Walka Lai Ping Lee z bankami … i pustymi pieniędzmi…

Lai Ping Lee, kanadyjka, zaskarżyła w sądzie bank, który próbuje zająć jej nieruchomość za niespłacany kredyt argumentując, że bank „pożyczając” jej pieniądze jako kredyt hipoteczny w istocie nie pożyczył jej żadnych pieniędzy, bo przecież wykreował je „z powietrza” i one nigdy nie istniały poza światem wirtualnym. 
Dzielna kobieta zaproponowała bankowi, że zrobi to samo i tak wykreowanymi pieniędzmi spłaci bankowi kredyt… Naprawdę serce rośnie…

To jest anglojęzyczny materiał, rozmowa z Lai Ping Lee w ThatChannel.com. Pani się trudno słucha, bo mówi łamanym angielskim z mocno azjatycką ekspresją, ale mimo wszystko słucha się tego z zainteresowaniem.

To bardzo ładny wykład prostego myślenia o tym, jak to jest z tym kredytem… tak po prostu.  Przypominają się dwa znane cytaty do tego tematu::

„Proces kreacji przez banki pieniądza jest tak prosty, że umysł ludzki go odrzuca” 
– John Kenneth Galbraith, ekonomista
„Nowoczesny system bankowy produkuje pieniądze z niczego. To najbardziej zdumiewająca sztuczka, jaka kiedykolwiek została wynaleziona”
Sir Josiah Stamp, szef Banku Anglii w latach 1928-1941

Pani opowiada o swoich perypetiach w których sądy nie chcą przyjąć jej pozwu nie odnosząc się do tego merytorycznie. Pani Lai Ping Lee jest w trakcie swojej walki. Stoi przed rozprawą przed sądem najwyższym Kanady. Odwołuje się do stosowanego w Kanadzie common law (pewnie słyszałeś o ruchu Freeman On The Land?)
Ja ją wspieram myślą swoją…

wtorek, 22 lipca 2014 00:53

Lai Ping Lee takes the banks to court because the money they „lent” her was imaginary

Opublikowano za: http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=RZSz36RnC_0

Od Redakcji KIP:

Anegdota: Wiek temu, pewna szwajcarska dama w mocno zaawansowanym wieku, poszła do szwajcarskiego banku i pobrała znacznie większą sumę pieniędzy, niż posiadała na koncie.

Wtedy nie było komputerów, a kasjer nie sprawdził ile ma na koncie i wypłacił jej żądaną sumę.

Jak się bank zorientował to wysłał jej żądanie zwrotu pieniędzy wypłaconych ponad to co miała na koncie.

Więc kobieta wypełniła czek z żądaną suma i wysłała go do banku.

Ale to było ciężkie przestępstwo, gdy zwykły człowiek wypełnia czek bez pokrycia i wysyła bankowi. Ale gdy to samo robią banki, to jeszcze nazywa się je „INSTYTUCJAMI ZAUFANIA PUBLICZNEGO”.

CZY MOŻE BYĆ WIĘKSZY SZCZYT BEZCZELNOŚCI ? Chyba NIE !!!

Comments

  1. nanna says:

    Na szczęście jako prosta, wiejska kobieta mam prawo widzieć sprawę własnym oczami, po swojemu.
    Co robią banki, to jedno, a co robią ludzie, to drugie. Bez pierwszego nie byłoby drugiego i na odwrót. Ja widzę w tym wzajemną zależność. Fakt, że banki wykorzystują jakąś swoją przewagę nie zmienia faktu, iż banki bez petentów byłyby nic nie warte, by ich nie było.

    Ja widzę pieniądz jako zamiennik dobra materialnego, żeby ludzie nie musieli nosić worków ze zbożem na plecach płacąc nim za kanapy z fabryki mebli. Albo jakoś tak.
    Według mnie pieniądz sam w sobie to niezły wynalazek i dopiero jego niewłaściwe użytkowanie powoduje peregrynacje rynkowe i międzyludzkie.
    Ale rynek to przecież też ludzie, więc jest to jedno i to samo, chodzi tylko o człowieka.

