Czterech jeźdźców finansowej apokalipsy, jako skutek działalności „cywilizacji” lichwiarskiej

Upadek istniejącego systemu finansowego, opartego na lichwie, spekulacji i kreacji pieniądza z niczego jest nieuchronny.

Zdają sobie z tego sprawę administratorzy tego systemu, stworzonego przez „cywilizację” lichwiarską  w sytuacji, kiedy pęka i kruszeje „ tama” utrzymująca obecny złodziejski system prywatnego pieniądza w rękach kilkunastu rodzin banksterskich.

Więc za pomocą „ucieczki do przodu” próbują zbudować niższą „tamę” dla zachowania części obecnego systemu w postaci m.in. banków centralnych, jako głównej dźwigni instytucjonalnej; dochodu gwarantowanego dla pracujących, ale nie dla bezrobotnych i wykluczonych; banków komunalnych, jako instytucji dla kredytowania uboższych warstw, ale w oparciu o pieniądz odsetkowy; ochronę banków  komercyjnych przed upadłością, a nie klientów detalicznych i wielu innych sposobów.

Tworzenie zrębów „tamy” „nowego systemu„ zachowującego wiele rozwiązań starego, pozwoli z czasem odbudować obecny system. Dlatego istotne jest stworzenie nowego systemu pieniądza i opartej na nim nowej ekonomii służących wszystkim ludziom, a nie wybranym. Taki system powinien mieć rozwiązania, które uniemożliwią, bądź bardzo utrudnią przywrócenie w przyszłości obecnego systemu finansowego i ekonomii służącej korporacjom.

Właśnie tej problematyce poświęcona jest Konferencja Naukowa w dniu 3 czerwca 2017 r. w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Więcej na temat tej debaty na naszej stronie na linku: Pieniądz jako narzędzie współpracy, rozwoju i harmonii społecznej, czy rywalizacji, wywłaszczenia, destrukcji i zniewolenia – Konferencja KIP i KoRReUs

Pojawiają się co prawda różne propozycje odbiegające od programu Konferencji, w tym  mające charakter budowy „niższej tamy” dla zachowania obecnego banksterskiego systemu pieniężnego, w postaci marketingowych chwytów w dumnie brzmiących nazwach „suwerenny pieniądz i metody jego obrony” i „nowej architektury monetarnej”, „koncepcji pieniądza obiegowego” itp.

Dziwne, że jeden z panelistów w uzgodniony program tematyczny konferencji „wciska namolnie” właśnie taką tematykę, czym zdaje się wykluczać siebie z panelu.

Prelegentami i panelistami tej Konferencji będzie większość osób, spośród Grupy, która upowszechniła w Polsce ten temat „tabu” w nauce akademickiej. Chociaż bardzo wielu nie ekonomistów unika tej problematyki, traktując ją jako „wiedzę tajemną”, to zaręczamy, że wiedza na ten temat będzie podana w przystępnej, zrozumiałej dla większości uczestników formie.

Zapraszamy zainteresowanych do udziału. Wstęp jest wolny, a jedynym ograniczeniem są miejsca siedzące.

Tym artykułem otwieramy serię publikacji na temat obecnego upadającego systemu i nowych rozwiązań.

Redakcja KIP

Milionerzy do lasu przed finansową apokalipsą

Milioner z lasu i czterej jeźdźcy finansowej apokalipsy. Polska rajem dla banksterskich zwyrodnialców oraz wojna lichwiarzy na Ukrainie. Sejm chce chwycić za twarz największych wyzyskiwaczy czyli władców pieniądza.

Czterej Jeźdźcy Finansowej Apokalipsy

Żyjemy w czasach ostatecznych. W światowych finansach trzeszczy coraz mocniej, stare instytucje i rozwiązania przestają zdawać egzamin, a nowe wciąż jeszcze się nie wyklarowały. W tak niepewnych realiach warto odwołać się do korzeni. Apokalipsa mówi, że Dzień Sądu poprzedzi nadejście Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Tak też będzie w świecie finansów.

Jeszcze się nie pojawili, ale już się o nich mówi. Ktoś widział ślady jednego, ktoś słyszał przeraźliwy krzyk drugiego, gdzieś znaleziono ofiarę trzeciego, a czwarty się komuś sugestywnie przyśnił…

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy – jeden z najbardziej eksploatowanych w kulturze popularnej apokaliptycznych motywów – mają swoje gospodarcze odpowiedniki. Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć codziennie przewijają się przez media finansowe, choć nie wszyscy potrafią ich trafnie zidentyfikować. Kiedy w pełni zamanifestują swoją obecność będzie już za późno, więc trzeba ich wypatrywać z daleka.

Apokalipsa finansowa„Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”, Wiktor Wasniecow (1887) (Wikimedia)

I. Wojna

Retoryka wojenna w świecie finansów to chleb powszedni. Firmy walczą o klientów, korporacje dokonują wrogich przejęć, produkty podbijają nowe rynki… To wszystko tylko jednak niewinne określenia wymyślone przez spragnionych emocji marketingowców i dziennikarzy. Prawdziwy pierwszy jeździec finansowej apokalipsy – Wojna – powinien być kojarzony przede wszystkim z wojną walutową.

Wojna walutowa to taki wyjątkowy rodzaj wojny, w którym rywalizacja idzie nie – jak w wojnie tradycyjnej – o miano najsilniejszego, lecz najsłabszego. Konkretnie, o jak największe osłabienie własnej waluty względem waluty innych graczy. Fachowo nazywa się to „konkurencyjna dewaluacja”, potocznie „okradnij swojego sąsiada”. Wojnę walutową prowadzi się oczywiście w celu stymulowania eksportu, który w teorii ma być „kołem zamachowym” dla całej gospodarki. Oczywiście tracą na tym importerzy i posiadacze dewaluowanej waluty, której siła nabywcza spada z napływem na rynek nowych pieniędzy, jednak tego „podżegacze walutowo-wojenni” na sztandary już nie biorą.

Apokalipsa finasowa 2„Śmierć na białym koniu”, Benjamin West (1796) (Wikimedia)

O wojnach walutowych – których najnowsza historia sięga czasów Wielkiego Kryzysu, a korzenie tkwią głęboko w mrocznych wiekach merkantylizmu – mówi się ostatnio najczęściej w kontekście Chin. Decyzja o dewaluacji juana w sierpniu 2015 r. przez wielu komentatorów odczytana była jako akt wypowiedzenia przez Państwo Środka wojny walutowej reszcie świata. Trudno jednak bezrefleksyjnie przyjąć taki punkt widzenia, ponieważ wcześniej banki centralne innych monetarnych mocarstw celowo i metodycznie osłabiały własne waluty. I – co najważniejsze w kontekście nadchodzących czasów – nadal mają na to apetyt, a na dodatek pewne okoliczności zmuszają je do trwania w takim paradygmacie (szerzej na ten temat przy kolejnych Jeźdźcach Apokalipsy).

W wojnie walutowej zazwyczaj próżno szukać sojuszników. O ile w ogólnoświatowych militarnych rywalizacjach ostatniego wieku stawały naprzeciw siebie dwa potężne bloki państw, o tyle na polu monetarnym trwają zmagania w trybie „każdy z każdym”. Ameryka oskarża Chiny o kradzież miejsc pracy (i to na długo przed Donaldem Trumpem), Korea ma za złe Japonii nieuczciwą konkurencję ze strony nagle osłabionego jena, kraje rozwijające się oskarżają zachodnią finansjerę o celowe destabilizowanie sytuacji, a bezpieczne przystanie (takie jak Szwajcaria, Dania czy Szwecja) grożą, że zrobią wszystko co trzeba, aby napływający kapitał nie umocnił nazbyt ich walut.

