Pokuta a nie watykańskie honory dla łotra abp Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa

Ludobójstwo na Kresach 2

Nadto moralnego zbrodniarza, błogosławiącego pełną gębą bestię Adolfa Hitlera i niemiecką armię nazistów. To właśnie on 22 lipca 1941 w imieniu swoim i narodu ukraińskiego, skierował do Hitlera własnoręcznie podpisaną deklarację chęci uczestniczenia w budowaniu „nowego porządku w Europie”. Znaczy tego niemieckiego, nazistowskiego porządku, w którym nie było naturalnie miejsca dla Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i ogólnie Słowian.

My wszyscy bowiem zostaliśmy w tym „nowym porządku” zakwalifikowani, jako podludzie i po temu mieliśmy być systematycznie eksterminowani, by stworzyć miejsce, którego już wtedy miało brakować dla nowej rasy panów! Tym samym przylgnęła do niego wieczna hańba! Obowiązkiem ludzi dobrych i uczciwych jest bowiem odpowiedzialne rozważenie w sercu i w sumieniu,  choćby wyłącznie tego, odrażającego czynu, tego łotra abp Szeptyckiego.

Blisko dwa lata temu, jak grom z jasnego nieba, przeszyła Kresowian niepokojąca wieść z Watykanu, który ogłosił, że greckokatolicki metropolita lwowski abp Andrzej Szeptycki znalazł się wśród ośmiorga Sług Bożych, których dekrety o heroiczności cnót, zatwierdził 16 lipca 2015 r. papież Franciszek. Naturalnie od pierwszych dni posypały się liczne protesty Kresowian i nie tylko wobec takiej wydaje się nieszczęsnej decyzji Watykanu. W sercach b. wielu ludzi mnożyły się bowiem żywe wątpliwości, a nawet b. głębokie oburzenie!

I nad wyraz słusznie! Protestuj i Ty! Masz do tego święte prawo! Już ponad 1100 osób z całej Polski, z Europy i z świata całego, publicznie nie zgadza się, by abp Andrzej Szeptycki dostąpił godności błogosławionego Kościoła.

Doprawdy trudno się dziwić, nagrabił sobie bez liku i to w materii, jak nabardziej b. poważnej. Ma na swoich rękach krew setek tysięcy niewinnych mieszkańców Wołynia, Podola, Polesia, Pokucia, Lubelszczyzny i Bieszczad, okrutnie zamordowanych w latach 1939 – 1947 przez zdziczałe bandy OUN – UPA, w ogromnej większości, były to bezbronne kobiety i dzieci.

Długo i na różne sposoby wspierał bowiem rodzący się ukraiński ruch patriotyczny we Lwowie i na Kresach południowo – wschodnich, a gdy ów zaczął się z wolna wyradzać w krwawego potwora, ten nie umiał temu zaradzić. Na współczesnej Ukrainie toczy się właśnie zażarta walka o tę prawdę. Ostry konflikt rozgorzał dla przykładu, po opublikowaniu książki „Dwa Królestwa” błogosławionego kapłana i męczennika Hryhorija Chomyszyna. Zainteresowanym polecam wpis na moim blogu pt.: „O. Ihor Pełehatyj swoim poświęceniem zdarł maskę miłości i prawdy z zakłamanej facjaty Cerkwi grecko – katolickiej na Ukrainie”

Wobec niespotykanego okrucieństwa ze strony Niemców i ukraińskich nacjonalistów, eksterminujących na potęgę Żydów, a potem Polaków właściwie zbrodniczo milczał. Zdołał wydusić z siebie jeden przydługi, teologiczny i mało zrozumiały dla wiernych List pasterski z 21 listopada 1942 r. : „Nie zabijaj”. Co gorsze, gdy banderowcy rozpoczęli ludobójstwo na niespotykaną skalę, dalej zbrodniczo milczał nie licząc dwu innych Listów, które również nie przyniosły oczekiwanego skutku, wobec braku stanowczych kroków. Ostatecznie usilnie proszony, a nawet przynaglany przez wielu, choćby przez kurierów AK, czy przez  metropolitę Lwowa abp Bolesława Twardowskiego, w końcu zdecydował się otwarcie potępić banderowskie ludobójstwo, ale jak to się często mawia, było już po herbacie!

Zarzuca mu się wiele, dużo więcej, pisałem o tym w artykułach opublikowanych, już na moim blogu na portalu niepoprawni.pl , polecam choćby: „Papieżu Franciszku gdy św. Maksymilian Maria Kolbe kończył żywot w bunkrze głodowym w tym samym czasie abp Andrzej Szeptycki zdradzał Polskę i błogosławił Hitlera”, czy inny: „Jak grom z jasnego nieba”, lub „Czy abp Szeptycki wzywał do grzebania Polski i wyrywania kąkolu z pszenicy?”

