Podstawy filozoficzne badań naukowych w dobie kryzysu nauki

Diana Wojtkowiak

Sytuacja naszej cywilizacji jest nie do pozazdroszczenia. Z jednej strony staczamy się z równi pochyłej biorąc pod uwagę postępującą degradację środowiska, wyczerpywanie rud, zanieczyszczenie środowiska nierozkładającymi się substancjami i trwałe zatrucie nas samych, z drugiej kryzys nauki i decyzyjności politycznej które mogły by nas uchronić od katastrofy.

Decyzje na najwyższych szczeblach władzy politycznej i przemysłowej nie zapadają racjonalnie, ale emocjonalnie, rządzi tam paranoja, w sensie psychiatrycznym, nie potocznym, żądza władzy, chciwość i w wielu przypadkach nienawiść.

Do kryzysu nauki żaden profesor, żyjący z niej niej, przyzna się. Powie, że rozwija się tak szybko jak nigdy, tymczasem to inwestowane w naukę fundusze są marnowane tak szybko, jak nigdy przedtem, nauka stała się łatwym biznesem, gdzie nie trzeba czekać na sukces rynkowy.

Nowoczesne samochody hybrydowe, konstruował już Ferdynand Porsche w 1902 roku.

Leki nie leczą, zmniejszają jedynie dolegliwości, szansa na trwałe wyleczenie z nowotworu to mniej niż 30%, przy czym ilość nowotworów zastraszająco rośnie.

Skąd się biorą? Nie wiadomo.

Wyraźny rozwój jest tylko w komputerach, które wprowadza się wszędzie, ale i tego nie należy przeceniać. Robot, który już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku uważano, że zaraz zastąpi naszą pracę, ciągle nie umie chodzić tak, jak człowiek, sztucznej inteligencji która miała wspomóc nas w poważnych decyzjach, ciągle daleko do inteligencji myszy (dane rosyjskie). Na sposób realizacji lotu kosmicznego do najbliższej gwiazdy nawet nie ma koncepcji.

Energię w dwudziestym pierwszym wieku mamy mocno oszczędzać, na przykład obniżając temperaturę w mieszkaniach do poziomu walki o przetrwanie. Zamiast rozwoju społeczno-kulturalnego i oczekiwanej wolności mamy powszechne szpiegowanie kamerami i czytanie prywatnej korespondencji przez służby specjalne. Kto czyta tę korespondencję? Normalny człowiek, czy szuja?

Profesor prawa mówi, że trzeba zrezygnować z etyki, bo utrudnia tworzenie spójnego prawa. Modne nowoczesne drony jeszcze bardziej zwiększą ilość zabitej ludności cywilnej w konfliktach militarnych. Przykłady można mnożyć.

Musimy się tu jednak zająć ograniczeniami oczekiwanego powszechnie logarytmicznego wzrostu.

1. Wbrew naszym życzeniom na ludzkość w jej rozwoju czeka wiele pułapek, jedną z nich jest fakt, że poważne decyzje podejmujemy emocjonalnie, a nie racjonalnie: ja jestem najważniejszy, moje będzie na wierzchu, jeszcze się zemszczę, zrobię odwrotnie na złość, nie zmieniam zdania, trzeba się podporządkować silniejszym, ważna jest tylko moja kariera, będą się mi kłaniać, z tego nie będzie pieniędzy, za pieniądze mogę się zgodzić, wypada uszanować obowiązujące autorytety. To tylko niektóre motywy decyzji, dotyczących rozwiązań merytorycznych, blokujące rozwój.

2. Finansowanie badań i inwestycji zależy w znacznej mierze od urzędników nie mających zielonego pojęcia o nauce i technice.

3. Posiadanie rozwiązań bardzo cennych skłania do ukrycia na wiele lat wiedzy technologicznej o nich. Tak było w przypadku broni nuklearnej, tak jest w przypadku niekonwencjonalnych napędów rakietowych, broni elektronicznej, tak jest też w przypadku urządzeń pomiarowych cząstek pól torsyjnych.

