Kulisy polityczne i militarne wojny 1920 r.

Przypominamy uzupełnione opracowanie Marka J. Toczka sprzed 2 lat   pt. „Bitwa Warszawska 1920 r.” Analiza ta pokazuje prawdę historyczną o kulisach tamtej wojny wbrew stworzonym legendom i fałszowaniu historii.

Tekst ten wraz z załączonymi na linkach innymi artykułami, ukazuje w zapoczątkowanym cyklu rocznic obchodów odzyskania niepodległości, jak ta niepodległość po zamachu majowym została przez Sanację i Piłsudskiego roztrwoniona, czego rezultatem był największa klęska w dziejach Polski we wrześniu 1939 r.

Redakcja KIP

I. Wyprawa kijowska i kontratak bolszewików

  1. Zabiegi dyplomatyczne w sprawie granicy wschodniej.

Traktat wersalski ustalił granicę polsko-niemiecką przyznając Polsce Pomorze Wschodnie (bez Gdańska) i prawie cała Wielkopolskę, przewidywał jednocześnie przeprowadzenie plebiscytów na Górnym Śląsku, Warmii i Mazurach. W trakcie konferencji wersalskiej rozpatrywano także sprawę polskich granic na wschodzie. Rada Najwyższa początkowo nie chciała uznać polskich praw do Galicji Wschodniej,   a podejmowane przez Polskę działania militarne wywoływały silne sprzeciwy państw zachodnich.

Państwa Ententy dla zbadania sytuacji i możliwości wykorzystania terytorium Ukrainy jako przyczółka dla  antybolszewickiej armii interwencyjnych, wysłały do Galicji specjalne komisje. Klęska armii Petlury radykalnie zmieniła nastawienie Rady Najwyższej, która uznała że jedynie Polskie Siły Zbrojne mogą stać się istotnym czynnikiem w walce z bolszewikami. W wyniku takiego stanowiska Rada Najwyższa upoważniła rząd Polski do wprowadzenia zarządu cywilnego w Galicji Wschodniej, do rzeki Zbrucz, stanowiącej przed 1914 rokiem granice austriacko – rosyjską.

Polityka wschodnia odrodzonego państwa polskiego była kształtowana przede wszystkim przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, który działał poprzez zaufanych oficerów skupionych w adiutanturze Naczelnego Wodza i II Oddziale Sztabu Generalnego WP. Była to działalność zakonspirowana wobec innych władz. Premier i minister spraw zagranicznych Ignacy Paderewski w zasadzie popierał koncepcje Józefa Piłsudskiego i nie interweniował bezpośrednio w sprawy jej realizacji. Józef Piłsudski zmierzał do maksymalnego rozczłonkowania i osłabienia Rosji. Podejmując szeroką akcję dyplomatyczną i propagandową w sprawie budowania federacji Józef Piłsudski przygotowywał niezależnie zaufane kadry na Białorusi, Litwie, i Ukrainie do realizacji swoich zamierzeń. Pilnował by szybko postępował proces tworzenia i rozbudowywania regularnej armii polskiej.

W kwietniu 1919 r. Wojsko Polskie opanowało Wileńszczyznę, w lipcu rozbiły Zachodnio – Ukraińską Republikę Ludową, latem zajęły zachodnie regiony Białorusi  z Mińskiem włącznie, a w grudniu dotarły do Dyneburga nawiązując współprace z Łotyszami. Terenów tych nie włączano bezpośrednio w skład państwa, podjęto zabiegi tworzenia bloku państw bałtyckich, ale na skutek oporu Litwinów celu tego nie zrealizowano.

Do Polski przybywały różne misje gospodarcze i wojskowe, rząd Ignacego Paderewskiego zaciągał pożyczki na broń, amunicję, umundurowanie i żywność. Ok. 50% budżetu państwa przeznaczano wyłącznie na potrzeby wojska. W połowie 1919 r. Wojsko Polskie osiągnęło stan w służbie czynnej ok. 500 tys. żołnierzy. Była to armia ochotników w przeważającej większości słabo wyszkolona i nie wyposażona w niezbędne akcesoria. W okresie od kwietnia do czerwca 1919 r. do Polski przetransportowano z Francji dobrze wyposażoną Armię Polską gen. Józefa Hallera. Armia ta składała się z sześciu trzypułkowych dywizji, łącznie ok. 70 tys. żołnierzy. W październiku gotowość do działań w  strukturach Wojska Polskiego osiągnęła Armia Wielkopolska liczącą ok. 60 tys. żołnierzy.  Akt włączenia obydwu armii do struktur Polskich Sił Zbrojnych miał uroczysty charakter i został dokonany w październiku w Krakowie i w Poznaniu.

Stanowisko mocarstw zachodnich wobec Polski miało charakter wybitnie koniunkturalny. W połowie 1919 roku tereny te znajdowały się już całkowicie pod naszą kontrolą, a więc potwierdzono formalnie istniejący już stan rzeczy. Zagwarantowano tym samym zwolennikom restytucji białej Rosji, że dalej Polacy już nie pójdą, a ich obecność będzie skuteczną zaporą przeciw ekspansji bolszewików na zachód.

We wrześniu 1919 r. premier Ignacy Paderewski zażądał jasnego stanowiska Ententy wobec Rosji. Niestety nie uzyskał satysfakcjonującej odpowiedzi, co skłoniło Józefa Piłsudskiego do podjęcia rokowań z Rosjanami na własną rękę.  Rozmowy gen. Aleksandra Karnickiego z gen. Antonem Denikinem, prowadzone w Taganrogu zakończyły się fiaskiem. Gen. Denikin, w sytuacji chwilowego powodzenia jego wojsk w ofensywie na kierunku moskiewskim, stał sztywno na stanowisku restauracji jednej, niepodzielnej Rosji w granicach sprzed 1914 r.

W tej sytuacji Józef Piłsudski uznając, że udzielenie pomocy gen. Denikinowi byłoby sprzeczne z polską racją stanu uchylił się od podjęcia aktywnych działań w celu zdławienia bolszewików. Następstwem takiej decyzji było też podjęcie rozmów  z przedstawicielem władz Rosji radzieckiej. Tajne rozmowy (ze strony polskiej: komisarz generalny ziem wschodnich – Jerzy Osmołowski, Aleksander Więckowski i Ignacy Boerner) prowadzono początkowo w Białowieży potem w Mikaszewiczach na Podolu. Bolszewików reprezentował Julian Marchlewski.

Strona polska domagała się zaprzestania działań zbrojnych na Ukrainie przeciwko atamanowi Semenowi Petlurze, oddania Dyneburga Łotwie i ustalenia linii demarkacyjnej wzdłuż Berezyny, Ptyczy aż po Zwiahel. Bolszewicy grali na czas by nie dopuścić do podjęcia współdziałania Polaków z Denikinem. W grudniu 1919 r. rozmowy przerwano.    Negocjacje delegatów Józefa Piłsudskiego z Julianem Marchlewskim były bardzo źle odbierane przez państwa zachodnie, mocno zaangażowane w wspieranie interwencji antybolszewickiej gen. Denikina. Efektem tego niezadowolenia była decyzja Rady Najwyższej z 21 listopada 1919 r. podjęta w wyniku zdecydowanych  nacisków Lloyda Georg’a, która zmieniła wcześniejsze ustalenia w sprawie granic polskich na wschodzie. Nowa decyzja Rady Najwyższej zatwierdzała statut autonomiczny Galicji Wschodniej  i przyznawała Polsce jedynie 25 letni mandat Ligi Narodów na zarządzanie tym obszarem, zobowiązując jednocześnie do przeprowadzenia plebiscytu.

8 grudnia 1919 r. Rada Najwyższa podjęła kolejną decyzję utrudniającą poważnie zaistniałą sytuację. Wytyczono sztucznie tzw. linię Curzona, która nijak się miała do linii granicy etnicznej, a która nawiązywała do zachodniej granicy Rosji po trzecim rozbiorze Polski. Podkreślono co prawda, że decyzja ta ma charakter tymczasowy i nie przesądza o zmianach podejmowanych w toku późniejszych porozumień prowadzących do ostatecznego ustalenia granic wschodnich Polski. Takie postawienie sprawy nie zadawalało żadnej ze stron i było wyraźnym zaproszeniem do rozpoczęcia działań zbrojnych i w przyszłości pretekstem do roszczeń terytorialnych.

Dwuznaczne stanowisko mocarstw zachodnich wobec polskich działań na wschodzie, zachodzące zmiany na polskiej scenie politycznej na rzecz wzmocnienia pozycji partii centrowych w Sejmie, konflikty premiera Ignacego Paderewskiego z Józefem Piłsudskim, a także pogarszająca się sytuacja w gospodarce, doprowadziły do kolejnych ataków na rząd i w konsekwencji do jego dymisji.  13 grudnia 1919 r. sformowano nowy rząd centrowy, na czele którego stanął Leopold Skulski.

Tymczasem wojska atamana Semena Petlury zostały rozbite przez gen. Denikina  i uległy rozproszeniu, a sam ataman schronił się w grudniu 1919 r. w Polsce. Przewodniczący Ukraińskiej Rady Narodowej Ewhen Petruszewycz dotarł do Wiednia. Sytuację tą wykorzystali bolszewicy i ponownie wtargnęli na Ukrainę spychając wojska gen. Denikina na południe. Do Kijowa powrócił bolszewicki rząd z bułgarskim komunista Christianem Rakowskim na czele.

Na przełomie lat 1919 i 1920 Józef Piłsudski przystąpił do realizacji swego gigantycznego planu rozbicia Rosji i utworzenia systemu Międzymorza tj. bloku państw położonych na obszarze między Bałtykiem i Morzem Czarnym. Front wschodni ustabilizował się nad Berezyna i Horyniem.

W styczniu korpus gen. Śmigłego – Rydza zdobył Duneburg. Uwolnione od bolszewików Inflanty  przekazano władzom Łotwy. Miał to być przykład postawy Polaków zachęcający inne narody wschodnioeuropejskie do ścisłej współpracy             z Polską.

Na niewielkim skrawku ziemi ukraińskiej z Chmielnikiem, ziemi pozostającej pod kontrolą partyzantki narodowej, utworzono z inicjatywy atamana Semena Petlury nowy rząd Ukrainy, któremu Polska dała poparcie.  Polskie poparcie dla rządu Petlury przewidywało współpracę przeciwko bolszewikom w zamian za uznanie granicy polsko – ukraińskiej na Horyniu i Zbruczu.

Po dłuższych oporach ataman Petlura wyraził zgodę na proponowane warunki, czym zraził do siebie większość Ukraińców galicyjskich. Zgody na współdziałanie         z Polakami odmówił emigracyjny rząd Petruszewycza w Wiedniu i inni politycy ukraińscy reprezentujący środowiska narodowe.

Niepowodzeniem zakończyły się polskie próby tworzenia sojuszy z innymi narodami wschodnioeuropejskimi. Konferencja w Helsinkach zwołana w dniach 15 – 22 stycznia    1920 r. z udziałem delegacji rządowych Polski, Finlandii, Łotwy, Estonii i Litwy, wskazująca na rosnące zagrożenie ze strony Rosji radzieckiej nie  stworzyła jednolitego wspólnego frontu przeciwko bolszewikom. Przeszkodą było przede wszystkim stanowisko delegacji litewskiej, która postawiła znak równości swoich zagrożeń wskazując obok bolszewików także Polskę i Niemcy. Istotną przeszkodą były też roszczenia terytorialne Litwinów do Suwalszczyzny, Wileńszczyzny, a nawet Białegostoku oraz brak zainteresowania do przeprowadzenia plebiscytu.

