Syntetyczna historia Polski na tle historii świata

Ziemia 6

Początki ludzkości giną w mrokach prahistorii. Czy przybyliśmy z Kosmosu, czy życie biologiczne rozwinęło się spontanicznie na Ziemi i ewoluowało, czy też na to naturalne życie nałożyły się eksperymenty genetyczne Obcych spoza Ziemi, nie jest rozstrzygnięte. Wydaje się, że Kosmos i jego dalecy mieszkańcy mieli jakiś wpływ na naszą historię.

Niezależnie od tego, na Ziemi rozwinęły się różne plemiona (szczepy, rasy – etykietki słowne są tu bez znaczenia), nazywane w różnych źródłach rozmaicie, np. w „Księdze Uranti” mają one kolory (brązowy, czerwony, żółty, niebieski itd.). Według zwolenników teorii ukształtowania nas przez Kosmitów podział będzie nazwany inaczej – na Annunaki, Reptilian, Nordyków itd.

Tak, czy inaczej, mam przekonanie, że ludzie inteligentni żyją na Ziemi od co najmniej kilkuset tysięcy lat i tworzyli w dawnej przeszłości (100-200 tys. lat temu) zaawansowane cywilizacje, takie jak Lemuria czy Atlantyda. Owe dawne cywilizacje opanowały technologie atomowe, laserowe, antygrawitację, tzw. generatory wolnej energii, budowały statki kosmiczne.

Dlaczego nie znajdujemy dziś śladów tamtych cywilizacji? Po pierwsze, wiele zostało zniszczonych, bo nastąpiły kataklizmy, ruchy wulkaniczne i tektoniczne oraz potopy, które zniszczyły większość śladów. Po drugie, część śladów mogli usuwać zainteresowani tym Obcy. Po trzecie, jakieś ślady (np. pod wodą i pod ziemią) jednak istnieją, ale mamy problem z ich interpretacją lub ktoś blokuje do nich dostęp.

W naszym kontekście najważniejsza jest historia Atlantydy, cywilizacji na kontynencie półkuli zachodniej, którego dziś nie ma, bo pochłonął go ocean – Atlantyk. Kontynent ten rozciągał się niemal od Grenlandii aż w pobliże wybrzeży dzisiejszej Brazylii. Miał dobry klimat, żyzne gleby i zdolnych mieszkańców, którzy ok. 100 tysięcy lat temu zaczęli budować wspaniałą cywilizację (polecam książkę „Atlantyda” autorstwa Shirley Andrews). Jednak cywilizacja ta poprzez rozmaite technologie ściągnęła na siebie kataklizmy i Atlantydzi musieli uciekać – do Europy, Afryki, obu Ameryk. Różne grupy Atlantydów wędrowały przez basen Morza Śródziemnego, Europę, Północną Afrykę, dzisiejszą Azję Mniejszą, Skandynawię.

Ostatni, największy exodus Atlantydów miał miejsce ok. 10-11 tysięcy lat p.n.e. Wtedy też ma swoje początki cywilizacja na terenach Europy „środkowej”, a dokładniej – na obszarze od Kaukazu i Donu po Bałtyk od Jeziora Ładoga po Danię, po Adriatyk i Ren. Na wielu historycznych mapach właśnie ten teren – między Renem a Donem, Bałtykiem a Morzami Czarnym i Adriatyckim przedstawiany jest jako Sarmacja, Lechia, Scytia, Slavia, Polonia itd.

mapa Polonorum Imperium

Atlantydzi odbudowywali resztki swojej cywilizacji w Egipcie, Skandynawii, Walii, dzisiejszej Hiszpanii i Francji, a także na naszych terenach. Te zależności czasowe znajdują dziś potwierdzenie w badaniach archeologicznych i genetycznych. Nasza tzw. haplogrupa genetyczna R1a1 to właśnie obszar Lechii aż po Iran i północne Indie. W Indiach, obok ludzi śniadej karnacji, żyje do dziś mniejszość o rysach i karnacji zbliżonej mocno do naszej, o niebieskich oczach.

Czy jesteśmy potomkami Atlantydów, czy ich uczniami, jest mi to obojętne – fakty przemawiają za tym, że budujemy tu kulturę i cywilizację od ok. 12-13 tysięcy lat. Dziś znajdowane są stare grody, miejsca pochówku, które o tym świadczą. Piszą też o nas, jako o zaawansowanej i potężnej cywilizacji, kronikarze rzymscy. Rzymianie – co mogłoby dziwić – nigdy nie zdobyli i nie skolonizowali terenów na północ od Dunaju – bo natrafiali na silny opór naszych przodków.

Nasza kultura rosła, wzbogacała się – świadczy o tym choćby mitologia Słowian, zebrana przez Czesława Białczyńskiego w cztery opasłe tomy („Mitologia Słowiańska”, księga Ruty i księga Tura są już wydane, mają wyjść jeszcze dwa tomy). Powstał język – dziś nazwalibyśmy go prasłowiańskim – oraz pismo (głagolica). Lechici opanowali medycynę na tak wysokim ówcześnie poziomie, że słowiańscy lekarze leczyli wszystkie ludy Europy. Powstawały grody, osady, manufaktury, kurhany, kopce, a także rosła plemienna kultura polityczna, która ewoluowała w kierunku demokracji wiecowej. Był to najbardziej zaawansowany ustrój ówczesnego świata, oparty na równości wszystkich obywateli, którzy mogli przyjść na wiec, zabierać głos i głosować. Panowało równouprawnienie kobiet i mężczyzn.

Ok. 2-3 tysięcy lat p.n.e. ludy naszych przodków zaczęły tworzyć większe organizmy państwowe i pojawili się królowie (p. wspaniałe prace Janusza Bieszka). Państwo Lechickie (słowiańskie) było już tak silne, gdy powstało cesarstwo rzymskie, że Rzymianie nie odważali się wkraczać na tereny Słowian.

Ślady kultury słowiańskiej – językowe oraz materialne, archeologiczne – obecne są od Renu na wschód. Większość miejscowości w dzisiejszych Niemczech północnych, środkowych i wschodnich ma pierwotne nazwy słowiańskie – jest na ten temat obszerna literatura i być może powstanie słownik takich nazw.

Oczywiście, miały miejsce przetasowania, wędrówki, walki, mieszanie się ludów. Tak np. w środek naszych terytoriów przedostała się grupa, którą dziś nazywamy Węgrami. Chorwaci byli podzieleni na północnych i południowych, itd. Po wędrówkach ludów po połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery zaczęły się kształtować znane nam już współcześnie plemiona i państwa europejskie.

Pod koniec pierwszego tysiąclecia nasilił się napór plemion saskich i gotyckich (dziś powiedzielibyśmy: niemieckich) od zachodu i Słowianie zostali wyparci za Łabę. Dalsze dzieje Słowian, szanowanych przez Turków, Tatarów i inne ludy, znamy mniej lub bardziej prawdziwie ze szkoły – jest tam sporo przekłamań i przemilczeń.

Rozwój duchowy, kulturowy i religijny Słowian był na takim poziomie, że przyjęcie (narzucenie?) Polakom chrześcijaństwa było swego rodzaju uwstecznieniem i jarzmem. Potem wielokrotnie kościół katolicki (Watykan) prowadził wrogą politykę wobec Polski. Zresztą ta wrogość wielu zachodnich ludów wobec Słowian wynikała z ich kompleksów i zazdrości – Słowianie mieli bogatszą kulturę i duchowość, własny język i pismo, własne wynalazki techniczne, dużo bardziej zaawansowaną organizację państwa i społeczeństwa (choćby demokracja wiecowa), a także sztukę wojenną. Byli niepokonani od paru tysięcy lat. Mieli piękne ziemie, żyzne pola, lasy, jeziora, a także sztukę użytkową (metale, bursztyn).

Dobry okres dla Słowian skończył się wraz z tzw. chrystianizacją w obrządku zachodnim. Pod płaszczykiem nawracania religijnego kwitła na terenach słowiańskich mordercza i zaborcza działalność niemieckich bandytów (Krzyżacy) oraz polityka ich zdradzieckich sojuszy.

Mimo, że Polska była dla Europy wielokrotnie tarczą i obroną przed Tatarami i Turkami, nie zaznała ani wdzięczności zachodniej Europy, ani solidarności, ani spokoju. Była wielokrotnie nękana, zdradzana i okradana (potop szwedzki, najazdy niemieckie, polityka Watykanu, rozbiory, zdrada „aliantów” w 1939 roku, zdrada jałtańska aż wreszcie rozkradanie po 1989 roku).

