JEDNOLITY PODATEK NA ŁOPATKACH

podatki

Jednolity podatek to pomysł sprzed lat. Dziś „podejście” pod ten pomysł rozpoczęła ekipa „dobrej zmiany”. Jeśli byli rządzący i obecnie rządzący proponują to samo, należy zastanowić się skąd nagle taka zgodność idei, o co naprawdę chodzi. Moim zdaniem  trzeba jednak wykazać czujność, by nie znaleźć się w sytuacji, „że aż strach się bać”.

      Sam pomysł jednolitego podatku jest prosty i czytelny. Obywatel miast płacić podatek od dochodu do Urzędu Skarbowego i osobno składki na świadczenia społeczne do ZUS, odprowadza łączną kwotę według ustalonej formuły do wskazanej instytucji państwowej. Podkreślmy, że obywatel praktycznie przestaje rozróżniać, co jest podatkiem czyli zobowiązaniem wobec państwa, a co jest składką na świadczenia społeczne, których on powinien być beneficjentem, a państwo gwarantem. Jeśli tak, to pytanie brzmi: jaka myśl przyświecała pomysłodawcom? Odpowiedzi udziela Paweł Wojciechowski, główny autor pomysłu, który o sobie mówi, że nosił się z nim „od ponad dziesięciu lat”. Za najważniejsze uważa:

- zwiększenie progresji dochodowej

- zmniejszenie zróżnicowania obciążeń między różnymi formami zatrudnienia

- radykalne uproszczenie systemu

     Pawłowi Wojciechowskiemu należy podziękować za szczerość, stawia bowiem sprawę jasno. Nowy system opodatkowania powinien zwiększyć obciążenie najwyżej zarabiających, zaś za pośrednictwem budżetu odebrane środki finansowe powinny być przekazane grupom najuboższym. Uproszczenie zaś systemu ma polegać na tym, że płaci się wszystko jednorazowo w jednym urzędzie. Uzasadnienie tego pomysłu najjaśniej sformułował przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych poseł PiS Jacek Sasin (z wykształcenia historyk) – „Bogaci powinni płacić więcej – to wynika z elementarnego poczucia sprawiedliwości społecznej”. Jak widać na wydziale historycznym UW uczyli pryncypialnie nawet po 1989 roku, doktryna marksistowska miała się dobrze, nauka nie poszła w las, a … w posła Sasina.

 Sprzeczność podstawowa

     Ponieważ koncepcja jednolitego podatku całkowicie mi nie odpowiada,  podejmę tu próbę wykazania fundamentalnych sprzeczności, które niesie ten pomysł a także przedstawię szczegółową analizę jego najważniejszych uchybień.

     Podatek dochodowy jest daniną płaconą przez obywatela państwu jako instytucji. Obywatel akceptuje zarówno państwo, jak i płaconą mu daninę, w większym czy mniejszym stopniu utożsamiając się i z instytucją i  ze swoją powinnością. Funkcje i obowiązki wykonywane przez państwo i jego instytucje uznaje za ważne i potrzebne. Podatek ma być zatem wydatkowany zgodnie z szeroko rozumianym interesem obywatela, z reguły za jego wiedzą. Wpływ obywatela na wysokość kwot, ich strukturę, czas wydatkowania jest praktycznie żaden. Ogranicza się do aktu wyborczego i decyzji opartej wyłącznie na przedwyborczych obietnicach tej czy innej partii.

