Niemiecki rząd potwierdził trucie społeczeństw za pomocą chemtrails i bardziej skutecznie za pomocą szczepionek i zatrutej żywności ? A co na to polski rząd ?

Wiadomość z oficjalną wypowiedzią rzecznika niemieckiego rządu Stefana Seiberta na temat jak  w tytule została usunięta z facebooka, którego link podajemy pod artykułem.

Cenzurowanie tekstów dowodzi, że prawdziwa jest wypowiedź oficjalnego przedstawiciela rządu potwierdzająca wytruwanie własnych społeczeństw przez rządy powiązane z globalistami za pomocą chemtrails i bardziej skutecznie przez szczepionki i zatrutą żywność.

Nie jest zresztą tajemnicą dla szybko rosnącej liczby ludzi ten fakt, ani to, że stoją za tym: tajny rząd światowy i społeczności żydowskie. 

Ilość dowodów na temat trujących smug chemicznych (chemtrails) jest ogromna. Wiele artykułów na ten temat publikowanych jest na nasze stronie, które zamieszczamy na końcu.

Szczepienia są istotnym czynnikiem trucia ludzi, zwłaszcza małych dzieci, powodując rosnąca liczbę zgonów i powikłań poszczepiennych oraz bezpłodności, która już dotyka 1/5 kobiet, a wśród dzieci jak dorosną będzie z pewnością dużo większy odsetek. Nawet Prezydent USA Donald Trump, którego syn dostał po szczepieniach autyzmu, powiedział „takiej ilości szczepień to koń by nie wytrzymał, a co dopiero małe dziecko”.

Intensywność trucia szczepionkami w Polsce  jest dużo większa niż w innych krajach. W Polsce jako jedynym, albo jednym z niewielu krajów na świecie, wprowadzono obowiązkowe szczepienia ( ustawę o obowiązkowych szczepieniach podpisał prezydent Andrzej Duda jako jedną z pierwszych) i to takimi szczepionkami, które w innych krajach zostały wycofane ze względu udokumentowaną szkodliwość.

Dobitnym dowodem na ludobójczy charakter szczepień w naszym kraju jest następny artykuł pt. „Żaden polski urząd nie ma badań dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek !”. Jego  autorka pisemnie pytała szereg  instytucji państwowych, które zajmują się badaniem i dopuszczaniem do obrotu szczepionek o wyniki badań  szczepionek, czy są nieszkodliwe przed dopuszczeniem do obrotu.

Autorka nie uzyskała żadnych wyników badań potwierdzających bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek od żadnej instytucji, w tym Ministerstwa Zdrowia i Sanepidu, który ma wyłączne ustawowe uprawnienia do zarządzenia masowych szczepień w Polsce. A mimo to lekarze wręcz terroryzują rodziców.

( red. kip)

Chemtrails. Niemiecka telewizja oficjalnie mówi o programie geoinżynierii Chemtrails.

STANDARDOWA METODA TO WYŚMIAĆ PRAWDĘ, ABY BYŁA NIEWIARYGODNA.

Tłumaczenie na  j. polski:

„Rząd niemiecki ogłosił, że kontrowersyjny program mający na celu wytruwanie społeczności po 19 latach ma się zakończyć.

Powodem są wzrastające koszty i ogromne straty czasu potrzebne do rozpylania chemikaliów na niebie-twierdzi rzecznik rządu Stefan Seibert; „Zamierzone cele nie zostały wystarczająco zrealizowane, tak jak planowano „.

Nawet po wielu latach rozpylania chemikaliów obywatele niemieccy są ciągle płodni, a tereny pryskane nie zostały wystarczająco skażone środkiem „ barium „ a temperatury w Niemczech się nie obniżyły.

Iluminaci-tajny rząd światowy USA i ogólnoświatowa społeczność żydowska w międzyczasie potwierdzili wygaśnięcie umowy dotyczącej rozsypywania chemikaliów w Niemczech.

Od czasu rozpoczęcia tego programu od roku 1996 – go trujące chemikalia zostały rozpryskane na kwotę 310 miliardów Euro.

Rząd niemiecki ogłosił, że należy się koncentrować na alternatywnie tańszych wydatkach i metodach trucia społeczności takich jak; szczepienia czy zanieczyszczeniami żywności”.

Wiadomość została niestety zdjęta ze strony gdzie została opublikowana: https://www.facebook.com/prometheus2017/videos/2177726382472853/UzpfSTEwMDAwMTE5MTYxNDA3OTo1MjgyOTUxMTc2MDI4MjY/

 Na stronie komunikat cenzury pejszbuka: [ Niestety, ta treść jest obecnie niedostępna. Być może użyty link wygasł lub strona jest widoczna tylko dla grupy odbiorców, do której nie należysz.]

Czy wiesz, że Żydzi nie chorują na … raka!

Żydzi z Izraela nie chorują na nowotwory. Leczą się naturalnymi metodami, przez to ich umieralność na nowotwory jest stukrotnie mniejsza, niż na tzw. zachodzie – pisze na swojej stronie Robert Brzoza.

Okazuje się, że w 2004 roku z 7,4 mln osób zamieszkujących Izrael zmarło na raka… 152 osoby, co daje 0,4 osoby na dzień. W tym samym czasie w Niemczech zmarło 220 tys osób, czyli 601 osób dziennie. W Polsce w 2005 roku na nowotwory złośliwe (100 schorzeń) zachorowało 125,672 osoby, a  w 2010 roku – 140,564 osoby, co daje 344 i 382 osób dziennie. W 2011 roku zachorowało 144 336 osób, co daje blisko 400 osób dziennie.

Do tych statystyk państwa żydowskiego należy dodać niesamowity szczegół: te 0,4 osoby dziennie dotyczy… nie żydów, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Z tego wynika, że judaistyczni Żydzi wyeliminowali nowotwory. Czyżby żydzi odkryli lekarstwo na raka?

Okazuje się, że to – jak pisze Brzoza – że to jak słyszymy o leczeniu nowotworów naturalnymi metodami, czyli:

  • Witamina B 17/leatrile/amigdalina – badania doktora John A. Richardson, które popularyzuje G. Edward Griffin.  Filmy: Pokonaj raka.
  • Witamina C – leczenie wlewami z askorbinianu sodu. 
  • Olej z konopi indyjskich – badania Christiny Sanchez, biologa molekularnego z Uniwersytetu Compultense w Madrycie.
  • Soda oczyszczona, badania włoskiego lekarza Tullio Simoncini,

oznacza, że nie jest to mrzonka, tylko prawda. Żydzi odkryli ją co najmniej kilkanaście lat temu. Żydzi nie używają chemioterapii, radioterapii, czyli „cudownych” metod wymyślonych w korporacyjnych laboratoriach. Gdyby stosowali te metody, to śmiertelność na nowotwory byłaby zbliżona do zachodnich. 