Po tzw. Piastach, którzy położyli solidne fundamenty pod polską państwowość, Jagiellonowie zbudowali potęgę Rzeczypospolitej, potęgę Międzymorza, potęgę gospodarczą, polityczną i militarną, której ostatnim, choć wymownym, aktem była odsiecz wiedeńska Jana III Sobieskiego, który dowodził wielonarodowymi siłami europejskimi przeciw Turkom. Kultura polska była na tyle silna i atrakcyjna, że zostawała przyjęta przez wszystkie sąsiednie i mieszkające w Rzeczypospolitej ludy, dominowała, powodowała polonizację innych.

Równocześnie Rzeczpospolita stała się – dzięki swojemu bogactwu, dobrobytowi, ale i wspanialej kulturze (np. kulinarnej) oraz tolerancji – łakomym kąskiem dla wielu sąsiadów. Odejście od starosłowiańskiej i polskiej tradycji równości obywateli („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”) i obsunięcie się do prymitywnej, zachodniej kultury oligarchów (magnaci), spowodowało osłabienie Polski i narażenie jej na rozdzieranie od wewnątrz. Rozpoczęły się walki, zdrady, przekupstwa, demoralizowanie polskiego społeczeństwa, aż wreszcie doszło do rozbiorów i zaniku państwowości polskiej.

O sile polskiego ducha świadczy fakt, ze po 123 latach rozbiorów Polacy byli w stanie wywalczyć i stworzyć od zera własne, duże państwo, a także scalić trzy części porozbiorowe.

Polacy mieli najsilniejszą armię podziemną podczas II wojny światowej, najlepiej zorganizowane państwo podziemne, najlepszą partyzantkę, najinteligentniejszy wywiad.

To Polacy złamali tajemnice niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, Polacy obronili Anglię w wojnie powietrznej, Polacy walczyli na niemal wszystkich frontach II wojny światowej, Polacy oddali najwyższą (licząc procentowo w stosunku do liczby swoich obywateli) daninę krwi spośród wszystkich narodów, to Polacy – mimo groźby kary śmierci – uratowali najwięcej Żydów przed opresją niemieckiej machiny mordowania.

Wreszcie to Polacy wynaleźli bądź skonstruowali mnóstwo nowych technologii i urządzeń, z komputerem na czele. Ale ich wynalazki przywłaszczali sobie inni.

Po zdradach, wymordowaniu milionów, okradzeniu i pozbawieniu wielu terytoriów, sprzedano Polaków w Jałcie komunistom. Dziś odczuwamy tego skutki, bo tzw. Zachód napasł się, grabiąc Amerykę Łacińską, Afrykę i częściowo Azję, a potem – po obaleniu komunizmu, który nas wymęczył i nie pozwolił rozwijać się – rzucił się na nas i naszych postkomunistycznych sąsiadów, rozkradając nasze kraje i wywożąc stąd biliony dolarów.

Polacy, a właściwie wszyscy Słowianie, są dziś zmęczeni, a po „terapiach szokowych” – cóż za cynizm zachodnich hochsztaplerów! – wyciśnięci ekonomicznie i zmasakrowani propagandą medialną, będącą w rękach tych samych zachodnich oligarchów. Zachód wciskał nam chłam, gorsze towary, zarzucił nam pętle długów na szyje, rozgrabił. Omamił nas rozdawnictwem „manny z nieba”, czyli fałszywych funduszy europejskich, które są asygnowane do Polski, aby potem wrócić poprzez kontrakty na zachód Europy. Skorumpował dużą część polskiej „klasy politycznej”, a wielu polityków szantażuje teczkami z „hakami” (p. tzw. układ wrocławski). Dlatego trzeba odsunąć skompromitowanych i skorumpowanych urzędników i polityków od funkcji publicznych.

Ale duch polski żyje, odradza się, świadomość Polaków rośnie i coraz jaśniej widzą, że muszą wyzwolić się z pełnych hipokryzji objęć Zachodu i Kościoła katolickiego. Trzeba wracać do naszych korzeni. Trzeba wyzwolić polską, słowiańską przedsiębiorczość i kreatywność, której tak bardzo bali się hitlerowcy, syjoniści, trockiści i bolszewicy.

Polaków jest na świecie ok. 60 milionów. Po odrodzeniu Polski w 1918 roku bardzo wielu wygnańców wróciło do Rzeczypospolitej. Za rok 100-lecie odzyskania niepodległości. Czy uda nam się odzyskać nasze państwo, nasz pieniądz, gospodarkę, wrzucić wyższy bieg rozwoju i stworzyć warunki, by miliony Polek i Polaków wróciły do Ojczyzny?

Mamy piękną historię i piękną kulturę, piękną Polskę i wspaniałych ludzi. Możemy być dumni, że jesteśmy Polakami. Zrzućmy jarzmo i zbudujmy Polskę naszych marzeń. Stwórzmy pozytywną, przyjacielską wspólnotę państw słowiańskich, zbudujmy silną grupę państw Trójmorza, która zastąpi gnijącą i rozpadająca się Unię Europejską. Nie dajmy się dłużej okradać. Pokażmy, co potrafimy, oraz, że nie jesteśmy dla nikogo zagrożeniem. Marsz, marsz!

Aleksander Kisil

Comments

  1. nanna says:

    Pisać ?– nie pisać? oto jest pytanie…
    Czym jest prawo – do pisania własnych opinii? a czym jest takiż obowiązek?
    Prawo do czegoś mamy wówczas, gdy… no właśnie! Sami sobie je przyznajemy czy robi to dla nas ktoś inny? Dla naszego dobra, bezpieczeństwa czy czegoś tam. Więc z prawa można korzystać, ale nie ma takiego przymusu, czyli prawo daje nam możliwość wyboru.
    No a obowiązek? Czy wypełnianie jego jest tylko przymusem, czy też ma formę dobrowolną, lub też jest rodzajem „dobrowolnego przymusu”?
    Jakie są konsekwencje z korzystania z prawa do czegoś?
    A jakie są konsekwencje z wypełnienia obowiązku?
    Czy jeżeli można ludziom wyznaczyć przy pomocy jakiegoś „prawa” granice działania, to czy również wyznaczone są jakieś granice wypełnienia obowiązku? Z czego by one wynikały i kto by je wyznaczał? Czy my sami dla siebie? Czy ktoś z zewnątrz dla nas?
    Pozwolę sobie zastosować wobec siebie obowiązek ze skorzystania z prawa. Dziwoląg, ale mnie pasuje i konieczny jest mi do jakiegoś moralnego uzasadnienia tego, co zamierzam z chłopską fantazją napisać poniżej. Temat z grubsza w myślach opracowałam, bo akurat rozczyniałam chleb i a to dodając soli, a to ziaren słonecznika i dyni oraz kminku mogłam sobie rozważyć to i owo. Drożdże teraz swoje odpracowują, no to mam chwilę wolną.
    Kto chce, to przeczyta, a kto nie chce i przeczyta mimo to, no to już jego problem i nie ma on podstaw do pretensji pod moim adresem.
    „Syntetyczna historia Polski na tle historii świata”
    – założenie szczytne, bo wiele mogłoby ułatwić, ale składa się ono z samych niemal sęków. Ten główny stanowi fakt, że Autor żyje dziś, tu i teraz i opierając się na jakichś danych zapisanych w przeszłości, bądź danych aktualnych traktujących o przeszłości, polega na rzetelności dokumentów i niezawodności własnej logiki. Śmiały to czyn.
    „Początki ludzkości giną w mrokach prahistorii.”
    – no więc całość wywodu można traktować jako spekulację, czyli rozrywkę niezobowiązującą dla ludzkiego rozumu, coś jak krzyżówka z gazety mniej lub bardziej ambitna. Nie to, że Autor ma licencję na takie, bo każdy robi kropka w kropkę to samo, ja też, ale mnie chodzi o to, żeby czytelnik był tego świadom i sam dokonał wyboru dla siebie i na użytek własny – nie ogólny, bo to wykrzywi pierwotny przekaz.