Po fiasku rozmów z gen. Denikinem Józef Piłsudski próbował jeszcze pozyskać dla swych planów reprezentantów opozycji antybolszewickiej w Rosji. Prowadzone rozmowy z Borysem Sawinkowem, przedstawicielem „eserów”, nie zmieniły sytuacji. Rząd Rumunii, usatysfakcjonowany inkorporacją Besarabii wyraził w marcu 1920 r. gotowość do podpisania pokoju z Rosja radziecką, polskich planów nie poparła Czechosłowacja.

W tej sytuacji koncepcję federalizacji wschodnioeuropejskiej mogła Polska realizować opierając się wyłącznie na własnych siłach. Jedynym sojusznikiem Józefa Piłsudskiego  był ataman    Semen  Petlura  i  jego  wojska oraz  niewielkie  oddziały  sformowane  z  Białorusinów.

Przygotowania wojenne Polaków poparły zdecydowanie rządy państw zachodnich, głównie Anglii, Francji i Włoch, widząc w nich jeszcze jedna szansę realizacji swoich zamierzeń w przyszłej Rosji. Uruchomiono szerokim frontem dostawy broni, sprzętu i uzbrojenia oraz niezbędnego wyposażenia dla Wojska Polskiego. W dużej części był to tzw. demobil, zmagazynowany po zakończonej              I wojnie światowej. Dostawy sprzętu wojskowego kierowano także ze Stanów Zjednoczonych.

Trwał proces organizacji Polskich Sił Zbrojnych, do kraju ściągnięto z Francji Błękitną Armię gen. Józefa Hallera, w strukturę Polskich Sił Zbrojnych włączono także Armię Wielkopolską. Łącznie pod bronią znalazło się ok. 700 tys. żołnierzy. Naczelnym Wodzem pozostał Józef Piłsudski, któremu 19 marca 1920 r. nadano tytuł Pierwszego Marszałka Polski. Szefem sztabu armii polskiej został gen. Stanisław Haller, kuzyn gen. Józefa Hallera. W marcu 1920 r. zakończono proces organizacji Wojska Polskiego, utworzono sześć armii o różnym rodowodzie, zróżnicowanym poziomie wyszkolenia bojowego, uzbrojenia i wyposażenia.

Równolegle intensywne przygotowania czyniła też armia bolszewicka, grupując swe siły na terytorium Białorusi.

24 lutego 1920 r. Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła oświadczenie ministra  Stanisława  Grabskiego  wyrażające  stanowisko  Polski do propozycji bolszewików.

 „ Polska nie odrzuca tych propozycji, lecz pragnie trwałego zabezpieczenia swych granic wschodnich i usunięcia przyczyn swych krzywd dziejowych ze strony Rosji. Zażądano by ludności ziem należących do Rzeczypospolitej przed rokiem 1772 dać prawo swobody wyboru przynależności państwowej, by przedstawiciele tej ludności wzięli udział w rokowaniach pokojowych oraz by warunki pokoju polsko-radzieckiego zostały zatwierdzone przez reprezentację całego narodu rosyjskiego, a nie tylko przez rząd bolszewicki”.

W tym czasie zostały ewakuowane oddziały Ententy z Archangielska    i Murmańska. Odtąd jedyną siłą zbrojną, która mogła stanąć do walki z bolszewikami było Wojsko Polskie.

Gdy przewodniczący delegacji bolszewickiej Cziczerin składał rządowi polskiemu kolejną wersję oferty pokojowej Lew Trocki zapowiadał na wiecu w Moskwie „zmiażdżenie burżuazyjnej Polski”. Pod koniec marca 1920 r. wywiad polski wszedł w posiadanie ustaleń narady wojskowej odbytej w Smoleńsku 20 marca, gdzie przedstawiono opracowane założenia ofensywy przeciw Polsce.

  1.    Wyprawa Kijowska.

21 kwietnia 1920 r. doszło w Warszawie do podpisania umowy polsko – ukraińskiej, w której Polska uznała niepodległość Ukrainy w granicach na wschód od dawnej granicy Rosji i Austro – Węgier na Zbruczu, a dyrektoriat Ukraińskiej Republiki Ludowej z atamanem Semenem Petlurą za rząd ukraiński.

Strony ustaliły, że rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej zrzeka się pretensji do Galicji Wschodniej i części Wołynia; oba rządy przyznały wzajemnie pełne prawa kulturalno-narodowe mniejszościom polskiej  i ukraińskiej na swych terytoriach, a sprawę agrarną na Ukrainie, gdzie wielka własność ziemska była w dużej mierze w rękach polskich, rozwiązać miała decyzja Konstytuanty Ukraińskiej. Do umowy dołączono tajną klauzulę wojskową przewidującą sojusz wojsk polskich   i ukraińskich pod dowództwem Wodza Naczelnego – Józefa Piłsudskiego. W Kamieńcu Podolskim wznowić miały działalność władze administracyjne Ukrainy, a po zakończeniu działań operacyjnych wojska polskie miały być wycofane z Ukrainy.

 Naczelnik Państwa Józef Piłsudski i generalicja zakładali, że bolszewicy nie pokonani w polu, nie uszanują prędzej czy później żadnego zawartego przez siebie pokoju i nie zrezygnują z roszczeń do ziem Rzeczypospolitej, dawnego zaboru carskiego. Zdecydowano nie czekać biernie, aż przeważające siły rosyjskie uderzą na Polskę. Korzystniejsze rozwiązanie widziano w wykonaniu uderzenia wyprzedzającego, na nierozwinięte jeszcze siły wroga, rozbiciu ich  i szybkim zakończeniu działań militarnych na jego terytorium.

Polska jawiła się dla wielu, zarówno w kraju jak i w Europie  jako zbyt słaba, by móc podejmować tak wielkie polityczne plany. Przeciwstawiał się kategorycznie takim opiniom Józef Piłsudski przekonując, że Polska ma już znaczną siłę zbrojną, którą nieustannie rozwija, i że Rosja wyniszczona wielką wojną, rozdarta rozlewającą się rewolucją bolszewicką i wojną domową jest do pokonania. Jeżeli będzie kiedykolwiek szansa trwałego odwrócenia koła historii  i pokonanie wroga – to właśnie teraz ona nadchodzi.

23 kwietnia Józef Piłsudski przyjechał do Równego na odprawę z dowódcami  2 i 6 Armii – generałami Antonim Listowskim i Wacławem Iwaszkiewiczem, z dowódcą Grupy Uderzeniowej 3 Armii – generałem Edwardem Śmigłym – Rydzem oraz dowódcą 1 Dywizji Jazdy – generałem Janem Romerem.

25 kwietnia  1920 r. o świcie, wojska polskie pod dowództwem Józefa Piłsudskiego ruszyły na całym froncie ukraińskim kierując się na Korosteń, Żytomierz, Berdyczów, Koziatyń i Winnicę.

Doceniając doniosłe znaczenie, tak strategiczne jak i polityczne ofensywy na Ukrainie – Józef Piłsudski zapewnił tej operacji znaczną przewagę sił. Skierował tam niemal połowę piechoty (9 dywizji z 21 istniejących) i prawie połowę kawalerii (4 brygady z 9), potężną artylerię, kolumny samochodów do przewozu wojsk oraz liczne oddziały służb pomocniczych, w tym balony obserwacyjne i lotnictwo. Siły bolszewickie były zdecydowanie słabsze: 7 dywizji piechoty o znacznie mniejszej wartości bojowej od naszych oraz jedna dywizja i jedna brygada kawalerii.

„Dyspozycja operacyjna do ofensywy na Ukrainę” z 17 kwietnia 1920 r. ustaliła, że: „Ideą przewodnią operacji w pierwszym okresie jest rozdzielenie sił nieprzyjaciela na dwie grupy przez szybkie zajęcie Żytomierza i Koziatyna, odcięcie odwrotu wojskom bolszewickim, stojącym na północ od szosy Zwiahel – Żytomierz oraz zepchnięcie sił stojących na południe od kolei Szepetówka –Koziatyn, w kierunku południowym”.

Ta „Dyspozycja operacyjna” nie wyznaczała niestety najważniejszego dla każdej ofensywy zadania: „ – zniszczyć wojska nieprzyjaciela!”.

 Plan ofensywy kijowskiej został opracowany, pod osobistym kierownictwem Naczelnego Wodza przez pułkownika Stachiewicza i dwóch adiutantów – Wieniawę                i Stanisława Radziwiłła. Tą skrytość argumentowano obawą niedyskrecji gdyby przygotowywał go Sztab Generalny WP (?). Do współpracy nie był wzywany żaden z dowódców armii, a na naradzie z udziałem dowódców armii – gen. Szeptyckiego i gen. Majewskiego, kilka dni przed ofensywą o planie ofensywy nie wspomniano. Będzie to miało swoje poważne konsekwencje.

Przełamanie frontu okazało się łatwiejsze niż przypuszczano, nieprzyjaciel nie przyjmował walki i wycofywał swe siły. Cofająca się kawaleria bolszewicka podpalała mosty i przeprawy na drodze aby opóźnić marsz Polaków. Miejscowa ludność okazywała wiele pomocy naprawiając drogi i witając na gościńcach przemieszczające się kolumny żołnierzy. W nocy  1 Brygada podeszła pod Żytomierz i rano podjęła atak na broniące miasto oddziały 58 Dywizji Piechoty. Po 3 godzinnych walkach bolszewicy wycofali się z miasta, pozostawiając kilkuset jeńców, kilka armat i sporo zaopatrzenia wojskowego w wagonach na dworcu kolejowym. Zdobycia Żytomierza dokonano w wyznaczonym czasie, przy minimalnych stratach własnych. Nie udało się 3 Brygadzie Kawalerii zamknąć wycofujących się z Żytomierza sił bolszewików, które broniąc się zaciekle zmierzały w stronę Kijowa.

Po zajęciu Żytomierza  Józef Piłsudski ogłosił odezwę do ludności:

 Do wszystkich mieszkańców Ukrainy!

Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując głęboko na ziemie Ukrainy. Ludność ziem tych czynię wiadomym, że wojska polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą.

Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, by władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą gdy rząd narodowy Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj ten przed nowym najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen – żołnierz polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie walki o wolność ludów.

Razem z wojskami polskimi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod wodza atamana głównego Semeny Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego.

Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny szczęście i dobrobyt, którymi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju.

Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę.

Wzywam naród ukraiński i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę sił swych wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie i wolność.

                                                                Józef Piłsudski

                                                             Wódz Naczelny Wojsk Polskich.

                                                26 kwietnia 1920 r. Kwatera Główna.”

Tego samego dnia ataman Semen Petlura wydał odezwę „Do narodu Ukrainy”, która była odpowiednikiem odezwy Józefa Piłsudskiego. Stwierdził w niej, że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą jako sojusznik w walce z moskiewskimi bolszewikami – okupantami”.

