Jak PiS w 11 aktach odbierało wolność samorządom. „Działania bez precedensu”.

Od listopada 2015 r. trwa nieprzerwany proces demontażu samorządności terytorialnej i ponownej centralizacji państwa.

Sukces ostatnich 30 lat, podczas których dokonano olbrzymiego postępu na drodze do przekazywania obywatelom prawa do decydowania o swoich „małych ojczyznach”, jest obecnie zaprzepaszczany – piszą analitycy FOR i wymieniają 11 aktów prawnych przeforsowanych przez obecną władzę PiS, które zabierają wolność samorządom.

Według FOR – ograniczanie władztwa samorządów dokonuje się m.in. poprzez odbieranie zadań jednostkom samorządu terytorialnego i przekazywanie ich organom administracji rządowej lub podmiotom im podległym.

PiS zabiera wolność samorządom? Raport FOR

Raport dokumentuje dziewiętnaście przypadków recentralizacji i demontowania samorządności (w tym dziewięć przypadków odebrania zadań, sześć przypadków ograniczenia samodzielności Jednostek Samorządu Terytorialnego w wykonywaniu zadań publicznych oraz cztery przypadki uszczuplenia posiadanych kompetencji i uprawnień), które wprowadziło jedenaście aktów normatywnych (dziesięć ustaw i jedno rozporządzenie Rady Ministrów; kolejna – jedenasta ustawa – została zawetowana i na razie nie weszła w życie).

Jakie to są akty prawne? Zdaniem FOR najbardziej drastyczne przykłady odebrania zadań to:

1) przejęcie przez ministra ochrony środowiska kontroli nad Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz zarządzaniem ich finansami (większość w radach nadzorczych, podporządkowanie zarządów, narzucenie jednolitego statutu);

2) przejęcie przez nowo utworzone Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie zarządzania wodami istotnymi dla potrzeb rolnictwa oraz zapobiegania powodziom, połączone z likwidacją Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych (samorządowych jednostek budżetowych);

3) przejęcie przez ministra rolnictwa zadań związanych z modernizacją terenów wiejskich i rolnictwa, połączone z odebraniem samorządom Ośrodków Doradztwa Rolniczego (przymusowe przekształcenie samorządowych osób prawnych w państwowe osoby prawne).

Najbardziej drastyczne przykłady ograniczenia samodzielności w wykonywaniu zadań publicznych to:

1) uzależnienie przekształcania lub likwidacji szkół, uchwalania planów sieci przedszkoli i szkół, a także wydawania zezwoleń na prowadzenie prywatnych szkół publicznych od obowiązkowej i pozytywnej opinii kuratora oświaty;

2) uzależnienie uchwalania regulaminów dostarczania wody i odprowadzania ścieków od opinii PGW Wody Polskie, wydawanej w drodze postanowienia;

3) ingerencja w organizację wewnętrzną rad gmin oraz powiatów, a także sejmików województw poprzez narzucenie obowiązku powołania dodatkowych komisji skarg, wniosków i petycji, niezależnie od obligatoryjnych komisji rewizyjnych.

Najbardziej drastyczne przykłady uszczuplenia kompetencji i uprawnień organów samorządu terytorialnego to:

1) odebranie prawa do zatrudniania na czas określony asystentów i doradców przez wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów powiatowych i marszałków województw, mylnie określane jako likwidacja gabinetów politycznych (gabinety polityczne funkcjonują w ministerstwach oraz w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów); jest to inicjatywa PiS z 2009 r. (VI kadencja Sejmu), ponowiona w VII i obecnej VIII kadencji;

2) odebranie prawa do kandydowania na trzecią kadencję urzędującym wójtom, burmistrzom i prezydentom miast, czyli pozbawienie ich biernego prawa wyborczego oraz ograniczenie czynnego prawa wyborczego wyborców w gminach; jest to inicjatywa PiS z 2010 r. (VI kadencja Sejmu), ponowiona VII i obecnej VIII kadencji;

3) ograniczenie prawa do ustalania wynagrodzeń osobom na kierowniczych stanowiskach obsadzanych z wyboru albo powołania poprzez obniżenie o ok. 20 proc. kwot minimalnego i maksymalnego wynagrodzenia zasadniczego (kwoty te nie były waloryzowane przez Radę Ministrów od 2009 r.).

Co więcej, jak podkreśla organizacja, szczególnie groźna dla samodzielności i niezależności samorządu terytorialnego jest ustawa o zmianie ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych.

Ustawa ta nie weszła w życie. W lipcu 2017 r. została – jako jedyna ustawa antysamorządowa – zawetowana i skierowana przez prezydenta RP do ponownego rozpatrzenia z powodu niezgodności z Konstytucją. Do września 2018 r. Sejm nie wznowił nad nią prac.

Zdaniem FOR, ustawa ta – według planów koalicji rządzącej – miała podporządkować wszystkie regionalne izby obrachunkowe rządowi, umożliwić ingerowanie administracji rządowej w wykonywanie wszelkich zadań własnych JST, a także pozwolić na propagandowe wykorzystywanie rozstrzygnięć nadzorczych w postaci odwołania albo zawieszenia organu JST poprzez nadawanie im rygoru natychmiastowej wykonalności (tj. na nagłośnienie przed uprawomocnieniem, czyli np. przed rozpatrzeniem skargi na takie rozstrzygnięcie przez sąd administracyjny).

