Kłamstwa o wojnie w Syrii. Przemówienie syryjskiego ambasadora 11.09.2016 w ONZ

W przeddzień 15 rocznicy ataku na wieżowce w Nowym Jorku 11/9, w czasie zebrania Zgroma­dzenia Gene­ralnego ONZ, Instytut Schillera zorganizował nadzwyczajną konferencję na Manhattanie, pod hasłem: – „Zabezpie­czenie pokoju na świecie przez uszanowanie wspólnych dążeń ludzkości”.
Ostatnim mówcą na konferencji był ambasador Bashar Ja’afari, stały przedstawiciel Arabskiej Republiki Syrii w Organizacji Narodów Zjednoczonych, który wygłosił przemówienie na temat wojny domowej w Syrii.

Panie i Panowie ogromne dzięki za przybycie tutaj w tę sobotę; gorącą i wilgotną sobotę, żeby posłuchać co mamy do powiedzenia. Ja wiem, że czasem polityka jest nudna, a i może zanu­dzać słuchaczy ale problem jest szalenie ważny: dotyczy nie tylko Syrii, ale nas wszystkich: dotyczy USA, Syrii, Iraku, całego Bliskiego Wschodu i całego świata.

I będziemy się starać spróbować wyja­śnić pewne sprawy dokładając do tego, co mój szanowny kolega, senator Richard Black już powie­dział. I do tego co pan Ramsey Clark, również mój przyjaciel powiedział przed moim przyj­ściem.

Historia nas uczy, że kłamstwa nie są i nie mogą trwać wiecznie. My teraz wiemy z całą pew­nością, że wiele tragicznych zdarzeń w historii oparte były na kłamstwie, to znaczy były bezpodstaw­ne i bez zasadne. Mogę wam podać setki przykładów o tym co pochodzi od samej Organizacji Naro­dów Zjednoczonych, w której to organizacji ja reprezentuję mój kraj.

Myślę, że senator Black i pan Ramsey nie zostawili mi wiele do dodania. Niemniej jednak, mamy dużo informacji, z którymi chcielibyśmy się podzielić. My możemy godzinami i nawet całymi dniami mówić o tym co zachodzi w świecie ogólnie, a w Syriiów szczególności – bylibyście zdumieni, ponieważ nigdy nie słyszeliście o tym o czym chcę wam opowiedzieć i czym chcę się z wami dziś podzielić.

Czuję się bardzo uhonorowany i wyróżniony, że dano mi szansę w tym wrześniowym posie­dzeniu zwrócić się do słuchaczy z tego podium w Kościele św. Bartłomieja na Manhattanie. Przeka­zuje wam moje szczere pozdrowienia i najlepsze życzenia i dziękuję Instytutowi Schillera za honor jaki spotkał mnie i moich kolegów przez zaoferowanie nam za zaproszeń.

Spotykamy się dzisiaj, bo pamiętamy tragedię 11 września 2001 r. Była to jedna z najsmutniej­szych i największych tragedii w całej historii Stanów Zjednoczonych. Była to również bardzo trudna lekcja dla wszystkich narodów i rządów, że terroryzm nie ma granic ani określonej tożsamości i dla­tego nie może być usprawiedliwiany ani chroniony czy ukrywany.

Mówię o tym dlatego, że senator Black dał do zrozumienia, że są pewne powiązania tej tragedii 11 września z Arabią Saudyjską. I ja podam za chwile więcej szczegółów.
15 z 19 -u terrorystów, którzy zaatakowali w 11/9 było Saudyjczykami. To nie byli Syryjczycy; to nie byli Irakijczycy; to nie byli Algierczycy. To byli Saudowie. To ci sami Saudowie stworzeni przez zwany ogólnie wahabizm, który wywodzi swoją nazwę od założyciela tej szkoły myślenia, Moham­meda Abdul Wahhaba; wahabizm pochodzi od Abdula Wahhaba, który pojawił się nagle w Hidzazie (stara nazwa Arabii Saudyjskiej) .

Obecna nazwa kraju jest fałszywa. Arabia Saudyjska jest fałszywa bo „Saudi” pochodzi od nazwiska rodziny al-Saudi – rodzina Saudow; to tak jakby ktoś zmienił nazwę Stanów Zjednoczonych na „Stany Obamy”. Chodzi o to, ze rodzina Saudów ukradła nazwę państwa i zamieniła kraj w prywatną posesję jednej rodziny, po to, żeby prowadzić własną rodzinną bardzo radykalną politykę. Stało się to pod koniec 18 wieku.

Najśmieszniejsze jest to, że ta szkoła radykalnego myślenia była stworzona i wprowadzona przez ówczesny wywiad brytyjski. Tak więc wywiad brytyjski pomógł w utworzeniu tego bardzo rady­kalnego ruchu w Islamie – oczywiście celowo i z premedytacją.

Wiadomo, jak działają Brytyjczycy – nie ma nic za darmo. I natychmiast, w 1815 roku, ten wa­riat, Abdul Wahhaba, poszedł podbijać Damaszek i Karbalę w Iraku. W Karbali, zaatakował świąty­nie szyickie a w Damaszku próbowal najechać miasto ale Syryjczycy go powstrzymali i rozgromili pod murami Damaszku. Wtedy wycofał się i powrócił skąd przyszedł.

Podaję wam ten wstęp, żeby pokazać że ten zwariowany ruch wahabicki nie jest produktem naszych czasów. Istnieje od stuleci, parę razy broniony przez Brytyjczyków, potem przez Ameryka­nów. To nie dlatego, że oni ten ruch wahabicki kochają, ale ponieważ taki wariacki, radykalny ruch jest bardzo przydatny polityce USA. Islam to nie Arabia Saudyjska. Arabia Saudyjska – to nie Islam.

