„Antysemita” = ”wróg ludu”, czyli wymyślili Żydzi, udoskonalili neomarksiści, też Żydzi ( cześć II)

Prezentujemy znakomity tekst II części artykułu, stanowiącego wiwisekcję słowa „antysemityzm” – jego rodowodu, znaczenia i zastosowania jako „knebla” merytorycznej dyskusji na argumenty !!! Pierwszą cześć można przeczytać na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/06/slowo-antysemityzm-skad-po-co-i-dla-kogo-czyli-umysl-zniewolony-i-umysl-niepodlegly/

Redakcja KIP

 

SPIS TREŚCI 

  1. HISTORYCZNE ŹRÓDŁA REWOLUCYJNEGO POJĘCIA „ANTYSEMITYZM”
  2. JUDAIZM, TALMUDYZM I SYJONIZM JAKO ŚRODOWISKO POWSTANIA TERMINU ANTYSEMITYZM
  3. „SŁOWA PIĘTNUJĄCE” JAKO GŁÓWNA BROŃ INFILTRACJI MEDIÓW I JĘZYKA PRZEZ MARKSIZM KULTUROWY
1. HISTORYCZNE ŹRÓDŁA REWOLUCYJNEGO POJĘCIA „ANTYSEMITYZM”

Termin „antysemityzm” nie spełnia warunków, standardów pojęcia rozumnego, jasnego, zdefiniowanego.

Słowo to służy głównie walce politycznej i cywilizacyjnej, wyodrębnieniu (wyłowieniu), wykluczeniu i oskarżeniu przeciwnika politycznego, kulturowego, religijnego, ekonomicznego lub po prostu przeciwnika w dowolnej dyskusji.

Wielość i płynność znaczeń dowolnie dobieranych przez oskarżającego o antysemityzm czynią z tego terminu klasyczny przykład tzw. pojęcia-worka, pojęcia z gumy lub – jak mówią Niemcy – pojęcia gąbki.

Takie obrazowe nazwy oddają tylko część specyfiki tego terminu językowego, bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie nazwie go pojęciem. O wiele pełniejsze analogie „antysemityzmu” możemy znaleźć w nowożytnej historii.

Będzie nim propagandowy i pseudoprawny pogardliwy termin „wróg ludu” legitymizujący używanie przemocy wobec dowolnie wybranej osoby lub grupy osób, używany na masową skalę 2 razy w historii: przez francuskich rewolucjonistów (ennemi du peuple) oraz przez bolszewików (bраг народа).

Cechą gatunkową tego terminu jest to, iż osoby nim określone nie są w stanie mu zaprzeczyć żadnym ze znanych  sposobów (intelektualnym, prawnym). Mimo że jest tylko słowem, ma on rangę piętna niezmywalnego, klątwy nie do zdjęcia, dlatego może być nazwany „słowem-czynem”, „słowem-działaniem”, „słowem-aktem”, analogicznie jak to było w magii antycznej.

Używany był więc przez władzę rewolucyjną dla określenia swojego przeciwnika politycznego. Każdy tak nazwany stawał się wrogiem i tym samym władza uzurpowała sobie prawo („prawo pozaprawne”) do stosowania wobec niego nadzwyczajnych i surowych środków.

Jak zwięźle ujmuje to Wikipedia:W ten sposób osoba okrzyknięta wrogiem ludu mogła stać się celem represji ze strony rewolucyjnego państwa, stosowanej prewencyjnie dla zapobieżenia potencjalnym wrogim aktom”.

Ważne jest, iż termin ten może, lecz nie musi być terminem ujętym w obowiązującym prawie. Dlatego też rację ma Norman Finkelstein, odważny żydowski uczony, który ukuł minidefinicję: „antysemityzm” to broń polityczna (i źródło dochodów z przemysłu holokaust – jak opisał w innym, niż wspominane przez mnie dziele).

We Francji podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej stał się terminem prawnym (karanym śmiercią)  dopiero po kilku latach używania.

Przyspieszone postępowanie dla wszystkich „wrogów ludu” przed Trybunałem Rewolucyjnym przebiegało bez sporządzania pisemnego wyroku i bez możliwości apelacji.

W ZSRR był w powszechnym użyciu propagandowym, chociaż w prawie nie występował jako odrębny typ przestępstwa. Był natomiast nadrzędną kategorią nazywającą wroga, do której  zaliczano wszystkie osoby skazane z tzw. politycznych artykułów kodeksów karnych obowiązujących w ZSRR.

Widzimy tu wiele wspólnych cech gatunkowych dla pojęć „wróg ludu” i „wróg Żydów”, czyli„antysemita”:

a) daleko posunięta uznaniowość w określeniu, kto jest „ludem” i kto jest „Żydem” i czym jest „wrogość”;
b) funkcjonowanie pozaprawne (z mocy „wyższej instancji”);
c) nadrzędność kategorii „wróg ludu” i „antysemita”;
d) brak szczegółowego uzasadnienia uznania winy bycia „wrogiem”;
e) brak możliwości jakiejkolwiek apelacji;
f) zastosowanie przemocy fizycznej lub semantycznej;
g) prewencyjność represji (wyraźny rys tradycji judaistycznej, gdyż pierwszy „wróg ludu” – Haman z Księgi Estery, jego synowie oraz 75 tys. Persów zostają „prewencyjnie ukarani” śmiercią, wniosek z tego, że Żydzi opór przeciw ich nieintegrowaniu się nazywają… spiskiem albo… sprzyjaniem teoriom spiskowym, wielce to sprytne;
h) nadzwyczajność środków represji i nadużywanie propagandowe.

