Ameryka – tyrania głupich

Gordon Duff i New Eastern Outlook, Moskwa

Ludzie na całym świecie są przekonani, że Stany Zjednoczone są narodem kierowanym przez przestępczych psychopatów i kretynów. Zgroza polega na tym, że przywódcy światowi błędnie zakładają, że ich amerykańscy koledzy, którzy nieustannie mówią i robią szalone rzeczy, są w rzeczywistości zwykłymi ludźmi działającymi w ramach jakiegoś „planu generalnego”.

Następnie, gdy raz po raz okaże się, że nie ma takiego planu, i udowodni się, że Ameryka zboczyła w dyplomatyczne, ekonomiczne lub wojskowe bagno, z jakiegoś nieznanego powodu następuje „reset”, a złe założenia są konstruowane ponownie.

Na każdym poziomie ludzkość błądzi przyjmując, że ci, którzy dowodzą, są tam z powodu talentu i wartości lub tego, że Ameryka jest tak bogata i potężna, a jej ludzie są tacy z powodu przewagi moralnej i intelektualnej.
Ślepa akceptacja wyjątkowości sama w sobie jest niebezpieczną chorobą.

Jeśli zapytasz przeciętnego Amerykanina o jego iloraz inteligencji, szybko odpowie. Niezmiennie powie „140″ lub więcej. Jednak patrząc na społeczeństwo amerykańskie, na kulturę Ameryki, idea narodu typu Mensa jest nierealistyczna. Amerykanie nie są o wiele głupsi niż inni, tylko o wiele bardziej niebezpieczni.

Prawda jest taka, że przeciętny Amerykanin ma iloraz inteligencji równy około 96. Wcześniej było 100, liczba ustalona jako „średnia”. Około 40% Amerykanów ma od 60 do 85 lat, co wystarcza do funkcjonowania na podstawowych poziomach, ale z inteligencją dostatecznie niską by osłabiać wyższe funkcje, takie jak osąd i krytyczne rozumowanie.

W tym właśnie tkwi prawdziwy problem, że z tych 40% znaczna liczba absolwentów wyższych uczelni i tych, którzy pochodzą z wyższych środowisk społeczno-ekonomicznych, takich jak ci z odziedziczonymi pieniędzmi, otrzymują niesłusznie stopnie naukowe Ivy League (Liga Bluszczowa – stowarzyszenie ośmiu elitarnych uniwersytetów amerykańskich), gdyż często robią je przez „dyplomowy młyn”, czyli fałszywe programy dla absolwentów w Wharton School of  Business, Yale i Harvard.

W Wielkiej Brytanii, oczywiście, „idioci” w cudzysłowie są używane z życzliwości, ponieważ „idiota” jest prawdziwym określeniem z prawdziwą definicją i stosuje się całkiem ładnie, pójdź do Eaton, potem do Oxfordu lub Cambridge.

Jeśli chodzi o tzw. luz w Ameryce, to maniera ta ma ograniczone możliwości jeśli chodzi o zastosowanie jej wobec dowództwa wojskowego, do rządu, do stanowisk nauczycielskich, nawet na uniwersytetach, i w samym Białym Domu.

W ten sposób prawdziwy talent, do pewnego stopnia „błyskotliwość”, zostają zastąpione „sprytem”, a nawet różnymi formami niedostatku moralnego w zbiorze (spectrum) psychopatii społecznej.

Kiedy świat patrzy na Amerykę, „w autobusie do „Szalonego Miasta” (Crazy Town)” zawsze zakłada się, że najgorsze, nawet jeśli to „najgorsze” jest prawdziwe, musi zostać odrzucone, usprawiedliwione. Nawet w samej Ameryce, ci utalentowani, z potrzeby odwrócenia się od nieprzyjemnej prawdy, zbyt często szukają jakiegokolwiek dowodu na to, że psychopatyczni debile w rządzie i wojsku lub, co gorsza, giganci kontrolujący media społecznościowe i firmy technologiczne, są „normalni.”

