O fałszowaniu historii ludobójstwa UPA, czyli formacji stworzonych przez III Rzeszę Niemiecką.

Publikujemy 2 wystąpienia filmowe przywracające prawdę historyczną o ludobójstwie UPA na Polakach, ale także Żydach, na Kongresie Środowisk Kresowych RP „Tożsamość-Pamięć-Przyszłość” w Lublinie w dniu 22 czerwca 2018 r., oraz artykuł pt. „Medialny i polityczny napad na Birczę”.

Z wystąpienia dr Andrzeja Zapałowskiego pt. „Mit UPA na Podkarpaciu”  wynika, że kadra dowódcza i 70 % żołnierzy UPA  działającego na Podkarpaciu w okresie 1944 – 1947 wywodzi się z formacji niemieckich: SS,  kadrowych zawodowych oddziałów żandarmerii i policji w służbie niemieckiej.

Dr A. Zapałowski zarówno w wystąpieniu na Kongresie, jak i we wspomnianym poniższym artykule – dotyczącym napadów na Birczę – dowodzi uporczywego fałszowania historii przez środowiska probanderowskie reprezentowane w polskich władzach. Załączamy też oświadczenie Wójta i Przewodniczącego Rady Gminy Bircza w sprawie usunięcia Birczy z  tablicy pamiątkowej przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Dr Lucyna Kulińska  zaprezentowała karygodne przykłady fałszowanie historii przez obecne władze i udokumentowała „Wspaniałą kartę solidarności Polaków wobec Kresowego ludobójstwa”.

Polecamy obejrzenie obu wystąpień i przeczytanie artykułu dla współczesnej refleksji historycznej, aby historia nie musiała się powtarzać !!!

Dr Andrzej Zapałowski: „Mit UPA na Podkarpaciu”
https://www.youtube.com/watch?v=14568xOjIAo 

Dr Lucyna Kulińska: „Wspaniała karta solidarności Polaków wobec Kresowego ludobójstwa”
https://youtu.be/BaFxLEEPDh8

Medialny i polityczny napad na Birczę

W 2017 roku przez media społecznościowe i część mediów publicznych rozprzestrzeniała się informacja mówiąca, iż w dwa dni po zamontowaniu na Grobie Nieznanego Żołnierza tablic ku czci obywateli polskich zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w latach 40-tych XX wieku, z jednej z nich zniknęła nazwa Bircza.

Dla większości Polaków ta sprawa, z uwagi na brak znajomości meritum problemu nie stała się powodem jakichkolwiek emocji. Jednakże dla mieszkańców przemyskiego powiatu i wielu rodzin Kresowian, czy też rodzin żołnierzy Wojska Polskiego walczących na tych terenach w latach 1944 -1945 była iście potwarzą i zdradą polityczną pamięci historycznej oraz prawdy o historii tych terenów w tamtym okresie.

W tej sprawie protestowały władze wszystkich gmin i Rada Powiatu Przemyskiego. Do dzisiaj z MON brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Na czym polega istota problemu?

Wyzwolenie obecnych ziem powiatu przemyskiego spod okupacji niemieckiej nastąpiło w lipcu 1944 roku.

W tym samym czasie na tym terenie zdecydowana większość spośród około 168 policjantów ukraińskich w służbie niemieckiej opuściła swoje posterunki i udała w okolice Bukowego Berda w Bieszczadach, gdzie nastąpiła koncentracja oddziałów nacjonalistów ukraińskich tworzących leśne oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Już w sierpniu 1944 doszło w Baligrodzie i okolicach do kilku zbiorowych mordów na polskiej ludności cywilnej m.in. w Średniej Wsi, Baligrodzie, Mucznem gdzie zamordowano ponad sto osób.

Już jesienią 1944 roku na Pogórzu Przemyskim formułujące się tutaj oddziały 6 Dywizji Piechoty WP rozpoczęły w ramach ćwiczeń działania przeciwpartyzanckie w wyniku których rozbito organizujące się sotnie UPA.

Jednak z końcem grudnia 1944 roku wspominana dywizja poszła na front i teren został praktycznie pod kontrolą organizujących się oddziałów milicji obywatelskiej i oddziałów leśnych AK, BCh i NOW. Z uwagi na niemożność legalnego posiadania broni przez mieszkańców zagrożonych wsi struktury polskiego podziemia postanowiły przejąć i kontrolować większość posterunków MO. Działo się tak zarówno w powiecie lubaczowskim, przemyskich oraz brzozowskim.

Praktycznie zdecydowana większość milicjantów na tym terenie do końca 1946 roku, to byli lub wówczas żołnierze polskiego podziemia. Jednocześnie na terenach od Lubaczowa, Przemyśla, Dynowa, Przeworska i Jarosławia w oparciu o lokalne struktury podziemia stacjonowało Zgrupowanie Oddziałów Leśnych „Warta”, wywodzące się z oddziałów lwowskich AK w liczbie około dwóch tysięcy żołnierzy zaprawionych w bojach i dobrze uzbrojonych. Ich celem było przygotowanie się do odbicia Lwowa w razie decyzji o przynależności tego miasta do Polski.