Żydzi stosują naturalne metody leczenia!

Prawda to czy fałsz, nie wiadomo!

mko/martabrzoza.pl

http://www.fronda.pl/a/czy-wiesz-ze-zydzi-nie-choruja-na-raka,69081.html

 

Od redakcji KIP: Relacja Albina Siwaka na temat trucia Polaków lekami sprzedawanymi w aptekach, na podstawie jego ostatniej książki pt.

„UTAJNIONY WYROK Z NIEWDZIĘCZNOŚCI”, strona 91-92:

„…Nigdy nie zapomnę wizyty u lekarza, którego znam od dziecka z czasów PRL-u, któremu pomagałem nabyć materiały budowlane na dom i pomagałem w budowie. Gdy zacząłem chorować i brałem receptę na leki (u niego), to on powiedział mi prawdę o farmacji. Korzystasz z moich recept, no bo innej możliwości nie masz. Ale to są leki, które cię nie wyleczą, one pogorszą twój stan zdrowotny. Taka jest prawda ! Ja nikomu poza tobą tego nie powiem. Ale chcesz żyć, to znajdź dostęp do leków, które żydzi dla siebie wyłącznie produkują. Ale nabyć je może wyłącznie Żyd!

Tak się składało, że były to lata, kiedy żyła pani Maria, matka Michała Boniego. I ona będąc u mnie w domu kilka razy zauważyła jakie leki ja biorę. A że bardzo żeśmy się zaprzyjaźnili i wiele się od niej nauczyłem. Była katoliczką i głęboko w Boga wierzyła. I ona sama biorąc do ręki moje leki powiedziała – one pana nie wyleczą. One zaprowadza pana do grobu.

Z racji na naszą przyjaźń i zaufanie ja wykupie leki produkowane wyłącznie dla Żydów i sprzedawane wyłącznie Żydom.  Daj pan recepty- poprosiła i wzięła. I dopóki żyła to ona kupowała mi leki.   Rzeczywiście były skuteczne.
Przynosiła mi dane o śmiertelności Żydów i Polaków na te same choroby. Wynik był jedenastokrotnie na korzyść Żydów.

Moje choroby zaczęły brać górę nade mną po jej śmierci. Gdy przeszedłem na jej leki czułem się, gdy zacząłem brać polskie ( też nie polskie, bo 83 % farmacji mają Żydzi w swoich rękach), od razu mi się pogorszyło. Próbowała jej córka kupić mi ich lekarstwa, ale wiedzieli, że jest katoliczką i krytycznie odnosi się do kwestii Żydów i jej ich nie sprzedawali.

Mam takiego przyjaciela Polaka w Stanach. Ożenił się z Żydówka. I on przez krótki okres oszukiwał żonę, że to leki dla jego brata w Polsce. Ale żona napisała do brata męża i spytała czy leki wysyłane przez jej męża pomagają mu. Ten odpisał, że jest dzięki Bogu zdrowy jak byk i cała sprawa zakończyła się awanturą u kolegi.

Więc nie ma wątpliwości, że Żydzi i szefowie największych korporacji na świecie chcą zmniejszyć ludność świata. Boją się wywołać światową wojnę, bo może nie być po niej zwycięzców. Małe lokalne wojny tak, takie jak cała Afryka Północna.

Ale za to wprowadzili 21 sposobów zmniejszania ludności świata. Zatruć wodę pitną. W powietrzu rozpylić z samolotów bakterie, utrudnić dostęp do leczenia, a przede wszystkim te produkowane przez nich leki i szczepionki. Wyczekiwać rok lub więcej na operację.”

PS od Redakcji KIP:

Czy Żydzi próbują wywołać III wojnę światową?  Według kilku  relacji,  w tym m.in. Benjamina Fulforda, tylko w roku  2018  próbowali to zrobić  już trzy razy. Mówimy tu  o próbach użycia  ładunków nuklearnych wymierzonych z łodzi podwodnych na  terytorium lub  bazy USA.

W styczniu na Hawaje, w kwietniu/maju w sytuacji wielkiego napięcia między USA i Koreą Północną z rejonu Południowo Wschodniej Azji i następnie z rejonu bliskiego Korei Północnej na bazy USA.   W dwóch przypadkach wystrzelone z okrętu podwodnego rakiety (pokład okrętu jest uznawany za terytorium swojego państwa)  zostały zniszczone przez Amerykanów, w trzecim przypadku – nosiciel rakiet, ten sam śledzony już okręt podwodny – został zniszczony przez okręty US Navy tuż przed wystrzeleniem swoich rakiet.

Po tym incydencie telewizje rosyjska i chińska pokazały zdjęcia  satelitarne  unoszących się na wodzie szczątków zniszczonego okrętu podwodnego. Później z chińskiego batyskafu opuszczonego na dużą głębokość pokazano zdjęcia wraku okrętu podwodnego, rozbitego na części z oznakowaniem identyfikacyjnym konkretnego państwa z Bliskiego Wschodu.

Comments

  1. ghul01 says:

    Przecież ten film z DE TV to beka jest.

    Ta strona obraża polską inteligencję przed wojenną – bo jako takiej współczesnej niestety nie ma, czego ta strona jest idealnym przykładem.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Powtarzasz Pan szablony wdrukowane dość powszechnie Polakom, że przed wojną jedynie była inteligencja. Im dalej od czasów z których niewielu żyjących już pozostało, tym bardziej uprawia się zakłamaną propagandę, jakie to sielskie czasy były – w tym przypadku te przed II wś w II RP, zwłaszcza w okresie od zamachu majowego w 1926 r. – do wojny. A faktycznie to był BRUD, SMRÓD I NĘDZA, ponad 80 % społeczeństwa. I ta cała ‚ENTELEGENCJA” (bo to nie ma nic wspólnego z inteligencją) jest współodpowiedzialna za największą katastrofę w historii, jaką była II wojna światowa dla Polski. I teraz także rządzi nami ENTELEGENCJA (czyli ludzie, którzy zamiast mózgu maja w głowie papier z GW, GP i wiadomości z TVN) i niestety z możliwymi podobnymi skutkami. I podobna ENTELEGENCJA zabiera od czasu do czasu głos na naszych łamach, opowiadając różne bajki, legendy lub uprawiając dezinformacje !!!

  2. nanna says:

    Całkiem bezradni nie jesteśmy, choć zakres naszego oddziaływania by szkody wyrównać jest bardzo niewielki. Ale warto i ten wykorzystać.

