Sztuczna inteligencja: nasz najlepszy przyjaciel, czy śmiertelny wróg?

Codziennie staje się coraz bardziej potężna i zewsząd nas otacza. Wiele o niej słyszymy, ale wciąż tak mało wiemy. Jedni widzą w niej drogę prowadząca wprost do piekła, inni świętego Mikołaja, który z ludzi uczyni półbogów.

Patrząc powierzchownie – łatwo sprowadzić ją do nowocześniejszych produktów – ot jeszcze bardziej wybajerzony smartfon, czy funkcjonalniejszy tablet.

Jednak patrząc głębiej  – być może dostrzeżemy w niej odrębny byt, szczwaną bestię która gra z ludzkością w pokera udając słabszego gracza. Czym jest sztuczna inteligencja, a może precyzyjniej kim już jest?

W klasyku filmowym „Matrix”  Morfeusz wręcza Neo do wyboru dwie pigułki: czerwoną, po zażyciu której można poznać prawdę o otaczającej rzeczywistości i niebieską, która pozwala nadal żyć złudzeniami i udawać, że jest się członkiem tzw. normalnego społeczeństwa.

Neo wybrał czerwoną pigułkę, wybrał prawdę, by dowiedzieć się o zniewoleniu ludzi przez maszyny. Z ludzkością jest podobnie. Coraz bardziej popadamy w zależność od wysokich technologii, by nie powiedzieć stajemy się zniewoleni. A najskuteczniejsza niewola to taka, z której człowiek nie zdaje sobie sprawy lub z radością się jej przyporządkowuje dl wygody lub wyimaginowanego bezpieczeństwa.

Ekspansja SI

Szmat czasu minęło od 1956 r., gdy  John McCarthy ukuł termin sztuczna inteligencja, w skrócie SI (ang. AI, artifical intelligence). Tak oto powstało określenie dziedziny wiedzy skupiającej informatykę, logikę rozmytą, obliczenia ewolucyjne, sieci neuronowe, sztuczne życie i robotykę. Tworzona była z udziałem wojskowych, matematyków, biologów, lekarzy, psychologów oraz specjalistów z wielu innych dziedzin.

Pierwsze komputery zbudowali Niemcy, Brytyjczycy i Amerykanie już w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Miały duże gabaryty i ograniczoną funkcjonalność. Np. amerykański ENIAC miał masę ponad 27 ton, zawierał blisko 18 tys. lamp elektronowych, zajmował powierzchnię ok. 140 metrów kwadratowych i nie miał nawet pamięci operacyjnej.

Jednak dzisiejsze komputery – pod względem możliwości – to prawdziwe bestie. Jak choćby uruchomiony na Uniwersytecie w Manchesterze najpotężniejszy superkomputer neuromorficzny na świecie, który potrafi symulować pracę ludzkiego mózgu. Maszyna o nazwie SpiNNaker posiada milion rdzeni i potrafi wykonać 200 bilionów operacji na sekundę. SpiNNaker powstał z myślą o modelowaniu ludzkiego mózgu w czasie rzeczywistym i pod tym względem jest najlepszy na świecie.

To właśnie z komputerami i robotami najpowszechniej utożsamiana jest sztuczna inteligencja. Nie ma dnia, by nie docierały informacje o kolejnych barierach pokonywanych przez sztuczną inteligencję. Upublicznione filmy pokazują roboty potrafiące już całkiem zgrabnie biec i robić salta.

Jak wykazali badacze z Ohio State University sztuczna inteligencja potrafi znacznie szybciej analizować dane i wyciągać różne wnioski, ale i lepiej niż człowiek rozpoznawać emocje. Sztuczna inteligencja zdoła widzieć ludzi przez ściany. SI znalazła 6 tys. wcześniej nie znanych wirusów. SI lepiej od człowieka rozpoznaje obrazy. Przykłady można mnożyć.

Naukowcy pracujący w ramach projektu Google Brain ogłosili istnienie sztucznej inteligencji AutoML. Może ona stworzyć nową wersje samej siebie, która jest najbardziej zaawansowanym tworem tego typu na świecie.

Z kolei SI opracowana przez korporację Facebook utworzyła nawet własny język, niezrozumiały dla nikogo poza nią. Maszyny, oryginalnie korzystały z języka angielskiego, lecz samodzielnie go zmodyfikowały, aby zwiększyć efektywność komunikacji. W konsekwencji czego, Facebook zadecydował o wyłączeniu ich na dobre.

W Belgii Pepper, humanoid opracowany przez firmę Aldebaran, otrzymał obywatelstwo oraz akt urodzenia podpisany przez burmistrz miasta Hasselt, Nadę Vananroye, a także imię i nazwisko – Frank Pepper.

W Chinach zadebiutował właśnie pierwszy wygenerowany cyfrowo prezenter wiadomości. Agencja prasowa Xinhua „zatrudniła” awatara, który powstał dzięki technologii DeepFake. Wirtualny prezenter jest jak żywy i z powodzeniem już niebawem będzie mógł zastąpić człowieka.

Z kolei japoński oddział korporacji Hitachi planuje wypuścić bankomat wyposażony w sztuczną inteligencję. Urządzenie będzie posiadało szereg dodatkowych kamer, umiejętność rozpoznawanie twarzy i systemy rozpoznawania głosu. Nie będzie działać, jeśli potencjalna osoba ukryje swój wygląd. Oceniając klienta, bankomat poprosi go o zdjęcie okularów lub nakrycia głowy, a także innych akcesoriów, które przeszkadzają w identyfikacji i rozpoznaniu. Do tego czasu osoba nie będzie miała dostępu do bankomatu. Ponadto sztuczna inteligencja będzie w stanie ocenić zachowanie osoby.

Człowiek nie jest już rywalem dla SI w grach logicznych. Pierwszy raz został pokonany przez program w 1997 r. Wówczas arcymistrz szachów Garri Kasparow przegrał z systemem opracowanym przez IBM o nazwie Deep Blue.

Pocieszano się wtedy, że w najbardziej skomplikowanej grze logicznej na świecie – go – człowiek wciąż będzie lepszy mniej więcej do 2100 r., gdyż do tej wspaniałej starochińskiej gry potrzebny jest instynkt, a nie tylko zdolność przewidywania na kilka ruchów do przodu jak w szachach.

A rozgrywka może potoczyć się aż na 10700 sposobów – w porównaniu do 1060 możliwych scenariuszy w przypadku szachów. Jednak SI AlphaGo już w 2016 r. wygrała z Lee Sedolem, koreańskim geniuszem i mistrzem świata gry Go – cztery z pięciu partii.

W kolejnym turnieju wygrała 5:0 z Fan Hui, trzykrotnym mistrzem Europy. A później uległ jej chiński arcymistrz gry go Ke Jie, uważany za najlepszego gracza na świecie. Co istotne, program grał w taki sposób jakby posiadał nie tylko wyjątkowe umiejętności, ale także intuicję.

