WINCENTY WITOS – MĄŻ STANU XX WIEKU, WIELKI PRZYWÓDCA POLSKIEGO LUDU

Witos

Wincenty Witos był genialnym samoukiem, bez formalnego wykształcenia, ale od małego dociekliwy, ciekawy wiedzy i niezwykle samodzielnie myślący. Jego słowa były zgodne z czynami, a umysłem ogarniał zagadnienia całościowo, panoramicznie, a nie wąskospecjalistycznie.

 Jeden z oficerów brytyjskich ( nie pamiętam w tej chwili nazwiska), który pisał w Dwudziestoleciu Międzywojennym pracę doktorską z ruchu ludowego w Polsce, kiedy w końcu II Wojny Światowej wyzwalając z armią brytyjską obóz jeniecki,  spotkał w nim Polaka z Wierzchosławic – wsi rodzinnej Witosa – w rozmowie z nim powiedział m.in. mniej więcej tak: „Wy Polacy nie doceniacie ludzi pochodzących z ludu,  wy doceniacie tylko ludzi  szlachetnie urodzonych, albo formalnie wysoko wykształconych. Wincenty Witos był wybitnym Mężem Stanu nie tylko Polski, ale i Europy, ale dla Was był to zawsze chłop, którego nie należy nigdy doceniać, cokolwiek by zrobił. I za to, że go nie docenialiście, zapłaciliście jako Naród i jako Państwo surową karę w II Wojnie Światowej.”

Należy tu przypomnieć, że w okresie II RP ponad 60 procent polskiego społeczeństwa mieszkało na wsi, a mniej niż 40 procent w mieście. W okresie Wielkiego Kryzysu,  po skolonizowaniu polski przez międzynarodową finansjerę, po zamachu majowym Piłsudskiego, ta część ludności szczególnie mocno ucierpiała, w wyniku wielkiej biedy i głodu na wsi.

Kościół Katolicki kategorycznie odmówił pochowania tego Wielkiego Polaka, Męża Stanu i Przywódcę Chłopów Polskich, na Wawelu,  mimo że na to w pełni zasługiwał. Zasługiwali na to, obaj wielcy Mężowie Stanu prawdziwi Polacy i reprezentanci Narodu Polskiego: syn chłopski Wincenty Witos i syn warszawskiego kamieniarza Roman Dmowski. Tymczasem Kościół Katolicki pochował na Wawelu „polskojęzycznych” „szlachciców” Józefa Piłsudskiego i Lecha Kaczyńskiego, którzy na to zupełnie nie zasługiwali.

Te krótkie porównanie dowodzi prawdziwego stosunku hierarchii Kościoła Katolickiego i Watykanu do Polski i Polaków, który ma niewiele wspólnego z zasadami, w tym zwłaszcza z Dekalogiem, które KK  głosi.  Potwierdzają to, w szerokiej historycznej skali, bardzo dobrze udokumentowane publikacje, m.in. w oparciu o Archiwa Biblioteki Watykańskiej, o stosunku do: 

  • chłopów –  książka Andrzeja Nowickiego: „CHŁOPI A BISKUPI”, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa, 1950  ( następny tekst na stronie);
  • Państwa Polskiego  i Narodu Polskiego – książka tego samego Autora pt. „1000 lat zatargów z papieżami” wyd. LSW, Warszawa, 1950.

 Dla oceny wielkości Wincentego Witosa, jako polityka i myśliciela politycznego, obok jego życiorysu, powinny wystarczyć te 3 następujące, ponadczasowe myśli:

  • „…POTĘGI PAŃSTWA I JEGO PRZYSZŁOŚCI NIE ZABEZPIECZY ŻADEN, CHOĆBY NAJWIĘKSZY GENIUSZ – UCZYNIĆ TO MOŻE CAŁY ŚWIADOMY SWYCH PRAW I OBOWIĄZKÓW NARÓD…”
  • „…STAŃMY NA GRUNCIE PRAWA, KIERUJMY SIĘ SPRAWIEDLIWOŚCIĄ…”
  • „…ZACHOWANIE SIĘ NASZE PRZY TYM, MUSI BYĆ PEŁNE GODNOŚCI I HONORU, PRACY NASZEJ TOWARZYSZYĆ MUSZĄ ZGODA I WYTRWAŁOŚĆ…”

Redakcja KIP

Dr. Janusz Gmitruk: Wincenty Witos

Wincenty Witos był niekwestionowanym przywódcą polskich chłopów, zajmującym czołowe miejsce wśród najwybitniejszych działaczy ludowych. Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał go „wielkim przywódcą polskiego ludu i mężem stanu”. Był jedną z najbardziej niezwykłych postaci polskiej sceny politycznej w skali całego minionego stulecia. Za życia i po śmierci jedni otaczali go najwyższą czcią, inni nie oszczędzali pod jego adresem oszczerstw, skazując go na zapomnienie.