Po 262 latach od ugody Hadziackiej Józef Piłsudski rozpoczął nowy okres współpracy z Ukrainą, czynił to z uporem Litwina i przebiegłością Metternicha, wbrew większości własnego narodu i wbrew ówczesnym rządom Ententy, które chciały odrodzoną Polskę zamknąć w granicach etnograficznych od Warty do linii Curzona. Józef Piłsudski opierał się tylko na własnej intuicji i głębokim przekonaniu, że bez wolnej Ukrainy niepodległa Polska długo nie przetrwa.

Równolegle, na południowym Polesiu ofensywę prowadziła 4 Dywizja Piechoty w kierunku na Kostrzyń oraz oddziały Grupy Operacyjnej pułkownika Rybaka na kierunku Owrucz. Bez większych trudności odrzuciły oddziały 7 i 47 Dywizji biorąc kilkuset jeńców i zdobywając ok. 50 parowozów i blisko 1000 wagonów kolejowych.

W zapale walk popełniano błędy. Dowódca Grupy Operacyjnej, w skład której wchodziła 7 Brygada Jazdy pułkownik Rybak, stawiając zadanie bojowe 7 Brygadzie znacznie przecenił jej możliwości bojowe. Podzielone siły Brygady, broniąc zdobytych wcześniej przepraw (Teterowo i Isza) oraz  dworca (Maliny) nie sprostały wycofującym się dywizjom wroga ponosząc ciężkie straty. W dokonanej później analizie gen. Machalski stwierdził, że „ (…) zadanie, które otrzymała Brygada było ponad siły tej garstki bohaterów”.  W bitwie tej zginął szef sztabu 7 Brygady, dawny adiutant Józefa Piłsudskiego  – rotmistrz Stanisław Radziwiłł.

Sprawca tej klęski, pułkownik Józef Rybak, były sztabowiec armii austriackiej, późniejszy generał i Inspektor Armii, uniknął konsekwencji, wiedział jak klęskę na polu bitwy przekuć     w papierowy sukces, pisał w raporcie  „ … rajd udał się znakomicie, wzięto 2000 jeńców …”.

Reasumując. W początkowym okresie walk, w wyniku bojów stoczonych w Żytomierzu, Koziatynie, pod Berdyczowem, Korosteniem, Owruczem, Korostyszowem, Holendrami, Malinem, Barem i Zmierzynką wojska nasze osiągnęły powodzenie, wzięły do niewoli ok. 12 tys. jeńców, zdobyły ok. 50 armat, ok. 300 karabinów maszynowych, setki lokomotyw   i kilka tysięcy wagonów oraz znaczną ilość zapasów z magazynów wojskowych. Zajęto znaczne obszary, przesuwając front              o ok. 70 km na południe i ok. 120 km na północ. Straty własne: ok. 150 zabitych i ok. 300 rannych.  Trzy brygady strzelców siczowych, w sile ok. 15 tys. żołnierzy złożone z galicyjskich Ukraińców, walczące po stronie bolszewickiej przeszły na naszą stronę. Był to niewątpliwy sukces atamana Semena Petlury.

Rosyjska 14 Armia wycofała się bez większych strat. 12 Armia poniosła duże straty, jej oddziały zostały rozproszone i straciły kontakt z dowództwem.

Wstrzymanie przez Naczelnego Wodza działań pościgowych dało możliwość 12 Armii schronić się za Dnieprem   i odtwarzać zdolność do walki. Po trzech dniach ofensywy oddziały naszej 3 Armii znalazły się w odległości niespełna 70 km od Kijowa.  Nie osiągnięto jednak tego, co winno stanowić główny cel walki – nie zniszczono sił nieprzyjaciela na prawym brzegu Dniepru.

Sytuacja była więc trudna – siły nieprzyjaciela nie zostały rozbite i utracono inicjatywę operacyjną, Naczelny Wódz zdał sobie sprawę, że odsunięcie Sztabu Generalnego WP  i dowódców armii w procesie planowania   i organizacji działań było błędem. Z pewnością powstał by warianty działań  stosowne do rozwoju wydarzeń. Błędem było też rozwiązanie bezpośrednio przed rozpoczęciem operacji dowództwa frontu, co skutkowało koniecznością wypełnienia tej luki w dowodzeniu przez Naczelnego Wodza. Poważnym problemem była też słabo działająca łączność, stąd niejasny obraz sytuacji na froncie.

  Józef Piłsudski podjął decyzję o wstrzymaniu ofensywy. Przekazał dowodzenie   3 Armią – gen. Edwardowi Śmigłemu – Rydzowi, któremu polecił osiągnąć gotowość wojsk do ataku na Kijów do 7 maja.  10 dniową przerwę w walkach wykorzystano na podciągnięcie tyłów z zaopatrzeniem i przeprowadzenie przegrupowania sił. Do natarcia na Kijów wyznaczono najlepsze oddziały. Ich zadaniem miało być dotarcie do linii Dniepru od ujścia Prypeci do ujścia Krasnej, zdobycie Kijowa, utrzymanie w całości mostów na Dnieprze i zabezpieczenie miasta przez stworzenie przedmościa. 2 i 6 Armia otrzymały zadania osłony 3 Armii od południa. Na północy 4 Armia gen. Stanisława Szeptyckiego otrzymała zadanie dotarcia do Dniepru między Berezyną a Prypecią  i zapewnienie osłony z tego kierunku dla armii gen. Edwarda Śmigłego – Rydza.

Przewidując ciężkie walki o Kijów, który miał być zdobyty za wszelką cenę, dowództwo 3 Armii nadzwyczaj dokładnie przygotowywało się do tej operacji. Trzy dywizje piechoty miały nacierać na Kijów czołowo, 7 Brygada Jazdy (poturbowana pod Maliami), miała przeprawić się przez Dniepr na północ od Kijowa, a 15 Dywizja na południe od niego i zająć mosty na Dnieprze. Ciężką artylerie, saperów, kolumny pontonowe postawiono do dyspozycji dowódcy 3 Armii.

O świcie 5 maja ruszyły podjazdy szwoleżerów aby rozpoznać sytuację przed Kijowem. Dotarły na przedmieścia bez kontaktu z nieprzyjacielem. Nazajutrz do tramwaju linii podmiejskiej wsiadł pluton szwoleżerów i dojechał bez kłopotów do śródmieścia Kijowa, wracając przyprowadził 8 jeńców, wartowników pilnujących magazyny.

Rankiem 7 maja dowódca 7 Brygady Jazdy gen. Aleksander Romanowicz, nie mogąc przeprawić się na drugi brzeg Dniepru (nie dostarczono pontonów), nie mając łączności z grupa operacyjną pułkownika Józefa Rybaka i co najważniejsze nie mając kontaktu z nieprzyjacielem, chcąc ubiec piechotę i wejść przed nią do miasta, wysłał wzmocnione podjazdy ze swych pułków, by jak najszybciej wjechały do miasta. Zaczął się prawdziwy wyścig, jazda w swej kawaleryjskiej fantazji, jak spuszczone ze smyczy ogary pędziła naprzód – kto pierwszy dotrze do „Złotej Bramy”. Wieczorem tego dnia gen. Aleksander Romanowicz na czele pozostałych szwadronów, witany owacyjnie przez mieszkańców Kijowa wjechał do miasta.

Tego dnia gen. Edward Śmigły – Rydz, nie orientując się w zaistniałej sytuacji nadal przygotowywał się do zdobycia miasta, którego nikt nie bronił. Oczekiwał rozkazu Naczelnego Wodza by rozpocząć natarcie. Zniecierpliwiony tą sytuacją dowódca 1 Brygady Legionów – podpułkownik Stefan Dąb – Biernacki, na własną rękę wysłał kompanię na rozpoznanie przedmieścia. Kompania wkroczyła do Kijowa po południu z zastała tam oddział naszej kawalerii. Powiadomiony dowódca, nie czekając na sygnał z Naczelnego Dowództwa nakazał brygadzie nocny marsz do Kijowa. Po wejściu do miasta pułki 1 Brygady Legionów zluzowały kawalerię pilnującą mostów na Dnieprze i zabezpieczyły ważne obiekty w mieście.

Główny cel operacji, tj. zniszczenie wojsk bolszewickich na prawym brzegu Dniepru, nie został osiągnięty. Dlaczego? Przecież nasze wojska miały przewagę liczebną i jakościową, miały zdecydowanie lepsze wyposażenie: kolumnę samochodową, eskadry samolotów, morale wojska stało wysoko, ożywiał je wielki entuzjazm, obecność Naczelnego Wodza wzmacniała zapał bojowy, przeciwnik stawiał niewielki opór, nasze straty były minimalne w stosunku do liczby jeńców, zdobyczy materiałowej, zagarniętych obszarów.

 Ofensywa na Ukrainie nie przyniosła zamierzonego wyniku, wskutek niewłaściwego planowania i prowadzenia działań wojennych na najwyższym szczeblu dowodzenia. Natarcie czołowe nie zostało dostatecznie uzupełnione manewrem, zarówno w skali operacyjnej jak       i taktycznej. Zagony oskrzydlające z brygad kawalerii były zaplanowane niewłaściwie. Siły te nie mogły powstrzymać wycofujących się głównych sił nieprzyjaciela, nie mogły nawet zadać mu znaczących strat. Uderzając frontalnie przez Żytomierz i Berdyczów wprost na Kijów, a potem zwlekając przez 10 dni  z jego zajęciem i opanowaniem mostów na Dnieprze Wódz Naczelny Józef Piłsudski umożliwił bolszewikom wycofanie wszystkich oddziałów za Dniepr, oraz ewakuację znacznej części zaopatrzenia i materiałów wojennych.

„(…) Główne nasze uderzenie trafiło w próżnię i nie przyprawiło nieprzyjaciela o znaczniejsze straty”.

Kilka lat później, analizując przebieg operacji wypracowano stanowisko: „(…) należało zastosować manewr rozpoczynając ofensywę z lewego skrzydła, od Polesia, skierowanym na południe mocnym uderzeniem, które odcięłyby od Dniepru wojska bolszewickie znajdujące się na prawobrzeżnej Ukrainie. To umożliwiłoby ich zniszczenie w ataku frontalnym”.

O świcie 9 maja dwa nasze pułki piechoty rozpoczęły walkę o zdobycie przedmieścia po drugiej stronie Dniepru. Parę godzin później, przy odgłosach toczonej jeszcze walki  gen. Śmigły – Rydz przyjmował defiladę wojsk wkraczających do Kijowa. Defilada wypadła znakomicie, jako ostatni oddział przemaszerowała 6 Dywizja Ukraińska, do której dołączyły grupy powstańców z własnymi orkiestrami. Obok gen. Edwarda Śmigłego – Rydza na trybunie byli obecni: pułkownik armii francuskiej Hanotte (przydzielony do naczelnego dowództwa), oraz major Yamawaki, attaché wojskowy Japonii w Warszawie, obaj w mundurach, nie było atamana Semena Petlury, co wywołało plotki i spekulacje wśród ludności Kijowa.

Ta demonstracja siły była kolejnym błędem. Naród ukraiński widząc w swej stolicy obcego generała, a nie swojego przywódcę na czele wojsk ukraińskich, nie odczuwał tego aktu jako wyzwolenie. Decyzja o organizacji siedziby dowództwa wojsk polskich w Kijowie, w odczuciu Ukraińców świadczyła raczej o zmianie okupanta niż wyzwoleniu. Początkowy entuzjazm gasł w oczach i  Ukraińcy zamiast chwytać za broń w obronie odzyskiwanej wolności stawali się biernymi obserwatorami rozwoju wydarzeń. W defiladzie nie wzięła udziału 7 Brygada Jazdy, która pierwsza, samowolnie wkroczyła do Kijowa, nie czekając na rozkaz Naczelnego Wodza. Jej dowódca gen. Aleksander Romanowicz tym epizodem zakończył swoją karierę wojskową.