    „Czy przybyliśmy z Kosmosu, czy życie biologiczne rozwinęło się spontanicznie na Ziemi i ewoluowało, czy też na to naturalne życie nałożyły się eksperymenty genetyczne Obcych spoza Ziemi, nie jest rozstrzygnięte.
    – dlaczego to nie jest rozstrzygnięte? A no dlatego, że nie mamy jak tego rozstrzygnąć z braku prawdziwych danych. Jedziemy od wieków na spekulacjach, choć PRAWDA od początku świata jest obecna i taka sama. Co dało by nam rozstrzygnięcie tegoż? Pewnie jakąś dodatkową wiedzę, ale musiała by być ona oparta na prawdzie. Czyli nic nie moglibyśmy wymyślić sami, lecz odkryć to, co i tak od zawsze wokół nas istnieje. Można by się zastanowić, dlaczego nie możemy tego odkryć? Może z tego powodu, iż człowiek rozumie tylko to, co może sobie wyobrazić? I gdy nie może on sobie wyobrazić STWORZENIA, BOGA I CAŁOŚCI, no to jest człowiek skazany na błądzenie i fragmentaryczne pojmowanie rzeczywistości. Bóg bowiem jest wszędzie tam, gdzie człowiek jest w stanie dostrzec rzeczywistość. Czyli widzieć 1:1, bez filtrów uwarunkowań i nawyków oraz „wiedzy książkowej”, które to książki napisali przecież ludzie niezależnie od tego, jakim potencjałem dysponowali. W książce i tak może każdy przeczytać tylko to, co jest w stanie zrozumieć na podstawie osobniczych właściwości i wgranych mu na przestrzeni czasu zewnętrznych algorytmów. Więc dla jednego dana książka to „ochy” i „achy” a dla drugiego makulatura. I to bardzo dobrze!
    – Według tego, co ja wiem i czego się mogłam dowiedzieć, to życie na Ziemi powstało od jednokomórkowca. I tak się rozwijało aż do formy ludzkiej. Z tym, że nie tak całkiem samopas i bez celu, ale pod kierownictwem Boga i On się temu przyglądał i przygląda czujnym okiem, żadnego oka w sensie ludzkim nawet nie posiadając. Co prawda katolicy wymyślili na własny użytek „Pana Boga” i to takiego co na człowieka czyha by go ukarać, ale to przecież tylko ludzkie wymysły. Bóg był i jest tym, czym był i czym jest, niezależnie od tego, co sobie człowiek na ten temat może i chce wykoncypować.
    – Mając nad wszystkim władzę Bóg może sobie przeprowadzać różne eksperymenty, a i tak będzie to zawsze poza pojmowaniem ludzkiego mózgu. Jeżeli Ewolucja to Bóg, to znaczy, że stałe zmiany na Ziemi to też Bóg, a to, co sobie człowieczek przypisuje to małe i nieznaczące piegi. Matka Ziemia od zawsze – jako ŻYWY ORGANIZM – reguluje się stale doprowadzając do równowagi całość. Bez tego już dawno by wszystko wyginęło, jako że usunięcie jednego żywego elementu powoduje zakłócenie całości. No więc gdy znikają biedronki siedmiokropki to na ich miejsce pojawiają się takie z dwoma kropkami albo i bez. Człowiek nie ma nawet możliwości tego zaobserwować, jak to się dzieje i widzi tylko efekt końcowy. A to, co sobie człowiek zrobi w laboratorium jest dowodem tylko tego, co człowiek był w stanie wymyślić i przeprowadzić w danych okolicznościach i przy danych możliwościach fizycznych i intelektualnych. Może to mieć z PRAWDĄ coś wspólnego, ale nie musi. I to jest element zasadniczej niepewności.
    – Jeżeli ma to powiązania z PRAWDĄ, no to i tak człowiek sam nic nie wymyślił, a zaledwie odkrył przy pomocy własnej pomysłowości rąbek tajemnicy otaczającej wszystkich i wszystko. Tak właśnie jest i żadne ludzkie ego tego nie zmieni.
    – A jeżeli nie ma to z PRAWDĄ nic wspólnego jest tylko błędną symulacją/interpretacją rzeczywistości i jeśli służy to za naukowy dowód to jest to niczym innym niż „naukowym wprowadzaniem ludzi w błąd” – czyli jest to „naukowe szkodnictwo” niczym gieemo czy inne mąsan’nto czy „inwi/tro”.

    „Wydaje się, że Kosmos i jego dalecy mieszkańcy mieli jakiś wpływ na naszą historię.”
    – a jakże! Ale jak ci „dalecy mieszkańcy” wyglądali czy wyglądają nie wiemy i być może się nie dowiemy. Jeżeli operują oni w światach równoległych, to ludzie nie mogą tego dostrzec przy pomocy swoich zmysłów i zostanie to na zawsze przed ludźmi ukryte. I może tak właśnie ma być? Gdyby ludzie osiągnęli jakiś inny pułap rozwoju – może duchowego? – to być może Istoty Pozaziemskie mogły by się ludziom ujawnić? Tego nie wiemy, bo nie mamy czym tego zrozumieć. Przyjmując, że Istoty Pozaziemskie istnieją i miały/mają wpływ na ludzi, to oznacza, że stoją one ponad ludźmi i żadne zastawianie na Nie pułapek nic nie da. One wiedzą co ludzie robią, jak ludzie myślą i na niczym „przyłapać” się nie dadzą, bo to śmieszne niczym jazda go kartem na Księżyc.
    – Można by się zastanowić, dlaczego te Istoty się ludziom nie ujawniają? Ale przy pomocy jakich algorytmów to rozważyć? Przy pomocy tych ludzkich, czy ludziom dostępnych nie jest to możliwe, bo wówczas byłaby tylko zwyczajna projekcja ludzkiego mózgu z rzeczywistością nie mająca nic wspólnego, jako że to, co wiemy i to co możemy to świat równoległy to TAMTEGO, i dla nas niedostępny. Nie oznacza to, że te Istoty na ludzi czyhają, chcą im szkodzić czy coś w tym rodzaju, bo może być całkiem przeciwnie: One czekają, by ludziom pomóc ale ludzie muszą w tym celu osiągnąć pułap rozwoju umożliwiający przyjęcie pomocy od tych Istot. To, co teraz ludzkość sobą reprezentuje być może uniemożliwia całkowicie dostrzeżenie wyjścia z krytycznej sytuacji ludzkości i proszenia Istot o pomoc tak, by ludzie mogli ją przyjąć.
    – Plugawiec, tchórz i złodziej nie ma możliwości nawiązania kontaktu z Bogiem dlatego, że praktykuje antyboskie działanie. Inna to częstotliwość i zgubne dla ludzi jej skutki. Twierdzą co prawda, że „nawróceni” modląc się do Boga zostali przez Niego wysłuchani, ale właśnie musiał być spełniony warunek „nawrócenia”, czyli zaprzestania niewłaściwego postępowania. Czy ludzkość w swej masie zechce się „nawrócić”?

    „Niezależnie od tego, na Ziemi rozwinęły się różne plemiona (szczepy, rasy – etykietki słowne są tu bez znaczenia), nazywane w różnych źródłach rozmaicie, np. w „Księdze Uranti” mają one kolory (brązowy, czerwony, żółty, niebieski itd.).”
    – no właśnie, dlaczego rozwinęły się różne? Dlaczego nie jednakowe? Na to odpowiedź ma sama zasada Ewolucji, która jest maksymalną różnorodnością gwarantującą maksymalną ilość permutacji i kombinacji, czyli wszędzie coś jest i wszystko może się dowolnie rozwijać zarówno samodzielnie jak i w kontekście do CAŁOŚCI.
    – To, co człowiek nazwał po swojemu może tylko człowiekowi służyć i nie ma szans na pełnienie roli prawdy absolutnej. Prawda absolutna dotyczy CAŁOŚCI, z której człowiek z racji swoich ludzkich możliwości może wziąć tylko niewielką cząstkę dla siebie. Komputer o mocy 10 giga nie pojmie komputera o mocy 1.000.000 giga, choć Bóg to przecież znacznie, znacznie więcej niż jakiś „milionek”.
    „ Według zwolenników teorii ukształtowania nas przez Kosmitów podział będzie nazwany inaczej – na Annunaki, Reptilian, Nordyków itd.”
    – nie wiemy, jak Ewolucja się odbywa w całości, bo widzimy tylko małą część dotyczącą nas bezpośrednio albo taką, z którą się zetknęliśmy. Ewolucja nie popełnia błędów ponieważ Ewolucja to Bóg. I nawet, jeżeli były/są jakieś „reptiliany” czy „annunaki” czy coś innego, to jest to częścią składową Ewolucji i ma swoje zadanie do wypełnienia. Jakie? Tego człowiek być może wcale nie musi rozumieć, bo przekracza to jego możliwości.
    – Niezależnie od tego, co to jest, człowiek nie ma na to wpływu i jest to poza zasięgiem człowieka. Zadaniem człowieka nie jest zajmować się „anunakami” lecz własnym życiem tak, by od narodzin do zejścia dążyć do samodoskonalenia w celu osiągnięcia maksimum w ramach ludzkiego życia. Nic innego człowiek nie ma do roboty, a że życie to także tak zwane przyjemności – niezależnie od tego, co kto za przyjemność uważa = wolna wola – to już łaska Boga dla ludzi. Widać życie człowieka było w początkowym zamierzeniu Stwórcy czymś w rodzaju rajskiego spijania nektaru, ale człowiek hołdując egoizmowi, chciwości i będąc nieuczciwym zrobił z życia piekło. I co ciekawe, ani oszuści szczęścia nie osiągnęli/osiągają ani ich ofiary. Nie tyle więc należało by prewencyjnie dawać każdemu w ryj, co rozpoznać oszusta i się nie dać oszukać nie oszukując jednocześnie samemu. By rozpoznać oszusta konieczne jest samemu być choć w miarę uczciwym. To dawało by moralne prawo do stawienia oporu oszustowi. Natomiast będąc samemu oszustem – można dowalając oszustowi stać się samemu tylko oszustem jeszcze większym. Żaden to zysk, doprawdy!
    – Może więc dzisiejsza trudność życia codziennego polega na aranżowaniu się z oszustami w nadziei na jakieś korzyści i w nadziei na uniknięcie kary bo w końcu tylko ulegamy oszustom? Ponoć każdy tak musi i każdy ma źle i coraz gorzej, każdy narzeka ale nikt jako pierwszy przestać nie chce, żeby oszustom się nie narazić. Czyli mamy dziś świat dokładnie na naszą kolektywną miarę pasywnych i aktywnych oszustów.

