Nasz antykomunizm – dla myślących zamiast etykietek !

Za Xportalem przytaczamy w całości ważki tekst Ronalda Laseckiego, napisany z pozycji tożsamościowej i opublikowany 12 kwietnia 2018.

Wiele wątpliwości narosło w ostatnim czasie wokół zagadnienia dekomunizacji. Wynika to między innymi ze zniekształcania tej idei przez „funkcjonariuszy frontu historycznego”  z IPN. „Dekomunizacji” poddaje się wszystko, co pozytywnie kojarzy się z Rosją lub z kontynentalną orientacją Polski, skrzętnie pomija się zaś kwalifikujące się do dekomunizacji osoby i treści, których wskazanie jako komunistycznych byłoby niewygodne dla PiS i realizowanej przez nie polityki atlantyckiej. Wystarczy wspomnieć, że wśród autorytetów rządzącej neokonserwatywnej oligarchii z PiS są tacy dawni funkcjonariusze komunistyczni lub beneficjenci kontaktów z aparatem władzy PRL jak Marcin Wolski, Antoni Zambrowski, Jan Pietrzak, Jarosław Marek Rymkiewicz, Karol Karski, czy nieżyjący już Józef Szaniawski i Jerzy Robert Nowak.

„odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”

„Dekomunizacja” w wykonaniu PiS i opanowanych przez nie TVP i IPN jest więc parodią prawdziwej dekomunizacji. Jej sensem nie jest wyplenienie komunizmu, lecz eliminacja przeciwników opcji atlantyckiej, czyli dalszego płaszczenia się Polski przed USA. PRL nie jest desygnowany na siedlisko zła wcielonego dlatego, że był państwem komunistycznym, lecz dlatego, że był w bloku geopolitycznym przeciwnym USA i nie był satelitą Waszyngtonu. Gdyby komunizm nie został przyniesiony do naszego kraju na bagnetach rosyjskich, lecz wprowadzili go Amerykanie lub Brytyjczycy, to dziś nie byłoby „antykomunizmu” PiS i IPN. Winą PRL w optyce rządzących dziś naszym krajem neokonserwatystów i ich waszyngtońskich protektorów nie było oparcie się na ideologicznym fundamencie marksizmu, lecz kontynentalna, a nie atlantycka, orientacja geopolityczna tego państwa.

W tym właśnie czynniku należy upatrywać przyczyn, dla których funkcjonariusze historyczni z IPN formułują oficjalny protest gdy jedna z firm sprzedających klocki dla dzieci wśród zestawu przedstawiającego żołnierzy II wojny światowej umieściła enkawudzistę z pepeszą, a nie mają nic przeciwko nazwaniu jednej z ulic w Warszawie imieniem Borysa Sawinkowa – rosyjskiego „nihilisty”i lewackiego terrorysty, który tym jednak broni się w oczach PiS-owskich „antykomunistów”, że przez całe życie walczył z Rosją – zarówno z tą „białą”, jak i z tą „czerwoną”.

Tym należy też tłumaczyć, że poruszający się nieustannie w oparach szpiegomanii i antykomunistycznej paranoi politycy PiS nie interesują się zupełnie penetracją służb zachodnich zarówno w komunistycznym aparacie władzy (np. amerykański program International Visitor Leadership w którym polscy politycy uczestniczyli już od lat 1970.), wśród antykomunistycznej opozycji (np. wsparcie „Solidarności” przez CIA opisane przez Petera Schweizera), jak i w obecnym polskim aparacie władzy, amerykańskich zaś szpiegów, jak Ryszard Kukliński, wynoszą do rangi polskich bohaterów narodowych.

Dla szeroko rozumianych środowisk tożsamościowych istnieje zatem zagrożenie bycia zmanipulowanym przez działający w interesie amerykańskim PiS. Rządzący neokonserwatyści, przy pomocy wszechobecnej propagandy której najgłośniejszymi szczekaczkami są IPN i TVP, bałamucą patriotów „antykomunizmem pięć minut po dwunastej”- tak więc „antykomunizmem” bez komunizmu i bez komunistów.

Spłyceniem problemu byłoby jednak sprowadzanie faktycznych celów tego propagandowego jazgotu do odwrócenia uwagi, szczególnie młodego pokolenia, od błędów, zaniechań i działań zwyczajnie szkodliwych podejmowanych przez rządzącą PiS-owską oligarchię. Takie przekierowanie uwagi i aktywności młodych polskich patriotów na cele zastępcze, by nie zagrażała ona partii rządzącej, to jedynie doraźny cel taktyczny. Jest to cel ważny, jedyną bowiem siłą o którą w przyszłości mogłaby się rozbić władza Jarosława Kaczyńskiego jest „pokolenie Marszu Niepodległości”, światopoglądowo stojące zdecydowanie bardziej na prawo od PiS i „pokolenia Solidarności”- cel ten jednak zachowuje ważność jedynie w polskiej perspektywie wewnętrznej.

Nie zapominajmy tymczasem, że neokonserwatyści z PiS rządzą nie tylko w interesie swoim, ale też swoich amerykańskich mocodawców. Realizować zatem muszą cele zarówno swoje własne, jak i amerykańskiego protektora. Zadaniem PiS-owskiej oligarchii jest umocnienie swej władzy nad Polską, ale też uzyskanie dla tej władzy legitymacji w Waszyngtonie, bez czego PiS-owcy nie mogliby jej zachować. Warunkiem uzyskania sankcji amerykańskiego suwerena jest natomiast zabezpieczenie trwałości jego dominacji nad naszym krajem i umocnienie tej dominacji. To zatem stanowi strategiczny cel polityki PiS, w tym również polityki „dekomunizacji”.

W narracji „antykomunistycznej” PiS-IPN-TVP tworzy się zatem ciąg skojarzeń: komunizm-PRL-Rosja, z drugiej zaś strony: antykomunizm-atlantyzm-Stany Zjednoczone-antyrosyjskość. „Antykomunizm”  staje się więc terminem-kluczem, mającym w umysłach poddanych tej propagandzie wywoływać całą serię pozytywnych skojarzeń z orientacją zachodnią, antyrosyjską i proamerykańską. Staje się on synonimem nienawiści do Rosji i wszystkiego co niezachodnie. Orientacja kontynentalna ma zaś zostać trwale skojarzona z komunizmem. Przecież każdy, kto stwierdza, że Ryszard Kukliński jako amerykański szpieg był zdrajcą Polski – jest z natury rzeczy „komunistą”, tak więc również „ruskim agentem”. Ideą faktycznie stojącą za „antykomunistyczną” demagogią PiS-IPN-TVP jest bowiem zabetonowanie naszego kraju w kolonialnej zależności od demoliberalnych USA i pod rządami wysługującej się im ekipy Kaczyńskiego.

„Antykomunistyczna” demagogia PiS ma służyć jednak nie tylko utrwaleniu władzy tej neokonserwatywnej kliki nad naszym krajem i pozycjonowaniu go jako peryferii w systemie krajów zależnych od USA, lecz także pogłębieniu tych rysów polskiej mentalności, które w optyce PiS i jego zaplecza intelektualnego stanowią o unikalnej w naszej części Europy wartości polskiej tradycji politycznej, a które w rzeczywistości były główną przyczyną słabości i klęsk dziejowych naszego narodu. IPN jest bowiem autorem szerzonego przez siebie kłamstwa historycznego o rzekomym „powstaniu antykomunistycznym 1944-1963”. Żadnego takiego powstania oczywiście nie było, a pisanina IPN ma tyle samo wspólnego z prawdą historyczną, co wywody stalinowskich funkcjonariuszy historycznych na temat rzekomych „powstań” na zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie w 1939 r.

Prawda historyczna w narracji PiS-IPN-TVP musi jednak ustąpić miejsca ideologii i „antykomunistycznej” demagogii, w którą wpisuje się nawet heroizacja marginalnych terrorystycznych, a nawet czysto bandyckich, epizodów z dziejów opozycji demokratycznej lat 1960-1980. W głębszej warstwie tej narracji tkwi tymczasem, jako jej drugie dno, tradycja insurekcyjna i republikańska. Obydwa te nurty polskiej tradycji narodowej stanowią partyjną filozofię polityczną i historiozofię PiS. Rozwijane są przez PiS-owskich historyków jak Wojciech Roszkowski i Andrzej Nowak, przez PiS-owskich filozofów jak Zdzisław Krasnodębski i Dariusz Gawin, przez PiS-owskich literatów jak Jarosław Marek Rymkiewicz i Wojciech Wencel, przez PiS-owskie ośrodki analityczne jak Instytut Jagielloński i Ośrodek Myśli Politycznej. „Antykomunistyczna”  demagogia, za jedyną moralnie dopuszczalną postawę polityczną w latach 1944-1989 uznająca walkę z ówczesnym państwem polskim „o wolność”, jest jedynie dopełnieniem tej filozofii i historiozofii.

