Tresura polskich „owiec”: przez syjono-chazarski IPN

Rosyjska organizacja pozarządowa „Memoriał” i polski państwowy Instytut (Nie) Pamięci Narodowej realizują jeden cel: obarczenia Rosjan i Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie żydowskie nad Słowianami, zarówno po rewolucji żydo-bolszewickiej w Rosji, w czasie wywołanej przez syjonistów II wojny światowej, w okresie Komunizmu Wojennego w latach 1944-1956 i później.

Organizacja „Memoriał” została w Rosji za to zdelegalizowana przez Prezydenta Władimira Putina.

IPN otrzymujący ogromne pieniądze państwowe na tresowanie polskich „owiec” powinien mieć zmieniony cały skład osobowy na Polaków z udokomentowanym rodowodem, albo zlikwidowany.

Jak tresuje się Polaków, głównie za pomocą IPN pisze   Ronald Lasecki, polski publicysta  na łamach neoendeckiej „Myśli Polskiej” w poniższym tekście.

(red. kip)

Dlaczego nie lubię IPN-u?

IPN jest od tresowania owiec, żeby beczały na jedną nutę, a ja w takiej sytuacji wolę być tą „czarną owcą”, która będzie beczeć po swojemu albo nie będzie beczeć w ogóle.

Nie jestem co prawda profesjonalnym historykiem, ale coś tam liznąłem filozofię nauki i metodologię nauk, tak więc kojarzę, że twierdzenie naukowe wyróżnia się na tle nienaukowych tym, że przy odpowiedniej argumentacji można je sfalsyfikować, tak więc obalić daną tezę.

Tymczasem z IPN jest tak, jak podsumował red. Engelgard: jest twierdzenie, że partyzantka antykomunistyczna  była dobra, a jak wychodzi, że jednak ma coś na sumieniu, to najpierw jest, że to nieprawda, potem, że to sowieci przebrali się za wyklętych, potem, że sowieci przebrali się za ofiary wyklętych, potem, że Rosjanie sfałszowali dowody, potem, że archiwa są ukryte w Moskwie, Rosjanie je spalili albo coś tam jeszcze. A poza tym, jeżeli ktoś zarzuca coś wyklętym, to uprawia wrogą moskiewską/gazetowyborczą politykę historyczną etc.

Nie muszę chyba dodawać, że z czymś takim nie da się dyskutować, bo twierdzenia IPN nie dopuszczają możliwości ich obalenia. Nie lubię ujęć czarnobiałych.

Absolutnie złe lub absolutnie dobre są jedynie byty idealne i abstrakcyjne. Materia i doczesność istnieją w różnych odcieniach szarości, opisując je więc, trzeba stosować cieniowanie.

Ja na przykład sympatyzuję raczej z powstańcami Zagłębia Donieckiego  niż z ukraińskimi nacjonalistami, ale pisząc lub rozmawiając o wojnie w Zagłębiu Donieckim, staram się też zrozumieć sposób myślenia, perspektywę i racje strony ukraińskiej, dostrzec również jej realne atuty moralne, polityczne etc.

Podobnie, jestem krytyczny wobec polskiej tradycji powstańczej, ale krytycznie odnosząc się do tej tradycji i do polskich powstań, jestem w stanie powiedzieć też coś dobrego o powstańcach i zrozumieć ich racje, choć sam popierałbym lub nawet uczestniczył w tłumieniu tych powstań.

W ujęciach IPN natomiast, wszelkiego rodzaju antykomuniści to zawsze harcerze, którzy są grzeczni, honorowi, dzielni, nie przeklinają, nie palą, nie garbią się, są odważni, przystojni i wykształceni (vide: cukierkowy film „Wyklęty”).
Komuniści natomiast to chamy, prostaki, brudasy, śmierdzą, gwałcą, są tchórzami, brutalami i sadystami, są zdrajcami, są skorumpowani etc. To jest narracja historyczna prowadzona z subtelnością cepa lub młota pneumatycznego i z rzeczywistością nie ma za wiele wspólnego.

Kolejny punkt jest związany z poprzednim; źle się czuję w ujęciach dogmatycznych. Lubię drążyć, pytać, podważać, poddawać w wątpliwość, kwestionować, poszukiwać alternatywnych twierdzeń lub interpretacji. Naturalną nieufność budzą we mnie „oczywistości” przyjmowane za takie przez tłum. Instynktownie ustawiam się zawsze wobec czegoś takiego w kontrze, ponieważ, jak mówi pewien amerykański podręcznik do zarządzania, „The majority is always wrong”. Albo, jak napisał pewien południowoamerykański aforysta, „Sceptycyzm i wiara tworzą sojusz przeciwko oszustwu”.

