„KRÓL JEST NAGI”: MANEWRY DRAGON 17, czyli NAJWIĘKSZA KOMPROMITACJA W DZIEJACH MON

Premier Beata Szydło: „Antoni Macierewicz jest tym politykiem, który gwarantuje, że polska armia zostanie odbudowana, będzie sprawna, silna i będzie ważnym elementem Sojuszu Północnoatlantyckiego”.

 Już od roku na stronach MON, ćwiczenia Dragon 17 były zapowiadane jako jedne z największych od wielu lat. Ale mimo propagandy sukcesu i zaklęć Pani Premier oraz ministra Antoniego Macierewicza o „odbudowanej, silnej armii”, rzeczywistość na manewrach Dragon 17, okazała się zgoła zupełnie inna. Skala upadku i „ukrainizacji” armii zaskoczyła nie tylko ćwiczącą Rezerwę, ale nawet zawodowych oficerów. Co się stało na Dragonie 17, że nawet media zaczęły skrzętnie ukrywać ten temat?

Dragon 1Las namiotów. źródło: własne

KATASTROFA MOBILIZACYJNA czyli WKU w akcji.

Antoni Macierewicz(przemówienie w Sejmie z dn. 5 lipca 2016 roku): ..”dzisiaj blisko 60 procent żołnierzy uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku, że armia jest dobrze zarządzona”…

Bardzo szybko się okazało, już w trakcie organizacji ćwiczeń, że nie uda się powołać na Dragona 17 zakładanej liczby rezerwistów. Zdecydowana większość komend WKU, nie była w stanie dostarczyć na w/w ćwiczenia więcej niż kilkudziesięciu żołnierzy! Co ciekawe były też komendy WKU, które dostarczyły mniej rezerwistów niż … same liczyły zatrudnionych pracowników i żołnierzy. Generalnie WKU dostarczyły zaledwie około 60%-70% (w zależności od jednostki) wymaganych stanów żołnierzy. Pada zatem pytanie – jeśli WKU nie jest w stanie dostarczyć na najważniejsze ćwiczenia w danym roku, paru tysięcy rezerwistów, to kto? I jak sobie poradzi, gdy w trybie mobilizacyjnym będzie musiała zmobilizować około 170-200 tys. rezerwistów? Ćwiczenia Dragon 17 wyraźnie pokazały iż sobie nie poradzi.

Ale nie o samą liczbę powołanych żołnierzy chodzi. Działania WKU mają też drugą stronę medalu. Otóż po powołaniu okazało się, że większość żołnierzy ma przydziały niezgodne z ich specjalnością. I tak marynarze trafiali do rozpoznania, lotnicy do wojsk zmechanizowanych, zaś np. artylerzyści do … logistyki (!) Wielu kierowcom wozów bojowych, WKU zapomniało wydać wojskowych poświadczeń uprawniających do kierowania danym pojazdem (tzw. „zielone druki”). Dochodziło do kuriozalnych sytuacji gdy weterani z Afganistanu nie mogli prowadzić żadnych wozów, mimo iż na misjach jeździli np. Rosomakami.

Co ciekawe WKU posiada dokładne spisy etatów do obsadzenia przez rezerwistów wraz z wymaganą specjalnością i odpowiednimi dokumentami, jakie są w danych wypadkach wymagane od rezerwistów. Ale w jednostkach nigdy nie wiadomo kto i z jaką specjalnością się trafi. Mimo wielu monitów dowódców brygad i dywizji, temat ten od dwudziestu paru lat jest nierozwiązywalny dla żadnej opcji politycznej, zaś bałagan w tym zakresie się pogłębia. Skumulował się on na Dragonie 17, gdzie prawdopodobnie co drugi żołnierz nie miał przydziałów zgodnych z jego specjalnością. A szczytem kuriozum, był fakt iż na ćwiczenia kierowano osoby bez przysięgi wojskowej(!) Jak na ćwiczeniach przekazać legalnie takim ludziom broń, skoro zgodnie z prawem są nadal cywilami?

Inną sprawą jest samo informowanie żołnierzy przez WKU o rodzaju odbywanych ćwiczeń. Niejednokrotnie WKU wprowadza rezerwistów w błąd, informując ich o wolnych sobotach, bądź niedzielach albo o możliwości wydawania stałych przepustek. Rezerwiści niejednokrotnie, dopiero po przybyciu do jednostki dowiadywali się, iż z rodziną nie będą się widzieli przez cały miesiąc. W WKU rezerwiści często nie tylko nie mogą się dowiedzieć, ani o przydziale jaki otrzymują, ale też o rodzaju ćwiczeń i ich warunkach. Zbyt często nie wiedzą co mają zabrać, a co nie.

Niestety „reformy” wojska przeprowadzone przez Platformę Obywatelską z lat 2007-2015, całkowicie zrujnowały nasz system mobilizacyjny, zaś minister Macierewicz, mimo buńczucznych zapowiedzi nie potrafi nic w tej sprawie zmienić. Mało tego, pogłębia tylko chaotycznymi decyzjami istniejący bałagan.

„Wrogi Oddział Gospodarczy” czyli w Warszawie wiedzą lepiej…

Wiceszef MON Michał Dworczyk (przemówienie w Sejmie z dn. 05.07.2016 r.): …”wiele zarzutów to niezrozumienie potrzeb armii”…

Jak już wyżej wspomniano żołnierz zbyt często nie wie co dostanie, co może i ma dodatkowo wziąć, aby mu było ciepło i sucho. Dawniej to dowódca Jednostki Wojskowej (JW) decydował, co ma być wydane żołnierzowi na ćwiczenia. Ewentualne braki żołnierze zwykle uzupełniali w kantynie wojskowej lub najczęściej dowódca jednostki, widząc zmieniającą się aurę wydawał rozkaz pobrania z magazynów odpowiedniej, dodatkowej odzieży. Była też nieoficjalna funkcja „gaciowego”, który dbał aby wszystkie rzeczy były czyste i regularnie co dwa tygodnie wymieniane.

