut, które także podlegają podobnej kontroli. Z teoretycznego punktu widzenia obydwie techniki mogą być zharmonizowane i stosowane łącznie. Jednak praktyka dowodzi, iż w ramach globalnych sieci finansowych ukształtował się specyficzny podział pracy, zakładający odmienne kompetencje zawodowe.

Sprzeczność tę szerzej omawia rosyjski ekonomista Michaił Hazin. Wyodrębnia on w łonie światowej oligarchii finansowej dwie najbardziej wpływowe grupy. Jednej z nich nadaje kodową nazwę „alchemików”(tworzących jednostki pieniężne „in vitro” przy pomocy prasy drukarskiej).Hazin wskazuje, że jest to grupa najbardziej zainteresowana utrzymaniem globalnego systemu finansowego opartego na dolarze. Kontrolując emisję dolara i szereg wpływowych międzynarodowych instytucji finansowych może ona rościć sobie prawa do hegemonii globalnej. Drugą grupę Hazin określa mianem „kantorów”, ze względu na jej roszczenia do kontroli rozliczeń międzywalutowych. Grupa ta jest żywotnie zainteresowana istnieniem przynajmniej kilku obszarów walutowych, gdyż zintegrowanie tych obszarów pozbawia ją jakiegokolwiek znaczenia i olbrzymich korzyści.

Piąty aspekt sprzeczności związany jest z wyodrębnieniem się dwóch głównych węzłów z globalnej sieci finansowej, które zgodnie z popularnymi poglądami na temat oligarchii finansowej są umownie określane jako „Wall Street” oraz „London City”. Wielu publicystów woli jednak personifikować owe węzły sieci, nadając im określenia od nazwisk liderów dwóch największych klanów: Rockefellera i Rothschilda. Tego rodzaju personalizacja wprowadza kilka nowych wątków, przede wszystkim wątek dotyczący różnic historycznych między wspomnianymi klanami. To przede wszystkim działająca na korzyść klanu Rothschildów różnica czasu i doświadczenia, ale także rozległości wpływów na świecie. Różnice są istotne, gdyż prowadzą do zgoła sprzecznych koncepcji geopolitycznych. Z dużym uproszczeniem różnica między obydwoma klanami daje się ująć jako podział na „parweniuszy” i „arystokrację”.

Rozkład interesów nie jest zero-jedynkowy. Obydwa wspomniane klany uczestniczą we wszystkich procesach zachodzących w globalnej sieci finansowej i aktywnie działają w tych samych instytucjach międzynarodowych. Mają także ścisłe powiązania personalne, etniczne, a nawet rodzinne. Jednak po stronie „Rockefellerów” dominuje zainteresowanie kapitałem pieniężnym, zaś po stronie „Rothschildów” znacznie bardziej rozbudowana jest własność o charakterze materialnym (klub Isles), a także większe zainteresowanie złotem i operacjami walutowymi. Z pewnością klan Rothschildów jest bardziej zachowawczy.

Ewolucja globalnej sieci finansowej
Współcześnie „elita światowa” funkcjonuje w strukturze, która nie przypomina tradycyjnych struktur organizacyjnych. Jest to struktura sieciowa, obejmująca różne, często nawet przeciwstawne elementy. Mówiąc o „elicie światowej” mamy na myśli główne węzły globalnej sieci finansowej, które kontrolują całą strukturę sieciową. Osoby nie przywiązujące żadnej wagi do tego stosunkowo nowego rozwiązania organizacyjnego nie mają szansy zrozumienia charakteru „elity światowej”. Najczęściej przyjmują, że tkwi ona w mniej lub bardziej niesformalizowanej, tradycyjnej strukturze o charakterze hierarchicznym. Tymczasem w strukturze sieciowej z reguły występują dwa lub trzy główne węzły, które pozostają ze sobą w specyficznych powiązaniach. Nie są to zwykłe powiązania kooperacyjne, ale też nie są to zwykle powiązania konkurencyjne. W szerokim zakresie są wobec siebie neutralne, co umożliwia zachowanie znacznej autonomii, w innym zakresie ściśle kooperują ze sobą, zaś w jeszcze innym ostro konkurują. Taka sytuacja istotnie u wielu analityków sytuacji światowej może wywołać ból głowy. W tej szczególnej sytuacji jednoznaczne określenie, czy „elita światowa” jest spójna i zwarta, czy rozdarta konfliktami musi być trudne do określenia. Jeśli dodamy, iż większość tych powiązań ma niejawny charakter, trudno się dziwić, że przeważają domysły i podejrzenia.

Z tego punktu widzenia sygnalizowane wcześniej sprzeczności wcale nie muszą oznaczać rozłamu w „elicie światowej”, skoro mogą być one naturalnym przejawem tylko jednego wymiaru wzajemnych stosunków między głównymi węzłami globalnej sieci finansowej, a mianowicie konkurencji. Warto to podkreślić, gdyż w wielu publikacjach niektóre z tych sprzeczności uznaje się ad hoc za wyraz ukrytego antagonizmu między głównymi odłamami elity światowej. Zarzut wobec tych publikacji jest łatwy do sformułowania; pomija się bowiem drugi wymiar stosunków między tymi węzłami, czyli kooperację.

Dla ilustracji warto przypomnieć specyficzny i powodujący liczne nieporozumienia charakter konfliktów pomiędzy Rosją i Ukrainą. Obydwie strony konfliktu są zaangażowane militarnie i politycznie w obecnie toczącą się wojnę. Jednocześnie prowadziły one intensywną wymianę handlową, normalne stosunku finansowe oraz współpracowały w zakresie obsługi energetycznych i gazowych linii przesyłowych.

Pozornie związek tego konfliktu z analizą „elity światowej” jest bardzo luźny. Jeśli jednak funkcjonowanie owej „elity” rozpatrujemy przez pryzmat funkcjonowania globalnej sieci finansowej, problem znacznie zyskuje na wyrazistości. Zarówno w Rosji, jak też na Ukrainie najważniejszymi ośrodkami władzy ekonomicznej i politycznej są krajowe grupy oligarchów, które stanowią właśnie elementy tej sieci. Nie są do jednak główne węzły sieci globalnej, lecz raczej ich kreacje. Analizując konflikt między Rosją i Ukrainą można zauważyć, że w pierwszych latach tego konfliktu stosunki gospodarcze (odzwierciedlające interesy obydwu współpracujących ze sobą grup oligarchów, ukształtowanych po rozpadzie Związku Sowieckiego) podlegały słabym zakłóceniom, zaś spory polityczne często miały wręcz teatralny charakter. Istotne zmiany zaszły dopiero w 2016 roku, kiedy rząd moskiewski od 1 stycznia 2016 roku wprowadził embargo na produkty ukraińskie (mięso, ryby, nabiał i warzywa). Jak wiadomo, wcześniejsze embargo na te produkty z krajów UE (stanowiące reakcję na sankcje wobec Rosji) Ukrainy nie obejmowały. W ślad za tym nastąpiła także blokada przywozu rosyjskich towarów do Ukrainy. W następnym miesiącu rząd w Kijowie zablokował powrót ok. 500 rosyjskich ciężarówek, na co rząd moskiewski zareagował również ostro.

Do 2015 roku Rosja była najważniejszym i najbardziej spolegliwym kredytodawcą Ukrainy, co doprowadziło do powstania wobec Rosji ponad 3 mld długu, stawiającego Ukrainę w sytuacji finansowego bankructwa. W październiku 2014 roku Rosja oferowała Ukrainie elastyczny program spłaty 3,1 mld dolarów zadłużenia i dalej podtrzymywała preferencyjne ceny gazu. To się jednak zmieniło.

Może się wydawać, że te fragmentaryczne przejawy narastania konfliktu Rosja-Ukraina nie dotyczą oligarchii obydwu krajów. Wszak mają oni ważniejsze interesy niż budki z warzywami. Jednak warto zauważyć, że stopniowo wzajemne restrykcje dotykają obydwu grup oligarchii, wyrosłych z byłego Związku Sowieckiego. Do 2015 roku w Rosji dobrze prosperowały zakłady przemysłowe należące do oligarchów ukraińskich. Spore wrażenie sprawiło zamknięcie przez Rosjan w marcu 2014 roku zakładów cukierniczych „Roshen” Petro Poroszenki, lecz nie na długo („Roshen” jakoby przeszedł pod kontrolę korporacji Prime Assets Capital). Wtedy na Ukrainie rozległy się głosy: dlaczego prezydent Poroszenko „płaci podatki krajowi-agresorowi”? Zaś w Rosji pojawiły się podobne zastrzeżenia: dlaczego zwalczający Rosję oligarchowie ukraińscy mogą w tym kraju swobodnie prowadzić interesy? Jednak w połowie 2015 roku rozpoczęła się akcja konfiskaty mienia rosyjskich oligarchów, jakoby w odwecie za szkody wyrządzone przez Rosjan za nacjonalizację przedsiębiorstw na Krymie. Chociaż projekt ustawy z kwietnia 2015 roku o „O nacjonalizacji majątku państwa agresora i jego rezydentów” przez Radę Najwyższą Ukrainy nie został przyjęty, roszczenia majątkowe wobec Rosji nabrały ostrości (przed głosowaniem Rosja uprzedziła Kijów o zamrożeniu aktywów ukraińskich na swym terytorium).

W tym fragmencie naszej analizy interesuje nas przykład narastania sprzeczności wewnątrz globalnej sieci finansowej, a ściślej biorąc – pojawienie się przewagi konkurencji nad kooperacją. Takich przykładów jest więcej. Sytuacja wymaga wnikliwego rozpatrzenia.

Państwo narodowe pozostaje prawdziwym fundamentem szczęścia i harmonii.         Donald Trump

Dopiero analiza ewolucji wzajemnych stosunków między głównymi figurami „elity światowej” może rzucić światło na to, co się dzieje wewnątrz tej elity (zwłaszcza pod wpływem głębokiego kryzysu globalnego).

Jedną z okazji do rozpoznania zmian w relacjach między tymi figurami jest kampania poprzedzająca wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, która się właśnie toczy. Ujawnia ona zarówno obowiązujące główne partie polityczne „niepodważalne zasady”, jak też – co jest jeszcze ważniejsze – łamanie owych „niepodważalnych zasad”. Nie chodzi jednak tylko o zasady konstytucyjne, lecz również o zasady niepisane. Obydwie partie – demokratyczna i republikańska – promują interesy wielkich korporacji, co stanowi elementarny warunek sukcesu wyborczego. Dlatego aktywiści tych partii jednym tchem zastrzegają, że nie myślą o poddaniu Funduszu Rezerwy Federalnej państwowej kontroli, a tym bardziej o nacjonalizacji banku centralnego.

Z uderzających podobieństw polityki George’a Busha i polityki Baraka Obamy na szczególną uwagę zasługuje „wojna z terrorem”, stanowiąca ideologiczne uzasadnienie dla interwencji międzynarodowych. Ten aspekt „niepodważalnych zasad” wyraża inercyjne dążenie do hegemonii globalnej w jego najbardziej agresywnej wersji. Jednocześnie jednak w ramach amerykańskiej elity światowej podejmowane są próby przewartościowania tych dążeń.

