Lekarze chcą, by Prezydent Andrzej Duda zaszczepił się na COVID-19 jako pierwszy i żeby specjalna komisja zbadała czy była to prawdziwa szczepionka!

Dobry  pomysł złożył prof. Piotr Kuna, aby  „w pierwszej kolejności powinny zaszczepić się osoby z pierwszych stron gazet, które do tej pory były sceptyczne wobec jakichkolwiek szczepień, poczynając od   prezydenta Andrzeja Dudy, ale pod nadzorem komisji, która stwierdzi, że to nie jest nic sztucznego czy nieprawdziwego”.

My natomiast proponujemy lepszy pomysł, aby najpierw  wszyscy ci, którzy namawiają do szczepień:

  • poczynając od prezesa PiS i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego,
  • parlamentarzyści;
  • wszyscy inni urzędnicy;
  • medyczni eksperci i lekarze;
  • dziennikarze, zarządzający i właściciele stacji telewizyjnych i innych mediów,

 zaszczepili się  pod nadzorem komisji złożonej z międzynarodowych uznanych ekspertów, wylosowanych z listy 33 lekarzy naukowców, których zamieściliśmy  w poprzedzającym artykule na linku:  http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2020/12/33-eksperci-to-nie-jest-prawdziwa-pandemia-medyczna-film/ 

Poniżej artykułu z portalu Zmiany Na Ziemi, pod tytułem jak wyżej, polecamy szereg wypowiedzi i wywiadów MĄDREGO POLAKA prof. PIOTRA KUNY, na tematy związane z plandemią, które warto przeczytać.

Redakcja KIP

 

NIE dla Akcji Koronawirusowej12  / 17.12.2020 03:40:24

W rozmowie na antenie Polsat News, prof. Kuna – kierownik II katedry chorób wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wyraźnie oświadczył, że w pierwszej kolejności powinny zaszczepić się osoby z pierwszych stron gazet, które do tej pory były sceptyczne wobec jakichkolwiek szczepień. Wskazał na prezydenta Andrzeja Dudę. Powiedział coś, co zaskoczyło nawet prowadzącą program dziennikarkę Agnieszkę Gozdyrę, ale prawda jest taka, że to powinien być standard na całym świecie!

Przede wszystkim powinny się zaszczepić te osoby, które bardzo często głosiły poglądy, że się nie szczepią, bo nie. Chociażby prezydent Andrzej Duda. On powinien być pierwszym, który przed kamerami zaszczepi się prawdziwą szczepionką i należy powołać komisję, która stwierdzi, że to nie jest nic sztucznego czy nieprawdziwego. […] To nie jest rodzaj żartu. Trzeba trafić do umysłów tych ludzi. Jeśli oni przedstawią swoich ludzi, mężów zaufania, którzy potwierdzą, że to jest prawdziwa szczepionka, to może to ich przekona.

To samo powinno się stać udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, premiera Mateusza Morawieckiego i ministra zdrowia Adama Niedzielskiego!

Tak, niezależna komisja powinna ponad wszelką wątpliwość udowodnić, że rządzący Polską i nie tylko, faktycznie przyjmą prawdziwą szczepionkę, a nie np. sól fizjologiczną. Publiczne szczepienie ogłosili niedawno Bill Clinton, George W. Bush, Barack Obama i Joe Biden.

Byłoby świetnie, gdyby to „wielkie show” również zweryfikowała amerykańska komisja. Z wypowiedzi internautów wynika bowiem, że praktycznie nikt nie wierzy, że w czasie tej propagandowej szopki pro-szczepiennej prezydenci dostaną niesprawdzony „wynalazek” Pfizera.

Tak więc karty na stół, Panowie. Albo szczepionka jest naprawdę bezpieczna i wy jako pierwsi będziecie „królikami doświadczalnymi”, a społeczeństwo dostanie dowód, że faktycznie przyjęliście tę samą szczepionkę, którą dostanie cała reszta, albo przestańcie pleść swoje farmazony!

Źródło: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-12-15/prezydent-powinien-byc-pierwszym-ktory-zaszczepi-sie-przed-kamerami/?ref=kafle

Opublikowano za: https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/lekarze-chca-prezydent-andrzej-duda-zaszczepil-sie-na-covid-19-jako-pierwszy-i-zeby-0

Prof. Kuna: Nie boję się, bo mam wiedzę. To normalny wirus. Wprowadzenie ponownego lockdownu i zamkniecie szkół nie ma uzasadnienia

Prof. Kuna: Nie boję się, bo mam wiedzę. To normalny wirus. Wprowadzenie ponownego lockdownu i zamkniecie szkół nie ma uzasadnienia

Pulmonolog, alergolog prof. Piotr Kuna w kilku kolejnych wywiadach m.in. dla Radia Łódź czy Medonet.pl obnażył wiele serwowanych przez media absurdów dotyczących epidemii koronawirusa.

– Nie, nie boję się bo mam wiedzę. Jest to normalny wirus przeziębienia, który się szerzy podobnie jak inne wirusy wywołujące infekcje dróg oddechowych

– oznajmił w jednej z rozmów.

Zobacz też: Paweł Lisicki: niektóre bardzo duże portale specjalizują się w nieustannym straszeniu

– Co by było gdyby dostała pani dzisiaj rano taki komunikat: „Zidentyfikowano w Polsce 3 tys. chorych na raka, z czego 400 chorych umarło”. Co by wtedy ludzie zaczęli myśleć? (…) A tak jest. Tylko nikt o tym nie mówi

– porównał sytuację związaną z problematyką chorób onkologicznych, które realnie i masowo zabijają ludzi, ale media nie sieją w związku z nimi masowej paniki.

Lekarz tłumaczył, że powinniśmy zwrócić większą uwagę na zwykłą grypę.

– W ubiegłym sezonie 2019-2020 mieliśmy w Polsce – to są oficjalne dane – 3,8 mln zakażeń wirusem grypy i pacjentów z objawami grypy

– podał.

Prof. Kuna przypomniał, że objawowość koronawirusa jest na bardzo niskim poziomie.

– 15 proc. ma objawy tej choroby, a 85 proc. tylko dodatnie wyniki na obecność wirusa, ale jest bezobjawowa

– tłumaczył.

– Wprowadzenie ponownego lockdownu i zamkniecie szkół nie ma uzasadnienia

– stwierdził w rozmowie z Radiem Łódź pulmonolog, kierownik katedry chorób wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Według niego rezultaty zamykania szkół w dalszej perspektywie będą bardzo poważne, tymczasem nie ma dowodów na to, że w placówkach edukacyjnych transmisja patogenu jest większa nić gdzie indziej.

Prof. Kuna zapewniał też, że w naszym kraju nie ma problemów z ilością łóżek.