Jednak ten model to już historia. Według szefostwa MON, to siedzący w Warszawie Gestor decydować ma jaka będzie pogoda i co wydać żołnierzowi na planowany poligon. Zaś dowódców jednostek uzależniono od WOG-ów (Wojskowy Oddział Gospodarczy), które stały się państwem w państwie. I to one wiedzą lepiej od dowódców batalionów, pułków czy brygad co im będzie potrzebne na poligonie.

Na dodatek zaczęto wydawać rozporządzenia odnośnie przysługujących żołnierzom sortów mundurowych, które nijak się miały do potrzeb poligonowych i … panującej aury oraz dostępności sortów mundurowych. Ostatnie takie rozporządzenie wydano już za ministra Macierewicza 9 lutego 2016 roku. Wg Antoniego Macierewicza dla żołnierza Rezerwy na miesiąc ćwiczeń w polu (29 dni) wystarczał tylko: 1 mundur, dwie pary skarpet, dwa podkoszulki, koszulka i spodenki gimnastyczne, dwa ręczniki. A to wszystko bez faktycznej możliwości przeprania w/w rzeczy w tym okresie! Słowem patriotyczne wojsko musi, wg obecnych szefów MON, śmierdzieć! Gdyż rozporządzenie nie przewiduje możliwości prania w/w sortów mundurowych, zaś na poligonie pralek nie ma, aby samemu to zrobić. Teoretycznie była możliwość oddania mundurów do jedynej działającej pralni (kosmicznie drogiej!) ale pod warunkiem, że żołnierz cały dzień przechodzi w … piżamie, bo drugiego munduru na zmianę nie dostał. De facto po dwóch tygodniach służby wojsko niemiłosiernie śmierdzi. Można sobie wyobrazić odór jaki odchodzi od tak „patriotycznie ustrojonej” Rezerwy po 20-25 dniach przebywania w polu. Nie inaczej było na Dragonie 17, stąd pewnie, ani Prezydent, ani szef MON woleli się z Rezerwą nie spotykać, z wyjątkiem specjalnie dobranych i „wyglancowanych” wybrańców. Także ilość bielizny na miesiąc czasu była „powalająca”. O ile mężczyźni dawali sobie z tym radę, to wielokrotnie Rezerwistki musiały prosić o przepustki, aby uzupełnić swoje potrzeby mundurowe…

Dragon 2Rys.2. Koniec ćwiczeń, prace porządkowe. Po zdjęciu oporządzenia widać w pełni „ukrainizację” żołnierzy, prywatne podkoszulki, czapki pod hełm, polary, rękawice, dresy  a nawet … kangurek, wszystko aby w nocy było ciepło. Na muzea w przyszłym roku MON planuje wydać 144 mln zł. Ale póki co nie stać  go na … odpowiednie mundury dla żołnierzy. Żołnierze to widzą, a politycy te tysiące wyborców lekceważą!

Ale w interpretacji często zmieniających się przepisów mundurowych pogubiło się na Dragonie 17 samo MON i po prostu wydano co zalegało w magazynach lub co się Gestorowi i WOG-om podobało. Wojsko na jesienne noce dostało między innymi pustynne (to nie żart!) szorty i podkoszulki oraz zimowe tzw. behatki. Słowem częściowo wydano umundurowanie typowo pustynne, częściowo zaś typowo zimowe! Zaś wisienką na torcie było to, iż w ogóle nie przewidziano umundurowania przeciwdeszczowego! Widać szefowie MON uznali, iż wrzesień i październik to w Polsce okresy pory suchej (pustynne szorty) i bezdeszczowej.

Jak zwykle pewnym problemem były buty. Jak się okazało, w kilku przypadkach wadliwe (zawsze w każdej partii się takie znajdą) i co ciekawe – bez możliwości wymiany jak np. podeszwa pękła lub się porwały na skutek ćwiczeń. Stąd dosyć szybko zdarzały się przypadki chodzenia w butach cywilnych.

Dragon 3Rys.3 Ukrainizacja żołnierzy przy występujących brakach wyposażenia nastąpiła na Dragon 17 szybko. Końcówka ćwiczeń – widać brak wojskowych butów których nie było możliwości po uszkodzeniach wymienić, prywatne dresy i czapki (w nocy w końcówce września pod samym hełmem jest niemiłosiernie zimno) oraz pustynne .. kamizelki taktyczne, w rękach hełm pamiętający czasy PRL. Wszystko bez realnej możliwości przeprania.

Na skutek takiego „zaopatrzenia” żołnierzy, po pierwszej nocy spędzonej w polu, szosy i drogi wokół poligonu szybko zaroiły się od samochodów zaniepokojonych rodzin, które zaczęły żołnierzom przywozić ciepłe ubrania na noc, foliowe płaszcze i plandeki przeciwdeszczowe oraz inne wyposażenie, które powinni dostać z MON, a nie dostali. W krótkim czasie wojsko w polu zaczęło przypominać ubiorem ukraińską armię i jej ochotników z lata 2014 roku. „Modernizacja” armii chyba jednak nie poszła w tym kierunku, o którym w licznych wypowiedziach informował szef MON niezorientowaną w rzeczywistości wojska opinię publiczną.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż nawet żołnierze zawodowi mają podobny problem z uzyskaniem przysługujących im sortów mundurowych. Szacuje się, iż około 10-20% żołnierzy zawodowych nie dostało w tym roku przysługujących im sortów mundurowych. Wszystko zaś wskazuje, że sytuacja się jeszcze pogorszy gdyż jak dotąd, nie zawarto kontraktu na nową partię mundurów. Wprawdzie mówi się o wprowadzaniu jakiś nowych wzorów umundurowania, ale jak to jest z obietnicami ministra Macierewicza to wszystkim wiadomo. Na razie nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie planowano jakikolwiek kontrakt zakupowy w tym zakresie, zaś wszelkie możliwe zapasy umundurowania kieruje się do amatorów z WOT. Stąd częstym widokiem na ćwiczeniach Dragon 17 byli żołnierze, nawet elitarnych formacji, którzy chodzili w powycieranych czy przetartych mundurach. Tajemnicą Antoniego Macierewicza jest, jak szefostwo MON zamierza egzekwować przepisy mundurowe (Rozporządzenie MON z dnia 31 12. 2014 r.) oraz Regulamin Ogólny Sił zbrojnych RP (decyzja MON z dnia 30.12.2013 r. nr. 445), gdy nie dostarcza żołnierzom sortów mundurowych pozwalających je przestrzegać? Jak pokazały ćwiczenia, MON Antoniego Macierewicza nie jest w stanie wyposażyć polskich żołnierzy w podstawowe rzeczy niezbędne do ćwiczeń, ale potrafi „zająć się” miliardowymi przetargami na śmigłowce, okręty podwodne czy systemy przeciwlotnicze. Zatem jak wierzyć w skuteczność zapowiadanych przetargów, jak szef MON nie jest w stanie odpowiednio umundurować wojska na zwykłe ćwiczenia?