     Natomiast składki na świadczenia społeczne ze swej istoty i treści są częścią dochodu obywatela potrącaną po to, by sfinansować ryzyka, które mogą mu się przydarzyć teraz i w przyszłości, jak choroba bądź wypadek, a także by jego starość była zabezpieczona w postaci funduszu emerytalnego. Należy zatem powiedzieć, że składki są wypracowane przez obywatela, są jego własnością i jemu przynależą. Państwo pozostaje wyłącznie depozytariuszem i  gwarantem, że należne świadczenia nie zostaną zmarnowane, a obywatel będzie mógł w pełni z nich korzystać znając zakres i wysokość. Podkreślam – składki na świadczenia społeczne to własność obywatela. Jeśli tak, to ich przeznaczenie jest zdeterminowane: składka zdrowotna powinna iść na zdrowie, emerytalna – na emeryturę. Zgoda, że obecnie w dużym stopniu składki są marnotrawione, bądź źle wydawane. Ale czy zmiana powinna iść w kierunku zatarcia różnicy między składką a podatkiem? Ujednolicony podatek fałszuje rolę państwa jako instytucji stojącej na straży praw i pieniędzy podatników. Ujednolicony podatek czyni nieczytelnym co obywatel jest winien państwu, a co państwo jest winne obywatelowi. Jeśli podatek to zobowiązanie obywatela wobec państwa to składki na świadczenia społeczne są zobowiązaniem państwa wobec obywatela. Moim zdaniem misją państwa w stosunku do naszego społeczeństwa nie mającego jeszcze w wielu wypadkach „genetycznego nawyku” kalkulowania według reguł gospodarki rynkowej jest edukowanie obywateli: za co płacą, na co płacą, komu, ile, i co im się z tego tytułu należy. Jednolity podatek takich odpowiedzi nie udziela. On je kamufluje, a przez to miast edukować, ogłupia i szkodzi.  

     Pojawia się także niebezpieczeństwo zawłaszczania przez państwo środków, które z definicji powinny być przeznaczone na ochronę zdrowia bądź zabezpieczenie emerytalne. Pojawia się także niebezpieczeństwo graniczące z pewnością, że zawłaszczone środki pójdą na sfinansowanie wydatków ważnych z punktu widzenia rządzących, ale niezgodnych z interesem obywatela. Ilość ryzyk związanych bądź wynikających z ogromu kwot, jakimi obracałby zarządzający jednolitym podatkiem gwałtownie wzrasta i stawia pod znakiem zapytania wypłacalność systemu w przyszłości.

 Analiza szczegółowa

     Dokonajmy szczegółowej analizy. Bez mała 25 milionów Polaków płaci podatek dochodowy. 23,8 miliona deklaruje dochody niższe od 85 500 złotych rocznie i płaci według stawki 18%. Daje to budżetowi około 35 miliardów złotych, co stanowi 75% wpływów z PIT. Około 3% podatników, nieco ponad pół miliona Polaków zarabia więcej niż 85 500 rocznie i  32% kwoty  oddaje do budżetu, czyli około 12 miliardów złotych. Wśród zarabiających więcej jest grupa o dochodach ponad 120 tysięcy złotych rocznie – i to oni „wpadli w oko” rządzących i wspomnianego wcześniej posła Sasina. Czemu? Bowiem w myśl obowiązującego prawa od kwoty ponad 120 tysięcy złotych nie płaci się dodatkowej składki na ubezpieczenia społeczne. Posłowi Sasinowi nie podoba się, że „zarabiający 120 tysięcy złotych i więcej rocznie nie płacą już dodatkowej kwoty na ZUS”. Pomysł więc polega na tym, by dochód ponad 120 tysięcy złotych rocznie opodatkować w takiej wysokości, by uzyskane środki były co najmniej równe nieściągniętej składce na ZUS. Według szacunków Pawła Wojciechowskiego tą drogą uzyska się około 7 miliardów złotych.

     Pierwsza wątpliwość, którą trzeba tu podnieść dotyczy efektu dochodowego. Nawet jeśli przyjąć, że 7 miliardów złotych założone przez autorów projektu zostanie skutecznie ściągnięte, to spytać należy, jaką kwotę otrzyma obywatel z pięciomilionowej grupy najuboższych Polaków zarabiających mniej niż 13 000 złotych rocznie. Otóż będzie to kwota około 110 złotych miesięcznie. Moim zdaniem efekt polegający na spłaszczeniu różnic w dochodach między zamożnymi i ubogimi będzie iluzoryczny i niezauważalny. Podsycone zostaną natomiast nastroje konfrontacyjne, roszczeniowe, sprzeczności i animozje społeczne.