– Polska ma jedną z największych liczb łóżek szpitalnych na 10 tys. mieszkańców w Europie. To jest tylko kwestia zmiany pewnych zasad i organizacji. Można zwiększyć dostępność łóżek dla pacjentów z COVID-19 z tysiąca do 10 tysięcy. To jest ruch, który można wykonać w tydzień, przy dobrej organizacji

– podkreślił.

Opublikowano za: https://wsensie.pl/polska/36131-prof-kuna-koronawirus-lockdown

Prof. Kuna: Samotność i brak czułości niszczą naszą odporność przeciwwirusową

Dorota Kowalska

Polskapress
Dla nas, lekarzy, najważniejszą rzeczą dzisiaj – oprócz oczywiście unikania zakażenia na COVID-19 i to podkreślam, trzeba go unikać za wszelką cenę – jest leczenie chorób przewlekłych. Nie możemy zaniedbywać naszych pacjentów, należy dobrze leczyć nadciśnienie, choroby płuc, cukrzyce itd. I bardzo pilnować pacjentów, żeby nie przestali brać leków, żeby nie popadli w lęki i obsesje – mówi prof. Piotr Kuna, pulmonolog, alergolog
Panie profesorze, co właściwie COVID-19 robi z naszymi płucami?

Wirus SARS-COV2 wywołuje u niektórych pacjentów zapalenie płuc o charakterze wirusowym. Podobne zapalenie płuc mogą wywoływać inne wirusy, takie jak wirus grypy, czy tak zwany wirus RSV. Nie jest to coś wyjątkowego dla medycyny, mamy z takimi rzeczami do czynienia od dawna, tyle, że ten wirus jest nowy, wcześniej nie był zidentyfikowany, ale zmiany, jakie wywołuje nie są, z punktu widzenia medycznego, czymś nowym. Powiem wprost: w podręczniku chorób zakaźnych, który mam z lat 70., czyli z czasów, kiedy byłem studentem medycyny – 50 lat temu, opisywano dokładnie tę samą chorobę i te same koronawirusy. Nic się przez 50 lat w tej kwestii nie zmieniło. Tylko, kto pamięta, co było w podręcznikach sprzed 50 lat?

Ale w poniedziałek zmarło 58 osób, które miały COVID-19, oczywiście większość z nich miała również choroby współistniejące. To jednak sporo, nie uważa pan?

Ja bym powiedział w ten sposób: codziennie w Polsce umiera mniej więcej 1200 osób, z czego 400 na nowotwory. Więc pytanie nie dotyczy tego, że umarło 58 osób w jeden dzień, ale tego – jak się kształtuje śmiertelność w Polsce począwszy od marca bieżącego rok? Należałoby porównać śmiertelność w marcu, kwietniu, maju, czerwcu, lipcu, sierpniu do śmiertelności w tych miesiącach w latach 2018, 2019. Spróbujmy być pragmatyczni. Z danych, które posiadam wynika, że ta śmiertelność jest niższa w tym roku niż w minionych latach. I tłumaczymy ją tym, że lęk przed COVID-19 spowodował próby utrzymania dystansu społecznego przez jakiś czas, mycie rąk, noszenie maseczek – generalnie zmniejszył ilość infekcji wirusowych. A tak naprawdę bardzo wielu ludzi umiera nie z powodu choroby podstawowej, jaką jest cukrzyca, czy niewydolność krążenia, a z powodu infekcji u osoby z niewydolnością krążenia, czy infekcji u osoby z cukrzycą. Tak było zawsze. Jeszcze raz podkreślam: to nic nowego. Oczywiście pojawił się nowy problem. Wielu pacjentów ma od marca 2020 roku ograniczony dostęp do leczenia, jednostki ochrony zdrowia zbudowały bariery dla chorych. To się może teraz odwrócić przeciwko naszym pacjentom i liczba zgonów zacznie rosnąć. Tylko czy z powodu zaniedbania leczenia chorób przewlekłych, czy z powodu zakażenia wirusem SARS-COV2 ?

Czytaj także Kończy się wydolność polskiej służby zdrowia

Chce pan powiedzieć, że histeryzujemy z tym koronawirusem?

Zatraciliśmy jakikolwiek rozsądek. Rozmawiałem z dziennikarzem jednej z wiodących stacji telewizyjnych, który prowadzi programy informacyjne, mówił mi o ogromnym wzroście oglądalności programów informacyjnych, z którego są niesłychanie zadowoleni. A słuchacze oczekują negatywnych i złych informacji, a szczególnie oczekują strasznych informacji o COVID-19 i są im te informacje dostarczane. Mam odczucie, że podobnie zachowują się niektórzy politycy.

No dobrze, ale pojawiły się informacje, że jeśli ktoś przejdzie COVID-19, to pozostają u takiej osoby trwałe zmiany w płucach. Brzmi dość groźnie, przyzna pan profesorze?

To nieprawda. Po pierwsze opisane przypadki COVID-19 są z grudnia ubiegłego roku, w związku z tym maksymalny okres obserwacji mógł trwać 10 miesięcy. I, rzeczywiście, z tego okresu obserwacji wynika, że u pewnej niskiej liczby chorych mogą się utrzymywać zmiany włókniste w płucach, dotyczy to jednak pojedynczych osób – mniej niż kilku na stu zakażonych. Zmiany te, stopniowo, same się wycofują. Jest kilka publikacji na ten temat: wszystkie pokazały, że w ciągu sześciu miesięcy te zmiany ustąpiły całkowicie. Natomiast to, co się jeszcze utrzymuje to obniżona jest zdolność do wymiany gazowej w płucach, innymi słowy zdolność przechodzenia tlenu do krwi. Ale te zmiany też stopniowo zanikają. Znalazłem tylko jedną publikację, opartą na piętnastu latach obserwacji u pacjentów, którzy przechorowali SARS-COV1, który był dużo gorszy niż SARS-COV2. I na 85 pacjentów obserwowanych przez 15 lat, tylko u jednego po 15 latach nadal zaobserwowano zmiany w układzie oddechowym, a u 84 te zmiany ustąpiły. Najczęstszy czas ustępowania zmian to rok. Więc perspektywa, że zostaną jakieś trwałe zmiany w płucach po przejściu SARS-COV2 jest według obecnej wiedzy mało prawdopodobna. Poza tym, jeśli ktoś przechoruje gronkowcowe zapalenie płuc lub zapalenie płuc pneumo-kokowe, czy zapalenie płuc grypowe, też ma zmiany w płucach, które się utrzymują do roku czasu. Jeszcze raz mówię: nic nowego, to jest zwykłe, wirusowe zapalenie płuc.

W przestrzeni publicznej krążyła też informacja, że palacze papierosów na COVID-19 nie zapadają. Prawda czy fałsz?