Tradycja republikańska, obywatelska, wolnościowa i insurekcyjna jest jednak przekleństwem historycznym naszego narodu. Republika jest przeciwieństwem monarchii, obywatelskość – autorytetu, wolność – ładu, insurekcjonizm – polityki realnej (polityki siły). Republikanizm uniemożliwiał nam zorganizowanie silnego państwa, insurekcjonizm zaś – zorganizowanie silnego narodu. Obydwa wiązały naród polski z Rewolucją i z Zachodem, wyrywały go zaś z Tradycji i ze Słowiańszczyzny. W obydwu znajdowała ujście nasza wrodzona skłonność do warcholstwa, indywidualizmu i antypolitycznej anarchii. Obydwa przeszkadzały nam dojrzeć do myślenia o polityce w kategoriach strategii, organizacji i siły. Dziś, obydwa służą PiS-owskiej oligarchii do uzasadniania naszej zależności od USA, z którymi rzekomo ma nas łączyć tradycja konstytucjonalizmu, republikanizmu i republikańska koncepcja wolności, oraz wrogość do autokratycznych i państwocentrycznych tradycji politycznych Rosji, Francji, Niemiec i innych krajów kontynentalnej Europy.

Młodzi polscy patrioci są więc demoralizowani „antykomunistyczną” demagogią PiS-IPN-TVP, by nie myśleli politycznymi kategoriami państwa, porządku, wspólnoty, tożsamości, zakorzenienia, strategii i siły, lecz antypolitycznymi kategoriami wolności, suwerenności ludu, jednostki, „pięcioprzymiotnikowych wyborów”, parlamentaryzmu, „wolnego rynku” i „cywilizacji zachodniej”. PRL był „zły”, ponieważ nie było w nim „pluralizmu politycznego”, „wolnych wyborów”, „wolnego rynku”, „wolności jednostki”, „wolnych związków zawodowych”, „wolnego Kościoła”, „wolności narodu”, „wolności wyjazdów na Zachód”, a nawet „wolnego seksu” (por. niedawny film o Michalinie Wisłockiej). „Antykomunizm” to walka przeciwko „dyktaturze”i „społeczeństwu zamkniętemu”.

Taki demagogiczny „antykomunizm” jest bardzo poręcznym wehikułem republikanizmu i insurekcjonizmu, bo, skoro jedyną „uczciwą” postawą wobec Polski Ludowej była walka z tym państwem metodami zbrojnymi lub politycznymi, ucieczka z niego na Zachód lub zdradzanie go na rzecz Zachodu, to w demagogicznym „antykomunizmie” odżywają na nowo republikańska i insurekcjonistyczna wrogość do państwa, autorytetu, wspólnoty, porządku, zakorzenienia, organizacji, strategicznego myślenia, metodycznej pracy i zdecydowanego działania w oparciu o zorganizowany potencjał i siłę. W „antykomunizmie”  a’la PiS-IPN-TVP odżywają polskie warcholstwo i polski nierząd. Jeszcze raz dają o sobie znać te wszystkie przywary narodowe, które wytykali nam mistrzowie krakowskiej szkoły historycznej i myśliciele Obozu Narodowego.

„dziecięca choroba lewicowości”

Lustrzanym odbiciem zagrożenia w postaci zepchnięcia polskich patriotów do odgrywania pod hasłem „antykomunizmu” roli „utrwalaczy” dominacji PiS i Waszyngtonu nad naszym krajem, jest zepchnięcie ich do narożnika autentycznego sentymentu postkomunistycznego. Mechanizm jest bardzo prosty i bazuje na odruchowej reakcji bezkrytycznego i całościowego utożsamienia się z niesprawiedliwie i kłamliwie atakowanym podmiotem. Skoro PiS-IPN-TVP nieustannie opluwają wszystko i wszystkich co jakkolwiek związane jest z Polską Ludową, to wśród osób myślących nonkonformistycznie pojawia się naturalna pokusa, by bezkrytycznie bronić PRL i wszystkiego co z nim związane, zapominając że była to forma państwowości polskiej również zależna od zewnętrznego hegemona, ponadto zaś oparta na fałszywej podstawie ideologicznej i przez to niefunkcjonalna.

Taka sytuacja, gdy polscy tożsamościowcy spychani są do narożnika bezkrytycznych chwalców narzuconych naszemu krajowi z zewnątrz, splamionych krwią narodu, zależnych od zewnętrznych ośrodków siły i zwyczajnie nieefektywnych oraz historycznie przebrzmiałych form ustrojowych, również jest bardzo wygodna dla PiS i dla USA. Polski ruch niepodległościowy zostaje bowiem w ten sposób politycznie skompromitowany i społecznie wyizolowany. Łatwo zbić argumenty przeciwników stawiania pomników amerykańskim szpiegom lub „wyzwolicielom”, wskazując że w bronionym w ciemno PRL roiło się od takich pomników stawianych sowieckim szpiegom i „wyzwolicielom” z Armii Czerwonej. Łatwo zbić argumenty przeciwników instalowania w naszym kraju wojsk amerykańskich, wskazując, że w PRL było znacznie więcej wojsk sowieckich. Łatwo zbić argumenty za opuszczeniem NATO, wskazując na obecność bronionej bezkrytycznie PRL w uzależniającym ją od rosyjskiego hegemona Układzie Warszawskim.

Sytuacja, gdy polski ruch tożsamościowy zamknięty zostaje w getcie obrońców Berlinga, Świerczewskiego, sowieckich pomników i sowiecko-rosyjskiej wersji historii II wojny światowej, to stan rzeczy odpowiadający jedynie rządzącym naszym krajem atlantystom i interesom amerykańskiego hegemona, z drugiej zaś strony prawdziwej rosyjskiej agenturze. W układzie takim wyeliminowana zostaje bowiem autentyczna polska patriotyczna, niepodległościowa i tożsamościowa alternatywa dla obecności naszego kraju w atlantyckim układzie zależności od Stanów Zjednoczonych. Jedyną dostępną alternatywą dla agentury amerykańskiej ma być agentura rosyjska, a koncepcja Polski jako podmiotowego uczestnika polityki znika, nasz kraj zaś ma być , jak w XVIII w., jedynie przedmiotem i polem rywalizacji sił zewnętrznych.

Warto też zauważyć, że okopywanie się na pozycjach bezkrytycznych obrońców PRL angażuje zmanipulowanych w ten sposób polskich patriotów w obronę systemu nawet w wymiarze czysto wewnętrznym zwyczajnie nieefektywnego i niefunkcjonalnego. Zwolennicy „PRL 2.0” zapominają często lub świadomie pomijają, że państwa realnego socjalizmu wegetowały dłużej niż kilkanaście lat jedynie dzięki, z jednej strony dostawom żywności i hojnie udzielanym im przez zachodnich kapitalistów kredytom, z drugiej zaś – bezlitosnemu drenowaniu tych nieskomunizowanych lub wtórnie zdekomunizowanych sektorów gospodarki jak ogródki przyzagrodowe w ZSRS, czy rodzinne gospodarstwa rolne i drobne rzemiosło w PRL.

Jedyne sukcesy własne gospodarek komunistycznych wynikały z rozbudzanego tuż po zdobyciu władzy, ale szybko później przemijającego, rewolucyjnego entuzjazmu ludu oraz militaryzacji, patriotycznej mobilizacji i wykorzystania pracy niewolniczej w warunkach zagrożenia zewnętrznego. Na dłuższą metę jedynymi atutami tych gospodarek okazywały się wyprzedaż surowców z ojczystych krajów i kradzież technologii z państw kapitalistycznych. Nigdy zatem dość przypominania, że blok komunistyczny zawalił się pod ciężarem swojej ekonomicznej niewydolności, a znakomita większość z około 100 mln śmiertelnych ofiar międzynarodowego komunizmu nie zginęła od kuli czekisty, lecz zmarła z głodu.

Młodym polskim patriotom grozi na tym tle również mniej oczywiste niebezpieczeństwo, dostrzegalne często w retoryce narodowego radykalizmu, szczególnie zaś jego lewego skrzydła – zbliżającego się często do retoryki komunistycznej i sowieckiej. Chodzi mianowicie o bałamucenie się wielu młodych ludzi, o zdrowych skądinąd odruchach antykapitalistycznych, socjalizmem, robociarstwem, „demokracją ludową”, społecznym egalitaryzmem, „masami”, PRL-owską „równością w konsumpcjonizmie”, urbanizacyjnym i przemysłowym gigantyzmem etc. W tym przypadku komunistyczny i socjalistyczny wirus wywołuje objawy nie w postaci ślepej miłości do wschodniego mocarstwa lub urojeń w dziedzinie domniemanych osiągnięć gospodarczych komunizmu, lecz w dużo głębszej warstwie światopoglądu.