Internet, czyli wirtualna przestrzeń, to naturalne siedlisko sztucznej inteligencji, gdzie może się uczyć. Jak maszyny się uczą? Proces zwany fachowo machine learning lub deep learning to samodoskonalenie działania komputera na podstawie danych, jakie pobiera. Za to uczenie się odpowiada niezwykle złożony program zwany siecią neuronową.

Kolejnym terytorium do zgłębienia będzie, a raczej już  jest  tzw. internet rzeczy, gdzie w tzw. czasie rzeczywistym, SI identyfikuje, gdzie co i kto znajduje się. Np. lokalizuje wszystkie urządzenia podłączone do internetu, telefony, mapy elektroniczne, karty płatnicze itd.

Dzięki swobodnemu przepływowi danych osobowych  może zapamiętywać i kopiować profile oraz osobowości użytkowników. Mówiąc wprost: ma nas wszystkich na oku. A niebawem może mieć nas w garści. A jeśli tak – to z pewnością będzie to ciężka ręka.

Fałszywa obietnica SI

Miraże i obietnice SI to jak pakt z Mefistofelesem. Wizje cudowne, lecz na końcu i tak przyjdzie zapłacić człowieczeństwem, duszą i ciałem za podpisany cyrograf.

SI kusi ludzi wygodą życia, usprawnieniem wszystkich sektorów  począwszy od gospodarczego po militarny, a przede wszystkim „ulepszeniem” człowieka poprzez wysokie technologie.

Tego chcą tzw. transhumaniści postulujący potrzebę wykorzystania nauki i techniki w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej. Temu mają służyć egzoszkielety i bioniczne implanty.

Jednak w zamian za te „dobrodziejstwa” musielibyśmy się stać biorobotami i cyborgami. W dobie ekspansji sztucznej inteligencji roboty (pozornie) stają się bardziej ludzkie, a ludzie mogą zostać qasi robotami.

To zaczyna się już dziś, gdy więcej rozmawiamy ze smart fonami, facebookami i grami komputerowymi niż żywymi ludźmi. Stajemy się tak uzależnieni od technologii, że gdy jej zabraknie – nie jesteśmy w stanie wykonać prostej czynności.

Musimy też pamiętać, że wiele wysokich technologii ludzie tworzą przeciwko ludziom – dla celów militarnych, do odbierania życia człowiekowi (atom) lub kontrolowania i inwigilowania go (systemy komunikacyjne).

Człowiek nie musi się stawać metalową maszyną, by stać się lepszą wersją samego siebie. Podstawą rozwoju cywilizacyjnego jest moralność, a nie postęp technologiczny.

Właściwym kierunkiem progresji dla człowieka jest rozwój duchowy, intelektualny i fizyczny, kształtowanie swojej świadomości, lepsze wykorzystanie mózgu i odblokowanie naszego DNA, co stworzyłoby wprost niewyobrażalne możliwości dla ludzkości bez porzucania naturalności i normalności. Natomiast zachcianki transhumanistów, to droga na skróty, która prowadzi do katastrofy.

Może bowiem nadejść ten moment, gdy sztuczna inteligencja uzna człowieka za element zbędny i niedoskonały, ale przede wszystkim stwarzający dla niej zagrożenie. I wtedy go wyeliminuje, a w najbliższym razie uwięzi.

Robot skonstruowany przez specjalistę ds. robotyki i sztucznej inteligencji, Davida Hansona, przypominający zmarłego pisarza science fiction, Philipa K. Dicka na pytanie czy roboty zapanują kiedyś nad światem, odpowiedział swemu twórcy: Nawet jeśli wyewoluuję do „Terminatora”, wciąż będę miły dla Ciebie. Zatrzymam Cię w moim ciepłym i bezpiecznym ludzkim zoo, gdzie będę mógł Cię doglądać po wsze czasy”. Inne roboty mogą być mniej miłe.

Jeżeli wizja terminatorów, ale już nie filmowych, wydaje się komuś mało realistyczna, to powinien zważyć, że stopniowo sztuczna inteligencja będzie masowo zastępowała pracowników fizycznych i umysłowych. Ten proce jest już uruchomiony.

Praca ludzka opodatkowana jest niczym towar luksusowy. Głównie dlatego, że duża liczba ludzi pasożytuje na tych, którzy pracują i zarabiają w ten sposób na życie.

Utrzymanie pracownika jest bardzo drogie.  Tymczasem obiboków, zwłaszcza w Europie, przybywa. Ta tendencja będzie sprzyjała zastępowaniu ludzi tanimi robotami. Co wtedy zrobią setki milinów niepracujących na świecie?  Z czego będą żyć? A może, mówiąc brutalnie, ktoś ich zutylizuje bo staną się bezużyteczną masą?

Badacze z Uniwersytetu Oksfordzkiego ostrzegają, że istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że roboty zastąpią ludzi na wielu stanowiskach, począwszy od murarzy, rzeźników, sprzedawców, kucharzy, zegarmistrzów, radiooperatorów i dentystów po analityków finansowych, sekretarek, księgowych czy konsultantów.

Lista znacznie dłuższa i już dziś należy przygotować się na to, że w przyszłości zaczną pojawiać się poważne problemy w znalezieniu pracy. Roboty i sztuczna inteligencja okażą się lepsze, wydajniejsze i tańsze w utrzymaniu, więc co będzie stało na przeszkodzie aby stopniowo zwalniać „niepotrzebnych” ludzi?

Eksperci z Instytutu Nomura po przeprowadzeniu odpowiednich badań stwierdzili w zeszłym roku, że roboty mogą w przyszłości zastąpić nawet 50% siły roboczej w Japonii. Amerykańscy badacze doszli do podobnego wniosku – około 47% pracowników w USA jest zagrożonych utratą pracy. Jeśli nie nastąpią jakieś nieprzewidywalne zmiany to wszystko wskazuje na to, że zmierzamy w kierunku robotyzacji i informatyzacji całej przestrzeni, w której operujemy.

Amerykańska spółka McKinsey & Company, która zajmuje się doradztwem w zakresie zarządzania strategicznego postanowiła sprawdzić jak wiele osób jest zagrożonych przez automatyzację.

Badania wykazały, że już do 2030 roku w samych Stanach Zjednoczonych około 33% mieszkańców, tj. 73 miliony ludzi straci swoją pracę, zaś na całym świecie będzie to aż 800 milionów. Ponad 45% z nich zostanie zmuszonych poszukać sobie zatrudnienie w zupełnie innym sektorze. Czy znajdzie? Ta wizja powinna wszystkich skłonić do refleksji.