Ta forma zaprzeczania, „normalizowania” nienormalnego, wywyższania idioty, mylenia błazenady z ukrytym geniuszem, bardzo ukrytym geniuszem, samo w sobie jest chorobą, słabością, porażką i zagrożeniem dla przetrwania gatunku ludzkiego.

Nie jest tajemnicą, że światem, a na pewno Stanami Zjednoczonymi rządzą elity gospodarcze, których pozycje są całkowicie dziedziczone, elity z morderczym uciskiem politycznym i gospodarczym. Ich pochodzenie, rodziny bankowe od średniowiecznej Europy czy „rozbójniczy baronowie” z XIX wieku, być może rodziny handlarzy opium i niewolników, te i inne, opuściły Amerykę z elitarną klasą rządzącą, która od dawna demonstruje moralne zepsucie.
Poprzez manipulację społeczną ta grupa, która kontrolowała ruch eugeniczny w latach dwudziestych i trzydziestych, nauczyła się, że nie musi używać selektywnej hodowli do tworzenia niewolników, ale że można to zrobić poprzez system edukacji, który kontroluje przez fundacje i „think-tanki”.

W pewnym stopniu można udowodnić, że nazistowskie panowanie terroru było finansowane i konstruowane przez elity amerykańskie, rodziny Bush, Harriman, Rockefeller, Farish i Walker współpracujące z Hitlerem i IG Farben.

Auschwitz był jednym z owoców ich wysiłków, a to, co zaczęło się jako eugenika, stało się masowym morderstwem pod rządami Hitlera, a po dziesięcioleciach pojawiło się ponownie jako Google i Facebook. W międzyczasie fundacje na nowo napisały historię, odtworzyły „edukacyjny system” i społeczeństwo.

W amerykańskim rządzie kongres obmurował się regułami, które tłumiły zmiany i debaty, oddawał wszelką kontrolę nielicznym, szefom komitetów z odległych i zacofanych dzielnic, które rządziły Ameryką w imieniu elit sprawujących władzę od pokoleń.
Kluczem do tego, aby wszystko działało, było przeprojektowanie każdej instytucji, aby sprzyjała „moralnie elastycznej” ograniczonej inteligencji, nacji półpiśmiennych ustawodawców, lekarzy, sędziów, funkcjonariuszy organów ścigania, profesorów uniwersyteckich, admirałów i generałów, a nawet kapitanów przemysłu.

Rezultatem było 50 lat spadku płac, obniżenie oczekiwanej długości życia pomimo postępu naukowego, społeczeństwa toczącego ze sobą wojnę, radykalizowanego, przesądnego i łatwo kontrolowanego.

Popieranie tego wszystkiego to ogólne wyparcie się humanitaryzmu, potrzeba ignorowania pozornie niemożliwych do pokonania wyzwań, gdy po prostu „podążanie za programem” pozwala przeżyć i gdzie „bycie częścią problemu” może przynieść wspaniałe nagrody.

Za tym wszystkim kryje się fałszywa narracja, niekończąca się pogarda szowinizmu i fałszywego patriotyzmu, wyjątkowości, a za tym zawsze lęk.

W pewnym stopniu sama technologia jest wrogiem. Sto lat temu, kiedy Ameryka była prężnym przemysłowym gigantem, z milionami pracujących w fabrykach. W hierarchii nie było tak wielu właścicieli fabryk ani bandyckich nadzorców; Ford Motor Company obecnie wynajął brutalnych przestępców do nadzorowania pracowników.

Wymagany był prawdziwy talent, a nawet błyskotliwość, do projektowania narzędzi, tworzenia innowacji, ulepszania procesów, z których wszystkie były wykonywane przez autentyczne elity wśród klas pracujących. Kto by pomyślał, że jest „zarządzającym”, bez narzędzi i twórców matryc nic by się nie stało.

To wszystkim minęło, systemy CAD, robotyka, świat urządzeń i „aplikacji”, Ameryka z fałszywymi uniwersytetami wydającymi fałszywe stopnie, wojsko, które przydziela fałszywe medale fałszywym bohaterom za udział w fałszywych wojnach, cokolwiek pozostało z naturalnej elity, „offset”, jak gdyby, zniknął.