Z publikacji IPN dowiadujemy się zaś nieustannie że „Ogień wielkim patriotą był”,  a kto się nie zgadza, temu w mordę. Jak ktoś zrobi klocki z NKWD-zistą z pepeszą, to wraży komuch.

 Jak ktoś mówi, że w WP za komuny również myślano często po polsku,  to pewnie agent Rosji.
IPN jest od tresowania owiec, żeby beczały na jedną nutę, a ja w takiej sytuacji wolę być tą „czarną owcą”, która będzie beczeć po swojemu albo nie będzie beczeć w ogóle.

Jeszcze inny aspekt to odpowiedzialność za świadomość historyczną narodu. IPN w założeniu miał służyć jej formowaniu. Ja jestem, jako tradycjonalista, gorącym zwolennikiem koncepcji edukacji jako sztuk wyzwolonych, czyli dostarczania edukowanym narzędzi do samodzielnego poznawania rzeczywistości, a nie zestawu dogmatów na temat tej rzeczywistości do wyuczenia na pamięć i przyswojenia. W trzech poprzednich punktach napisałem, dlaczego działalność IPN, moim zdaniem, zasadza się na czymś biegunowo przeciwnym.

Takie zideologizowanie historii, zamiast poważnej nad nią refleksji, prowadzi do sytuacji, gdy IPN nie formułuje ocen wydarzeń i podmiotów historycznych w poczuciu odpowiedzialności za losy narodu i jego duchową, moralną i intelektualną dojrzałość, tylko wtłacza nam propagandę wygodną dla swoich politycznych mocodawców.IPN wręcz wycisza dyskusje nad takimi odpowiedzialnymi ocenami.

Najprostszy przykład to kwestia oceny radykalnych nurtów antykomunizmu. Na przykład ocierających się o terroryzm marginalnych grupek opozycji demokratycznej. Albo nurtów opozycji które stały się agenturami obcych państw lub których uczestnicy dopuścili się zdrady stanu. Albo powojennej partyzantki antykomunistycznej.

Nikt w IPN nigdy nie napisze na przykład, że ruchawka tzw. „wyklętych” to nic więcej jak kolejny rozdział „dziejów głupoty w Polsce”, formą bliźniaczo przypominający takie ruchy jak Konfederacja Barska, Powstanie Styczniowe, czy rewolucja 1905-1907.

Nikt nie napisze zatem, że była to impreza pozbawiona sensu i szans powodzenia, od której odcięły się wszystkie poważne i dojrzałe siły polityczne w kraju i na emigracji, pozbawiona szerszego poparcia społecznego, stanowiąca marginalny ułamek konspiracji z czasów wojny i okupacji, głupia i szkodliwa tak jak i wcześniej wymienione powstania.

Łatwo się domyślić, jakie skutki dla świadomości politycznej i dojrzałości politycznej Polaków to przyniesie. Zamiast polityki realnej, opartej na poczuciu odpowiedzialności, świadomym balansie sił, organizacji i planie, będziemy mieli kolejne pokolenia wytresowane w skłonnościach samobójczych, autodestrukcyjnych, w infantylnej egzaltacji, w podatności na manipulacje  Zachodu.

Wreszcie ostatnia kwestia. IPN działa na polityczne zlecenie. Chodzi o zohydzenie Polski w oczach Rosjan i Białorusinów oraz rosyjskich prawosławnych, naznaczonych na głównego wroga przez polskich atlantystów. Antykomunizm jest tylko parawanem, za którym skrywa się chęć uderzenia w Rosję i wszystko, co z nią związane.

W ogóle, nieśmiało podejrzewam, że polski „antykomunizm” jest tak naprawdę moskalofobią i gdyby marksizm przyszedł do nas z Zachodu, na przykład z USA, z Austrii, lub z Francji, to zostałby przyjęty przez Polaków dużo bardziej życzliwie, niż nadciągając z Moskwy. Wobec marksizmu zachodniego bylibyśmy duchowo bezbronni. Przed komunizacją ochroniło nas narzucanie marksizmu przez znienawidzoną powszechnie Rosję.