Język rosyjski naprowadza nas bezpośrednio na skojarzenie terminu „wróg ludu” z „antysemitą” jako wrogiem Żydów, ponieważ zarówno w zwrocie „wróg ludu” jak i w nazwie „naród wybrany” mamy w tym języku to samo rosyjskie słowo: народ.

Uzyskujemy więc pokrewne nazwy: wróg narodu i naród wybrany, co nasuwa niebanalne skojarzenie na temat możliwego, prawdziwego znaczenia słowa „antysemita”, czyli że  „antysemita” to po prostu „wróg narodu wybranego”, czyli wróg samej idei wybraństwa.
Natomiast przyczyną nadania słowu „antysemityzm”, wyjątkowego znaczenia w skali globu, a co za tym idzie objęcia nadzwyczajną ochroną jednego tylko z narodów i jednej religii jest oczywistym skutkiem uproszczeń wielkościowych, które są rdzeniem żydowskiej tożsamości oraz jest przejawem… dyskryminacji wszystkich pozostałych nacji i wyznań.

Dlatego też narody nie akceptujące z powodów pryncypialnych jakiejkolwiek nacjonalistycznej manii wielkości powinny dążyć i będą zdążały do unikania posługiwania się słowem „wróg narodu (wybranego)”, czyli słowem „antysemita”.

Jak to jest okazane w analizie sensu prawnego inkryminowanego słowa, definicja nazwy „antysemita” brzmiąca, że jest to „wrogość wobec idei narodu wybranego” zdaje się być bliska prawdy.

Pokrewieństwo łowców antysemitów (funkcyjnych i dobrowolców) z praktykami klasycznie bolszewickimi sięga głębiej.

Jest czymś – nie boję się tego słowa – ekstremalnie bolszewickim określanie jednym i tym samym słowem dyskryminacyjnej i ludobójczej ideologii hitlerowców oraz zwykłych wypowiedzi krytykujących Żydów, żydów, kulturę, sztukę, religię, mentalność, system myślenia, „duszę” narodu żydowskiego oraz ideologię syjonizmu a także politykę i czyny państwa Izrael a także zwykłej niechęci (wrogości i odrazy, zrodzonych z odrazy do występku) do „rozpychającej się łokciami” w Europie antagonistycznej cywilizacji maszerującej przez nasze instytucje.

Nie tylko łamie to potencjalnie kilka paragrafów Kodeksu Karnego. Przede wszystkim łamie to jakikolwiek cywilizowany obyczaj i podstawowe warunki podjęcia interpersonalnej dyskusji.

A poprzez stosowanie represji prewencyjnych, przemocy wyprzedzającej różnego rodzaju (infamia, uszczerbek na czci, honorze, godności i dobrym imieniu, dogmatyczne deprecjonowanie i blokowanie badań naukowych, pomówienie, znieważenie i publiczne zniesławienie, groźba bezprawna) – staje się kryptoreligijnym narzędziem prymitywnej, podobnej do islamskiej, agresji kulturowej i cywilizacyjnej, swego rodzaju zamachem terrorystycznym na zasady zachodniej cywilizacji ze strony obcych trybunałów rewolucyjnych.

Jednym słowem, jest to próba zaprowadzania bolszewickich porządków, której jeśli będziemy ulegać, to zemści się na nas to analogicznie jak mści się zawsze uleganie bolszewickim wpływom na duszę polską i duszę Zachodu (por. Zdziechowski, Wpływy duszy rosyjskiej na duszę polską).

Styl, cel i naukowość różnorakich „dzieł”, podręczników poświęconych „antysemityzmowi” w niczym nie różnią się od stylu, celu i naukowości takich dzieł jak słynny „Słownik filozoficzny Rozentala i Judina” [nomen omen], czy też Słownik filozofii marksistowskiej, red. Tadeusz M. Jaroszewski [i in.], Warszawa: Wiedza Powszechna, 1982.

Uderzające pokrewieństwo z marksizmem wszelkich opracowań czy też „prac naukowych” dotyczących „zagadnienia” antysemityzmu nie powinno nas dziwić, wszak dokonana po II wojnie konstrukcja retoryczno-propagandowego terminu „antysemityzm” była dziełem nowych marksistów ze Szkoły Frankfurckiej.

Mówiąc językiem marksistowskim: zamiana „pojęcia” „wróg ludu” na „wróg ludu wybranego” („antysemita”) jest wyrazem odejścia od starych, zużytych poglądów oraz dowodem permanentności autentycznej rewolucji społecznej, której siłą napędową są masy ludu [wybranego] nie rezygnujące ze swojej historycznej, rewolucyjnej misji zmiatającej przeżytki reakcjonizmu, rewizjonizmu, renegactwa, idealizmu i obskurantyzmu. I, oczywiście, antysemityzmu, faszyzmu i ksenofobii.  ; )  Jak im przykazał Marks, Freud i Gramsci.