    „Tak, czy inaczej, mam przekonanie, że ludzie inteligentni żyją na Ziemi od co najmniej kilkuset tysięcy lat i tworzyli w dawnej przeszłości (100-200 tys. lat temu) zaawansowane cywilizacje, takie jak Lemuria czy Atlantyda. Owe dawne cywilizacje opanowały technologie atomowe, laserowe, antygrawitację, tzw. generatory wolnej energii, budowały statki kosmiczne.”
    – nie wiemy, czy były to „inne cywilizacje” czy może nasi bezpośredni przodkowie? Nie ma jak się tego dowiedzieć, choć dowodów na wysoki rozwój techniczny „dawnych cywilizacji” jest wszędzie i to bardzo dużo.
    – Można na przykładzie bliższym wydedukować, jak to się mogło odbyć. Otóż, po II. wojnie Polacy zabrali się do pracy i odbudowali kraj. Cegły nie wiedziały, że są „komunistyczne” i nie wiedział o tym chleb wypiekany w Spółdzielni PSS oraz ropa naftowa destylowana w Petrochemii Płockiej. Benzyna wlana do baku samochodowego nie zawracała sobie głowy tym, że jest komunistyczna tylko spalała się tak samo jak dziś. Więc nie tyle otoczenie się zmieniło, co świadomość ludzi i ludzie własnoręcznie niszczyli własne osiągnięcia w imię wydumanych nazw. Może mogło by być do dziś używane coś w rodzaju maszyny wykrawającej równiutko bloki granitowe ze zboczy masywnych gór, ale przyszedł jakiś ktoś, powiedział, że to „komusze” i robotnicy porzucili maszyny i przestawili się na słuszne systemowo motyki i majsle? Kto to może wiedzieć? Ludzie niechętnie uczą się rzeczy mądrych i dobrych, ale za to zachłannie i masowo rzucają się na wszystko, co dla ludzkości zgubne i bronią tego niczym własnego życia! Pracować w socjalistycznej, państwowej (czyli wspólnej, nas wszystkich) fabryce mając ustawowe prawo do pracy, odpowiednie wynagrodzenie i długi płatny urlop to było dla Polaka nie do przyjęcia! Zniszczyć, rozkraść i oddać obcym za frajer to był czyn godny nagrody (jakiej? Od kogo?) i chwalony do dziś.
    – Mając więc na uwadze, jaki jest człowiek i jaki ma charakter, nie można wykluczyć, że obecnie też mamy do czynienia z unicestwianiem całego dorobku ludzkości i że ludzie robią to własnoręcznie udając, że nie wiedzą, ani co robią ani o co chodzi.
    – A Istoty Pozaziemskie czekają, by ludzie się opamiętali i pozwolili sobie pomóc.

    „Dlaczego nie znajdujemy dziś śladów tamtych cywilizacji? Po pierwsze, wiele zostało zniszczonych, bo nastąpiły kataklizmy, ruchy wulkaniczne i tektoniczne oraz potopy, które zniszczyły większość śladów.”
    – kataklizmy na naszej Matce Ziemi to nie żadne kataklizmy, ale procesy samoregulacyjne konieczne do zrównoważenia CAŁOŚCI. Życie ludzkie w kontekście ogromu Kosmosu i niedefiniowalności procesu czasu jest czymś nieważnym. Mierzenie „czasu” przy pomocy zegarka nie daje wiedzy o tym, co to jest takiego ten „czas”.
    – Obecnie mamy do czynienia z różnymi formami „kataklizmów” i ludzie wpadają w panikę, jakby było po co! A cóż może człowiek zrobić, by zatrzymać orkan? Zatrzymać ulewę? Albo wybuchy na Słońcu? To, co może i powinien człowiek robić to zrozumieć, że poziom kolektywny ludzkości przyczynia się do tego typu aktywności naszej Matki Ziemi. Dlatego „prognoza pogody” stała się tak ważnym elementem „dziennika tv”. Ludzie, kierując kolektywnie uwagę na dany punkt powodują jego aktywację i potem jest problem. Kiedyś, w „dobrych, starych czasach” moja Babka wychodziła przed dom, musnęła trawę albo spojrzała na zachód słońca i wiedziała, jaka będzie pogoda i to na 100%. Moja Babka nie była żadnym wyjątkiem, ponieważ niemal do dziś w Andach tamtejszy rolnik patrzy w Niebo i wie, czy siać, kiedy siać i co siać. Niebo mu to mówi. I on to Niebo rozumie. Na skutek „cywilizacji” pozwoliliśmy się tym owym oderwać od CAŁOŚCI, przestaliśmy rozumieć CAŁOŚĆ, i tym samym skazani jesteśmy na indywidualne błądzenie widząc wokół samych wrogów i nie mając oparcia w Bogu, którego nie „rozumiemy” bo nie mamy do Niego zaufania ani wiary w Niego.

    „Ostatni, największy exodus Atlantydów miał miejsce ok. 10-11 tysięcy lat p.n.e. Wtedy też ma swoje początki cywilizacja na terenach Europy „środkowej”, a dokładniej – na obszarze od Kaukazu i Donu po Bałtyk od Jeziora Ładoga po Danię, po Adriatyk i Ren. Na wielu historycznych mapach właśnie ten teren – między Renem a Donem, Bałtykiem a Morzami Czarnym i Adriatyckim przedstawiany jest jako Sarmacja, Lechia, Scytia, Slavia, Polonia itd.”
    – nie wiemy, kto i w jakim celu sporządził jakieś mapy, dlaczego dane obszary określił tak a nie inaczej. Orientacyjnie oczywiście można to przyjąć, ale tylko warunkowo. Bo nie wiemy nic na pewno.

    „Te zależności czasowe znajdują dziś potwierdzenie w badaniach archeologicznych i genetycznych. Nasza tzw. haplogrupa genetyczna R1a1 to właśnie obszar Lechii aż po Iran i północne Indie. W Indiach, obok ludzi śniadej karnacji, żyje do dziś mniejszość o rysach i karnacji zbliżonej mocno do naszej, o niebieskich oczach.”
    – zwykły człowiek może co prawda „wiedzieć” co to jest „haplogrupa” ale nijak nie może tego sam w domu sprawdzić, tak choćby dla siebie samego. No więc polegamy w tym względzie na domniemanej uczciwości „naukowców”. I tu dobrze jest pamiętać, że ci naukowcy bazują na tym, co ustalili naukowcy starsi stażem, a ci starsi stażem korzystali z „wyników badań” tych jeszcze starszych stażem. Nie chodzi o to, żeby wszystko podważać, ale należy zachować zdrowy rozsądek i nie dać się choćby przy pomocy „haplogrup” wpuścić w maliny.

    „Nasza kultura rosła, wzbogacała się – świadczy o tym choćby mitologia Słowian, zebrana przez Czesława Białczyńskiego w cztery opasłe tomy („Mitologia Słowiańska”, księga Ruty i księga Tura są już wydane, mają wyjść jeszcze dwa tomy). Powstał język – dziś nazwalibyśmy go prasłowiańskim – oraz pismo (głagolica). Lechici opanowali medycynę na tak wysokim ówcześnie poziomie, że słowiańscy lekarze leczyli wszystkie ludy Europy. Powstawały grody, osady, manufaktury, kurhany, kopce, a także rosła plemienna kultura polityczna, która ewoluowała w kierunku demokracji wiecowej. Był to najbardziej zaawansowany ustrój ówczesnego świata, oparty na równości wszystkich obywateli, którzy mogli przyjść na wiec, zabierać głos i głosować. Panowało równouprawnienie kobiet i mężczyzn.”
    – też mi się ta wersja podoba, ale jak to się stało, że jakiś prymitywny byle kto nas, czyli Polaków, Lechitów – Scytów tak łatwo pokonał? Przy pomocy czego ten ktoś to zrobił? Czy agresorów było więcej niż Lechitów? I czy ci agresorzy mieli „lepszy sprzęt” niż Lechici i dlatego Lechici agresji ulegli?
    – Dziś co prawda doskonale wykształceni Polacy jadą do różnych kingdomów myć nawet prymitywnym angolom sraczysławy, ale przecież dawniej wcale tak być nie musiało. No więc powód musiał być jakiś inny niż „wysoki rozwój Lechitów” i „prymitywizm napastników”.
    „Państwo Lechickie (słowiańskie) było już tak silne, gdy powstało cesarstwo rzymskie, że Rzymianie nie odważali się wkraczać na tereny Słowian.”
    – no tak, patrząc z tej strony to się zgadza. Z drugiej zaś, to cesarstwo rzymskie było za słabe, by napaść Lechitów. Ale sytuacja była inna, gdy to „cesarstwo rzymskie” w siłę urosło. Co było tą siłą i dlaczego tak skuteczną?