W Damaszku, największy meczet w Syrii, który się nazywa Meczet Umajjadów, w samym środku, w sercu meczetu mamy świątynię Św. Jana Chrzciciela. W środku meczetu!. Jest to grób św. Jana Chrzciciela w meczecie, który odwiedzają zarówno muzułmanie jak i chrześcijanie i gdzie od­mawiają modlitwy.

Senator Black opowiedział wam o muftim Syrii; tym wspaniałym człowieku. Czy uwierzycie, że politycznym doradcą muftiego jest chrześcijanin? Doradcą muftiego jest chrześcijanin. Tylko w Syrii. Tylko w Syrii. I dlatego my jesteśmy szalenie dumni z naszego sekularyzmu, naszej sekularności. My jesteśmy z siebie dumni; czy jesteśmy chrześcijanami czy muzułmanami, ale nie jesteśmy goto­wi, żeby stać się takimi wariatami jak Saudowie. I z całą pewnością nie mamy absolutnie nic wspól­nego z ich koncepcją religii.

Nota bene, to co robi ISIS i te wszystkie fanatyczne grupy w Syrii i Iraku, które ścinają głowy chłopcom, kobietom i dziewczynkom, odziedziczyli ścinanie głów mieczem od Wahhabitów. Aż do dzisiaj, w Arabii Saudyjskiej, po piątkowych modlitwach, w Saudi Arabii ścinają ludziom głowy mie­czem na placu publicznym. Aż do teraz! To nie tylko ISIL. W samej Arabii Saudyjskiej, w każdy pią­tek, po odmówieniu modlitw, mieczem ścinają ludziom głowy, publicznie. To nie jest nic nowego i to nie ISIL. ISIL nie jest czymś nowym. ISIL istnieje od wieków, wprowadzone przez Saudów. I to dlatego ich bronią, chronią, zbroją i finansują.

Większość z nas na tym świecie uwierzyła, że po czarnym dniu 11/9 zostanie utworzony zjed­noczony front międzynarodowy przeciwko terroryzmowi. O ile pamiętacie, myśmy wszyscy byli bar­dzo optymistyczni w tym czasie, że w końcu jakoś wspólnie będziemy zwalczać terrorystów i ich za­łożycieli, protektorów i przywódców i ich duchowych przywódców.

Na nieszczęście, co się potem sta­ło, to była inwazja na Irak. No więc, jeśli Saudowie zaatakowali Nowy Jork, i dwa wieżowce, to dla­czego napadać na Irak? Jeśli głównym powodem była zemsta za 11/9 i wszyscy wiemy, i wiedzieli­śmy wtedy, że to była konspiracja Saudyjska – no to dlaczego trzeba było zaatakować Irak?

Irak jest państwem sekularnym tak jak Syria. Syria, Irak, Algieria to trzy państwa, które mają sekularne rządy w całym arabskim świecie. Irak zniknął teraz z pola widzenia. Irak stał się centrum międzynarodowego terroryzmu, po tym jak George Bush wprowadził tam wolność. Algieria, znacie Algierię. Była ‚testowana’ już przed nami, na początku lat 90-tych. Wysłali im wczesną Arabską Wio­snę, ale się nie udała, dzięki Bogu.

I teraz tylko Syria została, i ostatnio Egipt, i to dzięki temu, że wywalili Morsiego, który należy do tej samej rodziny radykalnego ruchu muzułmańskiego. I to nie jest Islam; chodzi o ruchy radykal­ne, które udają i wmawiają, że reprezentują islam co jest nieprawda. Islam stał się przedmiotem wielkich manipulacji. Bardzo poważnym i intratnym biznesem. Teraz każdy robi dość łatwo wielki biz­nes na Islamie i spróbuję to wyjaśnić. Tu nie chodzi o politykę. Wszyscy mamy dość polityki. I ja też mam dość polityki. To jest o geopolitycznych rozmiarach, rywalizacji, konkurencji, dominacji.

No więc powiedzieliśmy, że to, co się niestety stało, inwazja Iraku pod pretekstem zwalczania terroryzmu. I to była najśmieszniejsza część historii; George Bush gdy napadł na Irak opowiadał, że zwalczał terroryzm i chciał się pozbyć broni masowej zagłady, którą Irak rzekomo posiadał… Znowu jeszcze jedno kłamstwo. To znacie. Ale pozwólcie, że opowiem historię: jestem świadkiem:

Ja pracuję w ONZ i wiem o czym, mówię, ponieważ ja tam byłem. Jest to historia, której nie usłyszycie w oficjalnych mediach, jakby powiedział senator Black: Po napadzie na Irak, Narody Zjed­noczone pod presją ze strony Tony’ego Blaira i Georga Busha wysłaly tzw. komisję śledczą pod na­zwą UNSCOM, pod przewodnictwem szwedzkiego naukowca, żeby stwierdzić istnienie broni maso­wej zagłady.

Celem tego było pokazanie tzw. międzynarodowej społeczności, że napad na Irak był w pełni uzasadniony. Bo naturalnie jest broń masowej zagłady w Iraku i mamy tę broń znaleźć i poka­zać światu.
No więc utworzyli tę komisję śledczą i wysłali do Iraku. Oczywiście, gdy mówię o komisji to mam na myśli setki ludzi, opłaconych przez podatnika irackiego, przez irackie mienie zamrożone przez ONZ. Miliony dolarów wydano na działanie tej komisji z kieszeni podatnika irackiego.

Ta komi­sja ‚badała’ obecność tej broni w Iraku od 2003 do 2008; i w 2008 należało zamknąć dochodzenie bo się okazało, że nie bardzo jest co pokazać: kłamstwo było tak wielkie, ąe nie dało się go przełknąć w żaden sposób, ani podać publice.