W poprzedniej części naszej analizy sygnalizowaliśmy pękniecie „elity światowej” w Stanach Zjednoczonych, rzucając światło na sprzeczności występujące między jej dwoma odłamami: entuzjastami hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych oraz entuzjastami rządu światowego. Długotrwały kryzys globalny sprawił, że entuzjazm zdecydowanie opadł. Miejsce dążenia do hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych stopniowo wypełnia tradycyjny izolacjonizm, którego najbardziej wyrazistym zwolennikiem, lecz nie jedynym, jest Donald Trump. Już nie chodzi o amerykańską politykę opartą na przekonaniu o potędze, lecz o politykę odzyskania przez USA siły słabnącej pod ciężarem kryzysu globalnego.

Również dają się dostrzec zmiany na drugim biegunie politycznym, w którym ambicje były znacznie większe: panowania na światem. Do niedawna biegun ten tworzyły dwa konkurujące ze sobą nurty: neokonserwatywny oraz liberalno-internacjonalistyczny.

Od wydarzeń 9/11 neokonserwatyzm był najbardziej kontrowersyjnym i najbardziej wpływowym nurtem w polityce amerykańskiej. Neoliberałowie krążą między republikanami i demokratami, więc ich linia polityczna nie jest jasna. Z nurtem liberalno-internacjonalistycznym łączy go wspólna podstawa: internacjonalizm. Ale sztandarowe cechy internacjonalizmu w nurcie neokonserwatywnym – krzewienie demokracji i wolności w świecie – w obliczu kryzysu globalnego również straciły na znaczeniu, zaś agresywne działania na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie obnażyły czysto instrumentalne traktowanie tych wartości.

Pierwotnie zasadnicza różnica między nurtem neokonserwatywnym i internacjonalistycznymi liberałami sprowadzała się do dwóch zagadnień. Pierwszym była bezprzykładna agresywność nurtu neokonserwatywnego, przeciwstawna „pokojowemu” nastawieniu (w terminach walki o pokój światowy) internacjonalistycznych liberałów. John Ehreman traktuje tę agresywność jako poważną ułomność psychiczną, pisząc: „Jeśli neokonserwatystom można zarzucić jakieś wady, to jedną z nich byłaby nadmierna zapalczywość. Swych wrogów nierzadko postrzegali oni jako wcielenie zła, które trzeba zniszczyć, nie zaś jako przeciwników, z którymi należy dyskutować lub przekonać ich do swego punktu widzenia”. W istocie rzeczy ich konserwatyzm sprowadzał się do powierzchownego popierania tradycji , z silnym eksponowaniem liberalizmu ekonomicznego, skrajnie zaangażowanej postawy proizraelskiej i wspierania „jastrzębi”. Do tego doszły inklinacje sekciarskie.

Są to te same charakterystyki, które w Polsce znalazły uznanie w Prawie i Sprawiedliwości.

To właśnie te cechy nadały polityce i dyplomacji Stanów Zjednoczonych znamiona dyktatu, które są odczuwalne do dnia dzisiejszego i stanowią jeden z głównych czynników rosnącej niechęci wobec USA. Dyktatowi towarzyszyło fanatyczne zamiłowanie do gier wojennych, co spotykało się z krytyką ze strony drugiego nurtu hegemonii światowej, który forsował pokojowe środki ekspansji globalnej.

Obydwa nurty okazały się mało skuteczne. Po spektakularnych sukcesach militarnych Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie szybko rozwiały się neokonserwatywne iluzje o wprowadzeniu w świecie demokracji i wolności. Bardziej efektywny okazał się projekt pokojowy internacjonalistycznych liberałów, z dużym rozmachem wprowadzających w życie koncepcję „kolorowych rewolucji”. Jednak również w tym przypadku pojawiły się trudności. Coraz częściej bowiem „kolorowe rewolucje” nie przynosiły oczekiwanych zmian politycznych lub przeradzały się w zbrodnie wojenne. Toteż zdeterminowani w duchu permanentnej rewolucji Trockiego liberalni internacjonaliści nie mogli dalej odżegnywać się od korzystania ze środków agresji militarnej. Sytuacja między obydwoma nurtami została w naturalny sposób uporządkowana: najpierw należy sięgać po środki pokojowe, zaś w drugiej kolejności – po środki militarne. Było to cofnięcie zegara historii do 1999 roku; do czasu agresji na Serbię.

Rozważania te mogą wydawać się niepotrzebne. Należy więc przypomnieć, że podział między dwoma koncepcjami internacjonalistycznej hegemonii globalnej ma szerokie reperkusje. W wielu krajach europejskich proamerykańscy politycy organizowali powielające amerykański układ polityczny ugrupowania partyjne, licząc na protekcję i wsparcie Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony organizowały się partie i koalicje polityczne naśladujące nurt neokonserwatywny, z drugiej – nurt „internacjonalistycznego liberalizmu”. Oznaczało to zubożenie rodzimej myśli politycznej.

W Polsce mamy do czynienia z kopią nurtu neokonserwatywnego w postaci „Prawa i Sprawiedliwości”. Mamy także duplikat „internacjonalistycznego liberalizmu” w postaci środowiska Gazety Wyborczej i Platformy Obywatelskiej. Przywiązanie obydwu nurtów do układu politycznego w Stanach Zjednoczonych jest mocne nie tylko pod względem ideowym, formacyjnym i personalnym, lecz także pod kątem gwarancji interesów finansowych i gospodarczych „elity światowej”. Brak suwerenności politycznej przekłada się bowiem na brak suwerenności partii politycznych.

Zatrzymajmy się na chwilę nad tym problemem. Nurt neokonserwatywny w Stanach Zjednoczonych stracił na znaczeniu. W znacznej części został wchłonięty przez nurt internacjonalistycznego liberalizmu, który reprezentuje w toczącej się kampanii wyborczej Hillary Clinton. To sprawa poważna, gdyż oznacza dla Prawa i Sprawiedliwości utratę gruntu pod nogami. Amerykańscy izolacjoniści spod znaku Trumpa takiego spadku po neokonserwatystach zapewne nie zechcą przyjąć. Z drugiej strony, skompromitowane środowisko Gazety Wyborczej i Platformy Obywatelskiej nie stanowi dostatecznie silnego zaplecza dla prącego do ustanowienia rządu światowego odłamu „elity światowej” . Ów „polski dylemat” wskazuje, jak bardzo chwiejna jest sytuacja polityczna w Polsce. Toteż trudno zakładać, że w najbliższym czasie będzie ona stabilna. Wskazuje też, jak trudno będzie „elicie światowej” unormować sytuację w Polsce. To już jest widoczne i skłania „elity” do bardzo radykalnych posunięć wobec Polski w celu utrzymania dotychczasowych wpływów politycznych i ekonomicznych. Nie wiemy, co z tego wyniknie.

Degradacja i konsekwencje
Od 2012 roku zmiany zachodzące w amerykańskim odłamie „elity światowej” cechuje rozłam, który coraz ostrzej dzieli amerykańską scenę polityczną na zwolenników izolacjonizmu i zwolenników rządu światowego. W drugiej dekadzie obecnego wieku globalny kryzys ekonomiczny poważnie osłabił „twardy rdzeń” tej elity, czyli elitę finansową („alchemików”). Pamiętając, że 2/3 sieci globalnych jest kontrolowanych przez elitę finansową, mówimy nie tyle o spadku znaczenia, ile raczej o zapoczątkowanym procesie jej degradacji. Symptomy degradacji są dobrze widoczne. W 1997 roku Zbigniew Brzeziński mógł jeszcze optymistycznie wypowiadać się o promieniowaniu Stanów Zjednoczonych w czterech kierunkach, wymieniając dominację w sferze militarnej, ekonomicznej, innowacji i kultury, których połączenie czyni ze Stanów Zjednoczonych wszechstronne supermocarstwo globalne. Obecnie przeżywamy krach tej wizji świata, która coraz częściej jest uznawana za szkodliwą dla innych państw i gospodarek. Taka krytyka nie tylko nadwyręża pozycję Stanów Zjednoczonych, lecz ciąży na instytucjach międzynarodowych, takich jak MFW, Bank Światowy, Europejski Bank Centralny i w pewnym stopniu na Unii Europejskiej. Szczególnie zaś skupia się na „elicie światowej”.

Zjawiska, które osłabiają amerykański odłam „elity światowej” toczą się od dłuższego czasu. W okresie kadencji Baraka Obamy, i w tym bardziej w obecnej kampanii wyborczej, zjawiska te wychodzą na światło dzienne. Ich natura jest stosunkowo prosta. Różne grupy interesów poszukują sposobu uniezależnienia się od słabnącej elity finansowej, która może niebawem pociągnąć je w otchłań niebytu. Warto podkreślić, iż nie są to zjawiska spektakularne lub rewolucyjne.

Pierwszym takim zjawiskiem są starania uniezależnienia znacznej części rodzimego biznesu od wspomnianej elity. Chodzi o to, że biznes ten często jest trwale związany z kondycją i stabilnością ekonomiczną Stanów Zjednoczonych. Dlatego jest silnie zaniepokojony przedłużaniem się globalnego kryzysu ekonomicznego i ewentualnym upadkiem gospodarczym kraju. Ekonomistom tego nie trzeba tłumaczyć. Z pewnością rodzimy biznes amerykański boleśnie odczuwa konsekwencje kryzysu i niedostatecznej stabilności ekonomicznej. Ma także dobre rozeznanie w kwestiach gospodarczych, więc nie chodzi bynajmniej o nieskoordynowane odruchy obronne lub populizm. Trump jest sztandarową postacią tego biznesu, który stanowi w Stanach Zjednoczonych poważną siłę polityczną.

Drugim zjawiskiem jest rosnący sprzeciw amerykańskiej administracji federalnej (w tym wojska i służb specjalnych), polegający na obstrukcji projektów globalistycznych. Również w tym przypadku mamy do czynienia z dobrym rozeznaniem sytuacji, a nawet z nacechowanymi głęboką znajomością rzeczy, analizami strategicznymi. To sprawia, że coraz trudniej udaje się wykorzystywać amerykańską administrację do realizacji projektów globalistycznych; jest ona zdolna wywierać silne naciski na prezydenta, a także organizować akcje ostrzegawcze. W dalszej perspektywie przed administracją rysuje się szansa odzyskania wpływów finansowych, a w szczególności przejęcie kontroli nad bankiem centralnym, MFW i Bankiem Światowym.

Z analogicznym problemem borykają się również inne kraje, w tym Polska. Amerykański „zamach stanu” w wyżej sygnalizowanej wersji z pewnością spowodowałby reakcję łańcuchową.

I wreszcie, trzecim zjawiskiem jest wzrost geopolitycznego znaczenia zewnętrznych odłamów „elity światowej”, co należałoby omówić odrębnie.