Dragon 4 (800x450)Rys.4 Tak poza kamerami, niejednokrotnie wyglądają mundury elitarnych zawodowych formacji, nie wszyscy żołnierze zawodowi dostali w tym roku przysługujące im sorty mundurowe i prawdopodobnie nie dostaną też ich w roku przyszłym. Rekruci z WOT są ważniejsi…

Jak była zła sytuacja mundurowa ćwiczących wojsk niech świadczy fakt, iż w bardzo zimne noce zaczęły występować wypadki samowolnego schodzenia żołnierzy z poligonu do obozu. Aby temu zapobiec część dowódców zdecydowała się zmniejszyć obsady wojska na poligonie i wprowadziła rotację żołnierzy na nocnych ćwiczeniach.  Zdarzało się też, iż po opadach deszczu całe pododdziały chciały zejść z pola i zakończyć ćwiczenia gdyż … nie posiadały żadnej odzieży przeciwdeszczowej! Gdyby na Dragonie 17 zdarzyła się na dłużej typowo jesienna, deszczowa pogoda, ćwiczenia by się nie odbyły. Rezerwa zeszła by z pola. Na szczęście było słonecznie i do całkowitej kompromitacji nie doszło.

Równie fatalne było zabezpieczenie medyczne. W punktach medycznych nie było nawet tak prostych leków jak syrop na kaszel, tabletki na gardło, czy nawet zwykła polopiryna! Owszem zabezpieczono się na wypadek złamań, postrzałów czy innych groźnych wypadków, ale zlekceważono najczęściej występujące jesienią schorzenia jak katar, gorączka czy ból gardła. Żołnierze i ich rodziny we własnym zakresie musieli nabywać medykamenty, często gdy już choroba była zaawansowana. Dlatego też około 10-15% ćwiczących stale było na zwolnieniu lekarskim, bądź też przebywało w gorączce na terenie obozu.

Dragon 5 - KopiaRys. 5 Nierzadko jeszcze występujące WC w wojsku na tzw. „Małysza” ale ministrowie zajmują się zakupem „Patriotów”…

Jeszcze większą kompromitacją na Dragonie 17 okazały się sprawy bytowo-sanitarne. W wielu miejscach brakowało np. sanitariatów. Bałagan organizacyjny w WOG dał tutaj o sobie wyjątkowo znać. Na jednym obozowisku toy-toye nie zdążyły być ustawione na czas. Na drugim zdjęto je bez powiadamiania dowódców ćwiczących oddziałów, na kilka dni przed tym, zanim wojsko zjechało z poligonu! Stąd bywało, iż na 200-300 żołnierzy przypadały 2 toy-toye! Zaczęły się robić kolejki i dochodziło do scysji w tym zakresie, zanim problemy udało się załatwić. Oczywiście w czasie wizyty Prezydenta i szefa MON ustawiono specjalne, pancerne toy-toye dla nich tylko dostępne.

Były problemy nawet z tak prozaicznymi rzeczami jak woda! Rozporządzenie MON z dnia 4 marca 2011 określa normę należności wody pitnej butelkowanej 1,5 l na czas pokoju i 2,5 litra na czas wojny, co jest oczywistą bzdurą. I tą oczywistą bzdurę usankcjonował decyzją nr 97 z dnia 15 maja 2017 roku sam szef MON Antonii Macierewicz. Co ciekawe to rozporządzenie nie dotyczyło zagranicznych wojsk NATO. Przypomnę, w Instytucie Żywności i Żywienia opracowano dla ludności Polski normy określające wystarczające spożycie wody (zawartej zarówno w napojach, jak i pożywieniu) na poziomie 3,7 litra dla mężczyzn (Normy żywienia człowieka, red. nauk. M. Jarosz, B. Bułhak-Jachymczyk, PZWL,Warszawa 2008). Co ciekawe, normy 1.5 litowe nie dotyczą wyższych urzędników MON, mimo iż mają funkcję sztabowe czy urzędnicze, to wody mogą zużywać dowolnie. Ale wojsko w polu musi od paru lat zadawalać się owymi 1,5 l. Stąd Prezydent i Minister Obrony Narodowej podczas wizyty mieli wody pod dostatkiem, ale już paręset metrów dalej była ona problemem dla ćwiczących żołnierzy. Dochodziło do gorszących scen gdy na stołówkach obsługa, zabierała  butelki z wodą, tym którzy chcieli jej pobrać więcej niż przysługujące 1,5 litra (nawet kobietom).

Podobnie sprawa miała się z namiotami. Dochodziło do sytuacji gdzie w jednym namiocie zamiast 8 łóżek stawało 12! Niektóre pododdziały miały możliwość przenocowania gdy … inne ruszały na noc w pole.  Braki namiotów były tak wielkie, iż wojsko na ćwiczenia Dragon17 musiało pożyczać namioty od prywatnych firm! Co by było gdyby trzeba było zorganizować ćwiczenia nie dla 17 tys., ale dla 20 lub 25 tys. wojska? I co można sądzić o kierownictwie MON, które nie jest w stanie zabezpieczyć odpowiedniej ilości namiotów na średniej wielkości ćwiczenia?

Także sprawy żywnościowe przestawiały wiele do życzenia. Tak oszczędnego i ubogiego jedzenia nie pamiętali najstarsi Rezerwiści. Oczywiście na stołówkach żołnierskich prominenci ze Sztabu Generalnego czy Generalnego Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych nie byli obecni…

Dragon 6 - KopiaRys. 7 Przykładowe „patriotyczne” śniadanie żołnierzy na Dragonie 17. Do tego nieograniczona ilość chleba, ale woda była już racjonowana. Minister Antonii Macierewicz postanowił nawet na jedzeniu dla wojska oszczędzić, aby tak pozyskane środki przekazać dla WOT!

