Gwałtowne dążenie Zachodu do III wojny światowej obnaża, jego prawdziwe oblicze w Syrii

wojna-2

Rządzące państwami Zachodu, w tym imperialnym USA, kręgi finansjery i judeosatanistyczne tajne organizacje, chcą za wszelką cenę rozpocząć III wojnę światową od konfrontacji zbrojnej z Rosją w Syrii pod koniec kadencji prezydenta Obamy, przed wyborem nowego prezydenta USA w dniu 8 listopada br.

Ten pośpiech obnaża ich hipokryzję odnośnie „zwalczania”  ISIL i innych organizacji terrorystycznych, w tym tzw. „opozycji syryjskiej”, które sami stworzyli, a które  zdecydowanie przegrywają konfrontacje z Syrią wspieraną przez Rosję.

Zbombardowanie przez amerykańskie lotnictwo pozycji armii syryjskiej w Deir ez-Zor, wskutek czego zginęło 60 syryjskich żołnierzy oraz zaatakowanie konwoju humanitarnego i oskarżenie o to Rosji, jest prowokowaniem bezpośredniego starcia z Rosją.

Już zwyczajowe nie przestrzeganie zawartych z Rosją porozumień o rozejmie, zawieranych taktycznie dla wzmocnienia i przegrupowania słabnącej ich najemnej armii bandytów i wyzywające zachowanie się wobec opinii światowej, trafnie scharakteryzował    komentator kula Lis 66 05.10.2016 10:23:57 w poniższym komentarzu:

„Ja już dawno nie mam złudzeń. Władze USA są przekonane o swojej wyjątkowości, wspaniałości, najwyższej mądrości i stąd bezkarności (w tym co robią), a tu im Putin wyskoczył jak zając z kapelusza (a Rosja już przecież była na kolanach: to zaczyna się jazgot, toczenie piany, wściekłe ujadanie i zgrzytanie zębami:) Bo jak ktoś może podważać hegemonię, wyjątkowość i wspaniałość wielkiego USA? Gdy kartowy szuler uświadamia sobie, że ​​wszyscy wokół zrozumieli, że jest oszustem, jedyną i najlepszą rzeczą, jaką może zrobić, to z dumnym i urażonym wyglądem odejść od stołu. I tak właśnie zrobiono. Pełna ocena yankeskiego bydła! Więcej, jak dziś czytam po polskojęzycznych niemieckich portalach, to okazuje się, że ten amerykański „szuler” nie tylko z dumnym i urażonym wyglądem odszedł od stolika gry, ale jeszcze oskarża swoich przeciwników, że to oni oszukują i dlatego on godnie zrezygnował z gry:)Czyli złodziej wrzeszczy- „łapać złodzieja !” Gdyby Rosja nie miała potężnej ARMII to już dawno Rosja rządzona by była nie z Kremla ale z ambasady amerykańskiej. Podzieliłaby los Polski i UPAdliny.”

To że do tej pory nie mamy III wojny światowej, zawdzięczamy „stalowym nerwom” przywódców Rosji, w tym zwłaszcza prezydenta Putina i  głównodowodzących armią rosyjską !!!
Mocno zaawansowany w rozkładzie i rozpadzie żydo-Zachód, za wszelką cenę chce ratować kapitalizm oparty na „kosmicznym”  przekręcie lichwiarskiego i spekulacyjnego systemu pieniądza, próbując już wielokrotnie wywołać III wojnę światową, tak jak wywołał I i II dla jego ochrony.

Polecamy poniższy serwis prasowy na temat Syrii i konfrontacyjnej gry jaka prowadzi USA z Rosją,  w kompetentnym i kompleksowym serwisie Bogusława Jeznacha ACTA DIURNA (967). We wprowadzeniu do serwisu BJ pisze tak: „Coraz gorsza sytuacja wokół Syrii: USA i Rosja zrywają współpracę, przybywa broni, rośnie napięcie…”

Redakcja KIP

 wojna-to-pokoj

Bogusław Jeznach: Wtorek, 4 października 2016

* Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon na konferencji prasowej w Strasburgu apelował do Stanów Zjednoczonych i Rosji o wznowienie rozmów ws. Syrii. Widziałem wiadomości o tym, że USA i Rosja aktualnie zawiesiły dialog. Stąd (ze Strasburga) pojadę do Brukseli, gdzie wezmę udział w konferencji w sprawie Afganistanu, w ramach której będą miał możliwość spotkania się z sekretarzem stanu (USA Johnem) Kerrym i niektórymi rosyjskimi urzędnikami wysokiego szczebla, a także z UE. Nalegam na wznowienie rozmów – oświadczył Ban Ki-moon.

* Wysocy rangą przedstawiciele Wielkiej Brytanii, USA, Francji, Włoch i Niemiec spotkają się jutro, aby znaleźć rozwiązanie polityczne konfliktu w Syrii – podaje agencja Reuters, powołując się na MSZ Niemiec. Wczoraj USA poinformowały o zawieszeniu współpracy z Rosją w kwestii pokojowego uregulowania w Syrii. Komentując tę decyzję, MSZ Rosji oświadczyło, że nie może ona nie wzbudzać głębokiego rozczarowania. Zgodnie z oświadczeniem rosyjskiego resortu spraw zagranicznych decyzja Waszyngtonu w sprawie zawieszenia współpracy z Moskwą w walce z terroryzmem w Syrii świadczy o niezdolności USA do wywiązania się z podjętych zobowiązań. MSZ Rosji nie wykluczyło, że USA mogą wykorzystać ugrupowania terrorystyczne do obalenia legalnych syryjskich władz W Syrii od marca 2011 roku trwa konflikt zbrojny, w którym według danych ONZ zginęło ponad 220 tys. osób. Z wojskami rządowymi walczą grupy bojowników, należące do różnych formacji zbrojnych. Najbardziej aktywne z nich to zakazane w Rosji i szeregu państw ugrupowania terrorystyczne Państwo Islamskie i Dżabhat an-Nusra (które zmieniło nazwę na Dżabhat Fatah asz-Szam).

* Do Syrii dostarczono baterię systemów rakietowych S-300 – poinformował rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Obrony gen. Igor Konaszenkow. Według jego słów zadanie systemów polega na zapewnieniu bezpieczeństwa bazie wojskowej w Tartusie i znajdującym się w strefie przybrzeżnej okrętom zgrupowania operacyjnego marynarki wojennej Rosji przed ewentualnymi zagrożeniami z powietrza. Konaszenkow dodał, że nie rozumie, dlaczego rozmieszczenie w Syrii S-300 wywołało poruszenie na Zachodzie. — Przypominam, że S-300 są wyłącznie obronnymi systemami i nie stanowią dla nikogo zagrożenia. Co więcej, wcześniej, jak wiadomo, w regionie znajdował się analogiczny system przeznaczony do ochrony statków „Fort”, w który uzbrojono krążownik rakietowy Floty Czarnomorskiej „Moskwa” — powiedział przedstawiciel rosyjskiego resortu obrony 

* Rosja ma prawo do umieszczenia w Syrii systemów obrony przeciwlotniczej S-300 w celu wykonania zadań przez obecnych tam rosyjskich wojskowych i zapobiegania incydentom, takim jak zestrzelenie przez turecki myśliwiec rosyjskiego bombowca Su-24, powiedział RIA Novosti przewodniczący Komitetu Rady Federacji ds. Obrony i Bezpieczeństwa Wiktor Ozierow. USA uważają, że Rosja rozmieściła w Syrii najnowsze systemy obrony przeciwlotniczej S-300WM (SA-23 Gladiator według terminologii NATO), poinformował w poniedziałek kanał telewizyjny Fox News, powołując się na trzy anonimowe źródła w Stanach Zjednoczonych. Możliwości tego systemu obejmują przechwytywanie samolotów i pocisków manewrujących będących w arsenale Stanów Zjednoczonych, uściśla kanał telewizyjny. Według amerykańskich źródeł, które cytuje Fox News, elementy S-300 znajdują się w „dokach” w rosyjskiej bazie wojskowej w Tartusie. Komponenty systemu nie zostały jeszcze wdrożone. „Nikt nam nie zabrania, w tym także umowy międzynarodowe, rozmieszczać tych systemów w miejscach stacjonowania rosyjskich grup wojskowych, gdyż są one niezbędne do rozwiązywania zadań w Syrii” — powiedział Ozierow. Według niego potrzeba obecności systemów obrony przeciwlotniczej może wynikać z ochrony grupy „z powietrza i ziemi”. „To może być konieczne między innymi po to, żeby incydent z naszym Su-24, który został zestrzelony przez Turcję, już nigdy się nie powtórzył” — powiedział Ozierow. Rosyjski bombowiec Su-24 rozbił się w Syrii 24 listopada. Prezydent Rosji Władimir Putin poinformował, że samolot został zestrzelony przez rakietę typu „powietrze-powietrze” z tureckiego F-16 nad terytorium syryjskim i spadł w Syrii, 4 kilometry od granicy z Turcją. Pilot Su-24 Oleg Pieszkow podczas katapultowania został rozstrzelany z ziemi przez bojowników na terytorium, które było kontrolowane przez syryjskich Turkmenów.