Więc powołano Radę Bezpieczeństwa i poproszono komisję, zeby przedstawiła swój ostatecz­ny raport o wynikach swoich badań. Ale ciekawostką jest fakt, że ostateczny raport nie zawiera żad­nej informacji na temat posiadania broni masowego rażenia przez Irak.

Komisja nie znalazła żadnej takiej broni. Więc komisja nie mogła powiedzieć: „Przepraszamy panów dżentelmenów z Rady Bez­pieczeństwa, ale nie znaleźliśmy żadnej broni masowej zagłady w Iraku”

Byłoby to wielkim zaprzeczeniem medialnej propagandy autorstwa Georga Busha i Tony Bla­ira. Więc członkowie Rady Bezpieczeństwa mieli ogromny dylemat: Musieli zamknąć wyniki docho­dzenia i raport ukryć, ponieważ całe przedsięwzięcie było ogromnie kosztowne, a Irak już był innym Irakiem, więc był najwyższy czas, żeby zakończyć jakoś tę całą hecę.

No to, co robić? Zwołano posiedzenie Rady Bezpieczeństwa o północy. Tak, o północy. Nie było nikogo poza 15 członkami Rady Bezpieczeństwa. W ciągu kilku minut, prezydent rozpoczął ze­branie i powiedział: „My przyjęliśmy raport komisji” – ale nie wspomniał, czy komisja znalazła coś czy nie. Problem już nie istnieje. Ale teraz, co zrobić z archiwami komisji. To znaczy jak przechować na wieczną rzeczy pamiątkę treść i konkluzję tego raportu? Zachować w archiwach, żeby był do do­stęp do raportu? Toż to wielki skandal.

Słuchajcie uważnie, Panowie i Panie, Rada Bezpieczeństwa postanowiła cały dorobek wielo­letni komisji włożyć do archiwum – to jest do żelaznych pudeł, ognioodpornych z zakodowanymi zamkami, których kod zna tylko Sekretarz Generalny. To raz. A dwa, te żelazne klatki mogą być otworzone dopiero za 60 lat!

Jestem pewien, że nie słyszeliście tej historii. Nikt by wam tego nie powiedział. To jest to co się zdarzyło. To w taki sposób ubili dochodzenie o powodach inwazji na Irak. I teraz nikt z nas, na tej sali, nie jest w stanie czekać 60 lat, żeby ujawnić to wielkie kłamstwo. I za 60 lat będzie za późno, żeby ukarać winnych. Nie będzie już Georga Busha ani Tony Blaira .

Ale będą 3 miliony zamordowanych Irakijczyków, milion wdów irackich miliony osieroconych Irakijczyków, miliony uchodźców na świecie. I cały Irak został zniszczony. Plus, setki miliardów dola­rów, które stanowiły majątek Iraku za granicą – zniknęły. Wyparowały. Podobnie jak 800 milionów do­larów Libii. Nikt nie wie gdzie się podziały te pieniądze. 800 milionów dolarów w samej tylko Libii.

W rezultacie inwazji na Irak wymordowano miliony cywilów i zniszczono infrastrukturę państwa. I co gorsze przekształcono Irak w międzynarodowe centrum islamskiego terrory­zmu. Mówię o tym, bo wszyscy tak zwani przywódcy ISIL wyrośli w amerykańskim więzieniu w Ira­ku . Wszyscy. Zaopiekowali się nimi amerykańscy żołnierze w Iraku. A więc wiedzieli jak bardzo są niebezpieczni i nie potraktowali ich tak jak sobie na to zasłużyli. Dlaczego?

Bo Mr. Bremer uparł się, żeby podzielić Irak na religijnej, wyznaniowej zasadzie. Irakijczycy żyli obok siebie tysiące lat, dopóki Mr. Bremer nie nadszedł i nie odkrył, że już tak razem żyć nie po­winni. „My musimy podzielić ten kraj; przyznać część Sunnitom, część Szyitom, część Kurdom, inna część Asyryjczykom, itd. itp. Czy to oznacza, że Irakijczycy byli ogłupionymi durniami i że żyli w zgo­dzie razem koło siebie przez tysiące lat zanim przyszedł Bremer?

Dziś, po 6 latach mój kraj, Syria ciągle jest ofiarą najokrutniejszej wojny w czasach współcze­snych. Ta bezprecedensowa barbarzyńska wojna pokazuje, że terroryzm ma ciągle zapewnione bezpieczne schronienie, ma zapewnione finanse, a często i poparcie rządów różnych państw, i że nowe ideologie rosną jak grzyby po deszczu, wszędzie na świecie i też mają duże poparcie.

Czemu o tym mówię? Ponieważ bez poparcia rządów, żadnemu terroryście nie byłoby tak ła­two wylecieć samolotem z Sydney w Australii, zmienić samolot, wsiąść na inny samolot, dostać pięć wiz, tajlandzką wizę, indonezyjską, kmerską (kambodżańską) i znaleźć się na lotnisku w Turcji. A potem grupa ludzi wita takiego wędrownika radośnie na lotnisku i eskortuje go do turecko-syryj­skiej granicy. I tam ktoś daje mu pieniądze i broń i pomoże dostać się do Syrii. Przecież to nie jest turysta.To jest terrorysta, o którym wywiad australijski dobrze wiedział zanim wyjechał z Australii.