    „Pod koniec pierwszego tysiąclecia nasilił się napór plemion saskich i gotyckich (dziś powiedzielibyśmy: niemieckich) od zachodu i Słowianie zostali wyparci za Łabę. Dalsze dzieje Słowian, szanowanych przez Turków, Tatarów i inne ludy, znamy mniej lub bardziej prawdziwie ze szkoły – jest tam sporo przekłamań i przemilczeń.”
    – czyli uaktywnił się czynnik powodujący ciągłe wojny każdego z każdym i z każdego możliwego powodu. Czyli ludziom „odebrało rozum” wypisz wymaluj, jak dziś.

    „Rozwój duchowy, kulturowy i religijny Słowian był na takim poziomie, że przyjęcie (narzucenie?) Polakom chrześcijaństwa było swego rodzaju uwstecznieniem i jarzmem.”
    – gdyby wiara Słowian była dostatecznie silna, nie byłoby żadnych szans na jej unicestwienie czy pokonanie. Wszystko szło ku gorszemu z powodu ludzkiej chciwości i zaprzaństwa.

    „ Potem wielokrotnie kościół katolicki (Watykan) prowadził wrogą politykę wobec Polski. „
    – ależ nic podobnego! Nie było to „wielokrotnie” ale tylko jeden raz i tak trwa to do dziś. Bez żadnych zmian.

    „Zresztą ta wrogość wielu zachodnich ludów wobec Słowian wynikała z ich kompleksów i zazdrości – Słowianie mieli bogatszą kulturę i duchowość, własny język i pismo, własne wynalazki techniczne, dużo bardziej zaawansowaną organizację państwa i społeczeństwa (choćby demokracja wiecowa), a także sztukę wojenną. Byli niepokonani od paru tysięcy lat. Mieli piękne ziemie, żyzne pola, lasy, jeziora, a także sztukę użytkową (metale, bursztyn).”
    – to nie tak. Nie ma takiego miejsca na Matce Ziemi, które nie byłoby w coś bogate, nie byłoby piękne samo w sobie i nie dawało człowiekowi możliwości do biologicznego przeżycia. Obszar Francji jest piękny i różnorodny, a choć dziś wmawia się ludziom tam mieszkającym, że są „grą nasją” to jest to blef taki sam, jak z „jednym państwem niemieckim”. Francja powstała w wyniku podbojów poszczególnych obszarów i narzuceniu im jednego języka – francuskiego. Ale w pamięci kolektywnej ci „Francuzi” do dziś mają zapisane, że Francuzami to są oni tylko z nazwy. To samo z Niemcami. I – oczywiście! – z Polakami i innymi „dużymi narodami”.

    „Dobry okres dla Słowian skończył się wraz z tzw. chrystianizacją w obrządku zachodnim. Pod płaszczykiem nawracania religijnego kwitła na terenach słowiańskich mordercza i zaborcza działalność niemieckich bandytów (Krzyżacy) oraz polityka ich zdradzieckich sojuszy.”
    – tu można byłoby się zgodzić, ale Polacy nie chcą zrozumieć, dlaczego i w jakim celu na Ziemi pojawił się Jezus. Interpretacje katolickie mają za zadanie sprawę zamącić i robią to skutecznie na tyle, że ludzie w to wierzą. A gdy nie wierzą to i tak wierzą, bo nie wiedzą, o co chodziło i chodzi w tym naprawdę. Kto chce, może znaleźć o co chodzi, jeśli dojrzał do poznania PRAWDY.

    „Mimo, że Polska była dla Europy wielokrotnie tarczą i obroną przed Tatarami i Turkami, nie zaznała ani wdzięczności zachodniej Europy, ani solidarności, ani spokoju.”
    – jak wiemy, Polacy chętnie umierają za innych, obcych, ale nie za własnych Rodaków, bo dla tych mają pogardę i zieją do nich nienawiścią nawet bez powodu. I co się temu dziwić? Tatarzy i Turcy mieli dla Polaków respekt, no to Polacy ich zdradzili na rzecz zachodu a potem płacz? I co robią Polacy dziś? Dziś Polacy robią to samo i efekt jest też taki sam. Dlaczego zachód miałby być z durnymi Polakami solidarny? Albo Polakom wdzięczny? Czy Hitler był Polakom wdzięczy za to, że zdradzili Braci Słowian?

    „Była wielokrotnie nękana, zdradzana i okradana (potop szwedzki, najazdy niemieckie, polityka Watykanu, rozbiory, zdrada „aliantów” w 1939 roku, zdrada jałtańska aż wreszcie rozkradanie po 1989 roku).”
    – a żesz qwa qwa qwa! Co to za „zdrada jałtańska”?!? w wyniku której powstało państwo o obszarze 312 tys.km2 z dostępem do morza o długości ponad 500km, z górami Sudetami i Karpatami na południu i rzekami granicznymi Odrą i Nysą na zachodzie a Bugiem na wschodzie?!? Dla populacji ok.25mln ludzi był to obszar nawet na wyrost, zasobny w wodę i żyzną ziemię. A Polacy ględzą o „zdradzie jałatńskiej”???? Aż szkoda, że się Stalin z Niemcami nie dogadał i nie podzielił tej ziemi między sobą. Dla Polaków to w sumie żadna różnica, bo i tak pragnęli tylko wyjechać na zachód i myć tam sracze. Mogli by po wojnie od razu to mieć, i nawet może od razu niemieckie obywatelstwo?
    – Gdyby Polska była „zdradzona jałtańsko” no to by się nie mogła odbudować. I nie byłoby co w 1989 roku rozkradać, bo mieszkalibyśmy w namiotach z gałęzi i srali byśmy do dołków – jak to o nas myśleli na „cywilizowanym zachodzie”.
    – Jak można afirmować hipotetycznych Scytów i Lechitów, a osrywać dorobek powojenny, całkiem namacalny, to już Polaków tajemnica.
    – Nikt nie wie, czy jego protoplastami byli Lechici (bo może przejezdny mnich pra…prababci coś zmajstrował?), ale każdy wie, jakich miał czy ma jeszcze dziadków i rodziców. Jak to możliwe, że z nabożeństwem podchodzi się u nas do tego, co było być może, a wypiera się tego co było naprawdę realnym powodem do naszej narodowej chluby????!!!
    „Po tzw. Piastach, którzy położyli solidne fundamenty pod polską państwowość”
    – a cóż takiego mieli ci „Piastowie” do kładzenia, jeżeli ponoć Polacy mieli za przodków Lechitów, Scytów i wysoko rozwiniętych Słowian?
    – Co to była za „polska państwowość” zarządzana z watykanu?

    „ Jagiellonowie zbudowali potęgę Rzeczypospolitej, potęgę Międzymorza, potęgę gospodarczą, polityczną i militarną, której ostatnim, choć wymownym, aktem była odsiecz wiedeńska Jana III Sobieskiego, który dowodził wielonarodowymi siłami europejskimi przeciw Turkom.
    – no to faktycznie się Sobieski Polsce przysłużył, bo już parę lat potem uratowani przed „turecką nawałą” nasi „zachodni przyjaciele” podzielili Polskę między siebie a z Polaków zrobili sobie parobków. Coś jak dziś, choć w innym stylu.

    „Kultura polska była na tyle silna i atrakcyjna, że zostawała przyjęta przez wszystkie sąsiednie i mieszkające w Rzeczypospolitej ludy, dominowała, powodowała polonizację innych.”
    – no! To już lepszy numer! Jak bardzo były wdzięczne za polonizację te „wszystkie sąsiednie ludy” widoczne było na Wołyniu. Po co ta mitomania? Polacy podbijali bezwzględnie przyległe ziemie łupiąc je i zniewalali mieszkających na nich ludzi nie pytając przecież ich o to, czy ci ludzie tak chcą.
    – I na czym to polegała ta „atrakcyjność polskiej kultury”? może na robieniu z wolnych włościan chłopów pańszczyźnianych? – będących jak wiemy własnością jaśniepana polskiego mającego nad takim niewolnikiem władzę nieograniczoną łącznie z wymierzaniem niepokornym kary śmierci?
    – Wszystko, co Polacy podbijali było w interesie papieża i to z nim dzielili się Polacy zdobytymi łupami. Robienie z Polaków jakiegoś szczególnie dobrego gatunku ludzkiego zakrawa na chorobę umysłową. Można dziś zapytać potomków z podbijanych wówczas ziem, czy ich przodkowie odczuwali jakąś dla Polaków wdzięczność i na tym może bazować, a nie na chorych fantazjach?