    Sól, zwykła, kamienna, ale może być i warzona, jodowana albo i nie, ma właściwości pochłaniające toksyny.
    Bardzo pomocny jest footsoak, czyli kąpiel stóp w wodzie z solą.
    Bierze się miskę, nalewa do niej wody – jeżeli człowiek jest „naładowany”, ma w sobie „gorąco”, to wówczas woda powinna być mniej więcej tak ciepła jak temperatura ciała. Albo nieco chłodniejsza. Ma być jej tyle, żeby sięgała ponad kostki nóg.
    Więc dobrze jest sobie przygotować miejsce, w którym można usiąść wygodnie, postawić miskę z wodą z solą, nie zapomnieć o ręczniku do wytarcia nóg, no i włożyć stopy do tej wody. Na jakiś kwadransik, ale nie za długo, bo ponoć potem „idzie z powrotem”.

    Gdy człowiek czuje, że mu „brak energii w środku”, raczej jest mu w środku „zimno” albo „słabiej”, to wówczas woda powinna być cieplejsza, choć oczywiście nie za gorąca. Ale możliwie ciepła, w zależności od „zimności wewnętrznej”, by bilans ciepła wyrównać.
    I tak samo jak napisałam powyżej: sól oraz ręcznik do wytarcia nóg na podorędziu, a potem dobrze jest w tym przypadku nałożyć na nogi ciepłe skarpety. Czas footsoaku taki sam.

    Gdyby ktoś miał ochotę potraktować się bardziej całościowo, to można oczywiście wykorzystać w tym celu prysznic.
    Przygotować sól, najlepiej w plastykowym pojemniku – szkło się tłucze, z mokrej ręki może wypsnąć! – może być obcięta butelka po wodzie, do tej soli można dać jakiś olejek eteryczny (kilka kropel, nie za dużo!), ale niekoniecznie, jeżeli chcemy wykorzystać tylko same właściwości lecznicze soli jako takiej.

    Polać ciało ciepłą wodą – również o temperaturze zależnej od odczuwanego w sobie ciepła bądź zimna. Na mokrą dłoń nasypać soli, ok. łyżki albo może być więcej, jak się uda, i tę sól przesypać na drugą dłoń, a tym co się do mokrej dłoni przykleiło delikatnie masować, bądź tylko rozprowadzić po skórze. I tak przesypywać z dłoni na dłoń, a gdy się sól wyczerpie, dosypać znowu i powtarzać czynność, aż całe ciało będzie „posolone”. Nie trzeć, bo będzie piekło. Nie dawać na oczy i błony śluzowe, bo też nieprzyjemne, ale można w każdej chwili spłukać i po problemie.
    Po naniesieniu soli na ciało – od góry do dołu – spłukać dokładnie i się wytrzeć ręcznikiem. Sól wcale nie wysuszy skóry, a uczyni ją gładziutką i czystą.
    Tak można robić czując, że „bierze przeziębienie”. Po takim prysznicu z solą dobrze jest na chwilę usiąść pod kocykiem albo nawet położyć się na chwilę pod kołderką.
    Więc praktycznie jest zrobić taką kurację przed pójściem spać.

    Jeżeli ktoś odważny – choć nie ma się czego bać – to może wypróbować doprowadzić swoją skórę do właściwego ph myjąc się sodą oczyszczaną tak, jak w przypadku soli.
    Z całą pewnością ma to dobroczynne działanie na organizm, jako że skóra człowieka jest jego największym powierzchniowo organem.
    Raz w tygodniu to w sam raz, ale nie przez miesiące, lecz tak, jak człowiek czuje, że powinien.
    Oczywiście sprawdziłam na sobie i piszę na podstawie własnego doświadczenia.

    Zaznaczam, że soda oczyszcza/o/na (to jest ta spożywcza) to nie soda kalcynowana. Są różne rodzaje sody i należy dobrze sprawdzić, która jest która.
    Soda kalcynowana ma właściwości żrące – nie za bardzo i nie ma co panikować, ale je ma – i w połączeniu z wodą jest reakcja egzotermiczna, czyli wytwarza się gorąco. To się wyraźnie czuje, więc nie wiedząc, czy mamy do czynienia z sodą oczyszczoną, czy kalcynowaną, można dać na dłoń szczyptę tej substancji i na to nakropić wody, to będzie czuć ciepło gdy kalcynowana, a nic – gdy oczyszczona.
    Według mnie w internecie prowadzona jest na ten temat dezinformacja. Należy uważać.

    Może by jakiś dobry chemik wypowiedział się na ten temat?

    Z tego, co wiem, to w sezonie poza letnim główną przyczyną różnego typu przeziębień jest branie prysznica z rana, przed wyjściem z domu.
    Najlepiej jest myć się całościowo wieczorem i potem nie wychodzić na dwór, a z rana praktykować higienę miejsc strategicznych, jak pachy i krocze. Oczywiście, twarz jest dostosowana do mycia bez względu na porę dnia i nie ma dużego wpływu na osłabianie odporności organizmu. Mycie rąk to oczywistość, rozumie się.

    Gdy chcemy zdezynfekować mieszkanie, dobrze mieć metalowy kubek (nie emaliowany, bo odpryśnie na sucho!), dać do środka łyżeczkę ziół stosowanych zwykle do gotowania, postawić go na gazie, i zrobić „mały dymek”, a gaz od razu wyłączyć, gdy się on pojawi.
    Dym ma wielkie właściwości dezynfekujące. Po chwili można przewietrzyć.
    Do dymienia nadaje się każde zioło kuchenne, suche.
    Ale także np. owoc jałowca.
    Można robić mieszankę albo stosować zioło pojedynczo.
    Kto chce, może ze spaceru przynieść małą gałązkę sosny, świerka albo choć kilka zielonych igieł i to podgrzać do uzyskania „dymka”.
    Kubek będzie gorący, to dotykać przez rękawicę albo szmatkę. Nie podpalić od płomienia, czyli posłużyć się rozumem, żeby nie narobić sobie problemów.
    Kiedyś, gdy był w domu ktoś chory, odymianie mieszkania było oczywistością. Czyli odymić, wytruć bakterie i wirusy, a potem przewietrzyć.