Na nieszczęście, zarówno ludzie na Zachodzie jak i rządy zakładają, że mają za dużo nie­przydatnych obywateli, których chcą się koniecznie pozbyć. I próbują się ich pozbyć, wysyłając do Syrii czy Iraku. .Tam będą mogli zabijać Syryjczyków. Ale też i sami mogą być zabici przez Syryjczy­ków. Ważne jest jednak, że w końcowym efekcie można się pozbyć wielu ludzi ze społecznego mar­ginesu, którzy są nieprzydatni w społeczeństwie i siedzą w państwowej kieszeni.

Na początku dobrze szło, ale niestety, problem się zaczął, gdy ci terroryści zgodnie z planem zabijali Syryjczyków i Irakijczyków, ale nagle niektórzy z nich zmienili zdanie i chcieli wrócić do Au­stralii, Belgii, Paryża, Londynu, Niemiec, USA, Kanady. Powstał duży problem, który zakłócił scena­riusz i niejako pokrzyżował plany. Zakładano przecież, że te wyrzutki społeczne nigdy nie powinny wrócić – a tu nagle chcą wracać. I zaczęli wracać.

A zachodnia demokracja nie byłaby w stanie zabronić im powrotu do kraju. No to jakie jest rozwiązanie? Znaleziono rozwiązanie: brytyjski premier, australijski premier, belgijski premier, fran­cuski prezydent postanowili odebrać tym terrorystom obywatelstwo, jeśli kiedykolwiek będą próbo­wali wrócić do kraju.

Co to oznacza? Te wyrzutki mają przecież mordować Syryjczyków, dopóki wszystkich nie wybi­ja. Do kraju nie mają po co wracać. I ten pomysł z odebraniem obywatelstwa bardzo dobrze się sprawdza. Bo te wyrzutki społeczne nie mogą wrócić do kraju, ponieważ utracili obywatelstwo i na­wet prawo do obywatelstwa.

Proszę zauważyć, że ci wszyscy premierzy, których wyliczyłem, nie powiedzieli, że jeżeli terro­ryści wrócą, to ich wezwą do sądu. Nie, tego nie powiedzieli, że ci ludzie będą pociągani do odpo­wiedzialności karnej. Nawet nie powiedzieli, że ci ludzie są terrorystami.

Wszystko co ci premierzy powiedzieli, to, że jeśli taki margines społeczny wróci, to się im odbierze obywatelstwo, co w prak­tyce oznacza: „odbieramy wam obywatelstwo ale jesteście dobrymi terrorystami” i jak długo będzie­cie zabijać Syryjczyków – jesteście dobrymi terrorystami. Ale jeśli wam se zechce wrócić do Paryża, Brukseli, Sydney- to wtedy będziecie złymi terrorystami.”

Wczoraj, jak czytałem wasze zaproszenie na to wielkie spotkanie, wiele szlachetnych pomy­słów przyszło mi do głowy, szczególnie te o lepszej przyszłości dla naszych państw, z dala od wojen i konfliktów, zwłaszcza wojen Fridricha Schillera, założyciela Instytutu Schillera, i pozwolę sobie go zacytować: „Urodzony do czegoś lepszego”.

Niestety, to, co się dzieje obecnie w moim kraju, Syrii, zaprzecza wszystkim zasadom człowieczeństwa: Naród syryjski bardzo ucierpiał i dalej cierpi z po­wodu terrorystycznego ataku na kraj. Ten terroryzm jest popierany przez reżimy takich znanych państw jak Katar, Turcja, Francja i rodzinę Wahhabitów z Arabii Saudyjskiej.

Nie trzeba chyba tutaj nikomu przypominać podstawowej roli, jaką odgrywa Arabia Saudyjska w popieraniu terrorystów, którzy popełnili straszne przestępstwo w11/9, o czym wspomniałem na początku. Należy pamiętać też o bardzo niebezpiecznej roli, jaką odegrali fanatyczni, archaiczni, reli­gijni przodkowie, którzy ciągle inspirują terrorystów do dżihadu i nienawiści do innych grup etnicz­nych i religijnych dominacji na całym świecie.

A to jeszcze inna historia; Przepraszam, ale ja lubię opowiadać:
Byłem ambasadorem mojego kraju w Indonezji, największym kraju muzułmańskim na świe­cie: 235 milionów muzułmanów w jednym państwie. Ale to państwo składa się z 17 tysięcy wysp, dlatego nazywamy go Archipelagiem Malajskim. To nie jest jedna wyspa; to jest archipelag, ogromna ilość wysp. Historia jest następująca i ja opowiedziałem ją senatorowi Blackowi w czasie jednego ze spo­tkań. Tak było naprawdę;

Po przyjeździe do Dżakarty, byłem zaskoczony, że w każdy piątek po modlitwach, tysiące mło­dych dziewcząt i młodych kobiet, zbiera się przed ambasadą saudyjską w Dżakarcie. Zapytałem ambasadora Saudyjskiej Arabii: „Panie ambasadorze, o co tutaj chodzi? W jakim celu ci ludzie tu przychodzą i zbierają się przed waszą ambasadą?” Odpowiedział: „Wie pan, panie ambasadorze, ci ludzie przyprawiają mnie o ból głowy w każdy piątek”.

Te wszystkie kobiety miały na rękach małe dzieci i skandowały jakieś slogany, domagały się praw w lokalnym języku; ja jeszcze wtedy ich nie rozumiałem. Otóż dowiedziałem się wtedy, że wszystkie te kobiety były ofiarami okrutnego przestępstwa.

Mianowicie, biznesmeni z Arabii Saudyjskiej lub saudyjscy, religijni klerycy, którzy przybywają do In­donezji dla biznesu, lub na krotki okres, spędzają tam 20, najwyżej 30 dni. Wiec, ponieważ są bar­dzo religijni, potrzebują mieć seks z kobietami w Indonezji. Jak to zrobić?