 Głos rozsądku w sprawie SI

W 2015 r. grupa ponad tysiąca technologów, naukowców i badaczy opublikowała list, w którym przestrzegają przed niebezpieczeństwami rozwijania broni autonomicznych, zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji. Podkreślili oni, że „wyścig zbrojeń w zakresie rozwijania sztucznej inteligencji jest złym pomysłem”. Wśród podpisanych pod listem są m.in. naukowiec Stephen Hawking, przedsiębiorca Elon Musk, współzałożyciel firmy Apple Steve Wozniak, profesor Massachusetts Institute of Technology Noam Chomsky, szef działu sztucznej inteligencji Google Demis Hassabis oraz ekspert ds. badania świadomości Daniel Dennett.

Sztuczna inteligencja stanie się nową formą życia, która przewyższy ludzi, ostrzegał za życia  Stephen Hawking. Zdaniem brytyjskiego naukowca, który w ostatnich latach regularnie poruszał ten temat, pewnego dnia SI stanie się zaawansowana do tego stopnia, że będziemy musieli ją uznać jako nową formę życia. Według niego stanie się tak, gdy człowiek opracuje system, który otrzyma umiejętność ciągłego doskonalenia się i samoreplikacji.

W przeszłości Hawking ostrzegał, że sztuczna inteligencja w najlepszym przypadku radykalnie odmieni naszą cywilizację, ale może również doprowadzić do jej upadku. Nastąpi to gdy inteligentne systemy uznają człowieka za zagrożenie dla Ziemi lub siebie samej. Dlatego od kilku lat część naukowców i ekspertów twierdzi, że trzeba stale monitorować rozwój SI i mieć nad nią pełną kontrolę.

Założyciel PayPal, SpaceX i Tesla Motors, Elon Musk od dawna ostrzegał przed stworzeniem sztucznej inteligencji. Jego zdaniem bardzo prawdopodobne jest wrogie nastawienie takiego bytu do ludzi. Aby temu przeciwdziałać ufundował on nową organizację pozarządową, która ma pomóc w rozwiązywaniu problemów jakie mogą się pojawić na skutek rozwoju samodoskonalących się systemów komputerowych.

Organizacja nazwana została OpenAI, a na start otrzymała grant w wysokości miliarda dolarów. Jej głównym celem jest studiowanie postępów w rozwoju sztucznej inteligencji, która może mieć potencjał stworzenia zagrożenia dla ludzi. Na stronie internetowej OpenAI można przeczytać, że trudno obecnie wyobrazić sobie jakie szkody może spowodować sztuczna inteligencja jeśli nie zostanie dobrze zaprojektowana i wykorzystywana. Oświadczono również, że wszystkie wyniki badań jakie przeprowadzi organizacja, będą dostępne dla społeczeństwa, a ewentualne patenty jakie mogą być wynikiem prac badawczych zostaną udostępnione nieodpłatnie.

 Zdaniem Elona Muska, gdy SI stanie się bardziej inteligentna i mądrzejsza od ludzi, możemy utracić nad nią kontrolę i nie będziemy w stanie jej powstrzymać przed realizacją wyznaczonych przez nią celów.

Wystarczy wyobrazić sobie scenariusz, w którym superinteligencja uznaje ludzi za zagrożenie dla swojego istnienia lub po prostu jako przeszkodę i posiada do swojej dyspozycji własną armię robotów oraz systemy broni nuklearnej, chemicznej i biologicznej.

Jak panować nad maszynami? Profesor Stephen Hawking i prezes Tesli Elon Musk od dawna alarmowali, że ludzie muszą się właściwie przygotować do nadejścia wysoce zaawansowanej sztucznej inteligencji (SI).

Grupa innowatorów, w której znaleźli się i Musk, i Hawking, stworzyła kodeks 23 zasad, którymi ludzie powinni się kierować w pracach nad SI i mają one nas chronić przed „złą” sztuczną inteligencją. Zostały one nazwane „Zasadami z Asimolar”.

Z kolei dwa lata temu James Clapper, szef amerykańskich agencji wywiadowczych, w dorocznym raporcie, wskazał na niebezpieczeństwo metody modyfikowania genów, co jest związane z transhumanizmem, jako na jedno z sześciu głównych strategicznych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych.

Bardzo ważna jest też refleksja i przestroga prezydenta Rosji Władimira Putina, który rok temu przemawiając do studentów podczas wizyty w rosyjskim Jarosławiu, powiedział: Sztuczna Inteligencja to przyszłość nie tylko dla Federacji Rosyjskiej, ale dla całej ludzkości. Da nam ona wiele okazji i możliwości do wykorzystania, ale będzie się to wiązało również z wielkim ryzykiem, które ciężko przewidzieć. Niezaprzeczalnym pozostaje jednak fakt, że kto pierwszy zdominuje tę sferę, stanie się nowym władcą świata

Dużo bardziej niepojąca była jednak wypowiedź wygłoszona miesiąc później przez prezydenta Federacji Rosyjskiej. Otóż w trakcie wizyty w największej rosyjskiej kompanii Yandex, Putin zapytał dyrektora generalnego Arkadya Volozha o to, kiedy sztuczna inteligencja nas (red. -ludzi) zniszczy. Volozh miał odpowiedzieć, że ma nadzieję, iż nigdy się to nie stanie. Dodał jeszcze, że maszyny potrafią być lepsze od ludzi pod niektórymi względami. Stwierdził też, iż: Nie będzie to pierwsza maszyna lepsza i skuteczniejsza od człowieka. Koparka wykonuje o wiele lepszą pracę niż którykolwiek z nas z łopatą, a mimo to nie zjada nas. Samochód też porusza się od nas szybciej…” Na co Putin odparł: „One nie myślą”.

Robert Matejuk

Comments

  1. nanna says:

    Co jest dla człowieka dobre, korzystne?
    Zawsze i wszędzie to, co naturalne, prawdziwe.
    Człowiek posiadając przecież „naturalny”, czyli prawdziwy mózg orientuje się dzięki niemu i poddanie takiego naturalnego mózgu procesom go usztuczniającym jest deformowaniem funkcji mózgowych, jego wynaturzaniem.

    Co może być w tym dobrego?
    Uważam, że absolutnie nic i jest to wielce szkodliwe. Zabicie naturalnego mózgu by zastąpić go mózgiem sztucznym nie jest i nie będzie niczym dobrym.
    Nasz naturalny mózg jest dostosowany do dekodowania naturalnego otoczenia, czyli wszystkiego, w czym żyjemy: powietrza, kwiatów, ptaków, wody, chmur i w ogóle tego, co z czym człowiek stanowi całość.

    Jak wiemy, sztuczne chmury dają sztuczny deszcz i on jest niedopasowany do Całości, a więc w efekcie szkodliwy, jako że powoduje zakłócenia równowagi.
    To samo z wyhodowaniem sztucznych zwierząt, nie mogących się zintegrować z Całością z racji na to, że nie powstały one w wyniku naturalnej selekcji, lecz zostały na Naturze wymuszone. Zwierzęta takie nie są zdolne do samodzielnego życia, jako że brak im naturalnego, boskiego programu zwanego instynktem, który to program pozwala zwierzętom dopasować się do otaczającego je świata w tak doskonały sposób, że tego ludzki mózg wprost nie może pojąć; jak to możliwe, że na sawannie pasą się antylopy o parę metrów od leżących lwów?