* Koalicja pod wodzą Stanów Zjednoczonych po ogłoszeniu przez Waszyngton decyzji o rezygnacji ze współpracy z Rosją w Syrii zacznie dostarczać broń bojownikom opozycji i bombardować pozycje wojsk al-Asada – uważa przewodniczący Akademii Problemów Geopolitycznych, b. generał Konstantin Siwkow. Wczoraj rzecznik Departamentu Stanu USA John Kirby poinformował, że Stany Zjednoczone wycofują się z dwustronnej współpracy z Rosją odnośnie zawieszenia broni w Syrii i zostawiają otwarte jedynie kanały wojskowe, by zapobiec incydentom w syryjskiej przestrzeni powietrznej z udziałem rosyjskich i amerykańskich samolotów. MSZ Rosji, komentując tą decyzję, oświadczyło, że powoduje ona głębokie rozczarowanie. Z oświadczenia rosyjskiego resortu polityki zagranicznej wynika, że decyzja Waszyngtonu w sprawie wycofania się ze współpracy z Moskwą w Syrii świadczy o tym, że USA nie są w stanie wypełnić wziętych na siebie zobowiązań W następstwie tej decyzji Waszyngtonu należy spodziewać się nalotów koalicji pod wodzą USA na pozycje wojsk syryjskich oraz dostaw broni i amunicji bojownikom opozycji – powiedział we wtorek w rozmowie z RIA Novosti Siwkow. Jego zdaniem w pierwszej kolejności Amerykanie wyślą do tego kraju różne systemy przeciwlotnicze, poczynając od przenośnych „Stingerów”, a kończąc na stacjonarnych przeciwlotniczych zestawach rakietowych. Przy ich użyciu będą zestrzeliwane rosyjskie i syryjskie samoloty. — Dlatego Moskwa i Damaszek muszą zrezygnować ze śmigłowców, latać jedynie na dużych wysokościach, wykorzystywać tylko lotnictwo strategiczne i dalekiego zasięgu, tj. Tu-95, Tu-160 i Tu-22M3. Ponadto powinny wyposażyć wojska syryjskie w systemy artylerii rakietowej „Smiercz” i „Tornado” – podkreślił rozmówca agencji. Siwkow nie wyklucza też wysłania do Syrii taktycznych systemów rakietowych „Toczka-U” i „Iskander”. Jednak – jego zdaniem — należy przeszkolić syryjskich żołnierzy w zakresie ich obsługi. – W związku z tym trzeba wysłać do Syrii rosyjskich specjalistów wojskowych i doradców, by przeszkolili Syryjczyków z obsługi tych skomplikowanych, ale niezwykle skutecznych zestawów – dodał. Jak powiedział, w celu przeciwstawienia się ewentualnym atakom amerykańskiej koalicji Rosja powinna jak najszybciej zwiększyć liczebność swojego zgrupowania wojsk w Syrii do stanu z października 2015 roku i przekazać wojskom al-Assada mobilne systemy rakietowe „Tor” i „Buk”. 

* Waszyngton nie był w stanie wykonać swoich zobowiązań w kwestii Syrii i dlatego stara się zrzucić winę na Moskwę. Tym tłumaczy odmowę współpracy w celu rozwiązania sytuacji w Republice Arabskiej. W ten sposób rosyjski MSZ skomentował doniesienia zza Oceanu. Nad porozumieniami w sprawie Syrii Rosja i Stany Zjednoczone pracowały ponad miesiąc. Po licznych konsultacjach dokument został podpisany 9 września w Genewie. Jednak już 17 września koalicja kierowana przez USA zbombardowała syryjskie siły rządowe. Miało to miejsce w rejonie Deir ez-Zor akurat w chwili, gdy zaatakowali je bojownicy. Porozumienia zostały rzeczywiście zerwane, a próby powrócenia do nich do niczego nie doprowadziły. Oświadczenie rzeczniczki Elizabeth Trudeau na briefingu w Departamencie Stanu było główną wiadomością po obu stronach Oceanu. Powiedziała ona, że decyzja nie była łatwa, a Amerykanie nie szczędzili wysiłków w próbach negocjowania z Rosją zawieszenia broni w Syrii. Czy to prawda? Rosyjski MSZ twierdzi: koledzy w Stanach Zjednoczonych kręcą. „Najważniejszym punktem wspomnianych porozumień było odsunięcie na równą odległość od drogi Castello wojsk rządowych i sił opozycji. USA bezpośrednio odmówiły wykonania tego punktu. Przy tym tłumaczyły to tym, że nie mają wystarczającego wpływu na opozycję, aby skłonić ją do odpowiednich działań. Okazuje się, że Waszyngton po prostu nie wypełnił kluczowego warunku w celu ułatwienia sytuacji humanitarnej mieszkańców Aleppo. A teraz, jak widać, nie będąc w stanie wykonać tych porozumień, które sam opracował, stara się zrzucić na kogoś odpowiedzialność” — powiedziała Maria Zacharowa. Dyrektor CIA Brennan już w lutym tego roku obiecał „rozgraniczyć” ugrupowania, ostatecznie zdecydować, kogo uznać za terrorystę, a kogo za opozycję. W październiku w odpowiedzi na proste pytanie, jak przebiegło rozgraniczenie, Departament Stanu miał trudności z konkretną odpowiedzią. W przeciwieństwie do amerykańskich wojskowych i dyplomatów Rosjanie zdecydowali już dawno temu. Prezydent Instytutu Bliskiego Wschodu Jewgienij Satanowski uważa, że ​​„rezygnacja Stanów Zjednoczonych ze współpracy z Federacją Rosyjską w kwestii Syrii jest szantażem, blefem i absolutnie nie zmienia sytuacji na polu bitwy. Stany Zjednoczone nie zamierzają wypełnić warunków umowy pokojowej, która została podpisana z Rosją. Stany Zjednoczone nie były w stanie spełnić tych warunków, ponieważ nie mają wpływów, które są do tego niezbędne. Gdy kartowy szuler uświadamia sobie, że​​wszyscy wokół zrozumieli,że jest oszustem, jedyną i najlepszą rzeczą, jaką może zrobić, to z dumnym i urażonym wyglądem odejść od stołu. I tak właśnie zrobiono” — powiedział analityk. Cel aktywności Rosji w Syrii to walka z terrorystami. Stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czurkin uważa, że „terrorystów należy usunąć z Syrii i Iraku, to trzeba zrobić. Główny cel Rosji w tej części świata, w Syrii i Iraku, polega na tym, aby wyrzucić stamtąd terrorystów. Dopóki oni tam są, ludność cywilna nie zazna pokoju i spokojnego życia” — powiedział Witalij Czurkin. Ale to właśnie Amerykanie teraz wycofali negocjatorów i personel, który miał kontrolować przestrzeganie rozejmu. Kontakty wojskowe Waszyngton zachowa, aby nie doszło do incydentów z rosyjskimi samolotami w przestrzeni powietrznej nad Syrią — tego rodzaju zdarzenia mogą grozić o wiele większymi problemami w stosunkach tych dwóch atomowych supermocarstw.

* Przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwijenko uważa, że obecnie nie można wykluczyć prób siłowego obalenia rządu Baszara al-Asada w Syrii. Wcześniej USA poinformowały o zawieszeniu współpracy z Rosją w kwestii pokojowego uregulowania w Syrii. Rosyjskie MSZ, komentując tę decyzję, oświadczyło, że ona nie może nie wywołać głębokiego rozczarowania. Według oświadczenia rosyjskiego resortu polityki zagranicznej decyzja Waszyngtonu o przerwaniu współpracy z Moskwą w sprawie Syrii świadczy o niezdolności USA do wypełnienia wziętych na siebie zobowiązań. MSZ Rosji nie wyklucza, że USA mogą wykorzystać grupy terrorystyczne do obalenia legalnych władz Syryjskiej Republiki Arabskiej. „Stany Zjednoczone wspierają tzw. umiarkowaną opozycję w Syrii, wobec której nie doszły do jednolitej opinii, ponieważ ona nie należy do grup terrorystycznych” — powiedziała przewodnicząca Rady Federacji we wtorek. Matwijenko zaznaczyła, że niektóre z tych jednostek mogą opowiadać się za siłowym obaleniem obecnego rządu Syrii. „Teraz niczego nie można wykluczyć” — powiedziała. Matwijenko wezwał także do oceny Stanów Zjednoczonych pod względem ich praktycznych działań w Syrii, nazywając „bezwstydnymi” próby Amerykanów obwiniania o wszystko Rosję. Senator również nie wykluczyła, że „ktoś chciałby podzielić kraj (Syrię) według „bałkańskiego” scenariusza.

* USA uważają, że Rosja rozmieściła w Syrii najnowsze systemy obrony przeciwlotniczej S-300WM (SA-23 Gladiator w terminologii NATO), poinformował kanał telewizyjny Fox News powołując się na trzy anonimowe źródła w Stanach Zjednoczonych. Możliwości tego systemu obejmują przechwytywania samolotów i pocisków manewrujących będących w arsenale Stanów Zjednoczonych, uściśla kanał telewizyjny. Według amerykańskich źródeł, które cytuje Fox News, elementy S-300 znajdują się w „dokach” w rosyjskiej bazie wojskowej w Tartusie. Komponenty systemu nie zostały jeszcze wdrożone, twierdzo amerykański wywiad, donosi Fox News. Na pytanie, przeciwko komu mogą być skierowane tego typu systemy, przedstawiciele USA odpowiedzieli sarkastycznie przypominając, że grupy terrorystyczne w Syrii nie mają samolotów i pocisków manewrujących. Stany Zjednoczone w przeszłości nie wykluczały działań wojskowych przeciwko Damaszkowi. Na tle zawieszenia przez Waszyngton współpracy z Rosją w sprawie Syrii w amerykańskich mediach pojawiła się informacja, że wśród wariantów „zapasowych”, które rozważa amerykańska administracja, są również ataki na syryjskie obiekty wojskowe. W poniedziałek rzecznik Departamentu Stanu John Kirby oświadczył, że USA zawieszają dwustronną współpracę z Rosją w sprawie zawieszenia broni w Syrii i pozostawiają tylko kanały wojskowe w celu zapobiegania konfliktów w przestrzeni powietrznej. Jak oświadczyło rosyjskie MSZ, oświadczenie Departamentu Stanu nie może nie wywołać głębokiego rozczarowania. Moskwa wzywa Waszyngton do ponownej oceny sytuacji, a także tego, w jakim świetle amerykańskie działania stawiają przed światem USA. Jeśli Syria stanie się obiektem nowych ataków terrorystów, wina za to spadnie na USA, poinformował resort. MSZ dodało, że Stany Zjednoczone nie mogły wypełnić kluczowych zobowiązań dotyczących syryjskiego uregulowaniu i próbują przerzucić odpowiedzialność na Rosję.

* Skuteczne rozwiązanie konfliktu w Syrii możliwe jest tylko poprzez „pokruszenie kraju na kilka części”, uważa publicysta „The Wall Street Journal” Bret Stephens. „Próby Stanów Zjednoczonych i Rosji porozumienia się w sprawie rozejmu w Syrii jedna po drugiej palą na panewce, jednak amerykańskie władze, którym kończą się pomysły, wciąż starają się osiągnąć zawieszenie broni poprzez skazane na porażkę negocjacje” — pisze Stephens. W ciągu pięciu lat miało miejsce 17 głównych inicjatyw pokojowych w Syrii, z których każda „ma posmak porażki”. Rezultatem tych planów jest prawie pięć milionów uchodźców, około ośmiu milionów wewnętrznych przesiedleńców i 400 tysięcy zabitych Syryjczyków. „Dlaczego Obama uważa, że kolejne porozumienie o zawieszeniu broni zaowocuje, jeśli wszystkie poprzednie zawiodły? Myślę, że on sam w to nie wierzy” — czytamy w artykule. Jednak Obama zwolni swój urząd za cztery miesiące, a nowy prezydent będzie musiał ustalić swoją politykę w sprawie Syrii, przypomina dziennikarz. Oferuje on swoją strategię rozwiązania kryzysu. „Pierwszy i najważniejszy krok: zrezygnować z „podstawowej zasady” <…> odnośnie tego, że „Syria musi pozostać jednym państwem” — pisze Stephens. Wojna w Syrii jest walką o władzę, w której może być tylko jeden zwycięzca: albo prezydent Syrii Baszar al-Asad, albo jego oponenci, uważa dziennikarz. Jego zdaniem najlepszym sposobem na zmianę podejścia „zwycięstwo albo śmierć” jest podzielenie kraju. Idea ta niesie za sobą wiele wyzwań, w szczególności w zakresie określenia nowych granic Syrii, jednak warto porównać ją z najbardziej prawdopodobną alternatywą — czyli z jakąkolwiek odmianą podejmowanych wysiłków dyplomatycznych. „Czy obrońcy obecnego kursu uznają swoje niepowodzenie, gdy liczba ofiar osiągnie 500 tysięcy osób? Czy może trzeba poczekać, aż wzrośnie do miliona?” — pyta Stephens. Dziennikarz zaproponował własny wariant podziału terytorialnego Syrii. „Przyszłe państwo alawitów na wybrzeżu śródziemnomorskim Syrii może zapewnić przetrwanie polityczne dynastii al-Assadów. Obszar ten może być bezpiecznym miejscem dla tego narodu, <…> zwłaszcza jeśli gwarantem tego bezpieczeństwa będzie Rosja. Kurdyjski obszar, który przyłączy się do Irackiego Kurdystanu, będzie odbierany w Turcji jako zagrożenie, jednak obszar ten może stać się schronieniem dla ludności cywilnej, jeśli będzie ją chronić amerykańskie lotnictwo” — uważa autor. Co do reszty Syrii, uregulowanie konfliktu w niej wymagałoby „ograniczonej, ale zdecydowanej interwencji NATO”, aby wypędzić terrorystów Daeszu z ich twierdz, pomóc Wolnej Armii Syrii uwolnić Aleppo i zdobyć Damaszek, a także przekonać Arabię Saudyjską, Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie do utworzenia wspólnego „kontyngentu stabilizacyjnego”, pisze autor materiału. Świat stał już w obliczu podobnego konfliktu w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku — na Bałkanach, a wtedy Stanom Zjednoczonym udało się osiągnąć „znaczące rezultaty polityczne”, zaznacza Stephens. Według niego była Jugosławia, którą podzielono na siedem różnych państw, może być przykładem „znaczących osiągnięć polityki zagranicznej”, którymi powinien się kierować kolejny amerykański prezydent. Likwidacja państwa syryjskiego i bałkanizacja Lewantu od zawsze były marzeniem Izraela i jego amerykańskich lokajów.

* Państwa, których obywatele przybyli do Syrii w celu udziału w działalności terrorystycznej i zostali zabici przez armię syryjską i ochotników, odmawiają współpracy z Damaszkiem w sprawie identyfikacji zwłok i wysłania ich do ojczyzny. Przewodniczący Najwyższego Komitetu Ekspertyz Sądowych Syryjskiej Republiki Arabskiej Hussein Nofal w swoim komentarzu dla agencji Sputnik oznajmił, że po identyfikacji zwłok bojowników nawet sąsiednie państwa odmówiły przyjęcia ciał swoich obywateli, którzy walczyli w Syrii w szeregach organizacji terrorystycznych. Liczba trupów tylko w 2016 roku jest liczona w dziesiątkach tysięcy. „Udało nam się zidentyfikować dziesiątki tysięcy zabitych terrorystów, będących obywatelami Francji, Turcji, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Jordanii i Libanu oraz innych państw arabskich. Poza tym nie udało się nam zidentyfikować jeszcze jakieś 35 tys. trupów” — oznajmił Nofal. Oprócz terrorystów syryjska ekspertyza sądowa ma do czynienia z problemem identyfikacji ciał cywilów, poddanych torturom i egzekucji ze strony bojowników. „Kiedy znajdujemy masowe groby zabitych cywilów w wyzwolonych miejscowościach najczęściej udaje nam się ustalić jedynie przyczynę śmierci, ponieważ mija zbyt dużo czasu od zabójstwa ludzi, ich zwłok nie da się zidentyfikować. Często odkrywamy, że zabici mieszkańcy byli torturowani, bici, cięci, wstrzykiwano im olej napędowy i inne substancje. W zwłokach niektórych kobiet znaleziono wepchnięte siłą obce przedmioty” — dodał Nofal. Według niego, syryjska ekspertyza sądowa ustaliła, że podczas wojny odsetek aktów przemocy wobec dzieci w stosunku do ogólnego wskaźnika przemocy w kraju wzrósł do 60%. Dzieci obok kobiet coraz częściej padają ofiarami przemocy, w tym seksualnej ze strony terrorystów, także tych „umiarkowanych”.