Wybierają się do małych miejscowości i osiedli na wyspach w Indonezji, odwiedzają biednych, bardzo biednych ludzi, ale uczciwych, religijnych ludzi, i biorą ślub z młodymi dziewczynkami 12, 13 lat, a ich wiano, opłata za ślub, wynosi zaledwie 100 dolarów. Więc dają ojcu 100 dolarów, a ojciec daje im córkę, myśląc, że oddaje córkę komuś, kto pochodzi z Ziemi Świętej Islamu i że jest to praw­dziwym skarbem i wyróżnieniem dla rodziny.

Facet bierze dziewczynkę na 20 dni, dwa tygodnie, trzy tygodnie i potem się z nią rozwodzi za­nim wyjedzie, ponieważ już jej więcej nie potrzebuje. Dziewczynka jest w ciąży. Po 9-ciu miesiącach ma małe dziecko, ale ponieważ dziecko nie ma ojca, nie może mieć aktu urodzenia, nie ma żadnych dokumentów identyfikacyjnych i nie można dziecka zarejestrować w biurze ewidencji ludności!. Ty­siące młodych indonezyjskich kobiet znajduje się w takiej sytuacji każdego roku, każdego miesiąca!

Kiedy zapytałem ambasadora, czy nic się nie da zrobić, i że właściwie coś należałoby zrobić, przecież to rzuca paskudne światło na całą ambasadę, bo przecież tego robić nie wolno. Odpowie­dział mi: „Wiesz Bashar, ja mam w ambasadzie pracownika ambasady, który jest religijnym attache; jest to człowiek, który zajmuje się sprawami religii, podobnie jak attache do spraw ekonomii, kultury, wojskowości itp. My mamy takie stanowisko, jak attache d/s religii. I ten religijny attache ma dużo większą władzę niż ja. I to co mi powiedział ten saudyjski ambasador: „Ja nic nie mogę zrobić. Ja jestem ambasadorem, ale nic nie mogę zrobić, żeby powstrzymać tę rzecz”.

To było w 1999 roku. I w tym samym czasie reżym w Arabii Saudyjskiej wydawał 3 miliardy dolarów rocznie na kreowanie Indonezyjskich imamów wahhabickich w małych miejscowościach. Dlatego, na nieszczęście dziś w Azji Południowo-wschodniej mamy ten sam ISIL, jaki jest na Bliskim Wschodzie; ten sam jest w Indonezji. To oni przygotowali eksplozję w Bali, jak pamiętacie, i serię wybuchów w 5 gwiazdkowych hotelach w Dżakarcie. Oto kim są Saudowie. Ja jestem muzułmani­nem. I jestem dumny, że jestem muzułmaninem, ale nie mam absolutnie nic wspólnego z tym bru­dem. Absolutnie nic wspólnego.

Mamy nadzieję, że ustawa, która przeszła wczoraj przez Izbę Reprezentantów i przeszła już przez Senat już wcześniej, pozwoli rodzinom ofiar 11/9 pozwać do sądu Rodzinę Królewską Arabii Saudyjskiej w amerykańskich sądach. Znacie tę rodzinę królewską, co oni wyprawiają w hotelach Kalifornii i Nowego Jorku. Mamy nadzieję, że rozpoczynamy nowy rozdział w polityce zagranicznej USA odnośnie walki z międzynarodowym terroryzmem i pociąganiem winnych do odpowiedzialności.

Co więcej, ta wojna terrorystyczna przeciwko Syrii jest zgodna z polityką państw zachodnich, a prowadzona przez amerykańską administrację i administrację Wielkiej Brytanii; i oparta na pogwał­caniu międzynarodowych praw i Karty ONZ i pogwałceniu suwerenności państwa syryjskiego, wbrew woli obywateli Syrii i syryjskiego narodu. Ta wojna jest przeciwna interesom Syrii.

Senator Black wyczerpał temat, ale ja chciałbym tylko dodać co następuje: Ze od początku kryzysu w Syrii w 2011 roku Rada Bezpieczeństwa zgłosiła i przyjęła 16 Rezolucji w sprawie Syrii. I mamy teraz 16 Rezolucji w sprawie Syrii. Wszystkie te Rezolucje zaczynają się w Preambule nastę­pująco: „Rada Bezpieczeństwa potwierdza suwerenność państwa syryjskiego, integralność teryto­rium, niezależność polityczną Syrii, zasadę nie wtrącania się do wewnętrznych spraw w Syrii”.

I wszystkie te piękne, puste słowa są w pierwszym paragrafie każdej Rezolucji. I kto gwałci te zasady i uświęcone pryncypia? Ci sami panowie, którzy wnieśli te rezolucje! Ci sami wpływowi lu­dzie, w Radzie Bezpieczeństwa, którzy czytają te prawa – to są ci sami ludzie, którzy je gwałcą.

Jest jeszcze jedna historia. Ja lubię opowiadać historie. Ja zawsze opowiadam te prawdziwe historie w czasie oficjalnych spotkań. I pewnego dnia w Genewie, kiedy wybierałem się z delegacją Syrii na rozmowy z De Misturą (Sekretarz Generalny ONZ i specjalny delegat) – to on mnie nazwał ‚opowiadaczem
.
No więc to, co chcę wam opowiedzieć: Ta historia jest też prawdziwa i bardzo ważna. Opo­wiem wam co się stało chronologicznie, żeby łatwiej zrozumieć to, co chcę przekazać:

W październiku 2012, to znaczy na 5 miesięcy przed tym zanim ktokolwiek użył gazów trują­cych w Syrii – aktywiści nazywani syryjską opozycją utworzyli w Turcji biuro , które nazwali „Urząd d/s dokumentacji i udokumentowania użycia broni chemicznej w Syrii”. W 5 miesięcy później, w mar­cu 2013 r. ta uzbrojona ”syryjska opozycja” użyła broni chemicznej w ataku na Khan al-Assal – pod­miejską dzielnicę Aleppo. Biuro zaś do spraw udokumentowania użycia broni chemicznej w Syrii zo­stało utworzone w Turcji na 5 miesięcy przed atakiem na Khan al-Assal.