2. JUDAIZM, TALMUDYZM I SYJONIZM JAKO ŚRODOWISKO POWSTANIA TERMINU ANTYSEMITYZM

Narodziny słowa „antysemicki” miały miejsce w 1860 r. w głowie talmudysty i syjonisty (członka koła syjonistycznego) Żyda Moritza Steinschneidera na długo przed tym, nim posłużył się nim niemiecki publicysta Wilhelm Marr. Encyklopedie raczej pomijają ten fakt eksponując rzekome niemieckie początki tego słowa, nie wierzmy im więc za bardzo. Autor słowa „antysemicki” studiował Talmud pod kierunkiem Rabbiego Nahuma Trebitscha. Ojciec autora neologizmu „antysemicki” był jeszcze wybitniejszym talmudystą niż syn.              

Ilustracja. Talmudysta i syjonista Moryc Steinschneider, (uczeń rabina Nahuma Trebitscha), który wymyślił słowo-młot na gojów, czyli „antysemicki” („antysemitisch”). Nauczyciel Steinschneidera – Trebitsch był synem hazzana z praskiej Synagogi Staronowej, w której, co ciekawe i znamienne nienawiść do krzyża objawia się w  rzadkiej, krzyżowo-żebrowej konstrukcji, gdzie sklepienia posiadają dodatkowe piąte żebro, niemające uzasadnienia konstrukcyjnego, a dodane w celu uniknięcia w wystroju synagogi motywu krzyża.

Ilustracja. Rabin Nehemiasz Trebitsch z obsesyjnie  „nienawidzącej krzyża”synagogi w Pradze, nauczyciel  pod którego kierunkiem zgłębiał Talmud twórca słowa „antysemicki”, które zrobiło w świecie żydowskim taką samą furorę i karierę i tak samo stało się użyteczne dla podtrzymywania tożsamości etniczno-religijnej, jak w  świecie  islamskim instytucja fatwy albo słowo kafir. 

Słowo „antysemicki” w skrócie oddawało stosunek samoizolującej się grupy rekonstrukcyjnej judaizmu do europejskich wartości, prądów myślowych i obyczajów.

Steinschneider stworzył to słowo, by „przyłożyć” Francuzowi Ernestowi Renanowi trafnie wypunktowującemu cywilizacyjną wsteczność Żydów. Ponieważ Renan był niepoślednim orientalistą (w tym także hebraistą, autorem gramatyki hebrajskiej i chaldejskiej), można go było pokonać nie intelektem, tylko ciosem „w głowę”, czyli skrytą inwektywą i pokazem siły.

Inni żydowscy polemiści Renana, np. Daniel Abramovich Chwolson, czy też raczej kandydaci na polemistów, gdyż na Renana poziomie nie byli w stanie podjąć dysputy intelektualnej – nie odważali się na inwektywy.

Syjonista i talmudysta Steinschneider nie miał już tych skrupułów i zamiast odnieść się merytorycznie wymyślił słówko wytrych, słówko straszak, odpowiednik islamskiej fatwy.

Rabin czy też dowolny „uczony” talmudysta to odpowiednik islamskiego muftiego  (mufti – muzułmański prawnik i teolog wydający oficjalne interpretacje związane z islamem. Swoje decyzje ogłasza w formie fatwy) albo szyickiego  imama (imam – w szyizmie święty i przewodnik ummy będący potomkiem Alego i Fatimy, analogicznie każdy rabin lub talmudysta ogłasza się potomkiem Abrahama i Sary). Ci ogłaszają co jest antysemickie i  koszer,  a co nie, a tamci co jest  halal  a co nie i ogłaszają (nakładają) fatwę.

To pokrewne, lewantyńskie kultury (więcej o tym wiele wyjaśniającym pokrewieństwie tu: Islam kontra Zachód – wojna cywilizacji).

W swych prapoczątkach słowo „antysemityzm” jest zatem wyrazem odmowy integracji, a nawet dialogu ze strony antagonistycznej, obcej, archaicznej, przedchrześcijańskiej cywilizacji reprezentowanej przez silny, nacjonalistyczny ruch.

Środowisko, które wydało to słowo, to przykład odżywania judaizmu (w istocie raczej talmudyzmu) i sztucznego konstruowania jakiejś trwałej tożsamości żydowskiej (izraelskiej).

Ponieważ były to tendencje wynikające z parcia do restytucji żydowskiej ideologii wspólnotowej i nacisku na akcentowanie wszystkich odmienności i sprzeczności z kulturą europejską i chrześcijańską – jakiekolwiek pojęcia powstałe w kręgu żydowskich umysłowych ruchów tamtego czasu są agresywnie antyłacińskie i antychrześcijańskie. Wynikają wprost i reprezentują tylko i wyłącznie interesy nacjonalistyczne, religijne i polityczne jednej z europejskich mniejszości.

Przyjęcie tego słowa w obręb języka potocznego, posługiwanie się nim w tekstach naukowych i w wystąpieniach polityków, umieszczenie go w polskim tezuarusie, w narodowych zasobach leksykalnych może być rozpatrywane jako swego rodzaju masochizm intelektualny i emocjonalny lub jako mentalne samobójstwo.

