„Białoruś na krawędzi” – ingerencje międzynarodowe i uwarunkowania krajowe

Publikujemy dwa bardzo rzeczowe teksty o sytuacji na Białorusi i ingerencji zewnętrznych sił, w tym Polski, na destabilizację tego spokojnego, szybko rozwijającego się i na ludzkich zasadach zorganizowanego kraju.

Redakcja KIP

Mateusza Piskorskiego wywiad z S. Musienko, szefem ECOOM

Białoruś to jedyny na terenie Europy SKANSEN SOCJALIZMU, w Polsce zlikwidowanego przed 30,5 laty. Stąd i takie parcie EU + USA na likwidację tego „komunistycznego wrzodu” na ciele Planety Ziemia, aby ta „zaraza” przypadkiem się nie odrodziła – MG

Zleceniodawcy popijają whisky… 

(Wcześniejsze informacje nt. Białorusi od Siergieja M. są opublikowane tutaj https://zakop999pl.neon24.pl/post/157047,wiesci-bezposrednio-z-minska-od-dyrektora-ecoom)

Bardzo mi przykro,  że wszystko to robione jest rękoma naszych sąsiadów – Polaków, Litwinów, Łotyszy. O działaniach Biełsatu wiedzieliśmy od dawna, ale nie zwracaliśmy na nie szczególnej uwagi. Zresztą, Biełsat jako kanał nie miał większego znaczenia, znacznie istotniejsze były tu jego działania w internecie. Dotarł do ludzi, którzy nie oglądają telewizji, nie słuchają radia i nie czytają gazet” – mówi Siergiej Musjenko, białoruski politolog. 

 

Siergiej, znamy się od wielu lat i wiem, że prowadzone przez Ciebie Centrum Analityczne ECOOM przeprowadzało, chyba jako jedyne, profesjonalne badania sondażowe przed wyborami prezydenckimi w tym roku. 
– Badania w jakimś stopniu odzwierciedlają obecny przebieg wydarzeń. Przy pomocy socjologii możesz przewidzieć przyszłe wydarzenia. Faktycznie, dane prezentowane obecnie przez Centralną Komisję Wyborczą potwierdzają większość naszych prognoz. Choćby to, że w Mińsku Aleksandr Łukaszenko uzyskał poparcie 65% wyborców, a Swietłana Tichanowskaja – 15%. I faktycznie, mamy w Mińsku jakieś 35% oponentów urzędującego prezydenta, ale wciąż ma on przecież zdecydowaną przewagę.

Gdyby różnica była mniejsza, protesty byłyby jeszcze bardziej intensywne?
– To kwestia kultury politycznej. Przecież niedawno odbyły się u was wybory, gdzie w drugiej turze różnica między kandydatami wyniosła jakieś 2%. I żadnych niepokojów nie było. U nas, gdyby tak było, byłoby znacznie gorzej niż jest.

Ale i tak protesty są spore.
– Jak powiedziałem, jakieś 35% mieszkańców Mińska to przeciwnicy prezydenta. No i mamy w efekcie sytuację, gdy właśnie część z nich wykorzystano przy użyciu profesjonalnych metod, o których często przecież dyskutowaliśmy na konferencjach i czytaliśmy o nich w książkach. To metody agresywnego zakwestionowania wyników wyborów. Wezwania do stosowania przemocy brzmiały w ciągu całej kampanii wyborczej, widoczne były w mediach społecznościowych.

Czyli przygotowywano to wszystko od dawna?
– Tak, oczywiście. Nigdy dotąd w historii Białorusi nie uruchomiono tak wielkich zasobów ludzkich i finansowych. Ta skala jest naprawdę szokująca. Przyjechali tu specjaliści polscy, amerykańscy, ukraińscy, rosyjscy. Ogromne były też zaangażowane środki.

O jakich kwotach, w Twojej ocenie, możemy mówić?
– Przed wyborami była to kwota około 1,2 mld dolarów. A później otwarto praktycznie niewyczerpujące się źródła. To widać po mediach społecznościowych, po tych akcjach kwiatowych, gadżetach, po liczbie wynajętych specjalistów w zakresie technologii politycznych. Widać to też w wynagrodzeniach uczestników wydarzeń. Już pierwsze wiece, na których zbierano podpisy, były sowicie opłacane. Początkowo było to robione wyłącznie przez tych, którzy chcieli zarobić, później włączyli się ci, których to wszystko wciągnęło. To podręcznikowe działania.

Kto, według Ciebie, był głównym sponsorem tych działań?
– Źródła były bardzo różne. Złożyły się na nie i pieniądze z Zachodu, i wsparcie Gazpromu.

No właśnie, czy wszystkie grupy w elitach rosyjskich mają takie samo stanowisko w sprawie Białorusi?
– Oczywiście, że nie. Po prostu niektórzy mają swoje własne interesy, które próbują w taki sposób realizować. Na przykład niedawno wypowiedział się publicznie właściciel korporacji „Uralchim” Dmitrij Mazepin, którego firma wydobywa sól potasową i jest konkurentem naszej kopalni soli w Soligorsku. Apelował o utworzenie jakiejś grupy koordynacyjnej ze swoim udziałem. Odebraliśmy to jako ujawnienie się jednego ze zleceniodawców obecnych wydarzeń. I chodzi tu o próby eliminacji lub przejęcia konkurencji. Wystarczy przypomnieć sprawę sprzed lat, gdy zatrzymano na Białorusi prezesa „Uralkalij” Władisława Baumgertnera, żeby zrozumieć, że to po prostu jeden z czysto biznesowych projektów.

Czyli chodzi o przejęcie kontroli nad białoruską, niesprywatyzowaną do tej pory gospodarką?
– Tak. To jest jednocześnie źródło naszej dumy i przedmiot wielu problemów. Chodzi o nadal funkcjonujące zakłady państwowe o łącznej wartości szacowanej na 120-150 mld dolarów. Już od dawna wszystkich swędzą ręce, by sięgnąć po te aktywa. Ale to, oczywiście, nie jedyny czynnik. Z jednej strony jest on faktycznie istotny dla tych, którzy gotowi są teraz wykładać ogromne kwoty na protesty, z drugiej jednak swoją rolę odgrywają również interesy geopolityczne. Chyba się zgodzisz, że trudno byłoby ukraińskich bojówkarzy, którzy przeszli przez Majdan przerzucić do Moskwy. Ciężko byłoby też to zrobić z ich polskimi czy litewskimi kolegami. Z naszymi, białoruskimi można by to zrobić bez trudu, dlatego to ich właśnie trzeba przygotować. Jako kraj słowiański uznano nas za dobrą bazę szkoleniową. Nie mamy przecież kontrolowanej granicy z Rosją. Nawet jeśli u nas im się nie uda, to i tak samo doświadczenie będzie wykorzystane w przyszłości. Nasze służby zatrzymują regularnie agresywnych uczestników ostatnich wydarzeń z Ukrainy, Litwy, Polski i wielu innych krajów. Teraz określone doświadczenie zdobędą w tej sferze też Białorusini, których później będzie można bez problemu przerzucić na wschód. Chodzi zatem o przetestowanie technologii i przygotowanie przyczółka.

Technologii, która okazuje się dość skuteczna…
– Początkowo państwo w ogóle nie zareagowało w sferze technologii politycznych. Zajmowało się swoimi sprawami i nie ingerowało. A przecież nasi przyjaciele z Ukrainy czy Kirgistanu mówią, że u nich wszystko wyglądało podobnie. Też pojawiały się ruchy, których powstania nic nie zapowiadało. A u nas jeszcze zaangażowała się ogromna liczba zainteresowanych, którzy długo się do wszystkiego przygotowywali.

Ale czy to tylko kwestia czynników zewnętrznych?

– Nie, takie rzeczy się nie zdarzają, jeśli nie istnieje wsparcie ze strony miejscowych elit. Pamiętamy, jak na Ukrainie w 2014 roku szef administracji Wiktora Janukowycza Siergiej Liewoczkin osłabiał jego pozycję, by zająć jego miejsce. Wyszło wprawdzie tak, że miejsca nie zajął, ale spokojnie wyleciał do swojego zamku we Francji prywatnym odrzutowcem, a dziś przylatuje nim na posiedzenia Rady Najwyższej, jako parlamentarzysta. Są to ludzie, którzy z premedytacją działają w obcych interesach. U nas też byli tacy, którzy starali się przeszkadzać głowie naszego państwa i rozwojowi Białorusi. Przez wiele lat siedzieli cicho, a teraz stroją się w piórka nieskalanych władzą opozycjonistów. Wcześniej kradli i stworzyli wiele problemów, z którymi do dziś boryka się państwo.

Czy są wśród nich znane postacie?
– To ludzie znani, którzy najczęściej w pewnym momencie wyjechali z kraju, zajęli się czymś zupełnie innym, a teraz próbują wrócić do polityki. Z jednej strony to dobrze, że teraz się ujawniają, z drugiej jednak państwo powinno podejmować wobec nich szybkie i stanowcze decyzje.