Nie mniejszym problemem był dla żołnierzy brak kantyn i możliwość spędzania wolnego czasu po ćwiczeniach. Z nieznanych przyczyn poprzednicy Macierewicza postanowili, iż kantyna to rzecz niepotrzebna, a co najważniejsze zlikwiduje się w ten sposób proceder picia piwa w wojsku. Oczywiście procederu nie zlikwidowano, zaś na Dragonie 17 wyszła z tego międzynarodowa kompromitacja. Okazało się, że bufety funkcjonują tylko gdy ćwiczą wojska NATO, tam zaś gdzie ćwiczy żołnierz polski, ani bufet, ani kantyna się jemu nie należą! Choć poligon jeden dla wszystkich. Nie musze dodawać, iż cały czas trwał zakaz opuszczania obozowiska. Dlatego nawet najprostsze potrzeby, typu zakup mydła, czy szczoteczki do zębów (jak ktoś zgubił) był dla ćwiczących sporym problemem.

Ale nie to najbardziej zabolało Rezerwistów, najbardziej zabolało to, że potraktowano ich jak żołnierzy drugiej kategorii. Niejednokrotnie mieli oni za sobą dwa lata ciężkiej służby w pododdziałach specjalnych lub parę misji w Iraku lub Afganistanie. Często wymagano od nich podobnych umiejętności co od żołnierzy zawodowych. Szczególnie dotyczyło to kierowców, łącznościowców czy saperów, tym bardziej, że od 30 lat sprzęt w większości wiele się nie zmienił. Ale wyposażenie mieli częstokroć uboższe niż w PRL. Czarę goryczy przelały wizyty szefa MON Antoniego Macierewicza, oraz Prezydenta Andrzeja Dudy. Obaj prominenci skutecznie omijali, podczas wizyty na największym poligonie w Drawsku rezerwistów. Żaden z nich się z nimi nie spotkał. Jest to o tyle zastanawiające, iż to są właśnie ich wyborcy. Mogli zdobyć tysiące głosów zarówno rezerwistów i ich rodzin. Niestety skutek był odwrotny. PiS zyskało tysiące przeciwników, świadków owej farsy na Dragonie 17. Czekaliśmy na odwiedziny Prezydenta, ale nie przyjechał, co świadczy o jakości doradców jakich ma w Pałacu.

Dragon 7 - Kopia (480x640)Rys. 8. Pancerne toy-toye Prezydenta i Ministra, symbolem całkowitego wyobcowania cywilnych zwierzchników od żołnierzy …

 

NATO: TRENUJ TAK JAK BĘDZIESZ WALCZYŁ,
MON: TRENUJ JAK GESTOR DA!

Premier: wyposażamy polską armię w nowoczesny sprzęt…

Aby zrozumieć problem sprzętowy wojska, trzeba jedno zaznaczyć, o czym media i politycy milczą, aby nie niepokoić Polaków. Otóż armię zawodową to mamy tylko w czasie pokoju. W czasie wojny, żołnierze zawodowi stanowić będą zaledwie ok. 40% zmobilizowanych sił. Dlatego jeśli przyjąć zasadę, że wojsko szykujemy na czas wojny, a nie do defilad, to trzeba mieć świadomość, że nasze wojsko jest tylko w 40% zawodowe! Stąd tak ważny jest dla wielu zawodowych żołnierzy stan wyszkolenia Rezerwy i jej odpowiedniego zaopatrzenia. Coś co poprzednicy ministra Antoniego Macierewicza zupełnie „położyli”. Bo to nikt inny, tylko Wojska Operacyjne i Rezerwa będzie przyjmowała na siebie główny ciężar walki.

Na Dragonie17 żołnierzy najbardziej poruszyła ubogość wyposażenia i podział wojska na to „lepsze” ministra Macierewicza, zawodowe i to niechciane – Rezerwowe. Trzeba w tym miejscu dodać, iż sama idea Obrony Terytorialnej jest słuszna, ale tworzenie jej, kosztem zawodowych wojsk operacyjnych jest delikatnie mówiąc, pomyłką. WOJSKA OBRONY TERYTORIALNEJ NIGDY NIE PRZEJMĄ GŁÓWNEGO CIĘŻARU OBRONY KRAJU, bo jest to tylko komponent WSPIERAJĄCY Wojska Operacyjne.

Dragon 8 - KopiaPrezydencki śmigłowiec na Dragon17; źródło: własne i kolegów

Zadziwiające więc jest, że niedoświadczone i niewyszkolone Wojska Obrony Terytorialnej (trudno być wyszkolonym, po paru miesiącach istnienia) dostały na wyposażenie nowoczesne kamizelki, hełmy kevlarowe, środki łączności i pozoracji, a wyszkolona Rezerwa na której będzie spoczywał główny ciężar obrony, dostała zabytkowe hełmy z PRL, wyposażenie  wyciągnięte z dna magazynów (np. pustynne kamizelki taktyczne – to nie żart) oraz muzealny sprzęt do obsługi. Mało tego, wiele dostępnego w czasach PRL wyposażenia brakowało (np. pałatek przeciwdeszczowych lub ich nowoczesnego ekwiwalentu!). Brakowało systemów termo i nokto-wizyjnych, systemów łączności, środków maskowania i obserwacji, saperskich czy nawet zwykłych środków transportu! Zdarzały się przypadki, iż wojsko musiało czekać po 2-3 godziny, gdyż nie było go czym zawieźć w dany rejon ćwiczeń, bo nastąpiła awaria przestarzałego sprzętu. Takiej nędzy sprzętowej nie pamiętali nawet żołnierze pełniący służbę jeszcze za PRL! Bardzo często zdarzało się, że aby wyposażyć żołnierzy Rezerwy w dany sprzęt, to było on … wypożyczany z drugiej jednostki, która akurat nie ćwiczyła! Wiele zaplanowanych epizodów nie odbyło się gdyż po prostu brakło sprzętu i środków, zaś żołnierze niepotrzebnie „wytapiali czas” spędzając go np. na przysłowiowym grzybobraniu. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż nowoczesny sprzęt czasami zamiast być w polu dla ćwiczącego wojska, był na pokazach dla cywilów.

