GLOBALIZACJA – ŚWIAT NA ROZDROŻU

nwo-6

Przypominamy filmowe wystąpienie dr Krzysztofa Lachowskiego sprzed 3 lat  pt. „Globalizacja – Świat na Rozdrożu”, które było referatem wprowadzającym do Konferencji Naukowej pt. „NOWA EKONOMIA W DZIAŁANIU”  w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Wystąpienie bardzo syntetycznie przedstawia najważniejsze procesy zachodzące w zglobalizowanym świecie, wręcz w „pigułce koncentratu” i wskazuje najważniejsze kierunki zmian.

Dr Krzysztof Lachowski jest wiceprezesem zarządu Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”.

Redakcja KIP

PS. Jednocześnie zalecamy przeczytanie następujących powiązanych tematycznie  tekstów na naszej stronie internetowej w podanej kolejności:

1)      LIST KOMISJI HELSIŃSKIEJ Z UDZIAŁEM SENATOR HILARY CLINTON DO PREMIERA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO
2)      GLOBALIZACJA – ŚWIAT NA ROZDROŻU http://www.youtube.com/watch?list=UUqCGGi7HtqbaTh5iLSwXjCw&feature=player_detailpage&v=UoYVVu0dMR8
3)      Brutalna rzeczywistość? Czy iluzja „teorii spiskowych”? – nie tylko w USA i Polsce.
4)      KOLONIALIZM = INTERNACJONALIZM = GLOBALIZM = NOWY PORZĄDEK ŚWIATA ? -decydująca faza końcowej rozgrywki ?
5)      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/uszkujnik-paradoksy-historii-tajna-historia-rosji-europy-i-swiata/
6)      Geszeft wszechczasów, a plany ludobójstwa planetarnego
7)      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/10/film-ecoscience-plan-globalnej-eksterminacji-ujawniony/
8)      KONIEC AMERYKAŃSKIEGO IMPERIUM ZŁA
9)      Donald Trump – zwiastun odwrotu od totalnej globalizacji, przy pomocy USA jako imperialnego narzędzia ?
10)  W imię „wybraństwa” i władzy nad światem… chcą go zniszczyć ?
11)  Sejm przyjął, Rząd podpisał CETA i… Polska sprzedana z „inwentarzem” korporacjom ?
12)  Protest przeciwko podpisaniu porozumienia CETA. Kryminalne i podstępne działania polskiego rządu.
13)  Zastąpienie władzy rządów narodowych przez korporacje za pomocą CETA (TTIP, TISA) ze szkodą dla społeczeństw
14)  http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/09/czy-celem-polskiej-polityki-zagranicznej-jest-powrot-do-granic-polskich-ustalonych-w-traktacie-wersalskim/

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania kilkudziesięciu tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Ta możliwość oszczędza co najmniej kilku lat studiowania i przyśpiesza zrozumienie otaczającej rzeczywistości: polskiej i światowej, nierozłącznie powiązanych ze sobą. W rezultacie zmiany świadomości zmniejszamy dotkliwe dla każdego, a wręcz niebezpieczne skutki przedstawionych procesów, tym skuteczniej, im więcej ludzi uwolni się od iluzji obecnej rzeczywistości.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować ( i drukować oraz upowszechniać dopóki czynny jest internet) … i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP

Comments

  1. nanna says:

    „Jeśli jesteś świadom kłamstw i manipulacji ze strony elity bogaczy rządzących tym światem, jeśli masz dość ogłupiania mas i wywoływania wojen, jeśli chcesz przeciwstawić się planom totalnej dyktatury Nowego Porządku Świata i chcesz odmienić oblicze Ziemi: Dołącz do nas…”

    – brzmi dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ale…
    kto właściwie dopuścił do sytuacji, jaką mamy obecnie?
    Kto rozpowszechnia kłamstwa?
    Kto manipuluje?
    Kto bierze udział w wojnach?
    Kto odgaduje myśli tej dyktatury NWO i je realizuje?