Jednostronność naszych zainteresowań nie pozwala na ukazanie szerszego tła sygnalizowanych zagadnień. Z polskiego punktu widzenia najważniejsze wydaje się określenie konsekwencji dwóch ewentualności. Pierwszą z nich jest ewentualność pojawienia się ostrych konfliktów wewnętrznych w Stanach Zjednoczonych, których zapowiedzi można odczytać w relacjach z walki przedwyborczej. Drugą jest ewentualność wygranej Hilary Clinton, co byłoby zwycięstwem amerykańskiego odłamu elity finansowej i krokiem milowym w realizacji projektu rządu światowego.

Ewolucja „internacjonalistycznego liberalizmu”
Najważniejszą konsekwencją globalnego kryzysu światowego jest osłabienie dominacji Stanów Zjednoczonych, co bezpośrednio rzutuje na dotychczasowe dążenia do ustanowienia rządu światowego. Dzisiaj ścierają się dwie koncepcje strategiczne.

Pierwsza koncepcja strategiczna, bliższa wcześniejszym ideom i wyobrażeniom hegemonii globalnej, koncentruje się na zwiększeniu zapotrzebowania na nowy porządek światowy. W warstwie ideologicznej ożywiane są obawy przed katastrofą o zasięgu globalnym, zwłaszcza w postaci niszczących skutków III Wojny światowej, zanieczyszczenia środowiska i wyczerpania zasobów energetycznych, wojen religijnych, a także niepokoje związane z rozwojem i wykorzystaniem nowych technologii wojskowych. Repertuar katastroficzny jest ciągle uzupełniany. W warstwie politycznej dominuje „doktryna chaosu”, w myśl której destabilizowanie rządów i gospodarek narodowych umożliwia uzyskanie lub wzmocnienie kontroli nad nimi.

Natomiast druga koncepcja strategiczna, będąca wyrazem (zdaniem jej twórców) realizmu, jest rezultatem poszukiwania pokojowej „równowagi globalnej” między głównymi mocarstwami światowymi. Najważniejsze jest założenie, iż Stany Zjednoczone utraciły niepowtarzalną pozycję mocarstwa globalnego, lecz nadal mogą i powinny być akuszerem nowego porządku światowego. W istocie rzeczy jest to rezygnacja z dyktatu na rzecz podziału wpływów między głównymi „światowymi graczami”. Jest to zatem bardziej „pokojowe” nastawienie, a zarazem bardziej perspektywiczne, gdyż czyni (przynajmniej doraźnie) odstępstwo od wcześniejszej koncepcji rządu światowego „elity światowej” lub przewiduje rozszerzenie tej elity o przywódców Rosji i Chin.

Druga z sygnalizowanych koncepcji została ujawniona przez Zbigniewa Brzezińskiego w publikacji „Toward a Gobal Realignment”. Jej główną tezą jest stwierdzenie, iż Stany Zjednoczone są wciąż na świecie politycznie, ekonomicznie i militarnie najpotężniejszym podmiotem, ale biorąc pod uwagę złożone geopolityczne zmiany w układach regionalnych, to już nie jest globalna władza imperialna „Ale nie ma innej takiej potęgi” – pisze Brzeziński. Innymi słowy minimalizuje znaczenie upadku hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych.

Dla Rosji proponuje przekreślenie wizji imperialnej i na jej miejsce wprowadzenie rosyjskiego państwa narodowego, co oznacza ograniczenie narodowościowe i terytorialne, a także zniszczenie tradycyjnej państwowości.

Najgorzej jednak Brzeziński poczyna sobie z Europą, dla której w nowym porządku światowym nie tylko brakuje miejsca i która jest skazana na destabilizację (zwłaszcza Unia Europejska), lecz która jest obciążona zbrodniami kolonialnymi. Usiłuje dowieść, że zbrodnie te są porównywalne do zbrodni nazistowskich z okresu II Wojny Światowej (nota bene: zbrodnie nazistowskie tak samo łatwo zapisać na konto Europy). Wydaje się, że Brzeziński przypisuje Europie nie tylko rolę kozła ofiarnego, lecz także nowego „imperium zła”. Skanalizowanie odium niezadowolenia na Europie może być sposobem wybielania „elity światowej”. Cudze przewinienia historyczne zasłaniają własne winy współczesne.

Zaś z drugiej strony, według Brzezińskiego Europa jest potrzebna jako „przygotowana politycznie i kulturowo” do wsparcia amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie, a także jest niezbędna do „konstruktywnego rozwiązania kryzysu Rosja – Ukraina” w ramach NATO.

Wreszcie, Brzeziński przeprowadza oryginalny atak na amerykańskich izolacjonistów. Niemal twierdzi, iż bez aktywnych starań globalistycznych Stanów Zjednoczonych świat zamieni się w piekło. Na to są już interesujące reakcje, wedle których to Stany Zjednoczone są sprawcą dzisiejszego piekła na ziemi.

Wspomniane wyżej dwie koncepcje strategiczne raczej uzupełniają się wzajemnie, gdy chodzi o torowanie drogi do nowego rządu światowego w nadzwyczaj złożonych, kryzysowych okolicznościach. Jednak różnica jest znaczna. Druga koncepcja strategiczna oznacza bezpośrednie, nawet naznaczone pośpiechem i determinacją przejście do budowy nowego porządku światowego. Trafnie zauważają niektórzy komentatorzy tekstu Brzezińskiego, że Brzeziński ukazuje rozpaczliwe próby amerykańskiej elity, aby utrzymać hegemonię w świecie. Jest ona pełna klisz propagandowych, a w wielu przypadkach jego ocena sytuacji nie odpowiada rzeczywistości.

Z naszego punktu widzenia widać wiele „klisz propagandowych” związanych z problemami europejskimi, w tym z Polską. Brzeziński oględnie przyznaje, ze Europa znajduje się pod polityczną kontrolą Stanów Zjednoczonych i powinna być traktowana instrumentalnie, chociaż ubiera to w kwieciste słowa o udziale Europy w „konstruktywne rozwiązanie kryzysu Rosja – Ukraina”.

Rozpad amerykańskiej „elity światowej” i kryzys globalny

Zbyt często ulegamy sugestii, iż globalne koncepcje strategiczne są wyłącznie rezultatem spekulacji intelektualnych, ambicji, a także osobistych przekonań lub złudzeń. To powoduje, że związek między tymi koncepcjami i problemami globalnymi jest bagatelizowany lub niezrozumiały. Przeobrażenia zachodzące w obrębie amerykańskiego odłamu „elity światowej” nie są wytworem wyobraźni. Są przede wszystkim, mniej lub bardziej rozsądną reakcją na globalny kryzys ekonomiczny. Istota problemu polega na tym, że dotychczasowego systemu gospodarki światowej, w tym zwłaszcza międzynarodowego systemu finansowego nie da się dłużej utrzymać. Konflikty i tendencje rozłamowe wynikają z rywalizacji o to, kto sformuje i przeforsuje nowy system gospodarki światowej. W tej rywalizacji uczestniczy nie tylko „elita światowa”, lecz również elity narodowe wielu krajów.

Pozycja amerykańskiego odłamu „elity światowej” jest niezwykle trudna. Ograniczymy się tutaj do odnotowania zaledwie dwóch przyczyn trudności. Pierwszą jest nadchodzące załamanie opartego na dolarze międzynarodowego systemu finansowego. Oznacza ono, że kończy się rola dolara jako waluty światowej. Ponieważ emisja dolara jest najważniejszym przywilejem amerykańskiego odłamu „elity światowej”, jest to zapowiedź degradacji lub nawet upadku elity światowej. Oznacza ono również utratę kontroli nad międzynarodowym systemem finansowym w znacznej części kontrolowanym przez banki i międzynarodowe instytucje finansowe podległe amerykańskiej elicie finansowej. Drugą przyczyną trudności jest utrata uprzywilejowanej pozycji z tytułu dominacji, nadzwyczaj korzystnej dla amerykańskiej elity finansowej doktryny neoliberalnej, co stanowi zapowiedź demontażu instytucji i organizacji zbudowanych na założeniach tej doktryny. W tym przypadku nie chodzi wyłącznie o osłabienie znaczenia elity finansowej, lecz o pozbawienie jej geopolitycznych instrumentów kontroli państw i gospodarek.

Szanse pokonania trudności są ograniczone; możliwe są tylko dwie opcje.

Opcja radykalna polega na przyspieszeniu przemian światowego systemu gospodarczego w kierunku korzystnym dla amerykańskiej elity finansowej. Z większą siłą narzucić własny dyktat Stanom Zjednoczonym i pozostałym krajom; doprowadzić do osłabienia sił narodowych; wprowadzić zasady interwencjonizmu globalnego; utrzymać dyktat dolara. Przede wszystkim uniemożliwić sprzeciw ze strony rządów i narodów lub raczej zminimalizować ich znaczenie. Czyli obciążyć kosztami kryzysu wszystkich oprócz „elity światowej”.

Opcja umiarkowana polega na przejściowym uzgodnieniu interesów z najsilniejszymi rywalami. Stworzyć sieć „elitarnych porozumień”, która zakłada ścisłą współpracę o zasięgu globalnym, podział stref wpływów i obszarów walutowych. Zbudować nowy system na kilku silnych krajach, czyli obciążyć kosztami kryzysu pozostające poza siecią porozumień kraje peryferyjne.

W obydwu opcjach nie ma mowy o zasadniczej poprawie sytuacji gospodarczej w świecie. Jest mowa o utrzymaniu uprzywilejowanej pozycji „elity światowej”.

Obecnie jesteśmy świadkami dokonywania wyboru między tymi dwiema drogami wyjścia z trudności.

***

W świetle tych obserwacji inaczej wygląda kwestia obrony krajów Europy, w tym zwłaszcza Polski, przed zagrożeniami ze strony Rosji. Ze strategicznego punktu widzenia (sformułowanego przez Brzezińskiego) relokacja amerykańskich wojsk w Europie nie tyle jest posunięciem obronnym, ile raczej wymuszającym proponowane ograniczenia polityczne i terytorialne Rosji. Może też być traktowana jako pośrednie wsparcie dla kolejnych prób „kolorowych rewolucji” w Rosji. Szczególnie zastanawiające jest to, że Stany Zjednoczone kierują do Polski i krajów bałtyckich wojska lądowe, co oznacza, że mogą być one wykorzystane do tłumienia niezadowolenia społecznego i aspiracji niepodległościowych w tych krajach.