Wielokrotnie okazywało się, że nowoczesny sprzęt łączności, transportu czy też inny sprzęt zabierano przed ćwiczeniami z wyszkolonych jednostek operacyjnych (zawodowych) dla Obrony Terytorialnej. Wiele jednostek w zamian dostało sprzęt 30-40 letni, którego awaryjność przekraczała wszelkie możliwe normy, albo … nic nie dostawała! Generalnie na ćwiczeniach królował sprzęt rodem z PRL. Niejednokrotnie na poligonach występował sprzęt… muzealny!

Dragon 9 - KopiaRys 9 Zamiast nowoczesnych śpiworów pozwalających spać w polu w każdych warunkach, szałasy jak w I Wojnie Światowej. Gdyby dowódcy pododdziałów nie wydali zgody na zabranie koców i materacy, żołnierze musieli by nocować na gołej ziemi, pod gołym niebem.

Dragon 10 - KopiaRys.10 Częsty widok w Wojsku Polskim, 45-letni BRDM 2 (w środku), pamiętający jeszcze czasy kolonii w Afryce, nietknięty ręką modernizacji… a w cywilu…

Niestety wielkie ilości takiego sprzętu utrzymuje się w jednostkach na czas wojny. Co ciekawe zaliczany jest on do ZN (zapasów nienaruszalnych), w związku z czym stoi w dużych ilościach, nieużywany w garażach, a czasami pod chmurką. Takie podejście do majątku, odziedziczone po PRL nadal dominuje wśród dowództwa i cywilnego szefostwa MON (także poprzedniego). Jak wiadomo sprzęt nieużywany starzeje się dwa razy szybciej. Niejednokrotnie Rezerwiści zauważyli, że wyprowadzany z garażu, mimo że nieużywany, gdy „dostaje powietrza” staje się awaryjny i zaczyna w nim wysiadać wszystko po kolei. Z mozołem remontuje się kolejne usterki. Niejednokrotnie jest to sprzęt z 40 letnim (i więcej) rodowodem! Koszty takich remontów są kolosalne, a pożytek z nich żaden, gdyż za chwilę będą kolejne usterki. W ten sposób są w wojsku przechowywane setki, a być może i tysiące sprzętu, który nie jest obecnie przydatny i na pewno nie będzie przydatny podczas mobilizacji, gdyż … „dostanie powietrza”. Niestety dotyczy to też i nowszego sprzętu. Może już czas aby MON wypracowało sensowniejsze od PRL-owskich, procedury podejścia do stanów ZN i ich remontów i użytkowania? Jak zła jest sytuacja sprzętowa w wojsku, niech świadczy fakt iż podczas akcji ratowniczej w Rytlu był używany „najnowszy” 50-letni sprzęt poradziecki (http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/ciekawostki/news-sprzet-wojskowy-z-czasow-zsrr-ratuje-ludzi-w-rytlu,nId,2430518).

Dragon 11 - KopiaRys. 11 … taki sam wóz zarejestrowany już jako … zabytek! Co ciekawe czasami zdarzało się że wojsko sprzedawało nowsze wozy a sobie zostawiło … starsze!

Tajemnicą poliszynela jest że w razie klęski żywiołowej, porównywalnej do powodzi z roku 1997, wojsko nie wystawiło by nawet połowy sprzętu, jaki był wtedy wykorzystywany! Zaś intensywność lotów śmigłowców byłaby nieporównywalnie niższa niż miało to miejsce w roku 1997. Świadczy to jaką degradację techniczną przeszły nasze Siły Zbrojne w czasie tych 20 lat!

Dragon 12 - KopiaRys. 12 Takie „kolekcje” sprzętu są w każdej dywizji, brygadzie czy pułku. Dowódcy jednostek z chęcią by się ich pozbyli ale rozkaz z MON od wielu lat brzmi: „utrzymywać, remontować, konserwować”! Minister Macierewicz dzielnie kontynuuję tę tradycję …

Dragon 13Rys. 13. Pożytek z takiego sprzętu w razie mobilizacji będzie znikomy. Jak „dostanie powietrza” to nie przejedzie nawet 100 km. Ale liczby w MON muszą się zgadzać i setki milionów wydaje się na jego remonty i konserwacje. Mimo buńczucznych zapowiedzi szefa MON, w tym zakresie nic się nie zmieniło od czasów PRL. A Rezerwa musi na czymś takim ćwiczyć i jeździć.

Dragon 13aRys.14 Zresztą nie tylko Rezerwa posługuje się muzealnymi obiektami. Star 266 sprzęt transportowy jednej z elitarnych zawodowych brygad, nietknięty modernizacją od 37 lat! W cywilu od ręki można go zarejestrować jako pojazd zabytkowy! Tutaj kolejna awaria… a wojsko czeka na dowiezienie na miejsce ćwiczeń!

Dragon 15Rys.15 Nowoczesny sprzęt idzie do Obrony Terytorialnej, która w wielu wypadkach nie posiada etatowych kierowców i nie ćwiczyła nim jazdy, zaś nauka jazdy na noktowizji, ubezpieczenia kolumn czy ubezpieczenia postojów na razie się w WOT … nie planuje!

Piętą achillesową okazały się środki łączności. Rezerwa posługiwała się archaicznymi R-123 z lat 60-tych, czy Radmorami, w których baterie wyczerpywały się już po kilku godzinach. Co ciekawe nadal są prowadzone szkolenia na tym sprzęcie, co oznacza iż zamierza się go jeszcze dłuższy czas trzymać:

Generalnie łączność była utrzymywana przez wojsko będące w polu za pomocą … cywilnych telefonów komórkowych. Choć wiadomym jest iż potencjalny przeciwnik potrafił na Ukrainie je namierzać i wykonywać w to miejsce ostrzały artyleryjskie, to wielokrotnie innego wyjścia nie było! Jest to tym bardziej zdumiewające, iż w styczniu 2016 roku MON zakupił za ponad 600 mln zł., ok. 2000 sztuk dobrej jakości radiostacji firmy Harris (jakoś tutaj ministrowi Macierewiczowi nie przeszkadzało, że to firma niepolska, ale brawo za tak ważny zakup). Co się z nimi stało? Trudno powiedzieć, bo na Dragonie 17 taki sprzęt był rzadkością. Być może jest gdzieś w magazynach nieodgadnionego WOG-u? Poza tym, także polskie firmy robią sprzęt łączności ale w wojsku nadal występują analogowe, stare radiostacje.