I oto nagle, OPCW (organizacja zabraniająca użycia broni chemicznej Organisation of the pro­hibition of Chemical Weapons), z siedzibą w Hadze – Holandia, uznała to „Biuro” jako oficjalną orga­nizację i nadała tej poza-rządowej organizacji oficjalny status doradczy dla OPCW; to znaczy nadali rangę firmy konsultingowej w sprawach broni chemicznej – niezawodowej organizacji.

Myśmy wtedy zupełnie nie rozumieli dlaczego to zrobili, ponieważ nie przewidywaliśmy, że za 5 miesięcy stanie się coś, o czym nikt nawet nie pomyślał w październiku 2012 r. 5 miesięcy póź­niej, bojówkarze z „opozycji” zaatakowali Khan al-Assal w Aleppo , używając broni chemicznej i za­bili 18 oficerów syryjskich. Oczywiście CNN nigdy by o tym nie wspomniał. A tymczasem, podczas tego ataku 18 syryjskich żołnierzy i oficerów zostało uduszonych tym gazem. I natychmiast Al Jaze­era,- kanał telewizji w Katarze, zaczęła rozpuszczać wiadomość, że armia syryjska użyła broni che­micznej: więc z tego wynika, że armia syryjska użyła broni chemicznej przeciwko sobie. I armia sy­ryjska zabiła 18 oficerów i żołnierzy własnego personelu wojskowego. Równocześnie seria podobnych ataków miała miejsce w Syrii. Mam wszystkie nazwiska, ale ponieważ wam te nazwiska nic nie mówią, więc nie będę zabierał czasu szczegółami.

Carla de Ponte, Włoszka, która była członkiem niezależnej komisji śledczej przy ONZ, publicz­nie przedstawiła wnioski komisji, że to uzbrojone grupy tzw. opozycji użyły broni chemicznej w ata­ku na Khan al-Assal. Ta wspaniała Włoszka powiedziała, że ją po tym oświadczeniu natychmiast zwolnili z pracy w Komisji. No i przechodzimy do historii o Czerwonej Linii, czerwonej linii prezydenta Obamy.

Bo, znowu po tym ataku w Khan al- Assal w Aleppo, otrzymałem instrukcję od swojego rządu tego samego dnia, w którym nastąpił ten atak. W 8 godzin później, osobiście udałem się do biura Sekretarza General­nego ONZ Bank Ki-Moona. Poprosiłem go, żeby pomógł rządowi syryjskiemu:
a. zweryfikować, czy chemiczna broń była użyta w Khan al-Assal,
b. zidentyfikować winnych.

To, o te dwie rzeczy ja osobiście poprosiłem Banki Moona 21 sierpnia 2013 roku. Facet był bardzo miły, jak zresztą sami wiecie. Poprosił mnie, żeby mu dać trochę czasu, żeby mógł się skon­sultować z dobrymi ludzmi z Rady Bezpieczeństwa. No więc skontatował się z tymi ludzmi dobrej woli w Radzie Bezpieczeństwa i po 3-ch, 4-ch godzinach wrócił do mnie, żeby powiedzieć:
„Panie ambasadorze, proszę powiedzieć waszemu rządowi, że ja pomogę waszemu krajowi w weryfikacji, czy chemiczna broń była użyta czy nie w Aleppo. Ale przykro mi, że nie mogę pomóc w zidentyfikowaniu winnych.

Od pierwszego dnia, oni doskonale wiedzieli, kto to zrobił! Oni naprawdę wiedzieli, kto to zrobił. Ale nie chcieli ujawnić winnych. No to, powiedzieliśmy: „Tak, Panie Sekretarzu Generalny, proszę nam chociaż pomóc w zweryfikowaniu czy broń chemiczna była użyta czy nie.

Zabrało mu 4 miesiące i 11 dni, żeby wysłać ekipę śledczą do Syrii, prowadzoną przez szwedzkiego naukowca, dra. Sellstroma. To zajęło jemu i Radzie Bezpieczeństwa 4 miesiące i 11 dni, żeby taką komisję powołać i wysłać do Syrii, żeby zbadała czy broń chemiczna była użyta w Sy­rii czy nie. Przecież wiadomo, że ten rodzaj broni wyparowuje.

Nie można znaleźć śladu po niej już po paru dniach. Ale ważniejsze, że po 4ch miesiącach i 11 dniach dr. Sellstrom był w Damaszku kie­dy to prezydent Obama wygłosił swoją słynną mowę 20-go sierpnia i wyznaczył „czerwoną linię”. Dr. Sellstrom w tym czasie był w Damaszku i właśnie był w drodze do Aleppo i Khan al-Assal. Ciągle jeszcze był w hotelu w Damaszku, i właśnie wyszedł, żeby dojść do auta. I nagle usłyszeliśmy, że następny atak przy użyciu broni chemicznej miał miejsce w dzielnicach Da­maszku.