Proces destabilizacji Europy już się rozpoczął i coraz lepiej widoczne są kulisy tej destabilizacji. Dopóki destabilizacja ta przebiega w sposób kontrolowany, bez silnych tendencji do odzyskania suwerenności narodowej ze strony krajów takich jak Polska, projekt geopolityczny „elity światowej” wydaje się dostatecznie realistyczny. Jednak niekontrolowana destabilizacja Europy może być główną barierą dla urzeczywistnienia geopolitycznych projektów „ elity światowej”. A to jest jak najbardziej realne.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Autor jest Wiceprezesem Zarządu Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

Comments

  1. nanna=nana

    Tekst super, ale głowa boli i to dosłownie. No bo co ja, kobieta wiejska, mogę z tym zrobić?
    Dowiedziałam się, że jest „kryzys systemowy”. Znaczy się co? czy ludzie zaczęli chodzić na rękach? albo tylko do tylu?

    (Proszę, niechże Szanowny Pan Profesor Śliwiński zrozumie mnie łaskawie – ja nie kpię, ani tym bardziej nie podważam ważności całego wywodu Pana Profesora, a przeciwnie! jestem pełna podziwu, że istnieją u nas Polacy, którzy zajmują się tak poważnymi sprawami i w dodatku jeszcze chcą te sprawy przybliżyć plebsowi. [Nie ma się co obrażać – plebs był, jest i będzie i wcale nie jest jego rola jakaś poślednia!] )

    No, ale co ja mam z tym „kryzysem systemowym” zrobić???

    Światem tak czy siak ktoś musi zarządzać, bo jeśli by puścić ludziska na żywioł, to by dopiero był bałagan.
    Więc nie to, że świat musi być zarządzany stanowi jakąś kwestię, ale jedynie to, kto to miałby robić i w jaki sposób.

    Czyli straszenie „rządem światowym” jest dla mnie mało straszne.

    Co do warunków ekonomicznych, to jak ma ich nie być, jeżeli ludzie posługują się pieniędzmi?

    Gdyby życie ludzi było oparte na pracy ich rąk – czyli rzemiośle i gdyby ludzie wymieniali się towarami zamiast tyrać na banki pośredniczące w transakcjach – no to można byłoby przyjąć, że zmiana na lepsze mogła by być widoczna w jakiejś perspektywie.

    A tak? a tak, to jeśli ma być „wzrost gospodarczy”, to zawsze będą nieszczęśnicy wyciskani z sił na rzecz kapitalisty no i będzie kapitalista, który gawiedzi dostarczy śrubek i śrubokrętów do ich wkręcania, oraz konieczne do tego dziurki, które to śrubki, śrubokręty oraz dziurki gawiedź zmuszona będzie uprzednio wykonać sama – pod dyktando kapitalisty.

    Ludzie dali się złapać na „postęp” i „cywilizację” i teraz wszyscy mamy problem, ponieważ by przeżyć człowiek musi pracować, a więc produkować ile się da i czego się da tylko po to, by potem wytwory tej produkcji wmuszać sobie wzajemnie podstępem – by mieć znowu powód do dalszego produkowania tego badziewia.

    No to ja nie wiem, jak można by z tego wyjść, jeśli ludzie marzą o tym, by żyć, mieć pieniądze ale nie musieć nic robić. Nawet te różne rokeFehlery nie mają wolnego czasu, bo doglądanie światowej trzódki ten czas im pożera.

    Podam tu przykład zwykłego rolnika:
    chłop, mając jedną krowę, był w stanie zapewnić wyżywienie całej rodzinie, wieloosobowej!
    A ja widziałam niedawno w tv u Niemców, że taki jeden na 300 hektarach, co ma krów tysiąc, praktycznie nie bywa w domu, bo albo śmiga po polu traktorem by orać i zbierać, albo zagląda krowom w pyski czy przeciwnie. On sam, ten rolnik, niemal płakał w klapy dziennikarzowi, bo nie mógł zrozumieć jak to jest, że gdy miał trzy krowy to i miał czas na życie i powodziło mu się nawet lepiej niż teraz na tych 300 hektarach i z tysiącem krów.

    Tymczasem to jest proste: im więcej masz, tym więcej musisz na to poświęcić czasu i wysiłku. Choćby nawet przekładając papierki w biurze czy odbierając telefony.
    Wiec taki rokeFehler no to zmuszony jest w ciągu dnia odebrać raporty iluś tam osobistych kapusiów, wykonać ileś tam telefonów i wydać ileś tam dyspozycji – głównie mających na celu zastraszenie podwładnych tak, by nie ważyli się nawet wyjść, choćby myślami – poza wyznaczony ślad.
    I to miało by być coś lepszego niż parę hektarów ziemi, sad, ogród i krowa oraz kilka świnek na świąteczne szynki i kiełbasy???

    Więc problem mógłby być rozważany tylko pod tym kątem, jak to zrobić, żeby te kilka hektarów, ten sad i ten ogród oraz krowa i prosiaczki były moją własnością tak, żeby nie stanowiły dla tego rokeFehlera przedmiotu pożądania.

    No więc ja widzę, że ludziom sytuacja podległości różnym takim zwyczajnie pasuje, ponieważ ludzie są zbyt leniwi, by sami chcieli pracować na swoje utrzymanie.

    Ja na przykład umiem szyć – a więc mogę ręcznie czy przy pomocy maszyny wykonać ubranie dla siebie i innych.

    Potrafię dziergać, a więc ze starego sweterka mogę w każdej chwili zrobić skarpety czy szalik, w zależności od potrzeby.

    Umiem piec chleb, a więc i bułki oraz słodkie ciasta, czyli nie muszę jechać do sklepu, by to kupić. Oczywiście, nie zarobi na mnie ani piekarz ani cukiernik. Ale tym samym jestem od nich niezależna.

    Uprawiam ogród z mniejszym czy większym sukcesem, a więc mam własne warzywa i mogę z nich robić przetwory na zimę.
    Umiem także tynkować, murować (amatorsko, ale się trzyma kupy) i w razie konieczności mogłabym zrobić doprowadzenie wody rurami do domu ze studni, bo już to robiliśmy. Mogę sobie wyobrazić, jaka ma być więźba na dach, by wytrzymała i dach się nie rozkraczył, bo to też już robiłam.
    Chętnie wykonuję dziesiątki innych prac fizycznych na rzecz własną i domu, ponieważ widzę bardzo wyraźnie, że jest to jedyna droga do mojego rozwoju. Także duchowego. Po prostu mój mózg musi wykonywać wiele operacji, a więc doskonali się on stale i bez przerwy. Wystarczy, że chcę rozwiązać jakiś problem a on mi poda rozwiązanie. Wyobrażam to sobie wieczorem, idę spać, a rano mam gotowca. Sprawdzam, poprawiam, daję mózgowi nowe zadanie i tak wciąż na nowo.
    W czym mógłby mi tu zagrozić rokeFehler?

    Jeżeli chodzi o tą światową władzę, to jest to pomysł chorych mózgów. Tylko chory umysłowo człowiek odczuwa potrzebę panowania nad innym człowiekiem.

    Człowiek zdrowy umysłowo wie, że każdy może rozwinąć się tylko sam, indywidualnie, i że taki jest jego sens i cel życia.
    Materia może być i jest jedynie środkiem wspomagającym.

    Ludzie, rezygnując z własnego rozwoju na rzecz tzw. wygody stali się niewolnikami. Prawdziwymi niewolnikami.
    I co śmieszne, to niewolnikami są zarówno ci, co mają pracę jak i ci, co jej nie mają.
    Ci, co mają pracę muszą pracować na rokeFehlery oraz tych, którzy pracy nie mają.
    Natomiast ci, którzy pracy nie mają zależni są zarówno do rokeFehlerów jak i tych, co są nie/szczęśliwymi posiadaczami miejsca pracy.

    A więc optymalne mogło by być tylko to, żeby każdy pracował sam na siebie na tak zwanym „swoim”.

    Dlatego Indie, mimo dzikiego chaosu i „przeludnienia” dają możliwość przeżycia każdemu, co się tam urodził, ponieważ rzemiosło zapewnia byt każdemu. I nawet gdy jest to tylko rozwożenie domowego jedzenia (pojemniki ustawione na desce, tak ze trzymetrowej, ułożonej na głowie danego biznesmena) do osób pracujących w nawet ekskluzywnych biurach. Tam ludzie chcą jeść to, co ugotowane w ich własnym domu i świeże, a więc i pole na biznes widoczne. I tak w każdej dziedzinie. Dopiero tam, gdzie Hindusi dali się nabrać na „cywilizację” jest nędza. Widziałam na filmie dokumentalnym taki dość dla nas kuriozalny przykład prywatnej przedsiębiorczości: w biedniejszych domach nie mają typowych wc lecz wydzielone miejsce i tam robią co muszą – regularnie. I regularnie pojawia się przedsiębiorca i zbiera to, co zebrać się da do pojemnika i wynosi to – nie do wiary dla nas !!! – zwyczajnie w jakieś, jakąś mniej uczęszczaną część danej miejscowości, i rzuca to po prostu na ziemię. Ptaki albo mniejsze zwierzęta wiedzą o tym i robią z tego użytek dla siebie. I po problemie. Z takiego z/a/bierania ludzkich odchodów w kilkunastu domach można przeżyć. Szacunek niewielki, ale i rokeFehler w zęby nie zgląda.

    Ludzie pozwolili, by paru cwaniaków za nich organizowało im ich własne życie i mamy ten pasztet z „kryzysami systemowymi” oraz innymi.

    Ja widzę to tak, że każda ludzka zbiorowość po jakimś czasie tak czy owak w jakiś tam sposób się między sobą aranżuje i organizuje, i to tak że całość może zupełnie nieźle funkcjonować. W zależności od jakości poszczególnych ludzi tej zbiorowości i zasięgu ich wpływów: uczciwi mądrzy to i społeczność dobrze funkcjonuje.

    Zastąpienie tego jakimś odgórnym zarządzaniem prowadzi to wynaturzeń i ludzie faktycznie tracą kontakt z rzeczywistością, która dla nich przecież wówczas nie istnieje. Nie muszą oni o nic zabiegać, nie muszą się on nic starać i wystarczy tylko, że posłusznie pójdą wyznaczonym dla nich śladem.

    I już mamy c y w i l i z a c j ę!

    Czyli mamy do czynienia z grupą ludzi, która wzajemnie się kontroluje w bardzo bezwzględny sposób czy to poprzez tzw. modę (przymus kupowania „modnych” rzeczy, jak ubrania czy wyposażenie mieszkania) czy też styl życia i stan posiadania.
    Dlatego na przykład samochody konstruowane na bazie linii obłych zastąpione zostały przez formy kwadratowe, te obłe zostały napiętnowane jako „przestarzałe”, następnie te kanciaste – gdy już obłe zostały usunięte nie tylko z ulic ale i złomowisk – ponownie zostały wyparte przez te o zaokrąglonych kształtach i osoby posługujące się samochodami kanciastymi uważane są za biedne. I na parkingu ustawiają swoje auta tylko gdzieś w kącie. Ale sam kształt to nie wszystko, więc wprowadzono numer na kolor. I teraz wszystkie nowe samochody są albo szare albo czarne. I taki niebieski czy czerwony to popelina! widoczny z daleka i odbierany jako stary. Ale czy to robią same rokeFehlery? ależ nie! te zabawy wymyślają dla owych rokeFehlerów użyteczni włazidupcy.
    Czyli nie problem w tym że jakieś rokeFehlery są, ale problemem są wyłącznie ci włazidupcy. Bez nich żaden rokeFehler nie mógłby mieć aż tyle radochy goniąc ludzi do bezsensownych zajęć i pracy zupełnie bez sensu.