Tym razem skupię się na dwóch jedynie, ale jakże wymownych aktach jego ohydnej zdrady. Otóż po ataku demonicznej III Rzeszy na ZSRR i zajęciu Lwowa przez Wehrmacht, napisał list powitalny, w którym dziękował za wyzwolenie spod bolszewickiego jarzma, a następnie poparł wraz z biskupem Hryhoryjem Chomyszynem, ogłoszony 30 czerwca 1941 akt niepodległości Ukrainy. Mało i tego bowiem po zdobyciu przez Wehrmacht stolicy Kijowa, wysłał do Hitlera list z gratulacjami! Odsyłam do treści tego ohydnego listu!

Błogosławił w nim pełną gębą bestię Adolfa Hitlera oraz niemiecką armię nazistów, zbirów spod najciemniejszej gwiazdy piekieł, tym samym z pełną świadomością bez dwóch zdań grzeszył śmiertelnie, zdradzając Chrystusa Pana, Kościół katolicki, II Rzeczypospolitą Polskę, której ślubował wierność, zdradzał podle zwykłego człowieka. I żeby go od tego ciężkiego osądu uwolnić, musiałby abp Szeptycki być w tym czasie niepoczytalny, ale był w pełni sił duchowych i umysłowych. Naturalnie zawsze, nawet i teraz, znajdą się i tacy, którzy jego niemoralną postawę, usiłują na wszelkie sposoby usprawiedliwiać. Nie zmienia to faktu, że jego służba na stolicy Św. Jura we Lwowie, budzi ogromne zgorszenie wśród b. wielu, a przykładem niech będzie artykuł Agnieszki Kasperskiej, który został opublikowany 5 grudnia 2015 r. w Dzienniku Wschodnim pt.: „’To nie święty, to diabeł’ Nie chcą beatyfikacji abp. Szeptyckiego. Napisali do papieża”

Niektórzy dla przykładu podnoszą argument, że przecież metropolita abp Szeptycki uratował wielu Żydów i to od pewnej śmierci. Kiedy słyszę taką oto argumentację, to nie wiem czy ktoś raczy żartować, czy zwyczajnie wykazuje się pełną ignorancją, a może i niewiedzą na temat rozmiarów holocaustu Żydów na Kresach południowo – wschodnich. Tym odpowiem krótko, że owszem uratował może nawet dziesiątki i setki, by zarazem swą podłą postawą lizusa hitlerowskiego, żywo przyczynić się do zguby setek tysięcy, okrutnie zamordowanych na ulicach miast i miasteczek, podczas ukraińskich pogromów.

Ludobójstwo na Wołyniu 3

Inni podnoszą, że abp Andrzej Szeptycki opublikował potępienie „nieludzkiego i niehumanitarnego… ateistycznego Związku Radzieckiego”. Dokładnie, by całą duszą, przynajmniej w tej pierwszej, niekrótkiej zresztą fazie zaprzedać się hitlerowcom, o czym dawał żywe dowody. Wszak utrzymuje się o nim, że w czasie okupacji niemieckiej, jak i uprzednio sowieckiej (1939 – 1941), prowadził samodzielną politykę wobec władz okupacyjnych, kontaktując się także bezpośrednio z episkopatem Niemiec. Dzięki temu w dystrykcie Galicja Ukraińcy byli relatywnie uprzywilejowani; istniały np. greckokatolickie seminaria duchowne i Akademia Teologiczna (podczas gdy polskie były w tym czasie zamknięte). No proszę, jak to abp Szeptycki potrafił zadbać o swoje owieczki i to w czasie, gdy pierwsze setki i tysiące Polaków, już umierały z głodu i wycieńczenia w niemieckich (nazistowskich) obozach zagłady. Ten to się dopiero potafił ustawić, chyba tylko pozazdościć, no nie ma to tamto, po prostu wręcz idelany kandydat na Ołtarze, ale jakie bo chyba raczej te od perfekcyjnego egoizmu?!

 Ostatnio bywają i tacy, a mnożą się na potęgę, co to nieustannie wieszają się na Bogu ducha winnym św. Janie Pawle II, który ku pokrzepieniu serc, owszem wspomniał abp Szeptyckiego, pochylając się z miłosierdziem nad jego człowieczeństwem. Owym z całkowitym przekonaniem, chę powiedzieć, że nawet jeśli papież Jan Pawel II, wyraził taką nadzieję o włączeniu w przyszłości abp Szeptyckiego do grona błogosławionych, a działo się to we Lwowie w 2002 r., to zarazem absolutnie nie określił czasu, kiedy miałoby się to ewentualnie dokonać. I dodam, że ten trudny, obecny czas, zdecydowanie na to nie wskazuje! A dajmy na to za jakieś 1500 lat to kto i wie….., jak się Ukraińcy wcześniej neobanderyzmu oficjalnie wyrzekną….