4. Metodologia badań. Głównym elementem rozwoju naukowego jest tworzenie dalekosiężnych modeli teoretycznych, na których można oprzeć nowe rozwiązania. Te modele trzeba jakoś potwierdzać, żeby nie zabłądzić. W starożytności obowiązywały filozofów modele tworzone według wewnętrznej logiki naszej psychiki. Musiały one wykazywać zgodność z obserwacjami przyrody i introspekcją, nie stosowano ingerencji w zastaną naturę w postaci eksperymentu. To podejście wyczerpało swoje możliwości jeszcze w czasach starożytnych, po czym nastąpił długi okres wieków średnich, kiedy poznanie świata prawie nie postępowało. W puste miejsce weszła religia oferująca trwanie przy dogmatach. Oświecenie przyniosło wielki rozwój nauk doświadczalnych opartych na naoczności. Zmysł wzroku zepchnął inne modalności na ubocze. Model teoretyczny był potwierdzany twardymi metodami pomiarowymi z odczytem wartości liczbowych, model nie musiał już być zgodny z logiką zdroworozsądkową, której to logice wiele doświadczeń przeczyło. Podejście to funkcjonuje do dziś, ale obszar w jakim efektywnie działa jest coraz bardziej ograniczony. Wydzielone zostały obszary „zakazane”, do których lepiej się nie wyprawiać, jako że z nimi metoda ta sobie nie radzi, np medycyna alternatywna, świadomość, pamięć długoterminowa, uczucia, zdolności paranormalne. W dziewiętnastym wieku zaobserwowano bardzo dużą przydatność matematyki w badaniu spójności niektórych modeli. Szybko doszedł do głosu pogląd, że matematyka idealnie opisuje fizykę, że są to dwie różne perspektywy tej samej rzeczy. Model teoretyczny zaczęto udowadniać równaniami matematycznymi. Sam ten pogląd nie został nigdy udowodniony, a w latach 90-tych doszło do poważnego kryzysu tej metody w fizyce na przykład w obszarze teorii strun, gdzie bardzo skomplikowany opis matematyczny przestał już odpowiadać realnym zjawiskom, a jej twórcy zaczęli postulować, że zgodność z danymi fizycznymi nie jest konieczna, wystarczy, że sama struktura matematyczna posiada swoiste piękno. 1 Teorie zaczęły żyć własnym życiem. Tu trzeba zauważyć, coś co jest w zasadzie truizmem, ale czego kolejność można czasem pomylić. Teoria nie jest po to aby dowieść faktów, ale fakty po to aby dowieść poprawność konstruowanej w umyśle teorii. Te fakty nie muszą być twardymi danymi, które elektroniczny przyrząd wyrzuca z drukarki. Ich celem jest naprowadzenie na właściwy trop w tworzonej teorii, odrzucanie złych rozwiązań (pomysłów). Sprawdzenie zgodności jest wzajemne, dane potwierdzają teorię, teoria umożliwia falsyfikację danych. W jakimś sensie odwrotnie niż w przypadku falsyfikacji popperowskiej. W ten sposób za pomocą iteracji nawet słabe dane mogą być wysoce użyteczne w tworzeniu teorii, jeśli występuje pewna powtarzalność. Takie dane występują na przykład w biologii organizmów albo nawet enzymów, które są zależne od trudnych do kontrolowania czynników. Wielu poważnych badaczy nie dostrzega, jak cykle kosmiczne oddziałują na organizmy i enzymy. Rozrzut wyników w dłuższym czasie jest wielokrotnie większy niż rozrzut statystyczny uzyskany z pomiarów wykonanych w ciągu kilku godzin, a w precyzję tych pomiarów wierzą recenzenci publikacji.

Podobne problemy, jak wymienione w punkcie 4, dotyczą pomiarów, które można nazwać „miękkimi” uzyskanych z użyciem innych niż wzrok zmysłów na przykład węchu. O tym czy kilkadziesiąt litrów hodowli bakteryjnej nie uległo zakażeniu w praktyce badań naukowych posługujemy się wyłącznie węchem, jeżeli zapach jest nieodpowiedni cała kilkudziesięciolitrowa hodowla prowadzona na drogich pożywkach jest niszczona, metody aparaturowe opłacalne są dopiero przy pracy z tonami hodowli.