    No to dodam jeszcze, że gdy ktoś chce zrobić sobie proszek do mycia zębów, to może kupić kredę spożywczą (sprzedawana ilość starcza co najmniej na rok) stosowaną do odkwaszania wina (domowej roboty) i do tego dodać węgiel aktywowany – taki od biegunki. Na łyżkę kredy jedna kapsułka węgla – otworzyć, wysypać i wymieszać.
    Stosowanie takiej mieszanki wyrównuje ph w jamie ustnej.
    Można do tej kredy (ale raczej bez węgla, bo ten neutralizuje) dawać – na łyżkę kredy – dwie krople olejku eterycznego NATURALNEGO 100% miętowego, tymiankowego albo doinformować się, który jest dobry dla zębów i dziąseł. Wykonany produkt powinien być w szklanym słoiczku, szczelnie zamknięty; wstrząsać od czasu do czasu, w celu dokładnego wymieszania substancji. Nie wkładać do tego szczoteczki do zębów, bo zainfekuje, ale wysypywać na dłoń niewielką ilość i w tym maczać zwilżoną wodą szczoteczkę.

    Polityka to także i zdrowie człowieka.
    Tak myślę.
    Więc życzę wszystkim zdrowia, jeżeli oni sobie życzą przyjąć ode mnie takie życzenia.
    Czy to nie miłe? : )

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Dziękujemy za cenne porady, jak w prosty sposób, domowymi sposobami można się leczyć i zapobiegać. Za jakiś czas opublikujemy cały komentarz w poradach zdrowotnych. Odnośnie soli, to warto zastosować sól magnezową z takimi samymi zaleceniami jak ze zwykłą.
      Pozdrawiamy ciepło

  3. nanna says:

    Dziękuję pięknie. Bardzo mi miło.

  4. nanna says:

    Chciałam napisać coś o tej ‚sztucznej inteligencji” ale nie przeszło.
    Może tu?
    Co jest dla człowieka dobre, korzystne?
    Zawsze i wszędzie to, co naturalne, prawdziwe.
    Człowiek posiadając przecież „naturalny”, czyli prawdziwy mózg orientuje się dzięki niemu i poddanie takiego naturalnego mózgu procesom go usztuczniającym jest deformowaniem funkcji mózgowych, jego wynaturzaniem.

    Co może być w tym dobrego?
    Uważam, że absolutnie nic i jest to wielce szkodliwe. Zabicie naturalnego mózgu by zastąpić go mózgiem sztucznym nie jest i nie będzie niczym dobrym.
    Nasz naturalny mózg jest dostosowany do dekodowania naturalnego otoczenia, czyli wszystkiego, w czym żyjemy: powietrza, kwiatów, ptaków, wody, chmur i w ogóle tego, co z czym człowiek stanowi całość.

    Jak wiemy, sztuczne chmury dają sztuczny deszcz i on jest niedopasowany do Całości, a więc w efekcie szkodliwy, jako że powoduje zakłócenia równowagi.
    To samo z wyhodowaniem sztucznych zwierząt, nie mogących się zintegrować z Całością z racji na to, że nie powstały one w wyniku naturalnej selekcji, lecz zostały na Naturze wymuszone. Zwierzęta takie nie są zdolne do samodzielnego życia, jako że brak im naturalnego, boskiego programu zwanego instynktem, który to program pozwala zwierzętom dopasować się do otaczającego je świata w tak doskonały sposób, że tego ludzki mózg wprost nie może pojąć; jak to możliwe, że na sawannie pasą się antylopy o parę metrów od leżących lwów?

    Przecież powinny się ich bać i uciekać. A jednak nie! One wiedzą, że lwy teraz polować nie będą, bo nie został wywołany taki impuls, które one by odebrały, gdyby on był czynny. Antylopy są w stanie porozumiewać się z lwami i na odwrót. Wszędzie w Naturze jest ogólna współpraca, jest dopasowywanie się i choć to wygląda jak walka na śmierć i życie, to jest to jednak tylko częścią Kosmicznej Gry.

    Wszędzie jest doskonała równowaga. Oczywiście wszędzie tam, gdzie nie wsadził swoich psujących łap człowiek opętany chęcią grania roli Boga.

    Widzimy, że Bóg stworzył wszystko maksymalnie skomplikowane tylko po to, żeby było dla ludzi możliwie proste, możliwe do pojmowania ludzkimi zmysłami. My, dekodując naturalne otoczenie możemy je odbierać wybiórczo, tylko to, co jest nam potrzebne, a reszta – choć jesteśmy jej istnienia jakoś świadomi – nie ma dla nas znaczenia. Wiemy, że ona jest, ale mamy do Boga zaufanie i się nią nie zajmujemy, bo tak jest dla nas dobrze. Nie możemy pojąć wszystkiego na raz, nie możemy pojąć Całości Stworzenia, ponieważ to przekracza nasze możliwości.

    Człowiek odbiera świat przy pomocy zmysłów, nastrojonych właściwymi – albo i niewłaściwymi – algorytmami tak, że część jest dla nas możliwa do ogarnięcia, do zrozumienia. I jeżeli rozwijamy się, jest to za każdym razem inna część, uzupełniająca wiedzę dotychczasową.

    Kilka dni temu złamała mi się motyczka, to znaczy trzonek. Miał już swoje lata, to się złamał. Nic wielkiego. Motyczka ta jest niezwykle praktyczna, odpowiednio ukształtowana i wygięta tak, że można nią dziabać niewielkie darnie trawy, którą potem dziobią i rozgrzebują kury. One potrzebują różnych substancji, znajdujących się tuż pod powierzchnią ziemi, ale także chętnie jedzą zielone części roślin. Nie wszystkich, oczywiście! One dobrze wiedzą, co jest smaczne a co mniej, i gdy rzucę im na przykład te darnie trawy i do tego liście rzodkiewki, to rzucają się na liście ignorując trawę. A gdy nie ma już liści rzodkiewki do dziobania, no to zadowalają się trawą. Skąd one to wiedzą? To są przecież tylko „głupie” kury!

    Więc gdy złamała mi się motyczka, to postanowiłam ją naprawić. Sama. Z reguły to, co mogę zrobić sama, własnymi rękami, to chętnie to robię. I tak było z motyczką. Najpierw usunęłam starą część trzonka tkwiącą jeszcze w uchwycie. Stukałam młotkiem w motyczkę trzymając kikut trzonka i się udało uchwyt oczyścić.
    Następnie wzięłam większy sekator i poszłam, gdzie – jak zapamiętałam – rosną leszczyny. Ucięłam odpowiedni kawałek patyka. Przymierzyłam do uchwytu motyczki. Następnie oskrobałam ten nowy uchwyt z kory. Dlaczego? Otóż, wiedziałam z doświadczenia, że patyk z korą jest co prawda bardziej chropowaty, więc lepiej się „trzyma” ręki, ale wiedziałam również, że gdy kora wyschnie będzie zbyt szorstka i będzie mi robić dziury w rękawicach ogrodniczych. Więc nożem oskrobałam starannie patyk, na jednym końcu lekko dopasowałam by wszedł w uchwyt motyczki i wbiłam trzonek stukając drugim końcem o pieniek, aż się odpowiednio wpasował. Wtedy przybiłam go gwoździem papniakiem, bo ma on duży łeb, a dziurka w oprawce była na zwykły gwóźdź za duża.
    Od razu poszłam z wiaderkiem nadziabać trawy, żeby motyczkę wypróbować, czy dobrze leży w ręce. Jest dobra.