    Po co więc zmieniać „elity”, jeżeli nic się przez to nie zmieni? Zawsze znajdzie się wystarczająca grupka spolegliwców, spijająca z rokeFehlerzych ust nawet nie wypowiedziane słowa? i odgadująca rokeFehlerze myśli nawet wówczas, gdy owi takich nie mieli???

    Przeczytałam niedawno bardzo ważne zdanie: co tego, że cię oszukali? ciesz się, że to nie ty jesteś tym oszustem!

    Ale czy ludzie są w stanie to zrozumieć? Nie!
    Oni nawet woleli by oszukać – i najlepiej nie dać się na oszustwie złapać – by „wyjść na swoje”.

    O co więc ten płacz, że na świecie jest źle?
    A jak ma być?

    Po to, by mogło być inaczej, ludzie musieliby zmienić swój sposób postępowania.

    A więc mamusie nie mogły by wychowywać swoich córek na prostytutki przyuczając je do golenia nie tylko nóg ale i okołodziewiczych regionów i nie mogły by tych swoich biedaczek „modnie ubierać”. Musiały by matki uczyć swoje córki skromności, powiedzieć im, jak ważna jest czystość i cnota, jakie znaczenie ma uczciwość i godność kobieca.

    Która matka zawraca sobie dziś jeszcze tym głowę?

    Dlaczego piszę tu o kobietach? A no dlatego, ponieważ to matka ma zarówno córki jak i synów. Syn szanujący matkę będzie szanował także swoją siostrę i potem żonę.
    Jeżeli matka wychowuje syna na ciamasa albo byczka rozpłodowego, no to wina leży po stronie matek, nie synów.

    Wszystko, co można zmienić na świecie tak, by było lepiej nie kosztuje żadnych pieniędzy! Nie kosztuje ani grosza!
    Zmiana podejścia do życia i powrót to uświęconych dobrą tradycją zwyczajów jest zupełnie za darmo.
    Nie ma to związku ani z narodowością, ani z kolorem skóry, ani tym bardziej ze stanem posiadania.

    Jeżeli „rosyjski biznesmen” dla swojego dziesięcioletniego syna kazał wybudować specjalny obszar ulic asfaltowych (jacyś ludzie to dla niego przecież zrobili za mamonę, oczywiście!, bo sam ten biznesmen tego przecież własnymi rękami nie zrobił) i obstalował w mercedesie mniejszy egzemplarz tego autka, i potem ten pociech jeździł „jak dorosły” po tych prywatnych uliczkach, no to co z takiego może wyrosnąć??? co dobrego dla swojego dziecka zrobił ten dorobkiewicz? czy warto było łupić ludzi tylko po to, żeby bachor sobie pojeździł? Wszystko to umożliwili tym „bogaczom” obcy ludzie, sprzedający się niczym towar, za pieniądze. Nic dobrego z tego nie wynikło, bo z takiego bachora wyrósł nieprzystosowany społecznie osobnik i będzie on tyko mógł dążyć do samo destrukcji, jako że na rozwój osobniczy to on szans nie ma – brak odpowiednich algorytmów przekazanych przez rodziców.

    Materia miała być dla człowieka sługą. Stała się panem. I całe tłumy na kolanach błagają, by dostać jej jak najwięcej nie bacząc na to, że zniewoleni nią będą coraz bardziej.

    Ponoć już tysiąc lat temu Słowianie (czy też ci, których tak ktoś wówczas nazwał) potrafili tak umieścić zmarłego na katafalku, że ciało było stale chłodzone, a więc się nie rozkładało nawet w upał. Wiedzieli ponoć ci ludzie, z czego ten katafalk ma być i jak zrobiony. Opisał to jakiś „zachodni podróżnik” badający ponoć linię brzegową Bałtyku.
    A więc jak to się stało, że nasze lodówki muszą być podłączone do prądu? i że ten prąd musi być wytwarzany w elektrowni? i przesyłany drutami mając po drodze „uloty”, czyli zanieczyszczając ładunkami elektrycznymi atmosferę? i to ludziom ewidentnie szkodzi?
    Jak to było możliwe, że Puma Punku, gładkie i ogromne, wykonane z litego kamienia, przetrwało do dziś i nic ludziom to do myślenia nie daje?

    No i najważniejsze: jak to było możliwe, że ludzie swoją wiarę w Boga przekazali grupie cwaniaczków i ta grupa teraz kontakt z Bogiem ludziom reglamentuje???

    Zostawmy walki z rokeFehlerami! zostawmy walki z „finansjerą”!
    Szukajmy drogi do Tego, Który nas Stworzył.
    Szukajmy drogi do Tego, Który Stworzył Wszystko.
    A więc i darmową energię, i najwspanialsze technologie czyniące życie człowieka wygodnym i przyjemnym.

    Boga nie pojmie nikt mózgiem, ponieważ mózg to tylko narzędzie do wykonywania procesów obliczeniowych. Tak jak nerki filtrują krew z toksyn, tak mózg ma swoje konkretne zadanie do wykonania.

    Mówią niektórzy, że mózg steruje procesami życiowymi w człowieku. Naprawdę? a skąd to mózg wie, jak to robić?

    Każdy z nas jest częścią CAŁOŚCI i naszym zadaniem tu, na naszej ukochanej i unikalnej Matce Ziemi jest zrozumieć, po co tu jesteśmy, i naszym zadaniem jest POŁĄCZYĆ SIĘ Z CAŁOŚCIĄ, czyli pojąć Istotę Boga Wszechmogącego tak, by niczym kropla wody zjednoczyć się z Oceanem.

    Mentalne roszady zawsze zaprowadzą człowieka do punktu wyjścia, czyli żaden problem nie zostanie rozwiązany a jedynie mniej lub bardziej sprytnie przekształcany w coraz to nową formę.
    Można oczywiście się w to bawić, zawsze to jakieś zajęcie do zabicia czasu.
    Ale pamiętajmy (choć to ponoć tylko fraszka):
    MY ZABIJAMY CZAS, A ON ZABIJA NAS.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      PANI NANO
      Dziękujemy za kolejny znakomity komentarz, zmuszający do wysiłku samodzielnego myślenia, a nie odtwarzania nabytych, wgranych do umysłu, cudzych programów.

    • khumieja says:

      „Światem tak czy siak ktoś musi zarządzać, bo jeśli by puścić ludziska na żywioł, to by dopiero był bałagan.
      Więc nie to, że świat musi być zarządzany stanowi jakąś kwestię, ale jedynie to, kto to miałby robić i w jaki sposób.”

      Skąd założenie prawdziwości twierdzenia , że światem musi rządzić „ktoś”? Wygląda to na obraz największego manipulacyjnego sukcesu „elit światowych”, skoro tego rodzaju twierdzenie uznajemy za prawdziwe. Przez większość naszych dziejów światem nie rządził „ktoś” i doskonale daliśmy sobie radę, mało że przetrwaliśmy, to na dodatek wręcz doskonale się rozwijaliśmy. A może światem nie powinien rządzić „ktoś” tylko „coś” ? Kończy się świat rewolucji naukowo-technicznej i wchodzimy w okres rewolucji naukowo-informacyjnej. Może już czas by światem zaczęła rządzić „informacja” ( idea czyli „coś”) zamiast tzw. „elity swiatowej”.

      • Klub Inteligencji Polskiej says:

        W nawiązaniu chcielibyśmy dodać: O prezydencie Buszu – ktoś abo on sam – powiedział, że jest przywódca wolnego świata. Ktoś inny na to zadał pytanie, CZY WOLNY śWIAT POTRZEBUJE PRZYWÓDCÓW ???

  2. Niestety nie możemy być niezależnymi ludźmi. Zawsze będzie jakaś mała elita ( lokalna elita, którą tworzy wódz plemiona). Taki wódz wysyłał ludzi na wojny z plemionami sąsiadującymi co przyczyniało się do tragedii wśród jednego z plemion – no chyba, że dochodziło do pojednania. Śmiem twierdzić, że państwa narodowe są jedynym lekiem na całe zło. Ktoś powie, że to doprowadzi do licznych wojen i konfliktów. Owszem ale, będą to znacznie mniejsze konflikty, być może częstsze. Jestem za wzmocnieniem polskiej rodziny. Za żonami = kurami domowymi – teraz to mnie feministki zjedzą. W obecnych czasach promuje się robienie kariery. Każdy może wejść na szczyt, osiągnąć sukces. Prawa fizyki obowiązują wszystkich, póki co i nie da się umieścić wszystkich na szczycie bo im wyżej tym mniej miejsca ( takie moje chłopskie przemyślenia ). Dziś w porannej audycji programu 3 polskiego radia rozmawiano na tema ostatniego dnia wakacji. Jedna z kobiet powiedziała, że cieszy się bardzo bo nareszcie będzie mogła normalnie pracować. Dzieci pójdą do szkoły a ona do pracy. Pytam się czy dzieci to jakiś kamień u nogi czy jak? Następuje degradacja rodziny, upadek autorytetu ojca. Próbuje się obliczać ile jest warta praca kobiety w domu, aż strach pomyśleć kiedy będzie można wziąć urlop na żądanie od rodziny. To wszystko powoduje, że nasze dzieci pozbawione wzorców, a jednocześnie mamione wielkim sukcesem dają się manipulować przez jakieś tam elity na szczycie do której ten młody człowiek pragnie być zaliczony. Oczywiście w mediach sukces jest zawsze różowy, nieskazitelny. Dlatego autorytet ojca jest osłabiany. Dzieci widzą normalnego człowieka z krwi i kości, który ma wiele cnót, ale również człowieka, który popełnia błędy i nie jest idealny. Tutaj następuje rozczarowanie. W przypadku żony można wziąć rozwód, co dzisiaj jest bardzo popularne, ale z ojcem trzeba żyć – jakoś. Degradacja rodziny jest wszechobecna. Osobiście jestem zaliczany do rodziny patologicznej ponieważ mam 3 kę dzieci a wielu określa wartość mojej rodziny jako 3 x 500+. Niestety nie możemy być samotną wyspą na oceanie. Tworzymy wspólnie ten system wartości. Moja żona kładzie duży nacisk na wychowanie dzieci. Niestety doskwiera jej samotność. Wszystkie znajome robią karierę zawodową i nawet nie ma z kim porozmawiać. Poza tym jesteśmy ostatnim pokoleniem gdzie dziadkowie mogą odciążyć nas przy wychowaniu dzieci. Nasze dzieci nie będą miały takiego komfortu. Będą wspinać się na szczyty sukcesu, żeby potem umierać w samotności bo dzieci to tylko balast.