Nie dla beatyfikacji abp Andrzeja Szeptyckiego

Od pierwszych dni października 2015 r. ruszyła zatem oficjalna strona Kresowian, proszących Watykan i osobiście papieża Franciszka o cofnięcie dekretu, uznającego heroiczność cnót abp Andrzeja Szeptyckiego, jeśli to tylko naturalnie możliwe. Tylko w pierwsze tygodnie blisko 1000 osób z całej Polski oraz z b. wielu miejsc Europy i świata, odpowiedziało pozytywnie na apel Kresowian, dając żywe świadectwo o negatywnych i złych owocach służby abp Andrzeja Szeptyckiego. W następnych miesiącach akcja została nieco zapomniana, ale na wciąż aktywnej stronie, wciąż pojawiają się nowe głosy poparcia. Ja sam pragnę przypomnieć, że swój podpis złożyłem już pod nr 98, zaś moja żona Maria pod nr 101.

Nie bądź bierny! Nie bądź letni! W końcu nie bądź tchórzem i nie bój się mówić tego, co czujesz, o czym dobrze wiesz i co jest zwykłą prawdą. Protestuj i Ty! Masz do tego święte prawo! Możesz tego dokonać jeszcze dziś na specjalnie stworzonej, ku temu stronie pod adresem:

http://www.petycjeonline.co /nie_dla_beatyfikacji_abp_andrzeja_szeptyckiego

Z tą b. cenną i błogosławioną inicjatywą wystąpił dwa lata temu pan Andrzej Łukawski, który w imieniu Ruchu Społecznego Porozumienie Pokoleń Kresowych, zwrócił się z gorącą prośbą o podpisanie Listu skierowanego do ówczesnego Nuncjusza Apostolskiego w Polsce Abp Celestiono Migliore. A ponieważ 6 sierpnia 2016 r. papież Franciszek mianował Nuncjuszem Apostolskim w Polsce abp Salvatore Pennacchio, który zastąpił na tym stanowisku abp. Celestino Migliore, (będzie odtąd przedstawicielem Ojca Świętego Franciszka w Federacji Rosyjskiej), po temu to na Jego barkach, spoczywa teraz wciąż aktualna petycja Kresowian.

W Liście Kresowianie zwracają się z gorącą proźbą, bezpośrednio do samego papieża Franciszka, o cofnięcie dekretu heroiczności cnót metropolicie lwowskiemu Andrzejowi Szeptyckiemu. List jest dostępny także w języku francuskim.

W zamyśle Andrzeja Łukawskiego powstanie strony jest b. ważnym gestem solidarności z Panią Janiną Kalinowską z Zamościa oraz z innymi naocznymi świadkami rzezi wołyńskiej. Wielu z nich całe swoje życie poświęciło upamiętnieniu pomordowanych, niewinnych Rodaków na Kresach, zwanych dziś już powszechnie Męczennikami Wołynia, Podola i innych części Kresów.

Warto w tym miejscu dodać, że moim pierwszym artykułem na portalu niepoprawni.pl., był właśnie tekst poświęcony, tej problematyce pt. „Jak grom z jasnego nieba”. Pisałem w nim 8 listopada 2015 r.: „Tylko Bóg jeden wie, czy abp Andrzej Szeptycki odpokutował, już wszystkie swoje grzechy, a są one straszne przede wszystkim przeciwko narodowi polskiemu i żydowskiemu. To grzechy obrzydliwej opieszałości, jego nielicznych, publicznych wystąpień w obronie bestialsko mordowanych przez jego pobratymców z OUN – UPA, setek tysięcy niewinnych Żydów, a potem i Polaków oraz nadto Ormian, Czechów i Rosjan. Dziś powszechnie wiadomo już, że zbrodnie te to czyste ludobójstwo, a nie jakieś tam przypadkowe zdarzenia o znamionach ludobójstwa oraz że nie działo się to przez jeden dzień, tydzień, czy jeden miesiąc, ale trwało przez całe długie lata 1939 – 1947.”