* USA nadal szkodzą dwustronnym stosunkom z Rosją, podważając osiągnięte porozumienia w kwestii Syrii, powiedział RIA Novosti wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow. „Amerykanie po licznych naruszeniach swoich własnych zobowiązań wynikających z porozumień, które obecnie prawie w całości są powszechnie znane, zaczynają przedstawiać sprawę tak, że syryjska strona i my działamy w taki sposób, że pod znakiem zapytania stoi dalsza kontynuacja współpracy” — powiedział dyplomata. Według niego „jest to zgodne z linią narzucania jednostronnych rozwiązań, która nigdy nie była dla nas do zaakceptowania”. „Właśnie dlatego dochodziliśmy tak długo do porozumień 9 września, ponieważ ważne było, aby zrobić to wszystko w sposób zrównoważony i parytetowy, akceptowany przez wszystkich. Teraz te porozumienia kwestionują Amerykanie. Jest to ich polityczny wybór. Jest to odzwierciedlenie rosnącej pozycji „partii wojny” w Waszyngtonie i tych, którzy nadal chcą szkodzić dwustronnym stosunkom z Rosją. Nie widzimy za tym nic innego” — podkreślił Riabkow. Wiceminister spraw zagranicznych zauważył, że „tutaj nie ma żadnej troski i nie może być o sytuację w Aleppo, problemy humanitarne ludności i tragedie, które dzieją się tam każdego dnia”. „Wszystko to jest czystą polityką i geopolityką” — dodał. Komentując oświadczenie USA na temat zawieszenia współpracy z Rosją w sprawie Syrii, Riabkow zauważył, że „to jest polityka gróźb, szantażu, wycelowana na to, aby narzucić korzystne dla USA i ich klientów rozwiązania”. „Niemożliwe jest osiągnięcie uregulowania i stabilizacji na tej podstawie, ale gwałtem nie będziesz miły. Mamy własne podejście i własne zasady” — powiedział wysoki rangą dyplomata. W środę Departament Stanu USA oświadczył, że w rozmowie telefonicznej sekretarz stanu USA John Kerry poinformował ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, że USA przygotowują się do zawieszenia dwustronnych kontaktów USA i Rosji w kwestii Syrii, w tym także w sprawie stworzenia wspólnego centrum ds. realizacji rozejmu, „jeśli Rosja nie podejmie natychmiastowych kroków w celu powstrzymania ofensywy w Aleppo i przywrócenia trybu zaprzestania działań wojennych”. Według Kerry’ego to właśnie „na Rosji spoczywa obowiązek zatrzymania tej ofensywy i umożliwienia dostępu humanitarnego do Aleppo i innych potrzebujących obszarów”. Ponadto sekretarz stanu „jasno dał do zrozumienia, że USA i ich partnerzy uważają Rosję za odpowiedzialną za tę sytuację, włączają wykorzystanie bomb zapalających i bomb do niszczenia bunkrów, co jest znaczącą eskalacją i stanowi duże ryzyko dla cywilów”. Ławrow i Kerry 9 września po 14 godzinach pertraktacji w Genewie uzgodnili plan w sprawie Syrii. Obejmuje on przede wszystkim zawieszenie broni oraz koordynację działań pomiędzy rosyjskimi i amerykańskimi wojskowymi. Siedmiodniowy termin wprowadzonego w Syrii zawieszenia broni upłynął 19 września. Strona rosyjska zaznaczała, że było ono przestrzegane tylko ze strony Damaszku, a opozycja i różne grupy terrorystyczne wykorzystały je do przegrupowania sił. Jednocześnie Moskwa podkreślała, że Stany Zjednoczone nie wypełniły swoich zobowiązań odnośnie rozgraniczenia opozycji od ugrupowań terrorystycznych.

* Amerykański sekretarz stanu John Kerry, komentując sytuację w syryjskim Aleppo, oświadczył, że Rosja powinna dać dobry przykład światu, a nie tworzyć niedopuszczalny precedens.  To, co się dzieje w Aleppo jest niedopuszczalne. Po prostu nie do zniesienia. Jeśli ktoś rzeczywiście chce pokojowego zakończenia tej wojny, to trzeba przestać bombardować niewinnych kobiety i dzieci, przestać zatrzymywać dostawy wody i przeprowadzać oblężenie średniowiecznymi metodami – apelował Kerry. Jego zdaniem, należy wciągnąć do współpracy społeczność międzynarodową, „aby przynieść pokój ludziom, którzy głodują i pragną otrzymać szansę, by na nich z nieba nie spadały (pociski) z bronią chemiczną”. — Rosja musi dać dobry przykład, a nie stwarzać niedopuszczalny precedens dla całego świata – podkreślił amerykański dyplomata.

* Rosja nie będzie więcej rozważać próśb o jednostronne zawieszenie działań rosyjskich i syryjskich sił powietrznych w Syrii – oświadczył szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.  Jeśli znowu wszystko będzie sprowadzać się do próśb o jednostronne kroki ze strony Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji i Sił Powietrznych Syrii, mówić, zróbcie jeszcze przerwę na trzy-cztery dni, wówczas przekonamy wszystkich, że to na poważnie, że powinni odciąć się od Dżabhat an-Nusra, te rozmowy więcej nie będą traktowane przez nas poważnie – powiedział Ławrow w wywiadzie dla telewizji Rossija. — W ciągu ostatnich kilku miesięcy wychodziliśmy na spotkanie, ogłaszaliśmy po uzgodnieniu z Amerykanami przerwy wokół Aleppo i na 48 godzin, i na 72 godziny. Za każdym razem przekonywaliśmy się, że te przerwy były wykorzystywane do tego, by bojownicy mogli uzupełnić siły, zapasy i broń – podkreślił minister. Jak powiedział, Rosja rozpowszechniła dokument Sztabu Generalnego Ministerstwa Obrony, w którym szczegółowo opisano, dlaczego obecna sytuacja powoduje, że rosyjsko-amerykańskie porozumienie ws. Syrii z 9 września w sumie jest pozbawione sensu. Minister dodał, że aby obiektywnie zbadać incydent z ostrzelaniem konwoju humanitarnego w Syrii należy udostępnić pociski, które wystrzelono w jego stronę. — Obecnie należy przeprowadzić śledztwo. Prawdopodobnie najprostszym sposobem i pierwszym niezbędnym krokiem będzie przekazanie pocisków, które trafiły w ten konwój. Początkowo pojawiła się informacja, że był to atak artyleryjski. Później ta wiadomość szybko znikła. Następnie zaczęto przebąkiwać o śmigłowcach. Amunicja, moim zdaniem, wiele powie – powiedział rosyjski dyplomata. Ławrow zaznaczył, że ugrupowania, które kontrolują wschodnie dzielnice Aleppo, wygłaszają otwarte i jednoznaczne groźby pod adresem konwojów humanitarnych wykorzystujących drogę Castello. Jego zdaniem, zawieszenie broni w Syrii jest możliwe tylko na zasadzie zbiorowej, bez jednostronnych żądań. — Aktualnie można mówić o reanimacji rozejmu wyłącznie na zasadzie zbiorowej, kiedy nie musimy komuś coś jednostronnie udowadniać, ale gdy nam powinni dowieść, że mówimy o szczerej chęci oddzielenia opozycji, współpracującej z amerykańską koalicją, od Dżabhat an-Nusra, następnie zlikwidować go, a opozycjonistów wciągnąć w proces polityczny – wyjaśnił. Jego zdaniem, w przeciwnym razie będzie to oznaczać, że te działania mają na celu wyprowadzenie Dżabhat an-Nusra spod ciosu.