W połowie lat siedemdziesiątych, pod płaszczykiem tworzenia szans dla mniejszości, poprzeczka została obniżona, co pozwoliło najmniej utalentowanym powstać, a potencjalnie groźnym nielicznym zdolnym zostać powstrzymanym i stłumionym. Nie stało się to przez przypadek i nie miało absolutnie nic wspólnego z szansą czy równością.

Miało to związek z przestrzeganiem przepisów i budowaniem społeczeństwa, w którym kwestie moralne pozostałyby bez odpowiedzi, niewypowiedziane i ostatecznie zniknęłyby.

W rzeczywistości, kongres, w którym iloraz inteligencji równy 70 nie jest niespotykany, akademie wojskowe, w których promuje się zachowania psychopatyczne, a ci, którzy wykazują najbardziej dewiacyjne tendencje, są „szybko torowani”, by dowodzić.
Dziennikarstwo i jego partnerska branża, „rozrywka”,  jest o wiele gorsza.
Nic z tego nie stało się przez przypadek.

Autor: Gordon Duff, redaktor Veterans Today; 26 sierpnia 2018 r

Gordon Duff jest weteranem piechoty morskiej w wojnie w Wietnamie, który od dziesięcioleci pracował nad weteranami i więźniami wojennymi, a także konsultował się z rządami kwestionującymi zagadnienia bezpieczeństwa. Jest redaktorem i prezesem zarządu Veterans Today , zwłaszcza w internetowym magazynie „New Eastern Outlook„.

Za: https://www.veteranstoday.com/2018/08/26/america-the-tyranny-of-the-stupid/

[ 2 i 3 zdjęcie pochodzi od red. kip]

Od Redakcji KIP: W POLSCE JEST PODOBNIE, NIESTETY !!!

Comments

  1. nanna says:

    „Ameryka – tyrania głupich”