Zło jest złem i trzeba te sprawy nagłaśniać

W poniedziałek 5 czerwca 2017 r. pisałem przed południem w sms-ie do b. wielu znajomych i przyjaciół w Anglii, Szkocji i w Polsce, tak oto: „Serwus. Właśnie wysłałem tekst do naszego proboszcza tej treści: Szczęść Boże O. Romanie. Słuchałem uważnie wczoraj kazania i intencji modlitwy wiernych. Jestem wdzięczny za wiele mądrych przemyśleń! Mnie uderzyło poruszenie zbrodni owych trzech islamskich terrorystów, którzy w sobotę wieczorem (3 czerwca około 22.00), zamordowali siedem osób, a ponad 40 ranili. Czytałem, że 21 osób jest w stanie krytycznym (potem ta liczba się zmniejszała). Wspomniał O. Roman przed ludźmi, że ci mordercy może będą musieli odpokutować w czyśćcu. W takim razie pomyślałem sobie, jak wiele musi pokutować zbrodniarz moralny i podły człowiek abp Andrzej Szeptycki, który patrzył, jak jego pobratymcy mordują w dużo b. sadystyczny sposób setki tysięcy Polaków. Mało tego wcześniej patrzył, jak jego pobratymcy mordują setki tysięcy Żydów, a on pełną gębą błogosławił Hitlera i niemiecką armię nazistów. Oficjalnie deklarował budowanie nowego, nazistowskiego porządku w Europie, u boku bestii Hitlera. Takich, obciążających abp Szeptyckiego faktów jest dużo więcej, mnóstwo. Powoli to wszystko publikuję, by ludzie znali dokonania tego łotra. Niech mu ziemia lekką będzie! Raz jeszcze serdecznie pozdrawiam. Z Panem Bogiem S. T. Roch”

Otrzymałem liczne odpowiedzi, a niektóre z nich zasługują, bym je tu uwiecznił (za zgodą autorów), a zatem:

Grzegorz z Watford: „Również widzę podobieństwa między ISIS i OUN-UPA. Sławek pamiętaj aby o tym też napisać do Episkopatu i do Watykanu. Wiem że pragniemy, aby chrześcijanie się zjednoczyli, ale ukraińska Cerkiew grecko – katolicka nie spełnia wymogów unijnych. Pora aby Ich usunąć z łona Kościoła, albo przynajmniej upomnieć, ale to jeszcze nie teraz, nie za tego papieża. Kościół potrzebuje przebudzenia, tak samo jak ta zachodnia cywilizacja. Kościół przetrwa, bo nam to powiedział Jezus Chrystus, ale zachodnia Europa może już nie przeżyć tej degrengolady. Bardzo się cieszę, że coraz więcej kapłanów chce odprawiać mszę w rycie tradycyjnym.”

Jerzy z Glasgow: „Czołem Sławku. Z pewnością masz wiele racji. Z tego co piszesz trudno jego wybory uzasadnić polityką mniejszego zła. Prawda musi ostatecznie zwyciężyć. Pozdrawiam serdecznie. Z Bogiem Jurek.”

Nikodem z Londynu: „Dzięki Sławek. Nie mam zdania, choć czytam Twoje e-maile, to jednak kontrowersyjna postać, ale niech mu będzie lekko, gdziekolwiek jest. Nawet nie chcę się na Jego temat wypowiadać, jako że był arcybiskupem, a mam zasadę: ‘Księży nie krytykować, ale się za nich modlić’. Generalnie b. cenię Twoje posty i odsyłam do nich również zainteresowanych. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Marysię. Nikodem”

Ponieważ nie otrzymałem odpowiedzi, zadzwoniłem 6 czerwca do naszego proboszcza O. Romana Wernera TChr i pytałem go w sprawie treści tego sms-sa, który mu przesłałem dzień wcześniej. Powiedział mi: „No ale co my możemy zrobić?! Możemy się tylko modlić. Zło jest złem! Trzeba na pewno takie rzeczy nagłaśniać. Dobrze że to doszło ostatnio do Watykanu i proces beatyfikacyjny został wstrzymany.”

Na zakończenie trzeba zaś dodać:

I jeśli temu łotrowi Pan z wysokości krzyża w ostatniej godzinie życia jego, przebaczył podłe czyny jego, to b. wiele ma do odpokutowania z ziemskiego żywota. A nawt i po tym zapewne b. długim czasie jest wielce wątpliwe, czy taka kreatura moralna, jak abp Andrzej Szeptycki, winna być stawiana na świecznikach. Jeśli jednak to chyba wyłącznie po to, by najbardziej podli ludzie nie tracili nigdy nadziei, że i oni mogą kiedyś, po czyśćcowych udrękach swej duszy, jednak mogą w końcu dostąpić Bożego miłosierdzia. Będziemy się wtedy zapewne modlić: łotrze Andrzeju błogosławiący Hitlera módl się za nami, czy łotrze Andrzeju pragnący z Hitlerem budować nowy porządek światowy módl się za nami! Na cześć tego moralnego zbrodniarza możnaby ułożyć dość stosowną, długą i wymowną litanię prawdy!