Narodowy Bank Polski znajduje się w ariergardzie rewolucji w bankowości centralnej i prezentuje dosyć konserwatywne usposobienie (jedne z najwyższych stóp w regionie, praktycznie brak nadzwyczajnych programów interwencyjnych). Przez lata złoty nie tracił do głównych walut tyle, co waluty innych emerging markets. Jednak gdy kule zaczynają latać nad głowami, a atmosfera robi się gorąca, także i nad Wisłą odczuwamy skutki wojen walutowych – w postaci zmienności kursów walutowych i odpływu kapitału mającego wpływ na rynek akcji i obligacji.

Lista kolejnych ruchów poczynionych w ramach wojen walutowych jest długa. Jak wyliczył ostatnio Bank of America, w ciągu ostatnich 8 lat na świecie doszło do ponad 630 obniżek stóp procentowych, a banki centralne skupiły aktywa o wartości ponad 12 bilionów dolarów. Bellum omnium contra omnes, w której wyraźnych zwycięzców nie widać nawet daleko na horyzoncie.

Kolejne szczyty grup G20 czy G7, które można nazwać monetarnym odpowiednikiem konferencji pokojowych, nie przynoszą efektu. „Wojna walutowa czy konflikt interesów”„Wojny walutowe rujnują portfele narodów”„Wojny walutowe wkraczają do Moskwy”„Spotkanie G20 w cieniu wojen walutowych” – pisaliśmy w latach ubiegłych. Od tamtej pory konflikt jedynie się zaostrzył, a do listy szczytów niespełnionych nadziei tej możemy dodać spotkanie w Szanghaju, przed którym część mediów tradycyjnie liczyła choćby na mglistą zapowiedź globalnego porozumienia lub przynajmniej zawieszenia broni, a który ostatecznie przyniósł w tej kwestii fiasko.

Apokalipsa fiansowa 3„Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”, Albrecht Durer (1498) (Wikimedia)

W trwającej obecnie światowej wojnie walutowej najważniejsze rozstrzygnięcia dopiero przed nami. Już od dawna mówi się, że „Władcom pieniądza kończy się amunicja”. Powoli nawet najważniejsi aktorzy zaczynają przyznawać, że korzystanie z tzw. niekonwencjonalnych środków prowadzenia polityki monetarnej nie może trwać wiecznie (patrz: stanowisko prezesa SNB Thomasa Jordana czy Banku Rozliczeń Międzynarodowych). Im bardziej napięta zacznie się robić sytuacja, tym więcej nerwowych ruchów ze strony banków centralnych może nas czekać – analogicznie, jak w przypadku generałów czy polityków znajdujących się pod presją.

Ano właśnie. Widmo eskalacji wojny walutowej groźne jest nie tylko ze względu na jej niszczące konsekwencje dla samych walut, a w konsekwencji gospodarek – choć już sama perspektywa Naprawdę Wielkiego Kryzysu jest wystarczająco straszna. Wojna walutowa bowiem niemal nigdy nie występuje w stanie wyizolowanym. Chyba nikt nie wierzy w to, że w najważniejszych światowych stolicach z Waszyngtonem, Pekinem czy Moskwą na czele, nie rozmawia się na ten temat (o tym, jak trenował Pentagon w książce „Wojny walutowe” ciekawie pisał Amerykanin James Rickards).

 Polityczne konotacje tylko w teorii niezależnych banków centralnych, jak również zmieniające się geopolityczne oblicze świata (wieszczony od dawna koniec lub chociaż naruszenie Pax Americana) każą wpisać wojnę walutową w szerszy kontekst. Gdzie pojawia się dewaluacja na wyścigi, tam rośnie pokusa uciekania się do ceł, barier, embarg i kwot. Wojna handlowa rodzi zaś pokusę sięgnięcia po inne argumenty, z ultima ratio regum włącznie. Jak pisał XIX-wieczny francuski pisarz-ekonomista Frederic Bastiat: „Jeśli towary nie będę przekraczać granic, zrobią to armie”. Oczywiście, jak w każdej wojnie, największe ofiary poniosą zwykli ludzie.

II. Zaraza

W popkulturowej interpretacji kolejnym Jeźdźcem Apokalipsy jest Zaraza (inne interpretacje mówią m.in. o Antychryście, Chrystusie lub figurze Podboju – jak na pierwszym obrazie w tym artykule). Ekonomicznymi odpowiednikami epidemii są fale bankructw, do których doprowadzają kolejno po sobie upadające kostki finansowego domina. To, że współcześnie stoją one bardzo blisko siebie jest z jednej strony naturalną konsekwencją globalizacji, jednak skalę problemu mnożą niewłaściwe regulacje.

Kwestia finansowej zarazy silnie obecna jest w debacie publicznej ze względu na zbiorową pamięć. O ile bowiem od epidemii hiszpanki minęło blisko 100 lat (chociaż pochłonęła więcej ofiar niż I wojna, to nie jest powszechnie wymieniana wśród najważniejszych wydarzeń XX wieku), o tyle tylko na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia mieliśmy do czynienia m.in. z kryzysem azjatyckich tygrysów, bankructwem Rosji, kryzysem subprime w USA czy kryzysem zadłużeniowym w Europie. W ostatnich tygodniach o zarazie mówi się znów szczególnie dużo.

Apokalipsa finansowa 4„Triumf Śmierci”, Pieter Breughel starszy (1562) (Wikimedia)

Najczęściej wymieniane potencjalne ogniska zapalne to: surowce, Chiny i sektor bankowy sam w sobie. Wszystkie trzy są wzajemnie ze sobą powiązane, co tylko zwiększa ryzyko faktycznej epidemii. Wspólnym mianownikiem tych trzech przypadków jest dług. Dług, którego na świecie jest coraz więcej – opierając się na wyliczeniach firmy McKinsey, Bloomberg informował ostatnio, że w 2014 r. na światowym zegarze długu (publicznego, prywatnego i korporacyjnego łącznie) wybiło 200 bilionów dolarów – o 57 bln więcej niż w 2007 r. (+17 p.p. PKB, do 286%). Co więcej, w żadnej z głównych gospodarek nie odnotowano spadku zadłużenia.

Informacja o tym, kto u kogo i na ile jest zadłużony jest na rynkach finansowych na wagę złota. Wśród doniesień o taniejącej ropie, los amerykańskiej branży łupkowej to zazwyczaj tylko jedna część historii. Drugą stanowią rozważania dotyczące ekspozycji poszczególnych banków na ten zagrożony dziś sektor. Ropa, podobnie jak i inne surowce, tanieją m.in. ze względu na brak apetytu ze strony Chin, które po latach napędzania PKB poprzez inwestycje zdają się (bo sporo postulatów wciąż jest jedynie na etapie deklaracji) wyraźnie zmieniać model polityki gospodarczej.

O bankach i ich wzajemnych powiązaniach szczegółowo pisał niedawno główny analityk Bankier.pl, Krzysztof Kolany. Do tamtej analizy dołączyć można wykres z ostatniego raportu EBC na temat powiązań w europejskim systemie bankowym – kształt podobny do wirusa nieprzypadkowy (po kliknięciu ukaże się animowana wersja wykresu).

Apokalipsa fiansowa 5Europejski sektor bankowy – ryzyko systemowe (EBC)

Jeździec Zarazy jest w tym kontekście nierozerwalnie związany ze swoim bratem Śmiercią (więcej o nim na stronie czwartej). Od tego, w którym miejscu padnie pierwsza ofiara-kostka finansowego domina zależy w jakim tempie „sypać” może się cała układanka oraz które jej elementy będą poddane najcięższym próbom wytrzymałościowym. Śladów Zarazy wypatruje się więc w coraz wyższych odpisach i coraz niższych ratingach surowcowych gigantów, w psujących się fundamentach budżetowych kolejnych państw, w pogarszających się wynikach dużych banków.