    WSZYSTKO TO ROBIĄ ZWYKLI LUDZIE, CI SAMI, KTÓRZY JĘCZĄ I PŁACZĄ POD UCISKIEM RZEKOMO NWO.
    Tymczasem ci od NWO zrobili sobie z ludzi kukiełki, a ludzie chętnie uczestniczą w przedstawieniu.

    Nawet jeśli nie robimy tego my sami, osobiście, to robią to nasi krewni, znajomi i przyjaciele – oni w przedstawieniu uczestniczą, bo mają albo nadzieję na „lepsze życie”, albo nie widzą w tym po prostu nic złego i jest to dla nich czymś normalnym.

    To jest bardzo wygodne wciąż zwalać winę za własne czyny na „chłopców do bicia”, ale dziś czas już inny i nawet niespecjalnie da się na dłuższą metę samooszukiwać.

    Jeżeli mamy – dajmy na to – sąsiada i on jeździ na „misje” bo jego żona chce mieć dużo pieniędzy, a my zachowujemy się tak, jakby się nic złego nie działo, no to jesteśmy współwinni. Bo przecież ten sąsiad – za nasze, pieniądze z podatków – jeździ zabijać ludzi w ich własnych krajach. A gdyby się zdarzyło, że zabiją też i jego, no to wówczas z naszych podatków wdowa zostanie do końca życia finansowo zabezpieczona i jeszcze dostanie za zwłoki męża dużą kasę jako odszkodowanie.
    No, ale jeśli my o tym wiemy i się na to zgadzamy, to w czym problem?
    Inna rzecz, to co byłoby gdyby „nasi” na „misje” nie jeździli? Można przyjąć, że jest wielu ludzi świadomych tego, co oznaczają te misje i wcale nie chcieliby w nich uczestniczyć/nikogo na nie wysyłać, ale sytuacja naszego kraju jest taka, że albo będziemy współuczestnikami morderstw albo nie będziemy mieli nawet tej śmiesznej liczebnie armii.
    Po prostu Polacy pozwolili się wmanewrować w taką sytuację, że nie ma z niej ani jednego „dobrego wyjścia”.
    Wszelkie rozwiązania są szkodliwe i tylko pytanie, czyim kosztem się to odbywa.
    A więc biorąc praktycznie, to taki Afgańczyk płaci cenę życia i wolności za to, żeby Polska miała jakąś choćby minimalną armię. Czy to sprawiedliwe? czy zawiera to choć cień jakiejś moralności?
    A jednak żyć trzeba, co?

    No więc nic nie jest takie, na jakie wygląda. Ale skoro już to wiemy, to połowa roboty za nami.

    Teraz tylko należy zrozumieć, że różne sorosy i inne gady są wytworem nas samych: naszego lenistwa, naszej próżności, naszej chciwości, naszej uległości, naszej nieuczciwości, naszej bierności…
    Po prostu udając, że nas to nie dotyczy niezwykle czynnie uczestniczyliśmy w zniewalaniu ludzkości i naszej kochanej Matki Ziemi.
    Zawsze jest tak, że z jednego wynika drugie, jako że życie człowieka za Matce Ziemi warunkują skutki jego działania.
    Jeśli zrobisz to – no to masz tak a nie inaczej.
    Jeśli powiesz to a nie co innego, to z tego wynika tylko to a nie co innego.
    Ma to związek z tym, że człowiek jest powiązany z materią i tylko na niwie materii możliwe jest ludzkie działanie.
    Na płaszczyźnie duchowej sprawa wygląda inaczej i nie ma tam możliwości szkodzenia poprzez materię, a więc materializm, a więc chciwość, a więc nieuczciwość itd.

