Kiedy człowiek zostanie Bogiem, czyli ludzkość poprawiona ?

Niezwykle ważny temat przyszłości ludzkości w perspektywie przyspieszającego postępu technicznego i technologicznego, w oparciu o sztuczną inteligencję jest tematem wywiadu z Grzegorzem Lindenbergiem. Dylemat czy to jest POSTĘP, czy PODSTĘP ma charakter FUNDAMENTALNY !!! (red. kip)

***

O zbliżających się wielkimi krokami projektach postczłowieka i sztucznej inteligencji, o hiperglobalnym, skomputeryzowanym świecie, w którym, być może, nie będzie już miejsca dla Boga w tradycyjnym Jego pojmowaniu – rozmawiamy z Grzegorzem Lindenbergiem, doktorem socjologii, publicystą, autorem książki „Ludzkość poprawiona”, która właśnie ukazała się w księgarniach. – W świecie postczłowieka, jeśli taki powstanie, zupełnie nie wiemy, co będzie – mówi autor. Ale jednak… dużo już wiemy. Czy powinniśmy się bać?

Duch postępu

Odziany w powolną śmierć

Żerujący na głodzie

Rażący obietnicami…

(Rage Against The Machine – “Ashes in the fall”)

1.

Piotr Ibrahim Kalwas: Ukazała się twoja „Ludzkość poprawiona”, jedna z nielicznych książek polskich autorów o sztucznej inteligencji oraz o modyfikacjach genetycznych, o wychodzeniu Człowieka poza Człowieka. Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w historii, chociaż to, o czym traktuje twoja opowieść, zaczęło się już bardzo dawno, w antycznej Grecji i wcześniej. Jednak dopiero teraz nauka i technika nabrały niesamowitego przyspieszenia. Zaczynamy integrować się z maszynami, które sami tworzymy. Polacy chyba mało interesują się tą tematyką, tymczasem ty stawiasz tezę, że są to największe wyzwania przyszłości….

Grzegorz Lindenberg: To jest pierwsza niespecjalistyczna książka polskiego autora o sztucznej inteligencji i rewolucji w genetyce. Moje obserwacje są inne niż twoje – tematyka sztucznej inteligencji wzbudza duże zainteresowanie, ale ludzie niewiele na ten temat wiedzą. Tymczasem i rewolucja genetyczna, i sztuczna inteligencja zmienią świat nie do poznania w najbliższych kilku, kilkunastu latach. A w najbliższych kilkudziesięciu mają poważną możliwość zmienienia nawet nas, ludzi, jako gatunku, możliwość stworzenia kompletnie nowego, nie-biologicznego gatunku – sztucznej superinteligencji. I to nie jest żadne science-fiction.

Foto: Materiały prasowe: Grzegorz Lindenberg

Nowy, niebiologiczny gatunek… Wiesz, jakie są najczęstsze komentarze pod tekstami o transhumanizmie? „Na szczęście ja już tego nie dożyję”. To jest jak mantra. Ludzie się boją?

Pewnie, że się boją. Ta przyszłość może być najwspanialszą rzeczą, jaka zdarzyła się człowiekowi od czasu, kiedy się nauczył rozniecać ogień, ale i najstraszniejszą, bo eliminującą ludzi jako gatunek. W najbliższych 20-30 latach rozstrzygnie się, którą drogę wybraliśmy.

POLECAMY: Jeśli nie wiadomo, co jest prawdą, to lepiej w nic nie wierzyć

2.

No, właśnie, ale skąd to przyspieszenie? Rozwijamy się z wieku na wiek, ale dopiero ostatnie 20-30 lat to niesamowity skok ku przyszłości… 

To nawet nie ostatnie 20 lat, to ostatnie 12 a nawet ostatnie 6 lat. W 2012 roku zostały opublikowane dwa artykuły, które wywołały rewolucję, jeden dotyczył genetyki, a drugi sztucznej inteligencji. Pierwszy dotyczył nowej metody łatwego i taniego sposobu zmieniania genów, nazywającą się CRISPR/Cas9, a drugi traktował o roli sztucznej inteligencji w wykorzystywaniu sieci neuronowych. Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, to są dwa bardzo ważne czynniki, które ją do tego skoku wybiły: osiągnięcie przez komputery wielkich mocy obliczeniowych oraz powstanie baz danych, liczących miliony obiektów, na przykład zdjęć, a sztuczna inteligencja potrzebuje bardzo dużej liczby obiektów, na których się uczy.

 „Rewolucja wybuchła 28 czerwca 2016” – to pierwsze zdanie twojej książki. Tego dnia, sześcioro naukowców, w tym Polak, obwieściło światu odkrycie mechanizmu CRISPR/Cas9. Mało kogo to zainteresowało w świecie, tymczasem ty porównujesz skalę zmian jaką wywołało to odkrycie do tego, co sprawiła publikacja „Manifestu Komunistycznego”.

Tak, to zapoczątkowało rewolucję w genetyce porównywalną, albo większą niż ta, jaką wywołało odkrycie budowy DNA. Ogłoszono publicznie: mamy tanią, prostą, uniwersalną metodę zmieniania genów. Jedna rzecz jest w tym zdaniu nieprawdziwa: data. To się odbyło w 2012 roku, ale dzięki chochlikowi drukarskiemu oraz pomroczności jasnej, która opanowała mnie i siedem osób sprawdzających tekst, błąd będzie teraz czytany przez tysiące.

Ale „Manifest Komunistyczny” zaowocował oceanem nędzy i przemocy. Czy CRISPR/Cas9 przyniesie nam dobro? 

Uważam, że CRISPR/Cas9 przyniesie wyłącznie dobre rzeczy. Jednym przyniesie ozdrowienie z nieuleczalnych dziś chorób genetycznych, innym przyniesie nowe odmiany roślin, dzięki czemu będą mogli produkować więcej zdrowszego jedzenia. Jeszcze innym przyniesie możliwość wczesnego wykrywania rozmaitych chorób, a całym rzeszom – zwalczanie chorób takich jak rak, a przynajmniej niektóre jego odmiany, które będzie można zwalczać modyfikowanymi białymi ciałkami krwi. Niektórym, a może wszystkim, przedłużenie zdrowego życia.

Foto: Wydawnictwo Otwarte

Osiągnięcia sztucznej inteligencji byłyby niemożliwe bez nieustannego zwiększania mocy obliczeniowej komputerów. Na zdjęciu najszybszy dziś na świecie superkomputer Summit firmy IBM, ale programy sztucznej inteligencji mogą już być odtwarzane nawet w przeglądarkach na naszych komputerach.

3.

Sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy, nanotechnologia, modyfikacje genetyczne… To największe wyzwania ludzkości? A może jednak głód, nędza, analfabetyzm i narastające przeludnienie Trzeciego Świata? Setki milionów ludzi nie ma co do garnka włożyć i cierpi z braku wody, edukacji, leków… Co ich obchodzą eksperymenty z DNA czy sztuczna inteligencja?

Głód, nędza, przeludnienie – to są trudne problemy, ale nie są to wyzwania o podobnej skali, o podobnie gigantycznych konsekwencjach. Część tych konsekwencji będzie miała bezpośredni wpływ również na te odwieczne problemy, wpływ pozytywny. Już powstają nowe odmiany roślin dające większe plony, odporne na choroby, wymagające mniej wody. Niektóre już zostają wprowadzane do uprawy i jeśli nie będzie politycznych przeszkód i publicznego strachu, to dokona się na Ziemi druga „zielona rewolucja”. Powstaną nowe, tanie i łatwe metody antykoncepcji w oparciu o modyfikacje genetyczne – jeśli ludzie się zgodzą je stosować. Dzięki programom sztucznej inteligencji na pewno łatwiej będzie uczyć ludzi pisania i czytania. Pytaniem jest – czy będą chcieli się uczyć? Czy będą chcieli mieć mniej dzieci? No i pytanie podstawowe – czy uda się zastąpić skorumpowane autokratyczne rządy w kilkudziesięciu krajach, rządami demokratycznymi. W tym nam ani sztuczna inteligencja, ani genetyka nie pomoże. A bez tego nędza i analfabetyzm na świecie nie znikną, mimo plusów, jakie stworzy w ekonomii sztuczna inteligencja.

Wiesz co mnie niepokoi w twojej książce? Nie piszesz nic o „zemście Boga”. To tytuł książki Gillesa Kepela o fenomenie fundamentalizmu religijnego, o rozczarowaniu nowoczesnością mas, głównie Trzeciego Świata. Ale i na Zachodzie rzesze biedaków i wszelkiej maści religiantów, nienawidzi nowoczesnego świata. Ludzie ci kierują swoje frustracje, kompleksy, żale, a przede wszystkim strach w stronę szeroko rozumianej nauki. Twoja książka to hymn pochwalny na cześć Zachodu i jego niezwykłej, twórczej myśli. Tymczasem miliony na świecie marzą o spaleniu tego świata i powrocie na tradycjonalistyczną, poddaną Bogu „pustynię”. Terroryści islamscy chcą świątyń, totemów i zniewolonych owieczek, a nie sztucznej inteligencji. Jesteśmy na wojnie modernizmu z tradycjonalizmem. Ona będzie eskalować, nie boisz się, że neoluddyści, wrogowie Maszyny, zwyciężą? 

Nie, nie boję się. Nie zwyciężył ani luddyzm, ani faszyzm czy komunizm. Boję się natomiast, że walka z fundamentalizmami pochłonie miliony ofiar, jak kiedyś walka z komunizmem i faszyzmem. Będzie się nasilała, bo rozdźwięk między światem fundamentalizmu, rojącym o powrocie do rajskiego ogrodu, a nowoczesnym światem, będzie się powiększał.

Neoluddyści XXI wieku nie niszczą maszyn przędzalniczych, tylko podkładają bomby sterowane komputerowo. Pytam o to, bo data obwieszczenia manifestu CRISPR/Cas9 jest znamienna… Równo cztery lata potem, w zamachu na lotnisku w Stambule zginęło 45 osób, a ponad 200 zostało rannych. Zamachy przeciwko wolnemu, kreatywnemu światu to wściekły „rage against the machine” tradycjonalistów przerażonych duchem wolności i dyskredytowaniem ich bogów. Krew płynie na ołtarzach, to krew ofiarna. Wyznawcy magicznych kultów atakują wszędzie, gdzie wdziera się modernizm. Ich bóstwa nienawidzą technologicznej osobliwości, wirtualnych botów, genetycznych eksperymentów, Doliny Krzemowej i izraelskich laboratoriów. No, właśnie, czy w świecie biotechnologii i sztucznej inteligencji będzie miejsce dla Boga, Allaha, Jehowy? Jaką religię wyznawać będą postludzie i ich pochodne, kiedy nie będzie Człowieka w takiej postaci, w jakiej go znamy dzisiaj? 

Ja staram się koncentrować na takich konsekwencjach rozwoju genetyki i sztucznej inteligencji, które z nich bezpośrednio można wyprowadzić. Nie podejmuję się przewidywania procesów czy zjawisk społecznych, które są od nich odległe, bo na tym można się bardzo łatwo poślizgnąć i to wygląda na, popularnie mówiąc, sufitologię. Tym bardziej nie wiem, czy sztuczna superinteligencja – jeśli powstanie – będzie potrzebowała Boga, skoro sama będzie w stanie sięgnąć boskich możliwości.

Sama? Brzmi niepokojąco…

W książce staram się oddzielać przewidywania wynikające wprost z już istniejących możliwości i odkryć naukowych, od spekulacji o wydarzeniach, których zaistnienie jest niepewne. Stworzenie sztucznej superinteligencji, przewyższającej ludzką, jest taką spekulacją. Nie wiemy, czy droga rozwoju dzisiejszej sztucznej inteligencji doprowadzi do osiągnięcia przez nią poziomu inteligencji ludzkiej. Ale jeśli tak się stanie, to taka sztuczna inteligencja będzie się w stanie samodoskonalić, mając do dyspozycji zasoby wiedzy umieszczone w Internecie i nieustannie rosnące moce komputerów. Nas będzie potrzebowała, przynajmniej przez jakiś czas, do tworzenia nowych komputerów, może jakichś urządzeń badawczych, czyli przedmiotów, których sama nie wytworzy. Do czasu, aż stworzy wystarczająco sprawne roboty. Ludzie będą się starali ją ukształtować, żeby była przyjazna dla nas i zrozumiała. Jeśli nam się to nie uda, zanim sztuczna inteligencja dojdzie do poziomu ludzkiego, to albo zgodzimy się, żeby rozwijając się, nas wygumkowała, albo odpowiednio wcześnie zatrzymamy jej rozwój.

No, a Bóg? Nie będziemy już Go poszukiwali?

Nie mam pojęcia, czy ludzie, żyjący w świecie, który z trudnością dziś sobie wyobrażamy, będą szukali Boga czy nie. W świecie postczłowieka, jeśli taki powstanie, zupełnie nie wiemy, co będzie. Jeśli powstanie superinteligencja zastępująca ludzi, to taki świat nie będzie miał z naszym nic wspólnego, będziemy zupełnie innymi istotami.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Cyfrowe dzieci” nie mają czasu, by… spać

4.

My? A może nas jako takich już nie będzie? Australijski matematyk i pisarz tzw. hard science fiction – Greg Egan, w swojej ultrafuturystycznej książce „Diaspora” o świecie za kilka tysięcy lat, pozbawia ludzi cielesności i uploaduje ludzką świadomość do Sieci oplatającej kosmos. 

Ja czuję się z moim ciałem całkiem wygodnie i wolałbym się z nim nie rozstawać. Ale nie wykluczam, że możliwości wirtualnego symulowania wrażeń cielesnych tak się rozwiną, że nawet istniejąc tylko jako istoty wirtualne w sieci, będziemy mogli mieć odczucia ciała. Może niektórzy będą chcieli z tego zrezygnować i być czystą myślą? Nie wiem. To są właśnie spekulacje, które w tej chwili wydają się czystą fantastyką, ale mogą stać się realnością już przed połową wieku. Do tego potrzebne będą potężniejsze niż dziś komputery no i technologia, jak nasze umysły przenieść do komputerów. Jest już kilka firm, zajmujących się bezpośrednimi połączeniami mózg-komputer.

Foto: Wydawnictwo Otwarte

Lee Sedol, mistrz gry w Go, pokonany  przez program sztucznej inteligencji AlphaGo 4:1 w 2016. Fachowcy przewidywali, że zwycięstwo nad człowiekiem sztuczna inteligencja odniesie dopiero za kilkanaście lat, bo Go jest grą dużo bardziej skomplikowaną od szachów.

No, dobrze, wróćmy jednak na ziemię, do swojskiego ciała… „Powszechne bezrobocie i powszechny dobrobyt – w takim kierunku idzie świat, a przynajmniej kraje rozwinięte”. Stawiasz taką tezę. Jesteś optymistą, tymczasem „wyklęty lud ziemi” powiększa się, głównie poza kręgiem cywilizacji euroamerykańskiej. I napiera. Setki milionów biedaków bez żadnego wykształcenia marzy o przeniesieniu się na północ. Czy nie obawiasz się, że takie „trzecioświatowe” ogromne masy , jeśli zamieszkają na Zachodzie, mogą wpłynąć na spowolnienie nowoczesności?

Tak, dziesiątki milionów ludzi marzą o tym, żeby się z Azji czy Afryki przenieść na Zachód i te marzenia nie znikną, bo różnice poziomów życia utrzymają się przez dziesiątki lat, nawet jeśli kraje biedne rozwijałyby się w tempie chińskim. Co jest bardzo wątpliwe, mówiąc łagodnie. Natomiast ludności będzie tam przybywać na potęgę. Dla Europy stanowi to poważne zagrożenie. Z badań opinii publicznej w Afryce wynika, że takie przeniesienie do Europy w najbliższych latach planuje kilkadziesiąt milionów ludzi. To nie spowolni nadchodzących zmian na świecie, ale w Europie być może. Europa, która i tak jest na razie zdecydowanie z tyłu, np. w porównaniu z USA i Dalekim Wschodem, wypadnie z wyścigu. O tym pewnie będzie osobna publikacja, bo rozdział poświęcony konsekwencjom afrykańskiej eksplozji demograficznej wypadł z książki.

5.