PRL była sojusznikiem Moskwy, więc wszystko co związane z PRL trzeba zadeptać.   Zarazem, jeśli jakiś marksista lub socjalista był antyrosyjski i antysowiecki, jak na przykład Borys Sawinkow, to go nie ruszamy albo nawet wynosimy na cokoły pomników.

W komunizm trzeba walić, bo komunizm przyszedł z Rosji, umiejętnie to podkreślając, przez propagandę antykomunistyczną, utrwalamy zatem w Polakach dozgonną nienawiść do Moskwy.

Chodzi więc o to, by wykopać pomiędzy Polakami, a ludami ruskimi, pomiędzy rzymskimi katolikami, a rosyjskimi prawosławnymi, niedający się zasypać rów wzajemnych uprzedzeń, pretensji, niechęci, nieufności, strachu.

Chodzi o to, by stosunki polsko-rosyjskie, polsko-białoruskie i katolicko-prawosławne zdegradować do poziomu, do jakiego dziś stosunki polsko-ukraińskie zdegradowali ukraińscy nacjonaliści.

Wtedy nasz kraj zostałby nieodwracalnie zabetonowany w atlantyzmie, każda bowiem próba otwarcia się na Wschód napotkałaby nieprzezwyciężalne przeszkody w postaci wzajemnej niechęci i pretensji.

WYBRANE KOMENTARZE

Raz sierpem raz młotem w czerwoną hołotę

>Antykomunizm jest tylko parawanem, za którym skrywa się chęć uderzenia w Rosję i wszystko, co z nią związane.
W ogóle, nieśmiało podejrzewam, że polski „antykomunizm” jest tak naprawdę moskalofobią i gdyby marksizm przyszedł do nas z Zachodu, na przykład z USA, z Austrii, lub z Francji, to zostałby przyjęty przez Polaków dużo bardziej życzliwie, niż nadciągając z Moskwy. Wobec marksizmu zachodniego bylibyśmy duchowo bezbronni. Przed komunizacją ochroniło nas narzucanie marksizmu przez znienawidzoną powszechnie Rosję.
PRL była sojusznikiem Moskwy, więc wszystko co związane z PRL trzeba zadeptać.
————
Ludzie są dzień w dzień pozbawiani pamięci i na nowo programowani. To wynik działania mikrofal. Oni już nie wiedzą, że dla szaraczków najlepszy był PRL-Gierka.

„Czy się stoi czy się leży 3000 się należy.”

Gdy PRL upadał, już mnie w kraju nie było. Zwabiły mnie, jak się później okazało, kłamstwa Radia Wolnej Europy, że pieniądze leżą na ulicy, trzeba je tylko podnieść. Niestety Partia była zbyt tchórzliwa, by młodzieży przybliżać krytycznie treści zachodniej propagandy.

Teraz ludzie prawicy ryczą „Precz z komuną” bez zastanowienia, że takim zachowaniem pomagają samych siebie okradać, czyli popełniają samogwałt.

Tu ludzie nie rozumieją, że w dobie globalizmu powinni walczyć o partycypację w dochodzie narodowym, a nie zadowalać się ochłapami rzucanymi jak dla piesków z pańskich stołów.

To rozróżnienie, co są okruszki ze stołu, a co jest kawałkiem tortu z dochodu narodowego powinno być nauczane w każdej szkole. Wtedy jestem pewny, że ludzie by przestali krzyczeć „Raz sierpem raz młotem w czerwoną hołotę”

adevo 09.05.2018 03:38:48

IPN to Instytut fałszowania historii.
Pracujący tam „historycy” a raczej fałszerze powinni mieć anulowane stopnie naukowe przez państwo Polskie za zbrodnie przeciw prawdziwej historii Narodu Polskiego.
Ja bym zamawiający tam „usługi” „polityków” również unieważnił z mocy prawa.
Okłamywanie Narodu Polskiego jest zbrodnią wobec tego narodu.
Ci co okłamują Naród Polski są wrogami Narodu Polskiego.
Naród Polski powinien się pozbyć wrogów Narodu Polskiego ze wszystkich struktur władzy oraz z mediów.

Oscar 09.05.2018 12:46:19

@Krzysztof J. Wojtas 07:10:25

IPN zakłamuje historię w bezczelny jednostronny sposób.
Jest nie do przyjęcia by taki IPN okłamywał Polaków.

Trzeba stworzyć nowy apolityczny, czysto historyczny instytut który by interpretował historię w sposób zrównoważony, obiektywny, bezstronny.