Finansowa zaraza najmocniej uderza jednak nie w same portfele, ale serca i umysły nimi zarządzających. Najważniejszą konsekwencją tego czy owego bankructwa nie są mierzalne straty konkretnych instytucji, tylko załamanie zaufania w całym systemie. Nie bez kozery np. tuż po upadku Lehman Brothers zamarł handel na rynku międzybankowym. Mało tego, nawet zwrócenie się o pomoc do banku centralnego nie było automatycznym wyborem. Hipotetycznie bowiem, gdyby na jaw wyszło, że instytucje X, Y i Z są w tak złej kondycji, że muszą korzystać z publicznego wsparcia, to jeszcze mocniej uderzyłoby to w ich wiarygodność.

 Do tego dochodzą rozmaite wstrząsy wtórne w postaci silnej reakcji na pozostałych rynkach: walutowym, surowcowym czy akcji, które mogą przełożyć się na kolejne bankructwa (kto pamięta jeszcze sprawę opcji walutowych?)

III. Głód

Skojarzenie głodu w dosłownym znaczeniu z obracającymi miliardami dolarów finansistami to zadanie karkołomne, a być może nawet obrazoburcze. Jest jednak z tego wyjście – koniec końców głód odczuwać może nie tylko osoba wychudzona, a w pewnych przypadkach zjawisko to może przybierać objawy chorobowe. Tak też jest z rynkami finansowymi, które powszechnie popełniając piąty z siedmiu grzechów głównych cierpią na chorobliwy głód pieniędzy z banków centralnych.

Apokalipsa finansowa 6Gustave Dore, ilustracja do „Przygód Gargantui i Pantagruela” (1854) (Wikimedia)

Jak już zostało wspomniane, według wyliczeń BofA w ciągu ostatnich 8 lat banki centralne kupiły aktywa o wartości ponad 12 bln dolarów. Kupiły oznacza wykreowały i wtłoczyły przy pomocy rozmaitych kroplówek do systemu finansowego. W zamyśle „dokarmione” instytucje finansowe miały rozruszać realne sektory gospodarki (głównie poprzez rozszerzenie akcji kredytowej). W rzeczywistości mechanizm transmisji nie w większości przypadków nie zadziałał zgodnie z planem, a głównym bezpośrednim efektem była zmiana kursu walutowego (znów kłania się Pierwszy Jeździec).

Przegląd „zbiorowego finansowego dożywiania” zacząć należy od Stanów Zjednoczonych, które choć dzisiaj znajdują się w awangardzie monetarnych jastrzębi (podwyżka stóp procentowych od 9 lat), to przecież przez lata Rezerwa Federalna tłoczyła kolejne miliardy dolarów w ramach rozmaitych programów (TAF, TSLF, PDCF, AMLF, CPFF, TALF, QE…). Obecnie w mediach głównego nurtu nie mówi się (jeszcze?) o kolejnym programie, ale zapowiedzi czterech (!) podwyżek stóp procentowych w 2016 r. dawno odeszły do lamusa, a obliczane na podstawie rynkowych kontraktów prawdopodobieństwo podwyżek jest dziś niższe niż pozostawienia stóp na obecnym poziomie.

Także władze monetarne Japonii z uporem godnym lepszej sprawy karmią rynki finansowe. Baza monetarna Kraju Kwitnącej Wiśni od kwietnia 2013 r. zwiększana jest w tempie kilkudziesięciu bilionów jenów rocznie (obecnie 80). Nie trudno odnieść wrażenie, że Bank Japonii będzie kupować, co popadnie – już inwestuje w fundusze ETF, fundusze nieruchomości (J-REIT), a nawet „w firmy, które aktywnie inwestują w kapitał fizyczny i ludzki” (!). Główny składnik zakupów banku stanowią jednak obligacje państwowe, w efekcie czego bank centralny monetyzuje lwią część deficytu budżetowego i już teraz posiada w sumie 1/3 długu rządowego, a według prognoz w przyszłym roku przekroczy 50%.

O miano lidera walki z głodem taniego pieniądza skutecznie walczy Europejski Bank Centralny. Instytucja, która w zamyśle miała być następcą panicznie obawiającego się negatywnych skutków łagodnej polityki monetarnej Bundesbanku, dziś drukuje bez opamiętania, a nawet gotowa jest płacić bankom za to, że pożyczą od niej środkiNie dalej jak w ubiegły czwartek Mario Draghi ogłosił rozszerzenie programu skupu aktywów o kolejne 20 miliardów euro, dołączenie do „listy zakupowej” obligacji korporacyjnych (rynek szacowany na 900 mld euro) oraz uruchomienie dla niektórych banków programu pożyczek (TLTRO) obłożonych ujemną stopą procentową (któż nie chciałby takiego kredytu). Efekt? Akcje mocno poturbowanych ostatnio europejskich banków poszybowały w górę, choć perspektywy dla poszczególnych gospodarek wcale nie wyglądają lepiej.

 Listę banków centralnych dokarmiających wiecznie głodne krajowe sektory bankowe rozszerzyć można także o Bank Anglii, Ludowy Bank Chin czy szwedzki Riksbank. Wszystkie te przypadki dzielą subtelne różnice, którymi ekscytują się ekonomiści, lecz łączy jedno – nikt tak do końca nie wie, jak się z tej kabały wyplątać. Mało tego, chociaż zalewanie banków tanim pieniądzem trwa już od wielu lat, to wciąż trudno jednoznacznie wskazać pozytywne efekty tego działania dla realnej gospodarki. Owszem, stopy procentowe zostały obniżone, jednak – co pokazuje zarówno ślamazarny wzrost, jak i utyskiwania o kolejne porcje nowych pieniędzy – nie dało to gospodarkom oczekiwanego rozpędu. Nie brak głosów, że następnym przystankiem może być bezpośrednie kupowanie akcji albo nawet pewien rodzaj „helicopter money” czyli po prostu rozdawania przez bank centralny pieniędzy.

IV. Śmierć

Finansowym odpowiednikiem śmierci jest bankructwo. Przewidywaniem dalszej długości życia ludzi zajmują się lekarze, aktuariusze i wróżki. Na rynkach finansowych przewidywaniem śmierci – a jakże – handluje się za pośrednictwem CDS-ów. Pokrótce i bez wdawania się w szczegóły: credit default swap (swap ryzyka kredytowego) to instrument pochodny, którym można zabezpieczyć się na wypadek niewypłacalności dłużnika – gdy dany podmiot zbankrutuje, to jedna ze stron zobowiązuje się wypłacić drugiej stronie ustaloną kwotę.

Apokalipsa finasowa 7„Czwarty Jeździec”, Gustave Dore (1865) (Wikimedia)

Na podstawie cen tych instrumentów wylicza się prawdopodobieństwo bankructwa. Jeżeli wierzyć ocenie rynków, na liście Czwartego Jeźdźca kolejność wygląda następująco: Wenezuela, Egipt, Brazylia, RPA, Kazachstan, Rosja, Chorwacja, Turcja, Portugalia. Do listy tej dopisać powinno się też Ukrainę, w przypadku której CDS-y faktycznie poszły w ruch.

Kostucha spogląda także na firmy prywatne. Niczym padających kanarków w kopalni węgla, inwestorzy wypatrują bankructw w sektorze surowcowym lub wśród europejskich banków, które mają w konsekwencji pociągnąć za sobą na dno inne instytucje (patrz Zaraza).

Owszem, ze stanu finansowej śmierci można powrócić szczęśliwie do żywych (jak Łazarz), ale nierzadko wymaga to sporych starań osób wskrzeszających i przychylności wyższych instancji (np. w USA słynny Chapter 11 i ochrona przed wierzycielami czy negocjacje z wierzycielami w wykonaniu Grecji lub Argentyny). Z całą pewnością nie jest to nic przyjemnego, a ponadto istnieje ryzyko, że gdy rządowy cudotwórca przedobrzy, to zamiast Łazarza powstanie finansowy zombie.

Motyw zombie robi w ostatnich latach karierę nie tylko w filmach i grach komputerowych , ale i w świecie finansów. Pojęcie „żywego trupa” stosuje się do przedsiębiorstw i banków, które nie są w stanie działać bez kroplówki od rządu, a także do samych rządów żyjących jedynie dzięki wsparciu z zewnątrz.