À propos Dalekiego Wschodu. Chiny…. Piszesz o fenomenalnych doświadczeniach na polu genetyki i o pracach nad sztuczną inteligencją w Chinach, do niedawna „zacofanym kraju biednych chłopów”. Nie boisz się, że to mocarstwo – brutalne, autorytarne, zamieszkałe przez prawie półtora miliarda zdyscyplinowanych ludzi, rozwijające się naukowo, użyje nauki wymyślonej na Zachodzie do jego pokonania? Do zniszczenia demokracji i ustanowienia supernowoczesnego totalitaryzmu pod chińską quasi-komunistyczną władzą? 

Wątpię, żeby przywódcy Chin mieli aż tak daleko idące pomysły, ale tego nie wiemy i nie wiemy, co sobie wymyślą wraz z rozwojem sztucznej inteligencji i chińskiej gospodarki. Dwie rzeczy wiemy natomiast z całkowitą pewnością, bo Chińczycy mówią o tym otwarcie. Po pierwsze chcą, żeby Chiny stały się w najbliższych dziesięciu latach czołową potęgą w badaniach i zastosowaniach sztucznej inteligencji i przeznaczają na to miliardy dolarów. Wciąż są sporo za Stanami Zjednoczonymi. Po drugie chcą wykorzystać sztuczną inteligencję do stworzenia, w najbliższych dwóch latach, systemu totalnej inwigilacji ludności, z setkami milionów kamer w miejscach publicznych i systemem punktowania zachowań każdego obywatela. Z kontrolą Internetu, maili, portali społecznościowych i tak dalej. Czyli taki Sztuczny Wielki Brat…

No właśnie, o to pytam…

Stworzą to na pewno. Już używają sztucznej inteligencji do rozpoznawania twarzy z kamer. Jeśli do tego dodadzą bazę danych adresów zamieszkania, miejsc pracy i adresy sklepów i innych instytucji, co na pewno są w stanie zrobić, to sztuczna inteligencja będzie potrafiła stwierdzać, kto do kogo, kiedy chodzi, gdzie i z kim spędza czas. Nie będzie potrzeba ludzkich donosicieli. Będziemy mieć nową wersję „Roku 1984”. Czy będą chcieli podbijać świat – nie wiem. Ale na pewno podzielą się chętnie swoją technologią i doświadczeniami ze wszystkimi satrapami, którzy będą chcieli stworzyć w swoich dyktaturach równie perfekcyjne systemy kontroli. Może się okazać, że w krajach Afryki głównym zastosowaniem sztucznej inteligencji będą kamery monitorujące zachowania.

6.

Piszesz o doświadczeniach naukowców z DNA. M. in. o pomysłach wskrzeszenia wymarłych gatunków zwierząt. Opisujesz projekt wskrzeszenia mamuta, genetycznego połączenia go ze słoniem, a następnie wypuszczenie go na Syberię. Jeśli to prawda, kapłani wszystkich kultów drżą z przerażenia, brodaci szaleńcy, mamrocząc pod nosem modlitwy, ruszają do konstruowania następnych bomb. Bo, jeśli taki mamut powstanie, to, jak powiadał Fryderyk Nietzsche, Gott ist tot – Bóg umarł. Tym razem na poważnie.

Mnie ciężko się wczuwać w przeżycia religijnych szaleńców, od zawsze jestem ateistą. Odtworzenie wymarłych gatunków to nie jest czyn boski, odtwarzamy je, a stworzył je, powiedzmy, Stwórca. Natomiast na horyzoncie jest tworzenie całkowicie nowych gatunków, powstających przez dodawanie nowych genów albo, co jeszcze dziwniejsze, przez tworzenie nowego DNA z nowymi, syntetycznymi nukleotydami. Na przykład by można ludziom wstawiać gen monogamii, pobrany od nornic. Czy to byliby nadal ludzie?

Mamut reaktywacja? Nasuwa się pytanie: kiedy wskrzesimy naszych pradziadów? A może neonaziści odtworzą Hitlera z resztek jego szczęki, prawicowi szaleńcy wyciągną truchło Pinocheta, a katoliccy fanatycy stworzą na nowo Wielkiego Inkwizytora Tomasza Torquemadę z DNA pobranej z jego kości ogonowej. Święte resztki brata Tomasza czekają na genetyka-fanatyka… Czy genetyka przyszłości może nieść tego typu zagrożenia?

Tak, jeśli zachował się DNA jakiegoś zwierzęcia czy człowieka, to teoretycznie można go odtworzyć. Jeszcze nie dziś, ale myślę, że w ciągu najbliższych 10 lat. Pewnie nawet nie będzie trzeba znajdywać kobiety, która będzie chciała nosić płód Adolfa Hitlera, będą sztuczne macice. Akurat z Hitlera chyba się DNA nie zachował, a jeśli nawet, to wychowywany w innej, normalnej rodzinie byłby człowiekiem o zupełnie innych poglądach.

Pytanie, czy my, jako społeczeństwo, jako ludzkość, będziemy się zgadzać na takie działania i w jakich sytuacjach? Na Hitlera pewnie nie, ale czy na odtworzenie dziecka, które zmarło w wypadku też nie? Jeśli rodzice bardzo będą tego pragnęli, nawet zdając sobie sprawę, że przecież to będzie inne dziecko, bez wspomnień tamtego. Czy zgodzimy się na zmienianie dowolnych genów w zarodkach? Również takich, które wywołują zwiększoną agresję albo zmniejszają empatię? Czy zgodzimy się na całkowite wyeliminowanie gatunków, na przykład komarów roznoszących malarię? Eksperymenty nad modyfikacjami genetycznymi komarów są bardzo zaawansowane.

No, właśnie, a nie obawiasz się, że ktoś może taki eksperyment usunięcia komarów przenieść na Człowieka. Jakiś Wielki Hacker…

Akurat tej metody na ludzi nie da się przenieść, bo wymaga manipulowania w komórkach rozrodczych, a jak się nawet je zmieni, to ludzie, w odróżnieniu od komarów, mogą je zmienić z powrotem. Realne są obawy o tworzenie organizmów szkodliwych dla ludzi. Dwa lata temu James Clapper, szef amerykańskich agencji wywiadowczych, w dorocznym raporcie, wskazał na metody modyfikowania genów jako na jedno z sześciu głównych strategicznych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych. Więc to jest zagrożenie realne i pewnie będzie rosło, wraz z rozwojem metod łatwych w użyciu i tanich, jak CRISPR/Cas9, dających szansę na broń biologiczną mniejszym krajom czy grupom terrorystycznym.

Foto: Wydawnictwo Otwarte

„Ludzkość poprawiona”, Grzegorz Lindenberg

7.

Nietzsche pisał w „Zaratustrze: „Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno”. To znamienne słowa, wiązane z ideą Übermenscha – Nadczłowieka… Transhumanizm to pokonanie słabości i chorób ludzkich, zwycięstwo Człowieka nad bólem, cierpieniem i strachem, czy….? Nie powinniśmy się bać, że KTOŚ czy COŚ zniszczy ludzkość na jej własne życzenie? Może jesteśmy coraz bardziej pyszni i Maszyna musi dać nam nauczkę?

Ja jestem z wykształcenia prosty socjolog od Stefana Nowaka, o skłonnościach empirycznych, a ty chcesz, żebym ja o subtelnościach filozofii Nietzschego rozmawiał…Nie wiem. Nie wiem, czy Maszyna musi, ale wiem, że jest wysokie prawdopodobieństwo tego, że nam da nauczkę i się nas pozbędzie. Nie przez wrogość i złą wolę, ale dlatego, że nas nie potrzebuje, albo że jej w czymś przeszkadzamy; tak jak my pozbywamy się mrówek, budując autostradę…

No, właśnie…

Ja to widzę w kategorii realnego zagrożenia, na które w najbliższych kilkunastu latach musimy znaleźć radę. Ray Kurzweil, genialny wynalazca, futurolog i główny inżynier Google przewiduje powstanie sztucznej inteligencji równie bystrej jak ludzka już na rok 2028.

Dobrze, zapytam mniej filozoficznie: co modyfikacje genetyczne i eksperymenty związane z DNA dadzą ludzkości?

Poza, jak wspomniałem, nowymi odmianami roślin, które ograniczą albo zlikwidują głód na świecie. I nowymi gatunkami zwierząt pewnie też, chyba, że przejdziemy masowo na sztuczne mięso, nad czym też są prowadzone prace. Jest jeszcze skuteczne leczenie tysięcy chorób genetycznych, w zarodkach i u ludzi dorosłych, leczenie jednorazową procedurą typu zastrzyk. Skuteczną pomoc w leczeniu mnóstwa innych chorób. Błyskawiczne i tanie rozpoznawanie chorób zakaźnych nawet zanim dadzą objawy. Uczynienie ludzi piękniejszymi i inteligentniejszymi, nie mówiąc o tym, że zdrowszymi. Przedłużenie nam zdrowego życia o dziesiątki lat. A może nawet – długowieczność granicząca z nieśmiertelnością.

Znowu oskarżę cię o optymizm, piszesz: „Mam nadzieję, że mając dziś 63 lata, doczekam tej genowej rewolucji i będę mógł żyć w dobrym zdrowiu i kondycji do przynajmniej stu kilkudziesięciu lat. A wraz ze mną setki milionów innych ludzi oraz większość czytających tę książkę (…)”. Ludzie wybuchną śmiechem, gniewem i popukają się w głowę. Te słowa napisałeś w rozdziale zatytułowanym „W stronę nieśmiertelności”. Tak, to nie pomyłka, piszesz o pracach bardzo poważnych naukowców nad nieśmiertelnością, nieskończoną odnawialnością ludzi, zwierząt i innych bioelementów planety. Brzmi jak jazda po LSD, ale to się dzieje naprawdę, tak jak prace nad wskrzeszaniem mamuta. „Pomysł, że będziemy żyć wiecznie jest oczywistością” – mówi Arram Sabeti, współtwórca fundacji Longevity Fund zajmującej się wspieraniem działań na świecie wydłużających życie. Non omnis moriar – nie wszystek umrę, jak wieścił Horacy, czy może w ogóle nie umrę? Czy człowiek zbacza z drogi ku śmierci?

Tak, jest coraz więcej badań, które mają spowodować przedłużanie zdrowego życia. Są i badania nad tym, jak zapewnić wieczną odnawialność komórek, czyli… nieśmiertelność. Ale bardziej realne jest przedłużenie życia, które będzie, dzięki kolejnym odkryciom, przedłużane znowu i znowu. Ta terapia nie obiecuje nieśmiertelności, tylko mówi „dostaniesz plus czterdzieści lat”. No a potem kolejne i kolejne…

8.

Nieśmiertelność bardzo mi się podoba, kupuję to (śmiech). Można snuć plany na przyszłość bez oglądania się na Ponurego Żniwiarza, ale wiesz co mi się także podoba w twojej książce? Wizja ogromnej ilości wolnego czasu. Ja, jako zawołany leń, z lubością czytałem rozdział poświęcony wpływie sztucznej inteligencji na powszechną i globalną automatyzację i komputeryzację pracy na naszej planecie, a co za tym idzie, zbędność większości obecnych zawodów. Piszesz: „według badań McKinsey Global Institute w scenariuszu wolniejszych zmian do 2030 roku w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Niemczech pracę straci co czwarty zatrudniony. Możemy zatem przypuszczać, że w Polsce w najbliższych kilkunastu latach co piąta pracująca osoba zostanie zastąpiona przez sztuczną inteligencję”. Czy mamy się już cieszyć i machać ręką na edukację naszych dzieci, czy powinniśmy się jednak bać?

Na pewno system edukacyjny przejdzie bardzo głębokie zmiany. Po pierwsze dlatego, że przestanie być pasem transmisyjnym od dziecka do pracownika, bo prawie nie będzie pracowników-ludzi. Po drugie dlatego, że jeśli edukacja nie będzie konieczna, żeby zarabiać pieniądze, to dlaczego dzieci będą miały się uczyć? I czego? Ja bym nie machał ręką na edukację naszych dzieci, jeśli myśleć o niej nie jako przygotowaniu zawodowym, ale jako przygotowaniu do rozumnego życia wśród innych ludzi. O ile oczywiście te wszystkie elementy nie stoją ze sobą w sprzeczności…

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Ludzkość zmierza do punktu zwrotnego? Przed nami kluczowe decyzje

9.

No, i wiesz, czego się boję, tego o czym już wspominałem: tej „reszty świata”. Nie wierzę, że technika i nauka jakoś radykalnie podniesie poziom życia i edukacji ludów Południa. Co najwyżej da im do ręki mnóstwo nowych gadżetów. Widziałem w Indiach i Afryce, wychudzonych ludzi, w szmatach, bez butów, ale za to z najnowszymi smartfonami w rękach. Oni tutaj przyjdą, oni mają coraz szybszą sieć, ale nie mają co jeść….

Jeść to będą mieli co, o to się nie martwię. Martwię się, że najedzeni jeszcze bardziej będą chcieli przyjść, bo poziom życia w Europie będzie i tak kilkanaście razy wyższy niż u nich. Wyrównywanie tych poziomów będzie wymagało bardzo, bardzo poważnych politycznych decyzji. Krótko mówiąc, w świecie ogromnego dobrobytu, będzie się czym dzielić, ale zachodni świat będzie musiał podjąć decyzję, że się poważnie chce dzielić. Ale sądzę, że mając do wyboru przyjęcie w Europie 100 milionów Afrykanów lub przekazywanie im co roku powiedzmy pięciuset miliardów euro, Europa wybierze stałe zlecenie w banku.

Wizja powszechnego nieróbstwa wywołana przez systematyczne zaprzęganie do pracy sztucznej inteligencji pociąga i przeraża jednocześnie. Jak żyć? Uspokajasz: „dobra wiadomość jest taka, że chociaż sztuczna inteligencja wywoła bezrobocie, to dzięki niej, dzięki robotyzacji, nowym technikom wytwarzania (…) i nowym technologiom, które nieustannie są wynajdywane, rosnącemu bezrobociu towarzyszyć będzie nie spadek, ale znaczne zwiększenie PKB krajów rozwiniętych i reszty świata.” Toż to raj dla Ferdynanda Kiepskiego!

Tak, obawiam się, że przyszły świat to raj dla Ferdka. Ale z drugiej strony to też raj dla ludzi ciekawych świata, którym nie starcza czasu na czytanie, rozmawianie, oglądanie miejsc, dzieł sztuki i natury. Większość czytelników tego wywiadu do tej grupy się pewnie zalicza, więc to dla nich dobra wiadomość – będą mieli czas i pieniądze na ciekawe życie.

Obyś miał rację. Bardzo dziękuję ci za rozmowę.

Za: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/o-postczlowieku-sztucznej-inteligencji-rozmowa-z-grzegorzem-lindenbergiem/6yfgtlv?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucs&utm_v=2

 

Comments

  1. nanna says:

    „Kiedy człowiek zostanie Bogiem, czyli ludzkość poprawiona ?”

    = = a kto miałby tego człowieka poprawiać? Czyżby inny, równie niedoskonały człowiek? I z tego miałoby wyjść coś lepszego niż jest? n i e m o ż l i w e.

    „O zbliżających się wielkimi krokami projektach postczłowieka i sztucznej inteligencji, o hiperglobalnym, skomputeryzowanym świecie, w którym, być może, nie będzie już miejsca dla Boga w tradycyjnym Jego pojmowaniu”

    = = to są projekty chorych mózgów, udających że są czymś lepszym. Jeżeli miałoby istnieć, gdziekolwiek, niekoniecznie na Matce Ziemi, życie, to w żaden sposób nie może być wykluczony Bóg, jako Stwórca.
    Z czegoś przecież te cuda obłąkańcy zamierzają robić. A z czego?

    „Czy powinniśmy się bać?”

    = = zawsze lepiej jest bać się przedtem, niż potem.

    „Duch postępu
    Odziany w powolną śmierć
    Żerujący na głodzie
    Rażący obietnicami…
    (Rage Against The Machine – “Ashes in the fall”)”

    = = ktoś tam pozwolił sobie na publiczne wyrażenie bredni, a ludzie mieliby brać to za prawdę objawioną? Niby dlaczego?

    „1.
    Piotr Ibrahim Kalwas: Ukazała się twoja „Ludzkość poprawiona”, jedna z nielicznych książek polskich autorów o sztucznej inteligencji oraz o modyfikacjach genetycznych, o wychodzeniu Człowieka poza Człowieka.”

    = = teoretycznie można sobie pozwalać dowolnie, papier wszystko ponoć zniesie. Ale to nie człowiek wynalazł papier, ponieważ gdyby nie było celulozy, nie byłoby papieru. Oczywiście, można papier zrobić także z czego innego, ale tego też człowiek nie zrobił, a mógł jedynie jako już istniejące wcześniej wykorzystać, gdy miał jakiś pomysł. Osy robią z papieru gniazda.