Wiadomość o  „zwycięstwach” na Ukrainie wywołała entuzjazm w kraju, jak również patriotyczne owacje pod adresem armii na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Sejm skierował depeszę do Naczelnego Wodza z podzięką za świetne zwycięstwo.  Gen. Sosnkowski (wówczas wiceminister spraw wojskowych) informował Józefa Piłsudskiego o: „ … zmianie nastrojów pod wpływem powodzeń naszych na froncie – nawet przeciwnicy Józefa Piłsudskiego na prawicy wysuwają koncepcję korony lub dożywotniej prezydentury dla Piłsudskiego, w zamian za oddanie Romanowi Dmowskiemu premierostwa i spraw zagranicznych”.

18 maja Józef Piłsudski powrócił do Warszawy, witany entuzjastycznie przez Warszawiaków.  Zdawał sobie sprawę, że zakończona „zdobyciem” Kijowa operacja była tylko pozornym zwycięstwem, bo żywe siły nieprzyjaciela nie zostały rozbite. Wiedział, że w „bramie smoleńskiej” gromadziły się już liczne dywizje bolszewickie gotowe do uderzenia na Polskę, wiedział, że z południa Rosji zmierzała w kierunku Ukrainy Armia Konna Budionnego. Uznał, że w tej sytuacji warto podtrzymywać nastrój optymizmu, poczucia siły, pewności siebie i ufności do Naczelnego Wodza – tak potrzebnych w nadciągających dniach próby.  Wieczorem tego dnia odbyło się uroczyste posiedzenie Sejmu, na którym marszałek Trąbczyński przywitał Naczelnego Wodza wracającego „ze szlaku Bolesława Chrobrego” hymnami.  Ale część elit, m. in. premier Skulski, minister Kędzior, Wincenty Witos dostrzegali już rodzące się zagrożenie od wschodu.

Jeszcze przed rozpoczęciem operacji kijowskiej Józef Piłsudski wiedział, że bolszewicy przygotowywali w naczelnym dowództwie swych wojsk plan uderzenia na Polskę. Trudno rozstrzygnąć czy była to tylko rutynowa praca sztabu generalnego – opracowanie planu ewentualnych działań, czy podjęte przygotowania operacyjne do postanowionych już zadań ofensywnych.  Domeną sztabów jest wybiegać w przyszłość, przewidywać i zawsze mieć stosowne plany na każdą sytuację, więc jest tu pewna wątpliwość.

Utrata Kijowa wywołała duże wrażenie na znacznej części społeczeństwa w Rosji. Pozwoliło to rządowi bolszewików dość łatwo wzbudzić nastroje zagrożenia ojczyzny    i obrony rewolucji. Hasła obrony zagrożonej ojczyzny przyciągnęły do punktów mobilizacyjnych nie tylko robotników i chłopów ale także oficerów i żołnierzy armii carskiej ze sławnym gen. Brusiłowem na czele. 14 maja bolszewicy rozpoczęli działania bojowe na Białorusi, pomagając w ten sposób pośrednio oddziałom na froncie ukraińskim. Dowódca Frontu Północnego gen. Tuchaczewski rozpoczął ofensywę z rejonu Połocka  w kierunku na Mołodeczno oraz z rej. Borysowa w kierunku na Mińsk.

 Dwa miesiące przed ofensywą kijowską Naczelny Wódz Józef Piłsudski zlikwidował stanowisko dowódcy frontu Białoruskiego, które zajmował gen. Stanisław Szeptycki. Teraz dopiero okazało się jak błędna była to decyzja. Od tego czasu działaniami operacyjnymi trzech polskich frontów  kierował  osobiście Wódz Naczelny, najpierw z Żytomierza, później z Warszawy. W praktyce okazało się to bardzo trudne, tak trudne, że         17 maja przywrócono gen. Stanisława Szeptyckiego na stanowisko dowódcy frontu. Stracony czas nie sposób było już nadrobić. Gen. Stanisław Szeptycki swoje dowodzenie rozpoczął od poszukiwania kadr i ponownego organizowania sztabu Frontu.        

 1 czerwca rozpoczęła się kontrofensywa z udziałem nowoutworzonej i ściągniętej z głębi kraju Armii Rezerwowej dowodzonej przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego,     z zadaniem osaczenie głównych sił bolszewickich wysuniętych na kierunku Mołodeczno. Manewr polegał na szybkim natarciu dwóch grup skrzydłowych – od północy Armii Rezerwowej w składzie czterech dywizji piechoty i brygady kawalerii oraz od południa Grupy Operacyjnej gen. Skierskiego, w składzie półtorej dywizji. Pomiędzy skrzydłami, od czoła, znajdowała się 1 Armia, w składzie czterech dywizji piechoty. Manewr nie udał się, pomimo że kierowali nim dowódca Frontu i Wódz Naczelny, nieprzyjaciel zręcznie wymknął się z osaczenia.

W pierwszych dniach czerwca, gdy wojska nasze były w bezpośrednim kontakcie z bolszewikami, Józef Piłsudski wstrzymał pościg, wbrew stanowisku gen. Szeptyckiego, który domagał się kontynuacji kontrofensywy, aż do rozbicia sił wroga      i zapewnienia sobie bezpieczeństwa na dłuższy czas.

Gen. Szeptycki napisał później: „ … w niewykorzystaniu dogodnej dla nas sytuacji z początkiem czerwca widzę jeden z głównych powodów naszych klęsk w lipcu.”

Gen. Kutrzeba w pracy „O wyprawie kijowskiej”, sformułował zastrzeżenia wobec naszej strategii na Białorusi w maju 1920 r.  Z ich treści wynika, że: „… Józef Piłsudski nie rozumiał, że na dwóch odrębnych polach bitew – Ukrainy  i Białorusi – dwóch decydujących operacji nie można prowadzić jednocześnie, że front północny winien być drugorzędny, aż do chwili powrotu sił z Ukrainy po pokonaniu tam nieprzyjaciela.”

Na froncie północnym należało prowadzić tylko działania blokadowe, powstrzymywać bolszewików w ich pochodzie na zachód. Gen. Stanisław Szeptycki „nalegał…”, ale nie posiadał orientacji w całokształcie sytuacji na froncie wschodnim    i nie zdawał sobie sprawy, że na jakiekolwiek wsparcie liczyć nie może. Dlaczego? Między innymi dlatego, że na naradzie dowódców frontów, w przeddzień operacji kijowskiej, tj. 20 kwietnia nie został poinformowany o planowanym jej przebiegu.

Józef Piłsudski nie poinformował o planie operacji najważniejszych  dowódców, nie byli też oni informowani o przebiegu działań. Gdyby było inaczej musiałoby dojść do dyskusji, w której postanowiono by, że w razie ataku bolszewików na froncie białoruskim, przed pokonaniem nieprzyjaciela na Ukrainie – Naczelny Wódz nie użyje odwodów na rzecz frontu białoruskiego.

Z oczywistych względów krytyczna ocena gen. Tadeusza Kutrzeby jest sformułowana bardzo oględnie, niemniej wynika z niej jednoznacznie, że zasadniczym błędem Józefa Piłsudskiego było użycie wszystkich rezerw i odwodów z głębi kraju również z frontu ukraińskiego. Tereny na Białorusi były nam zupełnie nie potrzebne. W rezultacie Naczelny Wódz, pozbawiony rezerw, w ciągu następnych dwóch miesięcy stracił możność wpływania na sytuację na frontach, co umożliwiło wojskom bolszewickim dojście pod Warszawę.

 Gen. Tadeusz Kutrzeba, długoletni szef Wyższej Szkoły Wojennej, był niewątpliwie autorytetem w dziedzinie strategii.

  1. Atak bolszewików na Polskę.

Zapowiadana Armia Konna Budionnego pojawiła się na froncie ukraińskim w ostatnich dniach maja.  Dowódca Armii Konnej – były wachmistrz carskiej kawalerii – Siemion Budionny trzymał swych dywizjonerów i brygadierów żelazna ręką, co raz grożąc im rozstrzelaniem za niewykonanie zadania. Za takim przykładem, szli dowódcy niższych szczebli  podobnie traktując swych podwładnych.

Pierwszy kontakt z Kozakami miał miejsce w starciu z 1 pułkiem Ułanów Krechowieckich, 29 maja – był dla nich porażką. Na sąsiednim odcinku frontu zajmowanym przez 13 Dywizję Piechoty (z dawnej Armii gen. Józefa Hallera), dwa bataliony z 50 pułku Strzelców Kresowych uległy niemal całkowitej zagładzie. W pułku, po zwolnieniu ze służby ochotników z Polonii amerykańskiej ich miejsce zajęli niedawno powołani żołnierze. Zaskoczeni przez kawalerię bolszewicką, wskutek niedbalstwa swoich dowódców ulegli w walce.

Żołnierze Armii Budionnego to w dużej części Kozacy z Kubania, potomkowie Zaporożców, przesiedlonych przez carycę Katarzynę do walki z narodami północnego Kaukazu. Razem jedzą, razem śpią …,  wspaniała, milcząca wspólnota. Dwie zasadnicze cechy charakteryzowały zarówno dowódców jak i szeregowców tej formacji: zamiłowanie do rabunku i azjatyckie okrucieństwo zapewne odziedziczone po mongolskich przodkach.

Armia Konna unikała walki z polską kawalerią, wolała szarżować na oddziały piesze, zwłaszcza zaskakiwać je w marszu. Tabory przeciwnika, szpitale, ranni, jeńcy – stanowili ich ulubiony cel. Mordowanie bezbronnych i rabunek ich mienia było dla żołnierzy Armii Konnej sprawdzonym sposobem prowadzenia walki.  Wyjście Armii Konnej na tyły wojsk polskich, znajdujących się w Kijowie, zmusiło je do odwrotu. Budionny otrzymał rozkaz atakować Polaków, odciąć im odwrót i zniszczyć. Ale w skład armii polskiej wchodziły także elitarne jednostki, ze sławną 1 Dywizją Piechoty Legionowej na czele. Budionny wiedział, że w otwartej walce ma nikłe szanse i przekonał swych zwierzchników, że lepsze rezultaty osiągnie atakując i dezorganizując zaplecze polskiego frontu.

Najgorsze dla Polaków skutki działań Armii Konnej to wywoływanie paniki wśród ludności cywilnej i rannych żołnierzy w miejscowościach położonych nawet o setki kilometrów na tyłach. Np. w Żytomierzu żołnierze Budionnego spalili szpital z 600 rannymi żołnierzami polskimi, wraz z obsługą szpitala. Ten nowy instrument walki – okrutna jazda Budionnego – taktyka, na którą nie byliśmy przygotowani, stawał się jakąś legendarną, nieprzezwyciężoną siłą.