A teraz o szczególnym pomiarze, jakim są pomiary biolokacyjne albo wykorzystujące zjawiska typu kinezjologicznego. Tak się stało, że natura zastawiła na nas pułapkę dzieląc zjawiska na kwalifikowane do klasycznej fizyki i na zjawiska oddziaływań subtelnych. Oba rodzaje zjawisk w dużym zakresie działają oddzielnie w dwóch rozdzielnych obszarach i jak dotąd w świecie cywilnym nie mamy przetworników oddziaływań subtelnych na prąd elektryczny, które umożliwiałyby nam twardy pomiar oddziaływań subtelnych.

Większość z tych oddziaływań to pola torsyjne lub cząstki pola torsyjnego. Gremia wojskowe największych państw, jak można się domyślać, posiadają już takie przetworniki, umożliwiające badanie złóż geologicznych i położenia ładunków nuklearnych z użyciem sputników. Opracowane w oparciu o niedostępne w cywilnej nauce nakłady finansowe i prawdopodobnie z użyciem pomiarów biolokacyjnych, jak to stosowano w Związku Radzieckim, kiedy za wojskowe fundusze badano pola torsyjne. Być może problemy te są przyczyną tego, że mniejsze państwa wykazują dużą ochotę do sprzątania tak zwanych „śmieci kosmicznych” na orbicie okołoziemskiej.

Organizmy żywe, w przeciwieństwie do konstrukcji inżynierskich, bardzo dobrze sobie radzą z odbiorem sygnałów subtelnych. Przetwornikami dla informacji pochodzącej od cząstek pól torsyjnych są enzymy, a dokładniej receptory białkowe. Przykładem mogą być NADH-oksydazy (ENOX, tNOX, arNOX) odbierające szybkozmienne kilkudziesięciominutowe cykle kosmiczne i regulujące cykle potencjału redoks w komórkach, potrzebne do ich wzrostu.

Większość ludzi posiada zdolność nauczenia się rozpoznawania obecności w naszym otoczeniu miejsc o silniejszym niż tło promieniowaniu cząstek pola torsyjnego. Prawie wszyscy jednak nigdy tych zdolności nie wykorzystają. Recepcję tych osób zdominowały napisy, procedury, urządzenia elektryczne, ufność w poglądy nauczane w szkole, jak też mimo wszystko płynące z innego zmysłu niż wzrok – uczucie apetytu.

Słabą stroną pomiarów typu kinezjologicznego, jest ich zależność od zaburzającej je siatki radiestezyjnej, która na skutek eksperymentów globalnych ulega przesunięciu, od zaburzających dodatkowych strumieni cząstek pól torsyjnych – również z eksperymentów globalnych, od znajdujących się w pobliżu: urządzeń elektrycznych, nadajników, konstrukcji z tworzyw sztucznych i metali, od ilości wchłoniętych substancji aromatycznych znajdujących się w pożywieniu, niekoniecznie będących ich zanieczyszczeniem, od wypitej wody, która znajdowała się w plastykowych butelkach, od tak zwanych fantomów będących przechwyconymi cząstkami pól torsyjnych w ścianach i meblach.

Obecnie główną umiejętnością odczytywania pól torsyjnych nie jest samo ich wykrywanie i wyznaczanie ich wielkości, ale wyróżnienie ich ze sporej ilości sygnałów zakłócających. Urządzenia elektroniczne mierzące strumienie cząstek pól torsyjnych, będą miały te same problemy, z wyjątkiem być może tego, że nie piją kawy, nie jedzą podsmażonego mięsa czy serów pleśniowych. I to jest przyczyną, że metody miękkie mogą stosować jedynie osoby o bardzo dużej wiedzy w tej dziedzinie i wysokim poziomie krytycyzmu w stosunku do uzyskiwanych wyników. Konieczne są liczne pomiary kontrolne, usuwanie fantomów i metody projektowania doświadczeń tak, aby obrazy uzyskiwane w kolejnch doświadczeniach częściowo pokrywały się z uzyskiwanymi w poprzednich, a stąd  włączane do teorii dane nie były przypadkowe.

Co to wpływu subiektywności, to nie należy problemu przeceniać, połowa współczesnych publikacji naukowych jest po prostu kłamstwem potrzebnym dla uzyskania funduszy badawczych lub ich rozliczenia, kłamstwo to nie wynika z popełnionych przypadkowo błędów, ale jest dokonywane świadomie jako, że doświadczenia nie wyszły.2

W bardziej łagodnej formie dokonuje się tak zwanego kreatywnego opracowania statystycznego. Publikacje, których wynikiem jest uzyskanie wyniku określanego jako znamienny statystycznie bez podania wartości liczbowej tej zmiany, należą do tej grupy.