  3. LEEHU,

    Tak to już jest, że człowiek zawsze wie o kimś więcej, niż o sobie samym. No to się powymądrzam, dobrze?
    „Niestety nie możemy być niezależnymi ludźmi. ”
    – to zależy przecież, jak człowiek sobie niezależność wyobraża. A więc nie można uogólniać.

    „Zawsze będzie jakaś mała elita ( lokalna elita, którą tworzy wódz plemiona)”
    – każdy z nas ma inny potencjał i inne zdolności, a więc istnienie elity wcale nie musi być czymś negatywnym, a przeciwnie. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza trzymała swoich ludzi krótko za twarz i była w stanie zarządzać odbudową Polski po wojnie, dźwignęła edukację na wysoki poziom i zapewniła Polakom bazę socjalną. Natomiast zachód od zawsze ma bezrobocie i wmawia ludziom, że to jest problem a nie działanie planowe i ludzie w to wierzą. Na zachodzie są organizacje tzw. charytatywne i one czasem przez tv żebrzą o datki. W jednym takim ich filmiku było powiedziane: „Zuzia ma dwa latka. Jej brzuch jest spuchnięty z głodu. Twoje dwadzieścia euro miesięcznie może pomóc takim dzieciom jak Zuzia. Jesteśmy wiarygodni bo zajmujemy się tym już SIEDEMDZIESIĄT LAT! „Zachodni człowiek w to wierzy i daje się wzruszyć, i może coś tam wpłaci. Ale Polak powinien rozumieć, o co chodzi. Mianowicie – po wojnie w Polsce Ludowej była przewaga ludzi chorych i inwalidów nad ludźmi zdrowymi i zdolnymi całkowicie do pracy. Wroga propaganda inicjowała i finansowała bojówki, mordujące Polaków chcących wreszcie żyć w pokoju, czyli przez pierwsze powojenne lata mieliśmy coś jak wojnę domową z licznymi ofiarami. Światli ludzie rozumieli, o co chodzi i dążyli do pracy ponad podziałami. Jednak na kimś polegać człowiek musi, więc bardzo silna liczebnie partia była niezbędna. I tak powstała PZPR. Czyli poniekąd „elita” naszego kraju. Była to prawdziwa elita, ponieważ już w dwadzieścia lat po wojnie nie było w Polsce Ludowej bezrobocia, analfabetów, wszyscy mieli dostęp do służb medycznych i bazy socjalnej. Nie było u nas ani jednej „Zuzi” ze spuchniętym z głodu brzuchem. Po dwudziestu latach od wojny!
    Jak więc wiarygodne może być, że ta niemiecka? organizacja działa już siedemdziesiąt lat, a Zuzie ze spuchniętymi z głodu brzuchami są? Spuchnięty z głodu brzuch Zuzi to taki sam czynnik systemu jak bezrobocie na zachodzie. Nie dajmy się zwieść pozorom i nie nabierajmy się na ichnią „demokrację”. Niczego takiego tam nigdy nie było i nie ma.

    „Taki wódz wysyłał ludzi na wojny z plemionami sąsiadującymi co przyczyniało się do tragedii wśród jednego z plemion”

    – ludzie idą na wojnę głównie dla łupów/zarobku, w drugiej kolejności dopiero stoi za tym jakaś ideologia. Nawet wojny inicjowane przez papieży choć na sztandarach miały „obronę grobu pańskiego” to za cel główny i podstawowy miały one rabunek i grabieże.
    „Wyobraź sobie, że jest wojna i nikt na nią nie idzie” – takie zdanie przeczytałam już dziesiątki lat temu. No więc wódz może sobie wysyłać, co najwyżej własne dzieci na wojnę, ale gdy ludzie na wojnę iść nie zechcą, to żadnej wojny nie będzie. Chciwość pcha ludzi do wojny. Albo jak w przypadku Hyclera – obłąkanie teorią rasową. Ale i tak była to przykrywka dla grabieży i rabunków. Inaczej sprawa wyglądała w przypadku Armii Czerwonej – ona ratowała ludzkość przed zagładą i dlatego była nie do pokonania. Dlatego dziś są tak zmasowane ataki na pamięć o Armii Czerwonej, ponieważ ludzkość zapomniała o tragedii swojej zagłady i może być szczuta ponownie na Rosję. Ale teraz Rosja już swoich ludzi nie poświęci i każdy musi najpierw pomóc sobie sam, ponieważ ludzkość Rosję zdradziła i za wyzwolenie odpłaciła niewdzięcznością i nikczemnością. Wcale nie żartuję ani nie przesadzam. Polacy na przykład zachowują się tak, jakby Ofiarę Życia złożoną przez Armię Czerwoną można było uczynić niebyłą, czyli Poległym przywrócić życie i jak pomyleni wygadują Polacy, że nie chcieli być wywalani przez Armię Czerwoną zupełnie ignorując fakt, że w innych okolicznościach w ogóle by Polski i Polaków w takiej formie/osobie nie było. Psychiatra by to łatwo zdiagnozował, bo jest to objaw choroby umysłowej – tworzenie rzeczywistości zastępczej i to negującej istnienie własne.

    „Ktoś powie, że to doprowadzi do licznych wojen i konfliktów. Owszem ale, będą to znacznie mniejsze konflikty, być może częstsze”

    – nie jest to nic lepszego, bo z punktu widzenia ofiary wojny/konfliktu nie ma znaczenia, kto i dlaczego zabił. Trup to trup. Żywi oczywiście mogą to dowolnie kształtować na własny użytek, ale trupowi to przecież obojętne.

    „Jestem za wzmocnieniem polskiej rodziny. Za żonami = kurami domowymi – teraz to mnie feministki zjedzą. ”

    – feministki nie maja nic wspólnego z jakimś rzeczywistym ruchem kobiecym. Są to osobniczki dyspozycyjne, wyuzdane, łamiące normy społeczne i tym samym społecznie szkodliwe. Nie są to żadne „wyzwolone kobiety” lecz perwertytki żyjące z szokowania normalnych ludzi.
    Kura domowa, czyli kobieta prowadząca dom to wszechstronny menadżer, dietetyk, lekarz domowy, sędzia pokoju i antidotum na stres wszelaki. Kobieta, która potrafi prowadzić dom i utrzymać spójność rodziny będzie dobrze pracować w każdym zawodzie, ponieważ żyje ona w rzeczywistości. W domu nie da się zrobić na niby prania czy na niby ugotować jedzenie. A więc taka kobieta jest mocno zakotwiczona w praktycznym wymiarze życia.

    „Prawa fizyki obowiązują wszystkich, póki co i nie da się umieścić wszystkich na szczycie bo im wyżej tym mniej miejsca ( takie moje chłopskie przemyślenia ). ”

    – przede wszystkim nie każdy nadaje się do tego, by rządzić. Rządzenie to nie używanie palca wskazującego i mówienie „ty zrobisz to, a ty to”, lecz rządzenie to wyłącznie wielka odpowiedzialność. Przykładem dobrego przywódcy jest Stalin (znał On wszystkich współpracowników po imieniu i otczestwie. Pracował od rana do nocy. Miał tylko dwa ubrania – jedno codzienne i jedno wyjściowe. Nie miał żadnego majątku, to znaczy, że nie posiadał pałacu z luksusowym wyposażeniem. Najwyraźniej był On świadomy, z czym posiadanie luksusu się wiąże i że stoi ono w bezpośredniej sprzeczności z możliwością uczciwego sprawowania władzy. Patrząc na Prezydenta Putina widzimy to samo. Na zdjęciach robionych „po godzinach pracy” widać, że Putin prowadzi życie proste, sprzęty w pomieszczeniach są funkcjonalne i proste. Ja to rozumiem. Posiadanie bibelotów rozprasza człowiekowi uwagę i trzeba się nimi zajmować, no bo w przeciwnym razie po co one człowiekowi? Co prawda niektórzy sugerują, że Prezydent Putin na sto jachtów i tak dalej, ale w jaki sposób miałby z nich korzystać i kiedy? Nawet najbogatszy człowiek ma dokładnie tyle samo czasu na dobę co nędzarz, mianowicie 24 godziny i ani sekundy dłużej.)
    Posiadanie władzy to odpowiedzialność zupełnie wykluczająca własne bogacenie się. Prawdziwy władca nie ma nawet takiej potrzeby. Ale za to każdy prostak marzy o władzy, ponieważ utożsamia ją z posiadaniem bogactwa. Czegoż innego można się po prostaku spodziewać?

    „Jedna z kobiet powiedziała, że cieszy się bardzo bo nareszcie będzie mogła normalnie pracować. Dzieci pójdą do szkoły a ona do pracy.”

    – jeżeli ta kobieta ma taki styl życia i to jej rodzinie pasuje, no to nie ma powodu się do tego wtrącać. Na takiej postawie życiowej traci tylko ona i jej rodzina. Dzieci w którymś tam momencie stają się osobami dorosłymi i nie ma sposobu zatrzymać tego procesu. A więc czas spędzony z dziećmi to tylko przedział „od-do” i tyle. Nie wykorzystany nie może być w żaden sposób przywrócony. Nic nie da się cofnąć. Dlatego mądra matka jest chętnie „kurą domową” bo ona wie, że te parę lat z dzieckiem to wielki prezent od Losu i warto go przyjąć. Wiem po sobie, jak bardzo byłam zaskoczona, choć przecież wiedziałam o tym od początku!, że moje dziecko nie chce już kołysanek na dobranoc, nie chce, bym mu pomagała w czymkolwiek i czuje się na tyle samodzielne, że mnie już nie potrzebuje. Musiałam sama siebie przewartościować, żeby jakoś sobie z tym poradzić. A wydawało mi się, że jestem zupełnie odwiązana i świadoma procesu dorastania dziecka. Dziura w sercu już mi dawno zarosła, a teraz jestem bardzo zadowolona, że mogę wspominać, jak to chodziliśmy do parku do piaskownicy, na pływalnię co tydzień, do wesołego miasteczka, jak robiliśmy razem kotlety mielone a moje kilkuletnie dziecko robiło je malutkie jak cukierek i na patelni paliły się one od razu… Dzieciństwo dziecka to rzecz bardzo przejściowa i nie można jej zatrzymać, zahamować by trwała wiecznie.
    A więc Kura Domowa to osoba wyjątkowa, spełniająca ważną funkcję społeczną prowadząc rodzinę w wyważony sposób.

    „Następuje degradacja rodziny, upadek autorytetu ojca.”

    – jeżeli ojciec sam sobie autorytetu nie odbierze, nie może tego uczynić nikt inny. Nie oszukujmy się tu. Mężczyzna musi nad sobą pracować, by na ten autorytet zasłużyć i gdy jest mężczyzna wartościowym człowiekiem autorytet ma on niejako automatycznie.