Ważne zmiany przeprowadzają posłowie bez doświadczenia. Szybko i bez konsultacji

Ale to nie wszystko. Forum Obywatelskiego Rozwoju dodaje także, że 9 na 11 przeforsowanych aktów prawnych przeszło przez Sejm na drodze poselskiej inicjatywy legislacyjnej. Co to oznacza?

– Stosowanie inicjatyw poselskich pozwala na unikanie konsultacji publicznych i otwartych debat na temat postępującej recentralizacji państwa, ukrywanie skali zmian kompetencyjnych pomiędzy rządową a samorządową częścią administracji publicznej, a także przemilczanie skutków tych inicjatyw dla mieszkańców poszczególnych JST (brak ocen skutków regulacji, które są wymagane przy rządowych projektach ustaw) – wyjaśniają.

Co więcej, taka ścieżka „na skróty” jest również forsowana przez niedoświadczonych posłów.

– Zwraca uwagę fakt, że autorami poselskich projektów ustaw antysamorządowych najczęściej są posłowie, którzy nie posiadają dużego doświadczenia parlamentarnego, w tym – legislacyjnego. Firmują oni większość projektów ustaw, przeprowadzonych przez Sejm przysłowiową ścieżką na skróty. Jasno z tego wynika, że rządowo-sejmowy sztab legislatorów PiS przygotowuje tzw. projekty poselskie, a obowiązek ich podpisywania spoczywa przede wszystkim na posłach „nowicjuszach” – podkreślają.

Na co jeszcze pomstuje FOR?

– Dodatkowo, koalicja rządząca poprzez wykorzystywanie inicjatyw poselskich (a więc przy 9 z 11 ustaw) knebluje instytucję, która w założeniu miała przeciwdziałać tego rodzaju procesom, Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego (KWRiST). W pozostałych dwóch przypadkach rząd zignorował obowiązek konsultacji z KWRiST, czym podważył 25-letni okres partnerskiej współpracy wielu rządów z reprezentantami samorządu terytorialnego.

Zdaniem analityków rekordowe jest także tempo rozpatrywania tychże ustaw. – Podkreślamy, że partia rządząca idzie „ścieżką na skróty”, która pozwoliła uchwalić jedną z ustaw w 2 dni i aż 4 z 11 ustaw „antysamorządowych” w czasie poniżej 30 dni – przekonują.

PO też miało problemy z samorządami, ale nie zabierało im wolności

FOR dodaje też, że poprzednia koalicja rządząca również miała problemy z samorządami.

– Dla uzyskania skali porównawczej przeanalizowano dorobek legislacyjny poprzedniej VII kadencji Sejmu, a także literaturę przedmiotu i doniesienia medialne dotyczące całego okresu odbudowanej samorządności terytorialnej – tłumaczy FOR.

PO-PSL uczestniczyły w sporach pomiędzy przedstawicielami poszczególnych szczebli samorządu terytorialnego. Napięcia dotyczyły przede wszystkim niedostatecznego poziomu finansowania wykonywanych zadań (na czele ze stale niedoszacowaną subwencją oświatową), czy niewystarczającej rekompensaty albo jej braku w przypadkach zmian podatkowych, mających wpływ na dochody JST. – Problemy te są nadal aktualne – czytamy w raporcie.

Jednak organizacja nie zidentyfikowała ustaw, które odbierałyby zadania, ograniczałyby samodzielność wykonywania zadań publicznych czy uszczuplałyby kompetencje i uprawnienia JST.

– Pozwala to stwierdzić, że udokumentowany w raporcie proces odbierania zadań, ograniczania samodzielności oraz uszczuplania kompetencji i uprawnień samorządu terytorialnego w Polsce ma charakter bezprecedensowy – kończą eksperci FOR.

oprac. Damian Szymański

Za: https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/pis-zabiera-wolnosc-samorzadom-raport-for/n27vtw5

Prof Bugaj: PiS wykonuje skok na władzę To jest wojsko zaciężne zorientowane na łupy i na żołd.

Prof. Ryszard Bugaj przez lata popierał politykę Prawa i Sprawiedliwości, od 2009 roku był doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a 2014 roku pomagał tworzyć program PiS.

Dziś o premierze Morawieckim i o partii Jarosława Kaczyńskiego wypowiada się krytycznie.

W rozmowie z Łukaszem Kijkiem, redaktorem naczelnym Next.gazeta.pl prof. Bugaj mówi między innymi o taśmach na których nagrano Mateusza Morawieckiego.

Bardzo krytycznie ocenia strategię gospodarczą opracowaną przez premiera.

Odpowiada też na pytanie, czy czuje się zdradzony przez PiS. Posłuchaj całej rozmowy:

http://next.gazeta.pl/next/10,114471,24038818,prof-bugaj-pis-wykonuje-skok-na-wladze-to-jest-wojsko-zaciezne.html

Wybrane komentarze
  • incipit

Rysiu – wyhodowałeś tego bolszewickiego gada na własnej piersi. Będziesz się smażył w piekle do końca swych marnych dni.

  • rafiol

Jeden z ojców sukcesu PiS wylewa teraz łzy nad ich pazernością i chamstwem. A pamiętam te kulturalne i uczone polemiki i oswajanie PiSu i ich prezydenta w TV.
Teraz przeżywa nawrócenie, przejrzał na oczy. Jak Staniszkis. I również za późno. Kolejny polityczny głupiec z tytułem profesora.