Nagle. Nie wiadomo skąd. Zupełnie przypadkowo, kolejny atak miał miejsce, ale teraz w dziel­nicach Damaszku. To zrobiono po to, żeby skierować uwagę z Khan al- Assal w inne miejsce, ponie­waż od samego początku nie chcieli za żadną cenę dochodzenia co naprawdę się stało w Khan al-Assal. I żeby zapobiec wszelkim dochodzeniom, sprowokowali atak w innym miejscu, żeby sobie wszyscy zapomnieli o Khan al -Assal. I kto to zrobił? Zdaniem bardzo ważnych francuskich obser­watorów Georges Malbrunot i Chrystian Chesnot, ktorzy napisali poważną książkę na ten temat,pt. „Na Drogach do Damaszku”: (jak niegdyś św. Paweł pisał). W tej książce napisali, że francuski mi­nister d/s zagranicznych Laurent Fabius stał za tym atakiem. To jest francuska książka.

Ale CNN nigdy o tym nie wspomni, i nigdy nie opowie tej historii; nigdy nie usłyszycie o tych zdarzeniach w mediach, ponieważ to by potwierdziło dokładność naszej informacji i naszego oświadczenia. I paradoksalnie, Obama ostrzega i nakreśla czerwoną linię 20 sierpnia. Zaś całkiem przypadkowo, broń che­miczna została użyta w ataku na Damaszek akurat dzień później, 21 sierpnia?

Tak jakby ktoś chciał powiedzieć: „No wiadomo panie prezydencie, oni przekroczyli czerwoną linię. Musimy iść ich ukarać. Chodźmy zamordować prezydenta Assada!”. W taki sam sposób jak poprzedni prezydenci zamordowali Sadama Husejna, Kaddafiego i innych. Czy to nie śmieszne? Czy rząd syryjski użyłby broni chemicznej akurat w czasie wizyty Sellstroma w Damaszku????

Pewnie mówię za długo, dobrze więc, spróbuję zakończyć. Powiedziałem już że mogę opowia­dać godzinami. Ja naprawdę jestem bardzo wdzięczny wam wszystkim, że daliście mi szansę opo­wiedzieć, co się dzieje za kulisami i o tym, o czym mogliście nigdy nie słyszeć.

Ja próbuję zrobić co mogę dla swojego kraju i informować media akredytowane przy ONZ. Ale wiecie, co? Za każdym ra­zem jak zaczynam mówić w obecności zazwyczaj 50 do 100 reporterów, dziennikarzy ONZ z całego świata, kiedy tylko zaczynam mówić, 50 z nich nagle opuszcza salę i znika natychmiast za drzwiami. Ponieważ nie to,że nie chcą mnie usłyszeć, bo wiedzą co ja mam zamiar powiedzieć: oni nie chcą pisać o tym, co usłyszeli i nie chcą podawać do publicznej wiadomości. Ponieważ wiedzą bardzo do­brze, że będą musieli napisać o tym co usłyszeli – żeby uniknąć sprawozdania, bojkotują przemówie­nie i mają święty spokój.

Mówię o tym, ponieważ zbyt dużo ludzi, zbyt wielu ambasadorów ONZ przychodzi do mnie i mówi: „Wiesz Bashar, masz rację. Twój rząd ma rację. My znamy prawdę, ale nie wolno nam o tym mówić. Ty możesz, niech ci Bóg błogosławi, ale nam nie wolno mówić”. Więc maska opadła. Prawda istnieje.

Jeśli troszeczkę poskrobać fasadę ONZ można się natknąć na wiele skandali w ONZ.To nie jest miejsce, które zapewnia pokój i bezpieczeństwo; to jest miejsce gdzie burzy się pokój i niszczy bezpieczeństwo, gdzie się destabilizuje społeczeństwa i burzy harmonię społeczną. To bardzo pro­ste. Bardzo łatwo w ONZ zniszczyć kraj.

Bardzo dziękuję za uwagę. Mam jeszcze dużo rzeczy do powiedzenia, ale szanuję wasz czas i jeszcze raz dziękuję.

Źródło:
Chilling Speech by Syrian Ambassador to UN | Veterans News Now

Źródło: http://www.veteransnewsnow.com/2016/12/21/chilling-speech-by-syrian-ambassador-to-un/

Opublikowano za: http://www.binek.pl/index_2.htm

Comments

  1. nanna says:

    Obejrzałam sobie ponownie program pt. „Die gefaehrlichsten Schulwege der Welt”. (Phoenix, 10.30-11.15h, 20.01.19)
    Dziś było już wcześniej o innych, bohaterskich dzieciach w innych krajach, pokonujących drogę do szkoły z narażeniem życia i z wielkim samozaparciem, ale to ostatnie, co obejrzałam było o Meksyku.

    I o tym napiszę.
    To niezwykle przejmujące doznanie, zobaczyć jak naprawdę wygląda życie.

    W porównaniu z tym, życie dziecka europejskiego to zwykła, fermowa hodowla jakiejś larwy, nie przystosowanej do niczego, ale za to wypełnionej żądaniami i roszczeniami, jakby sam fakt narodzenia się na Matce Ziemi dawał przywileje z racji miejsca urodzenia, czyli w europie.

    Dlatego tak zwana „biała rasa” jest skończona. Potrafi ona tylko się kłócić, degenerować, albo napadać inne kraje, by je rabować i zniewalać.
    I dobrze tak! – tej rasie, „białej”, czyli różowej niczym prosiaki. Może dlatego ta „biała rasa” za wszelką cenę chce się opalić na brąz, by nie wywoływać asocjacji z nierogacizną?
    Kto to wie?
    Ale wracając do tematu:
    mowa była o dolinie Barranca del Cobre, w której mieszka pierwotne plemię, jedno z ostatnich plemion Indiańskich w Meksyku. Naród ten nazywa się Tarahumara.

    Dzieci wyruszają do szkoły z rana, pokonują często różnicę wysokości niemal 2 tys. metrów (1950m), jako że szkoła jest na wyżynie, w jednej z większych, tamtejszych wsi.
    Pokazane dziewczynki, trzy, były ubrane w piękne, długie i szerokie spódnice, bardzo barwne i z aplikacjami trójkątów na dole oraz w marszczone bluzki, równie kolorowe.