Sztandarowym przykładem „żywego trupa” jest wspominana już Grecja, której rząd utrzymuje się przy życiu kolejnymi porcjami środków wyrwanych z obywateli, także innych państw. Nie minął rok od kulminacji poprzedniego sezonu finansowego odpowiednika „Walking Dead”, a już słyszymy głosy, że Eurogrupa ponownie będzie musiała obniżyć Atenom nominalną wysokość długu. Finansowych zombie dorobiliśmy się także w Polsce. Czymże bowiem jak nie tylko z pozoru żywymi instytucjami są najgorzej radzące sobie państwowe kopalnie?

Dobicie finansowego zombie to zazwyczaj brutalny, choć konieczny akt. Niestety, ostatni kryzys pokazał, że rządy na całym świecie chętnie korzystają z publicznych pieniędzy w celu wsparcia wybranych przez siebie instytucji. Do dziś nie ma bowiem ekonomicznie uzasadnionej odpowiedzi na pytanie, dlaczego np. Bear Sterns i AIG zostały uratowane przez amerykańskie władze, a Lehman Brothers już nie. Nie wiemy także, które instytucje cieszą się statusem „zbyt dużych, by upaść” – przekonamy się dopiero w czasie następnego kryzysu.

 Broń na przyszłe przypadki „zombifikacji” w europejskim sektorze bankowym mozolnie ciosany był przez państwa UE. Przyjął on postać dyrektywy BRRD dotyczącej restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji instytucji finansowych. Teoria brzmi dobrze – odtąd w pierwszej kolejności stratami obciążeni zostaną właściciele danej instytucji, następnie sięgnie się do kieszeni wierzycieli, potem wymieni zarząd, a na samym końcu klienci (depozyty gwarantowane mają być chronione).

Poligonem testowym dla tej broni trzy lata temu był Cypr, jednak wciąż nie wiemy, jak zadziała ona, gdy będzie musiała być wymierzona w banki włoskie, francuskie czy niemieckie. Historia strefy euro pełna jest bowiem przypadków, w których bieżąca polityka bierze górę nad prawem i wcześniejszymi ustaleniami, szczególnie gdy chodzi o ochronę interesów silnych państw. Mały Cypr mógł zostać przeczołgany za relatywnie niewielkie pieniądze, podczas gdy wielka Francja notorycznie gra na nosie Komisji Europejskiej w kwestii deficytu, choć teoretycznie grozi jej kara (od 0,2% do 0,5% PKB).

V. Sąd Nieostateczny

Porównanie obecnej sytuacji gospodarczej świata do Czterech Jeźdźców Apokalipsy to oczywiście tylko widowiskowy zabieg „literacki”. Równie dobrze można sięgnąć po Siedem Grzechów Głownych czy Dwanaście Prac Herkulesa. Od formy wciąż ważniejsza jest jednak treść, nawet gdy chodzi o koniec świata.

W Apokalipsie św. Jana pojawienie się Czterech Jeźdźców Apokalipsy było jednym z wydarzeń prowadzących do końca tego świata (zagłady Wielkiego Babilonu) i wyłonienia się nowego (Nowe Jeruzalem). Przeciągający się kryzys – weszliśmy w jego dziewiąty rok – sprawia, że coraz więcej osób (w tym autor tego tekstu) szuka znaków nadejścia nowego „momentu Lehman Brothers”.

W przeciwieństwie do rzeczywistości biblijnej, w świecie finansów nie możemy być jednak pewni, że nawet reset obecnego systemu naznaczony zakończeniem wojen walutowych i falą koniecznych, acz oczyszczających bankructw, przyniesie finansowy raj na Ziemi. Oprócz scenariusza uzdrowienia światowej gospodarki jawi się też przecież perspektywa jeszcze większej władzy rządów i instytucji międzynarodowych, jeszcze większej liczby regulacji i jeszcze więcej ingerencji w życie każdego z nas.

Niezależnie od tego, który wariant się zmaterializuje, warto rozsądnie gospodarować swoimi finansami, aby w dniu, w którym media finansowe odtrąbią kolejny kryzys, a indeksy giełdowe zamienią się w spadające gwiazdy, nie znaleźć się tam, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Michał Żuławiński

 Jan Pawel II przeciwko lichwie

Przeciwko lichwiarskim odsetkom
Papież do bankierów
„Anormalne formy kredytu narażają ludzkie życia”

Jest to prawdziwy wykład na temat etyki bankowej, który Jan Paweł II wygłosił rano, 11 listopada 2000 r., do 7500 uczestników z okazji Jubileuszu Banku Rzymskiego. Papież powiedział między innymi:

„Jeżeli pieniądze przedstawiane są czasami jako krew żyjącego organizmu, to bank może być porównany do serca, które powoduje jej krążenie w społecznym ciele. Stąd ważność systemu bankowego i odpowiedzialność tych, którzy zarządzają nim dla ludzi, rodzin i organizacji społecznych, które proszą ich o pośrednictwo”.

„Kierując się swoimi własnymi celami, instytucje bankowe nie mogą zaniedbywać odwoływania się do wartości etycznych, które kierują różnymi aspektami ludzkiego działania. Jeżeli celem banków jest wyłączne dążenie do maksymalnego zysku dla samych siebie (…) nie przedstawiają się one jako instrumenty wzrostu i rozwoju społeczeństwa, ale raczej jako element obciążenia lub hamowania (działalności)”. „Doktryna Kościoła utrzymuje priorytet dla czynnika ludzkiego w finansowych i kredytowych celach każdej instytucji bankowej (…). Niestety, nie można zataić faktu, że nawet dzisiaj istnieją anormalne formy kredytu, które mogą spowodować niebezpieczeństwo nie tylko dla działalności biznesowej czy własności rodzinnej, ale także dla życia ludzi, którzy wpadli w te przewrotne spirale. Podkreślałem już nieraz przy wielu okazjach trudności i niewygody, w jakich znalazły się ofiary spekulacji połączonych z bezprawnymi formami kredytu”.

„Plaga” lichwy: bezlitosne wykorzystywanie innych.

Na zakończenie środowej audiencji generalnej w Watykanie, we środę, 22 listopada 2000 r. papież Jan Paweł II wystosował pilny apel przeciwko „niepokojącemu zjawisku lichwy” i wezwał o pomoc dla ofiar „tej rozszerzającej się plagi”. Przemawiając do 40.000 wiernych, Ojciec Święty podniósł swój głos i zaapelował o „wielkoduszne zaangażowanie się w walce przeciwko temu bezlitosnemu wykorzystywaniu potrzeb innych”.

Pośród wiernych byli członkowie Włoskiego Związku Fundacji Przeciwko Lichwie i delegaci różnych regionalnych fundacji. Papież zwracając się do nich powiedział: „Lichwa jest społeczną plagą, która rozpowszechnia się i dlatego bezwzględnie konieczne jest niesienie pomocy wszystkim tym, którzy wpadli w tę sieć niesprawiedliwości i poważnych cierpień. Mam szczerą nadzieję, że w kontekście Roku Jubileuszowego, dzięki udziałowi wszystkich, mogłyby być podjęte konkretne kroki w celu wyeliminowania tej groźnej plagi”.

Lichwa jest szeroko rozgałęziona we Włoszech z powodu, po części, ich systemu bankowego. Także w listopadzie Sąd Najwyższy potępił niektóre włoskie banki za narzucanie odsetek, które były „wyższe” aniżeli te „lichwiarskie”, klientom z przekroczonymi kontami.

Rząd światowy potępiony w Watykanie
Watykan, 29 listopada 2000r.