    Pani Lai Ping Lee może i zagrała dowcipnie twierdząc, że dostała pusty pieniądz, ale w takim razie jakim cudem z niczego ona sobie zrobiła dom?
    Tego domu owa pani nie budowała własnonożnie z gliny i sieczki, mieszając wszystko w dole z wodą i nakładając to potem własnoręcznie warstwa na warstwę, aż powstała ściana jedna po drugiej.
    Nie, według tego, co można wyczytać między wierszami, pani Lee wynajęła firmę. I ta firma zbudowała jej dom. Płacąc pracownikom za realną pracę być może nieistniejącymi pieniędzmi, ale za te nieistniejące pieniądze ludzie mogli zrobić zakupy żywności czy zapłacić czynsze.
    Więc to nie jest tak, jak by pani Lee chciała nam tu przedstawić.

    Pieniądz z banku, ten z powietrza, był pusty do momentu, gdy pani Lee miała za niego zbudowany dom. Potem ten pieniądz nabrał realnej wartości równej wartości tego domu, własności pani Lee.
    Czy może dom pani Lee też nie był materialny i w praktyce nie istniał? – przecież istniał! A więc puste przedtem pieniądze zyskały pokrycie w domu, będącym własnością pani Lee.

    Istnienie pieniądza to ważny czynnik, regulujący relacje międzyludzkie i byłoby błędem winić pieniądz za to, co robią z nim ludzie.
    Wszak można nożem ukroić chleb ale można i zabić nim człowieka.
    Jeżeli banki przejęły kontrolę nad podażą pieniądza i wykorzystują swoją pozycję w sposób niewłaściwy, to za co winić tu pieniądze?
    Wystarczyło by przywrócić pieniądzom właściwą dla nich rolę – wymiennika towaru – i wszystko byłoby jak być powinno.

    Jeżeli ludzie chętnie szpanują byle czym, chętnie pożądają rzeczy im zupełnie zbędnych i gotowi są za to oddać się w jasyr bankom, to w jaki sposób można by zmienić cokolwiek nie zmieniając podejścia ludzi do pieniędzy?
    Przecież to brak zrozumienia, czym jest pieniądz spowodowało to całe zamieszanie.

    U nas rośnie jabłonka. Średnica jej korony to chyba z osiem metrów. Przycinamy to, co konieczne i zostawiamy całą resztę. W tym roku jabłoń ta miała dużo owoców, tak że musieliśmy strząsać je częściowo, żeby nie łamały się gałęzie. Zerwaliśmy tyle, ile dla nas jest w sam raz, a reszta spadła i leży do dziś pod drzewem żywiąc a to sarenki, a to niedobitki dzików, których nie dosięgły strzały obłąkanych „myśliwych”.
    Na moje oko jabłek na jabłoń miała tak z 400kg, a może i więcej.

    Powierzchnię, jaką ona zajmuje to jest 8×8=64m2. Gdyby to był nowoczesny sad, to byłyby to trzy, może cztery rzędy jabłonek kalekich, koślawych, po 8 drzewek w rzędzie, co stanowiło by 4×8=32 drzewka. Z każdego takiego kikutka byłoby może 5, a może 10kg jabłek. Czyli mniej niż z naszej, jednej, jedynej jabłoni. Pięknej, rozłożystej, w której mają gniazda ptaki, są owady i niezliczona ilość pająków.

    Lat temu tak ze dwadzieścia, na pniu usiadł motyl, czy może była to ćma? W kolorze jak kora, że ledwo zauważyliśmy. Rozpiętość skrzydeł miało to stworzenie tak ze 20cm, było ogromne! Przecudne! Patrzyliśmy na to i patrzyliśmy nie dowierzając własnym oczom, bo coś takiego widzieliśmy pierwszy raz w życiu. I jedyny, bo potem już na to nie trafiliśmy. Ale widać było mu na tej jabłonce dobrze, skoro tam żyło. A może przyleciało skądś indziej? Nie wiadomo, ale było.

    W nowoczesnych sadach kikutowych takie zjawiska są wykluczone, ponieważ wszystko tam ma służyć mamonie. Katowane jest truciznami, przycinane bez względu na wszystko, byle tylko było z tym jak najmniej roboty i żeby dawało maksymalne zyski.
    Matka Natura wprzęgnięta brutalnie w mamonią maszynerię umiera, choć tego tak od razu nie widać. Te kikutne drzewka są przeznaczone na maksymalny rabunek owoców i dla niczego innego one nie zostały posadzone. Tak być nie powinno. To się na człowieku zemści prędzej czy później, bo z kikuciego drzewka nie może być zdrowego i naturalnego owocu. Nie mówiąc już o tym, że w takim kalekim sadzie nie ma ani ptaków, ani owadów, ani w ogóle nic żywego, bo i te drzewka tylko ledwo zipią i po kilku latach będą wycięte i wyrzucone.