A czy rzeczywiście Białorusi grozi też fala strajków?
– Pracownicy żądali, by spotykali się z nimi przedstawiciele władz i do takich spotkań dochodzi. Ale w czasie tych spotkań wielu z nich znajduje się na ulicznych protestach, czyli dialog niektórych nie bardzo interesuje. Wszystko to znamy z lektur politologicznych, opisujących zarządzanie protestami. Pomysł na akcje strajkowe ma na celu doprowadzenie do kryzysu gospodarczego, jako warunku powodzenia całej operacji. Są tego konkretne dowody. Strajki próbowano wywołać w kluczowych zakładach. Mińskie Zakłady Ciągników Siodłowych (MZKT) dostarczają prawie całą swoją produkcję na potrzeby rosyjskich sił zbrojnych. Belaruskalij to jeden z największych producentów nawozów azotowych na świecie. Sama tylko wiadomość o tym, że może wybuchnąć tam strajk, doprowadziła do wzrostu cen akcji największego globalnego producenta nawozów, amerykańskiej korporacji Mosaic o ponad 30%, izraelskiej ICL – o 18%, a niemieckiej K + S – o 14%. Czyli skorzystali błyskawicznie konkurenci, wzrosła ich wartość giełdowa. Biełaz to jedna trzecia światowego rynku ogromnych pojazdów ciężarowych, więc z jego problemów skorzystają takie firmy, jak Komatsu i Caterpillar. MTZ to 10% światowej produkcji traktorów i też ma zagranicznych konkurentów. Stąd takie uderzenie i te technologie protestu…

No właśnie, technologie wydają się powtarzać w różnych miejscach, od wielu lat…
– Tak. I to, że ludzie nie zdają sobie z tego szerzej sprawy, to też moja wina, że nie wyjaśniłem dostatecznie dobrze istoty tego rodzaju działań. Przecież to wszystko polega na tym, że wynajmowana jest agencja PR z nieograniczonymi możliwościami finansowymi. Werbuje, dajmy na to, młodą dziewczynę. Ona dzwoni do dziesięciu czy dwudziestu swoich koleżanek i przekazuje im białe kwiaty, a te rozdają je przechodniom. Ten biały kolor też już tyle razy widzieliśmy, na przykład białe wstążeczki na Placu Błotnym w Moskwie. A dalej wszystko zależy już od poziomu kreatywności.

A jakie było tło dość brutalnych reakcji milicji na protesty?

– Początkowo ludzie reagowali krytycznie na próby agresywnych wystąpień ze strony tych protestujących, którzy rzucali kamieniami, koktajlami Mołotowa i próbowali wywołać rozruchy. Pierwszego dnia mieliśmy na ulicach około 2000 przygotowanych bojówkarzy, koordynowanych – jak na Ukrainie – w ramach sotni. Milicja zareagowała dopiero drugiego dnia, jednak jej, ewidentnie celowa, brutalność była faktycznie nieuzasadniona; zatrzymywano ludzi, którzy z rozróbami nie mieli nic wspólnego. Może kiedyś dowiemy się, kto stał za taką zmianą reakcji, ale była to decyzja wyraźnie przez kogoś zainspirowana. Być może za jakiś czas usłyszymy o jakimś generale, który objawi się w Monako, albo którego ciało znajdą w jakimś kanale. Z punktu widzenia technologii politycznych, efekt mógł być tutaj tylko jeden: dodatkowe oburzenie ludzi. Gdyby nie to, protesty powoli by wygasały. A tak ludzie zaczęli faktycznie wychodzić na ulice i pytać, skąd ta brutalność.

To wydaje się pułapką bez wyjścia, bo jeśli teraz władze odetną się od działań milicji, to cały sektor bezpieczeństwa może się uznać za zdradzony przez polityków.
– Tak, na tym polega cała operacja. W ramach ataku na państwo niezbędna jest dyskredytacja bloku siłowego, bo tylko wtedy możesz myśleć o zajmowaniu budynków rządowych i w końcu proklamowaniu jakiegoś rządu tymczasowego. Najgorsze jest to, że – wiedząc, jak działa ten mechanizm – nie zdobyliśmy się na reakcję polityczną.

Mówiłeś o wsparciu protestów ulicznych z zewnątrz, co wydaje się coraz bardziej oczywiste.
– Tak, na granicy identyfikowani są ciągle głównie Łotysze, Litwini, Ukraińcy i Polacy, którzy nie przybywają na Białoruś w celach pokojowych. Większość z nich nie jest wpuszczana na terytorium kraju.

No właśnie, a jaka w tym wszystkim jest rola strony polskiej, na przykład Biełsatu?
– Bardzo duża. Biełsat operuje przede wszystkim poprzez kanał Nexta, który działa pod przykrywką jako rzekoma inicjatywa młodego Białorusina. Zresztą, potwierdzeniem są tu słowa waszego premiera, który docenił rolę Biełsatu i zapowiedział zwiększenie jego finansowania. Nawiasem mówiąc, zwróćmy uwagę, że Rosję oskarża się o jakiś zakulisowy wpływ na amerykańskie wybory, a w tym przypadku całkiem otwarcie i publicznie mówi o tym szef rządu, przyznając, że Polska robi to od wielu lat. I to właśnie kanał Nexta w mediach społecznościowych koordynował ruchy ludzi z jednej części Mińska do drugiej, tzw. fleshmoby. Bardzo mi przykro, że wszystko to robione jest rękoma naszych sąsiadów – Polaków, Litwinów, Łotyszy. O działaniach Biełsatu wiedzieliśmy od dawna, ale nie zwracaliśmy na nie szczególnej uwagi. Zresztą, Biełsat jako kanał nie miał większego znaczenia, znacznie istotniejsze były tu jego działania w internecie. Dotarł do ludzi, którzy nie oglądają telewizji, nie słuchają radia i nie czytają gazet. Później okazało się, że w pierwszych dniach na ulice wyszli nastolatkowie, niemal dzieci – w wieku 15-16 lat, którzy przecież nawet nie biorą jeszcze udziału w wyborach. My tej grupy w naszych sondażach nie badaliśmy, bo analizowaliśmy wyłącznie poglądy obywateli mających prawa wyborcze. I oni potraktowali całe te protesty jak swoisty karnawał.

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej, o których wspomniałeś, zazwyczaj są wykonawcami polityki Stanów Zjednoczonych na obszarze postradzieckim. Jaka jest rola Waszyngtonu w obecnych protestach?
– Ocieplenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi zazwyczaj oznacza, że trzeba być wyjątkowo ostrożnym. Jak tylko zaczynasz się z nimi przyjaźnić, powinieneś oczekiwać najgorszego.

Tak, mieliśmy już takie przypadki, na przykład w Libii. Czyli możemy powiedzieć, że już od jakiegoś czasu wszystko było przygotowywane?
– Oczywiście. Nieprzypadkowo w tym właśnie okresie pojawił się bloger Siergiej Tichanowskij, który od razu zaczął wokół siebie tworzyć jakiś ruch, już półtora roku temu.

Cała wirtualna przestrzeń informacyjna, nowe media zostały zatem zdominowane przez organizatorów obecnych protestów?
– Tak. Pamiętam, jak wiele lat temu zaproponowałem projekty stron internetowych różnych instytucji państwowych. Wszyscy się dziwili, nie rozumieli takiej potrzeby. I tym razem też państwo było opóźnione i przez to oddało pole. Skoro nie było prorządowych kanałów w aplikacji Telegram, to powstała próżnia, którą zapełnili inni.

Czy po tych wydarzeniach pojawiło się u władz białoruskich zrozumienie konieczności wykorzystywania odpowiednich technologii?
– Mam nadzieję. Choć – mimo że jestem życiowym optymistą – czasem ogarnia mnie pesymizm. Przecież przez wszystkie te lata wszystko to wydawało się oczywiste, występowaliśmy – także razem – na konferencjach, na których na te sprawy zwracaliśmy uwagę. Analizowaliśmy doświadczenia, którymi dzielili się z nami ukraińscy i rosyjscy koledzy. A jednak to nie wystarczyło…

Jak możemy przewidywać dalszy rozwój obecnych protestów?
– Byłem świadkiem protestów w Mińsku, na których zbierało się 120 tysięcy osób, w 1996 i 1997 roku. Widziałem, jak wówczas władza poradziła sobie z nimi bez użycia OMONu. Ich mechanizm był jednak inny. Ludzie brali w nich udział, bo nie mieli pracy, pieniędzy, perspektyw na przyszłość. Później te problemy udało nam się rozwiązać i żyliśmy spokojnym życiem przez dłuższy czas. Dziś trzeba uruchomić nowe hasła i zasoby, bo obecne protesty nie mają nic wspólnego z tamtymi. Bunt wywołany został sztucznie, bo przecież ludzie dostają godne wynagrodzenia, mają pracę. W wielu zakładach produkcja systematycznie rośnie, mimo kryzysu. Ostatnio udało nam się na przykład sześciokrotnie zwiększyć poziom eksportu żywności do Chin. Część pracowników wychodzi na protesty w czasie przerw obiadowych. Ale okazało się, że inspiracja zewnętrzna jest wystarczająco skuteczna. Teraz wiele zależy od dalszych przejawów inwencji inspiratorów destabilizacji.

Jak słyszymy, Aleksandr Łukaszenko w tych dniach kryzysu regularnie rozmawia telefonicznie z Władimirem Putinem.
– Tak. Dużo opowiada mu o technologiach kolorowych rewolucji, które są teraz stosowane, o grupach prowokatorów, które próbują przeniknąć do naszego kraju. Białoruś nie ma żadnego problemu w relacjach z rosyjskim kierownictwem. Ludzie, którzy próbują dziś destabilizować sytuację u nas, chcą też odsunąć od władzy Putina.