Catholic World News poinformował, że znany belgijski teoretyk polityczny, biskup Michael Schooyans wyraził poważne obawy na temat procesu „globalizacji”, przebiegającego pod kierownictwem ONZ.
Biskup Schooyans, członek Pontyfikalnej Akademii Nauk Społecznych i doradca Pontyfikalnej Rady ds. Rodziny przedstawił swoje opinie w czasie watykańskiej konferencji na temat globalizacji i rodziny. Stwierdził, że w oczach kierownictwa ONZ globalizacja oznacza „skoncentrowanie siły, która pachnie totalitaryzmem”. ONZ, zauważył belgijski profesor, „myśli, że świat w swojej całości ma większą wartość niż osoba”. Dodał, że według tego punktu widzenia, który, jak powiedział, mocno pozostaje pod wpływem myślenia New Age, chrześcijański humanizm „musi być zaniechany i odrzucony w imię wyniesienia neopogańskiego kultu Matki Ziemi”.

Biskup Schooyans, który uczy w Katolickim Uniwersytecie w Louvain powiedział, że „Karta Ziemi” przygotowywana obecnie przez kierownictwo ONZ, zawiera wyraźne dowody na poparcie jego zarzutów. W dokumencie tym, stwierdził biskup, ludzka rasa jest przedstawiona jako „część olbrzymiego wszechświata w procesie ewolucji” i jest naznaczona dzisiaj przez „bezprecedensowy wzrost populacji, która przeciąża podatkami systemy ekonomiczne i społeczne”. Ukryta filozofia Karty, powiedział biskup, widzi wszystkie religie – a szczególnie wiarę katolicką – jako przeszkody na drodze postępu. W konkluzji bp Schooyans stwierdził, że ONZ dąży obecnie do stworzenia nowego porządku światowego, któremu będzie przewodniczył „super-rząd”. Ten potężny nowy rząd będzie likwidował struktury pośrednie i będzie szukał „coraz większej scentralizowanej kontroli informacji, wiedzy, technologii, życia ludzkiego, zdrowia, handlu, polityki i prawa”. „Kościół nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko walczyć przeciwko takiej formie globalizacji” - zauważył biskup Schooyans

Czym naprawdę jest lichwa?

Pojęcie lichwy jest chyba znane prawie każdemu.  „Lichwa” do dziś  niesie za sobą bagaż wielu negatywnych konotacji, będąc kojarzona z wyzyskiem, chciwością, zdzierstwem, nieuczciwością i uciskaniem biednych. I słusznie, wszak w chrześcijańskiej Tradycji była ona potępiana jako jeden z cięższych występków.

Czy jednak oprócz tego, że kojarzymy same to słowo, znamy tradycyjnie nadawane mu przez wieki znaczenie?  Większość ludzi wydaje się kojarzyć pojęcie lichwy z pobieraniem nadmiernych i wygórowanych odsetek od udzielanych pożyczek.  Trzeba przyznać, iż do takiego rozumienia tego słowa przyczynił się fakt dość dwuznacznego, mglistego i niejasnego jego rozumienia, które w ciągu ostatnich 100 do 120 lat upowszechniło się także w katolickiej teologii i kaznodziejstwie, które co do swej istoty odeszło od wcześniejszej, bardziej tradycyjnej, bo zakorzenionej w nauczaniu Ojców Kościoła i wykładanej zgodnie przez zgoła 19 stuleci jej definicji.

O ile bowiem, wcześniej przez wieki jako lichwę rozumiano pobieranie wszelkich odsetek od pożyczek w celu zarobienia na takowych procentach (dopuszczano tylko taki procent, którego zadaniem było wyrównanie realnej bądź potencjalnej straty powstałej w wyniku udzielenia pożyczki –  przykładem tego może być  utrata części pierwotnej siły nabywczej pożyczonych pieniędzy w skutek inflacji), o tyle dziś nie piętnuje się już samej idei zarabiania na udzielanych pożyczek, a jedynie ich „wygórowaną” czy „nieumiarkowaną” wysokość.

Pewne pokusy i dylematy są jednak stare jak świat. Dziś niektórzy z hierarchów kościelnych sugerują potrzebę „nowego, bardziej miłosiernego podejścia do żyjących w ponownych związkach” argumentując to tym, że przecież „nie można zbyt surowych norm narzucać ogółowi ludzi„; „trzeba zważać na to, że nie większość nigdy nie dosięgnie ideału„, a poza tym to „świat i społeczeństwo się zmienia, a także rozumienie pewnych pojęć„.

Być może zatem i w podobny sposób myśleli teologowie i hierarchowie kościelni, gdy odchodzili od dosłownego nauczania Pisma świętego i 19-wiekowowej tradycyjnej wykładni na temat tego czym jest lichwa? „Mamy coraz więcej banków„; „Wielu z naszych bliskich i znajomych pracuje w bankach„;  „Czy można tym wszystkim ludziom powiedzieć twardo i dosadnie, że uczestniczą w czymś niegodziwym i występnym? Większość z nich zapewne i tak nie porzuci tego zajęcia, gdyż nie będzie na tyle „heroiczna”, by wierząc w moc Bożej łaski i opieki, ryzykować biedę dla siebie i swej rodziny, zacząć szukać nowej pracy”. „Może więc lepiej w jakiś sposób pogodzić się z istniejącym stanem rzeczy oraz postępującymi zmianami i zamiast przypominać ludziom twarde i jednoznaczne zasady, skupiać raczej na tym, by nie pogłębiali oni jeszcze zła, które i tak już czynią?”

Powyższy sposób rozumowania jest zrozumiały, ale czy na pewno uprawniony i słuszny?

Cóż, dobry Bóg nie nałożył na me barki ciężaru i odpowiedzialności prowadzenia milionów dusz. Nie muszę więc  na to odpowiadać, a mogę za to pozwolić sobie na komfort przypominania w jasny, klarowny i jednoznaczny sposób prawd nauczania katolickiego, które nie są dziś powtarzane także przez ogół księży, biskupów i kardynałów.

A jedną z takich prawd to właśnie rozumienie lichwy jako pobieranie wszelkich, a nie tylko „przesadnych” i „wygórowanych” procentów od udzielanych pożyczek, o ile tylko czyni się to z myślą i intencją zarobienia na takiej pożyczce.

Poniżej przedstawiam mym szanownym Czytelnikom poświęcony pojęciu lichwy fragment jednego ze znanych i cenionych h w XIX wieku katolickich dzieł apologetycznych i moralnych, autorstwa ks. Ambrożego Guilloisa:

Pismo święte, w wielu miejscach najwyraźniej potępia lichwę:  „Nie weźmiesz lichwy od brata twego, ani więcej niżeś dał ” (Kapłańska 25, 35); „Jeśli pożyczysz ludowi memu ubogiemu, który mieszka z tobą, nie będziesz mu przynaglał jako wyciągacz, ani lichwami uciśniesz” (Wyjścia 22, 25);  „Bratu twemu tego, czego mu trzeba, bez lichwy pożyczysz” (Powtórzonego Prawa 23, 20); „Miłujcie nieprzyjacioły wasze, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się stąd nie spodziewając” (Łukasz 6, 35).

Ojcowie Kościoła mocno powstają przeciwko lichwie i głośno mówią, że wszystko co się bierze nad pożyczkę jest niesprawiedliwością.

Święty Bazyli przedstawia lichwę jako zbytek niesprawiedliwości: „Jest to przeklęta córka chciwości i przywiązania do rzeczy ziemskich”;

„Pismo święte (są to słowa świętego Grzegorza Nysseńskiego) zabrania wyraźnie lichwy, jako nieprawego środka wzbogacenia się (…)

Nasze księgi święte zabraniają we wszystkim wymagać więcej nad to, co dano.

Wszystko czego się żąda więcej nad pożyczkę, nazywa się lichwą; nakazuję lichwiarzowi zwrócić co wziął”;

„Lichwa (mówi święty Jan Złotousty) zarówno szkodliwą jest dla tego kto ją płaci, i dla tego kto ją bierze; gubi duszę ostatniego a nędzę pierwszego powiększa”.

Posłuchajmy jeszcze świętego Leona: „Jakikolwiek obrót rzeczy wezmą, lichwiarz zawsze traci, jeśli postrada to co pożyczył; lecz jeszcze nieszczęśliwszy, gdy bierze więcej nad to co pożyczył. Ciągnie zyski ze swych pieniędzy, śmierć zadaje duszy swojej”.