     Wątpliwość druga dotycząca jednolitego podatku jest poważniejszej natury. Już teraz przedsiębiorcy, najczęściej z południa Polski, przerejestrowują swoje firmy do Czech bądź na Słowację – gdzie system podatkowy jest prostszy i bardziej przyjazny. Uważam, że proceder „wyprowadzania” firm zagranicę będzie postępował i nasili się, jeśli nowe regulacje zostaną wprowadzone w życie. Przy takim scenariuszu jest bardzo wątpliwe, by wpływy podatkowe wzrosły. Przeciwnie, sądzę że spadną i to znacznie.

 podatek-na-1-mieszkanca-w-1785-r

Kolejnym argumentem, który należy uwzględnić, a który pomysłodawcy przemilczają bądź pomijają jest wpływ nowej ustawy na skłonność do oszczędzania. Skłonność ta jest funkcją wysokości dochodów. Opodatkowanie wyższych dochodów obniży skłonność i możliwości oszczędzania grup zamożniejszych ze wszystkimi tego konsekwencjami dla inwestycji i dynamiki gospodarczej. Zwolennicy nowego pomysłu odpowiedzą zapewne, że zwiększone dochody rodzin najuboższych przełożą się na zwiększoną skłonność do konsumpcji, a w konsekwencji zwiększony popyt i obroty handlu. Pytam – to czemu pieniądze z ustawy 500+, którym rządzący przypisywali podobną zdolność, nie zdynamizowały gospodarki, co gorsza, tempo wzrostu spada. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, między innymi struktura konsumpcji, w której dobra z importu odgrywają doniosłą rolę.  Wprowadzając ustawę 500+ rząd po części przyjął na siebie obowiązki „akwizytora” banków i sieci handlowych – gdyż to one na ustawie zarobiły najwięcej. Jest to jednak temat na osobną analizę.

     Autorzy pomysłu za wielką zaletę uznają uproszczenie systemu podatkowego. Trudno mi się z tym zgodzić, gdy po przeczytaniu ich deklaracji dowiaduję się, że stawek podatkowych będzie nie dwie jak obecnie, a od czterech do siedmiu lub ośmiu. Czy na tym ma polegać prostota? Co więcej, w chwili obecnej mamy takie formy opodatkowania dla przedsiębiorców, jak ryczałt i karta podatkowa. Korzysta z nich kilkaset tysięcy małych firm. Można obawiać się, że ujednolicony podatek te formy rozliczenia po prostu zlikwiduje. Przecież termin „jednolity” ma czytelną treść – taki sam dla wszystkich. Osobnym tematem jest definicja kosztu uzyskania przychodu dotycząca środowisk naukowych i twórczych, a na dziś określona na 50% przychodu. Jednolity podatek ten szczególny przywilej powinien znieść. Czy będzie to słuszne i zgodne z interesem środowiska naukowego i twórczego? Odpowiedź jest krótka – zdecydowanie nie. Co zatem zrobi ustawodawca?

     Dochodzimy teraz do kwestii ogólniejszej natury. Proponowana zmiana ma objąć zarówno przedsiębiorców, jak i pracobiorców. Co najmniej kilkanaście milionów podatników powinno zatem zostać przeszkolonych w posługiwaniu się nowym prawem podatkowym. Pojawia się pytanie – kto weźmie na siebie trud przeszkolenia i nauczenia, skąd wygospodarowane zostaną na to środki finansowe, ile czasu na to potrzeba, jak wiele błędów i nieporozumień przyniesie życie.

     Wrzucenie przedsiębiorców i pracobiorców do jednego worka podatkowego jest wielkim błędem, ponieważ komuna przez dziesięciolecia wybijała nam z głowy i obrzydzała postawy inicjatora działalności gospodarczej, sylwetkę  przedsiębiorcy. To jest zawód, a ja śmiem twierdzić, że we współczesnej Polsce to jest misja i powołanie, które trzeba wspierać, krzewić, wyróżniać a państwo powinno się o kreatywnego i uczciwego przedsiębiorcę  troszczyć. Tymczasem połączenie jednych i drugich oznacza całkowity brak zrozumienia różnic między obydwoma zawodami i znaczenia przedsiębiorców dla pomyślnej przyszłości naszej Ojczyzny.