Wywyższeniu ulega bowiem wszystko to, co najbliższe materii, czyli to, co w społecznej hierarchii wartości powinno być sytuowane najniżej. Równocześnie neguje się wprost lub bagatelizuje wartość wszystkiego tego, co najbliższe Bogu i sferom ducha, co zatem w społecznej hierarchii wartości powinno być sytuowane najwyżej. Nazwanie tego typu fascynacji „narodowym radykalizmem” nie zmienia w niczym faktu, że eksponowane są tu treści równie fałszywe i potencjalnie szkodliwe, co w komunizmie. Zwolennicy takich poglądów przejmują często wprost klasowe rozumienie narodu i walkę o wyzwolenie narodowe interpretują w perspektywie marksistowskiej teorii walki klas. Nie wspominając już o tym, że egzaltowanie się robociarstwem i fabrykami rodem z antyutopii Fritza Langa w dobie postępującej mechanizacji i robotyzacji przemysłu jest cokolwiek anachroniczne, i świadczy o zideologizowaniu i oderwaniu od rzeczywistości.

Dlaczego jesteśmy antykomunistami

Wytknięte tu słabości komunizmu i realnego socjalizmu, mianowicie gospodarcza niewydolność i zależność PRL od rosyjskiego hegemona nie stanowią jednak podstawowego powodu, dla którego jesteśmy antykomunistami. Oba wymienione czynniki były praktycznymi konsekwencjami realizacji w Polsce eksperymentu marksistowskiego, przynajmniej drugi z nich wcale jednak nie musiał wystąpić. Jak wspomniano wyżej (prawdopodobnie na nasze szczęście), marksizm dotarł do naszego kraju z Rosji. W Polakach tkwi tymczasem tak silny resentyment i nienawiść do Rosjan i do Rosji, że narzucenie nam marksistowskiego socjalizmu przez wschodniego sąsiada musiało zrodzić silną reakcję antykomunistyczną.

Gdyby jednak źródłem marksizmu w Polsce była np. Austria, Francja, Wielka Brytania lub Stany Zjednoczone- antykomunizm, którym tak się dziś pysznimy, najpewniej byłby u Polaków dużo słabszy, a może nawet nie pojawił by się w ogóle. Gdyby najważniejszym państwem marksistowskiego socjalizmu były Stany Zjednoczone, Polacy byliby najprawdopodobniej najwierniejszymi wyznawcami marksizmu i najbardziej nieprzejednanymi obrońcami komunistycznej ortodoksji.

Łatwo sobie zatem wyobrazić, że komunizm w Polsce nie musiałby wcale oznaczać zależności od Rosji. Można nawet wyobrazić sobie sytuację, gdy polskie państwo komunistyczne byłoby państwem mniej lub bardziej niepodległym, jak na przykład były komunistyczna Albania, komunistyczna Korea, lub komunistyczna Jugosławia. Z drugiej strony, wasalny stosunek do zewnętrznego mocarstwa nie jest wyłącznie postawą właściwą państwom komunistycznym, czego najbliższym nam przykładem jest dzisiejsza demoliberalna i kapitalistyczna McRzeczpospolita.

Więcej na rzeczy jest w zarzutach ekonomicznych wobec komunizmu. Ten podstawowy już wskazaliśmy: komunizm, podobnie jak kapitalizm, stawia ekonomię na pierwszym miejscu, a stosunek do środków produkcji czyni podstawowym punktem odniesienia dla budowania tożsamości człowieka. Komuniści, tak jak kapitaliści, negują wartość wszystkiego, co nie ma charakteru produktywnego. Komunizm, tak jak kapitalizm, spycha na margines lub wprost neguje całą sferę metafizyczną. Aktywność człowieka w tej sferze niekiedy zaledwie toleruje, najczęściej zaś mniej lub bardziej represyjnie jej przeciwdziała i ją tłamsi. Podstawowym punktem odniesienia dla człowieka jest tymczasem Bóg oraz nadprzyrodzone wymiary rzeczywistości, w perspektywie których ten materialny zajmuje poślednie miejsce.

Ekonomizm komunizmu, podobnie jak ekonomizm kapitalizmu, wprost lub pośrednio niszczy również osobowość i tożsamość człowieka. Komunizm, tak jak kapitalizm, przekreślił naturalne zróżnicowanie ludzi, pragnąc zuniformizować wszystkich wedle funkcji spełnianych przez nich w gospodarce. Nieprzypadkowo sowiecki Donbas nazywano „wschodnioeuropejską Kalifornią”. W obydwu krajach, dla zwiększenia wydobycia kopalin, spośród imigrantów z dosłownie niemal całego świata sformowano anonimowe masy wykorzenionego i wyzutego z tożsamości proletariatu, dla którego językami komunikacji i kulturą stały się najbardziej zubożone i sprymitywizowane wersje kultury i języka odpowiednio rosyjskiego i angielskiego. Nieprzypadkowo, obydwa te kraje należą dziś nie tylko do najbardziej zdewastowanych etnicznie, kulturowo i moralnie, ale również przyrodniczo i krajobrazowo.

Komunizm, tak jak kapitalizm, dla zwiększenia wydajności – dla ciągłego „więcej, więcej, więcej”, uderza w moralność, płeć i rodzinę. Państwa komunistyczne, tak jak kapitalistyczne, wypędziły kobiety z domów do fabryk, próbując przekształcić je w bezpłciowe i oderwane od swoich kobiecych powinności robotnice. Państwa komunistyczne, tak jak kapitalistyczne, wygnały kobiety na front i przebrały je za żołnierzy. Te wartości, które powinny być bronione (ognisko domowe, macierzyństwo), wystawione zostały na pierwszą linię strzału wroga. To perfidna inwersja rzeczywistości, gdy zaatakowane zostają kobiecość i macierzyństwo, tak więc najcenniejsze wartości społeczeństwa, a pozbawione kobiecości kobiety wygania się na front i do fabryk, by broniły i pracowały na mężczyzn, choć to właśnie oni powinni pracować na swoje rodziny i na swoje kobiety oraz ich bronić.

Komunizm, tak jak kapitalizm, wykorzenia człowieka ze sfery ducha, odrywa go od Boga, wyrywa człowieka z jego ziemi i z jego domu rodzinnego, po to by roztopić go jako podmiotową i autonomiczną osobę w bezosobowej masie proli. To wykorzenienie jest również wykorzenieniem z własności. We współczesnym kapitalizmie ludzie mają być robotnikami biurowymi, w komunizmie tymczasem mieli być robotnikami fabrycznymi lub rolnymi. Różnica wynika jedynie z odmiennego poziomu rozwoju materialnego państw kapitalistycznych i państw komunistycznych. Przy czym, komuniści ścigali się z kapitalistami do tego samego celu i w gruncie rzeczy tą samą drogą, co oddaje komunistyczne hasło „dogonić i przegonić Amerykę” („догна́ть и перегна́ть Америку”).

Gospodarka ma tymczasem służyć zaspokojeniu potrzeb, a nie być budowaniem wieży Babel: to gospodarka ma służyć człowiekowi, a nie człowiek gospodarce. Podobnie państwo: zbudowane jest dla człowieka i ma mu służyć, stwarzając warunki swobodnego zwrócenia się ku Bogu. Komunistów, tak samo jak kapitalistów, interesuje tymczasem ilościowa ekspansja bez żadnych granic. Komuniści, tak samo jak kapitaliści, chcą „więcej” dla samego „więcej”. Tak jak w kapitalizmie, tak też w komunizmie szczęście człowieka mierzy się wielkością jego materialnego stanu posiadania i konsumpcji. Tak jak kapitalizm, tak też komunizm jest więc konsumpcyjnym materializmem, przez to zaś powodem duchowego i fizycznego skarlenia człowieka, jego moralnej dekadencji, uwiądu jako autonomicznej i podmiotowej osoby.

Komuniści, tak jak kapitaliści, chcą eksploatować „zasoby” aż do ich całkowitego zużycia. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, uznaje się rzymską zasadę „ius utendi et abutendi”  („prawo użycia i zużycia”). Takie podejście stosuje się zarówno do dóbr przyrodniczych, jak i do samego człowieka. Ludzie, w komunizmie przedstawiani jako odczłowieczone „masy”, a w kapitalizmie jako równie odczłowieczone „zasoby ludzkie”, ale też przyroda, traktowani są jako rezerwuar „mocy wytwórczych”, po odessaniu których te pierwsze stają się bezużytecznymi odpadami. Człowieczeństwa ani przyrody się nie pielęgnuje, lecz się je wyjaławia. Komunizm, tak jak kapitalizm, jest więc wyjątkowo cyniczną i wulgarną wersją utylitaryzmu.