To nie jest informacja krążąca w przestrzeni publicznej – wybitny, naprawdę wybitny francuski naukowiec, który od wielu lat zajmuje się nikotyną stwierdził, że osoby, które palą papierosy, rzeczywiście, rzadziej zapadają na COVID-19. Nie jest to jednak efekt palenia papierów, ale efekt działania nikotyny. Ten naukowiec udowodnił, że nikotyna interferuje z receptorami wirusa SARS-COV2. W związku z tym zaproponował badanie, które we Francji jest prowadzone – nauczyciele i pracownicy służby zdrowia otrzymują substytucję nikotyny, nie wiem, w jakiej postaci, nie wiem, czy w postaci gumy do żucia, czy plastrów, czy inhalacji. Wyników tych badań do tej pory nie znamy, ale praca została opublikowana i istnieje w przestrzeni naukowej, nie tylko publicznej. Natomiast, co mówią dane – dane mówią jedno: osoby, które palą papierosy chorują na COVID-19 tak samo często, jak osoby, które nie palą papierosów, czyli ryzyko zarażenia jest podobne. Natomiast, jeśli dojdzie do zarażenia, to ryzyko, że osoba, która pali będzie miała ciężki przebieg choroby i umrze jest od kilku do kilkunastu razy wyższe niż u osoby, która nie jest palaczem.

Dlaczego? Bo ma płuca zniszczone przez nikotynę?

Tak, dlatego, że ma zniszczone płuca, ale nie przez nikotynę, tylko przez smołę z palonego tytoniu i ma słabszą odporność, bo substancje toksyczne znajdujące się w dymie z palonego tytoniu obniżają odporność. Dlatego bardzo wyraźnie pragnę podkreślić: badacze francuscy stwierdzili, że sama nikotyna może chronić przed COVID-19 – sama nikotyna. Nikotyna, jako taka nie jest szkodliwa, nikotyna powoduje uzależnienie. Kwas nikotynowy jest podawany chociażby w leczeniu chorób naczyń, chorób serca – jest stosowany w medycynie. Tyle tylko, że papieros zawiera 7 tysięcy substancji toksycznych, w tym substancje smoliste o działaniu rakotwórczym i toksycznym i to one powodują supresję naszej odporności.

Czytaj także: To fatalny moment na bycie palaczem. Jak rzucić na dobre?

Po jakim okresie palenia papierosów jest pan w stanie stwierdzić, że rozmawia z palaczem?

To zależy od tego, ile papierosów wypala palacz.

Dwadzieścia dziennie.

Dwadzieścia dziennie. Drugie pytanie: czy to osoba predysponowana do rozwoju chorób związanych z paleniem tytoniu? To nie jest tak, że wszyscy palacze tytoniu chorują. Na choroby płuc zapada mniej więcej 15 procent z nich, 85 procent nie zapada. Ale wiemy, że palenie tytoniu jest jedynym, pojedynczym czynnikiem, który zwiększa ryzyko chorób płuc, czy nowotworów, zwiększa też ryzyko chorób serca i naczyń. Nie jest prawdą, że u wszystkich tak samo – u jednych mocniej, u innych słabiej. Więc gdyby była pani predysponowana, to poznałbym, że jest pani palaczką tytoniu już po dziesięciu latach palenia dziennie paczki papierów. Jeśli nie jest pani predysponowana, to mniej więcej po dwudziestu latach dostrzegam takie rzeczy, jak zażółcone zęby, zmiany odbarwieniowe na palcach, czyli zmiany spowodowane działaniem smoły. Nie nikotyny. Na zdjęciu klatki piersiowej można już wtedy zobaczyć także zmiany okołooskrzelowe, czyli zmiany zapalne wokół oskrzeli.

Bardzo wiele osób ucieka w papierosy elektroniczne, czy bardzo modne dzisiaj IQOS. One są rzeczywiście mniej szkodliwe niż tradycyjne papierosy?

Paląc zwykłego papierosa dochodzi do spalania tytoniu w temperaturze około 800 stopni Celsjusza. W trakcie tego procesu wytwarza się bardzo dużo substancji smolistych, z których 70 ma działanie rakotwórcze – jest ich jednak w sumie 7 tysięcy, inne mogą uszkadzać płód, czy działać toksycznie na organizm. Można powiedzieć, że w skali punktowej, taki papieros szkodzi na 100 punktów. Potem mamy kolejne produkty tytoniowe, na przykład mamy fajkę, albo fajkę wodną – kiedy bada się, jaka jest zawartość substancji smolistych w dymie z fajki wodnej, albo z cygara, to okazuje się, że jest pięć razy mniejsza niż w dymie z tradycyjnego papierosa, czyli szkodliwość w skali punktowej ma 20 punktów, a nie 100. Kiedy mówimy o tak zwanych innowacyjnych produktach tytoniowych, w których proces spalania został zastąpiony procesem podgrzewania do 350 stopni Celsjusza – w procesie podgrzewania liczba substancji, które szkodzą drastycznie spada o 95 procent. W procesie podgrzewania powstaje około pięciuset substancji chemicznych i według danych ze stron Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) podkreślam danych FDA, a nie moich, liczba substancji rakotwórczych spada trzydziestokrotnie. I rzeczywiście, kiedy dym z papierosów podgrzewanych weźmie się na filtr, to on w ogóle nie zawiera substancji smolistych. Nie zostawia śladu. Uważa się, że tytoń podgrzewany jest dwadzieścia razy mniej szkodliwy niż tytoń spalany, czyli papierosy tradycyjne. Kolejny element na tej liście to tak zwany SNUS, czyli tytoń do żucia popularny w Szwecji.

On też jest mniej szkodliwy niż tradycyjny papieros?

Tytoń do żucia, jak się okazuje, jest około trzydzieści razy mniej szkodliwy niż papieros. Potem mamy papierosa elektronicznego i tu niestety panuje wielki bałagan. Bo jeśli chodzi o papierosy z podgrzewanym tytoniem, to one wszystkie podlegają badaniom i na przykład IQOS, jako jedyny jest zarejestrowany przez FDA, czyli Amerykańską Agencję do spraw Leków i Żywności, która dopuściła IQOS do sprzedaży na rynku, jako produkt wpływający na zmniejszenie szkodliwości palenia tytoniu. Natomiast żaden papieros elektroniczny, żaden – podkreślam, nie został dopuszczony przez FDA do użycia. W Polsce rejestruje się płyny do papierosów w Głównym Inspektoracie Sanitarnym, jest ponad 10 tys. zarejestrowanych płynów i naprawdę nikt nie wie, co one zawierają. To jest cały problem – te płyny są niewystandaryzowane. Był jeden amerykański płyn wystandaryzowany, nazywał się Juul, ale ponieważ jest droższy od innych, więc w Polsce nie ma na niego chętnych.

Pan oczywiście nie pali, prawda?

Nigdy nie paliłem, nie palę, moim rodzice też nie palili.