Urodził się 21 stycznia 1874 r. w Wierzchosławicach w pow. tarnowskim. Wspomnienia z dzieciństwa kojarzyły mu się z pracą w gospodarstwie, potem z zarobkowym wyrębem drzew w lasach księcia Sanguszki. Nauki w szkole pobierał zaledwie przez cztery zimy, ale wrodzona inteligencja i wielkie pragnienie wiedzy sprawiły, że szybko wyrósł ponad przeciętność.

Kariera Wincentego Witosa nie była jednak łatwa. Na każdą nową godność musiał solidnie zapracować. Na polityka i przywódcę polskich chłopów wyrastał stopniowo. W roku 1908 mieszkańcy gminy Wierzchosławice wybrali go na swego wójta, pełnił tę funkcję do 1931 r. W tym samym 1908 r. został posłem do galicyjskiego Sejmu Krajowego we Lwowie – miał wówczas 35 lat. W kolejnych wyborach parlamentarnych w 1911 r. został wybrany do austriackiej Rady Państwa w Wiedniu.

Jego działalność parlamentarna, a także praca prowadzona w ramach Polskiego Stronnictwa Ludowego zjednywała mu duży autorytet i popularność. Chłopów znał dobrze, wiedział, jak trafić do ich umysłów i serc. Był wielkim wychowawcą. Walczył o równouprawnienie warstwy chłopskiej, jej emancypację społeczno-polityczną i upodmiotowienie obywatelskie mieszkańców wsi.

Po kilku kolejnych latach Witosa zaliczano już do czołówki Stronnictwa Ludowego, od 1914 r. powierzono mu funkcję wiceprezesa Rady Naczelnej PSL „Piast”. Wkrótce stał się chłopskim przywódcą w skali ogólnopolskiej. Dzięki tej drodze poznał wszystkie arkana sztuki kierowania i politycznego działania na różnych szczeblach.

Swego rodzaju „przepustką” do polityki było dla Witosa prowadzone wzorowo gospodarstwo. Jako wyróżniający się rolnik i zarazem światły obywatel mógł otrzymać pierwsze społeczne mandaty w radach gminnej i powiatowej, a potem urząd wójta w rodzinnej wsi. Kiedy pisał, że nigdy nie mógł sobie darować, nawet jako premier rządu Rzeczypospolitej, żeby osobiście nie uprawić każdej skiby ziemi, to nie była to retoryka. Tak postępował, bo gospodarstwo zawsze pozostawało jego duchową i materialną ostoją. Dzięki niemu niemalże każdego dnia potwierdzał swoją wiarygodność jako rolnik i jako polityczny przywódca rzesz chłopskich.

Witos nigdy nie schlebiał swoim zwolennikom, nie uciekał się do taniego populizmu. Wręcz przeciwnie, dość często mówił bolesne prawdy, upominał, krytykował. A co ważniejsze – oni przyjmowali to z całą otwartością. Wszak jak rzadko kto Witos dbał o zgodność słów i czynów. Od siebie wymagał więcej niż od innych.

Był człowiekiem walki i czynu, chłopem – patriotą, politykiem kompromisu. Wiedział, że dobra polityka to sztuka realizacji tego, co możliwe. Był skłonny do ugody w każdej sytuacji, gdy uznał, że z punktu widzenia narodu, państwa i chłopów porozumienie będzie korzystniejsze niż walka. Ale miał także swoje zasady – niezmiennie sprzeciwiał się ugodzie jednostronnej.

W okresie I wojny światowej jako poseł do austriackiej Rady Państwa brał czynny udział w działalności Koła Polskiego. Z jego inicjatywy 28 maja 1917 r. Włodzimierz Tetmajer zgłosił uchwaloną przez Koło Polskie w austriackiej Radzie Państwa rezolucję, która domagała się niepodległej i zjednoczonej Polski z dostępem do morza.