    „Próbuje się obliczać ile jest warta praca kobiety w domu, aż strach pomyśleć kiedy będzie można wziąć urlop na żądanie od rodziny. ”

    – z tym płaceniem (głownie kobietom) za pracę w domu to jakaś szatańska sztuczka. Kobieta w domu mieszka, czyli z mieszkania korzysta. Jeżeli chce ona mieć w swoim domu czysto, to musi ona posprzątać. Niby proste, nie? Jeżeli chce ona dbać o rodzinę i jej wyżywienie – jedząc przecież sama też – no to gdzie tu powód do płacenia jej za to? Jako następna padnie może propozycja, żeby ludzie dostawali pieniądze za to, że sobie sami umyją zęby? albo wytrą tyłek? Absurdy jak wiemy granic nie znają. Wszystko, co robi kobieta w domu, robi także dla siebie samej. Jeżeli domownicy jej nie szanują, no to nie jest to sprawa wagi społecznej, lecz jej, tej kobiety osobisty problem, który musi ona sama rozwiązać. Jak to miało by być? ze z urzędu mąż będzie przymuszany do mycia naczyń? czy gotowania? przecież takie sprawy małżonkowie, czy rodzina, powinni załatwiać we własnym zakresie i należy to do sfery prywatnej życia każdego człowieka. Jak można stawiać przed urzędem całe swoje życie prywatne otworem? Przecież człowiek w takich warunkach nie może normalnie funkcjonować, będąc pod stałym nadzorem i mając nad sobą niejako bat karzący za niedopatrzenia. Horror!

    „To wszystko powoduje, że nasze dzieci pozbawione wzorców, a jednocześnie mamione wielkim sukcesem dają się manipulować przez jakieś tam elity na szczycie do której ten młody człowiek pragnie być zaliczony. ”

    – no a od kogo mają te wzorce czerpać nasze dzieci? To rodzice powinni walczyć o to, by mieć całkowitą władzę nad dziećmi, by móc dzieciom przekazywać wartości moralne i etyczne takie, jakie rodzice uważają za właściwe. Nie może tu być miejsca na wtrącanie się osób obcych z urzędu, ponieważ taki urzędnik dostał nad rodzicami władzę. Na jakiej podstawie??!
    Co do tego, że młodzi ludzie chcą być zaliczani do elit, to jest to manipulacja odgórna.” Być” zostało zastąpione przez „mieć” i obecnie nie jest już ważne, kto jest jakim człowiekiem, jaki ma charakter, jaki styl życia itd. lecz człowieka ocenia się po stanie jego posiadania. Ponieważ robimy to niemal wszyscy, to taki schemat może funkcjonować. Jeżeli przestaniemy to robić, problem zniknie sam z siebie. Przywróćmy inne wartości w życiu i będzie dobrze.

    „Dlatego autorytet ojca jest osłabiany. Dzieci widzą normalnego człowieka z krwi i kości, który ma wiele cnót, ale również człowieka, który popełnia błędy i nie jest idealny. ”

    – tu się nie zgadzam całkowicie! Dziecku wcale nie zależy na żadnym idealnym rodzicu!!! Matka uczy się macierzyństwa tak samo jak dziecko uczy się być sobą, a ojciec uczy się być ojcem. Jest to żywy proces i musi być on stale korygowany, by dochodzić do stanu optymalnego. Nie można zrobić czegoś „dokładnie tak, jak wczoraj” bo dziś to nie wczoraj i człowiek dziś to już człowiek inny, bogatszy o doświadczenie dnia ubiegłego. Rodzice nie muszą udawać idealnych, wystarczy, że są prawdziwi, uczciwi, a dziecko samo sobie z tego wyciągnie swoje wnioski.

    „Degradacja rodziny jest wszechobecna. Osobiście jestem zaliczany do rodziny patologicznej ponieważ mam 3 kę dzieci a wielu określa wartość mojej rodziny jako 3 x 500+. ”

    – no, moja Matka miała nas pięcioro i z tego co pamiętam, to niecałe 20 zł na dziecko, czy jakoś tak, bo liczone to było inaczej w zależności od tego, które z kolei to było dziecko. Ale uważam, że to 500+ to dobry pomysł, ponieważ dzieci kosztują dużo. Ktoś tak wyliczył, że wychowanie jednego dziecka od zera do dorosłości kosztuje tyle, co dobrej klasy samochód. Tym niemniej ja bym dziecka na samochód nie zamieniła w żadnym razie. Jeżeli masz Troje dzieci, to znaczy, że chciały się one u Was urodzić. Bóg wie dlaczego i nie jest to moja sprawa. Jeżeli można, to cieszę się razem z Wami.

    „Moja żona kładzie duży nacisk na wychowanie dzieci. ”

    – już dawno wyczytałam w mądrej książce, że wychowywanie dziecka to dawanie mu dobrego przykładu, a wszystko inne to tresura. Stosowałam, bo się z tym zgadzam. Czy z dobrym skutkiem? a no z takim, jaki może być w przypadku do czynienia z żywymi ludźmi. Oczywiście, można było wiele zrobić lepiej, ale to wie się dopiero po fakcie, czyli nie ma sensu sobie tym zawracać głowy.

    „Niestety doskwiera jej samotność.”

    – być może Twoja Żona czuje się samotna, bo podświadomie chce sprostać forsowanemu obecnie wzorcowi kobiety-matki. Niepotrzebnie! Dla Waszych dzieci jest Ona najlepszą Matką, możesz mi wierzyć. Gdy Twoja Żona zacznie być dumna z bycia Matką, to i samotność jej przejdzie i nie będzie miała ochoty spotykać się z byle kim, bo szkoda czasu. Ten obecny, Wasz czas z dziećmi, to tylko krótka chwila. Nie zmarnujcie jej zajmując się sprawami nieważnymi. Nie to istotne co o Was myślą inni, bo nawet na to wpływu nie macie (a gdy wpływ mieć zechcecie, będziecie musieli zrezygnować z części własnej osobowości i się dostosować do innych, a często nie warto) ale jedynie ważne jest to, co każde z Was myśli o sobie samym. Higiena psychiczna to także właściwe podejście do własnej osoby, czyli takie, jak do najlepszego przyjaciela. Któż może ci być przyjacielem lepszym niż ty sam dla siebie?

    „Poza tym jesteśmy ostatnim pokoleniem gdzie dziadkowie mogą odciążyć nas przy wychowaniu dzieci. Nasze dzieci nie będą miały takiego komfortu. Będą wspinać się na szczyty sukcesu, żeby potem umierać w samotności bo dzieci to tylko balast.”

    – jeżeli tak by się stało, to oznacza, że wychowaliście Wasze dzieci nie według własnych przekonań, lecz nacisków z zewnątrz. Bycie dyrektorem nie wyklucza wcale bycia dobrym dzieckiem dla własnych rodziców. Oczywiście, dla rodziców biednych, nie mających środków na utrzymanie potomstwa dzieci to balast i problem. Bo i jak inaczej mogło by być? Normalny człowiek martwi się, że nie może dać dziecku najlepszego z najlepszego. I jeżeli nie ma możliwości zarobić pieniędzy, to problem jest wprost bolący. Dlatego to 500+ jest jakimś rozwiązaniem. Ale może to mieć i drugie dno. Bo już teraz dzieci mają władzę nad rodzicami (obowiązek meldowania w szkole „problemów domowych”, czyli przyuczanie dzieci do donosicielstwa na własnych rodziców) i jeżeli rodzice otrzymujący te 500+ są zobowiązani do umożliwiania kontroli z urzędu w domu, no to jest to perfidia wyjątkowa. Dzieci stracą więzi z rodzicami, będą czuły się zobowiązane wobec urzędu, bo stamtąd „płynie ich dobrobyt”, a rodzice? a rodzice będą postrzegani jak niedołęgi. I to jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Ale jak wszystko, tak i to zależy od charakteru poszczególnych ludzi. Mądrzy sobie poradzą, inni będą musieli uczyć się sobie z tym radzić. Ale świat na pewno nie przestanie się kręcić i starzy ludzie będą umierać a nowi się rodzić. Ot, jak to w życiu…

    • hmm. W wielu wątkach zgadzam się z Tobą. Jednak jestem bardziej sceptyczny co do cnót Pana Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili. Polacy przekonali się o tym 17 września 1939 a także podczas Powstania Warszawskiego. Oczywiście Stalin wiedział o zapędach Niemiec dużo wcześniej a o jego przyzwoleniu może świadczyć ścisła współpraca na poligonach rosyjskich, kiedy to jeszcze świat patrzył na ręce Niemcom. Osobiście nie dziwię się, że wśród rodowitych Niemców narastała niechęć wobec żydów. Mega inflacja i bieda potęgowały niechęć wobec żydów, którzy ubóstwem nie grzeszyli. Z dzisiejszej perspektywy można zaobserwować podobną sytuację. Ludzie z Ukrainy zalewają Polskę – wystarczy przejść się po TESCO w godzinach późno wieczornych. To, że oni pracują tutaj i często wykonują te najcięższe prace nie stanowi problemu. Jednak wielu Polaków zaczyna trzeźwo patrzeć na sytuację. Poziom wynagrodzeń Ukrainców niebezpiecznie zbliża się do wynagrodzenia Polaków. Wiele firm zapewnia lokum, dojazd a nawet wyżywienie. Nawet dochodzi do takich absurdów, że właściciele mieszkań wypowiadają umowy rodziną po to aby wynająć mieszkanie Ukraincom. Osobiście pracowałem na zachodzie: Niemcy, Dania…. Byłem traktowany z szacunkiem, ale nigdy nie mogłem równać się poziomem życia z Duńczykiem czy Niemcem. Jak okradziono pobliski dom to policja natychmiast była u nas. Czasy kumuny źle wspominam. Ojciec miał firmę budowlaną i nieźle musiał się namęczyć aby dostać jakąś intratną budowę. Oczywiście wszelkie interesy były okraszane hektolitrami wódki. Kto miał znajomości i umiał kombinować ( niekoniecznie miał fach w ręku ) żył jak pączek w maśle. Jedno co było dobre to, że wszyscy byli równi. Buty relaksy i ubrania z pokolenia na pokolenie był to rodzaj ascezy, który miał pozytywny wpływ na charaktery ludzkie. Partia tak bardzo zajęła się odbudową Polski, że zapomniała o potrzebach życia codziennego. Często też próbowano uszczęśliwiać ludzi na siłę. Ojciec kiedyś pojechał do Poznania po telewizor a przyjechał z pralką. W sumie jedno i drugie miało funkcję prania z tym, że TV prał mózgi a pralka ubrania. W internecie krąży wiele porównań. Najbardziej znane porównanie to auta jakie w tamtym czasie powstały w Niemczech. Mercedes vs Trabant. Oczywiście rozwój technologiczny nie koniecznie musi iść z rozwojem kulturalnym. W PRLU można było zasmakować chociażby kabaretów na wysokim poziomie, nie to co dzisiaj. Kwitła muzyka rockowa i tutaj jest pewien fenomen. „Banda” zarośniętych i przepoconych hipisów porywała tłumy tekstami piosenek i muzyką. Dzisiaj bez cycków na scenie zespół nie może istnieć, co ja mówię jaki zespół ? Zakochany w sobie „wyglancowany” piosenkarz śpiewający z playbacku , jego 8 rdzeniowy laptop i syntezator.