Wyłączeni z systemu

     Kolejna wątpliwość dotyczy grup społecznych, które mają własne, odrębne systemy emerytalne i systemy płacenia składek na świadczenia społeczne. Są to: służby mundurowe, wymiar sprawiedliwości, rolnicy należący do KRUS. Przytoczmy dane. Dotacja do systemu emerytalnego w 2016 roku wyniosła dla: służb mundurowych – 15,2 miliarda złotych, wymiaru sprawiedliwości – 2 miliardy, KRUS – 18,2 miliarda złotych. Dziś do jednego emeryta trzeba dołożyć z budżetu państwa (bo ze składek nie starcza) 10 tysięcy złotych, do rolnika emeryta 16,2 tysiąca złotych, emeryta mundurowego 38 tysięcy złotych, emeryta sędziego i prokuratora – 55 tysięcy złotych rocznie. I tu wypada zadać główne pytanie – czy powyższe grupy społeczne zostaną objęte ujednoliconym podatkiem? Wszystko wskazuje, że nie. Rząd zatem pod hasłem polityki prospołecznej odwraca uwagę opinii publicznej od tych grup (nie dotyczy to większości rolników), które były, są i pozostaną uprzywilejowane w sensie dochodowym i podatkowym. Budowanie autorytetu przez władzę na „wdzięczeniu się” do resortów siłowych, prokuratorów i sędziów to schemat znany z komunistycznej i balcerowiczowskiej przeszłości. Stosowanie go dla wszystkich rządzących kończyło się tak samo – porażką polityczną.

 Ukryte zagrożenie

     Czy jest jednak cel, o którym się nie mówi, który moim zdaniem przyświeca rządzącym? Sądzę, że jest. Wobec rosnącego i przybierającego na sile zjawiska podejmowania jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie suma narzutów na dochód odprowadzanych bądź to jako podatki, bądź składki jest niższa od pracy na tzw. etacie, rząd chce praktycznie zlikwidować tę formę działalności zrównując obciążenia jednoosobowego przedsiębiorcy z pracownikiem na etacie. Tą drogą według niektórych szacunków rząd chce ściągnąć nawet kilkanaście miliardów złotych wpływów do budżetu. Nie jest zatem prawdą, że system pozostanie „neutralny”, czyli to co odbierze bogatym dołoży biednym. Przeciwnie, nowy system uderzy przede wszystkim w małe i średnie polskie firmy, a najbardziej w początkujących, jednoosobowych przedsiębiorców. Wzrost liczby jednoosobowych firm to efekt ułomności systemu podatkowego i jego pazerności w stosunku do pracownika etatowego. Władze, miast szukać rozwiązania korzystnego dla obywatela i przedsiębiorcy, upatrują swoją szansę w bardziej opresyjnym podejściu do podatników. Co więcej, praktycznie zlikwidowany zostałby w ten sposób obecnie obowiązujący 19% liniowy podatek nałożony na jednoosobową działalność gospodarczą.

     Jestem zdeklarowanym obrońcą polskiego małego i średniego przedsiębiorcy dlatego uważam, że wszelkie pomysły rządzących pogarszające sytuację tej grupy zawodowej trzeba ujawniać, upubliczniać a przede wszystkim stworzyć front sprzeciwu i … zwyciężyć.

     Poważnym zarzutem wobec jednolitego podatku jest fakt, że pomija on całkowicie problem dynamiki gospodarczej. Jedną z funkcji i zadań systemu podatkowego powinno być właśnie kreowanie dynamiki gospodarczej. System winien zachęcać do oszczędzania, inwestowania, tworzenia nowych miejsc pracy, pomysłowości i wynalazczości. W rządowej propozycji na ten temat nie ma nic.

     Nie ma także nic, albo przeciwnie, usunięto wszystkie elementy w postaci zwolnień, ulg, które miałyby na celu realizację zadań społecznych, a zwłaszcza wsparcie potrzebujących w chwili, gdy znajdą się w kłopotach.

