100 lat niepodległości – spółdzielcza droga

Motto:

Spółdzielnie nie zakłada się po to, aby być bogatym,

ale po to aby nie być biednym.

Alfred Domagalski.

  Zanim powstała Polska.

W okresie kiedy w krajach Europy Zachodniej ruch spółdzielczy obejmował coraz szersze kręgi ludności Polska znajdowała się w niewoli politycznej i gospodarczej.  Charakter więc i tempo rozwoju ruchu spółdzielczego na ziemiach polskich zależne było od warunków prawnych i politycznych kształtowanych przez zaborców.

Niezależnie od tego u progu niepodległości spółdzielczość stanowiła dużą siłę społeczną i gospodarczą. Przygotowała tysiące dobrych fachowców i działaczy społecznych do przyszłej pracy  także w strukturach państwa.  

Czas prosperity

Dzięki nowemu, przyjaznemu dla spółdzielczości prawu, uchwalonemu przez młode państwo następuje znaczący rozwój spółdzielni na terenie całego kraju. O ile w 1914 r. na terenie zaborów było blisko 3400 spółdzielni z 2 milionami członków to jak podaje Poradnik Pracownika Społecznego Spółdzielczość w Polsce wydany w 1946 roku, na początku 1939 roku było w Polsce już około 14 tys. tzw. spółdzielni związkowych[1], w tym 5380 spółdzielni spożywców. Łącznie ze spółdzielniami nie zrzeszonymi było ich ponad 20 tys.

Spółdzielcy zaangażowali się aktywnie w odbudowę odzyskanej państwowości polskiej. Spółdzielczość wkroczyła bowiem w niepodległość nie tylko z ideowymi działaczami spółdzielczymi, ale także dobrze przygotowanym aparatem organizacyjnym i zaangażowanymi działaczami państwowymi. W ruch spółdzielczy zaangażowanych było wielu działaczy ludowych z Wincentym Witosem włącznie.

Pod rządami okupanta

Hitlerowska okupacja przerwała dobrze zapowiadający się rozwój spółdzielczego systemu gospodarowania. Na ziemiach włączonych do Rzeszy okupant zlikwidował spółdzielnie a majątek przekazał w ręce niemieckie.

Na terenie zaś Generalnego Gubernatorstwa spółdzielnie pozostawiono, ale mogły one działać na szczególnych warunkach okupacyjnych i realizować zlecone przez okupanta zadania.

Spółdzielczość stanowiła jednak mocny punkt oparcia dla podziemnego ruchu oporu, pomagała w aprowizacji szkół, kursów i instytucji opieki społecznej, organizowała pomoc dla więźniów obozów koncentracyjnych oraz aresztowanych działaczy i pracowników spółdzielni i ich rodzin, organizowała stołówki przy zakładach pracy wydających pracownikom spółdzielni jednodaniowe posiłki, otaczano opieką grupy społeczeństwa polskiego szczególnie narażone na prześladowania jak: artyści, literaci czy naukowcy.

Utrata tożsamości

W rodzącej się nowej, ludowej Ojczyźnie spółdzielcy dostrzegali nadzieję na nieskrępowany rozwój i znaczący wzrost znaczenia spółdzielczości w życiu społeczno-gospodarczych kraju. W takim przekonaniu poparli rodzący się nowy ustrój wyzwalanej Polski, stawiając do dyspozycji cały swój potencjał społeczny i ekonomiczny.

Już w listopadzie 1944 r.,  zebrał się w  Lublinie Kongres Spółdzielczy z udziałem ponad 1200 delegatów reprezentujących spółdzielnie różnych typów. Kongres obok ważnych dla spółdzielczości kwestii jak zjednoczenie ruchu spółdzielczego, udzielił poparcia władzy ludowej i jej głównym reformom społeczno-gospodarczym oraz politycznym. Tym samym  władza uznała, że ma ważnego partnera w realizacji wprowadzanych reform.

Spółdzielczość jako  jedyna dysponowała aparatem handlowym, wyszkoloną kadrą, oraz była najlepiej przygotowana do realizacji wymiany i podziału dóbr w nowych warunkach. Powierzając jej istotne zadania państwo włączyło spółdzielnie w system normalizacji tak życia gospodarczego jak i społecznego.