Po nierozstrzygniętej bitwie pod Brodami Budionny rusza na Lwów. Tam Budionny zderza się z twardą obroną. Polacy poznali już taktykę Armii Konnej i znaleźli skuteczną na nią odpowiedź. Kolejne ataki załamują się, Budionny ponosi duże straty. Kolejne rozkazy o zaprzestaniu walk pod Lwowem zmuszają go do marszu na północ. Po walkach w rejonie Zamościa, na jego drodze stają starzy znajomi – zgrupowanie gen. Stanisława Hallera z 13 Dywizją Piechoty 1 Dywizją Jazdy. Po całodziennej bitwie z częścią Armii Konnej, pobite ale nie zniszczone oddziały Budionnego rozpoczęły odwrót na wschód.                               

Działania Armii Konnej Budionnego, choć nie spowodowały spektakularnych zwycięstw nad wojskami polskimi w otwartej walce, to jednak odegrały doniosłą rolę w wojnie 1920 r., w tym przede wszystkim:

  • wymusiły odwrót dotychczas zwycięskich wojsk polskich z Ukrainy;
  • spowodowały przerzucenie znacznej części wojsk polskich z frontu północnego na południowy, ukraiński;
  • co osłabiło nasz front północny i umożliwiło Tuchaczewskiemu zmuszenie naszych wojsk do odwrotu, od Berezyny do Wisły i doprowadziło to do powstania sytuacji  zagrożenia istnienia państwa polskiego;
  • klęska „wyprawy kijowskiej” i zmęczenie społeczeństwa wojną zmusiły Józefa Piłsudskiego do zmiany polityki zagranicznej i rezygnacji z utworzenia samodzielnego, niezależnego od Rosji państwa ukraińskiego.

Na marginesie:  Taktyka działania oddziałów Armii Konnej, którą wręcz fascynował się Józef Piłsudski miała decydujący wpływ na późniejszy kształt polskiej armii. Józef Piłsudski odrzucał wszelkie projekty modernizacji wojsk i zastępowania pułków kawalerii pułkami czołgów. Ta idea utrzymywana była w mocy przez „kawaleryjską” generalicję niemal do września 1939 r.

„(…) Kto miał szczęście lub nieszczęście pode mną służyć wie, że jestem wściekłym ryzykantem. Cały mój wpływ w państwie kładę na to, aby państwo ryzykowało utrzymanie wielkiej ilości kawalerii”.

Jednocześnie z planem zbrojnej agresji Rosji bolszewickiej na Polskę przygotowywano akcję polityczną  o charakterze wywrotowym wewnątrz Polski.                 Z litwackiej SDKPiL  i  żydowskiego odłamu Polskiej Partii Socjalistycznej, komuniści powołali swoją polityczną agenturę pod nazwą Komunistyczna Partia Robotniczej Polski.

W obliczu bolszewickiego potopu, w kraju zarządzono pełną mobilizację wszystkich sił. Kanałami dyplomatycznymi rozesłano prośby o udzielenie sojuszniczej pomocy.  W niemal natychmiastowej odpowiedzi, Czesi wspólnie z Niemcami i Austrią sprzeciwili się przewozowi amunicji i broni do Polski. Jedynie Francja przesłała licznych oficerów w charakterze doradców, z szefem sztabu gen. Weygandem na czele. Nie znając warunków wojny manewrowej, nie odegrali oni jednak większej roli w działaniach,  współdziałając lojalnie w wykonywaniu decyzji polskiego dowództwa.  Wielka Brytania, przodująca w Lidze Narodów, uzależniła swoje pośrednictwo między Polską a  Bolszewicką Rosją od spełnienia przez Polskę uwłaczających warunków. Od spełnienia tych warunków uzależniła także wydanie zgody na dowóz amunicji do Polski.

W  tak  wyjątkowo  trudnej  dla  odradzającej  się  Rzeczypospolitej  chwili,  pod presją politycznych stronnictw, dla poszukiwania pomocy i wsparcia sojuszników, musiał premier Władysław Grabski wyjechać do  Spa  w  Holandii i podpisać układ, który w sprawach Litwy, Gdańska, Cieszyna, Spiżu i Orawy zmuszał  Polskę do uznania niekorzystnych dla niej decyzji. Alianci zaś, nie czekając nawet na wynik wojny Polski z Rosją radziecką, wydali zarządzenia pozbawiające nasz kraj znacznej części Śląska Cieszyńskiego, a w Gdańsku wprowadzili międzynarodowy zarząd portu, z gruntu sprzeczny z zasadami Traktatu Wersalskiego.

W tej trudnej dla Polski chwili nakazano nam przeprowadzenie plebiscytu na Warmii  i Mazurach. W sytuacji walczącej o przetrwanie Polski, prowadzony faktycznie przez Niemców plebiscyt wypadł niekorzystnie dla Rzeczypospolitej, której przyznano jedynie wąski pas na prawym brzegu Wisły pod Kwidzynem i ważny strategicznie powiat działdowski.

Tymczasem, mimo przyjęcia przez polski rząd brytyjskiego ultimatum, najazd bolszewicki szedł niepohamowanym impetem dalej, a zapowiadana pomoc nie nadchodziła. Bolszewicy odrzucili pośrednictwo angielskie w negocjacjach, proponując Polsce bezpośrednie rozmowy pokojowe. Treścią przedstawionych propozycji bolszewików było rozciągnięcie nad Polską swojego zwierzchnictwa, redukcja armii polskiej do roli policyjnej   i ustanowienie wschodniej granicy na linii, która miała pokrywać się z granicą trzeciego rozbioru zaboru rosyjskiego, pokrętnie określana jako tzw. „linią Curzona”.

Decyzje konferencji w Spa doprowadziły do kryzysu rządowego w Polsce. Premier Władysław Grabski znalazł się w ogniu krytyki za zobowiązania, których się podjął. Główny atak prowadzono ze stronnictw centrowych oraz PPS i PSL „Wyzwolenie”.    Na posiedzeniach Rady Ochrony Państwa doszło do starcia między Dmowskim i Piłsudskim. Endecja postulowała powierzenie funkcji Wodza Naczelnego gen. Józefowi Dowbor-Muśnickiemu, niewątpliwie oficerowi o najwyższych kwalifikacjach dowódczych, co ostatnio potwierdził dowodząc Korpusem Polskim w Rosji i Armią Wielkopolską.

Józef Piłsudski zażądał od ROP jednomyślnego poparcia lub zagroził dymisją  z zajmowanego stanowiska Naczelnika Państwa i Wodza Naczelnego. Gdy ROP poparł Józefa Piłsudskiego, Roman Dmowski z niej ustąpił. Na tle tych sporów rósł ferment polityczny i zajadłość w wypominaniu prawdziwych i rzekomych błędów. Endecja, uważając, że położenie Polski jest katastrofalne, przygotowywała zaplecze do walki obronnej na wypadek utracenia Warszawy. Projektowano utworzenie Rządu Ocalenia oraz tworzono rezerwową Armię Wielkopolska pod dowództwem gen. Kazimierza Raszewskiego. W tej sytuacji 24 lipca Władysław Grabski podał się do dymisji.

Piłsudski w porozumieniu z Sejmem powołał rząd koalicyjny  z Wincentym Witosem, wybitnym działaczem chłopskim na czele.

30 lipca nowy rząd wydał odezwę do chłopów, w której stwierdzono m. in.   „Od was, bracia włościanie zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził i żył szczęśliwie, czy też stanie się niewolnikiem Moskwy, czy będzie się rozwijać w wolności i dobrobycie, czy też będzie zmuszona pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ją swoją krwi i znojem”.  

5 sierpnia rząd Wincentego Witosa wydał drygą odezwę do całego narodu stwierdzając:

  „Pod płaszczykiem rewolucji socjalnej wróg morduje socjalistów polskich, gotowych do pokoju demokratycznego, pod maską robotniczych i komunistycznych haseł idą generałowie carscy na Polskę, aby ją przede wszystkim obrabować i złupić, a potem wydać na pastwę rządów mniejszości znikomej, opartej o rosyjskie bagnety. Czerwona Armia chce zrobić z Polski pustynię, podobną do Rosji dzisiejszej”.

Rokowania polsko – rosyjskie zakończyły się fiaskiem. Zwlekając i pragnąc wyzyskać jak najkorzystniejszą sytuację strategiczną, strona radziecka oświadczyła w końcu, że pełnomocnictwa delegacji polskiej w Baranowiczach są niewystarczające i odstąpiła od stołu. 6 sierpnia Rada Obrony Państwa wydała odezwę „Do ludów świata” zawiadamiając, że Rosja radziecka nie chce pokoju i zamierza zagarnąć Polskę. Wobec nacisku Anglii Rosja radziecka zgodziła się wznowić rokowania w Mińsku. 10 sierpnia udała się tam delegacja polska pod  przewodnictwem Jana Dąbskiego. Rozmowy rozpoczęto dopiero 17 sierpnia.   Przewodniczący delegacji radzieckiej Karol Daniszewski zażądał od Polski zgody na Linię Curzona, zgodną z granicą po III rozbiorze Rzeczypospolitej, ograniczenie armii polskiej z ok. miliona do 50 tys. żołnierzy, demobilizacji pozostałych sił i przekazanie Rosji radzieckiej broni i sprzętu zdemobilizowanych oddziałów, przerwania w Polsce produkcji broni, powołania „milicji ludowej”, a wreszcie uznania eksterytorialności linii kolejowej Wołkowysk – Białystok – Grajewo. Warunki te, przy zachowaniu pozornej niepodległości Polski, obezwładnić miały wszystkie siły państwa polskiego, tak by mogło się ono stać łatwym łupem Polrewkomu.

Delegacja polska odrzuciła dyktat radziecki. Dowództwo Armii Czerwonej nie przywiązywało jednak większej uwagi do rozmów w Mińsku, realizując wcześniej nakreślone plany. Już pod koniec lipca dowódca frontu południowo – zachodniego gen. Aleksander Jegorow otrzymał zadanie rozbicia 6 Armii polskiej, opanowania Galicji i marszu na Kraków, zaś dowódca frontu północno – zachodniego gen. Michaił Tuchaczewski miał realizując „pochód za Wisłę” zadać Polsce ostateczny cios i nie później niż 12 sierpnia zając Warszawę po obejściu jej od zachodu, podobnie jak uczynił to w 1831 r. gen. Paskiewicz.

W pierwszych dniach sierpnia w Warszawie rozpoczęto przygotowania do rozstrzygającej bitwy. Niemal wszystkie ambasady, z wyjątkiem nuncjatury papieskiej ewakuowano na zachód.

Podbój Polski nie był  bynajmniej celem samym w sobie, lecz środkiem jego realizacji bardziej ambitnych zamierzeń. Władze bolszewickiej Rosji zdecydowały o podjęciu ekspansji na zachód, aby zrealizować idee tzw. światowej rewolucji. Pierwszym etapem miało być wprowadzenie dyktatury proletariatu w całej Europie. Na terenach Niemiec, Węgier i Austrii  już wcześniej zintensyfikowano działalność agitacyjną i wywrotową. W udzieleniu militarnego wsparcia komunistom państw zachodnich, przeszkadzała bariera, którą stanowiło odgradzające Rosję od krajów Europy nowo odrodzone państwo polskie.