* Japoński premier Shinzo Abe ujawnił szczegóły rozmów z Moskwą na temat Wysp Kurylskich. Stanowisko Tokio zostało omówione podczas posiedzenia parlamentarnego. Abe poinformował deputowanych, że podczas rozmów w sprawie „północnych terytoriów” (japońska nazwa spornych Południowych Kuryli) Tokio i Moskwa nie poruszają kwestii przynależności Krymu. — Prowadzimy rozmowy w sprawie zawarcia traktatu pokojowego. W trakcie tych rozmów oczywiście nie omawiamy kwestii Krymu — oznajmił polityk. Jednocześnie Abe podkreślił, że stanowisko Tokio w sprawie Krymu pozostaje bez zmian — japońskie władze uważają półwysep za ukraińskie terytorium.  Rząd pasuje przed opinią publiczną Abe odpowiedział także na pytanie przedstawiciela opozycyjnej Partii Demokratycznej, dotyczące roli USA w rozmowach Japonii i Rosji. Deputowany przypomniał, że wspólna radziecko-japońska deklaracja z 1956 roku nie została zrealizowana właśnie z powodu ingerencji Waszyngtonu. — Nie konsultujemy z USA każdego punktu rozmów z Rosją, lecz jako sojusznicy przekazujemy stronie amerykańskiej najważniejsze tezy — podkreślił Shinzo Abe. Japoński premier podkreślił, że amerykańskie władze wiedzą o zaplanowanej na grudzień wizycie w Japonii rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, o czym osobiście poinformował prezydenta Baracka Obamę i wiceprezydenta Joe Bidena. Jeśli Japonia może prowadzić rozmowy tylko w kontekście sytuacji politycznej w USA, to z punktu widzenia partnera (Rosji — red.) łatwiej jest negocjować ze Stanami niż z Japonią — dodał Abe. Stanowisko w sprawie Wysp Kurylskich jest niezmienne Jednocześnie Abe po raz kolejny potwierdził, że stanowisko Tokio w kwestii Wysp Kurylskich jest niezmienne — Japonia rości sobie prawa do wszystkich czterech wysp (Iturup, Kunaszyr, Szykotan i Habomai). W stosunkach z Rosją obecnie ruszamy to, co było nieruchome przez 70 lat. Nie jest to łatwe — podkreślił premier, nazywając brak traktatu pokojowego między państwami „nienormalną sytuacją”. W ten sposób Abe zdementował doniesienia mediów o tym, że Tokio może ograniczyć się do zwrotu Habomai i Szykotanu, co uwzględniała we wspólna deklaracja z 1956 roku. Na stosunki rosyjsko-japońskie od dłuższego czasu rzuca cień brak traktatu pokojowego. Japonia rości sobie prawa do wysp Iturup, Kunaszyr, Szykotan i Hebomai, powołując się na dwustronny Traktat o handlu i granicach z 1855 roku. Stanowisko Rosji opiera się na tym, że południowa część Wysp Kurylskich weszła w skład Związku Radzieckiego po II wojnie światowej i rosyjskie suwerenność nad Kurylami nie ulega wątpliwości.

* 2 października na Węgrzech odbyło się referendum w sprawie obowiązkowych kwot uchodźców w państwach unijnych. Referendum uznano za nieważne, ponieważ w lokalach wyborczych stawiło się około 40% obywateli, podczas gdy do uznania potrzebnych jest co najmniej 50% wyborców. Jednocześnie z tych, którzy wzięli udział w głosowaniu, na pytanie „Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzić obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób niebędących obywatelami Węgier bez zgody parlamentu?”, 98% odpowiedziało przecząco. Zgodnie z oczekiwaniami Orban wniesie poprawkę do konstytucji kraju, aby zalegalizować wyniki referendum. „Damy Brukseli do zrozumienia, że nie może lekceważyć woli Węgier” — dodał węgierski premier. Nazwał wyniki referendum w kraju wybitnymi. Zgodnie z planem Komisji Europejskiej, Węgry będą musiały przyjąć 2,3 tys. migrantów w ciągu kolejnych dwóch lat. Docent Katedry Prawa Europejskiego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych MSZ Rosji Nikołaj Topornin uważa, że wyniki referendum nie zaskoczyły ani Brukseli, ani Budapesztu. Było oczywiste, że większość Węgrów poprze inicjatywę rządu, aby nie przyjmować imigrantów na podstawie kwot, narzucanych przez Brukselę. „Jeszcze w sierpniu węgierski rząd podjął decyzję w sprawie wzniesienia drugiego ogrodzenia na granicy z Serbią i Macedonią. Świadczy to o tym, że Węgry są nastawieni na realizację polityki nieprzyjmowania uchodźców na podstawie kwot UE. Fakt, że ponad 98% uczestników referendum głosowało przeciwko polityce Brukseli, pokazuje poważne poparcie dla polityki obecnego premiera. Oczywiście, dla Brukseli jest to zły wynik, ponieważ jest oczywiste, że również w innych państwach wschodnioeuropejskich rządy będą kierować się opinią większości, która nie popiera kwot migrantów ustalonych przez Brukselę” — powiedział Nikołaj Topornin na antenie radia Sputnik. Według niego na decyzję Węgrów wpłynęło jednocześnie kilka przyczyn. „Prawdopodobnie Węgry mogłyby przyjąć migrantów zgodnie z kwotą UE. Jednak faktycznie kraj stał się punktem tranzytowym i już poczuł negatywne skutki — węgierskie terytorium zalała kilkudziesięciotysięczna fala migrantów, których punktem docelowym są Austria i Niemcy. Oto co wzbudziło niezadowolenie Węgrów a także to, że kiedy kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła politykę otwartych drzwi dla uchodźców, nikt nie zapytał Węgrów o zdanie. I to bez względu na to, że państwo i jego mieszkańcy najwyraźniej czują dyskomfort. Merkel podjęła decyzję bez odpowiednich konsultacji z innymi członkami UE, i to wpłynęło na głosowanie: 98% to praktycznie całkowite poparcie dla polityki Orbana” — podkreślił ekspert. Według niego, decyzje Brukseli w sprawie migrantów nie będą realizowane również w innych krajach unijnych. „Węgry zdecydowały się na przeprowadzenie referendum, był to bunt prawny. Inne państwa najprawdopodobniej tego nie zrobią, po prostu nie będą stosować się do decyzji Brukseli w sprawie osiedlenia migrantów na swoich terytoriach” — uważa Nikołaj Topornin.

* Rosja opracowuje ponaddźwiękowe pociski jądrowe, które pozwolą Moskwie zmienić światową równowagę sił na swoją korzyść – pisze duńska gazeta „Jyllands-Posten”. Wcześniej dyrektor generalny korporacji Taktyczna Broń Rakietowa Boris Obnosow poinformował, że Rosja będzie dysponować tą najnowszą bronią już do 2020 roku. Według niego prędkość pocisków hiperdźwiękowych 12-krotnie przewyższy prędkość dźwięku i wyniesie około 15 tys. km/h. Szef oddziału powietrznych operacji wojskowych Duńskiej Akademii Wojskowej Karsten Marrup oświadczył, że pociski hiperdźwiękowe zagrożą istniejącemu systemowi obrony przeciwrakietowej.  „Za pomocą pocisków hiperdźwiękowych można bardzo szybko zniszczyć dowolny cel w każdym puncie świata z taką prędkością, że ci, którzy zazwyczaj są gotowi do obrony przed atakiem rakietowym, nie będą mogli nic zrobić” — poinformował Marrup duński periodyk.  „Taka ekstremalna prędkość stworzy problem nawet dla amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, uważanej za jeden z najbardziej rozwiniętych systemów na świecie — podkreśla Marrup. — Amerykańska obrona przeciwrakietowa obecnie, jak wiemy, jest przeznaczona do walki z międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi. Dlatego nie mam pewności, że będzie mogła stawiać opór pociskom hiperdźwiękowym, poruszającym się z zupełnie inną prędkością” — oznajmił specjalista.  USA z kolei planują zareagować na zaawansowane wynalazki Rosji stworzeniem pierwszego na świecie hiperdźwiękowego samolotu bombowego, który będzie mógł zniszczyć cel w każdym punkcie planety w ciągu zaledwie 30 minut. Bez technologii hiperdźwiękowej zajęłoby to 18 godzin — mówi Marrup. Według niego nowe technologie stawiają wobec światowych przywódców coraz to nowe wymogi. „Wszyscy wiemy, że nie można pisać listów pod wpływem gniewu i natychmiast ich wysyłać. Tak samo nie można w gniewie grozić bronią hiperdźwiękową, ponieważ czasu na zmianę decyzji już nie będzie” — powiedział specjalista. Uważa, że ten moment może odegrać decydującą rolę w stosunkach obu supermocarstw.  Jeśli Rosja jako pierwsza stworzy pociski hiperdźwiękowe, równowaga sił zmieni się na korzyść Rosjan — podsumowuje Marrup.