    „Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w historii, chociaż to, o czym traktuje twoja opowieść, zaczęło się już bardzo dawno, w antycznej Grecji i wcześniej. Jednak dopiero teraz nauka i technika nabrały niesamowitego przyspieszenia. Zaczynamy integrować się z maszynami, które sami tworzymy.”

    = = a co to takiego zaczęło się wcześniej w Grecji, czego nie było w Ameryce Południowej czy w Chinach?
    Nie jest prawdą, że nauka i technika „przyspieszyły”.

    Heron
    [Żył około I wieku n.e., grecki mechanik, matematyk i wynalazca.
    Nazywał siebie uczniem Ktesibiosa, był nauczycielem w Aleksandrii, w Egipcie, gdzie założył szkołę techniczną.
    Do najważniejszych jego dzieł należą: „Metrica” składająca się z trzech ksiąg (o geometrii), książka, która uważana była za zaginioną aż do roku 1896. W księdze tej, podał iteracyjny sposób obliczania pierwiastków kwadratowych i sześciennych, oraz pozostawił wiele wzorów na obliczanie pól różnych figur geometrycznych – najbardziej znany jest ze wzoru na obliczanie powierzchni trójkąta (jednego z wielu innych jego osiągnięć dokonanych w geometrii) noszącego dziś jego imię.
    Inne jego dzieła to: „Mechanika i Pneumatyka” (o mechanice), „Dioptra” (o pomiarach geodezyjnych) oraz „Catoptrica” (o świetle). Kilka z napisanych przez niego dzieł znanych jest do dzisiaj, dzięki tłumaczeniom na łacinę albo na arabski.
    Opisał m.in. dźwignię, klin, kołowrót, gwint, przekładnię zębatą, oraz wiele mechanizmów napędzanych sprężonym lub nagrzanym powietrzem (m.in. organy wodne). Podał sposoby sposoby obliczania pola wielokątów, okręgów i elips; a także powierzchni kul, stożków i walców, oraz wycinków kuli; a ponadto objętość różnych ciał i podział niektórych pól i objętości na części w określonych stosunkach.
    Znany jest jako wynalazca pierwszej maszyny parowej – aeolipili (piłka Eola), którą można uznać za prototyp współczesnego silnika odrzutowego. Była to wydrążona kula wyposażona w dwie, wygięte w różne strony rurki połączone z jej wnętrzem. Kiedy gorąca para dostawała się do kuli i uciekała przez wygięte rurki, siła odrzutu powodowała obrót kuli wokół własnej osi.
    Heron opisał teodolit (przyrząd do pomiaru powierzchni lądu). Był również autorem pierwszych automatów. Wymyślił i skonstruował automat do wydawania napojów, z którego po wrzuceniu monety dostawało się określoną porcję wody. W zależności od ciężaru monety, otwarty zawór umożliwiał wypłynięcie odmierzonej porcji wody.
    On również zbudował urządzenie automatycznie otwierające drzwi świątyni (nazywał je maszyną nr 37). Żeby wierni mogli wejść do świątyni, kapłan musiał najpierw rozpalić na specjalnym ołtarzu ogień. System rur, naczyń i ciężarków powodował, że nagrzane powietrze wypychało wodę ze specjalnego zbiornika. kiedy ogień na ołtarzu wygasał, powietrze ochładzało się i z powrotem zasysało wodę – skrzydła automatycznych drzwi się zamykały.
    Podobno był również twórcą sikawki strażackiej opartej na działaniu pompy Ktesibiosa. Składała się ona z dwóch cylindrów, w których naprzemiennie poruszały się w górę i w dół tłoki zamocowane na wspólnej, obracającej się na czopie belce. Miała ona na obu końcach poprzeczne uchwyty, które na zmianę naciskali trzymający ja ludzie. Tego rodzaju sikawki strażackie stosowano aż do XIX wieku.
    Opisał również syfon, fontannę Herona, organy wodne oraz urządzenia mechaniczne zaprojektowane tak, że mogły być poruszane gazem, wodą, parą lub ciśnieniem atmosferycznym, między innymi posągi składające ofiary i maszyny do wróżenia, które za odpowiednią opłatą przepowiadały przyszłość, lub udzielały rad.
    Jego dziełem jest też przyrząd do mierzenia odległości – hodometr. Działał podobno na takiej samej zasadzie jak współczesne liczniki zainstalowane w taksówkach. Nie był rzecz jasna tak precyzyjny, umożliwiał jednak dość dokładnie określenie przebytej drogi.

    Odrębną dziedziną był dla niego teatr. Budował ruchome scenografie, ale największym z dzieł był teatr automatyczny, który bez udziału aktorów sam „odgrywał” całe przedstawienie. Można sobie tylko wyobrazić, ile i jak bardzo skomplikowanych mechanizmów musiał użyć, żeby pokazać przedstawienie trwające około 20 minut. Całości dopełniały efekty dźwiękowe (grzmoty, szum wiatru) uzyskiwane również dzięki jego konstrukcjom
    http://www.wynalazki.andrej.edu.pl/index.php/wynalazcy/48-h/865-heron%5D

    miał wiele pomysłów na różne maszyny, ale ludzie zdawali sobie z tego sprawę, że jest to pułapka a nie postęp.

    Tak samo Indianie w Ameryce, czy Aborygeni w Australii, mieli ogromną wiedzę o wszystkim, ale też i rozumieli skutki działania, więc by zachować i życie, także ludzi i środowisko naturalne w stanie nienaruszonym, nie wprowadzali niczego w życie. Niczego, co „nowoczesny człowiek” uważa za rozwój cywilizacji i techniki.

    Ci „ludzie pierwotni” mieli cały czas urlop, w czystym środowisku naturalnym. A „człowiek cywilizowany” tyra i haruje cały rok po to, żeby mieć kilka tygodni na robienie tego, co Aborygeni i Indianie mieli na co dzień.

    Na temat „kultur starożytnych” wiemy tylko tyle, ile dopuścił do obiegu kościół katolicki, mający także dziś praktycznie władzę nad światem. A że jest to władza utajona, przykryta wiarą w Boga, nie zmienia faktu, iż ludzi przy jej pomocy zniewolono odbierając im INFORMACJE i zastępując je kłamliwymi teoriami.

    Nie mając dostępu do właściwych informacji nie możemy mieć prawdziwej wiedzy; mamy wiedzę pozorną i możemy w związku z tym tylko pozornie działać, w zakresie tej właśnie pozornej wiedzy.
    Upadek „rzymu” to początek rozkwitu katolicyzmu, przypadek?

    Nie wiemy co tak naprawdę „rzymianie” zrobili z Grekami. Dlaczego możliwe stało się podbicie Grecji, posiadającej nie tylko ogromną kulturę narodową/wielonarodową, ale i dostęp do wielu wynalazków, choć traktowano je raczej jako coś w rodzaju rozrywki.
    Wiemy, że w Grecji był powszechny nierząd, upadek obyczajów i ogólna rozwiązłość. W cywilizowanej Austrii czytałam kiedyś w gazecie ogłoszenie o takiej mniej więcej treści: griechisch, franzoesisch. Myślałam, że chodzi o naukę języków, ale znajomi poinformowali mnie, że to jest ogłoszenie prostytutki oferującej usługi. Griechisch oznaczało „penis w odbyt” a franzoesisch to, co dziś nazywają chyba „robieniem loda”.
    Czyli ta tradycja używania np. chłopców do celów seksualnych przez napaleńców star/sz/ych musiała być w Grecji praktykowana. Także zła (?) sława wyspy Lesbos, zasiedlonej ponoć przez baby świadczące sobie erotyczne usługi w nieograniczonym zakresie.

    Z tego by wynikało, że państwa czy danej cywilizacji nie podbija się tak skutecznie orężem jak rozpustą.

    Grecy mieli swój Panteon Bogów i co ciekawe, rzymianie nie byli w stanie tego usunąć ze zbiorowej pamięci Greków, więc na Panteon Bogów Greckich rzymianie nałożyli Bogów rzymskich, zmieniając im niektóre ich atrybuty – by zatrzeć ich prawdziwe oblicze – oraz nadając im rzymskie nazwy.

    Dziś mamy sytuacje podobną, choć odbywa się to przy pomocy „muzyki pop”, czyli różnych rapsów, hips-hopsów i innych rzężeń oraz jęków rozkraczonych dziewic wielokrotnego użytku eksponujących w trakcie wydawania tych dźwięków wzgórek łonowy czy wręcz waginę podkreśloną sznurkiem udającym majtki, bądź też facecików wkładających sobie w slipy wkładki z gąbki by wyglądało iż mają „tam” więcej niż mają.
    Po co to wszystko?
    A no po to, żeby ludzi sprowadzić na niższy, zwierzęcy poziom, gdzie ruja i porubstwo są dominujące.
    Żadna „piosenkarka” nie zrobiła obecnie kariery, jeżeli nie wystąpiła na scenie w majtkach i nie robiła jednoznacznych gestów czy to masturbacji, czy tylko drapania się jakby miała mendy.
    Piosenkarzy też pokazują głównie tak, że w centrum obrazu jest ich rozporek.
    No to pedofilia i wszelkie zboczenia mają duże pole do działania, bo ludzie na bieżąco są napaleni nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a więc nie kontrolują swoich myśli.

    „To jest pierwsza niespecjalistyczna książka polskiego autora o sztucznej inteligencji i rewolucji w genetyce. Moje obserwacje są inne niż twoje – tematyka sztucznej inteligencji wzbudza duże zainteresowanie, ale ludzie niewiele na ten temat wiedzą.”

    = = czy pojmowanie sztucznej inteligencji przy pomocy inteligencji biologicznej powoduje, iż inteligencja naturalna staje się sztuczna, czy może inteligencja sztuczna nabiera cech inteligencji naturalnej?
    Czy jest w ogóle możliwe pojmowanie inteligencji sztucznej przy pomocy inteligencji wrodzonej?
    Bo może nie istnieje wcale żadna sztuczna inteligencja, choć jest ten proces właśnie tak nazywany? Coś jak zmienienie nazwy Bogom greckim by zrobić z nich Bogów rzymskich.

    „Tymczasem i rewolucja genetyczna, i sztuczna inteligencja zmienią świat nie do poznania w najbliższych kilku, kilkunastu latach. A w najbliższych kilkudziesięciu mają poważną możliwość zmienienia nawet nas, ludzi, jako gatunku, możliwość stworzenia kompletnie nowego, nie-biologicznego gatunku – sztucznej superinteligencji. I to nie jest żadne science-fiction.”

    = = nie ma żadnej rewolucji genetycznej.
    Ludzie po prostu na zasadzie prób i błędów byli w stanie odkryć niektóre zjawiska istniejące od zawsze w przyrodzie. I choć ludzie te zjawiska odkryli, to jednak nie są autorami tych zjawisk. One istniały zawsze, niezależnie od tego, czy ludzie o nich wiedzieli czy nie.
    Jeżeli człowiek zrozumiał, co to jest genom, nie znaczy że takie coś człowiek wynalazł.
    Więc każda próba zmienienia tego, co człowiek odkrył, w coś innego nie jest niczym nowym, jako że Ewolucja na bieżąco ma aktywne niezliczone ilości kombinacji i permutacji, podtrzymujących życie na Matce Ziemi.
    Jeżeli ludzie o czymś nie wiedzą nie oznacza to wcale, że tego nie ma.
    Więc jeżeli człowiek nie jest w stanie zrobić sam sobie genu, niechby jednego, jedynego, to świadczy o to tym, iż człowiek używa tylko tego, co już istnieje, a nie tworzy czegoś nowego. Bo to jest niemożliwe.
    Człowiekowi może się wydawać, że jest w stanie przechytrzyć Boga, ale to śmieszne, takie przekonanie.
    By mogło coś takiego w głowie człowieka powstać, człowiek najpierw wymyśla sobie algorytm, według którego określa przymioty Boga. W zależności od własnej fantazji, czy niechby dajmy na to inteligencji, jest to obraz Boga mniej lub bardziej skomplikowany, ale zawsze ograniczony możliwościami mózgu ludzkiego.
    Czyli waląc łbem w mur ludzik sobie wyobraża, że przeszedł głową na wylot. Ha ha!

    „Nowy, niebiologiczny gatunek…”

    = = niebiologiczny gatunek nie będzie miał biologicznej świadomości. A więc nie będzie to nawet namiastka człowieka a co najwyżej coś, co już dziś ussamerykanie jedzą jako sztuczne mięso.

    „Wiesz, jakie są najczęstsze komentarze pod tekstami o transhumanizmie? „Na szczęście ja już tego nie dożyję”. To jest jak mantra. Ludzie się boją?”

    = = normalny człowiek zawsze boi się opętańca, który chce nim zawładnąć do własnych celów.

    „Ta przyszłość może być najwspanialszą rzeczą, jaka zdarzyła się człowiekowi od czasu, kiedy się nauczył rozniecać ogień, ale i najstraszniejszą, bo eliminującą ludzi jako gatunek. W najbliższych 20-30 latach rozstrzygnie się, którą drogę wybraliśmy.”

    = = a co miałoby być do wyboru? Być uznanym za zacofanego ludka i żyć, albo dać się zredukować obłąkańcom do roli żywej zabawki zaspakajającej ich wynaturzone fantazje?
    Co do człowieka, to on nie musiał uczyć się nic rozniecać, bo pioruny istniały od zawsze i ludzie znali ogień. A to, że katolickie kłamstwa zredukowały ludzi do istot ograniczonych nie nie zmienia prawdy.
    Nie używać czegoś nie znaczy tego nie znać.

    „2.
    No, właśnie, ale skąd to przyspieszenie? Rozwijamy się z wieku na wiek, ale dopiero ostatnie 20-30 lat to niesamowity skok ku przyszłości… „

    = = jaki skok? Ku jakiej przyszłości? I dla kogo ona miałaby być?

    „To nawet nie ostatnie 20 lat, to ostatnie 12 a nawet ostatnie 6 lat. W 2012 roku zostały opublikowane dwa artykuły, które wywołały rewolucję, jeden dotyczył genetyki, a drugi sztucznej inteligencji.”

    = = to jest właśnie wykształciuchostwo.
    Jednemu coś się wydaje, inny to rozwija i mamy już przewód naukowy a nawet naukową „rewolucję”.
    Ciekawe, że i bez tej „rewolucji naukowej” ludzie żyli całkiem nieźle, a nawet byli zdrowsi i fizycznie i psychicznie.
    O DNA i RNA to ja uczyłam się do matury na początku lat siedemdziesiątych.
    A poza tym symbol helisy znany był od dawna, by nie rzec: od prawieków.
    Bladzi są mocno do tyłu i wciąż zachowują się tak, jakby coś odkrywali nowego. A to już wszystko było znane dużo wcześniej, choć miało inne nazwy i nie było o tym „rozpraw naukowych” nagradzanych noblem.

    Wiec powtórzę: to, że o czymś nie wiemy nie znaczy, że tego nie ma. Odkrycie tzw. naukowe to jedynie dowód, że jesteśmy zacofani i byliśmy w stanie dojść dopiero tu, do takiego „odkrycia”.

    „Pierwszy dotyczył nowej metody łatwego i taniego sposobu zmieniania genów, nazywającą się CRISPR/Cas9, a drugi traktował o roli sztucznej inteligencji w wykorzystywaniu sieci neuronowych. „

    = = ponieważ człowiek nie jest w stanie sam zrobić ani jednego genu i ani jednego neuronu (te sztuczne też są zrobione z materiałów, jakie muszą istnieć przedtem, by człowiek mógł je do swoich celów wykorzystać) jest to robienie w sumie z marglu cementu a z rudy żelaza stali.
    Człowiek wykonuje pewną czynność, ma inny produkt wyjściowy ale i tak nie zrobi sam ani jednego atomu żelaza czy wapnia. One są. One są zrobione przez Boga i dużo wcześniej, niż zrozumiał to człowiek, że one są.

    „Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, to są dwa bardzo ważne czynniki, które ją do tego skoku wybiły: osiągnięcie przez komputery wielkich mocy obliczeniowych oraz powstanie baz danych, liczących miliony obiektów, na przykład zdjęć, a sztuczna inteligencja potrzebuje bardzo dużej liczby obiektów, na których się uczy.”