Wracając jeszcze do koronawirusa – wiele osób zastanawia się, jak smog wpłynie na nasze przechodzenie COVID-19. Smog będzie miał znaczenie? Może się okazać, że z powodu smogu będziemy ciężej przechodzić tę chorobę?

Absolutnie tak. Mamy już badania, głównie z Lombardii – we Włoszech wprost powiązano wysoką częstość występowania koronawirusa, ciężki przebieg choroby i liczbę zgonów z zanieczyszczeniem. Lombardia, gdzie było centrum epidemii, jest najbardziej zanieczyszczonym regionem Włoch. Sardynia, która jest najczystszym regionem Włoch prawie w ogóle nie miała koronawirusa. Im większe zanieczyszczenie, tym więcej przypadków COVID-19, cięższy przebieg choroby, więcej zgonów. W Polsce największe zanieczyszczenie jest na Śląsku, gdzie przypadków koronawirusa jest najwięcej. Jest ich także dużo w wielkich miasta, bo jest jeszcze jeden ważny czynnik – zagęszczenie ludzi na kilometr kwadratowy, ale przejdźmy do czystszych regionów: lubuskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie – tam liczba zachorowań i zgonów jest niska. Im czystsze powietrze, tym mniej nie tylko zakażeń, ale przede wszystkim ciężkiego przebiegu choroby i mniej zgonów. To jest główny problem: zanieczyszczenie powietrza to większe ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i zgonów, tak samo jak palenie papierosów.

Czyli myśli pan, że zimą, kiedy ludzie palą w piecach, ciężkich zachorowań i zgonów może być więcej? Może być dużo gorzej?

Tak jest, może być dużo gorzej, jestem tego pewien. Proszę pamiętać, że według oficjalnych statystyk, smog w Polsce powoduje co roku 50 tysięcy przedwczesnych zgonów.

Powiedział pan, że SARS-COV2 powoduje dość typowe wirusowe zapalenie płuc, co sprawia, że jedne z osób nie mające żadnych chorób współistniejących, wychodzą z niego, a inne nie?

Mamy bardzo wiele czynników, które o tym decydują. Oficjalnie w Polsce na grypę, mówię o sezonie 2018-2019, chorowało 3 miliony 800 tysięcy osób, ale zmarło niewiele.

Tak dużo?!

Tak, to oficjalne dane. Na COVID-19 mamy do tej pory 100 tysięcy zachorowań. Kiedy chory na grypę umiera, nie piszemy, że umarł na grypę, tylko, że umarł z powodu niewydolności krążeniowej, zapalenia płuc – wpisujemy różne rozpoznania, ale generalnie nie wpisuje się grypy jako przyczyny śmierci. Wiemy, że jeśli ktoś ma cukrzycę, niewydolność nerek i zachoruje na grypę, to kombinacja grypy i przewlekłej choroby zawsze zwiększa ryzyko. Są nawet takie piękne badania i to polskie, z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z których wynika, że ryzyko udaru mózgu u osób chorujących na grypę wzrasta osiem razy, a udar potem zabija, podobnie z zawałem serca – ryzyko w grypie rośnie 10 razy i też się umiera, ale na zawał. Z tych, którzy dostaną udaru, prawie 40 procent umiera, ale jako przyczynę zgonu wpisuje się udar, a nie grypę. Natomiast, z COVID-19 zrobiono tak, że jeśli atakuje osobę z chorobami przewlekłymi i jeśli taka osoba umrze, a miała wynik dodatni, to wpisuje się, że umarła na COVID-19. Wie pani, jest piękna praca profesora patomorfologii z Hamburga, oczywiście opublikowana – on zrobił sekcje zwłok u ponad 100 osób zmarłych na COVID-19 i podsumował to tak: na sto sekcji zwłok chorych, którzy zmarli na COVID-19, ani jedna osoba nie zmarła w wyniku infekcji. One wszystkie umarły z powodu chorób podstawowych, które po prostu rozwinęły się jeszcze bardziej pod wpływem infekcji wirusowej, tak jak te zawały i udary po grypie. Przecież wiadomo, że jeśli ma pani dwie choroby, to będzie pani chorowała ciężej, ale umiera pani z powodu choroby podstawowej, która wyniszczała pani organizm przez wiele, wiele lat. I dlatego dla nas, lekarzy, najważniejszą rzeczą dzisiaj – oprócz oczywiście unikania zakażenia na COVID-19 i to podkreślam, trzeba go unikać za wszelką cenę – jest leczenie chorób przewlekłych. Nie możemy zaniedbywać naszych pacjentów, należy dobrze leczyć nadciśnienie, choroby płuc, cukrzyce itd. I bardzo pilnować pacjentów, żeby nie przestali brać leków, żeby nie popadli w lęki i obsesje. Nie można ludzi zostawiać bez opieki. Mamy dowody naukowe, że ludzie samotni mają dużo większe ryzyko zgonu z powodu COVID-19 od osób żyjących w parach lub mieszkających z rodziną. Samotność, brak czułości koszmarnie niszczy naszą odporność przeciwwirusową i to w każdym wieku.

To skąd się wzięła ta światowa panika? Zamykają się miasta, zamykają się państwa, nie latają samoloty. Może my wszyscy mamy koronawirusową obsesję?

To brak pragmatyzmu. Na świecie, w życiu, polityce zaczynają dominować teorie spiskowe, a nie twarde argumenty naukowców. Proszę zobaczyć, co się teraz dzieje w Szwecji. Tam postanowiono doprowadzić do odporności stadnej. Mówiono, że jest mnóstwo zgonów, mnóstwo zachorowań i co? Wszystko stanęło w miejscu. Zrobiono to, co należało zrobić i teraz wszystkie kraje, które się izolowały wyprzedzają Szwecje pod względem liczby zachorowań i zgonów. Szwecja stoi w miejscu, bo tam osiągnięto cel. Pragmatyzm. Niech pani popatrzy na Finlandię, na Koreę, na Tajwan, na Singapur, tam nie było takich obostrzeń – owszem, ludzie się zarażają, ale nie ma tylu ciężkich przypadków i zgonów, jak w tych krajach, które wprowadziły ostre zasady izolacji. Mówiłem przed chwilą, co izolacja robi z naszą odpornością. Podkreślam wyraźnie, dodatni wynik na zarażenie wirusem SARS-Cov-2 nie mówi o tym, że ktoś jest chory na COVID-19. Gdybyśmy dzisiaj zrobili wymazy Polakom, to oświadczam pani, że 95 procent Polaków ma gronkowca w nosie i gardle. Czy to znaczy, że oni chorują na gronkowcowe zapalenie płuc? Nie, część z nich zapadnie na gronkowcowe zapalenie płuc, jasne, ale kto zapadnie? Ci, którzy mają słabą odporność, ci, którzy są schorowani, ci, którzy są w grupie ryzyka, pozostali będą tego gronkowca nosić i nie zachorują. Mamy ludzi, którzy mają w nosie i gardle wirusa SARS-COV2 i nie wywołuje u nich choroby. Problem oczywiście, że inni się od nich zarażą. Powiem tak: dopóki 60, 70 procent społeczeństwa nie zetknie się z tym wirusem, to będziemy mieli to, co mamy i tyle. I nic na to nie poradzimy.