Już u swych narodzin słowo to było na wskroś żydowskie, rzec można arcyżydowskie, nasycone odrzuceniem ogólnoludzkich zasad łacińskiej cywilizacji. I takie pozostało do dzisiaj.
Ze względu na swoją 100% talmudyczność nie zostanie porzucone przez Żydów w wyobrażalnej przyszłości.

W 1879 Niemiec Wilhem Marr (żonaty z trzema Żydówkami) utworzył organizację o nazwie „Liga Antysemicka” walczącą z za szybko rosnącym w siłę w Niemczech lobby żydowskim (kultura, ekonomia, rynek pracy, edukacja, sztuka). Organizacja ta nie miała absolutnie nic wspólnego z jakimkolwiek używaniem przemocy, ba, w swoim statucie kilkukrotnie wykluczała z możliwości bycia członkiem osoby dopuszczające choć cień takiej możliwości. Błędem jednak było dowartościowanie przez niemieckiego pisarza i działacza politycznego tego obcego, żydowskiego neologizmu, neologizmu z ducha stricte syjonistycznego.

Steinschneider, autor słowa „antysemicki”, należał do trzyosobowej grupy syjonistycznej  pracującej nad przygotowaniem odbudowy izraelickiego państwa w Palestynie (pozostali członkowie to Abraham Benisch i Albert Löwy). Stąd bardzo silny komponent semantyczny w słowie „antysemita” oznaczający „antysyjonistyczny”. 

Irracjonalność posługiwania się słowem „antysemita” jest identyczna, jak gdybyśmy nagle zaczęli posługiwać się arabskimi słowami kafir  lub  fatwa. Wtedy bezsens byłby widoczny od razu.

Widać tu spryt lobby żydowskiego, syjonistycznego, w tym, że słowo walczące o ich interesy sformułowali w jednym z języków europejskich, w języku niemieckim.

Arabowie na to nie wpadli. Gdy pod wpływem lobbowania za ciągłym używaniem tego słowa zaczynamy go używać, nie widzimy, że mówimy w obcym języku, że powtarzamy żydowską wersję arabskiego terminu  k  a  f  i  r   utworzoną w języku niemieckim (a n t y s e m i t i s c h) , że przez samo jego używanie SANKCJONUJEMY jego wrogą nam „słuszność”, jego treść skierowaną przeciw nam, przeciw podstawom naszej cywilizacji i państwa.

Wyobraźmy sobie polskiego prezydenta wykrzykującego w przemówieniu: „Nie będzie zgody na kafiryzm! Państwo polskie zawsze będzie walczyło z kafiryzmem! Bycie „niewiernym” to choroba!” Co wtedy byśmy pomyśleli o prezydencie, o takim państwie i o ludziach słuchających go, z których nikt nie widzi absurdu i grozy sytuacji?

Tymczasem, gdy przedstawiciele naszych najwyższych władz państwowych krzyczą wciąż o walce z antysemityzmem – nie reagujemy na paranoiczność takiej sytuacji i obłęd przejawiający się w tym, że wysoki przedstawiciel państwa polskiego krzyczy, że będzie bronił obcej wiary, obcego państwa (Izrael) i obcego narodu (diaspory)! Nie Polski, narodu polskiego i wiary Polaków! Tak był stosunek do Polski wśród elit władzy w wieku XVIII i I poł. wieku XX. Tak krzyczeli. Pamiętamy z niedawnych czasów, jak przedstawiciele polskich władz walczyli z wrogami ludu pokrzykując na wiecach: „Precz z wrogami ludu!”. 

Było tak: jeśli władza zaczynała  od krzyków: „Precz z wrogami ludu!”, był to znak, iż trzeba szykować transporty np. węgla, statków lub innych dóbr i gotówki do wschodniej centrali, która była w posiadaniu najlepszej definicji „wroga ludu”.

Jeśli   d z i s i a j   władza przy każdej okazji i bez okazji oraz bez powodu zaczyna krzyczeć: „Precz z antysemityzmem”, to znak, iż trzeba szykować przelewy i akty własności wysyłane do obydwu (Tel-Awiw i Nowy Jork) centrów najlepszej wiedzy o tym, kto jest antysemitą. 

Albo, przynajmniej szykować upadek edukacji humanistycznej w kraju, lub szykować swoją zdolność racjonalnego osądzania osób, rzeczy i zdarzeń do oddania w pacht cyrkowym łowcom niewolników w rodzaju Krońskiego, Baumana, Hartmana, Bilewicza, Pacewicza, Engelking. Co zresztą na późniejszym etapie także doprowadzi do transportów, przelewów i przejęć, bo jest tychże propedeutyką propagandową.

Jednym słowem,  jeśli jakaś niewiasta umawia się na randkę z oszustem matrymonialnym, dalszy ciąg łatwo przewidzieć. Gorsza sprawa, gdy jej rodzice (przenośna nazwa dla „ojców narodu”, członków władz) współpracują z dawcą i siewcą matrymonialnych złudzeń…

Antisemitische  Vorurteile (antysemickie przesądy), pierwsze użycie zbitki „antysemicki” dokonane przez Steinschneidera – ma posmak zawołania jednego Żyda do innych w sytuacji, gdy ze strony gojów odzywa się jakikolwiek krytyczny głos, zawołania brzmiącego: „Nie załamujcie się bracia Żydzi, tym co ten goj wam zarzuca. Tym, że nie potraficie odeprzeć jego ocen i zarzutów.  Odpowiedzcie mu, że wszystko co on mówi, to są antysemickie przesądy! Brzmi naukowo, bo składa się z dwóch mądrze i racjonalnie brzmiących słów, choć będących tylko retorycznym trikiem. Wygrać nie wygracie przy pomocy tego zwrotu żadnego intelektualnego pojedynku, ale przynajmniej zatrzymacie dalszą niekorzystną dla was rozmowę i poprawicie sobie trochę samopoczucie”. – I tak oto powstało słowo „antysemicki”.