  • kemor234

Jakoś nie widzę szczególnych „osiągnięć” rządu PIS. No może poza drastycznym spadkiem inwestycji. Obecnie trwa olbrzymi festiwal obiecanek co to niby będzie zrobione. Fakt, potrzeb jest wiele, skoro przez 3 lata prawie nic nie robiono. Ale najgorsze jest to, że te wszystkie obietnice nie maja pokrycia w pieniądzach. No chyba, że jako waluta posłuży „złoty obiecany”.

  • · tilow3

Naprawdę chciałbym wiedzieć jakim cudem Morawiecki uzbierał 30 mln. oszczędności i przekazał je na konto żony. Te pieniądze pochodziły ze sprzedaży kredytów frankowych, za które teraz cierpią ogromne rzesze ludzi. I to jest prawdziwe oblicze PiS, głosić jedno- pomoc frankowiczom, a z drugiej strony wciskać im kredyty, za które Matołuszek otrzymywał sowite premie. Jestem ciekaw, czy „słupy” których chciał użyć do zakupu nieruchomości, miały otrzymywać pieniądze z kieszeni obecnego premiera, czy może chciał okradać swoich klientów? W końcu PiS głosi, że należy wyrównywać dolę Polaków, zabierać bogatym i dawać biednym, czyli pisowskim politykom….

  • 71tosia

najpierw Staniszkis teraz Bugaj… trochę późno ale przynajmniej przejrzeli na oczy ze pis nie ma żadnego pomysłu na władze poza ‚nachapać’ się, ile można, trudno jednak zapomnieć, że jeszcze tak nie dawno pieli z zachwytu nad geniuszem politycznym Kaczynskich i ich zaplecza.

  • pawlaka12

Niech ten idiota, profesor Bugaj, schowa się do nory i nie wychodzi,

  • dmarch1

Nie bądź aż taki. Popełnił błąd i się do tego bez ogródek przyznaje, Chocz oczywiście nie chciałbym Bryc w takiej sytuacji. Jak widać habilitacja to nie wszystko.

Na stos
Obrońcom Polski
Najjaśniejsza nam zgorzała
targowicy czarnym furiom
i szarańczy po komunie
lewym sądom i sprzedajnym
i nieprawym samorządom
ponad miarę pozwalała
Po tworzyli wrogie fora
po tych wrogich Polsce dworach
tam po knuli i po truli
i po sowach po maderach
za srebrniki poszaleli
już po Kresach po granicach
Świętą Świętość diabli wzięli
Rusy Prusy i Galicja
Podmoskowie Targowica
poszarpali nas na strzępy
Ale zstąpił był Duch Święty
Szły Legionów i Powstańców
i Niezłomnych i Wyklętych
i przez Sybir przez Holokaust
z przestrzelona potylicą
Nieśmiertelne szły zastępy
Ale Przyszła Dobra Zmiana
To nie Polska – Targowica
wnet upadnie na kolana
te szczekaczki przekaziory
zieją ogniem zieją jadem
plują na nas przed sąsiadem
Po kupili kamienice
pożądają już ulice
i przekroczą wnet granice
spotwarzają powtarzają
płoną znicze… taki los
to pospólstwo dało głos
a Legiony znów na stos

  • slade1972

Za: http://next.gazeta.pl/next/10,114471,24038818,prof-bugaj-pis-wykonuje-skok-na-wladze-to-jest-wojsko-zaciezne.html

Comments

  1. nanna says:

    „Jak PiS w 11 aktach odbierało wolność samorządom. „Działania bez precedensu”.

    = = czyli czego chce FOR?

    „Poseł siódmej kadencji mówiący o tym, że dla dobra demokracji powinniśmy w samorządach wprowadzić dwukadencyjność” [na zdjęciu prezes Kaczyński]

    = = wie co mówi i ma rację w przypadkach, w których ma rację.

    Oczywiście, bywają chlubne wyjątki w gminach, gdzie burmistrz jest uczciwy, sprawiedliwy i nawet pracowity, ale to przecież wyjątki.
    Nie da się zapobiec temu, by urzędujący dziesięć kadencji burmistrz nic nie zrobił dla własnej rodziny, bo coś takiego to utopia.

    Wiadomo, że należy zatrudniać osoby najbardziej kompetentne. Kto jest kompetentny? A no ten, co ma wtyki we władzy i wie, o co tam biega. Człowiek z zewnątrz ma mgliste pojęcie o działaniu lokalnej administracji i gdy wejdzie do niej, to nieraz lata całe płaci frycowe, zanim się przyuczy i wrośnie w lokalny system. Ustawy swoją, a życie jak zwykle swoją drogą.

    Można zgodnie z ustawą kogoś zgnoić, i można kogoś wbrew ustawie uchronić przed niepotrzebnymi problemami reagując z urzędu „po ludzku”.

    Jeżeli ktoś, kto nigdy nie był u władzy, nie miał realnego wpływu na ważne sprawy ale wypowiada się o tym jak należy rządzić, to taki ktoś rozpowszechnia własne myślenie życzeniowe, czyli fantazje.

    My mamy jednak to szczęście, że u władzy jest u nas partia mająca czas na nauczenie się zasad i trików politycznych, szczególnie tych nie udostępnianych publicznie, bo ludzie jednak nie do wszystkiego dorośli.

    Jeżeli głos mądrego i głos głupca ma tyle samo wagi, to jest oczywiste że musi być wypośrodkowane, a więc na żadne „demokracje” miejsca być nie może; mądry nieco musi stracić, głupi wówczas nieco zyska i jakoś to będzie.