    Dlatego tak ważne jest dla ludzi zrozumienie istoty ducha. Czyli odbicia Boga Wszechmogącego w człowieku.
    Tego nie można przeanalizować mózgiem ludzkim, ponieważ mózg z duchem nie ma nic wspólnego. Mózg to biologiczny komputer do regulowania spraw związanych z materią.
    I właśnie dlatego w Boga człowiek może wierzyć albo nie, ale nie może i nigdy móc nie będzie mógł człowiek ani Boga określić ani Boga zrozumieć.
    Intensywność wiary oznacza siłę połączenia z Bogiem. I każdy może to zrobić tylko sam za siebie.
    Dlatego religie, wiedząc o tym, sterują ludźmi tak, by ludzie nie szukali własnego połączenia z Bogiem, ale dopuszczali w tej kwestii pośredników, czyli różnej maści kapłanów.
    Sytuacja wygląda wówczas tak, że taki kapłan ma nad danym człowiekiem władzę programując go według albo własnych potrzeb/poglądów/możliwości – jako że dany człowiek ceduje na niego, tego kapłana, możliwość łączności z Bogiem – albo człowiek niepotrzebnie oddziela się od Boga jakimś innym człowiekiem i czuje się zagubiony, zostawiony sam sobie albo wręcz oszukany.

    W pierwszym przypadku to jest zwykłe opętanie, jako że człowiek nie realizujący swojej wolnej woli jest niewolnikiem – w tym przypadku demonów w przebraniu kapłańskim.
    Wiara w Boga to to samo co miłość do Niego.
    Czy można kochać Boga przez pośredników?

    Dlaczego stało się możliwe, by grupka ludzi decydowała za całą resztę ludzi i to na ich niekorzyść?
    Stało się to możliwe, ponieważ znaleźli się wszędzie judasze i judaszątka, zdradzające rodzaj ludzki dla korzyści własnych, czyli dodatkowej mamony.