Wraz z dochodzeniem mniejszości żydowskiej do większej liczebności i   siły na przełomie XIX i XX w.., kiedy to stała się ona potężnym lobby kulturowo-ekonomicznym agresywnie antyeuropejskim – słowo „antysemityzm” szybko rozszerzyło zakres swoich znaczeń i zaczęło pełnić funkcje polityczne (agresywna obrona ideologii rodzącego się syjonizmu) zespolone z funkcjami „religijnymi”.

Powoli aż do lat 20 XX w. słowo „antysemityzm” napełniało się treścią terminu francuskich rewolucjonistów „wróg ludu”. Niezwykle ciekawe jest, iż już pierwsze użycie słowa w 1860 przez syjonistę Steinschneidera zawiera słowo „przesądy”.

Właśnie ten termin staje się jedną z dwóch (obok marksistowsko interpretowanego pojęcia „represja”) podstaw marksistowskiej, antychrześcijańskiej konstrukcji słowa „antysemityzm” dokonanej przez Szkołę Frankfurcką.

Da się uzasadnić, że użycie językowe słowa „antysemicki” pokrywa się częściowo ze znaczeniem słowa „niekoszerny”, z tym, że nie odnosi się tylko do posiłków, lecz obejmuje zakres niekoszernych, nieprawych według Żyda (według żydowskości): myśli, twierdzeń, wypowiedzi, uczuć, idei, ideologii, religii i obyczajów.

Częściowo „antysemita” pokrywa się również ze słowem „goj”. Jednak niezupełnie, gdyż „goj” może także brzmieć wykluczająco, lecz nie deprecjonująco i oskarżająco.

„Antysemita” zaś ma już węższe znaczenie: jest to goj (wyjątkowo też…Żyd), który nie zadowala się egzystowaniem równoległym lub podległym wobec Żydów, lecz posuwa się do ocen, niewygodnych pytań i żądań (np. żądań dostosowania się do panującego prawa, do obowiązujących obyczajów etc.).

O historii słowa „antysemityzm” można powiedzieć, że przez ok.60 lat dominował sens „niekoszerność” (od 1860-1920). Od lat 20. wraz ze wzrostem poczucia siły środowisk żydowskich wynikającym z przechwycenia rosyjskiej rewolucji przez żydowskich bolszewików – słowo „antysemityzm” staje się coraz bardziej agresywne w uzusie językowym.

Apogeum rewolucyjnej mocy i wielości socjotechnicznych i propagandowych funkcji zyskuje ono na skutek kilkunastoletnich prac żydowskich pisarzy ze Szkoły Frankfurckiej w latach 1945-60. I właśnie z tym syjonistyczno-psychologicznym chwytem sofistyczno-retorycznym mamy do czynienia dzisiaj. Jest ono dziełem sofistycznych prestidigitatorów o sporej inwencji manipulatorskiej, stąd tak trudno jest nam nie ulec temu konglomeratowi trików i prześwietlić jego uzurpacje.

Pozostaje jeszcze jedna sprawa związana z tym, jak słowo „antysemityzm” służy interesom ideologii syjonistycznej. Ale po kolei.

Gdy ktoś już po długiej debacie ujrzy jednak, iż mówienie o antysemityzmie, jego badanie  w Polsce, pomiary, sympozja etc. to hucpa oraz sposób na życie pewnych środowisk symulujących naukowość, to zawsze taki osobnik złapany w pułapkę walki z wrogami ludu wybranego wyciąga ostatni argument i mówi: Ale chyba nie zaprzeczysz, że istnieje i niepokojąco rośnie antysemityzm w Niemczech i we Francji. Zaprzeczę.

To nie żaden mityczny antysemityzm atakuje Żydów i synagogi w tych krajach. Żydzi są atakowani przez diasporową partyzantkę arabską od czasu, gdy zaanektowali tereny palestyńskie niewypowiedzianą i osłanianą grubymi milionami wojną, od czasu gdy obudzili „plemienną solidarność Arabów całego świata”, solidarność tak łatwo przekraczającą granice jak czyni to solidarność żydowskiej diaspory. Dziwić się więc nie powinni. To stara lewantyńska zasada: wszyscy za jednego.

Sztuczka z nazywaniem „antysemityzmem” solidarnościowej walki arabskiej diaspory z okupantem żydowskim, bo tak to Arabowie widzą i tak jest obiektywnie – jest tak grubymi nićmi szyta, że to iż jest nieprzerwanie rezonowana (Niemcy byli w tym roku zmuszeni powołać komisję parlamentarną do monitorowania antysemityzmu, czyli… walki Arabów z Żydami na swoim terenie) świadczy tylko o tym, jak duże nakłady finansowe idą na to, by ukryć, że „zachodnioeuropejski antysemityzm” jest jedynie arabską walką narodowowyzwoleńczą.