Dotkliwy był również brak systemu zarządzania polem walki szczebla batalionu BMS (Battlefield Management System), na który wojsko czeka od dawna. Wśród żonierzy obrósł już legendami. Co ciekawe taki system, niezłej jakości jest produkowany w Polsce od kilku lat. Niestety bałagan poprzedniej ekipy oraz kompletne pogubienie się obecnego szefa MON sprawiło, że nadal go w wojsku nie ma. Zemścił się na Antonim Macierewiczu brak współpracy z polskimi firmami prywatnymi, i być może jakaś niekompetencja ludzi, których wprowadził on do PGZ i jak to sam określił – „wprowadzenie (mnie, przez nich) w błąd to delikatne określenie”. Przetarg unieważniono i znowu przyjdzie wojsku czekać na tak ważny dla niego system BMS, latami. No chyba, że minister Macierewicz podejmie męską decyzję jak w sprawie radiostacji…  Jak ważny to system?! Można jego brak porównać do braku GPS na rynku cywilnym. Czy ktoś z kierowców wyobraża sobie dziś życie bez GPS? Wojsko musi się obyć bez BMS.

W każdym razie, wyłączenie sieci komórkowej przez prywatnych operatorów na obszarach ćwiczeń Dragon 17 rozłożyłoby całe ćwiczenie. Dodam, że wielu żołnierzy Rezerwy uszkodziło swoje prywatne telefony komórkowe chcąc jak najlepiej wykonać powierzone im przez przełożonych zadania. I podobnie jak za leki, nikt im za to nie zwróci. Taka karma Rezerwy.

Dragon 16 - KopiaRys.16 Radiostacje R 123 z połowy lat 60-tych, to nadal w wielu wypadkach (zbyt wielu) standard w Wojsku Polskim. A przetarg na system zarządzania polem walki BMS został właśnie anulowany. Brak w Siłach Zbrojnych BMS można porównać do braku w Polsce systemu GPS u cywilnych użytkowników!

Podobnie było ze środkami pozoracji. Właściwie używano ich tylko w tzw. VIP-Day, aby Prezydent i minister MON mięli co pokazać mediom. W pozostałe dni wojsku musiało wystarczyć gromkie „ta-ta-ta-ta” lub minimalne ilości środków pozoracji. Poszła nawet fama, iż jeden z pododdziałów musiał oddać swoje środki pozoracji kompanii honorowej, gdyż ta nie miała „ślepaków” na pogrzeb!

Dragon 17 - Kopia

Rys. 17 Nowoczesny sprzęt rozpoznania, dostępny na pokazach dla cywilów, podczas gdy w polu były jego dotkliwe braki….

Dragon 18Rys. 18 Kolejne muzealne eksponaty na ćwiczeniu Dragon 17 – SU-22, właśnie rezygnuje z nich ostatni afrykański kraj – Angola. U nas MON przewiduję jeszcze „parę lat” użytkowania. Zaniedbania jeszcze poprzedników Antoniego Macierewicza.

Generalnie Dragon 17 miał przebieg niejako dwutorowy. Jedno ćwiczenie, odbyło się w obecności Prezydenta, Ministra i licznych dziennikarzy. Drugie zaś, poza widokiem zacnych gości i dziennikarzy. PRL wprawdzie zniknął, ale nie w MON. Nadal obowiązuje tam PRL-owska „pokazówka” dla oficjeli i szara rzeczywistość zwykłego żołnierza. W każdym razie, w końcówce PRL-u sprzętu z II Wojny Światowej na poligonach się nie widywało. Obecnie 40-letni sprzęt to częstokroć norma, nawet w elitarnych brygadach.

Dragon 19Rys.19 Tak mniej, więcej wygląda wojsko na pokazach dla VIP-ów…

Dragon 20Rys. 20. …a tak w rzeczywistości, blisko realiów PRL, będzie wyruszać Rezerwa w pole w przypadku mobilizacji!

KLĘSKA W SZYMANACH, PORAŻKA POD DĘBLINEM, KOMPROMITACJA NA DRAWSKU

„Ćwiczenia przebiegają znakomicie, wszystkie zadania są realizowane na wszystkich miejscach, kilkunastu, które w całej Polsce, które są obiektami tych ćwiczeń” – Antoni  Macierewicz 26.09.2017

Dragon 21

Rys.21 .Następuje dramatyczny podział wojska, na to „oficjalne” ministra Macierewicza i… … to gorsze, Rezerwowe i Zawodowe. Tylko że w razie „W” to na nie spadnie główny ciężar walki, a nie na WOT.

Celem całego ćwiczenia Dragon 17, jak ujął to rzecznik MON ppłk Szczepan Głuszczak, w informacji z dania 04.09.2017, było:  „zgranie funkcjonowania dowództw z działaniami wojsk zgodnie z wojennym przeznaczeniem oraz doskonalenie ich współdziałania z Wojskami Obrony Terytorialnej (WOT) i organami administracji publicznej”.

Wprawdzie trudno było je zrealizować przy tak ubogich środkach, ale przy odpowiedniej organizacji można było je jakoś zgodnie z planem przeprowadzić. Jednak wyżsi oficerowie, którzy przybyli z centralnego szczebla MON na poligony i te zagadnienie położyli.