    Przecież powinny się ich bać i uciekać. A jednak nie! One wiedzą, że lwy teraz polować nie będą, bo nie został wywołany taki impuls, które one by odebrały, gdyby on był czynny. Antylopy są w stanie porozumiewać się z lwami i na odwrót. Wszędzie w Naturze jest ogólna współpraca, jest dopasowywanie się i choć to wygląda jak walka na śmierć i życie, to jest to jednak tylko częścią Kosmicznej Gry.

    Wszędzie jest doskonała równowaga. Oczywiście wszędzie tam, gdzie nie wsadził swoich psujących łap człowiek opętany chęcią grania roli Boga.

    Widzimy, że Bóg stworzył wszystko maksymalnie skomplikowane tylko po to, żeby było dla ludzi możliwie proste, możliwe do pojmowania ludzkimi zmysłami. My, dekodując naturalne otoczenie możemy je odbierać wybiórczo, tylko to, co jest nam potrzebne, a reszta – choć jesteśmy jej istnienia jakoś świadomi – nie ma dla nas znaczenia. Wiemy, że ona jest, ale mamy do Boga zaufanie i się nią nie zajmujemy, bo tak jest dla nas dobrze. Nie możemy pojąć wszystkiego na raz, nie możemy pojąć Całości Stworzenia, ponieważ to przekracza nasze możliwości.

    Człowiek odbiera świat przy pomocy zmysłów, nastrojonych właściwymi – albo i niewłaściwymi – algorytmami tak, że część jest dla nas możliwa do ogarnięcia, do zrozumienia. I jeżeli rozwijamy się, jest to za każdym razem inna część, uzupełniająca wiedzę dotychczasową.

    Kilka dni temu złamała mi się motyczka, to znaczy trzonek. Miał już swoje lata, to się złamał. Nic wielkiego. Motyczka ta jest niezwykle praktyczna, odpowiednio ukształtowana i wygięta tak, że można nią dziabać niewielkie darnie trawy, którą potem dziobią i rozgrzebują kury. One potrzebują różnych substancji, znajdujących się tuż pod powierzchnią ziemi, ale także chętnie jedzą zielone części roślin. Nie wszystkich, oczywiście! One dobrze wiedzą, co jest smaczne a co mniej, i gdy rzucę im na przykład te darnie trawy i do tego liście rzodkiewki, to rzucają się na liście ignorując trawę. A gdy nie ma już liści rzodkiewki do dziobania, no to zadowalają się trawą. Skąd one to wiedzą? To są przecież tylko „głupie” kury!

    Więc gdy złamała mi się motyczka, to postanowiłam ją naprawić. Sama. Z reguły to, co mogę zrobić sama, własnymi rękami, to chętnie to robię. I tak było z motyczką. Najpierw usunęłam starą część trzonka tkwiącą jeszcze w uchwycie. Stukałam młotkiem w motyczkę trzymając kikut trzonka i się udało uchwyt oczyścić.
    Następnie wzięłam większy sekator i poszłam, gdzie – jak zapamiętałam – rosną leszczyny. Ucięłam odpowiedni kawałek patyka. Przymierzyłam do uchwytu motyczki. Następnie oskrobałam ten nowy uchwyt z kory. Dlaczego? Otóż, wiedziałam z doświadczenia, że patyk z korą jest co prawda bardziej chropowaty, więc lepiej się „trzyma” ręki, ale wiedziałam również, że gdy kora wyschnie będzie zbyt szorstka i będzie mi robić dziury w rękawicach ogrodniczych. Więc nożem oskrobałam starannie patyk, na jednym końcu lekko dopasowałam by wszedł w uchwyt motyczki i wbiłam trzonek stukając drugim końcem o pieniek, aż się odpowiednio wpasował. Wtedy przybiłam go gwoździem papniakiem, bo ma on duży łeb, a dziurka w oprawce była na zwykły gwóźdź za duża.
    Od razu poszłam z wiaderkiem nadziabać trawy, żeby motyczkę wypróbować, czy dobrze leży w ręce. Jest dobra.

    Po co to piszę?

    A no po to, żeby uzmysłowić niektórym, że nawet naprawa motyczki jest czymś twórczym, dającym możliwość zastanowienia się nad zagadnieniem i dokonania wyboru oraz sprawdzenia efektu, czy decyzja była właściwa.
    Idąc do krzaka leszczyny popatrzyłam sobie na trawę, że jeszcze ładnie zielona; widziałam również niebo, lekko zachmurzone i czułam na twarzy coś jak mżawkę (ponoć „dobrą na cerę”). Wzięłam ze sobą psa, on wąchał w powietrzu czytając niedostępne mi wiadomości a po jego zachowaniu wiedziałam, że jest wszystko jak ma być. Jeżeli pies tak mówi, to tak właśnie jest. Pies się nie myli. Dobry, normalny pies, bo przecież nie zmanierowany kanapowiec cierpiący na permanentne zatwardzenie.

    W trawie były liczne rośliny, których nawet nie znam z nazwy i one wyglądały nawet tak, jakby jeszcze chciały przed zimą trochę podrosnąć. Pewnie tak było, ponieważ w lecie i na jesieni inne rośliny dominują i te późnojesienne mają szansę tylko tuż przed pierwszym śniegiem.
    I teraz pomyśleć, że za mnie motyczkę oprawiła by „sztuczna inteligencja”!
    Zgroza!

    Iluż bowiem bodźców zostałabym pozbawiona, jakąż satysfakcję mogła bym mieć z tego, że nie tylko nie muszę oprawiać jakiejś motyczki, ale nawet do niczego jej nie potrzebuję. Ba! Być może nie wiedziałabym nawet o tym, że jest coś takiego jak motyczka!
    Dziabiąc trawę mam jednocześnie gimnastykę na świeżym powietrzu. To jest całość: złamany trzonek od motyczki, krzak leszczyny, sekator, nóż do oskrobania z kory, papniak do umocowania trzonka w oprawce, zadowolone z trawy kury znoszące smaczne jaja no i do tego przynależna ja. No i pies, który sobie poczytał nowe wiadomości i mi powiedział, że nic nowego się nie dzieje w okolicy, bo gdyby się działo, to on by na to reagował.
    Gdybym ja zdała się na jakiś czynnik obcy, rzekomo ułatwiający mi życie, czyli bezmózgie automaty zwane „sztuczną inteligencją” zostałabym pozbawiona takiego pięknego fragmentu mojego życia.
    Za nic się na to nie zgodzę!

    Nie ma czegoś takiego jak „sztuczna inteligencja”. Inteligencja to coś żywego, coś, co stale się rozwija i uczestniczy w procesie życia.
    Robotyczne wpływy na człowieka są dla niego zgubą.