  4. LEEHU,
    nie masz pojęcia, nikt nie ma pojęcia tak naprawdę, co robił Stalin.

    Nie mamy i nie będziemy mieć dojścia do prawdziwych dokumentów. I nie musimy, by móc rozumieć sprawy podstawowe.

    Wszyscy wiedzieli o zapędach Niemców wcześniej, a najwcześniej banki zachodnie, w tym amerykańskie, które finansowały „wzrost gospodarczy” Niemiec. Niemcy byli celowo wepchnięci w nędzę, bo potem bycie żołnierzem dawało możliwość regularnych posiłków, ubrania porządnego i nawet awansu. Biedę w Niemczech zrobili im anglicy i francuzi. Wiem to z niemieckiej tv, w której przed laty pokazywali wiele ciekawych filmów dokumentalnych. Dziś tylko już badziewie.

    Jeżeli Polacy mieszkają na ziemi wywalczonej Krwią Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej, i jeżeli walczyli oni pod dowództwem Józefa Stalina, to Polacy powinni być ostatnimi ludźmi, którzy mieliby prawo do krytyki zarówno polityki jak i osoby Stalina. I to nie tylko z punktu widzenia moralnego, ale czysto praktycznego, dla Polaków.

    Od początku sprawowania władzy Stalin robił tylko to, co musiał, ale na pewno nie to, co chciałby. ZSRR był w ruinie, życie straciło w wyniku puczu, zwanego rewolucją, przeprowadzonego w carskiej Rosji przez kraje zachodnie – dziesiątki milionów Rosjan, szczególnie młodych i wykształconych, a także gimnazjalistów. Rosja była rabowana przez całe lata przez „oddziały interwencyjne” krajów zachodnich, Rumunii, Węgier i kto tam jeszcze chciał w tych zbrodniach uczestniczyć. Polski nie było wtedy praktycznie, no to nie uczestniczyła, ale widać przecież. że gdyby Polacy byli krajem już stabilniejszym, to na Rosję napadli by razem z hołotą z zachodu.

    A więc Stalin w porównaniu z takim piłsudskim to nie tylko polityczny geniusz, ale człowiek Wielkiego Formatu. On kraj dźwignął z ruin. A piłsudski Polskę dobijał zarówno destabilizując gospodarkę jak i mordując opozycję polityczną.

    O ile Stalin zmuszony był do działań drastycznych, ponieważ likwidował V kolumnę i zdrajców, o tyle piłsudski zabijał Patriotów, chcących pracować na rzecz Polski niepodległej.

    Stalin czuł się obywatelem Rosji i pracował dla Rosji, natomiast piłsudski działał z ramienia i w interesie Niemców.

    Co do ludzi z Ukrainy, którzy „zalewają Polskę”. A co mają robić? Polacy „zalewają” anglię i o Polakach anglicy mówią to samo. Więc problem ma szerszy wymiar.

    Nie wiadomo, czy w ogóle jeszcze jakaś Polska istnieje, ponieważ nie wiemy, czy nie zostały podpisane jakieś umowy przez „polski rząd”, które to umowy unieważniały by porozumienia zawarte przez PKWN/Rząd Jedności Narodowej i ZSRR.

    „Czasy kumuny źle wspominam. Ojciec miał firmę budowlaną i nieźle musiał się namęczyć aby dostać jakąś intratną budowę. Oczywiście wszelkie interesy były okraszane hektolitrami wódki.”

    – dlaczego uważasz, że państwo miało obowiązek dbać o prywatną inicjatywę a nie ogół obywateli? Na budownictwo kwaterunkowe trzeba było skierować niemal cała produkcję cegieł i cementu, bo przyrost naturalny był kolosalny. Nie cierpiałeś w Polsce Ludowej głodu, a więc Ojczyzna zapewniła Ci to, co powinna była. Natomiast realizować własne koncepty życiowe można wówczas, gdy państwo jest na to stać, by do tego dopuścić. Dlaczego rząd ludowy miałby decydować na korzyść Twojego ojca jednocześnie skazując ludzi mniej zaradnych i biedniejszych na bezdomność? Ja rozumiem, bliższa ciału koszula, ale jeśli się urodziłeś w Polsce i Twój ojciec też mieszkał w Polsce, to było to sprzężenie zwrotne i egoistyczne podejście nie powinno przesłaniać realności dążeń.

    – Co do alkoholu, to wcale nie było aż takiego pijaństwa. U nas w domu nigdy nie było alkoholu, a ja pierwszy raz napiłam się wina domowej roboty u koleżanki na imprezie urodzinowej z okazji osiemnastki. Alkoholizm to była pozostałość po okupacji. Nie tak łatwo można ludzi zmienić, jak by się chciało. ale rząd prowadził liczne akcje antyalkoholowe, także w pracy; były liczne plakaty piętnujące pijaństwo, a alkoholików leczono za darmo i nawet w sanatoriach. Wiem z dziejów środowiska, w jakim wyrosłam.

    „Buty relaksy i ubrania z pokolenia na pokolenie był to rodzaj ascezy, który miał pozytywny wpływ na charaktery ludzkie.”

    – nie wiem, jak buty Relax, ale Pionierki to był obuw, jakiego nigdy potem już nie udało mi się kupić: wygodne, dostosowane do stopy, nie obcierające pięt, jednym słowem: cudo. A moja koleżanka pracowała w Będzinie, w fabryce obuwia i tam robili buty na eksport z czeskiej, super skóry. Wielu cudzoziemców (szkopi, bo i kto inny?) robiło sobie w tej fabryce buty na obstalunek, na miarę, bo w ich krajach albo nie byłoby ich stać, albo nie było takich możliwości. Widziałam te buty na własne oczy. Piękne! A dewizy były potrzebne, no to Będzin pracował na eksport.

    ” Partia tak bardzo zajęła się odbudową Polski, że zapomniała o potrzebach życia codziennego.”

    – często mam wrażenie, że Polacy wychowali się w piwnicach bez światła. Po co kłamać? ja pochodzę z tzw. biednej rodziny, bo moja Matka była „dziadem, ale honorowym”. Ale ja korzystałam z czytelni w pięknym Domu Kultury, chodziłam na zajęcia po szkole – kółko fotograficzne, chemiczne, sportowe, jeździłam na obozy i kolonie w lecie a w zimie na zgrupowania sportowe. Jako dorosła chodziłam często do kawiarni na ploty z koleżankami, na dyskoteki niemal całe lato prawie co dzień, albo na dancingi w co lepszych restauracjach, gdy była na to kasa. Kino to rzecz oczywista i nawet bym o tym zapomniała. Do tego koncerty w Domu Kultury i występy tzw. gwiazd polskiej estrady. Nie było nudy. Do tego dziesiątki świetnych tygodników do czytania.

    Telewizora nie mieliśmy, ale nikomu nie było go brak. Radio z adapterem kupiła moja Matka od znajomych (Viola, pamiętam!), bo na nowe nie było nas stać.
    Na Twoim przykładzie widać, że prawdziwe jest powiedzenie, iż bogaty to nie ten, co ma dużo, ale ten, co ma małe potrzeby. Po sobie to widzę i według tego żyję.

    Materialnych „potrzeb” człowiek nie zaspokoi nigdy i nie ma z tym nic wspólnego system polityczny. Na zachodzie jest masa dziadów, bezdomnych meneli, bezrobotnych i tych, co żyją z socjalu. Cóż więc można zarzucić naszej kochanej Polsce Ludowej? NIC.
    Wówczas było tak, jacy byli ludzie, wszędzie tak jest. A władza nie ma robić ludziom papieru toaletowego, lecz zbudować takąż fabrykę. I mieliśmy najnowocześniejszą w europie fabrykę papieru w Kluczach. Na V kolumnę i ludzkie lenistwo nie ma sposobu, bo zaraz narzekanie, że to tyrania.

    – Co do trabanta i mercedesa, to trabant był lepszy. Poza tym firma produkująca trabanty nie produkowała równolegle min przeciwpiechotnych i nie sprzedawała ich państwom afrykańskim. Dziś jest tam min więcej niż mieszkańców ogółem w Afryce. I to wina zachodu.
    – A Ty zachwycasz się mercedesem. Wcale nie jest to auto lepsze niż inne, niż na przykład polski fiat, tylko w głowach ludziom propaganda zrobiła „kuku na muniu” i to stąd ten nieuzasadniony zachwyt niemieckim złomem na kółkach. Poza tym w RFNie nie było zbyt wiele do odbudowy, to mieli czas i możliwości się mercedesować. U nas konieczne było najpierw usunięcie gruzów, potem zbudowanie domów, a równolegle do tego zaopiekowanie się inwalidami wojennymi i sierotami. Wszystkie problemy Niemców zawinili sobie oni sami. I oni nam zniszczyli kraj, a nie my im. Dlatego dziwne jest, że Polak zachwyca się mercedesem, zamiast splunąć na to badziewie. Ale widać honor, duma narodowa to przeżytek i byle kawałek blachy odbiera ludziom chciwym rozum.
    – Muzyka tzw. rockowa oparta jest na fałszywym metrum, jest to niezgodne z naturalnymi częstotliwościami i dlatego w ludziach wywoływało taki rezonans, że wpadali w ekstazę czy tracili zmysły jak na występie bitelsów w Hamburgu, gdzie nastolatki piszczały i sikały w majtki. To jest bardzo szkodliwe, a następnym krokiem to „chewy metal”, potem jąkanie czyli rap i jednocześnie naśladowanie ruchów osób chorych na paraliż mięśni, czyli taniec nowoczesny.

    Zachód to banda bezmózgich osobników i doprawdy Polak – Słowianin nie ma się tam czym zachwycić.
    A biorąc pod uwagę zboczenia seksualne tam praktykowane, to już horror w czystej postaci. Oblizywanie fiutów starym capom za pieniądze to forma zarobku, kopulacje ze zwierzętami w specjalnych burdelach to norma, acz kosztuje ponoć więcej niż pozwolić się obsłużyć przez prostytutkę.
    Nie ma niczego takiego, czego Polak mógłby nauczyć się na zachodzie. To degeneraci, zboczeńcy i osobniki ograniczone umysłowo nie posiadające żadnych norm etycznych i moralnych. Z nimi można zejść tylko na dno.

    Wyśmiewana muzyka ludowa oparta jest na naturalnych częstotliwościach, a więc nie szkodzi mózgowi, nie wprowadza dysonansu a teksty często zawierały mądrości ludowe. Dobra jest muzyka klasyczna ale głównie Mozart, bo taki Beethoven to już ciężej działa na ucho a Ravel to osobnik maniakalny i jego „Bolero” też takie.
    Nie to dobre, co w świecącym papierku, ale to dobre, co człowiekowi służy.

    Jak to mówią: cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie!

Wypowiedz się