Do panowania zła konieczne jest poparcie ludzi dobrych…

slawni-ludzie

Przez wiele lat byłem entuzjastą sentencji : „Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili” E. Burke.

W innym brzmieniu „tym co konieczne jest do panowania zła, jest bezczynność ludzi dobrych”.

Z biegiem czasu odkrywałem, że ta maksyma mija się z rzeczywistością- stąd tytuł posta.

Wielu (może większość ?) ludzi dobrych nie jest zainteresowana  współpracą dla panowania dobra , albo zło wcale nie jest takie złe.

Ile inicjatyw dla dobra umiera z powodu braku zainteresowania ?

Organizatorzy przeżywają szok , gdy ich praca spotyka się z obojętnością …

Natomiast zło gromadzi , zaciekawia, spaja… I , najważniejsze, dobrze wynagradza.

Tylko złych ludzi?

Czy w laboratoriach produkujących broń biologiczną lub chemiczną pracują sami psychopaci ?

Według polskiego naukowca  Andrzeja Łobaczewskiego , badającego naturę zła w życiu politycznym, stanowią oni nie więcej niż około 10%  społeczeństwa.

Zatem pozostała 90% część kadry, w pocie czoła pracująca nad efektywnym uśmiercaniem ziomali, rekrutuje się z dobrych rodzin…

Czy podobnie nie jest np. z mediami…???

Fałszerze obrazu rzeczywistości  w celu sterowania dobrymi ludźmi mogą osiągnąć sukces ,

gdyż dobrzy ludzie nie tylko dla nich pracują , ale także płacą za filmy, gazety, książki z fałszem.

Koncerny produkujące alkohol, broń, hazard, pornografię opierają się na pracy ludzi,

którzy w świąteczne dni modlą się o zdrowie, dobrobyt, miłość…

Praktycznie każdy element Imperium Zła , gdy spokojnie się mu przyjrzymy, jest wypełniony aktywnością ludzi dobrych.

U banksterów pracują same klony Sorosa?  Nie…

W kuriach watykańskich  niegodziwości są dziełem tylko „masonów”?  Nie…

 Czy agenci innych państw lub ponadnarodowych korporacji odnosiliby takie sukcesy w zubażaniu polskich podatników  bez pomocy dobrych urzędników i urzędniczek?  Nie…

Taką mają pracę… Sorry , this is my job..

Klasyczne usprawiedliwienie …

Dobremu człowiekowi nie przychodzi do głowy, że jego apele, oświadczenia ,

deklaracje  nie są w stanie zadośćuczynić za to , co „wyprodukuje” przez codzienną,

ośmiogodzinną służbę w Imperium Zła.

Musiałby zrezygnować z profitów…, którymi źli ludzie hojnie obdarowują

To jest takie trudne…

O oddawaniu życia za ojczyznę natomiast można mówić namiętnie,

bo tego nikt poważnie nie bierze…

Końcowy wniosek.

Bezczynność ludzi dobrych w służbie złym ludziom jest początkiem panowania dobra.

  Zbigniew Jacniacki

Ps.

Ilu mniej by zginęło np. Irakijczyków lub Afganów, gdyby dobrzy , chrześcijańscy amerykańscy, australijscy, polscy…  mężczyźni byli bezczynni.

Chyba , że śmierć arabskiej ludności to nic złego?

WYBRANE KOMENTARZE

— a gdyby Pan nawiązał kontakt z Panem Profesorem ?

–taka niesamowita osoba , taka wiedza . Mógłby Pan zapytać o Słowian o WEDY itp. Porozmawiać o ?! O WSZYSTKIM

SPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI ! tak szybko odchodzą ……….

https://www.youtube.com/watch?v=I_FXfYTd1Wc

ninanonimowa 22.09.2016 10:06:47

Wniosek będzie prawdziwy, jeśli bedzie realizowany w wielu państwach jednocześnie

To potwierdza inną prawdę, że do likwidacji żydowskiego reżimu w Polsce (lub gdzie indziej) nie potrzeba wielkich środków.
Jednak do utrzymania nowego porządku politycznego takie środki są już niezbędne.

Rzeczpospolita 22.09.2016 11:20:16

@Rzeczpospolita 11:20:16 ….jeśli bedzie realizowany w wielu państwach jednocześnie….

Ten warunek jest praktycznie nierealny….

A jeżeli likwidacja żydowskiego reżimu w Polsce ( lub gdzie indziej) nie wymaga wielkich środków, to nasuwa się logiczne pytanie, dlaczego te reżimy nie są likwidowane ?

W pośredni sposób podsuwam jedną z możliwych odpowiedzi, że dobrym ludziom nie zależy na ich likwidacji, bo, nie daj Boże, trzeba by się wywiązywać z np. głoszonych obietnic wyborczych. I kumpli bez kwalifikacji nie wypadałoby zatrudniać na stanowiskach państwowych…
Nie zapominając, ze nie byłoby np. ustawiania przetargów…

Zbigniew Jacniacki 22.09.2016 11:37:15

@Zbigniew Jacniacki 11:37:15

Nie są likwidowane, ponieważ brakuje nam nawet tych małych środków (oczywiście „małe” to rzecz względna – chodzi kilkadziesiąt milionów złotych).

Ludzie, „dobrzy” ludzie, tłum jest zasadniczo bierny. Istotna jest elita, za którą ten tłum podąży. Problem polega na: 1. zorganizowaniu tej elity (jest to w zasadzie do zrobienia) i 2. na zaprezentowaniu tłumowi „dobrych” ludzi takiej elity i jej przekazu – to jest zadanie niewykonalne bez środków finansowych.

Oczywiście w sytuacji skrajnie niekorzystnych warunków bytowych tłum może zachować się jak lawina – tego żydo-reżim bardzo się obawia -, ale bez narodowej elity agenturalne agendy żydo-reżimu skanalizują każdy nie zorganizowany ruch.

Rzeczpospolita 22.09.2016 12:29:13

@Rzeczpospolita 12:29:13 …. brakuje nam nawet tych małych środków…

Faktycznie, jeżeli kilkadziesiąt milionów złotych ( ostrożnie, bo są produkowane przez złe rotszyldowskie banki) nazywamy niewielkimi środkami, to może okazać się, ze „elita” lub podążający za nią „tłum” mogą być także różnie rozumiane.

Czym przekaz Pańskiej elity będzie się różnił od retoryki elit SN-u senioralnego, ZChN-u, AWS-u, Ligi Rodzin Katolickich, ( wymieniam te, z którymi miałem jakikolwiek kontakt) ?
Słyszałem przez kilkadziesiąt lat obietnice elit przed wyborami i doświadczałem decyzji po wyborach…
Dobro i zło stawały się względne, jak wielkość i małość kilkudziesięciu milionów złotych….