    A nasza jabłoń? Jest wielka, jest piękna, ma już swoje lata i oby chciała rosnąć jak najdłużej. Ale gdy jej czas się skończy, odejdzie ona w sposób naturalny, godnie, ze starości.
    Wolę przerobić kilka razy sweter i zaoszczędzić w ten sposób pieniądze, a nie założyć sad by rabować Matkę Naturę i mieć kasę na nową wełnę. Ja nie muszę nikomu nic udowadniać, nie muszę mieć pieniędzy tu, gdzie nie są one absolutnie konieczne. I staram się, by tych konieczności było jak najmniej.

    Zrozumiałe jest więc, że dla mnie pieniądze nie są żadnym wrogiem. Bo i jak?
    Wiadomo, że na świecie jest nadmierna „konsumpcja” i niemal każde państwo obiecuje swoim obywatelom dodatkowe jej zwiększenie.
    A po co?
    Jeżeli ceną za uratowanie naszej jabłoni byłoby, żebym zmuszona była zbierać pokrzywy, międlić je i z tego robić odzienie, to ja to zrobię.
    Ale gdyby to było jedyne dostępne drewno mogące mnie uratować przed zamarznięciem w zimie, to ja zetnę kilka gałęzi na ile będzie to konieczne.
    Należy ustalić hierarchię ważności i postępować według niej.

    To, że banki wpędzają ludzi w obłęd konsumpcjonizmu to jedno.
    A to, że ludzie chętnie dają się wpędzać w taki konsumpcjonizm, to drugie.

    Wystarczy samo ograniczyć własne potrzeby i tym samym zmniejszyć zależność od pieniędzy oferowanych przez banki, obojętnie, czy są to puste czy jakieś inne pieniądze.
    Banki mogą oferować „niewłaściwe” pieniądze, ale ludzie mogą je również niewłaściwie wykorzystywać.

    Z jakiegoś powodu ludzie nie chcą zrozumieć, że wchodząc w jakieś zależności będą zmuszeni akceptować warunki podyktowane im przez bank albo kogoś, od kogo się uzależniają.
    Jeśli chcemy od sąsiada jakiejś przysługi, no to przecież tym samym zgadzamy się na warunki postawione nam w zamian przez tego sąsiada. To akurat wydaje nam się zrozumiałe. Dlaczego ludzie nie rozumieją, że podobnie jest w sytuacji z bankiem?

    Bank od nas nic nie chce (przynajmniej teoretycznie). To my chcemy czegoś od banku i dlatego bank może nam stawiać warunki.
    Jest niepoważne krytykowanie za to banku, dlatego że bank złupi nas za taką finansową przysługę.
    Cały kapitalizm oparty jest na lichwie.

    Prywatne sady drzew kikutowych to współpraca z bankami, a więc z lichwą. Wszak najpierw było branie kredytów, by taki sad powstał, czyli kredyty na maszyny, sadzonki i „ochronę drzewek” czy to jako fizyczny płot odgradzający od dzikiej i nie tylko zwierzyny, czy chemię mordującą wszystko co żywe wokół. No i potem maksymalne rabowanie kalekich jabłonek, by był możliwie największy zysk, najpierw na spłatę kredytów a potem na „godne życie” którego „godności” żadnych granic nie ma. Więc wyduszanie maksymalnych zysków z sadu i pretensje do rządu, że ceny owoców zbyt niskie.

    To samo odnośnie „wołowiny” i hodowli byków, to samo odnoście krów i cen mleka, to samo w stosunku do zbóż, ziemniaków czy ogórków.
    Każdy „producent” chce maksymalnych zysków, no bo jeśli już mamy kapitalizm to on chce być bogaty. Należy mu się rzekomo.