* Kraje Unii Europejskiej, które przyjmują u siebie nowych uchodźców z Syrii muszą umożliwić niezależnej międzynarodowej komisji śledczej do spraw zbrodni wojennych w arabskiej republice kontakt z nimi w celu gromadzenia zeznań świadków – oświadczył w poniedziałek szef komisji Paulo Sergio Pinheiro. „Z drugiej strony, wraz ze wzrostem liczby syryjskich uchodźców, którzy opuszczają swój kraj, coraz trudniej o dostęp do ofiar i świadków, co pozbawia nas aktualnych informacji. Apelujemy do krajów UE przyjmujących u siebie uchodźców z Syrii, by umożliwiły nam kontakt z nimi i ułatwiły nam pracę. To krytycznie ważny moment, zwłaszcza jeśli komisja ma przygotowywać dobrze udokumentowane raporty o tym, co dzieje się w Syrii, a nie tworzyć szkice historyczne” — powiedział Pinheiro. Poinformował on,  że jego komisja do tej pory nie uzyskała bezpośredniego dostępu do Syrii w celu gromadzenia informacji o łamaniu praw człowieka w arabskiej republice. Raporty komisji opierają się na zeznaniach świadków, a także na danych, które Damaszek udostępnia rozmaitym ONZ-owskim biurom. „Te dane są uwzględniane w naszych badań śledczych, nie wyłączając raportów o zbrodniach PI i masowych grobach znalezionych na terytorium Palmiry. Ponownie zwracamy uwagę rządowi Syryjskiej Arabskiej Republiki na to, że takimi danymi lepiej dzielić się z nami bezpośrednio, a także na to, że mogą one ułatwić nam śledztwo o sytuacji w kraju” — powiedział Pinheiro. W poniedziałek, podczas 33. sesji Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie, niezależna międzynarodowa komisja śledcza badająca doniesienia o zbrodniach wojennych w arabskiej republice przedstawiła swój raport o sytuacji w Syrii, opublikowany 6 września. Autorzy dokumentu zwracają w szczególności uwagę na masowe łamanie praw człowieka w Syrii przez obydwie strony konfliktu.

* Niemieckie media, relacjonując konflikt w Syrii, ślepo powtarzają amerykańską retorykę i celowo tworzą obraz „wroga” – powiedział w rozmowie z agencją Sputnik członek partii SPD Albrecht Müller. Według jego słów, niemieckie media informują o wojnie w Syrii w sposób stronniczy, a większość wiodących stacji telewizyjnych i gazet w tym kraju jest blisko „związana z transatlantyckimi interesami”. Müller twierdzi, że problem polega na tym, że każdą amerykańską propagandę na temat wojny w Syrii od razu zaczynają powtarzać środki masowego przekazu w Niemczech. — Na przykład, jeśli John Kerry powie, że Rosja bombarduje wschodnią część Aleppo i nazwie je „barbarzyństwem”, to samo powtórzy niemiecki rząd federalny, telewizja ARD, niemieckie gazety bez względu na to, czy to prawda – powiedział polityk. Jego zdaniem „barbarzyństwo w Syrii można zobaczyć na każdym kroku”, ale niemieckie media jedynie powtarzają słowa Kerry’ego. – To takie postscriptum do propagandy. My w Niemczech jesteśmy bezpośrednio związani z tym, co powiedziano w USA – ocenił. Müller przypomniał, że wcześniej jego rodak, dziennikarz Jürgen Todenhöfer ujawnił powiązania między Stanami Zjednoczonymi a Al-Kaidą, co było policzkiem dla niemieckich mediów, które twierdziły, że Zachód pomaga jedynie umiarkowanej opozycji. — Nie mogę oceniać, jak bardzo jest konieczna agresja Zachodu w Syrii, ale jedno wiem na pewno: wszystkie próby obalenia reżimów w Libii, Iraku i Afganistanie doprowadziły do jeszcze większych zniszczeń i ofiar – podkreślił Müller.

* Waszyngtońskie Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) i brytyjskie centrum analityczne Legatum Institute opublikowały wspólne badania, poświęcone wojnie informacyjnej z Rosją.  Fragmenty badań cytuje portal DELFI. Autorzy publikacji twierdzą, że celem Rosji jest nie zwycięstwo w „wojnie o umysły Europejczyków”, a „atak na demokrację i europejskie wartości”. Według autorów, niewielkie europejskie kraje potrzebują w tej sytuacji wsparcia. W swoich badaniach analitycy dają kilka rekomendacji, które, według nich powinny doprowadzić do pokonania Rosji w wojnie informacyjnej. Przede wszystkim, piszą, regulatorzy państwowi powinni „egzekwować dziennikarstwo wysokiej jakości”. W tym celu autorzy nawołują do stworzenia organu, który będzie konsultował „rządy krajów bliskich Rosji” i pracował nad systemem „znaku jakości” dla miejscowych mediów. Dalej pada propozycja stworzenia analogów państwowych i międzypaństwowych „agencji informacyjnych”. Agencje odpowiadałyby za kontakty mediów ze strukturami państwowymi, aby te mogły dzielić się informacją, „pomagającą obalać rosyjską propagandę”. Poza tym, według autorów badania, niezbędna jest międzynarodowa organizacja „zajmująca się demaskowaniem rosyjskiej propagandy”, podobna do Transparency International. Jednym z jej zadań byłoby wyłonienie „dobrych” rosyjskich mediów, które byłyby wspierane przez zachodnich sponsorów. Kolejny punkt to stworzenie „grupy roboczej w celu pracy z traumą historyczną”. Pod pojęciem „traumy” badacze najwidoczniej rozumieją zwycięstwo Związku Radzieckiego nad nazistowskimi Niemcami. Badacze zakładają, że grupa psychologów, historyków i socjologów powinna wypracować metody dotarcia do audytorium z „kontrargumentami wielu europejskich narodów”. Na portalach społecznościowych typu Facebook autorzy zachęcają do wpływania na „ofiary propagandy” w taki sposób, jak na radykalnych islamistów. „Adresatom rekomendujemy pokazywać specjalne, przeznaczone dla nich treści. Poza tym autorzy radzą, aby stworzyć poza terytorium Rosji rosyjskojęzyczną agencję informacyjną, której „można wierzyć”. Zachód potrzebuje agencji „Reuters lub Associated Press po rosyjsku”, piszą autorzy badania. Rosyjskie media, według analityków, przyciągają widzów „atrakcyjnym obrazkiem” — to samo powinien robić zachód, podkreśla się w badaniach. Przy tym zachodnie media powinny się bardziej koncentrować na codziennych potrzebach odbiorców, aby zdobyć ich zaufanie. Na końcu autorzy radzą, aby mieszkańców krajów zachodnich uczyć „rozpoznawać przejawy rosyjskiej propagandy”. Wzywają także do nacisków na firmy zachodnie, które reklamują swoje towary na kanałach telewizyjnych uprawiających „rosyjską propagandę i głoszących nienawiść do europejskich wartości”.

* Antyrosyjska histeria w Ameryce przybiera na sile. Liderka demokratycznej mniejszości w Izbie Reprezentantów USA Nancy Pelosi wezwała obie partie (demokratów i republikanów) do utworzenia wspólnego frontu przeciwko ingerencji Rosji w amerykańską kampanię wyborczą, donosi Bloomberg. „Musimy się zjednoczyć, aby powiedzieć, że ochrona naszej demokracji przed rosyjską ingerencją jest ważniejsza od jakichkolwiek korzyści w tych wyborach” — cytuje agencja oświadczenie Pelosi zawarte w liście do obecnego spikera Izby Reprezentantów USA Paula Ryana. W swoim liście Pelosi oskarża Rosję w szczególności o związek z atakiem cybernetycznym na „demokratyczny proces” w kraju. Wyraziła nadzieję, że Ryan będzie mógł spotkać się z nią i omówić tę kwestię po zakończeniu parlamentarnych wakacji. Oskarżenia pod adresem Moskwy po raz pierwszy wysunięto po włamaniu się do korespondencji przywództwa amerykańskiej Partii Demokratycznej, która została opublikowana na stronie internetowej WikiLeaks. Z listów wynika, że kierownictwo partii podczas prawyborów wspierało byłą sekretarz stanu Hillary Clinton, działając na szkodę Berniego Sandersa.

