Wojsko śpiewa dla Rydzyka i czystka w armii

Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Instytut Bronisława Komorowskiego przedstawił raport na temat obronności w ostatnich trzech dekadach. Ostrze krytyki skierowane jest wobec działań Antoniego Macierewicza i szefów specsłużb rządu PiS.

„Przykładem nadużywania władzy pod pretekstem cywilnej kontroli nad Siłami Zbrojnymi było wystawienie Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego na prywatne uroczystości dyrektora Radia Maryja” – napisali autorzy raportu przygotowanego przez Instytut Bronisława Komorowskiego. Można byłoby potraktować to stwierdzenie jako „michałek”, ale w wielu miejscach opisali oni zdecydowanie poważniejsze zjawiska. W opisie dotyczącym stanu służb specjalnych znalazł się i taki fragment : „W ABW i AW przeprowadzono, w porozumieniu z IPN, swoisty „przegląd genealogiczny”. Sprawdzano rodzinne powiązania obecnych funkcjonariuszy z byłych SB, PZPR, WSI itd. W rezultacie do końca 2018 roku służby specjalne opuściło około 1200 funkcjonariuszy z wieloletnim doświadczeniem”.

Opracowanie przygotowane zostało przez osoby związane z poprzednim obozem władzy – szefem zespołu był gen. Stanisław Koziej, były szef BBN, gdy prezydentem był Komorowski. W zespole znalazło się liczne grono generałów rezerwy m.in. Krzysztof Bondaryk, były szef ABW, Lech Majewski, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, Wiesław Grudziński, były dowódca Garnizonu Warszawa, Bogusław Pacek, były rektor – komendant Akademii Obrony Narodowej i doradca wicepremiera Tomasza Siemoniaka. Prezentację wniosków z raportu obserwowali m.in. Bogdan Borusewicz, wiceprzewodniczący Senatu, gen. Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO.

Zdaniem byłego prezydenta Komorowskiego celem raportu było ukazanie metamorfozy, zmian i problemów dotyczących polskiej obronności na przestrzeni ostatnich 30 lat, ze szczególnym uwzględnieniem kilku ostatnich lat sprawowania władzy przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

– Impulsem opracowania raportu było obserwacja wielu negatywnych zjawisk w działaniu rządów Prawa i Sprawiedliwości. Niepokój budzi ocena dnia dzisiejszego – powiedział były prezydent.

Do osiągnięć ostatnich trzech dekad zaliczył wyjście Polski z systemu totalitarnego, wstąpienie do NATO, ustawowe zapisanie wydatków na obronę narodowa na poziomie 2 proc. PKB, co spowodowało reformy w Siłach Zbrojnych, ale jego zdaniem – nie zdołano osiągnąć „kompatybilności z całym systemem zachodnim”.

Jego niepokój budzi sposób kształtowania wydatków na rozwój Sił Zbrojnych, „która zmienia swoją strukturę pod wpływem wyborczych obietnic”. – Decyzje zapadają w oderwaniu od systemu strategicznego, który przez ten rząd został zakwestionowany – dodał. I stwierdził, że decyzje dotyczące zakupów dla wojska zapadają „spod dużego palca”. – Nie wynikają z całościowego planu. To przyniesie dramatyczne napięcia w przyszłości – dodał.

Jako przykład takich działań Komorowski podał zapowiedź zakupu samolotów F-35. – Nie wiadomo za jaką cenę, jaki będzie offset, nie wiemy jakie mają możliwości – powiedział. Jego zdaniem to decyzja „polityczno – propagandowa”.

Stanisław Koziej podzielił ostatnie 30 lat polskiej obronności na trzy etapy: okres lat 90, okres lat 2000-2014 oraz okres lat 2014-2019. Pierwszy ze wspomnianych okresów był skupiony na transformacji szeroko pojętej obronności w wyniku upadku komunizmu, kolejny na budowie podstaw suwerennej polskiej obronności. Z kolei ostatnie kilka lat stanowi jest radykalną zmianę, „a wręcz zerwanie z dotychczasową koncepcją obronności”. Z tego powodu zdaniem generała Kozieja konieczny jest nie tyle powrót do starego systemu sprzed 2015 roku, a zbudowanie zupełnej nowej koncepcji obronności RP po zbliżających się wyborach parlamentarnych, w przypadku zmiany rządu. Wprowadzone korekty powinny być wieloaspektowe i dotyczyć wszystkich dziedzin obronności państwa.