    – Ameryka to państwo obciążone winą, winą śmierci i degeneracji Indian. Tego nie da się niczym zmyć i nie można tego wymazać ze zbiorowej świadomości.
    – W Kosmosie wszystko dąży do równowagi, zaś równowaga to harmonia, to balans czyli właściwa współzależność.
    – U nas od zawsze było wiadome, że „nie da się zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu” i ludzie starali się odpowiednio do tego postępować. Ile znamy „szczęśliwych małżeństw” gdy rywalka wyprzęgła męża regularnej żonie? Niewiele, o ile w ogóle jakieś.
    – Niegodziwe postępowanie pobudza w człowieku algorytm „samoukarania się”. Osoby z zewnątrz mogą nie wiedzieć, że jesteśmy np. oszustami, ale my sami o tym wiemy i postępujemy wyłącznie tak, jak postępuje oszust, bo inaczej nie możemy. Tak właśnie jest i dlatego złodziej bardzo obawia się utraty dobytku, a oszust boi się, że ktoś go oszuka. Uczciwy człowiek choć czasem może o tym myśleć, to jednak nie dominuje to jego postępowania i żyje on normalnie.
    – Na przykładzie „ameryki” widzimy, że oni mając na sumieniu wiele wojen nieustannie wywołują nowe i to prawdopodobnie w nadziei, że znajdzie się wreszcie ktoś, kto ich za to należycie ukarze. Stąd to ich rozerwanie wewnętrzne i niespójność działania.
    – Na poziomie duchowym Ameryka to Vishuddhi Chakra. Matka Ziemia ma tyle czakr co ma ich człowiek i są one odpowiednio na naszym globie rozmieszczone.
    Vishuddhi Chakra ma odpowiednie właściwości i są one niezmienne. Reguluje ona relacje brat-siostra i wszelkie odchylenia od tego skutkują zakłóceniami w funkcjonowaniu tej czakry, a więc tzw. lubieżne oczy (które piętnował Jezus) są oznaką choroby człowieka, wychodzącego poza ustalone dla niego granice. Pedofilia i inne dewiacje są właśnie wynikiem nie respektowania relacji brat-siostra w stosunkach międzyludzkich. Oczywiście, między mężem i żoną są relacje jak między mężem i żoną, ale nie powinno takich być poza ich związkiem. Te zasady umożliwiają stworzenie zdrowego moralnie i psychicznie społeczeństwa. A człowiek moralny to człowiek mądry.
    Ja czytałam niegdyś, że „każda amerykańska kobieta ma na nocnym stoliku masturbator”, czyli wibrator czy jak to się tam nazywa. I ona sobie „dogadza” mechanicznie nawet w czasie, gdy obok jest mąż. Cóż to ona takiego robi? A no, podrażnia zakończenia nerwowe strefy intymnej a jej psychika dostosowuje to tak, jakby wynikały te bodźce z aktu płciowego. Jak może taka kobieta być w tej sytuacji normalna? Jak może ona mieć jakąś mądrość czy wychować mądrze swoje dzieci? Z literatury fachowej można się dowiedzieć, że sztuczne stymulowanie bodźców seksualnych musi za każdym razem przybierać na sile, by dana osoba mogła je odbierać jako „satysfakcjonujące”. Czyli dewiacja musi się rozwijać i potęgować aż do skrajnych ekscesów, być może kończących nawet życie nieszczęśnika.
    Innym aspektem Vishuddhi Chakra jest poczucie winy.
    Stałe poczucie winy wynikające ze stałego niemoralnego, nieetycznego postępowania nie może być usunięte ze świadomości, jako że jest wciąż na nowo generowane takim właśnie postępowaniem. A coś z tym zrobić trzeba. Człowiek żyjąc w swojej cielesnej powłoce może funkcjonować jedynie wówczas, gdy żyje choćby w pozornej zgodzie sam ze sobą.
    Ktoś, kto sam siebie uważa za wroga musiałby sam ze sobą prowadzić walkę, którą tak czy siak by przegrał. Więc stosowane są mentalne zabiegi wypierania rzeczywistości z ludzkiej świadomości. Ale wówczas nie mamy możliwości niczego naprawić i tym samym skazani jesteśmy na wieczne, choć własne potępienie.
    Jezus wskazał wyjście z takiej sytuacji. W tym celu odbyło się Misterium Jego śmierci. On mianowicie wziął na siebie ludzkie winy po to, żeby ludzie mogli zrobić właśnie „reset” i zacząć żyć na nowo tym razem moralnie i etycznie.
    By mogło to nastąpić, ludzie otrzymywali od Jezusa oświecenie, a także mogli je dawać ludziom apostołowie, wtajemniczeni przez Jezusa w proces podnoszenia Kundalini i samorealizacji.
    Nimb, jakim otoczone są „głowy świętych” to nie jest tyko zabieg upiększający „święte obrazy”. To jest faktycznie oddanie realnych doznań. Człowiek oświecony ma pobudzone „płatki” czyli zakończenia nerwowe w mózgu w liczbie 1000 i one mają kształt jak płomienie o różnym zabarwieniu i stanowią właśnie taką poświatę wokół głowy człowieka oświeconego.
    Jak wiemy, płomień może mieć różną barwę, w zależności od tego, co jest spalane, a więc jest ogień żółty, czerwony, niebieski czy zielony oraz kolory pośrednie, jak w tęczy. Nie oznacza to, że świętym paliły się głowy, lecz że z ich głów wychodziła energia jak coś w rodzaju plazmy o wielokolorowej barwie.
    I tą energią jest święta energia Kundalini.
    Nieliczni mogą ją widzieć, ale wcale nie jest to konieczne, oczy wszak są niezwykle zawodne i odbierają tylko ograniczone zakresy „światła białego”. Natomiast Kundalini można odczuwać jako „chłodny powiew” wydobywający się z ciemienia, ale także można odczuwać ją we wnętrzu dłoni, również jako chłodny powiew.
    Poważnie szkodzi Vishuddhi Chakra stosowany nowomodnie sarkazm. Jakością Vishuddhi jest czysta mowa.
    Kolejnym czynnikiem powodującym blokady tej czakry jest brak szacunku dla siebie samego. Jak jednakże mielibyśmy mieć dla siebie samego szacunek, jeżeli postępujemy niemoralnie? – przecież „nie jesteśmy głupi” i wiemy, co sami robimy. Prawda?
    Inną sprawą jest tzw. ograniczone słownictwo. A skąd maja ludzie mieć bogactwo słów, jeżeli są od świtu do nocy bombardowani paroma zdaniami powtarzanymi w kółko zarówno przez media jak i tzw. przemysł rozrywkowy? Dudniące w eterze „piosenki” zawierają ubogie frazy muzyczne i skrajnie ograniczone słownictwo.
    I to jest wpychane ludziom do głów czy chcą tego czy nie, jako że nie da się „wyłączyć słuchu” i nie słyszeć, gdy to jest emitowane. Ktoś, kto wypromował różne hipsy hopsy i rapsy wiedział, jakie będzie miało to działanie na ludzki mózg i jaki spowoduje skutek. Katastrofa!
    Na przykładzie prezdenta Trupma widzimy, że nie potrafi się on wysłowić. Dlaczego? A no dlatego, że jest on częścią kolektywnej Vishuddhi i ma amerykańską jakość.