Czyli możemy powiedzieć, że go ostrzega?
– Tak. Mówi mu wprost, że kwestią czasu jest przeniesienie tych samych mechanizmów kolorowej rewolucji do Rosji. Chodzi o stworzenie tu enklawy, która będzie realizować projekt na wschodzie. Mamy być takim korytarzem do Moskwy. Często się zastanawiałem, dlaczego w „Wielkiej szachownicy” Zbigniewa Brzezińskiego ani razu nie wspomina się o Białorusi. Kiedyś zresztą zapraszałem go na jedną konferencję w Rakowie. Nie przyjechał, choć wcześniej tam był podczas jednej wizyt w Związku Radzieckim u Leonida Breżniewa; są tam groby jakichś jego przodków. Brzeziński pisał tak wiele o Litwie, Polsce, Ukrainie, a o nas kompletnie nic. O planach wobec nas – cisza. Jego stara koncepcja polega na tym, żeby otoczyć Rosję kordonem nieprzyjaznych jej państw – Ukrainą, Białorusią, krajami bałtyckimi, Polską; w ten sposób izolując ją od Europy. Pewną rolę odegrało też przyjęcie przez władze białoruskie odmiennej strategii wobec pandemii COVID-19.

A jak zachowują się wyborcy i zwolennicy białoruskiego prezydenta?
– Przez pewien moment byli zdezorientowani. Stało się tak, gdy zobaczyli stosowanie przemocy, brutalność. Tak naprawdę, prawdziwe protesty zostały sprowokowane właśnie przez brutalność milicji. Widać, że niektórzy chcieli uzyskać efekt zbiorowej ofiary rytualnej. Właśnie dlatego prowokatorzy zaczęli zachowywać się na tyle agresywnie, by sprowokować zdecydowaną odpowiedź i zaangażowanie poważnych sił, tych ciężko uzbrojonych. Nasi milicjanci zresztą też nie są przyzwyczajeni do takich sytuacji, do tego, że ktoś rzuca w nich kamieniami czy koktajlami Mołotowa. Widzieliśmy też, jak taranowano rozmyślnie samochodami funkcjonariuszy zwykłej drogówki. Co w takiej sytuacji zrobić może jego partner, kolega? To oczywiste: będzie gonił sprawców i strzelał do nich.

Czyli eskalacja jest odgórnie modelowana?
– Tak. Jej zleceniodawcy siedzą sobie wygodnie gdzieś w Londynie czy Nowym Jorku, popijając whisky i spoglądając na te obrazki z satysfakcją.

Rozmawiał: Mateusz Piskorski 
Siergiej Musjenko – białoruski politolog, szef Centrum Analitycznego EcooM.
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2020)

 Na zdjęciu: Mateusz Piskorski (pierwszy od prawej) na spotkaniu ECOOM w Mińsku, maj 2011.

Wybrane komentarze

No i już mamy dwie „1” jako ocenę wywiadu Mateusza Piskorskiego z Siergiejem Musienko

Czy to na „neon24” nie „afiszują się”, pospiesznie, ze swymi poglądami, pracownicy Bielsatu i jakiegoś innego, znaczniejszego CIA-podobnego GESZEFTU? (odsłon w tym momencie, po dokładnie 1 godzinie 40 minutach od tego tekstu na neon wstawienia, jest już 761)

Berkeley72 27.08.2020 12:05:01

Globalni bandyci mają o wiele śmielsze plany co nie znaczy że realne ..niektóre są wręcz śmieszne.
https://pl.sputniknews.com/swiat/2020082712970982-sputnik-weteran-marynarki-wojennej-usa-wskazal-slaby-punkt-rosji-w-przypadku-wojny-z-nato/

Globalni bandyci uważają oceany za swoje terytorium po którym mogą się poruszać wyłącznie ci których zaakceptują globalni bandyci.
Teraz kombinują by zatapiać ruską flotę handlową w ramach izolacji i sankcji.
Idioci nie rozumieją że Rosja może odpowiedzieć tym samym… a oni globalni bandyci jako następcy zachodnich kolonizatorów są wręcz uzależnieni od handlu morskiego.
Wyizolowane od handlu morskiego USA stoczy się natychmiast do poziomu Haiti.
Technicznie to dla Rosji żaden problem w dobie zaawansowanych systemów rakietowych (zasięg, celność ..skalowanie siły uderzenia).

Globalni bandyci naprawdę cierpią na demencję starczą i ich pomysły są coraz bardziej idiotyczne…tylko wola władzy nad światem pozostaje niezmieniona.

Oscar 27.08.2020 13:14:33

@ Autor – 5*

DK
________________________

„Przecież niedawno odbyły się u was wybory (w IIIŻydo-RP/Polin – DK), gdzie w drugiej turze różnica między kandydatami wyniosła jakieś 2%. I żadnych niepokojów nie było.”

Dobre spostrzeżenie. Wyjaśnienie jest oczywiście łatwe: obydwaj kandydaci byli reprezentantami tego samego antypolskiego, szowinistycznego, żydowskiego, środowiska.
To tak jakby na Białorusi kandydowała Tichanowskaja „A” i Tichanowskaja „B” – wtedy także nie byłoby protestów organizowanych przez syjonistyczny Zachód.

Rzeczpospolita 27.08.2020 14:22:29

@Autor

//Czyli eskalacja jest odgórnie modelowana?
– Tak. Jej zleceniodawcy siedzą sobie wygodnie gdzieś w Londynie czy Nowym Jorku, popijając whisky i spoglądając na te obrazki z satysfakcją.//

Część z nich siedzi w Rosji … w Moskwie, a niektórzy nawet … na Kremlu.

https://swiatowid.neon24.pl/post/157233,bialorus-na-krawedzi-z-komentarzem-tlumacza

Bardzo wartościowy wywiad, dodaje kilka elementów do białoruskiej koloroworewolucyjnej układanki. Tak się jakoś składa, że jak się czyta o wydarzeniach na Białorusi, to widać, jakich elementów w którym miejscu oczekiwać, a potem pojawiające się strzępy informacji idealnie pasują w niewypełnione luki. Dziękuję za opublikowanie!

Światowid 27.08.2020 15:01:14

@Berkeley72 12:05:01

Niech Pan orientuje się wyłącznie po liczbie ocen i komentarzy, liczba odsłon jest wielce niepewna. Rejony internetu w których się obracamy są „słabo zaludnione” (vide inicjatywa pana Ruszkiewicza „niepodległy.pl”, gdzie dialoguje on już z samym sobą), a od kilku lat różne środowiska robią wszystko, by nikt tu nie zaglądał, podsyłając różnych religijnych i „antykomunistycznych” / „PiSopatriotycznych” świrów, poblikujących najrozmaitsze śmieci z regularnością iście biegunkową. Dla wielu ludzi, dzięki zastosowanym ww. agenturalnym technikom, szukanie tu wartościowych tekstów stało się tak trudne jak ręczne poszukiwanie okruszków złota w piaskach złotonośnych.

No i wielu blogerów zrezygnowało z umieszczania swoich tekstów wśród stert obornika produkowanego przez różnych „kerenorów”, „bara-barów”, „huskych”, „talbotów”, „mindservice’ów”, „jam.mów”,”(no)brain-ów” etc.

Światowid 27.08.2020 15:12:01

@Rzeczpospolita 14:22:29

Bo widz Pan, prawdziwie demokratyczne wybory to takie, gdzie z jednej strony ma Pan konserwatywnego Goldbauma, a z drugiej liberalnego Goldbluma (albo panią Goldblum). Natomiast jeśli w wyborach startuje, a nie daj JAHWE wygrywa jakiś „niekorzenny” polityk, na dodatek nie będący marionetką „korzennych” i do tego niewpisujący się w jedyny dozwolony gojom spór „konserwatystów” z „liberałami”, to ma Pan totalitaryzm i nazizm w najczystszej postaci. Jak się Pan dobrze przyjrzy, to czego brakuje Białorusi do narodowosocjalistycznego ideału? Jednego SŁOWA w nazwie. Czy Pan myśli, że ONI tego nie widzą? Oni widzieli to w całym bloku państw socjalistycznych, który był de facto sojuszem NARODOWYCH REPUBLIK SOCJALISTYCZNYCH. Jak ONI mogliby dopuścić, by coś takiego PRZETRWAŁO do czasu gdy uzyska SAMOŚWIADOMOŚĆ?

Te wszystkie „antykomunizmy” i „konserwatyzmy liberalne”, „liberalizmy” i „socjaldemokracje” zostały do nas przyniesione na walizkach dolarów dla kuglarzy po to, by zastąpić w głowach społeczeństwa spór o odbierany mu dorobek pokoleń i niszczone osiągnięcia socjalizmu sporem o durnoty typu „prawa homoseksualistów, bi, transów i lesbijek”, „obrona świętej wiary katolickiej”, „obrona praw mniejszości i imigrantów”, spór o JAŁMUŻNY dla zubożonych planowo mas między „lewicą” a „wolnorynkowcami” spór normalnych z debilami gloryfikującymi „żołnierzy wyklętych” itp. itd. Naród w tym kociokwiku zatracił świadomość czym jest, dokąd ma zmierzać i jakie są jego interesy. I dokładnie o to chodziło. Głosuj na Dudę, głosuj na Trzaskowskiego, i tak w efekcie wybierzesz Rotszylda.

Światowid 27.08.2020 16:33:23

Odnośnie // Milicja zareagowała dopiero drugiego dnia, jednak jej, ewidentnie celowa, brutalność była faktycznie nieuzasadniona;

// zatrzymywano ludzi, którzy z rozróbami nie mieli nic wspólnego….Z punktu widzenia technologii politycznych, efekt mógł być tutaj tylko jeden: dodatkowe oburzenie ludzi. Gdyby nie to, protesty powoli by wygasały. A tak ludzie zaczęli faktycznie wychodzić na ulice i pytać, skąd ta brutalność.//

Według mnie ta CELOWA BRUTALNOŚĆ miała za zadanie „wybicia z głów” nasłanym, profesjonalnym „płatnym pachołkom globalnego USractwa” (PPGUS) dalsze walki o ustawienie jakiejś, w miarę trwałej barykady, etc. Po trzech dniach protesty – nawet te b. masowe – stały się WYJĄTKOWO pokojowe. PPGUS zrozumieli, że zbyt dużo ryzykują, wdając sie w BEZNADZIEJNE bijatyki z fachowym OMON.