     Jednolity podatek penalizuje bogatych argumentując, że zamożniejsi „bardziej korzystają z instytucji państwowych” zatem w większym stopniu powinni uczestniczyć w ich finansowaniu. Mówiąc nieco obrazowo – policjant bardziej broni bogatego niż biednego. Pogląd ten przy bliższej analizie trudno uznać za poprawny. Bogatych stać na zamknięte osiedla, prywatną służbę zdrowia a fakt, że zawód ochroniarza wykonuje około 300 tysięcy osób (policja ma około 100 tysięcy etatów) dowodzi, że słabe, źle rządzone państwo coraz częściej wycofuje się z funkcji, które kiedyś były dla niego zastrzeżone, jemu przypisywane. Państwo stosuje modną dziś metodę o okropnej angielskiej nazwie „outsourcingu”, czyli mówiąc z polska spychania obowiązków na innych. Jeśli tak jest, a jest – to wskazanie przez rządzących na bogatych jako tych, których należy dodatkowo opodatkować jest dowodem, że władza nie kieruje się troską o obywatela i państwo, a troszczy jedynie o fundusze potrzebne do utrzymania pasożytującej biurokracji, urzędników, struktur „tajnych, widnych i dwupłciowych”.

 Sumując

     Pomysł” jednej elity” na podatek „jednolity” jest gorzej niż zły i  cieszyć  należy się  z faktu, że nigdy jako spójnej koncepcji nie uda się go wprowadzić. Możemy odetchnąć. Podjęcie prac nad nim wystawia rządzącym jak najgorsze świadectwo – braku przygotowania, braku koncepcji, nieliczenia się ze zdaniem niezależnych ekonomistów. Samo nagłośnienie idei jednolitego podatku zwarzyło atmosferę społeczną, zasiało niepewność, pogorszyło nastroje wśród przedsiębiorców. Coraz częstsze głosy wśród samych rządzących mówiące o potrzebie wycofania się z pomysłu dowodzą, że niektórzy próbują iść „po rozum do głowy”. Oby na dodatek zaczęli pytać i słuchać tych, którym dobro Polski leży na sercu.

dr Dariusz Grabowski

Autor jest Prezesem Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

Comments

  1. Szanowny Panie Prezesie!
    Pisze Pan wyżej „koncepcja jednolitego podatku całkowicie mi nie odpowiada”. W porządku. To opinia estetyczna.
    Poniżej uwagi do przedstawionych przez Pana argumentów.

    1. Pisze Pan o odmiennej naturze podatku dochodowego (danina na utrzymanie państwa) oraz składek na ubezpieczenie społeczne (wpłaty na społeczny fundusz solidarnościowy).
    Formalnie taki podział rzeczywiście istnieje. Tylko że zwykle jest to jedynie podział formalny. W rzeczywistości transfery pomiędzy funduszem ubezpieczeń społecznych (piszę małą literą jako nazwę rodzajową) a dochodami budżetowymi są normą w państwach kapitalistycznych. Jak jest nadwyżka składek na ubezpieczenie społeczne to państwo ją zabiera a jak jest tam niedobór to państwo dopłaca różnicę z innych źródeł budżetowych. Skrajne rozwiązanie obowiązuje w Danii, tam składka na ubezpieczenie społeczne to tylko opłata rejestracyjna a wszystkie świadczenia są finansowane z podatków.
    Twierdzę że różnica jakościowa pomiędzy składkami na ubezpieczenie społeczne a podatkami, o której Pan wspomniał, istnieje głównie, a może jedynie, w głowach jajogłowych. W rzeczywistości nie ma ona realnego znaczenia bo te same grupy (administracja państwowa) decydują o wysokości i zagospodarowaniu składek i podatków.
    Pańskie twierdzenie że „składki na ubezpieczenia społeczne to własność obywatela” jest oczywiście tylko postulatem. Nie można go zrealizować z wielu powodów. Składki te są na bieżąco przekazywane beneficjentom systemu ubezpieczeń społecznych, w jaki sposób finansujący ten system mieliby egzekwować swoje „prawo własności”? Poza tym, czy naprawdę chcemy aby finansujący system ubezpieczeń społecznych byli „właścicielami” tych składek? Jak miałby wówczas działać system ubezpieczeń społecznych. Twierdzenie że finansujący system ubezpieczeń społecznych są (powinni być?) właścicielami składek, trąci mi korwinizmem.