    Biorąc ze strony fizycznej widzimy, że nie ma ładnych Amerykanek, są „robione na ładne” ale ładne same z siebie nie są; brak im wdzięku.
    Gdy pierwszy raz usłyszałam prawdziwy głos Julii Roberts, wziętej aktorki, to byłam w szoku. Ona gęgała basbarytonem w taki niesamowity sposób. Dowiedziałam się, że wszystkie kobiety tam tak mówią. O zgrozo!
    My, Słowianie, natomiast mamy mowę śpiewną, melodyjną, a nasze głosy są modulowane i miłe dla ucha.
    Inną cecha Amerykanów jest ich arogancja, powodująca głęboką dysfunkcję Vishuddhi.
    Nie mają oni także zbiorowej świadomości jako że tam każdy walczy tylko sam dla siebie o przeżycie. Mają tam permanentny brak współdziałania.
    Dodatkowo umożliwiono Amerykanom wymyślenie i praktykowanie wielu religii, stosujących fałszywe modlitwy, czyli rujnujących doszczętnie relacje Amerykanów z Bogiem. Tam można sobie tego Boga wybierać w zależności od bieżących potrzeb i upodobań, więc chaos wewnętrzny jest zaprogramowany. A taki chaos skutkuje brakiem rozróżnienia, a więc ludzie tam są zupełnie zdezorientowani.
    Przywilejem, jaki uzyskuje się mając czystą Vishuddhi Czhakra jest, że możemy być świadkiem samego siebie, to znaczy, możemy widzieć własne postępowanie nie utożsamiając się z nim, a więc możemy je korygować w zależności od sytuacji. Możemy tym samym być lepsi sami z siebie i sami dla siebie, dla własnego rozwoju.
    To daje nam możliwość obserwowania Gry Kosmicznej, zrozumienie Jej zasad i dostosowanie się do nich tak, że dla siebie otrzymujemy nie tylko to, co konieczne ale i to, co dla nas najlepsze i najkorzystniejsze. Nie mamy więc powodu sięgać po cudze, nie mamy powodu kogoś dominować, jako że naszym celem jest doskonalenie siebie i własnego życia.
    W Polsce dominującym jest poczucie winy, wszczepiane Polakom przez kościół katolicki zupełnie wbrew temu, czego nauczał Jezus.
    Poczucie winy jest najsilniejszym czynnikiem wiążącym człowieka z innym człowiekiem (ale także np. kościołem, religią) i nie ma od tego ucieczki. Oczywiście, dla tych, którzy tego triku nie znają. Polak czuje się winny śmierci Jezusa i chce dlatego wymordować żydów.
    Absurd? Wcale nie!
    Żydzi czują się niewinnie napadani i się bronią po swojemu, co tylko zwiększa rozjuszenie Polaków.
    A jak to było? Otóż, żydzi byli pod okupacją. Pod rzymską okupacją. Więc różne piłaty mogły sobie dowolnie umywać ręce, ale krwi Jezusa z nich i tak zmyć nie mogły i nie mogą.
    Jak wiadomo, to okupant decyduje o tym co się wydarzy a co nie. I tam rzymianie zdecydowali zamordować Jezusa ale winą obarczyć za to żydów. I tak jest do dziś.
    A my u nas mamy kościół rzymskokatolicki, nie chrześcijański, jak by się niektórym wydawało! I to jest zasadnicza różnica, choć na bieżąco czynione są próby stawiania znaku równości między „chrześcijański” a „katolicki”. Jest to zabieg fałszowania historii ale ludzie tego nie chcą widzieć opętani i to dosłownie „wiarą”.
    Mając czyste Vishuddhi możemy widzieć własne postępowanie i je zmienić tak, by nie musieć być związanym z czymkolwiek poczuciem winy. To jest klucz do rozróżnienia.
    Poczucie winy blokuje Vishuddhi tak, że Kundalini nie może się wznieść, więc chcąc się uwolnić z tego poczucia winy i otrzymać oświecenie należy wybaczyć sobie samemu i wszystkim pozostałym. Ot, tak. I to zadziała.