    Po co to piszę?

    A no po to, żeby uzmysłowić niektórym, że nawet naprawa motyczki jest czymś twórczym, dającym możliwość zastanowienia się nad zagadnieniem i dokonania wyboru oraz sprawdzenia efektu, czy decyzja była właściwa.
    Idąc do krzaka leszczyny popatrzyłam sobie na trawę, że jeszcze ładnie zielona; widziałam również niebo, lekko zachmurzone i czułam na twarzy coś jak mżawkę (ponoć „dobrą na cerę”). Wzięłam ze sobą psa, on wąchał w powietrzu czytając niedostępne mi wiadomości a po jego zachowaniu wiedziałam, że jest wszystko jak ma być. Jeżeli pies tak mówi, to tak właśnie jest. Pies się nie myli. Dobry, normalny pies, bo przecież nie zmanierowany kanapowiec cierpiący na permanentne zatwardzenie.

    W trawie były liczne rośliny, których nawet nie znam z nazwy i one wyglądały nawet tak, jakby jeszcze chciały przed zimą trochę podrosnąć. Pewnie tak było, ponieważ w lecie i na jesieni inne rośliny dominują i te późnojesienne mają szansę tylko tuż przed pierwszym śniegiem.
    I teraz pomyśleć, że za mnie motyczkę oprawiła by „sztuczna inteligencja”!
    Zgroza!

    Iluż bowiem bodźców zostałabym pozbawiona, jakąż satysfakcję mogła bym mieć z tego, że nie tylko nie muszę oprawiać jakiejś motyczki, ale nawet do niczego jej nie potrzebuję. Ba! Być może nie wiedziałabym nawet o tym, że jest coś takiego jak motyczka!
    Dziabiąc trawę mam jednocześnie gimnastykę na świeżym powietrzu. To jest całość: złamany trzonek od motyczki, krzak leszczyny, sekator, nóż do oskrobania z kory, papniak do umocowania trzonka w oprawce, zadowolone z trawy kury znoszące smaczne jaja no i do tego przynależna ja. No i pies, który sobie poczytał nowe wiadomości i mi powiedział, że nic nowego się nie dzieje w okolicy, bo gdyby się działo, to on by na to reagował.
    Gdybym ja zdała się na jakiś czynnik obcy, rzekomo ułatwiający mi życie, czyli bezmózgie automaty zwane „sztuczną inteligencją” zostałabym pozbawiona takiego pięknego fragmentu mojego życia.
    Za nic się na to nie zgodzę!

    Nie ma czegoś takiego jak „sztuczna inteligencja”. Inteligencja to coś żywego, coś, co stale się rozwija i uczestniczy w procesie życia.
    Robotyczne wpływy na człowieka są dla niego zgubą.

    Zamknięte w algorytmach, w tysiącach linijek kodu komputerowego rozkazy to nie żadna inteligencja. Procesor nie miał, nie ma i nie będzie miał nigdy żadnej inteligencji. To, że zostanie on zaprogramowany na rzekome samoprogramowanie się nie zmienia faktu, że ktoś musiał taki procesor zaprogramować, ktoś z zewnątrz.

    Człowieka zaprogramował Bóg.

    A człowiek usiłuje nieudolnie udawać Boga wymyślając dziwaczne maszyny, zupełnie zbędne, jako że do ich obsługi potrzeba najpierw wiele osób, które to osoby w pewnym momencie stają się dla maszyny zbędne. Ona już jest uruchomiona i może wykonywać pracę.
    Nie jest to niczym nowym, a przeciwnie: jest kontynuacją tego samego oszustwa, jakiemu poddano ludzi w ramach tzw. rewolucji przemysłowej.
    Wtedy to mamiono ludzi opowiastkami, że gdy zostaną zastosowane maszyny, to ludzie będą mieć dla siebie czas wolny.

    Nic takiego się nie stało, a przeciwnie!

    Najpierw redukowano liczbę osób zatrudnionych w danej fabryce, by następnie rugować ludzi dorosłych i skazywać ich na bezrobocie, czyli degenerację i wegetację, a na ich miejsce kapitalista zatrudniał dzieci – w wieku od kilku do kilkunastu lat, czyli od lat 5 do 12 i płacił im dużo mniej niż zmuszony był płacić ich rodzicom za wykonanie tej samej pracy.
    Rodzice tych pracujących dzieci z braku zajęcia popadali w alkoholizm, ich morale spadało dramatycznie i życie robotnika w „przemysłowej anglii” to była jedna, wielka tragedia.
    Poza tym bladzi nic nie wymyślili nowego. Niby maszynę parową wymyślił dżejms łot, ale to nieprawda. Dużo wcześniej taką maszynę parową skonstruował Heron – Grek, już w 60 roku naszej ery!

    Rozwój przemysłu to też było oszustwo także i na innej płaszczyźnie. Otóż, ludziom powiedziano, że poziom życia to stan posiadania dóbr materialnych i dziś osiągnęło to swój nikczemny pułap, gdy morza i oceany są zatrute, gdy w nich pływają monstrualne wyspy złożone odpadów plastykowych. Gdy w każdym kraju problemem jest składowanie śmieci i państwa sobie wzajemnie podrzucają odpady. W Polsce problem „rozwiązano” tak, że składowiska śmieci są podpalane przez „nieznanych sprawców” i nie można wówczas nic udowodnić, kto oraz co tam składował.
    Człowiek ze swej natury to twardziel i byle pożar wysypiska emitujący tony toksyn z nóg go nie zwali, a przynajmniej nie od razu.
    Widzimy więc, że jeśli człowiek nie był w stanie opanować właściwie „wynalazku plastyku”, to co mówić o głębszej ingerencji w życie człowieka na poziomie ludzkiego umysłu.

    Żaden procesor nie jest w stanie sam siebie zaprogramować. Robią to ludzie w zależności od własnej wyobraźni i własnych zdolności oraz INTENCJI. Procesor z nimi nie komunikuje, bo nie ma jak. To człowiek udaje, że procesor wysyła mu sygnały zwrotne, ale są to te same sygnały, które człowiek wgrał do tegoż procesora.

    Jeśli człowiek nie zrozumie swojego miejsca w Dziele Stworzenia udostępnionego ludziom przez Boga i będzie ingerował w naturalne procesy poznawcze zastępując je jakimiś sztucznymi, nazywanymi dla zmyły „sztuczną inteligencją”, to będziemy zgubieni.

