Clinton-Trump-Przed trzecią debatą-widziane z USA

usa-wybory

Polecamy ciekawą analizę blogerki „Ślepej Mańki” odnośnie kandydatów Donalda Trumpa i Hilary Clinton i ich rywalizacji o fotel prezydenta USA, która po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, może zadecydować o losach nie tylko Zachodu, ale i świata. Elity amerykańskie nie tylko z obu partii, ale także ze sfery finansowej i tajnych judeosatanistycznych „kierowców z tylnego fotela” są przerażone możliwością wyboru Trumpa,  jak rzadko wcześniej, co potwierdza, że jest w dużym stopniu niezależny i znacznie mniej sterowalny niż prezydenci od czasów Nixona i Kennedego.

Uruchomiono globalne media, będące we własności niewielu bankierów, także znanych aktorów, a zwłaszcza ordynarnie fałszywe sondaże, aby uniemożliwić wybór Trumpa, co jest dodatkowo ułatwione przez wybranych elektorów w systemie wyborczym, który daje możliwość ustawiania wyników wyborów. Jednak na elektorów wywiera dużą presję społeczeństwo i struktury siłowe w armii i służbach wszelkiego rodzaju.

Jak „dymane” są sondaże popularności ( co zresztą ma miejsce na podobną skalę i w Polsce) przedstawię prosty przykład. „Namaszczony” przez elity republikanów kandydat Jep Busch w badaniach opinii w prawyborach tej partii otrzymał 2% i szybko zrezygnował. Prezydencka rodzina Buschów cieszy się w USA rzeczywiście fatalną opinia, a rodzina Clintonów, a zwłaszcza Hilary nie tak znów dużo lepszą.

Sfałszowanie prawyborów w partii republikańskiej w rywalizacji z Sandersem rozeszło się po internecie. Więcej można obejrzeć na linku: zbigniewjacniacki-zyciemojeinasze.blogspot.com.au/2016/10/jak-clinton-wygraa-prawybory-z-sandersem.html

Sondaże opinii ustawiane z tego samego ośrodka władzy „pompują” na bezczelnego przewagę Clinton, aby przygotować opinię społeczną do wygranej przez wywarcie presji na elektorów. Te sondaże, gdyby były robione rzetelnie, mimo zgiełku mediów atakujących bezpardonowo Trumpa, to rezultaty byłyby od nawet 60% do 2/3 na korzyść Trumpa.

Piszący te słowa wie, co pisze, ponieważ realizował takie badania z trafnością przewidywań lepszym od pozostałych ośrodków w Polsce i wie na czym polegają przekręty w sondażach, zwłaszcza, jeśli  wszystkie ośrodki w Polsce, tak jak prawie wszystkie media są pod prawie pełną kontrolą tych samych ośrodków sterowniczych z cienia sceny politycznej.

Polecamy też analizę sytuacji USA i globalnej  w kontekście wyborów prezydenckich na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/10/w-imie-wybranstwa-i-wladzy-nad-swiatem-chca-go-zniszczyc/

Redakcja KIP

Wszystko zależy od sztabu Trumpa, jakie przygotował nowe haki na Clinton, oraz czy zwróci uwagę na zagrożenie wojny z Rosją w Syrii, czego się najbardziej obawiają Amerykanie. Albo wojna w Syrii z Rosją, albo odbudowa gospodarki.

 Kiedy się prawie wszystkim wydawało, że pierwsza debata miała mieć decydujące znaczenie, okazuje się, że być może trzecia debata będzie decydująca. Wszystko zależy od tego, jakie nowe haki na Clintonową przygotował Trump. Wczoraj Trump stwierdził, że Clintonowa powinna przejść test na zażywanie narkotyków. Trump również oświadczył, że globalne elity już ustawiły wybory, w której zwycięzcą ma zostać Clintonowa. Twierdzi, że ostatnie dokumenty FBI o Clinton, świadczą o korupcji na najwyższym poziomie. Właśnie te zapowiedzi Trumpa wskazują, że Hilaria będzie w ciężkich opałach.

Na zakończenie poprzedniej notki napisałam, iż cała ta kampania zarówno ze  strony Clintonowej jak i Trumpa, wskazują na ustawkę. Uważam tak dalej, ponieważ do tej pory Trump nie wyciąga sprawy zagrożenia wojną z Rosją na terenie Syrii i Iraku,  z czym się obóz Clintonowej specjalnie nie kryje. A to moim zdaniem przyczyniło się do klęski Romeya w poprzedniej kampanii ze słabiutkim Obamą, oraz katastrofalnym wynikiem Jeba Busha, faworyta elit republikańskich. Amerykanie zagłosują na każdego, kto im obieca przekonywująco, że nigdy nie wciągnie Ameryki w żadną wojnę daleko od granic USA. Trump miałby wygraną w kieszeni, gdyby rozpętał histerię wojenną, oraz wyliczył jakie to koszty pociąga ze strony amerykańskiego podatnika, oczywiście nie mówiąc o ofiarach. Bo w chwili obecnej kolejna wojna z udziałem USA jest ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzą Amerykanie. Trump dalej nie występuje z żadną ofertą do elektoratu Billa Sandersa, a głosy tego elektoratu mogłyby być decydujące.