Zwyczajem okupantów jest nazywać partyzantkę zajętych ziem – bandytami, antysemitami, faszystami, terrorystami. Nie jeden raz i my byliśmy tak zwani przez okupantów… A chimera, centaur i jednorożec antysemityzmu są idealną kryszą dla złoczyńców (krysza-widmo).

To tyle na temat „wielkiej akcji propagandowej” (tzw. superprodukcji hollywoodzkiej) pod nazwą: wzrost populacji centaurów, ups, wzrost ilości antysemickich ataków w Europie (i czasem w Ameryce). Antysemityzmu nie ma nie tylko w Europie wschodniej i środkowej, ale też i w zachodniej i w Ameryce.

Antysemityzm jest tylko… w głowach czterech typów ludzi:
a) żyjących z tego (ADL, WJC, setki polskich „naukowców” badających uprzedzenia, czyli to, czemu tak mało ludzi ich kocha, za to, że nie mają talentu do uprawiania realnej, nie widmowej nauki) oraz lobby przemysłu holokaust;
b) zwykłych Żydów nie umiejących się usamodzielnić myślowo i duchowo i wyjść spod kryszy teorii o wybraństwie swej nacji;
c) elit żydowskich (kultura, sztuka, media, edukacja) używających słowa antysemityzm do podtrzymania nepotyzmu i koteryjności dających im wyróżnioną pozycję społeczną, której to pozycji nie utrzymaliby na podstawie samej tylko jakości ich produkcji;
d) Żydów przebiegłych graczy politycznych kryjących za centaurem antysemityzmu swoją wojenną politykę i swoje zbrodnie wojenne.  

W tych czterech typach głów antysemityzm zaprawdę istnieje, intensywnie istnieje, bo jest tym głowom bytowo niezbędny i jest gwarantem ich interesów, tylko nikt go jeszcze nie mierzy. Nawet za dotacje min. Gowina na UW.

Ale co my mamy wspólnego z tym krążącym po świecie widmem zrodzonym z żydowskiego pomysłu zarabiania na zagładzie i z poczucia własnej wyjątkowości  – to raczy tylko chimera z centaurem wiedzieć…

Kto nas w ten obcy biznes i w ten trik strategii etnicznej miesza? Czyżby rządy w Polsce sprawował Centaur z Chimerą? Chimera jasna! Diabli nadali…

3. „SŁOWA PIĘTNUJĄCE” JAKO GŁÓWNA BROŃ INFILTRACJI MEDIÓW I JĘZYKA PRZEZ MARKSIZM KULTUROWY

Przedarcie się przez rozwieszone sieci z wielości znaczeń „antysemityzmu” nie kończy sprawy wyzwalania się umysłu, odzyskiwania niepodległej mentalności. Oswobodzeni na chwilę z wykluczającej bredni antysemityzmu zaraz wpadamy w kolejną zapadnię, pułapkę.

Jest nią posądzenie o bycie wyznawcą teorii spiskowych. Te frankfurckie oskarżenia o „antysemityzm” i „wyznawanie teorii konspiracji” chodzą w parze, są bliźniaczą parą, tak jak Marks i Engels, jak Adorno i Horkheimer.

Kto poradził sobie umysłowo z antysemityzmem może nie poradzić sobie z posądzeniem o sprzyjanie teoriom spiskowym.

Oprócz słowa antysemityzm drugim ważnym paralizatorem umysłu jest słowo ”teoria spiskowa” oraz oskarżenie o bycie zwolennikiem, wyznawcą teorii spiskowych. Wyzwolenie się z tej sieci wymaga już o wiele większej wiedzy historycznej, psychologicznej i socjologicznej.

Bolszewickiego „wroga ludu” środowiska intelektualistów żydowskich musiały lekko zmodyfikować, poddać nieznacznej operacji plastycznej,  by przetransponować go na „wroga semitów”, czyli „antysemitę”.

„Faszysta” za to jako uniwersalne piętno dla przeciwników politycznych został przyjęty od bolszewików bez zmian przez neomarksistów żydowskiej proweniencji.   

Jeśli „antysemita” jest kopią „wroga ludu” i „antykomunisty”, to dzisiejsze posądzanie o sprzyjanie teoriom spiskowym jest unowocześnioną wersją… bolszewickiego węszenia spisków antykomunistycznych i spisków przeciwko władzy ludowej.

Wersja obecna jest udoskonalona, gdyż metody bolszewickie uzupełnia metodami z Księgi Estery, metodami profilaktyki.

Bolszewicy wykrywali już istniejący spisek i dopiero potem  likwidowali lub infiltrowali szykowane spiski.

Talmudyści wykrywają samą możliwość spisku, która może pojawić się w środowiskach wierzących w teorie spiskowe. Tylko takie środowiska mogą wpaść na trop długofalowego spisku.

Działają więc talmudyści jak orwellowska policja myśli tropiąca myślobrodnie.

„Persowie” snujący (knujący) „teorie spiskowe” przeciw Żydom giną więc w Księdze Estery profilaktycznie. (Z tej samej mentalności wynikają podżegania USA przez izraelskich polityków przeciw Iranowi, czyli… tradycyjnie też w jakiejś mierze przeciw Persom, zupełnie jak w Księdze Estery.)