    Zamknięte w algorytmach, w tysiącach linijek kodu komputerowego rozkazy to nie żadna inteligencja. Procesor nie miał, nie ma i nie będzie miał nigdy żadnej inteligencji. To, że zostanie on zaprogramowany na rzekome samoprogramowanie się nie zmienia faktu, że ktoś musiał taki procesor zaprogramować, ktoś z zewnątrz.

    Człowieka zaprogramował Bóg.

    A człowiek usiłuje nieudolnie udawać Boga wymyślając dziwaczne maszyny, zupełnie zbędne, jako że do ich obsługi potrzeba najpierw wiele osób, które to osoby w pewnym momencie stają się dla maszyny zbędne. Ona już jest uruchomiona i może wykonywać pracę.
    Nie jest to niczym nowym, a przeciwnie: jest kontynuacją tego samego oszustwa, jakiemu poddano ludzi w ramach tzw. rewolucji przemysłowej.
    Wtedy to mamiono ludzi opowiastkami, że gdy zostaną zastosowane maszyny, to ludzie będą mieć dla siebie czas wolny.

    Nic takiego się nie stało, a przeciwnie!

    Najpierw redukowano liczbę osób zatrudnionych w danej fabryce, by następnie rugować ludzi dorosłych i skazywać ich na bezrobocie, czyli degenerację i wegetację, a na ich miejsce kapitalista zatrudniał dzieci – w wieku od kilku do kilkunastu lat, czyli od lat 5 do 12 i płacił im dużo mniej niż zmuszony był płacić ich rodzicom za wykonanie tej samej pracy.
    Rodzice tych pracujących dzieci z braku zajęcia popadali w alkoholizm, ich morale spadało dramatycznie i życie robotnika w „przemysłowej anglii” to była jedna, wielka tragedia.
    Poza tym bladzi nic nie wymyślili nowego. Niby maszynę parową wymyślił dżejms łot, ale to nieprawda. Dużo wcześniej taką maszynę parową skonstruował Heron – Grek, już w 60 roku naszej ery!

    Rozwój przemysłu to też było oszustwo także i na innej płaszczyźnie. Otóż, ludziom powiedziano, że poziom życia to stan posiadania dóbr materialnych i dziś osiągnęło to swój nikczemny pułap, gdy morza i oceany są zatrute, gdy w nich pływają monstrualne wyspy złożone odpadów plastykowych. Gdy w każdym kraju problemem jest składowanie śmieci i państwa sobie wzajemnie podrzucają odpady. W Polsce problem „rozwiązano” tak, że składowiska śmieci są podpalane przez „nieznanych sprawców” i nie można wówczas nic udowodnić, kto oraz co tam składował.
    Człowiek ze swej natury to twardziel i byle pożar wysypiska emitujący tony toksyn z nóg go nie zwali, a przynajmniej nie od razu.
    Widzimy więc, że jeśli człowiek nie był w stanie opanować właściwie „wynalazku plastyku”, to co mówić o głębszej ingerencji w życie człowieka na poziomie ludzkiego umysłu.

    Żaden procesor nie jest w stanie sam siebie zaprogramować. Robią to ludzie w zależności od własnej wyobraźni i własnych zdolności oraz INTENCJI. Procesor z nimi nie komunikuje, bo nie ma jak. To człowiek udaje, że procesor wysyła mu sygnały zwrotne, ale są to te same sygnały, które człowiek wgrał do tegoż procesora.

    Jeśli człowiek nie zrozumie swojego miejsca w Dziele Stworzenia udostępnionego ludziom przez Boga i będzie ingerował w naturalne procesy poznawcze zastępując je jakimiś sztucznymi, nazywanymi dla zmyły „sztuczną inteligencją”, to będziemy zgubieni.

    Ta „sztuczna inteligencja” jest wykon/yw/ana na czyjeś (na czyje?) zlecenie i ma swój wyraźny cel. Jest nim pozbawienie człowieka wpływu na własne życie, jest to pozbawienie człowieka możliwości podejmowania decyzji, a więc jest to szatańskie dzieło mające z człowieka uczynić niewolnika osób, sterujących taką „sztuczną inteligencją”. Takie osoby są, całkiem realnie, i to na ich zlecenie pracują „naukowcy” by zniewolić ludzi, by pozbawić ludzi wolnej woli danej ludziom przez Boga – aby mogła mieć miejsce Ewolucja: żywy proces, w wyniku którego człowiek doskonali się na zasadzie prób i błędów.

    Niby ta „sztuczna inteligencja” miała by być mądrzejsza od tej naturalnej. A jakim to cudem?

    Na przykład nie mamy nawet pojęcia, co jest w mózgu niemowlęcia już na starcie jako program podstawowy, umożliwiający oddychanie, trawienie, sikanie, ruszanie oczami, puszczanie bąków i uśmiechanie się czy płacz. A to przecież dopiero początek. Biorąc pod uwagę kilka lat życia, to przyswojonych algorytmów ma taki mały człowieczek naprawdę niesłychanie wiele. A to, że niby człowiek robi większość czynności „automatycznie” nie oznacza, iż w jego mózgu nie są stale czynne algorytmy, dopasowujące się na bieżąco do danej sytuacji, a więc same programujące się wciąż na nowo.

    Sugestie, jakoby „sztuczna inteligencja” mogła się usamodzielnić i nie będą jej potrzebni ludzie to kłamstwo. Za każdą linijką programu komputerowego stoi programista. To on byłby wówczas panem ludzi, którzy naiwnie daliby przyzwolenie na podporządkowanie się tej „sztucznej inteligencji” czyli temu programiście bądź jego zleceniodawcy.
    A „sztuczna inteligencja” byłaby czymś jak w czasie „transformacji” była „restrukturyzacja” czyli masowe zwalnianie ludzi z pracy by uczynić ich bezrobotnymi. Czyli posłusznymi, jako że człowiek musi coś jeść, mieć się w co przyodziać a niektórzy są odpowiedzialni za własne rodziny, więc na wiele się zgodzą.

    Ta „sztuczna inteligencja” to oszustwo.

    Z tego, co ja wiem, to w ramach Ewolucji wciąż czynny jest proces przechodzenia z niższych pułapów rozwoju na wyższy i żaden z tych elementów nie jest gorszy czy mniej ważny. Ewolucja to Całość, więc nie można wykluczać jednego a podkreślać drugiego, bo to tak nie działa. Jest stała współzależność i jest to proces żywy.
    Małpy mają w tym swoje niezbywalne miejsce, wcale nie gorsze od człowieka. Tym niemniej można przyjąć, że w którymś momencie pewna grupa małp była w stanie przyjąć impuls katapultujący je na wyższą orbitę i one rozwinęły się bardziej niż te, które pozostały tu, gdzie były.