II. Obrona Warszawy i zwycięski plan gen. Rozwadowskiego        

  1. Przygotowania do obrony Warszawy

Przygotowania do obrony stolicy przebiegały w bardzo nerwowej atmosferze. Józef Piłsudski pomimo uzyskania votum zaufania Rady Obrony Państwa, nie zdobył się na właściwą dla sytuacji wewnętrzną mobilizację, wręcz przeciwnie z wyraźnym trudem przychodziło mu sprawować funkcję Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa. Gen. Marian Kukiel charakteryzował ówczesną postawę Józefa Piłsudskiego następująco: „… dużo ducha zaczepnego i zawziętego uporu. Energia wielka, ale już w tym czasie nierównomiernie czynna: odpływy i przypływy, okresy depresji (…), skłonności do dzielenia się odpowiedzialnością z innymi – Rozwadowskim, Weygandem, Radą Obrony Państwa”.

Gen. broni Tadeusz Jordan Rozwadowski, należał do generacji, którą nazywano pokoleniem niepokornych. W poszukiwaniu dróg do niepodległej Polski wybrał pozornie najbardziej kontrowersyjną – służbę w obcej, austro-węgierskiej armii. Do Wojska Polskiego trafił jako już dojrzały człowiek i doświadczony dowódca w stopniu generała leutnanta.

Był pierwszym organizatorem Sztabu Generalnego WP, dowódcą Armii „Wschód”   w wojnie polsko-ukraińskiej, wreszcie szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu i uczestnikiem rozmów na konferencji w Spa, gdzie przeciwstawiał się żądaniom premiera    W. Brytanii Lloyda Georga, krytycznie oceniał  podpisane zobowiązania strony polskiej. Działając we Francji, zyskał przychylność marszałka Focha, co zaowocowało porozumieniem o daleko idącej francuskiej pomocy wojskowej. Jego energiczne zabiegi wspólnie, z gen. Pomianowskim zapewniły dostawy broni i zaopatrzenia dla walczących wojsk polskich, nawiązanie dobrych stosunków z Rumunią oraz stworzeniem warunków do sformowania polsko-amerykańskiej eskadry lotniczej im. Kościuszki.

22 lipca 1920 r. gen. Tadeusz Rozwadowski zostaje odwołany do Warszawy gdzie obejmuje stanowisko szefa Sztabu Generalnego WP, w najtrudniejszym momencie wojny z bolszewikami. Fakt ten w środowisku wojskowych jak i polityków przyjęto z entuzjazmem.

Wincenty Witos pisał o generale: „nie tylko, że odznaczał się wielka odwaga i niewyczerpanym bogactwem pomysłów operacyjnych, ale pewnością siebie i wprost bezgranicznym optymizmem”.

Okoliczności wyboru generała na stanowisko szefa Sztabu Generalnego WP nie są do końca jasne. W swej książce Józef Piłsudski sobie przypisuje tą decyzję, wedle innych źródeł ta nominacja była wymuszona przez Francję.  Prawda leży chyba gdzieś po środku – „sugestię” Francuzów zaakceptował Józef Piłsudski. Nie ulega wątpliwości, że gen. Tadeusz Rozwadowski był wówczas najlepszym kandydatem spośród wszystkich generałów na to stanowisko.

Zmiana szefa sztabu, dokonana bez aprobaty Rady Ministrów, wywołała protest premiera Władysława Grabskiego, który niezbyt przychylnie patrzył na generała po doświadczeniach z konferencji w Spa. Przyśpieszyło to tylko upadek jego gabinetu.

24 lipca utworzono Rząd Obrony Narodowej na czele, którego stanął Wincenty Witos. Nie ulega wątpliwości, że nowy rząd, jak i  charyzma premiera w aktywizacji społeczeństwa do konsolidacji, a wojska do dalszego oporu, odegrały doniosłą rolę w nadchodzących trudnych chwilach.

Gen. Tadeusz Rozwadowski, ukształtowany zawodowo w armii austriackiej, jako szef Sztabu Generalnego WP bezwzględnie przestrzegał zasady lojalności, otwarcie bronił „autorytetu i osobistej czci Józefa Piłsudskiego”. W czasie bitwy warszawskiej, gdy wojska wroga stały u wrót stolicy dawał temu wielokrotnie dowody, choć jak pisał Wincenty  Witos: „ … nie było to rzeczą ani łatwa ani popularną, bo ciężkie zarzuty przeciw Piłsudskiemu sypały się jak z rogu obfitości”.

W tym względzie, z wrodzoną grzecznością, ale i zdecydowaniem poskramiał ambicje m. in. gen. Józefa Hallera i gen. Franciszka Latinika, roztaczając parasol ochronny nad Naczelnym Wodzem.

Nominacja szefa sztabu nie była jedyną zmianą we władzach wojskowych. Z rekomendacji gen. Rozwadowskiego Naczelny Wódz z dniem 29 lipca powołał gen. Józefa Hallera na stanowisko dowódcy Frontu Północno-Wschodniego. Istotnym wydarzeniem było też przybycie 25 lipca do Warszawy misji alianckiej z francuskim  gen. Weygandem na czele.

Gen Tadeusz Rozwadowski z wielką energią przystąpił do organizacji podległego sztabu, do historii przeszło jego optymistyczne powiedzenie: „Panowie nie rozumiem paniki, sytuacja jest doskonała…”. Trudno o lepsza motywację do wytężonej pracy       i wiary w powodzenie. Z szeregów „sztabowców” szybko usuniętych zbędnych               i protegowanych, kierując ich do nowo formowanych jednostek. Sztab przystąpił do prac analityczno – planistycznych.   Gen. Tadeusz Rozwadowski swym autorytetem wniósł do pracy sztabowej nowego ducha, zerwał z koncepcją walki ciągłymi frontami, narzucając walkę manewrową z zastosowaniem „ekonomii” sił. Była to nowatorska koncepcja walki na rozległych przestrzeniach frontu wschodniego. Niezwykle ważną była też wprowadzona zasada podpisywania się generała pod każdą swoją decyzją.  Licznym oponentom swoich koncepcji, w tym także gen. Weygandowi, tłumaczył, że planowanie działań bojowych zamykających front, wymaga nie 20, a co najmniej 80 dywizji, a takich sił nie mamy.

W powstałej sytuacji gen. Tadeusz Rozwadowski gotów był przyjąć pomoc wszelkich sił zdolnych do walki z bolszewikami. W końcu lipca zgodził się na formowanie kozackich oddziałów przy Armii Polskiej. Ochotników, przede wszystkim Kozaków kubańskich, ale też dońskich i terskich werbowano w obozach jenieckich. Pozytywnie odnosił się do inicjatyw formacji podległych atamanowi Semenowi Petlurze.

Pierwszym zadaniem generała było uporządkowanie bezwładu jaki powstał podczas wycofywania się wojsk polskiego Frontu Północno – Wschodniego i narzuceniu im pełnego porządku w odwrocie i na pozycjach, sprzyjającego przygotowaniu do kontrataku.

  1. Plan odparcia agresji gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

Plan operacji obrony Warszawy i odparcia agresji przewidywał wykonanie przeciwnatarcia na przedpolu Bugu i Narwi, z wyjściem na flanki i tyły armii bolszewickiej podczas forsowania Bugu. Plan miał być realizowany w dwóch etapach: pierwszy – obronny, utrzymanie linii Bug -Narew do momentu rozbicia Armii Konnej Budionnego i zaczepny, przeprowadzony siłami przegrupowanych wojsk z południa. Używając słów gen. Tadeusza Rozwadowskiego:  „ …należało skończyć Budionnego gruntownie, a następnie przenieść co się tylko da, ogałacając Front Południowy, do rozstrzygnięcia nad Bugiem”.

Zadanie pobicia Armii Konnej Budionnego powierzono 2 Armii gen. Kazimierza Raszewskiego, któremu podporządkowano m. in. Grupę Kawalerii gen. Jana Sawickiego.    Za namowa gen. Tadeusza Rozwadowskiego Naczelny Wódz wyruszył na front by z bliska obserwować bitwę z Budionnym. Gdy walki z bolszewicką kawalerią przybrały zwycięski obrót, do Józefa Piłsudskiego dotarła wiadomość o zdobyciu przez bolszewików na północy twierdzy Osowiec oraz Brześcia. Nie miało to znaczenia przy rozprawie z Budionnym, ale załamany tą wiadomością Naczelny Wódz nakazał przerwać działania przeciwko Armii Budionnego i … powrócił do podwarszawskiego Anina, gdzie przebywał przez kilka dni.

Pomimo takiego obrotu działań gen. Rozwadowski konsekwentnie realizował swój plan, przygotowując kontratak na Brześć. Ponieważ siły, które miały wykonać to zadanie nadal zajęte były walkami z wojskami Budionnego, realizacja planu opóźniała się. Próba rozbicia sił wroga nad Bugiem nie powiodła się, ale walki tam stoczone przyniosły wymierne korzyści Polakom. Ofensywa bolszewicka straciła swój impet, a to umożliwiło przegrupowanie wojsk polskich i stworzenie odwodów do kolejnej bitwy.                                                                                                                                            Zdecydowany opór wojsk polskich na Bugu i Narwi miał także wpływ na podejmowane decyzje gen. Tuchaczewskiego. Tuchaczewski był przekonany, że główne siły polskie grupują się tu na północy, przekonał głównodowodzącego armią bolszewicką Siergieja Kamieniewa, do zmiany pierwotnych planów. Zamiast uderzać większością sił na Warszawę od wschodu, postanowił skierować swoje trzy armie znacznie bardziej na północ, w celu sforsowania Wisły i obejścia stolicy od zachodu. Na Warszawę od wschodu miała uderzać tylko 16 Armia i jedna dywizja z 3 Armii.

W tym czasie  siły bolszewickiego Frontu Południowo – Zachodniego działały nadal na kierunku Lwowskim. Powstała luka pomiędzy frontami, osłaniana była tylko przez słabą Grupę Mozyrską, dawało to szansę na korzystne dla Polaków rozstrzygnięcie.         2 sierpnia do gen. Tadeusza Rozwadowskiego dociera informacja o utworzeniu w Białymstoku Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski i wydanej odezwie. 4 sierpnia wróciła „z niczym” delegacja, z wiceministrem Władysławem Olszewskim wysłana na rozmowy    z bolszewikami. Stało się jasne, że rozstrzygnięcie konfliktu musi być dokonane w walce. Trudno sobie wyobrazić jak wielkie brzemię odpowiedzialności ciążyło w tym czasie na gen. Tadeuszu Rozwadowskim. Wódz Naczelny nadal przebywał a Aninie i praktycznie kontaktu z nim nie było.

Analizując na bieżąco przebieg sytuacji generał dokonywał korekty swojego planu operacyjnego, postulował oderwanie się części sił od nieprzyjaciela i przegrupowanie ich na linię Wisły.  Szykowano pośpiesznie jednostki rezerwowe niezbędne do kontrataku. Informacje o faktycznej sytuacji na froncie przekazywał tylko zaufanym, do których należał premier Wincenty Witos. Ani przez moment nie utracił wiary w ostateczne zwycięstwo.

Wbrew sugestiom gen. Weyganda gen. Tadeusz Rozwadowski nie zamierzał rezygnować z walki o Lwów I Galicję Wschodnią, uważając że pozostawione tam wojska zwiążą walką siły bolszewickiego Frontu Południowo – Zachodniego.

W nocy z 5 na 6 sierpnia na naradzie, w obecności Naczelnego Wodza, gen. Tadeusz Rozwadowski przedstawił dwa warianty miejsc koncentracji sił, skąd miało wyjść uderzenie na bolszewików.