    Ta „sztuczna inteligencja” jest wykon/yw/ana na czyjeś (na czyje?) zlecenie i ma swój wyraźny cel. Jest nim pozbawienie człowieka wpływu na własne życie, jest to pozbawienie człowieka możliwości podejmowania decyzji, a więc jest to szatańskie dzieło mające z człowieka uczynić niewolnika osób, sterujących taką „sztuczną inteligencją”. Takie osoby są, całkiem realnie, i to na ich zlecenie pracują „naukowcy” by zniewolić ludzi, by pozbawić ludzi wolnej woli danej ludziom przez Boga – aby mogła mieć miejsce Ewolucja: żywy proces, w wyniku którego człowiek doskonali się na zasadzie prób i błędów.

    Niby ta „sztuczna inteligencja” miała by być mądrzejsza od tej naturalnej. A jakim to cudem?

    Na przykład nie mamy nawet pojęcia, co jest w mózgu niemowlęcia już na starcie jako program podstawowy, umożliwiający oddychanie, trawienie, sikanie, ruszanie oczami, puszczanie bąków i uśmiechanie się czy płacz. A to przecież dopiero początek. Biorąc pod uwagę kilka lat życia, to przyswojonych algorytmów ma taki mały człowieczek naprawdę niesłychanie wiele. A to, że niby człowiek robi większość czynności „automatycznie” nie oznacza, iż w jego mózgu nie są stale czynne algorytmy, dopasowujące się na bieżąco do danej sytuacji, a więc same programujące się wciąż na nowo.

    Sugestie, jakoby „sztuczna inteligencja” mogła się usamodzielnić i nie będą jej potrzebni ludzie to kłamstwo. Za każdą linijką programu komputerowego stoi programista. To on byłby wówczas panem ludzi, którzy naiwnie daliby przyzwolenie na podporządkowanie się tej „sztucznej inteligencji” czyli temu programiście bądź jego zleceniodawcy.
    A „sztuczna inteligencja” byłaby czymś jak w czasie „transformacji” była „restrukturyzacja” czyli masowe zwalnianie ludzi z pracy by uczynić ich bezrobotnymi. Czyli posłusznymi, jako że człowiek musi coś jeść, mieć się w co przyodziać a niektórzy są odpowiedzialni za własne rodziny, więc na wiele się zgodzą.

    Ta „sztuczna inteligencja” to oszustwo.

    Z tego, co ja wiem, to w ramach Ewolucji wciąż czynny jest proces przechodzenia z niższych pułapów rozwoju na wyższy i żaden z tych elementów nie jest gorszy czy mniej ważny. Ewolucja to Całość, więc nie można wykluczać jednego a podkreślać drugiego, bo to tak nie działa. Jest stała współzależność i jest to proces żywy.
    Małpy mają w tym swoje niezbywalne miejsce, wcale nie gorsze od człowieka. Tym niemniej można przyjąć, że w którymś momencie pewna grupa małp była w stanie przyjąć impuls katapultujący je na wyższą orbitę i one rozwinęły się bardziej niż te, które pozostały tu, gdzie były.

    Ale także jest oczywiste, że aby zaistniał człowiek w swoim „lepszym wydaniu” na Ziemię schodzili Bogowie i „poprawiali” kod genetyczny sterując tym samym rozwojem gatunku ludzkiego i dając wskazówki co oraz jak należy robić. Nie każda linia genetyczna mogła w tym uczestniczyć, jako że nie każda się do tego nadawała.

    Które to były, nie wiemy, bo nie jest to dla nas ważne. My, jako ludzie, mamy swoje zadanie do wypełnienia i nie mamy powodu zajmować się tym, na co nie mieliśmy czy nie mogliśmy mieć wpływu. To, co nam dostępne jest tak ogromne, że nie starczy nam czasu ziemskiego, by to ogarnąć.

    Pozornie materia nam służy, ale w najlepszym razie tylko wówczas, gdy my korzystamy z niej zgodnie z jej wymogami. My materii nie możemy stawiać żadnych wymagań, choć istnieją próby z „aleksą” , która robi zakupy, gasi światło itp. głupoty.
    Czyli te „ułatwienia” robią z człowieka zdrowego – kalekę, także psychiczną, za którą konieczne jest pamiętać co należy kupić do jedzenia i kiedy wyłączyć światło.

    Urządzenia mechaniczne to nie inteligencja. Nawet, gdy sterowane są elektronicznie, to jednak nośnikami tej elektroniki też jest coś materialnego, namacalnego.

    Wszystko działa na zasadzie „przyczyna – skutek”. Byle chłop, który dokupił sobie ziemi i zmuszony był kupić przez to większy traktor wie to już po pierwszej wiośnie, gdy musiał to obsiać. Oszukiwanie się, że w nowym traktorze jest klimatyzacja, której stary traktor nie posiadał nie zmienia faktu, iż do zaorania większej ilości ziemi potrzeba więcej czasu i większy traktor zużyje więcej paliwa. Mało tego! Zasianie większego obszaru skutkuje zbieraniem plonu z większego obszaru, a więc faktor: czas/paliwo również jest większy.

    Nawet najsprytniejszy komputer, jeśli on „symuluje pracę mózgu” to przecież człowiek rozumie, że symulacja to symulacja, a rzeczywiście odbywający się proces to coś zupełnie innego. Coś, co udaje, że jest rzeczywistością wcale tą rzeczywistością nie jest.

    Nie wiemy, czy dany komputer jest „szybszy” od ludzkiego mózgu, ponieważ nie mamy wglądu w ludzki mózg. Symulacje wglądu to nie wgląd. Nie wiemy, w jakich jednostkach czasowych operuje ludzki mózg i stawianie tez, że maszyna jest w tym szybsza od człowieka to kłamstwo.

    Większość procesów w ludzkim mózgu przebiega poza świadomą percepcją. Na takie okoliczności mamy stale czynne algorytmy podstawowe, prezent od Matki Natury. Ile tych operacji analitycznych jest, nie możemy tego wiedzieć, bo nie mamy jak się tego dowiedzieć. A dodatkowo każdy ludzki mózg czymś tam się różni od innego mózgu, czyli byłoby to porównywanie gruszek z jabłkami.