Pracownicy IPN powinni skończyć w kryminale jako fałszerze historii na zamówienie polityczne.
Zamawiający usługi w IPN politycy też powinni skończy~w kryminale.
Okłamywanie narodu Polskiego jest zaraz po mordowaniu największą zbrodnią przeciw temu narodowi.

Oscar 09.05.2018 12:50:36

Dlaczego nie lubię IPN-u?

Bo jest to najbardziej antypolska instytucja w moim kraju.
Działają zgodnie z zasadą divide et impera.
A co najgorsze, walczy o palmę pierwszeństwa w niszczeniu tożsamości narodowej z Lożą Polin (B’nai B’rith).
Zresztą i w jednym i w drugim sami żydzi….

SZS 09.05.2018 17:25:18

Opublikowano za: http://jeznach.neon24.pl/post/143649,dlaczego-nie-lubie-ipn-u

Comments

  1. marcin says:

    Uczą nas że historia to wiedza o przeszłości. Czy to aby prawda?
    W języku aniołów odpowiednik polskiego słowa „historia” to „history” co podobno jest skrótem od „his-story”, co z kolei tłumaczy się na „jego-opowieść” (w domyśle: o przeszłości). A czyja to opowieść? Chyba zwycięzcy. Marksując można powiedzieć że chodzi o opowieść o przeszłości tego zgrupowania interesów, które zdobyło kontrolę nad kluczowymi w danej epoce środkami produkcji. Oczywiście wiemy że święty Karol (Marks) był parszywym kłamcą, zwłaszcza w kapitalizmie chodzi o kontrolę nad środkami wymiany, nad pieniądzem, a nie środkami produkcji. W każdym razie historię piszą ci, którzy utrzymują uniwersytety, narzucają dogmatykę i narrację opisu rzeczywistości, także tego co się zdarzyło dawniej. Wiemy że ludzie ci niejednokrotnie są zainteresowani niszczeniem śladów przeszłości. Słynna Biblioteka Aleksandryjska, która podobno zgromadziła kluczową w Eurazji ludzką mądrość, była niszczona przynajmniej trzy razy, przez chrześcijan, muzułmanów i innych. Tysiąc lat temu po buncie pogańskim w Polsce rzeź i niszczenie pamiątek z przeszłości urządzili niemieccy rycerze. Pięćset lat temu konkwistadorzy robili to samo w Amerykach. Zapewne każdy, kto chce zaprowadzić nowe porządki, musi zniszczyć a przynajmniej kontrolować wiedzę o przeszłości.

    Historia jest bardzo ważna, George Orwell wyraził tą myśl w „Roku 1984” w następujący sposób:
    „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość”.
    To uniwersalna zasada funkcjonowania społeczności. Dlatego wiara że historia to jakoby obiektywna wiedza o przeszłości i oburzenie wywołane próbami zakłamania przeszłości to tylko przejaw dziecinnie infantylnego stosunku do rzeczywistości. Świat jest po prostu inny.

    Bogusław Jeznach napisał swój tekst w trybie postulatywnym – PiSlamscy huwejbini z IPN zakłamują przeszłość, a przecież tak nie powinno być (w domyśle: w wolnym demokratycznym społeczeństwie, ble ble ble). Tekst Bronisława Łagowskiego traktuje o tym zjawisku w kategoriach deskryptywnych, (https://marucha.wordpress.com/2018/04/29/o-wladzy-nad-polska-dusza/) wydaje się być dojrzalszy choćby dlatego że autor doskonale rozumie ten mechanizm, przecież należy do środowiska, które robiło to samo w PRLu.

    Łagowski twierdzi, że Jarosław Kaczyński ma ambicję wytworzenia nowej ideologii, tożsamości dla przynajmniej jednego pokolenia. Kaczyński nie chce być politykiem a właśnie ideologiem. Ideolog kontroluje stado polityków realizujących jakąś zdefiniowaną przezeń misję a także cały naród gorąco wyznający tą ideologię. Do tego jest potrzebna władza nad historią, po to właśnie Kaczyński założył IPN z całą masą dobrze opłacanych i wiernych politruków.

    Kaczyński, jako ideolog, wydaje się zastępować Adama Michnika jako dostarczyciel religii dla najdynamiczniejszej grupy społecznej, wypełnionych testosteronem 20 i 30-latków. W każdym razie taki jest jego zamiar. W ten sposób Kaczyński staje w długim szeregu żydowskich ideologów, obok świętego Szawła, Ariusza, w czasach współczesnych Ilii Erenburga, Józefa Goebbelsa, i innych różnej maści politruków którzy wypełniali posłannictwo żydowskiego boga (Wyj 18:5-6, http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=69):

    Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. 
    Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. Takie to słowa powiedz Izraelitom». 