Pierwszy wariant, wspierany przez gen. Weyganda, przewidywał koncentrację wojsk w pobliżu Warszawy, w rejonie Garwolina lub Mińska Mazowieckiego, drugi – bardziej manewrowy, rekomendowany przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego, przewidywał atak wojsk polskich wychodzący znad Wieprza na flanki i tyły nieprzyjaciela. Józef Piłsudski przychylił się propozycji gen. Tadeusza Rozwadowskiego i zaakceptował drugi wariant, jako gwarantujący większe szanse pełnego sukcesu.

Podjęta wówczas decyzja znalazła swój wyraz w wydanym tego dnia przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego rozkazie operacyjnym nr 8358/III do przegrupowania sił.  Wojska polskie podzielono na trzy Fronty:

Front Północny – gen. J. Hallera, w składzie trzech armii:

5 Armia – gen. Władysława Sikorskiego miała bronić odcinka nad Narwią i Orzycem, nie dopuszczając nieprzyjaciela do obejścia i ataku na Warszawę od północy;

1 Armia – gen. Franciszka  Latinika miała wyczerpać walką siły nieprzyjaciela na przedpolu Warszawy; 2 Armia – gen. Roi miała bronić linii Wisły od Karczewa po Dęblin.

Front Środkowy – gen Śmigłego – Rydza, stanowił ugrupowanie manewrowe, gdzie główna grupę uderzeniowa stanowiła 4 Armia – gen. Leonarda Skierskiego skoncentrowana w rejonie Dęblin – Łysobyki – Kock. Flanki i tyły grupy uderzeniowej miała osłaniać 3 Armia – gen. Zielińskiego od Kocka po Brody.

Front południowy – gen. Iwaszkiewicza, składał się z 6 Armii i Armii Ukraińskiej, miał prowadzić działania osłonowe w Małopolsce.

Wynikający  stąd stosunek sił, wynosił: w pasie obrony 5 Armii atakowanej przez 15, 3 i 4 Armię wroga jak 1 : 2,4;  na przedmościu warszawskim siły były wyrównane, natomiast  w pasie działania 2, 4 i części sił 3 Armii, mających przed sobą tylko Grupę Mozyrską, stosunek sił wynosił 5 : 1 na naszą korzyść.  Przegrupowanie wojsk do bitwy warszawskiej prowadzono w niezwykle trudnych warunkach. Część oddziałów musiała oderwać się od wroga i przejść długą drogę do miejsca koncentracji.

12 sierpnia odbyła się ostatnia narada Józefa Piłsudskiego z gen. Tadeuszem Rozwadowskim  i gen. Weygandem. Józef Piłsudski skrytykował ostatnie dyspozycje gen. Tadeusza Rozwadowskiego kierowane do wojsk. Poinformował, że opuszcza Warszawę i udaje się do Puław.

Przed wyjazdem Naczelny Wódz udał się do premiera Wincentego Witosa, któremu wręczył list z prośba o dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa                     i Naczelnego Wodza. Premier Witos w obawie o morale wojska, dymisji tej nie ogłosił.

Po wyjeździe Naczelnego Wodza ogólne dowodzenie wojskami polskimi w bitwie spoczęło na gen. Tadeuszu Rozwadowskim, który pomyślnie rozwiązywał problemy wynikające ze zmiennych warunków toczącej się od 13 sierpnia Bitwy Warszawskiej.

Armie Tuchaczewskiego zaciekle atakowała Front Północny gen. Józefa Hallera  z zamiarem obejścia jego lewej flanki, szybkiego zajęcia Warszawy od zachodu, przecięcia linii zaopatrzenia z Gdańska i rozwinięcie powodzenia na zachód. Szczególnie ciężkie boje prowadziła 5 Armia gen. Władysława Sikorskiego, wiążąc bojem trzy armie nieprzyjaciela. Ciężkie walki trwały na przedmościu warszawskim, ich symbolem stała się obrona Radzymina, który wielokrotnie przechodził z rąk do rąk oraz walki pod Ossowem.

Gen. Tadeusz Rozwadowski lustrował linie obronne oraz wydawał decyzje wynikające z przebiegu bitwy. Przemawiając do żołnierzy uświadamiał im wagę rozpoczynanych starć:

„Bitwa dziś rozpoczęta pod Warszawą i Modlinem decydować będzie o losach dalszych całej Polski. Albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu, albo nowe jarzmo i ciężka niedola czeka nas wszystkich bez wyjątku”.

Naczelny Wódz, w drodze do Puław skręcił na południe, tracąc cały dzień, by w majątku pod Nowym Sączem spotkać się z przyszłą żoną Aleksandrą i córkami. Z listu wysłanego już z Puław 15 sierpnia wynika, że Piłsudski znał wszystkie dokonane przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego zmiany we wcześniejszym planie i je akceptował. Ta korespondencja przytaczana jest przez historyków jako dowód lojalności gen. Tadeusza Rozwadowskiego wobec Naczelnego Wodza.

15 sierpnia następuje przełom w bitwie nad Wisłą i Wkrą. Pobite zostały trzy z czterech armii bolszewickiego Frontu Zachodniego. Aby nie dopuścić do ich wycofania i odtworzenia zdolności do walki, gen. Tadeusz Rozwadowski domaga się przyśpieszenia ofensywy znad Wieprza. Interweniuje też gen. Weygand.

Józef Piłsudski w swym rozkazie operacyjnym przesunął wcześniej ustalony termin kontrataku z 17 na …16 sierpnia 1920 roku.  Zaznaczył w nim: „Obejmuję bezpośrednie kierownictwo nad kontrofensywą …”. Był to pierwszy rozkaz jaki podpisał Naczelny Wódz w całej Bitwie Warszawskiej. Co stało na przeszkodzie by ruszyć niezwłocznie do kontrataku już 15 sierpnia?

W rozumieniu formalnym takiego zapisu oznaczało to, że Józef Piłsudski przejął funkcję dowódcy szczebla operacyjnego rezygnując z naczelnego zwierzchnictwa. W tej sytuacji nowe zadania dla dowódcy Frontu Północnego – gen. Józefa Hallera wyznaczył  gen. Tadeusz Rozwadowski  i przesłał mu w dyrektywie operacyjnej nr 8752/III z 15 sierpnia.

Pierwsze uderzenie wojsk dowodzonych przez Józefa Piłsudskiego trafiło w próżnię. Łatwy bój toczyła jedynie 21 Dywizja Piechoty, pozostałe przemieszczały się bez kontaktu z nieprzyjacielem. Dopiero 17 sierpnia pod Garwolinem doszło do starcia. Wyzwolono Białą Podlaską, Międzyrzec i Siedlce. Pod Mińskiem Mazowieckim doszło do zetknięcia się 14 Dywizji Piechoty z kontratakującą z rejonu przedmieść warszawskich 15 Dywizją Piechoty.

Zaskoczony klęską swych wojsk Tuchaczewski dopiero 18 sierpnia wydał rozkaz do wycofania się swych sił. Rozkaz był spóźniony jego armie były już od kilku dni w pośpiesznym odwrocie, na stanowiskach trwała tylko 4 Armia i III Korpus Konny szykujący się do przeprawy przez Wisłę. Sytuacja ta skłoniła dowództwo polskie do kolejnego przegrupowania sił i rozpoczęcie pościgu za wrogiem.

Trzy armie Frontu Środkowego gen. Edwarda Śmigłego – Rydza zostały skierowane ku północnemu wschodowi, z zadaniem dotarcia do granicy z Prusami i odcięcia drogi odwrotu bolszewikom na tym kierunku. 22 sierpnia doszło do krwawych walk pod Białymstokiem, gdzie oddziały 2 Armii gen. Bolesława Roi zastąpiły drogę odwrotu i rozbiły liczne oddziały wroga, w tym 16 Armię, część              3 Armii oraz jednostki Grupy Mozyrskiej. Ciężkie walki stoczono także z III Korpusem Konnym, który przełamując polską blokadę uległ 24 sierpnia pod Kolnem wojskom     4 Armii gen. Leonarda Skierskiego. Resztki bolszewickiej konnicy przekroczyły granicę niemiecką  i zostały internowane.

Straty bolszewickie w Bitwie Warszawskiej były olbrzymie. Zginęło wiele tysięcy żołnierzy, ok. 66 tys. dostało się do niewoli. Bitwa ta miała decydujący charakter w wojnie polsko – bolszewickiej.

Po zakończeniu bojów rozgorzał spór o autorstwo Bitwy Warszawskiej. W tym czasie gen. Tadeusz Rozwadowski milczał uparcie tłumacząc to interesem państwa i dobrem stosunków z Francją. Po miesiącu, w wywiadzie udzielonym w sprawie granicy wschodniej stwierdził (pisownia oryginalna):

  „Dzięki wysiłkowi oręża polskiego i dzięki niezachwianej wierze naczelnego dowództwa w zwycięstwo, uzyskaliśmy możność zawarcia pokoju na sprawiedliwych, korzystnych dla nas warunkach (…), tak niespodziewanie dla ogółu społeczeństwa zwycięstwo nad Wisłą to nie cud, lecz doskonale wyplanowana i opracowana, aczkolwiek bardzo ryzykowna akcja naczelnego dowództwa, któremu w pomoc swem ogromnie patriotycznem stanowiskiem pospieszyło społeczeństwo. Tutaj po raz pierwszy może okazało się, jak mające wielkie uzasadnienie na początku wojny kategorie myślowe strategików tracą swój walor. Przedstawiciele Ententy nie mogli zrozumieć naszego ryzykownego postanowienia kontrofensywy, wymagając bezwzględnie cofnięcie się na linię Sanu, a nawet chwilowego opuszczenia Warszawy, jak się tego domagał jenerał Dowbór – Muśnicki. Zrozumieliśmy w czas, że ryzyko  w tym wypadku jest niezbędne, i że chcąc zapewnić sobie jako taką trwałość pokoju, musimy rozegrać wojnę tak, by jedna strona wyszła zupełnie zwycięsko”.

Tak zaprezentowane stanowisko w trwającym sporze było niewątpliwie gestem gen. Tadeusza Rozwadowskiego w celu utrzymania prestiżu Józefa Piłsudskiego jako Naczelnego Wodza. Tymczasem Józef Piłsudski od pierwszych dni po zakończonej bitwie nie krył swojej niechęci do szefa Sztabu Generalnego WP – świadka jego niekompetencji, depresji  i duchowego upadku.

18 sierpnia, jak zanotował gen. Marian Kukiel,  Naczelny Wódz bierze z powrotem całość spraw wojskowych w swoje ręce. Ten dzień to początek śmiertelnego sporu z gen. Tadeuszem Rozwadowskim o wszystko co dotyczyło Bitwy Warszawskiej.

Po klęsce bolszewików pod Warszawą dowództwo Armii Czerwonej dokonało przegrupowania sił szykując je do kontrataku.

Polskie plany operacyjne zakładały kontynuację natarcia aż do całkowitego rozbicia sił wroga. Pierwsze uderzenie wykonano na południu siłami Frontu Południowego gen. Iwaszkiewicza. Niestety Iwaszkiewicz nie sprostał nałożonym zadaniom, postulował nawet oddanie Lwowa. 22 sierpnia został zdjęty ze stanowiska. Na nowego dowódcę Frontu Południowego gen. Tadeusz Rozwadowski zaproponował gen. Józefa Hallera, Naczelny Wódz nie wyraził zgody na taką propozycję.