A i mir Łukaszenki po ok. 10 dniach powrócił, czego dowodem liczne wiece oraz demonstracje go popierające we wszystkich miastach Białorusi, Grodno włączając.

Berkeley72 27.08.2020 16:37:04

@Światowid 16:33:23

Bardzo dobre streszczenie globalnej strategii globalnej mafii.

Oscar 27.08.2020 16:37:11

Opublikowano za: https://zakop999pl.neon24.pl/post/157231,mateusza-piskorskiego-wywiad-z-s-musienko-szefem-ecoom

„Białoruś na krawędzi” – z komentarzem tłumacza

Makiawelizm Putina wobec Białorusi może się skończyć katastrofą wizerunkową dla Rosji kreującej się na liderkę i przyjaciółkę narodów słowiańskich. Nie można być naraz ojcem chrzestnym mafii rosyjskojęzycznych oligarchów i przywódcą Słowiańszczyzny.

Tłumaczenie tekstu Israela Shamira na temat „kolorowej rewolucji” na Białorusi; oryginał, po angielsku tu: www.israelshamir.com/article/belarus-on-the-brink/; komentarz od tłumacza (Światowid) pod tekstem.


To jeszcze nie koniec, ale czy Łukaszenko zdoła przetrwać burzę? Od wyborów prezydenckich z 8.09.2020 na Białorusi dochodzi do gwałtownych protestów. Protestujący twierdzą, że wybory zostały sfałszowane, tak jak w 2016 roku panie w różowych kapeluszach oskarżyły Trumpa. Protesty są przedstawiane światu przez szkło powiększające globalnej maszyny fake news. Funkcjonują dziesiątki kanałów medialnych, z których wszystkie omawiają temat fałszowania wyborów i tłumienia protestów.

Ale białoruskie represje nie są czymś godnym uwagi. Tłumy nie są duże, bo Białorusini to ludzie dość uprzejmi i posłuszni, czekają nawet na zielone światło (rzadka cnota na Wschodzie). Pomimo działań prowokatorów i rewolucjonistów wyszkolonych przez Sorosa nie ma wielu rannych, w porównaniu z przeciętną konfrontacją między agresywnymi demonstrantami a lokalną policją, niezależnie od tego, czy nazywają się Gilets Jaunes, czy Black Lives Matter.

Jeden z protestujących próbował wrzucić granat ręczny w szeregi policji; wskutek niekompetencji granat eksplodował mu w dłoni, demonstrant zmarł wskutek odniesionych ran. Ten incydent jest już przedstawiany w mediach jako „masowe morderstwo”, a nawet „ludobójstwo”. Ambasadorowie UE przybyli, aby złożyć kwiaty w miejscu jego „męczeństwa”. Ten najnowszy bohater mediów zmienia się w nowego George’a Floyda, co jest trafnym porównaniem, ponieważ nieszczęsny białoruski „grenadier” również miał bogatą przeszłość kryminalną. Obecnie produkowana jest naklejka BLM, gdzie B oznacza Białoruś. Czy powinno się to nazywać „zapożyczeniem kulturowym”, czy jest to „naruszenie warunków użytkowania”? YouTube dałby tu automatyczne ostrzeżenie o naruszeniu praw autorskich.

Prezydenci Polski i Litwy zaproponowali mediację, sugerując ustąpienie Łukaszenki. Nie jest to kusząca oferta. W 2014 roku ówczesny prezydent Ukrainy przyjął europejską ofertę mediacji i za kilka dni został zmuszony do ucieczki do Rosji.

Łukaszenka jest z innej gliny; jego policjantom udało się stłumić protesty, ale i tak nie były one zbyt silne. Jest jeszcze za wcześnie, aby obstawiać, czy kolorowa rewolucja ostatecznie się powiedzie, czy nie. Jaka jest przyczyna protestów, poza narzekaniem, że życie jest niesprawiedliwe? Kto finansuje i organizuje te demonstracje?

Na zasobną Białoruś ostrzy sobie zęby wielu konkurentów. Wrogowie Rosji z NATO chcą przesunąć swoje czołgi w pobliże Smoleńska; Polska chce odzyskać dawną prowincję (Białoruś przez setki lat była podporządkowana Polakom). Rosja chce połknąć Białoruś, a Papa Łukaszenko jest dla nich wszystkich za twardym orzechem do zgryzienia.

Dodatkowym zagrożeniem dla suwerenności Białorusi jest mroczny i potężny ośrodek, który zorganizował ogólnoświatową histerię wokół koronawirusa i zmusił miliardy ludzi do podporządkowania się najróżniejszym ograniczeniom. Łukaszenko jest bohaterem, który odrzuca wszelkie żądania „lockdown-u”; Białoruś zachowała spokój i wolność w środku globalnej paniki. Białorusini bawili się na meczach piłki nożnej, podczas gdy reszta świata kuliła się i chowła. W okresie Wielkanocy białoruskie kościoły pozostawały otwarte i odprawiano msze. 9 maja z okazji Dnia Zwycięstwa Białorusini mieli swoją paradę zwycięstwa, a nawet stalowooki Putin został zmuszony do odwołania własnej. Takie nieposłuszeństwo wobec „globalnego reżimu” musiało zostać ukarane.

Podobnie jak Fidel Castro, Papa Łukaszenko rządzi swoim krajem od pokoleń. Jest wybierany ponownie co pięć lat od 1994 roku, kiedy to on, najmłodszy polityk w Europie, pokonał ówczesnego premiera (Szuszkiewycza) w wolnych wyborach. Nawet teraz, w wieku 65 lat, jego przywództwo pozostaje niekwestionowane. Jego poparcie w Mińsku wyniosło ponad 60%; jego główna konkurentka uzyskała 15%, w skali całego kraju Łukaszenko zdobył około 80% głosów, co jest imponującym wynikiem. Zbyt imponującym, mówią jego wrogowie. W każdym razie nie ma wątpliwości, że poparła go większość wyborców.

Białoruś to państwo monoetniczne o bardzo małym zróżnicowaniu ludności; nie ma silnych partii politycznych, potężnych i niezależnych mediów, oligarchów, superbogaczy. Nadal jest bardzo podobna do ZSRR, ale to bardzo schludna, czysta, nowoczesna, dobrze poprawiona wersja (ZSRR był dość nędzny). Kolejna różnica: brak polityki partyjnej. Podczas gdy Sowiety zawsze były rządzone przez oficjalną partię komunistyczną, Łukaszenko nie ma żadnej partii. Nie lubi imprez, ponieważ dzielą ludzi. Chce, aby ludzie byli zjednoczeni – i to działa. Nie ma znaczącej partii opozycyjnej. Opozycja mówi: „AGL [Aleksander Grigoriewicz Łukaszenko] odejdź, rządziłeś zbyt długo, jesteśmy tobą zmęczeni ”. Zdrowy na umyśle obywatel nie będzie głosował na ludzi, którzy nie mają programu poza żądzą władzy. Zmęczenie prezydentem nie jest dobrym argumentem.

Po pierwszym sondażu powyborczym (exit poll) „sfałszowane wybory” stały się okrzykiem bojowym opozycji. Podobnie jak Clintonowcy, którzy nie mogli uwierzyć, że ktokolwiek zagłosuje na Trumpa, białoruska opozycja nie mogła sobie wyobrazić, dlaczego ludzie mieliby głosować na tę starożytną (65-letnią) skamieniałość. Rzeczywiście, takie twierdzenia są podstawowym pożywieniem współczesnej polityki; Prawie nie ma kraju na świecie, w którym wyniki wyborów nie są kwestionowane. Zawsze twierdzi się, że wyniki zostały sfałszowane, ludzie zostali wprowadzeni w błąd, albo że wybrany prezydent nie zasługiwał na to, by go wybrano; albo został wybrany przez rasistowskich prostaków; albo Rosja zmieniła sondaże. Powody, dla których nie należy uznawać wyników wyborów, ogranicza jedynie ludzka wyobraźnia.

Ostatnie zwycięstwo wyborcze AGL zostało oficjalnie uznane przez kraje na całym świecie. Gratulacje złożyli mu prezydenci Chin, Rosji, Turcji oraz patriarcha moskiewski Cyryl (cerkiew białoruska jest integralną częścią Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej). Opozycja stara się wzbudzić zainteresowanie zmianą reżimu, podążając za podręcznikami Gene’a Sharpa: podgrzej atmosferę atakami na policję, a następnie ochłodź, wykorzystując dziewczęta ubrane na biało do wręczania policji kwiatów i pozowania do zdjęć z tymi samymi (wcześniej atakowanymi) policjantami. To marchewka i kij. Punkt i kontrapunkt. Bojownik o wolność i męczennik. Technika ta sprawdziła się w wielu krajach i prawdopodobnie zostanie wypróbowana w listopadzie w USA.

Białoruś pokazuje nam, jak naprawdę wygląda „zagraniczne wtrącanie się w wybory”. Nie jest to umieszczanie kilku reklam na Facebooku. Szkoli się setki młodych mężczyzn w sztukach walki w mieście: jak mieszać koktajle Mołotowa; taranowanie samochodów 1 na 1; infiltracja granic; jak przemycać gotówkę; rekrutacja i opłacanie najemników; jak prowadzić całodobowe centrum kryzysowe z zagranicy; gdzie i jak zaatakować policję; jak przygotować i przeprowadzić reżyserowaną kolorową rewolucję – tak wygląda obca ingerencja w wybory na Białorusi.