Dobrze, to jakie jest pragmatyczne wyjście z tej sytuacji? Co pan radzi ludziom?

Przede wszystkim wypełniać te zalecenia, które są proponowane przez ministerstwo zdrowia – to są naprawdę mądre i logiczne zalecenia. Czyli to regularne mycie rąk przez co najmniej 20 sekund, stosowanie środków odkażających, które należy nosić z sobą i używać po kontakcie z innymi osobami. Nosić maseczki, nawet jeśli są wątpliwości, co do ich protekcji i jak najczęściej te maseczki zmieniać. Nosić maseczki, oczywiście nie z materiału, ale przynajmniej takie chirurgiczne, a najlepiej profesjonalne, czyli maseczki FP2, albo N95 – takie mają oznaczenia. Jeśli mamy nosić maseczki z materiału, to możemy ich nie nosić, bo one są bezwartościowe. Zdecydowanie utrzymać dystans społeczny, co najmniej 1,5 metra, ale lepiej 2 metry, nie mówić do nikogo twarzą w twarz, tylko na bok. Nie śpiewać, nie krzyczeć. Jeśli mówię, to drobinki śliny z moich ust mogą znaleźć się metr, do półtora metra ode mnie, ale jeśli śpiewam, albo krzyczę, to mogą się znaleźć sześć metrów ode mnie. Starać się wysypiać, nie nadużywać alkoholu, jeść warzywa, owoce i dużo kiszonej kapusty, codziennie iść na 30 minutowy szybki spacer. Dalej – jeśli wydaje nam się, że mamy infekcje: mamy stan podgorączkowy, mamy kaszel, natychmiast pozostać w domu. Nie iść do pracy, unikać innych ludzi, powiedzieć: „Coś się ze mną dzieje, muszę się izolować”. Świadoma, samodzielna izolacja – od razu. Mamy teraz mnóstwo poradni online, można tam zadzwonić, uzyskuje się poradę lekarską i zwolnienie lekarskie – wszystko za darmo. Nie trzeba nigdzie chodzić. I takich poradni, z tego, co wiem, jest bardzo wiele w Polsce. Zachować spokój, po prostu, spokój. I wiedzieć, co się robi – zero paniki. Chodzę do pracy codziennie, w pracy zachowujemy się odpowiedzialnie, chodzę do sklepu, chodzę na spacery, uprawiam sport – żyję normalnie. Moje wnuki chodzą do szkoły, wszyscy są zdrowi, nikt się nie zaraził. Po prostu trzeba się pilnować – to pomaga nie tylko na COVID-19, to pomaga również na grypę, pomaga na inne wirusy. Bo dzisiaj głównym zagrożeniem w Polsce są przeziębienia wywołane rhinowirusami, adenowirusami, wirusami paragrypy, koronawirusami i innymi. Na przeziębienie w zeszłym roku zapadło w Polsce 30 milionów ludzi. Prawie każdy będzie chorował na przeziębienie, pytanie: jak odróżnić przeziębienie od wirusa grypy, czy wirusa COVID-1?

A można odróżnić?

Można. Przeziębieniu towarzyszy katar, ból gardła, zazwyczaj nie ma gorączki i mija po siedmiu dniach, samo. Natomiast grypy od COVID-19 już nie odróżnimy. Więc jeśli mamy takie objawy, jak gorączka, bóle mięśni, osłabienie, kaszel, to natychmiast musimy wziąć lek na grypę, natychmiast, bo prawdopodobieństwo, że zaraziliśmy się grypą, a nie COVID-19 jest sto razy większe. Trzeba więc wziąć lek na grypę jak najszybciej. Dlaczego? Bo on działa tylko w ciągu pierwszych 24 godzin od pojawienia się objawów, jeśli się spóźnimy z tym lekiem, to on już nie zadziała. Ale najważniejsze, zachowajmy spokój, nie panikujmy. W naszym otoczeniu jest według opinii naukowców około 200 miliardów drobnoustrojów, połykamy je, wdychamy, wcieramy w skórę i żyjemy. Człowiek w czasie ewolucji przeżył setki takich pandemii. Każda pandemia wzmacnia nas jako rasę, a ta spowoduje coś jeszcze – mamy szansę w końcu opracować skuteczne leki na choroby wirusowe. Jeśli to się stanie, to będzie to jedno z największych odkryć w medycynie, podobnie jak odkrycie antybiotyków.

Prof. dr hab. med. Piotr Kuna
Kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Prezydent Polskiego Towarzystwa Chorób Metabolicznych. V-ce Prezydent Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych

Opublikowano za: https://polskatimes.pl/prof-kuna-samotnosc-i-brak-czulosci-niszcza-nasza-odpornosc-przeciwwirusowa/ar/c15-15222604

Prof. Kuna: tlen to najlepsze lekarstwo, jakie mamy na COVID

Polska
Prof. Kuna: tlen to najlepsze lekarstwo, jakie mamy na COVID
Reuters/Assistance Hopitaux Publique de Paris

– Pacjent, który chorował na COVID, po 10 dniach od wystąpienia objawów „nie jest już pacjentem zakaźnym, natomiast w badaniu PCR nadal można stwierdzać pozostałości wirusa. Tacy pacjenci powinni być wypisywani do domowej opieki – to propozycja prof. Piotra Kuny, kierownika II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, prezydenta Polskiego Towarzystwa Chorób Metabolicznych.

Prof. Kuna jest jednym z ekspertów, który wielokrotnie porównywał powikłania po COVID-19 do powikłań po przejściu sezonowej grypy. – Zmiany w płucach po koronawirusie ustępują po 3-6 miesiącach. Nie bójmy się. Czy boją się państwo jechać autem? Też można się zabić – mówił profesor w programie „Gość Wydarzeń” w październiku.

„Zgonów było więcej”

W czwartek profesor przekonywał, że obie choroby charakteryzują się podobnymi powikłaniami.

– Powikłania po grypie są takie same jak powikłania po COVID-zie, jeśli chodzi o choroby sercowo-naczyniowe, udary mózgu – zapewniał profesor Kuna na antenie Polsat News. Jednocześnie wskazał, że COVID-19 charakteryzuje „jedna, szczególna cecha” – zmiany naczyniowe, które doprowadzają do pogorszenia się niewydolności oddechowej.