Wszystkie sobory także potępiły lichwę. Drugi sobór powszechny  lugduński (Lyon) pod Grzegorzem X rzucił klątwę na lichwiarzy, a Sobór powszechny wienieński, pod Klemensem V, żądał aby karano jako heretyków tych, którzy uparcie twierdzili, że nie jest grzechem zajmować się lichwąto jest wymagać i brać więcej niżeli kto pożyczył.

Wszyscy papieże, aż do Piusa IX, ciągle powtarzali te same zasady. Benedykt XIV, między innymi w swym liście encyklicznym z dnia 1 listopada 1745 roku, wydanym do wszystkich biskupów włoskich, zaczynającym się od słów: „Vix pervenit”, mówi, że po roztrząśnięciu przedmiotu przez najuczeńszych kardynałów i teologów, postanowiono jednozgodnie, że wszelka lichwa, wszelki zysk wymagany nad kapitał, to jest nad sumę pożyczoną, z tytułu samej tylko pożyczki, jest niegodziwym i lichwiarskim, jakikolwiek byłby majątek osoby, od której wymaga się ten zysk, i na jakikolwiek cel używałaby ona sumy pożyczonej.

Lichwę więc potępiają:

Pismo święte, tradycja czyli podanie i Ojcowie Kościoła, tudzież Papieże i Sobory. Lichwiarze zatem, którzy każą sobie płacić bez prawnej zasady, procenty od pożyczonych pieniędzy, pobierają to, co do nich nie należy; przywłaszczają cudzą własność i obowiązani są zwrócić ją, bo inaczej Niebo zamknięte jest dla nich na zawsze. „Złodzieje (mówi św. Paweł Apostoł) nie wnijdą do Królestwa Bożego” (1 Koryntian 6, 10), a lichwiarze czymże są, jeżeli nie złodziejami? Starożytny pisarz nazywał ich zbójcami, Zapytany, co znaczy pożyczać na lichwę, odpowiedział: „jest toż samo co zabijać”.

Ks. Ambroży Guillois, „Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej. Dzieło ofiarowane Ojcu św. Piusowi IX, zaszczycone podziękowaniem Jego Świątobliwości, tudzież aprobatą i pochwałami wielu kardynałów, arcybiskupów i biskupów „, Wilno 1863, s. 345 – 346.

Mirosław Salwowski

WYBRANE KOMENTARZE

Okradli każdego z osobna na przynajmniej 100 tys PLN

Wystarczy przypomnieć o kwocie wolnej od podatku która powinna wynosić 13492 PLN rocznie dla każdego Polaka.
Tymczasem w Polsce od 9 lat to jedynie 3 091 zł (20-krotnie mniej od wspomnianych 11,5 tys. funtów w Wlk. Brytanii)! Szokujące w przypadku naszego kraju jest również to, że bardzo wąska grupa społeczna (posłowie i senatorowie) w odróżnieniu od reszty społeczeństwa cieszy się 9-krotnie wyższą kwotą wolną. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że wypłacane z naszych podatków poselskie diety są wolne od podatku dochodowego do wysokości 27 360 zł w skali roku.
Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, tzw. dieta parlamentarna (która wraz z parlamentarnym uposażeniem jest wypłacana posłom i senatorom co miesiąc i aktualnie wynosi 2 473,08 zł brutto) jest zwolniona z podatku PIT do wysokości 2 280,00 zł miesięcznie, co w skali roku daje nam kwotę w wysokości 27 360 zł!

MrKuba65 22.03.2016 09:03:09

Warto dodać że santo-subito Lolek tak jak santo-subito Bolek był przeciw (lichwie) a nawet za! Jego gadulstwo nosi jedną cechę ,,dla każdego coś miłego” jednak uczynki świadczą że był prawdomówny jak nie przymierzając niejaki prożydent dóda..

fan-wolności 22.03.2016 09:34:40

Coś niezbyt pewne informacje posiadł Autor o JPII i o Kościele

“Rozszerzenie Unii Europejskiej na Wschód, a także dążenie do stabilizacji monetarnej powinny prowadzić do coraz ściślejszego wzajemnego powiązania narodów (…)” – (dotyczy pochwały i globalizacji i żydowskiej kontroli finansów w podbitych państwach tzw. Zachodu)
Do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, 10 stycznia 1998 roku.
Apokalipsa finansowa 8Apokalipsa finasowa 9
Encyklika JPII „Centesimus annus” – pochwała liberalizmu (czyli pośredni także lichwy)
Encyklika papieża Franciszka „Laudato si” – pochwała zrównoważonego rozwoju, a więc pochwała globalizacji i depopulacji

Rzeczpospolita 22.03.2016 11:02:00

Opublikowano za:  http://janusz.neon24.pl/post/130510,milionerzy-do-lasu-przed-finansowa-apokalipsa

Comments

  1. nanna says:

    No i jak tu się takim tekstem zachwycić? Opisuje on zaledwie myśli przeciętnego człowieka, jakie mu w ciągu dnia przelatują przez głowę. A świat pozostaje w dalszym ciągu taki, jaki jest.

    Rozdymanie tematu do granic wytrzymałości materiału mija się z celem. Są sprawy, na które człowiek ma wpływ i są takie, na które wpływu człowiek nie ma. I choć w ogólnym rachunku mamy jakiś swój udział w tym światowym, dziennym saldo, to jednak zawracanie sobie nim głowy to strata czasu.

    Można ewentualnie się tym mocno przejąć i nawet przestraszyć – co będzie skutkować podwyższonym tętnem, blokadą metabolizmu i pogorszeniem samopoczucia oraz napadami bezsenności w nocy i atakami senności w dzień, ale po co komu i do czego taka huśtawka?

    Śmierć nie jest niczym szczególnym i sugerowanie, jakoby dało się jej uniknąć jest oszustwem. W nasze narodziny wpisana jest śmierć i jest ona procesem naturalnym, nie ma także w niej nic tragicznego. Sposób zejścia z tego świata oraz czas tego zejścia jest poniekąd ważny dla „karmy” danej osoby, ale zejście nie z własnej winy się nie liczy.

    Tu można by się zastanowić, po co w ogóle człowiek się rodzi.

    Według tego, co ja wiem, człowiek rodzi się by wziąć udział w Grze Kosmicznej. Na czym ona polega? a no na tym, że człowiek został wyposażony we właściwe tylko jemu cechy osobnicze, każdy rodzi się w specjalnym, najbardziej korzystnym dla niego miejscu i z najodpowiedniejszych rodziców. I w momencie narodzin dla każdego człowieka zaczyna się ta Gra.

    Przygląda się jej Bóg Wszechmogący, ponieważ Gra jest zrobiona specjalnie dla Niego. Grę „robi” Adi Shakti, aktywny aspekt Boga Statycznego, Boga Obserwatora. Wszystko jest właściwie Maha Mayą, czyli wielkim złudzeniem.

    Właściwie wszystko odbywa się bardziej w głowie samego/danego człowieka a nie na zewnątrz. Niby widzimy ten świat oczami, ale przecież gdy je zamkniemy, świat nie przestaje istnieć a wówczas mózg uruchamia algorytmy projektujące nie odbierany oczami świat jako realny i istniejący.

    Jeżeli tego świata nie widzimy, to skąd wiemy, że on jest? Wiemy stąd, że tak nam „mówi” nasz mózg, czyli tych kilka bioprądów wywołujących obrazy (ciekawe, gdzie one są tak naprawdę? w głowie się one przecież nie mieszczą, jeśli mając zamknięte oczy „oczami duszy” widzimy jakieś większe rzeczy, jak np. słonia czy wręcz kulę ziemską? Ona się nam w naszej imaginacji mieści bez problemu).