Gospodarki komunistyczne mają w gruncie rzeczy te same cechy co gospodarki kapitalistyczne. Są to wykorzenienie, oderwanie od człowieka, gigantyzm i dążenie do wzrostu jako celu samego w sobie. Stanowi to zresztą strukturalną słabość tych gospodarek, ponieważ uprzedmiotawiając człowieka, zabijają w nim gospodarność. Komunizm, tak samo jak kapitalizm, oducza człowieka gospodarzenia. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, człowiek ma być jedynie przedmiotem w grze bezosobowych sił ekonomicznych. Sił, które w tradycyjnych światopoglądach i mitologiach uważano za działające w sferze podczłowieczej, poniżej zwróconej ku sferom niebiańskim osoby ludzkiej. Widziano w nich mroczne, podziemne mechanizmy, które ujrzeć można było niekiedy w czeluściach wulkanów lub w rozpadlinach ziemskich w niektórych rejonach świata.

Naturalne wspólnoty – rodzinne, rodowe, lokalne, profesjonalne są w kapitalizmie i w komunizmie niszczone jako autonomiczne podmioty gospodarcze. Tępione lub tłamszone jest rolnictwo opierające się na pracy gospodarza na własnej ziemi i rzemiosło opierające się na pracy rzemieślnika we własnym zakładzie oraz handel opierający się na pracy kupca we własnym sklepie. Zamiast tego, ludzi zamienia się w robotników biurowych, fabrycznych, lub rolnych – pozbawionych ekonomicznej i społecznej podmiotowości, którą dają własność i wykształcenie do gospodarności.

Społeczeństwo samodzielnych i zaradnych gospodarzy, tak w komunizmie jak i w kapitalizmie, zastąpione zostaje przez niewolnicze społeczeństwo odmóżdżonych proli i biurokratów. Różnorodność lokalnych upraw, sztuki użytkowej, rzemieślniczego kunsztu, zastępuje uniformizacja przez rolne monokultury i produkcję masowej tandety sprzedawanej w sklepach wielkopowierzchniowych. Komunizm, tak jak kapitalizm, zuniformizowanych ludzi faszeruje zuniformizowaną tandetą. Idea tożsamościowa postuluje tymczasem wychowanie do podmiotowości, twórczości i gospodarności, wychowanie „człowieka zróżnicowanego”, „l’uomo differenziato”.

Ekonomizmowi komunizmu i kapitalizmu towarzyszy ich progresywizm. W komunizmie, tak jak i w kapitalizmie, czas ma charakter liniowy, a historia jest postępem ku rzekomo obiektywnie zdeterminowanemu zwieńczeniu, za jakie w tych systemach uważa się „wyzwolenie” jednostki w materializmie i konsumpcjonizmie, tak więc jej „emancypację” od religii, tradycji, autorytetu, wspólnoty. Komunizm i kapitalizm są na równi uniwersalistyczne i twierdzą, że wszyscy ludzie żyją w tym samym universum i w tym samym czasie. Wszystkie ludy mają podążać tą samą drogą „postępu”, wiodącą do ciągłego zwiększania indywidualnej wolności i materialnego stanu posiadania jednostek.

Kultury, tradycje, języki, etnosy, zwyczaje, mają z czasem rozpłynąć się w powszechnym, indywidualistycznym i zarazem umasowionym ekonomicznym kosmopolityzmie. Sfera ducha ma zostać porzucona jako element „fałszywej świadomości”. Przyszłością człowieczeństwa jest fabryka (komunizm) lub biuro (kapitalizm). Na tej drodze nie są możliwe żadne odstępstwa, ponieważ postęp ma charakter deterministyczny, obiektywny i uniwersalny. „There is no alternative”. Wszyscy musimy przejść tę samą drogę.

Komunizm postuluje zresztą wspieranie kapitalizmu jako etapu niszczenia społeczeństw tradycyjnych. Współczesny marksista Immanuel Wallerstein swoją polemikę z kapitalizmem zatytułował „After Liberalism”, co znaczy „Po liberalizmie”. Nie „Przeciwko liberalizmowi” lub „Zamiast liberalizmu”, ale właśnie: „Po liberalizmie”. Kapitalizm nie jest w perspektywie komunistycznej fałszywy ze swej istoty, lecz zjawiskiem słusznym na właściwym sobie „etapie rozwoju historycznego”. Winą kapitalistów w perspektywie komunistycznej jest jedynie to, że nie dostrzegają oni historycznej względności formacji społeczno-ekonomicznej, do której należą, i nie chcą ustąpić historycznego pola komunizmowi.

W zetknięciu z religią, monarchią, rodziną, społeczeństwem tradycyjnym, marksista popiera ekonomistyczny kapitalizm, dopatrując się w nim postępu w stosunku do porządków nieekonomocentrycznych. Sam Karol Marks był gorącym zwolennikiem zachodniego kolonializmu i imperializmu, które uważał za „niosące postęp” archaicznym społeczeństwom pozaeuropejskim. Nieprzypadkowo zachodni kapitaliści wspierali Lenina przeciwko rosyjskiej monarchii i dostarczali bolszewikom broń, kredyty i zboże, umożliwiając im zniszczenie Rosji i zaprowadzenie w tym kraju komunistycznej tyranii. Nieprzypadkowo sowieccy komuniści brali pożyczki i sprzęt wojenny od amerykańskich kapitalistów, by prowadzić w pierwszej połowie lat 40. wojnę przeciwko Europie. Nieprzypadkowo Związek Sowiecki pozwolił anglosaskim najeźdźcom podbić połowę Europy, byleby tylko ci pozwolili mu zniszczyć i zająć nacjonalistyczne kraje we wschodniej Europie. Komuniści, mając do wyboru Tradycję lub kapitalizm, zawsze walczyli u boku kapitalistów przeciwko Tradycji, okazując się ostatecznie jedynie poręcznymi narzędziami do usuwania przeszkód dla ekspansji demoliberalizmu i kapitalizmu – narzędziami, które, gdy stały się już zbędne, kapitaliści wyrzucili na śmietnik historii.

Marksistowska krytyka kapitalizmu nie jest bowiem krytyką fundamentalną, ale radykalną społecznie. Marksizm nie atakuje filozoficznego jądra kapitalizmu, którym są ekonomistyczny materializm i historycystyczny progresywizm, a jedynie szuka innego sposobu ich realizacji. Celem marksizmu, tak samo jak kapitalizmu, jest w ostatecznym rachunku wyemancypowanie jednostki i zapewnienie jej jak najwyższego poziomu materialnej konsumpcji.

W swym progresywistycznym uniwersalizmie i determinizmie marksizm okazuje się tak samo nietolerancyjny jak kapitalizm. Znamy aż za dobrze przypadki mechanicznego kopiowania thatcherowskiego neoliberalizmu w słowiańskiej Europie w latach ’90 przez różnych Sachsów, Balcerowiczów, Gajdarów, Czubajsów i Sorosów. Mało wiarygodnie brzmi jednak krytyka takich praktyk w ustach komunistów, skoro w latach ’30 próbujący łączyć komunizm z lamaizmem i szamanizmem przywódcy komunistycznej Republiki Tuwy zostali wymordowani, a ich kraj wcielony do ZSRS; w latach 1940. za mówienie o „polskiej drodze do socjalizmu” jej zwolennicy trafiali do więzienia; idący własną drogą komuniści jugosłowiańscy zostali zaś wyklęci z obozu socjalizmu, a ich przywódcę próbowano zamordować; w latach 1950. na chcące odejść od komunizmu Węgry przeprowadzono inwazję; a w latach 1960. ten sam los spotkał chcące przejść do socjaldemokracji Czechy.

Komunizm jest nie tylko nietolerancyjny wobec społeczeństw niekomunistycznych, ale nawet niezdolny do tolerowania pluralizmu we własnym, socjalistycznym obozie. Wystarczy wspomnieć na komiczną historię kolejnych anatem nakładanych na rzekomych bądź rzeczywistych odstępców od marksistowskiego credo, co wreszcie sprawiło, że z grona ortodoksyjnych państw marksistowskich wykluczony został sam Związek Sowiecki, u progu lat 90. czystości doktryny strzegła zaś już tylko skłócona z całym światem (i z całą resztą państw socjalistycznych) Albania.