    = = komputery nie osiągnęły nic, a więc i żadnej mocy obliczeniowej. To ludzie na bazie prób i błędów wybierali możliwości istniejące już wcześniej w Naturze i je wykorzystali do swojej zabawy w sztuczną inteligencję.
    Obliczenia komputerowe to nie jest żadna inteligencja, to były i są obliczenia komputerowe. A że wielu ludzi udostępniło swoje algorytmy, wypracowane również doświadczalnie w trakcie ich życia, i z nich, z tych algorytmów pojedynczych zrobiono algorytm połączony, to też żadna rewelacja.
    Takie coś istnieje i nazywa się świadomością kolektywną. Jest to poziom energii, wspólnej energii, która powstaje np. gdy Polacy wierzą, że są Polakami, Niemcy wierzą, że są Niemcami a naukowcy wierzą, że stworzyli sztuczną inteligencję.
    Więc gdy ktoś wejdzie/jest w stanie wejść/ na poziom wypracowany i zasilany energią tych naukowców, to wówczas może on przejąć na własny użytek dane bazowe z tego poziomu. Warunkiem jest, by ta osoba pojedyncza uznała to, co „stworzyli naukowcy” za prawdę i chciała to przejąć na swój „dysk operacyjny” by następnie to sobie zapisać jako własne. Wówczas byłaby wymiana między indywidualnym dyskiem, czyli mózgiem pojedynczego człowieka i bazą informacji kolektywnej utworzonej np. przez danych naukowców.
    Energia z naszego myślenia wcale nie znika bez śladu, jest ona dobrze zagospodarowana według tego, co dla niej Stwórca przewidział.
    Człowiek nic tu nie wymyśli, bo nie ma tam wejścia. Nie zna „hasła”.

    „Rewolucja wybuchła 28 czerwca 2016” – to pierwsze zdanie twojej książki. Tego dnia, sześcioro naukowców, w tym Polak, obwieściło światu odkrycie mechanizmu CRISPR/Cas9. Mało kogo to zainteresowało w świecie, tymczasem ty porównujesz skalę zmian jaką wywołało to odkrycie do tego, co sprawiła publikacja „Manifestu Komunistycznego”.

    = = a kto mówi, że „manifest komunistyczny” miał jakiś oddźwięk? Skąd my to wiemy? czy byliśmy „duchem świętym” i to widzieliśmy z góry?
    Nic takiego, prawda? Wiemy to, ponieważ nam to powiedziano a my w to uwierzyliśmy.

    Kto nam to i właśnie tak powiedział oraz dlaczego?

    Mogliśmy się wzajemnie mordować równie skutecznie z każdego innego, dowolnego powodu, na przykład z tego, że nać marchew ma nad ziemią, a bulwę pod ziemią.
    Ten manifest to była manipulacja i mogło z tego nic nie wynikać, ale ludzie dali się oszukać i stąd to mordowanie.
    Nazwać można wszystko dowolnie, sama nazwa nikomu niczego złego nigdy nie zrobiła.
    Ale jeżeli ludzie nadają owej nazwie jakąś wartość, zaczyna ona brać z ludzi energię i wówczas następuje zbiorowe działanie. Ludzie podporządkowują się danemu algorytmowi, czyli nazwie i potem na dany sygnał stają się aktywni.
    Można to nazwać „niesieniem wiary”, można to nazwać „walką o pokój”, można to nazwać „komunizmem” ale działanie zawsze jest takie samo i zawsze destruktywne, bo takie są impulsy inicjujące tego typu aktywność.
    Ludzie są wówczas w amoku i nie rozumieją, dlaczego tak się zachowują; skutki własnego działania są dla ludzi niewidoczne. Działają oni na płaszczyźnie kolektywnej, wykluczającej indywidualne postrzeganie. A tego, kto jednak widzi motłoch niszczy jako wroga.

    „Tak, to zapoczątkowało rewolucję w genetyce porównywalną, albo większą niż ta, jaką wywołało odkrycie budowy DNA. Ogłoszono publicznie: mamy tanią, prostą, uniwersalną metodę zmieniania genów.”

    = = dokładnie tak samo, jak mamy tanie, proste i uniwersalne metody produkcji cementu, a i tak jako surowiec potrzebny jest margiel.
    Wiec bez genów, żywych genów, stworzonych przez Boga, człowiek nie miałby surowca do manipulacji.
    Jeżeli więc mamy już wyodrębnione geny, to chyba jasne, że można z nimi coś tam zrobić. Po co to robić i co z tego wyjdzie, to już inna rzecz.
    Ale jak wiemy, „naukowiec” tylko „wynajduje” a co dalej, to już nie jego sprawa. Taką wygodną pozycję sobie ci „naukowcy” wymyślili, że niby oni nie mogą ponosić odpowiedzialności za to, co robią. Szalbierze i oszuści na usługach szatanów!

    „Ale „Manifest Komunistyczny” zaowocował oceanem nędzy i przemocy.”

    = = naprawdę?
    A wyprawy krzyżowe to co? plantacje ananasów bladzi tam zakładali, czy co?
    A „odkrycie ameryki” to co?
    A skolonizowanie Afryki to co?
    Przecież to było o wiele wcześniej niż „manifest komunistyczny”.
    Jak wiemy, zarówno z Ameryk jak i z Afryki oraz Bliskiego Wschodu bladzi przywieźli do europy zrabowane tam złoto i drogocenności, jak choćby jedwab, wynalazki (druk znali Chińczycy na długo przed gutenbergiem, a mimo to uparli się bladzi, że to oni druk wynaleźli), papier, przyprawy „korzenne”, metody leczenia nieinwazyjnego i wiele innych.
    Nie jest przecież znany ani jeden przypadek, by bladzi zawieźli swoje złoto i swoje wynalazki czy to do Afryki, czy Azji, czy Ameryk.
    Teraz owszem, wywożą swoje produkty, głównie broń i miny przeciwpiechotne, by w Afryce i wszędzie indziej ludzie mieli wojnę permanentną.

    „Czy CRISPR/Cas9 przyniesie nam dobro?
    Uważam, że CRISPR/Cas9 przyniesie wyłącznie dobre rzeczy. Jednym przyniesie ozdrowienie z nieuleczalnych dziś chorób genetycznych, innym przyniesie nowe odmiany roślin, dzięki czemu będą mogli produkować więcej zdrowszego jedzenia.”

    = = Nie można „ozdrowieć” mając „chore ciało”. Choroba to jedynie działanie organizmu mające na celu przywrócenie równowagi. Zdrowie to równowaga, na przykład chloru i sodu, magnezu i wapnia, żelaza i witaminy C, limfy i krwi w obiegu itd. itd.
    Dlatego zdrowie można przywrócić wyłącznie odpowiednim pożywieniem. Organizm sam wie, czego i ile ma przyswoić a co wydalić. Problemem jest to, że człowiek nie wiedząc nic na temat swojego ciała nie wie również, jak może je utrzymać w równowadze i sam wpędza się w chorobę.

    Lekarz też nie ma już o niczym pojęcia, bo nie rozumie na przykład tego, co wiedziała niegdyś każda matka gdy jej dziecko zachorowało: najpierw należało dokładnie obejrzeć kupę dziecka, powąchać czy „kwaśna” czy „cuchnie”, zobaczyć czy za twarda czy za miękka itp. Matki to wiedziały instynktownie. Śmierdząca kupa oznaczała bakterie gnilne w jelitach dziecka i należało wówczas podawać herbatki ograniczające rozwój tych bakterii. Zatwardzenie u dziecka oznaczało, iż ma za mało płynów w organizmie i wówczas matka patrzyła, co robi dobrze jej dziecku dopasowując napoje sukcesywnie aż do uzyskania pożądanego efektu.

    Dziś na wszystko jest „lekarstwo” czyli chemia w czystej postaci, tylko pogarszająca stan chorego dodatkowym zakłócaniem stanu chorobowego, likwidująca tylko symptomy, nie przyczyny choroby .

    Jeżeli organizm „sam” się nie wyleczy, to nie istnieje i nie będzie nigdy istnieć żadne „lekarstwo” na chorobę. Można rozumnie stymulować procesy chemiczne zachodzące w chorującym organizmie, ale samą, przypadkową chemią nie zrobi się nic dobrego.
    = = „nowe odmiany roślin” to wielkie zagrożenie dla Matki Natury. Wszystko, co dotychczas powstało wynikło z naturalnego doboru, naturalnej eliminacji i nie odbyło się to z dnia na dzień. To musiało się bardzo subtelnie do siebie dopasowywać zarówno pod względem przynależności do szaty roślinnej jak i pożyteczności dla świata zwierzęcego.

    Jeżeli człowiek sobie wyobraża, że może bezkarnie grzebać w genomach roślin, to człowiek się myli. I za to zapłaci wysoką cenę, być może nawet swojego istnienia.
    Ktoś, kto siedzi w jakimś laboratorium, czyli w zamkniętym pomieszczeniu i tylko z jednej probówki przelewa do innej probówki coś tam, nie rozumie właściwie tego, co robi. Uczyć można się skutecznie tylko u kogoś mądrzejszego niż my sami jesteśmy.

    Uniwersalną nauczycielką, o niesamowitej i wszechstronnej wiedzy jest Matka Natura.
    Gdyby taki „naukowiec” choć przez tydzień poleżał na trawie, samosiejce, i poobserwował zachodzące tam procesy, to by nie wygadywał głupot, że może coś zrobić lepiej. To jest zwyczajnie niemożliwe.

    Co roku jest inny rodzaj traw, roślin, i inne między nimi proporcje, inne dominacje. I tym samym inny rodzaj owadów korzystających z tych roślin, a więc i inny gatunek ptaków zjadających dane insekty. To jest spontaniczne tak na pierwszy rzut oka, ale doskonale wyważone. Każda ingerencja w to powoduje poważne zakłócenia w takim biotopie i nie wiadomo, jaki będzie tego skutek.
    Po prostu nie jest możliwe by to wiedzieć, z racji na skomplikowanie wzajemnych powiązań. Więc człowiek może wyrządzać jedynie szkody, a to, że Matka Natura jakoś to koryguje nie oznacza, iż człowiek zrobił coś dobrze czy mądrze.
    = = medytując odpowiednio można nabyć właściwości zarówno diagnozowania jak i leczenia wszystkich chorób. Nie ma to jednak sensu, ponieważ ludzie wciąż na nowo sami wpędzają się w choroby niewłaściwym sposobem życia czy nieodpowiednim pożywieniem. Więc tu musi obowiązywać metoda „człowieku lecz się sam”.
    = = mamy piesię, która jest urodzoną pielęgniarką. Ona potrafi obwąchać żywą istotę i zatrzymuje się dłużej w miejscach niezrównoważonych. Inne nasze psy takich właściwości nie mają, choć w chorobie bywało, że pielęgnowały się wzajemnie.
    = = Więc jeśli pies ma takie możliwości, to co dopiero człowiek! I to wcale nie przy pomocy genetycznych manipulacji, a jedynie kierując swoją, własną uwagę na miejsca chore.
    W tym celu człowiek dostał nerwy „odczuwające ból”. Wówczas chory człowiek niejako bezwiednie kieruje swoją uwagę w to bolące miejsce i jeżeli miałby w sobie algorytm inicjujący procesy zdrowienia, wówczas człowiek mógłby się sam wyleczyć.

    Ale jesteśmy przyuczeni traktować własny organizm jako coś nam wrogiego, a ból jako czynnik niepożądany. Więc skazujemy się na konowałów, którzy robią sobie na nas bezkarnie doświadczenia, bo albo trafią z „lekiem” albo nie, i tak to może – a nawet trwa latami.

    Już same dłonie człowieka posiadają znaczący potencjał energetyczny i przyłożenie ich na miejsce chore może przynieść ulgę.
    W sytuacji jednak, gdy lubimy robić za ofiary losu, lubimy wzbudzać w innych litość „nad nami biednymi” o żadnym samoleczeniu mowy być nie może.
    Więc ludzie nauczyli się celebrować choroby i tym wymuszać na osobach zdrowych, by na tych chorych pracowały.
    O ile jest to zasadne w przypadku chorób nagłych i „niezawinionych” o tyle, gdy chodzi o „chorych zawodowych” to ludzie zdrowi robią za litosiernych frajerów.
    Uzdrawianie takich to byłaby wręcz zbrodnia na nich a nie wyświadczenie im dobrodziejstwa.

    „Jeszcze innym przyniesie możliwość wczesnego wykrywania rozmaitych chorób, a całym rzeszom – zwalczanie chorób takich jak rak, a przynajmniej niektóre jego odmiany, które będzie można zwalczać modyfikowanymi białymi ciałkami krwi.”

    = = jak już napisałam, każdy organizm praktycznie uzdrawia się sam, co najwyżej nieco stymulowany z zewnątrz.
    Rak jest chorobą wynikającą z cywilizacji i jest chorobą uleczalną.
    Z reguły jest tak, że jeśli ktoś ma wiarę we własne uzdrowienie to bez względu na „chemioterapię” i inne wyniszczające dodatkowo organizm ingerencje – to taki ktoś faktycznie zdrowieje.

    I przeciwnie – jeżeli ktoś podda się psychozie strachu, co jest mocno propagowane także w mediach, to wówczas jego szanse na wyzdrowienie są niewielkie. Nie można udawać wiary w wyzdrowienie, jako że taka postawa jest jednoznaczna z brakiem wiary w uzdrowienie.

    Komórki rakowe powstają wówczas, gdy nie ma nad nimi kontroli. One rozmnażają się bezładnie, ale potrzebują do tego właściwego dla nich odczynnika chemicznego. Przywrócenie równowagi chemicznej to jednocześnie pokonanie raka.
    Wiadomo, że myśli to reakcje chemiczne wywołujące inne reakcje chemiczne. Negatywne myśli powodują powstawanie w organizmie toksyn. Prawdziwych toksyn.
    Nie wszystko może organizm sam usunąć, więc te toksyny gromadzą się w pewnych punktach, w których mogą pojawić się komórki nazywane rakowymi, nad którymi organizm nie ma kontroli.

    Tak zwana medycyna szkolna upiera się, że potrafi skutecznie wyleczyć raka w przypadku ok. 5%.
    Natomiast „szamani” mają o wiele większą skuteczność, ale im zabrania się robić „czary mary”.
    Zarówno w wyniku szpitalnej terapii jak i zabiegów szamańskich część ludzi powraca do zdrowia a część nie i umiera.
    Szamanów wini się za szarlatanerię, ale medycynę tzw. szkolną zwalnia się z odpowiedzialności, bo „na raka nie ma skutecznego leku”.

    Każda choroba powstaje najpierw na płaszczyźnie psychicznej, by następnie mieć wyraz na poziomie fizycznym.
    Dlatego leczenie samego ciała bez brania pod uwagę Duszy ma takie mizerne efekty.

    „ Niektórym, a może wszystkim, przedłużenie zdrowego życia.”

    = = a po co przedłużać sztucznie życie?
    Co to jest życie, żeby je sztucznie przedłużać?

    „3.
    Sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy, nanotechnologia, modyfikacje genetyczne… To największe wyzwania ludzkości? A może jednak głód, nędza, analfabetyzm i narastające przeludnienie Trzeciego Świata? Setki milionów ludzi nie ma co do garnka włożyć i cierpi z braku wody, edukacji, leków… Co ich obchodzą eksperymenty z DNA czy sztuczna inteligencja?”

    = = zanim bladzi się tam wepchali, to ani w Afryce, ani w Amerykach, ani w Azji nie było głodu na taką skalę.
    Dopiero, gdy bladzi zniszczyli struktury plemienne żyjących tam ludów, zaczęły się tam poważne problemy. Zniszczono tam, co tam było, ale w zamian nie stworzono niczego, co by to niegdysiejsze mogło zastąpić.

    A gdy się cokolwiek odradza, robione są „kolorowe rewolucje” i nędza się pogłębia.

    Niedawno oglądałam film o wierceniu studni głębinowych w Afryce. W jednym afrykańskim kraju, bo gdzie indziej wojny permanentne. Ciężarówka, jedna ciężarówka, wyposażona w przyrząd wiertniczy i sprzęt dodatkowy, bywa wzywana przez poszczególne wsie, gdy chcą mieć one taką studnię. Z reguły nie ma do takich wsi dróg dojazdowych, więc mieszkańcy najpierw plantują teren, by samochód mógł przejechać.