    Kiedy możemy sobie to wyobrazić tego nie widząc? Możemy wówczas, gdy się o tym „dowiedzieliśmy”, czyli mieliśmy z tym wyobrażeniem wcześniej jakiś kontakt i dany obraz zaakceptowaliśmy jako własny. Gdybyśmy – widząc dany obraz nie wcisnęli w mózgu akceptującego „enter”, to by ten obraz został przeniesiony na „zapasowy dysk” i nie mógłby być świadomie przywołany, a tylko co najwyżej pod wpływem hipnozy.

    Dlaczego ja o tym? a no dlatego, że autor tych makabresek straszy, a raczej usiłuje straszyć ludzi czymś, co i tak nastąpić musi. Istniejąc w formie materialnej jesteśmy powiązani z zasadą: „przyczyna-skutek” i nie ma dla nas od tego ucieczki.

    Wyższa forma duchowości, pozwalająca wyjść ponad ciężkość materii, uwalnia co prawda od tego, ale ludzie boją się samych siebie – czyli tych imaginacji, które mają wgrane gdzieś w swoich głowach i chcą ludzie oszukać Los ulegając „siłom” niezdefiniowanym, odbieranym jako zagrożenie. Człowiek rezygnuje ze swojego człowieczeństwa w imię „użebrania u demonów” łaski na przeżycie.

    A dla człowieka lepiej jest umrzeć kilka dni wcześniej jako bohater, a nie kilka dni później jako zaprzaniec i tchórz, kupujący własne życie np. za cudzą śmierć.

    Tak zwana medycyna obiecuje ludziom nieśmiertelność i ludzie nawet wiedząc, że od śmierci się nie wykpią, sami siebie oszukują wierząc, że „leki” ową nieśmiertelność im dadzą.
    Choroba na poziomie fizycznym jest jedynie wyrazem zakłóceń na poziomie psychicznym. A więc „leczenie” ciała nic nie da, gdy dusza gnije.

    A kiedy ta dusza gnije? a no wówczas, gdy człowiek żyje niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Ciało sygnalizuje właśnie chorobą, że człowiek idzie drogą niewłaściwą dla siebie. Rozsądek nakazywał by zmianę postępowania, ale ludzie chcą „wyzdrowieć” przy pomocy „leków” kontynuując szkodliwie dla siebie działanie.

    Można sobie wyobrazić, że faktycznie są ci Jeźdźcy Apokalipsy. Ale tak naprawdę, to każdy ma takiego jeźdźca w sobie i oni, ci jeźdźcy niszczą człowieka na jego własne życzenie.
    Przybycie takich Jeźdźców w skali całego świata oznacza, że ludzkość stanęła na krawędzi samounicestwienia. Nie uratuje ludzi strach przed tymi Jeźdźcami, a przeciwnie – szybciej popchnie ludzkość w przepaść.

    Natomiast zmiana świadomości, zwrócenie się ku Bogu – temu Bogu, który jest Niedefiniowalny, Wszechmocny, Wszechobecny mogłoby ludzi uratować. Świadomość wyższej jakości musiała by spowodować, że ludzie sami siebie kontrolują i sami dobrowolnie swoje niewłaściwe postępowanie korygują. To by poprawiło ogólny stan ludzkości i wówczas skoncentrowane energie niszczące, zwane Jeźdźcami Apokalipsy, zmieniły by swoją formę i zagłada byłaby zażegnana. To tylko zależy od ludzi.

    Opisywanie skomplikowanych działań finansowych – wymyślonych przez człowieka, robienie z ludzi durniów nie rozumiejących, kto i dlaczego ich skubie i zawieszanie nad ludźmi groźby zagłady i to nieuniknionej jest niepoważne. Wszystko co genialne jest proste, a więc i faktyczne rozwiązanie problemów z kredytami, z zadłużeniem musi być proste, by mogło zadziałać.

    Bóg wie o ludziach wszystko na bieżąco i jeżeli będzie w ludziach potencjał naprawczy, jeżeli będzie w ludziach wzbudzone miłosierdzie (nie mylić z litością – działaniem fałszywym) i ono zapanuje nad chciwością i egoizmem, no to przecież świat będzie miał sens istnieć.

    Apokalipsa to nic złego, a przeciwnie – to zakończenie cierpienia niewinnych i nieświadomych siebie samych ludzi. Zabijając diabły widać konieczne będzie wyzerowanie i ludzi, ponieważ demony to wynik negatywnego działania samych ludzi. Bez złego postępowania ludzi demony nie miały racji bytu. One żywią się ludzką złością, ludzką nienawiścią, ludzkim strachem itd.

    Natomiast zwykła, braterska miłość człowieka do człowieka jest dla demonów zabójcza.

    Negatywności jest na świecie niewiele, ale ona jest silna, ponieważ ludzie ją zasilają swoim niedobrym postępowaniem.

    Cierpienie jednej istoty żywej na Ziemi jest cierpieniem całej Ziemi.

    Dlatego jest takie ważne, żeby ludzie sami z siebie, z własnej i nieprzymuszonej woli chcieli postępować moralnie i etycznie, by mieli współczucie dla słabszych i chorych, by chcieli dać z siebie jak najwięcej dla świata doskonaląc się w każdej dziedzinie życia codziennego.

    Tymczasem ludzie zostali przyuczeni, że jeżeli jadą na cudzych plecach, jeżeli sami się „oszczędzają” a wykorzystują maksymalnie innych – czyli swoich braci-ludzi, swoje siostry-ludzi – to wówczas ich pozycja jest w społeczeństwie wyższa.

    Jest to jawne oszustwo i hołdowanie pasożytnictwu. I taka postawa żywi i generuje demony, które opanowały praktycznie już każdą dziedzinę życia ludzi i ludziom w takiej sytuacji jest bardzo trudno żyć, ludziom jest źle.

    Odchodząc od uniwersalnych zasad, danych ludziom przez Boga, człowiek się wyalienował, nie ma w nikim i niczym oparcia. Taki człowiek usiłuje kupić sobie za pieniądze poczucie bezpieczeństwa, szacunek i miłość. Ale tego za pieniądze kupić się nie da.

    Poczucie bezpieczeństwa daje faktyczna przynależność do grupy, do społeczności, a jaka jest dziś przynależność, jeżeli ludzie konkurują ze sobą o wszystko? i nikt z nikim nie współpracuje lecz patrzy, by bliźniego możliwie skutecznie i bezkarnie wykorzystać? Rezygnacja z części dążeń własnych na rzecz dobra ogółu byłaby czynnikiem spajającym daną grupę i wówczas poczucie bezpieczeństwa wynikało by z przynależności do „stada”.

    Szacunek to coś, co człowiek otrzymuje od danej grupy w prezencie. To ta grupa sama z siebie żywi dla takiego człowieka szacunek i tego wymusić się niczym nie da. Na szacunek można zasłużyć właściwym, etycznym postępowaniem.

    A miłość? a miłość to rezonans wzbudzony w człowieku-bracie, w człowieku-siostrze, dający poczucie jedności, poczucie wspólnego losu jako człowiek, a objawia się ona wewnętrzną radością ze spotkania takiej bratniej duszy. Nic się za tym nie kryje, nic nie musi z tego wynikać. Ta ludzka miłość człowieka do człowieka to odbicie Istoty Boga w ludziach. Bóg stworzył ludzi ze swojej miłości do nich. Ludzka miłość do człowieka jest tak naprawdę miłością do Boga. Nie można kochać Boga nienawidząc ludzi. Nie można kochać Boga mając w sobie jakąkolwiek formę nienawiści.

    Człowiek, który ma w sobie nienawiść sam się wyklucza z procesu Ewolucji. Ewolucja to nieustanny rozwój, to ciągła zmiana, to wchodzenie po spirali „w górę”.
    Natomiast nienawiść to energia niszcząca. Ona nic nie zbuduje, nic nie naprawi a przeciwnie: pogrąży każdego.