Czego chcą protestujący poza usunięciem AGL? Okazuje się, że mają program: chcą ułatwić zatrudnianie i zwalnianie pracowników, zlikwidować ochronę związków zawodowych i obowiązujące prawo pracy; zakazać regulacji cen. To typowe idee neoliberalne, ale najważniejsze: planują sprywatyzować i wyprzedać aktywa kraju. Tutaj załamuje się ich zjednoczony front: prozachodnia opozycja chce sprzedać Białoruś zachodnim inwestorom, a prorosyjska opozycja chce sprzedać ją rosyjskim oligarchom. Aktywa w rękach państwa są bogate i liczne. 80 procent całego przemysłu i rolnictwa pozostaje własnością publiczną, więcej niż w jakimkolwiek innym państwie europejskim.

Białoruś jest ostatnią zachowaną pozostałością Związku Radzieckiego, ostatnieą radzieckią republiką socjalistyczną. ZSRR opierał się na państwowej własności środków produkcji; to znaczy fabryk, óśrodków badawczo-rozwojowych, przemysłu i rolnictwa. W Federacji Rosyjskiej to narodowe dziedzictwo zostało sprywatyzowane przez Borysa Jelcyna i przekazane kilku oligarchom. Nie na Białorusi. Ich przemysł jest nadal własnością publiczną; ich gospodarstwa nadal należą do lokalnych spółdzielni rolniczych, a nie do globalistycznych holdingów rolnych.

Białoruś jest nadal dość zamożna; jego przemysł został zmodernizowany, podobnie jak rolnictwo. Produkuje i eksportuje wiele towarów, głównie do sąsiedniej Rosji. Europa nie interesuje się ani białoruskimi ciężarówkami ani kiełbasami, ponieważ mają do sprzedania własne ciężarówki i kiełbasy, ale Rosja je kupuje, bo wolą je i wiedzą, że mają dobry stosunek jakości do ceny. Białoruskie produkty mleczarskie, meble i moda cieszą się w Rosji dobrą renomą.

Białoruś odziedziczyła dwie ogromne rafinerie, jedną w Mozyrzu, a drugą w Nowopołocku, zdolne do przerobu surowej ropy i gazu na gotowe produkty. Rosja produkuje surową ropę i gaz, Białoruś ją rafinuje; kooperując obie strony powinny osiągać spore zyski. Ale rosyjscy oligarchowie stojący za Gazpromem nie byli usatysfakcjonowani dotychczasowym podziałem zysków, więc stworzyli firmę pośredniczącą z siedzibą na Litwie; firma ta „kupowałą” rosyjski gaz, a następnie „sprzedawała” go Białorusi. Białoruskie płatności były kierowane za granicę na rachunki bankowe oligarchów. Pewna suma pieniędzy ostatecznie trafiała do rosyjskiego budżetu, ale duża część płatności zniknęła.

Gazprom podnosił ceny ropy dostarczanej do rafinerii na Białorusi, dopóki ten oficjalny sojusznik nie został obciążony wyższymi opłatami niż wrogie Rosji Ukraina i Niemcy. W odpowiedzi Białoruś przeszła na rafinację ropy norweskiej i saudyjskiej: była tańsza od rosyjskiej. Teraz rafinują amerykańską ropę (dostarczaną przez Litwę). W międzyczasie Białoruś zdecydowała się wyeliminować z systemu płatności spółkę pośredniczącą Gazpromu (tą zlokalizowaną na Litwie), a białoruska policja prowadzi obecnie śledztwo w sprawie wyprowadzania rosyjskich środków państwowych na rachunki zagraniczne. Rosyjscy oligarchowie są z tego wszystkiego bardzo niezadowoleni; aktualnie finansują białoruskie protesty i ostrą kampanię przeciwko AGL w rosyjskich mediach i sieciach społecznościowych.

Prezydent Putin ma w głowie inną grę. Chciałby, aby Białoruś dołączyła do Rosji jako republika składowa Federacji. Nie ma na względzie AGL (który stawił czoła histerii koronawirusowej lepiej niż on sam), ale nie chce też, by jego oligarchowie go wodzili za nos. Dlatego wyraził swoje poparcie w wyborach i pogratulował AGL zwycięstwa.

Ale rosyjskie media nadal grają przeciwko Łukaszence, czy to z powodu żądań właścicieli mediów, czy z powodu ich chęci mówienia jednym głosem z ich zachodnimi braćmi (dwuznaczność w oryginale została tu zachowana w tłumaczeniu).

Wszyscy oligarchowie, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, chcieliby zniszczyć ostatnią pozostałość ZSRR i wymazać wszelką możliwość uczenia się na jej przykładzie. O to właśnie chodzi w tych wyborach i w obecnej próbie obalenia władz. Irytują ich sukcesy Białorusi AGL. Jeśli uważasz, że socjalizm nie jest skuteczną strategią rozwoju w ekonomii, weź pod uwagę przypadek Białorusi i zastanów się jeszcze raz.

Przez pewien czas, przynajmniej do 2015 roku, białoruska gospodarka była najszybciej rozwijającą się gospodarką w Europie; jej PKB rósł o 10% rocznie. Po straszliwej zapaści w 1991 r. (kryzys wywołany rozwiązaniem ZSRR) Białoruś jako pierwsza odrobiła straty (do 2002 r.), Podczas gdy Rosja pozostawała w tyle do 2006 r. Wystarczy spojrzeć na dowody: (1) po całkowicie niepotrzebnym zniszczeniu ZSRR częściowo sprywatyzowana Rosja uzyskała osiągnięty w ZSRR poziom PKB po 16 latach; (2) Białoruś, utrzymując państwową własność majątku produkcyjnego była w stanie odrobić straty ciągu 12 lat; (3) całkowicie sprywatyzowanej Ukrainie nigdy nie udało się osiągnąć poziomu PKB z czasów ZSRR. Nawet teraz PKB Ukrainy wynosi 65% tego, co uzyskałą w ostatnim sowieckim roku 1990.

Na poniższym wykresie poziomu PKB Rosji (jasnoszary) i Białorusi (linia ciągła) w latach 1990-2018 widać, że stara dobra Białoruś radziła sobie całkiem dobrze pod rządami AGL. Wynagrodzenia rosły tam szybciej niż produktywność pracy (w przeciwieństwie do, powiedzmy, Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, gdzie produktywność pracy rosła, podczas gdy pensje pozostawały w stagnacji); bezrobocia na Białorusi praktycznie nie było.

www.israelshamir.com/wp-content/uploads/2020/08/BelarusGNP.jpg

Po 2015 roku na Białorusi doszło do stagnacji, co było ściśle związane ze stagnacją rosyjskiej gospodarki, ale mimo to radziła ona sobie dość dobrze.

Jedną z tajemnic sukcesu Białorusi jest to, że na Białorusi praktycznie nie ma korupcji. Znajomy rosyjski biznesmen powiedział mi, że przekupienie białoruskiego urzędnika jest prawie niemożliwe (w przeciwieństwie do Rosji, gdzie skorumpowanie urzędników jest legendarne). Białoruskie KGB (zachowali markę) zawsze jest czujne, zawsze walczy z korupcją. Mają przejrzysty system bankowy, a poparcie dla etosu antykorupcyjnego przez przeciętnych obywateli Białorusi sprawia, że białoruski urzędnik bardzo, bardzo niechętnie przyjmuje łapówkę. (Trzebaby ją wpłacić do europejskiego banku w innym kraju, a w obecnym klimacie nie jest to łatwe).

Jako państwo poradzieckie Białoruś jest dość surowa. Kraj jest taki czysty, ponieważ AGL jest znany z osobistego wizytowania ulic. Jeśli odkryje leżące wokół śmieci, woła miejscowego burmistrza i zmusza go do natychmiastowego posprzątania. Ma w sobie więcej niż odrobinę Lee Kuan Yew (LKY), legendarnego premiera Singapuru od 1959 do 1990 roku. Być może AGL będzie również służył tak długo, jak LKY (31 lat!), Tymczasem ma za sobą 26 lat sprawowania urzędu.

Kolejną oznaką surowości jest specjalny podatek, który osoby niepracujące są zobowiązane zapłacić. Jest to spadek po sowieckim podatku od pasożytów . Osoba niepracująca może nawet zostać osądzona i skazana. Białoruski socjalizm nie jest rajem dla osób naciągających system opieki społecznej.

Średni podatek na Białorusi to 30%, chyba że ktoś pracuje zdalnie w branży IT. Zinformatyzowana Białoruś ma 75 000 konsultantów IT, inżynierów i techników, którzy pracują dla firm zlokalizowanych w UE, Rosji i USA. Jeśli średnia pensja na Białorusi wynosi około 500 dolarów miesięcznie, informatycy zarabiają ponad 2500 dolarów i płacą tylko 7% podatku. Podejrzewam, że AGL chce, aby płacenie podatku było tańsze niż unikanie go. Można by pomyśleć, że ci ludzie (z branży informatycznej) są szczęśliwi, ale tak nie jest. Wielu z nich przyłączyło się do protestów. Chcą bardziej liberalnego społeczeństwa i jest to naturalne.

USA chce przeciągnąć Łukaszenkę na swoją stronę; a przebiegły AGL jest gotowy wejść z nimi w grę. Teraz przetwarza amerykańską ropę w swoich rafineriach. AGL chce zachować przyjazne stosunki ze wszystkimi, a jego nowym bliskim przyjacielem są Chiny. Na Białorusi rządzący mówią, że ich kraj stanie się chińskim hubem w Europie.