Uwagi te odnoszą się w równej mierze to badań z tzw. podwójną ślepą próbą. Mówienie w tej sytuacji społecznej o niekorzystnym wpływie subiektywności w badaniach z użyciem metod miękkich, na wiarygodność wyników, jest raczej zabawne. Podstawą jest rzetelność naukowa badacza, a nie procedury podwójnej ślepej próby, które mają sens dopiero wtedy, kiedy już wszelkie inne czynniki zaburzające zostały usunięte.

Podane sposoby potwierdzania teorii w trakcie jej powstawania nie wyczerpują stojących przed nami możliwości. Przykładowo, jak dotąd w niewielkim stopniu wykorzystany jest obszar możliwości zawartych w kategoriach. Kategorie badane były od Arystotelesa aż do Lenina 3, którego obecnie kojarzymy wyłącznie z rewolucją, przy czym najwięcej precyzji włożył w prace nad kategoriami Immanuel Kant 4.

Stosunkowo duża zgodność matematyki z fizyką prawdopodobnie polega na korzystaniu z bogatych skryptów zawartych w kategoriach, skryptów koniecznych do rozwoju i funkcjonowania rozwiniętych organizmów żywych od myszy do człowieka. 5 Zresztą głębsze teorie fizyczne, same muszą uwzględnić istnienie kategorii. Ciągle nie została odpowiednio rozwinięta geometryzacja fizyki, wiążąca wszystkie wielkości fizyczne z wymiarami czasowo-przestrzennymi. 6 

Dalej, model matematyczny, to nie to samo co model fizyczny. Jest to pułapka, w którą wpadła fizyka kwantowa jeszcze w czasie jej początkowego rozwoju. Już konferencja solvay’owska w 1927r sprowadziła fizykę kwantową w ślepy zaułek rezygnacji z modelu fizycznego, w którym tkwi do dzisiaj. 7

Nie jest więc przesadą pogląd, że najbliższe dziesiąciolecią „będą należeć” do osób sensytywnych. Nie chodzi jednak o tych, którzy po prostu coś czują, a im mniej ich zdolności osłabione edukacją, tym większe mają możliwości, ale o naukowców, którzy mimo kłód kładzionych pod nogi są w stanie prowadzić badania naukowe z pomiarami opartymi na własnych zdolnościach biolokacyjnych przystosowanych do uzyskiwania wyników ilościowych.

Oczekiwanie, że w badaniach naukowych zawsze będziemy mieli w 100% pewne wyniki jest mrzonką. Nawet modne obecnie, a raczej w niedalekiej przyszłości, komputery kwantowe nie dają w 100% pewnych wyników dopiero uśrednienie z dużej liczby obliczeń daje prawie pewny wynik.

Nasze codzienne życie zarówno prywatne jak i zawodowe, pokazuje, że musimy podejmować decyzje przy niepełnych danych. W podręcznikach, owszem, występuje wyidealizowana sytuacja. Podręczniki jednak, ktoś kiedyś wyrzuci do kosza, bo niepewność została przemilczana albo sprytnie ukryta.

Jeżeli w 100 różnych doświadczeniach zawierających jakiś nie w pełni potwierdzony element przykładowo jedynie w 90%, to wynik sumaryczny ze wszystkich tych doświadczeń będzie bardzo bliski 100%. Zrobienie 100 różnych doświadczeń, to nie to samo co powtórzenie 100-krotne tego samego. Umożliwia to uniknięcie wielu błędów grubych, prowadzących przy powtarzaniu do powstania pewnej koleiny, którą za każdym razem będziemy podążać. Poza tym żaden zdrowy psychicznie człowiek nie zgodzi się na 100-krotne powtórzenie tego samego eksperymentu.

Często spotykanym zarzutem do badań oddziaływań subtelnych jest brak naoczności tych oddziaływań. Możemy obecnie spotkać się z żądaniem profesorów, że oni muszą widzieć na własne oczy to, co zostaje odkrywane. To jednak podejście rzemieślnika, który widzi swoje dzieło w całej swej istocie.