   Póki co tysiące Polaków nie zgadza się, by ta kreatura przez swoje podłe i zbrodnicze czyny, dostąpiła tak wielkiego zaszczytu w Kościele. Osobiście uważam, że może kiedyś (za 1500 lat) żywa, ewentualna, ciężka pokuta abp Szeptyckiego na tamtym świecie i gorąca modlitwa wiernych tu na ziemi, ten obraz zdoła odmienić, lecz na dziś nie ma na to absolutnie zgody.

Z poważaniem

Sławomir Tomasz Roch

P.S.

Na swoim blogu prezentuję Listę 868 osób, które swój sprzeciw, publicznie podpisały z imienia i nazwiska. W oryginale jeszcze 208 innych sygnatariuszy podpisało swój sprzeciw ale zadecydowało nie ujawniać swojego nazwiska w internecie. Lista została opracowana na podstawie, tej opublikowanej i dostępnej obecnie w internecie: Nie dla beatyfikacji abp Andrzeja Szeptyckiego” i została doprowadzona póki co do samego końca. Opracowanie wciąż jest uaktualniane! Opracowanie na moim blogu powstało nie dla zemsty, ale dla pamięci i dla przestrogi przyszłym pokoleniom oraz dla tej żywej prawdy, że oto Pan nasz jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze. I niech tak pozostanie już na zawsze!

http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tomasz-roch/pokuta-a-nie-watykanskie-honory-dla-lotra-abp-andrzeja-szeptyckiego-ze

Comments

  1. nanna says:

    Szanowna Redakcjo KIP,
    ja nie na temat powyższy, bo to powinno brzmieć: NIE DLA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO, ale co tam. Jeżeli ludziom pasuje taka zabawa to mnie też jest to obojętne.
    Ja zamieszczę tekst spod linka

    http://retropress.pl/dziennik-ludowy/publicysta-hitlerowski-sanacji-polsce-ii/

    a zamieszczę dlatego, że nieraz linki się nie otwierają, choć po jakimś czasie i owszem.
    No więc ten tekst:

    „Publicysta hitlerowski o „sanacji” i o Polsce. (I)
    Ciekawa książka Fryderyka Sieburga
    I.
    Przed paru miesiącami bawił w Warszawie niewątpliwie zdolny niemiecko-hitlerowski publicysta, Fryderyk Sieburg. Starał się wszystko zobaczyć, z ludźmi się zapoznać i w stosunkach polskich się rozejrzeć. Dzienniki „sanacyjne” chętnie mim się opiekowały. Powszechnie utrzymywano, że celem wizyty Sieburga jest nietylko rozejrzenie się w stosunkach polskich, ale także utorowanie drogi do przyszłego porozumienia niemiecko – polskiego. Uchodził więc za agenta hitleryzmu na terenie Polski.
    Później p. Sieburg drukował swe wrażenia we „Frankfurter Zeitung”. Obecnie wydał (po niemiecku) niewielką zresztą książkę p. t. „Polska. Legenda i rzeczywistość” (wydano we Frankfurcie).
    Jest to książeczka bezwzględnie zasługującą na uwagę. Naturalnie, Sieburg nie mógł wszystkiego dokładnie poznać w Polsce. To też niektóre fakciki nie bardzo mu się udaja: tak np błędnie podaje (str. 24), że BB. nie ma większości w Sejmie; nieściśle opisuje okoliczności, w których p. Sławek został okaleczony przy wybuchu bomby i t. p. Ale nie zrażajmy się tem. Istotna rzecz tkwi w czem innem – jak hitlerowski Niemiec widzi Polskę współczesną? jak ocenia istotę „piłsudczyzny”; w jakim kierunku chciałby pchnąć polską politykę zagraniczną? Jeśli z tego punktu widzenia będziemy się przyglądali Sieburgowi, znajdziemy w nim dużo rzeczy bardzo ciekawych. Nie zrażajmy się także tym niemiłym, przypochlebnym, z wiedeńska „szmokowskim” sposobem, w jaki opisuje marszałka Piłsudskiego i zwłaszcza swego ulubieńca, min. Becka. Należy zważyć, że p. Sieburg jest naogół bardzo łaskaw na ,,sanację”, zwłaszcza na ministra spraw zagranicznych, któremu poświęca wprost niemal poetyckie zwroty. Niemniej przeto znajdziemy w niektórych spostrzeżeniach p. Sieburga dużo ciekawej prawdy.
    Ale o tem później. Narazie postawmy sobie tylko jedno pytanie z dziedziny polityki zagranicznej: dokąd właściwie chce p. Sieburg skierować polską politykę zagraniczną?
    Odpowiedź jest jasna – ku sojuszowi i wogóle bliskiemu współdziałaniu z Niemcami. Sieburg wychwala pod niebiosa min. Becka za to, że bynajmniej nie chce ograniczyć się do obecnego stanu posiadania Polski. „Jego wielką myślą jest dać Polsce samodzielną politykę zagraniczną i bronić swego kraju czysto polskiemi środkami”. To też nic dziwnego, że min. Beck – zdaniem Sieburga – sceptycznie patrzy na dotychczasową formę „zależności” Polski od Francji. Dziś bowiem Polska chce „przekształcić się ze wschodniego sojusznika Francji w wielkie mocarstwo wschodu”. Zresztą min. Beck wie, „że Wersal już obecnie nie jest faktycznie miarodajny”.
    Z radością Sieburg stwierdza, że stosunki Polski z Francją stały się luźniejsze. Ale z chytrawą miną zapewnia, że „przez rozluźnienie swoich stosunków z Francją Polska nie straciła nic, lecz wiele zyskała„. Z jeszcze bardziej chytrawą miną zapewnia, że Polska może w swojej samodzielności iść tak daleko, jak chce: niema obawy, żeby w decydującej chwili Francja jej nie poparła. Zresztą „polska armja jest dzisiaj w stanie wykonywać swe zadania bez cudzej pomocy”.
    „Rozluźniwszy” w ten sposób stosunki z Francją, przechodzi Sieburg do pozytywnej treści polityki polskiej. Przedewszystkiem zaleca Polsce bliższe porozumienie z Niemcami, gdyż tylko taka polityka nie będzie krótkowzroczną i będzie liczyła się z warunkami dalszej przyszłości. „Porozumienie z Niemcami jest największem, być może jedynie naprawdę pilnem, zadaniem polskiej polityki zagranicznej”. Prawda, oba kraje nie lubią się nawzajem, ale podstawą polsko – niemieckiego porozumienia będzie „solidna podbudowa korzyści”; zaś „nowi” kierownicy polscy, jak min. Beck są w stanie porozumieć się z Hitlerem, skoro Hitler wprowadził do zagranicznej polityki Niemiec pierwiastek szerokiego rozmachu i dalekich celów.
    Dobrze, ale jaki będzie pozytywny cel porozumienia niemiecko – polskiego? Tu właśnie zaczyna się najważniejsze. Chytrawy Sieburg zaczyna rozważać, czy polityka p. Becka, skierowana ku zbliżeniu z Rosją sowiecką, jest polityką poważną i trwałą, czy też nie? I przychodzi do wniosku, że chyba – nie…
    Wszak, powiada, „duch Piłsudskiego skierowany jest ku wielkim kombinacjom i dalekim przestrzeniom”. Nieudana wyprawa na Kijów była właśnie „wybuchem tego uskrzydlonego myślenia w sprawach zagranicznych”. „Czy te myśli tylko śpią, czy też zostały poniechane? Pułk. Beck w każdym razie nie pozwala rozpoznać, czy jest mu bliższa chwila obecna, czy też dalsza przyszłość”?
    Teraz dobrze widzimy, dokąd ciągnie „sprzymierzoną” Polskę F. Sieburg. Ma nadzieję, że min. Beck nie zrezygnował z planów na wschodzie, bo jest człowiekiem „bardzo chytrym” (listenreich).
    Wprawdzie min. Beck uregulował obecnie przyjazne stosunki z Sowietami, ale zachodzi pytanie, „czy to uregulowanie jest ostateczne, czy też jest tylko chwilową pauzą„? Sieburg przychodzi do przekonania, że wypadki w Sowietach (np. konflikt azjatycki) mogą nanowo postawić na porządku dziennym sprawę granic polsko – sowieckich. I wreszcie Sieburg kończy te swoje rozważania:
    „Kiedykolwiek w Niemczech myśl marzycielska skierowywała się ku przestrzeniom rosyjskim, tylekroć Polska raczej odczuwała ochotę brania udziału w tych wzlotach, niż przeszkadzania im”.
    Cała ideologja Sieburga tkwi w trzech momentach: 1) rozluźnienie stosunków z Francją, 2) zbliżenie się z Hitlerem, 3) skierowanie ekspansji na wschód.
    Tyle Sieburg o polityce zagranicznej. Nic, naturalnie, bardzo nowego. Ale warto wiedzieć, jaki sens polityczny wkłada hitleryzm w porozumienie z Polską i na drogę jakich awantur chce Polskę pchnąć. Sieburg wierzy widocznie, że min. Beck będzie wykonywał ten plan.
    Daleko ciekawsze są poglądy Sieburga na wewnętrzne stosunki w Polsce. O tem w następnym artykule.