Jego zdaniem Polska powinna wyjść z izolacji międzynarodowej i zaproponować np. strategię rozwoju NATO, lub dotyczącą współpracy NATO – UE. Koziej proponuje utworzenie w nowym rządzie tzw. Rządowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego, a nawet powołanie wicepremiera ds. bezpieczeństwa.

Gen. rez. Bogusław Pacek opisał proces transformacji polskiej obronności po 1989 roku w związku ze zmianą bloku obronnego i wejściem do NATO i UE. Zwrócił uwagę na kwestie udziału Wojska Polskiego po 2001 roku w misjach ekspedycyjnych na Bliskim Wschodzie – co jego zdaniem wynika w dużym stopniu z zobowiązań sojuszniczych. Przypomniał, że w rankingu Global Firepower polska armia spadła z 19 pozycji – w 2015 roku do 24 teraz.

Prezentowany na konferencji raport „Obronność Rzeczypospolitej Polskiej po trzech dekadach suwerenności” składa się z czterech rozdziałów: Strategia i Polityka Obronna, Siły Zbrojne, Służby Specjalne i Przemysł Obrony.

Wprawdzie gen. Pacek stwierdził jest to projekt apolityczny i apartyjny, jednak jego ostrze jest skierowane w stronę rządu PiS, a głównie działań podejmowanych przez Antoniego Macierewicza. Autorzy wskazują m.in. na to że ten rząd „zerwał ciągłość strategiczną na polu bezpieczeństwa państwa”, krytykują polską politykę bezpieczeństwa w ramach Unii Europejskiej („eurosceptycyzm jest dominującą doktryną także w sprawach bezpieczeństwa”). Ich zastrzeżenia budzi „połączenie funkcji szefa Sztabu Generalnego i naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych”.

Analizując sytuację kadrową w wojsku autorzy stwierdzili, że gdy ministrem był Antoni Macierewicz z wojska odeszło 8393 oficerów. „W 2016 r. w Sztabie Generalnym zmiany objęły 90 proc. stanowisk dowódczych, a w Dowództwie Generalnym 82 proc”. Przypomnieli m.in. opisywane przez media „postępowanie niesławnej pamięci dyrektora Gabinetu Politycznego ministra A. Macierewicza”, opisali też rzekome przypadki zastraszania żołnierzy przez wiceministrów obrony (nie podali konkretnych przykładów). Ich wątpliwości budzi przemianowanie dwóch wyższych szkół oficerskich w akademie, a także faworyzowanie żołnierzy z Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej.

Krytykują też utworzenie WOT – zdaniem autorów raportu formacja ta „w obecnym ich kształcie i strukturze jest pomysłem kosztownym i w wątpliwy sposób zwiększa potencjał obronny państwa”. Twierdzą, że WOT trzeba stopniowo przekształcić w „połączony system rekrutacji i szkolenie ochotników rezerw wojskowych dla wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych, w tym także na potrzeby WOT, które powinny być zachowane jako oddziały w poszczególnych rodzajach Sił Zbrojnych, w większości w wojskach lądowych”. Krytykują też tworzenie 18 Dywizji Zmechanizowanej gdyż „jak dotąd, te dodatkowe siły na wschodniej flance istnieją tylko na papierze”.

Opisując stan służb specjalnych przyznają wprawdzie, że nie były one traktowane przez rząd PO – PSL priorytetowo, ale w ostatnich latach – ich zdaniem zmiany personalne „objęły niższe szczeble kierownicze oraz poszczególnych funkcjonariuszy”.

„W ABW i AW przeprowadzono, w porozumieniu z IPN, swoisty „przegląd genealogiczny”. Sprawdzano rodzinne powiązania obecnych funkcjonariuszy z byłych SB, PZPR, WSI itd.

W rezultacie do końca 2018 roku służby specjalne opuściło około 1200 funkcjonariuszy z wieloletnim doświadczeniem. Wymieniono 90 proc. kadry kierowniczej w centrali i terenie. Ich miejsce zajęli funkcjonariusze bez doświadczenia, ale uznawani za lojalnych”.

Zdaniem autorów raportu Agencja Wywiadu i Służba Wywiadu Wojskowego 90 proc. swojej działalności skupia na terytorium polskim, co „obrazuje ich obecne zdolności”.

 „Obserwuje się przepływ funkcjonariuszy z ABW do SKW i SWW. Kierownictwo Agencji ma do rozpatrzenia około 400 raportów w sprawie zwolnienia lub przejścia na lepiej płatne stanowiska w innych służbach” – uważają autorzy opracowania.

Krytykują też CBA, przypominają, że teraz największa liczbą spraw korupcyjnych zajmuje się policja.