Czyż dobrzy ludzie nie wybierają już elit na wszystkich możliwych poziomach życia społecznego ? Elity rządzą a „tłum ” dobrych ludzi za nimi podąża…

Czy istnieje jakiś drugi „tłum” dobrych ludzi , którzy szukają prawdy?
Moim zdanie nie…
Stąd myśl o początku robionym bezczynnością w służbie zła…
Ilu takich jest lub będzie ?

Zbigniew Jacniacki 22.09.2016 13:15:27

@Zbigniew Jacniacki 13:15:27

Panie Zbigniewie,
„dobrzy ludzie” wybiorą tego, o którym częściej będą słyszeć – śmiem twierdzić, że nawet jego program nie ma specjalnego znaczenia, wystarczy parę dobrych nośnych haseł i właściwie dobranych obietnic.

Jednak bez medialnego nagłośnienia nikogo (nikogo z nowej – narodowej polskiej – elity) tłumowi „dobrych” ludzi Pan nie przedstawi.
Zakładając działania bez mediów również potrzebne będą środki na transport prelegentów, wynajem sal, drukowanie ulotek, gazetek – prawdopodobnie środki będą jeszcze większe.
Część z tych środków musi być przeznaczona – niezależnie od metody popularyzacji elity programu – na ochronę.

Nawet Marine Le Pen musiała zaciągnąć kredyt w Rosji – a czy wygra wybory pewne wcale nie jest.

Rzeczpospolita 22.09.2016 17:49:27

@Rzeczpospolita 17:49:27…”dobrzy ludzie” wybiorą tego, o którym częściej będą słyszeć….

Czy w takim zdaniu nie słychać potwierdzenia, że dobrzy ludzie są zadowoleni z uczestniczenia w imprezach Imperium Fałszu i Iluzji?

Nie neguję , że działalność polityczna wymaga środków…
Stawiam jedynie pytanie , dlaczego ludzie dobrej woli, których jest podobno więcej ( w co mocno wierzył Czesław Niemen ),
nie przeznaczają ich na nową-narodową polską- elitę ?
Bo , odpowiadam na podstawie osobistych doświadczeń,
wolą żyć w niedopowiedzeniach, półcieniach i szansach na skoki w bok. Ukręcić mały interesik na zamówieniach publicznych też nie zaszkodzi.
A prawda?
Cóż , jej źródłem dla większości dobrych ludzi jest zawsze aktualnie rządzący układ…
Hitler był na salonach …
Jego złem było, że przegrał wojnę.
A ludobójstwo ?
Tym tylko przejmowały się rodziny ofiar…
Czyż i dzisiaj nie jest tak samo?

Proszę o prawdzie politycznej porozmawiać w rodzinie…
Z siostrami braćmi , matkami, ojcami…
W gronie spokrewnionych osób ukaże się tak samo względna , jak małość lub wielkość kilkudziesięciu milionów złotych.
A co dopiero w wielomilionowej społeczności podatników.

Rozumiem , że chciałby Pan przyspieszonej akcji dobrych ludzi…
Nawet na kredyt od innego państwa…
W czym byłaby taka akcja szlachetniejsza od korzystających
z potencjału Sorosa, USA , Watykanu , Chin Arabii Saudyjskiej …?

Dobrzy ludzie muszą chcieć panowania dobra…
Tego nie załatwi się hasłami i mediami…
To jest akcja , która wymaga osobistego wysiłku, o tyle trudnego,
że często bez akceptacji najbliższego rodzinnego otoczenia.

Zbigniew Jacniacki 23.09.2016 01:05:33

 Autor podjął interesujący i inspirujący wątek : relacji i korelacji zła i dobra na świecie.

Wątek ten jest stary jak świat i wyjątkowo aktualny we współczesnych czasach.
Polski psycholog -naukowiec Andrzej Łobaczewski bardzo precyzyjnie wskazał na korzenie zła oraz ujawnił i opisał procesy poneryzacyjne oraz przedstawił własną wizję deponaryzacji . Niestety nie znalazł zainteresowania / Zbigniew Brzeziński do ,którego zwrócił się o pomoc zbagatelizował jego prośbę – jako jeden z NWO nie mógł postąpić inaczej/ i kontynuatorów swego dzieła, chociaż nie do końca. Fakt , iż wracamy do jego idei jest tego najlepszym dowodem .

My zazwyczaj mówimy o psychopatach w liczbie pojedynczej , mylnie rozumując i sądząc, że są oni jedynie jednostkami w społeczeństwie. Takie myślenie to błąd poznawczy. W społeczeństwie jest o wiele więcej przypadków faktycznych psychopatów, niż przyjmowana liczba 5 %. Mówimy 5% to niewiele i machamy ręką . Błąd poznawczy polega na tym , iż licząc ilość psychopatów nie uwzględniamy bezwzględnie podporządkowanej im ilości osób przez nich zmanipulowanych i sterowanych. Zakładając , iż każdy psychopata oddziałuje na kolejne 5 osób to mnożąc te 5 x 5 mamy już 25 % , a więc skala zjawiska poneryzacyji staje się już społecznie groźna . Przekonałem się na sobie z autopsji , iż bardzo rzadko psychopata atakuje ofiarę osobiście , lecz robią to za niego jego pieski-wierne sługi, na co dzień wydawałoby się normalni ludzie.

Co ciekawe bardzo rzadko psychopata podejmuje ze swoim faktycznym lub przez niego wyimaginowanym przeciwnikiem otwartą walkę . Zazwyczaj posłuży się swoimi pieskami . To one zaatakują ofiarę, a my nawet identyfikując psychopatę , zdezorientowani tą sytuacją, nie będziemy wiedzieli co robić i jak walczyć, bo walka ze wszystkimi z góry skazana jest na niepowodzenie i może doprowadzić do obłędu , a w opinii publicznej przysporzy nam tylko przeciwników, bowiem opinia publiczna myśli kategoriami „demokratycznymi’ – skoro ich jest więcej to oni mają racje.

W tym właśnie tkwi główny problem walki z psychopatami , bo podejmując z nimi walkę , tak de facto w realu , nie walczymy z nimi tylko z ich uzbrojonymi po zęby żołnierzami-wasalami. Czy w takim razie warto walczyć z psychopatami i czy walka z nimi ma sens oraz czy daje nam chociaż cień szansy na zwycięstwo ? . Wychodząc z założenia , iż nie podejmując walki z psychopatami i tak zginiemy lub zostaniemy rozdeptani oraz rozjechani wewnętrznie /psychicznie, moim zdaniem podjęcie walki z psychopatami ma sens i jest jedyną nadzieją na przeżycie.