De facto praca oficerów z Warszawy skupiła się na mapach i wirtualnym przesuwaniu wojsk na komputerach sztabowych. Dochodziło do sytuacji, w których niektórzy sztabowcy z Warszawy, dowiadywali się po dwóch dniach, iż mają prawdziwe pododdziały w polu. Nie było żadnego zgrywania sztabów z działaniami wojsk, część pododdziałów ćwiczenia spędziła na pozycjach w sposób statyczny. Były pododdziały, które przez cały okres Dragona 17 nie otrzymały prawie żadnego zadania, żadnego rozkazu poza początkową sytuacją operacyjną! Przy części ćwiczących pododdziałów nie wyznaczono nawet rozjemców. Liczne sekwencje ćwiczeń w ogóle się nie odbyły, gdyż brakło odpowiedniego sprzętu lub scenariusza podgrywki. Podgrywające przeciwnika sekcje, często nie wiedziały jakie sytuacje mają wytworzyć dla ćwiczących sztabów. Podobnie było z pododdziałami, które podgrywały przeciwnika w polu. Jest to o tyle zastanawiające, iż scenariusz ćwiczeń był znany oficerom z MON, co najmniej od czerwca. Często miało się wrażenie, że przybywający oficerowie z Warszawy są bardziej zainteresowani szybszym powrotem do domu, niż dobrze przeprowadzonymi ćwiczeniami. Generalnie zrobiło się takie zamieszanie w Drawsku, że wojska odesłano do obozu i zakończono ćwiczenia nieoficjalnie… dzień wcześniej.

Na uwagę jednak zasługuje fakt, iż dużym zaangażowaniem wykazało się dowództwo ćwiczących jednostek oraz ich kadra zawodowa. Częstokroć ich elastyczność szkolenia i co tu mówiąc profesjonalizm ratował sytuację. Przećwiczono wiele elementów, które dla rezerwistów, po 10-20 latach przerwy w ćwiczeniach, były novum. Starano się nawet podchodzić indywidualnie do poszczególnych żołnierzy. Nie żałowano dostępnych sobie sił i środków. Technicy przy tak starym sprzęcie – (czapki z głów) chapeau bas! Generalnie traktowano rezerwistów jak kolegów z mniejszym stażem, nieco przestarzałą wiedzą oraz … wysoką średnią wieku (ok. 40-45 lat – pokłosie polityki poprzedniej ekipy MON). Niestety braki sprzętowe nie pozwoliły na szereg niezbędnych ćwiczeń.

Jeszcze gorzej poszły ćwiczenia z Obroną Terytorialną (OT) w Szymanach choć tam braków sprzętowych nie było. Dla propagandowego sukcesu zaplanowano, że 40 ludźmi z OT zostanie zajęte lotnisko. Jak słusznie to zauważył generał Polko, tyloma ludźmi to można zająć co najwyżej niedużą umocniona willę, a nie port lotniczy z dwukilometrowym pasem. Tutaj również generałowie z MON popisali się w planowaniu kompletnym absurdem. Gdyby to była wojna, to cały ten pluton OT zostałby wytłuczony w parę minut. Po co więc generałowie z MON organizowali tą szopkę? Aby zrobić jak w PRL pokazówkę i aby obywatele uwierzyli, że po 16 dniach szkolenia każdy może zostać „specjalsem”? Niestety skutek był odwrotny. Większość obecnych w Szymanach oficerów widziała brak zgrania, koordynacji i współpracy. Znamienne, że nawet dziennikarze zauważyli iż oficerowie w Szymanach bardzo skutecznie unikali odpowiedzi na pytanie, czy żołnierze WOT zdali swój pierwszy egzamin praktyczny. Trudno winić o tą „klapę” zwykłych żołnierzy, po prostu szefostwo MON chyba nie dorosło do tego aby planować takie ćwiczenia…

Cicho było natomiast o następnej porażce na Dragonie 17, czyli o budowie przeprawy przez Wisłę w miejscowości Wółka Gołębska. Scenariusz zakładał przygotowywanie przeprawy przez Wisłę, koniecznej do przemieszczania się wojsk, gdyby nieprzyjaciel zniszczył dotychczasowy most. Jednak przeprawy nie postawiono. Najpierw MON tłumaczyło się wysokim stanem wody na Wiśle. Pomiary IMiGW nie potwierdziły komunikatu MON i w tym dniu stan Wisły był normalny. Wtedy poszła informacja, że nurt był za szybki. Jak było naprawdę – nie wiem. Można tylko przypuszczać, że był to kolejny bałagan organizacyjny lub stan techniczny 50-cio letniego sprzętu nie pozwolił na bezpieczne ustawienie mostu na Wiśle.

KRÓL JEST NAGI…

Antoni Macierewicz: …”nigdy więcej nie życzę polskiemu wojsku takich ludzi”…

Ćwiczenia Dragon’17 pokazały jednoznacznie, iż mimo buńczucznych zapowiedzi ministra Macierewicza, w wojsku nie zaszły żadne istotne zmiany, poza zmianami jednych twarzy na drugie. Procedury, pokazówki to elementy rodem z PRL, które są nadal kultywowane w MON na szczeblu centralnym. Zachodzące w wojsku zmiany nie idą w dobrym kierunku, co widać było gołym okiem. Jeszcze raz zaznaczę, iż te elementy ćwiczeń za które byli odpowiedzialni dowódcy poszczególnych jednostek czy pododdziałów, przebiegały sprawnie. Problem wojska to nie dowódcy jednostek wojskowych, ale cała otaczająca je administracja z WOG-ami, WKU i MON w Warszawie. Może czas najwyższy owe WOG-i, WKU i administrację w terenie, przyporządkować odpowiednim dowódcom brygad i dywizji, lub choćby dowódcom garnizonów? Tak aby oni decydowali kogo i co potrzebują na czas ćwiczeń.

Obecny stan naszych Sił Zbrojnych nie może być przez nikogo tolerowany. I nie pomogą tutaj zaklęcia w postaci nadawania wojsku jakiejś, szczególnej patriotycznej otoczki, bo Rezerwy patriotyzmu nie trzeba uczyć! Trzeba sobie odpowiedzieć wprost na pytanie: jaki sens ma zabieranie nowego sprzętu zawodowcom i wręczaniu go amatorom? Bo kto inaczej nazwie WOT? I kto osłabia przez to obronność kraju? Czy ci, którzy krytykują takie postępowanie, czy ci którzy zasłaniając się patriotyczną mgłą (bo nigdy sami w wojsku nie służyli) de facto rozbrajają zawodowe wojsko? A gołym okiem widać całą ubogość Sił Zbrojnych, pogarszający się ich stan i fakt, że nowego sprzętu nie starczy dla wszystkich.