    Gdyby ogłosić, że każdy ma prawo do pensji gwarantowanej, to wszystkie menele i inne obiboki nawet mogąc pracować pracę porzucą, bo prawo to im umożliwia. Tym sposobem przejdą na utrzymanie społeczeństwa, bo kto im zabroni?
    Więc jest lepiej robić różne MOPSy, dawać niechętnie „potrzebującym” jałmużnę, by przynajmniej częściowo zapobiec nawykowemu żebractwu jako postawie życiowej osób mniej chętnych do pracy. Tak to wygląda naprawdę.

    Kontrola społeczna w terenie funkcjonuje nieźle, propaganda szeptana też i ludzie według tego się orientują, przy czym rodziny działają wspólnie i gdy jest możliwy do wykorzystania precedens, na przykład jakieś dodatkowe pieniądze dla chorego dziecka, to natychmiast rodzina cała jest chora by kasę dostać.
    Żaden system polityczny tego nie zmieni, bo jest to ludzki charakter, którego ustawą, nawet najlepszą, zmienić się nie da.

    „Od listopada 2015 r. trwa nieprzerwany proces demontażu samorządności terytorialnej i ponownej centralizacji państwa.
    Sukces ostatnich 30 lat, podczas których dokonano olbrzymiego postępu na drodze do przekazywania obywatelom prawa do decydowania o swoich „małych ojczyznach”, jest obecnie zaprzepaszczany – piszą analitycy FOR i wymieniają 11 aktów prawnych przeforsowanych przez obecną władzę PiS, które zabierają wolność samorządom.”

    = = możliwe, że tak jest, ale u nas tego nie widać. Nasz urząd albo odpowiada na pisma albo nie , termin urzędowy ma mocno umowne znaczenie.
    W takich przypadkach konieczne byłoby uderzać „wyżej” i tym wymusić reakcję miejscowej administracji, ale to jest kij co ma dwa końce. Potem można mieć problemy z załatwieniem najprostszych spraw, bo będą się mścić pracując tak, jak muszą a nie tak, jak mogliby.
    Więc rozsądnie jest w wielu przypadkach odpuścić.
    Nie ma powodu wieszać psów na administracji, jako że punkt widzenia zależy jak wiemy od punktu siedzenia. Chęć zmiany tego to walka z wiatrakami, jako że może przyjść co prawda nowa obsada administracyjna, ale ona i tak zrobi to samo co poprzednia.
    Czas zmarnowany na bezsensowne walki można spożytkować na przykład na dłubanie w nosie, co da więcej pożytku niż „dopominanie się o swoje”.
    Nie jest to żadna rezygnacja, ale po prostu mądrość życiowa. I tak kiedyś tam los zawsze się odwraca.

    „Według FOR – ograniczanie władztwa samorządów dokonuje się m.in. poprzez odbieranie zadań jednostkom samorządu terytorialnego i przekazywanie ich organom administracji rządowej lub podmiotom im podległym.”

    = = w znanej mi gminie samorząd postanowił zrobić wysypisko śmieci, bo na inne ożywienie gospodarcze nie miał pomysłu.
    Nie wiem, jak to się skończyło, bo mieszkam gdzie indziej, zbyt daleko żeby śledzić na bieżąco.
    Nie da się uniknąć tworzenia sitwy w terytorialnych samorządach, ponieważ łatwiej jest rządzić przy pomocy „swoich”, a nie – chcących również robić karierę „obcych”, bo wówczas jest walka o stołki; zamiast pracować jest praktykowane podcinanie owych stołków w nadziei na awans. Ktoś, kto tego nie widzi, to nie chce tego widzieć.

    Nie jest więc dla szarego człowieka ważne, KTO rządzi, ale JAK rządzi.
    Dopuszczenie wszystkich „sprawiedliwie” do władzy to redukcja osób nadających się do tego na rzecz głupców mających „demokratyczne prawo do rządzenia”.
    Czyli ludzie zostaną skazani na wieczne nauki osób mających ambicje ale nie posiadających praktyki koniecznej do wykonywania danej pracy.
    Oczywiście, kiedyś tam można się tego nauczyć, ale kto jest chętny robić za świnkę doświadczalną dla mało kumatych, ale posiadających władzę?
    W przypadku pojedynczej osoby to jeszcze ujdzie.
    Ale mając na uwadze cały kraj, to takie działanie jest mocno ryzykowne, by bawić się w demokrację kosztem rozumu.

    „PiS zabiera wolność samorządom? Raport FOR
    Raport dokumentuje dziewiętnaście przypadków recentralizacji i demontowania samorządności (w tym dziewięć przypadków odebrania zadań, sześć przypadków ograniczenia samodzielności Jednostek Samorządu Terytorialnego w wykonywaniu zadań publicznych oraz cztery przypadki uszczuplenia posiadanych kompetencji i uprawnień), które wprowadziło jedenaście aktów normatywnych (dziesięć ustaw i jedno rozporządzenie Rady Ministrów; kolejna – jedenasta ustawa – została zawetowana i na razie nie weszła w życie).”

    = = no więc czego chce FOR? Chce sprawować kontrolę nad rządem. Jako kto? ja nie wybierałam żadnego FOR i nie wiem, kto jest ich sponsorem, mecenasem i jakie zadanie naprawdę ten FOR wykonuje.

    Mając w pamięci to, co napisał Ussus, w zamieszczonych przez KIP artykułach pod tytułem „ Obusieczny miecz imperium: globalny militaryzm i organizacje pozarządowe” należało by się dokładnie przyjrzeć tym kontrolerom chcącym kontrolować rząd.