    2. Pomija Pan milczeniem fakt haniebnej degresji składek na ubezpieczenie społeczne w kombinacji z PIT. Skala podatkowa dla prowadzących działalność gospodarczą, a także do zmuszonych do jej fikcyjnego prowadzenia, zaczyna się od nieskończoności. Haracz w wysokości ~1000 złotych miesięcznie trzeba bowiem zapłacić niezależnie od wysokości uzyskanych dochodów. Ta skala kończy się na 18%. Od nieskończoności do 18% – to jest degresja podatkowa. To samo zjawisko,w nieco mniejszej skali, dotyczy pracowników.

    3. Haniebnym elementem konstrukcyjnym PIT jest bardzo niska kwota wolna od podatku. Z pewnością powinna ona wynosić przynajmniej kilkanaście tysięcy złotych. PIT jest płacony głównie przez ubogich. Nie wiem co miał w swojej głowie wołomiński żyd Sasin, ale zwiększenie obciążeń lepiej zarabiających celem wprowadzenia kwoty wolnej np. 20 tys. zł rocznie, byłoby dobrym pomysłem.

    4. Nie przejmowałbym się tak bardzo niebezpieczeństwem przerejestrowywania firm z Polski do Czech czy Słowacji. Aby tam, zgodnie z prawem, płacić składki czy podatki, trzeba tam REALNIE prowadzić działalność. To może zrobić firma transportowa ale nie sklep. Jeśli zrobi to firma prowadząca sklepy, to musi również tam mieć sklepy. Możliwość ta dotyczy tylko biznesów z elementem transgranicznym. Nie ma takich wiele i pewnie nie wiąże się to z jednoznacznymi korzyściami.

    5. Wpływ ewentualnego podatku jednolitego na spadek skłonności do oszczędzania. Obciążenie lepiej zarabiających większym podatkiem może, jakoby, zmniejszyć ich skłonność do oszczędzania, co doprowadzić może do zmniejszenia inwestycji i dynamiki gospodarczej.
    Przypominam Panu uprzejmie że środki na inwestycje tworzą nie tyle mityczni bogacze w formie oszczędności, ile prywatny kartel bankowy w formie pieniądza „ex nihilo”. Argumentu o konieczności utrzymania niskich podatków, czy obniżenia podatków dla bogaczy, używali żydowscy politrucy w Stanach Zjednoczonych za Reagana, Clintona czy Bushów, co rzeczywiście doprowadziło do znacznego obniżenia krańcowych stawek podatkowych, czemu towarzyszyła dynamiczna dezindustrializacja tego kraju. Niskie podatki dla bogaczy pewnie nie spowodowały dezindustrializacji, to tylko związek chronologiczny. Na pewno wyższe podatki dla bogaczy również nie zmniejszą inwestycji. Inwestycje w gospodarce kapitalistycznej są finansowane w zupełnie inny sposób.

    6. 500+ i wzrost gospodarczy. To spore nieporozumienie. Po pierwsze, „wzrost gospodarczy” to w warunkach polskich tylko wzrost konsumpcji towarów wyprodukowanych za granicą. Jesteśmy zdani na łaskę lichwiarskich gangów, które tworzą pieniądz „ex nihilo” i decydują o kursie złotówki do dolara. Poza tym statystyki „wzrostu gospodarczego” są systematycznie fałszowane w całym Imperium Judeoanglosaskim. Polecam Panu na przykład tą stronę: http://www.shadowstats.com/alternate_data/gross-domestic-product-charts

    Podnosi Pan wiele zasadnych argumentów z którymi nie będę polemizował. Osobiście nie mam zdania na temat „podatku jednolitego” aczkolwiek PiSlamistom bym nie wierzył. Tylko tyle.

Wypowiedz się