Trzeba powiedzieć sobie jasno – Wojsko Polskie padło ofiarą polityki upartyjnienia państwa i niekompetencji kierujących nim od 20 lat polityków cywilnych. Niejednokrotnie się zdarzało, że szefem czy vice szefem MON zostawał działacz partyjny, który wojska nie widział nawet na defiladzie! Od 20 kilku lat widać, iż każda kolejna ekipa MON reprezentuje sobą coraz niższy poziom zarządzania i coraz większy brak zdolności kierowania armią. Kiedyś szefowi MON wystarczyło dwóch zastępców, dzisiaj nawet ich pięciu nie potrafi zorganizować średniej wielkości ćwiczenia.

To już naprawdę ostatni dzwonek na zmiany w naszej armii. Ale jak podejrzewam, zamiast wyciągnąć wnioski i  wprowadzać sensowne reformy, to wzorem poprzedników z PO, szef MON nieformalnie zakaże przeprowadzać ćwiczeń dłuższych niż 7-10 dni, aby bałagan w armii nie był tak widoczny. Być może ograniczy liczbę ćwiczących żołnierzy Rezerwy, albo ze szkodą dla Polski ich zakaże, jak zrobiła to PO. Ograniczy się być może, wizyty dziennikarzy na poligonach i w jednostkach. A jeśli sprawa się zbyt szeroko „rozleje” to pewnikiem będzie się szukało kozła ofiarnego obecnej sytuacji. I jak znam życie będzie to, jakiś Bogu ducha winny żołnierz, możliwie niskiej rangi.

Jest nadzieja, że jednak ktoś w MON wyciąga właściwe wnioski z tych ćwiczeń, co pokazał min. komunikat MON z 3 listopada, w którym zapowiedziano pierwsze kroki celem poprawienia w/w sytuacji (http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/komunikat-mon-02017-11-03/).  Przyznam szczerze, że mnie on zaskoczył i pokazał, że można sytuacje poprawić i nie wszystkie czynniki MON są głuche na dramatyczną sytuację naszych Sił Zbrojnych.

MEMENTO…

Szydło: budowa bezpiecznej Polski jest naszym wspólnym zadaniem i odpowiedzialnością, budowa ładu powinna być naszym wspólnym celem bez względu na różnice

Nie wiem czy jeszcze mamy mężów stanu w tym kraju i czy politycy wszelkich opcji są w stanie się porozumieć odnośnie wojska, tak jak w roku 1918. Jeśli żadna siła polityczna, przez ostatnie 20 lat, nie potrafiła pokazać, że potrafi skutecznie zarządzać rozwojem armii, to koniecznym jest, aby wszystkie te siły porozumiały się, co do powołania bezpartyjnej fachowej ekipy. A przede wszystkim do finansowania wojska przez kilka lat na poziomie 3% PKB, czyli to co było mówione w ostatniej kampanii wyborczej. I te 3%, nie za mityczne kilkanaście lat, tylko już od roku następnego! Inaczej utracimy te zdolności obronne, które jeszcze mamy.

Myślę jednak, że przekracza to zdolności pojmowania wspólnego interesu narodowego przez naszych polityków, mimo że sytuacja naszych Sił Zbrojnych jest  dramatyczna, a na świecie sytuacja polityczna zaostrza się. A gdyby doszło dzisiaj do mobilizacji, porównywalnej do tej jaka była na Ukrainie wiosną i latem 2014 roku, to nasza armia wyglądałaby nie lepiej, niż ta na Ukrainie. Trzeba mieć tego świadomość, bo tę świadomość zyskali żołnierze na Dragon 17!  Czy to wystarczy aby obecna ekipa dokonała odpowiednich zmian?

Uwagi:

Nie używałem w tekście terminów stricte wojskowych aby był on zrozumiały dla większej części społeczeństwa.  Dziękuje kolegom z Obrony PRO za udostępnienie swoich zdjęć.

Jak ważny jest to temat i poruszający nas wszystkich, niech świadczy fakt, że w pierwszej dobie część pierwsza miała 120 tys. odsłon. Bardzo Państwu dziękuję.

Opublikowano za: https://www.mpolska24.pl/post/15381/dragon-17-czyli-najwieksza-kompromitacja-w-dziejach-mon-czesc-1

https://www.mpolska24.pl/post/15402/dragon-17-czyli-najwieksza-kompromitacja-w-dziejach-mon-czesc-2

Comments

  1. marcin says:

    Uwaga porządkowa do zdjęcia nr 5: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/wp-content/uploads/sites/2/2017/11/Dragon-5-Kopia.png

    Kucanka czy „sracz na Małysza” zapewnia bardzo zdrową, anatomiczną pozycję do oddawania stolca. Kto nie wie, niech spróbuje. Prawidłowa powinna wyglądać tak: http://www.xn--podrnik-o0a74j.info/wp-content/uploads/2013/04/WP_20130415_210.jpg i jest używana przez większość ludzi na świecie, prawie wszystkich nie-białych. Taka konstrukcja WC jest korzystniejsza anatomicznie, co zauważyli również użytkownicy muszli klozetowych: http://2metryzdrowia.pl/wp-content/uploads/2015/10/toaleta35-stopniWPIS-1.jpg
    Muszle klozetowe to wynalazek białego człowieka, stosowany tylko przez niego.

    Moim zdaniem wojsko nie powinno likwidować takich wynalazków a raczej pójść dalej w kierunku cywilizacji: zapewnić wojakom wodę do podmycia tyłków po defekacji. Miałoby to sens zwłaszcza w kontekście braków w zaopatrzeniu w bieliznę, o których mowa w artykule. Ale zdaję sobie sprawę że to tylko marzenia.

    ________________________

    Z tekstu wyłania się tragiczny obraz polskiego wojska. W kontekście permanentnego podżegania do wojny z Rosją, w które jest zaangażowany warszawski minister wojny, nie jestem pewnie czy to źle. Jeżeli ma się to skończyć tak jak na Ukrainie, o czym wielokrotnie wspomina Autor, to rzeczywiście lepiej już wyjeżdżać z kraju, jak to zrobili Ukraińcy. Zresztą nie mam wątpliwości że mocodawcom Kaczyńskiego i Macierewicza właśnie o to chodzi.

    Oczywiście same narzucają się porównania z wrześniem 1939 roku i raportem generała Modelskiego „Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej”.

Wypowiedz się