    II.
    Poznaliśmy już poglądy Sieburga na politykę zagraniczną. Chciałby sprzymierzoną z Niemcami Polskę pchnąć na wschód, wbrew ugodzie polskiej z Sowietami. Nie wiem, czy tak ukochany przez p. Sieburga min. Beck będzie mu wdzięczny za te plany i za takie pojmowanie intencji ministra.
    Przechodzimy do spraw wewnętrznych. Co widział Sieburg w Polsce? Stwierdza przedewszystkiem że Polska znajduje się pod dyktaturą:
    „Cokolwiekby się mówiło, Polska żyje pod dyktaturą”. „Wola marszałka w Polsce jest wszechmogąca (Str. 40).
    Rozpatrując ten stan rzeczy, Sieburg oświadcza przedewszystkiem, że marsz. Piłsudski obecnie jest raczej „legendą”, niż rzeczywiście kierującą postacią, Marszałek występuje rzadko, rzadko wydaje rozkazy – i dopiero jego zastępcy muszą jego niejasne enuncjacje przerabiać na praktykę życia politycznego, na ustawy. Faktyczny dyktator stał się ,,mitem”. Tysiączne prośby, kierowane do niego, raczej są ,,modlitwami”. Związek marszałka z masą jest niewyraźny. Dlaczego? – dziwi się Sieburg.
    „Czasami wydaje się, że ten wódz nie lubi mas; że jest głęboko przesiąknięty poczuciem małej wartości każdej poszczególnej jednostki. Czyż nie przypomina nam Clemenceau?”
    Sieburg zajmuje się także ciekawem zagadnieniem, kto obejmie spadek po marszałku? Przypuszcza widocznie, że – jego ulubieniec min. Beck. I w zabawnym zaiste artykule (za który min. Beck chyba wdzięczny mu nie będzie) Sieburg pisze (str. 49):
    „Jakkolwiek p. Beck jest bardzo niepodobny do swego wielkiego mistrza, to jednak pod wieloma względami może być uważany za jedynego, który pewnego dnia być może będzie w stanie legendę przenieść na siebie”.
    Pisze Sieburg dalej, że możliwości min. Becka wychodzą daleko poza zakres dyplomacji; może poprostu stać się „prezydentem polskiej Republiki”. Chcąc podnieść w opinii czytelnika postać ministra, opisuje go w dość „szmokowski” sposób:
    „Jego usta są wyrzeźbione, jak z kamienia i budzą strach, gdyż widzi się, że uśmiech dyplomatyczny lada chwila może zniknąć i ustąpić miejsca wilczym, zimnym błyskawicom białych zębów…”
    Tak Sieburg widzi min. Becka. Ale wróćmy do Polski.
    Któż właściwie nią kieruje, jeśli marszałek stał się legendą. Otóż poprostu „biurokracja wojskowa” (str. 21). A z tego płyną ważne wnioski. Przedewszystkiem Sieburg „spostrzega” potrzebne mu podobieństwo pomiędzy Polską a hitlerowskiemi Niemcami. Albowiem: „w obu krajach życie publiczne obraca się dokoła idei autorytetu. W obu krajach cnota żołnierska jest głównym postulatem publicznego działania”.
    To cieszy Sieburga i ułatwia mu wyciągnięcie znanego nam wniosku o konieczności współdziałania Polski z Niemcami.
    Zastanawia go natomiast to, że owe kierownicze sfery dyktatorskie nie mają mas. Polska mu przedstawia się tak (str. 36):
    „Kraj Piłsudskiego, jest to kraj biednych, nędznych chłopów, którym corocznie musi się wyrywać podatki przy pomocy pięści policyjnej”.
    I otóż w tym kraju dyktatura nie posiada mas. Sieburg powiata tak:
    „Zjawisko masy jest w Polsce wogóle jeszcze nie odkryte, ani młodzież, ani chłopi dotychczas nie są dostępni pedagogicznym chwytom reżimu Piłsudskiego”.
    Ale dlaczego? Oto dlatego przedewszystkiem, że polityka piłsudczyków nie tylko dopiero szuka ostatecznych form, lecz dotychczas wogóle nie była w stanie stworzyć ideologji lub programu. Tak rzecz się przedstawia Sieburgowi; ciekawe, jak wygląda w świetle tych spostrzeżeń ciągłe powoływanie się „sanatorów” na „ideologję” marszałka?
    Sieburg przechodzi do charakterystyki parlamentarnej reprezentacji „sanacyjnej”, do B. B. I zapytuje siebie ze zdumieniem:
    „Czy ten blok ma jakiś program, doktrynę lub przynajmniej zasadnicze dyrektywy? Nie; a w każdym razie, gdy się szuka takiej wiążącej idei napotyka się stale na osobę marszałka, jako na jedyną odpowiedź”.
    Jak widzimy Sieburg, niektóre zasadnicze rzeczy w Polsce widzi dobrze.
    Sieburg zadaje sobie pytanie, dlaczego więc „sanacja” zachowuje pozory parlamentaryzmu? Dlaczego nie przeprowadza „zasady wodza” (Führehprinzip) w całej pełni. Przypuszcza w odpowiedzi, opierając się na niektórych oświadczeniach BBWR., że obecny etap pozorów parlamentarnych jest poprostu okresem pedagogicznym, zmierzającym do tego, żeby wychować masy w „duchu państwowym”. W jaki sposób jednak pozory parlamentaryzmu mają „wychowywać” masy, tego Sieburg nie mówi. Chyba mają one stopniowo przyzwyczajać te masy do dyktatury i do zrzeczenia się wszystkich praw do udziału w rządzeniu…?
    Kazimierz Czapiński.
    http://retropress.pl/dziennik-ludowy/publicysta-hitlerowski-sanacji-polsce-ii/