    „Równocześnie Rzeczpospolita stała się – dzięki swojemu bogactwu, dobrobytowi, ale i wspanialej kulturze (np. kulinarnej) oraz tolerancji – łakomym kąskiem dla wielu sąsiadów.”
    – Polakami w Polsce był lud pańszczyźniany, ale nie szlachta i nie magnateria. Ci byli zapatrzeni w zachód i chętnie się wynarodowiali koligacąc się z każdym chętnym na zachodzie. Zaś kąsek był łakomy, bo do zagospodarowania były miliony niewolników słowiańskich wiodących żywot chłopów pańszczyźnianych i wypracowujących realne bogactwa.
    „ Odejście od starosłowiańskiej i polskiej tradycji równości obywateli („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”) i obsunięcie się do prymitywnej, zachodniej kultury oligarchów (magnaci), spowodowało osłabienie Polski i narażenie jej na rozdzieranie od wewnątrz.”
    – nie było żadnej równości obywateli, bo obywatelami-Polakami byli głównie chłopi, a potem część mieszczan, zaś szlachta stanowiła ułamek populacji, a magnateria jeszcze mniejszy. Kto z kim i jak miał się równać? Utopia, czysta utopia.

    „Rozpoczęły się walki, zdrady, przekupstwa, demoralizowanie polskiego społeczeństwa, aż wreszcie doszło do rozbiorów i zaniku państwowości polskiej.”
    – nie było powodu „demoralizować polskiego społeczeństwa” bo owoż było zdemoralizowane od samego początku, jeżeli uznać za to społeczeństwo szlachtę, nie mówiąc już o magnaterii i duchowieństwie. Za „złamanie postu” czyli gdy chłop zjadł okraszone kartofle czy kaszę, wybijane były chłopu zęby! A pleban wrąbywał w piątki rybki bo to nie mięso! Magnatów nie obowiązywało nic, a szlachta żyła według własnych kaprysów. Za kraj nikt nie czuł się odpowiedzialny. Polakiem te „wyższe warstwy” były o tyle, o ile miały z tego korzyści materialne.
    – To i tak dziwne, że upadek trwał tak długo. Może dlatego, że polski chłop znosił aż tak cierpliwie upodlenie?
    „O sile polskiego ducha świadczy fakt, ze po 123 latach rozbiorów Polacy byli w stanie wywalczyć i stworzyć od zera własne, duże państwo, a także scalić trzy części porozbiorowe.”
    – nic Polacy nie byli w stanie stworzyć po I. wojnie. Utworzenie II. RP było wynikiem zimnych kalkulacji „zachodnich imperiów”. Polacy nie mieli tam nic do gadania, choć przyjemnie jest wierzyć w to, że Dmowski coś dla Polski był w stanie ugrać.

    „Polacy mieli najsilniejszą armię podziemną podczas II wojny światowej, najlepiej zorganizowane państwo podziemne, najlepszą partyzantkę, najinteligentniejszy wywiad.”
    – no, pomarzyć dobra rzecz. Polska podziemna była zdalaczynnie kierowana z Londynu i nie było to z troski o Polaków. Człowiek skazany na permanentne pokonywanie przeciwności siłą rzeczy rozbudowuje swój potencjał inteligencji, bo inaczej by nie przeżył. O tym, że i ta „najsilniejsza podziemna armia” i „najlepiej zorganizowane państwo podziemne” nie miało praktycznie dla „aliantów” znaczenia świadczy fakt, iż w „bitwie o anglię” wysyłano Polaków na śmierć oszczędzając anglików a ostatecznie wykrwawiono Polaków pod Monte Casino. Co do „najinteligentniejszego wywiadu” polskiego w czasie II. wojny to spełniał on dla państw zachodnich rolę chłopca na posyłki i chłopca do bicia. Była to niezwykle naiwna postawa Polaków zupełnie oderwana od rzeczywistości.

    „To Polacy złamali tajemnice niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma”
    – anglicy twierdzą coś przeciwnego i nawet widziałam w niemieckiej tv film o tym, że enigmę to anglicy mieli od początku do swojej dyspozycji. Wychodziło z tego na to, że enigma służyła by niemcy mogli się porozumiewać z „aliantami” w tajemnicy przed Stalinem. I to wydaje się najbliższe prawdy bez względu na entuzjazm Polaków związany z dostarczeniem szyfrów do anglii. Jak wiemy, anglicy przyjęli je zupelnie obojętnie.

    „Polacy obronili Anglię w wojnie powietrznej”
    – no, może gdyby „Polacy nie obronili Anglii” to anglicy myliby dziś nam ubikacje a nie my im sracze. Per saldo wcale nam się to nie opłaciło.

    „ Polacy walczyli na niemal wszystkich frontach II wojny światowej, Polacy oddali najwyższą (licząc procentowo w stosunku do liczby swoich obywateli) daninę krwi spośród wszystkich narodów”
    – no i po co?
    „to Polacy – mimo groźby kary śmierci – uratowali najwięcej Żydów przed opresją niemieckiej machiny mordowania.”
    – to jest chwalebna karta, ponieważ Polacy tym ratowali swoje człowieczeństwo. I jest obojętne, czy żydzi to doceniają czy nie.
    „Po zdradach, wymordowaniu milionów, okradzeniu i pozbawieniu wielu terytoriów, sprzedano Polaków w Jałcie komunistom.”
    – powtarzanie takich bzdur obniża loty całego tekstu. Nie było w ZSRR czegoś takiego jak „komuniści”. Pewna grupa ludzi tak się określała na skutek wydarzeń w wyniku „rewolucji październikowej”, ale jakoś konieczne było zagospodarować sytuację po rewolucji i wojnie domowej w Rosji, wywołanymi przez bojówki wysłane przez państwa zachodnie. Nie ważne, komunista czy nie, ważne, że w Rosji zapanował spokój, ludzie mogli iść do pracy i masowe mordowanie przez zachodnich najemników zostało ukrócone. A to, że akurat zachód zarzuca Rosji/ZSRR jakiś „komunizm” to są kpiny. Ani Marks ani Engles nie byli Rosjanami choć ich pomysły kosmopolityczna międzynarodówka usiłowała realizować w Rosji.
    – Z tego, co można w necie przeczytać, komunizm miał zasadę „ każdemu według potrzeb, od każdego według jego możliwości”. Prawie super, co? Bo oznaczało to, że w społeczeństwie osoby kalekie nie będą zmuszane do pracy a od osób zdrowych i zdolnych oczekiwane było wypracowanie dóbr także i dla tych niepełnosprawnych. Czy komunizmem jest dziś w Polsce, że osoby chore mają opiekę? Że dzieci nie są wysyłane do pracy – jak to miało miejsce w Anglii w trakcie „rewolucji przemysłowej” gdy rozpijaczeni, bezrobotni dorośli robili na bieżąco wciąż nowe potomstwo w wynajmowanych od kapitalisty izbach, a przy maszynach i przy krosnach zatrudniano ich dzieci 8-12 letnie?????????????? W carskiej Rosji tego nie było!!!!!!!!!!
    – Jak można mówić o „sprzedaniu nas komunistom” – w domyśle: Rosjanom, w sytuacji, gdy na ziemiach między Bugiem a Odrą w walkach z Niemcami poświęciło swoje życie 600.000 Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej i potem te ziemie Józef Stalin przekazał Polakom i polskiej administracji?!? Czy w Polsce Ludowej ktokolwiek zmuszony był mówić po rosyjsku? Czy była rosyjska administracja? Czy rosyjskie urzędy, banki i uniwersytety? Czy rosyjskie firmy i Polacy pracujący w nich dla Rosjan?
    – Ile swoich ludzi poświęcili dla Polaków anglicy? Ile ussamerykanie czy francuzi????????
    – Jak można tak bredzić totalnie ignorując fakty?!?
    „ Dziś odczuwamy tego skutki, bo tzw. Zachód napasł się, grabiąc Amerykę Łacińską, Afrykę i częściowo Azję”
    – to jak to jest? Czyżby autor żałował, że Polacy nie grabili Ameryki Łacińskiej? Że nie zrobili z mieszkańców Afryki niewolników dla polskich jaśniepanów? Że nie mieli Polacy zysków z wojny opiumowej w Chinach????
    „ a potem – po obaleniu komunizmu, który nas wymęczył i nie pozwolił rozwijać się – rzucił się na nas i naszych postkomunistycznych sąsiadów, rozkradając nasze kraje i wywożąc stąd biliony dolarów.”
    – a kogo to u nas wymęczył komunizm, jeżeli żadnego komunizmu u nas nigdy nie było, bo Polak nie jest skłonny dzielić się z Polakiem czymkolwiek?
    – I jakim to cudem nie mogliśmy się najpierw rozwijać a potem nagle tyle było u nas do rozkradania? Powietrze nam kradli w ramach „transformacji” czy co?
    – No bo przecież tych „bilionów dolarów” to u nas w żaden sposób być nie mogło, bo byliśmy „wymęczeni” i „nie pozwolono nam się rozwijać”. A więc nie było także i czego od nas wywozić. Szanowny Autor powinien być choć trochę konsekwentny i przynajmniej zahaczyć o logikę.
    „Polacy, a właściwie wszyscy Słowianie, są dziś zmęczeni, a po „terapiach szokowych” – cóż za cynizm zachodnich hochsztaplerów! – wyciśnięci ekonomicznie i zmasakrowani propagandą medialną, będącą w rękach tych samych zachodnich oligarchów. Zachód wciskał nam chłam, gorsze towary, zarzucił nam pętle długów na szyje, rozgrabił.”
    – o! To to! Ale dlaczego mają Polacy dziś pretensje do Rosjan? To już tajemnica polskiej, „słowiańskiej” duszy, czyż nie ?
    „ Omamił nas rozdawnictwem „manny z nieba”, czyli fałszywych funduszy europejskich, które są asygnowane do Polski, aby potem wrócić poprzez kontrakty na zachód Europy.”
    – już starożytni wiedzieli: amicus probat, probatus amat, czyli sprawdź kto przyjaciel i takiego kochaj.
    „Skorumpował dużą część polskiej „klasy politycznej”, a wielu polityków szantażuje teczkami z „hakami” (p. tzw. układ wrocławski). Dlatego trzeba odsunąć skompromitowanych i skorumpowanych urzędników i polityków od funkcji publicznych.”
    – czyli swoi u siebie jak „za Sasa”. Kto kogo miałby i przy pomocy kogo oraz czego „odsuwać” i kim go zastępować? To jest kwadratura „Krzywego Koła”.