    Kobiety w takich wsiach zajmują się głównie noszeniem wody z odległych „źródeł” czyli dziur w ziemi podchodzących wodą gruntową, a dziury takie oddalone są często kilka, kilkanaście kilometrów od wsi. I kolejki do tej wody są ogromne. Więc czas się traci również na czekanie. I potem dźwigają one na głowach pojemniki z wodą, często 20 litrowe, czyli ważące 20kg.

    No więc, gdy taki samochód przyjedzie, to cała wieś przygląda się i każdy modli po swojemu, by odwiert się udał. Nieraz trzeba próbować wielokrotnie, bo nie zawsze można trafić na wodę do 40 m głębokości. Oczywiście, można wiercić i głębiej, ale nie da się tej wody pompować ręcznie z niższych niż 40m warstw.

    Woda w Afryce jest! już wiele wsi ma taką studnię i od razu umożliwia ona rozkwit handlu czy to warzyw, czy czegoś tam, co kto ma zbędne. Ludzie mają czas by zająć się czym innym niż noszenie wody. No i woda jest czysta, a nie skażona bakteriami, jak to ma miejsce po każdym deszczu, zapełniającym takie dziury-źródełka.

    Afryka jest biedna, ponieważ bladzi ją okradli, spowodowali ubytek ludności „pozyskiwaniem niewolników” i zniszczeniem struktur plemiennych.

    Przeludnienie jako takie jest wynikiem nieodpowiedzialnego wtrącania się bladych w sprawy wewnętrzne „biednych państw”.

    Afryka miała wysoko postawioną, własną cywilizację, ale jest to przemilczane, by z „murzynów” zrobić w świadomości bladych „prymitywnych czarnuchów”. Za to bladzi poniosą karę na poziomie karmy kolektywnej.

    „Już powstają nowe odmiany roślin dające większe plony, odporne na choroby, wymagające mniej wody. Niektóre już zostają wprowadzane do uprawy i jeśli nie będzie politycznych przeszkód i publicznego strachu, to dokona się na Ziemi druga „zielona rewolucja”.”

    = = nic takiego jak „zielona rewolucja” się nie stanie. Każda roślina ma swoje, swoiste i niezbywalne miejsce w całej przyrodzie. Nie można jej bezkarnie usunąć i nie można jej bezkarnie zastąpić jakąś dowolną rośliną.
    Wszystko ma na siebie wzajemny wpływ i zakłócenie jednego jest zakłóceniem całości.
    Te, „wymyślone przez człowieka” rośliny mają to do siebie, że z reguły nie mogą się bez końca reprodukować jak robią to rośliny dzikie, albo te istniejące naturalnie, ale zaadoptowane przez człowieka.
    Jeżeli więc możliwe byłoby wymuszenie większych plonów przez jakiś czas, to potem rośliny te mogą zaniknąć całkowicie i będzie dopiero wtedy prawdziwy głód.
    Rośliny istniejące dotychczas, wyrugowane przez rośliny sztucznie wyhodowane, mogą już wcale nie chcieć rosnąć i nie ma takiej siły, by je do tego zmusić.
    Jak widać, naukowiec nabył prawo, by być głupcem.

    „Dzięki programom sztucznej inteligencji na pewno łatwiej będzie uczyć ludzi pisania i czytania. „

    = = a dlaczego miałoby być coś „łatwiej”? przecież jeśli ktoś jest bardziej zdolny to ma już z natury łatwiej, a dlaczego jakiś idiota miałby mieć cokolwiek łatwiej, jeżeli jest to wbrew jego naturze?
    Czy można konia nauczyć śpiewać sopranem? Nawet jeżeli to możliwe, to po co to robić? Czy tylko dla pustej satysfakcji pomylonego, ludzkiego ego?

    „Czy będą chcieli mieć mniej dzieci?”

    = = spokojna głowa, zechcą.

    „No i pytanie podstawowe – czy uda się zastąpić skorumpowane autokratyczne rządy w kilkudziesięciu krajach, rządami demokratycznymi.”

    = = a co to są za kraje, te „autokratyczne”?
    No i na czym polega ta sugerowana „demokracja”?
    Wygląda na to, że jeśli odbywa się to zgodnie z oczekiwaniami autora tych teorii, no to jest demokracja. A jeżeli ktoś śmiałby mieć własne zdanie na ten temat, no to takie coś nie może w żadnym razie być demokratyczne.

    „W tym nam ani sztuczna inteligencja, ani genetyka nie pomoże. A bez tego nędza i analfabetyzm na świecie nie znikną, mimo plusów, jakie stworzy w ekonomii sztuczna inteligencja.”

    = = rozumiem, że bez tej enigmatycznej demokracji nie będzie można zlikwidować nędzy i analfabetyzmu. A skąd taka pewność?
    Co do sztucznej inteligencji, to raczej ma ona jak do tej pory więcej minusów niż plusów.

    „Wiesz co mnie niepokoi w twojej książce? Nie piszesz nic o „zemście Boga”. To tytuł książki Gillesa Kepela o fenomenie fundamentalizmu religijnego, o rozczarowaniu nowoczesnością mas, głównie Trzeciego Świata. Ale i na Zachodzie rzesze biedaków i wszelkiej maści religiantów, nienawidzi nowoczesnego świata. Ludzie ci kierują swoje frustracje, kompleksy, żale, a przede wszystkim strach w stronę szeroko rozumianej nauki.”

    = = a to ci wykształciuchy się zasekurowały podstęnie!
    Właśnie dlatego, że finansuje się naukowców nikomu niepotrzebnych, a nawet szkodliwych dla ludzkości, jest na świecie bieda, nędza i przeludnienie lokalne, w sytuacji gdy inne, nadające się do zamieszkania obszary pustynnieją.
    Jeżeli jest „fundamentalizm religijny” no to jest również i „fundamentalizm naukowy”.
    = = „Nowoczesność” została ludziom narzucona podstępem, nikt ich nie pytał o zdanie, czy tak chcą – bo jak jest ponoć demokracja, to musi być i postęp naukowy i niech kosztuje co chce, ale musi być. I to miałoby być lepsze niż ten „religijny fundamentalizm”?
    Trzeci Świat nie jest rozczarowany żadną nowoczesnością, bo jej tam nie ma. Trzeci Świat jest co najwyżej rozczarowany tym, że bladzi, uznani przez ów Trzeci Świat za cywilizowanych okazali się bezdusznymi złodziejami i oszustami.
    = = Ludzie ci, oszukani przez bladych, słusznie ich odrzucają, ale nie jest to odrzucenie żadnej prawdziwej nauki, bo takiej bladzi nigdy nie mieli, jako że nie byli w stanie takiej stworzyć.
    Poza tym „szeroko rozumiana nauka” nie traktowała by ludzi pokrzywdzonych, biednych niczym zbędnego balastu, lecz rozumiała by tak „szeroko rozumiana nauka” swoją odpowiedzialność za całość i „naukowcy” odczuwali by wstyd z powodu własnego egoizmu i wynikającej z niego głupoty.

    „ Twoja książka to hymn pochwalny na cześć Zachodu i jego niezwykłej, twórczej myśli. „

    = = a gdzie i kto widział na oczy tę „twórczą myśl” zachodu?
    czy z powodu tej „twórczej myśli’ zachód od zarania robił bandyckie wyprawy rabunkowe na terytoria, dziś nazywane przez ten zachód Trzecim Światem?!?
    Czy mamy rozumieć, że ten „twórczy zachód” powiózł do Indian cos wartościowego? Coś mądrego? A co to było?

    Bo z tego, co wiemy powszechnie, to w Ameryce Środkowej i Południowej ów zachód wymordował ludność miejscową i zrabował jej złoto przetapiając nawet posągi Bogów na monety! – na przykład słynne „złoto Inków”.
    W Ameryce Płn. natomiast bladzi, czyli ten „twórczy zachód” zrabował tubylcom ziemię i z podpisanych 365 traktatów z Indianami nie dotrzymał żadnego. Tak, żadnego!

    Czy może jakieś cuda zawieźli bladzi do Japonii?
    Z tego, co można się dowiedzieć, to amerykańskie kanonierki stanęły u wybrzeży Japonii, na ląd zeszli „parlamentariusze” i gdy Japonia wyraziła opinię, że bladzi nie mają nic, czego by chcieli Japończycy usłyszeli oni na to, że „albo będą handlować albo ich zbombardują”. W ramach demokracji i nowoczesności, rozumie się. I jako forpoczta fingowali akcje „misjonarze” katoliccy.

    Identiko w Chinach. Pozakładali bladzi faktorie, niby handlowe, ale chcieli skolonizować Chiny w całości w nadziei na zyski.
    Po co były te zyski temu „twórczemu zachodowi”? czy był za mało twórczy, czy może jednak biedny i prymitywny, bo podbijający kraje stojące wyżej kulturowo i gospodarczo?
    Po co te kłamstwa na temat „twórczego zachodu”?

    „Tymczasem miliony na świecie marzą o spaleniu tego świata i powrocie na tradycjonalistyczną, poddaną Bogu „pustynię”. „

    = = ta „poddana Bogu pustynia” była pełna pięknych lasów, jezior, zwierzyny i ryb. Dopóki jej bladzi nie podporządkowali mamonie i faktycznie nie tyle jest to pustynia, co wysypiska śmieci.
    Czy to może w ramach dobroczynności bladzi podrzucają wszędzie swoje trujące odpady zarówno komunalne jak i przemysłowe?
    Gdyby Chińczycy nie brali z tego „twórczego zachodu” np. butelek plastykowych to nie byłoby tam już miejsca ani na trawę ani na drzewa. A mądrzy Chińczycy brali butelki, robili z nich „polar” i tym sposobem „twórczy zachód” ubierał się w plastykowe butelki jako ciepłe i praktyczne. Teraz już Chiny tego śmiecia brać nie muszą, no to u nas wciąż „nieznani sprawcy” podpalają wysypiska śmieci.
    A my mamy stosować restrykcyjne normy na spaliny z silników diesla?!?

    „Terroryści islamscy chcą świątyń, totemów i zniewolonych owieczek, a nie sztucznej inteligencji. Jesteśmy na wojnie modernizmu z tradycjonalizmem. Ona będzie eskalować, nie boisz się, że neoluddyści, wrogowie Maszyny, zwyciężą?”

    = = no proszę! „neoludyści”!
    a kiedyś to były kmioty, albo poganie, albo niższe rasy i też działanie identyczne. Neoludyści! Czyli człowiek albo musi być „nowoczesny” albo jest terrorystą, wierzącym w dodatku w Boga i chcącym żyć w zdrowym środowisku?
    Maszyny nigdy nie zwyciężą, nie ma obawy. Bać musimy się tych, który tymi maszynami się zasłaniają, by nas, ludzi zniewolić.
    Neoludyści! Też wymyślili!
    Działanie „twórczego zachodu” nie ma nic wspólnego z nowoczesnością, a jest ewidentnym samozniszczeniem. I to pod każdym względem.

    „Nie, nie boję się. Nie zwyciężył ani luddyzm, ani faszyzm czy komunizm. Boję się natomiast, że walka z fundamentalizmami pochłonie miliony ofiar, jak kiedyś walka z komunizmem i faszyzmem. Będzie się nasilała, bo rozdźwięk między światem fundamentalizmu, rojącym o powrocie do rajskiego ogrodu, a nowoczesnym światem, będzie się powiększał.”

    = = no tak! nie chcesz, by ci inteligentna maszyna tyłek wycierała, by za ciebie decydowała co zjesz i gdzie pójdziesz, no to jesteś fundamentalistą chcącym jakiegoś raju!
    Przecież ta „zachodnia demokracja” nie dopuszcza nawet żadnego wyboru, jednocześnie bzdurząc coś o wolności. Tyle ofiar, co spowodował ten „twórczy zachód” czy to pod płaszczykiem ibermenszów czy „walki z komunizmem” lub też „poganami” i „obroną Grobu Pańskiego” to nikt inny nigdy i nigdzie nie spowodował.

    „Neoluddyści XXI wieku nie niszczą maszyn przędzalniczych, tylko podkładają bomby sterowane komputerowo.”

    = = „neoludyści” nie mają żadnych bomb sterowanych komputerowo, jako że odrzucają oni zarówno bomby jak i komputery.
    Czyżby więc ci naukowcy, chcąc się przebić za wszelką cenę ze swoimi teoriami, sami sobie te bomby, przez samych siebie wyprodukowane podkładali?
    Wiemy, że „twórczy zachód” ma już pewną tradycję w działaniach pod fałszywą flagą.

    „Zamachy przeciwko wolnemu, kreatywnemu światu to wściekły „rage against the machine” tradycjonalistów przerażonych duchem wolności i dyskredytowaniem ich bogów.”

  2. nanna says:

    = = no coś takiego! Pierwsze słyszę, że Amisze, czyli odwieczni, sztandarowi „ludyści” podkładali gdzieś bomby i robili zamachy terrorystyczne.
    Jest dokładnie przeciwnie i ten „twórczy zachód” morduje ludzi już od stuleci.
    To, co jest tu prezentowane to nie jest żaden „twórczy duch” lecz zwykły, pośledni demon i jak to na głupiego demona przystało, prezentuje on tu swoje demonie zamiary usiłując odwracać wartości i głupotę nazywając mądrością a zniewolenie niesieniem wolności.

    „Krew płynie na ołtarzach, to krew ofiarna. Wyznawcy magicznych kultów atakują wszędzie, gdzie wdziera się modernizm. Ich bóstwa nienawidzą technologicznej osobliwości, wirtualnych botów, genetycznych eksperymentów, Doliny Krzemowej i izraelskich laboratoriów.”

    = = o! o! no to się sypie całe to ględzenie o zbawianiu ludzkości.
    Magiczne kulty uprawiają jak wiemy głównie ci od nowoczesności w ussa, folgując rytuałom, o jakich nawet oczernianym przez katolików Aztekom się nie śniło.

    „ No, właśnie, czy w świecie biotechnologii i sztucznej inteligencji będzie miejsce dla Boga, Allaha, Jehowy? Jaką religię wyznawać będą postludzie i ich pochodne, kiedy nie będzie Człowieka w takiej postaci, w jakiej go znamy dzisiaj?
    Ja staram się koncentrować na takich konsekwencjach rozwoju genetyki i sztucznej inteligencji, które z nich bezpośrednio można wyprowadzić. Nie podejmuję się przewidywania procesów czy zjawisk społecznych, które są od nich odległe, bo na tym można się bardzo łatwo poślizgnąć i to wygląda na, popularnie mówiąc, sufitologię. Tym bardziej nie wiem, czy sztuczna superinteligencja – jeśli powstanie – będzie potrzebowała Boga, skoro sama będzie w stanie sięgnąć boskich możliwości.”

    = = aaaaaa! To nie jest „sufitologia” takie stwierdzenie, że sztuczna superinteligencja będzie w stanie sięgnąć boskich możliwości????
    Czyli nie wiadomo, czy ta super inteligencja w ogóle powstanie, ale gdy powstanie to będzie równa Bogu? A jakim to cudem?
    Człowiek nie mógł, nie może i nie będzie nigdy mógł zrobić czegoś żywego.
    Jedyne, co człowiek potrafi, to przekształcanie jednej martwej formy w inną martwą formę. Nawet sztuczne zapłodnienie nie jest dziełem człowieka, bo jeżeli komórka jajowa nie zechce się zapłodnić, to pan inseminator jej do tego w żaden sposób nie może zmusić. Więc nie komórka jajowa jest dziełem autorskim pana inseminatora, ani plemnik nie jest jego dziełem.

    „Stworzenie sztucznej superinteligencji, przewyższającej ludzką, jest taką spekulacją. Nie wiemy, czy droga rozwoju dzisiejszej sztucznej inteligencji doprowadzi do osiągnięcia przez nią poziomu inteligencji ludzkiej. Ale jeśli tak się stanie, to taka sztuczna inteligencja będzie się w stanie samodoskonalić, mając do dyspozycji zasoby wiedzy umieszczone w Internecie i nieustannie rosnące moce komputerów. Nas będzie potrzebowała, przynajmniej przez jakiś czas, do tworzenia nowych komputerów, może jakichś urządzeń badawczych, czyli przedmiotów, których sama nie wytworzy.”

    = = no, jeżeli ta sztuczna inteligencja będzie jednak potrzebowała człowieka „jakiś czas” to przecież nie wiadomo, jaki to będzie czas. I jeżeli ta super inteligencja nie będzie jednak w stanie wytwarzać sama nowych komputerów, nowych urządzeń badawczych i innych przedmiotów, to co to jest za super inteligencja?
    Czy spłuczka klozetowa to rodzaj takiej super inteligencji?
    Naciskasz przycisk a woda „leci sama”.