Teraz wiadomo przynajmniej, że Hillary Clinton, reklamowana jako doświadczona osoba w dyplomacji, jest osobą skrajnie niekompetentną, co udowodniła wielokrotnie sprawując funkcję ministra spraw zagranicznych. Szczytowym jej osiągnięciem było zabójstwo pracowników ambasady USA w Libii, gdzie oni wielokrotnie wzywali posiłki, ale ich nie otrzymali przez indolencję Clintonowej. Osoby zorientowane cokolwiek w temacie, którym główne telewizje nie wyprały mózgów, zagłosują na Trumpa.  To właśnie jej USA zawdzięcza powstanie ISIS, i wszelkich odmian wojującego islamu, który z czasem będzie uważał za swojego wroga właśnie USA, a nie Rosję. Jestem pewna że stanie się to z walnym udziałem Rosji, której to działania wobec banderowskiej Ukrainy, oraz w Syrii, pokazały wielką skuteczność na polu dyplomatycznym i militarnym. I nic nie pomoże zaklinanie rzeczywistości przez niektórych „prawicowych” polskich publicystów, będących zaczadzonych przez ideologię neokonów, będącą w rzeczywistości odmianą bolszewickiego trockizmu.

Właśnie wywoływanie tematów zastępczych takich jak rzekome włamanie sie rosyjskich hakerów  do komputerów centrali  sztabu wyborczego Hillarii, czy rozdmuchiwanie tzw. seks afer Trumpa, mają własnie zastąpić dyskusję na tematy poważne takie jak m. in. polityka zagraniczna, na której to Hillaria się kompletnie nie zna. Z tego tez powodu jej wybór byłby przede wszystkim błogosławieństwem dla Rosji.  Tę uwagę dedykuję tym polskim znafcom, którzy widzą wsparcie udzielanego przez Belzebuba Putina dla Trumpa.

Z kolei Trump jeżeli przegra, to tylko i wyłącznie dzięki eliciarstwu partii republikańskiej na czele z McCainem i Paulem Ryanem. To dlatego jest tak wściekle atakowany za swoje seksistowskie wypowiedzi, które zresztą wyciekły za sprawą bratanka byłego prezydenta Busha, ponieważ jak kilkakrotnie wspomniałam, Trump został wybrany jako kandydat partii republikańskiej, wbrew elitom partyjnym.

W przypadku Hillarii której to od samego początku kampanii w partii demokratycznej został podporządkowany cały partyjny aparat, więc nie mogło byc żadnych niespodzianek. Sanders który otrzymał więcej głosów od Hillarii w głosach bezpośrednich wyborców samej partii demokratycznej, tak na wskutek głosów tzw. superdelegatów, czyli ichniego eliciarstwa, musiał z goryczą zaakceptować wybór Clintonowej i jeszcze w imię wyimaginowanej jedności partii musiał dać jej poparcie, co jego zwolennicy odebrali jako zdradę i kradzież przez Clintonową ich głosów i ideałów. Na pewno zdradzeni w tak bezczelny sposób zwolennicy Sandersa, nie zagłosuja na Clintonową. Jeśli sztab Trumpa zadba skutecznie o ich głosy, ma wygraną w kieszeni.

Trump z koleli na samym starcie w wyborach nie był uważany za jakiegokolwiek faworyta, startując z pozycji outsidera, którym to elity partyjne wogóle sie nie przejmowały, traktując go jako tzw. folklor uzupełniający.

To właśnie Jeb Bush był namaszczony przez eliciarstwo partyjne jako główny pretendent do prezydenckiego stołka. Ale mówiąc po stalinowsku kadry zawiodły na całej linii. Zamiast być pomnym spiżowych słów ojca narodów, że nie ważne kto jak głosuje, a ważne jest kto liczy głosy,  w przeciwieństwie do demokratów, puszczono wszystko na żywioł i wyszło jak wyszło. Jeb Bush dostał niecałe 2% głosów i to tylko chyba od stanowych elit partyjnych i  sponsorów, natomiast prawie nikt z szarych członków partii republikańskiej nie zagłosował na Jeba. Wyłącznym powodem był strach przeciętnych Amerykanów przed wciągnięciem Ameryki w kolejną bliskowschodnią awanturę wojenną,  tym razem z Iranem.