Białoruś jest bardzo, bardzo blisko Rosji, ale boi się też wchłonięcia lub pożarcia przez tego przyjaznego giganta. Jeśli (zachodnia) presja na AGL będzie rosła, być może będzie musiał zdecydować się zejść z płotu, na którym siedzi okrakiem i dołączyć do Rosji.

Stany Zjednoczone o tym wiedzą i starają się nie przesadzać z naciskami, ale Rosjanie są na tyle sprytni, aby podżegać do protestów (przeciw AGL) mając dokładnie ten cel (zapędzenie Białorusi w „ramiona” Rosji) na uwadze.

Czy Łukaszenko zliberalizuje swoje państwo?

Czy jest to w ogóle możliwe, nie rezygnując z wszystkich z trudem zdobytych osiągnięć społecznych?

Nie jestem taki pewien. Być może dopóki imperialistyczne potęgi toczą rozgrywkę (o Białoruś), może nie być sposobu na stworzenie liberalnego państwa socjalistycznego. Taka była konkluzja Władimira Lenina: pisał, że etap liberalny zostanie osiągnięty, gdy nie będzie czyhających żadnych drapieżników. Szybko stłumił bunt w Kronsztadzie.

Białoruscy robotnicy muszą zrozumieć, co się z nimi stanie, jeśli rebelianci odniosą zwycięstwo. Ich zakłady pracy zostaną sprzedane i zdemontowane, aby nie mogły konkurować z preferowanymi przez globalistów dostawcami, jak to już miało miejsce w Rosji, Polsce i na Łotwie. Straszny przykład Ukrainy powinien powstrzymać ich od buntu. Ale czy tak będzie?

Być może takie konflikty trzeba będzie rozwiązać siłą, jeśli protestujący nie zaakceptują demokratycznego głosowania. Jeśli neoliberałowie nie przyjmą innych rozwiązań jak siłowe, siła zostanie użyta. Być może przesądzi ona, czy białoruski socjalizm przetrwa, czy nie.

W końcu kolorowe rewolucje nie są skazane na sukces – poniosły klęski w wielu krajach. W przypadku prozachodniego puczu Rosja prawdopodobnie zainterweniuje, na co pozwala jej traktat OUBZ. Ale Rosja nie jest zwolennikiem socjalizmu, ani w Mińsku, ani gdzie indziej.

Radzę administracji USA wykorzystać ich sukces w Wenezueli. Kiedy Stany Zjednoczone nie były zadowolone z prezydenta Wenezueli, pana Maduro, nie zawracały sobie głowy wyborami, a zamiast tego nominowały („uznały”) niejakiego Juana Guaido, podrzędnego członka opozycji. Przydzielili mu majątek Wenezueli, w tym całe złoto, które kraj beztrosko trzymał w Banku Anglii; przejęli ambasady Wenezueli i przekazali je panu Guaido, a on z wdzięcznością podpisał kontrakt obiecujący miliony najemnikom z USA za porwanie rzeczywistego prezydenta (Maduro) i intronizację Guaido.

Teraz Zachód jest niezadowolony z wyborów prezydenckich na Białorusi. Białorusini uparcie utrzymali swojego prezydenta Aleksandra G. Łukaszenkę (AGL) na stanowisku, a on sam jest upartym człowiekiem, który odmawia wyprzedaży aktywów swojego kraju i zapraszania do siebie natowskich czołgów. Moja rada dla przywódców USA to ponowne wykorzystanie pana Guaido; uznajcie go za nowego prezydenta Białorusi i tak zakończcie całe zamieszanie. Po co udawać, że zdrady narodowe są różne, ponieważ sprzedawane są różne kraje? Guaido udowodnił swoje oddanie wujowi Samowi; ma już doświadczenie w byciu „uznawanym” niewybranym prezydentem. Niech żyje prezydent Białorusi Guaido!


Komentarz do tekstu

Tekst zawiera wiele bardzo ciekawych spostrzeżeń i informacje, które nie pojawiają się w polskiej debacie publicznej – ani tej toczącej się w reżimowych mediach III RP, które w sprawach Rosji i Białorusi mówią jednym głosem, ponad PO-PiSowymi fikcyjnymi podziałami dla naiwnych Polaków ani tej „antysystemowej”. Polskojęzyczni „antyreżymowi” aktywiści internetowi omijają szerokim łukiem pewne kwestie zasygnalizowane w powyższym tekście. Jakie refleksje po lekturze warto zapamiętać?

1. Zamieszki na Białorusi są podsycane zarówno przez Zachód jak i przez Rosję.

2. Zachodowi (a de facto jego mafijnej oligarchii, której marionetkami są zarówno zachodni politycy jak i białoruscy, na poczekaniu „wystrugani z dolara” „opozycjoniści”) chodzi o grabież przedsiębiorstw białoruskich w ramach znanego schematu „transformacji ustrojowej” (i zwiększanie politycznej presji na Rosję, której ostatecznym losem ma być wedle planów „międzynarodowej” oligarchii rozbicie dzielnicowe „po szwach etnicznych”).

3. Rosja rozgrywa bardziej skomplikowaną grę.

3.1 Mafijne koła rosyjskojęzycznych oligarchów stojące za Putinem chcą uwłaszczyć się na majątku narodowym Białorusi tak, jak w czasach Jelcyna zrobiły to z majątkiem narodowym Rosji i pozostałych państw FR. Łukaszenka im to konsekwentnie od 1994 r. uniemożliwia, więc idą ręka w rękę z zachodnimi oligarchami-„ziomkami”, wspierając białoruską „opozycję” (do której nawkładali zachodnim sojusznikom własnych marionetek), licząc na wyrwanie dla siebie łupów podczas rozgrabiania Białorusi w razie powodzenia „kolorowej rewolucji”. Ich celem jest przekształcenie Białorusi w takie samo państwo upadłe jak Ukraina, tyle że pod parasolem Putina. Łukaszenko jest solą w oku rosyjskojęzycznej mafii oligarchów także dlatego, że jego służby specjalne w osamotnieniu zwalczają, ignorowane przez Kreml złodziejstwo na gospodarczym styku między Rosją a Białorusią (jak np. w przypadku „litewskich” „transferowych” cen ropy opisanych w tekście powyżej).

3.2 Putin chce likwidacji suwerenności Białorusi i włączenia jej w skład FR na zasadach unifikacji systemowej. Chodzi mu o sprowadzenie władzy Łukaszenki do szczebla gubernatora i likwidację białoruskiego systemu ekonomicznego, jako „złego wzorca” dla rosyjskich mas pracujących (na oligarchów a nie na Rosję, co nie każdemu neoniewolnikowi się podoba). Nie ma on żadnego pomysłu ani na rosyjską ani na tym bardziej na białoruską gospodarkę (czego dowiódł zadowalając się od dekad pozycją jedynego ojca chrzestnego rosyjskojęzycznej mafii oligarchów i nie realizując żadnych systemowych przemian mafijnego kapitalizmu odziedziczonego po Jelcynie i „familii” [w której stawiał pierwsze polityczne kroki jako marionetka …]).

3.3 Rozruchy na Białorusi są więc dla Putina sposobnością do wykorzystania gry rozpoczętej przez „zachód” i rosyjskojęzyczną mafię oligarchów dla realizacji jego własnych planów wobec Białorusi. Celów wrogich zarówno Łukaszence jak i narodowi białoruskiemu (politycznie i ekonomicznie). Jednocześnie Putin doprowadza (dając wolną rękę swojej mafii oligarchów lub przymykając na jej działania oko) do silniejszych wystąpień antyłukaszenkowskich i wymusza na Łukaszence prośbę o pomoc, bez której sytuacja na Białorusi mogłaby się wymknąć Łukaszence spod kontroli. Za tą pomoc przy gaszeniu pożaru, który sam podsycił do niebezpiecznych rozmiarów żąda Putin od Łukaszenki ustępstw, których w normalnych okolicznościach (uczciwego dialogu między sojusznikami / narodami oficjalnie zaprzyjaźnionymi) by nie uzyskał.

Jeśli tak postępuje ten propagandowy „lider Słowiańszczyzny” wobec najbardziej zaprzyjaźnionego słowiańskiego narodu, to marne są widoki, by jakiekolwiek inne kraje słowiańskie ustawiły się w kolejce do putinowskiego „słowiańskiego sojuszu”.

Gdyby Polska była po 1989 państwem suwerennym (a Polacy mieli choć krztynę rozumu i polskie nacjonalistyczne (nie mylić z „narodowymi” jak w Ruchu „Narodowym„) elity u władzy) mogłaby z Białorusią, Czechami, Słowacją i Ukrainą stworzyć silny blok słowiańskich państw, zdolny do obrony swoich interesów politycznych zarówno przed Rosją jak i przed UE oraz IzraeloUSA. Być może udałoby się nawet pomóc Rosjanom uwolnić się od rosyjskojęzycznych oligarchów i ich kapitalistycznego mafijnego „raju”, któremu Putin pozwolił trwać do dziś.

Przedruk dozwolony wyłącznie bez ingerencji w tekst i za podaniem pełnego adresu publikacji oryginalnej.

Opublikowano za: https://swiatowid.neon24.pl/post/157233,bialorus-na-krawedzi-z-komentarzem-tlumacza

Comments

  1. krnabrny1 says:

    A w Niemczech odbył się wiec i był na nim nawet Pan Kennedy Jr.
    Jednakże dziwnie to wszystko wygląda, na pewien rodzaj ustawki, ale zobaczymy.

    Generalnie biorąc pod uwagę tradycje rodzinne Kennedy to może się nie najlepiej skończyć dla Kennedyego, po tym poznamy prawdę. Przypomnę że w ich rodzinie wszyscy jakoś dziwnie umierają za każdym razem gdy próbują wplątywać się w większą politykę.