Spisek przeciwko nieintegrującym się Żydom już nie powstanie, gdyż został zneutralizowany wyprzedzająco. A król Persów może już na Persów nakładać nowe podatki z podszeptu świeżo awansowanego na królewskiego wezyra Żyda Mordechaja. (wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń realnych było niezamierzone ale stało się nieprzypadkowe).

Ukazywanie prawdziwej natury nieintegrujących się gmin żydowskich zostaje zdeprecjonowane nazwaniem go „teorią konspiracji”. To tak, jak gdyby ktoś po prostu relacjonujący aspołeczny i antypaństwowy status gett arabskich i islamskich zawsze był nazywany „wyznawcą teorii spiskowych i teorii konspiracji”.

Dodatkowo, poza pojęciami „antysemityzm” i „teoria spiskowa” interesy określonych grup interesów i wpływy ideologii osłabiających zdolności obronne zaatakowanych wspólnot zabezpieczane są przez kilka innych pojęć paralizatorów. Są to takie słowa jak „tolerancja”, „wielokulturowość”, „ksenofobia”, „rasizm”, „faszyzm”, „otwartość”, „nacjonalizm”, „skrajna prawica”.

Akceptacja, absorbcja i inkorporacja do języka potocznego, a potem „przedprawnego” (różnego rodzaju przedprawne „deklaracje”, „deklaracje intencji”, „apele” etc.) powoduje, że po jakimś czasie określone zorganizowane grupy mogą podejmować próby inkorporowania elementów owych „naczelnych idei” obudowanych rozległymi teoriami (genderyzm, dekonstrukcjonizm, wielokulturowość, neokonserwatyzm) do głównego systemu prawnego danego państwa.

Tak np. było z legalizacją małżeństw jednopłciowych. Jest to taktyka „okna Overtona” lub taktyka salami pokrewna formalnie idei „marszu przez instytucje”.

Marsz poprzez instytucje poprzedzony musi być wcześniejszym „marszem zaintoksykowanych pojęć przez język i media” oraz przez różnego rodzaju dokumenty przyjmowane przez reprezentacje rządowe (przykład takiego „przejściowego” dokumentu: „deklaracja terezińska”).

Pojęcie antysemityzm jest, a przynajmniej winno być, stosunkowo łatwe do eliminacji ze zdrowego języka, gdyż jest historycznie i etymologicznie błędne i w sposób jawny reprezentujące obce interesy. Ta eliminacja powinna zacząć się odbywać jak najszybciej w trosce o umysłową niepodległość narodu.

Trudniejsza jest walka z pojęciami ksenofobia, tolerancja, otwartość, gdyż są one zakorzenione jakoś w narodowych językach i w potocznym uzusie.

Ziarna właściwego sensu są w tych słowach umiejętnie zagłuszane i niemożliwe do wydestylowania i oddzielenia od 95% sensu przewrotnego i sofistycznego służącego celom socjotechnicznym.

Posługując się analogią ze sfery mykologii: są grzyby jednoznacznie trujące (pojęcia: antysemityzm, faszyzm, ksenofobia), są też grzyby niejadalne, po których też można się rozchorować, chociaż rzadziej niż po trujących (tolerancja, otwartość).

U dawnych ludów, np. Germanów mocne słowa miały bardzo realne działanie. Gdy ktoś nawymyśla kobiecie od wiedźm i kurew, to musi ona poddać się karze przewidzianej za uprawianie czarów lub nierządu, jeśli nie znajdzie się ktoś, kto w jej imieniu dokona „odnowienia”. Nieważne więc jest to, czy ona sama jest winna. Słowo czyni ją winną i jedynie uruchomienie innej mocy może ją oczyścić (V.Gronbech za van der Leeuw s. 451).

„Antysemityzm” to imitowanie MAGICZNEGO słowa mocy. Faktycznie jest to słowo plemiennego gniewu, plemiennej pomsty za naruszenie tabu „niepodlegania plemienia krytyce”.                                                                                              *

Mówiąc w lżejszym trochę stylu, co nie znaczy, że mniej trafnym, najlepszą analogią egzekucji publicznych dokonywanych za pomocą słów „antysemita”, „faszysta”, „ksenofob”, „islamofob” (pochodnych istotowo od słów „wróg ludu” i „antykomunista”) jest  u k a m i e n o w a n i e, tradycyjna część prawa Żydów i Arabów, Tory i Koranu. 

Uczestnicy owego linczu werbalnego mogą sobie – jak na poniższym filmie – wybrać rodzaj kamieni do operacji ukamienowania:

czarne kamienie – „antysemita”, „faszysta”, „ksenofob”,
białe kamienie – tolerancja, otwartość.
Dlaczego Żydzi i Arabowie preferują ukamienowanie (słowami lub kamieniami)?
Bo to najstarszy rodzaj dyskusji na wschodzie, i zawsze kończący się przekonaniem drugiej strony.

https://youtu.be/m4oswNJE2YQ

[koniec części drugiej, wkrótce ukaże się cześć trzecia, przedostatnia zawierająca m.in. b. ważne rozważania na temat istoty i sensu odrazy i oburzenia oraz szczegółową analizę podstaw neomarksistowskiej konstrukcji żydowskiego odpowiednika „pojęcia” „wróg ludu”, czyli „antysemityzmu”]

Literatura podana będzie na końcu trzeciej, ostatniej części.