    Polski Ludowej wcale nie szabrowali Niemcy czy Francuzi. To usłużni Polacy szarpali nasz dorobek na sztuki i te pięknie opakowane podawali szkopom i żabojadom na tacy.
    Jak więc teraz winić szkopów i żabojadów? za co? czy za to, że namawiali Polaków do zniszczenia własnego państwa i Polacy to własnymi rękami zrobili?
    Czy może skrócić o głowę tych polskich szkodników? ale oni mają przecież jakieś rodziny, jakieś dzieci! czy przyda się naszemu krajowi do czegokolwiek dodatkowa porcja nieszczęścia?
    Transponując to na cały świat widzimy, że praktycznie wszędzie sytuacja jest taka sama.
    W Wenezueli na przykład ludzie zamiast samoograniczać się na ile się da, by kraj ich mógł się ustabilizować, prześcigają się w artykułowaniu swoich potrzeb, prywatnych potrzeb tak, jakby to było ważniejsze niż istnienie ich ojczyzny. W tej sytuacji może i będą jakiś czas mieli możliwość skorzystać z „dobrodziejstw państw rozwiniętych”, ale w momencie gdy stracą swój kraj staną się nędzarzami i to na pokolenia.
    U nas też tak się dzieje: plazmy kupują za 500+ a Polska musi zaciągać kredyty w bankach zagranicznych i nie ma nawet czym ich spłacać.
    Można sobie zrobić symulację dowolnej sytuacji. Na przykład przyjmijmy, że nagle Niemcy wypłacają Polakom „reperacje wojenne”. Dajmy na to 100 miliardów ojrasów. I co się wówczas stanie? Otóż, Niemcy te ojrasy mogą swobodnie sobie wydrukować dodatkowo bez szkody dla siebie ale pod warunkiem, że te ojrasy na oczy Niemiec nie zobaczą, czyli pozostaną za granicą. (ussamerykanie praktykują to od lat z dolarami, których za granicami ussa jest więcej niż wewnątrz kraju)
    Taki Polak dostawszy swoją działkę „reparacyjną” co z tymi pustymi pieniędzmi zrobi? Pójdzie je wydać! a gdzie? w niemieckich sklepach zwanych supermarketami. I może jeszcze weźmie taki Polak kredyt w niemieckim banku ubranym w polskie logo? Kasa wydana na towar z niemieckich sklepów wyjedzie do rajchu i tam będzie mogła być zutylizowana jako zbędna w obiegu. Czyli nie stanie się w sumie nic wielkiego, tylko trochę pociętego na kawałki papieru uda się w podróż do Polski. A w przypadku, gdyby bank niemiecki działając pod polskim logo udzielił na bazie „reparacji” Polakowi kredytu, no to Polak dodatkowo jeszcze będzie musiał pracować na szkopa spłacając tzw. oprocentowanie kredytu, czyli dobrowolny haracz.
    Najlepiej wyszła by Polska na tym, gdyby żadnych pieniędzy z zewnątrz nie brała i to w żadnej formie. Mamy co prawda znakomitych ekonomistów, ale jak wiadomo i
    Salomon z pustego nie naleje.
    Więc koncentrując się na pracy na rzecz naszego kraju, nie patrząc na to, czy przyniesie nam to wielkie wzbogacenie indywidualnie a jedynie zaspakajając konieczne potrzeby moglibyśmy nasz kraj szybko dźwignąć.
    Ale czy są do tego chętni? Kto chciałby oglądać tv na jednym, wspólnym z sąsiadami telewizorze? Nikt, prawda?
    Kto chciałby zorganizować pomoc dobrosąsiedzką w takiej formie, by wspierać tych najsłabszych i samemu rezygnować z luksusów? Nie ma chętnych, prawda?
    No to jak, do pioruna!!! chcą ludzie naprawiać świat?
    Wygląda na to, że ta naprawa miała by polegać na tym, by na plecach bliźniego dobrze się urządzić, czyli byłaby to dokładnie realizacja planu NWO, czyli tych, których to ludzie tak chcą zwalczać.
    A więc błąd tkwi w samym człowieku, a nie reptiliansach, demonach i gadzich pomiotach.
    Bóg Wszechmogący tak urządził ten świat, że człowiek może na nim żyć jak w raju. Pod warunkiem, że będzie się człowiek stosował do zasad obowiązujących w raju i zapewniających mu trwanie.
    A więc wykluczony byłby egoizm, chciwość, nieuczciwość, szpanowanie i deptanie po słabszych bliźnich.
    Czyli wszystko to, co ludzie uważają za swoje drogocenne zdobycze cywilizacyjne.
    Nie dalej jak wczoraj otworzyło mi się na interii okienko z dyskusją na temat zaostrzenia rygorów dla posiadaczy samochodów. I co tam można było przeczytać? głównie, że „dziadki czterdziestoletnie” powinny być pozbawiane prawa jazdy! no więc ja pytam: co tak skromnie? Auschwitz mamy u siebie, w Polsce i czy to problem zastosować „rozwiązanie ostateczne”? Na takim poziomie są młodzi ludzie. Oni nie rozumieją, że drogi, po jakich oni się poruszają swoimi wypasionymi brykami są zbudowane za pieniądze starszego pokolenia i pracą starszego pokolenia. Te szczyle własnych rodziców i dziadków traktują jak osoby obce i zbędne, przeszkadzające im swobodnie – i co najważniejsze: szybko! – poruszać się po drogach.