Dla nas, tożsamościowców, jasne jest, że nie ma żadnego „one world”, o którym zgodnie (choć z osobna) roją kapitaliści i komuniści. Nie ma też jednej historii ani jednego czasu. Świat jest i powinien pozostać kompozycją społeczności, z których każda żyć powinna we własnym kosmosie ideowym, kulturowym i cywilizacyjnym, oraz we własnym czasie i własnym rytmie historii. Nie istnieje żaden determinizm dziejowy i kłamstwem jest, jakoby ludzkość obiektywnie zmierzała do jakiegoś ustalonego doczesnego celu, a na przeszkodzie dotarciu do niego stały jedynie braki w ludzkiej świadomości i ludzka zła wola. Każdy lud ma swoje miejsce w świecie i swoją unikalną rolę do odegrania w boskim planie dziejów. Każdy żyje we własnym kosmosie i podąża przez świat własną drogą, we własnym rytmie. Nasze odrzucenie komunizmu i kapitalizmu jest więc fundamentalne i esencjonalne oraz realne, a nie tylko akcydentalne ale radykalne i hałaśliwe – jak u PiS-owskich „antykomunistycznych” demagogów.

Komunizm nie jest żadną alternatywą dla kapitalizmu. Jest innym wariantem tego samego nowoczesnego paradygmatu, którego istotą jest materializm, ekonomizm i progresywizm. W komunizmie, tak jak w kapitalizmie, prowadzą one do uniwersalistycznego dogmatyzmu, utylitaryzmu, indywidualizmu i konsumpcjonizmu. Komunizm nie negował kapitalistycznego konsumpcjonizmu, lecz próbował go nieudolnie podrabiać i ścigać się w nim z państwami kapitalistycznymi. Zamiast „bardziej być, niż mieć”, komuniści zapożyczyli się u zachodnich kapitalistów i wykupili od nich patenty, by móc u siebie produkować coca-colę i zachodnie samochody.

My, tożsamościowcy, całkowicie odrzucamy ten fałszywy nowoczesny paradygmat. Odrzucamy marksizm i komunizm, nie dlatego że są one inne niż liberalizm, kapitalizm, feminizm, demokracja liberalna, ideologia tzw. „praw człowieka”, konsumpcjonizm, indywidualizm, hedonizm i inne dekadenckie nurty, lecz ponieważ w swych ostatecznych konsekwencjach i w swej istocie są one tym samym co wymienione idee demoliberalne. Jesteśmy antykomunistami nie pomimo tego, że jesteśmy antykapitalistami, lecz dlatego że jesteśmy antykapitalistami. Każdy, kto jest prawdziwym i szczerym antykomunistą, musi być zarazem antykapitalistą. Każdy, kto jest prawdziwym i szczerym antykapitalistą, musi być zarazem antykomunistą.

Kierunki dekomunizacji

Wróćmy w tym miejscu do poruszonej na początku naszej wypowiedzi kwestii dekomunizacji. Wskazaliśmy, że prowadzona w tym zakresie polityka PiS-IPN-TVP jest w rzeczywistości polityką umacniania w naszym kraju radykalnego, ekstremistycznego i awanturniczego atlantyzmu, pozorując jedynie antykomunizm przez instrumentalne posługiwanie się jego sztafażem. Poniżej wskażemy, jak naszym zdaniem właściwie przeprowadzona dekomunizacja powinna wyglądać. Ideami orientacyjnymi dla niej powinny być:

  1. teizm;
  2. państwocentryzm;
  3. tożsamość;
  4. ciągłość historyczna (konserwatyzm).

Przede wszystkim, zauważyć należy, że rozważanie dekomunizacji dzisiaj możliwe jest niemal wyłącznie w obszarze polityki historycznej i symbolicznej: mianowicie w zakresie oczyszczenia przestrzeni publicznej z reliktów symboliki komunistycznej. Oczyszczenie aparatu państwowego z dawnych funkcjonariuszy komunistycznych i kwestia karania byłych funkcjonariuszy komunistycznych są już zagadnieniami w znacznej mierze nieaktualnymi z powodów biologicznych. Dawni dostojnicy i funkcjonariusze komunistyczni, jeśli w ogóle jeszcze żyją, od lat nie pełnią już żadnych funkcji państwowych, zazwyczaj stojąc nad grobem.

Dla porządku jednak warto wspomnieć, że usuwanie dawnych funkcjonariuszy komunistycznych i blokowanie im możliwości pełnienia funkcji publicznych byłoby uzasadnione w takiej mierze, w jakiej ich usunięcie lub pozostawienie w sferze państwowej rodziłoby zagrożenie dla funkcjonalności aparatu państwowego. Rządzący mają prawo dobierać sobie takich podwładnych, jakich uznają za najwłaściwszych dla zapewnienia funkcjonalności kierowanym przez siebie służbom i urzędom. Powinni to robić rozsądnie ale zarazem odważnie, ponieważ zarówno pozostawienie na stanowiskach dawnych funkcjonariuszy, jak i ich pochopne usunięcie mogą okazać się szkodliwe w skutkach.

Funkcjonariusze odsuniętej od władzy opcji politycznej mogą intencjonalnie lub mimowolnie spowalniać, lub nawet paraliżować funkcjonowanie aparatu państwowego. Z drugiej strony, odsunięcie doświadczonych fachowców i zastąpienie ich politycznymi nominatami bez odpowiednich kwalifikacji też może przynieść osłabienie państwa. Generalnie, pozbycie się funkcjonariuszy obalonego reżymu jest zasadne i wskazane, choć w odniesieniu do polityki PiS zabezpieczającego kariery różnym Misiewiczom i Jannigerom (ten ostatni zresztą, jest obywatelem USA na stałe zamieszkałym w tym kraju, o czym też warto przypomnieć), uzasadniony jest daleko posunięty sceptycyzm.

Wyrazem zwykłej małości charakteru jest natomiast odbieranie emerytur, odznaczeń, stopni wojskowych, honorów, a nawet grobów i miejsc na cmentarzach dawnym funkcjonariuszom komunistycznym. Nie wzmacnia to państwa, lecz je osłabia przez obniżenie jego wiarygodności, okazuje się bowiem, że zmiana ekipy rządzącej może spowodować wycofanie się państwa z powziętych wcześniej przez nie zobowiązań. Takiemu państwu nikt nie będzie chętny służyć, zwłaszcza jeśli miałoby to się wiązać np. z zawierzeniem mu dóbr, których upublicznienie mogłoby zagrozić bezpieczeństwu funkcjonariusza lub jego bliskich. Postępowanie takie łamie też często zasadę iż „prawo nie działa wstecz”, w ten sposób obniżając również rangę decyzji i norm ustalanych współcześnie.

Jak już jednak wspomnieliśmy wyżej, przedstawione tu dylematy dziś nabierają już charakteru w coraz większym stopniu li tylko teoretycznego. Bardziej aktualną kwestią jest usuwanie z przestrzeni publicznej upamiętnień i obiektów symbolicznych z okresu komunizmu. Jak poważne rodzą się tu niebezpieczeństwa, unaocznia przybierająca w pewnym okresie niebezpiecznie na sile paplanina polityków PiS na temat ewentualnego wysadzenia w powietrze Pałacu Kultury w Warszawie, do czego zresztą zgodnie szczuli również funkcjonariusze historyczni z IPN, a nawet niektórzy wojskowi.

O ile fantazje na temat wysadzenia w powietrze symbolu współczesnej Warszawy były, mimo wszystko, dość dalekie od materializacji, to już aktualnym problemem stały się zmiany nazw ulic i innych obiektów użyteczności publicznej, a także demontażu pomników i mauzoleów. Wskażmy kilka tez, wedle których naszym zdaniem proces taki powinien przebiegać:

  1. Usunięte powinny zostać wszelkie upamiętnienia sowieckich „wyzwolicieli” naszego kraju. Analogicznie, powinno się usunąć wszelkie pomniki i nazwy będące „dowodami wdzięczności” dla innych narodów jak Francja czy Stany Zjednoczone. Zniknąć powinny zatem wszystkie pomniki i nazwy ku czci Armii Czerwonej, „polsko-radzieckiego braterstwa broni”, ale też Woodrowa Wilsona, Napoleona Bonaparte, Charlesa de Gaulle’a, Ronalda Reagana itp. Państwo polskie powinno w swojej polityce historycznej lansować tezę, że Polacy zawdzięczają niepodległość tylko sobie, osiągnęli ją zaś swoją własną pracą i walką.
  2. Usunięte powinny być wszelkie upamiętnienia postaci i ruchów, których jedyny powód upamiętnienia i wszystkie „zasługi” zawierały się w ich wkładzie w rozwój ideologii i ruchu komunistycznego i lewicowego. Kwalifikują się tu na przykład postaci takie jak Róża Luksemburg, Ludwik Waryński, Marcin Kasprzak, Brygady Międzynarodowe z czasów wojny domowej w Hiszpanii etc.
  3. Usunięte powinny być wszelkie upamiętnienia postaci splamionych zdradą Polski lub walką przeciw Polsce. Wymienić można tu dla przykładu Zygmunta Berlinga, Karola Świerczewskiego, Konstantego Rokossowskiego, Feliksa Dzierżyńskiego itp. Szanujące się państwo ani naród nie mogą czcić zdrajców ani renegatów pracujących i walczących dla innego państwa, częstokroć przeciwko swojemu własnemu państwu i narodowi. Z tego samego powodu powinno się usunąć wszelkie upamiętnienia postaci i środowisk takich jak Ryszard Kukliński, Zbigniew Brzeziński, Jan Nowak-Jeziorański, Radio Wolna Europa etc.