Marek Kozubal

Opublikowano za: https://www.rp.pl/Sluzby-mundurowe/309139905-Wojsko-spiewa-dla-Rydzyka-i-czystka-w-armii.html

MON robi wszystko, aby przyciągnąć ludzi do wojska, bo wakatów jest zbyt dużo.

Ostatni pomysł resortu obrony jest następujący: żołnierze nie będą musieli ukończyć 55 lat, aby przejść na emeryturę. Wystarczy jedynie 25 lat służby.

– Tak jak zapowiadałem, póki jestem ministrem obrony narodowej, system emerytalny w wojsku może się zmienić tylko na lepsze – stwierdził szef MON Mariusz Błaszczak.

To kolejna zachęta dla tych, którzy chcą założyć mundur. Wcześniej MON rozpoczął akcję „Zostań żołnierzem Rzeczypospolitej”, która polega na tym, że zimą w górach, a latem nad morzem pojawiły się tzw. wojskowe zespoły mobilne, aby werbować chętnych do wojska.

Zachęty kierowane są też do studentów, którzy w ramach Legii Akademickiej w trakcie nauki mogą zaliczyć podstawową służbę wojskową. W tym roku MON podniósł też pensje żołnierzom oraz cywilom. Z danych resortu obrony wynika, że średnia pensja żołnierzy wynosi teraz 5530 zł brutto.

MON liczy, że kampania „Zostań żołnierzem Rzeczypospolitej” spowoduje wzrost liczby chętnych, głównie zainteresowanych służbą w wojskach terytorialnych, ale też formowanej właśnie na wschodzie kraju Żelaznej Dywizji oraz tworzonych Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.

Ponad 5 tys. wakatów

Okazuje się, że ciągle głównym motorem tych działań są braki kadrowe w wojsku. Doskonale obnażył je ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli, która zbadała wykonanie budżetu w 2018 r. w części „obrona narodowa”.

Wynika z niego, że „przeciętne zatrudnienie w przeliczeniu na pełne etaty w 2018 r. wyniosło 147 259 osób” (dane nie obejmują Służby Wywiadu Wojskowego). Wprawdzie zatrudnienie było wyższe w porównaniu z końcem 2017 r. o 3907 osób, czyli o 2,7 proc., ale to i tak za mało w stosunku do oczekiwań MON.

Liczba ta obejmuje zarówno żołnierzy zawodowych, jak i pracowników cywilnych resortu obrony. Na koniec 2018 r. zatrudnionych było 104 946 żołnierzy zawodowych. NIK dodaje, że nieobsadzonych pozostało aż 5688 stanowisk. Nie lepiej wygląda zatrudnienie pracowników cywilnych wojska.

W 2018 r. limit „zatrudnienia bazowego z 46 286 został zwiększony do 46 394 stanowisk”. „Średnioroczny stan zatrudnienia wynosił 44 098, a faktyczne zatrudnienie pracowników wojska na koniec 2018 r. wynosiło 43 929 osób” – podaje NIK.

Nie lepiej wyglądała rekrutacja do Wojsk Obrony Terytorialnej. „Średnioroczny limit powołań żołnierzy do terytorialnej służby wojskowej ustalony na 2018 r. wynosił 17 142. W 2018 r. powołano do pełnienia TSW 10 525 ochotników, a zwolniono ze służby 2368 żołnierzy”. Formacja ta liczyła pod koniec roku 14 010 osób, teraz dowództwo WOT podaje, że ma już ponad 20 tys. żołnierzy.

NIK zwraca uwagę, że wzrasta w tych wojskach liczba żołnierzy zawodowych. Na koniec 2018 r. służbę pełniło 2910 zawodowych wojskowych, co oznaczało wzrost ich liczby o 1433 w porównaniu ze stanem na koniec 2017 r.

Jednocześnie spada liczba wojskowych w Narodowych Siłach Rezerwowych (NSR). Na koniec roku służyło w NSR 4106 żołnierzy – o 1153 mniej niż na koniec 2017 r.

To wynika z założeń Strategicznego Przeglądu Obronnego, który przewiduje stopniową likwidację NSR do końca 2022 r.

Kiedy armia większa?

Szef resortu obrony Mariusz Błaszczak zakłada, że wojsko przyjmie w tym roku w swoje szeregi ok. 10 tys. nowych żołnierzy. Jego resort optymistycznie zakłada, że liczba żołnierzy wzrośnie do około 110 tys. Przypomnijmy jednak, że Błaszczak obiecuje, że w przyszłości wojsko ma liczyć w sumie 200 tys. żołnierzy, w tym 150 tys. zawodowych. Nie wiadomo jednak, kiedy ten stan zostanie osiągnięty.