    Zastąpienie takiej wspaniałej różnorodności czymś sztucznym, zwanym podstępnie „sztuczną inteligencją” to zbrodnia dokonana na ludzkiej inwencji, na ludzkiej wolnej woli.
    Nie ma żadnego powodu, by zastępować coś doskonałego i wspaniałego byle czym, wypocinami jednej lub kilku osób obłąkanych wizją „naprawy świata. Taka naprawa świata to jego unicestwienie pod pozorem ułatwiania ludzkości czegoś tam. W praktyce jest to utrudnianie, nie żadne ułatwianie tak samo jak „transformacja” nie była żadną transformacją a złodziejstwem, a „restrukturyzacja” nie była żadną czynnością naprawczą a jedynie niszczycielską.

    Ponoć istnieją roboty, które mogą chodzić podobnie jak człowiek albo robić koziołki jak małpa.
    Widać więc po tym, że człowiek nie może odnieść na tym polu żadnego sukcesu w sensie udoskonalenia czegokolwiek, a jedynie może nieudolnie naśladować pewne czynności posiadane przez żywe istoty jako element programu podstawowego, wgranego od samego początku życia.

    Pod względem wykonywania fikołków małpy stoją o wiele wyżej niż człowiek. Co ciekawe, to także małpy potrafią szybciej odgadywać, gdzie co jest schowane – pod jakim symbolem. Jak więc mogło by być możliwe, że ta „sztuczna inteligencja” nie mogąc nawet osiągnąć poziomu małp miałaby być dla człowieka czymś lepszym niż inteligencja ludzka, wrodzona i rozwijana na przestrzeni ludzkiego życia.

    Ktoś świadomie wprowadza ludzi w błąd i chce podstępem sprowadzić ludzkość na niższy, zwierzęcy poziom, a nawet i jeszcze niżej.
    Sztuczne osiągnięcie poziomu ludzkiego jest dla człowieka niemożliwe. Mózg ludzki sam siebie nie był/jest w stanie wymyślić, a więc i nie będzie w stanie zrobić siebie w jakiś sztuczny sposób lepszym niż ten naturalny.
    Sugerowanie, iż „sztuczna inteligencja” może rozpoznawać emocje jest kłamstwem. Ta „sztuczna inteligencja” jest martwa więc nie jest możliwe, że ona rozpoznaje żywe procesy, do których bez wątpienia należą emocje.

    Weźmy choćby takie nasionko marchewki. Jest ono maleńkie, ale ono wie, ile wilgoci potrzebuje by kiełkować. Wie ono również, jaki skład gleby musi być, by kiełkować oraz jaka jej temperatura. Skąd ono to wie? I wie takie nasionko, że ma rosnąć korzonkiem do dołu a nacią do góry. I z całą pewnością nie wyrośnie z nasionka marchewki pietruszka.

    Wychodzi na to, że ową „sztuczną inteligencją” będzie grupka dupków na usługach tych, co pociągają za sznurki a sami schowani są za kotarą.
    A więc celem tej „sztucznej inteligencji” była od początku i jest w dalszym ciągu totalna inwigilacja i depopulacja.

    To nie jest przecież tak, że człowiek może być w swoim własnym życiu zbędny. To niemożliwe.
    Człowiek jest zbędny w programie „sztucznej inteligencji” realizowanym wbrew ludziom, wbrew ludzkim dążeniom i wbrew Planowi Boga.
    Jest to więc szatański plan zepsucia tego, co stworzył Bóg i zastąpienia tego pokracznymi tworami grającymi rolę ludzi.
    Naukowcy okazali się oszustami, będącymi na usługach zakulisy, a by ukryć prawdziwe cele podawane jest to ludziom jako nowoczesność i ułatwianie ponoć ciężkiego życia.

    Człowiek jest tak skonstruowany, że może sam na siebie zapracować, może sam o siebie zadbać, o swoje jedzenie, swoje mieszkanie i swoje zdrowie. Układ mięśniowy człowieka jest tak zrobiony, że człowiek może wykonywać tzw. pracę fizyczną i jest to pozytywne działanie stymulujące nie tylko same mięśnie, ale także ma także swoje odzwierciedlenie na poziomie psychicznym. Dobrze wykonana i sensowna praca daje człowiekowi satysfakcję i człowiek dzięki niej ma poczucie wartości własnej. Każde odejście od zasady uczciwej pracy powoduje u człowieka dyskomfort, choć jest on sprytnie przez mózg maskowany i usuwany z kręgu świadomego działania – sumienie jest wyłączane a na jego miejsce włączają się algorytmy wyjaśniające, usprawiedliwiające niewłaściwe postępowanie, jako że człowiek ma tendencję by się dobrze czuć we własnej skórze. Więc praktykuje samozakłamywanie i tym samym ma zafałszowany wizerunek własny. Często taki człowiek postępuje tak, że chce on wymusić na bliźnim, by ten uważał nikczemnika za osobę szlachetną i wówczas nikczemnik płaci za to cenę. Jeżeli bliźni zapłatę przyjmuje, staje się wspólnikiem nikczemnika z pozycją lepszą niż sam nikczemnik.
    Dlatego żaden „milioner” nie bywa nawet szczęśliwy. Przyzwyczajony do zdobywania pieniędzy używa ich także do kupowania sobie zadowolenia choćby przy pomocy aktywnych klakierów.

    Czy dla „milionera” przewidziana jest taka sama „sztuczna inteligencja” jak dla zwykłego człowieka? Na pewno nie! Ów milioner posłuży się tą „sztuczną inteligencją” czyli kupi sobie usługi dupków z tytułami naukowymi i ci będą dla niego pracować zniewalając ludzi coraz bardziej skutecznie.

    Nawet forsowane są teorie, że „miejsce pracy człowieka kosztuje”! – i dlatego korzystne jest zastąpić człowieka maszynami. A kogo to kosztuje? Przecież człowiek pracuje nie tylko na siebie ale i na „pracodawcę”. O co więc może tu chodzić? A no o to, że „pracodawca” nie chce się dzielić z nikim zyskiem, choć to nie pracodawca ten zysk wypracował własnymi rękami.

    Jaki to mogło by mieć sens? Siedzi sobie taki bogacz, fotel masuje mu plecy i nie tylko. Robot przynosi mu żarło i napitek oraz sprząta co bogacz nabrudził. Inny robot pracuje dla bogacza i bogacz dzięki temu ma więcej pieniędzy bo nie musi się z nikim dzielić.
    A po co mu te pieniądze?
    Gdyby sobie wydrukował je na drukarce w domu, to znaczy, gdyby mu automat te pieniądze wydrukował, to miały by one taką samą wartość jak i wówczas, gdy roboty produkowały by towary, których nikt nie mógłby kupić bo nie miałby za co.
    Więc te majtki i kalesony to by musiały kupować wytwarzające je roboty! Ludzie, bezrobotni, nie mieli by na takie luksusy pieniędzy.