Z kategorii upamiętnień wyłączone powinny zostać oczywiście groby i cmentarze, choć już nie mauzolea. Rozkopywanie grobów, ekshumacje, skuwanie napisów nagrobnych to pomysły iście barbarzyńskie, które mogły zalęgnąć się w głowach jedynie zideologizowanych hunwejbinów „dobrej zmiany” z IPN. Cywilizowany człowiek, chrześcijanin i Europejczyk, nie jest hieną cmentarną i nie plądruje ani nie profanuje grobów i cmentarzy – również swoich przeciwników politycznych i poległych w swoim kraju żołnierzy wrogich armii. Nie rozumieć tego mogą tylko budzące odrazę kanalie z IPN.

Przejdźmy na koniec do wymienienia kryteriów, które kwalifikowałyby dane upamiętnienie do pozostawienia, pomimo tego że powstało ono w okresie komunistycznym i upamiętnia komunistów lub osoby i środowiska w komunizmie cenione:

  1. Zachowane powinny zostać upamiętnienia postaci, ruchów, organizacji i środowisk, które, pomimo tego że były komunistyczne, wniosły obiektywne zasługi dla Polski. Można by tu dla przykładu wymienić Armię Ludową i Gwardię Ludową zasłużone walką z Niemcami i poniesionymi w niej ofiarami. Kwalifikowali by się tu również patriotyczni i zasłużeni dla sprawy polskiej dostojnicy i funkcjonariusze komunistycznego państwa oraz działacze społeczni i uczeni z okresu PRL jak Wilhelm Szewczyk, Jan Rychel, Edmund Osmańczyk, prof. Stanisław Kulczyński itp. Zauważmy, że upamiętnienia tych wszystkich wielce zasłużonych dla Polski i polskości osób, PiS bezczelnie usuwa i podmienia na groteskowy kult swojego partyjnego prezydenta, który był politykiem miernym, nieudolnym i pozbawionym zasług, i który – gdyby nie jego przedwczesna śmierć w czasie pełnienia urzędu – niczym by się nie zapisał w historii Polski, ani nawet nie miał szansy powtórzyć kadencji.
  2. Zachowane powinny zostać upamiętnienia tych wszystkich osób publicznych, ruchów, organizacji i środowisk, które pomimo działania w systemie komunistycznym lub nawet faktycznego reprezentowania komunizmu, położyły zasługi dla dorobku i światowego dziedzictwa ludzkości, lub też reprezentowały uniwersalnego znaczenia cnoty i przymioty. Można by tu wymienić dla przykładu Wincentego Pstrowskiego, Jurija Gagarina, Walentynę Tierieszkową, Maksyma Gorkiego, Siergieja Eisensteina itp.

Nasz antykomunizm, w przeciwieństwie do „antykomunizmu” PiS-owskiego, nie jest kamuflażem i wehikułem dla antyrosyjskości, atlantyzmu, ani porachunków klik z kręgu dawnej „Solidarności” z klikami z kręgu dawnej PZPR. Nie wynika również z liberalizmu ani z demoliberalizmu. Nasz antykomunizm uzasadnia się odrzuceniem tego wszystkiego, co należąc do samej esencji komunizmu, jest ze swej istoty fałszywe i przesądza przez to o błędności całej doktryny komunistycznej. A są to treści wspólne dla komunizmu i kapitalizmu oraz liberalizmu, toteż drugą stroną i koniecznym rewersem antykomunizmu jest dla nas antykapitalizm i antyliberalizm. Antykomunizm to po prostu jeden z aspektów antymodernizmu, którego inną stroną są antyliberalizm i antykapitalizm.

Jesteśmy więc antykomunistami, ponieważ kierujemy się ku transcendencji, stoimy po stronie: autorytetu, wspólnoty, porządku, osoby, twórczości, solidaryzmu, kultury i tradycji, zakorzenienia i ojczyzny, rodziny i rodzicielstwa, tożsamości i idei. Jesteśmy antykomunistami, ponieważ jesteśmy antykapitalistami, a komunizm, pozorując negację kapitalizmu, był tak naprawdę jego sojusznikiem w zwalczaniu Tradycji. Odrzucając modernistyczną esencję kapitalizmu, nie sposób nie być antykomunistą. Każdy więc szczerze buntujący się przeciw demoliberalnej i kapitalistycznej tyranii, jeśli tylko prawidłowo zrozumie istotę swego buntu i istotę kapitalizmu, właściwie identyfikując przyczyny swojej niezgody na kapitalizm, musi też stać się antykomunistą.

Autor: Ronald Lasecki

/W warunkach dysfunkcji mojego wzroku, w przygotowaniu tego wpisu pomogła mi żona. Prawdopodobnie tak będzie i w przypadku ewentualnych kolejnych materiałów. Muszę ją tylko do tego przekonać. BJ/

WYBRANE KOMENTARZE

// (np. amerykański program International Visitor Leadership w którym polscy politycy uczestniczyli już od lat 1970.)//

Rosjanie od ’96 do 2001 r.

Arjanek 18.04.2018 10:57:46

@

//Ideami orientacyjnymi dla niej powinny być:

1. teizm;
2. państwocentryzm;
3. tożsamość;
4. ciągłość historyczna (konserwatyzm).//

Czy on chce budować Izrael w tej Rosji…

Arjanek 18.04.2018 11:24:17

Pozdrawiam autora i propagatora

żałując, iż autor nie może odpowiedzieć na krytykę fałszywej propagandy zawartej w tekście,

nie będę się więc zajmował analizą lansowanych tez.

erudycja autora nie czyni jego myśli słusznymi, a nawet tylko prawdziwymi.

interesariusz z PL 18.04.2018 11:40:18

Komunizm spowodował śmierć głodową 100 mln osób!

Lasecki napisał:

Nigdy zatem dość przypominania, że blok komunistyczny zawalił się pod ciężarem swojej ekonomicznej niewydolności, a znakomita większość z około 100 mln śmiertelnych ofiar międzynarodowego komunizmu nie zginęła od kuli czekisty, lecz zmarła z głodu.

Co za bełkot! Gdzie powołanie się na dane statystyczne, chociażby systematycznego wzrostu ludności ZSRR w latach międzywojennych?

Cytuję z artykuliku „Czy dzień 23 sierpnia należy czcić jako Dzień ZwycięstwaCul-Capita/Żopogława, Niewidzialnego PANA Zachodu?” http://markglogg.eu/?p=1298 :

Otóż jak podaje Piotr Eberhard w książce „Geografia ludności Rosji”, Warszawa 2002, „Jedynymi pewnymi danymi odnoszącymi się do demografii ZSRR w latach 1922-1939, są dane ze spisów powszechnych z 1926 i 1937 roku”. Na stronie 92 tej książki możemy znaleźć tabelę, która podaje, że między tymi, odległymi o 11 lat spisami ludności, w ZSRR nastąpił przyrost ludności aż o 17,5 miliona (161 753 000 – 144 328 000), czyli dokładnie o 12 %, średnio o 1,1 % rocznie. Całkiem niezły przyrost naturalny, choć w istocie liczba Ukraińców zmniejszyła się wtedy kosztem znacznego zwiększenia się populacji deklarującej się jako rosyjska. Według Eberharda ta rusyfikacja wystąpiła szczególnie silnie na wschodniej Ukrainie. Wniosek: pomimo odczuwalnego wtedy głodu, żadnego ludobójczego „hlodomoru” nie było, co do dziś utrzymuje obalony „Majdanem” prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowicz.

Natomiast ma całkowitą rację Lasecki stwierdzając iż:

„Gdyby jednak źródłem marksizmu w Polsce była np. Austria, Francja, Wielka Brytania lub Stany Zjednoczone- antykomunizm, którym tak się dziś pysznimy, najpewniej byłby u Polaków dużo słabszy, a może nawet nie pojawił by się w ogóle. Gdyby najważniejszym państwem marksistowskiego socjalizmu były Stany Zjednoczone, Polacy byliby najprawdopodobniej najwierniejszymi wyznawcami marksizmu i najbardziej nieprzejednanymi obrońcami komunistycznej ortodoksji.”