Dlaczego armia ma problemy z naborem? Zdaniem posła Pawła Szramki z klubu Kukiz’15, byłego żołnierza zawodowego, wynika to z utrudnionego awansu zawodowego w samym wojsku. – Awans z szeregowego na podoficera, a następnie oficera jest bardzo trudny – mówi poseł Szramka.

Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej, zwraca uwagę, że tak naprawdę nie wiemy, ilu żołnierzy powinniśmy posiadać, „bowiem nie mamy strategii obronnej”. Jego zdaniem oparcie naboru tylko na zachęcaniu do służby ochotników – wyczerpuje się. Przypomina, że niektóre kraje powróciły do poboru np. Szwecja.

– W naszej konstytucji ciągle jest przepis o obowiązku obrony ojczyzny – dodaje.

Marek Kozubal

Opublikowano za: https://www.rp.pl/Wojsko/307229919-Niewielu-chetnych-do-sluzby-w-polskiej-armii.html

Comments

  1. krnabrny1 says:

    Tak jak pisałem już dawno temu, teraz wszystko zależy od tego
    PO KTÓREJ STRONIE STANĄ SŁUŻBY MUNDUROWE NASZEGO KRAJU.

  2. marcin says:

    ================
    Stanisław Koziej podzielił ostatnie 30 lat polskiej obronności na trzy etapy: okres lat 90, okres lat 2000-2014 oraz okres lat 2014-2019. Pierwszy ze wspomnianych okresów był skupiony na transformacji szeroko pojętej obronności w wyniku upadku komunizmu, kolejny na budowie podstaw suwerennej polskiej obronności.
    ================

    Pan Koziej ładnie to ujął, a chyba chodziło o totalne rozkradzenie wszystkiego co się rusza. PRL miała potężną armię, drugą w Układzie Warszawskim (a konkurencja była spora) i było dożo rzeczy do rozkradzenia. Domyślam się że tak wstrzemięźliwa ocena „pierwszego etapu” przez pana Kozieja wynika z faktu, że uczestniczył on w owym „pierwszym etapie” całkiem aktywnie, nie tylko w roli obserwatora.
    Trudno wymagać obiektywnej oceny od absolwenta NATO Defense College. Bez paktu z diabłem, na przykład z CIA, to chyba tam nie wydają dyplomów.
    Jak to ładnie ujął święty Karol Marks, byt określa świadomość. Generał NATO to przynajmniej materiał na zbrodniarza wojennego. Materiał na zbrodniarza do czasu, kiedy tych zbrodni nie popełni.

    Pan Koziej jest częścią patologicznego systemu, jest podwieszony pod PO a teraz w ramach zwyczajowej rotacji POPISu pan Koziej znajduje się na bocznym torze, gotowy do dołączenia do pierwszego składu. Czynnie uczestniczy w tańcu agentów CIA i dlatego jego oceny nie mogą być obiektywne.
    Ciekawe jednak czy istnieje jakiś niezależny ekspert od wojaczki, który wytłumaczyłby o co tak naprawdę chodzi w Wojskach Obrony Terytorialnej?

    Legenda mówi, że najbardziej bohaterskimi wyczynami Kampanii wrześniowej 1939 roku były ataki dzielnych polskich kawalerzystów na czołgi Škody, których stalowe pancerze nie chciały się poddać ostrym cięciom szabli z damasceńskiej stali, które były używane przez naszych husarów.
    Czy Wojska Obrony Terytorialnej to nie jest odpowiednik husarów z 1939 roku? Czy koledzy pana Kozieja nie mają za zadanie wypuścić polskie mięso armatnie uzbrojone w karabiny i – być może, kosy postawione na sztorc – na białoruskie i rosyjskie czołgi T-90, których pancerze zdaniem Sztabu Generalnego mogą być zrobione z czekolady i przez to podatne na ataki z ręcznej broni?

    Sanacja od krwawego przewrotu w 1926 roku pracowicie niszczyła Wojsko Polskie, czego skutkiem była kompromitacja września 1939.
    Czy neosanacja nie prowadzi dokładnie tej samej polityki a Wojska Obrony Terytorialnej nie są po prostu elementem niszczenia sił obronnych i zapewnienia maksymalnej liczby ofiar w prowokowanym przez NATO konflikcie zbrojnym z Białorusią i Rosją?

Wypowiedz się