ZOBACZ: Dyrektor szpitala w Radziejowie jeździ w karetce jako ratownik. „Wszystkie ręce na pokład”

– Powołuję się na dane, które są dostępne na stronach Państwowego Zakładu Higieny i wierzę, że te dane są prawdziwe. Porównując te dane z COVID-em, to nadal w sezonie grypowym było więcej zgonów niż z powodu COVID-u, a sezon COVID trwa już dłużej niż sezon grypy – mówił pulmonolog.

„Nie da się tego zastąpić żadnym lekiem”

– Dysponując danymi naukowymi, jestem krytykowany. Natomiast rzeczywiście COVID jest, nigdy tego nie negowałem. Zawsze mówiłem, że mamy kilka sposobów (by zapobiec zakażeniu – red.) – po pierwsze nośmy maski, chrońmy się. Jednocześnie przygotowujmy się na to, że jeżeli to zakażenie nas dotknie, to żebyśmy zbudowali sobie tak dobrą odporność, żeby je zwalczyć – mówił.

WIDEO: prof. Kuna w programie „Gość Wydarzeń”

– Myślę, że powinniśmy spojrzeć na ten problem szerzej i nie szukać winy w wirusie, ale spojrzeć na własny organizm. O tym jak odpowiemy na zakażenie wirusem COVID przede wszystkim zadecyduje nasz własny organizm – mówił profesor.

Domowa tlenoterapia

Profesor poinformował, że choć w jego szpitalu zajęte są wszystkie łóżka, to pozostają jeszcze „rezerwy organizacyjne”. W ocenie Kuny pacjent, który chorował na COVID, po 10 dniach od wystąpienia objawów „nie jest już pacjentem zakaźnym”. – Natomiast w badaniu PCR nadal można stwierdzać pozostałości wirusa. Tacy pacjenci powinni być wypisywani do domowej opieki – zapewniał.

ZOBACZ: Joanna Górska z partnerem walczyli z koronawirusem. „Trzy dni wyjęte z życiorysu”

– Jest w Polsce znakomicie zbudowany system domowej opieki z zastosowaniem tlenoterapii, jest mnóstwo ośrodków pulmonologicznych rehabilitacyjnych, które mógłby zająć się tymi pacjentami bez żadnego problemu – dodawał.

– Tlen to jest najlepsze lekarstwo, jakie mamy na COVID – podsumował.

Źródło: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-11-05/prof-kuna-tlen-to-najlepsze-lekarstwo-jakie-mamy-na-covid/

Prof. Piotr Kuna: Nie ma dowodu na to, że lockdown pomoże nam wygrać wojnę z wirusem

  Zuzanna Opolska

– Z wirusem SARS-CoV-2 musimy oswoić się jak najszybciej. Polakom polecam lekturę „Małego Księcia” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. W „czasach zbiorowego lęku” z lekcji oswajania lisa skorzystamy wszyscy. Z prof. Piotrem Kuną, kierownikiem II Katedry Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz prezydentem Polskiego Towarzystwa Chorób Metabolicznych i wiceprezydentem Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych, rozmawiamy o zagrożeniu dużo większym niż koronawirus.

Nie ma dowodów na to, że lockdown pozwoli opanować epidemię - uważa prof. Kuna

Ahmet Misirligul / Shutterstock

  1. – Ostatnio słyszałem historię o zdrowym 20-latku, który zmarł na COVID-19. Później dowiedziałem się, że jego BMI wynosiło 46. Jeśli się waży mniej więcej dwa razy tyle ile się powinno to nie jest się zdrowym – uważa prof. Kuna
  2. Zdaniem lekarza, największym niebezpieczeństwem w czasie pandemii koronawirusa są zaniedbane choroby cywilizacyjne i przewlekłe, które w przypadku zachorowania na COVID-19, mocno zaostrzają przebieg choroby
  3. – Nie ma żadnego dowodu na to, że lockdown działa – mówi ekspert. Jako przykład podaje Szwecję
  4. Prof. Kuna jest też sceptyczny wobec części obostrzeń wprowadzonych w Polsce. – W Norwegii zamknięto szkoły w marcu i ponownie otwarto w maju. Nie było żadnego wzrostu zachorowań. Dlatego mówienie, że dzieci są superroznosicielami jest nieprawdą
  5. Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Zuza Opolska, Medonet.pl: Panie Profesorze, mamy powrót obostrzeń – to dobry kierunek?

Prof. dr hab. med. Piotr Kuna: Myślę, że nie mamy wyjścia. Powinniśmy się dostosować i nie narzekać…

Polacy nie tylko narzekają, ale protestują. Możemy się modlić o odporność, ale o budowaniu jej na siłowni czy basenie nie ma mowy – dla wielu to pokrętna logika…

To jedna z decyzji, których nie rozumiem. Sam chodzę na siłownię i nie uważam, żeby była miejscem, w którym ryzyko zakażenia jest wysokie, o ile spełnia odpowiednie warunki. Czyli przed wejściem mierzone są temperatury, personel nosi maseczki, ćwiczący zachowują odległości, a sprzęt jest stale dezynfekowany. To samo dotyczy basenów, w których woda jest chlorowana czy ozonowana. Przecież zarówno chlor, jak i ozon zabiją wirusa. Proszę mi powiedzieć, czy w Polsce mieliśmy ognisko zakażenia koronawirusem na basenie? Nie… Więc wiele z wprowadzanych restrykcji jest dla ludzi niezrozumiała i nieuzasadniona. Dlaczego zakazano lotów samolotem? Na świecie nie ma ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem w samolocie. Ani jednego, a w Stanach Zjednoczonych mamy 8 mln chorych i wszyscy latają samolotami bez ograniczeń. A marcowy zakaz wstępu do lasu? Kolejny absurd…

W ramach nowych obostrzeń szkoły w strefie czerwonej przeszły na tryb zdalny. Część ekspertów mówi o tym, że dzieci to superroznosiciele, którzy przyczynili się wzrostu zachorowań. Czy rzeczywiście tak jest?

Powiem wprost – są opisywane pojedyncze przypadki, które to potwierdzają, ale jeśli popatrzmy na całe populacje, to nie znajdziemy na to dowodu. Przykładem jest Norwegia, w której zamknięto szkoły w marcu i ponownie otwarto w maju – nie było żadnego wzrostu zachorowań. Dlatego mówienie, że dzieci są superroznosicielami jest nieprawdą. W Polsce mamy 10 mln dzieci – gdyby rzeczywiście były superroznosicielami, to wszyscy bylibyśmy już dawno zakażeni wirusem SARS Cov-2.

Nie uczniowie, nie pływacy i nie członkowie siłowni… – skąd w takim razie wziął się skok zakażeń?