Jest to wynik różnicy ideologicznej między Kościołem Zachodnim a Prawosławnym i o tym „ponadczasowym” zjawisku pisałem niedawno w tekście publikowanym, m.in., przez http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/03/ironia-hasla-polska-chrystusem-narodow/

A dobrym przykładem kraju, w którym komunizm przyszedł z Zachodu jest Słowacja, która została „skomunizowana” dopiero w 1948 roku, po komunistycznym zamachu stanu jaki zrobili Czesi w Pradze. I rzeczywiście, na Słowacji – a mam tam b. dobre kontakty – nikt dekomunizacji w stylu polskim nie przeprowadza, pomniki Armii Czerwonej są odremontowane, rząd nie wydalił – choćby symbolicznie – jakiegoś pracownika ambasady Rosji „w zemście” za otrucie rusko-angielskiego agenta Skirpala itd.

Gasienica 18.04.2018 11:41:00

@Gasienica 11:41:00

komunizm nie zawalił się z powodu „ekonomicznej niewydolności”, tylko dlatego, że ktoś inny, wrogi komunizmowi, miał ekonomiczne i materialne fory po wojnie, w konsekwencji mógł plądrować świat dzięki maszynce do druku pieniędzy oraz, w konsekwencji, kradzieży głów, i umysłów.

interesariusz z PL 18.04.2018 11:46:49

Doskonały artykuł, dziękuję za jego przytoczenie

Bardzo dobrze został ukazany fałszywy antykomunizm warszawskiego rządu okupacyjnego i w samo sedno porównanie kapitalizmu i marksizmu, z tym że nie zgodzę się, że konsumpcjonizm jest celem ostatecznym. Jest nim zniewolenie i kompletne zubożenie mas i wyodrębnienie wąskiej klasy posiadaczy, co zresztą już się dzieje, skoro połowa zasobów ziemskich jest w rękach wąskiej grupy osób. Współpraca USA z Chinami wcale nie powinna dziwić, bo panują w nich systemy równie wrogie człowiekowi, który jest tylko trybikiem w maszynie, potrzebnym tak długo, jak potrzebna i użyteczna jest maszyna. Równie wielkie różnice ekonomiczne dzielą członków obu tych społeczeństw, pomimo, jak by się wydawało, przeciwstawnych systemów.

Wiele lat temu, moim pierwszym wrażeniem, pierwszą refleksją osoby urodzonej i wychowanej w PRLu z krótkiego pobytu na Zachodzie, było uderzające podobieństwo PRL-owskiego socjalizmu i północnoamerykańskiego kapitalizmu. Jawiły się one jako dwie strony tej samej monety, obie zmuszające do nieustannej, niewolniczej pracy i charakteryzujące się nieustającym dążeniem do gromadzenia dóbr materialnych, choć z innych względów: w socjalizmie – z powodu ich chronicznego braku, a w kapitalizmie – z powodu ich oszałamiającego nadmiaru. Niemniej jednak, pogoń za pieniądzem była – i jest – jednakowa, a ludzie traktowani są równie przedmiotowo.
Dziwiłam się też, dlaczego ludzie na Zachodzie sie temu poddają, przecież można się zadowolić starszym modelem czegokolwiek, poczynając od telewizora, a kończąc na domu i samochodzie, ale nie wiedziałam wtedy o tym, jak wielkie znaczenie ma konsumpcjonizm dla statusu społecznego. Pojęcie „fury, skóry i komóry” wtedy jeszcze nie istniały.

„Tak jak w kapitalizmie, tak też w komunizmie szczęście człowieka mierzy się wielkością jego materialnego stanu posiadania i konsumpcji. Tak jak kapitalizm, tak też komunizm jest więc konsumpcyjnym materializmem, przez to zaś powodem duchowego i fizycznego skarlenia człowieka, jego moralnej dekadencji, uwiądu jako autonomicznej i podmiotowej osoby.”

Sedno! Niestety.

Cały rozdział zatytułowany „Dlaczego jesteśmy antykomunistami” to kopalnia wiedzy w pigułce. Oby stała się ona powszechna.

5*

Lotna 18.04.2018 13:01:30

@interesariusz z PL 11:46:49

Och, na miłość boską, nie przesadzaj!
Chcesz ludziom wmówić, że centralna gospodarka oderwanych od rzeczywistości, narzuconych przedsiębiorstwom planów rocznych i pięcioletnich to było to?
To była droga do sukcesu, gdyby nie imperialistyczne zapędy kapitalizmu?
Kto był tak naprawdę wrogi komunizmowi? Czy nie widzisz, że to jest tylko grą? To przeczytaj powyższy artykuł.

Lotna 18.04.2018 13:15:52

Głównym powodem upadku III RP będzie brak zrozumienia Polskiej Racji Stanu

Szanowny Bogusławie,

Witam Cię, jak mogę najserdeczniej – na łamach Neon24.pl.

Mam ogromną nadzieję, że Twoje Zdrowie – jakoś się ustabilizuje a różne problemy związane z Twoim wzrokiem – znikną z pola widzenia…

Mam ogromną nadzieję, że będziesz tu na stałe.

Dziękuję również i kłaniam się nisko Twojej małżonce.

Twój artykuł – typowo w Twoim stylu, jest trudnym do zrozumienia opracowaniem bardzo istotnego tematu obecnej, polskiej rzeczywistości.

Kolejny dowód na to, Polska, coraz bardziej staje sie krajem rozmaitych paradoksów, które są narzucane na społeczeństwo, poprzez rozmaite wpływy opcji politycznych, które zarządzają czasowo naszym krajem.
Takie działania są bardzo niebezpieczne, prowadzą do szybko rosnącej polaryzacji społeczeństwa.

W większości cywilizowanych krajów świata: USA, Rosja, Chiny, Niemcy, Wlk Brytania, Francja, Brazylia – politycy, którzy rządzą danym krajem, bez względu nawet na różnice ideologiczne – zawsze i przede wszystkim, kierują się interesami państwa, które reprezentują.

Natomiast żadna Polska Partia polityczna, która ma swoich posłów w Parlamencie – nie reprezentuje Polskiej Racji Stanu.

Moim zdaniem, brak zrozumienia Polskiej Racji Stanu, przez obecnych przywódców naszego kraju – będzie głównym powodem upadku III RP.

Pozdrawiam najserdeczniej

Ryszard Opara

Ryszard Opara 18.04.2018 13:27:01

Komu służyć?

Nicolás Gómez Dávila: „Jeśli zapominamy, że być wolnym to poszukać sobie pana, któremu powinniśmy służyć, wówczas wolność nie jest niczym innym jak tylko absolutną szansą, że rozkazywać nam będzie pan najbardziej nikczemny.”

Ten cytat w pełni wyjaśnia to, dlaczego powinniśmy służyć Amerykanom, a nie Rosjanom. Polska nie może być neutralna, musi sobie znaleźć pana. Jeśli od wszystkich się odetniemy i zachcemy budować samodzielną siłę militarną to będziemy mieć absolutną szansą, że popadniemy w niewolę państwa najbardziej nikczemnego – czyli Rosji. Kogo więc mamy sobie wybrać jako naszego suzerena? Niemców? Francję? Moim zdaniem Amerykanie są najlepsi, ich okupacja jest najlepsza. Wszystkie kraje, które okupowali oni lub Brytyjczycy kwitną, a wszystkie kraje okupowane przez Rosję to ruina. Więc w ogóle nie ma o czym gadać. Wszelkie kumanie się z Rosją to dla nas ruina. Bo to najbardziej parszywe, niewolnicze państwo. To inna, obca nam, cywilizacja. Cywilizacja zaborcza, destrukcyjna, zła. Rosja była, jest i będzie naszym największym zagrożeniem. Ich okupacja zwana PRL zniszczyła Polskę i materialnie, i mentalnie milionkroć bardziej niż okupacja niemiecka.

GPS 18.04.2018 13:30:17

@GPS 13:30:17

„Wszystkie kraje, które okupowali (Amerykanie) kwitną”!!!
To jest najbardziej durne stwierdzenie jakie słyszałem od wielu lat.
Szok! Czy tobie za to płacą? Przecież nie można być aż tak ślepym – to niemożliwe.

Robik 18.04.2018 13:56:55

@GPS 13:30:17

Mówisz, ze wszystkie okupowane przez USrael kraje kwitną. Czy miałeś na myśli Wietnam, Afganistan, Irak czy Syrię?