Wiosną 1945 roku na terenie powiatu przemyskiego UPA zintensyfikowało działania mające na celu tworzenie sotni i terroryzowanie miejscowej ludności pozbawionej ochrony przez Wojsko Polskie. Jednakże nie wzięli oni pod uwagę tego, iż na terenie Pogórza Przemyskiego poza dwoma batalionami „Warty” stacjonowały oddziały poakowskie „Pirata” i „Dzierżyńskiego” oraz oddział specjalny BCh.  W sumie w linii około tysiąca żołnierzy, wspieranych ponad tysiącem zakonspirowanych członków w „cywilu” i milicji.

Po mordach na przełomie 1944 i 1945 roku dokonanych na licznych polskich rodzinach na tym terenie oraz przybywaniem do Przemyśla setek tysięcy uciekinierów polskich wyrzucanych z Małopolski Wschodniej a jednoczesnym prawie zupełnym brakiem wyjeżdzających Ukraińców na wschód podjęto decyzje o akcjach odwetowych na określone rodziny w najbardziej w nacjonalistycznych wioskach ukraińskich.

Należy podkreślić, iż wówczas na tym terenie podziemie ukraińskie kolportowało ulotki wzywające Polaków do opuszczenia tych terenów aż po Rzeszów, a front do stycznia 1945 roku stał koło Dębicy. Czyli uciekinierzy spod Lwowa, Stanisławowa i Tarnopola nie mieli, gdzie uciekać, nie mówiąc o miejscowej ludności.

Z czasem sytuacja zaczęła się coraz bardziej komplikować. Skończyła się druga wojna światowa, Lwów pozostał po stronie ZSRR więc dla oddziałów „Warty” misja pobytu na Pogórzu Przemyskim się skończyła. Na przełomie czerwca i lipca rozwiązano na tym terenie wszystkie oddziały leśne a w lipcu 1945 roku ujawniło się w okolicy Przemyśla ponad 1700 żołnierzy BCh.

W tym rejonie nie doszło do walk tzw. ludowego WP z polskim podziemiem niepodległościowym. W czerwcu 1945 roku okrążony przez żołnierzy 9. DP w rejonie Słonnego k. Dubiecka oddział „Pirata” złożył broń i rozszedł się do domu (nikogo nie zatrzymano). Jedynie funkcjonariusze UB wyłapywali ukrywających się nadal żołnierzy polskiej konspiracji.

Tragedia rozpoczęła się po dwóch miesiącach, gdyż oddziały UPA bez przeszkód rozpoczęły „oczyszczanie” z polskich formacji Pogórze Przemyskie (wojsko w tym czasie zajmowało się pomocą administracji cywilnej w przesiedlaniu ludności ukraińskiej do ZSRR).

O zagrożeniu ludności cywilnej na terenie powiatu przemyskiego traktuje meldunek komendanta Posterunku MO w Krasiczynie z 10 lipca 1945 r. w którym czytamy m.in.: Dnia 25 kwietnia utraciła tutejsza gmina wszelki kontakt z gromadą: Olszany, Rokszyce, Brylińce, Cisowa, Mielców i Chołowice, które to gromady opanowali zupełnie „banderowcy”. Obecnie po ostatnim napadzie w dniu 5.7.1945 r. na milicjantów tut. posterunku, stan bezpieczeństwa uległ znacznemu pogorszeniu, gdyż banderowcy opanowali gromadę Tarnawce o ludności mieszanej po połowie polskiej i ukraińskiej. Natomiast gromady Krasiczyn, Śliwnica, Zalesie, Dybawka ludności polskiej są poważnie zagrożone ze strony tych band i ludność tych gromad żyje w panicznym nastroju, gdyż nie czują żadnej ochrony ze strony władz, a stan liczebny posterunku po ostatnim napadzie jest liczebnie za mały, by mógł przeciwstawić się bandom, grasującym w grupach 40–50 osób, którym sprzyja lesisty teren otaczający te gromady. Ten stan rzeczy wpływa ujemnie na spokojne życie i normalny tok pracy mieszkańców i z chwilą ukazania się jakichkolwiek osobników w mundurach wojskowych, porzuca pracę i mieszkanie i ucieka, kryjąc się, gdzie może, a czyni to nawet wtedy, gdy pojawią się faktycznie oddziały wojskowe, gdyż przestała już wierzyć w jakąkolwiek ochronę i pomoc

[1] [ APP, Starostwo Powiatowe Przemyskie(dalej – SPP), sygn. 80, k. 26, Sprawozdania sytuacyjne i meldunki.]