Podejmując z patokratami – psychopatami walkę musimy być do niej dobrze przygotowani tak jak do walki gladiatorów na śmierć lub życie. Bardzo ważna w takiej walce jest moralna i duchowa determinacja i motywacja. Musimy pamiętać , iż w takiej walce powinniśmy się posługiwać bronią konwencjonalną i niekonwencjonalną innymi słowy mówiąc powinniśmy prowadzić walkę zbrojną i niezbrojną w myśl zasad opisanych przez prakseologa Jarosława Rudniańskiego w rozdziale pt. „Z zagadnień walki z silniejszym przeciwnikiem” w jego pracy pt. „ Kompromis i walka ”

Walka z patokratami –psychopatami może mieć skalę mikrospołeczną / min. mój przypadek / * lub makrospołeczną. Egzemplifikacją takiej walki w skali makrospołecznej jest w tej chwili konflikt Zachodu z Rosją , w której anglosaska patokracja nie działa bezpośrednio sama , lecz do tego celu wysługuje się swoim żołnierzami –wasalami z Ukrainy oraz z UE , w tym z Polski.

Opisany przeze mnie temat bardzo dobrze muzycznie i tekstowo ilustruje śpiewany przez Włodzimierza Wysockiego utwór pt. „ Polowanie na wilki ”
https://www.youtube.com/watch?v=UYfVLM12kN0

Mam zastrzeżenia co do prawdziwości końcowego wniosku autora, cytuję :
„Bezczynność ludzi dobrych w służbie złym ludziom jest początkiem panowania dobra. ”
I tak :
po pierwsze : ludzie dobrzy / jeżeli faktycznie nimi są / nigdy nie będą służyli ludziom złym , lecz nawet żyjąc we wrogim środowisku /otoczeniu znajdą sobie własne poletko samorealizacji nie urągające ich godności i wolności ;

po drugie : ludzie dobrzy żyjąc w imperium zła nie mogą być bierni , lecz powinni aktywnie przeciwstawiać się złu , bowiem ich bierność , to początek zwycięstwa zła i, a nie koniec jak błędnie/ fałszywie pisze autor.

* mój przypadek opisany został szerzej w komentarzach do tego artykułu : https://pracownia4.wordpress.com/2015/06/04/kim-sa-psychopaci/#comments

detektywmjarzynski 23.09.2016 06:47:24

Etyka i cywilizacje

„Harmider etyk”
Feliks Koneczny
Artykuł opublikowany w: Myśl Narodowa Nr 24/1936/

Fragment:
(…) Siła bezinteresowności jest nadzwyczajna, a od zasobów tej cnoty w społeczeństwie zależą w znacznej mierze losy narodu i państwa. Ale powinna być, jak ów gołąb biblijny, obdarzony zarazem chytrością węża, bo inaczej stanie często na usługach zła. Zło samo z siebie siły twórczej nie wytwarza i jest pod tym względem jałowe. Runęłoby też od razu w gruzy, gdyby mu się nie powiodło wyprowadzić w pole odpowiedniej ilości bezinteresownych, którzy naiwnie uwierzą, że chodzi o dobro. Nie utrzymałby się bolszewizm, gdyby nie działacze bezinteresowni na trzeciorzędnych, głodowych stanowiskach. Niestety, można służyć złu w najlepszej wierze : Dobre intencje głów pomylonych często dotkliwie dają się we znaki życiu publicznemu!

Idźmy dalej w naszym wątku. Istotną etyczną sankcje w spełnianiu obowiązków stanowi dopiero odpowiedzialność. Gdzie nie ma rozbudowanej odpowiedzialności tzw. „tylko” moralnej, tam gdzie nikt nie ulęknie się odpowiedzialności wobec prawa, gdyż znajdzie sposoby, żeby sobie z nim dać radę.

Quid leges sine moribus ? Ludziom etycznie silnym surowa odpowiedzialność sprawia nawet przyjemność, co określił Janet przepięknie w tych słowach: „ Odpowiedzialność, największy ciężar, ale też najobfitsze źródło przyjemności najbardziej męskich i najszlachetniejszych”. U nas zaś Władysław Biegański, który przeszedł przez monizm, a doszedł do przełęczy pomiędzy etyką „autonomiczną” a katolicką ( zmarł w tym studium rozwoju) zwrócił uwagę na związek odpowiedzialności z aktywnością życia. „ Odpowiedzialnym może być tylko twórca celów i czynów – tylko osoba, jako przyczyna ostateczna”. W innym zaś miejscu wypowiedział uwagę prawdziwie głęboką: „ W powiązaniu przyczynowym odpowiedzialności nie ma ”. Faktyczna odpowiedzialność może zachodzić tylko w celowym powiązaniu spraw ludzkich. Tak jest: z zanikaniem odpowiedzialności moralnej zanikają zdolności twórcze w społeczeństwie. Spostrzeżenie Biegańskiego posiada daleki zasięg wychowawczy, socjologiczny i … polityczny.

W życiu zbiorowym musi być odpowiedzialność spotęgowana, bo inaczej zrzeszenie będzie się staczać do upadku. Kraj naprawdę cywilizowany poznaje się po tym, że nie ma w nim sprawy, przypadłości, rzeczy, w ogóle nie ma niczego takiego, za co nie byłby ktoś odpowiedzialny. Iluzoryczność zaś odpowiedzialności równa się bezkarności zła.

W prostym stosunku ilościowym i jakościowym do odpowiedzialności pozostaje czwarta gałąź naszych generaliów: sprawiedliwość. Nie hodują tego pojęcia sobkowie, u których goreje „miłowanie samego siebie i wszystkich rzeczy ze względu na siebie”. Skoro zaś pojęcie sprawiedliwości znajdujemy nawet u najprymitywniejszych, widocznie nie brak prymitywom ludzkim bezinteresowności, i odpowiedzialności, choćby w zakresach najskromniejszych.

Pojęcie sprawiedliwości starsze jest od utylitarystycznych zastosowań go w prawie. Jak odkrycie naukowe musi być starsze od wynalazku, podobnież odpowiedzialność i sprawiedliwość musiały być wpierw ujęte etycznie, niż prawnie. Pojecie sprawiedliwości stawało się jakby syntezą poprzednich, tu omawianych.

Skoro jednak zachodzą różnice w poglądach na godziwość i niegodziwość, nie może być zatem ogólnej zgodności co do tego, co uważać za sprawiedliwość, a co za niesprawiedliwość. Klasyczny dowód, jako nie ma „ jedności etycznej’, a są tylko atrakcyjne pewne pojęcia, jakby algebraiczne niewiadome, w które każda cywilizacja wkłada swe wartości, przeciwne bardzo częste wartościom u innych ludów.

Syntezą wszystkich składników etyki jest sumienie, będące i narzędziem etyki i jej strażnikiem; ciekawa rzecz, że nie orientują się w zagadnieniu sumienia ci, którzy wywodzą etykę z utylitaryzmu, a niektórzy zaprzeczają nawet istnieniu sumienia. Powiadają, że lepsze prawo wyraźne od fantazyjnego sumienia. Wypadałoby tedy zmieniać poglądy moralne wraz z każdorazową zmianą prawa?