    I teraz: jeżeli młode pokolenie to kreatury wyzute z ludzkich cech, to co z tym zrobić? zutylizować? i co dalej? Czy Polska miała by się na starszych ludziach już skończyć?
    A pozostawić te kreatury to strach! najpierw pozabijają osoby starsze, stojące im na drodze do osiągnięcia 200kmh na polnej drodze, a potem pozabijają się nawzajem.
    I dalej: jak przy pomocy takich kreatur i osób „starych, po czterdziestce” naprawić zło tego świata?
    Cały problem wynika ze zniszczenia struktur rodzinnych, z przyjęcia wzorców zachodnich za własne.
    U nas, w Polsce Ludowej, nie było żadne mieszkanie zbyt małe by przenocować znajomych czy przyjaciół.
    Teraz to jest nie do pomyślenia, ponieważ tak zwani gospodarze natychmiast wyliczyli by koszty takiej gościnności. Hańba nam! Polacy to już nie Słowianie, a chciwe żydy w najgorszym wydaniu.
    Dlatego ja, osoba „stara” (chętnie jestem stara i daj Boże każdemu mnie przeżyć!) świat naprawiam we własnym zakresie i dostępnym obszarze.
    Nie mam wielkiej nadziei, że ludzie dobrowolnie zechcą być dobrzy, szlachetni i uczciwi.
    Materializm zbyt głęboko zakorzenił się w ludziach, by mogli oni to zrozumieć i z niego zrezygnować.
    Są oczywiście „pierwsze jaskółki” ale one jak wiadomo wiosny nie czynią.
    Tym niemniej coś należy robić.
    Na pierwszy rzut – według mnie – należy wspierać tych, co wiedza jak to się świat naprawia, czyli wspierać Rosjan.
    Dla Polaków oznacza to odłożenie czasowe a najlepiej na stałe rozgrywanych kart historycznych, wraków smoleńskich i grobów katyńskich.
    Wówczas „zwolniły by się moce przerobowe” mogące zająć się sprawami bieżącymi.
    Żadnych rozliczeń Polsce i Polakom nie trzeba. Po prostu należy usunąć z urzędów osoby nieodpowiednie i zastąpić je osobami odpowiednimi.
    A „krzywdy”? tak to już jakoś jest, że wszelkie naprawianie siłowe krzywd rodzi tylko coraz większe krzywdy następne.
    Ktoś, kto winien i chce się kajać, no to niech się kaja jeżeli zależy mu na tym, by być lepszym człowiekiem.
    Tym winowajcom, co kajać się nie chcą, to niech się nie kajają i kij im w nery i pies z nimi tańcował.
    Byle wszystko szło do przodu. Najgorsza jest stagnacja bo to czas ucieka a potem nic się już nadrobić nie daje.
    W sumie wszędzie ludzie są w jakiś sposób podobni w tym, co myślą, do czego dążą i jakie sposoby stosują by to osiągnąć. Efekt tego widzimy wszyscy, bo wszędzie jednakowy.
    Znane jest co prawda opowiadanie o Indianinie, który siedział nad jeziorem i łowił ryby, ale przypomnę:
    Otóż, Indianin siedział nad jeziorem i łowił ryby. Podszedł do niego biznesmen i zapytał, co on te ryby tak łowi, i czy nie chce u niego pracować, żeby mieć pieniądze. Na co Indianin poprosił, by ów wyjaśnił bliżej, jak miało by to wyglądać. Okazało się, że najpierw Indianin musiałby przeznaczyć swój czas na pracę od-do, potem pracodawca ewentualnie udzielił by temu Indianinowi urlopu i gdyby starczyło Indianinowi pieniędzy to mógłby pojechać nad jezioro łowić ryby…
    Ludzkość dała się złapać w matnię materializmu. Wyjście, choć małe i trudne do osiągnięcia to jednak jest.
    Czy będą chętni, by z niego skorzystać? czy może znowu człowiek sprokuruje sobie sytuację taką, że zmusi go ona do szukania tego wyjścia?
    Co jest lepsze: znaleźć wyjście dobrowolnie i ze śpiewem na ustach?
    czy
    – być zmuszonym przez grożącą katastrofę ogólnoświatową do rezygnacji z dotychczasowego stylu życia?

    Na ile ludzie są wolni i mają świadomość posiadania wolnej woli, by skorzystać z propozycji pierwszej?

    Idę nadziabać trawy dla drobiu. Jest ona co prawda zamarznięta, ale jest – i kurom smakuje, bo jedzą. Jaja jakie potem znoszą są pyszne w smaku.
    Ale mogę też posiedzieć przy ogniu, przy kominku i uzasadnić, że a to jestem kobietą i pracować fizycznie nie powinnam i to w mróz, a to że jestem już stara, a to że fajny film w tv i ja tak jednym okiem go jakiś już czas oglądam (film z 1958 roku, BRD).
    Jednak ja się dyscyplinuję, napisane skopiuję, wkleję gdzie trzeba, wyślę i wyruszam po trawę.
    Ja mam wrażenie, że już rozumiem, co jest pozornie dobre a co dobre naprawdę…

Wypowiedz się