  2. marcin says:

    1. W przeciwieństwie do Autora nie uważam, aby arcybiskup Szeptycki był zobowiązany do zachowania lojalności wobec 2RP, zwłaszcza po jej spektakularnym upadku we wrześniu 1939 roku. Sanacyjna Polska to nie było państwo, z którego powinniśmy być dumni. Ponadto państwo to prowadziło otwarcie konfrontacyjną politykę wobec ruskiej ludności. W imię czego powinni być oni lojalni? W brytyjskich podręcznikach historii za koniec europejskiego feudalizmu uznaje się zajęcie „kresów wschodnich” przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku. To Armia Czerwona a nie Wojsko Polskie było nośnikiem postępu.

    2. Uważam za błędną i infantylną przyjętą przez Autora konwencję demonizacji Adolfa Hitlera. Hitler z pewnością nie był emanacją zła ani żadną „bestią”. Gdyby być konsekwentnym, to z pewnością na miano „bestii” podczas tej wojny o wiele bardziej zasługują Roosevelt, Churchill czy Truman. Ten ostatni to bandzior, który wydał rozkaz użycia bomb atomowych na bezbronne miasta Japonii, która od miesięcy zabiegała o zawieszenie działań wojennych.

    3. Autor, zapewne katolik, zapomina o sojuszu Kościoła rzymskiego z Trzecią Rzeszą w walce z bezbożnym sowieckim bolszewizmem. Kanclerz Hitler był rzymskim katolikiem, hierarchia katolicka w różnych krajach wspierała wysiłek militarny Trzeciej Rzeszy i Sprzymierzonych. Wojna Trzeciej Rzeszy ze Związkiem Radzieckim była rozpatrywana w tych środowiskach w kategoriach wyprawy krzyżowej (http://saff.nfshost.com/nazisandbishops.jpg, https://bioslawekblog.files.wordpress.com/2016/01/4572c1950021d4724a06d5be.jpeg?w=648). Katoliccy biskupi błogosławili węgierskich czy belgijskich żołnierzy wybierających się na front wschodni.

    4. Wcześniej do beatyfikacji Szeptyckiego przymierzał się papież Wojtyła. Wówczas do beatyfikacji nie doszło ze względu na energiczny sprzeciw kardynała Wyszyńskiego.

    5. Działalność UPA wcale nie była niepowtarzalna, nieporównywalna. Na Bałkanach odpowiednikiem UPA byli chorwaccy ustasze. Arcybiskup Szeptycki był patronem UPA w rzymskiej biurokracji religijnej, w Chorwacji jego odpowiednikiem był arcybiskup Alojzy Stepinac. Ustasze dokonywali, głównie na Serbach, potwornych zbrodni a Stepinac był ich kapelanem. Wojtyła Stepinaca – którego te zbrodnie obciążają – beatyfikował w 1998 roku.

    6. Skoro Wojtyła jest świętym, Stepinac jest błogosławionym, to dlaczego błogosławionym nie może być Szeptycki?

Wypowiedz się