Dobrze wiesz, że Ameryką nie rządzą Amerykanie tylko żydzi więc praktycznie podlegamy pastuchom z nad Jordanu.

matterhorn 18.04.2018 14:32:47

@matterhorn 14:32:47

Kraje zachodnie to kraje bandyckie od wielu setek lat.
Wystarczy rzut oka na ich historię.
Mordowali się wzajemnie od 1000 lat.
Potem epoka kolonializmu i rasizmu trwająca ponad 500 lat kiedy to mordowali na całym świecie… zbrodnie były potworne , niewyobrażalne..
Na tych zbrodniach na niewolnictwie i na rasizmie wyrosły całe pokolenia „elit” zachodnich.. te elity stały się rodowe i obrzydliwie bogate na kolonialnym i niewolniczym wyzysku.
USA też tak powstały .. wyrżnięto lokalną ludność zajęto siła wszystkie tereny wprowadzono niewolnictwo i rasizm….

Ta epoka trwała do końca II wojny światowej.
Po wojnie kraje skolonizowane zaczęły się kolejno wyzwalać spod kolonialnego „uścisku”. ZSRR był tym który tym krajom pomagał.
Cała zimna wojna polegała na tym że Ruskie chcieli by kraje się wyzwoliły
(czyli chcieli tego co dzisiaj świata wielobiegunowego) a globalni kolonialni bandyci chcieli wszystkich zasobów świata dla siebie…
Ten stan trwa do dzisiaj..

Jedyna różnica ~to taka że w USA i w Anglii kapitalizm wyhodował nową żydowską Oligarchię która stała się silniejsza od tych starych zdegenerowanych rodowych oligarchii..
Oligarchie żydowskie mają taki sam cel jak miały oligarchie rodowe.
Jak widać każda „oligarchia” prowadzi do skrajnej demoralizacji i zbrodniczej chciwości..
Wystarczy przypomnieć Oligarchie Papieskie w okresie ostatnich 1000 lat… ile tam było zbrodni ile amoralności…a to byli „pierwsi po Bogu”
O oligarchii kościelnej niższego szczebla nie ma co gadać…

Konkludując zachód od 1000 lat bogaci się na grabieży, niewolnictwie, rasizmie i zbrodni… Taką politykę trzeba było przykryć odpowiednią propagandą, interpretacją… i na zachodzie zrodziła się „technologia” skrajnego zakłamania obłudy fałszu…,
Widzimy to na co dzień w ich mediach..

I na tym tle jak ktoś mi mówi że Polska należy do „świata zachodniego” to mam ochotę dać mu w pysk… bo w istocie mówi mi że Polska też jest bandyckim krajem takim jak kraje zachodu.
A tak do mnie gadają różne głupki lub agenty od 89r z mojego Telewizora

To mnie i mój kraj obraża głęboko i dotkliwie.

Bandytyzm międzynarodowy niemal zawsze osadza się na zdegenerowanych bogactwem i władzą Oligarchach który bogactw i władza dają poczucie absolutnej bezkarności.

Oscar 18.04.2018 15:56:54

@programista 14:50:19

Cywilizacja ludzka powinna służyć ludziom .. wszystkim a nie „wybranym” Oligarchom klechom, politykom, i ich sługusom.

Przemysł to powinno być narzędzie do zaspokajania potrzeb społeczeństwa a nie maszynka do bogacenia się nielicznych oligarchów..a tak jest teraz.
Pęd za zyskami chciwość oligarchów prowadzi z jednej strony do wyzysku pracowników a z drugiej strony do degradacji środowiska naturalnego (rabunkowa gospodarka)
Z trzeciej strony prowadzi do agresywnej reklamy i technik promocji które ludziom szkodzą.. np dodatki smakowe które zmuszają ludzi do żarcia ponad miarę…albo dodatki do soków które powodują że pragnienie nie znika…już nie wspomnę o chemii która obniża koszty ale za to truje konsumentów..

itd itp

Oscar 18.04.2018 16:03:18

@GPS 15:38:54

Na mądry komentarz można odpowiedzieć merytoryczną odpowiedzią, natomiast głupi może liczyć co najwyżej na przysrywanki. Twój niestety, zalicza się do tych drugich.

Lotna 18.04.2018 16:10:22

@GPS 13:30:17

„Nicolás Gómez Dávila: „Jeśli zapominamy, że być wolnym to poszukać sobie pana, któremu powinniśmy służyć, wówczas wolność nie jest niczym innym jak tylko absolutną szansą, że rozkazywać nam będzie pan najbardziej nikczemny.”
Ten cytat w pełni wyjaśnia to, dlaczego powinniśmy służyć Amerykanom, a nie Rosjanom. Polska nie może być neutralna, musi sobie znaleźć pana. Jeśli od wszystkich się odetniemy i zachcemy budować samodzielną siłę militarną to będziemy mieć absolutną szansą, że popadniemy w niewolę państwa najbardziej nikczemnego – czyli Rosji”.

Pragnę zauważyć że interpretujesz bezmyślnie. Nawet nie zrozumiałeś że chodzi o wolność. – A wolność jest wtedy kiedy panem człowieka jest to co w nim najlepsze, a to są idee, wartości i Bóg na pierwszym miejscu.
Nie ludzie, nie imperia, nie „Amerykanie”, czy „Rosjanie”.
Jak Ty to w ogóle wydedukowałeś że pozostaniemy wolni?

Tak samo i z narodem – kiedy panują w nim najwyższe standardy moralne, kiedy ład życia publicznego w Państwie opiera się o jednoznacznie i powszechnie zrozumiałe standardy moralne z górnej półki – w Polsce według moralności narodu polskiego.

Umowy międzynarodowe też muszą się opierać o jednakowo rozumiane wspólne ludzkie cele, oraz jednakowo rozumianą moralność (nadto prawość, sprawiedliwość i prawdę).
– To dopiero w tych warunkach możemy mieć grę polityki i korzyści do których ona zmierza w tym prawa dla ochrony wolności (dobrze rozumianej).

miarka 18.04.2018 16:28:22

@GPS 15:38:54

Właśnie od 30 lat jesteśmy pod Amerykańską okupacją i kwitniemy…
Z tego dobrobytu i bogactwa tak się Polakom w głowach poprzewracało, że jak nigdy przedtem padają rekordy w liczbie samobójstw.
Do tej pory nie rozumiałem tego zjawiska ale dzięki tobie wszystko się wyjaśniło: to ze szczęścia!

Robik 18.04.2018 16:31:33

@GPS 13:30:17

Czy Nicolásowi G. Dávili nie chodziło aby o to, żeby za pana wybrać sobie Boga?

PiotrZW 18.04.2018 16:44:44

@GPS 13:30:17

Znakomita analiza bo w pełni wolny nie jest nikt czyli jakąś część wolności trzeba komuś oddać , czasy PRL zawłaszczył ZSRR i nikt o elementarnym rozsądku nie będzie ponownie się pchał w objęcia Rosji

puuuq 18.04.2018 17:47:55

@GPS 13:30:17

Po co? Nawet takiego zamiaru. Kto by chciał. To nonsens! Pan nie ma bladego pojęcia! Broń Boże, do tej samej rzeki dwa razy się nie wchodzi!
Rosja nie zamierza a nawet nie chce nikogo okupować ani militarnie ani ekonomicznie. Żyj se Pan spokojnie.

fretka 18.04.2018 18:25:05

@Lotna 13:15:52

z całą pewnością słowo „komunizm” co innego znaczy dla Ciebie, a co innego dla mnie.

W sensie centralnego planowania i pomocy firmom gospodarka Japonii po 2WŚ była bardziej „komunistyczna” niż nasza.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:16:45

@Ryszard Opara 13:27:01

Co jest najgorszą polską bolączką ?

To, że sędziowie udają wtórnych analfabetów i udowadniają, że nie rozumieją tekstów pozwów, już nic nie mówiąc o aktach.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:18:22

@programista 13:28:02

a co z utopijnym kapitalizmem? nie ma takiego? Może kapitalizm jest realną drogą do zguby, podobnie jak wojna.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:21:55

@Robik 13:56:55

GPS to bardzo przebiegły propagandzista. Kiedyś z nim polemizowałem, teraz wydaje mi się, że szkoda czasu. Ale przeciwstawiać się tej korwinowskiej wizji świata trzeba.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:23:28

@GPS 15:38:54

sam zachowujesz się podobnie, przeciwstawne argumenty spływają po Tobie jak po kaczce.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:24:30

@Oscar 15:56:54

wszystkich rabują równo przy pomocy emisji dolara. Każdego z nas obrabowali.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:25:35

@Oscar 16:03:18

najgorszym przejawem kapitalizmu jest handel „własnością intelektualną”, przez nią nikt nie może używać własnego mózgu, no bo ktoś pierwszy przecież już wymówił słowo „mama”.

interesariusz z PL 18.04.2018 19:27:06

@puuuq 17:47:55

zawłaszczył ?

a co Polacy zrobili, aby się obronić przez Niemcami?

interesariusz z PL 18.04.2018 19:28:58

Opublikowano za: http://jeznach.neon24.pl/post/143322,nasz-antykomunizm

Wypowiedz się