Prowadząc przez wiele lat badania białek w dziedzinie biologii molekularnej nigdy ich nie widziałam, zawsze były to jedynie przezroczyste roztwory. Naukowcy nie muszą widzieć badanego przedmiotu, wystarczy że wyniki potwierdzają zastosowany model.

Patrząc na podstawy filozoficzne i metodologiczne badań, jest wiele dróg wyjścia z obecnego kryzysu fizyki. Problem nie leży w niemożności spowodowanej ograniczonością ludzkiego umysłu czy współczesnych technologii. Problem leży raczej na poziomie emocjonalnym trwania przy raz ustalonych zasadach.

Nietrudno zaobserwować że całe ostatnie stulecie to wprowadzanie społeczeństw w automatyczny system prawa, w tworzenie instytucji które nigdy nie mają zostać rozwiązane, zmuszanie obywateli do dostosowania się do systemów komputerowych, do przejmowania przez państwo coraz większej puli dochodu narodowego i coraz większej kontroli urzędniczej dotyczącej nawet życia osobistego, swoiste skostnienie będące pułapką tworzenia pewnego rodzaju sztucznej inteligencji. Kryzys więc nie dotyczy jedynie badań naukowych jako takich, ale stosunków społecznych, które wolność badań blokują.

Nie jest to jednak sytuacja, w której należy się poddawać. Według zasady Paretto, w realnym świecie niewielki procent populacji odgrywa znacznie większą rolę, niż cała jej reszta.

Nadzieja w ludziach wolnych, którzy nie podporządkowują się manipulacjom kolejnych establishementów, robieniu z ludzi niewolników, pożytecznych idiotów i wiernych poddanych.

To ludzie, którzy wbrew naciskom leczą chorych metodami alternatywnymi, prowadzą prywatne badania naukowe, podejmują się niepopularnych przedsięwzięć, to społecznicy.

Do tych ludzi adresuję apel, o jak najszersze stosowanie i upowszechnianie miękkich metod badawczych, choćby wszyscy dokoła utrudniali życie. To obecnie jedyna łatwa do opanowania droga do poznawania głębszej prawdy o świecie przyrodniczym, do oczyszczania nabytków cywilizacyjnych od kłamstwa i nauki uniwersyteckiej opartej o tzw. chłopski rozum – pierwsze skojarzenie jakie się nasunęło.

To nasz moralny obowiązek.

Gdańsk, 7 lipca 2018

dr Diana Wojtkowiak

Literatura

1. Helge Kragh; Wielkie spekulacje: teorie i nieudane rewolucje w fizyce i kosmologii; Copernicus Center Press; Kraków 2016.

2. S. Poole; Why bad ideas refuse to die; The Guardian Weekly (2016) 195(5): 26-29.

3. А. Н. Книгин; Учение о категориях: Учебное пособие для студентов философских факультетов; Томский государственный университет, Томск 2002; http://sbiblio.com/biblio/archive/knigin_kategorija/

4. Immanuel Kant; Krytyka czystego rozumu; część I, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1986.

5. Diana Wojtkowiak; Antropologia systematyczna; Autorska Seria Naukowa DETERMINIZM Tom II, Gdansk 2009; http://www.torsionfield.eu/

6. Е. Б. Чижов; Геометризация физических величин;  КомКнига, Москва 2005.

7. Guido Bacciagaluppi, Antony Valentini; Quantum theory at the crossroads: Reconsidering the 1927 Solvay Conference; Cambridge University Press 2006, arXiv:quant-ph/0609184

Comments

  1. krnabrny1 says:

    Droga Pani Diano.
    Pisywaliśmy ostatnio do siebie w sprawie lewoskrętnego uranu oraz zapisu dat w polach torsyjnych. Pewnie mnie Pani pamięta?;-)

    Widzę że, zauważa Pani co się dzieje z czymś co nazywane jest u nas powszechnie NAUKĄ. W sumie tego dotyczy Pani apel.

    Rozumiem Pani cele, rozumiem Pani pracę dlatego chciał bym dać Pani radę.
    Jeśli chce Pani osiągnąć to co chce, musi Pani mierzyć wyżej!
    Apele, sugestie, interpelacje i pozwy NIC TUTAJ NIE POMOGĄ.