    Skąd nabywcy mieli by mieć pieniądze na kupowanie towarów? A no, musieli by zarabiać odpowiednio dużo, żeby było ich stać. Tym sposobem wymuszane jest na ludziach podporządkowanie się mamonie, każdy ciągnie do siebie ile może i każdemu jest z tym źle.
    Ale tylko o bankach mowa, że one wykorzystują sytuację.
    Czyżby?
    Czyżby tylko one?
    Ludzie zapomnieli co to jest współpraca, co to jest wyświadczanie sobie wzajemnie różnych nieodpłatnych przysług czy grzeczności, a potem płacz, że nas zdominowała mamona, że za wszystko trzeba płacić i na wszystko potrzebne są pieniądze.

    Pani Lee zawarła dobrowolnie umowę z bankiem. Wiedziała ona od początku, na co się zgadza i to podpisała. To, że potem jej się odmieniło nie zmienia faktu, iż jest oszustką.
    Nie musiała budować domu biorąc kredyt na hipotekę. Nikt nie musi budować domu na hipotekę. Natomiast chcąc posiadać dom nie mając pieniędzy ludzie godzą się na warunki stawiane przez banki.
    Mam znajomych, którzy mają dom z kredytem frankowym i mimo lat spłacania w dalszym ciągu mają duży dług. Ale przez te lata mieszkają w „swoim” domu, mają nowoczesne wyposażenie, nowe meble, nowy sprzęt elektroniczny, czyli ich standard życia jest wysoki mimo spłacanego kredytu.
    Ja nie mam kredytu we frankach, mieszkam w starym domu, meble mam po Matce, sprzęt jak najtańszy, żeby się nie zapożyczać.

    Czy naprawdę mam współczuć moim znajomym, że są w biedzie? Oni mogli mieszkać u teściów, na dwóch pokojach ze wspólną kuchnią, ale nie chcieli.
    Teściowie chcieli im pomagać przy dzieciach, ale moi znajomi pracują ponoć „od świtu do nocy” żeby opłacić niańkę i kredyt, bo chcieli „żyć po swojemu”.

    Za wszystko trzeba zapłacić cenę i jest dziwne, że ludzie płacić nie chcą ale chcą mieć jak najwięcej. Skąd miało by się im to brać? Kto miałby im to dawać i dlaczego?
    Jak miało by być możliwe, żeby wszyscy dostawali duże podwyżki pensji, ale żeby ceny towarów nie wzrastały?
    Żaden ekonomista takich cudów nie dokona, bo tu trzeba raczej magika większego formatu.
    A że na magików wielki nieurodzaj, no to harcują banki.

    Według mnie optymalne byłoby, gdyby ludzie przenosili się z miast na wieś. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby rząd przeprowadził parcelację gruntów państwowych tak, żeby tworzyć osady wiejskie z kredytami gwarantowanymi przez państwo. Wówczas wielu ludzi mogło by choć częściowo stać się niezależnymi, przywrócić można by bioróżnorodność, może posadzili by piękne, wielkie jabłonie, w których mieszkały by ptaki?
    Może mieli by dzikie łączki dla motyli?
    Może zajęli by się życiem a nie pogonią za mamoną, która i tak nigdy, nikomu nie była, nie jest i nie będzie w stanie zaspokoić chciwości.

  2. marcin says:

    Lai Ping Lee to z pewnością inteligentna kobieta (była?). Materiał jest z 2014 roku, linki z opisu wideo już nie działają a sam rebe Gugle w sprawie raportowania działalności pani Lee, zwłaszcza po 2014 roku, jest nadzwyczaj wstrzemięźliwy. Nie jest wykluczone że pani Lee została, jakby to ujął święty George Orwell, ewaporowana.

    Pani Lee chciała w Kanadzie podważyć prawo banku do przejęcia nieruchomości, której hipotekę obciążał niespłacany kredyt. Być może w Kanadzie był to precedens ale w sąsiedniej Minnesocie taki przypadek miał miejsce w 1968 roku i zapewne na tym orzeczeniu wzorowała się pani Lee w swojej nierównej walce.

    Chodzi o sprawę First National Bank of Montgomery v. Jerome Daly, z 9 grudnia 1968 roku (https://en.wikipedia.org/wiki/First_National_Bank_of_Montgomery_v._Daly). Z Wikipedii:

    ——————-

    Sprawa
    Adwokat o nazwisku Jerome Daly był pozwanym w sprawie cywilnej w miasteczku Credit River w hrabstwie Scott w stanie Minnesota, rozpoczętej 9 grudnia 1968 roku. Powodem był First National Bank of Montgomery, który zamknął posiadłość Daly’ego za niepłacenie kredytu hipotecznego i starał się go usunąć z nieruchomości.