Do pierwszych walk WP z UPA doszło m.in.  6 września 1945 roku w rejonie Cisowej, kilka kilometrów od Birczy. W walce zginęło kilku żołnierzy WP i kilkunastu banderowców. Podobnie 11 września w odległym o kilkanaście kilometrów od Birczy Żohatynie w walce z UPA zginęło kilku żołnierzy WP.

W dniu 23 września 1945 roku w Nowosielcach Kozienickich milicjanci z Wojtkowej rozdali broń mieszkańcom wioski, co uratowało życie mieszkańcom wsi   oraz kilku księży katolickich przebywających tam na odpuście. Jednak już w tym samym dniu banderowcy rozbili posterunek MO w Kuźminie a 28 września 1945 roku, a w Wojtkowej 28 września 1945 roku oddział UPA wymordował cały posterunek MO i część ludności cywilnej.

Należy zaznaczyć, iż część milicjantów to byli żołnierze Oddziałów Leśnych „Warta”, którzy pozostali na tym terenie. Po dwóch dniach w celu ewakuacji pozostałej przy życiu ludności cywilnej z Sanoka do Wojtkowej przybyła kompania wojska z trzema czołgami. W   trakcie wycofywania się kolumny ludności cywilnej i wojska banderowcy ostrzeliwali konwój. Podobnie sytuacja wyglądała w kilku okolicznych gminach.

Rozpoczęło się także palenie wsi. Tylko od 3 września 1945 roku do 12 listopada 1945 roku w okolicy Birczy UPA spaliła 60 wsi i 4592 zabudowania. Tak więc jedynym miejscem, gdzie Polacy na tym terenie mogli przetrwać była Bircza, gdzie stacjonował niewielki garnizon WP, wsparty przez lokalną milicję wywodzącą się w znacznej mierze z AK i miejscową samoobroną.

Dla banderowców zniszczenie Birczy stało się symbolicznym celem, który także pozwalałby całkowicie panować nad terenem kilkunastu gmin. Do pierwszego ataku doszło 22 października 1945 roku. Bircze bronił batalion 28. pp pod dowództwem ppłk. Aleksandra Wygańskiego. W wyniku walk zginęło kilku żołnierzy WP i kilkunastu cywilów, ale atak został odparty. W tym samym czasie banderowcy zaatakowali niedaleką Kuźminę, gdzie w walce poległo około dziesięciu żołnierzy WP.

Do drugiego ataku na Birczę doszło 29 listopada 1945 roku. W Birczy stacjonował batalion z 17. DP, podporządkowany 9. DP i na kwaterunku przebywali żołnierze operujący w terenie w sile niepełnej kompanii.  W walce zginęło kilku żołnierzy WP.

Do najcięższego ataku doszło jednak w styczniu 1946 roku. Jednak jeszcze 25 grudnia 1945 roku oddziały UPA napadły i spaliły wioski, które obecnie są dzielnicami Przemyśla m.in. na Kruhel Wielki i Mały oraz z moździerzy ostrzelały centrum Przemyśla.

W dniu 6 stycznia 1946 roku na batalion 26. pp oraz miejscowy posterunek milicji napadły połączone sotnie UPA. Po kilkugodzinnej walce banderowcy ponieśli straty około 30 zabitych i kilkudziesięciu rannych. Większość zabitych banderowców zginęła w okolicy sztabu 26. pp, gdzie dostali się w krzyżowy ogień polskiej obrony oraz wskutek ostrzału prowadzonego przez ppor. Grabarczyka, byłego żołnierza 27 Wołyńskiej Dywizji AK.

Tak więc atakujący Birczę w dużej części to byli żołnierze ukraińscy 14 Dywizji

Grenadierów Waffen SS i policjanci ukraińscy w służbie niemieckiej a bronili miasteczka polscy żołnierze z poboru pod dowództwem polskich i radzieckich oficerów oddelegowanych do WP.

Nie było tam żadnych oddziałów NKWD. Miasteczko i ukrywająca się tam ludność polska ocalała a oddziały UPA nie zdołały opanować całego terenu na południe od Przemyśla aż po Sanok.

Dzisiaj po 72 latach od tamtych wydarzeń wskutek politycznego doktrynerstwa nie odpartego o polską rację stanu po dwóch dniach, tuż przed 11 listopada 2017 roku zmieniono po dwóch dniach tablicę na Grobie Nieznanego Żołnierza z nazwą Bircza.

Dla polskiej ludności cywilnej, która przeżyła tylko dzięki poświeceniu żołnierzy WP i lokalnej milicji ten akt jest niezwykle głębokim poniżeniem obrońców miasteczka. To, że zachowano te tereny przy Polsce w owym okresie (nie było to wtedy takie pewne) także nie przemawia do przedstawicieli MON i Kancelarii Prezydenta.

Bircza obroniła się co najmniej trzy razy przed UPA i obroni się także przed zaczadzonymi doktrynerstwem manipulatorami historii.

Dr Andrzej Zapałowski

Wypowiedz się