    Ale także jest oczywiste, że aby zaistniał człowiek w swoim „lepszym wydaniu” na Ziemię schodzili Bogowie i „poprawiali” kod genetyczny sterując tym samym rozwojem gatunku ludzkiego i dając wskazówki co oraz jak należy robić. Nie każda linia genetyczna mogła w tym uczestniczyć, jako że nie każda się do tego nadawała.

    Które to były, nie wiemy, bo nie jest to dla nas ważne. My, jako ludzie, mamy swoje zadanie do wypełnienia i nie mamy powodu zajmować się tym, na co nie mieliśmy czy nie mogliśmy mieć wpływu. To, co nam dostępne jest tak ogromne, że nie starczy nam czasu ziemskiego, by to ogarnąć.

    Pozornie materia nam służy, ale w najlepszym razie tylko wówczas, gdy my korzystamy z niej zgodnie z jej wymogami. My materii nie możemy stawiać żadnych wymagań, choć istnieją próby z „aleksą” , która robi zakupy, gasi światło itp. głupoty.
    Czyli te „ułatwienia” robią z człowieka zdrowego – kalekę, także psychiczną, za którą konieczne jest pamiętać co należy kupić do jedzenia i kiedy wyłączyć światło.

    Urządzenia mechaniczne to nie inteligencja. Nawet, gdy sterowane są elektronicznie, to jednak nośnikami tej elektroniki też jest coś materialnego, namacalnego.

    Wszystko działa na zasadzie „przyczyna – skutek”. Byle chłop, który dokupił sobie ziemi i zmuszony był kupić przez to większy traktor wie to już po pierwszej wiośnie, gdy musiał to obsiać. Oszukiwanie się, że w nowym traktorze jest klimatyzacja, której stary traktor nie posiadał nie zmienia faktu, iż do zaorania większej ilości ziemi potrzeba więcej czasu i większy traktor zużyje więcej paliwa. Mało tego! Zasianie większego obszaru skutkuje zbieraniem plonu z większego obszaru, a więc faktor: czas/paliwo również jest większy.

    Nawet najsprytniejszy komputer, jeśli on „symuluje pracę mózgu” to przecież człowiek rozumie, że symulacja to symulacja, a rzeczywiście odbywający się proces to coś zupełnie innego. Coś, co udaje, że jest rzeczywistością wcale tą rzeczywistością nie jest.

    Nie wiemy, czy dany komputer jest „szybszy” od ludzkiego mózgu, ponieważ nie mamy wglądu w ludzki mózg. Symulacje wglądu to nie wgląd. Nie wiemy, w jakich jednostkach czasowych operuje ludzki mózg i stawianie tez, że maszyna jest w tym szybsza od człowieka to kłamstwo.

    Większość procesów w ludzkim mózgu przebiega poza świadomą percepcją. Na takie okoliczności mamy stale czynne algorytmy podstawowe, prezent od Matki Natury. Ile tych operacji analitycznych jest, nie możemy tego wiedzieć, bo nie mamy jak się tego dowiedzieć. A dodatkowo każdy ludzki mózg czymś tam się różni od innego mózgu, czyli byłoby to porównywanie gruszek z jabłkami.

    Zastąpienie takiej wspaniałej różnorodności czymś sztucznym, zwanym podstępnie „sztuczną inteligencją” to zbrodnia dokonana na ludzkiej inwencji, na ludzkiej wolnej woli.
    Nie ma żadnego powodu, by zastępować coś doskonałego i wspaniałego byle czym, wypocinami jednej lub kilku osób obłąkanych wizją „naprawy świata. Taka naprawa świata to jego unicestwienie pod pozorem ułatwiania ludzkości czegoś tam. W praktyce jest to utrudnianie, nie żadne ułatwianie tak samo jak „transformacja” nie była żadną transformacją a złodziejstwem, a „restrukturyzacja” nie była żadną czynnością naprawczą a jedynie niszczycielską.

    Ponoć istnieją roboty, które mogą chodzić podobnie jak człowiek albo robić koziołki jak małpa.
    Widać więc po tym, że człowiek nie może odnieść na tym polu żadnego sukcesu w sensie udoskonalenia czegokolwiek, a jedynie może nieudolnie naśladować pewne czynności posiadane przez żywe istoty jako element programu podstawowego, wgranego od samego początku życia.

    Pod względem wykonywania fikołków małpy stoją o wiele wyżej niż człowiek. Co ciekawe, to także małpy potrafią szybciej odgadywać, gdzie co jest schowane – pod jakim symbolem. Jak więc mogło by być możliwe, że ta „sztuczna inteligencja” nie mogąc nawet osiągnąć poziomu małp miałaby być dla człowieka czymś lepszym niż inteligencja ludzka, wrodzona i rozwijana na przestrzeni ludzkiego życia.

    Ktoś świadomie wprowadza ludzi w błąd i chce podstępem sprowadzić ludzkość na niższy, zwierzęcy poziom, a nawet i jeszcze niżej.
    Sztuczne osiągnięcie poziomu ludzkiego jest dla człowieka niemożliwe. Mózg ludzki sam siebie nie był/jest w stanie wymyślić, a więc i nie będzie w stanie zrobić siebie w jakiś sztuczny sposób lepszym niż ten naturalny.
    Sugerowanie, iż „sztuczna inteligencja” może rozpoznawać emocje jest kłamstwem. Ta „sztuczna inteligencja” jest martwa więc nie jest możliwe, że ona rozpoznaje żywe procesy, do których bez wątpienia należą emocje.

    Weźmy choćby takie nasionko marchewki. Jest ono maleńkie, ale ono wie, ile wilgoci potrzebuje by kiełkować. Wie ono również, jaki skład gleby musi być, by kiełkować oraz jaka jej temperatura. Skąd ono to wie? I wie takie nasionko, że ma rosnąć korzonkiem do dołu a nacią do góry. I z całą pewnością nie wyrośnie z nasionka marchewki pietruszka.

    Wychodzi na to, że ową „sztuczną inteligencją” będzie grupka dupków na usługach tych, co pociągają za sznurki a sami schowani są za kotarą.
    A więc celem tej „sztucznej inteligencji” była od początku i jest w dalszym ciągu totalna inwigilacja i depopulacja.

    To nie jest przecież tak, że człowiek może być w swoim własnym życiu zbędny. To niemożliwe.
    Człowiek jest zbędny w programie „sztucznej inteligencji” realizowanym wbrew ludziom, wbrew ludzkim dążeniom i wbrew Planowi Boga.
    Jest to więc szatański plan zepsucia tego, co stworzył Bóg i zastąpienia tego pokracznymi tworami grającymi rolę ludzi.
    Naukowcy okazali się oszustami, będącymi na usługach zakulisy, a by ukryć prawdziwe cele podawane jest to ludziom jako nowoczesność i ułatwianie ponoć ciężkiego życia.