    Szły one boso. Po niemal pionowych skałach, tyle co dało się je podejść idąc nieco bokiem albo szczeliną wzwyż. Mówiono, że gdy jest ładna pogoda, to nie żaden problem iść do góry, ale gdy pada deszcz to już trudniej, bo ślisko. Ale one idą także w deszcz.
    Pokazano też chłopca, który chodził do szkoły sam, w pojedynkę, bo z jego regionu nikt inny nie chodził do tej szkoły.

    Szedł on inną drogą niż te trzy dziewczynki, ale też zajmowało mu to kilka godzin. On miał na nogach takie buty zapinane na rzepy, właściwie półbuty, ale solidne. Mimo to robił przerwy, bo go bolały nogi. Mówił on, że cieszy się, że się spotka z kolegami i że będzie mógł się uczyć w szkole.

    Lorenco miał on na imię. Był tak w wieku ok. 10-12 lat. Do szkoły przyszedł dopiero na godzinę dziesiątą, gdy lekcje już trwały. Nauczycielka prowadziła lekcję nie robiąc żadnych przerw z powodu dojścia nowych dzieci, ponieważ każdy przychodził na którą zdążył przyjść. Było to normalne i nikt się tym nie zajmował.

    Tym niemniej dzieci się znały i pilnowały wzajemnie, czy są wszyscy. One o sobie nawzajem wiedziały dużo, kto, skąd, kiedy i ile czasu idzie. Było to ważne, ponieważ w ten sposób można było przyjść dziecku z pomocą, gdy do szkoły ono nie doszło z powodu jakiegoś zdarzenia na drodze.

    W szkole dzieci dostawały trzy posiłki, o 12h była przerwa do 14h, w czasie której dzieci mogły zjeść obiad, składający się z tego, co było akurat dostępne, czyli jakiś placek (kukurydziany?) i do tego jakieś warzywa gotowane z jakimś dodatkiem, może mięsem.
    Wszyscy jedli z apetytem, nikt nie wybrzydzał, nikt nie narzekał! Wszyscy jedli to samo.

    O 16h był koniec lekcji.

    Pokazano te trzy dziewczynki, że one poszły do wsi, bo tam akurat było jakieś lokalne święto i one chciały w nim uczestniczyć.
    Zabito kozy i przyrządzono z nich potrawy. Każdy z obecnych mógł dostać porcję do jedzenia, każdy bez wyjątku. Tam w dalszym ciągu jest zwyczaj, że dzieli się posiłek między wszystkich obecnych.
    Więc dziewczynki, choć niby z obcej wsi, też mogły się najeść, a wieczorem podano gorącą zupę, by ludzie mogli się rozgrzać. Tam temperatura w nocy spada do zera, czyli jest zimno.

    Dziewczynki nocowały w internacie, który był blaszanym barakiem wyposażonym w łóżka. Dzieci spały po troje, czyli tyle, ile się ich do łóżka zmieściło. Nikt nie grymasił, nikt nie zawracał głowy nikomu. Dzieci grzecznie się ułożyły każde jak mogło i spały do rana. Nauczycielka zamknęła wieczorem ten barak z zewnątrz, dla bezpieczeństwa, pytając uprzednio, czy są wszystkie dzieci. One wiedzą, kto z kim się koleguje, więc sprawdzenie czy są wszyscy odbyło się bardzo szybko, bo każdy widział, czy jest jego kolega w internacie czy go nie ma.

    To poczucie wspólnoty wśród tych ludzi, wśród tych dzieci jest bardzo, bardzo piękne. One nie mają w sobie agresji, nie mają w sobie poczucia wyższości nad kolegą/koleżanką, nie konkurują ze sobą w taki CHORY sposób jak robią to te dziecięce larwy rasy białej.

    Takie będą Rzeczpospolite – taka będzie europa! – jakie młodzieży chowanie.

    Tamci, w Meksyku, są może biedni materialnie, ale jakże bogaci wspólnotą!
    Jakże piękni i pracowici!
    Ile w nich woli życia i przetrwania!
    Ile w nich marzeń i siły, by osiągnąć cel!

    PS
    Lorenco powiedział, że albo będzie w dorosłym życiu nauczycielem, albo będzie chciał mieć zwierzęta hodowlane (kury, kozy) i tym będzie się zajmował przez swoje dalsze życie.
    Dusza tego chłopca jest czysta jak górski kryształ.
    Być może jego życie nie będzie takie wygodniackie jak europejskich larw ludzkich, ale za to jakże bogate w przeżycia i pożyteczną pracę. Pracę dla siebie ale i także dla innych.

    Ludzkości nie zbawi na pewno „biała rasa”.
    Ludzkość może zbawić człowiek, ale czy można takiego w tej larwowatej europie gdzieś jeszcze znaleźć? Czy to w ogóle możliwe?

    Tam, w Barranca del Cobre są Ludzie i oni przetrwają. Taką mają wolę i na to pracują.

  2. nanna says:

    zobaczcie, ludzie, z czego zrezygnowaliśmy przyjmując pokraczne zwyczaje z zachodu!
    Nasze dzisiejsze kuchnie to rzędy szafek niczym w laboratoriach. Nie ma w nich życia, nie robi się w nich już jedzenia, jakie jadali nasi Dziadowie.
    Laboratoryjne żarło i człowiek jako dodatek do własnego domu, z którego uciekło wszelkie życie a tym samym i radość.

    https://www.youtube.com/watch?v=L-8zrKjkgv0

Wypowiedz się