    „Do czasu, aż stworzy wystarczająco sprawne roboty. Ludzie będą się starali ją ukształtować, żeby była przyjazna dla nas i zrozumiała. Jeśli nam się to nie uda, zanim sztuczna inteligencja dojdzie do poziomu ludzkiego, to albo zgodzimy się, żeby rozwijając się, nas wygumkowała, albo odpowiednio wcześnie zatrzymamy jej rozwój.”

    = = no coś takiego! To ja miałabym w imię jakiejś pokracznie rozumianej nauki, jakiegoś pseudo postępu zrobić maszynę, która mnie nie będzie potrzebować a nawet ja musiałabym dbać o to, by mi ona krzywdy nie zrobiła?
    A kto ustawia się przed lufą armaty i ją odpala? I to mając nadzieję, że go nie rozerwie na strzępy!

    „No, a Bóg? Nie będziemy już Go poszukiwali?
    Nie mam pojęcia, czy ludzie, żyjący w świecie, który z trudnością dziś sobie wyobrażamy, będą szukali Boga czy nie. W świecie postczłowieka, jeśli taki powstanie, zupełnie nie wiemy, co będzie. Jeśli powstanie superinteligencja zastępująca ludzi, to taki świat nie będzie miał z naszym nic wspólnego, będziemy zupełnie innymi istotami.”

    = = czyli mielibyśmy się tak napracować i nawysilać, żeby nas w końcu wcale nie było? To chyba jakiś żart.

    Co do Boga, to On jest wszystkim. Także idiotami zamierzającymi się na Niego, na Jego Dzieło.
    Poszukiwanie Boga to odkrywanie siebie, swojej prawdziwej Istoty.
    Cały świat to jest Bóg. Nic nie istnieje w oderwaniu do Niego. A więc i człowiek też nie.
    Te niby naukowe harce to śmieszna zabawa i z niej nie wyniknie nic oprócz chwilowych kłopotów.
    Używając genów stworzonych przez Boga można udawać, że się jest Bogiem, ale taniej i bezpieczniej można mieć to samo uczucie uważając się za jedynego twórcę szczoteczki do zębów.
    Jeżeli w jakimś związku nie ma tlenu, to żeby nie wiem co robić, to w żadnej z możliwych reakcji chemicznych tlen nie powstanie.
    Wiara, że jednak się coś takiego da zrobić jest bezpodstawna.
    Na przykład oceany zawierają ogromne masy uwodnionego metanu. Co jakiś czas ocean „wzdycha” i uwalnia część tego metanu do atmosfery. Ocean wie, co robi bo ocean to Bóg.
    Gdyby człowiek się do tego metanu podłączył, to jest to równoznaczne z zagładą kuli ziemskiej. Co prawda chytruski już liczyły kasiore, jaką można na tym zrobić, ale dzięki Bogu zwyciężyli „neoludyści” i jeszcze żyjemy.

    „4.
    My? A może nas jako takich już nie będzie? Australijski matematyk i pisarz tzw. hard science fiction – Greg Egan, w swojej ultrafuturystycznej książce „Diaspora” o świecie za kilka tysięcy lat, pozbawia ludzi cielesności i uploaduje ludzką świadomość do Sieci oplatającej kosmos.”

    = = nic specjalnego ten pan nie wymyślił, bo to tak działa od zawsze. Naszą właściwą formą jest Czysty Duch, Tchnienie Boga ożywiające materię. Nie posiadając ciała materialnego nie jest możliwe uczestniczenie w Ewolucji, czyli Boskiej Grze.

    Gdy człowiek umiera, to jego Dusza się kompresuje i przechodzi do Preta Loka, co czasami katolicy nazywają czyśćcem. W zależności od jakości energii, jakiej nabyła Dusza w ciągu ziemskiego żywota zajmuje ona właściwe, przypisane jej miejsce.
    Wszystkie religie objawione nauczały o tym w początkowej fazie swojego istnienia, a potem zostawało to wynaturzane w celach komercyjnych i by ludzi podporządkować „kapłanom” przy pomocy fałszywych informacji, czyli niewiedzy.

    Kiedyś ludzie mówili „bój się Boga” gdy ktoś zrobił coś niewłaściwego.
    Zastąpione zostało to nowocześnie byle czym, nie będę się wyrażać w tym kontekście.
    Taka skompresowana Dusza czeka na swoją możliwość. I gdy w wymiarze kosmicznym zdarzyć się ma, że powinno narodzić się dziecko o właściwościach optymalnych dla jakiejś Duszy, to ona wówczas w czasie ciąży wstępuje jako energia w płód.
    Tak więc można powiedzieć, że każde dziecko, niezależnie jak my to widzimy, ma optymalnych rodziców do swojego rozwoju.

    I poza tym wszystko się wyrównuje; Niemcy będąc stroną agresywną w czasie II. wojny dziś są potulni, godzą się na wiele upokorzeń, bo musi się wyrównać. A w Izraelu na świat przyszły dzieci o cechach agresywnych i my nie rozumiemy, co się tam dzieje. Dla nas to trudne, ale przecież nie dla Stwórcy. On wie, co ma być i dlatego wszystko ma swoją prawidłowość.

    Buddyści o tym wiedzą i dlatego starają się żyć tak, by w przyszłym życiu dostać dobre ciało i żyć w dobrych warunkach.
    Dla katolika to, co napisałam to oczywiście bzdury, jako że katolik wie lepiej, ale co wie? nic, prawda? I to nic jest dla katolika lepsze niż jakaś wiedza. Jeżeli oni tak chcą, to niech tak będzie.

    Jeżeli my, w swojej ludzkiej formie nie możemy udać się w Kosmos, to jaki sens ma dywagacja na ten temat, że moglibyśmy, gdybyśmy byli inni, czyli nie bylibyśmy sobą?
    Wokół nas egzystują niezliczone światy równoległe, dla naszych zmysłów niedostępne. I wcale nie są one dla nas nieprzyjazne, a przeciwnie.
    Większość „szczęścia” jakie mamy gdy mogło by nam wydarzyć się nieszczęście to Ich dzieło.

    „Do tego potrzebne będą potężniejsze niż dziś komputery no i technologia, jak nasze umysły przenieść do komputerów. Jest już kilka firm, zajmujących się bezpośrednimi połączeniami mózg-komputer.”

    = = połączenie telepatyczne mózg – mózg jest od zawsze możliwe. A także „intuicja” czyli odbieranie informacji bezpośrednio „od Boga”. Nic wielkiego, co? Ale gdy jakiś komputer zareagowałby na to, co sobie pomyślimy to miałby być sukces? Czy większy, niż gdy na czytniku możemy „zapłacić” kartą?

    „Powszechne bezrobocie i powszechny dobrobyt – w takim kierunku idzie świat, a przynajmniej kraje rozwinięte”. Stawiasz taką tezę. Jesteś optymistą, tymczasem „wyklęty lud ziemi” powiększa się, głównie poza kręgiem cywilizacji euroamerykańskiej. I napiera. Setki milionów biedaków bez żadnego wykształcenia marzy o przeniesieniu się na północ. Czy nie obawiasz się, że takie „trzecioświatowe” ogromne masy , jeśli zamieszkają na Zachodzie, mogą wpłynąć na spowolnienie nowoczesności?”

    = = to jest chamstwo i nie można tego bez bluzgów skomentować.

    „Tak, dziesiątki milionów ludzi marzą o tym, żeby się z Azji czy Afryki przenieść na Zachód i te marzenia nie znikną, bo różnice poziomów życia utrzymają się przez dziesiątki lat, nawet jeśli kraje biedne rozwijałyby się w tempie chińskim.”

    = = a ten rozwój i dobrobyt to co to miałoby być? Czy te hałdy śmieci? Czy zatrute rzeki i jeziora oraz miliony ton plastyku falującego w oceanach?
    To jest plastyk z tych „bogatych krajów” a zanieczyszcza on także wodę należącą do „trzecioświatowców”.

    Po co komu i do czego taki rozwój?

    O jakim to dobrobycie można mówić, jeżeli biedny chłop w Rumunii ma własny dom, ma własnego konia, krowę, drób, własną ziemie orną i łąkę, własny sad i własny ogród, oraz własną studnię z doskonałą wodą pitną????

    Co takiego wspaniałego mają na tym „twórczym zachodzie”? czy mieszkania na kredyt hipoteczny? Czy wynajęte mieszkanie czynszowe? Czy może zadłużoną kartę kredytową? Czy samochód wzięty na kredyt? Czy może możliwość wyjazdu na urlop do tego biednego, rumuńskiego chłopa, bo w bogatych krajach nie da się już odpocząć; wszędzie smród, wszędzie tłok, albo posesja prywatna i nie wolno wchodzić.

    Gdyby ci ludzie wiedzieli, w jakie gówno wpadną, to za żadną cenę nie pchali by się do europy. A poza tym to oni się nie pchają sami z siebie, lecz jest sprawnie zorganizowana akcja „organizacji charytatywnych” werbujących i kierujących tych „uchodźców”.

    W Afryce jest ziemia doskonałej jakości, nie zatruta, ale już przejęta przez zachodnie koncerny.
    Więc ludzie nie mają jak przeżyć.
    W Afryce jest łagodny klimat i tam można siać i zbierać przez cały rok.
    W Afryce jest przestrzeń ogromna dająca ogromne możliwości przeżycia.
    Ale w sytuacji, gdy zachodnie koncerny kredytami pozbawiły ludność ziemi, zmuszeni są oni do porzucenia ojczyzny.
    Więc bladzi nie wyświadczają „murzynom” żadnej przysługi, a jeszcze powinni im zapłacić za lata kolonizacji, za „misjonowanie” i rabunek.

    „Europa, która i tak jest na razie zdecydowanie z tyłu, np. w porównaniu z USA i Dalekim Wschodem, wypadnie z wyścigu.”

    = = a w którym to momencie europa stoi za ussa? Makdonaldów jest w europie multum, koka kolę też ludziska piją bez względu na jej paskudny smak. Czego ussa zażąda to europa mu daje, więc jak? normalnie to bogaty może dać, ale biedny już nie, bo nie ma co. To ussa kupuje i zwabia tzw. naukowców z europy do siebie. A nie odwrotnie.

    „5.
    À propos Dalekiego Wschodu. Chiny…. Piszesz o fenomenalnych doświadczeniach na polu genetyki i o pracach nad sztuczną inteligencją w Chinach, do niedawna „zacofanym kraju biednych chłopów”.”

    = = Chiny nigdy nie były w niczym zacofane. W wyniku wojny opiumowej wyniszczył „twórczy zachód” chińską warstwę inteligencji, a potem wywołał tam głód. Zachód także z Chin ukradł wynalazki, choćby proch. Kradzieżą i przemycaniem na zachód zajmowali się katoliccy mnisi, tak to się nazywało, że to „mnisi”.

    „Nie boisz się, że to mocarstwo – brutalne, autorytarne, zamieszkałe przez prawie półtora miliarda zdyscyplinowanych ludzi, rozwijające się naukowo, użyje nauki wymyślonej na Zachodzie do jego pokonania? Do zniszczenia demokracji i ustanowienia supernowoczesnego totalitaryzmu pod chińską quasi-komunistyczną władzą? „

    = = w Chinach jest nie gorsza demokracja niż na „twórczym zachodzie”, a nawet jest tam ona w lepszym wydaniu. Wiem o tym z licznych, oglądanych przeze mnie filmów o Chinach prezentowanych czasem w niemieckiej tv przez cały dzień, tematycznie.
    W Chinach nie było żadnej „władzy komunistycznej” jako że nazwa jest sprawą umowną i taki zgniły i śmierdzący zachód nazywa na przykład światłego Prezydenta Putina, wybranego większością głosów o jakiej nawet na zachodzie marzyć nie mogą, człowiekiem sprawującym reżim!
    To samo w Chinach. Kraj ten jest dobrze zarządzany i się rozwija podnosząc stopę życiową obywateli. W którym momencie jest tu miejsce na krytykę? Że co, że zachodowi się coś nie podoba? A musi?

    „Dwie rzeczy wiemy natomiast z całkowitą pewnością, bo Chińczycy mówią o tym otwarcie. Po pierwsze chcą, żeby Chiny stały się w najbliższych dziesięciu latach czołową potęgą w badaniach i zastosowaniach sztucznej inteligencji i przeznaczają na to miliardy dolarów. Wciąż są sporo za Stanami Zjednoczonymi.”

    = = a którzy to Chińczycy tak otwarcie o tym mówią? Bo jest ich tam grubo ponad miliard, więc czy wszyscy tak mówią? Czy może niektórzy? A którzy? No i dlaczego? Czy może tak mówią Chińczycy mieszkający na zachodzie i posiadający obce obywatelstwa?

    „Po drugie chcą wykorzystać sztuczną inteligencję do stworzenia, w najbliższych dwóch latach, systemu totalnej inwigilacji ludności, z setkami milionów kamer w miejscach publicznych i systemem punktowania zachowań każdego obywatela. Z kontrolą Internetu, maili, portali społecznościowych i tak dalej. Czyli taki Sztuczny Wielki Brat…”

    = = nie Chińczyków będą inwigilować, a obce elementy chcące ponownie rozwalić Chiny od środka, jak to już zrobili w przeszłości.
    I oczywiście, żeby tam się nie zasiedliła ta „twórcza, zachodnia zaraza” to kontrola jest niezbędnie konieczna.
    Chiny są bogatym państwem, więc zakusy zachodu większe niż niegdyś.

    „No właśnie, o to pytam…
    Stworzą to na pewno. Już używają sztucznej inteligencji do rozpoznawania twarzy z kamer. Jeśli do tego dodadzą bazę danych adresów zamieszkania, miejsc pracy i adresy sklepów i innych instytucji, co na pewno są w stanie zrobić, to sztuczna inteligencja będzie potrafiła stwierdzać, kto do kogo, kiedy chodzi, gdzie i z kim spędza czas.”

    = = no tu chyba raczej opisana jest ussameryka. Dodać tylko należało by, że na lotniskach nie tylko trzeba się rozebrać do gołego, ale że i wsadzają palec w dupę.

    „Ale na pewno podzielą się chętnie swoją technologią i doświadczeniami ze wszystkimi satrapami, którzy będą chcieli stworzyć w swoich dyktaturach równie perfekcyjne systemy kontroli.”

    = = jakie dyktatury? Czy takie, jak za Henryka VIII? Czy może Pinoczeta? Albo Franko loco Hiszpania? Nie? To może Niemcy za Hitlera?
    No, twórczy ten zachód, oj! twórczy.

    „Może się okazać, że w krajach Afryki głównym zastosowaniem sztucznej inteligencji będą kamery monitorujące zachowania.”

    = = no to tam się już nikt nie wysika na dworze.

    „6.
    Piszesz o doświadczeniach naukowców z DNA. M. in. o pomysłach wskrzeszenia wymarłych gatunków zwierząt. Opisujesz projekt wskrzeszenia mamuta, genetycznego połączenia go ze słoniem, a następnie wypuszczenie go na Syberię.”

    = = nie powinno się „wskrzeszać” wymarłych zwierząt, ponieważ nie ma dla nich już miejsca dziś, a Ewolucja się nie cofa.
    Każda taka próba zakłóci całość, a więc będzie miała negatywny wpływ na wszystkie istoty żywe żyjące dzisiaj.
    Tego mamuta, co to go sobie zrobi „twórczy zachód” niech wpuszczą do parku przy pałacu kłynn, a od czystej Syberii łapy won!

    „Jeśli to prawda, kapłani wszystkich kultów drżą z przerażenia, brodaci szaleńcy, mamrocząc pod nosem modlitwy, ruszają do konstruowania następnych bomb.”

    = = a skąd ta wiedza o drżeniu kapłanów? Bo może nie drżą? I wtedy co, kłamczuchy?
    Wszystkie brodate elementy mamroczące pod nosem „modlitwy” są made in twórczy zachód.
    Czy to Irak napadł na zachód czy to zachód napadł na Irak? Na Afganistan? Na Libie? Na Liban? Na kraje afrykańskie? Na Brazylię? No jak to jest z tym drżeniem i brodami?

    „Bo, jeśli taki mamut powstanie, to, jak powiadał Fryderyk Nietzsche, Gott ist tot–Bóg umarł„

    = = facet powiedział co wiedział i umarł, a Bóg ma się dobrze. I po co było tak szpanować?