    Na początku odniosę się na krótko do „choroby” nauki o jakiej Pani wspomniała.
    Ja również ją widzę, co więcej znam jej przyczynę.
    Cały problem polega na tym że ludzie nauki ZAPOMNIELI SKĄD SIĘ WZIĘLI!

    Prawda jest taka, a sądzę że Pani się ze mną zgodzi, że CAŁA WSPÓŁCZESNA NAUKA JEST CÓRKĄ ALCHEMII!!

    Nie ma innego źródła jak właśnie Alchemia. Zmieniła się scenografia, w postaci urządzeń pomiarowych, elektroniki czy innego wyposażenia laboratoriów, przez co wygląda to zupełnie inaczej, jednakże w swej istocie, czyli INTENCJI…JEST TYM SAMYM.

    Ludzie nauki, zapomnieli o podstawowych naukach swojej „matki”, które należy przypomnieć jedynie. Nikt ich prawdopodobnie tego nie naucza, a nawet jeśli istnieją takie wykłady to nikt na nie nie chodzi.

    W przeszłości jednak każdy alchemik dokonując jakiegokolwiek doświadczenia WIEDZIAŁ, że WSZELKIE WYNIKI EKSPERYMENTU, są zależne od wielu czynnik, a wśród nich był również SAM ALCHEMIK!!!

    Współczesna nauka odcięła swoją pępowinę od matki alchemii i dlatego o tym zapomniała.

    Czasami zdarza się że pojawiają się takie opinie w stwierdzeniach typu „Obserwator ma wpływ na obserwowane zjawisko”. Czasami pojawiają się ludzie tacy jak Sir Rupert Sheldrake, którzy WIDZĄ że to wszystko już nie gra.
    Myślę że każdy naukowiec powinien przeczytać jego książkę „Nowa biologia”, to w sumie stara rzecz, pewnie ma ze 35 lat, ale on tam uczciwie opisuje mechanizmy doświadczeń. Opisuję na przykład to że czasami coś co się udawało przestaje się udawać. Mówi na przykład że produkowali jakiś trójchlorek, preparat miał już iść do produkcji i nagle we wszystkich laboratoriach przestało się to udawać, wychodził im tylko dwuchlorek.

    Tak, czasami pojawiają się tacy ludzie, czasami nawet próbują mówić!!
    Po czym ich wypowiedź jest kasowana. Za przykład podaję wystąpienie wspomnianego Sheldrakea na konferencji TED-X, gdzie został zupełnie wyłączony z listy dyskutantów po tym co powiedział. To mocna rzecz polecam zobaczyć

    https://www.youtube.com/watch?v=I_V2n9VmB_g

    Niech Pani zauważy że facet stanął na scenie BOSO!:-)

    ..i to jest właśnie ta choroba, odcięcie pępowiny i …UDAWANIE ŻE NIC SIĘ NIE STAŁO.

    Niestety rzeczywistość jest taka że praktycznie nie ma na tym świecie twardych metod pomiarowych. Nawet najdoskonalszy aparat pomiarowy , który jest NIEZAWODNY…jest zależny od warunków. Co więcej Pan Sheldrake udowadnia że że ten nasz aparat POKAŻE INNE DANE W ZALEŻNOŚCI OD OBSERWATORA.

    To wszystko się rozleci już wkrótce ponieważ obecnie cała nauka stoi jedynie na fundamencie kilku paradygmatów które są skutecznie „podgryzane”.
    Nauka w tej postaci jaka jest w zasadzie już runęła, Pani to czuje, jedyne co ją trzyma to klej dogmatów, przyzwyczajeń ludzi i komfortu.

    Pani koniecznie potrzebuje MIERZYĆ WYŻEJ!
    Niech się Pani zastanowi nie nad danymi ze spektroskopu, ale tak jak Pani nawołuje, niech Pani zobaczy „dane” ze swojej istoty!

    Czas już skończyć zabawę w ciuciubabkę, dziecinną wiarę w to że wogóle
    ISTNIEJĄ WYMIERNE WYNIKI BADAŃ!

    A to jest najtrudniejsze, zdaję sobie sprawę, że taki człowiek jak Pani, naukowiec, który poświęcił swoje życie badaniom nie może tak sobie po prostu powiedzieć
    PRZECIEŻ TO WSZYSTKO NIE MA SENSU!!

    Niestety jest to warunek aby iść dalej!

Wypowiedz się