    O ile PiS może być w jakiś sposób pociągnięty do odpowiedzialności i wiemy z grubsza, co tam jest grane, to w przypadku FOR nie możemy mieć żadnej pewności kto za tym stoi i w jakim celu.
    Nie ma się o co obrażać, bo w takich przypadkach należy być zwyczajnie ostrożnym, żeby potem nie wylewać łez krokodylich z powodu własnej naiwności.

    „Jakie to są akty prawne? Zdaniem FOR najbardziej drastyczne przykłady odebrania zadań to:
    1) przejęcie przez ministra ochrony środowiska kontroli nad Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz zarządzaniem ich finansami (większość w radach nadzorczych, podporządkowanie zarządów, narzucenie jednolitego statutu)”

    = = gdyby były to ustawy mające uniemożliwić drenowanie gmin przez obcy kapitał chcący wykorzystać łatwowierność urzędasów gminnych, to jestem za centralnym zarządzaniem zarówno środowiskiem jak i gospodarką wodną.

    Chodziły słuchy, że żydzi przejęli kontrolę nad polskimi zasobami wodnymi, no to jeżeli pod tym kątem samorządy miałyby być pozbawiane kompetencji, by żydzi mieli łatwiej, no to jestem przeciw.
    Z drugiej strony żadna gmina i tak nie mogła nic zrobić „niezgodnie z prawem”, a wiec samorząd tu, samorząd tam, a prawo swoją drogą, nadrzędną.

    „2) przejęcie przez nowo utworzone Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie zarządzania wodami istotnymi dla potrzeb rolnictwa oraz zapobiegania powodziom, połączone z likwidacją Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych (samorządowych jednostek budżetowych);”

    = = dobre piętnaście lat płaciliśmy składki za meliorację, ale ani razu nikt się nie pojawił, by rowy melioracyjne choć udrożnić. Owszem, dawali zezwolenia na wycinkę olch rosnących wzdłuż rowów melioracyjnych w efekcie czego rowy te zarosły zielskiem i krzakami, ale poza tym żadnej działalności lokalnej u nas nie było widać. Ostatnio jakby coś się zmieniło, ale nie u nas, ale w gminie sąsiedniej. Co jest tego przyczyną, trudno powiedzieć.

    Poza tym żaden samorząd nie ma wystarczających środków na robienie czegokolwiek, nie ma własnego sprzętu jak było to w czasach Polski Ludowej, że gmina miała własne koparki, traktory i ludzi na etatach, by mogli oni wykonywać konieczne prace.

    Teraz są przetargi i wygrywa ten najtańszy.
    Najtaniej wyszło zlecić naprawę drogi gminnej firmie, która wyrzuciła na ową drogę gruz budowlany łącznie ze szkłem z szyb okiennych wyburzonego budynku, oraz nawet kawałkami drutu zbrojeniowego z pokruszonych belek stropowych. Gruz ten rozrzucało dwóch osiłków mocno słabosilnych z wyglądu przy pomocy łopat prosto z przyczepy traktorowej. Żeby wyjść na swoje biznesmen, który przetarg wygrał, musiał ograniczyć czas pracy osiłków wiec oni tylko to zrzucali w miarę równomiernie, a tego trzeciego, co by choć nieco dołki wyrównał to już z powodu kosztów ów biznesmen nie zatrudnił. Mieliśmy więc do czynienia z zasypanymi starymi dołkami występującymi w towarzystwie całkiem nowych dołków. Było inaczej niż poprzednio, to fakt, ale nie było wcale lepiej z uwagi na te wystające tu i ówdzie druty zbrojeniowe.
    Tym niemniej było tanio, o czym gmina zapewniała na zebraniu.

    „3) przejęcie przez ministra rolnictwa zadań związanych z modernizacją terenów wiejskich i rolnictwa, połączone z odebraniem samorządom Ośrodków Doradztwa Rolniczego (przymusowe przekształcenie samorządowych osób prawnych w państwowe osoby prawne).”

    = = nie wiem, czego tu miałabym się bać, jako że i tak na stanowiskach pozostaną te same osoby choć urząd nazywać się będzie inaczej. O ile nazwę można zmieniać dowolnie, o tyle nie da się zrobić ad hoc nowych ludzi by obsadzić nimi przekształcone urzędy.

    „Najbardziej drastyczne przykłady ograniczenia samodzielności w wykonywaniu zadań publicznych to:
    1) uzależnienie przekształcania lub likwidacji szkół, uchwalania planów sieci przedszkoli i szkół, a także wydawania zezwoleń na prowadzenie prywatnych szkół publicznych od obowiązkowej i pozytywnej opinii kuratora oświaty”

    = = to, że kurator oświaty miałby coś do powiedzenia w sprawie szkół i przedszkoli uważam za korzystne. No i oczywiście znowu zależy wszystko od tego, kto będzie tym kuratorem i na ile poważnie weźmie on swoje obowiązki.

    „2) uzależnienie uchwalania regulaminów dostarczania wody i odprowadzania ścieków od opinii PGW Wody Polskie, wydawanej w drodze postanowienia”

    = = znaczy co? czego tu się bać? Czy tego, kto będzie te postanowienia wydawał, czy że będzie je wydawał? A czy w ogóle można nie?