Szybko więc rosła sieć spółdzielczych placówek. W połowie 1946 r. działalność prowadziło już blisko 10 tys. spółdzielni, które  zrzeszały  3,2 mln. członków i zatrudniały ok. 160 tys. pracowników, to sześć razy więcej niż w 1938 r.[2]

Rozwój ruchu spółdzielczego nie przebiegał jednak bezproblemowo. Oficjalnie spółdzielczość popierała nowe władze, to jednak wewnątrz ruchu toczyła się walka polityczna i dochodziło do starć ideologicznych.

II Zjazd Związku Gospodarczego Spółdzielni „Społem” w listopadzie 1947 r. zdecydował o nowej strukturze organizacyjnej spółdzielczości w Polsce. Zgodnie z koncepcją PPR gminne spółdzielnie „SCh” stały się podstawową formą spółdzielczości na wsi i przejęły spółdzielnie spożywców i spółdzielnie rolniczo-handlowe działające na wsi. Zdecydowano także o powołaniu dla poszczególnych rodzajów spółdzielni centrali łączących funkcje gospodarcze oraz rewizyjne. Powołano także Centralny Związek Spółdzielczy jako naczelną organizację ruchu spółdzielczego.

Począwszy od planu sześcioletniego spółdzielczość na stałe wpisana została w państwową gospodarkę centralnie planowaną. W rozumieniu władz spółdzielczość była instrumentem kształtowania państwa socjalistycznego i jej działania powinny przybliżać osiągnięcie tego celu.

Po październiku 1956 r. odstąpiono od ścisłej centralizacji. Reaktywowany został Spółdzielczy Instytut Badawczy skupiający ludzi nauki zajmujących się problematyką spółdzielczą. Był to także znaczący ośrodek opiniotwórczy.

Zmiany polityczne doprowadziły do uchwalenia w lutym 1961 r. nowej ustawy spółdzielczej. Zgodnie z jej zapisami najwyższą organizacją spółdzielczą stała się Naczelna Rada Spółdzielcza, a spółdzielnie poszczególnych typów zrzeszały się we właściwych dla siebie związkach spółdzielczych.

Ingerencja władz państwowych w model spółdzielczego działania trwała jednak nadal.. Wraz z reformą administracyjną w 1975 r. spółdzielnie mleczarskie siłowo połączono tworząc 49 spółdzielni wojewódzkich. Takich eksperymentów chyba nie przetrwała by żadna inna duża organizacja gospodarcza.

Władze tworzyły jednak dla podporządkowanych sobie i kontrolowanych spółdzielni dobry klimat i korzystne warunki rozwoju. Przekładało się to na rosnący potencjał spółdzielczy. Po koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku funkcjonowało w kraju 15236 spółdzielni, z tego 8133 na wsi. Liczyły one 15.286 tys. członków, w tym 7.973 tys. na wsi. Spółdzielczość zatrudniała 1996 tys. pracowników.

Znaczący był udział gospodarki spółdzielczej w gospodarce narodowej. W grudniu 1987 r. udział spółdzielczej gastronomii stanowił – 74 %, budownictwa mieszkaniowego w miastach – 70 %, sprzedaży detalicznej – 65 %, Usług – 60 %, skupu płodów rolnych – 59 %, produkcji przemysłowej – 11 %. Spółdzielczość zatrudniała blisko 19 % całej siły roboczej, a jej udział w tworzeniu dochodu narodowego sięgał 12 %[3].

Niestety władze zapomniały, że spółdzielnie to członkowie. Wpisanie spółdzielni w gospodarkę nakazowo-rozdzielcza odbijało się negatywnie na sferze działania społecznego. Wraz więc ze wzrostem potencjału ekonomicznego słabły więzi społeczne, a członkowie przestali się utożsamiać ze swoją spółdzielnia. W rysującą się nową demokratyczną rzeczywistość spółdzielcy wchodzili z nowymi nadziejami.    

Alfred Domagalski były prezes Krajowej Rady Spółdzielczej – Naczelnego Organu Samorządu Spółdzielczego
Nieudana transformacja – gry spółdzielczością ciąg dalszy

Polskiej transformacji ustrojowej nie można także odnieść do reformy  spółdzielczości. Od początku popełniono poważne błędy w jej reformowaniu i nigdy nie pojawiła się wola ich naprawienia.