    „Mnie ciężko się wczuwać w przeżycia religijnych szaleńców, od zawsze jestem ateistą.”

    = = kto to jest ateista? Ateista to jest ktoś, kto odrzuca wiarę w Boga. Czyż nie?

    Ale żeby coś móc odrzucić, to najpierw konieczne jest sobie to jakoś wyobrazić. Więc ateista to jest ktoś, kto odrzuca Boga, jakiego sobie on wyobraża. Co ma to z Bogiem wspólnego? Nic.

    Ale ateiście wystarcza, by uważać się za pana świata i że to on sam siebie zrobił. Sam sobie wymyślił i zrobił plemnik choć go, tego ateisty nie było jeszcze na świecie. Ateista także sam sobie wymyślił i zrobił mamusię, która go potem urodziła. Że co? że jednak od jednokomórkowca do człowieka? I co z tego? Ewolucja to Bóg, a że katolicy sprytnie nabrali naiwnych na ateizm? Jak głupi to się dali nabrać. Tę pierwszą, najpierwszą komórkę też ktoś musiał zrobić, z czegoś zrobić, bo sama się nie zrobiła ani jej nie zrobił „twórczy zachód” bo go wtedy jeszcze nie było.

    Gdy mówimy np. „nie ma chleba” to najpierw musimy wiedzieć, co to jest chleb.
    Analogicznie z Bogiem, mówiąc że Boga nie ma odrzucamy jedynie wizerunek wytworzony we własnej głowie, ale z Bogiem nie mający nic wspólnego.
    Poza tym historia zna wielu ateistów bandytów, więc nie ma co udawać niepokalanego ateisty i szczuć na „religijnych szaleńców”. Gorzej niż katolicy w Jerozolimie w czasie rzezi wyznawców Proroka to oni teraz też nie robią.

    „Natomiast na horyzoncie jest tworzenie całkowicie nowych gatunków, powstających przez dodawanie nowych genów albo, co jeszcze dziwniejsze, przez tworzenie nowego DNA z nowymi, syntetycznymi nukleotydami.”

    = = człowiek nie potrafi zrobić żadnego sztucznego genu, a jedynie może pomajstrować i coś popsuć. Owca Dolly też miała być takim przełomem, a jednak nauczyła „naukowców” pokory.
    A może nie nauczyła i oni chcą przekonać się jeszcze raz.

    „Na przykład by można ludziom wstawiać gen monogamii, pobrany od nornic. Czy to byliby nadal ludzie?”

    = = a nie prościej uciąć sikutka? To wówczas byliby w dalszym ciągu ludzie.

    „Nasuwa się pytanie: kiedy wskrzesimy naszych pradziadów? A może neonaziści odtworzą Hitlera z resztek jego szczęki, prawicowi szaleńcy wyciągną truchło Pinocheta, a katoliccy fanatycy stworzą na nowo Wielkiego Inkwizytora Tomasza Torquemadę z DNA pobranej z jego kości ogonowej. Święte resztki brata Tomasza czekają na genetyka-fanatyka… Czy genetyka przyszłości może nieść tego typu zagrożenia?
    Tak, jeśli zachował się DNA jakiegoś zwierzęcia czy człowieka, to teoretycznie można go odtworzyć.”

    = = teoretycznie można, czyli praktycznie nie można, skoro pozostało w teorii.
    Człowiek nie potrafi sam siebie zrozumieć, nie zna sam siebie a miałby móc żyć jako ktoś obcy we własnym ciele?
    Tak się odbywa już od dawna. W tym celu wymyślili „relikwie”. Przy ich pomocy można kierować energią zmarłego i zabucować kogoś tak, że jest on tej energii posłuszny nie zdając sobie z tego sprawy.

    „Czy zgodzimy się na zmienianie dowolnych genów w zarodkach? Również takich, które wywołują zwiększoną agresję albo zmniejszają empatię?”

    = = a kto będzie nas pytał o zdanie?
    I poza tym dzisiejsi „islamiści” to niby kto? normalni ludzie?

    „Czy zgodzimy się na całkowite wyeliminowanie gatunków, na przykład komarów roznoszących malarię? Eksperymenty nad modyfikacjami genetycznymi komarów są bardzo zaawansowane.”

    = = człowiek potrafi robić same bezsensy.
    Komary są wynikiem zejścia człowieka z dharmicznej drogi, czyli są efektem ubocznym negatywnych energii wygenerowanych niewłaściwym, ludzkim postępowaniem.
    Usuwanie komarów i pozostawienie człowieka jako istoty zdegenerowanej nie będzie żadnym rozwiązaniem, bo wówczas po komarach może przyjść coś znacznie gorszego.

    „No, właśnie, a nie obawiasz się, że ktoś może taki eksperyment usunięcia komarów przenieść na Człowieka. Jakiś Wielki Hacker…
    Akurat tej metody na ludzi nie da się przenieść, bo wymaga manipulowania w komórkach rozrodczych, a jak się nawet je zmieni, to ludzie, w odróżnieniu od komarów, mogą je zmienić z powrotem.”

    = = absolutnie nieprawda. Nic nie da się zrobić wstecz, nie można wejść bezkarnie do „wczoraj”; wszyscy, którzy tego próbowali stali się obłąkani, to znaczy stracili łączność z teraźniejszością.
    Ludziom może się wydawać, że mogą jakiś proces cofnąć, ale tak wcale nie jest. Nic nie stoi w miejscu a więc naprawianie odbywało by się w zupełnie innych już warunkach. Więc niemożliwe byłoby uzyskanie tego, co było na początku.

    „Realne są obawy o tworzenie organizmów szkodliwych dla ludzi. Dwa lata temu James Clapper, szef amerykańskich agencji wywiadowczych, w dorocznym raporcie, wskazał na metody modyfikowania genów jako na jedno z sześciu głównych strategicznych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych. Więc to jest zagrożenie realne i pewnie będzie rosło, wraz z rozwojem metod łatwych w użyciu i tanich, jak CRISPR/Cas9, dających szansę na broń biologiczną mniejszym krajom czy grupom terrorystycznym.”

    = = a cóż to innego robiliby „terroryści” niż robią ussamerykańscy naukowcy? A że poszło by w drugą stronę, no to co? Skąd możemy wiedzieć, że koniecznie musiało by być gorzej? Dlaczego ussamerykanie uzurpują sobie prawo do manipulowania ludzkim DNA, ale nie chcą by amerykańskim DNA ktoś manipulował?

    „7.
    „Może jesteśmy coraz bardziej pyszni i Maszyna musi dać nam nauczkę?”

    = = ależ daje nam maszyna nauczkę dzień w dzień, czy to w postaci automatu nie dającego nam biletu, czy to lodówki zaczynającej nagle grzać zamiast chłodzić, czy to samochodu który nie wiadomo czego nie zapala, czy to telewizora, w którym dwieście programów ale nic do oglądania? Czy to pralki, z której wyciągamy pranie tak sam brudne jak poprzednio tyle że mokre? Czy telefonu, który nie ma zasięgu albo sieć jest niedostępna? Czy zmywarki do naczyń która cuchnie gorzej niż klozet i którą należy dodatkowo myć?
    Wszystko, co człowiek wymyślił niby dla ułatwienia sobie życia okazało się być dla niego pułapką, nie tylko zabierającą czas ale i wymagającą od nas stałego utrzymania związanego z kosztami.

    „Ja to widzę w kategorii realnego zagrożenia, na które w najbliższych kilkunastu latach musimy znaleźć radę. Ray Kurzweil, genialny wynalazca, futurolog i główny inżynier Google przewiduje powstanie sztucznej inteligencji równie bystrej jak ludzka już na rok 2028.”

    = = dworniś z niego, oj, dworniś! A co, jak się nie sprawdzi? To czy powie on przepraszam?

    „Dobrze, zapytam mniej filozoficznie: co modyfikacje genetyczne i eksperymenty związane z DNA dadzą ludzkości?
    Poza, jak wspomniałem, nowymi odmianami roślin, które ograniczą albo zlikwidują głód na świecie. I nowymi gatunkami zwierząt pewnie też, chyba, że przejdziemy masowo na sztuczne mięso, nad czym też są prowadzone prace.”

    = = manipulacje z DNA nic nie poprawią, ale przeciwnie: dużo zepsują i skomplikują.
    Już od dawna jest wystarczająco dużo żywności na świecie. Jest ona nierównomiernie rozprowadzana i gdy jeden nie może się z przeżarcia wypróżnić, drugi nie ma się czym z głodu wypróżniać.
    Jest też wystarczająco ziemi uprawnej na Matce Ziemi. Ale ziemia ta nie jest używana do uprawy żywności, ale eksploatowana do robienia zysków bez względu na szkody dla środowiska.
    Czytałam, że gdyby wszystkich ludzi żyjących na Ziemi ustawić obok siebie, każdego na powierzchni 50×50 cm, wówczas byłby to obszar nieco mniejszy do Berlina.
    A gdyby każdy człowiek dostał dwa akry to zajęło by to tylko część powierzchni Australii.
    Nie może więc być mowy ani o przeludnieniu, ani o głodzie z braku ziemi.

    „Jest jeszcze skuteczne leczenie tysięcy chorób genetycznych, w zarodkach i u ludzi dorosłych, leczenie jednorazową procedurą typu zastrzyk.”

    = = chart może urodzić charta ale nigdy bernardyna.
    Tak więc choroby genetyczne są nie do usunięcia jako cechy osobnicze przekazane potomstwu.

    „Skuteczną pomoc w leczeniu mnóstwa innych chorób. Błyskawiczne i tanie rozpoznawanie chorób zakaźnych nawet zanim dadzą objawy.”

    = = no to chyba konieczne byłoby włożyć całego człowieka do formaliny, żeby szkodliwe wirusy w nim zdechły, choć razem z nim.
    Jak by nie patrzył, każda choroba jest w jakiejś relacji z człowiekiem, jej nosicielem. Dlatego człowiek ma zdolność wytwarzania antyciał na bieżące potrzeby, i jego organizm robi to sam. Ingerencja z zewnątrz byłaby zatruciem organizmu, czyli coś jak chemioterapia, wyniszczająca organizm człowieka ponoć razem z komórkami rakowymi, choć często rak przeżyje, a człowiek tej terapii już nie.

    „Uczynienie ludzi piękniejszymi i inteligentniejszymi, nie mówiąc o tym, że zdrowszymi.”

    = = tu by konieczne było ustalić, co to jest piękno. Jak wiemy, dla każdego oznaczać to ma prawo zupełnie co innego, no to jak?
    Jednej babie chirurg plastyczny na jej życzenie ponoć napychał biust silikonem do tego stopnia, że miała ona ogromniaste balony zamiast cycek, nie mogła nawet normalnie stać, ale za to pozwalała się filmować w czasie pływania w basenie, gdy te balony unosiły ją na wodzie. Ponoć byli chętni, by ją przelecieć! Tylko z powodu tych silikonowych monstrów!
    Albo niektóre mają naszprycowane usta tak, że nie mogą normalnie jeść ani mówić. Zdobycze medycyny im to ułatwiły.
    = = by zrobić człowieka inteligentniejszym, to konieczne byłoby wszczepić mu lepszy mózg. No bo z tym, co ma może zrobić to, co robi. Sztuczny mózg to nie byłby własny mózg, więc człowiek byłby kimś innym niż jest, czyli nie byłby sobą. Skąd wówczas by mógł on wiedzieć, czy teraz jest mu lepiej, jeżeli by nie miał czym wiedzieć, jak było mu poprzednio?
    = = w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by człowiek żył i dwieście lat. Są tacy, słyszałam historię o Hindusie, który miał ponad trzysta lat.
    Ale jeżeli człowiek żyje tak, jak żyje no to może żyć tylko tyle, ile może.
    Nie da się wymusić sprawności fizycznej, nie można komuś zrobić mięśni całkiem nowych, gdy ktoś ma sto lat. Bo te mięśnie nie pasowały by do starych kości itd. Więc konieczne byłoby wymienić całego człowieka. Czy byłby on zrobiony z tego sztucznego mięsa, które już dziś ussamerykanie jedzą?

    „Przedłużenie nam zdrowego życia o dziesiątki lat. A może nawet – długowieczność granicząca z nieśmiertelnością.”

    = = a to ci numer byłby wtedy! Truchła dwustuletnie snuły by się po Ziemi Matce. Po co?

    „Mam nadzieję, że mając dziś 63 lata, doczekam tej genowej rewolucji i będę mógł żyć w dobrym zdrowiu i kondycji do przynajmniej stu kilkudziesięciu lat.”

    = = można żyć dłużej ale spełniając odpowiednie warunki, które to dłuższe życie umożliwiają. Tego nie da się zrobić sztucznie.
    Człowiek żyjąc siedemdziesiąt lat większość swego czasu błąkał się po własnym życiorysie nie wiedząc właściwie, po co żyje, a tu miałby żyć jeszcze raz tyle?
    A co, jeżeli nie dałoby się umrzeć wcześniej, gdyby ktoś chciał i konieczne byłoby przeżycie tego sztucznego pensum do końca?

    „Tak, jest coraz więcej badań, które mają spowodować przedłużanie zdrowego życia. Są i badania nad tym, jak zapewnić wieczną odnawialność komórek, czyli… nieśmiertelność.”

    = = to nie jest nic nowego, bo każdy organizm odnawia się i to kompletnie co jakiś czas. Z tym, że komórki mają pamięć i na przykład dziurawy ząb odnowi się jako dziurawy ząb, ale się odnowi. Tak samo skóra ze zmarszczkami się odnowi jako skóra ze zmarszczkami.
    Różne części człowieka odnawiają się w różnym tempie i w różnym czasie. Ale to trwa nieustannie.
    Jednak materii też nie da się oszukać, co wiemy na przykładzie owcy Dolly.

    8.
    „Nieśmiertelność bardzo mi się podoba, kupuję to (śmiech). Można snuć plany na przyszłość bez oglądania się na Ponurego Żniwiarza,”

    = = jest to katolicka wersja śmierci, by straszyć gawiedź i czynić ją dyspozycyjną.

    „ale wiesz co mi się także podoba w twojej książce? Wizja ogromnej ilości wolnego czasu. Ja, jako zawołany leń, z lubością czytałem rozdział poświęcony wpływie sztucznej inteligencji na powszechną i globalną automatyzację i komputeryzację pracy na naszej planecie, a co za tym idzie, zbędność większości obecnych zawodów”

    = = ciało człowieka jest tak zbudowane, by mógł on wykonywać pracę fizyczną. To zapewnia mu zarówno zdrowy kościec jak i mięśnie. Osoby nie pracujące fizycznie są chore, mają otłuszczone organy wewnętrzne i ich jakość życia jest niska.

    Indianie mieli mnóstwo wolnego czasu, ponieważ nie musieli ani pracować na zakupienie ani na utrzymanie „zdobyczy cywilizacji”.
    Wszystkie „ludy pierwotne” miały wolny czas.
    Dopiero gdy ludzie zostali zmuszeni do pracy na leniów i bandytów, no to ich życie się zmieniło na gorsze.
    Człowiek uczący się czegoś teoretycznie jest jedynie wykształconym idiotą. Nie ma on co z tą swoją wiedzą zrobić, więc jest ona mu zupełnie nieprzydatna.
    Natomiast opanowywanie prac fizycznych daje realną satysfakcję, człowiek widzi swoją siłę sprawczą, jest zadowolony z możliwości jej wykorzystania i może się rozwijać próbując wciąż modyfikować swoje działanie.
    Programowanie komputera nie jest niczym zadowalającym; ja nie widziałam ani jednego zadowolonego programisty. Oni pracują na zlecenie a sami z tego nie mają nic, poza pieniędzmi, które mogą wydać na produkty, które wytworzył ktoś inny.
    Programiści siedzą dniami i nocami pisząc ciągi liter czy cyfr i choć są w stanie wyobrazić sobie, co będzie przy pomocy tego robione, to jednak jest to pusta praca. Ile można przestawiać cyferki i liczby?
    A gdyby taki programista chciał napisać program sterujący czyjąś inteligencją, czyimś zdrowiem czy czyimś zachowaniem, to osoba poddana takiemu programowi byłaby marionetką tego programisty. Czyli miałby on nad takim człowiekiem władzę.
    Co miałoby w tym być dobrego?
    A człowiek żyjąc jak żyje jest jednak sam dla siebie programistą samego siebie. I to jest realizacja wolnej woli danej ludziom przez Boga.
    Odbieranie tej woli ludziom, obojętnie dla jakich domniemanych korzyści, to pozbawianie ich wolnej woli, czyli ich zniewolenie.