    Jeszcze dziwniejsze jest to że wszystko miało wygląd raczej pikniku lub ewentualnie protestów dzieci kwiatów w USA kiedy to pokojowo protestowano przeciwko wojnie w Wietnamie.

    https://fort-russ.com/2020/08/watch-the-awakening-robert-f-kennedy-jr-speech-against-medical-totalitarianism-to-one-million-europeans-full-transcript/

    TŁUMACZENIE WŁASNE:

    OBEJRZYJ PRZEBUDZENIE: Przemówienie Roberta F. Kennedy’ego Jr Przeciwko Medycznemu Totalitaryzmowi Skierowane Do Miliona Europejczyków – Pełny Zapis

    Redaktor ER: Poniżej dokonaliśmy transkrypcji przemówienia Roberta F. Kennedy’ego Jr (transmitowanego przez RT Deutsch ), z interpunkcją niemieckim tłumaczeniem, dokonanym na setki tysięcy [korekta – ponad 1 milion – wyd. FRN, Flores] Niemców zebrał się wczoraj w Berlinie, w sobotę 29 sierpnia 2020 r., aby zaprotestować przeciwko antydemokratycznym środkom panującym wokół COVID. Poniżej znajduje się krótki film przedstawiający okolicę Bramy Brandenburskiej, gdy zbierał się wczorajszy tłum, wraz z krótkim filmem, na którym Kennedy rozmawia z reporterem.

    Kennedy’s Children’s Health Defense wydało również własne wideo nagrane z tyłu sceny, wraz z transkrypcją przemówienia Senty Depuydt i kilkoma zdjęciami. Senta jest oficerem nowego europejskiego oddziału CHD . Zobacz ten post na temat Obrony zdrowia dzieci na piątkową konferencję prasową CHD w Berlinie: Robert F. Kennedy Jr. organizuje konferencję prasową w Berlinie po otwarciu europejskiego rozdziału CHD .

    Rządy UWIELBIAJĄ pandemie. Kochają pandemie z tego samego powodu, dla którego kochają wojny. Ponieważ daje im możliwość narzucenia na populację kontroli, której populacja NIGDY by nie zaakceptowała.
    ****

    TRANSKRYPCJA

    ‚Dziękuję wszystkim. ( brawa )
    Po powrocie do Stanów Zjednoczonych gazety mówią, że przyjechałem tu dzisiaj, aby porozmawiać z około 5000 nazistów. A jutro powiedzą, że tak, byłem tutaj i rozmawiałem z może 3-5 000 nazistów. Patrzę na ten tłum i widzę przeciwieństwo nazizmu. Widzę ludzi, którzy kochają demokrację, ludzi, którzy chcą otwartego rządu, ludzi, którzy chcą liderów, którzy nie będą ich okłamywać, ludzi, którzy chcą przywódców, którzy nie będą tworzyć arbitralnych zasad i przepisów, aby zaaranżować posłuszeństwo w społeczeństwie.
    Chcemy urzędników służby zdrowia, którzy nie mają finansowych powiązań z przemysłem farmaceutycznym, którzy pracują dla nas, a nie dla Big Pharmy. Chcemy urzędników, którzy dbają o zdrowie naszych dzieci, a nie o zyski farmaceutyczne czy kontrolę rządu. Patrzę na ten tłum – widzę wszystkie flagi Europy, widzę ludzi każdego koloru, widzę ludzi z każdego narodu, każdej religii, która troszczy się o godność człowieka, o zdrowie dzieci, o wolność polityczną – to przeciwieństwo nazizmu ! ( brawa )

    Rządy UWIELBIAJĄ pandemie. Kochają pandemie z tego samego powodu, dla którego kochają wojny. Ponieważ daje im możliwość narzucenia na populację kontroli, której ludność NIGDY nie zaakceptowałaby – wielkich instytucji i mechanizmów do organizowania i narzucania posłuszeństwa. Teraz coś wam powiem – jest dla mnie tajemnicą, że wszyscy ci wielcy, ważni ludzie, tacy jak Bill Gates i Tony Fauci, planowali i myśleli o tej pandemii od dziesięcioleci, planując ją tak, abyśmy wszyscy byli bezpieczni, gdy pandemia w końcu przyszedł. A jednak teraz, kiedy to jest tutaj, wydaje się, że nie wiedzą, o czym mówią.

    Wydaje się, że zmyślają to na bieżąco. Wymyślają liczby. Nie mogą powiedzieć, jaki jest wskaźnik śmiertelności przypadków dla Covid – to podstawa. Nie mogą dać nam testu PCR, który faktycznie działa. Nie mają… Muszą nieustannie zmieniać definicję Covid na aktach zgonu, aby wyglądało to coraz bardziej niebezpiecznie. Ale jedna rzecz, w której są dobrzy, to podsycanie STRACHU.

    75 lat temu Hermann Goering zeznawał na procesach norymberskich i zapytano go „w jaki sposób zmusiłeś Niemców do tego wszystkiego?”. Powiedział, że to łatwa rzecz. To nie ma nic wspólnego z nazizmem. Ma to związek z naturą ludzką. Możesz to zrobić w reżimie nazistowskim, możesz to zrobić w reżimie socjalistycznym, możesz to zrobić w reżimie komunistycznym, możesz to zrobić w monarchii i demokracji. Jedyną rzeczą, jakiej potrzebuje rząd, aby uczynić ludzi niewolnikami, jest strach. A jeśli znajdziesz coś, co ich wystraszy, możesz zmusić ich do zrobienia wszystkiego, co zechcesz.

    50 lat temu do tego miasta przyjechał mój wujek John Kennedy – przyjechał do Berlina, ponieważ Berlin był pierwszą linią walki z globalnym totalitaryzmem. Dziś znowu Berlin jest pierwszą linią walki przeciwko globalnemu totalitaryzmowi.
    Przyjechał tu mój wujek – powiedział z dumą do Niemców, Ich bin ein Berliner. A dziś wszyscy z nas, którzy są tu dzisiaj, mogą raz jeszcze z dumą powiedzieć: Ich bin ein Berliner . Ponieważ jesteś na pierwszej linii frontu przeciwko totalitaryzmowi.
    Powiem jeszcze jedną rzecz. Nie wykonali zbyt dobrej roboty w zakresie ochrony zdrowia publicznego. Ale wykonali bardzo dobrą robotę, wykorzystując kwarantannę, aby wprowadzić 5G do wszystkich naszych społeczności. I rozpocząć proces przenoszenia nas wszystkich do waluty cyfrowej, co jest początkiem niewolnictwa. Ponieważ jeśli kontrolują twoje konto bankowe, kontrolują twoje zachowanie. Wszyscy widzimy te reklamy w telewizji, które mówią, że 5G trafia do Twojej społeczności. To będzie wspaniała rzecz dla was wszystkich, to zmieni wasze życie, sprawi, że całe wasze życie będzie o wiele lepsze.

    Muszę powiedzieć, że jest to bardzo przekonujące, ponieważ patrzę na te reklamy i myślę, że jest super, nie mogę się doczekać, aż to się pojawi. A ponieważ będę mógł pobrać grę wideo w 6 sekund zamiast 16 sekund. I czy to dlatego wydają 5 bilionów dolarów na 5G? Nie. Powodem jest nadzór i zbieranie danych. To nie jest dla ciebie i dla mnie. To dla Billa Gatesa, dla Marka Zuckerberga i Jeffreya Bezosa. I wszystkich innych miliarderów. Bill Gates mówi, że jego flota satelitarna będzie mogła obserwować każdy centymetr kwadratowy planety przez 24 godziny na dobę. Ale to dopiero początek. Będzie również mógł śledzić Cię na wszystkich Twoich inteligentnych urządzeniach, poprzez biometryczne rozpoznawanie twarzy, przez Twój GPS. Myślisz, że Alexa dla Ciebie pracuje? Ona dla ciebie nie pracuje. Ona pracuje dla Billa Gatesa, szpieguje cię.

    A pandemia jest kryzysem wygody elit, które dyktują taką politykę. Daje im możliwość unicestwienia klasy średniej, zniszczenia instytucji demokracji, przeniesienia całego naszego bogactwa z nas wszystkich na garstkę miliarderów, aby wzbogacili się poprzez zubożenie reszty z nas. A jedyne, co dzieli ich od naszych dzieci, to ten tłum, który przybył do Berlina! Mówimy im dzisiaj, że nie odbierzecie nam wolności, nie będziecie truć naszych dzieci, będziemy domagać się z powrotem naszej demokracji .

    Dziękuję wszystkim za walkę! ( brawa )

  2. krnabrny1 says:

    Podstawowe pytanie jakie należy sobie zadać to PO CO TEN FACET PRZYEJCHAŁ Do NIEMIEC?

    W zasadzie nie powiedział zupełnie nic co nie jest już powszechnie wiadome.
    Jego mowa i gestykulacja przypominały pracę dobrego „wodzireja”.
    Szczerze powiedziawszy mam już dość tych amerykańskich grzywek i zębów pod kolor białej koszuli, przyjaznych gestów oraz zagrzewania do walki niczym trener Rockiego.

    Wygląda jakby postanowił przejąć starą rolę Johna Lennona… czy skończy jak on?

    W każdym razie to przemówienie nie miało żadnej wartości, podobnie jak cały wiec nie miał wartości ponieważ nikt nawet nie zająknął się na temat niemieckiego rządu KTÓRY SAM WPROWADZA TE RESTRYKCJE przeciwko którym Ci ludzie protestowali.