    „3) ingerencja w organizację wewnętrzną rad gmin oraz powiatów, a także sejmików województw poprzez narzucenie obowiązku powołania dodatkowych komisji skarg, wniosków i petycji, niezależnie od obligatoryjnych komisji rewizyjnych.”

    = = kto skontroluje kontrolera?
    Jak już pisałam, nie każda gmina czuła się w obowiązku brać obywatela poważnie. No i widać te sitwy nie pracowały należycie w zakresie skarg i petycji, ale za to dobrze sobie radziły gdzie indziej. No to nie wyrzuca się całości jako takiej, ale dorabia do tego coś, co mogło by sytuację ewentualnie nieco poprawić. Oczywiście tylko do czasu, ale zawsze to coś.

    „Najbardziej drastyczne przykłady uszczuplenia kompetencji i uprawnień organów samorządu terytorialnego to:
    1) odebranie prawa do zatrudniania na czas określony asystentów i doradców przez wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów powiatowych i marszałków województw, mylnie określane jako likwidacja gabinetów politycznych”

    = = w zasadzie uważam to za utrudnienie życia jedynie krewnym i znajomym królika. Bo to jaki asystent taka i jego porada. Może czymś się to zastąpi i jednak będzie lepiej?

    „2) odebranie prawa do kandydowania na trzecią kadencję urzędującym wójtom, burmistrzom i prezydentom miast, czyli pozbawienie ich biernego prawa wyborczego oraz ograniczenie czynnego prawa wyborczego wyborców w gminach”

    = = nie wiem, czy mogę siebie traktować jako obywatela, ale co tam, popełnię to nadużycie.
    Akurat to, że w terenie kadencyjność zarządu byłaby ograniczona uważam za dobry pomysł. Nasz burmistrz był chyba z pięć kadencji, a może tylko cztery i czy było to aż takie dobre śmiem wątpić. Miejscowy ksiądz znał go na wylot i burmistrz miał zadanie utrudnione, bo musiał się z nim władza dzielić – taki jest mój wniosek.
    W przypadku jednak wyjątkowym, gdyby na taki urząd trafiła osoba charyzmatyczna, uczciwa do szpiku kości i w dodatku mądra, to nie wiem jak by to było, bo ona nie chciałaby pewnie pracować, czyli użerać się ze średniakami od lat zajmującymi urzędnicze stołki w urzędzie gminy. A skąd wziąć mądrzejszych?

    „3) ograniczenie prawa do ustalania wynagrodzeń osobom na kierowniczych stanowiskach obsadzanych z wyboru albo powołania poprzez obniżenie o ok. 20 proc. kwot minimalnego i maksymalnego wynagrodzenia zasadniczego (kwoty te nie były waloryzowane przez Radę Ministrów od 2009 r.).”

    = = a po co waloryzować coś, co jest nieustannie waloryzowane przy każdej okazji na byle posiedzeniu rady gminnej? Czy dziesięć tysięcy dla burmistrza 20 tysięcznej gminy to dużo czy mało?
    Pociągnięcie z punktu numer 3 uważam za zasadne.

    „Co więcej, jak podkreśla organizacja, szczególnie groźna dla samodzielności i niezależności samorządu terytorialnego jest ustawa o zmianie ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych.”

    = = a co robią te izby?
    Bo może jest to zdublowanie czegoś, co i tak jest, i też nie chce być kontrolowane odgórnie?
    Czy uczciwy boi się kontroli?
    Owszem, boi się kontroli nieuczciwych kontrolerów.
    Pytanie więc, czy będą ci kontrolerzy uczciwi?
    A co to jest uczciwość? Czy uczciwość to na przykład brak lojalności?

    „Ustawa ta nie weszła w życie. […]ustawa ta – według planów koalicji rządzącej – miała podporządkować wszystkie regionalne izby obrachunkowe rządowi, umożliwić ingerowanie administracji rządowej w wykonywanie wszelkich zadań własnych JST, a także pozwolić na propagandowe wykorzystywanie rozstrzygnięć nadzorczych w postaci odwołania albo zawieszenia organu JST poprzez nadawanie im rygoru natychmiastowej wykonalności (tj. na nagłośnienie przed uprawomocnieniem, czyli np. przed rozpatrzeniem skargi na takie rozstrzygnięcie przez sąd administracyjny).”

    = = a gdyby tak zastosować zasadę ze świetnego, socjalistycznego „Przekroju”, że nie wystarczy mówić do rzeczy bo konieczne jest mówić i do ludzi?
    Czego tu należy się bać?
    Jeżeli rząd ma jakoś mieć rozeznanie w terenie, czyli w kraju, którym rządzi, no to chyba dobrze by było, żeby rząd mógł wiedzieć co się w tym terenie dzieje.
    Przy pomocy czego miałby rząd wejść w posiadanie takiej wiedzy?
    Przecież nie wróżąc z kart!
    Czym i komu grozi to „nagłaśnianie przed uprawomocnieniem”? Dlaczego nie mielibyśmy wiedzieć, co to za skarga, przez kogo złożona i kiedy sąd będzie ją rozpatrywał?
    W czym korzystniejsze byłoby dla obywatela dowiadywać się o tym po fakcie?

    „Ważne zmiany przeprowadzają posłowie bez doświadczenia. Szybko i bez konsultacji”

    = = no więc jak można być posłem posiadającym doświadczenie nie przyspawawszy się przedtem do poselskiego koryta?