    Daly oparł swoje rozumowanie na argumencie, że bank nie pożyczył mu żadnych pieniędzy, ale po prostu stworzył kredyt w swoich księgach rachunkowych. Daly argumentował, że bank nie dał mu nic wartościowego i nie był uprawniony do nieruchomości, która zabezpieczyła pożyczkę. Ława przysięgłych i sędzia pokoju, Martin V. Mahoney, zgodzili się z tym argumentem. Ława wydała orzeczenie na korzyść oskarżonego, a sędzia orzekł, że hipoteka jest „bez mocy prawnej” i że bank nie był uprawniony do przejęcia nieruchomości. Sędzia przyznał w swoim postanowieniu, że jego decyzja może być sprzeczna z postanowieniami Konstytucji Minnesoty i niektórych statutów Minnesoty, ale utrzymywał, że takie przepisy były sprzeczne z Konstytucją Stanów Zjednoczonych i Kartą Praw w Konstytucji Minnesoty.

    Skutek
    Bezpośrednim skutkiem decyzji byłoby to, że Daly nie byłby zobowiązany do spłaty długu hipotecznego lub zrzeczenia się nieruchomości. Jednak bank odwołał się następnego dnia, a decyzja została ostatecznie unieważniona z tego powodu, że sędzia pokoju nie miał uprawnień do wydania takiego orzeczenia.

    Ten nieważny przypadek i jego uzasadnienie zostały jednak przywołane przez grupy przeciwne Systemowi Rezerwy Federalnej, a w szczególności praktyce bankowości opartej na rezerwie cząstkowej. Takie grupy argumentują, że sprawa dowodzi, że System Rezerwy Federalnej jest niekonstytucyjny. Ponieważ decyzja Credit River została anulowana, sprawa nie ma wartości jako precedens. Decyzja amerykańskiego sądu rejonowego z 2008 roku w Utah zawierała pół tuzina takich cytowań, zauważając, że podobne argumenty „były często odrzucane przez sądy jako bezpodstawne” oraz że „sądy w całym kraju wielokrotnie odrzucały wysiłki zmierzające do unieważnienia pożyczek opartych na podobnych twierdzeniach.”

    ——————-

    Dokładnie sędzia Mahoney stwierdził: „because of failure of a lawful consideration the Note and Mortgage dated May 8, 1964 are null and void” / z powodu braku ważnego świarczenia noty hipoteczne z 8 maja 1964 roku nie mają mocy prawnej (https://ia800703.us.archive.org/6/items/pdfy-83f9GYTm1KE7PLuo/Jerome-Daly-The-Mahoney-Credit-River-Decision.pdf).

    Dokładnie chodziło właśnie o „consideration”, kluczowe pojęcie w anglosaskim prawie kontraktowym.
    W common law elementami umowy są oferta, akceptacja, zamiar nawiązania stosunków prawnych i świadczenia. Oznacza to po prostu, że strony muszą omówić warunki, dojść do porozumienia w sprawie warunków, a następnie muszą zobowiązać się wymienić coś wartościowego. Coś wartościowego jest w prawie określane jako „consideration”. „Consideration” jest czymś wartościowym danym przez obiecującego w zamian za coś wartościowego, co obiecała druga strona. Zazwyczaj rzeczą wartościową jest zapłata, chociaż może to być działanie lub wytrwałość w działaniu, gdy ma się do tego przywilej, na przykład osoba dorosła powstrzymująca się od palenia. To musi być prawdziwe. Jeśli strona zapłaci fałszywymi pieniędzmi, umowa „zawiedzie z braku świadczenia”, w terminologii prawnej.

    Ponieważ stworzenie kredytu dla Jerome Daly’ego nic nie kosztowało First National Bank of Montgomery, to przysięgli orzekli że kredyt przekazany Daly’emu przez Bank nie spełniał warunku świadczenia, „consideration” z prawa kontraktowego.

    Wiemy że decyzja sędziego Mahoneya została natychmiast uchylona. Być może bez związku ze sprawą jest fakt, że sędzia Mahoney zginął w nieszczęśliwym wypadku na rybach tydzień po wydaniu tego wyroku a sam Jerome Daly został wydalony z palestry.

Wypowiedz się