* Waszyngton oskarżył Moskwę o przypisywanie sobie zasług międzynarodowej koalicji w Syrii. Stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czurkin nazwał pozycję USA „nietaktowną”. Z oskarżeniami pod adresem Moskwy wystąpił żydowski rzecznik Białego Domu Josh Earnest. Jego oświadczenia zabrzmiały na tle decyzji Waszyngtonu o zawieszeniu współpracy z Moskwą w Syrii. MSZ Rosji wyraził swoje rozczarowanie w związku z pozycją USA tłumacząc ją niezdolnością Amerykanów do wypełnienia zobowiązań wziętych na siebie w ramach porozumień w sprawie rozwiązania konfliktu. Głośne oświadczenie zostało wcześniej złożone przez sekretarza prasowego Białego Domu Josha Earnesta. Według niego w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy Siły Powietrzno-Kosmiczne nie osiągnęły „żadnego celu w walce przeciwko PI” w Syrii. „Zamiast tego musieli deklarować, że to oni urzeczywistnili pomyślne operacje, które zostały przeprowadzone przez USA i naszych partnerów z koalicji”, — powiedział nie chcąc podać konkretnych przykładów „przypisania” sobie zasług przez Moskwę. Przedstawiciel administracji USA ostrzegł również, że cierpliwość USA w sprawie rosyjskiej operacji w Syrii dobiega końca. Jednocześnie on wspomniał, że stanowisko Waszyngtonu podzielają „wszyscy inni”. Według Earnesta reżim Baszara al-Asada w Syrii obecnie popiera tylko Rosja i Iran. Słowa rzecznika Białego Domu skomentował później stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czurkin. Według dyplomaty oświadczenie Josha Earnesta należy postrzegać „delikatnie (mówiąc — red.) jako nietakt”. Operacja Sił Powietrzno-Kosmicznych Syrii rozpoczęła się 30 września ubiegłego roku. W tym czasie rosyjskie samoloty przeprowadziły kilka tysięcy lotów bojowych niszcząc znaczące siły terrorystów. Ponadto rosyjscy piloci zdołali zakłócić dostawy amunicji dla bojowników.

* Na Zachodzie celowo rozpowszechniane są fałszywe informacje na temat konfliktu w Syrii, by ludzie mieli błędne pojęcie o sytuacji w tym kraju, pisze brytyjski dziennikarz Neil Clark.  Clark sporządził listę najbardziej, jego zdaniem, oburzających mitów o wojnie w Syrii. Zachód musiał interweniować W ubiegłym tygodniu amerykańska gazeta „The Washington Post” żaliła się, że nieingerencja Zachodu w syryjski konflikt jest katastrofą, pisze dziennikarz. W rzeczywistości Zachód wmieszał się w tę wojnę, i to jeszcze jak – finansując i zaopatrując w broń „powstańców”. Duża ilość broni, dostarczonej wspieranym przez Zachód ugrupowaniom, w rezultacie trafiła w ręce dżihadystów z Państwa Islamskiego.  Zachód nie tylko rozpalił ten konflikt, ale podlewa oliwy do ognia od ponad pięciu lat – podkreśla Clark. W rzeczywistości syryjski prezydent stanął w obliczu brutalnego buntu bojowników przeciwko obecnym władzom. Przy czym wielu „protestujących” było najemnikami z zagranicy. Al-Asad powinien po prostu wziąć i oddać władzę tym „powstańcom” (jak tego domagał się Zachód), choć nie było żadnych dowodów na to, że tych ludzi popierało społeczeństwo? – zastanawia się autor. Syryjczycy nie popierają al-Asada Za każdym razem, gdy Stany Zjednoczone chcą obalić kolejne władze, automatycznie delegalizują niewygodnego lidera. Narzucają swoją opinię, że dany przywódca nie ma poparcia społecznego i pozostaje u władzy tylko dlatego, że jest „brutalnym dyktatorem”. Jednak w 2014 roku al-Asad odniósł miażdżące zwycięstwo w pierwszych od pół wieku wielopartyjnych wyborach prezydenckich w Syrii, przypomina Clark. Zachodni wojskowi i propagandyści twierdzą, że al-Asad użył broni chemicznej w Ghucie. Jest to, ich zdaniem, niepodważalny fakt. Jednak jeśli poprosimy o przedstawienie dowodów świadczących na korzyść tej teorii, raczej nie otrzymamy odpowiedzi. Zachód wspiera w Syrii „dobrych chłopców” Prawda jest taka, że Zachód nie walczy z terroryzmem w Syrii, a pomaga mu, zaznacza dziennikarz. — Zgodnie z wszelkimi obiektywnymi standardami „umiarkowana opozycja”, którą wspierają Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i ich sojusznicy, ponosi winę za potworne zbrodnie, które bez wątpienia zakwalifikowanoby jako „terroryzm”, gdyby dokonano ich w kraju zachodnim – podkreśla autor. Al-Asad nie idzie na ustępstwa Faktycznie w 2012 roku odbyło się referendum w sprawie syryjskiej konstytucji, na podstawie wyników którego została przyjęta nowa ustawa zasadnicza. Ogranicza ona kadencję prezydenta do siedmiu lat i zezwala na jego ponowny wybór tylko raz. Ponadto z konstytucji z 1973 roku usunięto artykuł 8, w którym mowa jest o wiodącej roli partii Baas.  Syryjski konflikt – konflikt międzyreligijny Ten mit lekko obalić w ten sposób, że sunnici, który w zasadzie powinni być przeciwnikami al-Asada, zajmują kluczowe pozycje w syryjskiej armii i syryjskim rządzie. Ponadto około 74% Syryjczyków to sunnici, ale al-Asad do tej pory utrzymuje się u władzy i ma poparcie społeczne. Zdaniem autora u podstaw syryjskiego konfliktu leży zasada „dziel i rządź”, którą USA stosują wobec Syrii. Rosja i syryjski rząd pomagają Państwu Islamskiemu To prawdziwy przykład teorii spiskowej rozpowszechnionej na Zachodzie, ocenia Clark.  Jeśli Rosja pomaga PI, dlaczego ugrupowanie zestrzeliło rosyjski samolot A321 nad Synajem? – zastanawia się dziennikarz. I dodaje, że w rzeczywistości Rosja i armia syryjska wyrządziły w ciągu roku znacznie więcej szkody PI w Syrii niż USA i ich sojusznicy. Słowa byłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, że w Syrii jest 70 tysięcy „umiarkowanych powstańców”, przejdą do historii jako nowa wersja słów jego poprzednika Tony’ego Blaira na temat broni masowego rażenia w Iraku, której można użyć „w ciągu 45 minut”. Zachód realizuje cele humanitarne w Syrii W gruncie rzeczy „zmiana reżimu” w Syrii była omawiana na Zachodzie znacznie wcześniej, niż wybuchły antyrządowe protesty. Co najmniej od 2006 roku, kiedy Syria poparła Hezbollah podczas II wojny libańskiej, podsumowuje Clark.