    „Ale to nie wszystko. Forum Obywatelskiego Rozwoju dodaje także, że 9 na 11 przeforsowanych aktów prawnych przeszło przez Sejm na drodze poselskiej inicjatywy legislacyjnej. Co to oznacza?
    – Stosowanie inicjatyw poselskich pozwala na unikanie konsultacji publicznych i otwartych debat na temat postępującej recentralizacji państwa…”

    = = czy chodzi o to, żeby RAŚ i tym podobne mogły mieć więcej swobody w kontaktach z zagranicznymi sponsorami?
    W czym byłoby to dla nas korzystne, gdyby Górny Śląsk się Warszawie postawił?

    „..ukrywanie skali zmian kompetencyjnych pomiędzy rządową a samorządową częścią administracji publicznej”

    = = a przed kim byłoby to ukrywane?
    Średnio skłócony z państwową administracją obywatel też się w tych kompetencjach nie orientuje także i dziś.
    A administracja publiczna i tak stosuje odwieczną zasadę spychoterapii, więc posiadanie kompetencji w większym czy mniejszym zakresie jest być może dla tej administracji istotne, ale nie dla szarego człowieka.
    Więc nie wiem, czego tu mam się bać i czy może nawet z tego powodu płakać?

    „a także przemilczanie skutków tych inicjatyw dla mieszkańców poszczególnych JST”

    = = znajoma opowiadała mi, że jeden z ichnich wiceburmistrzów, a było ich w ilości sztuk trzy, pojechał w teren ze skrzynką wódki by pozyskać głosy obywateli spragnionych nie tylko samorządności ale i gorzały. Czy ujawnienie tego faktu to źle czy dobrze?

    „ (brak ocen skutków regulacji, które są wymagane przy rządowych projektach ustaw) „

    = = no a kto miałby to oceniać? Fachowcy czy amatorzy? Sprzedajny fachowiec to gorzej niż niekumaty amator, czyż nie? Bo amator to nawet przypadkiem może trafić w rozwiązanie optymalne, co u sprzedajnego fachowca jest wykluczone.

    „Co więcej, taka ścieżka „na skróty” jest również forsowana przez niedoświadczonych posłów.
    – Zwraca uwagę fakt, że autorami poselskich projektów ustaw antysamorządowych najczęściej są posłowie, którzy nie posiadają dużego doświadczenia parlamentarnego, w tym – legislacyjnego. Firmują oni większość projektów ustaw, przeprowadzonych przez Sejm przysłowiową ścieżką na skróty. Jasno z tego wynika, że rządowo-sejmowy sztab legislatorów PiS przygotowuje tzw. projekty poselskie, a obowiązek ich podpisywania spoczywa przede wszystkim na posłach „nowicjuszach” – podkreślają.”

    = = no tu widzimy wyraźnie, że ma być usunięta stara klika by zrobić miejsce nowej klice.
    By taki poseł się orientował w zawiłościach prawnych konieczne byłoby, żeby wszyscy posłowie mieli wykształcenie prawnicze.
    No to senat powinni obsadzić na przykład byli i aktualni sędziowie i już mielibyśmy wszystko doskonale zarządzane, prawda?
    Lecz oni, ci prawnicy, i tak na swoje wychodzą, więc czy chodzi o to, by nie dzielić się przywilejami i kasą z niekumatym obywatelem, którego inni niekumaci obywatele niefrasobliwie wybrali na posła?

    Na posła, który ma jednocześnie posiadać poselskie doświadczenie i być tylko jedną kadencję!

    Kiedyś podobny numer przepychał u nas zgniły i śmierdzący zachód werbując pracowników; otóż, pracownik miał obowiązek być świeżo po studiach, a jednocześnie mieć duże doświadczenie – czy zawodowe, to już inna sprawa, bo i tak przebicie największe miały dziewczyny młode, ale ambitne.

    „Na co jeszcze pomstuje FOR?
    – Dodatkowo, koalicja rządząca poprzez wykorzystywanie inicjatyw poselskich (a więc przy 9 z 11 ustaw) knebluje instytucję, która w założeniu miała przeciwdziałać tego rodzaju procesom, Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego (KWRiST).”

    = = no to mają być te inicjatywy poselskie czy ma ich nie być?
    To obowiązkiem posła jest raczej milczeć czy się wychylać nieprofesjonalnie?
    W jaki sposób może poseł spoza tej branży móc kontrolować akty prawne? Czy z pomocą doradcy, adwokata doradzającego zarówno rządzącym jak i opozycji?
    Wszak adwokat ma obowiązek być obiektywny, czyż nie? ! ? no to mu działanie na dwa fronty szkody nie przyniesie : )))))))))

    „W pozostałych dwóch przypadkach rząd zignorował obowiązek konsultacji z KWRiST, czym podważył 25-letni okres partnerskiej współpracy wielu rządów z reprezentantami samorządu terytorialnego.”

    = = jeżeli ta „partnerska współpraca” służyła krajowi, no to szkoda.
    Ale jeżeli znowu porobiły się te sitwy kontrolujące siebie nawzajem, czyli wcale, no to może lepiej, żeby tego nie było.
    Czy wszyscy ze sobą tak super dobrze współpracowali śmiem wątpić. Bo to co i rusz słychać, że państwo jest źle zarządzane. Choć ja nie narzekam, bo minimalizuję na ile możliwe wszelkie kontakty z państwową administracją. Ku chwale Ojczyzny, rozumie się.