Z ubolewaniem należy odnotować, że po 1989 roku spółdzielcy nie zdążyli nawet nabrać wiary w swoją lepszą przyszłość. Bezwarunkowa prokapitalistyczna polityka rządu nakierowana została niestety, na demontaż systemu spółdzielczego. Już jedna z pierwszych ustaw uchwalona w styczniu 1990 r. pod niewinnym tytułem „O zmianach w organizacji i działalności spółdzielczości” zdemontowała nie tylko struktury organizacyjne, ale także gospodarcze i pozbawiła ogromnego majątku członków spółdzielni na progu tworzenia gospodarki rynkowej.

Jedyna prywatna (choć zbiorowa) własność poddana została ekonomicznym i psychicznym represjom. Setki tysięcy spółdzielców utraciło wspólny majątek, miejsca pracy i jeszcze zostało obwinionych o nieudolność.  Spółdzielczość straciła bezpowrotnie budowany przez dziesięciolecia potencjał gospodarczy . Likwidacji uległo także 280 szkół różnego typu prowadzonych przez spółdzielnie, praktycznie przestało funkcjonować ok. 140 spółdzielczych domów kultury, 8 tys. klubów i świetlic, 4 tys. bibliotek i blisko 6 tys. zespołów artystycznych i sportowych [4]. Ustawa zniszczyła  infrastrukturę gospodarczą i więzi międzyspółdzielcze, przerwała współpracę i współdziałanie na płaszczyźnie gospodarczej i społecznej.

Skąd czerpano wzorce? Jak to było możliwe, że w kraju o bogatych tradycjach spółdzielczych, znaczącym potencjale społeczno-gospodarczym spółdzielczości – jedyną strukturą gospodarczą mogącą urzeczywistniać budowę gospodarki wolnorynkowej wydany zostaje wyrok na rynkowy i prospołeczny model gospodarowania. Oficjalnie wszystko dokonuje się pod hasłem demonopolizacji rynku. To jednak hasło fałszywe.

W wyniku tej reformy spółdzielcze sieci handlowe jako jedyne zdolne do rynkowej konkurencji w nowych warunkach bardzo szybko zastąpione zostały  sieciami zagranicznymi. Skup produktów rolnych i przetwórstwo rolno-spożywcze przejmują różnej maści pośrednicy i koncerny kapitału zagranicznego dyktujące rolnikom swoje warunki. Spółdzielczość mieszkaniowa zaś przestała być barierą ograniczającą ceny mieszkań dla deweloperów.

W dotychczasowej, długiej historii spółdzielczości mieliśmy jeden taki przypadek. To czas okupacji hitlerowskiej. Wówczas to komisarz Ludwig Platenik na posiedzeniu Rady Zarządzającej Centralnego Urzędu Rolniczego chełpił się następująco: „odcięliśmy głowę polskim spółdzielniom, gdy usunęliśmy centralne związki; tak więc spółdzielnie utraciły swój kręgosłup”[5].

Trudno jednak przypisać polskim reformatorom, że inspirowali się tą wypowiedzią, ale drogę wybrali podobną. Szkoda, że III Rzeczypospolita nie poszła wzorem II Rzeczypospolitej. Młode państwo polskie stać było na uchwalenie w 1920 r. jak oceniano jednej z najlepszych ustaw spółdzielczych w ówczesnych czasach, a młodą polską demokrację 70 lat później, tylko na ustawę likwidacyjną.

Przyczyny takiego stosunku do spółdzielczości leżą jednoznacznie po stronie politycznej. Można tu wymienić chociażby dewaluowanie przez zwolenników neoliberalizmu własności wspólnotowej na rzecz skrajnego indywidualizmu.  Władza wykorzystała sprytnie fakt, że przez 50 lat spółdzielczość była wtłaczana w system gospodarki państwowej i wielu członków przestało uznawać spółdzielnie za swoje, a kadry spółdzielcze miały dosyć centralistycznej i władczej roli związków spółdzielczych. Efektem tej polityki jest dramatyczna redukcja systemu spółdzielczego i jego udziału w społeczno-gospodarczym systemie państwa. Liczba spółdzielni zmniejszyła się o połowę, a zatrudnienie ponad 6-cio krotnie. Udział spółdzielczości w tworzeniu PKB spadł do niespełna 1 % tj. ponad dwunastokrotnie i wynosi 6-cio krotnie mniej niż w krajach UE. 