Definicji sumienia podano sporo. Ponieważ atoli żadna z nich nie czyni zadość wymaganiom wszystkich nauk zajmujących się tym przedmiotem, proponuje od siebie definicje następującą: Sumienie jest to autokrytyka moralna. Ponieważ jednak objawia się to często żalem i wstydem przed samym sobą, więc lubią zagłuszać sumienie osoby o wygórowanej miłości własnej, nie dopuszczającej autokrytyki.

Rodzaj i szczeble cywilizacji, a więc także rodzaj i szczeble etyki zawisły również od tego, co się rozumie poprzez pracę. Obecnie aż cztery cywilizacje gardzą pracą fizyczną: chińska, bramińska, arabska, turańska. Tam dziedziny pracy fizycznej a umysłowej pełne są względem siebie pogardy i nienawiści. A skutki poglądów na pracę są dalekosiężne. W nauce św. Pawła o obowiązku pracy nie tylko mieściło się in nauce zniesienie niewolnictwa, lecz szacunek dla rękodzieł wzmógł w nich możliwość rozwoju, z czego zrodziła się potem cała nasza technika. Homo faber przestał być podmiotem w społeczeństwie i wyrósł z niego w cywilizacji łacińskiej wynalazca, zmieniający cudami techniki oblicze ziemi. Odkryć naukowych nie brakło ani światu starożytnemu, lecz nie było techniki, któraby je zmieniła w wynalazki, albowiem źródło techniki, praca ręczna, zasypane było pogardą. My zaś doszliśmy do tego, iż polski ekonomista oświadcza: „ Praca potrzebna jest do szczęścia” – i ma słuszność.

U rozmaitych ludów natrafiamy jednak na rozmaite zapatrywania co do rozmiarów i owoców pracy. Każda etyka ma swoją ekonomię społeczną. Np. u Mongołów nie godzi się kopać ni drapać ziemi: jakżeż tedy mieliby być rolnikami ? U Murzynów wolno zepsuć sąsiadowi plantację bananów, jeśli zasadził ich więcej, niż zdaniem sąsiadów „potrzebuje”.

Wreszcie dzieli cywilizację i etyki stosunek do czasu. Opanowywanie go stanowi niepoślednia cechę rodzaju i szczebla cywilizacyjnego, a dokonuje tego jedna tylko cywilizacja łacińska. Dla Chińczyka, Mongoła, Turka, Araba, Rosjanina, Hindusa, czas jest bez wartości, gdy tymczasem my „ łacinnicy” staramy się opanowanie czasu przedłużać poza grób. My mamy wielka troskę: troskę o potomnych. Taki właśnie stosunek do czasu rozszerza i wzmacnia w nas odpowiedzialność, która nie kończy się ze śmiercią. (…)

35stan 23.09.2016 10:39:58

@Zbigniew Jacniacki 01:05:33 & detektywmjarzynski 06:47:24

Panowie,
tu nie ma co odkrywać Ameryki. To wszystko są znane prawdy psychologii społecznej i wynikających z niej technik (socjotechnik) oddziaływania na grupę, tłum.

Żadna rewolucja, żadna zmiana systemu społeczno-politycznego nigdy nie była realizowana oddolnie i nie dlatego, że wynika to ze społecznych wad – po prostu, tacy już jesteśmy pod każdą szerokością geograficzną.

Tu jest to dość dobrze opisane (z wyjątkiem punktów 12, 13, 14): https://tomaszmajewskishow.wordpress.com/o-czym-to/o-oddolnych-rewolucjach-i-demokracji-slow-kilka/

Rzeczpospolita 23.09.2016 16:56:18

@detektywmjarzynski 06:47:24…ludzie dobrzy / jeżeli faktycznie nimi są / nigdy nie będą służyli ludziom złym ….

Cóż , chciałbym , aby tak było…, ale niestety nie jest.

Proszę wyjaśnić kto buduje te imperia zła-bankowe, zbrojeniowe, medialne, farmaceutyczne, zakłamaną edukację…. ??? Diabły ???

nikogo do niczego nie namawiam…
No może jedynie do tego, aby pozbyć się złudzeń,
że imperia fałszu i iluzji mogłyby wyrosnąć bez aktywnego uczestnictwa ludzi dobrych.

Pański postulat „””aktywnie przeciwstawiać się złu””” może być dopiero realny , gdy wcześniej dobrzy ludzie przestaną je wspierać.
A robią to obecnie w masowej skali…. Dlatego pierwszy krok nazwałem bezczynnością w służbie złu.
Nie nazywam Pańskiego poglądu błędnym lub fałszywym.
Mój jest zwyczajnie inny.
Kto będzie chciał, to przetestuje je na własnym podwórku.

Zbigniew Jacniacki 23.09.2016 17:29:55

Opublikowanoa za: http://zbigniew1108.neon24.pl/post/133900,do-panowania-zla-konieczne-jest-poparcie-ludzi-dobrych

Comments

  1. nanna says:

    Człowiek to nie żaden martwy przedmiot, który można określić. Człowiek to stała zmienna, dokładnie taka jaka jest rola danego człowieka w Ewolucji. Życie człowieka to żywy proces, nie ma w nim dwóch identycznych sytuacji, a na świecie nie ma dwóch identycznych ludzi.

    Kogo więc i z czym porównać? Oraz w jakim celu? Czy jeżeli ja określę kogoś według własnej skali wartości, to czy to będzie oznaczać, że to prawda, to moje zdanie na czyjś temat? Wcale nie!

    Ludzie powinni sami siebie określać według uniwersalnej skali wartości, pozwalającej na zbudowanie systemu społecznego, jakiejś grupy ludzi, którzy w jej obrębie mogą się rozwijać, są użyteczni i zintegrowani ze społecznością. Czy się komuś to podoba czy nie, Kosmos to jedna całość, zawiera on Matkę Ziemię jako jedną całość, a na Matce Ziemi są istoty żywe też jako całość. Cierpienie jednej, jedynej istoty żywej jest cierpieniem całości.

    Człowiek powinien niejako płynąć przez życie, a życie powinno przepływać przez człowieka.
    To by był jakiś rodzaj harmonii, wzajemnego oddziaływania, dobrego i dla całości i dla jednostki.

    Nic się nie zmieni na lepsze do czasu, aż ludzie to zrozumieją.

    Nie można budować własnego dobrobytu na cudzej nędzy i nie da się zbudować własnego szczęścia na cudzym nieszczęściu.
    Więc dana społeczność powinna być w stanie zapewnić jej członkom podstawowe zabezpieczenia jak jedzenie, mieszkanie i bezpieczeństwo w sensie fizycznym. I oczywiście każdy z członków danego społeczeństwa miałby duży margines dla indywidualnego działania, w którym to działaniu mógłby się ten człowiek sprawdzić na własny koszt i własne ryzyko.