    „Zdaniem analityków rekordowe jest także tempo rozpatrywania tychże ustaw. – Podkreślamy, że partia rządząca idzie „ścieżką na skróty”, która pozwoliła uchwalić jedną z ustaw w 2 dni i aż 4 z 11 ustaw „antysamorządowych” w czasie poniżej 30 dni – przekonują.”

    = = to przecież zależy jaka ustawa i czego dotyczy. Są przecież takie, które wymagają głębszego zastanowienia i szczegółowych konsultacji, ale są i takie tego nie wymagające. Więc generalny zarzut nie ma podstaw.

    „Dla uzyskania skali porównawczej przeanalizowano dorobek legislacyjny poprzedniej VII kadencji Sejmu, a także literaturę przedmiotu i doniesienia medialne dotyczące całego okresu odbudowanej samorządności terytorialnej – tłumaczy FOR.”

    = = nie wiem, co można poważnie traktować w „doniesieniach medialnych”. Teraz donoszą media, że jest dobrze i ci, co w to wierzą mają dobrze i dobrze się czują, a ci co w to nie wierzą mają źle i czują się źle.
    A rzeczywistość swoją drogą, jak zwykle.

    „PO-PSL uczestniczyły w sporach pomiędzy przedstawicielami poszczególnych szczebli samorządu terytorialnego”

    = = czyli kłócili się, kto swoimi obsadzi zdobyte na przeciwniku politycznym stołki. Czy ktoś badał kompetencje zawodowe przeciwnika politycznego? Nie było takiego przypadku, prawda?
    Co to dla nas, zwykłych ludzi, za różnica, kto nam utrudnia?

    „Napięcia dotyczyły przede wszystkim niedostatecznego poziomu finansowania wykonywanych zadań (na czele ze stale niedoszacowaną subwencją oświatową), czy niewystarczającej rekompensaty albo jej braku w przypadkach zmian podatkowych, mających wpływ na dochody JST”

    = = Warszawa nie chce się dzielić, a prowincja nie ma kasy.
    No to jak tu się nie kłócić?
    Ci, którzy dostaną się do stolicy będą warczeć na prowincję, która ich do władzy wyniosła, bo jeszcze nikomu nie udało się rządzić przy pomocy dobrego słowa mającego zastąpić realną kasę.

    „Jednak organizacja nie zidentyfikowała ustaw, które odbierałyby zadania, ograniczałyby samodzielność wykonywania zadań publicznych czy uszczuplałyby kompetencje i uprawnienia JST.”

    = = no to wracamy do tej organizacji, FOR, bo tu należy się poważnie zastanowić, jakie kompetencje ma ta organizacja by cokolwiek oceniać i w czyim interesie to robi?

    „Pozwala to stwierdzić, że udokumentowany w raporcie proces odbierania zadań, ograniczania samodzielności oraz uszczuplania kompetencji i uprawnień samorządu terytorialnego w Polsce ma charakter bezprecedensowy – kończą eksperci FOR.”

    = = wszystko, co nowe jest bez precedensu. A więc organizacja FOR, dla mnie nowa też swojego precedensu nie ma. Czy może ma? A jaki? Czy FOR to coś jak KOR, bo akurat podobne i też chce w polityce mieszać?

    Nie lubię, gdy mnie ktoś straszy czymś, czego nie chce powiedzieć dosłownie, żebym mogła sama zdecydować, czy mam się tego bać czy nie.
    Jako świadoma obywatelka własnej rodziny nie mam żadnego wpływu na to, co robi FOR tak samo jak nie mam wpływu na to, co robią posłowie, senatorowie oraz rząd, każdy kolejny rząd.
    Ba! Nawet nie mam wpływu na to, co robi burmistrz naszej gminy bo nie wiem, co on sobie myśli, a więc co tak naprawdę zamierza.
    Mogę co najwyżej wierzyć w dobre intencje organizacji FOR, mogę więc równie dobrze wierzyć w dobre intencje rządu w Polsce. No i mogę wierzyć w to, że nasz burmistrz nawet jeżeli coś zrobił źle, to jednak chciał dobrze ale mu nie wyszło.
    Mogę mieć dowolnie silną wiarę,
    ale
    nigdy i w żadnych okolicznościach nie mogę mieć żadnej pewności co do intencji FOR, intencji rządu w Polsce czy intencji miejscowego burmistrza.

    Normalny człowiek powinien kierować się zdrowym rozsądkiem, rozumem, a nie marnować czas na zabawę w politykę, na którą fizycznie wpływu mieć nie może.
    Czym innym jest informować się w kwestiach politycznych by mieć jakieś rozeznanie, a czym innym wierzyć, że się w polityce uczestniczy nie mogąc na nic mieć wpływu.

    Poseł nie będąc jeszcze posłem ma inną świadomość niż wówczas, gdy posłem już został.
    Wymaganie od posła będącego już posłem by myślał w kategoriach, gdy jeszcze posłem nie był nie sprawdzi się w praktyce. A więc i pretensje do takiego posła nie mają racji bytu.

    Analogicznie odnośnie rządu.
    Nie możemy wiedzieć, czy rząd, który obiecuje nam cuda na kiju rzeczywiście nam ich dostarczy, bo może być akurat niemożliwe pozyskanie tych kijów, choć cuda w dowolnych ilościach dostępne.

    A więc zdrowy rozsadek.
    A więc dystans umożliwiający zachowanie właściwych proporcji.
    A więc świadoma rezygnacja z nieuzasadnionego niczym przekonania, że gdy ustawimy się pod lampą to nie ona, ale my świecimy…

Wypowiedz się