    To naprawdę jest kopia z protestów z lat 70-tych, dzieci kwiatów. Oni, Amerykanie też tak głośno wówczas skandowali, na cały świat o pokoju , o miłości, o równości…ale NIKT NIE POWIEDZIAŁ ŻE PROTESTOWALI PRZECIWKO RZĄDOWI USA…który był faktycznym PROWOKATOREM TEJ WOJNY.

    Później jakoś te protesty same ucichły, a dlaczego?
    Ponieważ protestujący e tych manifestacjach zdali sobie sprawę że ciągną profity z tych wojen i działalności rządu USA. Dano im delikatnie do zrozumienia że ich styl życia zmieni się jeśli nie będzie wojen.

    Tak samo jest tutaj, 50 lat później. Ci ludzie protestują ponieważ boją się o swój komfort życia, o swój status, o swoje volkswageny, audi i bmw i o to czy będą je mieli gdzie parkować. Oni obawiają się że eldorado może się skończyć. Oni DOSKONALE WIEDZĄ KTO JEST BENEFICJENTEM TEGO UKŁADU!

    Jakie jednak będzie zakończenie tej historii nie wiem, na pewno jest za mało czasu aby coś z tym zrobić w dłuższej perspektywie.

    Powiem Wam jednak jedno…uwierzył bym w te manifestacje gdyby na przykład manifestowano przeciwko siłowemu wcielaniu Państw do Unii Europejskiej, gdyby na przykład jasno protestowano przeciwko agresji Unii jaka miała na przykład miejsce 20 lat temu w Jugosławii, gdyby protestowali przeciwko temu co dziś dzieje się na Białorusi…wówczas bym uwierzył.

    Ale oni protestują przeciwko dystansowi społecznemu i maseczkom …dlatego NIE WIERZĘ:-)

    Tak na marginesie, od dziś we Francji obowiązuje nakaz noszenia maseczek cały czas:-)

  3. krnabrny1 says:

    Myślę że poniższy tekst rzuci inne światło na to co widać na manifestacjach w Niemczech. Tekst pisany za oceanem.

    TŁUMACZENIE WŁASNE:

    https://www.zerohedge.com/geopolitical/questions-european-dependencies

    INSTALACJA WODOCIĄGOWA W KOLONIACH

    Autor: Fred Reed,
    Ta godna podziwu kolumna otrzymuje niewielką ilość poczty od europejskich czytelników, z jakiegoś powodu głównie z Francji i Włoch, ale niektórzy z krajów nordyckich. Chociaż korespondenci ci są inteligentni i rozważni, a czasami tłumaczą moje szmaty na swoje języki, nie dają pełnego obrazu tego, co Europa myśli o Stanach Zjednoczonych – mam na myśli populację, a nie polityków, którzy myślą, co przyniesie im korzyści, ale prawdziwi ludzie. Szczególnie interesuje mnie kwestia, dlaczego Europa i Europejczycy znoszą Amerykę.

    Na przykład, kraje europejskie wydają się być prawie całkowicie podporządkowane USA, wasalom, protektoratom, którym Ameryka po cichu pogardza. Czy wy w Europie nie spełniacie prawie każdego życzenia Amerykanów? Czy nie robisz wszystkiego dla ich dobra, a nie dla siebie? Jak mogli cię nie gardzić?

    Cały świat to widzi. Anglia chciała wykorzystać Huawei w instalacji Five G, ale mama Washington odmówiła. Boris Johnson wiercił się i wiercił jak wytresowana foka, mając nadzieję, że dostanie rybę… a potem posłuchał. Europa prawie zawsze jest posłuszna. Huawei chciał zbudować centrum badawcze w Anglii, ale pan Trump złamał bat. Anglia wydaje się być gotowa do posłuszeństwa. Jak zwykle.

    „Yass, Bwana. Yassuh. Co powiesz, szefie ”.

    To jest Anglia Nelsona i Churchilla oraz bitwa o Anglię? „Yass, Bwana”? Jak to znosisz?

    Tak, wiem, wy, Brytyjczycy, ukrywacie swoją uległość, mówiąc, że macie „szczególne stosunki” z Ameryką, jakbyście byli w jakiś sposób równi. W rzeczywistości szczególny związek dotyczy tylko Most Servile Wasal.

    Ale ta akceptacja upokorzenia nie jest wyjątkowa dla Anglii. Wiesz o tym. Amerykanie na pewno to wiedzą.

    Cała Europa chciała handlować z Iranem, podobnie jak Rosja i Chiny, kraje reprezentujące znacznie więcej ludności i PKB niż Ameryka. i wszyscy popieraliście umowę nuklearną. Ale Waszyngton powiedział, że nie. Kiedy Matka Ameryka wydaje rozkazy, wszyscy jesteście posłuszni jak psy cyrkowe – Dlaczego to robicie? Kiedy Europa stała się dżentelmeńskim klubem butolicków?

    W twoim interesie jest kupowanie gazu ziemnego z Rosji i czy jest to w twoim interesie, czy nie, z pewnością jest to twój interes. Ale nie. Waszyngton mówi, że nie możesz mieć Nordstream II… i tak, przewracasz się , z cichymi jękami protestu, ale przyjmujesz to. Musisz kupić amerykański gaz, droższy niż rosyjski. Ale myślę, że wiesz, czego naprawdę chce Waszyngton, czyli uzależnienia od energii w Ameryce. I to działa.

    Jeśli kontrolujesz źródła energii w kraju, kontrolujesz kraj. Widzimy, że po ropę idzie Ameryka na całym świecie: Iran, Irak, Wenezuela, Arabia Saudyjska, Kuwejt, Syria, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zbyt duża część świata to toleruje, ale Europa jest gorsza. Kiedy Trump każe Anglii skonfiskować („ukraść”, prostym językiem) złoto Wenezueli, robi to. Yass, Bwana. A kiedy Trump mówi Niemcom – na litość boską, Niemcom, krajowi Fryderyka Wielkiego, Bismarka, Guderiana – by uznały Guaido, Niemcy przewracają się i rozprzestrzeniają.

    Wszystko, co robisz, wydaje się być korzystne dla Ameryki, a nie dla Ciebie. Bojo potulnie zakazuje Huawei Five G, co opóźnia przyjęcie przez Europę ważnej technologii o lata – z wyłączną korzyścią dla Ameryki.

    W ten sposób my, Jankesi, doimy naszych kolonistów. Biedne palce.

    Pozwoliłeś Ameryce ci to zrobić. „Yass, Bwana”. Amerykanie traktują cię prawie jak wrogów, a ty traktujesz ich jak przyjaciół. Richard Grenell przyjeżdża do Niemiec jako ambasador Stanów Zjednoczonych i zaczyna wydawać zamówienia niemieckim firmom. Amerykańscy senatorowie bez ogródek grożą, że komercyjnie zdewastują port Macron, jeśli pozwoli on na wejście rosyjskim statkom zajmującym się układaniem rur. Niesamowite. Stany Zjednoczone udają, że są twoim sojusznikiem, twoim opiekunem, twoją matką, ale nakładają na ciebie surowe sankcje, jeśli nie zrezygnujesz z rurociągu, który nie jest ich sprawą.

    Dlaczego wysyłasz europejskich żołnierzy, by walczyli w amerykańskiej wojnie w Afganistanie, kraju, w którym nie masz udziału? Albo Irak? Albo gdziekolwiek indziej? Waszyngton uważa was za sepoyów, za swoje rodzime wojska. Używa cię jako listka figowego godności, aby ukryć niekończącą się agresję Ameryki. Ale robisz to dla dobra Ameryki, a nie dla siebie. Jak miło z twojej strony.

    Nie ma końca twojemu płakaniu. Nie potrzebujecie NATO, Organizacji Traktatu Północnoamerykańskiego, amerykańskiej straży więziennej w Europie. Kraje nie mogą być suwerenne i niezależne, gdy na ich ziemi znajdują się obce wojska. Niezależnie od tego, czy nazwiesz ich siłami okupacyjnymi, czy czymś mniej szczerym, ich dziesiątki tysięcy, dziesiątki baz, są obcą obecnością.

    Są tam dla celów Ameryki, nie dla ciebie. Z pewnością nie potrzebujecie ich do obrony przed Rosją, która jest znacznie gorsza od Europy pod względem liczby ludności, PKB, wydatków wojskowych i która, jak mówią wasze służby wywiadowcze, nie mobilizuje. Ale żeby się bronić przed tym poważnym, ale nieistniejącym niebezpieczeństwem, musicie wydać więcej na wojsko – co oznacza zakup większej ilości amerykańskiej broni.

    Oczywiście twoje własne siły zbrojne trzymają się NATO. Od tego zależą ich zadania i podstawy. NATO daje im szansę udania się do Afganistanu i bycia jak prawdziwi żołnierze oraz udawania, że ​​nie są bez celu. Bary i restauracje w bazach w Europie zależą od dolara wojskowego. Wojskowi są często bardziej lojalni wobec swoich międzynarodowych towarzyszy niż wobec własnej ludności. Kiedy siły zbrojne zostaną otorbione w jakimś kraju, diabelnie trudno jest je wydostać, a oni zawsze znajdą jakiś pretekst budżetowy, wyślą pieniądze.

    Czy nie widzisz, że Ameryka robi z ciebie głupców w swoim pełzającym okrążeniu Rosji? Następnie, jeśli Ameryka rozpocznie wojnę z Rosją, będzie toczyć ją w… Europie. Kiedy ostatnio Ameryka walczyła w Ameryce w wojnie amerykańskiej? Nie kontrolujesz nawet własnych armii.

    „Yass, Bwana. Co powiesz, Bwana. Ty de boss. ” Bóg Wszechmogący.

    Bardzo chciałbym usłyszeć, co naprawdę myślą Europejczycy o tym wszystkim. Dzięki.

Wypowiedz się