Uczestniczył w konferencji 28 października 1918 r. w Krakowie, na której utworzono Polską Komisję Likwidacyjną i został jej przewodniczącym. Nie wszedł jednak w skład Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej powołanego 7 listopada 1918 r. w Lublinie, a potem do rządu Jędrzeja Moraczewskiego. Uważał bowiem, że w ogólnopolskim rządzie winny być reprezentowane wszystkie polskie ziemie oraz wszystkie ugrupowania polityczne.

W programie i działaniu Wincentego Witosa zawsze na pierwszym miejscy było państwo polskie, jego granice i ład w nim – „dobrze rozumiany interes państwowy”, a następnie interes chłopów. Polska i chłopi, a nie chłopi i Polska. Stale powtarzał, że najważniejszą zasadą polityki ludowej jest „utrzymanie niepodległości państwa i jego potęgi”.

W okresie międzywojennym Witos trzykrotnie stał na czele rządu RP. Pierwszy raz – od 24 lipca 1920 r. do 13 września 1921 r. – w dniach najbardziej dramatycznych w dziejach młodego niepodległego państwa – w czasie wojny polsko-bolszewickiej był premierem koalicyjnego Rządu Obrony Narodowej. Był przeciwnikiem federalistycznych koncepcji Józefa Piłsudskiego i za najważniejsze zadanie dla swego rządu uznał rychłe zawarcie pokoju z Rosją Sowiecką.

To właśnie on swą Odezwą do włościan najlepiej potrafił wówczas skłonić do wyrzeczeń i ofiar chłopów, stanowiących rdzeń narodu i polskiej armii. Po zwycięstwie Witos stał się symbolem „czynu chłopskiego”. Jego gabinet miał znaczne osiągnięcia w przeprowadzeniu plebiscytu na Śląsku, uchwaleniu konstytucji w marcu 1921 r. oraz doprowadzeniu do podpisania w Rydze 18 marca 1921 r. traktatu pokojowego z Rosją.

Drugi raz stał na czele rządu RP od 28 maja do 15 grudnia 1923 r. Po raz trzeci funkcję premiera pełnił zaledwie 5 dni w czasie burzliwych wydarzeń majowych w roku 1926. W wyniku zbrojnego zamachu stanu Józefa Piłsudskiego 15 maja podał się do dymisji.

Witos umiał przegrywać z godnością. Po 1926 r. Witos i jego stronnictwo PSL „Piast”, któremu prezesował nieprzerwanie od odzyskania niepodległości aż do zjednoczenia ruchu ludowego w 1931 r. – godzili się na różne kompromisy z myślą o tym, by rząd mógł funkcjonować, opierając się na parlamencie, by przekonać świat, że Polacy są zdolni zbudować i utrzymać państwo, by wykazać, że propaganda Niemców o sezonowości Polski jest tylko wyrazem ich pobożnych życzeń. Postępując w myśl tych zasad podjął współpracę z wszystkimi polskimi stronnictwami parlamentarnymi. W roku 1929 był jednym z inicjatorów, a następnie przywódców parlamentarnej opozycji antysanacyjnej, tzw. Centrolewu. Należał też do organizatorów oraz głównych mówców na kongresie Centrolewu w czerwcu 1930 r. w Krakowie.

Osadzony we wrześniu 1930 r. w twierdzy w Brześciu nad Bugiem razem z innymi przywódcami antysanacyjnej opozycji był następnie sądzony w tzw. procesie brzeskim przywódców Centrolewu. Został skazany na karę 1,5 roku więzienia. Przed uprawomocnieniem się wyroku 28 września 1933 r. przekroczył nielegalnie granicę i udał się na emigrację do Czechosłowacji.

Po procesie brzeskim, a także już po wyemigrowaniu Wincenty Witos stał się faktycznym – „wielkim przywódcą polskiego ludu”. Z nim identyfikowały się miliony chłopów cierpiących nędzę, odsuwanych przez sanację na margines życia politycznego. Jego przyjaciel Herman Lieberman powiedział o nim: „Lud kocha swego przywódcę jako legendę i jako symbol”.

Na emigracji Witos bacznie śledził rozwój sytuacji w kraju i działalność Stronnictwa Ludowego, z którego działaczami utrzymywał stałe kontakty. Na kongresach w 1935 i 1938 r. był zaocznie wybierany na prezesa Naczelnego Komitetu Wykonawczego SL; w jego zastępstwie funkcję tę pełnił Maciej Rataj.