Powodów jest kilka – po pierwsze zrobiło się zimniej, a wiemy, że wirus w zimnie żyje dłużej. Po drugie zaczęliśmy gromadzić się w pomieszczeniach, w których łatwiej jest się zarazić niż na wolnej przestrzeni. Po trzecie rozpoczął się sezon grzewczy i powrócił problem smogu, który ewidentnie sprzyja rozprzestrzenianiu wirusa. Dodatkowo doszły infekcje sezonowe i wiele przeziębień wywołanych Rhino- czy Adeno-wirusami branych jest za COVID-19.

Jedno wiemy na pewno – każda infekcja wirusowa obniża naszą odporność i tym samym zwiększa podatność na infekcję SARS-Cov-2. Powstaje jednak pytanie: czy infekcje sezonowe, które przechodzimy teraz, obniżają odporność na tyle, że nie tylko łatwiej zakazimy się wirusem SARS-CoV-2, ale także będziemy ciężej chorować i trafiać do szpitali.

Prof. dr hab. med. Piotr Kuna Prof. dr hab. med. Piotr Kuna

Nie rozumiem, dlaczego rządzący nie zwrócą się do ekspertów, którzy mogliby im pomóc w planowaniu strategii…

Myślę, że rządzący kierują się nie tylko poradami ekspertów, ale również polityką. I być może politycznie trzeba wykonywać ruchy, sprawiające wrażenie, że działamy, a tak naprawdę niemające żadnego znaczenia. Natomiast na pewno to prowadzi do informacyjnego bałaganu. Z jednej strony się mówi, że coś jest nieszkodliwe, a tak naprawdę jest szkodliwe. Z drugiej, że coś jest szkodliwe, a w rzeczywistości jest nieszkodliwe. Dlaczego stale słyszymy o lekach na COVID-19, których tak naprawdę nie ma? Nawet słynny Remdesivir nie zmniejsza śmiertelności i nie ratuje życia, tylko u lekko chorych skraca czas pobytu w szpitalu. Przykro mi, ale trzeba to otwarcie powiedzieć.

Prof. Flisiak: twierdzę, że w Polsce nie mamy już kontroli nad tą epidemią

Straszy się nas trwałymi zmianami w płucach – jak jest naprawdę? Utrzymują się na zawsze czy ustępują po czasie?

Dotychczasowe publikacje pokazują, że włókniste zmiany w płucach wycofują się same w ciągu sześciu miesięcy. Znalazłem tylko jedną pracę, opartą na piętnastu latach obserwacji u pacjentów, którzy przechorowali SARS-CoV-1, który był dużo gorszy niż SARS-CoV-2. I na 85 pacjentów obserwowanych przez 15 lat, tylko u jednego po 15 latach nadal zaobserwowano zmiany w układzie oddechowym. Średni czas ustępowania zmian wynosił rok.

Natomiast tym, na co skarżą się chorzy na COVID-19 jest „zespół przewlekłego zmęczenia”, co znowu nie jest czymś nowym. Z ZPZ mamy do czynienia po bardzo wielu infekcjach, zarówno wirusowych, jak i bakteryjnych i wiemy, że w większości przypadków także mija, chociaż może to zająć wiele miesięcy, a nawet lat.

Mam wrażenie, że tym co dezorientuje Polaków najbardziej są liczby, czyli kolejne „rekordy zakażeń” – co kryje się pod ostatnim 10 040?

Może wyjaśnię podstawowy problem – większość osób, nawet lekarze, mylą zakażenie wirusem z chorobą COVID-19, a zakażenie nie jest chorobą. Jeśli mamy 10 040 dodatnich wyników, to znaczy, że u tylu osób potwierdzono obecność wirusa w nosogardle, co nie musi wiązać się z żadnymi objawami. Dodatkowo zdarzają się wyniki fałszywie dodatnie. W zespole, w którym pracuję, na kilkanaście osób z dodatnim wynikiem, tylko trzy miały objawy. I to raczej łagodne, nikt nie wymagał hospitalizacji.

Czy możemy oszacować u ilu z tych 10 040 osób przebieg zakażenia będzie łagodny?

Opierając się na danych z różnych krajów, szacuje się, że na chorobę COVID-19 zachoruje nie więcej niż 15 proc. Czyli pozostałe 85 proc. zakażonych może mieć lekki stan podgorączkowy czy bóle mięśni, czego szczerze mówiąc może nawet nie zauważyć. To dotyczy zwłaszcza ludzi młodych.

Kolejnym mitem jest apokaliptyczne przekonanie, że wszyscy się zarażą. Osoby, które mają dodatnie wyniki na obecność wirusa, wcale nie muszą zarażać innych osób. Mam pod swoją opieką pięcio-, sześcioosobowe rodziny, w których jedna osoba ma dodatni wynik i łagodne objawy, a mieszkający z nią pod jednym dachem bliscy pozostają zdrowi i nie wykrywa się u nich wirusa. Jeśli osoby z wirusem skąpoobjawowe lub bezobjawowe nie zarażają tak łatwo innych, przebywając razem w jednym domu czy mieszkaniu, to tym bardziej nie zarażą na ulicy, przestrzegając podstawowych zaleceń, czyli nosząc maseczki, trzymając dystans i często myjąc ręce.

I jeszcze jedno – nie ma danych mówiących, że ktoś ma wysokie ryzyko zakażenia. Można powiedzieć, że wszyscy mamy podobne. Może z wyjątkiem osób z grupą krwi 0, które są wyjątkowo oporne na zakażenie wirusem. Dlaczego w takim razie jedni się zarażają, a inni nie? Tłumaczymy to tym, że około 40 proc. populacji ma dobrą odporność nieswoistą, zapewniającą ochronę organizmu przed zakażeniem przez chorobotwórcze wirusy.

Jest sześć typów COVID-19. Który najgroźniejszy?

Czy w takim razie wprowadzone obostrzenia mogą przyhamować kolejne rekordy zakażeń?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a chciałbym mówić o tym, co wiem. Dzisiaj najważniejszą rzeczą jest dobra kontrola chorób przewlekłych (chorób serca, układu oddechowego, cukrzycy) – chorzy powinny brać leki, przestrzegać zaleceń lekarza i pozostawać z nim w kontakcie.

Kilka dni temu napisał do mnie pacjent, który choruje na POChP i – jak się okazało – jest pozytywny. Profilaktycznie zwiększyłem mu dawkę przyjmowanych leków, a kiedy rozmawialiśmy następnym razem powiedział, że nie ma żadnych objawów i czuje się dobrze. To pokazuje, że zakażenie nie musi przebiegać ciężko u chorych przewlekle, o ile dobrze kontrolujemy chorobę podstawową. Dlaczego w Izraelu, w którym zachorowań jest o wiele więcej niż w Polsce, zgonów jest tak mało?

Jesteś zarażony koronawirusem albo ktoś z Twoich bliskich choruje na COVID-19? A może pracujesz w służbie zdrowia? Chcesz podzielić się swoją historią albo zgłosić nieprawidłowości, których byłeś świadkiem lub które Cię dotknęły? Napisz do nas na adres: koronawirus@medonet.pl. Gwarantujemy anonimowość!