Prawdziwym szokiem dla eliciarstwa republikańskiego, był tzw. super wtorek, gdzie Trump odniósł zdecydowane zwycięstwo, bijąc nawet kolejnego faworyta eliciarstwa Marca Rubio w jego stanie Floryda. Od tej pory eliciarstwo partii republikańskiej straciło całkowicie głowę. Trump odnosił tymczasem coraz większe sukcesy, w miarę jak eliciarstwo partyjne wydawało mu coraz bardziej otwartą wojnę. W miarę zbliżania się konwencji partyjnej, eliciarstwo republikańskie ogarniała coraz większa panika. Pierwszy do ataku ruszył Mit Romey, później McCain, oba Bushe, oraz Paul Ryan który miał otrzymać nominację partyjną. Najgorsze dla eliciarstwa republikańskiego było to, że Trump był całkowicie niezależny finansowo, dlatego też w przeciwieństwie do Sandersa zagroził, że jeśli nie dostanie nominacji, wystąpi samodzielnie bez partyjnego błogosławieństwa. A to byłoby gwoździem do trumny partii republikańskiej. Tak więc po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych mamy do czynienia z przypadkiem, w którym to kandydat na prezydenta, jest zwalczany przede wszystkim przez własne kierownictwo partyjne, które to zostało przymuszone do tego wyboru przez szarych członków swojej partii.

Eliciarstwo republikańskie w razie zwycięstwa Trumpa zostałoby całkowicie zmiecione przez Trumpa jako  nowego, zdecydowanego i pragmatycznego lidera. Więc w obawie o swoje partyjne posady, zrobią wszystko, by Trump tych wyborów nie wygrał. Znamienne w tym kontekście jest to, że o nagraniach Trumpa z 2005 roku, dowiedziano się dzięki młodemu Bushowi, przedstawiciela czołowej republikańskiej rodziny. Dalsze oskarżenia o seksualne napastowanie były po prostu grosteskowe. Najśmieszniejsze były te, jak to kobiety przypominały sobie jak to w samolocie Trump je obmacywał w początkach lat 90-tych ubiegłego wieku. I oczywiście od razu rozpoznały iż macandem i molestatorem był nie kto inny, tylko Donald Trump.

Tutaj pragnę coś wyjaśnić. Otóż na początku lat 90-tych  w życiu publicznym zaczęła szaleć poprawność polityczna. Doskonale pamiętam jak na uczelniach jeśli jakiś profesor miał w grupie studentkę, władze uczelni zalecały by drzwi do sali wykładowej podczas wykładu były otwarte. Więc taki znany businessman jak Donald Trump, byłby wymarzonym obiektem, którego można by oskarżyć o molestowanie seksualne. Adwokata takiej pani interesowała by tylko jedna sprawa: jak bogaty jest oskarżony. Więc Trump na pewno poszedłby siedzieć i jeszcze dodatkowo musiałby płacić jakieś astronomiczne sumy zasądzone przez każdy sąd. I tak by postąpiła każda Amerykanka, zwłaszcza gdyby był to Donald Trump. Proszę mi wierzyć, że żadna Amerykanka by takiej okazji nie przepuściła, by się takim kosztem wzbogacić.

Wydaje mi się, że obóz Clintonowej jak również wspierające ją wielkie media przedobrzyły z tymi oskarżeniami o molestowania seksualne Trumpa. Trump zresztą jej odpłacił podczas drugiej debaty, przyprowadzając ze sobą do studia kobiety, które były gwałcone bądź molestowane przez jej męża, oraz co ona wyprawiała z tymi kobietami, usiłując wszelkimi sposobami odwlec je od wniesienia oskarżeń.

Co do polityki zagranicznej, a  zwłaszcza w  odniesieniu do Polski, to dużo lepszym wyborem dla mnie byłby Donald Trump. Wiemy że sztab Clintonowej i ona sama, chcąc zasłonić swoją całkowitą niekompetencję, oskarżyła Rosję o ataki hakerskie na centralne komputery sztabu wyborczego partii demokratycznej. Tylko i wyłącznie dlatego, że Rosja ograła w dość łatwy sposób w sprawach bliskowschodnich administrację Obamy. Punktem przełomowym w resecie stosunków z Rosją które to od poprawnych przeszły we wrogie, była ucieczka czołowego pracownika NSA do Rosji. Myślę że Snowden ma ogromną wiedzę na temat Clintonowej gdy była ona sekretarzem stanu i całą te wiedzę przekazał Rosjanom. Zresztą nie tylko na temat Clintonowej. Więc Rosjanie spokojnie już jako pierwszego przeydenta-kobietę mogą szantażować ujawnieniem jej ciemnych sprawek z jej ponurej przeszłości. Myślę również, że Rosjanie mają dużo lepsze rozeznanie niż sztab wyborczy Trumpa, kto i ile wpłacał na konto fundacji Clintonów i co z tego miał i jestem pewna że nie zawsze było to zgodne z amerykańską racją stanu. Więc stąd ta cała histeria obozu partii demokratycznej z domniemanym zagrożeniem rosyjskim wpłynięcia na wynik wyborów.