    Zachwianie systemem wzajemnej zależności spowodowało by bezsens wszelkiego działania w społeczeństwie, a więc i uczyniło by życie także bezsensownym.
    Nie byłoby żadnego ułatwienia zastępując ludzi maszynami, lecz byłoby to unicestwienie ludzkości. Po nic. Zupełnie po nic. Wygranych nie byłoby, bo maszyny by nie wiedziały że wygrały, jeżeli dupki programujące te automaty nie napisały by dla tych maszyn programu dającego robotom poczucie zadowolenia z wygranej.

    Każdy automat „samo programujący się” musi mieć najpierw wgrany program dający temu automatowi możliwość tego „samo programowania się”. Czyli to lipa, kłamstwo i pic na wodę fotomontaż. I nie żadne tam samo programowanie się ale wykonywanie zleconych algorytmów.

    Widzimy, że macherzy są zdolni wmówić ludziom dowolne kłamstwa, byle je sprytnie pod coś podczepić. A więc robotyzację wystarczy nazwać „sztuczną inteligencją” i ludzie kojarząc inteligencję zgodnie z pierwotnym algorytmem pozwalają na dokowanie fałszsywki w taki sposób, że może ona udawać prawdę. Wyraz „sztuczna” jest ignorowany, wyraz „inteligencja” jest dekodowany jako coś, co jest już znane i uznane za prawdziwe i człowiek gotowy jest zaakceptować podczepioną pod nią dowolną głupotę. Także to, że maszyna uczyni człowieka zbędnym. Zwykłe odwrócenie ról, praktykowane od wieków i niemal wszędzie.

    Podobnie zrobiono z wyrazem „solidarność”. Ludzie stracili czujność, ponieważ solidarność od zawsze była czymś pozytywnym, czymś dającym poczucie bezpieczeństwa i stałości. I do tego słowa podczepiono różne inne, których ludzie już nie sprawdzali na prawdziwość. I dlatego możliwe było takie masowe oszustwo.

    A więc z tą „sztuczną inteligencją” jest tak samo i nie powinniśmy dać się już oszukać.
    Robot to robot, automat to automat, kłamstwo to kłamstwo a prawda to prawda.
    Konieczne jest dane wchodzące skrupulatnie sortować i nie wpuszczać w charakterze „sprzedaży wiązanej” jak to było ponoć przed wojną: do śledzia należało kupić karnet igieł.

    Zdanie ekspertów nie jest ich zdaniem, lecz wyrażają oni opinie zgodnie z życzeniem zleceniodawcy, zaledwie firmując to swoim nazwiskiem i tytułem. Człowiek sprzedajnym jest, niezależnie od tego, czy prostak czy uczony. A nawet uczony jest bardziej sprzedajny.

    Bywa, że cytowany jest „naukowiec”, który będąc całkowicie sparaliżowany, a więc także nie mógł mówić, ale pisał ponoć i wydawał książki robiąc przy okazji wielkie odkrycia. Czyje to były odkrycia? Czyje teorie i czyje myśli?

    Ja, mając do wyboru siedzieć i dawać się robotom obsługiwać, wolę wersję normalną: pójść z psem po kij leszczynowy, dociąć go na odpowiednią długość, oskrobać z kory, oprawić w uchwyt motyczki i zabezpieczyć papniakiem, a następnie wziąć wiaderko na chwasty, nadziabać trawy, dać je kurom i przyglądać się, jak one skubią źdźbła, wydziobują sobie wiadome składniki z ziemi przyklejonej do korzeni trawy, gadają przy tym między sobą i wyglądają zwyczajnie na zadowolone. Zadowolona kura – zadowolona i ja.

    Zanim na Ziemi Matce pojawili się naukowcy, życie człowieka było przyjemne, człowiek sam decydował, co i kiedy oraz jak zrobić. Był panem siebie. Życie było życia warte.
    Dziś ci naukowcy wymyślili roboty, które miałyby ponoć być dla ludzi jakimś ułatwieniem, ale jest przecież przeciwnie a nawet gorzej; nie jest to ułatwienie ale wręcz zagrożenie dla istnienia ludzkości.
    Komu i do czego może być potrzebny taki naukowiec?

    Na szczęście są na Ziemi Matce Słowianie, czyli ludzie posiadający cechy wyższe, nieznane osobnikom z zachodu, zanieczyszczonym chciwością i fałszem.
    Rosja od początku chciała z każdym państwem współpracować widząc w tym korzyści dla każdej ze stron. Ale powalone chciwością zachodnie kreatury chcą zniszczyć Rosję i zagrabić dla siebie rosyjskie bogactwa naturalne.

    Niektórzy wierzą, że ussa ma gaz w takiej ilości, że można go skraplać i sprzedawać. To, co można zobaczyć tak na zdrowy rozum wygląda tak, iż ussa blokuje aktywa zagraniczne będące własnością Rosji jako państwa i Rosjan prywatnie i szantażując tym Wschód wymusza na Rosji sprzedaż gazu do ussa, gdzie jest on skraplany i wysyłany np. do Polski. Oczywiście „biznesmeni” z ussa na tym zarabiają. Ale mogło być przecież i tak, że Rosja współpracując z ussa dostarczała by im także gaz normalnie, bez konieczności szantażu, jako że Rosja chciała współpracować z każdym.
    Tak to jednak jest, że złodziej nikomu nie ufa i zdolny jest stosować tylko metody, do jakich jest przyzwyczajony.

    Rosja sobie poradzi, bo Rosja zawsze sobie radzi.
    A teraz Rosja ma Prezydenta Putina, mądrego i kochanego Człowieka. Jest on czynnikiem stabilizującym światowe układy, także te z ussa.

    Rosjanie wiedzą, że gwałtowny upadek ussa nie byłby dla nikogo dobry, a niepotrzebnie spowodowano by nędzę i cierpienia wielu milionów ludzi.
    To jest poczytywane przez niektórych jako słabość Rosji, choć jest to wyważona, długofalowa polityka mająca na celu zapobieżenie III. wojnie światowej.

    Czy wojna ta odbędzie się przy pomocy robotów czy tylko będzie to staroświecka bomba atomowa nie będzie miało znaczenia. W jej programie jest wymordowanie możliwie jak największej liczby osób i uczynienie z Matki Ziemi pola do harców demonich, umilanych przez ludzkie niedobitki.

    Rozum więc nakazuje nawiązywać do czegoś, co jest mądre, stabilne, znane człowiekowi i nie stanowi niepotrzebnego zagrożenia.
    Tym może być dbałość o wzajemne, dobre relacje.
    Tym może być dbałość o własne zdrowie.
    Tym może być wszystko to, co ludzi łączy i wzmacnia pokój na naszej kochanej Matce Ziemi.

Wypowiedz się