    Oczywiście, jeżeli działanie danego człowieka spowodowało by np. jego kalectwo, no to wówczas cała grupa musiała by sobie wziąć tego inwalidę niejako na społeczne utrzymanie. A więc jest tu kwestia, czy było to celowe i świadome narażanie zdrowia czy też wypadek losowy. No i tu społeczeństwo musiało by udowodnić, że nie zostawia „za karę” lekkomyślnika, lecz go integruje w ramach człowieczeństwa całości.

    Nie jest możliwe określić, ile i komu wolno się „wychylać” czy narażać własne zdrowie i życie, a więc na bazie dobrowolności każdy musiałby sam zdecydować, czy i na ile chce się z innymi dzielić plonami własnej pracy, na ile chce przejąć opiekę nad „pechowcami” itd. I to jest wówczas rozwój duchowy danego człowieka, który poprzez humanitarne działanie osiąga wyższy pułap człowieczeństwa.

    A ponieważ nie ma najmniejszego sensu zmuszać ludzi, by byli „dobrzy” i „porządni”, no to musi zostać jak jest do czasu, gdy każdy człowiek sam z siebie zechce być „dobry”, pracowity i uczciwy.
    Jeżeli Bóg dał takie możliwości człowiekowi, no to ludzie nie powinni zabawiać się w Boga i zniewalać innych tylko w imię własnych wyobrażeń na temat dobra i zła.

    Nikt z nas nie jest nieśmiertelny.

    A więc umierając mamy jakiś „bagaż energetyczny” plasujący nas „w niebie” albo „w piekle”.
    Jedno życie ludzkie, taki jednorazowy „wybryk” byłby bez sensu, a więc logiczne jest, że w ramach reinkarnacji człowiek ma szansę naprawiać błędy z poprzedniego życia i tym samym się doskonalić. Po to, by kiedyś tam zjednoczyć się ze Stwórcą, bo taki jest Plan, na tym polega Gra Kosmiczna.
    Dlatego katolickie doktryny usunęły z ludzkiej świadomości kolektywną pamięć o reinkarnacji czy to ją wyszydzając, czy wypalając żelazem i torturami.

    Więc katolicki człowiek czuje się niejako jako produkt „wypadku przy pracy” i według tych katolickich założeń człowiek jest jedynie fabryką (nie wolno się wyrażać, no to nie) ekskrementów. Co w szerszym widzeniu świata w ogóle nie miało by sensu, by ludzie się rodzili. Przerobienie pachnących owoców czy warzyw na śmierdzący nawóz nie może przecież być jedynym celem istnienia człowieka na Matce Ziemi, choć akurat tak pouczają ludzi katoliccy macherzy.
    Jesteśmy nie tyle ofiarami „dobra” czy „zła” ile ofiarami błędnych algorytmów, według których postrzegamy życie jako takie.

    Co do tego, że dobry człowiek nigdy nie wesprze świadomie zła, to pełna zgoda. W momencie, gdy dobry człowiek zło popiera, przestaje taki człowiek być dobrym człowiekiem i staje człowiekiem złym.
    Więc te wszystkie naciągane prawdy o tym, jak to dobrzy ludzie są ofiarami złych ludzi nie trzyma się kupy. Jest cena do zapłacenia za „bycie dobrym” i nie każdy chce ją płacić. No to woli uczestniczyć w produkcji „zła” udając jednocześnie człowieka dobrego.

    Tak się składa, że żyjąc na tym świecie we wszystkim uczestniczymy na poziomie kolektywnym.
    A ponieważ świat/życie itd. to hologram, ważny jest rozwój jednostki, co przekłada się automatycznie na rozwój całości.
    Gdyby ludzie mieli tego świadomość i każdy czułby się odpowiedzialny za własny rozwój no to świat byłby rajem.

    Natomiast sprawa wygląda tak, że większość uważa, iż ich życie jest co prawda nie w porządku, ale winni są ci inni, a nie oni sami, więc szansy na naprawę czegokolwiek nie ma. „Ci inni”, enigmatyczni, nie są skłonni naprawiać cudzego życia i to tak, by tym ludziom powodziło się lepiej.

    I bardzo dobrze. Takie pomaganie polega bowiem głównie na podporządkowywaniu ludzi „słabszych” ludziom „silniejszym”. Czyli jest to pozbawianie ludzi wolnej woli danej im przez Stwórcę, pozbawianie jej w imię materii, stanowiącej główny czynnik pomocowy. Czyli najeść się co prawda można, ale jest się niewolnikiem dostarczyciela tego jedzenia. (Indianie północnoamerykańscy, niektóre ich większe grupy/plemiona, miały taki system społeczny, który zobowiązywał każdego do zapewnienia sobie bazy materialnej – jedzenia czy ubrania – we własnym zakresie. A więc taki Indianin był panem samego siebie, miał to za własne, co upolował albo zrobił własnymi rękami doskonaląc swoje umiejętności = rozwijając się – albo jego dorobek uzupełniały przedmioty z wymiany posiadanych rzeczy na inne, posiadane przez kogoś innego. System ten umożliwił tym Indianom tak wysoki rozwój duchowy – integracja i to pełna ludzi starych, dzieci i poszanowanie przyrody w maksymalnym stopniu, co było jednoznaczne z nieposiadaniem pieniędzy i nie sprzedawanie oraz nie kupowanie Darów Boga, udostępnianych każdemu przez Boga za darmo. Ci Indianie byli na progu osiągnięcia kolektywnego oświecenia (samorealizacji) i dlatego „kolumb odkrył amerykę”, a nie dlatego, że europejczycy pożądali pieprzu. Jak wiemy, kolumb wcale nie jechał w ciemno, a na pokładzie byli osobnicy znani jako bankierzy. Po co mieli by oni, ci bankierzy, wieźć pieniądze w dzicz i głuszę? Nam wciskają kit, ale „ci owi” wiedzieli dokładnie, dlaczego tak ważne dla nich, „tych owych” jest napadnięcie na Indian i ich unicestwienie. Gdyby Indianie osiągnęli oświecenie, nie możliwe byłoby „średniowiecze” w europie, niemożliwe byłoby wciskanie ciemnoty ludziom od tamtego momentu do dziś. Ci owi wiedzieli, że Indianin miał wybór taki, że albo da po ryju tym owym i spadnie na niższy poziom rozwoju, albo da się zabić czy zapędzić do rezerwatu. Radykalne działanie w obronie życia często sprawia, że człowiek musi kogoś po prostu zabić. Indianie tego nie chcieli robić. A gdy się na to jednak zdecydowali, to byli już zinfiltrowani, wpędzeni w alkoholizm i nędzę a ich plemię było rozbite. Teraz się odradza to wszystko i Indianie wracają na właściwą ścieżkę, z której zepchnęli ich bladzi.
    Ewolucja nie zna pośpiechu, a śmierć to tylko zmiana ciała niczym zużytego płaszcza na nowy. No, ale to tylko taka mała dygresyjka, bo mi się skojarzyło.)