W tym czasie nastąpiło poważne przewartościowanie poglądów Witosa – stanął na czele najbardziej bojowej, antysanacyjnej frakcji SL, opowiadając się za przeniesieniem walki z sanacją na teren pozaparlamentarny. Pod jego naciskiem władze Stronnictwa podjęły decyzję o zorganizowaniu w całym kraju protestacyjnego strajku chłopskiego w sierpniu 1937 r. Jednak także i wtedy Witos przestrzegał, że w walce z dyktaturą nie może ucierpieć Polska – bo rząd to nie państwo. W artykułach pisanych na emigracji powtarzał: „Trzeba zrobić wszystko, aby masy chłopskie jak najsilniej z państwem związać”.

Po zajęciu przez Niemców Czechosłowacji nielegalnie powrócił 30 marca 1939 r. do Polski. Został aresztowany, ale niebawem zwolniono go i mógł włączyć się ponownie w życie polityczne. W jego działalności myślą przewodnią było wówczas przygotowanie chłopów do trudnych zadań, jakie miały nastąpić wraz ze zbliżającym się zagrożeniem ze strony hitlerowskich Niemiec.

Wobec coraz wyraźniejszej groźby hitlerowskiej agresji w swych wystąpieniach na pierwsze miejsce wysunął hasło obrony Polski: „Nie trzeba przypominać, że naszym celem była i jest Polska Ludowa, Polska potężna i niezależna, Polska wolności i równości, Polska prawa, dobrobytu i sprawiedliwości, Polska zasad narodowych, chrześcijańskich i demokratycznych, Polska przez wszystkich umiłowana i broniona”.

Wkrótce po wkroczeniu wojsk niemieckich 18 września 1939 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu w Jarosławiu, potem w przebywał w więzieniach w Rzeszowie, Krakowie, Berlinie i Zakopanem. Niemcy namawiali go do stworzenia kolaboracyjnego rządu polskiego. Zdecydowanie odmówił. 1 marca 1941 r. został zwolniony, ale do końca okupacji przebywał pod nadzorem gestapo w rodzinnych Wierzchosławicach.

Po II wojnie światowej jako prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego stał się symbolem nie tylko jedności chłopskiej, ale też swego rodzaju sztandarem, wokół którego łączyły się w oporze przeciwko narzuconej przemocą władzy i sowietyzacji Polski różne warstwy narodu.

Zmarł w Krakowie 31 października 1945 r. Chłopscy przywódcy i działacze polityczni z całego kraju i liczne rzesze członków PSL już w dniu śmierci Witosa uświadomili sobie, jak wielką stratę poniósł ruch ludowy i cały obóz polskiej demokracji. Chłopi wysunęli żądanie pochowania Prezesa w podziemiach katedry wawelskiej. Arcybiskup Adam Sapieha kategorycznie odmówił, a do uroczystości pogrzebowych wyznaczył skromny kościół Bożego Ciała na Kazimierzu. Takie postawienie sprawy przez arcybiskupa ludowcy odczuli jako wyraz lekceważenia Witosa. Zdecydowano, że pogrzeb odbędzie się w Wierzchosławicach.

Oficjalne uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się 3 listopada w godzinach rannych mszą w Kościele Mariackim. Po nabożeństwie ośmiu krakusów przeniosło trumnę na specjalnie zbudowany podest. Wśród przemawiających był prezydent Bolesław Bierut, który udekorował trumnę Witosa przyznanym mu pośmiertnie przez Krajową Radę Narodową Krzyżem Grunwaldu I klasy.

Trasa 88-kilometrowego konduktu pogrzebowego wiodła przez Bieżanów, Wieliczkę, Bochnię i Wojnicz. Mimo deszczu, wiatru i zimna, na całej trasie towarzyszyły konduktowi tłumy. Setki sztandarów i tysiące wieńców, wygłoszono 45 mów pożegnalnych. W uroczystościach pogrzebowych w Wierzchosławicach uczestniczyło około 100 tysięcy osób, 600 pocztów sztandarowych, niesiono 360 wieńców, wygłoszono 17 przemówień. Jan Wiktor, żegnając Witosa, powiedział: „Ta mogiła będzie żyć wielką prawdą życia Wodza Narodu, z niej, jak z ogniska wiekowego, będą chłopi brać głownie, aby podpalić serca miłością pracy dla narodu i miłością wolności, która jest służbą dla Polski, najtrwalszą podwaliną jej potęgi”.

Dr Janusz Gmitruk

Autor jest prezesem zarządu Ludowego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego

Wypowiedz się