* Wielu europejskich polityków wolałoby, żeby prezydentem USA został Donald Trump, a nie Hillary Clinton, choć nikt się do tego nie przyzna – pisze „Politico”. Zdaniem autora artykułu Matthew Karnitschniga nie ma dnia, żeby jakiś wysoki rangą europejski polityk nie wyraził obaw z powodu możliwego zwycięstwa Trumpa. „Tym niemniej w niektórych środowiskach na wskroś chmury burzowej Trumpa przenika co najmniej promyczek nadziei” — zauważa Karnitschnig, dodając, że „choć żaden europejski polityk nie powie tego głośno, dla niektórych z nich Trump przedstawia sobą zdarzającą się raz na pokolenie szansę wyzwolenia się spod amerykańskich wpływów”. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci z krytyką pod adresem Waszyngtonu występowała w Europie zarówno lewica, jak i prawica. „W rzeczywistości negatywne strony amerykańskich wpływów są jedną z niewielu rzeczy, które łączą europejskich polityków…” — pisze Karnitschnig. Autor wymienia pięć podstawowych przyczyn, z których wielu z nich „po cichu kibicuje” Trumpowi. Po pierwsze Europejczycy są zaniepokojeni Transatlantyckim Porozumieniem o Strefie Wolnego Handlu (TTIP) między USA i UE, które już od kilku miesięcy znajduje się w stanie zawieszenia. Przeciwnicy układu nazywają je „koniem trojańskim” handlu mającym na celu zwiększenie wpływu amerykańskich przedsiębiorstw w Europie. Trump natomiast uważa, że porozumienia handlowe tego rodzaju zaszkodzą amerykańskim pracownikom. Po drugie Trump występuje przeciwko NATO, a wielu europejskich polityków opowiada się za utworzeniem armii europejskiej. Amerykański miliarder nigdy nie skrywał niezadowolenia z faktu, że Europa polega w kwestiach obronnych na Stanach Zjednoczonych. Ponadto, niewielu w Europie chciałoby widzieć go w charakterze głównodowodzącego — czytamy w artykule. A zatem jeśli wygra Trump, zwolennicy armii europejskiej wysuną swoje idee na pierwszy plan. Trzecim powodem, z którego europejscy politycy chcą wygranej Trumpa, jest zakrojony na szeroką skalę program inwigilacji USA, którym objęci są absolutnie wszyscy. Demaskacje Edwarda Snowdena pokazały, że przed Agencją Bezpieczeństwa Krajowego nie ukryje się nawet Angela Merkel. Dziś wielu Europejczyków ma pewność, że Waszyngton podsłuchuje ich rozmowy — zauważa Karnitschnig, dodając, że „w rzeczywistości nie wszystko przedstawia się tak dramatycznie”. UE i USA nie przestają współpracować w kwestiach wywiadowczych. Zwycięstwo Trumpa może położyć temu kres — uważa autor. Po czwarte wpływ instytucji z Wall Street na Europę stał się dla wielu mieszkańców kontynentu zbyt uporczywy — pisze Matthew Karnitschnig. Autor materiału przywołuje w charakterze przykładu szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera, który ostro zareagował na to, że jego poprzednik José Manuel Barroso dostał pracę w Goldman Sachs, jednym z banków, które, zdaniem Junckera, przyczyniły się do światowego kryzysu gospodarczego. Prezydencja Trumpa stworzy doskonałą okazję do tego, by ograniczyć wpływ amerykańskich banków na Europę — kończy swój wywód Karnitschnig. Po piąte autor uznaje złośliwą satysfakcję za „najpotężniejszą siłę”, która kieruje Europejczykami w powstałej sytuacji. Karnitschnig wyjaśnia, co ma na myśli: większość Europejczyków nigdy nie poddawała się oświadczeniom Waszyngtonu o ich wyjątkowości i moralnej wyższości. Zwycięstwo Trumpa stanie się w ich ocenie dowodem na to, że USA mają nie mniej problemów niż Europa.

* USA muszą jak najszybciej ratyfikować Umowę o Partnerstwie Transpacyficznym (TTP). W przeciwnym razie USA mogą przepuścić szansę na umocnienie wpływów w regionie – oświadczyła amerykańska sekretarz handlu Penny Pritzker. „Nim zaczniemy czerpać korzyść z TTP musimy ratyfikować porozumienie. I musimy to zrobić już dzisiaj (…) Nasz kraj nie może nie skorzystać z możliwości zapewnienia sobie wpływów w regionie Azji i Pacyfiku” — powiedziała  Pritzker. Inicjatorem porozumienia TTP są Stany Zjednoczone zaniepokojone malejącym wpływem Waszyngtonu na gospodarkę i politykę krajów regionu Azji i Pacyfiku (APR) oraz umocnieniem gospodarczej i politycznej pozycji Chin w regionie. Porozumienie TTP zostało zawarte 5 października 2015 roku i przewiduje utworzenie strefy wolnego handlu w APR. Na kraje regionu przypada 40% światowej gospodarki i jedna trzecia handlu światowego. Stronami porozumienia jest dwanaście krajów — USA, Kanada i Meksyk w Amerykce Północnej, Peru i Chile w Ameryce Południowej, Japonia, Malezja, Brunei, Singapur i Wietnam w Azji, a także Australia i Nowa Zelandia. Chęć przystąpienia do porozumienia wyraziły też oficjalnie Tajwan, Kolumbia, Filipiny i Korea Południowa. Porozumienie musi być ratyfikowane przez każde państwo. Okres ratyfikacji jest obliczony na dwa lata. Amerykański prezydent Barack Obama rozpatruje partnerstwo transpacyficzne jako potencjalnie poważne osiągnięcie na stanowisku prezydenta. Jednocześnie Obama nie przekonał kongresmenów do ratyfikacji porozumienia handlowego z krajami azjatyckimi. W 2016 roku ratyfikacja TTP była jedną z najbardziej spornych kwestii w ramach kampanii wyborczej na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Porozumienie jest uznawane za niedopuszczalne i zagrażające interesom amerykańskich biznesmenów także przez Donalda Trumpa i niedawnego konkurenta Hillary Clinton Berni Sandersa. Takiego samego zdania jest wielu kongresmenów, przy czym przeciwnicy porozumienia dominują zarówno wśród Republikanów jak i Demokratów. Do tej pory Hillary Clinton nie poparła jednoznacznie TTP, ale też nie mówiła, że go nie poprze.

* Kandydat na prezydenta Bułgarii od socjalistów, były dowódca narodowych Sił Powietrznych Rumen Radev wywołuje „głębokie zaniepokojenie” Zachodu swoimi wypowiedziami o konieczności normalizacji stosunków Bułgarii z Rosją, pisze elektroniczna wersja europejskiej gazety Politico. „Jego kandydatura budzi głębokie zaniepokojenie w Waszyngtonie i Brukseli w związku ze zdolnością Rosji do wpływania na politykę w dziedzinie energetyki i obrony we wschodniej części Unii Europejskiej”, — pisze gazeta. Generał Radev powiedział wcześniej, że Bułgaria poczyniła strategiczny błąd deklarując iż Rosja jest jej „wrogiem w mniejszym lub większym stopniu”. Według polityka „Bułgaria powinna mieć niezależną pozycję w polityce zagranicznej, Bułgaria powinna kierować się własnym interesem państwowym i narodowym”. Radev nazwał też wcześniej  „moralnym i politycznym błędem” decyzję obecnego prezydenta Bułgarii Rosena Plewneliewa, aby nie jechać do Moskwy na Defiladę na cześć 70-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Generał Rumen Radev był dowódcą Sił Powietrznych Bułgarii. Na początku sierpnia został zdymisjonowany w związku z brakiem porozumienia z ministrem obrony kraju odnośnie porozumienia z Polską w sprawie wspólnej ochrony bułgarskiej przestrzeni powietrznej. Po przejściu na emeryturę został zarejestrowany jako kandydat na prezydenta Bułgarii z ramienia Bułgarskiej Partii Socjalistycznej. Wybory prezydenckie zaplanowano na 6 listopada tego roku. Według wszystkich sondaży Radev ma duże szanse na zwycięstwo.

Bogusław Jeznach

 KOMENTARZE

W Syrii sprawa się wyjaśnia. Terroryści popierani przez USA dostają

baty. Stąd te dąsania się USA. Negocjacje nigdy nic nie załatwiają. Krew musi być przelana.
https://www.youtube.com/watch?v=fnaio1gF-to

staszek kieliszek 05.10.2016 04:22:41

@staszek kieliszek 04:22:41

Nie trzeba znać języka by z tego wideo wywnioskować kto ma pozycje siły.
https://www.youtube.com/watch?v=-a6Cgpq55Ww

staszek kieliszek 05.10.2016 04:46:56

Opublikowano za: http://jeznach.neon24.pl/post/134129,wtorek-4-pazdziernika-2016

PS od redakcji KIP. Polecamy dla Dociekliwych i Samodzielnie Myślących przeczytanie i przeanalizowanie, co najmniej zamieszczone na poniższych linkach teksty o konwencjonalnej medycynie akademickiej, farmacji, ich oddziaływaniu na zdrowie ludzi oraz o CETA, TTIP i próbach wywołania III wojny Światowej, ponieważ te z pozoru odległe tematyki łączą się ze sobą w pełny obraz. Zalecamy czytanie i analizowanie w podanej kolejności.

Wnikliwe przestudiowanie i przemyślenie zawartych treści zaoszczędzi czytania kilkudziesięciu tysięcy stron, w tym zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważna prawda ukryta jest w mieszance wielkich kłamstw z mało ważną prawdą, która służy jedynie uwiarygodnieniu wielkich kłamstw.

Więc trzeba czytać i analizować, analizować, analizować ( i drukować oraz upowszechniać dopóki czynny jest internet) … i wydobywać ważną prawdę na powierzchnię oraz … realizować według zasady australijskich Aborygenów: „Musisz stać się tą zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.”

Redakcja KIP

Wypowiedz się