    Nie można się za kogoś najeść, wyspać czy nauczyć np. tabliczki mnożenia.
    A więc czas, by ludzie przejęli odpowiedzialność za własne życie i zrobili to w ramach zasad uniwersalnych, danych człowiekowi przez Boga.

    Ludzie zostali przyuczeni do rozumowania w takich kategoriach, że na przykład złodziej coś kradnąc komuś „ma dobrze” bo ma łup złodziejski, natomiast ofiara jest stratna.
    Jest to myślenie bardzo naiwne. Lepiej być ofiarą niż sprawcą, ponieważ ofiara złodzieja straciła tylko rzecz materialną, czyli strata jest do odrobienia. Natomiast złodziej ma zapisane w swojej świadomości na zawsze, że jest złodziejem, i nawet gdy przestanie kraść, to jest tym złodziejem w dalszym ciągu, ponieważ jego psychika zbudowana jest na złodziejskich zasadach. Złodziej nie może uczynić tego faktu kradzieży niebyłym i nie pomogą żadne starania czy żale. Nawet oddając łup taki osobnik jest złodziejem, który łup oddał. Ale złodziejem zostaje i niczym tego nie wymaże.

    Właśnie tego rodzaju świadomości brak jest ludziom i dlatego może się szerzyć „zło”.
    Ono tak naprawdę nie istnieje. Kto widział zło na własne oczy? Widzimy tylko skutki złego postępowania. A więc materialny wymiar niematerialnego. Czyli zmiana musi nastąpić w niematerialnym, by nie było skutków w sferze materialnej.

    Kosmos jest absolutnie doskonały. Nasza Matka Ziemia jest absolutnie doskonała. I co najważniejsze, człowiek też jest absolutnie doskonały, tylko on o tym nie wie i zachowuje się zgodnie z własnym, fałszywym wyobrażeniem – niedoskonale. Ludzie po prostu pozwolili na to, by „co owi” wgrali ludziom w umysły fałszywe algorytmy. Takie algorytmy samomaskujące.
    Więc zamiast jałowych walk „ze złem” wystarczyło by, żeby ludzie chcieli odkryć w sobie doskonałość, czyli Odbicie Boga Wszechmogącego.

    Nie ma takiej siły w ludziach, by naprawić świat.
    Nie oni świat stworzyli i nie oni są władni go naprawiać.

    Natomiast jest w ludziach siła, by naprawiać siebie i od tego trzeba zacząć.
    Gdy nikt nie będzie kradł, to nie będzie na świecie złodziei.
    Gdy nikt nie będzie korzystał z prostytutek, no to nie będzie na świecie prostytucji itd. itd.
    Wiadomo, że ludzie zakładają, że to niemożliwe, by nikt nie kradł i nie prowadził się niemoralnie (no proszę, też ładnie to napisałam, choć można było jednym słowem :)))) i nie mają przy tym na myśli siebie zakładając, że oni są zarówno moralni jak i uczciwi, tylko ci inni świat psują tak, że jest „źle”.

    W wyniku tego nikt nie czuje potrzeby naprawiania u siebie czegokolwiek, a więc musi zostać jak jest do momentu wejścia większych grup ludzi na wyższy poziom świadomości, no to wówczas się „kiwnie w dobrą stronę”.

    Ale nie stanie się to z mocy jakiegoś dekretu, dyktatury czy innych nacisków – na przykład fałszywej religii katolickiej, która przecież pcha ludzi w stronę przeciwną niż rozwój duchowy i poszukiwanie Boga. W kościele katolickim człowiek pozbawiany jest własnej wolnej woli i zmuszony jest podporządkować się katolickiej administracji, która jako „pośrednik” między ludźmi i Bogiem daje ludziom taki obraz Boga, jaki jest korzystny dla trwania katolickiej instytucji. W katolickich strukturach człowiek podporządkowywany jest katolickiej władzy przy pomocy zastraszania i gróźb, klątw i „grzechów”.

    Zmiana musi zajść w ludziach, w ich sposobie postrzegania i w ich systemie wartości, czyli jeśli człowiek byłby w stanie postrzegać siebie jako CZĘŚĆ CĄŁOŚCI, no to wówczas jego działanie skierowane byłoby na osiągnięcie harmonii z tą CAŁOŚCIĄ, a więc możliwe stałoby się przywrócenie raju na naszej kochanej, jedynej Matce Ziemi. I to wszystko niezależnie od koloru skóry, przodków pochodzących z kresów, stanu „majątku” czy miejsca zamieszkania.

    Ja zdaję sobie sprawę, że mój komentarz jest nieco inny niż były one dotychczas. Różnica polega na tym, że amputuję sobie pewne asocjacje by wyjść naprzeciw oczekiwaniom ludzi, których szanuję. Wiem, że robi to ze mnie kalekę, ale co tam! I tak jedni wymyślą sobie, że jestem „komunistka”, inni że „walczę z kościołem” a jeszcze inni co innego.

    A ja? a ja mam w planie spruć ładny sweterek, który zrobiłam parę lat temu i przerobić go na inny nieco model. Obie nasze sunie mają ruję, co dostarcza nam z całej okolicy psich gości nieproszonych i denerwuje nasze psy, które bronią swojego terenu. Nudno nie jest. Zrobiłam mus z jabłek – zapiekałam w dużym garnku (nie może mieć części plastykowych, pokrywka też nie) w piekarniku, pod przykryciem, to nie musiałam mieszać i mi się nie przypalało, choć odrobinę wody dodać musiałam. Wyszedł smakowity! W ramach gimnastyki będę się wyginać sprzątając półki w spiżarni, bo jest jakby mniejsza niż zwykle i miejsca mi dramatycznie brak. No więc, czy jest we mnie coś z komunizmu? czy jest coś, co byłoby moją walką z kościołem katolickim? Nie ma nic takiego. Zajęta jestem swoim życiem do tego stopnia, że tamte sprawy są odległe i właściwie nieważne. Piszę, ponieważ od dawna dostaję sygnały, że powinnam pisać, bo „mam dar pisania”. Jeżeli o mnie chodzi, to ten „dar” jest dla mnie czymś tak naturalnym, że ja tego nie widzę. Ale jako ta właśnie „część całości” w ten sposób uczestniczę w życiu społecznym i niektórzy to aprobują.

    Cokolwiek oceniam, robię to jako ja i tylko ze swojego punktu widzenia – bo jakże mogłabym inaczej? Każdy tak robi, choć nie każdy jest tego świadom i się podpina pod „autorytety”. Ale czy to można wiedzieć, „co miał poeta na myśli”? nie można, można tylko spekulować.