Tymczasem sytuacja stawała się coraz groźniejsza. Gen. Jegorow, po niepowodzeniach pod Lwowem postanowił przenieść działania bojowe podległych wojsk na Lubelszczyznę, kierując tam najpierw 12 Armię i  następnie Armię Konną Budionnego.

Kierując Frontem Południowym gen. Tadeusz Rozwadowski największe zagrożenie upatrywał w działaniach Armii Budionnego „to ci ruchliwi, lotni konni rabusie gotowi są wyrządzić nam wielkie szkody” i dlatego właśnie ta Armia stała się głównym celem ataku.

Zadanie postawiono Grupie Operacyjnej gen. Stanisława Hallera działającej w składzie: 13 dywizji Piechoty, 1 Dywizji Jazdy i Kozackiej Brygady Jazdy esauła Wadima Jakowlewa. Do bitwy doszło 31 sierpnia, poturbowana ale nie rozbita Armia Budionnego wycofała się na wschód. Ucieczka Budionnego umożliwiła koncentrację 3 i 6 Armii, mających wziąć udział  w ofensywie na Wołyniu i w Galicji.

Ofensywa ta, do której włączono kolejne związki operacyjne, w tym Armię Ukraińską gen. Omelianowicza – Pawlenki  przyniosła pełny sukces, rozbito oddziały wroga zajmując Kowel, Łuck, Równe, Tarnopol i Jampol spychając go za Zbrucz na linię: Stara Uszyca nad Dniestrem – Zinków – Płoskirów – Starokonstantynów – Łabuń.

Decyzje polityczne o kontynuowaniu ofensywy przeciw bolszewikom i przekroczeniu linii Curzona zapadły 11 września na posiedzeniu Rady Obrony Państwa. Ustalono także linię rozejmową i graniczną, jakich miała się domagać delegacja polska na rozmowy z Sowietami. Ich kolejny etap miał się odbywać później, w Rydze.

Rozbicie wojsk bolszewickich na południu nie przesądziło jednak o ostatecznym zwycięstwie Polski. Na północy reorganizowane i uzupełniane armie Tuchaczewskiego przygotowywały się do kontrofensywy. Pojawił się problem polityczny związany z wojskowa współpracą litewsko – bolszewicka w czasie toczącej się wojny. Z rąk sowieckich Litwini otrzymali Wileńszczyznę oraz tereny Suwalszczyzny. Władze litewskie wspierały bolszewików, przepuszczając przez swoje terytorium żołnierzy sowieckich przenikających z Prus Wschodnich do Rosji. Był to rewanż m. in. za roszczenia polskie względem Wileńszczyzny. Próby pokojowego rozwiązania sporu z Litwą nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Ten spór zaważył na decyzji przeprowadzenia ostatniej wielkiej operacji w wojnie polsko – bolszewickiej, bitwy niemeńskiej.

Przedstawiony przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego plan operacji niemeńskiej został przez Józefa Piłsudskiego odrzucony „jako posiadający niedogodności militarne”. W gruncie rzeczy chodziło o to, że Józef Piłsudski ciągle jeszcze wierzył w powodzenie koncepcji federacji Polski z Litwą, a zniszczenie w toku operacji ziem litewskich niweczyło szanse przyjaznego ułożenia stosunków.

Bitwa Niemeńska została więc przeprowadzona według koncepcji Józefa Piłsudskiego. Działania militarne rozpoczęto 20 września, zacięte walki trwały przez kilka dni. 25 września zajęto Grodno, trzy dni później pod Lidą rozbito 2 Armię bolszewicką. Równolegle 4 Armia polska sforsowała Szczarę wchodząc na tyły armii wroga. W tej sytuacji Tuchaczewski zarządził odwrót swych wojsk. Duże znaczenie dla powodzenia operacji niemeńskiej miały działania osłonowe Grupy Armii gen. Franciszka Krajowskiego skutecznie izolujące 4 Armię bolszewików, w początkowym okresie bitwy, aby rozbić ją później doszczętnie.

Bitwa  Niemeńska była wygrana ale wojska sowieckie uniknęły rozbicia.

Bitwa Niemeńska nie rozwiązała sporu polsko – litewskiego o Wilno. Pomimo nastania trudnych warunków atmosferycznych nasze wojska prą naprzód. W czasie uzgadniania w Rydze warunków traktatu pokojowego oddziały polskie wkraczają do Mińska.

Wojska bolszewickie zostały pobite na wszystkich frontach. Droga do Moskwy i Kijowa stała otworem, ale Polska była już zbyt wyczerpana, naród spragniony pokoju i nikt nie chciał słyszeć o nowym marszu na Kijów.

  1. Traktat pokojowy w Rydze.

Rokowania pokojowe z bolszewikami rozpoczęły się w sierpniu 1920 r. gdy bolszewickie zagony parły na Warszawę i realnie zagroziły utratą naszej niepodległości. Przedstawiciele rządu polskiego wystąpili w roli petentów. Karta historii odwróciła się gwałtownie po Bitwie Warszawskiej i pokonaniu armii bolszewickiej w Bitwie Niemeńskiej   (20 – 29 wrzesień). Gdy jeszcze trwały walki, 21 września 1920 r. do stolicy Łotwy – Rygi przybyła dziewięcioosobowa polska delegacja, na której czele stał Jan Dąbski.

Polska delegacja, której większość stanowili przedstawiciele Sejmu niespodziewanie szybko uzgodniła warunki pokoju. Gdy tylko strona polska zgodziła się zrezygnować z tworzenia niezależnej od Rosji Ukrainy z łatwością uzyskała zgodę Rosji na wszystkie żądania terytorialne. 18 marca 1921 r. w Rydze zawarto Traktat Pokojowy między bolszewicką Rosją a Polską, który kończył zwycięską dla nas wojnę.

Traktatem Ryskim wyznaczono granice państwa polskiego na wschodzie. Traktat stanowił o odszkodowaniach dla Polski i regulował sprawy repatriacji oraz polityki wobec ludności polskiej na terenie Rosji.

Józef Piłsudski poprzez oddanego mu ministra spraw zagranicznych Eustachego  Sapiehy, robił co możliwe  aby nie dopuścić do podpisania traktatu. Przygotowując się do nowej wojny, w lutym 1921 r. Józef Piłsudski podpisał traktat sojuszniczy z Francją, miesiąc później przymierze z Rumunią skierowane przeciwko Rosji.

Wbrew wysiłkom Józefa Piłsudskiego, po półrocznych rokowaniach, 18 marca 1921 r. podpisano Traktat Ryski i zaraz potem jego ratyfikację. Traktat Ryski oznaczał klęskę  polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego.

Tak jak różne były w przeddzień odzyskania niepodległości i w latach walk o granice, wyobrażenia Polaków o polskim terytorium narodowym, tak różny musiał być odbiór zawartego traktatu pokojowego, a nieco wcześniej umowy o preliminariach pokojowych i rozejmie z 12 października 1920 r., przesądzającej znaczną część zawartych w tym traktacie rozstrzygnięć, m. in. dotyczących kwestii terytorialnych.

Oprac. Marek J. Toczek 

 BIBLIOGRAFIA:

–    Praca zbiorowa.  „POLSKA JEJ DZIEJE I KULTURA, od czasów najdawniejszych aż do chwili obecnej” t. III, lata 1796-1930, reprint wydania przedwojennego.

–    Jan Dąbrowski. „WIELKA HISTORJA POWSZECHNA” t. I, Wielka wojna 1914 – 1916”, wyd. 1937 r. Warszawa.

–    Michael S. Neiberg, David Jordan. “Historia I Wojny Światowej, Front Wschodni  1914 – 1920”, 2010 r. Poznań.

–    Piotr Okulewicz, „Koncepcja międzymorza”, 2001 r. Poznań.

–    Mieczysław Pruszyński. „Dramat Piłsudskiego, wojna 1920 r.” wyd. II, 1995 r.

–    Jan Engelgard, Maciej Motas. „ Między romantyzmem a realizmem”, wyd.  „Myśl Polska” 2011 r. Warszawa.

–    Wojciech Roszkowski, „Najnowsza historia Polski 1914 – 1945”, t. I. Świat Książki Warszawa 2003 r.

–    Antoni Czubiński, „Historia Polski XX wieku”. Wyd. Nauka i Innowacje,  Poznań 2012 r.

–    Mariusz Patelski, „Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski, żołnierz

i  dyplomata”, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2002 r.

–    Krzysztof Kawalec. „Roman Dmowski”, wyd. sejmowe 2009 r. Warszawa.

–    Mieczysław Wojciechowski. „Traktat Ryski 1921 roku po 75 latach” Toruń 1998 r.

–    Maria Śladowska. „Ignacy Jan Paderewski”, wyd. sejmowe 2008 r. Warszawa.

–    Marek Piotr Deszczyński. „Wincenty Witos”, wyd. sejmowe 2008 r. Warszawa.

–    Zbigniew Mierzwiński. „Generałowie II Rzeczypospolitej”, t. I i II, wyd. Polonia, Warszawa 1990 r.

Od redakcji KIP:  Polecamy uważne przestudiowanie zamieszczonych sąsiednich tekstów  i poniższych na naszej stronie internetowej o kulisach funkcjonowania gloryfikowanej obecnie II RP:

  1. Zmienność sytuacji w I Wojnie Światowej i jej wykorzystanie przez elity przywódcze i Naród Polski: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/zmiennosc-sytuacji-w-i-wojnie-swiatowej-i-jej-wykorzystanie-przez-elity-przywodcze-i-narod-polski/
  2. Bitwa Warszawska bez udziału żołnierzy pochodzenia żydowskiego – zapobiegliwość gen. Sosnkowskiego ocaliła Polaków przed klęską?
  3. Autor zwycięstwa w wojnie 1920 r. z bolszewikami – GEN. TADEUSZ JORDAN ROZWADOWSKI: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/autor-zwyciestwa-w-wojnie-1920-r-z-bolszewikami-gen-tadeusz-jordan-rozwadowski/
  4. Deprawacja struktury państwa polskiego skutkiem zamachu majowego: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/deprawacja-struktury-panstwa-polskiego-skutkiem-zamachu-majowego/
  1. Prof. Jan Jachymek: Skutki przewrotu majowego 1926 r.: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/prof-jan-jachymek-skutki-przewrotu-majowego-1926-r/
  1. Od zamachu majowego do dyktatury sanacyjnej: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/od-zamachu-majowego-do-dyktatury-sanacyjnej/
  2. Jan Bodakowski: Wsparcie sanacyjnej dyktatury dla żydowskich terrorystów: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/05/jan-bodakowski-wsparcie-sanacyjnej-dyktatury-dla-zydowskich-terrorystow/
  3. Izydor Modelski, Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-i-1/
  4. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-czesc-i-2/
  5. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-ii/
  6. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-czesc-iii-podczas-wojny-i-zakonczenie/

Comments

  1. W bibliografii szukałam,czy powołujecie się również na prace naukowe prof. Pawła Wieczorkiewicza, historyka.

  2. Ciekawy i wartościowy tekst, wymagający dużego skupienia. Gratuluję solidnej pracy przy tworzeniu publikacji.

Wypowiedz się