Od prawie 30 lat toczy się spór o kształt systemu spółdzielczego w Polsce. Jest to spór o coś więcej niż o warunki prawne funkcjonowania spółdzielni. Tak naprawdę to spór o styl i filozofię pracy i życia, to spór o model państwa, strategię jego rozwoju i rolę ludzi w tym rozwoju. Idea spółdzielcza przegrała w brutalnej konfrontacji z ideą neoliberalną, chociaż obie mogłyby bez wzajemnej szkody funkcjonować obok siebie z pożytkiem dla państwa i jego obywateli.

Skąd się biorą uprzedzenia i niechęć do organizacji spółdzielczej.  Dlaczego w naszym państwie w przeciwieństwie do tendencji europejskich i światowych następuje demontaż systemu spółdzielczego? To ważne pytania, na które należy poszukiwać odpowiedzi. Także przy okazji świętowania 100 rocznicy odzyskania niepodległości.

Alfred Domagalski

Autor był długoletnim prezesem zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej – Naczelnego Organu Samorządu Spółdzielczego w Polsce.

[1] Ustawa spółdzielcza nie nakładała na spółdzielnie obowiązku przynależności do Związku.

[2] Józef Gójski, Leon Marszałek Spółdzielczość CRS „SCh” 1968

[3] Spółdzielczość w liczbach za Zofia Chyra-Rolicz, Spółdzielczość w Polsce Powojennej (1944-1990), Dzieje Najnowsze rocznik XXXIV, 2002.

[4] tamże

[5] Halina Trocka Spółdzielczość Polska w służbie ojczyzny i społeczeństwa, wydawnictwo spółdzielcze 1987.

Od Redakcji KIP:

Spółdzielczość była od początku transformacji metodycznie, konsekwentnie niszczona,  zwłaszcza przez rządy partii z rodowodem solidarnościowym, przy pełnym, chociaż najczęściej ukrytym poparciu Kościoła Katolickiego, mimo że jej zasady wynikają z prawdziwych nauk Jezusa. O spółdzielczości w mediach „głównego ścieku” jest zabronione mówienie dobrze, tylko można mówić źle. Do tego stopnia, że deprecjonuje się samo słowo spółdzielczość ( czyli spół – dzielić) używając tego określenia niezgodnie ze znaczeniem, do określania różnych grup przestępczych, aby zohydzić to słowo u ludzi.

Z „Podręcznika prawa europejskiego” napisanego przez trzech wybitnych prawników europejskich wynika, że spośród 37 analizowanych krajów, w większości europejskich, spółdzielczość polska jest najbardziej dyskryminowana ze wszystkich !!!

Narzucane spółdzielczości prawo spółdzielcze i inne specjalistyczne, jak o spółdzielniach mieszkaniowych, pracy i innych, jest bardzo często niezgodne z Konstytucją ( potwierdzał to wielokrotnie Trybunał Konstytucyjny), korupcjogenne, dyskryminujące najbardziej te podmioty w Polsce. Bardziej niż polskie małe i średnie przedsiębiorstwa prywatne.

Swoistym światowym rekordem nie do pobicia, nadającym się do Księgi Guinessa,  jest ponad 60 ustaw i nowelizacji prawa spółdzielczego i prawa dotyczącego różnych branż, zwłaszcza spółdzielczości mieszkaniowej od początku transformacji. Dodać należy do tego drugie tyle wniesionych do Sejmu projektów, którym nie nadano biegu, odrzucając na różnych etapach procedowania. W innych krajach, także europejskich zmiany prawa spółdzielczego odbywają się rzadko: raz na kilka lub kilkanaście lat.

Polacy dali się zmanipulować propagandzie Zachodu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, która wmówiła im, że jak zmienią ustrój na kapitalistyczny, to staną szybko bogaci i zaspokoją swój „głód” konsumpcyjny. Kultowym filmem, który im to wmówił była „Dynastia” wyświetlana w telewizji w latach osiemdziesiątych. Oglądało ją systematycznie ponad 5 milionów ludzi, wyobrażając sobie, że jak przyjdzie z Zachodu kapitalizm, to staną się tak bajecznie bogaci jak bohaterowie tego filmu: lord Carrington, jego żona Kristal, czy kochanka Alexis. Nie zdawali sobie sprawy, że prawdopodobieństwo zostania bogatym, tak jak lord jest mniejsze, niż największa wygrana w lotto.