    By mieć osobowość i to własną, wypada się najpierw dowiedzieć, kim się tak naprawdę jest. I jest to zadanie na całe życie.
    Pchanie się do rządzenia, narzucanie swoich wizji „lepszego świata” zawsze będzie kończyć się wojnami i „świętymi inkwizycjami”.
    Uważam, że każdy, kto wie o co chodzi z tym rządzeniem i naprawianiem świata z pewnością wybierze choćby zamiatanie ulic jako sensowniejsze zajęcie niż wątpliwe honory wydawania dyspozycji palcem dyrektorskim „ty zrobisz to, a ty to”.
    Ryzyko zbawiania świata jest takie, że każdy człowiek sobie to zbawienie wyobraża inaczej i bardzo dobrze!!!
    Mamy uczestniczyć w Ewolucji, czyli żywym procesie z niesłychanie ogromną ilością możliwości rozwiązań i sytuacji.
    Człowiek, który jest pozbawiony możliwości samodzielnego podejmowania decyzji nie rozwija się, jest zewłokiem miotanym a to namiętnościami, a to fanatyzmem.

    Więc jedynie pozostaje wtedy tym rządzącym albo wziąć tych ludzi skutecznie za twarz dając im jakąś ideologię zastępującą twórczy rozwój, albo takich likwidują fizycznie, żeby nie przeszkadzali. W skali większej ta likwidacja ma formę wojny, także domowej.
    Kończę, bo ta autocenzura już mnie nieco zmęczyła.
    Zdaję się w tym momencie na Los. Jeśli ten post przejdzie to znaczy, że ma przejść i ktoś ma go czytać. Jeśli mi kLasnoródki zepsują internet i nie pójdzie, to też dobrze. I co ciekawe, żeby sprawdzić, muszę wysłać. I nie mam wpływu na to, co będzie. Czy to nie zabawne?

  2. pokojnaziemi says:

    Brawo za poruszenie tematu, o którym pisałem o od dawna na różnych forach. Problem dotyczy też tych, którzy nie biorąc udziału w wyborach sankcjonują tym samym panoszące się zło (głosy nieważne też się liczą, a nie ma jak dotąd dowodów, że w Polsce wybory fałszowano po 1989).

    Konflikty, wojny, terroryzm to przede wszystkim biznes – zarabia się nie tylko na grabieży zasobów podbitych krajów, ale również na podporządkowaniu rynków zbytu (np wojny opiumowe), a także na każdym innym elemencie kontrolowanym przez światowy konglomerat wielkich koncernów z największych branż: na oglądalności rozlewu krwi, przemocy i strachu w mediach (właścicielem NBC był GE , jeden z głównych dostawców dla wojska), na spekulacjach na giełdach posiadając wiedzę i kontrolę nad „przypadkowymi” kryzysami, na narzucaniu podatków na ‚bezpieczeństwo i obronność”,…

    Ta sama sitwa koncernów zarabia też na konsumpcji pokojowej – fast foody, napoje słodzone, wysoko przetworzona żywność, „rozrywka” oparta na fałszu, przemocy i strachu, subsydia niszczące lokalnych producentów. A to wszystko funkcjonuje dzięki pozornie „dobrym ludziom”, którzy jak stado bezmyślnych baranów konsumują na potęgę nabijając kabzę wielkiemu biznesowi. Teraz doszły sieci społecznościowe, wyszukiwarki, przeglądarki, portale z filmikami – funkcjonujące dzięki głupocie, próżności, chciwości mas „dobrych ludzi” dobrowolnie poddających się permanentnej inwigilacji. Tylko MASOWY BOJKOT tej sitwy żerującej na ludzkich słabościach może nas uratować.

    Ale do tego potrzebna jest silna wola, silne jednostki, silne grupy. A jak wiadomo „słabi do jadło dla silnych na sadło!”.

    To właśnie tę przytłaczającą, masową słabość ludzi wykorzystuje sekta powstała w Babilonie 500 lat przed Chrystusem, która ostatnio bardzo udoskonaliła swoje metody dzięki Tavistock Institute, programom MK ULTRA, MONARCH i podobnym służącym właśnie do łamania i kontroli jednostek i mas ludzkich.

    Neokonserwatyści (Project for the New American Century, FDD) wywodzący się od trockistów, właśnie ludzką słabość wykorzystują w swej ideologii by zdobyć całkowitą kontrolę nad światem dzięki hegemonii USA. Punktem przełomowym miały być zamachy 11 września, a potem już z górki, tylko że po drodze na przeszkodzie w 2011 w Syrii stanęła Rosja i jej sojusznicy, znowu walcząc z ideologią poniekąd nazistowską, gdyż neokoni inspirowali się Leo Straussem i Carlem Schmidtem.

    Filozofia dominacji http://pokazywarka.pl/4v9ze1/ główne idee:

    Są rządzący i rządzeni; „nadający się na rządzących są ci, którzy zrozumieją, że istnieje tylko jedno prawo

    Elity muszą wciąż oszukiwać swoich podwładnych.

    Religia „to spoiwo społeczeństwa”. Jakakolwiek wystarczy. Społeczeństwo świeckie .. to najgorsza możliwa rzecz,” ponieważ prowadzi do indywidualizmu. „Potrzebny jest tłum, który można formować jak plastelinę”.

    „…ład polityczny jest stabilny tylko wtedy, gdy jest zjednoczony przed zewnętrznym zagrożeniem;
    podążając za Machiavellim, … jeśli takie zagrożenie nie istnieje, to trzeba je stworzyć”.

    „Ponieważ ludzkość jest rdzennie niegodziwa, musi mieć nad sobą władzę. Taka władza może być ustanowiona tylko pod warunkiem zjednoczenia ludzi, a takie zjednoczenie jest możliwe tylko wobec innych ludziÄ

    To sum up: Strauss advocated a benevolent aristocracy that keeps its citizens in line
    using religion, deceit, and perpetual war. Ayn Rand and the Noble Lie

    The kingdom is Yours, and You will reign in glory for all eternity. As it is written in Your Torah: „The Lord shall reign for ever and ever.” And it is said: ” And the Lord shall be King over all the earth: on that day the Lord shall be One, and His name One.” No nobler dream was ever dreamt. It is surely nobler to be a victim of the most noble dream than to profit from a sordid reality and to wallow in it.(Leo Strauss)

    Gradually, by selective breeding, the congenital differences between rulers and ruled will increase until they become almost different species. A revolt of the plebs would become as unthinkable as an organized insurrection of sheep against the practice of eating mutton. – Bertrand Russell, The Impact of Science on Society

    O krótkowzroczności słabych ludzi pisał pastor Niemoller w Dachau: „Kiedy przyszli po związkowców nie protestowałem, bo nie byłem związkowcem, Kiedy…., Kiedy przyszli po mnie nie było komu protestować”

    Problem polega nie tylko na tym, że masy ciemnego ludu swoją bezmyślną (konsumpcjonizm), albo cwaną, cyniczną egzystencją wspierają antyludzką, zbrodniczą kabałę, ale też na tym, że ludzie nie zdają sobie sprawy jak słabymi jednostkami są naprawdę.

    Wystarczy trochę przykręcić śrubę – utrudnić życie poprzez sankcje gospodarcze, spekulacje wobec walut, akcji, obligacji, porobić trochę zamachów terrorystycznych (NATOwska „Gladio” – strategia napięcia) – i już robią to czego zbrodnicze elity chcą, podporządkowują się potulnie jak baranki.