    Żydowski bóg doskonale rozumie zasady budowy społeczeństwa. Masami steruje się dostarczając im ideologii czy religii (to prawie to samo, ideologia nie używa spersonifikowanych bogów, to główna różnica) a klasą odpowiedzialną za budowę społeczeństwa są „kapłani”. „Kapłanami” całej ziemi ma być „naród wybrany”, w ten sposób żydowski bóg zaplanował zdobycie władzy nad światem.
    Jarosław Kaczyński to właśnie naczelny „kapłan” nowej religii/ideologii, zestawu dogmatów i postulatów mających zadanie wyjaśnić miejsce w rzeczywistości i cel życia dla milionów mieszkańców Polski. Nie ma tutaj nawet znaczenia fakt że Kaczyński, demonizując PRL podważa swój własny życiorys dziecka żydokomunistycznego układu (ktoś dostał dom na Żoliborzu i występował w reżimowej superprodukcji filmowej). Nikt z wiernych sługusów mu tego nie wypomni.

    Kaczyński od dawna próbuje narzucić Polakom nową religię. Warto chyba przypomnieć zjawisko, które można roboczo nazwać „religią smoleńską”. Katastrofa samolotu, w której zginął brat Kaczyńskiego z ekipą to skutek spisku złowrogiego, demonicznego Putina, efekt odwiecznych imperialnych ciągot Rosji będących przyczyną wszystkich polskich nieszczęść. Nie jest wykluczone, że najwięksi hucpiarze: Rydzyk i Macierewicz, liczyli że w czterechsetną rocznicę zajęcia przez Polaków Kremla wyruszy na Rosję kolejna wyprawa Polaków, która pomści poległego (!!!) prezydenta i jego ekipę. Z tego nic nie wyszło ale ciągle Lech Kaczyński ma status przynajmniej mniejszego boga czy chociaż herosa w ideologii/religii narzucanej przez Kaczyńskiego i politruków z IPN.

    Profesor Łagowski doskonale rozumie mechanizm tworzenia rządzącej ideologii. Kiedyś promował termin świetnie opisujący funkcjonowanie ideologii: „nadrzeczywistość” (https://marucha.wordpress.com/2017/01/02/rozziew-miedzy-rzeczywistoscia-i-nadrzeczywistoscia/).

    ______________

    Cytat:
    Definiowanie, czym jest rzeczywistość – może nie jest nam potrzebne, ale pojęcie nadrzeczywistości trzeba objaśnić. Jest to intencjonalnie wykreowana wizja podana masom do wierzenia, poparta zastraszaniem i przekupstwem tak, by ludzie myśleli lub udawali, że myślą, że jeśli nawet nie jest prawdziwa, to jest ważniejsza niż fakty.
    Znamy zjawisko nadrzeczywistości, „komunizm” czy „socjalizm” to była nadrzeczywistość. Obecnie do nadrzeczywistości należy przekonanie, że „żołnierze wyklęci” stanowią centralne wydarzenie w powojennej historii narodu polskiego; dzięki żołnierzom wyklętym Solidarność obaliła system komunistyczny; powstanie warszawskie, które według „zdrajców” było bezprzykładną katastrofą, w istocie było wzorem patriotyzmu i też się przyczyniło do niepodległości Polski pół wieku później.
    Ta niepodległość nie dała spodziewanych owoców, ponieważ wskutek Okrągłego Stołu „komuniści razem ze złodziejami” nadal panują w gospodarce i mediach; ludziom źle się żyje, ponieważ nomenklatura się uwłaszczyła i nie pozwala, aby rozwinęły się mechanizmy gospodarki rynkowej. Spróbujcie udowodnić, że to nieprawda.
    Do nadrzeczywistości nie stosuje się rozróżnienie na prawdę i fałsz. Z punktu widzenia strażników nadrzeczywistości to empiryczne fakty są fałszywe. Nadrzeczywistość ma charakter normatywny, nieważne, czy było tak, jak ona zakłada, ważne, że tak powinno być. Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu powinni byli wyzwolić Ukraińcy i dlatego nadrzeczywistość ustami ministra mówi, że oni nadrzeczywiście wyzwolili.
    ______________