I do dzisiaj powszechnie takie myślenie „pokutuje”, że każdy chciałby być bogatym,  pojedynczo wobec otoczenia, zamiast nie być biednym, wspólnie wraz z otoczeniem, co daje prawdziwa spółdzielczość. Bardzo wielu, bardzo ostro piętnuje bogatych złodziei i rządzących, że okradają Naród, ale w skrytości ducha się z tym systemem zgadzają, z jednym tylko zastrzeżeniem:

DLACZEGO ON JEST BOGATY, A NIE JA !!!!!!!

Więc gdy dochodzą do pieniędzy lub władzy, robią to samo, co ci, którym wcześniej zazdrościli. Najlepszym przykładem są obecnie ludzi związani z PiS-em, często bardzo „bogobojni”, a zachowują się tak, że kompletnie zaprzeczają zasadom Bożym, które wcześniej głosili i obecnie z wielką hipokryzją głoszą oraz temu, co na nieuczciwych rządzących i biznesmenów mówili. Oznaką takiego powszechnego myślenia jest społeczne uznanie dla ludzi majętnych, a nie ile człowieczeństwa i cech prospołecznych ma w sobie dana osoba.

Polacy jeszcze potrafią współpracować zamiast rywalizować w większości rodzin. Natomiast między rodzinami nauczyli się przede wszystkim rywalizować, czyli konkurować, co jest „wodą na młyn” 0,01% bogatych, którzy ze sobą współpracują i eksploatują biednych. Istota spółdzielczości opiera się właśnie na współpracy między rodzinami, tak jak to się dzieje w dobrych rodzinach, przy mądrych rodzicach.

Dzięki takiej powszechnej mentalności i ukształtowanej zbiorowej świadomości oraz wynikającym z tego nawykom w działaniu, mamy takie rządy i utrzymującą je strukturę społeczną, jacy sami jesteśmy, zgodnie z niezwykle trafnym stwierdzeniem Lecha Wałęsy:
TAKIEGO MACIE PREZYDENTA NA JAKIEGO ZASŁUŻYLIŚCIE !!!
Aby to zmienić, musimy przede wszystkim zmienić siebie w znaczącej skali społecznej, A NASTĄPI ZMIANA RZĄDZĄCYCH I SPOSOBU RZĄDZENIA,
zgodnie z mądrością australijskich Aborygenów:
MUSISZ STAĆ SIĘ TĄ ZMIANĄ, KTÓRĄ CHCESZ WIDZIEĆ W ŚWIECIE!!!                                                                                                  

Potwierdzeniem przedstawionych, dominujących przekonań w polskim społeczeństwie jest nawet mała w stosunku do innych artykułów poczytność tego ważnego tekstu z komentarzami Redakcji KIP.

Na zakończenie prawdziwe anegdoty jak postrzegali polskie przemiany przedstawiciele innych narodowości:

1. Polskiemu lekarzowi leczącemu w szpitalu w Południowej Afryce w latach dziewięćdziesiątych, jeden z Afrykanerów, kiedy dowiedział się, że jest Polakiem, powiedział:

„Polska to niezwykły kraj, nie ma takiego drugiego na świecie, bo nie znam żadnego kraju, w którym robotnik chciałby kapitalizmu, tylko w Polsce” !!!

 2. Polski „profesor” na początku lat dziewięćdziesiątych, będąc w USA zaczął się przechwalać, jak to wreszcie pozbyli się tego „komunizmu” i zaczęli budować „kapitalizm” w Polsce. Jeden z adresatów tej wypowiedzi – prof. David  C. Korten – odpowiedział następująco:

„Ludzie, którzy słyszeli syrenę komunizmu powinni być wyczuleni na jej kapitalistyczną siostrę. (…) Społeczeństwa oparte na ekstremistycznych ideologiach, czy to skrajnie lewackich ( surowa kolektywizacja i system represyjny), czy to skrajnie prawicowych ( bezwzględny indywidualizm i nieusprawiedliwiona chciwość ) są z natury rzeczy niestabilne. (…) Życie wykazuje, że obie te idee są ekstremistyczne, a zatem patologiczne. Bowiem życie udowadnia, że nie istnieje konflikt pomiędzy społecznością, a jednostką, gdyż w zdrowym żywym systemie obie wzajemnie się wspierają i wzmacniają”.

Polecamy przypomnieniu artykuł z naszej strony rozwijający powyższe zagadnienia pt.

WOLNY RYNEK – OPIUM DLA MAS, a WIĘŹ – ISTOTA ISTNIENIA

Wypowiedz się