    A jeśli przykręcić śrubę jeszcze trochę i odpowiednio podjudzić, to wychodzą na jaw najgorsze, kryminalne instynkty i sąsiedzi dopuszczają się na swoich sąsiadach najgorszych zbrodni. Tak było w hitlerowskich Niemczech, w bolszewickiej Rosji, na banderowskiej UPAdlinie, a teraz na naszych oczach na terenach na Bliskim Wschodzie pod kontrolą salafitów, takfirytów i wahabitów.

    Naprawdę niewiele potrzeba, by zgoła „porządni, spokojni, dobrzy” ludzie zaczęli napadać, rabować, gwałcić, mordować, torturować, okaleczać, nie tylko obcych, ale również sąsiadów i znajomych.

    Zwłaszcza za odpowiednią opłatą w światowej walucie rezerwowej i po nafaszerowaniu substancjami psychoaktywnymi (alkohol, captagon,…)

    Ogólny stan ludzkości jest tragiczny, a prawdziwe bezpieczeństwo i porządek kosztują o wiele więcej niż się to społeczeństwom wmawia, zwłaszcza pod względem osobistego zaangażowania.

    Czym prędzej masy ludzkie zdadzą sobie z tego sprawę tym lepiej.

    • Klub Inteligencji Polskiej says:

      Dziękujemy za interesujący ze znajomością wielopoziomową istoty rzeczy komentarz. Na szczęście „ład babiloński” a w istocie rzeczy korzenie tego ładu są jeszcze starsze, rozpada się na naszych oczach. Ponieważ się spieszą to popełniają coraz więcej błędów, które „otwierają oczy” coraz większym grupom ludzi, a zwłaszcza ludziom ze służb siłowych, którzy w systematycznie zwiększającym się odsetku „sypią piasek w tryby” tego globalistycznego, zamordystycznego systemu. Globaliści od ponad 10 lat próbują za wszelką cenę doprowadzić do III Wojny Światowej, ale im to nie wychodzi i miejmy nadzieje, że nie wyjdzie, ponieważ gwałtownie zmienia się świadomość ludzi na całym świecie, w największym stopniu dzięki internetowi, który ujawniając zamiary często zapobiega planowanym wydarzeniom. Masy ludzkie sterowane są świadomością zbiorową. Ale żeby ją zmienić wystarczy od pierwiastka kwadratowego z 1 % danej populacji do kilku procent: w zależności od stopnia koncentracji na jasno zdefiniowanych kierunkach zmian.

      • pokojnaziemi says:

        Dziękuję za miłe słowa. Cała przyjemność po mojej stronie.

        Niestety zbiorowa świadomość wzrasta o wiele za wolno jak na moje oczekiwania. Ludzie są niewolnikami „religii opłacalności”, nie rozumiejąc, że opłacalność większości procesów, w które się angażują jest ustawiona przez zarządców „ładu babilońskiego”. Ogłasza się „światowy kryzys” – i już można podnieść podatki, albo straszy się „zagrożeniem agresją Rosji” by gładko narzucić zwiększenie wydatków „na obronność”, czyli utrzymanie aparatu strzegącego bezpieczeństwa globalnej oligarchii pedofilów i satanistów. Natomiast po cichu oszukuje się np. na stawkach LiBOR, COMEXie, cenach ropy co ma bezpośrednie przełożenie na warunki bytowe ciemnego ludu – ale przecież ten nigdy tego nie zweryfikuje, bo wszelkiej maści presstytutki i dziwki medialne skutecznie to zatuszują i odwrócą uwagę na „rozwód Branjeliny”…

        Niestety nie obejdzie się bez jakiegoś globalnego katalizującego wydarzenia, miejmy nadzieję, że tym razem nie w postaci operacji „fałszywej flagi” i bez ofiar, dzięki któremu ludzkość przeżyje prawdziwe katharsis, przebudzi się i zobaczy w lustrze swoje obrzydliwe oblicze.

        Oczywiście jest pewna część społeczeństwa już uświadomiona i aktywnie walcząca z tym wiekowy złem, ale jest ona niewielka, w najbardziej zaawansowanych cywilizacyjnie miejscach w Europie, w Niemczech, na Węgrzech, sięga może 40%; w Polsce to nie więcej niż 20%. Niestety te osoby są pomiędzy młotem a kowadłem – z góry pod presją zbrodniczej oligarchii psychopatów, ich bardziej lub mniej świadomych czynionego zła marionetek, cwanych i cynicznych oportunistów stanowiących w sumie jakieś 20% społeczeństwa, a z drugiej strony ta najbardziej wartościowa intelektualnie i moralnie grupa jest terroryzowana przez 5-10% ekstremistów, radykałów, fanatyków, kwazi-kryminalistów będących „pożytecznymi idiotami” i stanowiącymi, wraz z kolejnym 30-40% bezwolnych, bezmyślnych, nastawionych głównie na zaspokajanie własnych potrzeb mas, prawdziwą armię, która w imię podnoszenia swojego standardu życia jest gotowa podążać wyznaczoną przez oligarchów drogą rujnującą fundamenty solidarnego i sprawiedliwego społeczeństwa.

        „Interesuj się tylko tym co cię bezpośrednio dotyczy!”, „Nie martw się o innych” – to naczelne zasady wpajane przez starsze pokolenia swojemu potomstwu przygotowywanemu do permanentnego”wyścigu szczurów”, a wszelkie próby kwestionowania tego podejścia spotykają się z powszechnym szyderstwem i cynicznymi uśmieszkami (pomijając nie aż tak liczne, ale zawsze chwalebne wyjątki przedstawiane w programach publicystycznych, jak np. pomoc dla dzieci z rzadkimi, ciężkimi chorobami genetycznymi, czy dla ludzi ciężko doświadczonych przez los). Rodzice, szkoły i kościoły wychowują w duchu walki o ochłapy z pańskiego stołu, podczas gdy na naszych oczach odbywa się największy w historii transfer bogactwa w górę, do kieszeni i bankowych sejfów globalnej banksterki i jej dworzan.

        Prawdziwa sprawiedliwość wymaga olbrzymich zasobów, a te są coraz mniejsze w rękach maluczkich, kontrolowane przez zarządców z City of London. Najwartościowsza grupa społeczeństwa, umęczona tą swoistą grą w „dwa ognie”, „zbijaka”, miotając się pomiędzy zbrodniczymi „elitami” a ciemnymi masami na ich usługach ma naprawdę niewielkie pole manewru by wywalczyć trochę prawdziwej wolności. Rosja i jej sojusznicy pozwolili na złapanie oddechu, ale na jak długo?

        Ktoś mądry kiedyś powiedział „Prawda was wyzwoli”.

        Oby jak najszybciej.

Wypowiedz się