Mają dobrą opiekę medyczną?

Tak, zresztą zależność śmiertelności na COVID-19 od stanu opieki medycznej widzimy na całym świecie. Proszę spojrzeć na kraje skandynawskie: Finlandię czy Norwegię. Oczywiście ktoś może powiedzieć: Ameryka: najlepsza opieka medyczna świata. To nieprawda – tysiące Amerykanów umiera tylko dlatego, że nie ma dostępu do lekarza. Tak samo jest w Anglii – nie bez powodu pracujący na Wyspach Polacy leczą się w Polsce.

Tydzień temu na łamach „Nature Medicine” ukazał się artykuł pokazujący skalę, demografię i dynamikę wpływu pierwszej fali pandemii COVID-19 na śmiertelność z wszystkich przyczyn w 20 krajach Europy i Australii. Polska obok Bułgarii, Nowej Zelandii, Węgier, Słowacji, Czech i Australii znalazła się w czołówce, a na szary koniec trafiła Wielka Brytania. Mówimy jednak o okresie od lutego do maja, jak będzie teraz – nie wiem… Zwłaszcza, że wielu pacjentów w naszym kraju zostało zaniedbanych.

Osobiście bardziej boję się braku opieki nad chorobami przewlekłymi niż koronawirusa. Mamy 9 mln chorych na nadciśnienie, 3 mln chorych na cukrzycę, 2 mln na POChP, co razem daje 14 mln. W porównaniu do 200 tys. zakażonych, to gigantyczna liczba. Proszę spojrzeć: kto dzisiaj umiera? Albo inaczej – u kogo zakażenie przebiega na tyle ciężko, że rozwija się zespół ostrej niewydolności oddechowej, często kończący się zgonem (ARDS)? Prawie w 100 proc. u osób chorych na przewlekłe choroby.

Ostatnio dużo mówi się o „Deklaracji z Great Barrington” jako alternatywnej strategii walki z pandemią – czy ochrona i izolowanie osób starszych nie jest dobrym pomysłem?

Myślę, że nie możemy stygmatyzować naszych seniorów. W grupie ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 są osoby chore, nieważne, ile mają lat. Tak w Polsce 2/3 osób po 60. roku życia ma trzy choroby przewlekłe, ale 1/3 nie ma chorób współistniejących i nie jest w grupie ryzyka. Ostatnio słyszałem historię o zdrowym 20-latku, który zmarł na COVID-19. Później dowiedziałem się, że jego BMI wynosiło 46. Jeśli się waży mniej więcej dwa razy tyle, ile się powinno, to nie jest się zdrowym.

Nowa strategia: chronić bezbronnych, reszta może funkcjonować „normalnie”

To jaki jest plan na jutro – przy 15 – 20 tys. zakażeń na dobę wprowadzamy drugi lockdown, liczymy, że na reżim sanitarny powstrzyma wirusa i czekamy na szczepionkę?

Nie ma żadnego dowodu na to, że lockdown działa. Najlepszym przykładem jest Szwecja, w której większość zgonów dotyczyła seniorów przebywających w dysfunkcjonalnych domach opieki. Tylko proszę wziąć pod uwagę, że Szwedzi żyją osiem lat dłużej od nas. W Polsce nie ma tak dużej grupy 85-letnich pacjentów i nie miałby kto umierać.

Z drugiej strony mamy kraje, które zdecydowały się na totalne zamknięcie: Hiszpanię, Francję, Wielką Brytanię, Włochy i czy im to pomogło? Poza tym to nie jest choroba, która występuje w jednym ognisku – gdybyśmy mieli ognisko w Ciechanowie, to moglibyśmy otoczyć miasto kordonem sanitarnym, tak jak zrobili Chińczycy w przypadku Wuhan, a reszta kraju działałaby normalnie. Niestety, u nas to jest rozsiane w miastach, w miasteczkach, na wsiach. Mało tego – to jest rozsiane u wszystkich naszych sąsiadów wokół. I nawet jeśli zamkniemy cały kraj, to wirus będzie się szerzył.

Osobiście uważam, że im szybciej osiągniemy tzw. odporność stadną, tym lepiej. Z drugiej strony rozumiem, że system opieki zdrowotnej może nie dać rady i chodzi o spłaszczenie krzywej zachorowań. Bo o ile w Polsce mamy najwięcej łóżek szpitalnych w całej Europie, to problemem są kadrowe braki… Jednak opóźnienie czasu, kiedy wirus nas dopadnie, nie gwarantuje, że i tak nie zakażą nim się miliony Polaków w III czy IV fali epidemii, a my na lata utkwimy w lęku i izolacji, cofając się cywilizacyjnie o kilkanaście lat, jeśli nie więcej.

Podsumowując naszą rozmowę możemy powiedzieć, że wirus w pewnym sensie każdemu z krajów wystawia ocenę z kontroli chorób przewlekłych i walki z paleniem, smogiem, otyłością – problemami zaniedbanymi przez lata…

To dobra puenta, ale może dodam coś jeszcze: w okresie od marca do października mieliśmy ok 200 tys. zakażeń, w tym samym czasie w ubiegłym roku 3,800 tys. osób zachorowało na grypę. I to grypa, której klinicznie nie odróżnimy od COVID-u, a na testowanie wszystkich nie mamy czasu i środków, jest poważnym zagrożeniem w sezonie 2020/2021. Podobnie jak COVID-19 zaostrza choroby przewlekłe. Czyli, jeśli pacjent chorujący na serce zachoruje na grypę to w ciągu 30 dni jego ryzyko zawału rośnie pięciokrotnie. Z kolei, jeśli ma miażdżycę i zachoruje na grypę to w ciągu miesiąca jego ryzyko udaru mózgu jest osiem razy większe. To samo dotyczy choroby COVID-19, z jedną różnicą: przyczyną śmierci podaną w karcie zgonu.

Jednemu wpiszemy zawał lub udar, a drugiemu COVID-19?

Tak, dlatego, że z grypą się oswoiliśmy. I musimy oswoić z wirusem SARS-CoV-2 jak najszybciej. Polakom polecam lekturę „Małego Księcia”. W „czasach zbiorowego lęku” z lekcji oswajania lisa skorzystamy wszyscy.

Przeczytaj także:

  1. Objawy zakażenia wirusem. Trzy podstawowe i cała lista nietypowych
  2. Tysiące ozdrowieńców cierpią na „mgłę mózgową”. Co to takiego?
  3. Jak działają przychodnie? „Zabunkrowali się, pozamykane na klucz”

Opublikowano za: https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-polsce,prof–piotr-kuna–nie-ma-dowodu-na-to–ze-lockdown-pomoze-nam-wygrac-wojne-z-wirusem,artykul,67740489.html

Wypowiedz się