    Setki lat temu w państwach chrześcijańskich naszego kręgu kulturowego „nadrzeczywistość” narzucał Kościół katolicki. Kościół nauczał że człowiek ma śmiertelne ciało i nieśmiertelną duszę. Życie na ziemi to próba przed życiem wietrznym które nieśmiertelna i niematerialna dusza można spędzić albo w niebie albo cierpiąc całkiem cielesne wieczne męki w piekle. Miłosierny i sprawiedliwy bóg pomógł ludziom zdać ten test pozytywnie wysyłając swojego syna, żydowskiego prestidigitatora Jeszu, który nauczał w Palestynie jak przejść przez życie tak, aby docelowo dostać się do nieba. Dobry bóg ustanowił także „Kościół święty” odpowiedzialny za całą administrację ludzkiego zbawienia. Władza świecka, o ile jest posłuszna rzymskiej biurokracji religijnej, pochodzi od tego boga, dlatego władzy należy być posłusznym.

    Taka była „nadrzeczywistość” setki lat temu. Chrześcijańska mitologia musi zaspokajać jakieś uniwersalne potrzeby ludzkiej natury, dlatego katolicka biurokracja religijna jest ciągle tolerowana mimo że teraz „nadrzeczywistość” narzuca dogmaty całkowicie sprzeczne z chrześcijańską interpretacją świata. Nikomu jednak nie przeszkadza obowiązkowa wiara w teorię ewolucji implikująca nieistnienie niematerialnej duszy i jednoczesna wiara w chrześcijańskie „zbawienie”, które bez istnienia niematerialnej duszy nie ma żadnego sensu. Przywołany wcześniej George Orwell nazywał takie zjawisko „dwójmyśleniem”. „Dwójmyślenie”, wiara we wzajemnie sprzeczne teorie, jest możliwa dlatego że sam człowiek nie jest istotą racjonalną a religie i ideologie, pomagające człowiekowi znaleźć się w świecie, tym bardziej nie są racjonalne.

    Zasady budowy „nadrzeczywistości” to wiedza ukryta przed profanami. Wiemy jednak że najbardziej plastyczni, bezbronni wobec nawet bezczelnych kłamstw, są nieletni. To na nich koncentruje się wysiłek długofalowo myślących politruków. Z doświadczenia zwłaszcza ostatnich przynajmniej stu lat wiadomo, że najskuteczniejsze w formowaniu mas są ruchome obrazy, szczególnie te przedstawiane jako rozrywka. Na pewno działa reguła wypowiedziana przez jednego z „kapłanów”, świętego Józefa (Goebbelsa): „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Wiemy, czego możemy się spodziewać.

    Każda „nadrzeczywistość” fałszuje przeszłość i każda twierdzi, że starannie spreparowana i zafałszowana wiedza o przeszłości to właśnie rzetelne odbicie tego, co już było – historia. Rozumie to Bronisław Łagowski a nie rozumie tego (albo chociaż udaje) Bolesław Jeznach. Dlatego Bolesław Jeznach traci wiarygodność.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Panie Marcinie
      Dziękujemy za interesujący komentarz uzupełniający, ale z jedną uwagą. To nie jest artykuł Bogusława Jeznacha, lecz zamieszczony przez niego tekst Ronalda Laseckiego.
      Trzeba także dodać odnośnie Bogdana Jeznacha, że jest na portalu Neon24 prawdziwym „oceanem informacji” z liczbą 4214 tekstów, w ciągu kilku lat, głównie informacyjnych z całego świata ( zna biegle kilka języków, w przeszłości pracował w PAP w dziale zagranicznym), zamieszcza ciekawą publicystykę innych autorów i od czasu do czasu zabiera sam głos z duża znajomością spraw politycznych: międzynarodowych i krajowych.
      Pozdrawiamy ciepło

  2. khumieja says:

    Trochę zaniepokoiło mnie warunkowe stwierdzenie – „gdyby marksizm przyszedł do nas z Zachodu”. Na tym przecież polega nasz problem. Ojczyzną marksizmu jest Zachód. To jest ciągle ta sama zbrodnicza ideologia i jest dość drugorzędne, którą droga do nas przybywa, czy bezpośrednio z Brukseli, jak to dzieje się dziś, czy drogą okrężną przez Moskwę, jak to było po 1944. IPN uczestniczy w tym wielkim oszustwie, polegającym na wmówieniu nam, że komunizm umarł wraz z upadkiem ZSRR, gdy w istocie kwitnie pod egidą Brukseli, Berlina i zapewne w jakimś stopniu Usraela.

Wypowiedz się