OD NIEDAWNA PISZĘ TEŻ NA DRUGIM BLOGU JAKO    W A W E L  2 4 ,    ZAMIESZCZAM TAM TEKSTY KRÓTSZE

https://www.salon24.pl/u/wawel24/

================

PS

 

Sytuacja, w której się znajdujemy, inercja rządu i mediów wymusza działanie na nas. Dzisiaj już widać, że sam patriotyzm rozumiany jako rozgrzewanie serc – nic nie da. Nie da nic bez niszczenia kłamstwa i budowy prawdy – będzie atrapą. Prawo oparte na kłamstwie i sprawiedliwość oparta na kłamstwie do niczego nas i Polski nie doprowadzą.

Dłużej czekać nie ma na co. Trzeba się połączyć. Wcześniej już różne osoby na tym blogu zgłaszały potrzebę wzięcia spraw w nasze ręce. Przemyślałem to i stwierdziłem, że to słuszne. Zapraszam do współpracy prawdziwych patriotów i entuzjastów. Kto się zdecyduje dołączyć do nas proszę o maila na adres  wawel3@tlen.pl

Opublikowano za: https://www.salon24.pl/u/wawel/864120,antysemityzm-cz-ii-notka-wkrotce

Od Redakcji KIP:

POTRÓJNA FAŁSZYWA TOŻSAMOŚĆ !!!
Pierwsza fałszywa tożsamość to taka, że żydzi ukrywają się pod nazwiskami Polaków, Niemców, Francuzów, Anglików, Amerykanów itd. i dokonują na wysokich szczeblach władzy uzgodnień ze sobą, mimo że nie reprezentują faktycznie tych narodów za przedstawicieli  których się podają !!!

WSZELKIE TAKIE UMOWY, JAWNE LUB TAJNE, POWINNY BYĆ UNIEWAŻNIONE !!!

Druga fałszywa tożsamość, że konwertyci żydowscy przechodzący na: katolicyzm, protestantyzm, prawosławie, islam, czy inne religie, w rzeczywistości traktują te religie jako kamuflaż, a faktycznie w dalszym ciągu pozostają wyznawcami judaizmu, a pod tą powłoka kamuflażu, elity wyznają kult „Bala”, „Molocha” i samego szatana oraz Lucyfera !
Trzecia fałszywa tożsamość, że tzw. żydzi  mają w zaledwie kilkunastu procentach rodowód wywodzący się ze starożytnego Izraela. Pozostali tzw. żydzi, nie tylko nie są semitami i nie pochodzą z terenów mitycznego starożytnego Izraela, lecz są Chazarami z pochodzeniem turecko-mongolskim, a sięgając jeszcze dalej, wywodzą się ze starożytnego Sumeru – wielkiego laboratorium genetycznego pozaziemskich cywilizacji. Obecni Palestyńczycy maja w 80 procentach rodowód od starożytnych Hebrajczyków, mieszkańców mitycznego Izraela. Dokumentuje to Shlomo Sand – profesor historii powszechnej Uniwersytetu w Tel Awiwie w swoich książkach na ten temat:
Shlomo Sand w swojej książce pisze, że „Żydostwo to naród wymyślony. To plemię żmijowe mające szatana za ojca jest najpodlejsze z podłych, bez żadnej etyki i z podwójną moralnością, plemię bezwzględne i pozbawione jakichkolwiek skrupułów, szczerze wierzące, że są stworzeni do władzy nad światem. Naród żydowski jako taki, nigdy nie istniał tylko został wymyślony przez śmierdzących i ciemnych rabinów, którzy ubzdurali sobie, że Bóg ich wybrał do naprawy i przewodzenia światu. Kłamstwo to jako, talmudyczna bzdura powtarzane jest na całym świecie aż po dzień dzisiejszy. Żydzi to naród wiecznych tułaczy, oszustów i złodziei. To naród mącicieli, intrygantów, lichwiarzy i zdrajców…a jak trzeba to i morderców !”] Za: Shlomo Sandem – profesorem historii powszechnej uniwersytetu w Tel Awiwie, z książki pt. „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski”!!!

Sand demaskuje oficjalną izraelską historiografię, jako służącą legitymizacji fundamentów ideologicznych, na których wzniesiono współczesny Izrael.

Oficjalna historia Żydów – propagowana przez izraelski system oświaty – mówi o narodzie, który przed dwoma tysiącami lat został wygnany ze swojej ziemi, aby w wyniku działalności ruchu syjonistycznego do niej powrócić.

Sand udowadnia, że po zburzeniu drugiej świątyni w Jerozolimie nie doszło do wygnania. Żydzi pozostali w Judei/Palestynie, aby na przestrzeni lat częściowo przyjąć chrześcijaństwo lub islam.

Więcej na linkach:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/05/prof-shlomo-sand-obnaza-klamstwo-zalozycielskie-izraela-zydzi-nie-sa-semitami-a-antysemityzm-to-technika-globalnej-manipulacji/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/05/pierwsze-zydowskie-klamstwo-fabrykacja-starego-testamentu-o-tym-ze-izraelici-byli-niewolnikami-w-egipcie/

Wypowiedz się