    Po stronie fizycznej Vishuddhi może być niszczone „przeziębieniami”, czyli katarami, chorymi zębami, ale także narkotykami, papierosami itp.
    Tu wkleję część broszury Sahaja Yogi:
    /Vishuddhi jest także miejscem Virata/y, kształtu Boskiego, pięknie opisanego w wierszu II Bhagavad Gita: i Arjuna ujrzał w tym blasku całe Uniwersum, w swojej różnorodności, w niezwykłej jedności znajdujące się w Ciele Boga Wszechmogącego”./
    /Jako wszystkie komórki tego Ciała, połączeni z nim przez Kundalini, powinniśmy medytować tylko o jednym: o naszym braterstwie w Duchu ludzkości i Wszechświata. Nie powinniśmy się izolować poprzez uczucie niższości czy zarozumiałości; gdy widzi się siebie jako wyizolowane indywiduum, jest się niewolnikiem własnego wymysłu./
    Z Ameryką jest taki problem, że będąc ona Vishuddhi Czhakra ma ona wpływ na całość naszego globu i cokolwiek tam się dzieje, cokolwiek ludzie tam wymyślą, jest to bezkrytycznie przyjmowane na pozostałej części Ziemi.
    Dlatego można było zaświnić Europę hips hopsami, rapsami, holyłudami, można było zrobić z kobiet prostytutki wychodzące za mąż by być utrzymankami mężów; można było znarkomanić całą Ziemię i rozwalić rodziny tak, że dzieci stały się przeszkodą w karierze rodziców. Wszystko dostało wymiar materialny i wszystko przeliczane jest na pieniądze dokładnie tak, jak to robią w Ameryce.
    Dotychczas o tym nie wiedzieliśmy, ale teraz już wiemy i możemy odpowiednio działać.
    Nie oznacza to niszczenia Ameryki, bo odcięcie jednego palca od ręki nie jest leczeniem, lecz bezsensownym okaleczeniem.
    Świadomość ludzi musi iść inną niż wyznaczoną przez Amerykę drogą.
    I choć jest ona dla każdego z nas inna, to jednak w całości jest taka sama, wspólna. I jest nią współpraca i zrozumienie, jest to wspieranie zdarzeń dobrych i niwelowanie zdarzeń złych.
    Ludzie sami narobili tego bałaganu i sami muszą go naprawić.
    Bóg może tylko ludziom powiedzieć/wskazać jak to zrobić.
    Kto nie jest głuchy, ten usłyszy…
    Kto nie jest ślepy, ten zobaczy…

Wypowiedz się