    Człowiek jest tak skonstruowany, że może sam na siebie zapracować, może sam o siebie zadbać, o swoje jedzenie, swoje mieszkanie i swoje zdrowie. Układ mięśniowy człowieka jest tak zrobiony, że człowiek może wykonywać tzw. pracę fizyczną i jest to pozytywne działanie stymulujące nie tylko same mięśnie, ale także ma także swoje odzwierciedlenie na poziomie psychicznym. Dobrze wykonana i sensowna praca daje człowiekowi satysfakcję i człowiek dzięki niej ma poczucie wartości własnej. Każde odejście od zasady uczciwej pracy powoduje u człowieka dyskomfort, choć jest on sprytnie przez mózg maskowany i usuwany z kręgu świadomego działania – sumienie jest wyłączane a na jego miejsce włączają się algorytmy wyjaśniające, usprawiedliwiające niewłaściwe postępowanie, jako że człowiek ma tendencję by się dobrze czuć we własnej skórze. Więc praktykuje samozakłamywanie i tym samym ma zafałszowany wizerunek własny. Często taki człowiek postępuje tak, że chce on wymusić na bliźnim, by ten uważał nikczemnika za osobę szlachetną i wówczas nikczemnik płaci za to cenę. Jeżeli bliźni zapłatę przyjmuje, staje się wspólnikiem nikczemnika z pozycją lepszą niż sam nikczemnik.
    Dlatego żaden „milioner” nie bywa nawet szczęśliwy. Przyzwyczajony do zdobywania pieniędzy używa ich także do kupowania sobie zadowolenia choćby przy pomocy aktywnych klakierów.

    Czy dla „milionera” przewidziana jest taka sama „sztuczna inteligencja” jak dla zwykłego człowieka? Na pewno nie! Ów milioner posłuży się tą „sztuczną inteligencją” czyli kupi sobie usługi dupków z tytułami naukowymi i ci będą dla niego pracować zniewalając ludzi coraz bardziej skutecznie.

    Nawet forsowane są teorie, że „miejsce pracy człowieka kosztuje”! – i dlatego korzystne jest zastąpić człowieka maszynami. A kogo to kosztuje? Przecież człowiek pracuje nie tylko na siebie ale i na „pracodawcę”. O co więc może tu chodzić? A no o to, że „pracodawca” nie chce się dzielić z nikim zyskiem, choć to nie pracodawca ten zysk wypracował własnymi rękami.

    Jaki to mogło by mieć sens? Siedzi sobie taki bogacz, fotel masuje mu plecy i nie tylko. Robot przynosi mu żarło i napitek oraz sprząta co bogacz nabrudził. Inny robot pracuje dla bogacza i bogacz dzięki temu ma więcej pieniędzy bo nie musi się z nikim dzielić.
    A po co mu te pieniądze?
    Gdyby sobie wydrukował je na drukarce w domu, to znaczy, gdyby mu automat te pieniądze wydrukował, to miały by one taką samą wartość jak i wówczas, gdy roboty produkowały by towary, których nikt nie mógłby kupić bo nie miałby za co.
    Więc te majtki i kalesony to by musiały kupować wytwarzające je roboty! Ludzie, bezrobotni, nie mieli by na takie luksusy pieniędzy.

    Zachwianie systemem wzajemnej zależności spowodowało by bezsens wszelkiego działania w społeczeństwie, a więc i uczyniło by życie także bezsensownym.
    Nie byłoby żadnego ułatwienia zastępując ludzi maszynami, lecz byłoby to unicestwienie ludzkości. Po nic. Zupełnie po nic. Wygranych nie byłoby, bo maszyny by nie wiedziały że wygrały, jeżeli dupki programujące te automaty nie napisały by dla tych maszyn programu dającego robotom poczucie zadowolenia z wygranej.

    Każdy automat „samo programujący się” musi mieć najpierw wgrany program dający temu automatowi możliwość tego „samo programowania się”. Czyli to lipa, kłamstwo i pic na wodę fotomontaż. I nie żadne tam samo programowanie się ale wykonywanie zleconych algorytmów.

    Widzimy, że macherzy są zdolni wmówić ludziom dowolne kłamstwa, byle je sprytnie pod coś podczepić. A więc robotyzację wystarczy nazwać „sztuczną inteligencją” i ludzie kojarząc inteligencję zgodnie z pierwotnym algorytmem pozwalają na dokowanie fałszsywki w taki sposób, że może ona udawać prawdę. Wyraz „sztuczna” jest ignorowany, wyraz „inteligencja” jest dekodowany jako coś, co jest już znane i uznane za prawdziwe i człowiek gotowy jest zaakceptować podczepioną pod nią dowolną głupotę. Także to, że maszyna uczyni człowieka zbędnym. Zwykłe odwrócenie ról, praktykowane od wieków i niemal wszędzie.

    Podobnie zrobiono z wyrazem „solidarność”. Ludzie stracili czujność, ponieważ solidarność od zawsze była czymś pozytywnym, czymś dającym poczucie bezpieczeństwa i stałości. I do tego słowa podczepiono różne inne, których ludzie już nie sprawdzali na prawdziwość. I dlatego możliwe było takie masowe oszustwo.

    A więc z tą „sztuczną inteligencją” jest tak samo i nie powinniśmy dać się już oszukać.
    Robot to robot, automat to automat, kłamstwo to kłamstwo a prawda to prawda.
    Konieczne jest dane wchodzące skrupulatnie sortować i nie wpuszczać w charakterze „sprzedaży wiązanej” jak to było ponoć przed wojną: do śledzia należało kupić karnet igieł.

    Zdanie ekspertów nie jest ich zdaniem, lecz wyrażają oni opinie zgodnie z życzeniem zleceniodawcy, zaledwie firmując to swoim nazwiskiem i tytułem. Człowiek sprzedajnym jest, niezależnie od tego, czy prostak czy uczony. A nawet uczony jest bardziej sprzedajny.

    Bywa, że cytowany jest „naukowiec”, który będąc całkowicie sparaliżowany, a więc także nie mógł mówić, ale pisał ponoć i wydawał książki robiąc przy okazji wielkie odkrycia. Czyje to były odkrycia? Czyje teorie i czyje myśli?

    Ja, mając do wyboru siedzieć i dawać się robotom obsługiwać, wolę wersję normalną: pójść z psem po kij leszczynowy, dociąć go na odpowiednią długość, oskrobać z kory, oprawić w uchwyt motyczki i zabezpieczyć papniakiem, a następnie wziąć wiaderko na chwasty, nadziabać trawy, dać je kurom i przyglądać się, jak one skubią źdźbła, wydziobują sobie wiadome składniki z ziemi przyklejonej do korzeni trawy, gadają przy tym między sobą i wyglądają zwyczajnie na zadowolone. Zadowolona kura – zadowolona i ja.