Natomiast Trump już udowodnił, że jest przede wszystkim pragmatykiem. Podczas drugiej debaty wyraźnie opowiedział się po stronie Rosji w walce z Państwem Islamskim, ponieważ jest to w tej chwili największe zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnątrz Ameryki. Najpierw według niego musimy się sprzymierzyć Rosja a nawet z Iranem i Syrią, czyli największymi wrogami Ameryki, uważanymi od czasów Ronalda Reagana, by pokonać ISIS, dzisiaj bez wątpienia największego wroga Ameryki. A jak wiemy, właśnie Clintonowa jako sekretarz stanu, walnie przyczyniła się do stworzenia ISIS i jego późniejszych gałęzi terroryzujących niemalże cały Bliski Wschód i niektóre państwa europejskie.  Więc Donald Trump jako pragmatyk, poddaje rewizji całą dotychczasową bliskowschodnią politykę USA, prowadzoną pod dyktando lobby proizraelskiego od czasów Reagana, reprezentowaną w Kongresie i poszczególnych administracjach rządu amerykańskiego przez tzw. Neokonserwatystów. Musimy wiedzieć, że przymierze USA z Rosją, Iranem i Syrią w walce ISIS, byłoby zaprzeczeniem polityki Clintonowej i przyznaniem przez Trumpa, jako potencjalnego prezydenta, że polityka prowadzona przez ostatnie trzydzieści pięć lat, poniosła całkowite fiasko, oraz spowodowała największy kryzys ekonomiczny z którego do tej pory Ameryka nie może się podnieść.   Więc jakby Trump chciał rozliczać osobowo poszczególne osoby z obu partii, to prawie wszystkie elity z obu partii znalazłyby sie w więzieniu z długoletnimi wyrokami. A tego boją się elity partyjne obu partii i dlatego jest pomiędzy nimi porozumienie, by Trump nie wygrał wyborów.

Stanowisko Trumpa wobec Polski, byłoby na pewno pragmatycznym wyborem, niekoniecznie dla Polski dobrym, ale nigdy nic nie wiadomo, czy na pewno by się dogadał z Putinem. Musimy pamiętać, że Polska nie jest Izraelem i nie ma żadnego lobby w Kongresie. Więc jestesmy zdani na Trumpa jako pragmatyka. Puin nie ma czym szantażować Trumpa, bo partia demokratyczna by to już dawno wywlokła.

Skoro wokół jednej seksistowskiej wypowiedzi z 2005 roku wypowiedzianej w męskim gronie, buduje się cały negatywny przekaz o Trumpie, to widać że obóz Clintonowej nie ma niego żadnych innych haków. Nawet juz sobie zeznania podatkowe odpuścili, co mogło by być ich bardzo dobrym atutem, gdyby Trump naprawdę nie płacił podatków zgodnie z przepisami IRS. Warto tutaj wspomnieć, że zeznania podatkkowe Trumpa z 1995 roku zostały opublikowane nielegalnie i Trump spokojnie może oskarżyć IRS o ujawnienie ich nezgodnie z prawem.

Natomiast od Clintonowej Rosjanie mogą żądać praktycznie wszystkiego, w zależności co im przekazał Edward Snowden. Więc jeśli Rosjanie zażyczą sobie, by Polska weszła ponownie w rosyjską strefę wpływów, to tak się stanie bez sprzeciwu Clintonowej.  Zresztą Polska i tak jest od 1989 roku według słów byłego ministra spraw wewnętrznych państwem teoretycznym, więc to nie powinno mieć dla przeciętnego Polaka specjalnego znaczenia, pod czyją jesteśmy kuratelą.

Więć im bardziej polskie władze krzyczą o rosyjskim zagrożeniu, tym bardziej staraja się ukryć fakt, iż Polska jest jednak państwem teoretycznym, co pomagdalenkowe eliciarstwo z Tuskiem i Kaczyńskim na czele, wielokrotnie udowodnili.  Jak chociażby wysokie stanowisko w ministerstwie spraw zagranicznych dla obywatela USA, oraz zgoda na przyjęcie CETA przez obie partie. Zawsze tak było od 1989 roku, że w sprawach zasadniczych eliciarstwo głównych partii, głosowało identycznie ze szkodą dla Polski.

http://slepamanka.neon24.pl/post/134434,clinton-trump-przed-trzecia-debata-widziane-z-usa

Wypowiedz się