    „Ale duch polski żyje, odradza się, świadomość Polaków rośnie i coraz jaśniej widzą, że muszą wyzwolić się z pełnych hipokryzji objęć Zachodu i Kościoła katolickiego. Trzeba wracać do naszych korzeni. Trzeba wyzwolić polską, słowiańską przedsiębiorczość i kreatywność, której tak bardzo bali się hitlerowcy, syjoniści, trockiści i bolszewicy.”
    – A no, duch polski żyje, bo i czemu by nie? Co do świadomości Polaków to raczej nie należy uogólniać, bo potem będzie problem. Nie ma co się wysilać na wyzwolenie z „objęć zachodu” bo po zużyciu polskiej substancji zachód sam nas wydali niczym nie strawione resztki pokarmu – by nie rzec rzecz nazywając po imieniu: kał.
    – Co do kościoła katolickiego, to się zobaczy, jak się pożyje. Kto chce, może być optymistyczny.
    – Do korzeni zawsze warto wrócić, ale najpierw trzeba wiedzieć, gdzie i jakie one są. Jak możemy się domyślić, niektóre korzonki zanurzali w polskiej substancji genetycznej żabojadzi w czasie podpalania Europy przez ichniego napoleonka. Dziś jest on bohater i może słusznie, bo gdyby nie zdziesiątkowali populacji Europy to teraz byłoby jeszcze ciaśniej i to bez „uchodźców”. Swój ślad zostawili i Szwedzi w czasie najazdu na Polskę. Niemcy regularnie się genetycznie udzielali. A ponoć R1a ma między Odrą i Bugiem nieco ponad 57% naszej populacji. Biorąc pod uwagę aktywność rozrodczą Polek w obecnym czasie domieszek będzie więcej i bardziej różnorodnych.
    – Zachodzi więc pytanie, kto się do kogo przyzna i dlaczego. Ile z tego zostanie na słowiański etnos, nie wiadomo.
    – Może więc praktyczniej byłoby nawiązywać do człowieczeństwa jako takiego, a nie genów, bo jaki człowiek jest – każdy widzi, a kto widział na oczy choćby jeden, jedyny gen?

    „Polaków jest na świecie ok. 60 milionów.”
    – wykluczone nie jest, ale wątpliwe, czy „czystej krwi” czy z sentymentu.

    „ Po odrodzeniu Polski w 1918 roku bardzo wielu wygnańców wróciło do Rzeczypospolitej.”
    – wrócili i żałowali, bo jedynym zajęciem przewidzianym dla nich było „goń bolszewika” czyli mordowanie Rosjan i rabowanie ich dobytku w czasie wojny z 1920 roku. Bezrobocie było kolosalne, nawet w Łodzi, centrum przemysłowym często stawały maszyny i ludzie głodowali z braku pieniędzy na jedzenie. Na wsiach było przeludnienie i na jedną izbę na wsi przypadało średnio 6 osób. Wielu było bezrolnych chłopów i jeszcze więcej parobków analfabetów. Oczywiście, można jakiś czas żyć samą „miłością do ojczyzny” ale nijak najeść się nią nie da.

    „ Za rok 100-lecie odzyskania niepodległości. Czy uda nam się odzyskać nasze państwo, nasz pieniądz, gospodarkę, wrzucić wyższy bieg rozwoju i stworzyć warunki, by miliony Polek i Polaków wróciły do Ojczyzny?”
    – nie ma powodu tracić nadziei. Ale z tym wracaniem to już nie tak, bo nie po to wyjeżdżali, żeby wracać. Gdyby im się tu podobało i gdyby Polska była dla nich ważniejsza niż „pieniondze” to by tu byli i choćby mieli jeść suchy chleb i popijać wodą, pola by wrogowi nie odstąpili. Taki okazjonalny Polak to może też Polak, ale jednak nie całkiem. I nie można do nich mieć pretensji, bo kto wie, z kim pra/babka się przyjaźniła, by nie umrzeć z głodu w czasie „kampanii napoleońskiej” albo niemieckiej okupacji?

    „Mamy piękną historię i piękną kulturę, piękną Polskę i wspaniałych ludzi. Możemy być dumni, że jesteśmy Polakami. Zrzućmy jarzmo i zbudujmy Polskę naszych marzeń. Stwórzmy pozytywną, przyjacielską wspólnotę państw słowiańskich, zbudujmy silną grupę państw Trójmorza, która zastąpi gnijącą i rozpadająca się Unię Europejską. Nie dajmy się dłużej okradać. Pokażmy, co potrafimy, oraz, że nie jesteśmy dla nikogo zagrożeniem. Marsz, marsz!”
    – no no! Odważny krok! Ja mogę tak w piątym, szóstym szeregu maszerować, ale nie wiem, czy nie byłby to jedyny szereg idący za wodzem. Mierzyć można wysoko, ale mieć poczucie realności zamysłów. I nie ma co liczyć na to, że znajdzie się jeden cel i chętni do jego realizacji. To już nie te czasy i może to i dobrze? Nic nie stoi w miejscu i żadne „wczoraj” nie da się reanimować. I też dobrze. Od czegoś zacząć zawsze trzeba. Ale jak to już niejednokrotnie pokazało życie – zawsze najlepiej jest zaczynać naprawę świata od siebie. Nie będzie zdrady i rozczarowań, a świat i tak stanie się o tę odrobinkę lepszy…

  2. zapiniotodement says:

    Pozwolę sobie uzupełnić istotną lukę w tym przydatnym i ciekawym opracowaniu –
    za mało uwzględnia rolę hazaraków w stopniowym upadku/rozkładzie Rzeczypospolitej:

    „Homosapiensi nie zjedli wszystkich Neandertali – najchytrzejsi z nich, czyli Ziondertale, schronili się w stepach
    tak suchych i tak głodnych, że utuczonym Homosapiensom nawet nie przyszło do głowy gnać tam za nimi.
    Ziondertalom było na początku bardzo trudno: jedli stepowe świstaki czy inne szczury, przekąszając dzikim
    stepowym czosnkiem, mieszkali i wydalali w ziemiankach – no bo właściwie po co mieli wychodzić z nich latem?
    A zimą nawet gdyby chcieli, to nie mogli bo skąd mieli wziąć dwa kije: jeden, żeby go wbić w śnieg i trzymać
    się, zwłaszcza gdy wieje buran, a drugi kij po to, by oganiać się nim od wilków.

    Nic dziwnego, że w tych warunkach nosy im się zakrzywiły, włosy zmierzwiły – a od nasłuchiwania pogoni
    uszy zrobiły się kłapciate, tak przekręcone do tyłu, że stały się przedłużeniem linii dolnej szczęki, zaś od żucia
    czosnku i innych stepowych badyli same szczęki stały się podobne kozim.

    Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: pochylone do tyłu uszy zmniejszały opór powietrza podczas
    ucieczki, długie zimy w smrodliwych ciemnościach ziemianek (szkoda, że wtedy nie mieli ognia, bo szlag by ich trafił…
    niekumatym wyjaśniam, że powietrzna mieszanka metanu, lub innych pierdzielin ma dużą moc wybuchową)
    nie tylko pozwalały na rozwój poczucia solidarności (bo raz dziadek z nudów rżnął wszystkich, a potem
    wszyscy rżnęli dziadka…), ale jeszcze rozwijały zdolności aktorskie, które przetrwały do naszych czasów –
    przykładem mogą tu być hazaraki zdolne nawet do skradzenia księżyca, abo wywodząca się ze sztetla Podhajce
    rodzina “Łomnicki”, “Nowicki” i “Piotrowska” (“Piotrowskiej” udział we filmie był raczej niewielki: chwaliła się, że
    odebrała dziewictwo “Polańskiemu”).
    “Łomnicki” był, według Zagłoby, postury nikczemnej, ale nie miał stóp tak zdeformowanych jak Goebbels, więc
    mieściły się w strzemionach, potrafił ruszać wąsikiem, mógłby zagrać rolę nawet i husarza – ale nie dawał sobie
    rady ze współczesnym koniem, prawdopodobnie miał genetyczne skłonności do niziutkiego konika mongolskiego.
    (…)
    Rozwój handlu między Europą a Chinami poprawił Chazarski los.
    Zaczęli się dorabiać sprzedając doopy swoje, swoich matek, żon, dzieci spragnionym poganiaczom wielbłądów.
    Wyszli ze ziemianek do jurt, początkowo budowanych z wyproszonych kijów i wytartych dywaników
    modlitewnych, a póżniej, gdy się dorobili broni, ze skór zrabowanych owiec i kóz.
    Żyli sobie gromadnie (aby wspólnie szybko rozbierać jurty, gdy trzeba było uciekać), oddawali cześć Wielkiemu
    Hóyowi, spodziewając się, że dzięki temu wydłużą się im kutasiki, zmniejszające się z pokolenia na pokolenie po
    przejściu kolejnej mongolskiej nawały – i może żyli by sobie spokojnie do dzisiaj ( bo przecież za zrabowaną owcę
    nikt głowy nie urywa – może ją wilki porwały, albo gdzieś się sama zapodziała?), gdyby sobie tylko zarabiali na chuci
    karawaniarzy, a nie zaczęli ich rabować.
    Władimiry, Światopełkowie i inni kniazie, którym żony zatruwały życie, bo przeznaczone im jedwabie zrabowali Chazarzy,
    początkowo próbowali zmienić Chazarów, przypuszczając, że żródłem zła jest ich wiara we Wszechmocnego
    Hóya.
    Wykorzystali w tym celu Żydówkę Chaszalottę, żonę Bula Jana, nieślubnego potomka Warsa i Sawy.
    Obawiała się ona nadciągającego na mieczach niemieckich chrześcijaństwa i ciągle marudziła: Bulu Janie,
    uczyniłeś mnie przy nadzieji, co teraz będzie z nami? Ucieknijmy na Dzikie Pola, a tam zrobię cię królem!
    No i uciekli w kierunku tych Dzikich Pól, ale Bul Jan był obyty tylko z chodzeniem z dubeltówką po warszawskim gaju, więc trafili do Chazarów,
    którzy akurat byli zmuszani do wyboru między chrześcijaństwem a judaizmem.
    Chaszalotta nie musiała się zbytnio trudzić: przykładem Abrahama, który tak dobrze się obłowił na doopie Sary
    przypomniała Chazarom początek ich dorabiania się, zachwaliła zalety przynależności do Narodu Wybranego,
    któremu Jehowa podarował cały Świat, a jak jeszcze powiedziała Chazarom, że ich żony będą musiały się kąpać raz
    w miesiącu, to Chazarzy natychmiast zapragnęli być jeszcze religijniejsi niż Żydzi Hebrajczycy, frajerzy sądzili, że ten
    nowy kagan, Bulan, poprowadzi ich do szczęśliwości!
    A póżniej już nikt ich nie wydudka…

    Reszta historii jest znana: Rusy doszli do wniosku, że muszą rozpieprzyć ten cały kaganat, bo nie będą mieć
    spokoju, wzięli hazaraków w niewolę, osiedlili przymusowo w ograniczonej strefie (żeby utrudnić im przemyt
    i złodziejstwo) i zmusili do przyjęcia nazwisk, odpowiednich do mocy wziatki zaoferowanej czynownikowi, itd.

    Takie te Rusy niby chytrusy, a nie przewidzieli krwawej zemsty hazaraków w przyszłości…

    Jak hazarak chciał paroma kopiejkami oszwabić czynownika, to dostawał nazwisko Krauthammer (do dzisiaj nosi
    je kongresman USraelski), średnio wziatkujący dostawali: Munzenberg, Sulzberger, Zuckerberg, Ginzburg, itd.
    Cwańsze hazaraki, a więc lepiej płacące dostały nazwiska klasy: Goldberg, Rosenberg,Goldstein, Rubinstein, itd.
    A ten najcwańszy to kupił sobie nazwisko Bauer – odpowiednik “Waszmości” – ale nawet tego było mu za mało,
    więc po przeniknięciu do Europy zmienił je sobie na Rothschild…

    Czyż Polacy mogli coś podejrzewać, gdy do Polski zaczęli przenikać od Niemna do Wołynia pejsaci osobnicy w
    czarnych chałatach, futrzanych czapach, szwargocący w obcym języku i podający się za Żydów?
    No cóż, Żydzi, pewnikiem…” (…)

    Więcej: http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?f=10&t=26932

  3. zapiniotodement says:

    Pani temperament, Nanno, nie pozwala Pani zrozumieć, że autor wiele rzeczy pominął, skrócił – z wielu powodów, między innymi chyba zakładając, że są one
    znane czytelnikowi Klubu Inteligencji Polskiej…
    Pisze pani:
    „(…)– a żesz qwa qwa qwa! Co to za „zdrada jałtańska”?!? w wyniku której powstało państwo o obszarze 312 tys.km2 z dostępem do morza o długości ponad 500km, z górami Sudetami i Karpatami na południu i rzekami granicznymi Odrą i Nysą na zachodzie a Bugiem na wschodzie?!? Dla populacji ok.25mln ludzi był to obszar nawet na wyrost, zasobny w wodę i żyzną ziemię. A Polacy ględzą o „zdradzie jałatńskiej”???? Aż szkoda, że się Stalin z Niemcami nie dogadał i nie podzielił tej ziemi między sobą. Dla Polaków to w sumie żadna różnica, bo i tak pragnęli tylko wyjechać na zachód i myć tam sracze. Mogli by po wojnie od razu to mieć, i nawet może od razu niemieckie obywatelstwo?(…)”

    Przypuszczam, że jest Pani śliczną dziewczynką, właśnie przeżywającą burzliwie okres dojrzewania, a nie przerosłą kobietą, też burzliwą… dlatego pisze Pani takie bzdury o „zdradzie jałtańskiej”.

    Zdrada jałtańska jest oczywistością! Nie o taką Polskę walczyli Polacy!
    Ginęli marząc o odrodzeniu się Polski na terytorium co najmniej „przedwojennym”, spodziewając się jego powiększenia o „korytarz” i poniemieckie Prusy – jako nagrodę wywalczoną wojenną krwią.
    A co dostali w Jałcie?
    Dostali terytorium TYMCZASOWE, tymczasowe bo mające zapewnioną całość tylko
    jako „własność” ZSRR.
    USrael, NATO czy Najświętsza Panienka ma teraz uchronić nas przed rozbiorem przez Niemców, hazaraków i Ukraińców?
    To będzie tylko epilog długoterminowego działania…
    Hazaraki zawsze łączą przyjemne z pożytecznym w swoich długofalowych poczynaniach -> wywołali I WŚ po to, by zdepopulować Goji (przyjemne) i zaczepić się o Palestynę „deklaracją” Balfoura (pożyteczne).
    We Wersalu hazaraki przydzieliły Polakom takie terytorium, aby było ono gwarancją wybuchu II WŚ (przyjemne), gdy tylko Niemcy, za pieniądze hazaraków odbudują się militarnie i Hitler położy podwaliny pod przyszły Izrael (pożyteczne)
    Ubocznym pożytkiem było wymordowanie przez syjonistów rękami niemieckimi żydów starotestamentowców, sprzeciwiających się budowie Izraela.

    Uważam, że Goji historia kołem się toczy, zaś hazaraków kałem się tuczy…
    Goje wszystkich krajów, łączmy się!

Wypowiedz się