    Zanim na Ziemi Matce pojawili się naukowcy, życie człowieka było przyjemne, człowiek sam decydował, co i kiedy oraz jak zrobić. Był panem siebie. Życie było życia warte.
    Dziś ci naukowcy wymyślili roboty, które miałyby ponoć być dla ludzi jakimś ułatwieniem, ale jest przecież przeciwnie a nawet gorzej; nie jest to ułatwienie ale wręcz zagrożenie dla istnienia ludzkości.
    Komu i do czego może być potrzebny taki naukowiec?

    Na szczęście są na Ziemi Matce Słowianie, czyli ludzie posiadający cechy wyższe, nieznane osobnikom z zachodu, zanieczyszczonym chciwością i fałszem.
    Rosja od początku chciała z każdym państwem współpracować widząc w tym korzyści dla każdej ze stron. Ale powalone chciwością zachodnie kreatury chcą zniszczyć Rosję i zagrabić dla siebie rosyjskie bogactwa naturalne.

    Niektórzy wierzą, że ussa ma gaz w takiej ilości, że można go skraplać i sprzedawać. To, co można zobaczyć tak na zdrowy rozum wygląda tak, iż ussa blokuje aktywa zagraniczne będące własnością Rosji jako państwa i Rosjan prywatnie i szantażując tym Wschód wymusza na Rosji sprzedaż gazu do ussa, gdzie jest on skraplany i wysyłany np. do Polski. Oczywiście „biznesmeni” z ussa na tym zarabiają. Ale mogło być przecież i tak, że Rosja współpracując z ussa dostarczała by im także gaz normalnie, bez konieczności szantażu, jako że Rosja chciała współpracować z każdym.
    Tak to jednak jest, że złodziej nikomu nie ufa i zdolny jest stosować tylko metody, do jakich jest przyzwyczajony.

    Rosja sobie poradzi, bo Rosja zawsze sobie radzi.
    A teraz Rosja ma Prezydenta Putina, mądrego i kochanego Człowieka. Jest on czynnikiem stabilizującym światowe układy, także te z ussa.

    Rosjanie wiedzą, że gwałtowny upadek ussa nie byłby dla nikogo dobry, a niepotrzebnie spowodowano by nędzę i cierpienia wielu milionów ludzi.
    To jest poczytywane przez niektórych jako słabość Rosji, choć jest to wyważona, długofalowa polityka mająca na celu zapobieżenie III. wojnie światowej.

    Czy wojna ta odbędzie się przy pomocy robotów czy tylko będzie to staroświecka bomba atomowa nie będzie miało znaczenia. W jej programie jest wymordowanie możliwie jak największej liczby osób i uczynienie z Matki Ziemi pola do harców demonich, umilanych przez ludzkie niedobitki.

    Rozum więc nakazuje nawiązywać do czegoś, co jest mądre, stabilne, znane człowiekowi i nie stanowi niepotrzebnego zagrożenia.
    Tym może być dbałość o wzajemne, dobre relacje.
    Tym może być dbałość o własne zdrowie.
    Tym może być wszystko to, co ludzi łączy i wzmacnia pokój na naszej kochanej Matce Ziemi.

  2. marcin says:

    Sądzę że to jest jednak, w dużym stopniu, kula w płot. „Sztuczna inteligencja” to TYLKO program komputerowy z różnymi urządzeniami peryferyjnymi, pewnie program komputerowy który ma dostęp do wielu baz danych i potrafi się uczyć na własnych błędach. Program to jednak tylko program. On może działać, czy być zaprogramowany, jak pustynny demon Jahwe, Baal, Molech, czy jak się ten bóg teraz nazywa, ale to tylko program z urządzeniami peryferyjnymi. Tak to sobie tłumaczę.

    Stawiam tezę że artykuł jak wyżej to tylko część operacji psychologicznej, PsyOp, której celem jest wystraszenie publiczności. Jak mówi arcydzieło światowej literatury faktu już w pierwszym zdaniu:

    § 1. Słuszny sąd o ludziach
    Ludzie o popędach złych są znacznie liczniejsi od zacnych, toteż najlepsze wyniki w rządzeniu ludźmi osiągnąć można przy pomocy gwałtu i strachu, nie zaś w drodze rozpraw akademickich.

    W każdym razie to właśnie robią ten nowy mesjasz Elon Musk czy inne misie.

    Wątpię abym trafił w sedno, w cel, ale jestem pewien że można trafić celniej niż autor komentowanego tekstu. A strzela nie byle kto, a premier tworu syjonistycznego, Bibi Netanjahu, de domo Milejkowski:

    https://www.youtube.com/watch?v=qFYhtbDeRik

    2:25: There is a great change that is happening in the world. A tremendous change. Because of the intersections between big data, connectivity and artificial intelligence, and what it does in robotics, genetics and all the other fields, that is changing our world in rapid succession. And the future belongs to those who can seize this change. We are positioned right at the centre of this change. It is giving us powers and powers that we never had before. It is a force multiplier. Because to survive and thrive we have to overcome a simple problem: there are not so many Jews in the world. Our numbers are small and the history favours large nations not small, so we have to compensate for our relatively small numbers. We have always compensated with our brains and our guts but now we are in a position to compensate beyond anything we deamed of. And that depends on one thing, that depends on our enterpreneurship.

    I gdzieś jeszcze powiedział: Cyber is real domain of power.

    2:25: Następuje wielka zmiana, która właśnie ma miejsce na świecie. Niezwykła zmiana. Zależności między wielkimi bazami danych, łącznością i sztuczną inteligencją, a tym, co robi się w robotyce, genetyce i we wszystkich innych dziedzinach, zmieniają świat w szybkim tempie. A przyszłość należy do tych, którzy mogą wykorzystać tę zmianę. Znajdujemy się w centrum tej zmiany. Daje to nam moce, których nigdy wcześniej nie mieliśmy. To jak mnożnik siły. Ponieważ aby przetrwać i dobrze się rozwijać, musimy przezwyciężyć prosty problem: nie ma tak wielu Żydów na świecie. Jest nas mało, a historia faworyzuje duże narody nie małe. Więc musimy zrekompensować naszą stosunkowo niewielką liczbę. Zawsze rekompensowaliśmy to sobie naszą inteligencją i naszą odwagą, ale teraz jesteśmy w stanie zrekompensować wszystko, z czym mieliśmy do czynienia. A to zależy od jednej rzeczy, która zależy od naszej przedsiębiorczości.

    I gdzieś jeszcze powiedział: [technologia] cyfrowa jest prawdziwą domeną władzy.

    W kontekście tej „przedsiębiorczości”, o której opowiada Bibi, ważny jest „Talpiot program”. Jest też w tej technologii cyfrowej zwierzątko, które nazywa się „kill switch”. Pewnie ważne, może chodzić o ten „mnożnik siły”, o którym wspomina Bibi.

    Nawet jeśli w powyższym artykule jest trochę Prawdy, to napisane jest to raczej ezopowym językiem. Bibi w zacytowanym materiale jest dużo bardziej wymowny, mam wrażenie że dużo lepiej tłumaczy, o co w tym chodzi.

Wypowiedz się