    W przypadku Polaków widzimy, jak skierowano nas na ścieżkę nienawiści do Ukraińców. To, co się wydarzyło siedemdziesiąt lat temu to historia. Tego nikt i nic nie odwróci, nie uczyni tego niebyłym.
    Co to oznacza dla Polaków? Otóż, to ustawia Polaków na pozycji ofiar agresji.

    A gdzie ustawiło to Ukraińców? To ich ustawiło na pozycji sprawców.

    W procesie Ewolucji lepiej jest być ofiarą niż sprawcą. Ofiara nie ma nic do wypracowania, na niej nie ciąży zbrodnia. Natomiast na sprawcy tak. Sprawca ma gorszą pozycję w Ewolucji, ma wiele do wypracowania i kto wie, jakie zdarzenia muszą nastąpić, by „energie się wyrównały”?

    Tego my, ludzie nie wiemy i wiedzieć nie możemy, a więc także i nie będziemy wiedzieć. „Wyrównanie krzywd” odbywa się na innym poziomie energetycznym i na to ludzie nie mają żadnego wpływu.

    Można by się zastanowić, czego w związku z tragedią na Wołyniu oczekują Polacy od Ukraińców? Co mogliby zrobić Ukraińcy, żeby „zadowolić” Polaków?

    Z tego, co można przeczytać w internecie, to Polacy chcą, by Ukraińcy „oddali” Polakom kresy.
    Czy gdyby Polacy kresy otrzymali to rzeź wołyńska stała by się niebyła? czy to by czemukolwiek zadośćuczyniło?

    Ukraińcy twierdzą, że byli przez wieki przez Polaków kolonizowani, poniżani, wykorzystywani i upadlani traktowaniem niczym bydło. A więc z pozycji Ukraińców mieli oni prawo walczyć z kolonizatorem i okupantem przy pomocy dostępnych środków.

    A co mówią Polacy?

    Polacy twierdzą, że weszli na ziemie niczyje, na „dzikie pola” co jest kłamstwem, ponieważ na tych „dzikich polach” nie powinno było być żadnych tubylczych mieszkańców. A przecież byli! I to ich Polacy zmuszali do pracy na swoją rzecz, to im Polacy zabrali ziemie, to ich Polacy polonizowali zabraniając używania języka ukraińskiego i to im Polacy narzucili swoją władzę nie pytając mieszkańców „dzikich pól” o zdanie.

    Tragedia wołyńska oznacza, że upodlenie Ukraińców przez Polaków osiągnęło masę krytyczną i dlatego masowe mordowanie ludzi mogło mieć miejsce.
    Polacy tego nie chcą zaakceptować twierdząc, że „cywilizowali Ukraińców” i że za to Ukraińcy powinni byli być Polakom wdzięczni. Ukraińcy nie prosili Polaków do siebie, to Polacy weszli na kresy przemocą i przemocą podporządkowali sobie ludność tam żyjącą zmuszając ją do pracy na rzecz polskich okupantów.

    I teraz rzeź wołyńska wykorzystywana jest to wzbudzania w Polakach nienawiści do Ukraińców, co jest dla Polaków wielce niszczące.
    Nienawiść Polaków do Ukraińców samym Ukraińcom nie szkodzi, natomiast powoduje rozpad naszego, polskiego społeczeństwa. Nienawiścią wpajaną w Polaków ogarnięto także ludzi nie mających nawet żadnych powiązań rodzinnych z kresami! Oni nienawidzą Ukraińców z tego powodu, iż są Polakami a więc są zobowiązani nienawidzić!

    Nie ma to żadnych racjonalnych podstaw, ponieważ tym samym, nienawidzącym Ukraińców Polakom nie przeszkadza, że u nas w Polsce ludzie – Polacy! żerują na śmietnikach, nocują na ulicy, żyją w nędzy i nie mają pracy by móc się utrzymać. Nienawiść do Ukraińców jest stawiana wyżej niż narodowa solidarność między żywymi/żyjącymi Rodakami.

    Czyli możliwe jest u Polaków solidarnie – z racji przynależności do narodowości polskiej – Ukraińców nienawidzić, ale nie przekłada się to poczucie wspólnoty na wzajemną współpracę między Polakami na rzecz naszego kraju.

    Porwane/zwabione podstępem z Polski Polki, więzione w burdelach krajów zachodnich – gwałcone zbiorowo, szprycowane narkotykami, bite i głodzone DZIŚ !!! nie wzbudzają w Polakach żadnego współczucia, żadnej potrzeby działania w ich obronie. Natomiast trupy ludzi sprzed lat siedemdziesięciu mają dla Polaków znaczenie ponadczasowe, przesłaniające wszystkie bieżące tragedie, spadające na nasz Naród i na naszych Rodaków.

    Nienawiść wypaliła w Polakach zdolność do działania, do kolektywnego działania w interesie naszego kraju i naszego Narodu.

    Jakoś tak się znowu dzieje, że mi się temat rozrasta i choć dla niektórych nie ma to związku z Jeźdźcami Apokalipsy, to dla mnie ma to związek bezpośredni, bo ja widzę upadek naszego kraju i Narodu, spowodowany oderwaniem Polaków od rzeczywistości i zepchnięcie Polaków w odległą przeszłość, której nie można zmienić bo nikt i nic nie ma na nią wpływu i mieć nie będzie. Polacy spalają się na biegu jałowym, a kraj nasz stopniowo przestaje istnieć aż do całkowitego zaniku.

    Gdyby Polacy nie czuli się w obowiązku być „przedmurzem chrześcijaństwa” czyli nie reprezentowali by interesów watykanu za cenę nawet istnienia państwa polskiego, ale głównie za cenę rozbicia jedności Słowian, to żadnego problemu by nie było.

    Nie ma takiego dnia na świecie, w którym ktoś by nie zszedł z tego ziemskiego padołu w mniej lub bardziej tragiczny sposób.

    Dlaczego Polacy uparli się, że „ich trupy” są ważniejsze niż wszystkie inne, jest tajemnicą katolickiej polityki wobec Polski i Polaków.

    Ukraińcy otrząsnęli się z ciężarów przeszłości i budują swoje państwo niezwykle konsekwentnie. I choć zachód im w tym przeszkadza różnymi majdanami, to w końcowej konsekwencji Ukraińcy będą mieć swoje silne i duże państwo. Czego o Polakach powiedzieć się nie da, ponieważ w Polakach działa siła odśrodkowa, rozwalająca nasz kraj na różne sposoby.

    Wielowiekowa okupacja Ukrainy przez Polaków okazała się być dla Ukraińców do przezwyciężenia.
    Natomiast wielowiekowa okupacja Słowian Polskich przez katolicką administrację pozbawiła Polaków tożsamości plemiennej i narodowej, i uczyniła z nich swoje zbrojne ramię do wojen ze
    Słowianami. Polacy stali się nie tylko parobkami dla europy zachodniej, ale także janczarami dla katolickich podbojów odwiecznie skierowanych na Wschód.
    Jaką więc my, Polacy możemy mieć przyszłość? bez tożsamości, bez poczucia narodowej więzi ale za to trawieni nienawiścią chwilowo do Ukraińców – z docelową nienawiścią przeniesioną w całości na Rosjan?
    Biada nam!

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Pani NANO
      Doskonały tekst duchowy, z jednym wyjątkiem – Ukrainy. Sprawa jest bardziej złożona i ta nienawiść nie dotyczy wszystkich Ukraińców/Rusinów, ale jedynie 1/6-1/10 części ludności, która dała się zarazić chorobą żydo-banderyzmu.
      Pozostali Ukraińcy/Rusini traktują tą cześć, podobnie jak Polacy, od kilkudziesięciu lat i obecnie doświadczają tej choroby „nie wyleczonej” na „własnej skórze, nie tylko w Donbasie. Ta „choroba” zagraża nie tylko Polakom, ale Słowianom, w tym Rosjanom. I to jest istotne zastrzeżenie wobec tego co Pani napisała w tym temacie. Z pozostałymi wielowątkowymi wywodami się zgadzamy.

Wypowiedz się