    „Na pewno system edukacyjny przejdzie bardzo głębokie zmiany. Po pierwsze dlatego, że przestanie być pasem transmisyjnym od dziecka do pracownika, bo prawie nie będzie pracowników-ludzi. „

    = = ależ to jest już teraz. Nie można dodzwonić się nigdzie, bo wszędzie automaty każące wciskać a to jedynkę, a to dwójkę, a to co innego. Na końcu i tak nic nie załatwiliśmy a jedynie straciliśmy czas.
    Co w tym jest dobrego?
    Kiedyś mieliśmy umowę z firmą internetową, która werbując klientów – automatów nie miała, ale gdy już miała klientów, to przestawiła się na automaty. Często nie było połączenia internetowego, ale nie było jak tego zgłosić, bo tylko żądał automat wciskania tych jedynek i dwójek, by na końcu po prostu rozłączyć. Tym sposobem straciliśmy „kaucję” w wysokości 500zł co dwadzieścia lat temu było sporą sumą. Firma przestała istnieć, adres był „telefoniczny” i tyle.
    Skazani na automaty sami się wykończymy z bezradności.

    „9.
    No, i wiesz, czego się boję, tego o czym już wspominałem: tej „reszty świata”. Nie wierzę, że technika i nauka jakoś radykalnie podniesie poziom życia i edukacji ludów Południa. Co najwyżej da im do ręki mnóstwo nowych gadżetów. Widziałem w Indiach i Afryce, wychudzonych ludzi, w szmatach, bez butów, ale za to z najnowszymi smartfonami w rękach. Oni tutaj przyjdą, oni mają coraz szybszą sieć, ale nie mają co jeść….”

    = = ludzie mają prawo żyć jak uważają za właściwe i nie powinno to podlegać ocenie jakichś osób uważających się za nadludzi.
    Hindusi mają „gen matematyczny” i najlepszych informatyków na świecie. Tam na wsi, gdy ustawią w jakiejś ścianie komputer – a tak bywa – to dzieci same z siebie rozumieją co to jest i jak to obsługiwać, czego o bladych powiedzieć się nie da.
    W Indiach, choć mają faszystowski system kastowy, to generalnie mają o wiele więcej wolności niż europejczycy, którzy na wszystko mają paragrafy i na wszystko potrzebują urzędowego zezwolenia. W Indiach ludzie są samodzielni i choć nam się wydaje, że są biedni to oni wcale nie chcieli by żyć w europie pod zakazami i nakazami na każdym kroku.
    Wszak „lepszy na wolności kąsek byle jaki niżli w niewoli przysmaki”.
    To, że ci biedacy mają nowoczesne smarkfony oznacza, iż firmy produkujące te rzeczy dostarczają je z jakiegoś powodu do Afryki.
    Można przecież inwestować w Afryce tak, żeby był tam dobrobyt. Ale polityka prowadzona wobec Afryki to wyklucza. Za co więc winić tu autochtonów?

    I co to ma znaczyć „oni przyjdą tutaj, oni mają coraz szybszą sieć ale nie mają co jeść”???
    Kto jest temu winien, że w Afryce jest głód?
    Winni temu są bladzi.
    W Afryce jest więcej min rozłożonych niż mieszkańców!
    Przecież Afrykańczycy sobie tych min nie wyprodukowali i ich sobie nie podłożyli!!!

    „Jeść to będą mieli co, o to się nie martwię. Martwię się, że najedzeni jeszcze bardziej będą chcieli przyjść, bo poziom życia w Europie będzie i tak kilkanaście razy wyższy niż u nich.”

    = = co to jest „poziom życia”? czy życie na kredyt w Niemczech? Czy praca Polaków na anglików? Czy może Niemcy mają wyższy poziom życia? To skąd u nich tyle osób żyjących z pomocy socjalnej?
    Gdyby europa nie zniszczyła struktur na Czarnym Lądzie, to nikt stamtąd by nie chciał iść do brudnej, zimniej i śmierdzącej europy!
    Bladzi ponoszą konsekwencje tego, co narobili i powinni ponieść słuszną karę a nie udawać ibermenszów hyclerowych.

    „Ale sądzę, że mając do wyboru przyjęcie w Europie 100 milionów Afrykanów lub przekazywanie im co roku powiedzmy pięciuset miliardów euro, Europa wybierze stałe zlecenie w banku.”

    = = widać bladzi sobie wyobrażają, że wszystko można załatwić pieniędzmi. Wydrukowanie w europie i wysłanie do Afryki jakichś pieniędzy nic nie rozwiąże.
    Afryka musi wypracować własny system monetarny umożliwiający rozwój tamtejszej gospodarki, tak jak chciał Kaddafi. Żeby tak się nie stało, to bladzi Go zamordowali.

    Gdyby do Afryki wysyłane było ojro, to gospodarka afrykańska musiałaby być z tym ojro powiązana. Dla Afryki w żadnym razie nie byłoby to korzystne, bo i jak?
    Pieniądze to jest jedno, wielkie nic. Wymiana towarów to jest właściwy handel. Gdyby to ojro tam było w obiegu, to Afryka ponownie pracowała by na europę.

    „Wizja powszechnego nieróbstwa wywołana przez systematyczne zaprzęganie do pracy sztucznej inteligencji pociąga i przeraża jednocześnie. Jak żyć? […]Toż to raj dla Ferdynanda Kiepskiego!
    Tak, obawiam się, że przyszły świat to raj dla Ferdka. Ale z drugiej strony to też raj dla ludzi ciekawych świata, którym nie starcza czasu na czytanie, rozmawianie, oglądanie miejsc, dzieł sztuki i natury.”

    = = cóż za naiwność! Człowiek leniwy nie jest ciekawy świata, lecz stopniowo zapada się w swoim lenistwie i jest coraz bardziej bierny. Widać to po tzw. bogaczach, gdy tylko skrajne ekscesy są w stanie dostarczyć im jakichś bodźców wartych uwagi.
    Nie każdy lubi „dzieła sztuki” zwłaszcza współczesnej, urągającej zmysłowi estetyki.
    Nie każdy lubi czytać.
    Człowiek pozbawiony naturalnego kompasu będzie zdezorientowany, a więc ulegnie auto destrukcji. Mamy tego liczne przykłady i w życiu i w literaturze.
    A rozmawiać po prostu nie będzie o czym, gdy automat nie wgra tematu i rozwiązań, czyż nie?

    „Większość czytelników tego wywiadu do tej grupy się pewnie zalicza, więc to dla nich dobra wiadomość – będą mieli czas i pieniądze na ciekawe życie.”

    = = by mieć pieniądze i czas wolny to może być przywilej dla niektórych, tylko niewielu niektórych, którzy mają samokontrolę i potrafią kierować własnym życiem.
    W sytuacji, gdyby naszym życiem kierowały automaty, czasu wolnego mieć nie będziemy w tym sensie, co teraz, ponieważ to automat za nas będzie decydował. On również będzie podsuwał nam rozwiązania problemów, które tenże automat nam stworzy. Nasz mózg oszaleje, bo nie będzie mógł nic własnego wytworzyć, nie będzie się mógł korygować i rozwijać jak dotychczas, a jedynie pod dyktando automatów. Totalne podporządkowanie się z tragicznym skutkiem.
    Fizyczna praca wcale nie jest czymś złym.
    Praca ponad siły na pasożytów żerujących na ludziach pracy to jest problem, a nie pracowanie własnymi rękami na własne życie.

    Sam temat potraktowany jest z gruntu błędnie.
    Jest bezgraniczna fascynacja czymś, co niewiadome albo niepewne, i z drugiej strony jest całkowite odrzucenie rzeczywistości jako takiej, właśnie na rzecz czegoś wirtualnego, na co nie będziemy mogli mieć wpływu.
    W sumie jest to kontynuacja szerzenia propagandy na rzecz wszczepiania ludziom czipu RFID, ponoć tak ułatwiającego wszystko i czyniącego i pieniądze, i wszystko inne zbędnym, czipu zawierającego informacje o naszym zdrowiu, o naszym życiu, naszych krewnych i naszych wydatkach, naszym sposobie żywienia i naszym sposobie myślenia.
    Coś takiego można tylko bezwzględnie odrzucić.

  3. marcin says:

    Przedruk wywiadu z Lindenbergiem bez żadnego komentarza akurat na stronie KIP budzi zaskoczenie.
    Jak rozumiem, Lindenberg to taka lokalna wersja Jacquesa Attali, który również produkuje się na tym polu. A Attali to współczesna emanacja proroka Jeremiasza i czy równie obłąkanego proroka Izajasza.

    Trudno komentować wynurzenia nadwiślańskiego Izajasza na płaszczyźnie merytorycznej. To co Lindenberg wrzuca to po prostu kabała. I od inteligentnych ludzi oczekiwałbym, w przedmowie, właśnie demaskacji tego oczywistego faktu.

    Znajomość kabały to jednak dość ezoteryczna umiejętność. Zaprotestuję tylko przeciwko bezkrytycznemu używaniu terminu „sztuczna (super)inteligencja”. Ten termin robi globalną karierę od niedawna i oczywiście coś oznacza, ale jest to zupełnie coś innego niż nieokreślone znaczenie narzucane ciemnym masom, między innymi przez kabalistę Lindenberga. Masom coś się wrzuca, „sztuczna inteligencja” zrobi to albo tamto i należy się tego obawiać. Jeśli ktoś ten termin usłyszał, to emocja, jaka jest związana to STRACH.

    Podobno termin „sztuczna inteligencja” pierwotnie wprowadzano do nowomowy już w latach 1960-70-tych na określenie debiutujących wówczas w powszechnych komercyjnych zastosowaniach komputerów czy nawet kalkulatorów. Kto umie policzyć ile wynosi pierwiastek z trzech, a zwłaszcza ile wynosi pierwiastek z trzech razy fyfnaście? Pewnie nikt, w każdym razie nikt w mgnieniu oka, a kalkulator potrafi. Dlatego kalkulator był kiedyś emanacją „sztucznej inteligencji”. Najwyraźniej ten termin dobrze nadaje się na opisanie nieożywionego pseudoracjonalnego obiektu, którego zasady działania mamy nie rozumieć, ale jego rozstrzygnięcia mamy bez zastrzeżeń akceptować i posłusznie się im podporządkować.

    W jakimś programie dla australijskich ćwierćgłówków, chyba o podobnym charakterze do wywiadu z Linenbergiem, zapowiadano że niedługo „sztuczna inteligencja” będzie samodzielnie decydowała o aresztowaniu ludzi w oparciu o prawdopodobieństwo popełnienia przez nich przestępstwa w przyszłości. To chyba dobry trop. Znajomy informatyk zapewnia, że nie ma czegoś takiego jak „sztuczna inteligencja”, są tylko programy komputerowe przeznaczone do estymacji trendów. Estymację trendów można przeprowadzić samodzielnie w programie Excel, samemu trzeba tam wrzucić odpowiednie zmienne niezależne a komputer wszystko policzy i poda wynik: zmienną zależną. Ta „sztuczna inteligencja” to taki wyspecjalizowany w działalności prognostycznej arkusz kalkulacyjny. Nie ma tam jednak nic więcej niż zmienna zależna, zmienne niezależne, być może sam komputer będzie wybierał zmienne niezależne z szerszego katalogu i korzystał przy tym z tych obszernych baz danych, o których wspomina Lindenberg. Na pewno lepiej by ten proces opisała osoba, która zajmuje się tym na bieżąco, ale nie ma tam niewiele więcej niż prosty program prognostyczny wyposażony w dodatkowe funkcjonalności, które istnieją od dekad.

    Ciemnym masom wrzuca się jednak „sztuczną inteligencję”. Dlaczego? Na takie pytanie powinien odpowiedzieć dobry kabalista, na przykład Lindenberg. W każdym razie autor niniejszych słów uprzejmie przypomina, że „sztuczna inteligencja” dość niepokojąco podobna jest do naszego starego znajomego, pustynnego demona Jahwe. Tak jak demon Jahwe, „sztuczna inteligencja” jest, czy ma być, w swoich rozstrzygnięciach:
    – całkowicie arbitralna,
    – zupełnie nieprzewidywalna,
    – i bywa niewiarygodnie okrutna.
    Tak jak Jahwe, „sztuczna inteligencja” wymaga od ludzi bezwzględnego, ślepego posłuszeństwa.

    Te właśnie podobieństwa „sztucznej inteligencji” do Jahwe prowadzą do wniosku, że ma być ona kolejną emanacją tego pustynnego demona, którego ambicją jest niczym nieograniczona władza nad całą Ziemią.

    Przynajmniej 80% wynurzeń Lindenberga to kompletne bzdury. Tam chodzi o Jahwe i kabałę. Program głoszony przez Lindenberga kiedyś wyjawił szalony prorok Jeremiasz (Jer 30:11, http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=671):

    11 Ja bowiem jestem z tobą 
    – wyrocznia Pana – 
    by cię wybawić. 
    Zgotuję zagładę wszystkim narodom, 
    między którymi cię rozproszyłem, 
    ciebie zaś nie wyniszczę. 
    Ukarzę cię jednak sprawiedliwie 
    i nie ujdziesz zupełnie bezkarnie». 

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Panie Marcinie
      Tekst ma charakter prowokacyjny, ale z wyraźnie postawionym zastrzeżeniem, a raczej dylematem zawartym w zdaniu naszego wstępu: „Dylemat czy to jest POSTĘP, czy PODSTĘP ma charakter FUNDAMENTALNY !!! (red. kip)”
      Zgadzamy się z Panem, że jest to tekst kabalistyczny oraz że to pojęcie „sztucznej inteligencji” jest powiązane z demonem Jahwe i tym podobnymi bytami: Baalem, szatanem, Lucyferem itp. Rozwiniemy to zagadnienie wkrótce w kolejnym artykule, chociaż jest to złożone zagadnienie i… niebagatelne zagrożenie.

      • marcin says:

        Sądząc po liczbie komentarzy, a zwłaszcza po ich długości, to prowokacja się udała 🙂

        ///jest to tekst kabalistyczny oraz że to pojęcie „sztucznej inteligencji” jest powiązane z demonem Jahwe i tym podobnymi bytami: Baalem, szatanem, Lucyferem itp. Rozwiniemy to zagadnienie wkrótce w kolejnym artykule, chociaż jest to złożone zagadnienie i… niebagatelne zagrożenie.///

        Banałem jest dzisiaj stwierdzenie, że zbliżamy się do „czasów ostatecznych” z „religii Abrahamowych”. Dużo ludzi to mówi.
        Budowie tej cywilizacji przyświecał pewien cel, został on w dużym stopniu osiągnięty, i zmierzamy do kolejnego etapu, o czym zresztą, tradycyjnie dla rabinów – zaciemniając rzeczywistość, mówi Lindenberg.

        Uprzejmie polecam uwadze KIP wykłady zamieszczone na YT przez amerykańskiego akademika. On opowiada o ideologii „deep state”, organizacji czy raczej zgrupowania interesów, które kontroluje tą cywilizację. Chyba rzuca jakieś światło na tą materię:

        https://www.youtube.com/channel/UCdwvGMtYGz3yRb1JfnyqfGA/videos

    • marcin says:

      nanna przyjęła tutaj politykę komentowania treści artykułu, a biorąc pod uwagę zagmatwanie pojęć używanych przez Lindenberga, to komentarz może łatwo osiągnąć obszerność książki. Pewnie nanna jest niedaleko tego wyniku.

      Między innymi dlatego poruszyłem tylko sprawę „sztucznej (super)inteligencji”. Samo słowo „postęp” jest już pojęciem z kabały, niezwykle poDstępnie programującym ludzi do odbierania rzeczywistości w zadany i kontrolowany z zewnątrz sposób.
      Jak rozumiem, „postęp” to zmiany w stosunku do przeszłości, ale nie wszystkie. „Postęp” to takie zmiany, które mają charakter pozytywny. A jakie zmiany mają charakter pozytywny? Ano takie, które są aprobowane czy nawet zapowiadane przez „uczonych w piśmie”. Takich „uczonych w piśmie” jak Grzegorz Lindenberg.

      To wszystko dotyczy podstaw światopoglądu, który nam wtłaczają do głów już od wieku przedszkolnego. Trzeba dobrze główkować aby się zorientować, że zostaliśmy zaprogramowani jak pralka automatyczna.

Wypowiedz się